Niebo na własność (okładka  miękka, 07.2018)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Jack jest oczkiem w głowie rodziców, źródłem ich szczęścia i rodzinnej harmonii. Gdy ma trzy lata, zaczyna zachowywać się niepokojąco. Pojawiają się problemy z utrzymaniem równowagi i mówieniem. Nieśmiałe podejrzenia zmieniają się wkrótce w diagnozę – Jack ma złośliwy nowotwór mózgu. Rozpoczyna się dramatyczna walka o życie dziecka. Zdesperowani i wyczerpani rodzice powoli oddalają się od siebie i kłócą, zamiast wspierać.

Wyjątkowa powieść o uczuciach wystawionych na próbę. Poruszający obraz tego, jak bolesne doświadczenia najpierw doprowadzają do rozpaczy, a potem dają nadzieję, by ponownie zrzucić w otchłań cierpienia. Jednak nawet w najbardziej zdruzgotanym sercu może odrodzić się nadzieja.

Niebo na wlasnosc


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1201488970
Tytuł: Niebo na własność
Autor: Allnutt Luke
Tłumaczenie: Woźniak Grażyna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 400
Numer wydania: I
Data premiery: 2018-07-18
Rok wydania: 2018
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 139 x 206 x 32
Indeks: 26208275
średnia 4,4
5
42
4
17
3
7
2
0
1
3
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
54 recenzje
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
24-07-2018 o godz 07:22 przez: Teresa Richert | Zweryfikowany zakup
Rodzina, miłość, dziecko... to wszystko co tak naprawdę liczy się w życiu.. Książka Niebo na własność to obraz tego, co się dzieje gdy nagle całe szczęście burzy pojawienie się choroby.. Choroby tak poważnej, ze osoba ta znika z naszego z życia już na zawsze... a jeśli to jest dziecko,, jest to jeszcze bardziej bolesne. Czytając książkę, tak naprawdę można zauważyć jak kruche jest życie. Pozwala zastanowić się nad własnym życiem i tym co tak naprawdę się liczy.. jak ważne są każde wspólnie spędzone chwile, bo one nigdy nie wrócą.. Ta książka warta jest przeczytania.. Gorąco polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-08-2018 o godz 09:51 przez: Grażyna Jeleniewska | Zweryfikowany zakup
Ta powieść to cud, oczywiście moim zdaniem. Przeczytałam bardzo powoli, wnikliwie, bo można się nią rozkoszować, choć treść bardzo boli...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-01-2019 o godz 00:25 przez: Mariola Piątkowska | Zweryfikowany zakup
Książka, którą warto przeczytać.. Smutna.. Poruszająca historia.. Pokazuje jak wiele człowiek, rodzic jest w stanie zrobić dla dziecka..
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
21-02-2019 o godz 14:14 przez: Paulina | Zweryfikowany zakup
Dawno nie czytałam tak wzruszającej książki. Potrafi dać człowiekowi wiele do myślenia. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-07-2018 o godz 08:24 przez: Anonim | Zweryfikowany zakup
Super książka.!!! Polecam.!!! Pełna emocji.!! Warto przeczytać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-11-2020 o godz 01:52 przez: Anonim | Zweryfikowany zakup
Książka którą się pamięta. Wzruszająca i poruszająca historia.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-08-2018 o godz 23:08 przez: Anonim | Zweryfikowany zakup
Piekna ksiazka warta jest przeczytania.Gorąco polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
21-03-2019 o godz 15:58 przez: Anonim | Zweryfikowany zakup
Super książka, bardzo poruszająca serce historia
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
04-12-2018 o godz 06:52 przez: Monika Bilak | Zweryfikowany zakup
Piękna historia. Dużo emocji, walki i miłości.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-10-2021 o godz 09:20 przez: Anonim | Zweryfikowany zakup
Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-06-2018 o godz 14:16 przez: Agnieszka Szajda
Jako mama bardzo się bałam tej książki. Okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie. Zaczyna się bowiem bardzo niewinnie. Rob poznaje Annę. Ich znajomość rozwija się. Biorą ślub. A kiedy pojawia się Jack i gdy po kilku latach okazuje się, że jest śmiertelnie chory, autor nie opisuje, jak chłopiec powoli gaśnie. Nadal skupia się na rodzicach, na tym jaki ma na nich wpływ choroba dziecka, jak zmieniają się ich wzajemne relacje. Wreszcie jak sobie radzą po stracie ukochanego syna. To jest smutna książka, ale przy tym niezwykle ciepła i wzruszająca.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
09-07-2018 o godz 15:58 przez: Agnieszka Kaniuk
