Wbrew sobie (okładka  miękka, 07.2015)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Nie da się uratować nikogo siłą. Do przyjęcia pomocy też trzeba dojrzeć.

Ewelina pragnie tylko jednego – dziecka. Jest skupiona na sobie i własnych przejściach, egoistycznie manipuluje bliskimi, nie dostrzega problemów innych ludzi, liczy się tylko ona i jej sprawy. Zachowuje się jak rozkapryszony, rozpieszczony bachor.
Zraża do siebie kochającego i oddanego męża, matkę, która za wszelką cenę chce chronić córkę przed problemami i siostrę – tę, która poświęciła dla Eweliny najwięcej.

Kiedy ujawnienie skrywanej rodzinnej przeszłości i konsekwencje własnych zaskakujących decyzji zachwieją wiarą Eweliny w siebie i zburzą wygodne życie, zrozumie, jak bardzo musi się zmienić.
Ale czy nie będzie już za późno?


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1108640749
Tytuł: Wbrew sobie
Seria: Kobiety to czytają!
Autor: Kołczewska Katarzyna
Wydawnictwo: Prószyński Media
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 760
Numer wydania: I
Data premiery: 2015-07-07
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 29 x 199 x 127
Indeks: 17210355
średnia 5
5
12
4
1
3
0
2
0
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
14 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
18-08-2015 o godz 09:39 przez: TOMEK GRABIASZ | Zweryfikowany zakup
Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego po przeczytaniu recenzji. Ale nie ma dramatu
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
07-12-2016 o godz 17:03 przez: GTAssassin52 | Zweryfikowany zakup
Książka jest ciekawa i zawiera bardzo wciągającą historię ...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
17-07-2015 o godz 10:06 przez: Recenzje Ami.
"Nawet nie wiesz, jakie to straszne, kiedy wszyscy wokół udają, że nic się nie stało. Myślą, że minął rok, to już da się zapomnieć. Pozamiatać i żyć dalej. A ja nie mogę tak żyć. Nie mogę (...)"

Główni bohaterowie książki to małżeństwo 30+. Ewelina i jej mąż są ludźmi sukcesu - ona jest chirurgiem cenionym w zespole, on współwłaścicielem firmy marketingowej. Mają dobre wykształcenie, ciekawą dobrze płatną pracę i własne mieszkanie, które wygląda niczym z katalogu. Wspólnie zwiedzili już trochę świata, ustatkowali się, a w ich marzeniach i planach pojawiło się dziecko. Niestety niepłodność wystawia udane małżeństwo Eweliny i Adama na ciężką próbę - z tą różnicą, że to Ewelina pragnie tego dziecka bardziej. Skupiona na sobie i własnych pragnieniach angażuje męża w wieloletni maraton badań, zabiegów i wizyt w przeróżnych gabinetach lekarskich. Gdy szczęście się do nich uśmiecha i wszystko wskazuje, że wkraczają na najlepszą drogę, by spełnić się jako rodzina - życie niespodziewanie rzuca im kłody pod nogi. Z niewiadomej przyczyny płód obumiera w dwudziestym drugim tygodniu ciąży, a Ewelina musi urodzić martwe dziecko. Jej świat się wali. Skupiona na własnych przejściach, egoistycznie manipuluje bliskimi nie dostrzegając ich problemów. Zraża do siebie kochającego i oddanego męża, matkę, która za wszelką cenę chce chronić córkę przed problemami i siostrę - tę, która poświęciła dla Eweliny najwięcej. Ewelina przez całe życie była święcie przekonana, że wszystko jej się po prostu należy. Tymczasem boleśnie przekonuje się, iż świat może funkcjonować bez niej. I to całkiem nieźle. Kiedy ujawnienie skrywanej rodzinnej przeszłości i konsekwencje własnych zaskakujących decyzji zachwieją wiarą Eweliny w siebie i zburzą wygodne życie, zrozumie, jak bardzo musi się zmienić. Ale czy nie będzie już za późno?


Ile czasu i jak można opłakiwać utracone dziecko?
Czy to podlega jakiejkolwiek ocenie?


"Wbrew sobie" porwało mnie od samego początku - okazało się lekturą, która pochłonęła mnie bez reszty. Najnowsza powieść Katarzyny Kołczewskiej i jednocześnie najnowsza wydana w klubie "Kobiety to czytają" to lektura, która zawiera całą masę emocji. O czym jest ta książka? O zmaganiu się z samym sobą. O trudnych wyborach. O wewnętrznej walce. O miłości. O wybaczeniu i zrozumieniu. O życiu. Pełna niespodzianek i zawirowań z pewnością nikogo nie znudzi. Katarzyna Kołczewska jest dobrym obserwatorem i podczas tworzenia wykazała ogromną wrażliwość na to, co dostrzega w swoim otoczeniu. Dzięki staranności i dbałości o szczegóły zbudowała niezwykle dokładne i wiarygodne portrety swoich bohaterów - tym samym tworząc "Wbrew sobie" bardzo szczerą, autentyczną i życiową historią, której ponad siedemset stron czyta się w mgnieniu oka.

