Tak cię straciłam (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (5): Cena:

Oferta empik.com : 26,22 zł

26,22 zł 37,90 zł (-31%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Blackhurst Jenny Książki | okładka miękka
26,22 zł
asb nad tabami
Blackhurst Jenny Książki | okładka miękka
26,92 zł
asb nad tabami
Blackhurst Jenny Książki | okładka miękka
24,15 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Tak cię straciłam

Poznaj Emmę – bohaterkę książki Jenny Blackhurst pod tytułem „Tak cię straciłam”. Już po pierwszych stronach lektury dowiesz się, że była ona pacjentką szpitala psychiatrycznego. Dlaczego do niego trafiła i czy teraz jest już zupełnie zdrowa?

Co się stało z Emmą?

Bohaterką książki Jenny Blackhurst jest kobieta, która właśnie wychodzi ze szpitala psychiatrycznego. Ma nową tożsamość i z początku niewiele pamięta z okresu sprzed pobytu w szpitalu. Dowiaduje się od bliskich, lekarzy i policji, że dopuściła się karygodnego czynu. Jeszcze jako Susan zabiła swoje 3‑miesięczne dziecko – syna Dylana.

Pobyt w szpitalu psychiatrycznym miał być formą odkupienia win, ale czy rzeczywiście jest to możliwe? Czy można odpokutować zabójstwo niewinnego niemowlęcia? A może to zdarzenie wcale nie miało miejsca, a wszyscy z otoczenia Emmy kłamią w żywe oczy?

Tajemnica sprzed lat powraca

Pomimo usilnych prób rozpoczęcia wszystkiego od nowa, Emma nie potrafi do końca zapomnieć o swoim dawnym życiu. Mroczna tajemnica sprzed lat przypomina jej o sobie bardzo szybko. Chcesz wiedzieć, jak zareaguje bohaterka, kiedy pewnego dnia, w liście zaadresowanym na swoje dawne nazwisko, otrzyma zdjęcie chłopca – Dylana? Czy to możliwe, że jej syn jednak żyje, a ona trafiła do szpitala psychiatrycznego przez tragiczny przypadek? Kto mówi prawdę, a kto ją okłamuje? Czy Emma może jeszcze komuś zaufać? Sprawdź sam!

Tytuł: Tak cię straciłam
Seria: Thriller psychologiczny
Autor: Blackhurst Jenny
Tłumaczenie: Olejniczak-Skarsgard Maria
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 416
Numer wydania: I
Data premiery: 2019-04-03
Rok wydania: 2019
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 38 x 206 x 138
Indeks: 31515771
 
średnia 4,5
5
105
4
38
3
23
2
0
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
85 recenzji
5/5
04-04-2019 o godz 15:39 Anonim dodał recenzję:
Doskonały thriller. To trzecia powieść tej autorki, którą przeczytałam i każda kolejna jest coraz lepsza! Akcja pędzi jak szalona i co chwilę zmienia kierunek. Zaskakujące zakończenie! Jenny Blackhurst zdecydowanie stanie się jedną z moich ulubionych autorek thrillerów psychologicznych!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
17-04-2019 o godz 00:39 Anonim dodał recenzję:
Na początku książka wydawała mi się nudna ale jednak szybko się do niej przekonałam po tym jak akcja zaczął się zagęszczać ... Książka naprawdę wciąga i zaskakuje. Polecam każdemu :)
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
22-11-2019 o godz 13:35 Magdalena dodał recenzję:
Bardzo dobra ksiazka, trzyma w napieciu do ostatniej chwili, ciezko bylo przewidziec zakonczenie.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 1
5/5
08-11-2019 o godz 13:39 Anonim dodał recenzję:
Nie można się oderwać, niesamowite napięcie , ,uzależniające .
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
15-04-2019 o godz 18:11 Agnieszka Kaniuk dodał recenzję:
Dzieciobójczyni czy ofiara? Kiedy stajesz się matką, chcesz chronić swoje dziecko i robisz wszystko, aby zadbać o jego bezpieczeństwo. Wydaje się to tak oczywiste, że często nie jesteśmy nawet w stanie, pomyśleć o tym, by mogło być inaczej. Niestety, w życiu tak naprawdę niczego nie możemy brać za pewnik. Przekonała się o tym główna bohaterka najnowszej książki Jenny Blackhurst „Tak cię straciłam” - Susan. Gdy na świat przychodzi jej synek Dylan, nic nie jest takie, jakie miało być. Młoda mama popada w depresję poporodową, a kiedy już bodźce ze świata zewnętrznego trafiają do jej świadomości, dociera do niej coś, co zmienia jej życie w piekło. Wszyscy wokoło twierdzą, że z zimną krwią zabiła swoje własne zaledwie trzymiesięczne dziecko. Susan nie pamięta niczego z tamtejszych wydarzeń. Po prostu wierzy w to, co mówią jej policja, lekarze i mąż. Dźwigając na barkach piętno dzieciobójczyni, kobieta zostaje skazana na roczny pobyt w szpitalu psychiatrycznym oraz trzyletnią karę pozbawienia wolności. W momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w życie bohaterki, jej pobyt w więzieniu dobiega końca, a ona sama, choć nigdy nie potrafiła do końca pogodzić się z tym, co zrobiła, stara się, na tyle, na ile to możliwe rozpocząć nowy etap w swoim życiu. Powrót do funkcjonowania na wolności nie jest łatwy i nasza bohaterka doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego postanawia całkowicie odciąć się od dawnego życia. Zmienia nie tylko miejsce zamieszkania, ale i tożsamość, mając nadzieję, że to pomoże jej pozostać anonimową. Tym bardziej że do starego życia, nie ma po co wracać. Mąż nigdy jej nie wybaczy, a ojcu, który wspierał ją w całej drodze przez piekło, przez które, przeszła, nie potrafi spojrzeć w oczy. Z pomocą kuratora i poznanej w więzieniu przyjaciółki wszystko zaczyna się powoli układać, ale niestety względny spokój, który zapanował w życiu kobiety, nie trwa zbyt długo. Nagle przeszłość ponownie domaga się uwagi. Tajemnicza przesyłka, która w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach trafia do Susan, wywraca jej kruchy świat do góry nogami, bowiem wszystko wskazuje na to, że to, w co do tej pory wierzyła, może okazać się kłamstwem. Ktoś, kto przysłał jej tajemniczą kopertę ze zdjęciem chłopca, sugeruje, że Dylan żyje, a ona jest niewinna. Czy jest to tylko okrutny żart ze strony kogoś, kto mimo usilnych starań kobiety, by nikt nie kojarzę jej ze zdarzeniami, które miały miejsce cztery lata wcześniej, zdołał poznać jej przeszłość, czy rzeczywiście prawda? Tego oczywiście za wszelką cenę, będzie chciała dowiedzieć się matka dziecka. Zachęcam Was do tego, abyście wspólnie z główną bohaterką zaangażowali się w proces dążenia do prawdy, ponieważ, jak się przekonacie, wraz z tą trudną sprawą, zaczną wychodzić na jaw inne, nieznane dotąd Susan fakty z życia bliskiej jej osoby, o której dotychczas była przekonana, że wie wszystko. „Tak cię straciłam” to przyjmujący, trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej strony thriller psychologiczny, w którym autorka doskonale połączyła ze sobą płaszczyznę społeczną i obyczajową. Bohaterka opisanej na kartach książki historii, doskonale wie, jak społeczeństwo traktuje takie osoby, jak ona, dlatego pierwsza myśl, jaka przychodzi jej do głowy, to to, że jednak ktoś zna jej przeszłość i zrobi wszystko, by o niej nie zapomniała. A może nawet, chce wymierzyć jej jedyną, w jego mniemaniu słuszną karę. Czy życie Susan Jest