Niebo na własność (okładka miękka)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Dostępny w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Jack jest oczkiem w głowie rodziców, źródłem ich szczęścia i rodzinnej harmonii. Gdy ma trzy lata, zaczyna zachowywać się niepokojąco. Pojawiają się problemy z utrzymaniem równowagi i mówieniem. Nieśmiałe podejrzenia zmieniają się wkrótce w diagnozę – Jack ma złośliwy nowotwór mózgu. Rozpoczyna się dramatyczna walka o życie dziecka. Zdesperowani i wyczerpani rodzice powoli oddalają się od siebie i kłócą, zamiast wspierać.

Wyjątkowa powieść o uczuciach wystawionych na próbę. Poruszający obraz tego, jak bolesne doświadczenia najpierw doprowadzają do rozpaczy, a potem dają nadzieję, by ponownie zrzucić w otchłań cierpienia. Jednak nawet w najbardziej zdruzgotanym sercu może odrodzić się nadzieja.

Niebo na wlasnosc


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Niebo na własność
Autor: Allnutt Luke
Tłumaczenie: Woźniak Grażyna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 400
Numer wydania: I
Data premiery: 2018-07-18
Rok wydania: 2018
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 139 x 206 x 32
Indeks: 26208275
 
średnia 4,3
5
34
4
17
3
6
2
0
1
3
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
53 recenzje
5/5
26-06-2018 o godz 14:16 Agnieszka Szajda dodał recenzję:
Jako mama bardzo się bałam tej książki. Okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie. Zaczyna się bowiem bardzo niewinnie. Rob poznaje Annę. Ich znajomość rozwija się. Biorą ślub. A kiedy pojawia się Jack i gdy po kilku latach okazuje się, że jest śmiertelnie chory, autor nie opisuje, jak chłopiec powoli gaśnie. Nadal skupia się na rodzicach, na tym jaki ma na nich wpływ choroba dziecka, jak zmieniają się ich wzajemne relacje. Wreszcie jak sobie radzą po stracie ukochanego syna. To jest smutna książka, ale przy tym niezwykle ciepła i wzruszająca.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
09-07-2018 o godz 15:58 Agnieszka Kaniuk dodał recenzję:
Kochani dziś porozmawiamy o naturalnym następstwie zdarzeń w życiu każdego z nas. Jednak skupimy się tylko na jednym aspekcie tego zagadnienia, a mianowicie budowaniu związku i zakładaniu rodziny, Naturalną koleją rzeczy jest, że kiedy dwoje ludzi się poznaje i rodzi się między nimi uczucie, dążą do tego, aby założyć rodzinę, w której wkrótce pojawi się dziecko, będące owocem ich miłości. Tego właśnie pragnęli bohaterowie powieści Luke Alluntta „Niebo na własność”. Anna i Rob poznali się i pokochali, będąc jeszcze na studiach. Choć są tak różni, jak ogień i woda ich związek jest doskonałym przykładem na to, że przeciwieństwa się przyciągają. Anna jest ułożona skromną, uporządkowaną osobą, natomiast Rob to mężczyzna, który z racji tego, że jest informatykiem, widzi świat zupełnie inaczej. Jednak mimo wszystko miłość jest silniejsza od wszelkich różnic, jakie ich dzielą. Wkrótce do pełni szczęścia młodym małżonkom brakuje tylko dziecka. Po dwóch poronieniach Anny, na świat przychodzi upragniony i wyczekiwany przez rodziców maleńki chłopczyk, Jack. Jak nie trudno się domyślić staje się on oczkiem w głowie rodziców. Przyjście na świat dziecka jeszcze mocniej scala całą rodzinę, wnosząc do niej miłość, radość i harmonię. Z racji tego, że Rob będąc z zawodu informatykiem, może pracować w domu, to on spędza z synem więcej czasu, co skutkuje nawiązaniem się między ojcem i synem pięknej „męskiej” przyjaźni, którą autor wspaniale odzwierciedlił na kartach powieści. A wszystko zapoczątkowała niezwykła pasja, którą ojciec zaraził syna. Niestety jednak szczęście rodzinne nie trwa długo, ponieważ w wieku pięciu lat u Jacka lekarze diagnozują złośliwy nowotwór mózgu. Dla Anny i jej męża oczywiście jest to druzgocąca wiadomość. Robią wszystko, by uratować syna. Lekarze dają rodzicom nadzieję, by za chwilę ją odebrać. Ostatecznie to Rob postanawia postawić wszystko na jedną kartę, by dać synowi szansę na życie. Jak ta nierówna walka życia ze śmiercią się skończy, przekonacie się oczywiście, sięgając po książkę. „Niebo na własność” to niezwykła, chwytająca za serce i ściskająca za gardło historia, która uświadamia nam czytelnikom, jak bardzo destrukcyjne dla rodziny może okazać się doświadczenie bólu i cierpienia. Rodzice małego Jacka przygnieceni ogromem własnego cierpienia oddalają się od siebie. Przestają być dla siebie jednością, opoką i skałą. Każde z nich przeżywa swój ból na swój sposób w samotności. Największym sprawdzianem dla siły miłości jest właśnie sytuacja, kiedy los boleśnie nas doświadcza. Nie sztuką bowiem jest kochać się i trwać przy sobie, kiedy wszystko się układa, Jeśli chcecie przekonać się, czy nasi bohaterowie przejdą zwycięsko przez próbę, na jaką został wystawiony ich związek, nie zwlekajcie dłużej, koniecznie przeczytajcie „Niebo na własność". Jak wiecie albo i nie, cenię sobie książki, które są dla nas czytelników swego rodzaju lekcją życia. Lektura tej książki przypomniała mi, że nic w życiu nie jest nam dane na zawsze, dlatego musimy cieszyć się każdą jego chwilą, gromadząc piękne wspomnienia, bo tylko ich nikt nam nie zabierze. Mimo że książka jest fikcją literacką, to ze względu na autentyczność fabuły i wyrazistość bohaterów, nie sposób nie ulec jej emocjom. Przeżywając wspólnie z Anną I Robem ich tragedię, doświadczycie uczucia ogromnego smutku, bólu, rozpaczy, cierpienia i bólu, ale też nadzieję. Ogromną siłę i determinację. Na zakończenie muszę przyznać się Wam, że dla mnie była to trudna lektura, a żebyście w pełni zrozumieli dlaczego, pozwolę sobie na chwilę prywaty. Otóż sama od dwóch lat choruję na nowotwór. Nie piszę Wam tego po to, abyście mi współczuli, ale dlatego, że przy tej książce wiele z tego, co już przeżyłam i co nadal przeżywam, walcząc z chorobą, odczułam ze zdwojoną siłą. Na pewno zastanawiacie się, dlaczego zatytułowałam tę recenzję, zaburzone koleje życia. Już wyjaśniam. Otóż od czasu mojej choroby, jak również czytając tę książkę, naszła mnie taka przykra refleksja. Rodzice wychowują swoje dzieci, żyjąc w przeświadczeniu, że to właśnie one będą dla nich wsparciem do kresu ich ziemskiego życia. Tymczasem los bez ostrzeżenia może boleśnie zaburzyć ten naturalny porządek rzeczy i to rodzic będzie musiał stanąć nad grobem własnego dziecka. Gorąco polecam Wam lekturę tej wyjątkowej książki. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy, będzie w stanie unieść ładunek emocjonalny, jaki ona w sobie skrywa, bowiem to, o czym w niej czytamy, roztrzaska nasze serce na miliony kawałeczków oraz przeszyje naszą duszę sztyletem bólu i bezsilności, by ostatecznie zagoić nasze rany balsamem nadziei. Premiera książki już 16 lipca 2018 r, Za możliwość lektury książki, której nigdy nie zapomnę, z całego serca dziękuję wydawnictwu Otwarte.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-07-2018 o godz 21:50 światromansów dodał recenzję:
Recenzja z bloga weronikarecenzuje.blogspot.com "Niebo na Własność" nie jest typową lekturą po jaką zazwyczaj sięgam. Tym bardziej, że porusza tematykę ciężkiej, śmiertelnej choroby, a ja z wielu powodów zawsze takowej unikałam. Nigdy nie czułam się na siłach, by czytać książki o ludzkim cierpieniu, bo jestem z natury osobą emocjonalną i wrażliwą, a takie autentyczne, surowe historie na długo zostają w moich myślach i nie dają spokoju. Sięgam po książki z happy endami, bo przy nich czuję się bezpiecznie i są pewną odskocznią od przykrego, trudnego codziennego życia. Dlatego przeczytanie tej pozycji było dla mnie pewnym wyzwaniem, którego zapragnęłam się podjąć. Luke Allnutt do tej pory był dla mnie autorem nieznanym. "Niebo na Własność" to jego debiut - według mnie bardzo udany. Książka powstała jakiś czas po tym, jak sam autor został zdiagnozowany z nowotworem jelita grubego. Była wyrazem jego strachu i przerażenia, przytłaczających uczuć związanych z niespodziewaną chorobą. Już sama świadomość, że historia opowiada o Jacku, kilkuletnim dziecku u którego zdiagnozowano ciężki rodzaj raka mózgu, sprawiła, że o wiele trudniej było mi podejść do tej lektury niż do każdej innej. Autor w ciągu tych kilkuset stron przedstawia nam historię Anny, Roba i Jacka, począwszy już od pierwszego spotkania Anny oraz Roba. Opowiedziana oczami ojca daje nam możliwość zajrzenia wgłąb człowieka, któremu przychodzi zmierzyć się z ciężką chorobą ukochanego syna. "Niebo na Własność" to książka, która