Główna bohaterka, Ewelina, nie może pogodzić się z faktem, że podobnie jak innych ludzi ją również mogą dotknąć niepowodzenia czy trudności. Jednak dopóki nie odrobi swojej lekcji wybaczenia sobie i innym - nie osiągnie pełni szczęścia. Im więcej zawziętości głównej bohaterki, tym więcej trudności pojawia się na jej drodze. Na przykładzie Eweliny - oraz innych bohaterów - autorka pokazuje jak z pozoru błahe decyzje pociągają za sobą ogromne konsekwencje. Skłania do refleksji nad szczerością i dialogiem pomiędzy bliskimi, nad tym że nie zawsze wszystko jest tym, na co wygląda a przede wszystkim, że błędem jest zamykać się w swoim świecie i dostrzegać tylko swoje problemy. Powieść pokazuje siłę kobiet w ich słabości - ich dylematy, sytuacje bez wyjścia i trudne wybory skłaniające do poniesienia konsekwencji podjętych decyzji. Pani Katarzyna zwraca uwagę, że przez wywyższanie, skonfliktowanie czy różnego rodzaju żądania nie zyskujemy miłości, wsparcia i satysfakcji. Niezwykle ważna jest współpraca z innymi - to właśnie otwartość na ludzi potrafi pomóc zejść z życiowego zakrętu i uporać się z problemami.

Realistyczna, pełnowymiarowa i niebanalna fabuła jest sporym atutem tej książki. Przy tym autorka absolutnie nie ucieka od trudnych kwestii - sprawną ręką, niepostrzeżenie porusza trudne tematy, takie jak: depresja, demony przeszłości, tajemnice rodzinne, gra pozorów, uzależnienie od alkoholu, poczucie niespełnienia, frustracje, znieczulica i egoizm czy wygodnictwo. "Wbrew pozorom" to powieść o miłości, dojrzewaniu i odpowiedzialności. Chwyta za serce i skłania do zastanowienia się co tak naprawdę jest ważne w życiu. Całkowicie wykorzystany potencjał oraz wielowątkowa i wciągająca narracja czynią tę książkę wyjątkową.

Nie czytaj "Wbrew sobie", jeżeli oczekujesz historii o niezbyt rozgarniętej trzydziestolatce. Nie czytaj, jeżeli nie chcesz czytać o życiu, takim jakie jest i o ludziach, takich jakimi są - bez upiększeń, bez udziwnień, bez koloryzowania. "Wbrew sobie" to szczera, wartościowa i zajmująca historia o życiu - takim jakie jest naprawdę. Wzrusza i otwiera oczy. Zdecydowanie zasługuje na uwagę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
03-08-2015 o godz 07:55 przez: Maadziuulekx3
Adam i Ewelina Rajscy są szczęśliwym małżeństwem od prawie dwunastu lat. Żyli od zawsze jak pączek w maśle, przepiękny apartament, własna pokojówka, drogie wyjazdy za granicę. Jedyną przeszkodą do pełnego szczęścia był brak dziecka. Liczne starania, in vitro, przeróżne badania, jednak upragnione dziecko wciąż się nie pojawiało. Przez jedenaście lat oboje zaczęli tracić nadzieje. Nie było widać światełka w tunelu, aż tu nagle po wielu latach starania w końcu się udało. Teraz mieli zacząć nowe życie, powrócił jego sens, radość i szczęście. Jednak ich euforia nie trwała długo. W dwudziestym drugim tygodniu ciąży na rodzinę Rajskich spada najgorsza wiadomość. Ich mały chłopczyk, upragnione dziecko, zmarło. Ich nadzieja na szczęście pęka, jak bańka mydlana, bezpowrotnie.

Ten wyrok załamał ich doszczętnie. Ewelina popadła w wir pracy, a w domu nie robiła kompletnie nic. Była tak załamana, tak zrozpaczona, że czasami Adam obchodził się z nią jak z lalką: mył ją, ubierał. Myślał, że jak powróci do pracy wszystko się zmieni, jednak jego nadzieje na lepsze były przedwczesne. Po roku starań o lepsze dni ogarniało go zmęczenie i zniechęcenie. Coraz częściej miał ochotę się poddać, zostawić to wszystko w cholerę. Pewnego dnia wstać, spakować walizki i wyjść. Ewelina już nie była taka jak kiedyś, jest skupiona na sobie i własnych przejściach, nie dostrzega problemów innych ludzi, liczy się tylko ona i jej sprawy. Zraża do siebie własnego męża, egoistycznie manipuluje bliskimi. I po co to wszystko? Czy Ewelina tak zaślepiona utratą dziecka może stracić swojego męża? A może w końcu dojrzy to co robi? Nie dowiecie się jeżeli nie przeczytacie.

Utrata dziecka, jeszcze tego upragnionego, wyczekiwanego, wytęsknionego jest najgorszym ciosem dla partnerów. Każdy z nich nie wie jak ma się zachować, zaczynają się od siebie oddalać, by w końcu zobaczyć, że ich małżeństwo było jedną wielką pomyłką. Ale czy, aby na pewno?

Bardzo irytowała mnie postać Eweliny, jej zachowanie, patrzenie tylko na swój czubek nosa. Nic praktycznie nie zauważała, jak mąż się starał, jak ją wspierał, pomagał. Nie dostrzegała tego, że jej starsza siostra ma gigantyczne problemy w domu, jak się stara by wszystko jakoś funkcjonowało. Zauważała jedynie brak zrozumienia, nie może zapomnieć i żyć dalej. Jest strasznie zawzięta, nie dopuszcza do siebie pomocy od innych. Jest tak strasznie zaślepiona swoim bólem, że nie dostrzega jak jej własny mąż cierpi. Zachowywała się jak istny bachor, który tupie nóżkami, bo nie dostał upragnionej zabawki.

Czasami miałam ochotę nią mocno potrząsnąć, bo jej zachowanie przechodziło ludzkie pojęcie. Może, gdyby raz zamieniła się rolami z własną siostrą zaczęłaby dostrzegać to co ma? Przestała by być taką rozpieszczoną i zapatrzoną w sobie paniusią, że to jej przytrafiła się największa krzywda, a nikt dookoła nie jest w stanie zrozumieć jak cierpi. Bardzo było mi szkoda Adama. Tak się starał, wspierał ją, pomagał, pocieszał, mimo tego, że sam cierpiał zajmował się jak najlepiej swoją żoną. Tylko po co? Po to, żeby usłyszeć od własnej żony, że chce rozwodu?