Kochani dziś porozmawiamy o naturalnym następstwie zdarzeń w życiu każdego z nas. Jednak skupimy się tylko na jednym aspekcie tego zagadnienia, a mianowicie budowaniu związku i zakładaniu rodziny, Naturalną koleją rzeczy jest, że kiedy dwoje ludzi się poznaje i rodzi się między nimi uczucie, dążą do tego, aby założyć rodzinę, w której wkrótce pojawi się dziecko, będące owocem ich miłości. Tego właśnie pragnęli bohaterowie powieści Luke Alluntta „Niebo na własność”. Anna i Rob poznali się i pokochali, będąc jeszcze na studiach. Choć są tak różni, jak ogień i woda ich związek jest doskonałym przykładem na to, że przeciwieństwa się przyciągają. Anna jest ułożona skromną, uporządkowaną osobą, natomiast Rob to mężczyzna, który z racji tego, że jest informatykiem, widzi świat zupełnie inaczej. Jednak mimo wszystko miłość jest silniejsza od wszelkich różnic, jakie ich dzielą. Wkrótce do pełni szczęścia młodym małżonkom brakuje tylko dziecka. Po dwóch poronieniach Anny, na świat przychodzi upragniony i wyczekiwany przez rodziców maleńki chłopczyk, Jack. Jak nie trudno się domyślić staje się on oczkiem w głowie rodziców. Przyjście na świat dziecka jeszcze mocniej scala całą rodzinę, wnosząc do niej miłość, radość i harmonię. Z racji tego, że Rob będąc z zawodu informatykiem, może pracować w domu, to on spędza z synem więcej czasu, co skutkuje nawiązaniem się między ojcem i synem pięknej „męskiej” przyjaźni, którą autor wspaniale odzwierciedlił na kartach powieści. A wszystko zapoczątkowała niezwykła pasja, którą ojciec zaraził syna. Niestety jednak szczęście rodzinne nie trwa długo, ponieważ w wieku pięciu lat u Jacka lekarze diagnozują złośliwy nowotwór mózgu. Dla Anny i jej męża oczywiście jest to druzgocąca wiadomość. Robią wszystko, by uratować syna. Lekarze dają rodzicom nadzieję, by za chwilę ją odebrać. Ostatecznie to Rob postanawia postawić wszystko na jedną kartę, by dać synowi szansę na życie. Jak ta nierówna walka życia ze śmiercią się skończy, przekonacie się oczywiście, sięgając po książkę. „Niebo na własność” to niezwykła, chwytająca za serce i ściskająca za gardło historia, która uświadamia nam czytelnikom, jak bardzo destrukcyjne dla rodziny może okazać się doświadczenie bólu i cierpienia. Rodzice małego Jacka przygnieceni ogromem własnego cierpienia oddalają się od siebie. Przestają być dla siebie jednością, opoką i skałą. Każde z nich przeżywa swój ból na swój sposób w samotności. Największym sprawdzianem dla siły miłości jest właśnie sytuacja, kiedy los boleśnie nas doświadcza. Nie sztuką bowiem jest kochać się i trwać przy sobie, kiedy wszystko się układa, Jeśli chcecie przekonać się, czy nasi bohaterowie przejdą zwycięsko przez próbę, na jaką został wystawiony ich związek, nie zwlekajcie dłużej, koniecznie przeczytajcie „Niebo na własność". Jak wiecie albo i nie, cenię sobie książki, które są dla nas czytelników swego rodzaju lekcją życia. Lektura tej książki przypomniała mi, że nic w życiu nie jest nam dane na zawsze, dlatego musimy cieszyć się każdą jego chwilą, gromadząc piękne wspomnienia, bo tylko ich nikt nam nie zabierze. Mimo że książka jest fikcją literacką, to ze względu na autentyczność fabuły i wyrazistość bohaterów, nie sposób nie ulec jej emocjom. Przeżywając wspólnie z Anną I Robem ich tragedię, doświadczycie uczucia ogromnego smutku, bólu, rozpaczy, cierpienia i bólu, ale też nadzieję. Ogromną siłę i determinację. Na zakończenie muszę przyznać się Wam, że dla mnie była to trudna lektura, a żebyście w pełni zrozumieli dlaczego, pozwolę sobie na chwilę prywaty. Otóż sama od dwóch lat choruję na nowotwór. Nie piszę Wam tego po to, abyście mi współczuli, ale dlatego, że przy tej książce wiele z tego, co już przeżyłam i co nadal przeżywam, walcząc z chorobą, odczułam ze zdwojoną siłą. Na pewno zastanawiacie się, dlaczego zatytułowałam tę recenzję, zaburzone koleje życia. Już wyjaśniam. Otóż od czasu mojej choroby, jak również czytając tę książkę, naszła mnie taka przykra refleksja. Rodzice wychowują swoje dzieci, żyjąc w przeświadczeniu, że to właśnie one będą dla nich wsparciem do kresu ich ziemskiego życia. Tymczasem los bez ostrzeżenia może boleśnie zaburzyć ten naturalny porządek rzeczy i to rodzic będzie musiał stanąć nad grobem własnego dziecka. Gorąco polecam Wam lekturę tej wyjątkowej książki. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy, będzie w stanie unieść ładunek emocjonalny, jaki ona w sobie skrywa, bowiem to, o czym w niej czytamy, roztrzaska nasze serce na miliony kawałeczków oraz przeszyje naszą duszę sztyletem bólu i bezsilności, by ostatecznie zagoić nasze rany balsamem nadziei. Premiera książki już 16 lipca 2018 r, Za możliwość lektury książki, której nigdy nie zapomnę, z całego serca dziękuję wydawnictwu Otwarte.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-07-2018 o godz 21:50 przez: światromansów
Recenzja z bloga weronikarecenzuje.blogspot.com "Niebo na Własność" nie jest typową lekturą po jaką zazwyczaj sięgam. Tym bardziej, że porusza tematykę ciężkiej, śmiertelnej choroby, a ja z wielu powodów zawsze takowej unikałam. Nigdy nie czułam się na siłach, by czytać książki o ludzkim cierpieniu, bo jestem z natury osobą emocjonalną i wrażliwą, a takie autentyczne, surowe historie na długo zostają w moich myślach i nie dają spokoju. Sięgam po książki z happy endami, bo przy nich czuję się bezpiecznie i są pewną odskocznią od przykrego, trudnego codziennego życia. Dlatego przeczytanie tej pozycji było dla mnie pewnym wyzwaniem, którego zapragnęłam się podjąć. Luke Allnutt do tej pory był dla mnie autorem nieznanym. "Niebo na Własność" to jego debiut - według mnie bardzo udany. Książka powstała jakiś czas po tym, jak sam autor został zdiagnozowany z nowotworem jelita grubego. Była wyrazem jego strachu i