ukazuje przykry porządek świata. Jack jest jedynie pięcioletnim chłopcem, kiedy pojawiają się pierwsze objawy groźnej choroby. Problemy z koncentracją, zawroty głowy, aż w końcu przykra diagnoza raka mózgu. Poznajemy go jako młodego, pełnego energii i pasji chłopca, który ma ogromne zamiłowanie do wspinania się na ogromne budowle i robienia z nich zdjęć. Obserwowanie jak choroba powoli wyniszczała jego zapał do życia złamała moje serce, a przecież nigdy nie przyszło doświadczyć mi tego na własnej skórze. Czytanie tej lektury uświadomiło mi jak kruche jest życie każdego człowieka. Przecież każdy z nas jest świadomy swojej śmierci, która jest nieodłącznym elementem naszego życia, ale to dopiero w chwilach takich jak strata kogoś bliskiego, uświadamiamy sobie, jak szybko, łatwo i niespodziewanie może do tego dojść. Jednego dnia tworzenie planów, cieszenie się z życia i korzystanie z niego może być dla nas najnormalniejszą czynnością, a drugiego niespodziewanie staje się to czymś niewłaściwym. Wystarczy dosłownie chwila, by czyjeś życie zmieniło się już na zawsze. Strata dziecka to najgorsze co może przydarzyć się rodzicom i historia utraty Jacka przez Annę i Roba absolutnie złamała moje serce. Luke Allnutt ukazał jak różnie każdy człowiek reaguje na żałobę, jak desperacko pragnie uratować swoje dziecko przed śmiercią i do czego jest zdolny się posunąć, sprawiając, że wielokrotnie byłam na skraju łez. Lektura takich książek zmusza do refleksji nad tym, jakie szczęście mamy posiadając to, co jest dla nas najważniejsze i sprawia, że natychmiastowo bardziej to doceniamy. W końcu ilu z nas bierze na pewnik pewne osoby, rzeczy, nie zdając sobie sprawy, że tak szybko może tego zabraknąć? Mogłabym się przyczepić do kilku rzeczy. Między innymi do postaci Anny i Roba, których naprawdę starałam się zrozumieć i polubić, ale nie udało mi się tego dokonać. W wielu momentach tak naprawdę mnie od siebie odpychali. Ale może właśnie tak powinno być? W końcu każdy człowiek reaguje zupełnie inaczej na ciężkie sytuacje, czasami zupełnie nie myśląc przy tym racjonalnie. Koniec końców to właśnie ich zachowanie nadało książce realizmu, jaki bardzo cenię sobie w tego typu literaturze. "Niebo na Własność" bez dwóch zdań jest lekturą wartą przeczytania, porusza zakamarki naszej duszy. Jest ostoją i nadzieją dla tych, którzy zmagali się z chorobą, albo utracili kogoś bliskiego. Napisana przez człowieka, kto doskonale rozumie jak to jest kiedy jednego dnia życie może stanąć do góry nogami, jak trudno jest zacząć żyć od nowa po tragedii, która zmienia człowieka. Wystarczy uświadomić sobie jakie znaczenie skrywa za sobą sam tytuł, by lektura nie opuściła naszych myśli przed długi czas. Autor wielokrotnie posunął się o wręcz poetyckie poruszenie niektórych spraw, które sprawiły, że z pewnością na niektóre rzeczy będę patrzeć teraz inaczej. Zdanie z okładki idealnie podsumowuje przesłanie książki - kiedy wszystko jest stracone, liczy się tylko miłość. Bo w najtrudniejszych momentach życia bez miłości ciężko byłoby nam przetrwać. Zdecydowanie polecam sięgnąć po tę książkę, jest jedną z tych, która na długo zostaje w naszych sercach.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-07-2018 o godz 07:16 Anonim dodał recenzję:
„Twoje dziecko niebawem umrze”. Prosty komunikat. Krótka informacja. Wyrok śmierci. Wielokrotnie w swoich recenzjach powołuję się na fakt bycia matką – w zależności od okoliczności, tego, co chcę przekazać, czym chcę Was przekonać do czytania bądź nieczytania danej lektury. Przytaczam wydarzenia z rodzinnego życia, bo jest mi łatwiej pisać o czymś znanym. Dziś oznajmiam, że pierwszy raz cieszę się, że nie muszę nawiązywać do własnego życia, pisząc recenzję. Odczuwam olbrzymią radość, że ostatnio przeczytana książka w żaden sposób mnie nie dotyczy. Niebo na własność Luke’a Allnutta to – jak dla mnie – historia rodziny naznaczonej swoistym piętnem. Tę książkę można traktować dwojako – albo jako opowieść o małżeństwie, które (by jakoś żyć) musi pogodzić się z największą na świecie stratą, albo jako historię zdruzgotanego mężczyzny – ojca, któremu trudno jest stawić czoła przeszywającej samotności i wyrzutom sumienia. Kiedy Rob i Anna dowiadują się, że po paru nieudanych próbach wreszcie będą mieli dziecko, ich życie nabiera dodatkowej, tak charakterystycznej dla życia rodziców, wartości. Codzienna rutyna zostaje zastąpiona miłością do małego chłopca. Wiadomość o tym, że Jack ma guza mózgu, zabiera całą radość, zastępując ją rozpaczą i łapczywymi próbami zachowania przy życiu jedynego syna. Poznajemy tę historię z punktu widzenia ojca, który nie godzi się na powolną śmierć dziecka, szukając alternatywnych rozwiązań. Stajemy się nie tylko świadkami sporów między małżonkami, ale osobiście odczuwamy napięcie, które towarzyszy każdemu kolejnemu dniu. Widzimy, jak wielka miłość dwojga ludzi roztrzaskuje się w mak. Sytuacja, która powinna ich do siebie zbliżyć, powoduje, że nie potrafią się porozumieć i wspólnie mierzyć z tragiczną rzeczywistością. Chcemy opowiedzieć się po którejś ze stron, ale nie jest to proste, bo każda ma swoje racje. Raz doskonale rozumiałam Annę, choć nie budziła mojej szczególnej sympatii, a za chwilę miałam ochotę na nią nawrzeszczeć za jej asekurancki sposób życia. Chciałam powstrzymać Roba przed podejmowanym ryzykiem, a za moment przyklaskiwałam jego decyzjom. Sami widzicie, że Niebo na własność to lektura pełna emocji. To klasyczny melodramat, który wywołuje w czytelniku współczucie, smutek i żal, a zaraz potem łzy, przyspieszony oddech i drżenie całego ciała. To nic nowego w literaturze – niedoścignionym wzorem w tej tematyce ciągle jest dla mnie Apteka marzeń Nataszy Sochy. Może dlatego, że jest bardziej „z naszego podwórka”, oparta na faktach, z nieco innym zakończeniem. Niebo do wynajęcia to lektura dla tych, którzy nie boją się mierzyć z losem. Ja się trochę tego boję, dlatego muszę przyznać, że cierpiałam okrutnie podczas czytania. Nie płakałam. Ryczałam. Po skończeniu tej książki czułam się, jakby ktoś wsadził mnie do pralki i włączył funkcję wirowania na najwyższe obroty. I choć wydaje mi się, że celem autora było nadanie tej opowieści nutki optymizmu, to jednak ostatnia część książki (która zapewne miała temu służyć) lekko mnie zmęczyła. Nie dlatego, że była zła. Ja po prostu nie godziłam się na taką kolej rzeczy. Zatrzymałam się przy Jacku i jego chorobie, nie chciałam go wypuszczać z głowy w nadziei, że to pomoże. Nie potrafiłam skupić się na jakimkolwiek przesłaniu, bo chciałam (żądałam wręcz!), by temu chłopcu się udało. Nie wiem, czy moje zaangażowanie wynika z faktu, że Allnutt napisał tak dobrą książkę, czy może po prostu z tego, że traktuje ona o takiej, a nie innej tragedii. W Niebie na własność uwaga kierowana jest na traumę, jaką przeżywają rodzice śmiertelnie chorego dziecka. To ukłon w stronę tych, którzy doznali największego cierpienia – nie tylko jako chorzy, ale również jako towarzysze chorego w najtrudniejszych chwilach. Jednocześnie ta historia stanowi przestrogę, by nie dać się porwać żalowi i rozpaczy, a stratę spróbować przekuć na pomoc innym. To nigdy nie usunie z serca tęsknoty, ale może uchronić innych przed błędami. I choć tak pięknie można o tym pisać, to wolałabym, żeby historie tego typu były nam znane tylko z książek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
08-07-2018 o godz 15:37 Anonim dodał recenzję:
Ludzie mają to do siebie, że bardzo chętnie czytają smutne historie, po których mogą pomyśleć "to nie ja mam najgorzej". Wiedzą o tym producenci filmowi i pisarze, w tym Luke Allnutt, twórca powieści "Niebo na własność". Jego pomysł na książkę był dobry, nawet bardzo dobry i mógł gwarantować sukces, ale w którymś momencie pojawiły się szereg problemów. Czy Allnutt podołał? Czy jego "Niebo na własność" to pozycja, z którą warto się zapoznać? Fabuła tej powieści opiera się na prostym schemacie- on, ona i syn Jack. Rob jest świetnym informatykiem, Anna poukładaną sekretarką. Poznali się na studiach i była to miłość od pierwszego wejrzenia. Po kilku nieudanych próbach doczekali się synka, Jack'a, który jest ich oczkiem w głowie. I tu autor mógłby zamknąć ich historię, kończąc ją "i żyli długo i szczęśliwie". Tak niestety się nie dzieje. W wieku pięciu lat Jack zaczyna się zachowywać dziwnie, ma problemy z chodzeniem, mową, mimo tego, że wcześniej był aktywnym, sprawnym dzieckiem. Okazuje się, że chłopiec jest chory na raka. Rodzice staczają zaciętą walkę z czasem i chorobą chłopca. "Siedzieliśmy w parku i staraliśmy się nie myśleć o powolnym upływie czasu. Kiedy żyje się w spokoju i ma się przyziemne zmartwienia, czas płynie niezauważalnie niczym działająca w tle aplikacja. Teraz jednak nie sposób było go zignorować: złowieszczo odliczał sekundy jak najmniejsza wskazówka na gigantycznym Orwellowskim zegarze." Brzmi zachęcająco, prawda. Lubię czytać o walce ludzi z chorobą, z losem. Jednak w "Niebie na własność" pojawia się jeden problem- autor ma świetny zamysł na kawałki historii, ale absolutnie żadnego pomysłu jak te kawałki ze sobą posklejać. I tak od porodu przenosimy się do momentu kiedy Jack ma 5 lat, w kolejnych rozdziałach też skaczemy w czasie, co powodowało, że historia nie była spójna. Przyznam szczerze, że nie do końca mi to grało, bo miałam wrażenie, że Luke Allnutt sam nie wie co powinien uczynić z naszymi bohaterami. Na prawie 400 stronach chce opisać zdecydowanie za dużo, więc akcja jest dosyć nieregularna. Niektóre części historii dzieją się zbyt szybko, mimo tego, że był w nich potencjał, a inne są niepotrzebnie rozwleczone. Mimo ciężaru jaki niesie za sobą historia, jest ona okraszona banałami. Miłość od pierwszego wejrzenia osób, które zupełnie do siebie nie pasują (o czym później), alkoholizm, z którego wychodzi się z dnia na dzień. To mi niestety nie grało, chociaż nie są to wady, przez które odradzałabym komuś przeczytanie "Nieba na własność". "Ludzie lubią opowiadać historie o śmierci, nieszkodliwe bajania o tym, że widzieli duszę opuszczającą pokój. jednak w Ashbourne House wszystko wyglądało dokładnie tak jak przedtem. Nie było łuny światła ani delikatnego drżenia parapetu." Kolejną sprawą są nasi główni bohaterowie. Anna i Rob. Para, która w realnym życiu nigdy nie miałaby prawa ze sobą być. Owszem, przeciwieństwa się przyciągają, ale raczej w kontekście przelotnego romansu, a nie małżeństwa. Rob jest lekkoduchem, wierzy, że zawsze wszystko się uda i zawsze będzie dobrze. Bywa też zbytnio roszczeniowy wobec osób bliskich. Anna natomiast jest poukładana aż do przesady, jej dzień jest podporządkowany planowi, nic co robi, nie jest przypadkowe. Do tego, małżeństwo w momencie gdy pojawiają się problemy nie rozmawia o tym. Milczą, zamiast się wspierać, dlatego nie dziwie się, że ich związek zaczął się sypać. Był jeden wątek, który bardzo mi się podobał i chodzi tu o klinikę doktora Sladovskiego i forum internetowe. Tych fragmentów historii wyczekiwałam najbardziej i czytałam z największą przyjemnością. "Niebo na własność" to nie jest zła książka. Pomysł- jak zwykle w przypadku tego typu historii- był dobry, ale samo wykonanie mogłoby być lepsze, bardziej dopracowane. Pewne niedociągnięcia sprawiały, że nie jestem w stanie Wam jej w pełni zarekomendować, ale mimo tych wad, nie mogę powiedzieć, że czuję się zawiedziona. Ta pozycja jest klasycznym przykładem obyczajówki na lato, przy której się wzruszycie i spędzicie z nią przyjemnie czas.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-07-2018 o godz 19:14 Czytam i oglądam dodał recenzję:
Jak się możemy dowiedzieć na temat informacji o samym autorze, „Niebo na własność” jest jego pierwszą wydaną książką, jednakże wcześniej w swoim dorobku miał również napisane opowiadanie „Uspoken"(ma raptem 52 strony i jest dostępne w formie ebooka w wersji angielskiej), czyli, innymi słowy, można uznać, że autor jest debiutantem, nie tylko na polskim rynku, ale również jako twórca dłuższej historii. Jako czytelnik jestem bardzo targana emocjami, gdy myślę o książkach, gdzie głównym tematem jest choroba dziecka. Z jednej strony lubię czytać takie pozycje, jednak mam z tyłu głowy tę świadomość, że po takiej pozycji będę musiała swoje „odchorować". Dla mnie, czytanie tego typu pozycji, jest wykańczające emocjonalnie i nawet brak posiadania na ten moment potomstwa, nie zwalnia mnie jako osoby, z braku empatii i wczuwania się w przeżycia danych bohaterów. Luke Allnutt stworzył historię, która mogłaby się w zasadzie wydarzyć w prawdziwym życiu każdego z nas, bo właściwie choroba/rak nie wybiera. „Niebo na własność” jest na tyle uniwersalną książką, że każdy czytelnik jest w stanie coś z niej dla siebie zostawić. Autor w zasadzie skupia się na przeżyciach i uczuciach rodzica(w tym przypadku ojca), co niekoniecznie jest dość powszechnym zjawiskiem — zwykle mamy sytuację opisaną od strony osoby chorującej bądź matki — osoby opiekuna. Bardzo podobało mi się to, jak autor podszedł do tematu. W powieści „Niebo na własność” cała historia została opisana z perspektywy ojca i zatacza ogromne koło życia. Poznajemy całe życie Roba podzielone w zasadzie na trzy części — to co było przed pojawieniem się Jacka, następnie główna historia z Jackiem w roli głównej, oraz fragmenty po stracie. Całość jest utrzymana w formie narracji pierwszoosobowej oraz przeplatana dziwnymi fragmentami wspomnień, które dopiero na koniec zostają wyjaśnione i połączą się w logiczną całość. Książka zaskakuje mnogością tematów w niej zawartych, bo oprócz wątku przewodniego, jakim jest choroba dziecka, autor ukierunkowuje nas na przeżycia wewnętrzne bohatera oraz życie po trudnych momentach. Zwraca naszą uwagę, że każdy rodzaj emocji po ogromnym bólu, trzeba przejść tak, abyśmy mieli czas na powstanie. Niczego nie przyspiesza, daje każdemu z bohaterów tyle czasu, ile właściwie potrzebuje. I przede wszystkim nie ocenia, bo pogubienie się w takiej sytuacji jest rzeczą normalną, ale tylko od nas samych zależy, jak sobie z tym poradzimy. Jedni od razu rzucą się w wir pracy, aby zapomnieć, inni będą musieli swój żal przegryźć i zapić mocnym alkoholem, wpadając w najgorszy dołek. L. Allnutt nie tylko skupia naszą uwagę na cierpieniu, ale wskazuje, że każdy z nas potrzebuje od czasu do czasu elementu wsparcia, nie tylko ze strony najbliższych, ale również wśród postronnych osób, które najszybciej możemy znaleźć na różnych grupach wsparcia. Co ważne, w takich miejscach należy trzymać się na baczności, mieć chłodną głowę i do wszelkich wiadomości podchodzić z lekkim dystansem, bo są osoby, które poprzez stratę i cierpienie, będą czyhać na nasz słabszy moment. Co mnie zaintrygowało, to fakt, że autor zdecydował się na mini wątek thrillera. To było tak niespodziewane, że aż trzymałam kciuki, aby głównemu bohaterowi udało się wyjaśnić całą zagadkową sytuację. Zaskoczył mnie również sposób, jak momentami autor przeskakiwał między wydarzeniami, nie dając nam — czytelnikom chwili wytchnienia. Nie uważam tego za negatywny aspekt książki, bo akcja ciągle brnęła do przodu, ale chyba oczekiwałam, że w tej powieści autor zwróci większą uwagę na przeżycia wewnętrzne głównej postaci. „Niebo na własność” L. Allnutta jest bardzo dobrze i rzetelnie napisaną powieścią, w której znajdziemy wszystko to, co powinna książka zawierać. Jest rozpoczęcie, jest rozwinięcie i jest również zakończenie zawartej w środku historii. Autor nie zostawia nas z pytaniami i każdy wątek w pewien sposób został rozpisany — choć niekoniecznie czytelnikom, ich kierunek może się spodobać...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
02-07-2018 o godz 21:25 goszaczyta dodał recenzję:
Zabierając się za "Niebo na własność" spodziewałam się pięknej i przejmującej lektury - to właśnie z tego względu zdecydowałam się na przeczytanie tej książki. Przez ostatni czas nie zdarzyło mi się sięgnąć po jakąś historię, która w jakimś stopniu, by na mnie wpłynęła, bądź mogłabym trochę dłużej o niej kontemplować. I tu muszę przyznać, że "Niebo na własność" w tym przypadku sprawdziła się idealnie. Od zawsze ciężko mi było czytać książki o ludzkim cierpieniu, szczególnie, gdy w grę wchodzą niewinne dzieci. Nie można się odpowiednio przygotować na taką dawkę cierpienia, ponieważ wraz z bohaterami książki odczuwamy, to co oni, cały ten ból. Anna i Rob poznali się na studiach, od pierwszej rozmowy coś między nimi zaiskrzyło i tak zaczęli wspólnie budować życie. Wreszcie przyszedł czas na dziecko. Anna kilka razy poroniła i gdy już myśleli, że nie ma szans na dziecko, wtedy na świat przyszedł Jack - ich oczko w głowie i źródło ich szczęścia. Oboje odetchnęli z ulgą i wreszcie mogli budować szczęśliwą rodzinę z dzieckiem. Jednak rodzinne szczęście zostaje zakłócone, gdy świeżo upieczeni rodzice dowiadują się od lekarza, że u ich synka zdiagnozowano guza mózgu - żółtogwiaździaka pleomorficznego... Nie będę ukrywać, że 50 może 60 stron nie zapowiadało się dość wybitnie, co więcej bałam się, że nie będę dała rady jej skończyć. Książka rozpoczyna się trochę nietypowo, ponieważ poznajemy historię od końca, a potem następuje druga część i mamy do czynienia z retrospekcją i tu poznajemy od początku jak zaczęła się wspólna historia Anny i Roba. I nagle książka przybrała zupełnie niespodziewany zwrot akcji, co sprawiło, że nie mogłam przestać obracać kartek. Z początku poznajemy zwykłe życie rodziców, którzy nie widzą świata poza swoim dzieckiem. Są szczęśliwi, spędzają razem czas, aż do momentu, gdy Jack zaczyna źle się czuć. Wizyta u lekarza odbiera im mowę, bowiem okazuje się, że ich synek jest nieuleczalnie chory i tu zaczyna się dramatyczna walka o życie dziecka. Spodobało mi się, że autor nie skupił się tylko na chorobie, która ma pierwszorzędne znaczenie w tej historii. Duży nacisk postawił na relacji między rodzicami, którzy w tej tragicznej sytuacji zaczynali się od siebie oddalać. Jedno wytykało drugiemu błędy, nie potrafili dojść do porozumienia, stopniowo oddalając się od siebie i unikając swojego towarzystwa. Anna i Rob byli dość nietypową parą - ona jest racjonalistką, ciężko jest jej publicznie okazywać uczucia, twardo stąpa po ziemi, natomiast on jest marzycielem, nie boi się ryzykować i konsekwentnie realizuje swoje szalone pomysły. Wydawać, by się mogło, że tych dwoje nie powinno być razem, a jednak jak to się mówi przeciwieństwa się przyciągają i wspólnie potrafili stworzyć rodzinę. Do momentu, aż pojawiła się rysa na szkle i musieli zacząć walczyć o życie swojego jedynego synka Jacka. Bardzo spodobało mi się to mocne nakreślenie więzi rodzinnych, szczególnie budowanie więzi z dzieckiem. Autor pokazuje jak wielka jest miłość rodzicielska. Rob był w stanie zaryzykować wszystko, cały swój majątek, kiedy tylko pojawiła się szansa na uzdrowienie Jacka. Tutaj autor także pokazuje, jak rodzic potrafi być ślepy i wręcz trochę naiwny dając się omamić kilku słowom napisanym przez nieznajomego. Uświadamia nam, jak wielka miłość potrafi stworzyć klapki na oczach, do tego stopnia, że nie będziemy dostrzegać fałszu i złudnych nadziei. Myślę, że można wybaczyć Robowi jego wręcz egoistycznej postawy, która doprowadziła go do nieprzemyślanych decyzji. "Niebo na własność" jest przede wszystkim opowieścią niezwykle prawdziwą, nieprzekoloryzowaną. Autor wyzbył się sztuczności, przedstawia życie takim jakie jest w rzeczywistości. Wyjątkowa powieść o uczuciach wystawionych na próbę. Dramatyczna walka o życie dziecka, która może doprowadzić do rozłamu rodziny.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-07-2018 o godz 13:42 NikoN dodał recenzję:
Są książki lekkie i przyjemne. Takie, które pełnią funkcję czysto rozrywkową. Potrafiące rozbawić i wywołać uśmiech. Ale są też takie, które stanowią ich całkowite przeciwieństwo - pełne smutku i łamiące serce. Taka właśnie jest debiutancka powieść Luka Allnutta, w której autor mierzy się z bardzo bolesnym tematem. Jak ruszyć dalej po utracie dziecka? Przeżywać kolejne dni - dzień po dniu - wiedząc, że dziecka, które się tak mocno kochało, już nie ma? Rob ma idealne życie. Niczego mu nie brakuje. Cudowna żona Anna, piękny dom i syn Jack, który jest oczkiem w głowie rodziców. Ten piękny obraz przerywa druzgocąca diagnoza - Jack ma nowotwór mózgu. Piękny świat Roba zaczyna rozsypywać się. Rozpoczyna się dramatyczna walka o życie pięciolatka. Zdesperowani rodzice nie wiedzą jak poradzić sobie z tą sytuacją i przygotować się na nieubłagany koniec. Czy z taką wiadomością można się w ogóle pogodzić? Niebo na własność to niezwykle bolesna, a zarazem prawdziwa historia poruszająca temat choroby u dziecka. Autor rozpoczyna powieść dosyć nieszablonowo, bowiem od końca. Jednak poznanie zakończenia na samym początku nie wpływa w żaden sposób negatywnie na odbiór lektury, bo nie to jest w niej najważniejszej. Dzieło Allnutta to poruszający obraz siły rodzicielskiej miłości, wszechobecnej rozpaczy oraz rodzącej się nadziei. Pisarz pokazuje wpływ dramatycznych wydarzeń na małżeństwo, które mogą je jeszcze mocniej związać, bądź - wręcz odwrotnie - podzielić. Powieść przepełniona jest emocjami, bezradnością i desperacją. Rob stara się nie poddawać, szukać sposobu na ocalenie syna. Natrafia w Internecie na forum o wdzięcznej nazwie Miejsce nadziei, gdzie ludzie, którzy znaleźli się w takiej sytuacji jak on, szukają pomocy i wsparcia. Ten wątek dodał historii sporej dawki realizmu, jednocześnie ukazując jak ważne jest utrzymanie nadziei, nawet wtedy, gdy nie ma już jej nikt. Świetnym zagraniem ze strony autora było powierzenie narracji Robowi. Najczęściej w takich historiach to rola matki jest na pierwszy planie, a tutaj możemy w szczególności doświadczyć ojcowskiej miłości. Gdyby to Anna była narratorką, myślę, że historia nie byłaby nawet w połowie tak dobra jak jest. Kobieta początkowo nie wzbudza sympatii czytelnika. Wydaje się być zimna, przesadnie zapobiegawcza. Ciężko zrozumieć jej późniejsze zachowanie i bierność. Rob wydaje się być jej przeciwieństwem. Nie boi się podążać za marzeniami i ryzykować. Te różnice w charakterach dość szybko wpływają na podejście rodziców do kwestii leczenia syna. Więc, nie ma tutaj żadnego przypadku, że Allnutt postawił na dwa mocne charaktery, całkowicie różne od siebie. Warto również wspomnieć, że pisarz nie skupia się na samym procesie leczenia, lecz w szczególności na działaniach rodziców. Postacie są niezwykle prawdziwe w swoim postępowaniu, targa nimi mnóstwo sprzecznych uczuć, dylematów, a podejmowane decyzje nieraz wywołane są ekstremalnymi emocjami. Niebo na własność to gorzka historia, która złamie niejedno serce. Ukazuje bolesne strony ludzkiej egzystencji w niezwykle szczery i zajmujący sposób. To wyjątkowa powieść, która opowiada o straszliwej walce o życie dziecka oraz uczuciach wystawionych na najcięższą próbę. Dzieło Allnutta niesie ze sobą ponadczasowe wartości i prawdy. Wzrusza i skłania do refleksji. W przeciwieństwie do innych książek o chorobach, ta skupia się na bliskich, a nie osobie chorej. Warto jest dać jej szansę, aby chociaż w małym stopniu, na własnej skórze, odczuć koszmar jakiego doświadczyli główni bohaterowie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-07-2018 o godz 23:05 Zielono Mi dodał recenzję:
Nie lubię powieści obyczajowych. Najczęściej są ckliwe, mdłe, proste, oczywiste, przewidywalne, z naiwną fabułą i nieskomplikowanymi postaciami obdarzonymi wydumanymi problemami, perypetiami czy przygodami, zazwyczaj występuje do tego naiwnie szczęśliwe zakończenie. No, życie różowym lukrem oprószone… Dlatego jeśli już pora mi się zmierzyć z jakąś obyczajówką, zdaję się na wybór innych. Tym razem od Wydawnictwa Otwartego przyszła książka „Niebo na własność” Brytyjczyka mieszkającego w Czechach. Zaskakuje już sam fakt, że to mężczyzna napisał powieść o perypetiach pewnej dobrze sytuowanej materialnie rodziny klasy średniej. Następnie zadziwia, że zdecydował się on na zastosowanie narracji pierwszoosobowej, a później, że głównym bohaterem uczynił mężczyznę – i to jeszcze nie krystalicznie szlachetnego mężczyznę. W książce tej Luke Allnutt oś wydarzeń oparł o trzy osoby: komputerowego geniusza – Roba, jego pedantyczną, poważną i surową żonę – Annę i ich syna – Jacka. Autor całkiem zgrabnie przedstawił rysy charakterologiczne dorosłych, ich zwyczaje, upodobania, poglądy, a nawet trudne, poszarpane i skomplikowane dzieciństwa, które niewątpliwie wpłynęły na ich późniejsze wybory, sposoby radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi czy granicznymi. Rob to niby luzak, który rzadko pracuje, bo woli pieniądze zarobić raz a dobrze; Anna jest skrupulatna, metodyczna i pedantyczna, a ich mały Jack to bystry, wnikliwy łobuz, który nawet ze starszakami się kumpluje. Tylko, że ich życie rodzinne zaczyna przeorganizowywać wykryty w głowie chłopca guz. I w tym momencie okazuje się, na ile to ułożone życie jest stabilne i na ile stabilni są oni – jako mała wspólnota. Niesamowite jest to, że zmagania z chorobą syna, lęki, dylematy, niepewności, wewnętrzną konieczność opanowania kryzysu autor przedstawił z punktu widzenia mężczyzny-ojca. Właściwie wiadomo, że matki bardzo przeżywają cierpienie dziecka, cierpią właściwie z nim. Ale mało kto pyta się o ojca. Kto jego ma uspokoić? Kto ukoi jego rozedrgane, chaotyczne i galopujące myśli? Kto jemu pomoże? Kto poda silne ramię? Kto pozwoli mu się zwyczajnie bać? Powieściowy Rob niejednokrotnie staje na wysokości zadania – jest pomocą dla żony, wsparciem dla syna, partnerem w firmie, dyplomatą wobec teściowej. Ale nie znajduje wiarygodnego, solidnego i rzetelnego oparcia dla siebie. Będąc filarem dla innych, gnie się pod ich zwątpieniami. Zapewne dlatego zaczyna robić głupie czy nieodpowiednie rzeczy, decyduje się na nieoczekiwane kroki, zwyczajnie pęka – jak niemało ludzi złamanych przez los – i poznajemy go pijanego, podrywającego pospolitą dziewczynę w tandetnym barze, tylko po to, by choć przez chwilę poudawać zwyczajnego czy banalnego nawet. Ta odwrócona perspektywa, zmiana punktu widzenia, skupienie się na zrozpaczonym, walczącym i szukającym ratunku ojcu, który chce w teraźniejszości zatrzymać przeszłość wyróżnia tę książkę z masy innych. I okazuje się, że w kontakcie z cierpieniem dziecka nie chodzi o współcierpienie matki, ojca czy rodziny – ale rodzica, tego, kto przyczynił się do „zro-dzenia”. A to chce czynić „Niebo na własność” powieścią nie tyle obyczajową co moralizującą. Bo może pora przestać generalizować i (lub) nadmiernie feminizować, a czas skupić się na istocie wyłaniającej się z szerokiej perspektywy? Pozostawiam pytanie bez odpowiedzi…
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-07-2018 o godz 18:36 maggie90 dodał recenzję:
Mawiają, że przeciwieństwa się przyciągają. I wiecie co? Chyba jest coś prawdziwego w tym stwierdzeniu, bo główni bohaterowie „Nieba na własność” nie mogliby się bardziej od siebie różnić, nawet gdyby chcieli. Anna to poukładana, spokojna, zorganizowana absolwentka ekonomii, która pracuję w księgowości. Rob jest informatykiem z wielkimi marzeniami i optymistycznym spojrzeniem na świat, który swoim charakterem odbiega od tego, co reprezentuję sobą jego żona. Ale ich spotkanie w studenckim barze kilka lat wcześniej, zaowocowało niezwykle silnym uczuciem, które zaprowadziło ich przed ołtarz. Po czasie oboje doszli do wniosku, że do pełni szczęścia brakuję im jednego. Dziecka. Ale po dwóch poronieniach Anny, zarówno ona jak i Rob zaczynali tracić nadzieję, że kiedykolwiek zostaną rodzicami. Życie lubi jednak zaskakiwać. Trud i walka o dziecko opłaciły się, kiedy w końcu mogli trzymać w ramionach swojego wyczekiwanego synka. Jack był dopełnieniem ich szczęścia i stał się dla naszych bohaterów całym światem. Jednak ani Anna, ani Rob nie przeczuwali jak okrutny i nieprzewidywalny bywa los. Los, który raz dał im wszystko, żeby już wkrótce boleśnie im to odebrać. W wieku kilku lat u Jacka zostaje zdiagnozowany gwiaździak, czyli złośliwy nowotwór mózgu. Poukładany świat naszych bohaterów w ciągu jednej chwili wali się niczym domek z kart. Anna i Rob rozpoczynają walkę o zdrowie i życie syna, który wychodzi z niej zwycięsko, kiedy lekarzom udaję się wyciąć guza operacyjnie. Niestety życie wystawiło naszych bohaterów na ponowną próbę, kiedy u Jack’a nastąpił nawrót choroby, tym razem pod postacią glejaka mózgu. Jednak w tym przypadku diagnoza lekarzy okazała się dużo bardziej druzgocąca, bo z każdą chwilą, z każdym dniem i z każdym badaniem okazywało się, że szansę Jacka na wyleczenie malały, aż w końcu... „ - Jest mi bardzo przykro. Nie wiem, jak to najdelikatniej ująć, ale każda forma leczenia Jacka będzie miała charakter paliatywny. Chodzi o to, by waszemu synowi przedłużyć życie.” Nie jestem matką, ale czytając „Niebo na własność” próbowałam postawić się na miejscu naszych bohaterów. Zastanawiałam się do czego byłabym zdolna, aby uratować własne dziecko? Co bym zrobiła, aby zmniejszyć jego cierpienie? Jak postąpiłabym, gdybym musiała zaryzykować wszystkim, aby mu pomóc? Po lekturze książki mogę powiedzieć jedno – autor ukazał walkę o zdrowie i życie dziecka jako wątek drugoplanowy (i absolutnie nie powinniśmy mieć mu tego za złe), bo dzięki temu głównym bohaterem tej historii stała się relacja Anny i Roba – pary, których małżeństwo i miłość zostały wystawione na najcięższą próbę. Bo kiedy rodzice mają odmienne zdanie na temat leczenia dziecka - desperacja i decyzje jakie wtedy są podejmowane mogą, albo pomóc albo wręcz przeciwnie. Ta książka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Głęboka, poruszająca, wywołująca tak wiele skrajnych emocji. Mimo tego jak ostatecznie zakończyła się historia, do końca stałam po stronie głównego bohatera, czyli Roba. Popierałam jego decyzje i to czym się kierował przy ich podejmowaniu. Zdaję sobie sprawę, że kiedy wymaga tego sytuacja decyzje, mogą być oceniane różnie - jako impulsywne i nieracjonalne, czasem dobre, czasem złe - ale walcząc o szansę dla własnego dziecka, rodzic nie cofnie się przed niczym. Prawda?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
14-07-2018 o godz 11:34 Karolina MAREK dodał recenzję:
Moje zainteresowanie literaturą gdzie przewija się motyw choroby, jest realnie duże. Rzadko czekam, aż coś wpadnie mi w ręce, zazwyczaj nowości na rynku szukam sama. Myślę, że ma to podłoże we mnie, bo sama choruję i poznawanie losów innych chorych - nawet jeśli to tylko fikcja jest dla mnie naprawdę ciekawe i w pewien sposób odwraca uwagę od własnego losu. "Niebo na własność" to nie tylko historia pełna bólu i cierpienia, choć to jako pierwsze rzuca się w oczy i trafia w serce. To też powieść pełna nadziei i miłości. Szczególnie tej rodzicielskiej, której granic zmierzyć się nie da. Anna i Rob poznali się na studiach. Już wtedy między nimi zaiskrzyło, a poznając ich losy, rozumiemy, co kryje się pod słowami: "przeciwieństwa się przyciągają". Bo oni już bardziej się różnić od siebie nie mogli. Ona niezwykle spokojna i poukładana, on co rusz chwyta się czegoś innego i nie myśli o jutrze. Anna układa plany na przód, Rob robiąc jedno, zastanawia się nad drugim. A jednak ich życie układa się dobrze, choć jak u każdego raz bywa lepiej raz gorzej. Pierwsze problemy pojawiają się, gdy chcą powiększyć rodzinę. Anna nie może utrzymać ciąży i traci dwoje dzieci. To powoduje, że czuje się niepełna i że to kara za jakieś przewinienia. Jednak to jaką są parą pomaga im przetrwać. Częste rozmowy, spędzanie ze sobą czasu i po prostu bycie przy tej drugiej połówce pomaga. Na świat przychodzi ich synek Jack. Są szczęśliwi i czują się pełni. Jednak do czasu. Zaledwie w wieku trzech lat Jack zaczyna mieć problemy z równowagą, koncentracją i mówieniem. Wizyta u lekarza, badanie i diagnoza. Najpierw choć wiadomość straszna to jednak optymistyczna. Potem jest już tylko gorzej. Dla Jacka nie ma szans... I tu znów wkraczają dwa różne charaktery rodziców malca. Matka choć cierpi to przy małym zachowuje stoicki spokój, przyjęła do wiadomości, że nie da się nic zrobić. I choć serce jej krwawi to próbuje cieszyć się z ostatnich miesięcy, tygodni i dni ze swoim synkiem. Rob wręcz przeciwnie. Jest przerażony, nie wie co zrobić. Nie umie usiedzieć w miejscu, a komputer rozgrzewa się do czerwoności, gdy szuka pomocy dla swojego oczka w głowie. A dla niego zrobi wszystko, dosłownie wszystko. Luke Allnutt ukazuje nam nie tylko dwie skrajne osobowości, które każda w inny sposób radzi sobie z tragedią, ale też fakt, że dla dziecka rodzice są wstanie poświęcić na prawdę wiele. Sumienie idzie w odstawkę, a opinie współmałżonka nie zawsze brane są pod uwagę. Ja stanęłam na rozstaju dróg, bo chciała bym dodać, że opinia chorego też się liczy. Gdy ktoś cierpi często ma ochotę powiedzieć dość. Dajcie podjąć decyzję mnie czy chcę jeszcze walczyć i czy ma to sens. Cierpienie często jest tak duże, a koniec i tak jest za rogiem, że czasami warto odpuścić. Z drugiej strony jako rodzic nie wypuściła bym dziecka do póki nie była bym pewna, że zrobiłam wszystko co mogłam. I co począć w takim wypadku? Książkę polecam każdemu. Nie ważne czy miałeś już styczność z nowotworem czy jesteś w tym gronie szczęśliwców, który go na swej drodze nie spotkał. Nie jest dedykowana mężczyznom czy kobietom, młodym czy starym. To książka dla wszystkich. Po prostu przeczytajcie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-07-2018 o godz 12:59 Bookendorfina Izabela Pycio dodał recenzję:
"Poczułem tę więź natychmiast. To było jak piorun, który spłynął mi po karku i kręgosłupie; uczucie, że wszystko, dosłownie wszystko w moim życiu prowadziło do tego jednego momentu." Wzruszająca powieść, nasycona emocjami, przemawiająca głosem o różnym natężeniu. Książka o bolesnej stracie, zniszczeniu marzeń, radzeniu sobie z bólem, ale też o głębokiej miłości, nieprzemijalnej przyjaźni, niezniszczalnej nadziei. Przyglądamy się jak zmienia się świat ojca po niepomyślnej diagnozie i śmierci dziecka. Ciepłe barwy życia stopniowo wyparte przez zimne, aby następnie po trudnej i wyczerpującej walce odnaleźć wiarę w szczęśliwy uśmiech losu. Obserwujemy etapy dramatu, śledzimy niepewne kroki, zaglądamy do jasnych i ciemnych myśli. To także spojrzenie na przemianę rodziny dotkniętej tragedią, która pomimo otoczenia bliskich i znajomych, i tak pozostaje sama z przerażeniem, niedowierzaniem i cierpieniem. Chwyta się wszystkiego, co tylko może pomóc w ratowaniu pięcioletniego synka, nakłonić jego organizm do walki z podstępną chorobą, sprawić, aby w ostatnich chwilach życia udział miały jak najweselsze kolory. Skąd czerpać siły w najgorszym okresie próby życia? Jak pogodzić się z czymś, co tak naprawdę jest nie do zaakceptowania? Dlaczego tak trudno pozbyć się wyrzutów sumienia, wybaczyć sobie i innym pozorne winy? Czy po bezlitosnej śmierci i głębokim smutku można na nowo odrodzić się? Kochająca się rodzina, spełnieni zawodowo rodzice, szczęśliwe dziecko, ale gdzieś na dalekim planie pojawiające się niepokojące sygnały, które szybko wyparte zostają ze świadomości. I nagle potwierdzenie obaw i lęków, alarmująca i złowieszcza wiadomość. Z dnia na dzień życie Anny, Roba i Jacka ulega nieodwracalnemu przeobrażeniu. Przyznam, że czytając powieść początkowo odczucia głównego bohatera wydawały mi się zbyt płasko nakreślone, spodziewałam się większej ich głębi, ale w miarę poznawania kolejnych rozdziałów, coraz bardziej rozumiałam zamysł autora, z jednej strony ten delikatny chłód i dystans, a z drugiej bezpośrednią szczerość i śmiałość. Tym niemniej liczyłam, że wobec takiej tematyki bardziej wciągnę się z przybliżaną historię. Coś mnie przed tym wstrzymywało, stworzył się delikatny dystans, który nie pozwolił mi się za bardzo zbliżyć do bohaterów. Brakowało mi nakreślenia większej przestrzeni dla matki dziecka, nawet w dialogach nie potrafiłam jej odnaleźć w wystarczającym stopniu. Wciąż zastanawiam się nad zakończeniem, czy nie było przesłodzone, przejaskrawione, mało prawdopodobne? Niewątpliwe książka uświadamia jak ważne są codzienne chwile, rozmowy z bliskimi, zabawy z dziećmi, czerpanie z nich radości, inspiracji i spełnienia. A jednocześnie poddaje pod refleksję sposób okazywania pomocy ludziom dotkniętym tragediom, czy faktycznie oczekują takich słów, jakie do nich kierujemy? I na koniec, bardzo spodobał mi się tytuł powieści, bardzo trafny i właściwy. bookendorfina.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
09-07-2018 o godz 11:14 werka777 dodał recenzję:
Autor książki zaprasza czytelnika w środowisko najbardziej uderzające w ludzkie emocje, w progi historii o przerażającej chorobie dotykającej pięcioletnie, niewinne dziecko. Obraz kochającej się rodziny, zbudowanej na trwałym fundamencie miłości, wraz z każdym etapem zaczyna ulegać zmianie. Mamy tutaj doskonały przykład załamującej się psychiki, ludzi stojących nad krawędzią przepaści, którzy nie potrafią pogodzić się z zaistniałą sytuacją, w wyniku czego dokonują wyborów oddalających ich od siebie, dopuszczają się tajemnic, budują swój własny świat. Łapią się brzytwy bezgłośnie wołając o pomoc i wierzą we wszystko to, co mogłoby przynieść choć cień nadziei. Czy słusznie? Czy warto? Powieść zaczyna się wizerunkiem zdewastowanego emocjonalnie człowieka. Już od początku więc autor pozwala nabrać czytelnikowi odpowiednich podejrzeń, nagromadzić sił na walkę z dalszym ciągiem. Potem następuje powrót do przeszłości, jest sielankowy obraz szczęścia, miłość ludzi, którzy z sukcesem wkraczają w przyszłość wierząc we własne siły i siebie nawzajem. Anna i Rob, utalentowani, ambitni, a zarazem tacy zwyczajni. Twardo stąpająca po ziemi racjonalistka i niebojący się sięgać wysoko marzyciel. To właśnie im przychodzi stanąć oko w oko z wrogiem, który zdaje się mieć przewagę. Jest i ten najważniejszy, Jack, pięcioletnie, nie do końca pojmujące powagę sytuacji dziecko. Starałam się uodpornić na zażyłą relację, która mogłaby mnie z nimi powiązać, bo wiedziałam, że na pewno będę cierpieć. Nie do końca osiągnęłam swój cel i choć przyznaję bez ogródek, że przez przeszło siedemdziesiąt stron naprawdę się nudziłam, potem przyszła emocjonalna bomba wrażeń. Bo mając przed sobą tak namacalny wizerunek ludzkiego cierpienia, nie w sposób przejść obok z obojętnością wymalowaną na twarzy. Jest dziecko, jest choroba, pojawia się moment nadziei, ale i moment załamania. W chwili, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że stoi na przegranej pozycji, szuka kolejnej i kolejnej deski ratunku. Rozmowy internetowe, ślepa wiara w słowo drugiego, przypadkowego człowieka. Wyrzuty sumienia i rozpacz, kiedy zaczyna brakować już sił. „Niebo na własność” to historia o utracie, ale i miłości, tak wiarygodna, tak autentyczna, jakby narratorem powieści był sam autor opowiadając słowo w słowo o swoich osobistych przeżyciach. To z pewnością nie jest książka dla każdego, bo nie każdy gotów jest sięgnąć po treść czyniącą w umyśle takie spustoszenie. Jeśli jednak szukacie cięższych klimatów i jesteście gotowi na pakiet łez, przeczytajcie. Bo to ostatecznie wartościowa i pouczająca powieść, o tym że po burzy zawsze, prędzej czy później, wychodzi słońce. https://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/2018/07/niebo-na-wasnosc-luke-allnutt-may.html#more
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
09-07-2018 o godz 23:28 domson1394 dodał recenzję:
"Niebo na własność" to powieść o zmaganiu się z chorobą i śmiercią bliskich, o bólu, cierpieniu a także nadziei. Zazwyczaj kiedy słyszymy o chorobie nowotworowej, to myślimy sobie, że nas to nie dotyczy, a jak pokazuje ta książka, rak może zaatakować wtedy, kiedy się najmniej spodziewamy. W dodatku najbardziej niewinne osoby, jakimi są dzieci. Nikt tak naprawdę nie wie z czym muszą się zmagać chorzy czy ich bliscy, dopóki sami tego nie doświadczą... Każdy z nas radzi sobie z bólem i cierpieniem inaczej i tutaj jest to idealnie odzwierciedlone. Jedni starają się szukać pomocy, inni zamykają się w sobie i nie dopuszczają do siebie tych złych wiadomości, jeszcze inni uciekają w alkohol. "Niebo na własność" pokazuje jak dwójka kochających się ludzi, właśnie w różnoraki sposób radzi sobie z diagnozą, którą postawili lekarze. Ich małżeństwo zostanie wystawione na próbę. Czy jej podołają? Kiedy odchodzi dziecko, rodzice bardzo często obwiniają siebie nawzajem, nie mogą na siebie patrzeć i w końcu się rozstają, zamiast wspierać się wzajemnie i dodawać sobie otuchy, na tyle, na ile to możliwe. Jak to było tutaj, przekonacie się sami kiedy sięgniecie po tę pozycję. Po przeczytaniu opisu, miałam ogromne oczekiwania co do tej powieści. Nastawiłam się na chwytającą za serce, wzruszającą historię, której długo nie zapomnę i przy której zginę w morzu chusteczek. I niestety się rozczarowałam. Książka, mimo, że porusza niełatwy temat, nie wzruszyła mnie jakoś szczególnie. W dodatku miała kilka minusów. Jednym z nich jest brak spójności w opowiadanej historii, duże przeskoki czasowe, jak np. 5 lat i to w dodatku zbyt nagłe. Czytamy jedno, przewracamy stronę a tu nagle taki niespodziewany skok w czasie. Czytając, miałam również wrażenie, że występuje w niej jakiś chaos. Bohater opowiada o czymś, po czym nagle schodzi na zupełnie inny temat, aby zaraz wrócić do meritum. Mnie osobiście irytują takie rzeczy w książkach, bo w sumie są to zbędne opisy. Takie trochę zapychacze, które mają na celu dodanie więcej tekstu, w zasadzie nie wiadomo po co. Tego typu książki mają w zwyczaju skłaniać czytelnika do pewnych refleksji. Przyznam się bez bicia, że mimo, iż mnie nie wzruszyła i miała jakieś swoje minusy, to jednak sprawiła, że przez chwilę zastanowiłam się nad życiem. Daje do myślenia oraz pozwala spojrzeć na niektóre rzeczy pod innym kątem. Nie jest to może jakieś wybitne dzieło, jednak nie mogę też jej zaliczyć do złych książek. Czyta się szybko, gdyż historia sama w sobie jest ciekawa, interesująca. Chociaż nie będę ukrywać, że wykonanie już nieco mniej. Tak czy inaczej, musicie przekonać się na własnej skórze. Nie jest to żadne "must read", ale myślę, że będzie to dobra lektura na letnie wieczory czy odpoczynek na plaży.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-07-2018 o godz 13:19 paulinciiia dodał recenzję:
Anna i Rob po wielu próbach w końcu doczekali się wymarzonego synka. Jack wyrósł na rezolutnego i ciekawego świata chłopca. Był ich oczkiem w głowie, ich całym światem. Tworzyli szczęśliwą rodzinę, ale ich szczęście zostało brutalnie przerwane przez diagnozę. Diagnozę, która w ich przypadku oznaczała wyrok. Mały Jake zachorował na raka mózgu (to nie jest spojler, dowiecie się tego już z okładki książki). Rodzice rozpoczynają walkę z czasem, próbując różnych metod leczenia. Standardowo już wydają na to wszelkie dostępne środki, przeszukują internet w poszukiwaniu cudownych kuracji, starają się zapewnić synowi jak najlepsze warunki i ostatnie chwile życia i cierpią.. cierpią coraz bardziej oddalając się od siebie. Napisano już wiele książek o śmierci i "Niebo na własność" nie stanowi jakiegoś odkrycia wśród innych, a jednak podniesiony w niej temat porusza. Diagnoza, walka, śmierć. To książka o radzeniu sobie ze śmiercią i to "śmierć" będzie najczęściej przywoływanym tu słowem. Każdy z bohaterów radzi sobie z nią w inny sposób. To właśnie specyfika śmierci. Cierpienie dotyka z dużą intensywnością, a zarazem w każdym wywołuje inne emocje. Jedni przechodzą załamanie, rozpaczają, zamykają się na świat. Inni do ostatniej chwili nie dopuszczają do siebie najgorszych myśli i walczą. Czy na podstawie zachowania można zarzucić komuś, że cierpi mniej, za mało? Czy można wypracować wzorzec radzenia sobie w takiej sytuacji? Nie. Bo śmierć ma zawsze oblicze człowieka. Gdy chodzi o dziecko sytuacja ta jest wyjątkowo okrutna, niesprawiedliwa i zawsze przedwczesna. Jedni modlą się żeby chory żył jak najdłużej, inni, aby odszedł jak najszybciej, by uniknąć cierpienia. Czy można można mieć do nich o to pretensje? Jeszcze całkiem inne są przeżycia samego chorego. Anna i Rob walkę ze śmiercią traktują inaczej. Czy mimo różnic uda im się stanąć na nogi i przezwyciężyć największy dramat w ich życiu? Można zarzucić książce, że to typowy wyciskacz łez. Fakt, wycisnęła i moje łzy. Jednak sięgałam po nią z pełną świadomością, takiej właśnie książki potrzebowałam. Wiedziałam, że wzbudzi we mnie emocje, ale i refleksje. Czasem warto czysto hipotetycznie pochylić się nad problemem i mieć nadzieję, że nigdy w życiu nas nie spotka. Sięgając po książkę spodziewałam się trochę innej treści. Zaskoczyło mnie, że już na początku zdradzono jaki jest finał. Z drugiej strony byłam już przygotowana na najgorsze. Oczywiście w książce można znaleźć drobne mankamenty, jak chwilowe przegadanie treści, czy dziwnie skonstruowane epitety i metafory, które dla mnie traciły na znaczeniu w odniesieniu do całokształtu powieści. kryminalniezakrecona.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
08-08-2018 o godz 19:20 Joanna Hilińska dodał recenzję:
Ile jest w stanie poświęcić człowiek, który zrozpaczony chce ratować życie swojego dziecka? Czy warto łapać się absolutnie wszystkiego, jak ostatniej deski ratunku? Rob i Anna nie są małżeństwem idealnym. Właściwie jako para nie pasują do siebie, ale zauroczenie i miłość sprawiają, że zakładają rodzinę. Kiedy pierwsza ciąża kończy się tragicznie Anna jest pełna obaw, gdy po raz drugi zachodzi w ciążę. Nie mają końca łzy szczęścia gdy na świat przychodzi ich syn Jack. I kiedy wszystko wydaje się być na dobrej drodze dochodzi do incydentu. Mając 5 lat podczas nauki jazdy na rowerze chłopiec uderza w drzewo. Od tej pory lekarze nie mają dobrych wiadomości. Nowotwór. rozpoczyna się dramatyczna walka z czasem. Kiedy żyje się w spokoju i ma się przyziemne zmartwienia, czas płynie niezauważalnie niczym działająca aplikacja. s.169 To co szczególnie przyciągnęło mnie do opowieści, to narracja z punktu widzenia ojca. To on tutaj jest prowodyrem wszelkich działań, matka trochę stoi z boku i przyjmuje wiadomości na sucho. Rob postanawia poruszyć niebo i ziemię, by tylko odnaleźć cień szansy na powrót dziecka do zdrowia. Przez takie zafiksowanie się na jednym celu rozpadają się relacje z żoną. Mężczyzna trafia pewnego dnia na forum, gdzie inny ojciec opisuje historię swojego syna, łudząco podobną do Jacka. Rob postanawia zaryzykować. Czy ta decyzja byłą słuszna? Czy uda się wyleczyć chłopca? Czy Rob w porę przypomni sobie co się w życiu tak naprawdę liczy? Do głowy przychodzą mi słowa "niebo na własność", jak zawsze wtedy, kiedy jestem sam i wspinając się na wzgórze, szepcę je do siebie przy każdym kroku. s.311 Na ten tytuł spadła niespodziewanie fala krytyki. Że nie wzrusza, że jest o niczym, że nie jest składna. Ja wam powiem tyle, że wszystko zależy kto czego szuka i na jakim etapie życia jest czytelnik. Zdecydowanie inny odbiór będzie u osoby, która ma dzieci, inny u nastolatki, która na razie nie myśli o zakładaniu rodziny. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o szufladkowanie, ale o uświadomienie tego, skąd taka rozbieżność w opiniach. Wydaje ci się, że świat leży ci u stóp. Ale jest odwrotnie: to świat depcze po tobie. s.334 Mnie książka może nie powaliła, ale zdecydowanie pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Chociażby ze względu na związek emocjonalny z zarysowaną sytuacją. Dla matki i ojca nie ma nic cenniejszego niż życie i zdrowie dziecka. A książka "Niebo na własność" pokazuje gdzie są granice, czym jest miłość a czym zaślepienie i daje odpowiedzi na wszystkie pytania zawarte w treści. Polecam, jeśli interesują was wątki psychologiczne i społeczne.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-07-2018 o godz 21:24 Pani Pisarka dodał recenzję:
Autor przedstawia nam fabułę poprzez narrację pierwszoosobową, z punktu widzenia Roba - męża i ojca. Styl, w jakim napisał tę powieść jest bardzo barwny, lekko poetycki, przemyślany i na swój sposób dopieszczony. Czytając czułam, że autor wie o czym pisze i nie myliłam się - w podziękowaniach wspomina o tym, że sam przeżył nowotwór, co, nie zrozumcie mnie źle, dodaje wiarygodności tej historii. Akcja skupia się głównie na trzech postaciach - Robie, Annie i Jacku, przy czym Jack sam w sobie zdaje się nie grać tutaj kluczowej roli. Luke Allnutt skupił się bardziej na relacjach pomiędzy bohaterami, ich reakcjach na chorobę, sposobach na radzenie sobie z sytuacją, która ich spotkała. Przewija się też próba znalezienia odpowiedzi na pytanie "dlaczego to spotkało właśnie nas?", a także uporczywie szukanie sposobów na przechytrzenie losu. Pojawia się tu bardzo interesujący wątek kliniki w Czechach, o której Rob dowiaduje się z forum poświęconego nowotworom mózgu. Tam też nawiązuje znajomość z Nevem - mężczyzną, który był w podobnej sytuacji i zdaje się rozumieć go lepiej niż inni, a przy tym daje mu nadzieję na to, co inni określają niemożliwym. Niebo na własność porusza bardzo trudny i wrażliwy temat, jakim jest śmiertelna choroba dziecka. Nie sposób przejść obojętnie obok takiej historii, chwyta za serce, wyrywa je i pozostawia z uczuciem niesprawiedliwości i bezradności. Powieść jest przykładem na to, że choroba czy złe momenty w życiu nie zawsze łączą, ale potrafią też poróżnić dwie bliskie sobie osoby. Uważam, że autor całkiem nieźle poradził sobie z tą tematyka - całość brzmi wiarygodnie i na pewno zasługuje na uwagę. Aż chciałoby się powiedzieć, że nie ma się do czego przyczepić, niestety nie byłoby to prawdą. Były momenty, w których odnosiłam wrażenie, że autor nie do końca przemyślał plan tej powieści i mam tu na myśli głównie bardzo niespójne przeskakiwanie od wydarzenia do wydarzenia. Sprawiło to, że czułam się nieco zdezorientowana i sprawdzałam czy aby na pewno nie pominęłam jakiejś strony. Poczułam się też w jakiś sposób zawiedziona, ale to wina tylko i wyłącznie moich oczekiwań. Nastawiłam się na historię pełną emocji, przeżyć i odczuć z perspektywy Jacka, natomiast autor zrealizował powieść w nieco inny sposób. Koniec końców jestem zadowolona z lektury i mogę polecić ją każdemu, kto lubi książki o takiej tematyce. Co prawda nie wywoła morza łez, ale poruszy, rozczuli i, wbrew pozorom, przyjemnie spędzicie z nią czas.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-07-2018 o godz 08:28 coffee_cup90 dodał recenzję:
Kolejnym moim krokiem, w zasadzie "open-minded" jest „Niebo na własność”. I muszę Wam powiedzieć, że ta książka zdecydowanie jest w całkiem innym klimacie niż zazwyczaj czytam, więc możecie być ze mnie dumni. Książka „Niebo na własność” przedstawia historię rodziny Coates. Rob i Anna poznali się na studiach i jak można się domyśleć zakochali się w sobie po uszy. Przeprowadzili się do Londynu i się pobrali. Do pełni szczęścia brakowało im tylko dziecka. Po wcześniejszych poronieniach, Annie w końcu udaje się zajść w ciążę i na świat przychodzi ich upragniony synek - Jack. Jest on ich oczkiem w głowie, a ich rodzina jest w końcu kompletna. Jednak ich szczęście nie trwa długo, ponieważ u chłopczyka zdiagnozowano guza mózgu. Po pierwszej operacji, lekarze stwierdzili, że wszystko powinno być już dobrze i cały guz został wycięty. Niestety, jak to bywa z rakiem, powrócił on ze zdwojoną siłą i powoli zabijał małego chłopczyka. Rodzice rozpoczęli dramatyczną walkę o życie swojego dziecka, przez co ucierpiało ich małżeństwo, ponieważ w pewnych kwestiach mieli odmienne poglądy, jeżeli chodziło o leczenie Jacka. Muszę przyznać, że po przeczytaniu kilku pierwszych stron tej książki miałam mega mieszane uczucia. Historia głównego bohatera zaczyna się, tak naprawdę od końca i osobiście nie mogłam się w niej połapać. Dla mnie ta książka nabiera dopiero sensu od II części. W momencie, kiedy poznajemy parę głównych bohaterów to ta historia jest genialna i bardzo przyjemnie się ją czyta. Czytając „Niebo na własność” odnosiłam momentami wrażenie, że autor nie miał pomysłu na niektóre sceny i wątki, ponieważ były one często niezakończone bądź ucinane, przez co nie wiadomo, jak zakończyły się pewne sprawy. Powiem, że to mnie osobiście irytowało, ponieważ niektórych rzeczy chciałabym się dowiedzieć, ale niestety Luke Allnutt do tego już nie wracał. Te przeskoki często spłaszczają tę historię i przez to nie można sobie wyrobić zdania na czyjś bądź jakiś temat. Podsumowując, ta książka spowoduje, że z Waszych oczu popłynął łzy. Mi osobiście w „Niebie na własność” przeszkadzało to, że autor nie kończył pewnych wątków i robił momentami ogromne przeskoki w czasie, co spowodowało, że nie zawsze mogła się połapać w tej historii. Mimo to uważam, że „Niebo na własność” daje do myślenia i przypomina o kruchości życia oraz o tym jak ważna jest rodzina i czas spędzony z nią. Historia może nie jest idealna, ale spowoduje, że się w niej zakochacie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
17-07-2018 o godz 17:17 Magdalena dodał recenzję:
Annę i Rob'a dzieli wszystko - nie mają wspólnych zainteresowań, mieszkają w różnych dzielnicach, są bardzo różni od siebie. Ona poukładana, momentami zimna i rzadko okazująca publicznie uczucia. On chaotyczny, kochający swoją pracę informatyk z mnóstwem pomysłów do zrealizowania w życiu. Pewnie dlatego udaje im się stworzyć małżeństwo idealne: pełne miłości, wsparcia i zgodności. Rysę na ich idealnym świecie malują niepowodzenia w staraniach o dziecko. Kolejne ciąże Anny kończą się poronieniami, zostawiając ogromne spustoszenie w jej sercu. Każda wiadomość o niepowodzeniu to ogromna strata i ból. Dlatego wiadomość o kolejnej ciąży przyjmują ostrożnie od samego początku aż do rozwiązania... na świecie pojawia się Jack - ich największy skarb. W wieku 5 lat lekarze diagnozują u chłopca niegroźnego guza mózgu. Po operacji i dojściu Jacka do zdrowia rozpoczyna się znów dla wszystkich piękny czas. Sielanka nie trwa jednak długo... rak powraca w zmienionej, groźniejszej formie. Jack ma ogromnego pecha i niewiele czasu do przeżycia. Walka o dziecko to przeogromny heroizm w obliczu tragedii rodzice mobilizują się i wszelkimi sposobami próbują powstrzymać chorobę, sięgając nawet po cudowne i podejrzane środku. Rodzi to wiele strachu, nieporozumień i... więcej nie mogę wam zdradzić. Przyzwyczajeni jesteśmy, że narratorami w tego typu książkach są kobiety. W "Niebie na własność" to Rob, nie Anna, opowiada historię swojego małżeństwa, choroby i walki o syna. Odwrócona narracja z perspektywy mężczyzny jest bardzo ciekawa. Rob niczego nie wybiela, nazywa rzeczy po imieniu. Przyznaje się do wielu uczuć, również tych negatywnych względem choroby syna, czy w późniejszych momentach - żony. Nie lubi siebie, a śmierć syna popycha go do alkoholizmu i totalnej alienacji. To książka nie tylko o chorobie, walce i śmierci. To książka o zwykłych ludziach, których życie zaskakuje tak bardzo, że każde z nich musi poradzić sobie z problemem samo, na swój sposób. Nawet za cenę rozpadu małżeństwa i utraty miłości. Walka to walka. Na śmierć i życie. Czy oczekiwałam czegoś więcej od tej pozycji? Tak. Zdecydowanie wzruszenia i poruszenia. Przeczytałam ją bez ani jednej łzy, tak jak czyta się książki obyczajowe. Uważam jednak, że inni czytelnicy mogą odnaleźć w niej poruszający temat straty, któremu poświęcono dużo czasu oraz odbiorą ją jako głęboki rodzinny dramat.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-07-2018 o godz 14:29 Anonim dodał recenzję:
"Niebo na własność" Luke’a Allnutta to historia pełna bólu i walki o zdrowie ciężko chorego dziecka. Jednak nie jest to emocjonalny wyciskacz łez, raczej smutny obraz rodziny, która próbuje poradzić sobie z bezradnością i cierpieniem małego chłopca. Głównymi bohaterami powieści są: Rob - wyluzowany informatyk, pełen optymizmu i wiary w swój sukces w branży nowych technologii oraz Anna - metodyczna księgowa, mistrzyni kontroli i planowania. Zupełnie się od siebie różnią, często nie potrafią zrozumieć swojego postępowania, oczekiwań i marzeń. Jednak mimo drobnych sprzeczek świetnie się dogadują i tworzą udany związek. Jack to ich jedyne dziecko, na które długo musieli czekać. Wiadomość o jego nieuleczalnej chorobie spada na nich niespodziewanie, wstrząsa nimi i powoduje stopniowy rozłam w ich małżeństwie. Inaczej wyobrażają sobie walkę o zdrowie syna, wzajemnie obwiniają się o podjęte decyzje, by w końcu przestać ze sobą rozmawiać. Historia jest pełna bólu, wzajemnych pretensji, wykrzyczanych i krzywdzących zarzutów. Mimo całego emocjonalnego bagażu, powieść czyta się zadziwiająco lekko i szybko. Nie wywołuje strumieni łez, a chłodno obrazuje przeżycia rodziców, dowiadujących się o chorobie syna. "Niebo na własność" nie skupia się głównie na Jacku i jego chorobie, a na Robie i Annie, ich zmaganiach z nieuleczalnie chorym dzieckiem oraz tym, jak stopniowo całe ich dotychczasowe życie rozpada się i zamienia w koszmar. Powieść mimo podejmowania trudnych tematów, daje nadzieje i wywołuje dużo uśmiechu. Autor nie pokusił się o sensacyjne opisy łamiące serce, czy tanie chwyty, które wzbudziłyby zachwyt i spodobały się większości czytelników sięgających po książkę o tej tematyce. To właśnie chłodne przedstawienie zdarzeń nie podniesionych do rangi patosu są największym atutem powieści. Cierpienie nie zawsze uwzniośla, nie zasługują na nie małe dzieci, a ich rodzice niekoniecznie muszą przejść duchową przemianę i zacząć doceniać każdą chwilę życia. Powieść podejmuje niezwykle trudne i bolesne tematy, często znane każdemu z nas. Nie wyciska łez i nie zmienia radykalnie myślenia, jednak w nieco inny sposób opowiada piękną historię, dodając otuchy i wiary w lepsze jutro. Warto po nią sięgnąć, by na chwilę się zatrzymać i być może uświadomić sobie, co powinno być ważne w naszym życiu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

O autorze: Allnutt Luke

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Nagie serca Hoover Colleen
4.8/5
29,69 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa It Ends with Us Hoover Colleen
4.7/5
29,69 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Ugly love Hoover Colleen
4.6/5
26,07 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Materiał na chłopaka Hall Alexis
4.5/5
29,69 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Napisz i spal Sharon Jones
4.5/5
26,13 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Napisz i spal Sharon Jones
4.2/5
26,13 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Too Late Hoover Colleen
4.5/5
25,29 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Pan wojny Cornwell Bernard
5/5
35,93 zł
54,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Na samą myśl o tobie Lee Robinne
4.7/5
29,39 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Maybe Someday Hoover Colleen
4.7/5
29,40 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Sen o okapi Leky Mariana
4.6/5
29,69 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Hopeless Hoover Colleen
4.7/5
29,40 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Layla Hoover Colleen
4.5/5
26,99 zł
44,99 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.