w niebezpieczeństwie? Oczywiście, ode mnie tego się nie dowiecie, dlatego sięgnijcie koniecznie po książkę. Teraz skupmy się przez chwilę na samej konstrukcji powieści, ponieważ czytając książkę, zapewne zgodzicie się ze mną, że dla całości historii, jest to element niezwykle znaczący. Otóż w przypadku tej książki, akcja dzieje się dwutorowo. Czytamy o wydarzeniach, które miały miejsce cztery lata temu oraz o tym, co dzieje się obecnie, jak również o przyszłości, cofając się do zdarzeń rozpoczynających się w roku 1987. Muszę przyznać, że początkowo, zupełnie nie mogłam zrozumieć, czemu owa dwutorowość akcji ma służyć i jaki związek wydarzenia z lat 90-tych mogą mieć z tym, co przeżyła Sudan. Natomiast, kiedy już wszystko zaczęło układać się w jedną całość, a te, wydawałoby się niemające ze sobą nic wspólnego wątki, zaczęły się uzupełniać, byłam naprawdę pełna podziwu i uznania dla pomysłowości autorki i jestem pewna, że Wy również będziecie pod wrażeniem. A samo zakończenie sprawi, że nie będziecie mogli uwierzyć w to, co właśnie przeczytaliście. Ja sama po poznaniu zakończenia, którego nawet przez chwilę się nie domyślałam, miałam nieodpartą ochotę, by zacząć czytać wszystko jeszcze raz. Nie możemy również pominąć bez słowa kreacji bohaterów, którzy są bardzo wyraziści i autentyczni. Każda postać, nawet drugoplanowa jest w tej historii po coś, nie stanowi zbędnego tła, a ma do wykonania swoje zadanie, które w mniejszym, lub większym stopniu dopełnia całości historii. Blog Kocie czytanie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
4/5
06-05-2019 o godz 22:05 Dominika Jachimowska dodał recenzję:
Emma Cartwright jeszcze do niedawna nazywała się Susan Webster i była dzieciobójczynią. A przynajmniej tak jej powiedziano. Po tym, jak odsiedziała czteroletni wyrok w więzieniu, wyszła na wolność i zmieniła nazwisko, jej życie zaczęło się od początku tam, gdzie nikt jej nie znał i nie osądzał za czyn, któremu rzekomo była winna. Kiedy kobieta myśli, że przeszłość udało jej się zostawić daleko za sobą, zaczyna dostawać niepokojące listy, które sugerują, że… jej syn żyje. Susan chwyta się tej myśli jak tonący brzytwy i rozpoczyna śledztwo, które doprowadzi ją do nadawcy tajemniczych wiadomości. Być może wcale nie jest morderczynią… Jeśli tak, będzie gotowa zrobić wszystko, aby poświadczyć o swojej niewinności i odzyskać syna. Po Tak cię straciłam sięgnęłam w zasadzie w ciemno, mając w pamięci jedynie poprzednią książkę Jenny Blackhurst (Zanim pozwolę ci wejść) i pozytywne wrażenie, jakie ona na mnie wywarła. Pamiętam, że określiłam ją mianem „wzorcowego thrillera psychologicznego” i faktycznie taka była – trzymająca w napięciu, maksymalnie wciągająca i zmuszająca do zagłębiania się w dusze bohaterów. Cieszy mnie fakt, że wydawnictwo Albatros bierze pod swoje skrzydła powieści tej autorki, ponieważ – jak wcześniej podejrzewałam, a teraz nabrałam pewności – jest ona jedną z tych pisarek, po których twórczość będę mogła sięgać z zamkniętymi oczami, nie martwiąc się o to, czy lektura przypadnie mi do gustu. Przypadnie, z pewnością, ponieważ Jenny Blackhurst tworzy PORZĄDNE w każdym tego słowa znaczeniu książki, w których ciężko odkryć jest wady. Na samym początku poznawania historii Susan miałam w głowie tę myśl, że właściwie to już skądś tę całą sytuację znam – motyw matki dzieciobójczyni tudzież kobiety, której wmawia się morderstwo, nie jest niczym odkrywczym. Nie zmienia to jednak faktu, że temat ten wciąż jest kontrowersyjny i nie sposób podejść do niego bez emocji. Domniemane morderstwo, jakiego dopuściła się Susan, szerokim echem obiegło kraj, a media rozpisywały się o nim, nie pozostawiając na kobiecie suchej nitki. Choć lekarze, świadkowie oraz mąż kobiety nie mają wątpliwości co do tego, co naprawdę wydarzyło się tego dnia, sama Susan nie pamięta ani chwili z tego zdarzenia. Do tej pory bez sprzeciwu wierzyła we własną winę, popartą wieloma dowodami, jednak z biegiem czasu – i kolejnymi przesyłkami, jakie zaczyna dostawać – budzi się w niej opór. Jak to możliwe, że po tak straszliwej zbrodni w jej głowie nie pozostało ani jedno wspomnienie? Czy istnieje choć najmniejsze prawdopodobieństwo, że od samego początku była oszukiwana? Susan od pierwszych stron nie zrobiła na mnie pozytywnego wrażenia, jednak jej zachowanie można zrozumieć, mając w pamięci to, przez co przeszła – zabójstwo, proces, więzienie, społeczny ostracyzm… Kobieta była złamana życiem, krótko mówiąc. Obawiała się wychodzić na ulicę i patrzeć ludziom w twarz, nie chcąc być rozpoznaną. Była krucha, potulna i nieporadna. Susan jest jednak bohaterką, która ewoluuje – z każdą kolejną stroną stawała się silniejsza, a moment, w którym w jej sercu pojawia się iskierka nadziei na to, że jej syn jednak żyje, jest dla niej momentem przełomowym. Od tej pory, choć często nieudolnie, ale stara się odzyskać pewność siebie, zdecydowanie i siłę, aby walczyć o swoje dziecko. Nie powiem, abym w jakiś szczególny sposób zapałała sympatią do tej postaci, jednak biorąc pod uwagę determinację, z jaką dążyła do celu, musiałam spojrzeć na nią z podziwem i uznaniem. Historia opowiedziana w Tak cię straciłam ma dwa główne wątki: pierwszy skupia się na głównej bohaterce Susan Webster, jej rzekomym przestępstwie, otrzymywanych pogróżkach i dochodzeniu do prawdy; natomiast równolegle z nim toczy się wątek pozornie zupełnie niezwiązany z Susan, w którym poznajemy młodych chłopców: Willy’ego, Jacka i Matta. Jak można się domyślić, wątki te z każdą kolejną stroną coraz bardziej się zawiązują, zdążając do połączenia obu historii. Ogromny plus autorce należy się za to, że sposób, w jaki to następuje, jest całkowicie nieoczywisty i domyślenie się, co wspomniani nastolatkowie mają wspólnego z Susan i jej synem, jest niesamowicie trudne. Dodam jeszcze, że w związku z drugim z wątków, opowieścią o Willym, Jacku i Mattcie, nieoczekiwanie jesteśmy świadkami wielu scen brutalności. Są one zaskakujące i miejscami budzą autentyczną grozę i zgorszenie. Ale w końcu cóż by to był za thriller bez odrobiny strachu? Jenny Blackhurst bardzo sprytnie szerzy nieufność czytelnika do wszystkich bohaterów. Choć o niewinności Susan byłam przekonana od samego początku, pozostałe postacie ani trochę nie budziły mojego zaufania. Przez kwestie, jakie autorka wkładała w ich usta, oraz zachowanie, jakie im narzucała, miałam wrażenie, że każda osoba, która kręci się wokół Susan, jest potencjalnie winna, a już na pewno nie ma czystego sumienia. Ciąg dalszy: booksofsouls.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
17-06-2019 o godz 15:52 GirlsBooksLovers dodał recenzję:
Susan Webster to kobieta osądzona o zabójstwo swojego trzymiesięcznego synka Dylana, jednak nic nie pamięta, ale skoro wszyscy – policja, mąż, lekarze twierdzą, że odpowiada za śmierć dziecka, to tak musi być. Cztery lata później wychodzi z więzienia, nikt nie miał wiedzieć, gdzie mieszka i nie znać jej całkowicie nowej tożsamości. Teraz nazywa się Emma Cartwright. Pewnego dnia otrzymuje przesyłkę, a w niej fotografię małego chłopca... „Gdybyś każdego dnia przez ostatnie tysiąc siedem dni pragnął umrzeć z powodu tego, co jak ci powiedziano, zrobiłeś swojemu synkowi i gdybyś potem dowiedział się, że istnieje możliwość, choćby znikoma, że jednak tego nie zrobiłeś, a twój synek żyje i dobrze się miewa, to czy nie uczepiłbyś się takiej nadziei ze wszystkich sił? Ktoś podsunął mi tę myśl, być może przelotną, bo jest okrutnym człowiekiem albo chce mnie nastraszyć, sama nie wiem.” Od kogo Emma dostała przesyłkę? Czy chłopiec ze zdjęcia będzie jej synem? Jakie tajemnice skrywa były mąż Emmy – Mark? „Miał poduszkę na twarzy, był zimny jak lód, ostatnie tchnienie odebrała mu kobieta, która, jak sądziłem, była miłością mojego życia. Nie mogę sobie pozwolić na złudne nadzieje, że on żyje. Pamiętam jak na parkingu przed szpitalem trzymałem go na rękach, błagając by zaczął oddychać, wołając o pomoc, o ratunek dla mojego pięknego synka, którego imię ledwie przechodzi mi przez gardło.” Jenny Blackhurst to brytyjska pisarka. Zadebiutowała w Anglii znakomicie przyjętą powieścią „Tak cię straciłam” należącą do gatunku thrillera psychologicznego. Osobiście bardzo lubię tego typu powieści, dlatego w momencie, gdy pojawiła się w zapowiedziach, byłam bardzo jej ciekawa. Niestety, dotychczas nie miałam jeszcze przyjemności przeczytania innych, wydanych w Polsce propozycji tej autorki, dlatego moją przygodę zaczynam właśnie od historii Susan/Emmy. Nie będę ukrywała, że opis jest niesamowicie zachęcający i byłam zaintrygowana jak będzie tu poprowadzona akcja i czy autorka zafunduje nam zaskakującą opowieść czy po prostu coś neutralnego, przy czym spędzę jedynie przyjemny wieczór. Już teraz na wstępie powiem Wam, że jest to genialna powieść, znakomicie napisana, świetnym prostym stylem, z wieloma wątkami jednak każdy w odpowiednim czasie zostaje zamknięty, Od momentu, kiedy zaczęłam czytać tę książkę, pomimo tego, że niejednokrotnie musiałam odłożyć poprzez różnorodne obowiązki, odliczałam minuty, abym mogła poznać dalszy ciąg tej historii i dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi, kto jest tak niezrównoważony, aby posunąć się do tak bestialskich czynów. Fabuła powieści jest nieprzewidywalna, a cała treść urozmaicona fragmentami wspomnień wydarzeń z przeszłości byłego męża Susan, co przyznam się szczerze, niesamowicie mnie zaskoczyło, nie chcę Wam zdradzać dokładnie, co tam jest, ale ja dosłownie zbierałam szczękę z ziemi, szczególnie przy zakończeniu, jak coraz to nowsze fakty wychodziły na światło dzienne. Bohaterowie są wykreowani znakomicie. Susan, Cassie i Nick są to postacie, które bardzo polubiłam, szczególnie Susan. Jest to osoba niesamowicie silna, zdeterminowana do dojścia do prawdy i dowiedzenia się, co się tak naprawdę wydarzyło tamtego feralnego dnia, niejedna kobieta będąc na jej miejscu, nie poradziłaby sobie z natłokiem informacji i przypuszczeń, które spadły na jej barki. Natomiast Cassie to przyjaciółka, która zawsze dzielnie ją wspierała, choć poznały się w dość nietypowym miejscu, to główna bohaterka wiedziała, że zawsze może na nią liczyć. Była dla niej wsparciem, w momentach, gdy najbardziej tego potrzebowała, ale potrafiła również dać pstryczka w nos. No i Nick, co do niego początkowo miałam mieszane uczucia, ale z każdą kolejną stroną, zyskiwał moją sympatię coraz bardziej. „Tak cię straciłam” wzbudza niebywale ogromne emocje, czytając ją, odczuwałam całą sobą, stres towarzyszący głównym bohaterom, a samo zakończenie wbija w fotel i czytelnik, w żadnym wypadku nie spodziewa się takiego obrotu spraw. Ja jestem tą powieścią zachwycona i z ogromną przyjemnością sięgnę po kolejne powieści tej autorki, aby przekonać się czy pozostałe również zostały napisane w tak genialny sposób, jak ta, która w Anglii była jej debiutem. A Wy jeśli lubicie pełne napięcia książki, których zakończenie pozostawi Was z pytaniem „Czy to naprawdę jest już koniec?”, musicie koniecznie sięgnąć po tę propozycję, a gwarantuję Wam, że się nie zawiedziecie. Gorąco polecam. Paula https://girlsbookslovers.blogspot.com/2019/06/jennyblackhurst-tak-cie-straciam.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
06-06-2019 o godz 14:08 justa21 dodał recenzję:
Winna? Narodziny dziecka to wyjątkowy moment, ale jest to też chwila, wraz z którą zmienia się cały świat i tak naprawdę już nic nigdy nie jest tak samo, jak przed porodem. Na świat przychodzi bowiem nowe życie, owoc naszej miłości, który sprawia, że zapominamy o bólu porodu, tak jak później każdy uśmiech dziecka sprawia, że nie pamiętamy o nieprzespanych nocach i innych uciążliwościach związanych z wychowaniem malucha. Mogłoby się wydawać, że pojawienie się małego człowieczka to moment, na który czekają wszystkie kobiety, że uczucie trzymania w ramionach swojego dziecka, jest nieporównywalne z innymi, że pozwala doświadczyć absolutnego szczęścia. Niestety, okazuje się, że nie wszystkie kobiety myślą dokładnie tak samo – szacuje się, że średnio jedna na dziesięć kobiet, nie będzie mogła cieszyć się z pojawienia się na świecie potomstwa, bowiem zostaje dotknięta depresją poporodową. Ten wstydliwy temat o którym zwykle się nie mówi, to poważne zagrożenie zarówno dla zdrowia matki, jak i życia. Tymczasem z badań wynika, że w samej tylko Polsce nawet co ósma kobieta w ciąży cierpi na depresję okołoporodową, zaś depresja poporodowa dotyka około 10 do 15 procent matek. O tym, jakie mogą być konsekwencje tej choroby przekonujemy się czytając o Susan Webster, wyrodniej matce, która zamordowała swojego trzymiesięcznego synka Dylana, dusząc go poduszką. W trakcie procesu sądowego stwierdzono, że cierpiała na psychozę połogowa i uznano ją za winną zabójstwa drugiego stopnia, skazując na cztery lata. Trafiła do zakładu psychiatrycznego w Oakdale z czteroletnim wyrokiem, skąd po prawie trzyletnim pobycie została warunkowo zwolniona. Ze szpitala wyszła z nową tożsamością, z Susan Webster zmieniając się w Emmę Cartwright, zamieszkałą w uroczym miasteczku w Shropshire. Nowe nazwisko w żaden sposób nie jest jednak w stanie wymazać tego, co przeżyła. W trakcie pobytu w zakładzie rozwiódł się z nią mąż, Mark, odtrąciła też swojego ojca, a także nielicznych znajomych, którzy zjawili się u niej z wizytą. Teraz Emma próbuje zacząć nowe życie, ale nie jest to łatwe ze świadomością, że zamordowała swoje dziecko. Szczególnie, że zupełnie nic nie pamięta z tamtego dnia, nie jest też w stanie uwierzyć, że była w stanie tego dokonać. Tym większą traumą jest dla niej zawartość otrzymanej na nowy adres przesyłki – zdjęcie roześmianego, około czteroletniego chłopczyka, które podpisane jest imieniem Dylana. Kto mógłby sobie tak okrutnie z niej żartować? Kiedy jednak otrzymuje kolejną paczkę, a w niej kocyk Dylana, zaś w swoim łóżku znajduje obdartego ze skóry kota, sprawa robi się poważna. Czy ktoś z nowego miasta poznał jej prawdziwą tożsamość i próbuje zmusić ją do wyjazdu? A może to były mąż pragnie zemścić się za morderstwo syna? Wspólnie z dziennikarzem jednego z magazynów, Nickiem Whitely, Susan stara się poznać tożsamość swojego prześladowcy, choć nawet się nie spodziewa, do czego to prywatne śledztwo ją doprowadzi. Czy to możliwe, że ona sama padła ofiarą straszliwej intrygi? Co wspólnego ma morderstwo, do którego doszło w pobliżu jednej z uczelni wyższych ponad dwadzieścia lat temu, z morderstwem jej synka? Na te, a także na wiele innych pytań poszukiwać będziemy wraz z Susan odpowiedzi dzięki fenomenalnej powieści pt. „Tak cię straciłam”, autorstwa Jenny Blackurst. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Albatros książka, to wstrząsający dowód na to, jak łatwo jest oskarżyć i skazać człowieka, a co więcej, jak łatwo jest manipulować otoczeniem. Powieść jest znakomitą lekturą zarówno dla miłośników thrillerów, powieści kryminalnych, jak i dla wszystkich, którzy chcą zanurzyć się w jedną z najlepszych powieści, jakie zostały wydane. Wciągająca intryga, brawurowo prowadzona akcja, doskonale nakreśleni bohaterowie – to wszystko sprawia, że od książki nie można się oderwać. Zagłębiamy się nie tylko w prowadzone śledztwo, które zatacza coraz szersze kręgi, ale również w umysł bohaterki, która nie wydaje się być zdolna do popełnienia morderstwa, a jednak została za jego popełnienie skazana. Czy słusznie? Justyna Gul Qultura słowa
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-05-2019 o godz 20:16 Ruda Recenzuje dodał recenzję:
Po kilkuletnim pobycie w zakładzie psychiatrycznym, Susan wychodzi na wolność. Wydaje się, że kobieta uporała się z przeszłością, a nowa tożsamość pozwoli jej rozpocząć wszystko od początku. Ale ktoś postanawia namieszać Susan w głowie, sugerując, że dokonana przez nią zbrodnia nigdy nie miała miejsca… Z twórczością Jenny Blackhurst spotkałam się już wcześniej, przy okazji lektury powieści “Zanim pozwolę ci wejść”. Bardzo dobrze wspominam tamtą książkę i liczyłam na to, że i tym razem nie zawiodę się na stylu i wyobraźni pisarki. „Tak cię straciłam” rozpoczyna się dość powoli i raczej spokojnie. Choć zapowiada się dobrze, to jednak nie od razu wydarzenia nabierają rozpędu. Narracja jednak jest na tyle interesująca, a język autorki tak lekki i przyjazny, że czyta się dobrze i nawet nie zauważa, kiedy mijają kolejne strony, a akcja zaczyna się toczyć w zawrotnym tempie. W ten sposób, stopniowo wprowadzając nas do świata Susan, zapoznając z przeszłością, dając do zrozumienia, jak niewiele jeszcze wiemy, Blackhurst wyostrza nasz czytelniczy apetyt i pozwala, by buzowało w nas napięcie. A jak to bywa w przypadku dobrego thrillera, nie mogło się obyć bez kilku niezbędnych elementów- mrocznej przeszłości, skrywanych tajemnic, niepokojących bohaterów, zwrotów akcji i uczucia, że to tylko cisza przed burzą, a wszystko zmierza w kierunku nieznanego i niewyjaśnionego. Tym razem również nie zabrakło w powieści tych elementów, dzięki czemu rzeczywiście podczas lektury możemy poczuć olbrzymią ciekawość, lekki niepokój oraz konieczność podążania za autorką w celu rozwiązania zagadki. Bo dopiero kiedy wszystkie składniki układanki znajdą się na swoim miejscu, czytelnik może się przekonać, że ta lektura warta jest poświęconego jej czasu i wypada wyjątkowo dobrze na tle obiecywanych, a jednak dość mdłych thrillerów, które zalewają rynek każdego dnia. „Tak cię straciłam” to dobrze zaplanowana, gruntownie przemyślana i świetnie spisana historia, w której ciężko do czegokolwiek się przyczepić. Z jednej strony bowiem autorka bazuje na sprawdzonych technikach, opierając się na sekretach i pokazując, jak wpływają one na życie bohaterów, wykorzystuje mroczną przeszłość, a książkowe postacie obdarza zestawem bardzo nieprzyjemnych cech. Z drugiej zaś strony Blackhurst wprowadza do książki kwestie, które uderzają w czytelnika z innego powodu, nadając całości realizmu, skłaniając nas do refleksji i konieczności zajęcia stanowiska wobec opisywanych wydarzeń. Duże znaczenie w przypadku tego typu historii ma niewątpliwie sposób ich przedstawienia. A czy można mocniej podziałać na wyobraźnię czytelnika, niż decydując się na relację z pierwszej ręki? Wydarzenia poznajemy oczami Susan, bohaterka opowiada także o swoich odczuciach. Dzięki temu całość nabiera charakteru, wydaje się bardziej emocjonalna, przypomina mroczny dziennik. Moim zdaniem pierwszoosobowa narracja zwiększa wartość thrillerów, sprawiając, że wyczuwalne napięcie jest większe, a opisywane sceny zdają się bardziej autentyczne. Ważną rolę odgrywają w tej opowieści również bohaterzy, zarówno Ci z pierwszego planu, jak i postacie pozostające w tle. Każda z nich została skonstruowana w taki sposób, że pod odpowiednim kątem możemy dostrzec w nich nas samych. Nie zawsze będzie to przyjemne odczucie, ale kto z nas nie ma nic na sumieniu? „Tak cię straciłam” to przekonująca i niepokojąca historia, która mogłaby się wydarzyć. Czy masz odwagę się z nią zmierzyć?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
25-04-2019 o godz 12:01 Kinga Łuczyńska dodał recenzję:
To już druga ksiażka tej Autorki, jaką udało mi się w ostatnim czasie przeczytać. Przy pierwszej książce ,,Czarownice nie płoną" zrobiła na mnie spore wrażenie, książka zdecydowanie przypadła mi do gustu, ale ,,Tak Cię straciłam", jeszcze bardziej mnie urzekłą i zaskoczyła. Chodzi tutaj przede wszystkim o pomysły, o to w jaki sposób tworzy, w jaki sposób kreuje rzeczywistość, jak wprowadza swój plan pisarki do życia, to jest coś niesamowitego. Tutaj jest wszystko, to taki trochę rollerconster. Tutaj mamy ogrom emocji, uczuć, często gubimy się w tym co pisze Autorka! Ale uwaga! To są zabiegi celowe, które mają nas zwalić z nóg i sprawić, że nie bedziemy w stanie odłożyć tej książki na później. U mnie właśnie tak było, ja nie mogłam zrezygnować z tej lektury. I choć przyznam, całkiem sporo czekała u mnie na półce do przeczytania. Później żałowałam, że zabrałam się za inne lektury, a tę ominęłam. Dla Autorki jeszcze jeden plus, ona potrafi podczas lektury tak nami manipulować, tak wprowadzać w błąd, tak zaskakiwać, że nawet jak nam się wydaje iż znamy rozwiązanie i jesteśmy o krok przed Autorką, to są to tylko nasze błędne przypuszczenia. Bo jak się okazuje, Jenny Blackhurst potrafi wprowadzić czytelnika w błąd i to od początku do samego końca. I to napięcie! Ono jest wyczuwalne niemal w każdym calu, pojawia się po przeczytaniu kilku kartek i trzyma się już tak przez całą książkę, a dodałabym nawet fakt, że pod koniec nawet zwiększa się to napięcie. I najlepsze, z racji tego, że jest to thriller psychologiczny, to