Szklany tron. Tom 5.5. Wieża świtu (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Sprzedaje empik.com 48,99 zł

Cena promocyjna:
48,99 zł
Cena empik.com:
49,99 zł
Oszczędzasz:
1,00 zł (2%)
Koszt dostawy:
Salon empik - 0,00 zł
Produkt w magazynie empiku
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Dostępność w salonie empik

Zarezerwuj w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Maas Sarah J. Książki | okładka miękka
48,99 zł
asb nad tabami
Maas Sarah J. Książki | okładka miękka
48,99 zł
asb nad tabami
Maas Sarah J. Książki | okładka miękka
41,49 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Chaol Westfall i Nesryn Faliq wyruszają w podróż do starego i pięknego miasta Antica. Były kapitan Gwardii Królewskiej ma nadzieję, że któraś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme przywróci mu władzę w nogach. Uleczenie to jednak tylko część planu. Oto na tronie zasiada wszechpotężny kagan, którego Chaol ma za zadanie nakłonić do wzięcia udziału w wojnie.

Jednak to, co czeka Chaola i obecną kapitan Gwardii Królewskiej Nesryn, przekroczy ich najśmielsze oczekiwania. Kluczem do powodzenia misji może okazać się niepozorna uzdrowicielka Yrene i informacje, które bohaterowie zdobędą podczas pobytu w pałacu.

Wieza switu

Tytuł: Szklany tron. Tom 5.5. Wieża świtu
Seria: Szklany tron
Autor: Maas Sarah J.
Tłumaczenie: Mortka Marcin
Wydawnictwo: Uroboros
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 848
Numer wydania: I
Data premiery: 2018-04-18
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 202 x 135
Indeks: 25593723
Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4,9
5
33
4
3
3
1
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
31 recenzji
01-08-2018 o godz 21:31 magda01 dodał recenzję:
Mimo że w książce nie pojawia nam się bohaterka seri,i to książka jest rewelacyjna. Przyznam, że sama nie przepadam za Chaolem, ale w tej książce moje odczucia co do tego bohatera zmieniają się. Przez cały czas Sarah J. Maas knuje intrygę, o której czytelnik dowiaduje się prawie na sam koniec tomu. Ciekawie został także rozwinięty wątek Nesryn, dziewczyna zyskała nowego adoratora (księcia Sartaqa) i utraciła miłość do Chaola. (przepraszam za spoilery). Sam były Kapitan Gwardii ożenił się z Yrene Towers - swoją uzdrowicielką. Wielu czytelników patrzyło na ten tom z dystansem. Osobiście uważam, że nie warto. Zdaje sobie sprawę, że zagorzali fani autorki i tak przeczytają ten kawałek serii. Teraz zwracam się do tej reszty, która jeszcze się nie zdecydowała. Polecam przeczytać "Wieżę świtu". Na pewno różni się od innych tomów ze względu na to, że nie mamy tutaj Aelin, Manon, Doriana i innych. Ale postać Chaola wcale nie jest taka zła. Sarah J. Maas tym tomem wyjaśnia w pewnym sensie całą sytuację tego bohatera, jago problemy i zawahania. Sama nie sądziłam, że tak bardzo odmieni się mój stosunek do tej postaci. Okazuje się, że mężczyzna wcale nie jest taki bez smaku. Stwierdzam, że książka jest potrzebna, aby czytelnik mógł wiedzieć dlaczego niektóre rzeczy się wydarzą w następnym ostatnim tomie serii. Nie ukrywając, Sarah J. Maas staje się coraz lepszą pisarką, jej powieści są lepsze jedna od drugiej. Czy autorka zaskoczy nas następnym tomem? Myślę, że tak.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
31-07-2018 o godz 04:31 Zirael06 dodał recenzję:
Kiedy dowiedziałam się, że domniemana nowelka rozrosła się do miana tomu 5.5, nie byłam zbytnio przekonana do „Wieży świtu”. Po przeczytaniu niektórych opinii bałam się, że książka mnie zanudzi – opowiada o Chaolu, postaci, której nie darzę szczególną sympatią i miałam wrażenie, iż jego perspektywa odbierze mi całą radość z czytania. Nie mogłam być w większym błędzie. Od pierwszych stron mamy powiew świeżości w serii i jest nim otoczenie – nie jest to Erilea czy Wendlyn, które zdołaliśmy już dobrze poznać w poprzednich częściach. Kultura Południowego Kontynentu jest zupełnie odmienna i muszę przyznać, że naprawdę ogromną radość sprawiało mi czytanie o zwyczajach panujących w Antice. Bohaterowie – Chaol, Nesryn, Sartaq, Hasar czy znana z nowelki Yrene Towers – są pełnokrwiści, wielowymiarowi, zmieniają się i rozwijają wraz z akcją. Fabuła zaś… Nie jest zła. Powiedziałabym nawet, że na tle naszpikowanych wręcz akcją poprzedniczek wypada bardzo dobrze – nie jest aż tak przepełniona przemocą czy walkami, co jest miłą odmianą. Akcja rozgrywa się równolegle do „Imperium burz”, dzięki czemu obecni bohaterowie mają pojęcie o tym, co dzieje się z Aelin i jej drużyną. Osią fabuły jest znajdowanie sojuszników w nadchodzącej wojnie oraz rehabilitacja zarówno fizyczna, jak i psychiczna. Szczerze mówiąc, teraz, kiedy myślę, że to miała być nowelka, zaczynam zastanawiać się, jakim cudem Maas chciała upchnąć wszystkie informacje z „Wieży…” w jednym króciutkim opowiadaniu. Naprawdę. Biorąc pod uwagę, ile po tym tomie się wyjaśniło, wydaje mi się to wręcz nierealne – dlatego też cieszę się, iż ostatecznie zostało to częścią 5.5, a nie nowelką. W książce mamy tak naprawdę trzy perspektywy: perspektywę Chaola, perspektywę Nesryn i perspektywę uzdrowicielki Yrene Towers. Punkt widzenia Chaola opiera się właściwie na walce psychicznej z samym sobą i wnosi niewiele nowego do serii. Muszę jednak powiedzieć, że trochę się do niego w „Wieży…” przekonałam. Rozdziały poświęcone Nesryn odkrywają przed nami naprawdę wiele tajemnic ze świata książki – tajemnic, które odniosą naprawdę wielkie znaczenie w nadchodzącej wojnie. Dzięki tym rozdziałom zdołałam docenić właśnie tę postać – o Nesryn w poprzednich częściach było dość mało, nie wiedzieliśmy właściwie nic poza szczątkowymi informacjami, a w „Wieży świtu” okazuje się, że ta dziewczyna naprawdę ma łeb na karku. Jeżeli o Yrene chodzi… Yrene poznajemy w nowelce „Zabójczyni i uzdrowicielka”, ale dopiero teraz możemy odkryć jej zaplecze fabularne. Nie jest to zła postać – określiłabym jako sympatyczną dziewczynę, która czasami potrafi pokazać pazur. Rozdziały z jej perspektywy były naprawdę dobrze napisane. Podobał