Wieża świtu. Szklany tron. Tom 5.5 (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (2): Cena:

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Dostępny w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Chaol Westfall i Nesryn Faliq wyruszają w podróż do starego i pięknego miasta Antica. Były kapitan Gwardii Królewskiej ma nadzieję, że któraś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme przywróci mu władzę w nogach. Uleczenie to jednak tylko część planu. Oto na tronie zasiada wszechpotężny kagan, którego Chaol ma za zadanie nakłonić do wzięcia udziału w wojnie.

Jednak to, co czeka Chaola i obecną kapitan Gwardii Królewskiej Nesryn, przekroczy ich najśmielsze oczekiwania. Kluczem do powodzenia misji może okazać się niepozorna uzdrowicielka Yrene i informacje, które bohaterowie zdobędą podczas pobytu w pałacu.

Wieza switu


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Wieża świtu. Szklany tron. Tom 5.5
Seria: Szklany tron
Autor: Maas Sarah J.
Tłumaczenie: Mortka Marcin
Wydawnictwo: Uroboros
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 848
Numer wydania: I
Data premiery: 2018-04-18
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 202 x 60 x 135
Indeks: 25593723
 
średnia 4,6
5
61
4
10
3
3
2
0
1
3
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
58 recenzji
4/5
09-05-2018 o godz 12:08 Salivia dodał recenzję:
Zacznijmy od zaprezentowania dwóch prawd: uwielbiałam Szklany tron jeszcze zanim Maas zdobyła w Polsce tak wielką sławę, jaką cieszy się teraz. I podobnie jak wielu czytelników: w pewnym momencie znielubiłam Chaola Westfalla. Dlatego, gdy usłyszałam, że zostanie mu poświęcony cały tom (i to nie taki krótki, bo liczący sobie 850 stron), nieco się wystraszyłam. Wystraszyłam się, że seria do której – bądź co bądź – mam spory sentyment straci w moich oczach. Czy tak się stało? Chaol i Nesryn przybywają do Antici w dwojakim celu: po pierwsze mają za zadanie zjednać sobie tamtejszego władcę i przekonać go do dołączenia do wojny z Erawanem; po drugie mają się skontaktować z mieszkającymi tam uzdrowicielkami oraz z ich pomocą uzdrowić Chaola. Niestety sprawa nie jest taka prosta, ponieważ w momencie, w którym przedstawiciele Adarlanu przybywają do Antici, panuje tam żałoba, co znacząco utrudnia zawarcie sojuszu. A jak się ma druga sprawa? Cóż, niewiele lepiej, ponieważ wyznaczona do zadania Yrene (poznana w nowelce Zabójczyni i uzdrowicielka) nieszczególnie przepada za Adarlanem. Przez pierwszą połowę książki zastanawiałam się, czy ta część jest nam tak naprawdę potrzebna. Historia toczy się równolegle do wydarzeń z Imperium burz, a więc co jakiś czas pojawiają się informacje o Aelin. Jednak oprócz tego, główna bohaterka praktycznie nie istnieje. Historia w całości skupia się na Chaolu, Nesryn oraz Yrene. Ze względu na to zastanawiałam się: czy naprawdę potrzebuję te 850 stron? Okazuje się, że tak. Książki Maas z zasady czyta mi się szybko ze względu na lekki styl autorki. Dlatego mimo że z początku historia nie przedstawiała niczego ekscytującego, to i tak przeszłam przez nią dość szybko. O wiele ciekawiej zaczyna być w drugiej połowie, kiedy to wydarzenia mające miejsce w Antice okazują się mieć znaczenie dla wielkiej wojny, która toczona będzie w Kingdom of Ashes. Drobne intrygi, odkrywane tajemnice oraz walki wciągają czytelnika i kilka razy można pomyśleć: wow, no to się porobiło. W związku z tym muszę przyznać, że historia mnie wciągnęła. Uwielbiam nadworne intrygi i tajemnice, a tych tutaj nie brakuje. Doceniam nawet to, że Maas wodzi czytelnika za nos, podrzucając mu kolejne skrawki informacji, które będą miały znaczenie w finałowym tomie serii. Co więcej uśmiechałam się, widząc nawiązania do prequelu Szklanego tronu. A jak ma się sprawa z bohaterami? We wcześniejszych tomach uważałam Nesryn za całkowicie wypraną z osobowości postać, która niby jest, ale nie ma większego znaczenia. W tym tomie szczerze ją polubiłam – jest utalentowaną, silną i odważną bohaterką, której historia najbardziej ciekawiła mnie przez całą książkę. Z niecierpliwością czekam na rozwinięcie jej wątku! Nie inaczej jest w przypadku Yrene, która również zabłysnęła swoim uporem oraz inteligencją. Polubiłam także poboczne postacie książąt oraz księżniczek zamieszkujących Anticę. Muszę przyznać, że ten tom zaprezentował szereg fajnych i ciekawie zbudowanych postaci. Jednak wiem, co jest tutaj najważniejsze: Chaol. Chaol w tym tomie zyskuje. Może dalej nie wpisuję go w poczet moich ulubionych postaci, jednak nie uważam go za tak beznadziejną postać, jak wcześniej. Faktycznie, zdarzały się momenty, gdy mnie irytował, ale czytanie książki z jego perspektywy wcale mi nie przeszkadzało. Mam nadzieję, że ta sytuacja się nie zmieni albo wręcz zmieni na lepsze! Nie sposób nie podkreślić tutaj elementu, na który zwróciłam uwagę już w poprzednim tomie. Maas ma tendencję do swatania wszystkich, sprawiania, aby każdy znalazł swoją wielką miłość. To z jednej strony urocze, a z drugiej może niektórych denerwować. Mnie zaczyna to po prostu nieco bawić – nauczyłam się akceptować, że autorka ma takie zapędy, chociaż chciałabym, aby znalazła się jedna postać, której życie miłosne nie będzie aż tak oczywiste. Podsumowując, spodziewałam się, że ten tom będzie kiepski, jednak okazał się utrzymywać poziom wcześniejszych tomów. Wiele elementów było dla mnie emocjonujących, polubiłam bohaterów, a historię śledziłam z ciekawością. Dlatego informacja dla każdego, kto zadawał sobie pytanie: czy mogę odpuścić sobie Wieżę świtu? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie nie, bo można na tym stracić.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
10-02-2019 o godz 13:13 natden dodał recenzję:
Po zakończeniu „Królowej Cieni”, już w trakcie lektury „Imperium Burz”, wiele razy zastanawiałam się: „A co z Chaolem?”. Przez całą książkę nie ma o nim ani jednego rozdziału, ani jednej informacji! No jak tak można? Wiemy, że wraz z Nesryn udał się do miasta uzdrowicieli, by odzyskać władzę w nogach i na tym koniec naszych informacji. Niektórym może to wystarcza. Jednak, choć „Wieża Świtu” jest tomem dodatkowym, tak przynajmniej sugeruje nazwa – tom 5,5 – uważam, że jest to warte przeczytania uzupełnienie przed finałem serii. Warto jednak przedtem przeczytać piąte opowiadanie ze zbioru „Zabójczyni’ – „Zabójczyni i uzdrowicielka”. Opowiadanie jest krótkie, ale według mnie dużo wnosi w odbiór całej książki. Niestety sama mam w posiadaniu stare wydanie, bez tego opowiadania, ale udało mi się je nadrobić i nie żałuję. Nie będę się nad nim dłużej rozwodziła, po prostu przeczytajcie. Wracając do „Wieży Świtu”, zaczyna się ona dotarciem Lorda Chaola Westfalla oraz kapitan Nesryn Faliq do stolicy Kaganatu, Antici, nad którym góruje wieża uzdrowicieli znana Tore Cesme. Bohaterowie przyjeżdżają tam przede wszystkim licząc na przywrócenie władzy w nogach Chaolowi, ale to nie ich jedyne zadanie! O nie! W końcu wojna z Erawanem zbliża się nieubłaganie, tak więc każdy sojusznik po stronie Dworu Teraasenu jest na wagę złota, a tak się składa, że armia Kaganatu jest bardzo potężna. Dodatkowo należą do niej oddziały jeźdźców Ruków – gryfów, które mogą być jedyną szansą w walce przeciwko dosiadającym wywern czarownicom. Przyznam Wam, że choć od początku lubiłam Chaola, który zyskał dużo w moich oczach w książce „Korona w Mroku”, a potem stracił równie dużo w „Królowej Cieni” przez jego zachowanie w stosunku do Aelin, nie za bardzo podobała mi się perspektywa spędzenia z nim sam na sam przeszło pięciuset stron solowej książki. I właśnie dlatego myślę, że każdy kto podziela moje mieszane uczucia do tej postaci musi koniecznie poznać tą historię. Jasne, w „Kingdom of Ash” poradzicie sobie i bez tego, a wydarzenia można na pewno poznać w skróconej wersji na jakimś forum lub od przyjaciółek, ale czy warto? Chaol przechodzi długą drogę. Dzięki tej szansie do poznania go lepiej, Sarah J. Maas sprawiła, że stał się mi o wiele bliższy. To samo z Nesryn! Oboje bohaterowie nie tylko wypełniają swoją misję, ale i natrafiają w Antice na szansę na odnalezienie swojego celu w życiu! Gdy kapitan Westfall będzie próbował przekonać kagana do wsparcia sił Aelin oraz walczył o powrót do zdrowia, Nesryn sama odbędzie przygodę swojego życia. Możliwe, że Sarah J. Maas mogłaby trochę skrócić tą opowieść, mimo wszystko nie dłuży się ona i z biegiem stron staje się coraz bardziej interesująca. A jeśli w odróżnieniu ode mnie nie lubicie Chaola, lektura ta pomoże wam obniżyć negatywne uczucia i zacząć go tolerować – spotkałam się z takimi przypadkami ;) Jeśli lubicie „Szklany Tron”, nie warto omijać żadnego aspektu tej serii. I choć nie spotkacie tu Aelin, historia którą przeczytacie i tak w was zaintryguje i poszerzy świat przedstawiony w serii. Możecie się zdziwić, ale Chaol naprawdę da się pokochać! Więcej recenzji znajdziecie na: https://bookedparadise.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
14-03-2018 o godz 15:38 mój empik dodał recenzję:
Nareszcie! Kocham tę serię! Jestem pod wrażeniem jaką Sarah J. Maas ma wyobraźnię :))))
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
10-01-2019 o godz 10:50 Lorena Sobala dodał recenzję:
Maas to Maas, jedni kochają drudzy nienawidzą, na zdecydowanie należe do wielbicieli!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
08-01-2019 o godz 13:51 Kinga Łuczyńska dodał recenzję:
W życiu człowieka wszystko może się zmienić i tak było też u mnie. Wcześniej jedyną fantastyką jaką byłam w stanie przeczytać był Harry Potter, a tymczasem zdążyłam już przejść przez prawie wszystkie książki Sarah J. Maas. Ba, kiedyś zarzekałam się, że fantastyka nie jest dla mnie, na szczęście założyłam bloga książkowego i jakoś tak wyszło, że przekonałam się do takiego rodzaju książek. I wiecie co? Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo nawet nie wiedziałabym jak wiele mogło mnie ominąć. Wiele frajdy, przygody, zabawy i niezapomnianych wspomnień. Nie mówię, zdarza się, że fantastyka jest do niczego i bardzo ciężko się ją czyta. Lecz nie w przypadku Sarah J. Maas. Według mnie ta kobieta jest po prostu prekursorką, kobietą która tworzy tak wspaniałe fantastyczne historie iż miejscami wydaje się to być niemożliwe. Moi drodzy, bo jak napisać tak długi cykl książek bez pomylenia się i żadnych niezgodności? To jest po prostu fenomenalne. Chciałabym aby książki tej autorki zyskały kiedyś taki rozgłos jak seria o Harrym Potterze, bo według mnie jej niczego tutaj nie brakuje. Tym razem udało mi się zdobyć trzy kolejne książki a mianowicie: Królową cieni, Imperium burz oraz Wieżę świtu. Tak, spędziłam kolejne noce na przerabianu tych historii. Ja w nich po prostu przepadłam, zatopiłam się w nie, chłonęłam je. Stale chciałam więcej i więcej, pokochałam tą serię za styl, za wspaniałych bohaterów, za ten cały fantastyczny świat. Trzeba przyznać, że Autorka odwaliła kawał dobrej roboty. Najlepszy jest według mnie fakt, że początek tej serii, te trzy poprzednie tomy nijak się mają do kolejnych. Wydawałoby się, że przecież na pewno początek jest najlepszy, a kolejne tomy to już takie zapychacze.No nic bardziej mylnego! Tutaj jest według mnie odwrotnie. Tamte poprzednie tomy były według mnie nieco słabsze, a tutaj ogromne zaskoczenie! Zdecydowanie więcej akcji, różnorakich bohaterów, tej inności, czasu i miejsca. To w jaki sposób Autorka budowała relacje pomiędzy bohaterami i ogólnie akcje, to tak zwane stopniowe napięcie, które ciągle rosło, za chwilę znowu opadało, a potem pojawiało się ze zdwojoną siłą. Najbardziej podobała mi się Królowa cieni, jeżeli jednak mam wziąć pod uwagę tom ,który nieco różnił się od innych to Wieża świtu. To chyba moje ulubione dwie książki. Według mnie jest w nich to wszystko, czego w poprzednich częściach zabrakło albo było ich po prostu za mało. Te części były perfekcyjne pod każdym względem! Tak szczerze? To kończąc tą serię poczułam się smutna ale i również zmęczona. Wiecie czemu? Towarzyszenie bohaterom od początku serii do samego końca nie było takie proste. Tym bardziej, że pomiędzy pierwszymi tomami a kolejnymi miałam dosyć sporą przerwę, więc musiałam sobie wiele przypomnieć, aby nie pogubić się, co u mnie w takiego rodzaju grubasach zdarza się bardzo często. Zapominam kto kim jest, co tam wcześniej się wydarzało i w mojej głowie pojawiał się chaos. Wiecie jaki jest ogromny plus takich książek? Ogólnie dla mnie fantastyka jest bardzo ciężka, ponieważ zdecydowanie wolę powieści obyczajowe i dlatego właśnie ciężko jest mi się wdrążyć w ten świat. A tutaj? Zero problemu! Wydaję mi się, że nawet prościej było się wczuć w tę historię niż w Dworze cierni i róż. Ta lekkość i prostota, ah. I wiecie jakie to jest trudne? Żeby wprowadzić tyle fabuły, akcji, postaci i żeby to wszystko miało ręce i nogi? No uwierzcie, że to proste nie jest! Główna bohaterka w tych częściach przeszła tyle przemian, tyle przeżyła i tyle jej się przydarzyło. Wiecie co? To jedna z moich ulubionych książkowych bohaterek. To bardzo waleczna, pewna siebie, odważna i niesamowita kobieta! Chciałabym mieć w sobie tyle odwagi co ona... Aelin, tak to zdecydowanie jedna z najlepszych bohaterek jaka kiedykolwiek powstała! Fajne jest też to, że pojawia się dużo bohaterów drugoplanowych, którzy miejscami odgrywają znaczną rolę w książkach. Wiadomo, każde książki mają jakieś wady i zalety, ale ja tutaj naprawdę nie potrafiłam się doszukać wad. Wiem, jestem mało wymagającą czytelniczką. Według mnie książka albo się podoba albo nie. Fantastyczne są również opisy nowych miejsc, jakie pojawiają się w kolejnych częściach. Są przedstawione nam bardzo szczegółowo i dokładnie, ale na szczęście nie są one nudne. Po prostu Autorka doskonale wiedziała, w którym momencie zakończyć dany opis, aby nie było tego wszystkiego za dużo. Ja byłam zakochana szczególnie w części Królowa cieni, tam gdzie Autorka opisała wydarzenia na zamku. No jejku, już sam opis zamku zachwycał mnie i zaskakiwał. A jak doszły do tego wydarzenia, to już w ogóle byłam w siódmym niebie. Co ogólnie sądzę o tych trzech kolejnych tomach? Zdecydowanie polecam Wam zapoznanie się z dalszymi częściami. Uważam nawet, że są one lepsze niż te poprzednie. Fakt, są to najgrubsze części, te końcowe, ale i tak warto, oj zdecydowanie warto. Fantastyczni bohaterowie, fabuła, opisy miejsc, styl w jakim Autorka przedstawia nam te kolejne części. No nic tylko siedzieć i czytać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-04-2018 o godz 22:54 Bookish Madeleine dodał recenzję:
"Wieża świtu" skupia się wokół Chaola i Nesryn, którzy w wyniku wydarzeń z poprzedniego tomu trafili do Antiki, aby zrealizować wyznaczone przez wyjazdem zadania. Na dobrą sprawę są oni jedynymi dotychczas znanymi nam bohaterami, którzy pojawiają się w tej części. Nie znajdziemy tu Aelin i Rowana (z czego bardzo się cieszyłam) ani Manon i Doriana. Spodziewałam się, że przez skupienie całej fabuły tylko wokół Chaola i Nesryn – którzy niekoniecznie mnie fascynowali – będę się nudzić podczas lektury. Ma szczęście nic takiego nie miało miejsca. Maas nadrobiła brak głównych postaci wprowadzając grono innych, intrygujących osób. Wśród nich spotykamy zarówno kagana (władcę terytorium, na którym znajdują się bohaterowie) i jego rodzinę, jak i uzdrowicielki z Torre Cesme oraz przedstawicieli rukhin (kim są dowiecie się w trakcie lektury). Wszyscy oni są genialnie wykreowani – jak z resztą z reguły ma to miejsce w powieściach tej autorki. Odniosłam jednak wrażenie, że w trakcie pisania „Wieży świtu” Maas naprawdę dała z siebie wszystko. O ile (jak już wcześniej wspomniałam) w poprzednich tomach losy Chaola i Nesryn były mi obojętne, to w trakcie lektury tej części już po kilku rozdziałach uległo to zmianie. Wraz z biegiem stron coraz bardziej angażowały mnie kolejne wydarzenia i nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam prawdziwie ich lubić. Bardzo podobna sytuacja miała miejsce w przypadku postaci, które pierwszy raz pojawiły się w tej powieści – Yrene i Sartaqa. Na samym początku nie byłam pewna swojego stosunku do nich, ale już kilkanaście stron dalej stałam się ich fanką. Zostali oni również świetnie wykreowani – mieli fenomenalnie stworzone charaktery, ukształtowane przez wydarzenia z przeszłości i wszystkie decyzje, które podejmowali, były jasno umotywowane. Uwielbiam takich kompletnych, zdecydowanych bohaterów i dzięki temu mogłam czerpać ogromną przyjemność z poznawania ich losów, które nie raz przyprawiały mnie o szybsze bicie serca. Skoro już jesteśmy przy postaciach, to nie mogę nie wspomnieć o romantycznych relacjach łączących bohaterów. Sarah J. Maas ma talent do budowania wątków miłosnych w swoich powieściach, czego już nie raz dowiodła. Tak jak w przypadku „Dworu mgieł i furii”, w „Wieży świtu” kompletnie zaangażowałam się w uczucia łączące poszczególne osoby. Zostało to poprowadzone w idealny dla mnie sposób, przez co byłam usatysfakcjonowana każdą sceną im poświęconą. Całkowicie zakochałam się w tym aspekcie historii i myślę, że wszystkim miłośniczkom romansu również przypadnie on do gustu <3 Jeśli chodzi o samą fabułę „Wieży świtu”, to tutaj też nie mam nic do zarzucenia. Bardzo szybko udało mi się wciągnąć w akcję, a liczne nieprzewidywalne wydarzenia nie pozwoliły mi odłożyć książki na bok. Miałam ochotę tylko czytać i czytać, zupełnie nie przerywając lektury, co niestety skutecznie uniemożliwiła mi szkoła. W każdej wolnej chwili starałam się wracać do książki i planując czytanie (najczęściej) na pół godziny wieczorem, kończyłam około pierwszej w nocy, nie przejmując się zupełnie porannym sprawdzianem z chemii czy biologii. W trakcie poznawania każdej powieści staram się oszacować przypuszczalny bieg dalszej fabuły, a następnie sprawdzam, czy moje przewidywania okazały się słuszne. Nie inaczej wyglądała sytuacja w przypadku „Wieży świtu”. Szybko stworzyłam sobie w głowie prawdopodobny sposób rozwiązania akcji i byłam przekonana, że on się sprawdzi. Okazało się jednak, że nie został on zrealizowany w żadnym momencie. Rozwój fabuły tak mnie zaskoczył, że często nie mogłam uwierzyć w to, co czytam (oczywiście w pozytywnym sensie). Zupełnie nie czułam upływających kartek i cała powieść – licząca 840 stron – minęła mi w mgnieniu oka, a po zakończeniu dalej miałam ochotę na więcej. Swego rodzaju miarą mojego odbioru książki jest dla mnie to, jak długo po jej zakończeniu wracam w myślach do sytuacji, które miały w niej miejsce. „Wieżę świtu” skończyłam w środę i w dalszym ciągu łapię się na tym, że ilekroć spojrzę na okładkę tej powieści mam ochotę przeczytać ją jeszcze raz. Takie uczucie nie jest w moim przypadku częste, podobnie jak zaznaczanie fragmentów kolorowymi zakładkami. Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć powieści, które są nimi oznaczone, a „Wieża świtu” trafiła do tej grupy jeszcze zanim skończyłam czytać całość. Tym samym stała się moja ulubioną częścią „Szklanego tronu” i dołączyła do grona najlepszych powieści, po jakie miałam okazję sięgnąć w tym roku. Oczywiście, jeśli ktoś chce, to może znaleźć w tej historii kilka wad i jestem tego całkowicie świadoma. Mnie jednak ta książka zaczarowała na tyle, że w ogóle ich nie dostrzegałam. Mogę z czystym sercem polecić Wam „Wieżę świtu”. Jeśli lubicie twórczość Sary J. Maas to myślę, że ta powieść powinna Wam się spodobać. Nawet w przypadku, gdy (tak, jak ja) nie jesteście zachwyceni serią „Szklany tron” (i wolicie „Dwór cierni i róż”), spróbujcie dać szansę najnowszemu tomowi tego cyklu. Może Wam też się spodoba? readwithpassion.it27.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-04-2019 o godz 07:55 Snieznooka dodał recenzję:
Byłam ciekawa, jak potoczy się historia Chaola, ale także trochę ostrożna, obawiałam się, że rozwój jego postaci będzie związany jedynie z wyleczeniem obecnej niepełnosprawności. Niepotrzebnie, Maas wkłada w to wiele pracy i to da się dostrzec, dzięki temu wszystko, czego dotknie, co opisze wydaje się takie realne i bardzo emocjonalne. Zdania na temat „Wieży świtu” są podzielone, jedni twierdzą, że wyjaśnienie nieobecności w „Imperium burz” było konieczne, poświęcenie bohaterowi odrobiny miejsca, inni, że wręcz przeciwnie. Nie bardzo chcieli nawet sięgnąć po tą część cyklu. Jak było ze mną? Czu uważam te ponad osiemset stron za zbędne? „- Słyszałem opowieści szpiegów na twój temat- powiedział czystym, wyraźnym głosem. - Nieustraszona kobieta z Balruhn w imperium adarlańskim. Strzała Neith. I wiedziałem... „Wieża świtu” jest po prostu podróżą ku znajdowaniu nadziei i uzdrawiania na różne sposoby wielu postaci. Chaol Westfall został ranny podczas walki w szklanym zamku, jest sparaliżowany od pasa w dół, więc razem z Nesryn Faliq udają się na południe, gdzie są najlepsze uzdrowicielki w ich świecie – właśnie w Torre Cesme. Udają się na południowy kontynent, do miasta Antica, także po to, aby poprosić władcę o wsparcie w nadchodzącej wojnie z ciemnością. Kagan ma kilkoro dzieci, które rywalizują o tytuł spadkobiercy, to wprowadzenie nowych niesamowitych postaci. Sartaq dowodzi rukhin, czyli powietrzną kawalerią łuczników latających na gigantycznych ptakach. Yrene Towers jest potężną uzdrowicielką, uczy inne dziewczęta samoobrony, którą pokazała jej Celaena. Yrene nauczyła się przejąć kontrolę nad swoim życiem, ale wciąż musi zmagać się z traumą swojej przeszłości i leczyć się emocjonalnie. Zgadza się spróbować pomóc człowiekowi, który dowodził żołnierzami Adarlana, choć gardzi tym, co zrobił podczas służby królowi. Historia zaskakuje, kiedy bohaterowie dowiadują się, że na południowym kontynencie jest demon Valg i poluje na Yrene. [...] - Kochałem Cię, na długo zanim cię w ogóle ujrzałem”. Chaol dusił się nienawiścią do samego siebie i poczuciem winy z powodu wszystkiego, co wydarzyło się w przeszłości, więc ma trochę roboty do wykonania. Cierpiał i babrał w poczuciu winy, które zaślepiało go na to, wymazują poczuci tego, kim naprawdę jest. Każdy, komu próbował pomóc, cierpiał. Wszyscy mężczyźni, za których był odpowiedzialny, zostali torturowani i powieszeni za zamkowej bramie. Uciekł, Dorian stawił czoło królowi. Wszystko, co kiedykolwiek zaplanował lub pragnął, czego znał, tego już nie ma. „- Spodnie też? Wiedział, że powinien być uprzejmy i błagać ją o pomoc, a mimo to... - Musiałbym chyba najpierw trochę wypić. - odparła Yerne i spojrzała na speszoną nieco Nesryn. - Przykro mi- rzekła, choć jad sączył się w jej głosie. - Dlaczego jej to mówisz? - Przypuszczam, że ostatnimi czasy miała pecha dzielić z Tobą łóżko”. Uzdrawianie Chaola było drogą, którą musiał przebyć, musiał się złamać i stawić czoła wszystkiemu, kim był, zanim mógł się odbudować i posunąć naprzód. Musi dokonać wyboru, czy pozostać w tej ciemności, czy też przebaczyć sobie i zacząć inaczej żyć. Podróż, którą musiał przejść Chaol była naprawdę inspirująca, cieszyłam się, że miał szansę, aby wszystko wyjaśnić z Aelin, a jego pełne oddanie dla Doriana było wspaniałe. Myślę, że "nic nie jest zbiegiem okoliczności" zostało przedstawione i doskonale pokazane w tej książce. - Jeśli tak wygląda twoja życzliwość, to chyba nie chcę poznać złych stron twego charakteru”. W poprzednich książkach Chaol był zagubioną postacią, która nie pasowała do reszty historii, teraz jest równie ważny i cenny, w nadchodzącej wojnie i ma jasny cel. Uczy się odnajdywać nową życiową drogę, a ujęcie jego "niepełnosprawności" zmienia się wraz ze zmianą wartości, które stają się dla niego ważne. To była bardzo realistyczna walka człowieka ze swoją wadą, by pogodzić się z jedną z wielu nagłych zmian w życiu i własnej tożsamości. „- Mylisz moją życzliwość z głupotą. Jeśli poczyniłeś jakieś postępy lub nastąpił regres dowiem się o tym”. Historię przedstawioną w „Wieży świtu” poznajemy z trzech perspektyw: Chaola, Nesryn i Yrene. Każdy z bohaterów na swój sposób interpretuje rozgrywające się wydarzenia i inaczej ukazuje nam barwne królestwo Kagana. To wspaniała opowieść o odkupieniu, rozwoju człowieka, tworząc wspaniałą historię, w której bohaterowie znajdowali swoje własne miejsce. Autorka napisała wspaniałą książkę, w której postacie poboczne, błyszczą. Zwłaszcza Nesryn, zasługiwała na więcej niż samo bycie z Chaolem. Maas przedstawiła nam opis psychicznego aspektu odzyskiwania zdrowia fizycznego i tego, jak wiele z tego procesu tkwi w psychice człowieka. Gniew, frustracja i poczucie winy mogą być tak samo szkodliwe jak przyczyna samej szkody fizycznej. Bohaterzy odnaleźli nadzieję i przyszłość, w której będą walczyć, przygotowując się do wojny. „Wieża świtu” pomogła przygotować fundamenty do następnej książki, na którą nie mogę się doczekać. Przedstawione
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-07-2018 o godz 18:26 m_arysi_a dodał recenzję:
potegaksiazek.blogspot.com Pierwszy raz jestem w takim stanie, że boję się pisać recenzję. Dlaczego? Bo podczas czytania tej książki miałam w sobie tyle myśli, co bym chciała w tej recenzji napisać, jakie kwestie poruszyć, że teraz jak to piszę, boję się, że zapomnę o wielu rzeczach. W skrócie: ta książka była niesamowita od początku do końca. Zdaję sobie sprawę, ile ludzi mówiło, że pierwsza część tej książki jest nudna. I się zastanawiam: gdzie jest nudna? :D Serio, mnie wciągnęło od pierwszego rozdziału. Nie mogłam przestać czytać, bo cały ten świat wciągnął mnie niesamowicie. Wiecie co, zawsze mówiłam, że to Dwory są moją miłością. Ale po przeczytaniu Wieży Świtu naszło mnie na przemyślenia dotyczące całej serii Szklanego tronu. I moim zdaniem Szklany tron nie dorównuje Dworom, jeśli chodzi o świat jaki jest tu stworzony! Czytając tę książkę cały czas się czułam, jakbym miała w ręku jakiś bardzo stary, średniowieczny i cenny skrypt. Jakbym czytała historię, która działa się naprawdę, bo wszystko jest tu pięknie opisane. Sarah J. Maas ma taki piękny, śliczny i plastyczny język, że ja nie wiem jak ona to robi. I to nie wszystko, bo skąd ta kobieta ma taką wyobraźnię? Po przeczytaniu tych 6 książek i opowiadań, widzę, że od pierwszej części, czyli od Szklanego tronu, wszystko jest ze sobą ściśle powiązane, a my czytając nawet sobie nie zdawaliśmy z tego sprawy! Ta seria jest zdecydowanie jedną z tych, którą trzeba czytać więcej niż jeden raz, bo od pierwszej części, wiedząc, co jest w kolejnych częściach, możemy doszukiwać się nowych szczegółów i mówić sobie: "faktycznie, jak ja tego wcześniej nie zauważyłam?". Tutaj każdy szczegół jest ważny. Kiedy coś czytacie i nic sobie nie myślicie, ot zwykła scena, potem okazuje się, że to było bardzo ważne! Uwielbiam to w tej serii. To, że w tej serii jest nie tylko czysta, piękna fantastyka, piękna miłość i piękna przyjaźń, ale i ośmielę się powiedzieć, że nawet troszkę kryminału! Tutaj jest niesamowicie wiele tajemnic, zagadek (które swoją drogą się rozwiązują prędzej czy później, nie martwcie się :)). Co uwielbiam najbardziej to to, że są takie świetne powiązania do bardzo dalekich starożytnych czasów! Świat w tej serii, ja odczuwam jako taki starożytny; z zamkami, wojnami, ale i piękną magią, starożytnością, mocami... kurczę, to jest takie niesamowite, że nie mogę złapać oddechu. Ta seria to czysty geniusz. Autorka jest niesamowitym geniuszem. Bo nie wiem, jak ktoś potrafił napisać tak niesamowite książki, które zawierają w sobie same mądrości. Kocham książki Maas, bo one nie wiecie jak mnie wiele nauczyły. Tutaj jest nie tylko przygoda, wojny, bijatyki, tajemnice i niebezpieczeństwo. Tutaj jest pokazane jak żyć i być silnym. Miłość w tych książkach zawsze rozwija się powoli (co jest cudowne), ale kiedy już jest w najwyższym stanie, potrafi znieść wszystko. Niesamowita wierność i kochanie. Przyjaźnie są tutaj silne i znowu: wierność. Te książki są realistyczne, jeśli chodzi o stan psychiczny bohaterów. Nie udają, że są silny. Pokazują, że w wielu momentach są słabi i nie dają rady. Ale pchają do przodu, kurde, są tak niesamowicie silni, przezwyciężą wszystko, że to mi pokazuje, że i ja muszę być silna, nie ważne co stanie na mojej drodze. Skoro oni dają radę, to czemu ja nie dam? Przechodzą piekło, takie niesamowite piekło, a skądś mają siłę, żeby przezwyciężyć cierpienia. Właśnie to tutaj pokazuje Chaol. To nie tylko historia o Chaolu, oj nie. Wiecie, ja nigdy nie byłam przeciw niemu, Nie miałam nic do niego. Ale tutaj czułam w tej książce tak wielką sympatię do niego. Tak mi było smutno, gdy się obwiniał, cierpiał... Aż sama Maas pokazała mały symbol, że jego choroba, była w duży sposób związana z jego umysłem, jego demonami w środku jego głowy, bo się obwiniał, obarczał, stwierdził, że nie zasługuje na nic, a śmierć byłaby w porządku dla niego. Niesamowicie mnie to bolało. I Yrene, piękna dziewczyna, która również mnie tyle nauczyła. Ta historia jest tak piękna.... Ta dziewczyna była niesamowicie silna i dobra, to w niej podziwiam. Zdeterminowana, i stała na swoim. Miała cel, który chciała osiągnąć. Relacja między tą dwójką... nie mogę. Wszystko jest boskie. Wiem, że dużo ludzi wzbrania się przed tą książką. Ja z nią zwlekałam niesamowicie długo. I żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej. Jeśli pokochaliście ostatni, 5 tom serii, ośmielam się powiedzieć, że Wieża świtu dorównuje poziomem do 5. tomu, a może nawet jest lepsza! Wy nie wiecie ile emocji tu przeżyłam. Ile rzeczy się dowiedziałam. Finałowego tomu nie zrozumiecie, jeśli nie przeczytacie Wieży świtu, to pewne. Bo tutaj WIELE super ważnych rzeczy się dowiadujemy o Valgach i nie tylko, o których bohaterowie w 5. tomie nie mieli pojęcia! Dlatego, czytajcie tę książkę jak najszybciej, nie będziecie żałować, bo jest zbyt piękna. I aż boję się sięgnąć po finałowy tom. BOJĘ SIĘ, CO TAM SIĘ BĘDZIE WYPRAWIAŁO I JAK MOJA PSYCHIKA TO WYTRZYMA. :D Naprawdę, nie wiem jak to zniosę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
30-04-2018 o godz 07:16 Dominika Jachimowska dodał recenzję:
Chaol Westfall i Nesryn Faliq wyruszają w podróż do odległego miasta Antica. Mają dwa konkretne cele: po pierwsze, mają nadzieję, że któraś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme będzie w stanie przywrócić Chaolowi władzę w nogach; a po drugie, chcą namówić zasiadającego na tronie potężnego kagana, aby stał się ich sojusznikiem w wojnie. Jak się okazuje, pobyt w Antice stawia Chaola i Nesryn przed zupełnie innymi wyzwaniami, niż się spodziewali. Mroczne moce, przeciwko którym zbierają armię, próbują dosięgnąć ich nawet w zamorskiej krainie, a kluczem do powodzenia misji może stać się młoda uzdrowicielka Yrene. Informacje, które bohaterowie zdobędą w pałacu, mogą stać się najistotniejszą bronią przeciwko rosnącej w siłę królowej Meave. Kiedy coś, co początkowo miało być nowelką, rozciąga do rozmiarów ośmiuset stronnicowej księgi, można mówić tylko o Sarah J. Maas. Wieża świtu jest określana mianem tomu 5.5 serii Szklanego tronu, co oznacza, że wydarzenia opisywane na kartach tej powieści toczą się równolegle do tych, które znamy już z Imperium burz. Jak możecie pamiętać, kluczowym bohaterem, którego brakowało w Imperium, był właśnie Chaol, którego losy doczekały się teraz całkiem osobnego tomu serii. Jak więc Wieża świtu wypada na tle poprzednich części tej historii? Czy to uzupełnienie o losy Chaola było tak naprawdę potrzebne? Odkąd tylko zaczęłam lekturę, cieszyły mnie dwie rzeczy: pierwszą z nich była porywająca akcja, która może nie zastraszała szalonym tempem, ale skutecznie łapała czytelnika w swoje macki, co moim zdaniem jest nawet lepsze. Prawda jest taka, że ostatnimi czasu mam ogromne problemy ze skupieniem się na czytaniu, gdyż moja uwaga bez przerwy ucieka w rozmaite rejony wyobraźni, błądząc wszędzie, tylko nie w pobliżu fabuły książki. Jednak Wieża świtu wciągnęła mnie znacznie bardziej, niż inne książki, które ostatnio czytałam, a tym samym udało jej się przełamać mój niepożądany zastój czytelniczy (dziękuję ci, Sarah J. Maas!).Drugą sprawą, która od początku napawała mnie zadowoleniem, był fakt, że przypominanie sobie wydarzeń z poprzednich tomów nie było absolutnie potrzebne. Imperium burz czytałam w sierpniu i obawiałam się trochę, że minął zbyt długi czas od tamtej lektury, abym mogła chociaż jako tako pamiętać, co i jak. Wiecie, ponowne czytanie poprzedzających Wieżę świtu pięciu tomów byłoby dużym problemem, więc ogromnym plusem jest to, że nie trzeba znać na pamięć wszystkich szczegółów, aby ogarniać, o co chodzi. Mam z tą książką podobny problem, co z resztą książek z serii Szklanego tronu, a konkretnie tomami 3, 4 i 5. Choć początkowo wątki Chaola i Nesryn są ze sobą związane, w dalszej części powieści rozplatają się i biegną niezależnie od siebie. Niestety, po raz kolejny zauważam, że jeden z tych wątków jest wyraźnie atrakcyjniejszy i ciekawszy od drugiego i to zawsze tego jednego wyczekuję, chcąc, aby drugi trwał jak najkrócej. W poprzednich tomach niechętnie wracałam do wątku Manon Czarnodziobej i czarownic, natomiast wszystko, co związane z Aelin natychmiastowo przyciągało moją uwagę, za to tutaj losy Chaola przedstawiały się o wiele bardziej intrygująco, niż wątek Nesryn. Przez to książka była w pewnych momentach nierówna, na szczęście motywy związane z bohaterami zmieniały się dosyć często. Przykro mi to mówić, ale czytając Wieżę świtu odkryłam, że pewne powtarzalne elementy, które pojawiają się praktycznie w każdej książce Sarah J. Maas, zaczynają działać mi na nerwy. Może jest to sprawa tego, że czytam o nich już szósty raz (lub gdy doliczyć serię Dworów, to dziewiąty). Mam tu konkretnie na myśli wątki romantyczne. Mimo tego, że powieści Maas krążą wokół tematów fantastycznych, miłości tam nie brakuje. No i właśnie – jest to zawsze miłość pełna pasji i namiętności, która początkowo wydawała mi się niesamowicie piękna, ale… cóż, nieustannie podąża ona w tą samą stronę. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, aby zgadnąć, który bohater skończy z którą bohaterką – w tym temacie Maas jest boleśnie przewidywalna. Do tego mam wrażenie, że gdyby autorka pozostawiła choć jednego ze swoich bohaterów jako silnego i niezależnego singla, nie byłaby sobą. Tutaj dosłownie każdy odnajduje swoją drugą połówkę niezależnie od tego, gdzie się znajduje, przeciwko komu walczy i jakie ma interesy. Całokształt tego wątku romantycznego zaczął mnie nieco irytować. Myślę, że na jego niekorzyść działa sama powtarzalność, która stała się nieco nużąca. No dobrze, tak narzekam i narzekam, ale przecież wcale nie było tak źle. MIMO tych wad, o których wspomniałam, MIMO tego, że część zakończenia skutecznie przewidziałam, co niemile mnie zaskoczyło, to… cóż, przecież to Sarah J. Maas. Ta autorka ma coś w sobie, co sprawia, że jej książki zapisują się w sercu czy się tego chce, czy nie. Ostatecznie stwierdzam, że Wieża świtu była powieścią dobrą – wciągającą i zajmującą, choć na pewno nie najlepszą spośród całej serii. Pojawiły się w niej... Dalszy ciąg - booksofsouls.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-11-2018 o godz 00:39 Zatracona w słowach dodał recenzję:
„Wieża świtu” to już szósty tom niezwykle popularnej zarówno w Polsce, jak i na całym świecie serii Szklany tron, która niestety powoli zbliża się ku końcowi. Nie będę ukrywać, że mam ogromny sentyment do tej historii, towarzyszy mi ona już od wielu lat i choć nie przeczę, że ma wady, to jednak jest mi ona tak bliska, że nie potrafię przykładać do nich większej wagi. Z „Wieżą świtu” miałam jednak problem jeszcze na długo przed jej wydaniem za granicą. Pamiętam, kiedy pojawiła się informacja, że premiera finałowego tomu serii została przesunięta i że międzyczasie wyjdzie jeszcze jedna książka skupiająca się na Chaolu. Jak można się domyślić, nie skakałam z radości, bo nie znosiłam Chaola i nie wyobrażałam sobie, że miałabym przebrnąć przez całą książkę o nim. „Wieża świtu” wedle zamysłu autorki miała być na początku tylko nowelką, ale rozrosła się do monstrualnych rozmiarów i ostatecznie została kolejnym tomem serii. Wydarzenia rozgrywają się tu równolegle do tych, które mieliśmy okazję obserwować na kartach Imperium burz. Nie wiązałam z tą książką żadnych nadziei, nie miałam żadnych oczekiwań, spodziewałam się wręcz, że mi się nie spodoba. Czekało mnie jednak wielkie zaskoczenie. Kiedy tylko przeczytałam opis tej książki, wiedziałam, że na pewno pojawi się w niej Yrene Towers, którą mogliśmy poznać w nowelce „Zabójczyni i Uzdrowicielka”. Nie spodziewałam się jednak, że okaże się ona tak świetną postacią, która ma w tej serii ogromną rolę do odegrania. Yrene jest przeciwieństwem bohaterek, z którymi do tej pory mieliśmy styczność. Jest niezwykle utalentowaną uzdrowicielką, nie walczy, nie zabija, zajmuje się za to leczeniem i ratowaniem ludzkiego życia. Ma ognisty temperament i cięty język, jednak mimo to pozostaje bardzo kobieca. Wiele wycierpiała w swoim życiu i równie wiele poświęciła, aby dotrzeć do Torre i zostać pełnoprawną uzdrowicielką. Jej zadaniem jest wyleczyć Chaola, nie jest to jednak łatwe ani dla niego, ani dla niej. Dziewczyna również ma swoje demony i choć umie sobie z nimi radzić, to jednak cały czas płonie w niej nienawiść. Nienawiści żywiona do Adarlanu, który odebrał jej matkę i szczęśliwe dzieciństwo. Z czasem jednak Yrene dostrzega, że nic z tego, co jej się przydarzyło nie jest winą Chaola. Choć nieustannie się kłócą i walczą ze sobą, to jednak zawiązuje się między nimi nić sympatii, która z czasem przeradza się w coś więcej. Książka liczy sobie ponad osiemset stron. Większa część książki poświęcona jest Chaolowi, ale Nesryn również otrzymała sporo miejsca, aby się pokazać. Na początku wątki tych bohaterów były bardzo mocno ze sobą splecione, ale w pewnym momencie bohaterowie się rozdzielają. Chaol zajmuje się swoimi sprawami w Antice, natomiast Nesryn w towarzystwie księcia Sartaqa odbywa podróż w góry zamieszkiwane przez rukhin – jeźdźców dosiadających ruków, czyli ogromnych ptaków przypominających orły. Na początku zarówno ten wątek, jak i sama Nesryn jakoś szczególnie mnie nie interesowały. Nesryn to postać, która pojawiła się w czwartym tomie, ale nie odgrywała w nim jakiejś szczególnej roli, nie wyróżniała się z tłumu, więc w gruncie rzeczy nie mieliśmy okazji lepiej jej poznać. Uważam, że to bardzo ciekawa bohaterka, twarda i waleczna, ale jednocześnie wrażliwa, wychowała się w Adarlanie, jednak jej rodzina pochodzi z Południowego Kontynentu i to właśnie tu dziewczyna czuje się jak w domu. Wątek Nesryn okazał się bardzo interesujący i czytałam go z równie wielkim zaangażowanie, z jakim śledziłam losy Chaola. Mamy okazję poznać rukhin, wśród których znalazło się wiele ciekawych i świetnie wykreowanych bohaterów. Ku mojemu zaskoczeniu pojawiła się jeszcze jedna postać z nowelek, a konkretnie z nowelki „Zabójczyni i Czerwona Pustynia”, która również okazała się mieć w tej historii rolę do odegrania. Ten wątek, choć się na to nie zapowiadał, okazał się niezwykle istotny dla całej serii, Sarah J. Maas ujawniła nam za jego sprawą bardzo istotne informacje, które wyjaśniły wiele spraw i na pewno okażą się kluczowe w kolejnym tomie. „Wieża świtu” to dla mnie największe zaskoczenie tego roku. Nie spodziewałam się, że ta książka tak mną wstrząśnie i całkowicie odmieni mój stosunek do Chaola. Liczy sobie ona prawie osiemset stron, tempo akcji jest dość powolne, ale ja nie nudziłam się ani chwilę podczas jej czytania. Zakończenie wzbudziło we mnie wiele różnych emocji, z którymi nadal się nie uporałam i wiem, że nie uda mi się to jeszcze przez dłuższy czas. Nie mogę się już doczekać aż w moje ręce wpadnie „Kingdom of Ash”, ale jednocześnie przepełnia mnie głęboki smutek na myśl, że to już ostatni tom. Wiem, jednak że bez względu na to, jak zakończy się ta historia, jej finał będzie epicki, dlatego warto jeszcze trochę na niego poczekać. Cała recenzja: https://someculturewithme.blogspot.com/2018/10/historia-warta-opowiedzenia.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
14-11-2018 o godz 22:11 To Read Or Not To Read dodał recenzję:
3,5* (...) Po pierwsze, według mnie ta powieść jest zdecydowanie za długa! Na pewno dwa razy za długa, a nawet jakby była trzy razy krótsza, to nikt specjalnie by nie ucierpiał. Niektóre rozdziały są o niczym, składają się tylko z „rozmów o pogodzie”, które nic nie wnoszą do fabuły. Ogólnie też w całej powieści dzieje się stosunkowo niewiele także… jestem zdania, że to, co w pierwotnym założeniu miało być nowelką, nowelką też zostać powinno, bo jednak trochę szkoda papieru na rozprawianie o niczym znaczącym. Po drugie – bohaterowie. Chaol to gwiazda programu. Nie sądziłam, że to możliwe, ale po lekturze jeszcze bardziej polubiłam tę postać. I ja wiem, że on tam trochę zrzędzi w pewnych momentach, ale doskonale go rozumiem, jednak znajduje się w trudniej sytuacji. Patrząc na tego bohatera i ewolucję na przestrzeni poprzednich tomów, to jego zachowanie w Wieży świtu ma naprawdę duży sens i nie bierze się znikąd. Za to Nesryn… No nie, trzy razy nie, tej pani dziękujemy. Jak ona mnie irytowała! W każdym rozdziale, w którym się pojawiała… no po prostu masakra. Nie jestem w stanie znieść tej kobiety. Dodatkowo jej relacja z Chaolem zupełnie mi nie pasuje. Wydaje się sztuczna, sztywna i poprowadzona na siłę, jakby chłopak nie mógł przez chwilę być singlem, trzeba od razu mu dorzucić kobietę do boku, by móc rzucać uwagami o sparaliżowanej dolnej połowie ciała Chaola i rzekomej niesprawności jego przyrodzenia. I Yrene! Kocham tę kobietę i z czystym sumieniem dołączam ją do moich ulubionych postaci z tej serii. Jest z niej twarda i stanowcza babka, która nie robi maślanych oczu do faceta, która potrafi sama o siebie zadbać i nie czeka, aż uratuje ją książę na białym koniu. Do tego jest świadoma swojej pozycji i mocy, jakie posiada, więc nie mamy tutaj kolejnej szarej myszki, której trzeba mówić, jak bardzo jest nieoceniona. Przy okazji poznałam kolejny ship mojego życia. Sparowanie Chaola z Nesryn – meh. Ale Chaol i Yrene? Od pierwszych stron przeczuwałam, że tak to właśnie się potoczy i jestem bardzo zadowolona, że się w tej kwestii nie pomyliłam. Kiedyś nie byłam w stanie przeboleć, że mój poprzedni ship z tej serii, czyli Chaol i Celaena nie wypalił, ale już mi przeszło, Chaol z Yrene są zdecydowanie lepiej dobrani. Ale… skoro już ustaliliśmy, że według mnie Wieża świtu mogłaby być sporo krótsza i nikt wiele by nie stracił, to mogę już sobie trochę popolemizować na ten temat. W Imperium burz także znalazłoby się kilka przestojów w akcji, gdzie bohaterowie się snuli, gadali od rzeczy i krótko mówiąc się obijali. Więc jakby z obu tych powieści wyrzucić to wszystko, co zbędne i nudnawe, a to co istotne i ciekawe połączyć w jedną książkę, to bylibyśmy szczęśliwsi. I w sumie takie rozwiązanie byłoby według mnie najbardziej optymalne. Maas mogłaby spokojnie na zmianę serwować czytelnikowi rozdziały; jeden o tym, co porabia Chaol a kolejny o przygodach Aelin. Wtedy bym się nie frustrowała, tak jak tutaj, gdy ja już doskonale wiedziałam, co wydarzyło się w Imperium burz i na czym stoi główna historia, a bohaterowie Wieży świtu mogli się tylko domyślać, bo jeszcze nie dotarły do nich wszystkie informacje. No nie wiem, po prostu takie rozwiązanie wydaje mi się optymalne, ale nie musicie się ze mną zgadzać w tej kwestii, może wam te lekkie przestoje nie przeszkadzały. Dalej nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Maas zaczynając pisać serię Szklany tron, miała zupełnie inny pomysł na fabułę, a w trakcie pracy nad drugim tomem olśniło ją, by poprowadzić tę historię w trochę inną stronę, tylko wtedy już nie mogła zmienić wszystkich wątków i dopasować ich do siebie. No nie wiem, pierwsze dwa tomy wydają mi się być jakby z zupełnie innego cyklu, a na początku trzeciego Maas burzy wszystko, co tak pieczołowicie budowała przez poprzednie dwie książki i zaczyna iść w zupełnie innym kierunku wmawiając wszystkim, że tak właśnie miało być. Albo faktycznie zmieniła tor historii w ostatniej chwili, albo tak kulawo to wszystko ze sobą połączyła. I chociaż Wieży świtu nie przeczytałam w szybkim tempie, to jednak bardzo dobrze bawiłam się przy lekturze. Styl Sary J. Maas jest lekki i przyjemny, lekko się czyta i można w fajny sposób spędzić wolny czas przy jej książkach. Także nawet pomimo tego, że Wieża świtu ma te 800+ stron, to nie czuć tego tak bardzo (chyba, że czytacie w papierze, wtedy trochę ręce bolą od trzymania). (...) Po pełną recenzję sięgnij do: https://toreador-nottoread.blogspot.com/2018/11/historia-chaola-westfalla-w-ponad.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-07-2018 o godz 04:31 Zirael06 dodał recenzję:
Kiedy dowiedziałam się, że domniemana nowelka rozrosła się do miana tomu 5.5, nie byłam zbytnio przekonana do „Wieży świtu”. Po przeczytaniu niektórych opinii bałam się, że książka mnie zanudzi – opowiada o Chaolu, postaci, której nie darzę szczególną sympatią i miałam wrażenie, iż jego perspektywa odbierze mi całą radość z czytania. Nie mogłam być w większym błędzie. Od pierwszych stron mamy powiew świeżości w serii i jest nim otoczenie – nie jest to Erilea czy Wendlyn, które zdołaliśmy już dobrze poznać w poprzednich częściach. Kultura Południowego Kontynentu jest zupełnie odmienna i muszę przyznać, że naprawdę ogromną radość sprawiało mi czytanie o zwyczajach panujących w Antice. Bohaterowie – Chaol, Nesryn, Sartaq, Hasar czy znana z nowelki Yrene Towers – są pełnokrwiści, wielowymiarowi, zmieniają się i rozwijają wraz z akcją. Fabuła zaś… Nie jest zła. Powiedziałabym nawet, że na tle naszpikowanych wręcz akcją poprzedniczek wypada bardzo dobrze – nie jest aż tak przepełniona przemocą czy walkami, co jest miłą odmianą. Akcja rozgrywa się równolegle do „Imperium burz”, dzięki czemu obecni bohaterowie mają pojęcie o tym, co dzieje się z Aelin i jej drużyną. Osią fabuły jest znajdowanie sojuszników w nadchodzącej wojnie oraz rehabilitacja zarówno fizyczna, jak i psychiczna. Szczerze mówiąc, teraz, kiedy myślę, że to miała być nowelka, zaczynam zastanawiać się, jakim cudem Maas chciała upchnąć wszystkie informacje z „Wieży…” w jednym króciutkim opowiadaniu. Naprawdę. Biorąc pod uwagę, ile po tym tomie się wyjaśniło, wydaje mi się to wręcz nierealne – dlatego też cieszę się, iż ostatecznie zostało to częścią 5.5, a nie nowelką. W książce mamy tak naprawdę trzy perspektywy: perspektywę Chaola, perspektywę Nesryn i perspektywę uzdrowicielki Yrene Towers. Punkt widzenia Chaola opiera się właściwie na walce psychicznej z samym sobą i wnosi niewiele nowego do serii. Muszę jednak powiedzieć, że trochę się do niego w „Wieży…” przekonałam. Rozdziały poświęcone Nesryn odkrywają przed nami naprawdę wiele tajemnic ze świata książki – tajemnic, które odniosą naprawdę wielkie znaczenie w nadchodzącej wojnie. Dzięki tym rozdziałom zdołałam docenić właśnie tę postać – o Nesryn w poprzednich częściach było dość mało, nie wiedzieliśmy właściwie nic poza szczątkowymi informacjami, a w „Wieży świtu” okazuje się, że ta dziewczyna naprawdę ma łeb na karku. Jeżeli o Yrene chodzi… Yrene poznajemy w nowelce „Zabójczyni i uzdrowicielka”, ale dopiero teraz możemy odkryć jej zaplecze fabularne. Nie jest to zła postać – określiłabym jako sympatyczną dziewczynę, która czasami potrafi pokazać pazur. Rozdziały z jej perspektywy były naprawdę dobrze napisane. Podobał mi się również rozwój jej relacji z Chaolem – nie był on jakiś bardzo dynamiczny, co jest sporym odróżnieniem od „Imperium burz”, gdzie moim zdaniem Maas się stanowczo ze wszystkim pospieszyła. Nie przepadam za łączeniem wszystkich postaci w pary, ale tutaj mi to jakoś szczególnie nie przeszkadzało. Romans nie jest tutaj na pierwszym planie, jest wątkiem pobocznym, więc to jest stanowczo na plus. Jestem również stanowczo pod wrażeniem wszelkich plot twistów i foreshadowingu, jakie Maas zastosowała w książce. Dla przykładu powiem tylko, że wyjaśnia się sprawa kupca z nowelki „Zabójczyni i Czerwona Pustynia”, o którym wspomniano również w „Dziedzictwie ognia”. Kunszt autorki i to, jak manewruje czytelnikiem, jest wręcz niebywały. Nie żałuję, że sięgnęłam po „Wieżę świtu”. Mimo moich wcześniejszych obiekcji i tego, że niezbyt byłam przekonana do lektury, czytało się książkę świetnie i nawet postać Chaola zbytnio mi nie przeszkadzała – pomijając jeden moment, gdzie naprawdę mnie zirytował. Miałam wrażenie, że tak naprawdę Nesryn gna fabułę do przodu – to w końcu ona podróżuje po Południowym Kontynencie, odkrywa rzeczy związane z Valgami i Kluczami Wyrda. Mimo tego „Wieża…” jest lekturą, którą naprawdę powinno się przeczytać przed finałem, ponieważ wnosi do całej serii ogrom ważnych faktów. Polecam głównie ze względu na wprowadzoną do serii świeżość i te wszystkie fakty potrzebne do zrozumienia, o co właściwie toczy się gra.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-04-2018 o godz 11:40 anianna95 dodał recenzję:
Sarah J. Maas znowu zachwyca! Wiadomość o powstaniu "powieści Chaola" niesamowicie mnie z początku ucieszyła. Jest on jedną z moich ulubionych postaci w serii Szklany Tron, a po wydarzeniach z czwartego tomu strasznie chciałam wiedzieć jak sobie poradzi. Ale z kolei po lekturze Imperium Burz moja ekscytacja nieco przygasła, a jedyne czego chciałam, to poznanie dalszych losów Aelin i jej "paczki". I choć nadal czekam na ostatni tom z zapartym tchem, to Wieża Świtu zdecydowanie wpisała się do grona moich ulubionych książek. Choć Chaol jest jedyną postacią pierwszoplanową z serii, którą tu widzimy, to w sumie mamy tu aż cztery znane nam postacie. Tak samo jak w poprzedniej książce, tutaj również spotykamy przyjaciół Ognistej Królowej z czasów Zabójczyni, co niesamowicie mi się podoba. Szczególnie w książkach fantasy bardzo doceniam dbałość o szczegóły i pokazywanie czytelnikom mocy przeznaczenia, które decyduje o tym, kogo spotkamy na naszej drodze i jak często ścieżki losu lubią się krzyżować. W pewnym sensie zabieg Maas, polegający na rozdzieleniu opowieści o losach bohaterów w pewnym momencie na dwa tomy, przypomina mi strategię Georga R. R. Martina z narratorami Uczty dla Wron i Tańca ze Smokami. GRRM i jego Pieśń Lodu i Ognia są na szczycie mojej listy ulubieńców gatunku fantasy, a z kolei SJM i obie jej serie królują wśród moich ulubieńców YA fantasy, więc takie podobieństwa zdecydowanie mi się podobają. Co się zaś tyczy samej treści, znowu jestem zakochana. W Wieży Świtu poznajemy zupełnie nowy kraj i zupełnie nowe realia. Jeśli miałabym przenieść się do świata z książek SJM jako zwykła dziewczyna, to mój wybór na pewno padłby na Anticę. Tak samo jak Chaol i Nesryn mam nadzieję, iż ich ojczyzna zacznie kiedyś przypominać krainę uzdrowicielek. Nie wszystko jest tu oczywiście idealne, ale lepiej jest bez dwóch zdań. Ostatnio ogromną uwagę zwracam na zwierzęta w fantastyce, więc ruki chwyciły mnie za serce. Choć pomysł latania na groźnych wywernach całkiem mi się spodobał, to teraz zdecydowanie wolę wyobrażać sobie podniebne wędrówki na niesamowitych, wielkich, wiernych i oddanych ptakach. Kolejnym wątkiem, który ostatnio często spotykam i który bardzo polubiłam, jest zmaganie się bohaterów z kalectwem lub oszpeceniem. Blizny Aelin zawsze były ważne w świecie Szklanego Tronu, ale tutaj widzimy przykłady bardziej zmieniających życie obrażeń i naprawdę inspirującą drogę ku normalności. Najbardziej oczywiście spodobały mi się wszystkie tajemnice i intrygi o których się dowiedzieliśmy. Nie będzie chyba zbyt dużym spoilerem zdradzenie, że mamy do czynienia z wątkiem "wróg jest gdzieś wśród nas". Bardzo szybko wytypowałam kto jest zapewne złem w przebraniu i bardzo się pomyliłam. A to duży plus, bo kto by chciał czytać przewidywalne historie. A informacje, których się dowiedzieliśmy o znanych nam wrogach, dosłownie sprawiły, że opadła mi szczęka. Jeśli po tomie 5. nie mogłam się doczekać finału, to teraz już naprawdę nie mogę wytrzymać, żeby go przeczytać. Moje jedyne zastrzeżenia kieruję do polskiego wydawnictwa i formy samej książki. Po pierwsze: naprawdę powinniście robić nieco porządniejsze wydania. Nie mówię zaraz o twardych oprawach, ale skrzydełka to w dzisiejszych czasach powinien być standard. Po drugie: złote detale i napisy pięknie wyglądają, ale chyba trzeba używać lepszej farby. Nauczona doświadczeniami z poprzednich tomów, z tą książką obchodziłam się bardzo ostrożnie, ale farba, która rozpuszcza się od kontaktu ze skórą, to chyba niewypał. A największy plus dostaje ode mnie empik, za wysłanie książki na długo przed premierą. Dziękuję ślicznie :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-05-2018 o godz 13:59 dobra.ksiazka dodał recenzję:
Były Kapitan Gwardii Królewskiej, a obecnie Namietnik Chaol Westfall wyrusza wraz z Nesryn Faliq wyrusza do egzotycznej Antici. Rządzący nią Kagan jest potężnym człowiekiem o licznych armiach, na których zależy Westfallowi. Bowiem jego zadaniem jest zdobycie tego silnego sojusznika do walki z Valgami, z którymi za morzem zmagają się Aelin Galathynius i Dorian Havilliard. Ponadto pomocy szuka również dla siebie. Gdy Szklany Zamek uległ zniszczeniu, Chaol doznał uszczerbku na zdrowiu i stracił władzę w nogach, dlatego też liczy na umiejętności w leczeniu uzdrowicielek z Torre Cesme. Jednak nie wszystko idzie po ich myśli, gdyż Kaganat pogrążony jest w żałobie po śmierci najmłodszej księżniczki i władca nie jest zainteresowany politycznymi manewrami. Uzdrowicielką mężczyzny zostaje Yrene, niezwykle zdolna młoda kobieta, która szczerze nienawidzi Adarlanu za to, co jej niegdyś uczynił, przez co leczenie człowieka, który go reprezentuje przychodzi jej z wielkim trudem. Mroczne siły podążają jednak za dwójką przybyszów i wkrótce kwitnący Kaganat i jego mieszkańcy mogą znaleźć się w niebezpieczeństwie. Za każdym razem, gdy wychodzi książka spod pióra Sarah J. Maas czuję wielką ekscytację. Wiele lat temu zakochałam się w Szklanym tronie, a potem poznałam Dwory, które od razu podbiły moje serce. Nie mniej jednak nadal jestem wielką fanką jej pierwszej serii. Wiem, że wielu czytelników nie przepada za postacią Chaola, ale mam wrażenie, że nie zawsze tak było. Sądzę, że autorka wydobyła z niego wszystkie złe cechy, by na pierwszym planie postawić Rowana i by on stał się główną męską postacią. Ja mimo to przez te wszystkie tomy trwałam przy Chaolu i cieszę się, że dostał swoją powieść. Tym razem zostajemy zabrani do wspaniale rozwijającego się kraju, gdzie widzimy przepych, ruki, które uwielbiane są przez mieszkańców, ogromne gmachy, biblioteki i liczne uzdrowicielki, które dysponują wyjątkową magią. Pojawiło się wiele wspaniałych postaci, które szybko skradły moje serce jak Hasar, Sartaq, Houlun i Nesryn, którą mogłam bliżej poznać. Czasem problemem była dla mnie Yrene, a rola, którą przypisała dla niej Maas nie zawsze mi odpowiadała. W większości uwielbiam tworzone przez nią pary, ale jedna konkretna nie przypadła mi do gustu, bo liczyłam, że los Chaola jednak będzie inny. W powieści jest sporo opisów, a większość czytelników raczej tego nie lubi. Na szczęście tym razem były one tak plastyczne i trafione, że dzięki nim mogłam chłonąć ten świat w stu procentach. Akcja rozwijała się stopniowo, by pod koniec zdecydowanie przyspieszyć i nas porwać. "Wieża świtu" nie jest powieścią napisaną na siłę czy dla zysku. Świat, który poznaliśmy z "Szklanym tronie" tak się rozrósł, że żeby poznać bliżej Kaganat wręcz musiała powstać osobna historia. Niezwykle podoba mi się to, jak ewoluują bohaterowie, jak zmieniają się ich priorytety i osobowości oraz to, że autorka nie osiada na laurach i ciągle podsuwa nam fascynujących bohaterów. Jestem pod dużym wrażeniem opowiedzianych przygód i uważam, że "Wieża świtu" jest obowiązkową lekturą dla fanów serii, gdyż wnosi mnóstwo istotnych kwestii i będzie miała spory wpływ na dalszą fabułę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-04-2019 o godz 14:24 Inthefuturelondon dodał recenzję:
Bardzo długo zbierałam się do przeczytania kolejnej części Szklanego tronu. Najbardziej odrzucała mnie ta ilość stron. To znaczy, grubość książki bym przeżyła, ale fakt, że Wieża Świtu jest "nowelką", to dla mnie mało śmieszny żart. Sarah, coś Ty tutaj najlepszego zrobiła? Myślę, że Chaola Westfalla nie trzeba nikomu przedstawiać. Obecnie były kapitan Gwardii Królewskiej, musi mierzyć się z paraliżem dolnej części ciała, co z pewnością nie jest czymś przyjemnym. Zdany jest na pomoc innych, ponieważ wózkiem nie da rady wjechać wszędzie samemu. Pamiętam, że swego czasu bardzo mocno byłam za jego związkiem z Cealeną. Była to jedna z moich ukochanych par książkowych, a ich gwałtowne rozstanie mocno złamało mi serce. Przy okazji lektury Wieży Świtu zauważyłam, że uporałam się już z tamtym wydarzeniem i pozwoliłam Chaolowi decydować o swoim losie. Jednak nadal pozostaje on moim książkowym mężem, czy tego chce, czy nie. Nesryn Faliq jest obecną kapitan Gwardii Królewskiej. Kobieta jest niezwykle odważna, silna i twardo stąpa po ziemi, ale z drugiej strony ma wrażliwą duszę. Mimo tego, że nie wzbudziła ona mojej wielkiej sympatii, to jest dobrze wykreowana postać. Mam nadzieję, że w następnym tomie będzie jej jednak troszkę więcej, co pozwoli mi bardziej się do niej przywiązać. Jestem zła. Jestem cholernie zła na autorkę, za to co tutaj odwaliła. To miała być krótka nowelka, dotycząca wyprawy Chaola i Nesryn, a na tym miał być koniec. Sarah J. Maas jednak postanowiła się rozpisać na pond osiemset stron i szczegółowo opisać wszystko, co dotyczyło bohaterów. Moje pytanie brzmi: czy było to potrzebne? Dobrze, przyznaję, że ja nawet się cieszyłam z tego, że taki kloc jest poświęcony w bardzo dużej części tylko Chaolowi, ale z drugiej strony uważam, że całą tę historię można było skrócić co najmniej o jakieś trzysta stron. Wystarczyło usunąć kilka zbędnych opisów i dialogów, które nic kompletnie nie wnosiły do przebiegu akcji. Pomimo mojego narzekania, ta książka bardzo mi się podobała. Może i jestem mało subiektywna, ale ja po prostu uwielbiam wszystko, co wychodzi spod pióra Sary i nieważne, jakiej historii by nie stworzyła, ja ją biorę w ciemno. Podobało mi się tutaj to napięcie, które narastało tak powoli, leniwie, aż w końcu osiągnęło taki poziom, że zabrakło mi słów. Jakieś 150-200 stron przed końcem, działo się już tyle, że przestawałam nadążać. Zakończenie było, jakie było, czyli naprawdę dobre i zaostrzyło mi apetyt na Królestwo popiołu. Szalenie nie mogę doczekać się ponownego spotkania z bohaterami całej tej serii oraz uzyskania odpowiedzi na wiele pytań, które tylko się mnożą. Moim zdaniem warto sięgnąć po Wieżę Świtu i przebrnąć przez te osiemset czterdzieści stron.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-05-2018 o godz 15:53 KittyAilla dodał recenzję:
Wieża Świtu wywołała wielkie poruszenie w blogosferze. No bo jak to - sam Chaol, bez Aelin? Wiele osób postać Kapitana Gwardii zdążyło znielubić w trakcie 5 tomów, więc może rzeczywiście był to kiepski pomysł, aby poświęcić mu ponad 800-stronicową powieść? Jeśli ktoś z was jeszcze tego nie wiem, Wieża Świtu nie jest tomem 6, a 5.5, uzupełnieniem historii Aelin. Szkoda więc, że oprawa graficzna sugeruje, że to raczej osobna historia... Książka opowiada o (uwaga, mogą pojawić się spoilery w tym akapicie) rehabilitacji Chaola oraz walce jego i Nesryn o uzyskanie pomocy od kagana. Dodatkowo możemy śledzić rozwój ich relacji. Podróż do innej krainy i innego państwa stanowi ciekawy równoważnik dla polityki Północy. Wyobrażacie sobie Szklany tron bez ciętego języka i szalonych pomysłów Aelin? Mi było ciężko. Dopóki nie zostałam pochłonięta przez Wieżę Świtu. Maas wprowadziła nową bohaterkę, której spięcia z Chaolem na spokojnie zastępują relację Aelin z Aedionem. Dodatkowo w tej części nie mamy tylu politycznych gierek, ponieważ Nesryn, Chaol oraz Yrene nie są typami politycznych graczy. Zaskoczył mnie również kierunek, w którym autorka poprowadziła relację dwojga bohaterów znanych z poprzednich tomów. Takiego wątku miłosnego się nie spodziewałam. Z drugiej strony tożsamość niezwykłej kobiety, która pomogła Yrene, zupełnie nie stanowiła tajemnicy już od momentu, gdy została wspomniana. Chaol zdecydowanie zyskuje w tym tomie. Jest jednym z trzech głównych narratorów, więc możemy zrozumieć lepiej jego zachowanie w poprzednich częściach. Osobiście znów go polubiłam i szczerze mu kibicuję! Nesryn za to okazała się indywidualistką, która rozdarta pomiędzy rodzinnym miastem, a lojalnością wobec Doriana i Aelin, stara się pomóc. Najciekawszą bohaterką tego tomu została jednak Yrene, uzdrowicielka z bolesną przeszłością oraz ciętym językiem. Z niecierpliwością śledziłam jej losy i tok rozmyślania. Ze starego składu towarzyszą nam jedynie Chaol i Nesryn. Oznacza to, że autorka musiała stworzyć cały wachlarz zupełnie nowych, interesujących postaci, jak choćby kagan i jego dzieci. Nie dostrzegłam jednak inspiracji innymi bohaterami z poprzednich części. Wiem, że niektórzy nie zamierzali czytać Wieży, a czekać na dalsze losy Aelin. Mogę powiedzieć jedynie tyle, że nie wiecie, co tracicie. Tym bardziej, że bez znajomości tego tomu, można mieć potem problemy ze zrozumieniem szóstego tomu, ponieważ misja Chaola i Nesryn wniesie bardzo dużo do historii Ognistego Serca. Osobiście nie mogę się doczekać <3 A Wieżę Świtu polecam nawet, jeśli nie przepadacie za Kapitanem Gwardii! To kolejna emocjonująca przygoda w uniwersum Szklanego tronu! :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
13-06-2018 o godz 19:31 Kaśka Dudek dodał recenzję:
Wieża świtu (Tower of Dawn) Sarah J. Maas to kolejna powieść z cyklu Szklany Tron. Zapraszam do przeczytania recenzji :) Na Wieżę świtu z niecierpliwością czekało wielu czytelników i czytelniczek, ponieważ seria Szklany Tron zebrała już niemałe grono fanów. Akcja tego tomu rozgrywa się w tym samym czasie co Imperium Burz, a jego głównymi bohaterami są Chaol Westfall oraz Nesryn Faliq, którzy w poprzednich częściach byli zdecydowanie postaciami drugoplanowymi. Chaol i Nesryn wyruszają na Północny Kontynent do miasta Antica z desperacką misją nakłonienia wielkiego kagana imperium do udziału w wojnie przeciwko siłom Perringtona, ale i również z nadzieją na uzdrowienie Chaola przez którąś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme. Co to ich spotyka przechodzi ich najśmielsze oczekiwania – przychodzi im stawić czoło niebezpieczeństwu, którego nie spodziewali się spotkać na Północnym Kontynencie, a przekonanie wielkiego kagana do udziału w wojnie okazuje się nie takie łatwe. Mimo wielu przeszkód i komplikacji zyskują wiele, jakże cennych dla nich informacji, udaje min się zyskać kilku ważnych sprzymierzeńców, a niepozorna uzdrowicielka Yrene Towers wydaje się odegrać bardzo ważną rolę w powodzeniu ich misji. Szczerze mówiąc, do tej książki podchodziłam trzy razy i dopiero za trzecim razem zaskoczyło. Nie wiem dlaczego nie mogłam się w nią wkręcić, może to był jakiś kryzys czytelniczy, ale powiem Wam, że jak już zaskoczyło to nie mogłam się od niej oderwać, cały czas myślałam, tylko o tym kiedy będę mogła znowu ją wziąć w ręce i dowiedzieć się CO BĘDZIE DALEJ. W Wieży świtu pojawiło się wiele nowych postaci, które z tym jak się pojawiały, zyskiwały na mojej sympatii. Nawet sam Chaol, który wcześniej załapał u mnie niezłego minusa, zyskał w moich oczach i to wiele. Yrene Towers, udrowicielka, wbrew pozorom okazuje się niezłym ziółkiem – ta to ma charakterek, a dzieci wielkiego kagana to też niezłe łajdaki – Sartaq to mój faworyt ;D Poznajemy również ludy zamieszkujące Południowy Kontynent, wraz z ich historią, poznajemy nie tylko przepiękne zakątki, ale również te mroczne, które skrywają mrok i niebezpieczeństwo. Jeśli chodzi o samą fabułę to Sarah J. Maas tak nią zakręciła, że w życiu bym się nie domyśliła jak to się wszystko potoczy. Akcja świetnie się rozwinęła, a wątki i informacje, które pojawiły się w tej części, idealnie połączyły się z poprzednią częścią i wyjaśniły wiele spraw. Wieża świtu to pozycja obowiązkowa! I już nie mogę się doczekać dalszego ciągu, bo zarówno Imperium burz i Wieża świtu skończyły się w tym samym momencie, a był to moment iście PIEKIELNY. Kaśka Dudek | ButFirstCoffee.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
24-06-2018 o godz 17:31 Paulina11 dodał recenzję:
Nie zabrałam się za Wieżę od razu, jak tylko przyszła – w końcu to grubasek, a ja miałam nawał nauki. A jak wiadomo – Maas potrafi walnąć takimi zwrotami akcji, że przyszpila do książki na długie godziny. Tak więc w końcu nadszedł ten czas, kiedy to wzięłam tę cegłę do rąk i zaczęłam czytać, mój zapał utrzymywał się jeszcze kilkadziesiąt stron, po czym... zaczął słabnąć. Było ciekawie, ale jakoś tak za spokojnie jak na Sarah. Generalnie autorka w „nowelce” (tak to miała być zwykła nowelka. A urosła do rozmiarów pokaźnego tomu) przedstawiła inny świat niż w regularnych tomach, inny świat na takiej zasadzie, że tutaj akcja rozgrywa się nie na północnym, a na południowym kontynencie. W krainie, która o ile mnie pamięć nie myli – nie została nawet wspomniana w poprzednich częściach. Sarah miała więc pustą kartkę, jeśli chodzi o królestwo na tym kontynencie i jak to ona – wykorzystała to. Jednak jako że jest to coś nowego, to musiała też poświęcić trochę czasu, żeby wszystko wyjaśnić, co i jak. „Wieża świtu” wywodzi się stąd, że Chaol został ranny podczas walki w szklanym zamku i przez to jest sparaliżowany od pasa w dół, więc razem z Nesryn udają się na południe, gdzie są najlepsze uzdrowicielki w ich świecie – właśnie w Torre Cesme. Ale nie myślcie sobie, że przed te ponad 800 stron jest mowa tylko i wyłącznie o uzdrawianiu byłego kapitana Gwardii Królewskiej. O nie, Sarah postarała się o nowe przygody, nowe niebezpieczeństwa, mnóstwo intryg i knowań. A żeby nie było zbyt nudno, wprowadziła także nowe (to słowo pojawia się już chyba pięćsetny raz) stworzenia! I te dobre i te złe! Aa no i zaserwowała takie rewelacje, że nieraz szczena opadła do podłogi. Mimo, że pierwsza część była nudnawa, wcale nie żałuję, że ją przeczytałam. Ba! Jestem zasmucona, że już skończyłam! Druga część zdecydowanie wynagradza spokojniejszą akcję pierwszej! „Wieża świtu” to dodatek do serii Szklany tron, ale ja osobiście uważam, że przed tomem finałowym (ale koniecznie po „Imperium burz”!) zdecydowanie warto po niego sięgnąć. Bez tego lektura finałowego będzie w pewnym stopniu niekompletna, bo tutaj zadziało się naprawdę wiele rzeczy i mam przeczucie, że bez Wieży będzie trudno się później połapać. Pozostaje tylko czekać na „Kingdom of Ash” (Czyżby „Królestwo popiołów”?) i a niech mnie... Ja się aż boję, co nam szykuje Sarah... Coraz bardziej się skłaniam ku temu, żeby sprezentować sobie tę książkę po angielsku na swoje 18 urodziny! A co mi tam, spróbuję w oryginale :D zabookowanyswiatpauli.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
27-10-2019 o godz 11:14 CzytanieNaszymZyciem dodał recenzję:
Wieża świtu - tak zwany tom połówkowy (a przynajmniej ja używam tego określenia :D), co oznacza, że należy do serii, ale jest tylko dodatkiem i można go pominąć. Z tego też powodu okładka różni się od pozostałych tomów serii Szklany tron. Wieża świtu swoją premierę miała 18.04.2018 roku, więc jeszcze przed Królestwem popiołów. Zostawiłam ją sobie na sam koniec, bo nie chciałam odrywać się od właściwej akcji. O czym opowiada książka? Tom 5.5 poświęcony jest przede wszystkim Chaolowi i Nesryl - ale, oczywiście, nie tylko! Wszyscy już doskonale znamy Sarah J. Maas i wiemy, że jest to autorka, która nie potrafi się ograniczać w pisaniu. Na blisko 850 stronach spotkamy wielu bohaterów i jeszcze więcej akcji. Chaol i Nesryl wyruszają w podróż do miasta Antica. Były Kapitan Gwardii Królewskiej liczy na to, że jedna z uzdrowicielek przywróci mu władzę w nogach. Zaczyna się bardzo niepozornie, ale za chwilę akcja nabierze tempa i nie zwolni aż do końca! Zachwyca mnie to, ile pracy Sarah J. Maas wkłada w swoje książki. Od samego początku tej serii, od pierwszego tomu, bohaterowie są w mojej głowie jak żywi! Jednych lubię, innych nienawidzę, ale każdy z nich w jakiś sposób mnie porusza, wywołuje emocje. To oznacza, że postacie są naprawdę świetnie wykreowane i chyba każdy miłośnik Maas się ze mną zgodzi. Pojawiają się gdzieniegdzie głosy, że Wieża świtu jest stanowczo zbyt obszerna. Ale takie opinie krążą przy każdej książce Maas, taki jest po prostu jej styl. Ja też na początku narzekałam, ale teraz to doceniam. Dzięki takiej liczbie stron mogę dłużej siedzieć w tym świecie, mam czas na przemyślenie zachowania bohaterów i wcale nie uważam, że ten czas odpoczynku jest dla mnie nudny czy zmarnowany. Komu tej książki zdecydowanie nie polecam? Na pewno tym, którzy za Chaolem nie przepadają. Wiem, że tacy też są. Jednak myślę, że można podejść do tej książki trochę inaczej i skupić się bardziej na samej fabule, a mniej na Chaolu - co kto lubi. :) Jedno jest pewne - Wieża świtu to część, która stanowi doskonałą zapowiedź tego, co spotkamy w Królestwie popiołów. Dajcie się porwać tej serii, dajcie szansę temu tomowi, a zapewniam, że będziecie zachwyceni! Szklany tron nie bez powodu jest tak popularny i ciągle się do niego wraca. W tym uniwersum naprawdę można przepaść bez reszty. :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-05-2018 o godz 10:39 Ewelina Anna Chojnacka dodał recenzję:
"Wieża świtu" to kolejne, fantastyczne dzieło Pani Sarah J. Maas będące kontynuacją bestsellerowej serii "Szklany tron",wydanej za pośrednictwem Wydawnictwa Uroboros. Jest to tom 5,5 - czyli tom przejściowy pomiędzy "Imperium burz" a oczekiwanym z utęsknieniem "Kingdom od Ash". Autorką "Wieży świtu" jest Sarah J. Maas - nietuzinkowa, pełna pasji i bogatej wyobraźni pisarka, która znana jest nie tylko z serii "Szklany tron", ale i także z rewelacyjnego, pełnego magii "Dworu cierni i róż". Jej styl jest niesamowicie wciągający, plastyczny i wypełniony fajną nutką elektryzujących emocji, które uzależniają, intrygują i zapierają nam dech w piersiach, i to na wiele bezcennych godzin. Głównymi bohaterami tej części są Chaol Westfall i Nesryn Faliq - dwójka drugoplanowych postaci, które otrzymały od literackiego losu swoje własne pięć minut sławy. Ich wspólna historia początkowo miała być tylko niedługim, wciągającym dodatkiem, który miał zaostrzyć nasz wielki apetyt przez zbliżającym się tomem finalnym serii, ale coś w świecie fantastyki zdecydowało, że "Wieża świtu" została jednak obszernym, pełnoprawnym tomem, wypełnionym po brzegi ogromną siłą intryg, miłości i niezapomnianych wrażeń. Chaol i Nesryn wyruszają wspólnie na Południowy Kontynent, z ważną dla nich obojga misją do wykonania. Po pierwsze, muszą odnaleźć legendarnego uzdrowiciela, który przywróci kapitanowi Gwardii Królewskiej władzę w nogach. Po drugie, przekonać wszechpotężnego kogana do zawarcia sojuszu, dzięki któremu będą mogli połączyć swoje siły w walce z wrogimi Volganami. Czy Chaol i Nesryn podołają tej niebezpiecznej misji? Podsumowując: wieża świtu to historia, która intryguje, wciąga i kusi czytelnika nie tylko swoją niebanalną fabułą, wartką akcją i nutką niebanalnej kreatywności, ale i także magią swoich niezapomnianych emocji, które są kluczem do świata wypełnionego czarem fantastycznej przygody. Polecam gorąco
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

O autorze: Sarah J. Mass

Sarah J. Mass jest amerykańską pisarką urodzoną w 1986 roku. Jej specjalnością są młodzieżowe powieści z kręgu fantasy. Jej debiutem literackim była powieść pod tytułem "Szklany tron" - częściowo inspirowana baśnią o Kopciuszku, przenosząca czytelników w świat fantazji. Główną bohaterką jest Celaena - nastoletnia zabójczyni, walcząca o sprawiedliwość w skorumpowanym królestwie. Powieść wydana w 2012 roku zapoczątkowała bestsellerowy cykl, który stał się hitem na całym świecie.

Zobacz także

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.