,,Wbrew sobie" to bardzo życiowa książka. Opowiadająca o wewnętrznej walce z emocjami, o stracie, nieszczęściu jakie spotyka pary dotknięte niepłodnością, o podejmowaniu trudnych decyzji, zrozumieniu i przebaczeniu, a także o miłości. Autorka doskonale oddała wszystkie emocje jakie pojawiają się w książce. Starannie i dokładnie opisała zmagania bohaterów z przeciwnościami losów. Zagłębiając się w treść przeżywałam razem z małżonkami ich wzloty, a także upadki. Poznawałam ich emocje, starania, złości, pretensje.

Dzięki dobrze wykreowanym bohaterom, miałam okazję zobaczyć, jak powoli rozpada się więź między małżonkami, jak depresja pochłania naszą bohaterkę, jak powoli oddala się od wszystkich zagłębiając się w swoim świecie bólu i cierpienia. Książka jest przesycona, dopieszczona do ostatniej kropki, że czytelnik nie jest w stanie oderwać się od niej. Pochłonęła mnie do reszty, wzruszyła, zezłościła, doprowadziła do szału tylko po to by uzmysłowić mi, że każdego z nas może dopaść taki scenariusz.

Podsumowując ,,Wbrew sobie" jest książką bardzo piękną, dopieszczoną, niezwykłą powieścią z jaką dotychczas się spotkałam. Autorka pokazała nam prawdziwy świat, że nie wszystko dzieje się przypadkowo, że warto być szczerym w związku i pomimo przeciwnościom losu zawsze jest jakieś światełko w tunelu, tylko trzeba to dostrzec. Autorka ciągle rzuca naszym bohaterom kłody pod nogi, sprawdza ich wytrzymałość psychiczną, by uzmysłowić im co jest najważniejsze w życiu. Lawiruje między wydarzeniami tak sprawnie, że czytelnik zaczyna żyć, życiem bohaterów. To była dla mnie niezapomniana podróż. Gorąco polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
27-08-2015 o godz 11:27 przez: Kamila Idziaszek
Czasami każdy z nas ma taki moment, w którym robi coś na co kompletnie nie ma ochoty. Prawdopodobnie większość z Was robi to, aby uszczęśliwić kogoś bliskiego za wszelką cenę nie patrząc na swoje odczucia. Dokładnie takie myśli pojawiły się w mojej głowie kiedy pierwszy raz przeczytałam tytuł tej książki. Okładka - pomimo tego, że jest dosyć prosta - urzekła mnie od samego początku i sprawiła, że wpisałam "Wbrew sobie" na listę powieści, które koniecznie chcę przeczytać. W tym momencie jestem już po lekturze i postaram się podzielić z Wami wszystkimi odczuciami jakie towarzyszyły mi podczas przygody z twórczością tej autorki. Jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń, zachęcam do zapoznania się z dalszą częścią recenzji, z której z pewnością się tego dowiecie.

Idealne małżeństwo Eweliny i Adama jest na dobrej drodze do pełni szczęścia. Po wielu próbach i staraniach o to, aby zostać rodzicami w końcu kobiecie udaje się zajść w ciąże. Jednak radość nie trwa zbyt długo, ponieważ już w dwudziestym drugim tygodniu płód z niewiadomych przyczyn obumiera. Ewelina jest zmuszona urodzić martwe dziecko co jest dla niej ogromną traumą, ponieważ to właśnie tego brakowało jej w tym pozornie idealnym życiu. Jej świat w jednej chwili się zawalił, po prostu rozsypał na małe kawałki. Po tej gigantycznej stracie bohaterka zamyka się w swoim bólu raniąc i odpychając kochającego ją męża. Manipuluje bliskimi nie zważając na ich problemy i potrzeby. Matka, która za wszelką cenę chce chronić ją przed złem i siostra, która poświęciła dla niej najwięcej nie mogą patrzeć jak jedna z bliższych im osób rujnuje sobie życie. Czy Ewelina zrozumie błędy zanim będzie za późno?

Bohaterowie tej książki są naprawdę wspaniale wykreowani. Od samego początku porwała mnie ich historia i wprost nie mogłam się od niej oderwać. Autorka spowodowała, że jesteśmy w stanie bardzo dobrze poznać wszystkie postacie, a także zrozumieć ich postępowanie. Ewelina to kobieta, której doskonale poukładane życie rozsypało się w dosłownie jednej chwili. Ciężko jest ją oceniać, gdyż każdy ma prawo do własnej żałoby, szczególnie po tak traumatycznym przeżyciu, ale mimo wszystko niekiedy była ona bardzo denerwująca - przede wszystkim dlatego, że nie potrafiła zauważyć żadnych pozytywnych aspektów swojego życia. Jednakże starałam się ją zrozumieć i od samego początku dopingowałam ją w walce z wieloma przeciwnościami stojącymi na jej drodze. Adam to mąż wręcz idealny. Zastanawiam się który z mężczyzn w realnym świecie miałby tyle samo cierpliwości co on. Jest on postacią, którą polubi większość osób, ponieważ pomimo własnych problemów, robi co w jego mocy, aby wspierać małżonkę. Sami widzicie, że co do bohaterów nie można mieć żadnych zastrzeżeń i pozostaje tylko pogratulować autorce pomysłu na kreację tak różnych charakterów.