mi się również rozwój jej relacji z Chaolem – nie był on jakiś bardzo dynamiczny, co jest sporym odróżnieniem od „Imperium burz”, gdzie moim zdaniem Maas się stanowczo ze wszystkim pospieszyła. Nie przepadam za łączeniem wszystkich postaci w pary, ale tutaj mi to jakoś szczególnie nie przeszkadzało. Romans nie jest tutaj na pierwszym planie, jest wątkiem pobocznym, więc to jest stanowczo na plus. Jestem również stanowczo pod wrażeniem wszelkich plot twistów i foreshadowingu, jakie Maas zastosowała w książce. Dla przykładu powiem tylko, że wyjaśnia się sprawa kupca z nowelki „Zabójczyni i Czerwona Pustynia”, o którym wspomniano również w „Dziedzictwie ognia”. Kunszt autorki i to, jak manewruje czytelnikiem, jest wręcz niebywały. Nie żałuję, że sięgnęłam po „Wieżę świtu”. Mimo moich wcześniejszych obiekcji i tego, że niezbyt byłam przekonana do lektury, czytało się książkę świetnie i nawet postać Chaola zbytnio mi nie przeszkadzała – pomijając jeden moment, gdzie naprawdę mnie zirytował. Miałam wrażenie, że tak naprawdę Nesryn gna fabułę do przodu – to w końcu ona podróżuje po Południowym Kontynencie, odkrywa rzeczy związane z Valgami i Kluczami Wyrda. Mimo tego „Wieża…” jest lekturą, którą naprawdę powinno się przeczytać przed finałem, ponieważ wnosi do całej serii ogrom ważnych faktów. Polecam głównie ze względu na wprowadzoną do serii świeżość i te wszystkie fakty potrzebne do zrozumienia, o co właściwie toczy się gra.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
04-07-2018 o godz 18:26 m_arysi_a dodał recenzję:
potegaksiazek.blogspot.com Pierwszy raz jestem w takim stanie, że boję się pisać recenzję. Dlaczego? Bo podczas czytania tej książki miałam w sobie tyle myśli, co bym chciała w tej recenzji napisać, jakie kwestie poruszyć, że teraz jak to piszę, boję się, że zapomnę o wielu rzeczach. W skrócie: ta książka była niesamowita od początku do końca. Zdaję sobie sprawę, ile ludzi mówiło, że pierwsza część tej książki jest nudna. I się zastanawiam: gdzie jest nudna? :D Serio, mnie wciągnęło od pierwszego rozdziału. Nie mogłam przestać czytać, bo cały ten świat wciągnął mnie niesamowicie. Wiecie co, zawsze mówiłam, że to Dwory są moją miłością. Ale po przeczytaniu Wieży Świtu naszło mnie na przemyślenia dotyczące całej serii Szklanego tronu. I moim zdaniem Szklany tron nie dorównuje Dworom, jeśli chodzi o świat jaki jest tu stworzony! Czytając tę książkę cały czas się czułam, jakbym miała w ręku jakiś bardzo stary, średniowieczny i cenny skrypt. Jakbym czytała historię, która działa się naprawdę, bo wszystko jest tu pięknie opisane. Sarah J. Maas ma taki piękny, śliczny i plastyczny język, że ja nie wiem jak ona to robi. I to nie wszystko, bo skąd ta kobieta ma taką wyobraźnię? Po przeczytaniu tych 6 książek i opowiadań, widzę, że od pierwszej części, czyli od Szklanego tronu, wszystko jest ze sobą ściśle powiązane, a my czytając nawet sobie nie zdawaliśmy z tego sprawy! Ta seria jest zdecydowanie jedną z tych, którą trzeba czytać więcej niż jeden raz, bo od pierwszej części, wiedząc, co jest w kolejnych częściach, możemy doszukiwać się nowych szczegółów i mówić sobie: "faktycznie, jak ja tego wcześniej nie zauważyłam?". Tutaj każdy szczegół jest ważny. Kiedy coś czytacie i nic sobie nie myślicie, ot zwykła scena, potem okazuje się, że to było bardzo ważne! Uwielbiam to w tej serii. To, że w tej serii jest nie tylko czysta, piękna fantastyka, piękna miłość i piękna przyjaźń, ale i ośmielę się powiedzieć, że nawet troszkę kryminału! Tutaj jest niesamowicie wiele tajemnic, zagadek (które swoją drogą się rozwiązują prędzej czy później, nie martwcie się :)). Co uwielbiam najbardziej to to, że są takie świetne powiązania do bardzo dalekich starożytnych czasów! Świat w tej serii, ja odczuwam jako taki starożytny; z zamkami, wojnami, ale i piękną magią, starożytnością, mocami... kurczę, to jest takie niesamowite, że nie mogę złapać oddechu. Ta seria to czysty geniusz. Autorka jest niesamowitym geniuszem. Bo nie wiem, jak ktoś potrafił napisać tak niesamowite książki, które zawierają w sobie same mądrości. Kocham książki Maas, bo one nie wiecie jak mnie wiele nauczyły. Tutaj jest nie tylko przygoda, wojny, bijatyki, tajemnice i niebezpieczeństwo. Tutaj jest pokazane jak żyć i być silnym. Miłość w tych książkach zawsze rozwija się powoli (co jest cudowne), ale kiedy już jest w najwyższym stanie, potrafi znieść wszystko. Niesamowita wierność i kochanie. Przyjaźnie są tutaj silne i znowu: wierność. Te książki są realistyczne, jeśli chodzi o stan psychiczny bohaterów. Nie udają, że są silny. Pokazują, że w wielu momentach są słabi i nie dają rady. Ale pchają do przodu, kurde, są tak niesamowicie silni, przezwyciężą wszystko, że to mi pokazuje, że i ja muszę być silna, nie ważne co stanie na mojej drodze. Skoro oni dają radę, to czemu ja nie dam? Przechodzą piekło, takie niesamowite piekło, a skądś mają siłę, żeby przezwyciężyć cierpienia. Właśnie to tutaj pokazuje Chaol. To nie tylko historia o Chaolu, oj nie. Wiecie, ja nigdy nie byłam przeciw niemu, Nie miałam nic do niego. Ale tutaj czułam w tej książce tak wielką sympatię do niego. Tak mi było smutno, gdy się obwiniał, cierpiał... Aż sama Maas pokazała mały symbol, że jego choroba, była w duży sposób związana z jego umysłem, jego demonami w środku jego głowy, bo się obwiniał, obarczał, stwierdził, że nie zasługuje na nic, a śmierć byłaby w porządku dla niego. Niesamowicie mnie to bolało. I Yrene, piękna dziewczyna, która również mnie tyle nauczyła. Ta historia jest tak piękna.... Ta dziewczyna była niesamowicie silna i dobra, to w niej podziwiam. Zdeterminowana, i stała na swoim. Miała cel, który chciała osiągnąć. Relacja między tą dwójką... nie mogę. Wszystko jest boskie. Wiem, że dużo ludzi wzbrania się przed tą książką. Ja z nią zwlekałam niesamowicie długo. I żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej. Jeśli pokochaliście ostatni, 5 tom serii, ośmielam się powiedzieć, że Wieża świtu dorównuje poziomem do 5. tomu, a może nawet jest lepsza! Wy nie wiecie ile emocji tu przeżyłam. Ile rzeczy się dowiedziałam. Finałowego tomu nie zrozumiecie, jeśli nie przeczytacie Wieży świtu, to pewne. Bo tutaj WIELE super ważnych rzeczy się dowiadujemy o Valgach i nie tylko, o których bohaterowie w 5. tomie nie mieli pojęcia! Dlatego, czytajcie tę książkę jak najszybciej, nie będziecie żałować, bo jest zbyt piękna. I aż boję się sięgnąć po finałowy tom. BOJĘ SIĘ, CO TAM SIĘ BĘDZIE WYPRAWIAŁO I JAK MOJA PSYCHIKA TO WYTRZYMA. :D Naprawdę, nie wiem jak to zniosę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-07-2018 o godz 10:37 podróżdokrainyksiążek dodał recenzję:
„Wieża świtu” to kontynuacja cyklu „Szklany tron”, w którym to Chaol i Nersyn zostają głównymi postaciami, wokół których dzieje się cała akcja, a dzięki niej będzie nam dane poznać lepiej owe postacie. Które wspólnie teraz wyruszają w drogę do miasta Antica. Mają nadzieje, że tam właśnie znajdą ratunek dla byłego kapitana, którego jedna ze słynnych kapłanek przywróci władze w nogach i będzie mógł ponownie chodzić i służyć swojemu królowi. Jednak tam drogi Chaol’a i Nersyn się rozstają, dziewczyna wyrusza na pomoc księciu Sartaq, a on sam zostaje z Yrene rozbitą emocjonalnie uzdrowicielką, której będzie dane się zmierzyć ze swoją przeszłością, która w nią uderza po przybyciu Chol’a osoby pochodzącej z kraju, z którego ledwo co uszła z życiem, a teraz musi mu pomóc. Wiąże się to z tym, że gdy szukają rozwiązania, by uleczyć mężczyznę, wplątują się w wiele intryg i sprzeczności losu, które ich podróż we swój sposób urozmaicają, nie ma miejsca na odpoczynek, gdy w tym wszystkim jeszcze muszą wypełnić misje, by zebrać sojuszników do zbliżającej się wojny. Nersyn, w tym tomie mogła nam wreszcie pokazać, jaką jest osobą, podczas podróży z księciem Sartaq, gdzie próbowali zdobyć informacje jak pokonać nadchodzące zło, napotykają niegdyś ukrytą prawdę. Wszystko zmierza ku wojnie, a wraz z nią znów się rozstrzygnie walka dobra ze złem. Podsumowując, jest to książka, która ma swoje dobre momenty, pełne interesujących dialogów czy wydarzeń, jednak miałam wrażenie, że niektóre sceny, wręcz całe strony były niepotrzebne, jakby na siłę tylko było to zrobione, by zwiększyć grubość książki, w której można się zatopić, gdyż pomimo że jest to poboczna historia, znalazła miejsce na tylu stronach. Pomimo tego nieprzyjemnego zgrzytu, jaki można doświadczyć, warto po nią sięgnąć i znów zebrać wiedze z tego cudownego świata, jaki autorka wykreowała.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
25-06-2018 o godz 11:25 nata_zg dodał recenzję:
Mimo tego, że Chaol nie jest moim ulubionym bohaterem serii. To książka jest fantastyczna! :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-06-2018 o godz 17:31 Paulina11 dodał recenzję:
Nie zabrałam się za Wieżę od razu, jak tylko przyszła – w końcu to grubasek, a ja miałam nawał nauki. A jak wiadomo – Maas potrafi walnąć takimi zwrotami akcji, że przyszpila do książki na długie godziny. Tak więc w końcu nadszedł ten czas, kiedy to wzięłam tę cegłę do rąk i zaczęłam czytać, mój zapał utrzymywał się jeszcze kilkadziesiąt stron, po czym... zaczął słabnąć. Było ciekawie, ale jakoś tak za spokojnie jak na Sarah. Generalnie autorka w „nowelce” (tak to miała być zwykła nowelka. A urosła do rozmiarów pokaźnego tomu) przedstawiła inny świat niż w regularnych tomach, inny świat na takiej zasadzie, że tutaj akcja rozgrywa się nie na północnym, a na południowym kontynencie. W krainie, która o ile mnie pamięć nie myli – nie została nawet wspomniana w poprzednich częściach. Sarah miała więc pustą kartkę, jeśli chodzi o królestwo na tym kontynencie i jak to ona – wykorzystała to. Jednak jako że jest to coś nowego, to musiała też poświęcić trochę czasu, żeby wszystko wyjaśnić, co i jak. „Wieża świtu” wywodzi się stąd, że Chaol został ranny podczas walki w szklanym zamku i przez to jest sparaliżowany od pasa w dół, więc razem z Nesryn udają się na południe, gdzie są najlepsze uzdrowicielki w ich świecie – właśnie w Torre Cesme. Ale nie myślcie sobie, że przed te ponad 800 stron jest mowa tylko i wyłącznie o uzdrawianiu byłego kapitana Gwardii Królewskiej. O nie, Sarah postarała się o nowe przygody, nowe niebezpieczeństwa, mnóstwo intryg i knowań. A żeby nie było zbyt nudno, wprowadziła także nowe (to słowo pojawia się już chyba pięćsetny raz) stworzenia! I te dobre i te złe! Aa no i zaserwowała takie rewelacje, że nieraz szczena opadła do podłogi. Mimo, że pierwsza część była nudnawa, wcale nie żałuję, że ją przeczytałam. Ba! Jestem zasmucona, że już skończyłam! Druga część zdecydowanie wynagradza spokojniejszą akcję pierwszej! „Wieża świtu” to dodatek do serii Szklany tron, ale ja osobiście uważam, że przed tomem finałowym (ale koniecznie po „Imperium burz”!) zdecydowanie warto po niego sięgnąć. Bez tego lektura finałowego będzie w pewnym stopniu niekompletna, bo tutaj zadziało się naprawdę wiele rzeczy i mam przeczucie, że bez Wieży będzie trudno się później połapać. Pozostaje tylko czekać na „Kingdom of Ash” (Czyżby „Królestwo popiołów”?) i a niech mnie... Ja się aż boję, co nam szykuje Sarah... Coraz bardziej się skłaniam ku temu, żeby sprezentować sobie tę książkę po angielsku na swoje 18 urodziny! A co mi tam, spróbuję w oryginale :D zabookowanyswiatpauli.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-06-2018 o godz 07:30 domini dodał recenzję:
Rewelacyjna, podobnie jak poprzednie części. Miło sięgnąć po literaturę tej autorki
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-06-2018 o godz 00:00 Pawlak Roman dodał recenzję:
Część ludzi odstrasza gruby tom książki, mnie wręcz przyciąga i to bardzo. Szanuję bardzo pracę autora, a taka duża ilość szczegółowych opiów miejsc, postaci oraz duża ilość szalonej akcji to idealny produkt dla czytelnika. Jest to dobrego rodzaju fantasy, które potrafi uzależnić. Trudno polecać tę książkę do przeczytania, bo zawsze należy zaczynać od początku serii, aby zrozumieć prawdziwy sens opowiadanej historii. Ja nie mogłem się doczekać końca by dowiedzieć się czy misja kapitana się powiedzie. Dużo niewiadomych, a akcja odkrywa co jakiś czas nowe karty. Długo skrywane sekrety powoli się otwierają, bardzo dobra kontynuacja poprzednich części.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-06-2018 o godz 19:31 Kaśka Dudek dodał recenzję:
Wieża świtu (Tower of Dawn) Sarah J. Maas to kolejna powieść z cyklu Szklany Tron. Zapraszam do przeczytania recenzji :) Na Wieżę świtu z niecierpliwością czekało wielu czytelników i czytelniczek, ponieważ seria Szklany Tron zebrała już niemałe grono fanów. Akcja tego tomu rozgrywa się w tym samym czasie co Imperium Burz, a jego głównymi bohaterami są Chaol Westfall oraz Nesryn Faliq, którzy w poprzednich częściach byli zdecydowanie postaciami drugoplanowymi. Chaol i Nesryn wyruszają na Północny Kontynent do miasta Antica z desperacką misją nakłonienia wielkiego kagana imperium do udziału w wojnie przeciwko siłom Perringtona, ale i również z nadzieją na uzdrowienie Chaola przez którąś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme. Co to ich spotyka przechodzi ich najśmielsze oczekiwania – przychodzi im stawić czoło niebezpieczeństwu, którego nie spodziewali się spotkać na Północnym Kontynencie, a przekonanie wielkiego kagana do udziału w wojnie okazuje się nie takie łatwe. Mimo wielu przeszkód i komplikacji zyskują wiele, jakże cennych dla nich informacji, udaje min się zyskać kilku ważnych sprzymierzeńców, a niepozorna uzdrowicielka Yrene Towers wydaje się odegrać bardzo ważną rolę w powodzeniu ich misji. Szczerze mówiąc, do tej książki podchodziłam trzy razy i dopiero za trzecim razem zaskoczyło. Nie wiem dlaczego nie mogłam się w nią wkręcić, może to był jakiś kryzys czytelniczy, ale powiem Wam, że jak już zaskoczyło to nie mogłam się od niej oderwać, cały czas myślałam, tylko o tym kiedy będę mogła znowu ją wziąć w ręce i dowiedzieć się CO BĘDZIE DALEJ. W Wieży świtu pojawiło się wiele nowych postaci, które z tym jak się pojawiały, zyskiwały na mojej sympatii. Nawet sam Chaol, który wcześniej załapał u mnie niezłego minusa, zyskał w moich oczach i to wiele. Yrene Towers, udrowicielka, wbrew pozorom okazuje się niezłym ziółkiem – ta to ma charakterek, a dzieci wielkiego kagana to też niezłe łajdaki – Sartaq to mój faworyt ;D Poznajemy również ludy zamieszkujące Południowy Kontynent, wraz z ich historią, poznajemy nie tylko przepiękne zakątki, ale również te mroczne, które skrywają mrok i niebezpieczeństwo. Jeśli chodzi o samą fabułę to Sarah J. Maas tak nią zakręciła, że w życiu bym się nie domyśliła jak to się wszystko potoczy. Akcja świetnie się rozwinęła, a wątki i informacje, które pojawiły się w tej części, idealnie połączyły się z poprzednią częścią i wyjaśniły wiele spraw. Wieża świtu to pozycja obowiązkowa! I już nie mogę się doczekać dalszego ciągu, bo zarówno Imperium burz i Wieża świtu skończyły się w tym samym momencie, a był to moment iście PIEKIELNY. Kaśka Dudek | ButFirstCoffee.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
25-05-2018 o godz 19:51 Anonim dodał recenzję:
Po prostu uwielbiam te serie;)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-05-2018 o godz 10:39 Ewelina Anna Chojnacka dodał recenzję:
"Wieża świtu" to kolejne, fantastyczne dzieło Pani Sarah J. Maas będące kontynuacją bestsellerowej serii "Szklany tron",wydanej za pośrednictwem Wydawnictwa Uroboros. Jest to tom 5,5 - czyli tom przejściowy pomiędzy "Imperium burz" a oczekiwanym z utęsknieniem "Kingdom od Ash". Autorką "Wieży świtu" jest Sarah J. Maas - nietuzinkowa, pełna pasji i bogatej wyobraźni pisarka, która znana jest nie tylko z serii "Szklany tron", ale i także z rewelacyjnego, pełnego magii "Dworu cierni i róż". Jej styl jest niesamowicie wciągający, plastyczny i wypełniony fajną nutką elektryzujących emocji, które uzależniają, intrygują i zapierają nam dech w piersiach, i to na wiele bezcennych godzin. Głównymi bohaterami tej części są Chaol Westfall i Nesryn Faliq - dwójka drugoplanowych postaci, które otrzymały od literackiego losu swoje własne pięć minut sławy. Ich wspólna historia początkowo miała być tylko niedługim, wciągającym dodatkiem, który miał zaostrzyć nasz wielki apetyt przez zbliżającym się tomem finalnym serii, ale coś w świecie fantastyki zdecydowało, że "Wieża świtu" została jednak obszernym, pełnoprawnym tomem, wypełnionym po brzegi ogromną siłą intryg, miłości i niezapomnianych wrażeń. Chaol i Nesryn wyruszają wspólnie na Południowy Kontynent, z ważną dla nich obojga misją do wykonania. Po pierwsze, muszą odnaleźć legendarnego uzdrowiciela, który przywróci kapitanowi Gwardii Królewskiej władzę w nogach. Po drugie, przekonać wszechpotężnego kogana do zawarcia sojuszu, dzięki któremu będą mogli połączyć swoje siły w walce z wrogimi Volganami. Czy Chaol i Nesryn podołają tej niebezpiecznej misji? Podsumowując: wieża świtu to historia, która intryguje, wciąga i kusi czytelnika nie tylko swoją niebanalną fabułą, wartką akcją i nutką niebanalnej kreatywności, ale i także magią swoich niezapomnianych emocji, które są kluczem do świata wypełnionego czarem fantastycznej przygody. Polecam gorąco
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-05-2018 o godz 20:40 Czytaczyk dodał recenzję:
Z książkami Sarah J. Mass mam tak, że wciągają mnie dopiero od połowy albo przy samej końcówce. Większość wątków jest dla mnie zbyt rozwinięta, przez co początki mi się niemiłosiernie dłużą. Niestety Mass lubi tak rozdrabniać się na szczegóły i rozciągać wszystko. Na szczęście wszystko to wynagradza, gdy już zaczyna wprowadzać jakieś zawirowania i akcja nabiera tempa. Dlatego nie zniechęcajcie się, gdy sięgnięcie po tę czy inną książkę wywodzącą się z jej twórczości. Ta wstawka do całego cyklu została w pełni poświęcona Chaolowi Westfallowi oraz Nesryn Faliq. Chaola polubiłam już od samego początku, kiedy to pierwszy raz się zetknęłam z nim w „Szklanym tronie”. Tym bardziej nie mogłam się doczekać lektury i tym większe było moje podekscytowanie, gdy już się za nią zabrałam. Co do Nesryn, to raczej nie skupiła sobie mojego zainteresowania. Ale i też nie miała okazji, bo jak do tej pory pojawiały się jedynie jakieś wzmianki na jej temat. Po tym tomie szczerze mogę stwierdzić, że darzę ją sympatią. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach „Szklanego tronu” będzie się pojawiać częściej, niż do tej pory. Nie przeszkadzałoby mi nawet, gdyby jej większa obecność miała jeszcze bardziej przyhamować niekiedy akcję. Również inaczej spojrzę teraz na postać Chaola. Jestem z chyba teraz bardziej zżyta, niż z Cealeną. „Wieża świtu” jest wartym uwagi dodatkiem do serii, po który powinien sięgnąć każdy miłośnik tej serii.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-05-2018 o godz 13:59 dobra.ksiazka dodał recenzję:
Były Kapitan Gwardii Królewskiej, a obecnie Namietnik Chaol Westfall wyrusza wraz z Nesryn Faliq wyrusza do egzotycznej Antici. Rządzący nią Kagan jest potężnym człowiekiem o licznych armiach, na których zależy Westfallowi. Bowiem jego zadaniem jest zdobycie tego silnego sojusznika do walki z Valgami, z którymi za morzem zmagają się Aelin Galathynius i Dorian Havilliard. Ponadto pomocy szuka również dla siebie. Gdy Szklany Zamek uległ zniszczeniu, Chaol doznał uszczerbku na zdrowiu i stracił władzę w nogach, dlatego też liczy na umiejętności w leczeniu uzdrowicielek z Torre Cesme. Jednak nie wszystko idzie po ich myśli, gdyż Kaganat pogrążony jest w żałobie po śmierci najmłodszej księżniczki i władca nie jest zainteresowany politycznymi manewrami. Uzdrowicielką mężczyzny zostaje Yrene, niezwykle zdolna młoda kobieta, która szczerze nienawidzi Adarlanu za to, co jej niegdyś uczynił, przez co leczenie człowieka, który go reprezentuje przychodzi jej z wielkim trudem. Mroczne siły podążają jednak za dwójką przybyszów i wkrótce kwitnący Kaganat i jego mieszkańcy mogą znaleźć się w niebezpieczeństwie. Za każdym razem, gdy wychodzi książka spod pióra Sarah J. Maas czuję wielką ekscytację. Wiele lat temu zakochałam się w Szklanym tronie, a potem poznałam Dwory, które od razu podbiły moje serce. Nie mniej jednak nadal jestem wielką fanką jej pierwszej serii. Wiem, że wielu czytelników nie przepada za postacią Chaola, ale mam wrażenie, że nie zawsze tak było. Sądzę, że autorka wydobyła z niego wszystkie złe cechy, by na pierwszym planie postawić Rowana i by on stał się główną męską postacią. Ja mimo to przez te wszystkie tomy trwałam przy Chaolu i cieszę się, że dostał swoją powieść. Tym razem zostajemy zabrani do wspaniale rozwijającego się kraju, gdzie widzimy przepych, ruki, które uwielbiane są przez mieszkańców, ogromne gmachy, biblioteki i liczne uzdrowicielki, które dysponują wyjątkową magią. Pojawiło się wiele wspaniałych postaci, które szybko skradły moje serce jak Hasar, Sartaq, Houlun i Nesryn, którą mogłam bliżej poznać. Czasem problemem była dla mnie Yrene, a rola, którą przypisała dla niej Maas nie zawsze mi odpowiadała. W większości uwielbiam tworzone przez nią pary, ale jedna konkretna nie przypadła mi do gustu, bo liczyłam, że los Chaola jednak będzie inny. W powieści jest sporo opisów, a większość czytelników raczej tego nie lubi. Na szczęście tym razem były one tak plastyczne i trafione, że dzięki nim mogłam chłonąć ten świat w stu procentach. Akcja rozwijała się stopniowo, by pod koniec zdecydowanie przyspieszyć i nas porwać. "Wieża świtu" nie jest powieścią napisaną na siłę czy dla zysku. Świat, który poznaliśmy z "Szklanym tronie" tak się rozrósł, że żeby poznać bliżej Kaganat wręcz musiała powstać osobna historia. Niezwykle podoba mi się to, jak ewoluują bohaterowie, jak zmieniają się ich priorytety i osobowości oraz to, że autorka nie osiada na laurach i ciągle podsuwa nam fascynujących bohaterów. Jestem pod dużym wrażeniem opowiedzianych przygód i uważam, że "Wieża świtu" jest obowiązkową lekturą dla fanów serii, gdyż wnosi mnóstwo istotnych kwestii i będzie miała spory wpływ na dalszą fabułę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-05-2018 o godz 12:08 Salivia dodał recenzję:
Zacznijmy od zaprezentowania dwóch prawd: uwielbiałam Szklany tron jeszcze zanim Maas zdobyła w Polsce tak wielką sławę, jaką cieszy się teraz. I podobnie jak wielu czytelników: w pewnym momencie znielubiłam Chaola Westfalla. Dlatego, gdy usłyszałam, że zostanie mu poświęcony cały tom (i to nie taki krótki, bo liczący sobie 850 stron), nieco się wystraszyłam. Wystraszyłam się, że seria do której – bądź co bądź – mam spory sentyment straci w moich oczach. Czy tak się stało? Chaol i Nesryn przybywają do Antici w dwojakim celu: po pierwsze mają za zadanie zjednać sobie tamtejszego władcę i przekonać go do dołączenia do wojny z Erawanem; po drugie mają się skontaktować z mieszkającymi tam uzdrowicielkami oraz z ich pomocą uzdrowić Chaola. Niestety sprawa nie jest taka prosta, ponieważ w momencie, w którym przedstawiciele Adarlanu przybywają do Antici, panuje tam żałoba, co znacząco utrudnia zawarcie sojuszu. A jak się ma druga sprawa? Cóż, niewiele lepiej, ponieważ wyznaczona do zadania Yrene (poznana w nowelce Zabójczyni i uzdrowicielka) nieszczególnie przepada za Adarlanem. Przez pierwszą połowę książki zastanawiałam się, czy ta część jest nam tak naprawdę potrzebna. Historia toczy się równolegle do wydarzeń z Imperium burz, a więc co jakiś czas pojawiają się informacje o Aelin. Jednak oprócz tego, główna bohaterka praktycznie nie istnieje. Historia w całości skupia się na Chaolu, Nesryn oraz Yrene. Ze względu na to zastanawiałam się: czy naprawdę potrzebuję te 850 stron? Okazuje się, że tak. Książki Maas z zasady czyta mi się szybko ze względu na lekki styl autorki. Dlatego mimo że z początku historia nie przedstawiała niczego ekscytującego, to i tak przeszłam przez nią dość szybko. O wiele ciekawiej zaczyna być w drugiej połowie, kiedy to wydarzenia mające miejsce w Antice okazują się mieć znaczenie dla wielkiej wojny, która toczona będzie w Kingdom of Ashes. Drobne intrygi, odkrywane tajemnice oraz walki wciągają czytelnika i kilka razy można pomyśleć: wow, no to się porobiło. W związku z tym muszę przyznać, że historia mnie wciągnęła. Uwielbiam nadworne intrygi i tajemnice, a tych tutaj nie brakuje. Doceniam nawet to, że Maas wodzi czytelnika za nos, podrzucając mu kolejne skrawki informacji, które będą miały znaczenie w finałowym tomie serii. Co więcej uśmiechałam się, widząc nawiązania do prequelu Szklanego tronu. A jak ma się sprawa z bohaterami? We wcześniejszych tomach uważałam Nesryn za całkowicie wypraną z osobowości postać, która niby jest, ale nie ma większego znaczenia. W tym tomie szczerze ją polubiłam – jest utalentowaną, silną i odważną bohaterką, której historia najbardziej ciekawiła mnie przez całą książkę. Z niecierpliwością czekam na rozwinięcie jej wątku! Nie inaczej jest w przypadku Yrene, która również zabłysnęła swoim uporem oraz inteligencją. Polubiłam także poboczne postacie książąt oraz księżniczek zamieszkujących Anticę. Muszę przyznać, że ten tom zaprezentował szereg fajnych i ciekawie zbudowanych postaci. Jednak wiem, co jest tutaj najważniejsze: Chaol. Chaol w tym tomie zyskuje. Może dalej nie wpisuję go w poczet moich ulubionych postaci, jednak nie uważam go za tak beznadziejną postać, jak wcześniej. Faktycznie, zdarzały się momenty, gdy mnie irytował, ale czytanie książki z jego perspektywy wcale mi nie przeszkadzało. Mam nadzieję, że ta sytuacja się nie zmieni albo wręcz zmieni na lepsze! Nie sposób nie podkreślić tutaj elementu, na który zwróciłam uwagę już w poprzednim tomie. Maas ma tendencję do swatania wszystkich, sprawiania, aby każdy znalazł swoją wielką miłość. To z jednej strony urocze, a z drugiej może niektórych denerwować. Mnie zaczyna to po prostu nieco bawić – nauczyłam się akceptować, że autorka ma takie zapędy, chociaż chciałabym, aby znalazła się jedna postać, której życie miłosne nie będzie aż tak oczywiste. Podsumowując, spodziewałam się, że ten tom będzie kiepski, jednak okazał się utrzymywać poziom wcześniejszych tomów. Wiele elementów było dla mnie emocjonujących, polubiłam bohaterów, a historię śledziłam z ciekawością. Dlatego informacja dla każdego, kto zadawał sobie pytanie: czy mogę odpuścić sobie Wieżę świtu? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie nie, bo można na tym stracić.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
09-05-2018 o godz 00:00 Jaworski Jarosław dodał recenzję:
To dopiero druga seria książek, którą przeczytałem dwa razy! Nie wiem, jak ona to robi, ale chyba nigdy nie stracę do tego zainteresowania. Jest to zdecydowanie najlepsza seria, jaką kiedykolwiek czytałem, jeśli chodzi o ten temat. Chciałbym móc zapomnieć i przeczytać to jeszcze raz po raz pierwszy :) Nie mogę się już doczekać kolejnej części. Nauczyłem się tak wielu rzeczy.. Teraz chciałbym móc usiąść z Sarah Maasi i dowiedzieć się, skąd ona bierze te pomysły i jak potrafi trzymać tak długo napięcie. Mam wielką nadzieję, że kiedyś ukaże się film tej serii :) Serdecznie polecam wszystkim miłośnikom tego tematu. Na pewno autorka Was nie zawiedzie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-05-2018 o godz 15:53 KittyAilla dodał recenzję:
Wieża Świtu wywołała wielkie poruszenie w blogosferze. No bo jak to - sam Chaol, bez Aelin? Wiele osób postać Kapitana Gwardii zdążyło znielubić w trakcie 5 tomów, więc może rzeczywiście był to kiepski pomysł, aby poświęcić mu ponad 800-stronicową powieść? Jeśli ktoś z was jeszcze tego nie wiem, Wieża Świtu nie jest tomem 6, a 5.5, uzupełnieniem historii Aelin. Szkoda więc, że oprawa graficzna sugeruje, że to raczej osobna historia... Książka opowiada o (uwaga, mogą pojawić się spoilery w tym akapicie) rehabilitacji Chaola oraz walce jego i Nesryn o uzyskanie pomocy od kagana. Dodatkowo możemy śledzić rozwój ich relacji. Podróż do innej krainy i innego państwa stanowi ciekawy równoważnik dla polityki Północy. Wyobrażacie sobie Szklany tron bez ciętego języka i szalonych pomysłów Aelin? Mi było ciężko. Dopóki nie zostałam pochłonięta przez Wieżę Świtu. Maas wprowadziła nową bohaterkę, której spięcia z Chaolem na spokojnie zastępują relację Aelin z Aedionem. Dodatkowo w tej części nie mamy tylu politycznych gierek, ponieważ Nesryn, Chaol oraz Yrene nie są typami politycznych graczy. Zaskoczył mnie również kierunek, w którym autorka poprowadziła relację dwojga bohaterów znanych z poprzednich tomów. Takiego wątku miłosnego się nie spodziewałam. Z drugiej strony tożsamość niezwykłej kobiety, która pomogła Yrene, zupełnie nie stanowiła tajemnicy już od momentu, gdy została wspomniana. Chaol zdecydowanie zyskuje w tym tomie. Jest jednym z trzech głównych narratorów, więc możemy zrozumieć lepiej jego zachowanie w poprzednich częściach. Osobiście znów go polubiłam i szczerze mu kibicuję! Nesryn za to okazała się indywidualistką, która rozdarta pomiędzy rodzinnym miastem, a lojalnością wobec Doriana i Aelin, stara się pomóc. Najciekawszą bohaterką tego tomu została jednak Yrene, uzdrowicielka z bolesną przeszłością oraz ciętym językiem. Z niecierpliwością śledziłam jej losy i tok rozmyślania. Ze starego składu towarzyszą nam jedynie Chaol i Nesryn. Oznacza to, że autorka musiała stworzyć cały wachlarz zupełnie nowych, interesujących postaci, jak choćby kagan i jego dzieci. Nie dostrzegłam jednak inspiracji innymi bohaterami z poprzednich części. Wiem, że niektórzy nie zamierzali czytać Wieży, a czekać na dalsze losy Aelin. Mogę powiedzieć jedynie tyle, że nie wiecie, co tracicie. Tym bardziej, że bez znajomości tego tomu, można mieć potem problemy ze zrozumieniem szóstego tomu, ponieważ misja Chaola i Nesryn wniesie bardzo dużo do historii Ognistego Serca. Osobiście nie mogę się doczekać <3 A Wieżę Świtu polecam nawet, jeśli nie przepadacie za Kapitanem Gwardii! To kolejna emocjonująca przygoda w uniwersum Szklanego tronu! :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-04-2018 o godz 07:16 Dominika Jachimowska dodał recenzję:
Chaol Westfall i Nesryn Faliq wyruszają w podróż do odległego miasta Antica. Mają dwa konkretne cele: po pierwsze, mają nadzieję, że któraś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme będzie w stanie przywrócić Chaolowi władzę w nogach; a po drugie, chcą namówić zasiadającego na tronie potężnego kagana, aby stał się ich sojusznikiem w wojnie. Jak się okazuje, pobyt w Antice stawia Chaola i Nesryn przed zupełnie innymi wyzwaniami, niż się spodziewali. Mroczne moce, przeciwko którym zbierają armię, próbują dosięgnąć ich nawet w zamorskiej krainie, a kluczem do powodzenia misji może stać się młoda uzdrowicielka Yrene. Informacje, które bohaterowie zdobędą w pałacu, mogą stać się najistotniejszą bronią przeciwko rosnącej w siłę królowej Meave. Kiedy coś, co początkowo miało być nowelką, rozciąga do rozmiarów ośmiuset stronnicowej księgi, można mówić tylko o Sarah J. Maas. Wieża świtu jest określana mianem tomu 5.5 serii Szklanego tronu, co oznacza, że wydarzenia opisywane na kartach tej powieści toczą się równolegle do tych, które znamy już z Imperium burz. Jak możecie pamiętać, kluczowym bohaterem, którego brakowało w Imperium, był właśnie Chaol, którego losy doczekały się teraz całkiem osobnego tomu serii. Jak więc Wieża świtu wypada na tle poprzednich części tej historii? Czy to uzupełnienie o losy Chaola było tak naprawdę potrzebne? Odkąd tylko zaczęłam lekturę, cieszyły mnie dwie rzeczy: pierwszą z nich była porywająca akcja, która może nie zastraszała szalonym tempem, ale skutecznie łapała czytelnika w swoje macki, co moim zdaniem jest nawet lepsze. Prawda jest taka, że ostatnimi czasu mam ogromne problemy ze skupieniem się na czytaniu, gdyż moja uwaga bez przerwy ucieka w rozmaite rejony wyobraźni, błądząc wszędzie, tylko nie w pobliżu fabuły książki. Jednak Wieża świtu wciągnęła mnie znacznie bardziej, niż inne książki, które ostatnio czytałam, a tym samym udało jej się przełamać mój niepożądany zastój czytelniczy (dziękuję ci, Sarah J. Maas!).Drugą sprawą, która od początku napawała mnie zadowoleniem, był fakt, że przypominanie sobie wydarzeń z poprzednich tomów nie było absolutnie potrzebne. Imperium burz czytałam w sierpniu i obawiałam się trochę, że minął zbyt długi czas od tamtej lektury, abym mogła chociaż jako tako pamiętać, co i jak. Wiecie, ponowne czytanie poprzedzających Wieżę świtu pięciu tomów byłoby dużym problemem, więc ogromnym plusem jest to, że nie trzeba znać na pamięć wszystkich szczegółów, aby ogarniać, o co chodzi. Mam z tą książką podobny problem, co z resztą książek z serii Szklanego tronu, a konkretnie tomami 3, 4 i 5. Choć początkowo wątki Chaola i Nesryn są ze sobą związane, w dalszej części powieści rozplatają się i biegną niezależnie od siebie. Niestety, po raz kolejny zauważam, że jeden z tych wątków jest wyraźnie atrakcyjniejszy i ciekawszy od drugiego i to zawsze tego jednego wyczekuję, chcąc, aby drugi trwał jak najkrócej. W poprzednich tomach niechętnie wracałam do wątku Manon Czarnodziobej i czarownic, natomiast wszystko, co związane z Aelin natychmiastowo przyciągało moją uwagę, za to tutaj losy Chaola przedstawiały się o wiele bardziej intrygująco, niż wątek Nesryn. Przez to książka była w pewnych momentach nierówna, na szczęście motywy związane z bohaterami zmieniały się dosyć często. Przykro mi to mówić, ale czytając Wieżę świtu odkryłam, że pewne powtarzalne elementy, które pojawiają się praktycznie w każdej książce Sarah J. Maas, zaczynają działać mi na nerwy. Może jest to sprawa tego, że czytam o nich już szósty raz (lub gdy doliczyć serię Dworów, to dziewiąty). Mam tu konkretnie na myśli wątki romantyczne. Mimo tego, że powieści Maas krążą wokół tematów fantastycznych, miłości tam nie brakuje. No i właśnie – jest to zawsze miłość pełna pasji i namiętności, która początkowo wydawała mi się niesamowicie piękna, ale… cóż, nieustannie podąża ona w tą samą stronę. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, aby zgadnąć, który bohater skończy z którą bohaterką – w tym temacie Maas jest boleśnie przewidywalna. Do tego mam wrażenie, że gdyby autorka pozostawiła choć jednego ze swoich bohaterów jako silnego i niezależnego singla, nie byłaby sobą. Tutaj dosłownie każdy odnajduje swoją drugą połówkę niezależnie od tego, gdzie się znajduje, przeciwko komu walczy i jakie ma interesy. Całokształt tego wątku romantycznego zaczął mnie nieco irytować. Myślę, że na jego niekorzyść działa sama powtarzalność, która stała się nieco nużąca. No dobrze, tak narzekam i narzekam, ale przecież wcale nie było tak źle. MIMO tych wad, o których wspomniałam, MIMO tego, że część zakończenia skutecznie przewidziałam, co niemile mnie zaskoczyło, to… cóż, przecież to Sarah J. Maas. Ta autorka ma coś w sobie, co sprawia, że jej książki zapisują się w sercu czy się tego chce, czy nie. Ostatecznie stwierdzam, że Wieża świtu była powieścią dobrą – wciągającą i zajmującą, choć na pewno nie najlepszą spośród całej serii. Pojawiły się w niej... Dalszy ciąg - booksofsouls.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-04-2018 o godz 22:54 Bookish Madeleine dodał recenzję:
"Wieża świtu" skupia się wokół Chaola i Nesryn, którzy w wyniku wydarzeń z poprzedniego tomu trafili do Antiki, aby zrealizować wyznaczone przez wyjazdem zadania. Na dobrą sprawę są oni jedynymi dotychczas znanymi nam bohaterami, którzy pojawiają się w tej części. Nie znajdziemy tu Aelin i Rowana (z czego bardzo się cieszyłam) ani Manon i Doriana. Spodziewałam się, że przez skupienie całej fabuły tylko wokół Chaola i Nesryn – którzy niekoniecznie mnie fascynowali – będę się nudzić podczas lektury. Ma szczęście nic takiego nie miało miejsca. Maas nadrobiła brak głównych postaci wprowadzając grono innych, intrygujących osób. Wśród nich spotykamy zarówno kagana (władcę terytorium, na którym znajdują się bohaterowie) i jego rodzinę, jak i uzdrowicielki z Torre Cesme oraz przedstawicieli rukhin (kim są dowiecie się w trakcie lektury). Wszyscy oni są genialnie wykreowani – jak z resztą z reguły ma to miejsce w powieściach tej autorki. Odniosłam jednak wrażenie, że w trakcie pisania „Wieży świtu” Maas naprawdę dała z siebie wszystko. O ile (jak już wcześniej wspomniałam) w poprzednich tomach losy Chaola i Nesryn były mi obojętne, to w trakcie lektury tej części już po kilku rozdziałach uległo to zmianie. Wraz z biegiem stron coraz bardziej angażowały mnie kolejne wydarzenia i nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam prawdziwie ich lubić. Bardzo podobna sytuacja miała miejsce w przypadku postaci, które pierwszy raz pojawiły się w tej powieści – Yrene i Sartaqa. Na samym początku nie byłam pewna swojego stosunku do nich, ale już kilkanaście stron dalej stałam się ich fanką. Zostali oni również świetnie wykreowani – mieli fenomenalnie stworzone charaktery, ukształtowane przez wydarzenia z przeszłości i wszystkie decyzje, które podejmowali, były jasno umotywowane. Uwielbiam takich kompletnych, zdecydowanych bohaterów i dzięki temu mogłam czerpać ogromną przyjemność z poznawania ich losów, które nie raz przyprawiały mnie o szybsze bicie serca. Skoro już jesteśmy przy postaciach, to nie mogę nie wspomnieć o romantycznych relacjach łączących bohaterów. Sarah J. Maas ma talent do budowania wątków miłosnych w swoich powieściach, czego już nie raz dowiodła. Tak jak w przypadku „Dworu mgieł i furii”, w „Wieży świtu” kompletnie zaangażowałam się w uczucia łączące poszczególne osoby. Zostało to poprowadzone w idealny dla mnie sposób, przez co byłam usatysfakcjonowana każdą sceną im poświęconą. Całkowicie zakochałam się w tym aspekcie historii i myślę, że wszystkim miłośniczkom romansu również przypadnie on do gustu <3 Jeśli chodzi o samą fabułę „Wieży świtu”, to tutaj też nie mam nic do zarzucenia. Bardzo szybko udało mi się wciągnąć w akcję, a liczne nieprzewidywalne wydarzenia nie pozwoliły mi odłożyć książki na bok. Miałam ochotę tylko czytać i czytać, zupełnie nie przerywając lektury, co niestety skutecznie uniemożliwiła mi szkoła. W każdej wolnej chwili starałam się wracać do książki i planując czytanie (najczęściej) na pół godziny wieczorem, kończyłam około pierwszej w nocy, nie przejmując się zupełnie porannym sprawdzianem z chemii czy biologii. W trakcie poznawania każdej powieści staram się oszacować przypuszczalny bieg dalszej fabuły, a następnie sprawdzam, czy moje przewidywania okazały się słuszne. Nie inaczej wyglądała sytuacja w przypadku „Wieży świtu”. Szybko stworzyłam sobie w głowie prawdopodobny sposób rozwiązania akcji i byłam przekonana, że on się sprawdzi. Okazało się jednak, że nie został on zrealizowany w żadnym momencie. Rozwój fabuły tak mnie zaskoczył, że często nie mogłam uwierzyć w to, co czytam (oczywiście w pozytywnym sensie). Zupełnie nie czułam upływających kartek i cała powieść – licząca 840 stron – minęła mi w mgnieniu oka, a po zakończeniu dalej miałam ochotę na więcej. Swego rodzaju miarą mojego odbioru książki jest dla mnie to, jak długo po jej zakończeniu wracam w myślach do sytuacji, które miały w niej miejsce. „Wieżę świtu” skończyłam w środę i w dalszym ciągu łapię się na tym, że ilekroć spojrzę na okładkę tej powieści mam ochotę przeczytać ją jeszcze raz. Takie uczucie nie jest w moim przypadku częste, podobnie jak zaznaczanie fragmentów kolorowymi zakładkami. Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć powieści, które są nimi oznaczone, a „Wieża świtu” trafiła do tej grupy jeszcze zanim skończyłam czytać całość. Tym samym stała się moja ulubioną częścią „Szklanego tronu” i dołączyła do grona najlepszych powieści, po jakie miałam okazję sięgnąć w tym roku. Oczywiście, jeśli ktoś chce, to może znaleźć w tej historii kilka wad i jestem tego całkowicie świadoma. Mnie jednak ta książka zaczarowała na tyle, że w ogóle ich nie dostrzegałam. Mogę z czystym sercem polecić Wam „Wieżę świtu”. Jeśli lubicie twórczość Sary J. Maas to myślę, że ta powieść powinna Wam się spodobać. Nawet w przypadku, gdy (tak, jak ja) nie jesteście zachwyceni serią „Szklany tron” (i wolicie „Dwór cierni i róż”), spróbujcie dać szansę najnowszemu tomowi tego cyklu. Może Wam też się spodoba? readwithpassion.it27.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-04-2018 o godz 12:45 Marcelina dodał recenzję:
Co łączy sowę na ramieniu Maeve i uzdrowicielkę z Antiki? Czego przerażające kharankui szukają w lasach rukhin? Kolejna część przygód Aelin Galathynius jest pełna przygód ludzi walczących na innych frontach niż ognista królowa. Pragnienie władzy ściera się z rodzinnym przywiązaniem. Ciemność, którą nosisz w sobie, może urosnąć do niepokojących rozmiarów. Czy jasność z Torre wypełni swoje przeznaczenie? Czy przysługa jednej młodej dziewczyny wobec drugiej pomoże uratować świat? W tej opowieści znajdziesz odpowiedzi na wiele pytań. Polecam. M.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-04-2018 o godz 18:34 onlypretender dodał recenzję:
• Wydarzenia mają miejsce równolegle do "Imperium burz", razem ze znanym już wcześniej Chaolem mamy możliwość poznania kolejnej części świata wykreowanego przez Sarah J. Maas. • Spokojny początek pozwala obserwować nowe otoczenie, poznać odmienną kulturę zamieszkujących południowy kontynent ludzi, panujący tam system polityczny. Jest to też miejsce na zawarcie większej ilości rozważań niż we wcześniejszych tomach. W połowie akcja przyspiesza i nie pozwala odłożyć książki na długo! • "Wieża Świtu" to pełnoprawna część serii, jej lektura jest konieczna przed zabraniem się za finałowy Kingdom of Ash. Jest utrzymana na tym samym wysokim poziomie, co poprzednie części. Polecam! Więcej: www.onlypretender.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

O autorze: Sarah J. Mass

Sarah J. Mass jest amerykańską pisarką urodzoną w 1986 roku. Jej specjalnością są młodzieżowe powieści z kręgu fantasy. Jej debiutem literackim była powieść pod tytułem "Szklany tron" - częściowo inspirowana baśnią o Kopciuszku, przenosząca czytelników w świat fantazji. Główną bohaterką jest Celaena - nastoletnia zabójczyni, walcząca o sprawiedliwość w skorumpowanym królestwie. Powieść wydana w 2012 roku zapoczątkowała bestsellerowy cykl, który stał się hitem na całym świecie.

Zobacz także

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.