Zbieranie kości (okładka twarda)

Wszystkie formaty i wydania (4): Cena:

Oferta empik.com : 39,99 zł

39,99 zł 44,90 zł (-10%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

W związku z dużą liczbą zamówień, nie gwarantujemy dostawy produktów z oferty Empik przed Mikołajkami. Przepraszamy.
Zamówienia od innych firm, sprzedających na Empik.com, są realizowane na bieżąco. Pamiętaj, że zakupy od ręki zrobisz w salonach Empik!

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Ward Jesmyn Książki | okładka twarda
39,99 zł
asb nad tabami
Ward Jesmyn Książki | okładka twarda
39,99 zł
asb nad tabami
Ward Jesmyn Książki | okładka twarda
39,99 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Najsłynniejsza powieść autorki bestsellerowego "Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie" i zarazem pierwszej kobiety, która dwukrotnie otrzymała prestiżową National Book Award.

Nad Zatoką Meksykańską formuje się huragan, który już wkrótce zagrozi życiu setek tysięcy ludzi. W przybrzeżnym miasteczku Bois Sauvage w stanie Missisipi czternastoletnia Esch i jej trzej bracia próbują zebrać zapasy jedzenia, na próżno szukając przy tym pomocy u ojca alkoholika, którego nigdy nie ma w pobliżu. W młodej dziewczynie narasta strach, zwłaszcza gdy dowiaduje się, że zaszła w ciążę.

Dwanaście dni, podczas których rozgrywa się akcja powieści, stanowi bolesną próbę spojrzenia na samotność oraz brutalną codzienność, która w obliczu Huraganu Katrina pokazuje nam swoje najbrudniejsze barwy.

Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Zbieranie kości
Autor: Ward Jesmyn
Tłumaczenie: Polak Jędrzej
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 368
Numer wydania: I
Data premiery: 2020-03-11
Forma: książka
Indeks: 34312216
średnia 4,6
5
16
4
5
3
2
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
12 recenzji
4/5
04-08-2020 o godz 18:55 przez: Kamila
Dwanaście dni z życia rodziny, której przyjdzie zawalczyć o przetrwanie z żywiołem. Dwanaście dni pełnych brudów życia, brutalnej rzeczywistości oraz samotności. Esch ma zaledwie czternaście lat, ale dzieckiem musiała przestać być już dawno temu. Wraz z trójką braci zajmuje się domem, podczas gdy ich ojciec pogrąża się w miłości do alkoholu, którą zapija tęsknotę za zmarłą przy porodzie żoną. Nikt z członków rodziny nie pogodził się ze stratą tej ciepłej kobiety, ale każdy z nich stara się radzić sobie z tym uczuciem na własny sposób. Jeśli jednak mowa o dzieciach, to nie jestem pewna, co jest kwestią samego braku matki, a co życia z ojcem pijakiem i to w społeczeństwie, które wciąż zdaje się mieć uprzedzenia do czarnoskórych. Wszystko to odcisnęło na nich swoje piętno, co szczególnie łatwo możemy obserwować na głównej bohaterce. Pozbawiona kobiecego wzoru pierwsze zbliżenie z chłopakiem przeżywa kilka lat przed akcją książki. Jest wtedy zaledwie ciekawskim dzieciakiem, ale z czasem seks uprawia z jeszcze kilkoma innymi starszymi od siebie o chociaż rok chłopaczkami, aż trafia na Manny'ego, którego kocha, ale bez wzajemności. Muszę jednak zaznaczyć, że zarówno słowo „zbliżenie” jak i „seks” nie oddaje wyglądu tych aktów. Są one całkowicie wyprane z czułości czy intymności. Mają na celu zaspokoić potrzeby jedynie jednej ze stron. Manny nie potrafi nawet spojrzeć w oczy siostrze swoich przyjaciół. Chłopak zdaje się wstydzić tego, czego się dopuszcza (w końcu zdradza swoją dziewczynę), a jednak wciąż szuka możliwości zostania z Esch sam na sam. Jest to bohater, którego zupełnie nie udało mi się rozszyfrować, a tym bardziej polubić. Tak, jak zachowanie innych zdaje się wynikać z doświadczeń życiowych, tak Manny... On po prostu ma w swojej duszy coś obrzydliwego, co wije się pod jego skórą i sprawia, że mam ochotę odwrócić od niego wzrok. Esch przez większość książki wie o swojej ciąży, ale nikomu o tym nie mówi, bo sama nie może oswoić się z myślą o tym, że w jej brzuchu coś powoli rośnie. Co prawda dla najmłodszego brata już pełniła rolę matki, ale perspektywa zostania nią naprawdę zwyczajnie ją przeraża. Nie wie, jak powiedzieć o tym braciom, a tym bardziej ojcu dziecka oraz swojemu własnemu ojcu. Przypomina sobie rozmowy dziewczyn w szkolnej toalecie, które dawały sobie porady odnośnie wywołania poronienia domowymi sposobami, ale pojawia się to w jej głowie