Niebo na własność (okładka miękka)

Autor:

Sprzedaje empik.com 31,49 zł

Cena promocyjna:
31,49 zł
Cena empik.com:
39,90 zł
Oszczędzasz:
8,41 zł (21%)
Koszt dostawy:
Salon empik - 0,00 zł
Produkt w magazynie empiku
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Dostępność w salonie empik

Zarezerwuj w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Allnutt Luke Książki | okładka miękka
31,49 zł
asb nad tabami
McKinlay Jenn Książki | okładka miękka
29,49 zł
asb nad tabami
Saunders Adelia Książki | okładka miękka
29,49 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Jack jest oczkiem w głowie rodziców, źródłem ich szczęścia i rodzinnej harmonii. Gdy ma trzy lata, zaczyna zachowywać się niepokojąco. Pojawiają się problemy z utrzymaniem równowagi i mówieniem. Nieśmiałe podejrzenia zmieniają się wkrótce w diagnozę – Jack ma złośliwy nowotwór mózgu. Rozpoczyna się dramatyczna walka o życie dziecka. Zdesperowani i wyczerpani rodzice powoli oddalają się od siebie i kłócą, zamiast wspierać.

Wyjątkowa powieść o uczuciach wystawionych na próbę. Poruszający obraz tego, jak bolesne doświadczenia najpierw doprowadzają do rozpaczy, a potem dają nadzieję, by ponownie zrzucić w otchłań cierpienia. Jednak nawet w najbardziej zdruzgotanym sercu może odrodzić się nadzieja.

Tytuł: Niebo na własność
Autor: Allnutt Luke
Tłumaczenie: Woźniak Grażyna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Numer wydania: I
Data premiery: 2018-07-18
Rok wydania: 2018
Forma: książka
Indeks: 26208275
Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4,1
5
20
4
13
3
6
2
0
1
3
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
45 recenzji
09-08-2018 o godz 09:51 Grażyna Jeleniewska dodał recenzję:
Ta powieść to cud, oczywiście moim zdaniem. Przeczytałam bardzo powoli, wnikliwie, bo można się nią rozkoszować, choć treść bardzo boli...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-08-2018 o godz 19:20 Joanna Hilińska dodał recenzję:
Ile jest w stanie poświęcić człowiek, który zrozpaczony chce ratować życie swojego dziecka? Czy warto łapać się absolutnie wszystkiego, jak ostatniej deski ratunku? Rob i Anna nie są małżeństwem idealnym. Właściwie jako para nie pasują do siebie, ale zauroczenie i miłość sprawiają, że zakładają rodzinę. Kiedy pierwsza ciąża kończy się tragicznie Anna jest pełna obaw, gdy po raz drugi zachodzi w ciążę. Nie mają końca łzy szczęścia gdy na świat przychodzi ich syn Jack. I kiedy wszystko wydaje się być na dobrej drodze dochodzi do incydentu. Mając 5 lat podczas nauki jazdy na rowerze chłopiec uderza w drzewo. Od tej pory lekarze nie mają dobrych wiadomości. Nowotwór. rozpoczyna się dramatyczna walka z czasem. Kiedy żyje się w spokoju i ma się przyziemne zmartwienia, czas płynie niezauważalnie niczym działająca aplikacja. s.169 To co szczególnie przyciągnęło mnie do opowieści, to narracja z punktu widzenia ojca. To on tutaj jest prowodyrem wszelkich działań, matka trochę stoi z boku i przyjmuje wiadomości na sucho. Rob postanawia poruszyć niebo i ziemię, by tylko odnaleźć cień szansy na powrót dziecka do zdrowia. Przez takie zafiksowanie się na jednym celu rozpadają się relacje z żoną. Mężczyzna trafia pewnego dnia na forum, gdzie inny ojciec opisuje historię swojego syna, łudząco podobną do Jacka. Rob postanawia zaryzykować. Czy ta decyzja byłą słuszna? Czy uda się wyleczyć chłopca? Czy Rob w porę przypomni sobie co się w życiu tak naprawdę liczy? Do głowy przychodzą mi słowa "niebo na własność", jak zawsze wtedy, kiedy jestem sam i wspinając się na wzgórze, szepcę je do siebie przy każdym kroku. s.311 Na ten tytuł spadła niespodziewanie fala krytyki. Że nie wzrusza, że jest o niczym, że nie jest składna. Ja wam powiem tyle, że wszystko zależy kto czego szuka i na jakim etapie życia jest czytelnik. Zdecydowanie inny odbiór będzie u osoby, która ma dzieci, inny u nastolatki, która na razie nie myśli o zakładaniu rodziny. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o szufladkowanie, ale o uświadomienie tego, skąd taka rozbieżność w opiniach. Wydaje ci się, że świat leży ci u stóp. Ale jest odwrotnie: to świat depcze po tobie. s.334 Mnie książka może nie powaliła, ale zdecydowanie pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Chociażby ze względu na związek emocjonalny z zarysowaną sytuacją. Dla matki i ojca nie ma nic cenniejszego niż życie i zdrowie dziecka. A książka "Niebo na własność" pokazuje gdzie są granice, czym jest miłość a czym zaślepienie i daje odpowiedzi na wszystkie pytania zawarte w treści. Polecam, jeśli interesują was wątki psychologiczne i społeczne.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
04-08-2018 o godz 23:08 Anonim dodał recenzję:
Piekna ksiazka warta jest przeczytania.Gorąco polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
31-07-2018 o godz 08:24 Anonim dodał recenzję:
Super książka.!!! Polecam.!!! Pełna emocji.!! Warto przeczytać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-07-2018 o godz 07:22 Teresa Richert dodał recenzję:
Rodzina, miłość, dziecko... to wszystko co tak naprawdę liczy się w życiu.. Książka Niebo na własność to obraz tego, co się dzieje gdy nagle całe szczęście burzy pojawienie się choroby.. Choroby tak poważnej, ze osoba ta znika z naszego z życia już na zawsze... a jeśli to jest dziecko,, jest to jeszcze bardziej bolesne. Czytając książkę, tak naprawdę można zauważyć jak kruche jest życie. Pozwala zastanowić się nad własnym życiem i tym co tak naprawdę się liczy.. jak ważne są każde wspólnie spędzone chwile, bo one nigdy nie wrócą.. Ta książka warta jest przeczytania.. Gorąco polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-07-2018 o godz 17:40 Monika Lewandowska dodał recenzję:
Głównymi bohaterami powieści Luka Allnutta są Anna i Rob. Małżeństwo od wielu lat bezskutecznie stara się o dziecko. Annie co prawda udaje się zajść w ciąże, jednak kończą się one poronieniami. Gdy w końcu im się udaje zostać rodzicami, Jack staje się ich oczkiem w głowie. Dzięki niemu ich rodzina w końcu jest pełna radości, gwaru i harmonii. Niestety, ich szczęście trwa niezwykle krótko. Gdy ich długo wyczekiwany syn ma trzy latka, zaczyna podupadać na zdrowiu. Jack ma problemy z zachowaniem równowagi, traci przytomność, coraz bardziej jest osowiały. Badania wykazują, że chłopiec ma zmiany w mózgu. Początkowo wszystko wydaje się być pod kontrolą, jednak końcowa diagnoza wskazuje na to, że Jack ma złośliwy nowotwór mózgu. Anna i Rob muszą podjąć dramatyczną walkę o życie syna. Niestety mają różne zdania na temat sposobów leczenia chłopca, co doprowadza do wojny między nimi.  "Niebo na własność" to niezwykle piękna i wzruszająca książka, pełna determinacji i siły walki. To, co mnie najbardziej urzekło w lekturze tej powieści, to takie wrażenie, towarzyszenia narratorowi w jego dramatycznej historii. Jakby zwierzał się w niej swojemu przyjacielowi. Prowadzi nas przez to co przeżył, wykazując różne stadia poradzenia sobie z chorobą dziecka. Zakończenie książki, co prawda trochę mnie zaskoczyło i lekko wybiło z rytmu. Z drugiej jednak strony, może tak właśnie powinny się kończyć podobne historie, o ile w ogóle muszą się zdarzać? Przyznam szczerze, że nie jest to moim zdaniem typowa wakacyjna lektura. Jest ona smutna, przygnębiająca i rozrywająca serce. Z drugiej jednak strony, może czas letni łatwiej ukoi w nas przygnębienie, które wywołuje. Nie oszukujmy się, w końcu tematyka tej powieści jest okrutnie dramatyczna. Tak czy inaczej uważam, że zdecydowanie warto po nią sięgnąć.  Polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-07-2018 o godz 17:17 Magdalena dodał recenzję:
Annę i Rob'a dzieli wszystko - nie mają wspólnych zainteresowań, mieszkają w różnych dzielnicach, są bardzo różni od siebie. Ona poukładana, momentami zimna i rzadko okazująca publicznie uczucia. On chaotyczny, kochający swoją pracę informatyk z mnóstwem pomysłów do zrealizowania w życiu. Pewnie dlatego udaje im się stworzyć małżeństwo idealne: pełne miłości, wsparcia i zgodności. Rysę na ich idealnym świecie malują niepowodzenia w staraniach o dziecko. Kolejne ciąże Anny kończą się poronieniami, zostawiając ogromne spustoszenie w jej sercu. Każda wiadomość o niepowodzeniu to ogromna strata i ból. Dlatego wiadomość o kolejnej ciąży przyjmują ostrożnie od samego początku aż do rozwiązania... na świecie pojawia się Jack - ich największy skarb. W wieku 5 lat lekarze diagnozują u chłopca niegroźnego guza mózgu. Po operacji i dojściu Jacka do zdrowia rozpoczyna się znów dla wszystkich piękny czas. Sielanka nie trwa jednak długo... rak powraca w zmienionej, groźniejszej formie. Jack ma ogromnego pecha i niewiele czasu do przeżycia. Walka o dziecko to przeogromny heroizm w obliczu tragedii rodzice mobilizują się i wszelkimi sposobami próbują powstrzymać chorobę, sięgając nawet po cudowne i podejrzane środku. Rodzi to wiele strachu, nieporozumień i... więcej nie mogę wam zdradzić. Przyzwyczajeni jesteśmy, że narratorami w tego typu książkach są kobiety. W "Niebie na własność" to Rob, nie Anna, opowiada historię swojego małżeństwa, choroby i walki o syna. Odwrócona narracja z perspektywy mężczyzny jest bardzo ciekawa. Rob niczego nie wybiela, nazywa rzeczy po imieniu. Przyznaje się do wielu uczuć, również tych negatywnych względem choroby syna, czy w późniejszych momentach - żony. Nie lubi siebie, a śmierć syna popycha go do alkoholizmu i totalnej alienacji. To książka nie tylko o chorobie, walce i śmierci. To książka o zwykłych ludziach, których życie zaskakuje tak bardzo, że każde z nich musi poradzić sobie z problemem samo, na swój sposób. Nawet za cenę rozpadu małżeństwa i utraty miłości. Walka to walka. Na śmierć i życie. Czy oczekiwałam czegoś więcej od tej pozycji? Tak. Zdecydowanie wzruszenia i poruszenia. Przeczytałam ją bez ani jednej łzy, tak jak czyta się książki obyczajowe. Uważam jednak, że inni czytelnicy mogą odnaleźć w niej poruszający temat straty, któremu poświęcono dużo czasu oraz odbiorą ją jako głęboki rodzinny dramat.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
16-07-2018 o godz 12:08 kogellmogell dodał recenzję:
Pamiętacie jak jakiś czas temu, wspominałam Wam o swoich obawach przed sięgnięciem po książkę "Niebo na własność"? Okropnie bałam się tego, że powieść ta mnie złamie i nie będę w stanie czytać o chorobie dziecka. Sama jestem mamą i dla mnie nie istnieje nic gorszego, niż patrzenie na krzywdę tych malutkich i bezbronnych istot. Jednak jak wiecie, jestem już po lekturze "Nieba na własność" i z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że nie ma czego się bać, ponieważ ta książka nie wzbudza w czytelniku żadnych większych emocji, a przynajmniej tak było w moim przypadku. Czy możemy to uznać za plus? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.  Anna i Rob to małżeństwo dwójki całkowicie różnych bohaterów, którzy po kilku latach starań doczekują się upragnionego potomka. Wprawdzie ich szczęście nie trwa zbyt długo, bo w wieku pięciu lat, u Jacka zostaje zdiagnozowany złośliwy nowotwór mózgu. Zaczyna się trudna walka o życie syna, a także o małżeństwo, które tak naprawdę poza wspólnym dzieckiem nic więcej nie łączy.  Niestety sam opis książki z tyłu okładki, wywołał we mnie większe emocje, niż jej wnętrze. Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to debiut autora, ponieważ całość wypada bardzo chaotycznie i niestety kompletnie brakuje tu jakiejkolwiek spójności. Autor skacze w czasie, a także z tematu na temat i nie skupia się na najważniejszych wątkach historii, jakim jest chociażby więź łącząca rodziców (szczególnie matkę) z dzieckiem. Dużo uwagi natomiast poświęca Rob'owi i forum internetowym na którym ten się udziela. Nie poczułam żadnej więzi z małżeństwem Anny i Rob'a i szczerze mówiąc nie polubiłam tej dwójki postaci. Nawet kreacja ich kilkuletniego syna, jego postępowanie, a także wypowiedzi w moim odczuciu były dość mocno podkoloryzowane. Jestem mamą pięciolatka i na przykładzie własnego syna widzę, które zachowanie Jacka było odrealnione.  Ja niestety czuję się zawiedziona, bo oczekiwałam czegoś całkowicie innego, ale jestem ciekawa jak to jest/będzie w Waszym przypadku.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-07-2018 o godz 11:34 Karolina MAREK dodał recenzję:
Moje zainteresowanie literaturą gdzie przewija się motyw choroby, jest realnie duże. Rzadko czekam, aż coś wpadnie mi w ręce, zazwyczaj nowości na rynku szukam sama. Myślę, że ma to podłoże we mnie, bo sama choruję i poznawanie losów innych chorych - nawet jeśli to tylko fikcja jest dla mnie naprawdę ciekawe i w pewien sposób odwraca uwagę od własnego losu. "Niebo na własność" to nie tylko historia pełna bólu i cierpienia, choć to jako pierwsze rzuca się w oczy i trafia w serce. To też powieść pełna nadziei i miłości. Szczególnie tej rodzicielskiej, której granic zmierzyć się nie da. Anna i Rob poznali się na studiach. Już wtedy między nimi zaiskrzyło, a poznając ich losy, rozumiemy, co kryje się pod słowami: "przeciwieństwa się przyciągają". Bo oni już bardziej się różnić od siebie nie mogli. Ona niezwykle spokojna i poukładana, on co rusz chwyta się czegoś innego i nie myśli o jutrze. Anna układa plany na przód, Rob robiąc jedno, zastanawia się nad drugim. A jednak ich życie układa się dobrze, choć jak u każdego raz bywa lepiej raz gorzej. Pierwsze problemy pojawiają się, gdy chcą powiększyć rodzinę. Anna nie może utrzymać ciąży i traci dwoje dzieci. To powoduje, że czuje się niepełna i że to kara za jakieś przewinienia. Jednak to jaką są parą pomaga im przetrwać. Częste rozmowy, spędzanie ze sobą czasu i po prostu bycie przy tej drugiej połówce pomaga. Na świat przychodzi ich synek Jack. Są szczęśliwi i czują się pełni. Jednak do czasu. Zaledwie w wieku trzech lat Jack zaczyna mieć problemy z równowagą, koncentracją i mówieniem. Wizyta u lekarza, badanie i diagnoza. Najpierw choć wiadomość straszna to jednak optymistyczna. Potem jest już tylko gorzej. Dla Jacka nie ma szans... I tu znów wkraczają dwa różne charaktery rodziców malca. Matka choć cierpi to przy małym zachowuje stoicki spokój, przyjęła do wiadomości, że nie da się nic zrobić. I choć serce jej krwawi to próbuje cieszyć się z ostatnich miesięcy, tygodni i dni ze swoim synkiem. Rob wręcz przeciwnie. Jest przerażony, nie wie co zrobić. Nie umie usiedzieć w miejscu, a komputer rozgrzewa się do czerwoności, gdy szuka pomocy dla swojego oczka w głowie. A dla niego zrobi wszystko, dosłownie wszystko. Luke Allnutt ukazuje nam nie tylko dwie skrajne osobowości, które każda w inny sposób radzi sobie z tragedią, ale też fakt, że dla dziecka rodzice są wstanie poświęcić na prawdę wiele. Sumienie idzie w odstawkę, a opinie współmałżonka nie zawsze brane są pod uwagę. Ja stanęłam na rozstaju dróg, bo chciała bym dodać, że opinia chorego też się liczy. Gdy ktoś cierpi często ma ochotę powiedzieć dość. Dajcie podjąć decyzję mnie czy chcę jeszcze walczyć i czy ma to sens. Cierpienie często jest tak duże, a koniec i tak jest za rogiem, że czasami warto odpuścić. Z drugiej strony jako rodzic nie wypuściła bym dziecka do póki nie była bym pewna, że zrobiłam wszystko co mogłam. I co począć w takim wypadku? Książkę polecam każdemu. Nie ważne czy miałeś już styczność z nowotworem czy jesteś w tym gronie szczęśliwców, który go na swej drodze nie spotkał. Nie jest dedykowana mężczyznom czy kobietom, młodym czy starym. To książka dla wszystkich. Po prostu przeczytajcie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-07-2018 o godz 12:59 Bookendorfina Izabela Pycio dodał recenzję:
"Poczułem tę więź natychmiast. To było jak piorun, który spłynął mi po karku i kręgosłupie; uczucie, że wszystko, dosłownie wszystko w moim życiu prowadziło do tego jednego momentu." Wzruszająca powieść, nasycona emocjami, przemawiająca głosem o różnym natężeniu. Książka o bolesnej stracie, zniszczeniu marzeń, radzeniu sobie z bólem, ale też o głębokiej miłości, nieprzemijalnej przyjaźni, niezniszczalnej nadziei. Przyglądamy się jak zmienia się świat ojca po niepomyślnej diagnozie i śmierci dziecka. Ciepłe barwy życia stopniowo wyparte przez zimne, aby następnie po trudnej i wyczerpującej walce odnaleźć wiarę w szczęśliwy uśmiech losu. Obserwujemy etapy dramatu, śledzimy niepewne kroki, zaglądamy do jasnych i ciemnych myśli. To także spojrzenie na przemianę rodziny dotkniętej tragedią, która pomimo otoczenia bliskich i znajomych, i tak pozostaje sama z przerażeniem, niedowierzaniem i cierpieniem. Chwyta się wszystkiego, co tylko może pomóc w ratowaniu pięcioletniego synka, nakłonić jego organizm do walki z podstępną chorobą, sprawić, aby w ostatnich chwilach życia udział miały jak najweselsze kolory. Skąd czerpać siły w najgorszym okresie próby życia? Jak pogodzić się z czymś, co tak naprawdę jest nie do zaakceptowania? Dlaczego tak trudno pozbyć się wyrzutów sumienia, wybaczyć sobie i innym pozorne winy? Czy po bezlitosnej śmierci i głębokim smutku można na nowo odrodzić się? Kochająca się rodzina, spełnieni zawodowo rodzice, szczęśliwe dziecko, ale gdzieś na dalekim planie pojawiające się niepokojące sygnały, które szybko wyparte zostają ze świadomości. I nagle potwierdzenie obaw i lęków, alarmująca i złowieszcza wiadomość. Z dnia na dzień życie Anny, Roba i Jacka ulega nieodwracalnemu przeobrażeniu. Przyznam, że czytając powieść początkowo odczucia głównego bohatera wydawały mi się zbyt płasko nakreślone, spodziewałam się większej ich głębi, ale w miarę poznawania kolejnych rozdziałów, coraz bardziej rozumiałam zamysł autora, z jednej strony ten delikatny chłód i dystans, a z drugiej bezpośrednią szczerość i śmiałość. Tym niemniej liczyłam, że wobec takiej tematyki bardziej wciągnę się z przybliżaną historię. Coś mnie przed tym wstrzymywało, stworzył się delikatny dystans, który nie pozwolił mi się za bardzo zbliżyć do bohaterów. Brakowało mi nakreślenia większej przestrzeni dla matki dziecka, nawet w dialogach nie potrafiłam jej odnaleźć w wystarczającym stopniu. Wciąż zastanawiam się nad zakończeniem, czy nie było przesłodzone, przejaskrawione, mało prawdopodobne? Niewątpliwe książka uświadamia jak ważne są codzienne chwile, rozmowy z bliskimi, zabawy z dziećmi, czerpanie z nich radości, inspiracji i spełnienia. A jednocześnie poddaje pod refleksję sposób okazywania pomocy ludziom dotkniętym tragediom, czy faktycznie oczekują takich słów, jakie do nich kierujemy? I na koniec, bardzo spodobał mi się tytuł powieści, bardzo trafny i właściwy. bookendorfina.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-07-2018 o godz 10:26 niepoczytalna dodał recenzję:
"Niebo na własność" wciąga i czyta się bardzo szybko, jednak trudno powiedzieć, że czułam się jakoś szczególnie zaangażowana w losy bohaterów. Domyślam się, że dla wielu czytelników będzie to poruszająca historia, jednak ja sama nie jestem skłonna do wzruszeń. Oprócz obsadzenia w roli narratora ojca, w powieści nie znalazłam innych nieszablonowych rozwiązań czy niesztampowego podejścia do tematu. Powieść nie zaskoczyła mnie niczym, ale też trudno powiedzieć żeby rozczarowała. Powieść Luke’a Allnutta jest przede wszystkim pieśnią nadziei wbrew wszelkiej logice. To historia ratowania tego, co w każdej rodzinie najcenniejsze. Jeśli lubicie czytać powieści obyczajowe poruszające tematykę chorób i związanych z nimi relacji rodzinnych (np. Jodi Picoult), "Niebo na własność" również powinno przypaść Wam do gustu
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-07-2018 o godz 08:28 coffee_cup90 dodał recenzję:
Kolejnym moim krokiem, w zasadzie "open-minded" jest „Niebo na własność”. I muszę Wam powiedzieć, że ta książka zdecydowanie jest w całkiem innym klimacie niż zazwyczaj czytam, więc możecie być ze mnie dumni. Książka „Niebo na własność” przedstawia historię rodziny Coates. Rob i Anna poznali się na studiach i jak można się domyśleć zakochali się w sobie po uszy. Przeprowadzili się do Londynu i się pobrali. Do pełni szczęścia brakowało im tylko dziecka. Po wcześniejszych poronieniach, Annie w końcu udaje się zajść w ciążę i na świat przychodzi ich upragniony synek - Jack. Jest on ich oczkiem w głowie, a ich rodzina jest w końcu kompletna. Jednak ich szczęście nie trwa długo, ponieważ u chłopczyka zdiagnozowano guza mózgu. Po pierwszej operacji, lekarze stwierdzili, że wszystko powinno być już dobrze i cały guz został wycięty. Niestety, jak to bywa z rakiem, powrócił on ze zdwojoną siłą i powoli zabijał małego chłopczyka. Rodzice rozpoczęli dramatyczną walkę o życie swojego dziecka, przez co ucierpiało ich małżeństwo, ponieważ w pewnych kwestiach mieli odmienne poglądy, jeżeli chodziło o leczenie Jacka. Muszę przyznać, że po przeczytaniu kilku pierwszych stron tej książki miałam mega mieszane uczucia. Historia głównego bohatera zaczyna się, tak naprawdę od końca i osobiście nie mogłam się w niej połapać. Dla mnie ta książka nabiera dopiero sensu od II części. W momencie, kiedy poznajemy parę głównych bohaterów to ta historia jest genialna i bardzo przyjemnie się ją czyta. Czytając „Niebo na własność” odnosiłam momentami wrażenie, że autor nie miał pomysłu na niektóre sceny i wątki, ponieważ były one często