Jeśli chodzi o język jakim posługuje się autorka to również tutaj nie mam żadnych zastrzeżeń. Katarzyna Kołczewska używa doskonale dla każdego zrozumiałych, prostych słów, które sprawiają, że powieść czyta się naprawdę szybko. Książka pomimo dosyć sporej ilości stron jest tak wciągająca, że nie można się od niej oderwać, a losy głównych bohaterów poznajemy z zapartym tchem. "Wbrew sobie" okazało się dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem i cieszę się, że miałam okazję zagłębić się w twórczość tej autorki.

"Wbrew sobie" to powieść niewątpliwie chwytająca za serce - w trakcie jej czytania musimy zmierzyć się z bólem po stracie dziecka, depresją, problemami życia codziennego, alkoholizmem, spiskiem oraz narkotykami. Przy takim natłoku informacji oraz nowych wątków absolutnie nie możemy narzekać na nudę czy monotonię. W tej książce naprawdę cały czas coś się dzieje jednak pomimo wielu zaskakujących wiadomości wszystko skonstruowane jest w taki sposób, że czytanie kolejnych stron to czysta przyjemność. Ponadto dla takiego obrotu sprawy i zakończenia jakim obdarowała nas autorka warto poświęcić swój czas.

Podsumowując - tym razem mamy do czynienia z książką, która warta jest każdej minuty, którą możemy jej poświęcić. Z ręką na sercu i czystym sumieniem polecam ją każdemu kto lubi podobną tematykę. Osobiście mogłabym wcale nie rozstawać się z bohaterami, którzy bardzo przypadli mi do gustu. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam przyjemnej lektury, bo mam nadzieję, że swoją recenzją chociaż w minimalnym stopniu skłoniłam Was do sięgnięcia po tę powieść.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-08-2015 o godz 18:53 przez: Bernardeta Łagodzic-Mielnik
Jak łatwo w życiu się pogubić! Jak łatwo stracić grunt pod nogami! Jak łatwo nie docenić tego, co się ma! Życie to często gąszcz pułapek, konieczność niełatwych sytuacji, które niekiedy wydają się bez wyjścia. W dżungli życia bardzo łatwo zgubić tę właściwą ścieżkę, utracić swoją tożsamość, zapędzić się w ślepą uliczkę z której trudno zawrócić. I jakże łatwo się zgubić, a jakże trudno jest wrócić na prostą.

O życiowych zawirowaniach pewnej kobiety i jej rodziny w bardzo piękny i dojrzały sposób napisała w swojej najnowszej książce Katarzyna Kołczewska, autorka, która w swoje fabuły lubi wplatać trudne i kontrowersyjne tematy, która nie boi się zagadnień tabu.

Ewelina ma w życiu prawie wszystko. Mieszkanie, pieniądze, ciekawy fach w ręku - jest chirurgiem i ma wspaniałego, kochającego męża. Co jej brakuje do szczęścia? Dziecka! Ale i ono wreszcie zamieszkało pod jej sercem po latach starań i leczenia. I nagle radość zastępuje żałoba i rozpacz. Na standardowej wizycie okazuje się, że płód nie żyje, że serce dziecka już nie bije. Przyszłą mamę czeka poród martwego dzieciątka. To olbrzymie nieszczęście powoduje, że Ewelina topi się w oceanie rozpaczy. Nawet po roku nie jest w stanie się pozbierać. Wciąż żyje bólem i żalem, które przesłaniają jej cały świat, także jej małżeństwo, które zaczyna wisieć na włosku...

"Wbrew sobie" to książka doskonała. Wiem, że to bardzo mocne i zobowiązujące stwierdzenie, ale piszę je w zgodzie z własnym gustem i sumieniem oraz całą odpowiedzialnością. Po tę powieść sięgnęłam dzięki rekomendacji innej blogerki. Od samego początku wręcz zachłysnęłam się fabułą i z łatwością zagłębiłam się w losach Eweliny. Myślałam, że będzie to książka głównie o niej, ale szybko zostałam mile zaskoczona wejściem na pierwszy plan innych postaci. Każda z nich była w jakiś sposób z żoną Adama związana. Każda z nich wpadała w tarapaty. W życiu każdej z nich następowały trudne i bolesne chwile. Siostra Eweliny musiała zmagać się z poważną chorobą męża i trudnościami finansowymi, matka z kładącą się cieniem przeszłością i błędami w niej popełnionymi. Adam musiał pogodzić się ze stratą dziecka i porzuceniem przez żonę, Patrycja zaś musiała twardo stąpać po ziemi i rozpychać się łokciami o swoje. Życie nikogo z bohaterów zatem nie było usłane różami, wymagało podejmowania trudnych i czasem nieodwracalnych decyzji, postępowania wbrew sobie. I właśnie dlatego o tej książce można powiedzieć, że ma w sobie więcej z życia niż literackiej fikcji, więcej prawdy niż tego, co wypracowała wyobraźnia pisarki. Nie brakuje emocji, ba niekiedy jest ich tak dużo, że trudno złapać oddech, ciężko złapać dystans do cudzych problemów. Nie bardzo wiem dlaczego, ale ja tę powieść odebrałam bardzo osobiście. Niesamowicie szybko literackie, jakby nie było fikcyjne postacie wkradły się w moje życie i stały się namacalnie bliskie. Jak ktoś z realnego mi świata. Wiem, że przekroczyłam pewne granice, że zatopiłam się w rzeczywistości Eweliny zbyt mocno, wiem, że straciłam dystans dzięki czemu za mocno przeżyłam to, co działo się na kartach lektury. A działo się wiele. Poruszono temat niepłodności, opieki na osobami w ostatnim stadium życia, narkotyków, biznesu erotycznego, zdrady. Pani Kołczewska nie podzieliła swoich bohaterów na dobrych i złych. Nie wykreowała białych i czarnych charakterów. Słowami odmalowała wszelkie słabości ludzkiej natury, skłonność do popełniania błędów.
Ta powieść zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Żyłam nią przez kilka dni i mimo, że czytanie już za mną to jeszcze wracam do niej myślami. Jeszcze wspominam i przeżywam na nowo. To książka o miłości i nienawiści, o trudnych życiowych dylematach, o szukaniu i gubieniu samego siebie. I o tym, że szczęście z wybaczeniem idą w parze. To książka dojrzała, przemyślana, dopracowana, nietuzinkowa, chwytająca za serce. Wzruszająca do łez, wciskająca w fotel i zachęcająca do refleksji nad naszym postępowaniem wobec spraw najwyższej wagi. Trudno o niej zapomnieć, trudno przejść wobec niej obojętnie. To nie książka przeciętna, to lektura zdecydowanie wyjątkowa, która zasługuje na uznanie. Jest jak zawiła układanka, którą warto ułożyć. Sięgnijcie po nią jeśli lubicie książki doskonałe w swoim gatunku.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-07-2015 o godz 09:28 przez: werka777
Główna bohaterka książki, Ewelina, daje się nam poznać jako zadufana w sobie, uparta, nieprzyjemna, egoistyczna materialistka. Karząc starającego się o jej dobro męża tylko za to, że życie nie do końca poukładało się im według opracowanego planu, niejednokrotnie wywołuje negatywne emocje. A jednak z całej opowiedzianej historii wnioskujemy, że nie zawsze taka była. Trudno więc do końca osądzać nam jej zachowanie, bo czasami trauma przeżytych wydarzeń okazuje się tak silna, że nie w sposób jej odgonić.
Adam z kolei, to mężczyzna, który niewątpliwie także mocno przeżył utratę dziecka. A jednak zaakceptował bolesny cios o wiele szybciej, niż żona, i prócz niego dźwiga na własnych barkach także niełatwe zachowanie Eweliny. Pomimo wielu złośliwości, które napotykają go każdego dnia, zdeterminowany mężczyzna nie poddaje się i walczy o dobro swojego małżeństwa. Niestety wraz z decyzją żony o rozwodzie wie, że będzie musiał pogodzić się z kolejną stratą. A ta, paradoksalnie, bardziej dotknie nie jego, a ją.