zaledwie raz i całe szczęście ponownie nie dane jest nam o tym czytać, bo przyznam, że aż coś przekręciło mój żołądek, gdy czytałam chociażby o piciu wybielacza. Możliwe, że poruszyło mnie to bardziej niż wszystkie opisy okrutnego traktowania zwierząt (mamy tutaj sporo stron przebiegu walk psów) czy momentu upolowania i patroszenia wiewiórki (czemu została poświęcona cała strona dosadnych zdań). Sam przebieg huraganu Katrina to zaledwie przedostatni rozdział. Ostatni stanowi wygląd świata, który kiedyś bohaterowie tak dobrze znali, a po wszystkim poznać już mieli problem. Cała reszta to natomiast przygotowania do nadejścia kataklizmu. Na początku wszyscy go bagatelizują, bo huragany nie mają zwyczaju uderzać w Bois Sauvage, a już szczególnie nie te silne. Z czasem jednak bohaterowie muszą się pogodzić z tym, że tym razem nie będą mieć szczęścia. Nie dość, że huragan nadejdzie, to będzie on również najsilniejszym od lat. Gromadzenie zapasów oraz zabezpieczanie domu to jednak jedynie tło dla codzienności. Dla samotnej nastolatki, która wspomina czasy, gdy jej matka jeszcze żyła. Dla dziewczynki, która kradnie test ciążowy, bo nie stać jej na jego kupno i która z jego pomocą dowiaduje się, że wkrótce sama zostanie mamą. Dla młodszej siostry, która nosi ubrania po swoich braciach i trzyma się z samymi chłopakami, jednocześnie nie trzymając się z nikim. Książka pełna ciężkiego klimatu i brudu świata. Tym właśnie jest ta powieść. Styl autorki również jest ciężki i zdecydowanie się z nim nie polubiłam, ale ani przez moment nie wątpiłam w to, że mam w rękach kawał dobrej literatury. Przez narrację miałam problem, by wczuć się w bohaterów i by się do nich przywiązać, bo nie lubię się z tak oschłym stylem, ale uważam, że każdy choć raz do roku powinien sięgnąć po coś, co wyrwie go ze strefy komfortu. To zawsze ciekawe, gdy na koniec można powiedzieć „nie podobało mi się, ale było dobre”. Zdecydowanie bardziej polubiłam się z dwoma ostatnimi rozdziałami, gdzie autorka naprawdę dopieściła moją duszę opisami przyrody. Przyrody, ha! Opisami kataklizmu oraz spustoszenia, który po sobie pozostawił. To zdecydowanie bardziej pasuje, nie jakieś ułagodzone „przyrody”. Zostało to naprawdę dobrze opisane i ani przez moment nie oderwałam się od książki, gdy już byłam na tym etapie. Wcześniej jednak musiałam robić wiele przerw, by dobrnąć do tego momentu. 🍃 „Nigdy nie przestaliśmy płakać. Tylko płakaliśmy ciszej. Ukrywaliśmy płacz. Nauczyłam się płakać w taki sposób, żeby z oczu nie leciały mi łzy, połykałam je, gorącą słoną wodę, a one spływały mi do gardła. Tylko to mogliśmy
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
04-08-2020 o godz 18:55 przez: Kamila
Dwanaście dni z życia rodziny, której przyjdzie zawalczyć o przetrwanie z żywiołem. Dwanaście dni pełnych brudów życia, brutalnej rzeczywistości oraz samotności. Esch ma zaledwie czternaście lat, ale dzieckiem musiała przestać być już dawno temu. Wraz z trójką braci zajmuje się domem, podczas gdy ich ojciec pogrąża się w miłości do alkoholu, którą zapija tęsknotę za zmarłą przy porodzie żoną. Nikt z członków rodziny nie pogodził się ze stratą tej ciepłej kobiety, ale każdy z nich stara się radzić sobie z tym uczuciem na własny sposób. Jeśli jednak mowa o dzieciach, to nie jestem pewna, co jest kwestią samego braku matki, a co życia z ojcem pijakiem i to w społeczeństwie, które wciąż zdaje się mieć uprzedzenia do czarnoskórych. Wszystko to odcisnęło na nich swoje piętno, co szczególnie łatwo możemy obserwować na głównej bohaterce. Pozbawiona kobiecego wzoru pierwsze zbliżenie z chłopakiem przeżywa kilka lat przed akcją książki. Jest wtedy zaledwie ciekawskim dzieciakiem, ale z czasem seks uprawia z jeszcze kilkoma innymi starszymi od siebie o chociaż rok chłopaczkami, aż trafia na Manny'ego, którego kocha, ale bez wzajemności. Muszę jednak zaznaczyć, że zarówno słowo „zbliżenie” jak i „seks” nie oddaje wyglądu tych aktów. Są one całkowicie wyprane z czułości czy intymności. Mają na celu zaspokoić potrzeby jedynie jednej ze stron. Manny nie potrafi nawet spojrzeć w oczy siostrze swoich przyjaciół. Chłopak zdaje się wstydzić tego, czego się dopuszcza (w końcu zdradza swoją dziewczynę), a jednak wciąż szuka możliwości zostania z Esch sam na sam. Jest to bohater, którego zupełnie