oczywiście istotne tutaj są również i uczucia, zachowania i aspekty, które kierują bohaterami. Ciekawe jest to, że akcja tej książki rozgrywa się, że tak powiem dwutorowo. Mamy tutaj ukazane różnego rodzaju wydarzenia, sprzed kilku lat ( chyba czterech) i te obecne, jest też mowa o przyszłości. I choć z początku może nam się wydawać, że nic tutaj do siebie nie pasuje. Prawda jest taka, że jednak po pewnym czasie wszystko zaczyna układać nam się w głowie w logiczną całość... A wszystko zaczyna do siebie pasować, jak puzzle z układanki. Opis fabuły Susan- główna bohaterka wychodzi ze szpitala psychiatrycznego. Sama dokładnie nie wie co się z nią działo wcześniej, ani obecnie. Jest zmieszana i nie do końca wie komu ma ufać. Szybko jednak wierzy w to, co mają jej inni do powiedzenia na jej temat. Na dodatek ma zmienioną tożsamość. Wszystko zostało usunięte i zmienione, a Susan od dzisiaj ma nazywać się Emma. Dziewczyna stale poszukuje odpowiedzi na pytanie, co tutaj robiła i czemu się tu w ogóle znalazła. Lekarze odpowiedzieli jej, że zabiła małego synka, a oni stwierdzili u niej chorobę psychiczną. Dla niej jest to ogromny szok, bo ona sama nic nie może sobie przypomnieć, nic nie pamięta. Nie wie do końca czy może ufać obcym ludziom... To dla niej czysta tragedia, bo przecież to niemożliwe, jak można nie pamiętać tego, że zabiło się swojego synka? A może jednak nie do końca jest tak jak mówią jej inni... A może oni tylko próbują właśnie wmówić jej to co chcą? Wszystko zaczyna jej się mieszać w głowie i zaczynają się pojawiąc dziwne pytania. Stale jednak ma gdzieś z tyłu fakt, że oni ją oszukują, a jej syn przecież może dalej żyć. Może ona wcale go nie zabiła? Przecież tego nie pamięta? Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Albatros.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
04-04-2019 o godz 09:57 Bookendorfina Izabela Pycio dodał recenzję:
"Choć pogodziłam się z tym, co zrobiłam, nie oczekuję wybaczenia. Wiem, że nigdy nie wybaczę sobie samej." Wbrew pozorom prawda nie zawsze jest jednoznaczna i klarownie przejrzysta, nawet dla osoby, która była naocznym świadkiem danego wydarzenia, a co dopiero dla osoby, która na skutek dramatycznych przeżyć częściowo straciła pamięć i pozostaje jej zaufać relacjom innych. A jeśli bliscy i przyjaciele znają tylko kilka z wielu odcieni prawdy, czy można w oparciu o ich słowa przyjmować, że taki był faktyczny przebieg wypadku, przyjąć konsekwencje własnych czynów, zmierzyć się z wyrzutami sumienia, odpokutować za winy i starać się budować nową tożsamość, nadać sens dalszemu życiu? Autorka porusza w powieści wiele aspektów relacji z innymi ludźmi, stopnia ufności wobec ich życzliwości, przyjaźni i miłości, skłania do zastanowienia, czy jesteśmy w stanie w pełni poznać drugą osobę. Podobał mi się pomysł na intrygę, z jednej strony wszechobecny i powtarzający się, z drugiej cechujący się indywidualizmem i odrębnością. Mniej już przekonała mnie jakość nici użytych do uszycia intrygi, kilka elementów wydawało się zbyt naciąganych i przejaskrawionych, brak realności przeszkadzał w intensywnym wpływaniu na wyobraźnię czytelnika. Przykładowo psychologiczna oprawa portretu matki starającej się wyjaśnić, co tak naprawdę stało się z jej trzymiesięcznym synkiem, z okrojoną paletą skrajnych emocji towarzyszących utracie dziecka. Nie chodzi o to, że kluczowa postać miała wpadać w ekstremalną rozpacz, nawet cztery lata po fatalnym zdarzeniu, ale nie do końca rozumiałam zachowania bohaterki nazbyt ulegającej wpływom chwilowych uczuć, niekoniecznie ukierunkowanych w dobrą stronę. I choć thrillerowi brakuje nieco esencjonalności, to jednak mknie się po jego stronach. Równomiernie rozkłada napięcie, utrzymuje uwagę odbiorcy, kumuluje akcję w dobrych momentach, nadaje dynamiczne rytmy. Niektóre elementy fabuły cechują się łagodną przewidywalnością, ale za to inne potrafią zaskoczyć i zachęcić do snucia interpretacji, a o to głównie chodzi w budowaniu napięcia i niecierpliwości poznawania. Emma Cartwright, skazana za nieświadome zabicie synka Dylana, odsiedziała już karę, teraz od pięciu tygodni próbuje ułożyć swoje życie na nowo, zrywa dawne znajomości, nawet z rodziną, zmienia tożsamość i miejsce zamieszkania. Jednak ktoś nie pozwala na zapomnienie bolesnych faktów, drobne złowrogie incydenty odgrzebują wyrywkowe wspomnienia, odświeżają rany i zmuszają kobietę do stawienia czoła demonom przeszłości. Wraz z pomocą nowej przyjaciółki i mocno zainteresowanego sprawą dziennikarza, Emma rozpoczyna własne dochodzenie. Czy za zabójstwem dziecka kryje się jedynie jej depresja poporodowa? Kilka kawałków układanki życia nie chce wskoczyć na właściwe miejsce, pomimo oficjalnej wersji zdarzeń, zatwierdzonej przez męża, lekarzy, policję i sąd. Jakie kłamstwa wypełzają na światło dzienne i jak sobie z nimi poradzić? Dlaczego trzeba cofnąć się do faktów sprzed niemal trzydziestu lat? Co najbardziej przeraża w tej historii, czym szokuje, a czym zadziwia? bookendorfina.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
28-04-2019 o godz 18:43 ryszawa.blogspot.com dodał recenzję:
Susan została skazana za zabicie swojego maleńkiego synka. Podobno udusiła go poduszką, problem w tym, że zupełnie tego nie pamięta. Po wyjściu na wolność zmienia imię oraz nazwisko i próbuje na nowo zacząć życie, choć piętno przeszłości ma ciągnąć się za nią do końca jej dni. Wkrótce zaczynają się dziać dziwne rzeczy, które wzbudzają w kobiecie nadzieję, że jej syn żyje. Temat utraty pamięci, czy to częściowy, czy też całkowity bardzo często pojawia się w thrillerach psychologicznych i jest dość oklepany. Muszę przyznać, że twórczość Jenny Blackhurst nie przypadła mi zbytnio do gustu. Zanim sięgnęłam po „Tak cię straciłam”, miałam już za sobą lekturę książki pt. „Zanim pozwolę ci wejść”. Obie pozycje mnie wynudziły, ale możliwe, że jest to po prostu kwestia gustu, gdyż mojej koleżance bardzo się one podobały. Jaki jest mój największy zarzut wobec opisywanej przeze mnie pozycji? Całość jest ogromnie naciągana, wręcz odrealniona i ledwo trzyma się przysłowiowej kupy. Począwszy od zabójstwa dziecka, na które nie ma dostatecznej ilości dowodów, poprzez sytuacje z przeszłości, które są ukazywane czytelnikowi w formie wspomnień, aż do przekombinowanego zakończenia. Nie wspominając już nawet o tym, że w życiu głównej bohaterki pewnego dnia zjawia się mężczyzna, który bezinteresownie stara się jej pomóc, stając się dla niej niemal rycerzem, brakuje mu jedynie zbroi. Główna bohaterka działała mi niekiedy na nerwy. Z jednej strony próbowałam ją zrozumieć ze względu na sytuację, w której się znalazła oraz na bezwarunkowe uczucia, jakimi matka darzy swoje dziecko, ale zachowywała się ona skrajnie nieodpowiedzialnie. Jej wybuchy nerwów w stosunku do osób, które próbowały jej pomóc, były równie nie na miejscu. Uważam, że