„Wbrew sobie” to powieść poruszająca niełatwy temat. Pojawia się tutaj wizja dotkniętego klęską małżeństwa, a wszystko zaczyna się od chwili, kiedy takowo traci szansę na posiadanie dziecka. Dla wielu z nas potomstwo to coś oczywistego i nienadzwyczajnego. Jednak w chwili, kiedy dla jednych dziecko to mniej, lub też i bardziej zaplanowany, kolejny etap w życiu, dla drugich okazuje się największym marzeniem, którego jednak nie da się spełnić. Najgorzej jest jednak wtedy, kiedy pojawia się nadzieja, kwitnąca, coraz bardziej namacalna i żywa i nagle ktoś po prostu ją odbiera. Tego właśnie doświadczyli bohaterowie niezwykle emocjonującej książki Katarzyny Kołczewskiej. Prócz zawiłości związanych z niepłodnością czy śmiercią nienarodzonego dziecka, powieść dotyka także innych mało kolorowych kwestii ludzkiego życia. Czytelnik napotyka pogłębiający się problem depresji, postępujących chorób czy też wyniszczającego alkoholizmu. Przykre, ale prawdziwe, bo przecież wokół nas pełno realnego cierpienia, które niestety naprawdę nas dotyczy.

Owa lektura, prócz postaci Adama i Eweliny, wyposażona jest w dość znaczących bohaterów drugoplanowych. W szczególności istotne miejsce zajmuje tutaj Justyna, siostra Eweliny, która już od najmłodszych lat musiała poświęcać własne szczęście dla dobra młodszego rodzeństwa. Teraz, jako dorosła kobieta, haruje by zapewnić dobrobyt dzieciom oraz schorowanemu mężowi, który by żyć, musi pozyskać trudno dostępną nerkę. Jest i Patrycja, zdolna manager jednego z klubów go-go. Jaka jest jednak jej rola w tejże powieści? O tym powinniście przeczytać już sami.

Katarzyna Kołczewska wykreowała niebanalną historię, którą trudno nazwać błahą lekturą. To z pewnością nie jest poprawiająca humor, prosta i obojętna nam książka. „Wbrew sobie” wywołuje potężne emocje, wydobywa z naszych głębin smutek i żal, gorycz i złość, ale także nadzieję oraz oczyszczającą radość, bo nigdy nie jest w życiu tak, że spotyka nas tylko to, co złe. Dla każdego bowiem los skrywa także paczkę ze szczęściem. To jedna z tych powieści, które skłaniają do głębokich refleksji i rozmyślań nad własnym życiem. Czytając ją uświadamiamy sobie to, jak wiele posiadamy. I chociaż moją przygodę z tą historią mam już za sobą, ona wciąż we mnie tkwi.

Tę książkę polecam kobietom, szczególnie tym nieco dojrzalszym, które mniej, lub też bardziej świadome, podążają za własnymi marzeniami, niejednokrotnie utrudniając im możliwość realizacji. Być może okaże się ona dla Was lekcją pokory, iskrą nadziei, wskazówką postępowania czy też ostatnią deską ratunku. Bo kiedy ją przeczytacie, uświadomicie sobie to, że nieprzewidywalny los potrafi nam dopiec, ale w takich chwilach należy podnieść się z podłogi i snuć nowe plany. W innym wypadku można niepostrzeżenie stracić szansę na życie zgodne z naszymi oczekiwaniami oraz bezpowrotnie zgubić upragnione szczęście.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
30-07-2015 o godz 16:50 przez: Elenkaa
Nigdy nie czytałam książek pani Katarzyny Kołczewskiej i właściwie nawet o niej nie słyszałam. Jedyne co kojarzę to okładkę jej książki "Idealne życie", ale nic po za tym. Fabuła "Wbrew sobie" zapowiadała emocjonujący dramat, a na taki właśnie miałam ochotę.