nie udało mi się rozszyfrować, a tym bardziej polubić. Tak, jak zachowanie innych zdaje się wynikać z doświadczeń życiowych, tak Manny... On po prostu ma w swojej duszy coś obrzydliwego, co wije się pod jego skórą i sprawia, że mam ochotę odwrócić od niego wzrok. Esch przez większość książki wie o swojej ciąży, ale nikomu o tym nie mówi, bo sama nie może oswoić się z myślą o tym, że w jej brzuchu coś powoli rośnie. Co prawda dla najmłodszego brata już pełniła rolę matki, ale perspektywa zostania nią naprawdę zwyczajnie ją przeraża. Nie wie, jak powiedzieć o tym braciom, a tym bardziej ojcu dziecka oraz swojemu własnemu ojcu. Przypomina sobie rozmowy dziewczyn w szkolnej toalecie, które dawały sobie porady odnośnie wywołania poronienia domowymi sposobami, ale pojawia się to w jej głowie zaledwie raz i całe szczęście ponownie nie dane jest nam o tym czytać, bo przyznam, że aż coś przekręciło mój żołądek, gdy czytałam chociażby o piciu wybielacza. Możliwe, że poruszyło mnie to bardziej niż wszystkie opisy okrutnego traktowania zwierząt (mamy tutaj sporo stron przebiegu walk psów) czy momentu upolowania i patroszenia wiewiórki (czemu została poświęcona cała strona dosadnych zdań). Sam przebieg huraganu Katrina to zaledwie przedostatni rozdział. Ostatni stanowi wygląd świata, który kiedyś bohaterowie tak dobrze znali, a po wszystkim poznać już mieli problem. Cała reszta to natomiast przygotowania do nadejścia kataklizmu. Na początku wszyscy go bagatelizują, bo huragany nie mają zwyczaju uderzać w Bois Sauvage, a już szczególnie nie te silne. Z czasem jednak bohaterowie muszą się pogodzić z tym, że tym razem nie będą mieć szczęścia. Nie dość, że huragan nadejdzie, to będzie on również najsilniejszym od lat. Gromadzenie zapasów oraz zabezpieczanie domu to jednak jedynie tło dla codzienności. Dla samotnej nastolatki, która wspomina czasy, gdy jej matka jeszcze żyła. Dla dziewczynki, która kradnie test ciążowy, bo nie stać jej na jego kupno i która z jego pomocą dowiaduje się, że wkrótce sama zostanie mamą. Dla młodszej siostry, która nosi ubrania po swoich braciach i trzyma się z samymi chłopakami, jednocześnie nie trzymając się z nikim. Książka pełna ciężkiego klimatu i brudu świata. Tym właśnie jest ta powieść. Styl autorki również jest ciężki i zdecydowanie się z nim nie polubiłam, ale ani przez moment nie wątpiłam w to, że mam w rękach kawał dobrej literatury. Przez narrację miałam problem, by wczuć się w bohaterów i by się do nich przywiązać, bo nie lubię się z tak oschłym stylem, ale uważam, że każdy choć raz do roku powinien sięgnąć po coś, co wyrwie go ze strefy komfortu. To zawsze ciekawe, gdy na koniec można powiedzieć „nie podobało mi się, ale było dobre”. Zdecydowanie bardziej polubiłam się z dwoma ostatnimi rozdziałami, gdzie autorka naprawdę dopieściła moją duszę opisami przyrody. Przyrody, ha! Opisami kataklizmu oraz spustoszenia, który po sobie pozostawił. To zdecydowanie bardziej pasuje, nie jakieś ułagodzone „przyrody”. Zostało to naprawdę dobrze opisane i ani przez moment nie oderwałam się od książki, gdy już byłam na tym etapie. Wcześniej jednak musiałam robić wiele przerw, by dobrnąć do tego momentu. 🍃 „Nigdy nie przestaliśmy płakać. Tylko płakaliśmy ciszej. Ukrywaliśmy płacz. Nauczyłam się płakać w taki sposób, żeby z oczu nie leciały mi łzy, połykałam je, gorącą słoną wodę, a one spływały mi do gardła. Tylko to mogliśmy
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
04-08-2020 o godz 18:54 przez: Kamila
Dwanaście dni z życia rodziny, której przyjdzie zawalczyć o przetrwanie z żywiołem. Dwanaście dni pełnych brudów życia, brutalnej rzeczywistości oraz samotności. Esch ma zaledwie czternaście lat, ale dzieckiem musiała przestać być już dawno temu. Wraz z trójką braci zajmuje się domem, podczas gdy ich ojciec pogrąża się w miłości do alkoholu, którą zapija tęsknotę za zmarłą przy porodzie żoną. Nikt z członków rodziny nie pogodził się ze stratą tej ciepłej kobiety, ale każdy z nich stara się radzić sobie z tym uczuciem na własny sposób. Jeśli jednak mowa o dzieciach, to nie jestem pewna, co jest kwestią samego braku matki, a co życia z ojcem pijakiem i to w społeczeństwie, które wciąż zdaje się mieć uprzedzenia do czarnoskórych. Wszystko to odcisnęło na nich swoje piętno, co szczególnie łatwo