potencjał został zmarnowany. Przez większą część książki najzwyczajniej w świecie się nudziłam i marzyłam tylko o tym, by nareszcie dobić do końca, poznać prawdę i ze spokojem móc odłożyć tę pozycję na półkę. Szkoda, że dłuży się ona w nieskończoność. Może, gdyby autorka poprowadziła tę historię w nieco inny sposób, to byłaby ona ciekawsza. W „Tak cię straciłam” prócz bieżących sytuacji, poznajemy również zdarzenia mające miejsce między 1987, a 1992 rokiem. Zdecydowanie bardziej byłam ciekawa ich, niźli dochodzenia prowadzonego przez Susan. Początkowo owa retrospekcja zdaje się zupełnie niepowiązana z historią bohaterki, ale z czasem poszczególne elementy układanki wskakują na odpowiednie miejsce. Postaci jest całkiem sporo i ciężko było mi się wśród nich odnaleźć, na szczęście, gdy udało mi się to zrobić, łatwiej było mi zrozumieć opowieść, co nie zmienia jednak faktu, że w dalszym ciągu była ona dla mnie nużąca. Nie mogę stwierdzić, bym do kogokolwiek w tej pozycji zapałała sympatią. Raczej wszyscy byli mi obojętni. Pozycję można potraktować jako niezobowiązującą lekturę, ale raczej nie jest ona czymś, co zapamiętam na długo. Widziałam, że zbiera ona również wiele pozytywnych recenzji, więc najlepiej będzie, jeśli przekonacie się sami, czy odpowiada Wam ona, czy też nie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
27-05-2019 o godz 13:03 Marta dodał recenzję:
To moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale nie pierwsze z tym tematem. Co prawda nie pamiętam tytułu mojego pierwszego zainteresowania, ale druga za to utkwiła mi w pamięci. "Bezdomna", bo o niej mowa, autorstwa Katarzyny Michalak wprowadziła mnie w świat, o którym nie miałam pojęcia. Dzięki tej książce było mi bardzo łatwo przejść przez świat Susan Webster. Myślałam, że nic mnie w książce nie zaskoczy, a jednak.. :] Powieść opowiada historię młodej matki, niepamiętającej kulminacyjnego momentu, śmierci własnego dziecka. Susan zostaje oskarżona za uduszenie swojego trzymiesięcznego synka w wyniku depresji poporodowej. Trafia do zakładu psychiatrycznego, gdzie po dobrym sprawowaniu zostaje zwolniona po odbyciu połowy kary. Wydawałoby się, że książka będzie opowiadać jak Susan stara się dotrzeć do prawdy, dlaczego zabiła z zimną krwią swojego ukochanego synka oraz jak będzie starała się wrócić do naszej szarej codzienności, gdyby ktoś nie zaczął podrzucać kobiecie obecnych zdjęć i rzeczy należących do jej synka. Kobieta jest zdruzgotana absurdalnymi sytuacjami, które miały miejsce, biorąc pod uwagę, że zmieniła swoje dane oraz adres zamieszkania. Na szczęście z pomocą przychodzi przyjaciółka - współlokatorka pokoju z psychiatryka oraz tajemniczy reporter. W trakcie ich prywatnego śledztwa kobieta może liczyć na delikatne wsparcie odtrąconego ojca i byłego już męża. Ale czy zdaje sobie sprawę, że oprócz jednej zagadki rozwiąże kilka? Czy zdoła zaufać samej sobie? Czy jej synek jakimś cudem żyje i uda się jej ułożyć życie na nowo? Przyznaję szczerze, że od początku wiedziałam co się tu święci. Czułam, że lektura jest ciekawa od pierwszej strony, ale nie potrafiłam znieść myśli, że dobrze nie zaczęłam czytać, a już wszystko rozgryzłam. Thriller wydawał mi się łudząco podobny do polskiej historii, dopóki nie zaczęły się włamania. I od tamtej pory za całą sytuację miałam swojego wytypowanego bohatera. Autorka doskonale podpowiada jak wykluczać kolejno bohaterów, ale takiego zakończenia się nie spodziewałam. Oczywiście nie mam tu na myśli finał, czy Susan odnajdzie syna, ale o człowieku, który pociągał za sznurki. Co prawda na początku powieści przemknęła mi przez myśl Uważaj na.. (nie chcę zdradzać Wam płci :]), ale tak jakoś wypadło mi to z głowy. Z początku trudno było mi zrozumieć osobne rozdziały z przeszłości Willy'ego. To one głównie dają nam jasny przekaz na co zwracać szczególną uwagę przy śledztwie. Ale czy na pewno wyjaśni wszystko? Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o matczynej miłości, koniecznie musisz sięgnąć po tę książkę. Polecam z całego serca każdej kobiecie, każdej matce i.. nie tylko!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
26-04-2019 o godz 19:01 Caroline Livre dodał recenzję:
NAPRAWDĘ ZABIŁAM? Susan Weber wychodzi na wolność po 4-letnim pobycie w zakładzie karnym, w którym odsiadywała wyrok za zabójstwo swojego syna. Kobieta zupełnie nie pamięta popełnionej zbrodni i nadal ciężko jej uwierzyć, że w wyniku depresji poporodowej mogła się dopuścić takiego czynu. Gdy próbuje rozpocząć nowe życie, z nową tożsamością i w nowym miejscu, zaczyna otrzymywać rozmaite “znaki” – wycinki z gazet, listy i zdjęcia, z których jasno wynika, że jej dziecko żyje. Czy to może być prawda? Czy naprawdę mogło dojść do tak tragicznej pomyłki? Po "Tak Cię straciłam” sięgnęłam z zainteresowaniem. Jak i w poprzedniej książce autorki, tak i tym razem bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę powieści. W końcu sama wizja jest niezwykle intrygująca i skłania do zadania sobie samemu nadrzędnego pytania – kim jesteś i jak dobrze siebie znasz? Niestety, nie wzięłam jednak pod uwagę, że nawet najlepszy potencjał bardzo łatwo można zmarnować. Prawdę mówiąc, przez pierwsze pół książki nudziłam się niemiłosiernie. Niby wszystko w porządku, ale książka zupełnie nie porywa, nie intryguje i nie potrafi zainteresować. Przynajmniej nie mnie… „Będę grzebać w przeszłości i obym tylko nie wykopała za wiele kościotrupów.” Powieść składa się z dwóch przeplatających się narracji – oprócz historii Susan i bieżących wydarzeń mamy również do czynienia z retrospekcją z przeszłości, która wydaje się zupełnie niezwiązana z głównym tokiem fabuły. Jeśli chodzi o bohaterów, to nie mogę powiedzieć, żebym zapałała do nich sympatią. W sumie ciężko mi dokładnie określić, co właściwie było z nimi nie tak, ale wydawali mi się zbyt neutralni, sztywni, a chwilami – niekoniecznie zbyt inteligentni. Może po prostu jestem przyzwyczajona do zdecydowanych, pewnych siebie mądrych postaci, ale to inna kwestia. Co do fabuły, to dopiero pod koniec zaczyna się robić ciekawie. Historia okazuje się mocniej skomplikowana i zagmatwana, niż ktokolwiek by przypuszczał. W moim odczuciu – również chwilami nie do końca realna, ale cóż, to moja opinia. W książce najbardziej zabrakło mi takiej typowej psychologii – wytłumaczenia, co wpłynęło na to, że bohaterowie postępują w określony sposób, a w kontekście Susan – zastanowienia, czy aby na pewno wie, kim tak naprawdę jest. “Tak Cię straciłam” to dla mnie kryminał ze średniej półki – ani nie beznadziejny ani nie wyśmienity. Polecić mogę przede wszystkim fanom autorki 🙂 www.carolinelivre.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
30-04-2019 o godz 15:29 Patrycja Kunicka dodał recenzję:
"Zawsze wiedziałam, że kara za mój czyn była zbyt lekka. Dopiero ten ktoś każe mi naprawdę cierpieć" Powieść "Tak Cię straciłam" miała swoją premierę 03.04. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z twórczością Jenny Blackhurst , a jak się okazało ta książka to jej debiut wydawniczy . W Polsce zostały wydane jeszcze dwie jej powieści i po jedną z nich sięgnęłam od razu po przeczytaniu tej. Był to bardzo udany debiut i ja jestem na tak! Susan Webster miała życie jak z bajki. Kochający mąż, piękny dom i cudowny kilkumiesięczny synek. Wszystko pęka jak bańka mydlana. Kobieta zostaje skazana i osadzona za zabójstwo własnego dziecka. Po kilku latach wychodzi na wolność. Zmuszona jest do zmiany tożsamości i przeprowadzki. Susan, a teraz już Emma stara się za wszelką cenę ułożyć sobie życie i wybaczyć czyn, którego się dopuściła. Niestety koszmar sprzed lat wraca do kobiety ze zdwojoną siłą. Otrzymuje ona zdjęcie chłopca, który podobno ma być jej zmarłym synkiem. Kolejną przesyłką okazuje się być kocyk Dylana. Susan jest przekonana, że ktoś poznał jej tożsamość i stara się zemścić za zabójstwo, którego dokonała. Jednak kolejne wydarzenia zmuszają ją do działania i próby odkrycia prawdy. Kobieta chcę udowodnić, że nie zabiła swojego syna. Na światło dzienne wychodzą sprawy, które dla Susan miały na zawsze zostać tajemnicą. Czy kobieta udowodni swoją niewinność i odnajdzie syna? W jaki sposób jej historia związana jest z morderstwem studentki sprzed ponad dwudziestu lat? "Nie ufałam sobie jako kobiecie, matce i generalnie jako człowiekowi" "Tak Cię straciłam" to naprawdę dobrze skrojony thriller psychologiczny, który przyjemnie się czyta od pierwszych stron. Autorka dozuje nowe fakty i dzięki temu stopniowo puzzle całej układanki wskakują na miejsce. Akcja toczy się dwutorowo. Obserwujemy wydarzenia z życia Susan oraz historię kilkorga przyjaciół zaczynającą się w latach osiemdziesiątych. Przyznaję, że nie bardzo wiedziałam jak te wydarzenia mogą być ze sobą powiazane, co tylko wzmagało moją ciekawość podczas lektury. Bardzo interesujący był też poruszony w książce temat depresji poporodowej. Jenny Blackhurst potrafi wciągnąć czytelnika w wir wydarzeń co jak dla mnie jest bardzo dużym plusem tej książki! Pozostaje mi do przeczytania jeszcze jedna książka tej autorki i oczekiwanie na kolejne, a wszystkim, którzy lubią dobre thrillery psychologiczne polecam tę powieść z czystym sumieniem.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
05-05-2019 o godz 15:24 Roksana Szejna dodał recenzję:
„Tak cię straciłam” to pierwsza książka Jenny Blackhurst, którą miałam okazję czytać. I niewykluczone, że sięgnę również po inne jej thrillery. Z lektury jestem zadowolona, chociaż mam kilka zastrzeżeń. Książkę czyta się bardzo szybko, akcja goni akcję, cały czas coś się dzieje, przez co ciężko się od niej oderwać. Autorka już na początku buduje napięcie, intryguje czytelnika, sprawia, że z zapartym tchem przekręca on kolejne strony powieści. Zagadka jest starannie skonstruowana i rozbudowana. Na jej rozwiązanie składa się mnóstwo czynników. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością, i jak to często w thrillerach bywa, zamierzchłe wydarzenia mają wpływ na te obecne. Zakończenie wprawia czytelnika w osłupienie, jestem pewna, że nikt nie spodziewał się rozwiązania, które zafundowała nam Blackhurst. Uważam jednak, że mimo tego, że było ono bardzo skomplikowane, to niestety równocześnie mało prawdopodobne. Nie lubię, gdy wyjaśnienie całej historii w thrillerach jest odklejone od rzeczywistości, ponieważ to nie fantastyka i nie czas i miejsce na wybujałą wyobraźnię. Lubię, gdy autor mnie na końcu zaskakuje, ale w granicach rozsądku. W przypadku „Tak cię straciłam” niestety rozwiązanie zagadki było najsłabszym punktem książki. Niemniej jednak, całość oceniam dobrze. Dostałam to, czego z reguły oczekuję od powieści z tego gatunku, czyli dreszczyk emocji, napięcie, szybką akcję. Mam również kilka „ale” do głównej bohaterki. Spędziła ona jakiś czas w więzieniu, więc wydaje mi się, że powinno to odbić się na jej psychice. Jednak miałam wrażenie, że zupełnie jej to nie obeszło, zachowywała się normalnie, zwyczajnie. Szybko odnalazła się w życiu na wolności, jeśli mogę to tak ująć. Przez co również straciła na wiarygodności w moich oczach. Jeśli jesteście fanami gatunku, książkę jak najbardziej polecam. Nie jest to lektura, która zapadnie Wam w pamięci na długo, jednak będziecie się przy niej dobrze bawić. Zwłaszcza, jeśli w thrillerach cenicie te same cechy co ja. Polecam również tym mniej wymagającym, czyli osobom, które dopiero stawiają pierwsze kroki z książkami z tego gatunku. Ja chętnie sięgnę po inne thrillery Blackhurst.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
14-04-2019 o godz 16:56 cat_book_read dodał recenzję:
#Takcięstraciłam Jenny Blackhurst @wydawnictwoalbatros Opuściłam mury zakładu psychiatrycznego z nową tożsamością. Wszystkim mówię, że jestem Emma Cartwright, chociaż nie tak dawno jak cztery lata temu byłam kimś innym - Susan Webster. Kobietą , która nie musiała się martwić o pieniądze, mój mąż Mark dobrze zarabiał w branży IT – nowa sukienka ? Proszę bardzo, nie będę ubierać czegoś dwa razy… Pragnęliśmy z Markiem powiększyć rodzinę , pomogło nam in vitro, cieszyłam się każdym dniem będąc w stanie błogosławionym. Ludzie mówią, że moje problemy zaczęły się już wtedy, gdy nie doświadczyłam narodzin naszego synka. Dylan przyszedł na świat przez cesarskie cięcie. Nie mogłam się pogodzić z tym faktem, że najpierw nie było mi dane zajść w ciąże, a potem naturalnie urodzić. Jednak chwila szoku minęła i pokochałam te maleństwo. Owszem miewałam chwilę słabości jak każda początkująca matka…nie raz pragnęłam, żeby mały przestał płakać, zniknął… Nie pamiętam wydarzeń z tamtego feralnego dnia, obudziłam się nieprzytomna w szpitalu, gdzie czekała na mnie policja… Dowiedziałam się, że udusiłam poduszką moje kochane maleństwo, zostałam dzieciobójczynią , chociaż trudno w to uwierzyć nic z tego nie pamiętam - diagnoza depresja poporodowa. Pewno dnia otrzymałam list bez pieczęci pocztowej, to co znalazłam w środku zasiało ziarno nadziei , było tam zdjęcie chłopca …mojego chłopca. Krótko potem do drzwi zapukał mężczyzna – Nick, tylko on może mi pomóc. Czy jestem na to gotowa – nie dowiem się jak nie spróbuję, nikt nie mówił że będzie łatwo. Może istnieje jakaś szansa, że Dylan żyje ? Może wszyscy dookoła się mylą, a ja nie zwariowałam do reszty. Gdzieś w głębi mnie czai się iskierka, że to wszystko się nie wydarzyło… „ Tak cię straciłam” to książka, która cały czas trzyma w napięciu. Dwutorowość prowadzonej fabuły pozwala nam zajrzeć w głąb innej historii. Świetna psychologiczna kreacja postaci. Zakończenie zwala z nóg…Jeżeli jesteście przygotowani na mocną dawkę emocji, to pozycja odpowiednia dla Was… Dziękuję wydawnictwo albatros za egzemplarz.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
3/5