niezakończone bądź ucinane, przez co nie wiadomo, jak zakończyły się pewne sprawy. Powiem, że to mnie osobiście irytowało, ponieważ niektórych rzeczy chciałabym się dowiedzieć, ale niestety Luke Allnutt do tego już nie wracał. Te przeskoki często spłaszczają tę historię i przez to nie można sobie wyrobić zdania na czyjś bądź jakiś temat. Podsumowując, ta książka spowoduje, że z Waszych oczu popłynął łzy. Mi osobiście w „Niebie na własność” przeszkadzało to, że autor nie kończył pewnych wątków i robił momentami ogromne przeskoki w czasie, co spowodowało, że nie zawsze mogła się połapać w tej historii. Mimo to uważam, że „Niebo na własność” daje do myślenia i przypomina o kruchości życia oraz o tym jak ważna jest rodzina i czas spędzony z nią. Historia może nie jest idealna, ale spowoduje, że się w niej zakochacie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-07-2018 o godz 23:05 Zielono Mi dodał recenzję:
Nie lubię powieści obyczajowych. Najczęściej są ckliwe, mdłe, proste, oczywiste, przewidywalne, z naiwną fabułą i nieskomplikowanymi postaciami obdarzonymi wydumanymi problemami, perypetiami czy przygodami, zazwyczaj występuje do tego naiwnie szczęśliwe zakończenie. No, życie różowym lukrem oprószone… Dlatego jeśli już pora mi się zmierzyć z jakąś obyczajówką, zdaję się na wybór innych. Tym razem od Wydawnictwa Otwartego przyszła książka „Niebo na własność” Brytyjczyka mieszkającego w Czechach. Zaskakuje już sam fakt, że to mężczyzna napisał powieść o perypetiach pewnej dobrze sytuowanej materialnie rodziny klasy średniej. Następnie zadziwia, że zdecydował się on na zastosowanie narracji pierwszoosobowej, a później, że głównym bohaterem uczynił mężczyznę – i to jeszcze nie krystalicznie szlachetnego mężczyznę. W książce tej Luke Allnutt oś wydarzeń oparł o trzy osoby: komputerowego geniusza – Roba, jego pedantyczną, poważną i surową żonę – Annę i ich syna – Jacka. Autor całkiem zgrabnie przedstawił rysy charakterologiczne dorosłych, ich zwyczaje, upodobania, poglądy, a nawet trudne, poszarpane i skomplikowane dzieciństwa, które niewątpliwie wpłynęły na ich późniejsze wybory, sposoby radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi czy granicznymi. Rob to niby luzak, który rzadko pracuje, bo woli pieniądze zarobić raz a dobrze; Anna jest skrupulatna, metodyczna i pedantyczna, a ich mały Jack to bystry, wnikliwy łobuz, który nawet ze starszakami się kumpluje. Tylko, że ich życie rodzinne zaczyna przeorganizowywać wykryty w głowie chłopca guz. I w tym momencie okazuje się, na ile to ułożone życie jest stabilne i na ile stabilni są oni – jako mała wspólnota. Niesamowite jest to, że zmagania z chorobą syna, lęki, dylematy, niepewności, wewnętrzną konieczność opanowania kryzysu autor przedstawił z punktu widzenia mężczyzny-ojca. Właściwie wiadomo, że matki bardzo przeżywają cierpienie dziecka, cierpią właściwie z nim. Ale mało kto pyta się o ojca. Kto jego ma uspokoić? Kto ukoi jego rozedrgane, chaotyczne i galopujące myśli? Kto jemu pomoże? Kto poda silne ramię? Kto pozwoli mu się zwyczajnie bać? Powieściowy Rob niejednokrotnie staje na wysokości zadania – jest pomocą dla żony, wsparciem dla syna, partnerem w firmie, dyplomatą wobec teściowej. Ale nie znajduje wiarygodnego, solidnego i rzetelnego oparcia dla siebie. Będąc filarem dla innych, gnie się pod ich zwątpieniami. Zapewne dlatego zaczyna robić głupie czy nieodpowiednie rzeczy, decyduje się na nieoczekiwane kroki, zwyczajnie pęka – jak niemało ludzi złamanych przez los – i poznajemy go pijanego, podrywającego pospolitą dziewczynę w tandetnym barze, tylko po to, by choć przez chwilę poudawać zwyczajnego czy banalnego nawet. Ta odwrócona perspektywa, zmiana punktu widzenia, skupienie się na zrozpaczonym, walczącym i szukającym ratunku ojcu, który chce w teraźniejszości zatrzymać przeszłość wyróżnia tę książkę z masy innych. I okazuje się, że w kontakcie z cierpieniem dziecka nie chodzi o współcierpienie matki, ojca czy rodziny – ale rodzica, tego, kto przyczynił się do „zro-dzenia”. A to chce czynić „Niebo na własność” powieścią nie tyle obyczajową co moralizującą. Bo może pora przestać generalizować i (lub) nadmiernie feminizować, a czas skupić się na istocie wyłaniającej się z szerokiej perspektywy? Pozostawiam pytanie bez odpowiedzi…
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-07-2018 o godz 18:36 maggie90 dodał recenzję:
Mawiają, że przeciwieństwa się przyciągają. I wiecie co? Chyba jest coś prawdziwego w tym stwierdzeniu, bo główni bohaterowie „Nieba na własność” nie mogliby się bardziej od siebie różnić, nawet gdyby chcieli. Anna to poukładana, spokojna, zorganizowana absolwentka ekonomii, która pracuję w księgowości. Rob jest informatykiem z wielkimi marzeniami i optymistycznym spojrzeniem na świat, który swoim charakterem odbiega od tego, co reprezentuję sobą jego żona. Ale ich spotkanie w studenckim barze kilka lat wcześniej, zaowocowało niezwykle silnym uczuciem, które zaprowadziło ich przed ołtarz. Po czasie oboje doszli do wniosku, że do pełni szczęścia brakuję im jednego. Dziecka. Ale po dwóch poronieniach Anny, zarówno ona jak i Rob zaczynali tracić nadzieję, że kiedykolwiek zostaną rodzicami. Życie lubi jednak zaskakiwać. Trud i walka o dziecko opłaciły się, kiedy w końcu mogli trzymać