możemy obserwować na głównej bohaterce. Pozbawiona kobiecego wzoru pierwsze zbliżenie z chłopakiem przeżywa kilka lat przed akcją książki. Jest wtedy zaledwie ciekawskim dzieciakiem, ale z czasem seks uprawia z jeszcze kilkoma innymi starszymi od siebie o chociaż rok chłopaczkami, aż trafia na Manny'ego, którego kocha, ale bez wzajemności. Muszę jednak zaznaczyć, że zarówno słowo „zbliżenie” jak i „seks” nie oddaje wyglądu tych aktów. Są one całkowicie wyprane z czułości czy intymności. Mają na celu zaspokoić potrzeby jedynie jednej ze stron. Manny nie potrafi nawet spojrzeć w oczy siostrze swoich przyjaciół. Chłopak zdaje się wstydzić tego, czego się dopuszcza (w końcu zdradza swoją dziewczynę), a jednak wciąż szuka możliwości zostania z Esch sam na sam. Jest to bohater, którego zupełnie nie udało mi się rozszyfrować, a tym bardziej polubić. Tak, jak zachowanie innych zdaje się wynikać z doświadczeń życiowych, tak Manny... On po prostu ma w swojej duszy coś obrzydliwego, co wije się pod jego skórą i sprawia, że mam ochotę odwrócić od niego wzrok. Esch przez większość książki wie o swojej ciąży, ale nikomu o tym nie mówi, bo sama nie może oswoić się z myślą o tym, że w jej brzuchu coś powoli rośnie. Co prawda dla najmłodszego brata już pełniła rolę matki, ale perspektywa zostania nią naprawdę zwyczajnie ją przeraża. Nie wie, jak powiedzieć o tym braciom, a tym bardziej ojcu dziecka oraz swojemu własnemu ojcu. Przypomina sobie rozmowy dziewczyn w szkolnej toalecie, które dawały sobie porady odnośnie wywołania poronienia domowymi sposobami, ale pojawia się to w jej głowie zaledwie raz i całe szczęście ponownie nie dane jest nam o tym czytać, bo przyznam, że aż coś przekręciło mój żołądek, gdy czytałam chociażby o piciu wybielacza. Możliwe, że poruszyło mnie to bardziej niż wszystkie opisy okrutnego traktowania zwierząt (mamy tutaj sporo stron przebiegu walk psów) czy momentu upolowania i patroszenia wiewiórki (czemu została poświęcona cała strona dosadnych zdań). Sam przebieg huraganu Katrina to zaledwie przedostatni rozdział. Ostatni stanowi wygląd świata, który kiedyś bohaterowie tak dobrze znali, a po wszystkim poznać już mieli problem. Cała reszta to natomiast przygotowania do nadejścia kataklizmu. Na początku wszyscy go bagatelizują, bo huragany nie mają zwyczaju uderzać w Bois Sauvage, a już szczególnie nie te silne. Z czasem jednak bohaterowie muszą się pogodzić z tym, że tym razem nie będą mieć szczęścia. Nie dość, że huragan nadejdzie, to będzie on również najsilniejszym od lat. Gromadzenie zapasów oraz zabezpieczanie domu to jednak jedynie tło dla codzienności. Dla samotnej nastolatki, która wspomina czasy, gdy jej matka jeszcze żyła. Dla dziewczynki, która kradnie test ciążowy, bo nie stać jej na jego kupno i która z jego pomocą dowiaduje się, że wkrótce sama zostanie mamą. Dla młodszej siostry, która nosi ubrania po swoich braciach i trzyma się z samymi chłopakami, jednocześnie nie trzymając się z nikim. Książka pełna ciężkiego klimatu i brudu świata. Tym właśnie jest ta powieść. Styl autorki również jest ciężki i zdecydowanie się z nim nie polubiłam, ale ani przez moment nie wątpiłam w to, że mam w rękach kawał dobrej literatury. Przez narrację miałam problem, by wczuć się w bohaterów i by się do nich przywiązać, bo nie lubię się z tak oschłym stylem, ale uważam, że każdy choć raz do roku powinien sięgnąć po coś, co wyrwie go ze strefy komfortu. To zawsze ciekawe, gdy na koniec można powiedzieć „nie podobało mi się, ale było dobre”. Zdecydowanie bardziej polubiłam się z dwoma ostatnimi rozdziałami, gdzie autorka naprawdę dopieściła moją duszę opisami przyrody. Przyrody, ha! Opisami kataklizmu oraz spustoszenia, który po sobie pozostawił. To zdecydowanie bardziej pasuje, nie jakieś ułagodzone „przyrody”. Zostało to naprawdę dobrze opisane i ani przez moment nie oderwałam się od książki, gdy już byłam na tym etapie. Wcześniej jednak musiałam robić wiele przerw, by dobrnąć do tego momentu. 🍃 „Nigdy nie przestaliśmy płakać. Tylko płakaliśmy ciszej. Ukrywaliśmy płacz. Nauczyłam się płakać w taki sposób, żeby z oczu nie leciały mi łzy, połykałam je, gorącą słoną wodę, a one spływały mi do gardła. Tylko to mogliśmy
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-08-2020 o godz 17:34 przez: Edyta S.