Adam i Ewelina to szczęśliwe i zgodne małżeństwo. Żyją w luksusowych warunkach, mają piękne i duże mieszkanie i zupełnie niczego im nie brakuje. Zwłaszcza, że w końcu po 11 latach starań spodziewają się dziecka. Jednak jedna wizyta u lekarza całkowicie burzy ich sielankę - Ewelina nosi w sobie martwego synka, którego musi urodzić. Jest to dla niej straszny cios i załamuje się. Nie widzi innych ludzi wokół siebie, problemów swojej rodziny tylko zamyka się w sobie razem ze swoim bólem. Powoli traci męża, dla którego stała się oschła i arogancka, nie widzi problemów swojej siostry, której mąż staje się coraz bardziej niepełnosprawny, uważa że pomoc matki i jej pełne oddanie jej się po prostu należy. Jedyne co widzi to to, że jej siostra mając takie warunki jakie ma (mało pieniędzy, małe mieszkanie) nie powinna mieć dzieci, a jej - Ewelinie się po prostu należą.

Książka porusza bardzo trudny temat jakim jest wielka potrzeba posiadania potomstwa oraz utrata dziecka. Jednak na pewno nie jest to żadnym usprawiedliwieniem dla głównej bohaterki, która z powodu swojej straty jest straszną egoistką. Ale przecież nie tylko ona cierpi - jej mąż również stracił syna, a siostra ma poważne problemy finansowe i rodzinne. Jest to powieść według mnie typowo dla kobiet (dlatego też należy do serii "Kobiety to czytają"), bo opowiada o wielkim bólu po stracie nie tylko samego dziecka, ale również wyobrażenia o życiu, jakie miała Ewelina prowadzić po pojawieniu się długo wyczekiwanej latorośli w domu. Autorka stworzyła bardzo realistyczną i życiową opowieść. To mogło się przytrafić naprawdę każdemu. Książka, jak i zachowanie głównej bohaterki wzbudzają całą gamę różnorodnych emocji - od współczucia, po wzburzenie i rozdrażnienie z powodu jej zachowania. Sama bohaterka również przechodzi przez wiele faz emocjonalnych: na początku jest załamana, później skupia się wyłącznie na sobie i wydaje jej się, że tylko ona ma prawo cierpieć, jest rozdrażniona, Momentami naprawdę można mieć dosyć Eweliny i jej lamentów, czasem chce się nią po prostu potrząsnąć. Chociaż Adamowi, jej mężowi też można wiele zarzucić. Ze spokojnego i czułego mężczyzny czasem wyłania się gwałtowny i agresywny facet. Nie dziwię się, że chwilami Ewelina się go bała i w tych momentach kibicowałam właśnie jej. Jak widzicie powieść nie należy do najłatwiejszych w odbiorze. Sami nie wiemy komu kibicować, kto ma rację i co by było najlepsze dla bohaterów.

Głównym wątkiem jest oczywiście poronienie i konsekwencje tego wydarzenia, ale nie jedynym. Mamy tutaj również intrygę knutą przez pewną kobietę, tajemnice rodzinne, problemy w pracy obu bohaterów, a co za tym idzie obniżenie stopy dotychczasowego życia, udar, i walka o życie ciężko chorego mężczyzny. Po jakimś czasie Ewelina na szczęście dla samej siebie i innych w około w końcu zaczyna dostrzegać, co do tej pory robiła i i zachodzi w niej zmiana, co stanowi tez pewną ulgę dla czytelnika. Powieść jest naprawdę dobra. skłania czytelnika do refleksji nad własnym zachowaniem i do zastanowienia się, co on by zrobił w takiej bardzo trudnej sytuacji.

To jest moja pierwsza książka z klubu "Kobieto to czytają", ale na pewno nie ostatnia. Jeśli inne są tak ciekawe i emocjonujące jak ta, to ja chcę jeszcze!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-09-2015 o godz 20:54 przez: Kasandra
"Nie da się uratować nikogo siłą. Do przyjęcia pomocy też trzeba dojrzeć.

Ewelina pragnie tylko jednego - dziecka. Jest skupiona na sobie i własnych przejściach, egoistycznie manipuluje bliskimi, nie dostrzega problemów innych ludzi, liczy się tylko ona i jej sprawy. Zachowuje się jak rozkapryszony, rozpieszczony bachor. Zraża do siebie kochającego i oddanego męża, matkę, która za wszelką cenę chce chronić córkę przed problemami i siostrę - tę, która poświęciła dla Eweliny najwięcej.
Kiedy ujawnienie skrywanej rodzinnej przeszłości i konsekwencje własnych zaskakujących decyzji zachwieją wiarą Eweliny w siebie i zburzą wygodne zycie, zrozumie, jak bardzo musi się zmienić. Ale czy nie będzie już za późno?"*

"W wychowaniu nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji swoich decyzji. Druga, że podejmujesz, jako matka, zawsze najlepsze decyzje, na jakie cię w danej chwili stać. Jeżeli podejmujesz takie, a nie inne, to oznacza, że cię na nie stać".

Kolejna powieść obyczajowa, w której poruszono temat niemożności zajścia w ciążę. Jak wspomniałam w którymś z moich poprzednich postów, zauważyłam, że ostatnimi czasy bardzo często porusza się ten temat w powieściach tego gatunku. Jednak ta jest pod dużym względem odmienna od pozostałych...