10-05-2019 o godz 19:14 Ver.reads dodał recenzję:
𝓜𝓾𝓼𝓲𝓪𝓵𝓪𝓶 𝓾𝔀𝓲𝓮𝓻𝔃𝔂𝓬, 𝔃𝓮 𝓷𝓲𝓮 𝓳𝓮𝓼𝓽𝓮𝓶 𝔃𝓭𝓸𝓵𝓷𝓪 𝔃𝓻𝓸𝓫𝓲𝓬 𝓴𝓻𝔃𝔂𝔀𝓭𝔂 𝓭𝔃𝓲𝓮𝓬𝓴𝓾, 𝔀𝓵𝓪𝓼𝓷𝓮𝓶𝓾 𝓭𝔃𝓲𝓮𝓬𝓴𝓾, 𝓬𝓱𝓸𝓬 𝓷𝓪𝓳𝓹𝓸𝓽𝔀𝓸𝓻𝓷𝓲𝓮𝓳𝓼𝔃𝓮 𝓫𝔂𝓵𝓸 𝓽𝓸, 𝓲𝔃 𝓰𝓭𝔃𝓲𝓮𝓼 𝓽𝓪𝓶 𝔀 𝓰𝓵𝓮𝓫𝓲 𝓭𝓾𝓼𝔃𝔂 𝔀𝓲𝓮𝓭𝔃𝓲𝓪𝓵𝓪𝓶, 𝔃𝓮 𝓳𝓮𝓼𝓽𝓮𝓶 𝓭𝓸 𝓽𝓮𝓰𝓸 𝔃𝓭𝓸𝓵𝓷𝓪 ~ Czy traumatyczne wydarzenie może raz na zawsze wymazać z naszej pamięci związane z nim wspomnienia? Czy może odcisnąć na nas tak wielkie piętno, iż sami pogubimy się w tym, kim tak naprawdę jesteśmy? I przede wszystkim - do czego jesteśmy zdolni. Z twórczością Jenny Blackhurst miałam już styczność dwukrotnie, jednak to właśnie "Tak cię straciłam" jest jej literackim debiutem. Mimo to szczerze mówiać niczym nie odstaje od kolejnych dzieł autorki, a sam główny wątek, czyli morderstwo trzymiesięcznego chłopca, jest moim zdaniem doskonałym punktem wyjściowym do stworzenia genialnego i mrocznego thrillera. Pióro Blackhurst jest jednym z powodów, dla którego z przyjemnością sięgam po jej pozycje - przyjemne w odbiorze, nieprzekombinowane i jednocześnie barwne. Narzucone od pierwszych rozdziałów spore tempo następujących po sobie wydarzeń i biegnąca dwutorowo akcja sprawiają, że książka praktycznie czyta się sama, a kartki niepostrzeżenie przelatują pomiędzy palcami. Początkowo dosyć mętne i niewiele wnoszące do wiodącego wątku retrospekcje sprzed kilkunastu lat z czasem intrygują coraz bardziej, by na sam koniec stopić się z nim w spójną, choć nie będę ukrywać, iż trochę surrealistyczną całość. Nie do końca przekonała mnie do siebie również główna bohaterka, jak na swój spory bagaż życiowych doświadczeń wydawała się aż nadto naiwna i łatwowierna, ale cóż, widocznie właśnie taka miała być. "Tak cię straciłam" to thriller z ogromnym, choć niestety nie do końca wykorzystanym potencjałem. Bezsprzecznie zaskakujący i zawiły, całościowo całkiem przyzwoity.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
08-04-2019 o godz 20:52 CZYTAMITU dodał recenzję:
Po rewelacyjnej książce ,,Czarownice nie płoną" wiedziałam, że jeszcze spotkam się z twórczością Jenny Blackhurst. Informacja, że Wydawnictwo Albatros wyda debiutancki thriller autorki, bardzo mnie ucieszyła i nie mogłam się doczekać kiedy książka, trafi do moich rąk. Już sam początek mnie zaciekawił do tego stopnia, że po pierwszym wspólnym wieczorze, odłożyłam książkę, będąc w połowie. Autorka posługiwała się mocnym wątkiem jakim jest depresja poporodowa, która w porę niezdiagnozowana, może doprowadzić do tragicznych wydarzeń. Susan - Emma, po narodzinach Dylana zatraciła się w nowej rzeczywistości, zagubiła się. Jeden wieczór, zmienił jej życie w piekło. To był najmocniejszy moment książki, który najbardziej mnie poruszył. Pewnie na mój odbiór wpływa fakt, że sama jestem matką... Autorka świetnie wykreowała postać głównej bohaterki, towarzysząc jej, można zaobserwować, jej zmianę. Ona nie dowierzała, że mogła zabić własne dziecko. Wątpiła w to. Czuła, że coś jest nie tak. Jaka była prawda, to już musicie sami się przekonać, naprawdę warto. Autorka stopniuje napięcie, przeplata wspomnienia z przeszłości z teraźniejszością, powodując, że z ogromną ciekawością, czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. A dzieje się bardzo dużo. Im więcej wypływa faktów, nowych poszlak tym bardziej zaczynamy dostrzegać rzeczy, które wcześniej umykały. Zakończenie mnie zaskoczyło, aż ciarki przeszły mnie po plecach. ,,Tak cię straciłam" to kawał dobrze skonstruowanej książki z wciągającą fabułą od pierwszych stron. Poruszająca ważne wątki obyczajowe oraz społeczne. Ukazująca jak błędy popełnione w przeszłości mają wpływ na nasze dotychczasowe życie. Konsekwencje naszych czynów nie tylko niszczą nas ale dosięgają również naszych bliskich. Thriller, który trzyma w napięciu, a zakończenie doprowadza do dreszczy całego ciała. Bardzo dobrze spędzony czas! Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
24-05-2019 o godz 13:40 rudy lisek czyta dodał recenzję:
Jenny Blackhurst to brytyjska pisarka znana i lubiana.Jej debiutancka powieść“Tak Cię straciłam”została zainspirowana osobistymi emocjami autorki,które towarzyszyły jej wokół narodzin jej syna.Z piórem tej autorki spotkałam się po raz pierwszy.Książka wywołała u mnie mieszane uczucia,ale większe zdecydowanie na plus,choć nie ukrywał,że oczekiwałam od niej czegoś mocniejszego. .🖤 Susan Webster spędziła cztery lata w placówce psychiatrycznej po tym,jak została uznana winną zabicia swojego 3-miesięcznego syna Dylana.Kiedy wychodzi na wolność,postanawia zmienić swoje dotychczasowe życie przybierając nową tożsamość i ukrywając się w małym miasteczku z dala od swoich bliskich.Jednak na niewiele to się zdaje,gdyż jej mroczna przeszłość brutalnie puka do drzwi.Kiedy pewnego dnia otrzymuje tajemnicza kopertę ze zdjęciem 4-letniego chłopca jej wspomnienia i prawda,w którą tak wierzyła rozpada się jak domek z kart.Co się stało tamtego dnia?Czy faktycznie zabiła swoje dziecko.A ,co jeśli wszyscy kłamali? . .🖤 ”Tak Cię straciłam”to dobry,lekki thriller psychologiczny.Powieść wciąga już od pierwszej strony za sprawą swojej ciekawej fabuły.Akcja rozkręca się stopniowo,choć nie znajdziecie tu spektakularnych zwrotów a nawet niektóre motywy głównych bohaterów bywają także irracjonalne.Teraźniejszość doskonale przeplata się z przeszłością ukazują spójny obraz wydarzeń.W książce przedstawiono wiele ważnych tematów jak:depresja poporodowa, przemoc wobec kobiet,czy przynależność do elity.I chociaż tajemniczy charakter powieści jest wciągający i daje do myślenia,to sama zagadka jest dość przewidywalna a niektóre wątki niestety dość przekombinowane.Niezależnie od wszystkiego przyjemnie się ją czyta. . Dziękuje Wydawnictwo Albatros 🖤 Moja ocena 6.5/10 https://www.instagram.com/rudy_lisek_czyta/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Zobacz także

Inne z tej serii Za zamkniętymi drzwiami Paris B.A.
4.5/5
24,68 zł
32,90 zł
Inne z tej serii Dylemat Paris B.A.
3.9/5
23,45 zł
37,90 zł
Inne z tej serii Na skraju załamania Paris B.A.
4.4/5
22,26 zł
33,90 zł
Inne z tej serii Pozwól mi wrócić Paris B.A.
4.3/5
22,91 zł
34,90 zł
Inne z tej serii Nieznajomi Taylor C. L.
4.2/5
26,44 zł
39,90 zł
Inne z tej serii Zanim powróci strach Taylor C. L.
4.2/5
27,25 zł
39,90 zł
Inne z tej serii Teraz zaśniesz Taylor C. L.
4.3/5
25,95 zł
37,50 zł
Inne z tej serii Zatruty ogród Marwood Alex
4.1/5
27,60 zł
39,90 zł
Inne z tej serii Zabójca z sąsiedztwa Marwood Alex
4.2/5
27,25 zł
34,90 zł
Inne z tej serii Zimne ognie Beckett Simon
3.7/5
30,33 zł
34,99 zł
Inne z tej serii Najmroczniejszy sekret Marwood Alex
3.9/5
23,26 zł
34,90 zł
Inne z tej serii Bez śladu French Tana
0/5
28,50 zł
38,00 zł
Inne z tej serii Kolonia French Tana
4.3/5
29,63 zł
39,50 zł
Inne z tej serii Ostatni intruz French Tana
4.2/5
29,35 zł
38,50 zł
Inne z tej serii Śladami Emmy Walker Wendy
4.3/5
25,71 zł
34,99 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.