Powiedzieć, że biografia Ozzy’ego Osbourne’a jest barwna, to jak nie powiedzieć nic. Anegdotami z życia byłego wokalisty Black Sabbath można obdzielić kilka postaci. Tymczasem to wszystko przytrafiło się właśnie jemu. I mimo tego wciąż nagrywa, czego efektem jest naprawdę solidna porcja rocka.

 

 

Krnąbrny Ozzy

Wywodzący się z klasy robotniczej Birmingham John już w podstawówce został Ozzym. Od nauki zdecydowanie wolał muzykę. Porzucił edukację i dorabiał w fabryce samochodów oraz rzeźni. Sposobem na zarobienie kilku funtów miało być również obrobienie sklepu odzieżowego, jednak młody Anglik został złapany i wylądował na kilka tygodni w więzieniu.

Tony Iommi był kumplem Ozzy’ego ze szkoły. Wówczas nie spodziewali się, że pierwszy stanie się ikoną gitarowych riffów, a drugi jednym z najbardziej charyzmatycznych frontamnów w historii ciężkich brzmień. Wtedy, jako młodzi pasjonaci rocka, zaprosili do współpracy Billa Warda oraz Geezera Butlera i założyli własny zespół. Najpierw występowali jako Polka Tulk i Earth, ale zainspirowani filmem na motywach powieści Dennisa Wheatleya, zmienili nazwę na Black Sabbath. Z prostych brzmień, którymi zarabiali na weselach, obrali bardziej mroczny kierunek.

Black Sabbath

Kariera Black Sabbath i Ozzy’ego była od początku pełna zawirowań. Najpierw muzycy mocno zaskoczyli słuchaczy, prezentując na debiutanckiej płycie „Black Sabbath” surowe i ciężkie brzmienia, których wówczas próżno było szukać w Wielkiej Brytanii. Zachwyceni udanym debiutem, jeszcze w tym samym roku wydali krążek „Paranoid”, który okazał się międzynarodowym sukcesem. Album uzyskał duży rozgłos w USA, rozpoczynając tym samym wielką karierę Black Sabbath na największym rynku.

 

Black Sabbath

 

Członkowie zespołu szybko zachłysnęli się sławą i zaczęli wieść życie prawdziwych gwiazd rocka. Błyskawicznie zaczęły się problemy z alkoholem i narkotykami, w czym prym wiódł Osbourne. Styl życia muzyków był powodem kolejnych sporów w zespole, a w konflikt z pozostałymi najczęściej popadał frontman. W 1978 roku Black Sabbath wydali ostatnią płytę z Osbourne’em w składzie, czyli „Never Say Die!”. Niespełna rok później Ozzy’ego zastąpił Ronnie James Dio.

 

never say die!

 

Wszystkie niestworzone historie Ozzy’ego

Czy to pod szyldem Black Sabbath, czy w okresie solowej kariery Ozzy Osbourne wiódł bez wątpienia szalone życie. Zazwyczaj jednak głośne historie z udziałem wokalisty wynikały z faktu, że był pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Najlepszym tego przykładem jest słynne odgryzienie głowy nietoperzowi w czasie koncertu w Des Moines w 1982 roku. Podczas trwania występu jeden z fanów przyniósł pod scenę foliową torebkę z martwym nietoperzem wewnątrz. W pewnej chwili postanowił rzucić pakunek pod nogi muzyka. Ozzy podniósł nietoperza, a że był w tym czasie pod wpływem środków odurzających, wziął martwe zwierzę za gumową zabawkę, jaką przyozdabia się domy w Halloween. Osbourne pomyślał, że zabawnie będzie odgryźć gumowemu nietoperzowi głowę, co zrobił na oczach tłumu fanów. Dopiero po chwili inni muzycy powiedzieli mu, że nietoperz był prawdziwy. Ozzy dograł koncert do końca, a potem udał się do szpitala, żeby przyjąć profilaktycznie surowicę. Po drodze, Ozzy wmówił sobie, że dostał wścieklizny i szczekał na wszystkich dookoła.

Wielu wątpliwej sławy anegdot dostarczył Ozzy’emu związek z Sharon Arden. Głośnym echem odbiła się jedna z imprez w domu Osbourne’ów, kiedy to pijany wokalista stwierdził nagle, że Sharon musi umrzeć i zaczął ją dusić. Ozzy’ego szybko odciągnięto od żony i wezwano policję. Kiedy w areszcie muzyk wytrzeźwiał, był przerażony tym, co chciał zrobić. Zarzucono mu usiłowanie morderstwa, ale Sharon wycofała zarzuty.

Potem cała mroczna familia stała się bohaterami reality show, gdzie poznaliśmy bardziej ludzką odsłonę Ozzy’ego. Był to już czas, kiedy artysta przestał pić i brać narkotyki. Rzucił nawet papierosy, a widzowie przekonali się, że pogłoski o rzekomym satanizmie Ozzy’ego można włożyć między bajki.

Ozzy grzeczny, ale wciąż genialny

Wielu artystów swoje przygody z używkami tłumaczyło przypływami kreatywności i niesamowitymi doświadczeniami, które pozwalały im tworzyć. Odstawienie alkoholu oraz narkotyków z pewnością nie podziałało źle na Ozzy’ego Osbourne’a. Od 2006 roku nagrał trzy albumy, które energią i jakością dorównują dawnym dziełom (solowym oraz tym nagranym ze składem Black Sabbath). W szczególności ostatni krążek „Ordinary Man” zebrał pozytywne recenzje.

Teraz jednak Osbourne przygotował coś wyjątkowego. Chociaż ma na karku już 74 lata, nadal nie brakuje mu metalowo-rockowej ikry. Udowadnia to płyta „Patient Number 9”. Trzynaście numerów na płycie to nie tylko powrót jedynego w swoim rodzaju wokalu Osbourne’a, ale przede wszystkim niezwykła muzyczna oprawa.

 

Patient Number 9 Ozzy Osbourne

 

Trzeba przyznać, że Ozzy zaangażował w nowy projekt wybitnych twórców, począwszy od starego przyjaciela Tony’ego Iommi po zmarłego niedawno Taylora Hawkinsa z Foo Fighters. Oprócz tego na albumie usłyszymy również takie sławy jak Zakk Wylde (Black Label Society, Pantera, Zakk Sabbath), Mike McCready (Pearl Jam), Josh Homme (lider Queens Of The Stone Age), Eric Clapton, Robert Trujillo (Metallica), Duff McKagan (Guns N' Roses), Chris Chaney (Jane's Addiction) i Chad Smith (Red Hot Chilli Peppers). Efektem są niezwykle energetyczne kawałki ze znakomitymi solówkami, jak chociażby ta z utworu „Nothing Feels Right” w wykonaniu Zakka Wylde’a. Oprócz brzmień, na „Patient Number 9” warto wsłuchać się w teksty, które nierzadko traktują o tym, jak po latach Ozzy mierzy się ze swoimi demonami. Utwory często mają zatem gorzki wydźwięk, nad którym warto się chwilę zastanowić.

 

 

„Patient Number 9” to bez wątpienia bardzo ciekawy projekt i spora dawka solidnego, ciężkiego brzmienia. Ozzy’emu życzymy kolejnych płyt w równie doborowym towarzystwie. A po więcej muzycznych wiadomości zapraszamy do sekcji Słucham.