Ewelina i Adam od lat na wszystkie możliwe sposoby starają się o dziecko - jednak bezskutecznie. Kiedy wreszcie lekarz oznajmia im, że tym razem się udało, że Ewelina zaszła w ciążę, po kilku tygodniach dziecko w jej brzuchu okazuje się martwe...
Wyobrażacie sobie być na miejscu głównej bohaterki w tej sytuacji? Ja też nie.
Kobieta całkowicie zamyka się w sobie. Odtrąca wszystkich dookoła siebie, a zarazem wykorzystuje ich. Całymi dniami i nocami spędza czas na operowaniu i dyżurowaniu w szpitalu.
Jej małżeństwo, rodzina, przyjaźnie... Wszystko zaczyna się rozsypywać.
Czy kobieta zdąży się opamiętać i odwrócić źle podjęte decyzje? Czy uda jej się cofnąć rzucone na wiatr słowa i odzyskać to, co straciła?

Powieść już od pierwszego rozdziału przypadła mi do gustu. Po kilku następnych zrozumiałam, że ta nie będzie taką typową, zwyczajną powieścią obyczajową. Z każdą stroną, z każdym rozdziałem z coraz większymi emocjami śledziłam losy bohaterów powieści.
Książka opowiada także losach kilku innych bohaterów, a ich historie z czasem układają się w jedną spojną całość. Jest to powieść nie tylko o miłości (także tej nieodwzajemnionej), bólu po stracie dziecka i kłamstwie, ale i o zemście. Słodkiej zemście po latach.
Przy tej książce nie da się nudzić. Na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę.
Polecam jak najbardziej! :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-10-2015 o godz 16:29 przez: Kruszynka
Ostatnio coraz więcej mówi się o problemie, który dotyka kobiety w każdym wieku - utrata dziecka, brak możliwości zajścia w ciążę. Co dziwne, nie stronię od takich książek.


Wydawać by się mogło, że Adam i Ewelina Rajscy mają wszystko, co mogli sobie wymarzyć. Ona stateczną pracę w szpitalu i prywatnej klinice. On, właściciel agencji reklamowej. Do tego spodziewali się dziecka. Niestety, w 20. którymś tygodniu okazało się, że płód jest martwy. Od tego momentu małżeństwo Rajskich zaczęło się rozpadać. Nie ma się czemu trochę dziwić, kobieta nie potrafiła pogodzić się z niewiarygodną stratą, oczekiwała od męża ciągłego wsparcia, a przecież minęło już kilka miesięcy i zbliżali się do roku żałoby. Czy ten związek miał jeszcze szanse na szczęśliwe chwile?

Równolegle poznajemy historię Justyny, jej męża i dwójki dzieci. Bohaterka to siostra pani doktor. Nie brak także rodzinnych tajemnic, które w końcu ujrzą światło dzienne. Ostatni wątek to Majdanowski, wspólnik z agencji reklamowej, jego rodzina i znajoma Patrycja Szewczyk. Każdy z nich skrywa jakieś tajemnice, utajnione żale, niewyjaśnione historie sprzed lat. Do czego to wszystko doprowadzi? Ich życie na pewno nie jest czarno-białe, nie jest też feerią barw. Ot, zwykła rzeczywistość ludzi takich, jak my. Którzy też mają prawo mieć gorszy dzień, zatajone żale.

Muszę przyznać, że z twórczością Katarzyny Kołczewskiej nie miałam wcześniej styczności, więc nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Niemniej, już od samego początku miałam dobre przeczucie, że to będzie udana przygoda. I nie pomyliłam się. Pisarka ma na koncie jeszcze 2 inne pozycje - ,,Idealne życie" oraz ,,Kto, jak nie ja?". Mam ogromną ochotę również się z nimi zapoznać. Autorka wykreowała bohaterów, którzy nie są jednoznaczni. Muszę przyznać, że nie do końca polubiłam Ewelinę. Jestem w stanie zrozumieć w jakimś stopniu stratę dziecka, ale to, co działo się później, jest poniżej wszelkiej krytyki. Mam także na myśli relacje z matką. Nie będę jednak nic więcej zdradzać.

Mimo, że książka ma 760 stron, czyta się ją naprawdę niezwykle szybko. Sama spędziłam z nią trzy popołudnia. Podejrzewam, że gdybym chciała, zdążyłabym ją pochłonąć w dwa dni. Właściwie nie wiem, kiedy strony przelatywały, a ja z każdą kolejną byłam bardziej ciekawa, jak skończy się ta historia. Ostatnio mam głupi zwyczaj czytania na początku ostatniej strony, jednak w żadnym stopniu nie umniejszyło mi to przyjemności z lektury ,,Wbrew sobie". To piękna opowieść o rodzinie, małżeństwie, koszmarach z przeszłości. Jestem pewna, że Wam się spodoba.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-08-2015 o godz 18:06 przez: Heather
Ewelina wraz z mężem osiągnęła wszystko o czym marzyła - ona jest cenionym chirurgiem, on współwłaścicielem firmy marketingowej. Razem stanowią wizualną całość doskonałą. Razem stanowią wewnętrzne dopełnienie. Zwiedzili świat, spełnili marzenia i zakochali się w sobie na zabój. Jednak jedna wiadomość zburzyła ich sielankę w mgnieniu oka. Niepłodność skłania ich do licznych badań, testów i wyrzeczeń, w których Ewelina sprawdza się doskonale, a których Adam z chwili na chwilę ma stanowczo dosyć. Kiedy pojawia się nadzieja, umiera wraz z nienarodzonym dzieckiem. Czy łatwo sobie poradzić z ogromną stratą i samotnością mimu wielu osób dookoła?