w ramionach swojego wyczekiwanego synka. Jack był dopełnieniem ich szczęścia i stał się dla naszych bohaterów całym światem. Jednak ani Anna, ani Rob nie przeczuwali jak okrutny i nieprzewidywalny bywa los. Los, który raz dał im wszystko, żeby już wkrótce boleśnie im to odebrać. W wieku kilku lat u Jacka zostaje zdiagnozowany gwiaździak, czyli złośliwy nowotwór mózgu. Poukładany świat naszych bohaterów w ciągu jednej chwili wali się niczym domek z kart. Anna i Rob rozpoczynają walkę o zdrowie i życie syna, który wychodzi z niej zwycięsko, kiedy lekarzom udaję się wyciąć guza operacyjnie. Niestety życie wystawiło naszych bohaterów na ponowną próbę, kiedy u Jack’a nastąpił nawrót choroby, tym razem pod postacią glejaka mózgu. Jednak w tym przypadku diagnoza lekarzy okazała się dużo bardziej druzgocąca, bo z każdą chwilą, z każdym dniem i z każdym badaniem okazywało się, że szansę Jacka na wyleczenie malały, aż w końcu... „ - Jest mi bardzo przykro. Nie wiem, jak to najdelikatniej ująć, ale każda forma leczenia Jacka będzie miała charakter paliatywny. Chodzi o to, by waszemu synowi przedłużyć życie.” Nie jestem matką, ale czytając „Niebo na własność” próbowałam postawić się na miejscu naszych bohaterów. Zastanawiałam się do czego byłabym zdolna, aby uratować własne dziecko? Co bym zrobiła, aby zmniejszyć jego cierpienie? Jak postąpiłabym, gdybym musiała zaryzykować wszystkim, aby mu pomóc? Po lekturze książki mogę powiedzieć jedno – autor ukazał walkę o zdrowie i życie dziecka jako wątek drugoplanowy (i absolutnie nie powinniśmy mieć mu tego za złe), bo dzięki temu głównym bohaterem tej historii stała się relacja Anny i Roba – pary, których małżeństwo i miłość zostały wystawione na najcięższą próbę. Bo kiedy rodzice mają odmienne zdanie na temat leczenia dziecka - desperacja i decyzje jakie wtedy są podejmowane mogą, albo pomóc albo wręcz przeciwnie. Ta książka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Głęboka, poruszająca, wywołująca tak wiele skrajnych emocji. Mimo tego jak ostatecznie zakończyła się historia, do końca stałam po stronie głównego bohatera, czyli Roba. Popierałam jego decyzje i to czym się kierował przy ich podejmowaniu. Zdaję sobie sprawę, że kiedy wymaga tego sytuacja decyzje, mogą być oceniane różnie - jako impulsywne i nieracjonalne, czasem dobre, czasem złe - ale walcząc o szansę dla własnego dziecka, rodzic nie cofnie się przed niczym. Prawda?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-07-2018 o godz 13:19 paulinciiia dodał recenzję:
Anna i Rob po wielu próbach w końcu doczekali się wymarzonego synka. Jack wyrósł na rezolutnego i ciekawego świata chłopca. Był ich oczkiem w głowie, ich całym światem. Tworzyli szczęśliwą rodzinę, ale ich szczęście zostało brutalnie przerwane przez diagnozę. Diagnozę, która w ich przypadku oznaczała wyrok. Mały Jake zachorował na raka mózgu (to nie jest spojler, dowiecie się tego już z okładki książki). Rodzice rozpoczynają walkę z czasem, próbując różnych metod leczenia. Standardowo już wydają na to wszelkie dostępne środki, przeszukują internet w poszukiwaniu cudownych kuracji, starają się zapewnić synowi jak najlepsze warunki i ostatnie chwile życia i cierpią.. cierpią coraz bardziej oddalając się od siebie. Napisano już wiele książek o śmierci i "Niebo na własność" nie stanowi jakiegoś odkrycia wśród innych, a jednak podniesiony w niej temat porusza. Diagnoza, walka, śmierć. To książka o radzeniu sobie ze śmiercią i to "śmierć" będzie najczęściej przywoływanym tu słowem. Każdy z bohaterów radzi sobie z nią w inny sposób. To właśnie specyfika śmierci. Cierpienie dotyka z dużą intensywnością, a zarazem w każdym wywołuje inne emocje. Jedni przechodzą załamanie, rozpaczają, zamykają się na świat. Inni do ostatniej chwili nie dopuszczają do siebie najgorszych myśli i walczą. Czy na podstawie zachowania można zarzucić komuś, że cierpi mniej, za mało? Czy można wypracować wzorzec radzenia sobie w takiej sytuacji? Nie. Bo śmierć ma zawsze oblicze człowieka. Gdy chodzi o dziecko sytuacja ta jest wyjątkowo okrutna, niesprawiedliwa i zawsze przedwczesna. Jedni modlą się żeby chory żył jak najdłużej, inni, aby odszedł jak najszybciej, by uniknąć cierpienia. Czy można można mieć do nich o to pretensje? Jeszcze całkiem inne są przeżycia samego chorego. Anna i Rob walkę ze śmiercią traktują inaczej. Czy mimo różnic uda im się stanąć na nogi i przezwyciężyć największy dramat w ich życiu? Można zarzucić książce, że to typowy wyciskacz łez. Fakt, wycisnęła i moje łzy. Jednak sięgałam po nią z pełną świadomością, takiej właśnie książki potrzebowałam. Wiedziałam, że wzbudzi we mnie emocje, ale i refleksje. Czasem warto czysto hipotetycznie pochylić się nad problemem i mieć nadzieję, że nigdy w życiu nas nie spotka. Sięgając po książkę spodziewałam się trochę innej treści. Zaskoczyło mnie, że już na początku zdradzono jaki jest finał. Z drugiej strony byłam już przygotowana na najgorsze. Oczywiście w książce można znaleźć drobne mankamenty, jak chwilowe przegadanie treści, czy dziwnie skonstruowane epitety i metafory, które dla mnie traciły na znaczeniu w odniesieniu do całokształtu powieści. kryminalniezakrecona.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-07-2018 o godz 08:13 Anna dodał recenzję:
Anna i Rob tworzą bardzo nietypowe małżeństwo. Ona - poukładana kobieta z zasadami, stawiająca rozwój zawodowy na pierwszym miejscu, on - niepoprawny romantyk, wolny strzelec bezproblemowo podchodzący do wielu spraw. Partnerzy bardzo wiele w swoim życiu przeszli, zanim mogli cieszyć się z narodzin Jacka. Pewnego dnia chłopczyk niespodziewanie doznaje zaburzeń równowagi, które z czasem nasilają się. Zdeterminowani rodzice postanawiają zabrać go na badania, aby wykluczyć wszelkie choroby. Pech niestety ich nie opuszcza i okazuje się, że potomek ma raka mózgu. Teraz głównym tematem jest walka z czasem oraz nadzieja, że do tej londyńskiej rodziny nie zagości śmierć. Perypetie Roba poznajemy od końca. Książka została podzielona na trzy części, gdzie każda z nich opisuje inny rozdział w życiu bohaterów. Pierwsza to szczerze powiedziawszy, według mnie, część, która nie była potrzebna. Historia nie wnosi nic sensownego oraz jednocześnie kończy się urwana w połowie wątku. Druga to czas małżeństwa, rodzicielstwa i walki z chorobą, a trzecia to radzenie sobie ze stratą. Pozwólcie, że skupię się tylko na dwóch ostatnich częściach, które przepełnione są uczuciami oraz ogromem emocji. Już na początku doświadczamy straty w związku z poronieniami Anny. Małżonkowie oczekiwali na cud ich miłości, jednak los miał inny plan dla ich potomnych. Z momentów goryczy przenosimy się do szczęścia, jakie wywołało przyjście na świat Jacka. Chłopiec wniósł do rodziny szczęście, codzienne słońce, a także łzy radości. Mogłoby wydawać się, że życie zawsze będzie przepełnione uśmiechami i dziecięcym głosikiem, jednak rak wybrał sobie za swoją ofiarę małe dziecko. Nagle zginęły radosne momenty, a pojawiły się godziny smutku, powagi i dramatyzmu. ciąg dalszy: https://zaczytana-aniaa.blogspot.com/2018/07/niebo-na-wasnosc-luke-allnut.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-07-2018 o godz 07:16 Anonim dodał recenzję:
„Twoje dziecko niebawem umrze”. Prosty komunikat. Krótka informacja. Wyrok śmierci. Wielokrotnie w swoich recenzjach powołuję się na fakt bycia matką – w zależności od okoliczności, tego, co chcę przekazać, czym chcę Was przekonać do czytania bądź nieczytania danej lektury. Przytaczam wydarzenia z rodzinnego życia, bo jest mi łatwiej pisać o czymś znanym. Dziś oznajmiam, że pierwszy raz cieszę się, że nie muszę nawiązywać do własnego życia, pisząc recenzję. Odczuwam olbrzymią radość, że ostatnio przeczytana książka w żaden sposób mnie nie dotyczy. Niebo na własność Luke’a Allnutta to – jak dla mnie – historia rodziny naznaczonej swoistym piętnem. Tę książkę można traktować dwojako – albo jako opowieść o małżeństwie, które (by jakoś żyć) musi pogodzić się z największą na świecie stratą, albo jako historię zdruzgotanego mężczyzny – ojca, któremu trudno jest stawić czoła przeszywającej samotności i wyrzutom sumienia. Kiedy Rob i Anna dowiadują się, że po paru nieudanych próbach wreszcie będą mieli dziecko, ich życie nabiera dodatkowej, tak charakterystycznej dla życia rodziców, wartości. Codzienna rutyna zostaje zastąpiona miłością do małego chłopca. Wiadomość o tym, że Jack ma guza mózgu, zabiera całą radość, zastępując ją rozpaczą i łapczywymi próbami zachowania przy życiu jedynego syna. Poznajemy tę historię z punktu widzenia ojca, który nie godzi się na powolną śmierć dziecka, szukając alternatywnych rozwiązań. Stajemy się nie tylko świadkami sporów między małżonkami, ale osobiście odczuwamy napięcie, które towarzyszy każdemu kolejnemu dniu. Widzimy, jak wielka miłość dwojga ludzi roztrzaskuje się w mak. Sytuacja, która powinna ich do siebie zbliżyć, powoduje, że nie potrafią się porozumieć i wspólnie mierzyć z tragiczną rzeczywistością. Chcemy opowiedzieć się po którejś ze stron, ale nie jest to proste, bo każda ma swoje racje. Raz doskonale rozumiałam Annę, choć nie budziła mojej szczególnej sympatii, a za chwilę miałam ochotę na nią nawrzeszczeć za jej asekurancki sposób życia. Chciałam powstrzymać Roba przed podejmowanym ryzykiem, a za moment przyklaskiwałam jego decyzjom. Sami widzicie, że Niebo na własność to lektura pełna emocji. To klasyczny melodramat, który wywołuje w czytelniku współczucie, smutek i żal, a zaraz potem łzy, przyspieszony oddech i drżenie całego ciała. To nic nowego w literaturze – niedoścignionym wzorem w tej tematyce ciągle jest dla mnie Apteka marzeń Nataszy Sochy. Może dlatego, że jest bardziej „z naszego podwórka”, oparta na faktach, z nieco innym zakończeniem. Niebo do wynajęcia to lektura dla tych, którzy nie boją się mierzyć z losem. Ja się trochę tego boję, dlatego muszę przyznać, że cierpiałam okrutnie podczas czytania. Nie płakałam. Ryczałam. Po skończeniu tej książki czułam się, jakby ktoś wsadził mnie do pralki i włączył funkcję wirowania na najwyższe obroty. I choć wydaje mi się, że celem autora było nadanie tej opowieści nutki optymizmu, to jednak ostatnia część książki (która zapewne miała temu służyć) lekko mnie zmęczyła. Nie dlatego, że była zła. Ja po prostu nie godziłam się na taką kolej rzeczy. Zatrzymałam się przy Jacku i jego chorobie, nie chciałam go wypuszczać z głowy w nadziei, że to pomoże. Nie potrafiłam skupić się na jakimkolwiek przesłaniu, bo chciałam (żądałam wręcz!), by temu chłopcu się udało. Nie wiem, czy moje zaangażowanie wynika z faktu, że Allnutt napisał tak dobrą książkę, czy może po prostu z tego, że traktuje ona o takiej, a nie innej tragedii. W Niebie na własność uwaga kierowana jest na traumę, jaką przeżywają rodzice śmiertelnie chorego dziecka. To ukłon w stronę tych, którzy doznali największego cierpienia – nie tylko jako chorzy, ale również jako towarzysze chorego w najtrudniejszych chwilach. Jednocześnie ta historia stanowi przestrogę, by nie dać się porwać żalowi i rozpaczy, a stratę spróbować przekuć na pomoc innym. To nigdy nie usunie z serca tęsknoty, ale może uchronić innych przed błędami. I choć tak pięknie można o tym pisać, to wolałabym, żeby historie tego typu były nam znane tylko z książek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-07-2018 o godz 02:31 Jo dodał recenzję:
Książki traktujące o zdrowiu i stracie są trudne do zrecenzowania, bo poruszają naprawdę delikatne i dramatyczne tematy. Luke Allnutt, który z nowotworem miał do czynienia w przeszłości, postarał się jednak, by tym co faktycznie utknęło w głowie czytelnika po przeczytaniu jego książki, nie była śmierć czy rak sam w sobie, a raczej więzi międzyludzkie, ich kruchość i to jak się zmieniają wraz z pojawiającymi się nowymi okolicznościami. W powieści nie pojawia się nic nowego - czego wcześniej w powieściach tego typu już nie było. Czytelnik zdaje sobie sprawę dokąd to wszystko zmierza i z niepokojem obserwuje rozwijającą się fabułę, w oczekiwaniu na nieuchronny koniec. To co jednak faktycznie zapada w pamięci, to szalejące emocje zrozpaczonych rodziców postawionych przed tragiczną wiadomością, że ich syn jest śmiertelnie chory. https://sherry-stories.blogspot.com/2018/07/niebo-na-wasnosc-luke-allnutt.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-07-2018 o godz 21:00 Anonim dodał recenzję:
Gdy wkracza choroba pojawia się tyle emocji w tym bólu i cierpienia ale gorzej gdy chodzi o dziecko. Anna i Rob starają się po raz kolejny o dziecko i gdy w końcu udaje się jej utrzymać ciążę i w końcu szczęśliwa rodzi syna jest wniebowzięta. Wszystko jest dobrze do czasu gdy mały traci równowagę. Okazuje się ma złośliwego raka mózgu dziecięcego. Jak nie oszaleć, nie oddalić się od siebie i pomoc bezbronnemu dziecku? Rodzice uciekają się do wielu kroków nie koniecznie tych dobrych. Nadzieja matką głupich daje wielkie szanse pozwala ucieszyć się z kolejnych etapów a później zabiera wszystko... ciężko to wszystko przetrawić. Ale jak się zachować, jak nic nie można zrobić? Zostaje tylko miłość, która jednak pomaga przetrwać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-07-2018 o godz 20:51 madziao dodał recenzję:
"Niebo na własność" to jedna z tych książek, którą jednocześnie chciałam i nie chciałam przeczytać. Skąd wynikają tak sprzeczne pragnienia? Przede wszystkim dlatego, że "Niebo na własność" to książka o chorobie dziecka. Odkąd jestem mamą stałam się jeszcze bardziej wrażliwa na taką niesprawiedliwość losu. Cierpienie dziecka jest czymś, czego żadne słowo nie jest w stanie odpowiednio dosadnie opisać. Dlatego najzwyczajniej w świecie bałam się, że czytanie o tym będzie dla mnie stresujące i przygnębiające. Czy faktycznie tak było? Luke Allnut miał dobry pomysł na fabułę, choć nie jest on specjalnie oryginalny (poza wątkiem kliniki Sladovskiego - naprawdę fajna koncepcja!). Chore dziecko, bezradność, cierpienie, smutek, rozpadające się małżeństwo. To mogła być ciekawa historia, która na długo zapadnie w pamięć. Niestety w moim przypadku tak nie będzie. Autor pogubił się gdzieś po drodze, miał zbyt wiele pomysłów, dlatego akcja wydaje się być nierówna. Allnut bardzo często robi w przedstawionej historii duże przeskoki - najbardziej drażniący jest ten, gdy w jednym momencie opowiada o porodzie Jacka, a w następnej chwili chłopiec ma już pięć lat. To spowodowało, że nie było mi dane związać się z tym bohaterem (choć może to i dobrze, bo wtedy wylałabym zapewne litry łez). "Niebo na własność" porusza trudną tematykę. Autor próbuje czasem lepiej, czasem gorzej grać na naszych emocjach...ale wiecie co? Trudno się nie wzruszyć choć raz. Ta książka pokazuje nam jak nieprzewidywalny i okrutny bywa los. Nic nie jest nam dane na wieczność, a tym o co w życiu powinniśmy najbardziej zabiegać to zdrowie. To najwyższa wartość. Bez niego nie ma nic. "Niebo na własność" to książka, której nie będziecie czytać z uśmiechem na twarzy. Jeśli jesteście osobami nadzwyczaj wrażliwymi to koniecznie zaopatrzcie się w paczkę chusteczek. Natomiast jeśli jesteście rodzicami...po przeczytaniu tej książki koniecznie przytulcie mocno swoje pociechy, spędźcie z nimi mile czas, cieszcie się każdą chwilą!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Rywalka Jones Sandie
27,68 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Jak mogłaś Perks Heidi
29,49 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa W żywe oczy Delaney JP
29,49 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Without Merit Hoover Colleen
32,99 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Hopeless Hoover Colleen
28,49 zł
34,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Pałac kłamstw Watt Erin
29,49 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Lokatorka Delaney JP
30,49 zł
36,90 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.