Niezwykle trudno jest wejść w rzeczywistość powieści Jesmyn Ward, ale kiedy to już się stanie, okazuje się, że dotyka nas ona znacznie bardziej, niżby wydawało się samych jej bohaterów. Bo czy może być coś gorszego niż świadomość i zapowiedź nadciągającej katastrofy, która zagraża życiu setkom tysięcy ludzi? W obliczu takiego zagrożenia stanęła czternastoletnia Esch i jej rodzina. Nad Zatoką Meksykańską formułuje się bowiem huragan "Katrina" - jeden z najbardziej niszczycielskich huraganów, jakie kiedykolwiek nawiedziły Stany Zjednoczone. Ten, który ma na sumieniu tysiące istnień ludzkich i który stał się kanwą "Zbierania kości" Jesmyn Ward. Czy można się na coś takiego przygotować? Być może i nie, ale warto próbować, co też czyni rodzina Esch - nastolatki, którą przeraża nie tylko nadchodząca niszczycielska siła natury, ale i jej stan fizyczny. Okazuje się bowiem, że ta młoda dziewczyna jest w ciąży. W tej sytuacji liczyć może jednak już tylko na siebie i braci. Matka zmarła dawno temu, a ojciec alkoholik... Wydaje się nie specjalnie przejmować ani nadciągającym kataklizmem, ani własnymi dziećmi. Wokół jednak czai się strach, bezradność i samotność, która boli. Autorka nie poświęca jednak powieści tylko i wyłącznie "Katrinie". Jej nadejście i skutki to zaledwie dwa ostatnie rozdziały powieści. Nic tak jednak nie przygotowuje na ten finał, jak czternastoletnia Esch - której Ward powierza narrację. Przez co czytelnik poznaje otaczająca ją rzeczywistość wyłącznie z perspektywy tej młodej dziewczyny, co jednocześnie pozbawia powieść jakichkolwiek politycznych aspektów i odniesień. Czytelnikowi nie umyka jednak fakt, iż to biali są i byli na wygranej pozycji. Do tego dochodzą jeszcze realia życia jej bohaterów. W rejonie wciąż naznaczonym ubóstwem i wykluczeniem. Tam, gdzie dominują klepiska, ludzie mieszkają w przyczepach. Gdzie brak nawet śmieciowego jedzenia, a i higiena osobista pozostawia wiele do życzenia. Kolejnym problemem jest edukacja- a raczej jej brak, przez co ciąża nastolatki wydaje się, być naturalna koleją losu. Patologia, w jakiej żyją Ci ludzie, wręcz przeraża. Jedyne dobro to przyroda. Buja i piękna. Reszta to nieustająca walka o przetrwanie. "Zbieranie kośc i" to jednocześnie powieść piękna i pełna bólu. Ponadczasowa i symboliczna. Powieść, w której wciąż dominują uniwersalne tematy, takie jak rodzina, miłość i macierzyństwo. Życie i śmierć. Strach i nadzieja. Samotność i marzenia. Nic przecież nie nadaje powieści smaku tak jak prawda, choćby pełna smutku i beznadziei. Powieść dobrze napisana, choć może odrobinę monotonna. Ale z drugiej strony, czy można oczekiwać wartkiej akcji i suspensu od utworu, który obrazuje taki właśnie los jej bohaterów. Ludzi odciętych niemal od świata, zagubionych i wystraszonych. Ta jednostajność ma jednak i swoją dobrą stronę. Potrafi dotknąć głębiej naszej wrażliwości bez pytania. "Zbieranie kości" to jednocześnie druga powieść autorki, jedynej jak dotąd kobiety pisarki, która dwukrotnie została nagrodzona National Book Award, co zapewne jest skutkiem tkwiącego w powieści obrazu Ameryki, o którym większość jej obywateli wolałaby zapomnieć lub nic nie wiedzieć. Łzy, niedowierzanie, a czasem nawet szok - ot emocje, które towarzyszyły mi tej powieści. Autorka wydaje się mieć dar pokazywania słowami tego, czego nie są w stanie dostrzec oczy. W jej odbiór dobrze jest więc zaangażować wszystkie zmysły i empatię, bez której czytania tej książki nie może się udać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-03-2020 o godz 18:17 przez: Aleksandra Woźniak
"Zbieranie kości" to moje drugie spotkanie z Jesmyn Ward. "Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie", które w zeszłym roku pojawiło się w polskich księgarniach, wywołało spore zamieszanie. Zbierało doskonałe recenzje, a mnóstwo uznanych recenzentów i krytyczek zachęcało do sięgnięcia po tę pozycję. Przyznam, że chociaż moje oczekiwania były zupełnie inne, to powieść zrobiła na mnie spore wrażenie. Uważam jednak, że "Zbieranie kości" - powstałe przed "Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie" - jest jeszcze lepsze. Wśród nielicznych negatywnych opinii o autorce najczęściej pojawia się zarzut, że w jej powieściach nic się nie dzieje. I coś w tym jest. Tylko że to absolutnie nie ma znaczenia. Na krańcu Bois Sauvage, gdzieś w stanie Missisipi, 14-letnia Esch i jej bracia szykują się na nadejście huraganu Katrina. Nie traktują tego zajęcia zbyt poważnie. W końcu huragany nawiedzają ich okolicę co roku, a mają na głowie mnóstwo innych zmartwień. Skeet opiekuje się swoją ukochaną suką Chiną, która właśnie się oszczeniła. China to nie tylko najwierniejsza towarzyszka i jedyna miłość chłopaka, ale i jego szansa na wyrwanie się z biedy - suka triumfuje