przerażenia, przytłaczających uczuć związanych z niespodziewaną chorobą. Już sama świadomość, że historia opowiada o Jacku, kilkuletnim dziecku u którego zdiagnozowano ciężki rodzaj raka mózgu, sprawiła, że o wiele trudniej było mi podejść do tej lektury niż do każdej innej. Autor w ciągu tych kilkuset stron przedstawia nam historię Anny, Roba i Jacka, począwszy już od pierwszego spotkania Anny oraz Roba. Opowiedziana oczami ojca daje nam możliwość zajrzenia wgłąb człowieka, któremu przychodzi zmierzyć się z ciężką chorobą ukochanego syna. "Niebo na Własność" to książka, która ukazuje przykry porządek świata. Jack jest jedynie pięcioletnim chłopcem, kiedy pojawiają się pierwsze objawy groźnej choroby. Problemy z koncentracją, zawroty głowy, aż w końcu przykra diagnoza raka mózgu. Poznajemy go jako młodego, pełnego energii i pasji chłopca, który ma ogromne zamiłowanie do wspinania się na ogromne budowle i robienia z nich zdjęć. Obserwowanie jak choroba powoli wyniszczała jego zapał do życia złamała moje serce, a przecież nigdy nie przyszło doświadczyć mi tego na własnej skórze. Czytanie tej lektury uświadomiło mi jak kruche jest życie każdego człowieka. Przecież każdy z nas jest świadomy swojej śmierci, która jest nieodłącznym elementem naszego życia, ale to dopiero w chwilach takich jak strata kogoś bliskiego, uświadamiamy sobie, jak szybko, łatwo i niespodziewanie może do tego dojść. Jednego dnia tworzenie planów, cieszenie się z życia i korzystanie z niego może być dla nas najnormalniejszą czynnością, a drugiego niespodziewanie staje się to czymś niewłaściwym. Wystarczy dosłownie chwila, by czyjeś życie zmieniło się już na zawsze. Strata dziecka to najgorsze co może przydarzyć się rodzicom i historia utraty Jacka przez Annę i Roba absolutnie złamała moje serce. Luke Allnutt ukazał jak różnie każdy człowiek reaguje na żałobę, jak desperacko pragnie uratować swoje dziecko przed śmiercią i do czego jest zdolny się posunąć, sprawiając, że wielokrotnie byłam na skraju łez. Lektura takich książek zmusza do refleksji nad tym, jakie szczęście mamy posiadając to, co jest dla nas najważniejsze i sprawia, że natychmiastowo bardziej to doceniamy. W końcu ilu z nas bierze na pewnik pewne osoby, rzeczy, nie zdając sobie sprawy, że tak szybko może tego zabraknąć? Mogłabym się przyczepić do kilku rzeczy. Między innymi do postaci Anny i Roba, których naprawdę starałam się zrozumieć i polubić, ale nie udało mi się tego dokonać. W wielu momentach tak naprawdę mnie od siebie odpychali. Ale może właśnie tak powinno być? W końcu każdy człowiek reaguje zupełnie inaczej na ciężkie sytuacje, czasami zupełnie nie myśląc przy tym racjonalnie. Koniec końców to właśnie ich zachowanie nadało książce realizmu, jaki bardzo cenię sobie w tego typu literaturze. "Niebo na Własność" bez dwóch zdań jest lekturą wartą przeczytania, porusza zakamarki naszej duszy. Jest ostoją i nadzieją dla tych, którzy zmagali się z chorobą, albo utracili kogoś bliskiego. Napisana przez człowieka, kto doskonale rozumie jak to jest kiedy jednego dnia życie może stanąć do góry nogami, jak trudno jest zacząć żyć od nowa po tragedii, która zmienia człowieka. Wystarczy uświadomić sobie jakie znaczenie skrywa za sobą sam tytuł, by lektura nie opuściła naszych myśli przed długi czas. Autor wielokrotnie posunął się o wręcz poetyckie poruszenie niektórych spraw, które sprawiły, że z pewnością na niektóre rzeczy będę patrzeć teraz inaczej. Zdanie z okładki idealnie podsumowuje przesłanie książki - kiedy wszystko jest stracone, liczy się tylko miłość. Bo w najtrudniejszych momentach życia bez miłości ciężko byłoby nam przetrwać. Zdecydowanie polecam sięgnąć po tę książkę, jest jedną z tych, która na długo zostaje w naszych sercach.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-07-2018 o godz 07:16 przez: Anonim
„Twoje dziecko niebawem umrze”. Prosty komunikat. Krótka informacja. Wyrok śmierci. Wielokrotnie w swoich recenzjach powołuję się na fakt bycia matką – w zależności od okoliczności, tego, co chcę przekazać, czym chcę Was przekonać do czytania bądź nieczytania danej lektury. Przytaczam wydarzenia z rodzinnego życia, bo jest mi łatwiej pisać o czymś znanym. Dziś oznajmiam, że pierwszy raz cieszę się, że nie muszę nawiązywać do własnego życia, pisząc recenzję. Odczuwam olbrzymią radość, że ostatnio przeczytana książka w żaden sposób mnie nie dotyczy. Niebo na własność Luke’a Allnutta to – jak dla mnie – historia rodziny naznaczonej swoistym piętnem. Tę książkę można traktować dwojako – albo jako opowieść o małżeństwie, które (by jakoś żyć) musi pogodzić się z największą na świecie stratą, albo jako historię zdruzgotanego mężczyzny – ojca, któremu trudno jest stawić czoła przeszywającej samotności i wyrzutom sumienia. Kiedy Rob i Anna dowiadują się, że po paru nieudanych próbach wreszcie będą mieli dziecko, ich życie nabiera dodatkowej, tak charakterystycznej dla życia rodziców, wartości. Codzienna rutyna zostaje zastąpiona miłością do małego chłopca. Wiadomość o tym, że Jack ma guza mózgu, zabiera całą radość, zastępując ją rozpaczą i łapczywymi próbami