Książka pani Katarzyny to połączenie wielu emocji z fabularną opowieścią o ponadczasowym problemie. Bohaterowie tej książki prezentują sobą typowe ludzkie postacie. Ze swoimi lękami, marzeniami i nadziejami starają się łapać ulotne szczęście i zbudować własną przyszłość. Kiedy Ewelina traci dziecko czytelnik obserwuje jak dynamizm postaci wali się w posadach, kobieta staje się żywym posągiem i pozbawiona emocji żyje z dnia na dzień by tylko jakoś funkcjonować. Wszyscy wówczas skupiają się na stracie matki, a nikt nie pamięta o bólu ojca. Adam doskonale odzwierciedlił głęboko skrywany ból i maskowany strach. Siła nie zawsze jest trwała a determinacja ma swoje granice, które łatwo poznać w najnowszej książce pani Katarzyny.

Historia otwiera oczy na ludzki ból, który może wkraść się do każdej rodziny. Autorka przedstawiła historię rodziny, która doświadczyła niemal wszystkich możliwych sytuacji i każdej z nich musiała stawić czoła. Lekkim i obrazowym językiem prowadzi czytelnika przez opowieść o bólu i stracie, szczęściu i nadziei oraz odbudowie i wartości. Pojawiło się wszystko co istotne - zrozumienie, które powoli kiełkowało w bohaterach, rodzinne sekrety do odkrycia, przeszłość i obecne wydarzenia bohaterów zmagających się z własną stratą. Szczegółowe opisy wydarzeń pozwoliły mi wciągnąć się do świata bohaterów i wraz z nimi kochać, nienawidzić i podejmować trudne wybory.

"Wbrew sobie" to emocjonująca historia o ludziach i dla ludzi. Skrywa w sobie wiele ponadczasowych prawd i porywa na długie godziny prawdziwej historii. Lektura tej książki wzrusza i motywuje jednocześnie zachwycając pełnowymiarowymi postaciami. To nie jest kolejna banalna powieść obyczajowa. To niebanalna historia bez upiększeń i zbędnej koloryzacji. Dacie się porwać?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-07-2015 o godz 20:26 przez: aleksnadra
"Czas nie goi żadnych ran, może to zrobić tylko zemsta lub odkupienie win."

Jednak najważniejszym punktem powieści wydają się tajemnice, które dezorganizują całe życie bohaterów książki. To one wymuszają podjęcie pewnych kroków, decyzji, które determinują przyszłości i relacje pomiędzy siostrami, córkami a matką, kobietami a partnerami.

Katarzyna Kołczewska potrafi zahipnotyzować czytelnika, wciągnąć go w wykreowany świat i zmusić do współuczestniczenia w życiu bohaterów. Postaci są pełnokrwiste i nie sposób przewidzieć ich zachowania. Przy próbie ich uschematyzowania wszelkie plany biorą w łeb i czujesz się zaskoczony wydarzeniami. Na początku obawiałam się mnogości niepowodzeń. Zastanawiałam się czy autorka aby nie przesadziła... Ale ich przeszłość, tajemnice, które skrywają dają właśnie taki efekt, lawinową ilość kryzysów, by mogli wreszcie spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy i zastanowić się, co mogą zmienić by zatrzymać okrutny los. Taki kopniak w tyłek daje potrzebny impuls do modyfikacji, metamorfozy.

"Twoja wartość nie zależy od tego, kto ciebie zechce, tylko od tego, co ty sama o sobie myślisz."

Jestem zachwycona tą powieścią wielowątkową, dopracowaną i bardzo aktualną. "Wbrew sobie" to niebanalna opowieść o błędach przeszłości, próbie rehabilitacji, okazywaniu wsparciu, przyjmowaniu pomocy, nadziei i walce o miłość, marzenia, szczęście. Wbrew wszystkiemu nawet wbrew sobie...

więcej: http://aleksandrowemysli.blogspot.com/2015/07/wbrew-sobie-katarzyna-koczewska.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
21-08-2015 o godz 09:26 przez: markietanka
Katarzyna Kołczewska stworzyła mocną i bardzo ciekawą powieść, w której poruszyła wiele trudnych tematów. Jest tutaj strata dziecka, żałoba, samotność, rozdarcie, izolacja, czy temat wychowania dzieci. Strata dziecka to jedno z najgorszych przeżyć dla jego rodziców, ich żal powinien ich łączyć, powinni się wspierać wzajemnie - w przypadku Eweliny jest odwrotnie. Kobieta zamyka się i odwraca od wszystkich, ale również wykorzystuje swój stan do swoich celów. Niepojęte!
Kiedy doda się do tego tajemnice rodzinne, wychodzi naprawdę niesamowita opowieść, która wręcz wbija w fotel. Ja nie mogłam się od niej oderwać. Wzięłam czytnik na chwilę do rąk, aby zerknąć i podczytać początek i przepadłam.... :)

"Wbrew sobie" to doskonała powieść, którą pochłania się błyskawicznie, pomimo jej znacznej objętości. Mnie urzekła i porwała - Wam życzę tego samego i polecam!


http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/2015/08/wbrew-sobie-katarzyna-koczewska.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
31-07-2015 o godz 00:00 przez: Crazingala
Historia opowiedziana w powieści jest bardzo prawdziwa - i to jest jej mocną stroną. Autorka naprawdę potrafi zaciekawić i utrzymać tę ciekawość w czytelniku aż do samego końca. Nigdy nie mam skrupułów, żeby odłożyć książkę na półkę, jak mnie nuży. W tym przypadku ani przez chwilę nie miałam myśli, żeby nie doczytać do końca. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji

Zobacz także

Podobne do ostatnio oglądanego