w nielegalnych walkach psów, a sprzedaż szczeniaków przyniesie rodzinie dużo pieniędzy. Nieobecny ojciec niemrawo gromadzi zapasy. Paroletni Junior nigdy nie poznał swojej matki która zmarła zaraz po porodzie. Najstarszy Randall ma szansę na karierę koszykarską, jeśli trener wyznaczy go na obóz. Esch orientuje się, że jest w ciąży. Chociaż rodzeństwo żyje w świecie biedy i wykluczenia, tym, co przebija z kart powieści nie jest beznadzieja i patologia, ale nadzieja i miłość. Osierocone rodzeństwo zawsze może liczyć na swoje wsparcie, a w momencie kryzysu nie zapomną o nich też przyjaciele i sąsiedzi. W "Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie" ważne były więzi bohaterów ze zmarłymi - Leonie z tragicznie zmarłym bratem i Jojo z przypadkowo spotkanym duchem z przeszłości swego dziadka - chłopcem, który symbolizuje całe zło i okrucieństwo niewolnictwa. W "Zbieraniu kości" Ward skupia się na tym, co tu i teraz. Esch wspomina czasem matkę, ale osoby tworzące jej codzienność to dwaj starsi bracia i Junior, którego razem wykarmili i wychowali. Katastrofa, która nadchodzi, zostawi za sobą wiele zniszczeń, ale będzie też nowym początkiem. W powieści podobało mi się również podkreślenie więzi człowieka z psem. Autorka opisuje je bez antropomorfizacji, ale równocześnie z niespotykaną zwykle uwagą i delikatnością. Wielokrotnie wspomina na przykład o uśmiechu Chiny - a wszyscy, którzy mają kontakt z psami na pewno potwierdzą, że zwierzęta potrafią się uśmiechać. Styl Jesmyn Ward jest, podobnie jak w drugiej powieści, zarazem subtelny i dosadny, prosty i wysublimowany. Opisuje smutną rzeczywistość w sposób wręcz poetycki, ale i w żaden sposób nie rażący, raczej pozwalający odczuć piękno prostych zjawisk i gestów, niekiedy na pierwszy rzut oka brzydkich i nieinteresujących.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
28-03-2020 o godz 13:13 przez: Monika Ś
Huragan Katrina nawiedził zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych w 2005 roku i został zakwalifikowany jako jedna z najsilniejszych i najbardziej niszczycielskich wichur z jakimi zmagało się to państwo, bowiem prędkość wiatru przekroczyła 250 km/h. Jasmyn Ward uczyniła to wydarzenie tłem, by przedstawić historię Esch i jej rodziny. Główna bohaterka to dziewczyna pochodząca z biednej czarnoskórej rodziny. Ona i jej bracia wcześnie stracili matkę, ojciec od czasu śmierci żony pije, a dzieciaki próbują połączyć koniec z końcem i same zadbać o swój byt. Wydarzenia rozgrywające się w powieści obejmują 11 dni poprzedzających pojawienie się huraganu oraz dzień 12 ukazujący, co się wydarzyło już po jego przejściu. W powieści Ward zjawiska atmosferyczne schodzą jednak na dalszy plan. Przede wszystkim książka skupia się na Esch i jej przeżyciach. Nastoletnia dziewczyna dowiaduje się, że jest w ciąży i ma mętlik w głowie. Dodatkowo w posesji szczeni się suka jej brata Skeetah i wiele wątków kręci się wokół psów. To właśnie zachowanie Chiny, matki szczeniąt, w dużej mierze zmusza Esch do rozmyślań nad istotą skrywanego przez nią sekretu. Dziewczyna dywaguje nad życiem swojej rodziny sięgając do śmierci matki poprzez pomoc w wychowywaniu braci i ślepe poszukiwanie miłości i akceptacji poprzez stosunki płciowe. Zbieranie kości to powieść pełna brudu Nie tylko tego zewnętrznego, namacalnego, ale i psychicznego, czającego się w umysłach jej bohaterów. To historia ukazująca drastyczne sceny, problemy z jakimi muszą mierzyć się nastolatki, u których w domu się nie przelewa. Dzieciaki kradną, urządzają nielegalne walki psów, inicjację seksualną przechodzą w bardzo młodym wieku. To wszystko sprawia, że człowiek zaczyna się zastanawiać, gdzie podziało się ich rodzice, jakikolwiek nadzór. Początkowo nadejście huraganu jest jedynie tłem do wszystkich wydarzeń. Na pierwszym planie, tak jak pisałam już wcześniej, opisane zostały emocje Esch oraz wydarzenia bezpośrednio mające z nią związek. Im bardziej narasta siła wiatru, tym mocniejsze uczucia targają bohaterami. Wydarzenia stają się momentami krwawe, dramatyczne. Autorka ukazała je bardzo realnie, bez owijania w bawełnę. Sporo tu scen krwawych i drastycznych. Wydawać by się mogło, że książka ma jedynie negatywny wydźwięk. Bohaterowie poddawani są coraz to nowym, tragicznym przeżyciom. Jednak tak nie jest, bo autorka pokazuje, że nawet w najczarniejszym momencie można znaleźć wsparcie i zrozumienie, trzeba się tylko uważnie rozejrzeć. Zbieranie kości to przejmująca opowieść o zagubieniu i poszukiwaniu miłości oraz akceptacji. To historia pokazująca, że nawet w najgorszych chwilach możemy znaleźć oparcie, nawet gdy wydaje nam się, że straciliśmy wszystko.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-03-2020 o godz 19:52 przez: Literatura toKultura