zachowania przy życiu jedynego syna. Poznajemy tę historię z punktu widzenia ojca, który nie godzi się na powolną śmierć dziecka, szukając alternatywnych rozwiązań. Stajemy się nie tylko świadkami sporów między małżonkami, ale osobiście odczuwamy napięcie, które towarzyszy każdemu kolejnemu dniu. Widzimy, jak wielka miłość dwojga ludzi roztrzaskuje się w mak. Sytuacja, która powinna ich do siebie zbliżyć, powoduje, że nie potrafią się porozumieć i wspólnie mierzyć z tragiczną rzeczywistością. Chcemy opowiedzieć się po którejś ze stron, ale nie jest to proste, bo każda ma swoje racje. Raz doskonale rozumiałam Annę, choć nie budziła mojej szczególnej sympatii, a za chwilę miałam ochotę na nią nawrzeszczeć za jej asekurancki sposób życia. Chciałam powstrzymać Roba przed podejmowanym ryzykiem, a za moment przyklaskiwałam jego decyzjom. Sami widzicie, że Niebo na własność to lektura pełna emocji. To klasyczny melodramat, który wywołuje w czytelniku współczucie, smutek i żal, a zaraz potem łzy, przyspieszony oddech i drżenie całego ciała. To nic nowego w literaturze – niedoścignionym wzorem w tej tematyce ciągle jest dla mnie Apteka marzeń Nataszy Sochy. Może dlatego, że jest bardziej „z naszego podwórka”, oparta na faktach, z nieco innym zakończeniem. Niebo do wynajęcia to lektura dla tych, którzy nie boją się mierzyć z losem. Ja się trochę tego boję, dlatego muszę przyznać, że cierpiałam okrutnie podczas czytania. Nie płakałam. Ryczałam. Po skończeniu tej książki czułam się, jakby ktoś wsadził mnie do pralki i włączył funkcję wirowania na najwyższe obroty. I choć wydaje mi się, że celem autora było nadanie tej opowieści nutki optymizmu, to jednak ostatnia część książki (która zapewne miała temu służyć) lekko mnie zmęczyła. Nie dlatego, że była zła. Ja po prostu nie godziłam się na taką kolej rzeczy. Zatrzymałam się przy Jacku i jego chorobie, nie chciałam go wypuszczać z głowy w nadziei, że to pomoże. Nie potrafiłam skupić się na jakimkolwiek przesłaniu, bo chciałam (żądałam wręcz!), by temu chłopcu się udało. Nie wiem, czy moje zaangażowanie wynika z faktu, że Allnutt napisał tak dobrą książkę, czy może po prostu z tego, że traktuje ona o takiej, a nie innej tragedii. W Niebie na własność uwaga kierowana jest na traumę, jaką przeżywają rodzice śmiertelnie chorego dziecka. To ukłon w stronę tych, którzy doznali największego cierpienia – nie tylko jako chorzy, ale również jako towarzysze chorego w najtrudniejszych chwilach. Jednocześnie ta historia stanowi przestrogę, by nie dać się porwać żalowi i rozpaczy, a stratę spróbować przekuć na pomoc innym. To nigdy nie usunie z serca tęsknoty, ale może uchronić innych przed błędami. I choć tak pięknie można o tym pisać, to wolałabym, żeby historie tego typu były nam znane tylko z książek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
08-07-2018 o godz 15:37 przez: Anonim
Ludzie mają to do siebie, że bardzo chętnie czytają smutne historie, po których mogą pomyśleć "to nie ja mam najgorzej". Wiedzą o tym producenci filmowi i pisarze, w tym Luke Allnutt, twórca powieści "Niebo na własność". Jego pomysł na książkę był dobry, nawet bardzo dobry i mógł gwarantować sukces, ale w którymś momencie pojawiły się szereg problemów. Czy Allnutt podołał? Czy jego "Niebo na własność" to pozycja, z którą warto się zapoznać? Fabuła tej powieści opiera się na prostym schemacie- on, ona i syn Jack. Rob jest świetnym informatykiem, Anna poukładaną sekretarką. Poznali się na studiach i była to miłość od pierwszego wejrzenia. Po kilku nieudanych próbach doczekali się synka, Jack'a, który jest ich oczkiem w głowie. I tu autor mógłby zamknąć ich historię, kończąc ją "i żyli długo i szczęśliwie". Tak niestety się nie dzieje. W wieku pięciu lat Jack zaczyna się zachowywać dziwnie, ma problemy z chodzeniem, mową, mimo tego, że wcześniej był aktywnym, sprawnym dzieckiem. Okazuje się, że chłopiec jest chory na raka. Rodzice staczają zaciętą walkę z czasem i chorobą chłopca. "Siedzieliśmy w parku i staraliśmy się nie myśleć o powolnym upływie czasu. Kiedy żyje się w spokoju i ma się przyziemne zmartwienia, czas płynie niezauważalnie niczym działająca w tle aplikacja. Teraz jednak nie sposób było go zignorować: złowieszczo odliczał sekundy jak najmniejsza wskazówka na gigantycznym Orwellowskim zegarze." Brzmi zachęcająco, prawda. Lubię czytać o walce ludzi z chorobą, z losem. Jednak w "Niebie na własność" pojawia się jeden problem- autor ma świetny zamysł na kawałki historii, ale absolutnie żadnego pomysłu jak te kawałki ze sobą posklejać. I tak od porodu przenosimy się do momentu kiedy Jack ma 5 lat, w kolejnych rozdziałach też skaczemy w czasie, co powodowało, że historia nie była spójna. Przyznam szczerze, że nie do końca mi to grało, bo miałam wrażenie, że Luke Allnutt sam nie wie co powinien uczynić z naszymi bohaterami. Na prawie 400 stronach chce opisać zdecydowanie za dużo, więc akcja jest dosyć nieregularna. Niektóre części historii dzieją się zbyt szybko, mimo tego, że był w nich potencjał, a inne są niepotrzebnie rozwleczone. Mimo ciężaru jaki niesie za sobą historia, jest ona okraszona banałami. Miłość od pierwszego wejrzenia osób, które zupełnie do siebie nie pasują (o czym później), alkoholizm, z którego wychodzi się z dnia na dzień. To mi niestety nie grało, chociaż nie są to wady, przez które odradzałabym komuś przeczytanie "Nieba na własność". "Ludzie lubią opowiadać historie o śmierci, nieszkodliwe bajania o tym, że widzieli duszę opuszczającą pokój. jednak w Ashbourne House wszystko wyglądało dokładnie tak jak przedtem. Nie było łuny światła ani delikatnego drżenia parapetu." Kolejną sprawą są nasi główni bohaterowie. Anna i Rob. Para, która w realnym życiu nigdy nie miałaby prawa ze sobą być. Owszem, przeciwieństwa się przyciągają, ale raczej w kontekście przelotnego romansu, a nie małżeństwa. Rob jest lekkoduchem, wierzy, że zawsze wszystko się uda i zawsze będzie dobrze. Bywa też zbytnio roszczeniowy wobec osób bliskich. Anna natomiast jest poukładana aż do przesady, jej dzień jest podporządkowany planowi, nic co robi, nie jest przypadkowe. Do tego, małżeństwo w momencie gdy pojawiają się problemy nie rozmawia o tym. Milczą, zamiast się wspierać, dlatego nie dziwie się, że ich związek zaczął się sypać. Był jeden wątek, który bardzo mi się podobał i chodzi tu o klinikę doktora Sladovskiego i forum internetowe. Tych fragmentów historii wyczekiwałam najbardziej i czytałam z największą przyjemnością. "Niebo na własność" to nie jest zła książka. Pomysł- jak zwykle w przypadku tego typu historii- był dobry, ale samo wykonanie mogłoby być lepsze, bardziej dopracowane. Pewne niedociągnięcia sprawiały, że nie jestem w stanie Wam jej w pełni zarekomendować, ale mimo tych wad, nie mogę powiedzieć, że czuję się zawiedziona. Ta pozycja jest klasycznym przykładem obyczajówki na lato, przy której się wzruszycie i spędzicie z nią przyjemnie czas.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-07-2018 o godz 19:14 przez: Czytam i oglądam
Jak się możemy dowiedzieć na temat informacji o samym autorze, „Niebo na własność” jest jego pierwszą wydaną książką, jednakże wcześniej w swoim dorobku miał również napisane opowiadanie „Uspoken"(ma raptem 52 strony i jest dostępne w formie ebooka w wersji angielskiej), czyli, innymi słowy, można uznać, że autor jest debiutantem, nie tylko na polskim rynku, ale również jako twórca dłuższej historii. Jako czytelnik jestem bardzo targana emocjami, gdy myślę o książkach, gdzie głównym tematem jest choroba dziecka. Z jednej strony lubię czytać takie pozycje, jednak mam z tyłu głowy tę świadomość, że po takiej pozycji będę musiała swoje „odchorować". Dla mnie, czytanie tego typu pozycji, jest wykańczające emocjonalnie i nawet brak posiadania na ten moment potomstwa, nie zwalnia mnie jako osoby, z braku empatii i wczuwania się w przeżycia danych bohaterów. Luke Allnutt stworzył historię, która mogłaby się w zasadzie wydarzyć w prawdziwym życiu każdego z nas, bo właściwie choroba/rak nie wybiera. „Niebo na własność” jest na tyle uniwersalną książką, że każdy czytelnik jest w stanie coś z niej dla siebie zostawić. Autor w zasadzie skupia się na przeżyciach i uczuciach rodzica(w tym przypadku ojca), co niekoniecznie jest dość powszechnym zjawiskiem — zwykle mamy sytuację opisaną od strony osoby chorującej bądź matki — osoby opiekuna. Bardzo podobało mi się to, jak autor podszedł do tematu. W powieści „Niebo na własność” cała historia została opisana z perspektywy ojca i zatacza ogromne koło życia. Poznajemy całe życie Roba podzielone w zasadzie na trzy części — to co było przed pojawieniem się Jacka, następnie główna historia z Jackiem w roli głównej, oraz fragmenty po stracie. Całość jest utrzymana w formie narracji pierwszoosobowej oraz przeplatana dziwnymi fragmentami wspomnień, które dopiero na koniec zostają wyjaśnione i połączą się w logiczną całość. Książka zaskakuje mnogością tematów w niej zawartych, bo oprócz wątku przewodniego, jakim jest choroba dziecka, autor ukierunkowuje nas na przeżycia wewnętrzne bohatera oraz życie po trudnych momentach. Zwraca naszą uwagę, że każdy rodzaj emocji po ogromnym bólu, trzeba przejść tak, abyśmy mieli czas na powstanie. Niczego nie przyspiesza, daje każdemu z bohaterów tyle czasu, ile właściwie potrzebuje. I przede wszystkim nie ocenia, bo pogubienie się w takiej sytuacji jest rzeczą normalną, ale tylko od nas samych zależy, jak sobie z tym poradzimy. Jedni od razu rzucą się w wir pracy, aby zapomnieć, inni będą musieli swój żal przegryźć i zapić mocnym alkoholem, wpadając w najgorszy dołek. L. Allnutt nie tylko skupia naszą uwagę na cierpieniu, ale wskazuje, że każdy z nas potrzebuje od czasu do czasu elementu wsparcia, nie tylko ze strony najbliższych, ale również wśród postronnych osób, które najszybciej możemy znaleźć na różnych grupach wsparcia. Co ważne, w takich miejscach należy trzymać się na baczności, mieć chłodną głowę i do wszelkich wiadomości podchodzić z lekkim dystansem, bo są osoby, które poprzez stratę i cierpienie, będą czyhać na nasz słabszy moment. Co mnie zaintrygowało, to fakt, że autor zdecydował się na mini wątek thrillera. To było tak niespodziewane, że aż trzymałam kciuki, aby głównemu bohaterowi udało się wyjaśnić całą zagadkową sytuację. Zaskoczył mnie również sposób, jak momentami autor przeskakiwał między wydarzeniami, nie dając nam — czytelnikom chwili wytchnienia. Nie uważam tego za negatywny aspekt książki, bo akcja ciągle brnęła do przodu, ale chyba oczekiwałam, że w tej powieści autor zwróci większą uwagę na przeżycia wewnętrzne głównej postaci. „Niebo na własność” L. Allnutta jest bardzo dobrze i rzetelnie napisaną powieścią, w której znajdziemy wszystko to, co powinna książka zawierać. Jest rozpoczęcie, jest rozwinięcie i jest również zakończenie zawartej w środku historii. Autor nie zostawia nas z pytaniami i każdy wątek w pewien sposób został rozpisany — choć niekoniecznie czytelnikom, ich kierunek może się spodobać...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
02-07-2018 o godz 21:25 przez: goszaczyta
Zabierając się za "Niebo na własność" spodziewałam się pięknej i przejmującej lektury - to właśnie z tego względu zdecydowałam się na przeczytanie tej książki. Przez ostatni czas nie zdarzyło mi się sięgnąć po jakąś historię, która w jakimś stopniu, by na mnie wpłynęła, bądź mogłabym trochę dłużej o niej kontemplować. I tu muszę przyznać, że "Niebo na własność" w tym przypadku sprawdziła się idealnie. Od zawsze ciężko mi było czytać książki o ludzkim cierpieniu, szczególnie, gdy w grę wchodzą niewinne dzieci. Nie można się odpowiednio przygotować na taką dawkę cierpienia, ponieważ wraz z bohaterami książki odczuwamy, to co oni, cały ten ból. Anna i Rob poznali się na studiach, od pierwszej rozmowy coś między nimi zaiskrzyło i tak zaczęli wspólnie budować życie. Wreszcie przyszedł czas na dziecko. Anna kilka razy poroniła i gdy już myśleli, że nie ma szans na dziecko, wtedy na świat przyszedł Jack - ich oczko w głowie i źródło ich szczęścia. Oboje odetchnęli z ulgą i wreszcie mogli budować szczęśliwą rodzinę z dzieckiem. Jednak rodzinne szczęście zostaje zakłócone, gdy świeżo upieczeni rodzice dowiadują się od lekarza, że u ich synka zdiagnozowano guza mózgu - żółtogwiaździaka pleomorficznego... Nie będę ukrywać, że 50 może 60 stron nie zapowiadało się dość wybitnie, co więcej bałam się, że nie będę dała rady jej skończyć. Książka rozpoczyna się trochę nietypowo, ponieważ poznajemy historię od końca, a potem następuje druga część i mamy do czynienia z retrospekcją i tu poznajemy od początku jak zaczęła się wspólna historia Anny i Roba. I nagle książka przybrała zupełnie niespodziewany zwrot akcji, co sprawiło, że nie mogłam przestać obracać kartek. Z początku poznajemy zwykłe życie rodziców, którzy nie widzą świata poza swoim dzieckiem. Są szczęśliwi, spędzają razem czas, aż do momentu, gdy Jack zaczyna źle się czuć. Wizyta u lekarza odbiera im mowę, bowiem okazuje się, że ich synek jest nieuleczalnie chory i tu zaczyna się dramatyczna walka o życie dziecka. Spodobało mi się, że autor nie skupił się tylko na chorobie, która ma pierwszorzędne znaczenie w tej historii. Duży nacisk postawił na relacji między rodzicami, którzy w tej tragicznej sytuacji zaczynali się od siebie oddalać. Jedno wytykało drugiemu błędy, nie potrafili dojść do porozumienia, stopniowo oddalając się od siebie i unikając swojego towarzystwa. Anna i Rob byli dość nietypową parą - ona jest racjonalistką, ciężko jest jej publicznie okazywać uczucia, twardo stąpa po ziemi, natomiast on jest marzycielem, nie boi się ryzykować i konsekwentnie realizuje swoje szalone pomysły. Wydawać, by się mogło, że tych dwoje nie powinno być razem, a jednak jak to się mówi przeciwieństwa się przyciągają i wspólnie potrafili stworzyć rodzinę. Do momentu, aż pojawiła się rysa na szkle i musieli zacząć walczyć o życie swojego jedynego synka Jacka. Bardzo spodobało mi się to mocne nakreślenie więzi rodzinnych, szczególnie budowanie więzi z dzieckiem. Autor pokazuje jak wielka jest miłość rodzicielska. Rob był w stanie zaryzykować wszystko, cały swój majątek, kiedy tylko pojawiła się szansa na uzdrowienie Jacka. Tutaj autor także pokazuje, jak rodzic potrafi być ślepy i wręcz trochę naiwny dając się omamić kilku słowom napisanym przez nieznajomego. Uświadamia nam, jak wielka miłość potrafi stworzyć klapki na oczach, do tego stopnia, że nie będziemy dostrzegać fałszu i złudnych nadziei. Myślę, że można wybaczyć Robowi jego wręcz egoistycznej postawy, która doprowadziła go do nieprzemyślanych decyzji. "Niebo na własność" jest przede wszystkim opowieścią niezwykle prawdziwą, nieprzekoloryzowaną. Autor wyzbył się sztuczności, przedstawia życie takim jakie jest w rzeczywistości. Wyjątkowa powieść o uczuciach wystawionych na próbę. Dramatyczna walka o życie dziecka, która może doprowadzić do rozłamu rodziny.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-07-2018 o godz 13:42 przez: NikoN
Są książki lekkie i przyjemne. Takie, które pełnią funkcję czysto rozrywkową. Potrafiące rozbawić i wywołać uśmiech. Ale są też takie, które stanowią ich całkowite przeciwieństwo - pełne smutku i łamiące serce. Taka właśnie jest debiutancka powieść Luka Allnutta, w której autor mierzy się z bardzo bolesnym tematem. Jak ruszyć dalej po utracie dziecka? Przeżywać kolejne dni - dzień po dniu - wiedząc, że dziecka, które się tak mocno kochało, już nie ma? Rob ma idealne życie. Niczego mu nie brakuje. Cudowna żona Anna, piękny dom i syn Jack, który jest oczkiem w głowie rodziców. Ten piękny obraz przerywa druzgocąca diagnoza - Jack ma nowotwór mózgu. Piękny świat Roba zaczyna rozsypywać się. Rozpoczyna się dramatyczna walka o życie pięciolatka. Zdesperowani rodzice nie wiedzą jak poradzić sobie z tą sytuacją i przygotować się na nieubłagany koniec. Czy z taką wiadomością można się w ogóle pogodzić? Niebo na własność to niezwykle bolesna, a zarazem prawdziwa historia poruszająca temat choroby u dziecka. Autor rozpoczyna powieść dosyć nieszablonowo, bowiem od końca. Jednak poznanie zakończenia na samym początku nie wpływa w żaden sposób negatywnie na odbiór lektury, bo nie to jest w niej najważniejszej. Dzieło Allnutta to poruszający obraz siły rodzicielskiej miłości, wszechobecnej rozpaczy oraz rodzącej się nadziei. Pisarz pokazuje wpływ dramatycznych wydarzeń na małżeństwo, które mogą je jeszcze mocniej związać, bądź - wręcz odwrotnie - podzielić. Powieść przepełniona jest emocjami, bezradnością i desperacją. Rob stara się nie poddawać, szukać sposobu na ocalenie syna. Natrafia w Internecie na forum o wdzięcznej nazwie Miejsce nadziei, gdzie ludzie, którzy znaleźli się w takiej sytuacji jak on, szukają pomocy i wsparcia. Ten wątek dodał historii sporej dawki realizmu, jednocześnie ukazując jak ważne jest utrzymanie nadziei, nawet wtedy, gdy nie ma już jej nikt. Świetnym zagraniem ze strony autora było powierzenie narracji Robowi. Najczęściej w takich historiach to rola matki jest na pierwszy planie, a tutaj możemy w szczególności doświadczyć ojcowskiej miłości. Gdyby to Anna była narratorką, myślę, że historia nie byłaby nawet w połowie tak dobra jak jest. Kobieta początkowo nie wzbudza sympatii czytelnika. Wydaje się być zimna, przesadnie zapobiegawcza. Ciężko zrozumieć jej późniejsze zachowanie i bierność. Rob wydaje się być jej przeciwieństwem. Nie boi się podążać za marzeniami i ryzykować. Te różnice w charakterach dość szybko wpływają na podejście rodziców do kwestii leczenia syna. Więc, nie ma tutaj żadnego przypadku, że Allnutt postawił na dwa mocne charaktery, całkowicie różne od siebie. Warto również wspomnieć, że pisarz nie skupia się na samym procesie leczenia, lecz w szczególności na działaniach rodziców. Postacie są niezwykle prawdziwe w swoim postępowaniu, targa nimi mnóstwo sprzecznych uczuć, dylematów, a podejmowane decyzje nieraz wywołane są ekstremalnymi emocjami. Niebo na własność to gorzka historia, która złamie niejedno serce. Ukazuje bolesne strony ludzkiej egzystencji w niezwykle szczery i zajmujący sposób. To wyjątkowa powieść, która opowiada o straszliwej walce o życie dziecka oraz uczuciach wystawionych na najcięższą próbę. Dzieło Allnutta niesie ze sobą ponadczasowe wartości i prawdy. Wzrusza i skłania do refleksji. W przeciwieństwie do innych książek o chorobach, ta skupia się na bliskich, a nie osobie chorej. Warto jest dać jej szansę, aby chociaż w małym stopniu, na własnej skórze, odczuć koszmar jakiego doświadczyli główni bohaterowie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-07-2018 o godz 23:05 przez: Zielono Mi
Nie lubię powieści obyczajowych. Najczęściej są ckliwe, mdłe, proste, oczywiste, przewidywalne, z naiwną fabułą i nieskomplikowanymi postaciami obdarzonymi wydumanymi problemami, perypetiami czy przygodami, zazwyczaj występuje do tego naiwnie szczęśliwe zakończenie. No, życie różowym lukrem oprószone… Dlatego jeśli już pora mi się zmierzyć z jakąś obyczajówką, zdaję się na wybór innych. Tym razem od Wydawnictwa Otwartego przyszła książka „Niebo na własność” Brytyjczyka mieszkającego w Czechach. Zaskakuje już sam fakt, że to mężczyzna napisał powieść o perypetiach pewnej dobrze sytuowanej materialnie rodziny klasy średniej. Następnie zadziwia, że zdecydował się on na zastosowanie narracji pierwszoosobowej, a później, że głównym bohaterem uczynił mężczyznę – i to jeszcze nie krystalicznie szlachetnego mężczyznę. W książce tej Luke Allnutt oś wydarzeń oparł o trzy osoby: komputerowego geniusza – Roba, jego pedantyczną, poważną i surową żonę – Annę i ich syna – Jacka. Autor całkiem zgrabnie przedstawił rysy charakterologiczne dorosłych, ich zwyczaje, upodobania, poglądy, a nawet trudne, poszarpane i skomplikowane dzieciństwa, które niewątpliwie wpłynęły na ich późniejsze wybory, sposoby radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi czy granicznymi. Rob to niby luzak, który rzadko pracuje, bo woli pieniądze zarobić raz a dobrze; Anna jest skrupulatna, metodyczna i pedantyczna, a ich mały Jack to bystry, wnikliwy łobuz, który nawet ze starszakami się kumpluje. Tylko, że ich życie rodzinne zaczyna przeorganizowywać wykryty w głowie chłopca guz. I w tym momencie okazuje się, na ile to ułożone życie jest stabilne i na ile stabilni są oni – jako mała wspólnota. Niesamowite jest to, że zmagania z chorobą syna, lęki, dylematy, niepewności, wewnętrzną konieczność opanowania kryzysu autor przedstawił z punktu widzenia mężczyzny-ojca. Właściwie wiadomo, że matki bardzo przeżywają cierpienie dziecka, cierpią właściwie z nim. Ale mało kto pyta się o ojca. Kto jego ma uspokoić? Kto ukoi jego rozedrgane, chaotyczne i galopujące myśli? Kto jemu pomoże? Kto poda silne ramię? Kto pozwoli mu się zwyczajnie bać? Powieściowy Rob niejednokrotnie staje na wysokości zadania – jest pomocą dla żony, wsparciem dla syna, partnerem w firmie, dyplomatą wobec teściowej. Ale nie znajduje wiarygodnego, solidnego i rzetelnego oparcia dla siebie. Będąc filarem dla innych, gnie się pod ich zwątpieniami. Zapewne dlatego zaczyna robić głupie czy nieodpowiednie rzeczy, decyduje się na nieoczekiwane kroki, zwyczajnie pęka – jak niemało ludzi złamanych przez los – i poznajemy go pijanego, podrywającego pospolitą dziewczynę w tandetnym barze, tylko po to, by choć przez chwilę poudawać zwyczajnego czy banalnego nawet. Ta odwrócona perspektywa, zmiana punktu widzenia, skupienie się na zrozpaczonym, walczącym i szukającym ratunku ojcu, który chce w teraźniejszości zatrzymać przeszłość wyróżnia tę książkę z masy innych. I okazuje się, że w kontakcie z cierpieniem dziecka nie chodzi o współcierpienie matki, ojca czy rodziny – ale rodzica, tego, kto przyczynił się do „zro-dzenia”. A to chce czynić „Niebo na własność” powieścią nie tyle obyczajową co moralizującą. Bo może pora przestać generalizować i (lub) nadmiernie feminizować, a czas skupić się na istocie wyłaniającej się z szerokiej perspektywy? Pozostawiam pytanie bez odpowiedzi…
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-07-2018 o godz 18:36 przez: maggie90
Mawiają, że przeciwieństwa się przyciągają. I wiecie co? Chyba jest coś prawdziwego w tym stwierdzeniu, bo główni bohaterowie „Nieba na własność” nie mogliby się bardziej od siebie różnić, nawet gdyby chcieli. Anna to poukładana, spokojna, zorganizowana absolwentka ekonomii, która pracuję w księgowości. Rob jest informatykiem z wielkimi marzeniami i optymistycznym spojrzeniem na świat, który swoim charakterem odbiega od tego, co reprezentuję sobą jego żona. Ale ich spotkanie w studenckim barze kilka lat wcześniej, zaowocowało niezwykle silnym uczuciem, które zaprowadziło ich przed ołtarz. Po czasie oboje doszli do wniosku, że do pełni szczęścia brakuję im jednego. Dziecka. Ale po dwóch poronieniach Anny, zarówno ona jak i Rob zaczynali tracić nadzieję, że kiedykolwiek zostaną rodzicami. Życie lubi jednak zaskakiwać. Trud i walka o dziecko opłaciły się, kiedy w końcu mogli trzymać w ramionach swojego wyczekiwanego synka. Jack był dopełnieniem ich szczęścia i stał się dla naszych bohaterów całym światem. Jednak ani Anna, ani Rob nie przeczuwali jak okrutny i nieprzewidywalny bywa los. Los, który raz dał im wszystko, żeby już wkrótce boleśnie im to odebrać. W wieku kilku lat u Jacka zostaje zdiagnozowany gwiaździak, czyli złośliwy nowotwór mózgu. Poukładany świat naszych bohaterów w ciągu jednej chwili wali się niczym domek z kart. Anna i Rob rozpoczynają walkę o zdrowie i życie syna, który wychodzi z niej zwycięsko, kiedy lekarzom udaję się wyciąć guza operacyjnie. Niestety życie wystawiło naszych bohaterów na ponowną próbę, kiedy u Jack’a nastąpił nawrót choroby, tym razem pod postacią glejaka mózgu. Jednak w tym przypadku diagnoza lekarzy okazała się dużo bardziej druzgocąca, bo z każdą chwilą, z każdym dniem i z każdym badaniem okazywało się, że szansę Jacka na wyleczenie malały, aż w końcu... „ - Jest mi bardzo przykro. Nie wiem, jak to najdelikatniej ująć, ale każda forma leczenia Jacka będzie miała charakter paliatywny. Chodzi o to, by waszemu synowi przedłużyć życie.” Nie jestem matką, ale czytając „Niebo na własność” próbowałam postawić się na miejscu naszych bohaterów. Zastanawiałam się do czego byłabym zdolna, aby uratować własne dziecko? Co bym zrobiła, aby zmniejszyć jego cierpienie? Jak postąpiłabym, gdybym musiała zaryzykować wszystkim, aby mu pomóc? Po lekturze książki mogę powiedzieć jedno – autor ukazał walkę o zdrowie i życie dziecka jako wątek drugoplanowy (i absolutnie nie powinniśmy mieć mu tego za złe), bo dzięki temu głównym bohaterem tej historii stała się relacja Anny i Roba – pary, których małżeństwo i miłość zostały wystawione na najcięższą próbę. Bo kiedy rodzice mają odmienne zdanie na temat leczenia dziecka - desperacja i decyzje jakie wtedy są podejmowane mogą, albo pomóc albo wręcz przeciwnie. Ta książka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Głęboka, poruszająca, wywołująca tak wiele skrajnych emocji. Mimo tego jak ostatecznie zakończyła się historia, do końca stałam po stronie głównego bohatera, czyli Roba. Popierałam jego decyzje i to czym się kierował przy ich podejmowaniu. Zdaję sobie sprawę, że kiedy wymaga tego sytuacja decyzje, mogą być oceniane różnie - jako impulsywne i nieracjonalne, czasem dobre, czasem złe - ale walcząc o szansę dla własnego dziecka, rodzic nie cofnie się przed niczym. Prawda?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

O autorze: Allnutt Luke

Zobacz także

Podobne do ostatnio oglądanego