Łzy leciały mi po policzkach. Było wiele smutku, bólu i beznadziei, aż w końcu nadeszło nieuchronne. „Zbieranie kości” Jesmyn Ward to nie jest książka, którą można z uśmiechem na twarzy komuś polecić. Jest w niej sporo przemocy i życiowego brudu, ale to ważna książka i paradoksalnie, pomimo tego wszechobecnego egzystencjalnego syfu, to jedna z piękniejszych, acz bolesnych książek jakie przeczytałam w tym roku. „Zbieranie kości” to lektura pełna metafor i odniesień, dzięki którym każdy czytelnik może spojrzeć na powieść przez pryzmat swoich życiowych wartości i doświadczeń. Jesmyn Ward potrafi przenieść czytelnika w sam środek swojej opowieści, pozwala towarzyszyć bohaterom, gdzie w przypadku tej lektury jest to emocjonalna mieszanka wybuchowa. Narratorem historii jest nastoletnia Esch, która mieszka w Bois Sauvage, w Missisipi. Dziewczynka żyje bez matki, która zmarła po porodzie zostawiając rodzinę. Teraz Esch żyje wśród mężczyzn - z ojcem, który pije za dużo i z braćmi, gdzie jeden z nich hoduje pitbulla do walk (ten wątek wyjątkowo zapadł mi w pamięci). Wszyscy oni wiodą żywot w skrajnej biedzie, a walka o swoje, to ich bezwzględna codzienność. Historia podzielona jest na dwanaście rozdziałów - dwanaście dni poprzedzających huragan Katrina. Przez ten czas dzieje się wiele. Każdy z nich przeżywa swoje bóle i cierpienia. Aby przetrwać muszą kraść i robić rzeczy o których dzieciaki jeszcze nie powinny nawet myśleć. Esche dowiaduje się, że nosi życie pod sercem. Widzimy też ogromną i wzruszającą więź między jednym z braci, Skeetem, a jego psem o imieniu China. Tragedie są tu na porządku dziennym, są tak samo stałe jak bieda. Najgorsze dla mnie były fragmenty związane z walkami psów, nie jestem w stanie przetrawić w mojej głowie takich obrazów i choć miały one znaczenie dla przekazu i całości historii, to dla mnie to było jednak za dużo. Autorka zestawiła ze sobą brzydotę życia z pięknem odczuwania. Trudno pogodzić te dwie kwestie, ale Jesmyn Ward się to udało. Pytanie czy Zbieranie kości opowiada o zniszczeniu jaki niesie za sobą huragan, czy o nadziei i tym co po huraganie, tym co nowe, tym co można odbudować. A może opowiada o jeszcze czym innym?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
14-06-2020 o godz 19:58 przez: Subiektyny Kuba
„Zbieranie kości” to książka, za którą Jesmyn Ward została uhonorowana prestiżową National Book Award. W Polsce autorka znana jest z jej poprzedniej książki -„Śpiewajcie z prochów śpiewajcie”. Katrina nadciąga. Niszczycielski żywioł 5 kategorii formuje się nad Zatoką Meksykańską i przemieszcza się ku wybrzeżom Missisipi. Mieszkańcy miasteczka Bois Suvage nie mają pojęcia, że nadchodzący huragan przyniesie śmierć setkom osób. W domu nazywanym Glinianką mieszka 14 letnia Esch; dziewczyna, dla której dorosłe życie przyszło za szybko. Pozbawiona matki i czułości zachodzi w ciążę i postanawia nikomu nie wyjawiać swojego sekretu. To z jej perspektywy prowadzona jest narracja. Razem z 3 braćmi i ojcem alkoholikiem próbują przygotować się na nadejście huraganu. Zabezpieczają dom, zbierają zapasy żywności i wodę. Opowieść zamyka się w 12 dniach, które przedstawiają brutalną codzienność biednej afroamerykańskiej rodziny. Każdy dzień przybliża nas do uderzenia cyklonu. Historia momentami zaskakuje swoją brutalnością i naturalizmem. W książce pojawia się wątek przemocy wobec zwierząt, co nie każdemu może odpowiadać. Warto wspomnieć, że huragan przez większość książki występuje w tle. Wiemy o nim, że nadchodzi, co potęguje nasze napięcie. Podczas czytania doskonale czujemy gorąco i suszę południa Stanów Zjednoczonych. W czasie toczącej się powoli akcji główna bohaterka wielokrotnie nawiązuje do mitu o Medei i Jazonie, co nadaje uniwersalny charakter powieści. Styl autorki jest bardzo charakterystyczny, nie każdemu może się podobać. Momentami gubiłem wątek, chwilami miałem przesyt scen z psami, ale mimo to uważam, że „Zbieranie kości” to dobra książka. „Zbieranie kości” to opowieść o walce z żywiołem, który przyniósł śmiertelne straty i zniszczenie. To historia o stracie i bólu z nią związanym, o przyspieszonym dorastaniu, o nadziei i miłości.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
03-04-2020 o godz 23:54 przez: Ewelina Chomicz
W nadmorskim miasteczku Bois Sauvage, żyje sobie czternastoletnia Esch z braćmi i ojcem. Dziewczyna nie ma lekkiego życia, gdyż matkę straciła dawno temu, a ojciec topi wszelkie smutki w alkoholu. Na domiar złego, wkrótce nad Zatoką Meksykańską utworzy się huragan Katrina, który będzie stanowił ogromne zagrożenie dla tysięcy ludzi, w tym dla rodziny Esch. Dziewczyna by przygotować się na nadchodzące niebezpieczeństwo, wraz z rodzeństwem gromadzi zapasy żywnościowe. * Jest to moje pierwsze zetknięcie z twórczością Jesmyn Ward i już wiem, że nie ostatnie. Ta książka jest genialna i będę polecać ją wszystkim! „Zbieranie kości” to intensywna i pełna wyzwań lektura, poruszająca temat rodzin żyjących w ubóstwie, w czasach tworzenia się huraganu Katrina. Sama forma przedstawienia tej historii jest bardzo ciekawa, gdyż akcja rozgrywa się w ciągu dwunastu dni i na tyle właśnie rozdziałów podzielona jest ta książka. Autorka w sposób umiejętny stworzyła tutaj niezwykłych bohaterów, którym się przede wszystkim współczuje. Ich portrety psychologiczne są bardzo realne i dopracowane, dzięki czemu czytelnik podczas czytania, czuje tą autentyczność. Co do samego stylu Jesmyn Ward, to jest on bardzo elegancki oraz piękny i pomimo ciężkiej tematyki to książkę czytało się bardzo szybko. Samo zaś wydanie jest solidne i bardzo ładne. Muszę przyznać, że z początku, to okładka przykuła moją uwagę aniżeli jej opis. Podsumowując, nie jest to łatwa lektura, przy której się będziecie świetnie bawić , a książka która jest brutalna i rozedrze nam serce. Ja osobiście zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę. Uwierzcie mi, nie pożałujecie! https://www.instagram.com/p/B-hu6Q9hhb_/?igshid=16991c7fa4vuk
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-03-2020 o godz 14:26 przez: asia gębicz
W miasteczku Bois Sauvage razem z ojcem i trójką braci,mieszka 14-letnia Esch. Pewnego dnia dziewczynka odkrywa,że jest w ciąży i próbuje sama jakoś poradzić sobie z obezwładniającym ją strachem.. Skeet najbardziej na świecie kocha swoją sukę Chinę.Kiedy ta się szczeni,całe życie chłopca kręci się wokół niej i jej małych.. Jest jeszcze Randall i Junior.Oni również mają swoje zmartwienia,a na pomoc ojca nie mają co liczyć,bo jego albo nie ma,albo jest pijany. Do tego nad Zatoką zaczyna formować się huragan Katrina... Dzieci próbują samodzielnie zebrać zapasy jedzenia i zabezpieczyć dom przed zbliżającym się niebezpieczeństwem przy okazji zmagając się z własną codziennością. ********************************************* Długo zastanawiałam się co mam napisać o tej książce. Bo jak można napisać pięknie o szarej,zwykłej egzystencji? A jednak autorce,Jesmyn Ward,znakomicie się to udało. Ta książka niczym Katrina porywa Cię ze sobą i miażdży Twój umysł i serce. Nie pozwala od siebie oderwać,a po jej przeczytaniu nic już nie będzie takie samo. Ta książka wyciska piętno na Twojej duszy i nie daje o sobie zapomnieć. Prostota-to w niej tkwi ogromna siła tej opowieści. I przekaz,jaki ze sobą niesie: Nie ma w życiu nic ważniejszego niż RODZINA,która się kocha i wspiera.Na którą zawsze możesz liczyć. Wtedy,choćby walił się cały świat,Wy idziecie ręka w rękę i nic nie jest w stanie Was zatrzymać.💖💖💖
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
22-03-2020 o godz 19:44 przez: anonymous
"Zbieranie kości" Jesmyn Ward - to historia o Esch i jej rodzinie: trzech braciach i ojcu. Dziewczyna właśnie dowiaduje się, że jest w ciąży. Chyba nie ma na to gorszego czasu - huragan Katrina się zbliża i zagrożenie wisi nad całym regionem. Cała książka dzieje się na przestrzeni 12 dni. I powiem szczerze, że trudno mi ją ocenić. Były w niej naprawdę genialne momenty. Język uważam za intrygujący, bardzo obrazowy, przyziemny i poetycki jednocześnie. Ale jednak, męczyłam się podczas czytania. Chwilami autorka przesadziła z opisami, które odrzucają swoją ohydą. A jednak, było coś w tej książce, co nie pozwalało mi jej odłożyć. I czytałam, czytałam aż do końca. Mogę teraz stwierdzić, że było warto. "Zbieranie kości" to świetna książka, choć być może nie jestem w stanie jej w pełni docenić.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
07-03-2021 o godz 14:17 przez: niepoczytalna
Niewiele znam tak piekielnie zdolnych współczesnych prozaiczek jak Jesmyn Ward. Jej proza szarpie trzewia i porusza tak bardzo, że czasami chciałoby się wejść do książki i potrząsnąć jej bohaterami. Po genialnej powieści "Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie" długi dochodziłam do siebie. Po lekturze "Zbierania kości" czułam się jakbym sama przeżyła emocjonalny huragan. Należałoby zacząć od tego, że Ward nie koloryzuje, nie upiększa. Jej historie są pełne brutalności, biedy – tej materialnej, ale przede wszystkim mentalnej i przez to są tak boleśnie prawdziwe, że nie można przejść obok nich obojętnie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Ostatni trop Bowden Mark
4.7/5
44,49 zł
49,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Pudło Olszewska Nina
4.3/5
35,49 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Córka rzeźnika Iczkovits Yaniv
5/5
31,63 zł
49,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Apeirogon McCann Colum
5/5
28,54 zł
44,90 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego