Wieża świtu. Szklany tron. Tom 5.5 (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Sprzedaje empik.com 37,49 zł

37,49 zł 49,99 zł (taniej o 25 %)
Dostawa do salonu empik od 0,00 zł
Produkt w magazynie empiku
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Dostępność w salonie empik

Zarezerwuj w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Maas Sarah J. Książki | okładka miękka
37,49 zł
asb nad tabami
Maas Sarah J. Książki | okładka miękka
29,99 zł
asb nad tabami
Maas Sarah J. Książki | okładka miękka
31,49 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Chaol Westfall i Nesryn Faliq wyruszają w podróż do starego i pięknego miasta Antica. Były kapitan Gwardii Królewskiej ma nadzieję, że któraś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme przywróci mu władzę w nogach. Uleczenie to jednak tylko część planu. Oto na tronie zasiada wszechpotężny kagan, którego Chaol ma za zadanie nakłonić do wzięcia udziału w wojnie.

Jednak to, co czeka Chaola i obecną kapitan Gwardii Królewskiej Nesryn, przekroczy ich najśmielsze oczekiwania. Kluczem do powodzenia misji może okazać się niepozorna uzdrowicielka Yrene i informacje, które bohaterowie zdobędą podczas pobytu w pałacu.

Wieza switu


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Wieża świtu. Szklany tron. Tom 5.5
Seria: Szklany tron
Autor: Maas Sarah J.
Tłumaczenie: Mortka Marcin
Wydawnictwo: Uroboros
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 848
Numer wydania: I
Data premiery: 2018-04-18
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 202 x 135
Indeks: 25593723
Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4,7
5
49
4
5
3
3
2
0
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
46 recenzji
21-05-2019 o godz 08:52 Lexiveronica dodał recenzję:
Doskonale napisany dodatkowy wątek wspaniałej historii. Choć nie jest o głównej bohaterce to jednak stanowi ważną część opowieści.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
19-05-2019 o godz 16:00 Anonim dodał recenzję:
Oprawa książki wskazuje, że będzie niesamowita a sam środek nie zawodzi! Zdecydowanie najlepszy tom ze wszystkich. Jeśli jeszcze nie przeczytałeś to szybko nadrabiaj!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-04-2019 o godz 07:55 Snieznooka dodał recenzję:
Byłam ciekawa, jak potoczy się historia Chaola, ale także trochę ostrożna, obawiałam się, że rozwój jego postaci będzie związany jedynie z wyleczeniem obecnej niepełnosprawności. Niepotrzebnie, Maas wkłada w to wiele pracy i to da się dostrzec, dzięki temu wszystko, czego dotknie, co opisze wydaje się takie realne i bardzo emocjonalne. Zdania na temat „Wieży świtu” są podzielone, jedni twierdzą, że wyjaśnienie nieobecności w „Imperium burz” było konieczne, poświęcenie bohaterowi odrobiny miejsca, inni, że wręcz przeciwnie. Nie bardzo chcieli nawet sięgnąć po tą część cyklu. Jak było ze mną? Czu uważam te ponad osiemset stron za zbędne? „- Słyszałem opowieści szpiegów na twój temat- powiedział czystym, wyraźnym głosem. - Nieustraszona kobieta z Balruhn w imperium adarlańskim. Strzała Neith. I wiedziałem... „Wieża świtu” jest po prostu podróżą ku znajdowaniu nadziei i uzdrawiania na różne sposoby wielu postaci. Chaol Westfall został ranny podczas walki w szklanym zamku, jest sparaliżowany od pasa w dół, więc razem z Nesryn Faliq udają się na południe, gdzie są najlepsze uzdrowicielki w ich świecie – właśnie w Torre Cesme. Udają się na południowy kontynent, do miasta Antica, także po to, aby poprosić władcę o wsparcie w nadchodzącej wojnie z ciemnością. Kagan ma kilkoro dzieci, które rywalizują o tytuł spadkobiercy, to wprowadzenie nowych niesamowitych postaci. Sartaq dowodzi rukhin, czyli powietrzną kawalerią łuczników latających na gigantycznych ptakach. Yrene Towers jest potężną uzdrowicielką, uczy inne dziewczęta samoobrony, którą pokazała jej Celaena. Yrene nauczyła się przejąć kontrolę nad swoim życiem, ale wciąż musi zmagać się z traumą swojej przeszłości i leczyć się emocjonalnie. Zgadza się spróbować pomóc człowiekowi, który dowodził żołnierzami Adarlana, choć gardzi tym, co zrobił podczas służby królowi. Historia zaskakuje, kiedy bohaterowie dowiadują się, że na południowym kontynencie jest demon Valg i poluje na Yrene. [...] - Kochałem Cię, na długo zanim cię w ogóle ujrzałem”. Chaol dusił się nienawiścią do samego siebie i poczuciem winy z powodu wszystkiego, co wydarzyło się w przeszłości, więc ma trochę roboty do wykonania. Cierpiał i babrał w poczuciu winy, które zaślepiało go na to, wymazują poczuci tego, kim naprawdę jest. Każdy, komu próbował pomóc, cierpiał. Wszyscy mężczyźni, za których był odpowiedzialny, zostali torturowani i powieszeni za zamkowej bramie. Uciekł, Dorian stawił czoło królowi. Wszystko, co kiedykolwiek zaplanował lub pragnął, czego znał, tego już nie ma. „- Spodnie też? Wiedział, że powinien być uprzejmy i błagać ją o pomoc, a mimo to... - Musiałbym chyba najpierw trochę wypić. - odparła Yerne i spojrzała na speszoną nieco Nesryn. - Przykro mi- rzekła, choć jad sączył się w jej głosie. - Dlaczego jej to mówisz? - Przypuszczam, że ostatnimi czasy miała pecha dzielić z Tobą łóżko”. Uzdrawianie Chaola było drogą, którą musiał przebyć, musiał się złamać i stawić czoła wszystkiemu, kim był, zanim mógł się odbudować i posunąć naprzód. Musi dokonać wyboru, czy pozostać w tej ciemności, czy też przebaczyć sobie i zacząć inaczej żyć. Podróż, którą musiał przejść Chaol była naprawdę inspirująca, cieszyłam się, że miał szansę, aby wszystko wyjaśnić z Aelin, a jego pełne oddanie dla Doriana było wspaniałe. Myślę, że "nic nie jest zbiegiem okoliczności" zostało przedstawione i doskonale pokazane w tej książce. - Jeśli tak wygląda twoja życzliwość, to chyba nie chcę poznać złych stron twego charakteru”. W poprzednich książkach Chaol był zagubioną postacią, która nie pasowała do reszty historii, teraz jest równie ważny i cenny, w nadchodzącej wojnie i ma jasny cel. Uczy się odnajdywać nową życiową drogę, a ujęcie jego "niepełnosprawności" zmienia się wraz ze zmianą wartości, które stają się dla niego ważne. To była bardzo realistyczna walka człowieka ze swoją wadą, by pogodzić się z jedną z wielu nagłych zmian w życiu i własnej tożsamości. „- Mylisz moją życzliwość z głupotą. Jeśli poczyniłeś jakieś postępy lub nastąpił regres dowiem się o tym”. Historię przedstawioną w „Wieży świtu” poznajemy z trzech perspektyw: Chaola, Nesryn i Yrene. Każdy z bohaterów na swój sposób interpretuje rozgrywające się wydarzenia i inaczej ukazuje nam barwne królestwo Kagana. To wspaniała opowieść o odkupieniu, rozwoju człowieka, tworząc wspaniałą historię, w której bohaterowie znajdowali swoje własne miejsce. Autorka napisała wspaniałą książkę, w której postacie poboczne, błyszczą. Zwłaszcza Nesryn, zasługiwała na więcej niż samo bycie z Chaolem. Maas przedstawiła nam opis psychicznego aspektu odzyskiwania zdrowia fizycznego i tego, jak wiele z tego procesu tkwi w psychice człowieka. Gniew, frustracja i poczucie winy mogą być tak samo szkodliwe jak przyczyna samej szkody fizycznej. Bohaterzy odnaleźli nadzieję i przyszłość, w której będą walczyć, przygotowując się do wojny. „Wieża świtu” pomogła przygotować fundamenty do następnej książki, na którą nie mogę się doczekać. Przedstawione
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-04-2019 o godz 14:24 Inthefuturelondon dodał recenzję:
Bardzo długo zbierałam się do przeczytania kolejnej części Szklanego tronu. Najbardziej odrzucała mnie ta ilość stron. To znaczy, grubość książki bym przeżyła, ale fakt, że Wieża Świtu jest "nowelką", to dla mnie mało śmieszny żart. Sarah, coś Ty tutaj najlepszego zrobiła? Myślę, że Chaola Westfalla nie trzeba nikomu przedstawiać. Obecnie były kapitan Gwardii Królewskiej, musi mierzyć się z paraliżem dolnej części ciała, co z pewnością nie jest czymś przyjemnym. Zdany jest na pomoc innych, ponieważ wózkiem nie da rady wjechać wszędzie samemu. Pamiętam, że swego czasu bardzo mocno byłam za jego związkiem z Cealeną. Była to jedna z moich ukochanych par książkowych, a ich gwałtowne rozstanie mocno złamało mi serce. Przy okazji lektury Wieży Świtu zauważyłam, że uporałam się już z tamtym wydarzeniem i pozwoliłam Chaolowi decydować o swoim losie. Jednak nadal pozostaje on moim książkowym mężem, czy tego chce, czy nie. Nesryn Faliq jest obecną kapitan Gwardii Królewskiej. Kobieta jest niezwykle odważna, silna i twardo stąpa po ziemi, ale z drugiej strony ma wrażliwą duszę. Mimo tego, że nie wzbudziła ona mojej wielkiej sympatii, to jest dobrze wykreowana postać. Mam nadzieję, że w następnym tomie będzie jej jednak troszkę więcej, co pozwoli mi bardziej się do niej przywiązać. Jestem zła. Jestem cholernie zła na autorkę, za to co tutaj odwaliła. To miała być krótka nowelka, dotycząca wyprawy Chaola i Nesryn, a na tym miał być koniec. Sarah J. Maas jednak postanowiła się rozpisać na pond osiemset stron i szczegółowo opisać wszystko, co dotyczyło bohaterów. Moje pytanie brzmi: czy było to potrzebne? Dobrze, przyznaję, że ja nawet się cieszyłam z tego, że taki kloc jest poświęcony w bardzo dużej części tylko Chaolowi, ale z drugiej strony uważam, że całą tę historię można było skrócić co najmniej o jakieś trzysta stron. Wystarczyło usunąć kilka zbędnych opisów i dialogów, które nic kompletnie nie wnosiły do przebiegu akcji. Pomimo mojego narzekania, ta książka bardzo mi się podobała. Może i jestem mało subiektywna, ale ja po prostu uwielbiam wszystko, co wychodzi spod pióra Sary i nieważne, jakiej historii by nie stworzyła, ja ją biorę w ciemno. Podobało mi się tutaj to napięcie, które narastało tak powoli, leniwie, aż w końcu osiągnęło taki poziom, że zabrakło mi słów. Jakieś 150-200 stron przed końcem, działo się już tyle, że przestawałam nadążać. Zakończenie było, jakie było, czyli naprawdę dobre i zaostrzyło mi apetyt na Królestwo popiołu. Szalenie nie mogę doczekać się ponownego spotkania z bohaterami całej tej serii oraz uzyskania odpowiedzi na wiele pytań, które tylko się mnożą. Moim zdaniem warto sięgnąć po Wieżę Świtu i przebrnąć przez te osiemset czterdzieści stron.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-02-2019 o godz 13:13 natden dodał recenzję:
Po zakończeniu „Królowej Cieni”, już w trakcie lektury „Imperium Burz”, wiele razy zastanawiałam się: „A co z Chaolem?”. Przez całą książkę nie ma o nim ani jednego rozdziału, ani jednej informacji! No jak tak można? Wiemy, że wraz z Nesryn udał się do miasta uzdrowicieli, by odzyskać władzę w nogach i na tym koniec naszych informacji. Niektórym może to wystarcza. Jednak, choć „Wieża Świtu” jest tomem dodatkowym, tak przynajmniej sugeruje nazwa – tom 5,5 – uważam, że jest to warte przeczytania uzupełnienie przed finałem serii. Warto jednak przedtem przeczytać piąte opowiadanie ze zbioru „Zabójczyni’ – „Zabójczyni i uzdrowicielka”. Opowiadanie jest krótkie, ale według mnie dużo wnosi w odbiór całej książki. Niestety sama mam w posiadaniu stare wydanie, bez tego opowiadania, ale udało mi się je nadrobić i nie żałuję. Nie będę się nad nim dłużej rozwodziła, po prostu przeczytajcie. Wracając do „Wieży Świtu”, zaczyna się ona dotarciem Lorda Chaola Westfalla oraz kapitan Nesryn Faliq do stolicy Kaganatu, Antici, nad którym góruje wieża uzdrowicieli znana Tore Cesme. Bohaterowie przyjeżdżają tam przede wszystkim licząc na przywrócenie władzy w nogach Chaolowi, ale to nie ich jedyne zadanie! O nie! W końcu wojna z Erawanem zbliża się nieubłaganie, tak więc każdy sojusznik po stronie Dworu Teraasenu jest na wagę złota, a tak się składa, że armia Kaganatu jest bardzo potężna. Dodatkowo należą do niej oddziały jeźdźców Ruków – gryfów, które mogą być jedyną szansą w walce przeciwko dosiadającym wywern czarownicom. Przyznam Wam, że choć od początku lubiłam Chaola, który zyskał dużo w moich oczach w książce „Korona w Mroku”, a potem stracił równie dużo w „Królowej Cieni” przez jego zachowanie w stosunku do Aelin, nie za bardzo podobała mi się perspektywa spędzenia z nim sam na sam przeszło pięciuset stron solowej książki. I właśnie dlatego myślę, że każdy kto podziela moje mieszane uczucia do tej postaci musi koniecznie poznać tą historię. Jasne, w „Kingdom of Ash” poradzicie sobie i bez tego, a wydarzenia można na pewno poznać w skróconej wersji na jakimś forum lub od przyjaciółek, ale czy warto? Chaol przechodzi długą drogę. Dzięki tej szansie do poznania go lepiej, Sarah J. Maas sprawiła, że stał się mi o wiele bliższy. To samo z Nesryn! Oboje bohaterowie nie tylko wypełniają swoją misję, ale i natrafiają w Antice na szansę na odnalezienie swojego celu w życiu! Gdy kapitan Westfall będzie próbował przekonać kagana do wsparcia sił Aelin oraz walczył o powrót do zdrowia, Nesryn sama odbędzie przygodę swojego życia. Możliwe, że Sarah J. Maas mogłaby trochę skrócić tą opowieść, mimo wszystko nie dłuży się ona i z biegiem stron staje się coraz bardziej interesująca. A jeśli w odróżnieniu ode mnie nie lubicie Chaola, lektura ta pomoże wam obniżyć negatywne uczucia i zacząć go tolerować – spotkałam się z takimi przypadkami ;) Jeśli lubicie „Szklany Tron”, nie warto omijać żadnego aspektu tej serii. I choć nie spotkacie tu Aelin, historia którą przeczytacie i tak w was zaintryguje i poszerzy świat przedstawiony w serii. Możecie się zdziwić, ale Chaol naprawdę da się pokochać! Więcej recenzji znajdziecie na: https://bookedparadise.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
10-01-2019 o godz 10:50 Lorena Sobala dodał recenzję:
Maas to Maas, jedni kochają drudzy nienawidzą, na zdecydowanie należe do wielbicieli!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
08-01-2019 o godz 13:51 Kinga Łuczyńska dodał recenzję:
W życiu człowieka wszystko może się zmienić i tak było też u mnie. Wcześniej jedyną fantastyką jaką byłam w stanie przeczytać był Harry Potter, a tymczasem zdążyłam już przejść przez prawie wszystkie książki Sarah J. Maas. Ba, kiedyś zarzekałam się, że fantastyka nie jest dla mnie, na szczęście założyłam bloga książkowego i jakoś tak wyszło, że przekonałam się do takiego rodzaju książek. I wiecie co? Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo nawet nie wiedziałabym jak wiele mogło mnie ominąć. Wiele frajdy, przygody, zabawy i niezapomnianych wspomnień. Nie mówię, zdarza się, że fantastyka jest do niczego i bardzo ciężko się ją czyta. Lecz nie w przypadku Sarah J. Maas. Według mnie ta kobieta jest po prostu prekursorką, kobietą która tworzy tak wspaniałe fantastyczne historie iż miejscami wydaje się to być niemożliwe. Moi drodzy, bo jak napisać tak długi cykl książek bez pomylenia się i żadnych niezgodności? To jest po prostu fenomenalne. Chciałabym aby książki tej autorki zyskały kiedyś taki rozgłos jak seria o Harrym Potterze, bo według mnie jej niczego tutaj nie brakuje. Tym razem udało mi się zdobyć trzy kolejne książki a mianowicie: Królową cieni, Imperium burz oraz Wieżę świtu. Tak, spędziłam kolejne noce na przerabianu tych historii. Ja w nich po prostu przepadłam, zatopiłam się w nie, chłonęłam je. Stale chciałam więcej i więcej, pokochałam tą serię za styl, za wspaniałych bohaterów, za ten cały fantastyczny świat. Trzeba przyznać, że Autorka odwaliła kawał dobrej roboty. Najlepszy jest według mnie fakt, że początek tej serii, te trzy poprzednie tomy nijak się mają do kolejnych. Wydawałoby się, że przecież na pewno początek jest najlepszy, a kolejne tomy to już takie zapychacze.No nic bardziej mylnego! Tutaj jest według mnie odwrotnie. Tamte poprzednie tomy były według mnie nieco słabsze, a tutaj ogromne zaskoczenie! Zdecydowanie więcej akcji, różnorakich bohaterów, tej inności, czasu i miejsca. To w jaki sposób Autorka budowała relacje pomiędzy bohaterami i ogólnie akcje, to tak zwane stopniowe napięcie, które ciągle rosło, za chwilę znowu opadało, a potem pojawiało się ze zdwojoną siłą. Najbardziej podobała mi się Królowa cieni, jeżeli jednak mam wziąć pod uwagę tom ,który nieco różnił się od innych to Wieża świtu. To chyba moje ulubione dwie książki. Według mnie jest w nich to wszystko, czego w poprzednich częściach zabrakło albo było ich po prostu za mało. Te części były perfekcyjne pod każdym względem! Tak szczerze? To kończąc tą serię poczułam się smutna ale i również zmęczona. Wiecie czemu? Towarzyszenie bohaterom od początku serii do samego końca nie było takie proste. Tym bardziej, że pomiędzy pierwszymi tomami a kolejnymi miałam dosyć sporą przerwę, więc musiałam sobie wiele przypomnieć, aby nie pogubić się, co u mnie w takiego rodzaju grubasach zdarza się bardzo często. Zapominam kto kim jest, co tam wcześniej się wydarzało i w mojej głowie pojawiał się chaos. Wiecie jaki jest ogromny plus takich książek? Ogólnie dla mnie fantastyka jest bardzo ciężka, ponieważ zdecydowanie wolę powieści obyczajowe i dlatego właśnie ciężko jest mi się wdrążyć w ten świat. A tutaj? Zero problemu! Wydaję mi się, że nawet prościej było się wczuć w tę historię niż w Dworze cierni i róż. Ta lekkość i prostota, ah. I wiecie jakie to jest trudne? Żeby wprowadzić tyle fabuły, akcji, postaci i żeby to wszystko miało ręce i nogi? No uwierzcie, że to proste nie jest! Główna bohaterka w tych częściach przeszła tyle przemian, tyle przeżyła i tyle jej się przydarzyło. Wiecie co? To jedna z moich ulubionych książkowych bohaterek. To bardzo waleczna, pewna siebie, odważna i niesamowita kobieta! Chciałabym mieć w sobie tyle odwagi co ona... Aelin, tak to zdecydowanie jedna z najlepszych bohaterek jaka kiedykolwiek powstała! Fajne jest też to, że pojawia się dużo bohaterów drugoplanowych, którzy miejscami odgrywają znaczną rolę w książkach. Wiadomo, każde książki mają jakieś wady i zalety, ale ja tutaj naprawdę nie potrafiłam się doszukać wad. Wiem, jestem mało wymagającą czytelniczką. Według mnie książka albo się podoba albo nie. Fantastyczne są również opisy nowych miejsc, jakie pojawiają się w kolejnych częściach. Są przedstawione nam bardzo szczegółowo i dokładnie, ale na szczęście nie są one nudne. Po prostu Autorka doskonale wiedziała, w którym momencie zakończyć dany opis, aby nie było tego wszystkiego za dużo. Ja byłam zakochana szczególnie w części Królowa cieni, tam gdzie Autorka opisała wydarzenia na zamku. No jejku, już sam opis zamku zachwycał mnie i zaskakiwał. A jak doszły do tego wydarzenia, to już w ogóle byłam w siódmym niebie. Co ogólnie sądzę o tych trzech kolejnych tomach? Zdecydowanie polecam Wam zapoznanie się z dalszymi częściami. Uważam nawet, że są one lepsze niż te poprzednie. Fakt, są to najgrubsze części, te końcowe, ale i tak warto, oj zdecydowanie warto. Fantastyczni bohaterowie, fabuła, opisy miejsc, styl w jakim Autorka przedstawia nam te kolejne części. No nic tylko siedzieć i czytać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-01-2019 o godz 18:52 Saira2 dodał recenzję:
Warto przeczytać całą trylogię :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-12-2018 o godz 12:32 Anonim dodał recenzję:
Super książka. Wciąga, zaskakuje. Z niecierpliwością czekam na kolejną część
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
19-11-2018 o godz 00:39 Zatracona w słowach dodał recenzję:
„Wieża świtu” to już szósty tom niezwykle popularnej zarówno w Polsce, jak i na całym świecie serii Szklany tron, która niestety powoli zbliża się ku końcowi. Nie będę ukrywać, że mam ogromny sentyment do tej historii, towarzyszy mi ona już od wielu lat i choć nie przeczę, że ma wady, to jednak jest mi ona tak bliska, że nie potrafię przykładać do nich większej wagi. Z „Wieżą świtu” miałam jednak problem jeszcze na długo przed jej wydaniem za granicą. Pamiętam, kiedy pojawiła się informacja, że premiera finałowego tomu serii została przesunięta i że międzyczasie wyjdzie jeszcze jedna książka skupiająca się na Chaolu. Jak można się domyślić, nie skakałam z radości, bo nie znosiłam Chaola i nie wyobrażałam sobie, że miałabym przebrnąć przez całą książkę o nim. „Wieża świtu” wedle zamysłu autorki miała być na początku tylko nowelką, ale rozrosła się do monstrualnych rozmiarów i ostatecznie została kolejnym tomem serii. Wydarzenia rozgrywają się tu równolegle do tych, które mieliśmy okazję obserwować na kartach Imperium burz. Nie wiązałam z tą książką żadnych nadziei, nie miałam żadnych oczekiwań, spodziewałam się wręcz, że mi się nie spodoba. Czekało mnie jednak wielkie zaskoczenie. Kiedy tylko przeczytałam opis tej książki, wiedziałam, że na pewno pojawi się w niej Yrene Towers, którą mogliśmy poznać w nowelce „Zabójczyni i Uzdrowicielka”. Nie spodziewałam się jednak, że okaże się ona tak świetną postacią, która ma w tej serii ogromną rolę do odegrania. Yrene jest przeciwieństwem bohaterek, z którymi do tej pory mieliśmy styczność. Jest niezwykle utalentowaną uzdrowicielką, nie walczy, nie zabija, zajmuje się za to leczeniem i ratowaniem ludzkiego życia. Ma ognisty temperament i cięty język, jednak mimo to pozostaje bardzo kobieca. Wiele wycierpiała w swoim życiu i równie wiele poświęciła, aby dotrzeć do Torre i zostać pełnoprawną uzdrowicielką. Jej zadaniem jest wyleczyć Chaola, nie jest to jednak łatwe ani dla niego, ani dla niej. Dziewczyna również ma swoje demony i choć umie sobie z nimi radzić, to jednak cały czas płonie w niej nienawiść. Nienawiści żywiona do Adarlanu, który odebrał jej matkę i szczęśliwe dzieciństwo. Z czasem jednak Yrene dostrzega, że nic z tego, co jej się przydarzyło nie jest winą Chaola. Choć nieustannie się kłócą i walczą ze sobą, to jednak zawiązuje się między nimi nić sympatii, która z czasem przeradza się w coś więcej. Książka liczy sobie ponad osiemset stron. Większa część książki poświęcona jest Chaolowi, ale Nesryn również otrzymała sporo miejsca, aby się pokazać. Na początku wątki tych bohaterów były bardzo mocno ze sobą splecione, ale w pewnym momencie bohaterowie się rozdzielają. Chaol zajmuje się swoimi sprawami w Antice, natomiast Nesryn w towarzystwie księcia Sartaqa odbywa podróż w góry zamieszkiwane przez rukhin – jeźdźców dosiadających ruków, czyli ogromnych ptaków przypominających orły. Na początku zarówno ten wątek, jak i sama Nesryn jakoś szczególnie mnie nie interesowały. Nesryn to postać, która pojawiła się w czwartym tomie, ale nie odgrywała w nim jakiejś szczególnej roli, nie wyróżniała się z tłumu, więc w gruncie rzeczy nie mieliśmy okazji lepiej jej poznać. Uważam, że to bardzo ciekawa bohaterka, twarda i waleczna, ale jednocześnie wrażliwa, wychowała się w Adarlanie, jednak jej rodzina pochodzi z Południowego Kontynentu i to właśnie tu dziewczyna czuje się jak w domu. Wątek Nesryn okazał się bardzo interesujący i czytałam go z równie wielkim zaangażowanie, z jakim śledziłam losy Chaola. Mamy okazję poznać rukhin, wśród których znalazło się wiele ciekawych i świetnie wykreowanych bohaterów. Ku mojemu zaskoczeniu pojawiła się jeszcze jedna postać z nowelek, a konkretnie z nowelki „Zabójczyni i Czerwona Pustynia”, która również okazała się mieć w tej historii rolę do odegrania. Ten wątek, choć się na to nie zapowiadał, okazał się niezwykle istotny dla całej serii, Sarah J. Maas ujawniła nam za jego sprawą bardzo istotne informacje, które wyjaśniły wiele spraw i na pewno okażą się kluczowe w kolejnym tomie. „Wieża świtu” to dla mnie największe zaskoczenie tego roku. Nie spodziewałam się, że ta książka tak mną wstrząśnie i całkowicie odmieni mój stosunek do Chaola. Liczy sobie ona prawie osiemset stron, tempo akcji jest dość powolne, ale ja nie nudziłam się ani chwilę podczas jej czytania. Zakończenie wzbudziło we mnie wiele różnych emocji, z którymi nadal się nie uporałam i wiem, że nie uda mi się to jeszcze przez dłuższy czas. Nie mogę się już doczekać aż w moje ręce wpadnie „Kingdom of Ash”, ale jednocześnie przepełnia mnie głęboki smutek na myśl, że to już ostatni tom. Wiem, jednak że bez względu na to, jak zakończy się ta historia, jej finał będzie epicki, dlatego warto jeszcze trochę na niego poczekać. Cała recenzja: https://someculturewithme.blogspot.com/2018/10/historia-warta-opowiedzenia.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-11-2018 o godz 22:11 To Read Or Not To Read dodał recenzję:
3,5* (...) Po pierwsze, według mnie ta powieść jest zdecydowanie za długa! Na pewno dwa razy za długa, a nawet jakby była trzy razy krótsza, to nikt specjalnie by nie ucierpiał. Niektóre rozdziały są o niczym, składają się tylko z „rozmów o pogodzie”, które nic nie wnoszą do fabuły. Ogólnie też w całej powieści dzieje się stosunkowo niewiele także… jestem zdania, że to, co w pierwotnym założeniu miało być nowelką, nowelką też zostać powinno, bo jednak trochę szkoda papieru na rozprawianie o niczym znaczącym. Po drugie – bohaterowie. Chaol to gwiazda programu. Nie sądziłam, że to możliwe, ale po lekturze jeszcze bardziej polubiłam tę postać. I ja wiem, że on tam trochę zrzędzi w pewnych momentach, ale doskonale go rozumiem, jednak znajduje się w trudniej sytuacji. Patrząc na tego bohatera i ewolucję na przestrzeni poprzednich tomów, to jego zachowanie w Wieży świtu ma naprawdę duży sens i nie bierze się znikąd. Za to Nesryn… No nie, trzy razy nie, tej pani dziękujemy. Jak ona mnie irytowała! W każdym rozdziale, w którym się pojawiała… no po prostu masakra. Nie jestem w stanie znieść tej kobiety. Dodatkowo jej relacja z Chaolem zupełnie mi nie pasuje. Wydaje się sztuczna, sztywna i poprowadzona na siłę, jakby chłopak nie mógł przez chwilę być singlem, trzeba od razu mu dorzucić kobietę do boku, by móc rzucać uwagami o sparaliżowanej dolnej połowie ciała Chaola i rzekomej niesprawności jego przyrodzenia. I Yrene! Kocham tę kobietę i z czystym sumieniem dołączam ją do moich ulubionych postaci z tej serii. Jest z niej twarda i stanowcza babka, która nie robi maślanych oczu do faceta, która potrafi sama o siebie zadbać i nie czeka, aż uratuje ją książę na białym koniu. Do tego jest świadoma swojej pozycji i mocy, jakie posiada, więc nie mamy tutaj kolejnej szarej myszki, której trzeba mówić, jak bardzo jest nieoceniona. Przy okazji poznałam kolejny ship mojego życia. Sparowanie Chaola z Nesryn – meh. Ale Chaol i Yrene? Od pierwszych stron przeczuwałam, że tak to właśnie się potoczy i jestem bardzo zadowolona, że się w tej kwestii nie pomyliłam. Kiedyś nie byłam w stanie przeboleć, że mój poprzedni ship z tej serii, czyli Chaol i Celaena nie wypalił, ale już mi przeszło, Chaol z Yrene są zdecydowanie lepiej dobrani. Ale… skoro już ustaliliśmy, że według mnie Wieża świtu mogłaby być sporo krótsza i nikt wiele by nie stracił, to mogę już sobie trochę popolemizować na ten temat. W Imperium burz także znalazłoby się kilka przestojów w akcji, gdzie bohaterowie się snuli, gadali od rzeczy i krótko mówiąc się obijali. Więc jakby z obu tych powieści wyrzucić to wszystko, co zbędne i nudnawe, a to co istotne i ciekawe połączyć w jedną książkę, to bylibyśmy szczęśliwsi. I w sumie takie rozwiązanie byłoby według mnie najbardziej optymalne. Maas mogłaby spokojnie na zmianę serwować czytelnikowi rozdziały; jeden o tym, co porabia Chaol a kolejny o przygodach Aelin. Wtedy bym się nie frustrowała, tak jak tutaj, gdy ja już doskonale wiedziałam, co wydarzyło się w Imperium burz i na czym stoi główna historia, a bohaterowie Wieży świtu mogli się tylko domyślać, bo jeszcze nie dotarły do nich wszystkie informacje. No nie wiem, po prostu takie rozwiązanie wydaje mi się optymalne, ale nie musicie się ze mną zgadzać w tej kwestii, może wam te lekkie przestoje nie przeszkadzały. Dalej nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Maas zaczynając pisać serię Szklany tron, miała zupełnie inny pomysł na fabułę, a w trakcie pracy nad drugim tomem olśniło ją, by poprowadzić tę historię w trochę inną stronę, tylko wtedy już nie mogła zmienić wszystkich wątków i dopasować ich do siebie. No nie wiem, pierwsze dwa tomy wydają mi się być jakby z zupełnie innego cyklu, a na początku trzeciego Maas burzy wszystko, co tak pieczołowicie budowała przez poprzednie dwie książki i zaczyna iść w zupełnie innym kierunku wmawiając wszystkim, że tak właśnie miało być. Albo faktycznie zmieniła tor historii w ostatniej chwili, albo tak kulawo to wszystko ze sobą połączyła. I chociaż Wieży świtu nie przeczytałam w szybkim tempie, to jednak bardzo dobrze bawiłam się przy lekturze. Styl Sary J. Maas jest lekki i przyjemny, lekko się czyta i można w fajny sposób spędzić wolny czas przy jej książkach. Także nawet pomimo tego, że Wieża świtu ma te 800+ stron, to nie czuć tego tak bardzo (chyba, że czytacie w papierze, wtedy trochę ręce bolą od trzymania). (...) Po pełną recenzję sięgnij do: https://toreador-nottoread.blogspot.com/2018/11/historia-chaola-westfalla-w-ponad.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-10-2018 o godz 08:36 miluska dodał recenzję:
Fantastyczna książka o Cholu. I jak to z naszą Aelin jest i tu okazało się że komuś pomogła i dzięki temu połączyła dwoje ludzi. Kapitan Nesryn też ma tu swoją historie
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-10-2018 o godz 09:42 Anonim dodał recenzję:
Niestety o Aelin były w tym tomie chyba ze 2 strony, a ja nie jestem i nie byłam fanką Chaol'a Westfall'a, więc smuteczek:(. Ale czyta się przyjemnie jak to w książkach Maas bywa i oczywiście łączy się resztą serii więc pozycja obowiązkowa dla fanów Szklanego tronu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-09-2018 o godz 09:11 Magdalena Ociepa dodał recenzję:
Świetna kontynuacja całej sagi!Już nie mogę się doczekać kolejnej książki. Samo wydanie bardzo ładne i estetyczne, chociaż okładka nieco odbiega od poprzednich części. Mimo wszystko czyta się świetnie!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-09-2018 o godz 11:52 16agniecha15 dodał recenzję:
W tej części bliżej przyjrzymy się Chaolowi i Nesryn. Po utracie czucia w nogach Chaol postanawia udać się do Torre Cesme aby tamtejsze uzdrowicielki przywróciły mu władzę w nogach. Wraz z nim wyrusza właśnie Nesryn. Ale nie jest to jedyny powód ich wizyty w tamtych stronach. Oboje starają się namówić kagana (władcę tamtych ziem) do wzięcia udziału w wojnie przeciwko siłom Erewana. Nie będzie to łatwe zadanie. Chaol i Nesryn mają przed sobą wiele do zrobienia. A do tego Yrene - uzdrowicielka Chaola może okazać się kluczem do powodzenia misji. Czy im się uda? Dobre pytanie. Musicie koniecznie sami się przekonać. Jestem fanką twórczości Maas. Moja miłość do niej zaczęła się już po pierwszej części, czyli po "Szklanym tronie". Cała seria z książki na książkę staje się coraz lepsza. I tu mnie autorka nie zawiodła. Jestem na prawdę zachwycona.😍 Nie dość, że bardzo lubię Chaola (tak wiem miał gorsze momenty, ale nie stracił w moich oczach) po tej części lubię go jeszcze bardziej. Wiele ciekawych rzeczy możemy się dowiedzieć z tej powieści, a mianowicie chodzi tu o to, co dzieje się z postaciami drugoplanowymi. Maas jak zwykle nie zawodzi. Pełno ciekawych i nowych informacji serwuje nam od samego początku. I oczywiście zaskakuje nie raz. Uwielbiam to w jej twórczości - nigdy nic nie możemy brać za pewniak. Gama emocji podczas czytania, ja strasznie przeżywam to co dzieje się z bohaterom. A to wszystko dzięki temu, że pisarka świetnie wprowadza nas w ten świat. Polecam całym sercem, tę jak i poprzednie części serii. 💖
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-08-2018 o godz 21:31 magda01 dodał recenzję:
Mimo że w książce nie pojawia nam się bohaterka seri,i to książka jest rewelacyjna. Przyznam, że sama nie przepadam za Chaolem, ale w tej książce moje odczucia co do tego bohatera zmieniają się. Przez cały czas Sarah J. Maas knuje intrygę, o której czytelnik dowiaduje się prawie na sam koniec tomu. Ciekawie został także rozwinięty wątek Nesryn, dziewczyna zyskała nowego adoratora (księcia Sartaqa) i utraciła miłość do Chaola. (przepraszam za spoilery). Sam były Kapitan Gwardii ożenił się z Yrene Towers - swoją uzdrowicielką. Wielu czytelników patrzyło na ten tom z dystansem. Osobiście uważam, że nie warto. Zdaje sobie sprawę, że zagorzali fani autorki i tak przeczytają ten kawałek serii. Teraz zwracam się do tej reszty, która jeszcze się nie zdecydowała. Polecam przeczytać "Wieżę świtu". Na pewno różni się od innych tomów ze względu na to, że nie mamy tutaj Aelin, Manon, Doriana i innych. Ale postać Chaola wcale nie jest taka zła. Sarah J. Maas tym tomem wyjaśnia w pewnym sensie całą sytuację tego bohatera, jago problemy i zawahania. Sama nie sądziłam, że tak bardzo odmieni się mój stosunek do tej postaci. Okazuje się, że mężczyzna wcale nie jest taki bez smaku. Stwierdzam, że książka jest potrzebna, aby czytelnik mógł wiedzieć dlaczego niektóre rzeczy się wydarzą w następnym ostatnim tomie serii. Nie ukrywając, Sarah J. Maas staje się coraz lepszą pisarką, jej powieści są lepsze jedna od drugiej. Czy autorka zaskoczy nas następnym tomem? Myślę, że tak.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
31-07-2018 o godz 04:31 Zirael06 dodał recenzję:
Kiedy dowiedziałam się, że domniemana nowelka rozrosła się do miana tomu 5.5, nie byłam zbytnio przekonana do „Wieży świtu”. Po przeczytaniu niektórych opinii bałam się, że książka mnie zanudzi – opowiada o Chaolu, postaci, której nie darzę szczególną sympatią i miałam wrażenie, iż jego perspektywa odbierze mi całą radość z czytania. Nie mogłam być w większym błędzie. Od pierwszych stron mamy powiew świeżości w serii i jest nim otoczenie – nie jest to Erilea czy Wendlyn, które zdołaliśmy już dobrze poznać w poprzednich częściach. Kultura Południowego Kontynentu jest zupełnie odmienna i muszę przyznać, że naprawdę ogromną radość sprawiało mi czytanie o zwyczajach panujących w Antice. Bohaterowie – Chaol, Nesryn, Sartaq, Hasar czy znana z nowelki Yrene Towers – są pełnokrwiści, wielowymiarowi, zmieniają się i rozwijają wraz z akcją. Fabuła zaś… Nie jest zła. Powiedziałabym nawet, że na tle naszpikowanych wręcz akcją poprzedniczek wypada bardzo dobrze – nie jest aż tak przepełniona przemocą czy walkami, co jest miłą odmianą. Akcja rozgrywa się równolegle do „Imperium burz”, dzięki czemu obecni bohaterowie mają pojęcie o tym, co dzieje się z Aelin i jej drużyną. Osią fabuły jest znajdowanie sojuszników w nadchodzącej wojnie oraz rehabilitacja zarówno fizyczna, jak i psychiczna. Szczerze mówiąc, teraz, kiedy myślę, że to miała być nowelka, zaczynam zastanawiać się, jakim cudem Maas chciała upchnąć wszystkie informacje z „Wieży…” w jednym króciutkim opowiadaniu. Naprawdę. Biorąc pod uwagę, ile po tym tomie się wyjaśniło, wydaje mi się to wręcz nierealne – dlatego też cieszę się, iż ostatecznie zostało to częścią 5.5, a nie nowelką. W książce mamy tak naprawdę trzy perspektywy: perspektywę Chaola, perspektywę Nesryn i perspektywę uzdrowicielki Yrene Towers. Punkt widzenia Chaola opiera się właściwie na walce psychicznej z samym sobą i wnosi niewiele nowego do serii. Muszę jednak powiedzieć, że trochę się do niego w „Wieży…” przekonałam. Rozdziały poświęcone Nesryn odkrywają przed nami naprawdę wiele tajemnic ze świata książki – tajemnic, które odniosą naprawdę wielkie znaczenie w nadchodzącej wojnie. Dzięki tym rozdziałom zdołałam docenić właśnie tę postać – o Nesryn w poprzednich częściach było dość mało, nie wiedzieliśmy właściwie nic poza szczątkowymi informacjami, a w „Wieży świtu” okazuje się, że ta dziewczyna naprawdę ma łeb na karku. Jeżeli o Yrene chodzi… Yrene poznajemy w nowelce „Zabójczyni i uzdrowicielka”, ale dopiero teraz możemy odkryć jej zaplecze fabularne. Nie jest to zła postać – określiłabym jako sympatyczną dziewczynę, która czasami potrafi pokazać pazur. Rozdziały z jej perspektywy były naprawdę dobrze napisane. Podobał mi się również rozwój jej relacji z Chaolem – nie był on jakiś bardzo dynamiczny, co jest sporym odróżnieniem od „Imperium burz”, gdzie moim zdaniem Maas się stanowczo ze wszystkim pospieszyła. Nie przepadam za łączeniem wszystkich postaci w pary, ale tutaj mi to jakoś szczególnie nie przeszkadzało. Romans nie jest tutaj na pierwszym planie, jest wątkiem pobocznym, więc to jest stanowczo na plus. Jestem również stanowczo pod wrażeniem wszelkich plot twistów i foreshadowingu, jakie Maas zastosowała w książce. Dla przykładu powiem tylko, że wyjaśnia się sprawa kupca z nowelki „Zabójczyni i Czerwona Pustynia”, o którym wspomniano również w „Dziedzictwie ognia”. Kunszt autorki i to, jak manewruje czytelnikiem, jest wręcz niebywały. Nie żałuję, że sięgnęłam po „Wieżę świtu”. Mimo moich wcześniejszych obiekcji i tego, że niezbyt byłam przekonana do lektury, czytało się książkę świetnie i nawet postać Chaola zbytnio mi nie przeszkadzała – pomijając jeden moment, gdzie naprawdę mnie zirytował. Miałam wrażenie, że tak naprawdę Nesryn gna fabułę do przodu – to w końcu ona podróżuje po Południowym Kontynencie, odkrywa rzeczy związane z Valgami i Kluczami Wyrda. Mimo tego „Wieża…” jest lekturą, którą naprawdę powinno się przeczytać przed finałem, ponieważ wnosi do całej serii ogrom ważnych faktów. Polecam głównie ze względu na wprowadzoną do serii świeżość i te wszystkie fakty potrzebne do zrozumienia, o co właściwie toczy się gra.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
04-07-2018 o godz 18:26 m_arysi_a dodał recenzję:
potegaksiazek.blogspot.com Pierwszy raz jestem w takim stanie, że boję się pisać recenzję. Dlaczego? Bo podczas czytania tej książki miałam w sobie tyle myśli, co bym chciała w tej recenzji napisać, jakie kwestie poruszyć, że teraz jak to piszę, boję się, że zapomnę o wielu rzeczach. W skrócie: ta książka była niesamowita od początku do końca. Zdaję sobie sprawę, ile ludzi mówiło, że pierwsza część tej książki jest nudna. I się zastanawiam: gdzie jest nudna? :D Serio, mnie wciągnęło od pierwszego rozdziału. Nie mogłam przestać czytać, bo cały ten świat wciągnął mnie niesamowicie. Wiecie co, zawsze mówiłam, że to Dwory są moją miłością. Ale po przeczytaniu Wieży Świtu naszło mnie na przemyślenia dotyczące całej serii Szklanego tronu. I moim zdaniem Szklany tron nie dorównuje Dworom, jeśli chodzi o świat jaki jest tu stworzony! Czytając tę książkę cały czas się czułam, jakbym miała w ręku jakiś bardzo stary, średniowieczny i cenny skrypt. Jakbym czytała historię, która działa się naprawdę, bo wszystko jest tu pięknie opisane. Sarah J. Maas ma taki piękny, śliczny i plastyczny język, że ja nie wiem jak ona to robi. I to nie wszystko, bo skąd ta kobieta ma taką wyobraźnię? Po przeczytaniu tych 6 książek i opowiadań, widzę, że od pierwszej części, czyli od Szklanego tronu, wszystko jest ze sobą ściśle powiązane, a my czytając nawet sobie nie zdawaliśmy z tego sprawy! Ta seria jest zdecydowanie jedną z tych, którą trzeba czytać więcej niż jeden raz, bo od pierwszej części, wiedząc, co jest w kolejnych częściach, możemy doszukiwać się nowych szczegółów i mówić sobie: "faktycznie, jak ja tego wcześniej nie zauważyłam?". Tutaj każdy szczegół jest ważny. Kiedy coś czytacie i nic sobie nie myślicie, ot zwykła scena, potem okazuje się, że to było bardzo ważne! Uwielbiam to w tej serii. To, że w tej serii jest nie tylko czysta, piękna fantastyka, piękna miłość i piękna przyjaźń, ale i ośmielę się powiedzieć, że nawet troszkę kryminału! Tutaj jest niesamowicie wiele tajemnic, zagadek (które swoją drogą się rozwiązują prędzej czy później, nie martwcie się :)). Co uwielbiam najbardziej to to, że są takie świetne powiązania do bardzo dalekich starożytnych czasów! Świat w tej serii, ja odczuwam jako taki starożytny; z zamkami, wojnami, ale i piękną magią, starożytnością, mocami... kurczę, to jest takie niesamowite, że nie mogę złapać oddechu. Ta seria to czysty geniusz. Autorka jest niesamowitym geniuszem. Bo nie wiem, jak ktoś potrafił napisać tak niesamowite książki, które zawierają w sobie same mądrości. Kocham książki Maas, bo one nie wiecie jak mnie wiele nauczyły. Tutaj jest nie tylko przygoda, wojny, bijatyki, tajemnice i niebezpieczeństwo. Tutaj jest pokazane jak żyć i być silnym. Miłość w tych książkach zawsze rozwija się powoli (co jest cudowne), ale kiedy już jest w najwyższym stanie, potrafi znieść wszystko. Niesamowita wierność i kochanie. Przyjaźnie są tutaj silne i znowu: wierność. Te książki są realistyczne, jeśli chodzi o stan psychiczny bohaterów. Nie udają, że są silny. Pokazują, że w wielu momentach są słabi i nie dają rady. Ale pchają do przodu, kurde, są tak niesamowicie silni, przezwyciężą wszystko, że to mi pokazuje, że i ja muszę być silna, nie ważne co stanie na mojej drodze. Skoro oni dają radę, to czemu ja nie dam? Przechodzą piekło, takie niesamowite piekło, a skądś mają siłę, żeby przezwyciężyć cierpienia. Właśnie to tutaj pokazuje Chaol. To nie tylko historia o Chaolu, oj nie. Wiecie, ja nigdy nie byłam przeciw niemu, Nie miałam nic do niego. Ale tutaj czułam w tej książce tak wielką sympatię do niego. Tak mi było smutno, gdy się obwiniał, cierpiał... Aż sama Maas pokazała mały symbol, że jego choroba, była w duży sposób związana z jego umysłem, jego demonami w środku jego głowy, bo się obwiniał, obarczał, stwierdził, że nie zasługuje na nic, a śmierć byłaby w porządku dla niego. Niesamowicie mnie to bolało. I Yrene, piękna dziewczyna, która również mnie tyle nauczyła. Ta historia jest tak piękna.... Ta dziewczyna była niesamowicie silna i dobra, to w niej podziwiam. Zdeterminowana, i stała na swoim. Miała cel, który chciała osiągnąć. Relacja między tą dwójką... nie mogę. Wszystko jest boskie. Wiem, że dużo ludzi wzbrania się przed tą książką. Ja z nią zwlekałam niesamowicie długo. I żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej. Jeśli pokochaliście ostatni, 5 tom serii, ośmielam się powiedzieć, że Wieża świtu dorównuje poziomem do 5. tomu, a może nawet jest lepsza! Wy nie wiecie ile emocji tu przeżyłam. Ile rzeczy się dowiedziałam. Finałowego tomu nie zrozumiecie, jeśli nie przeczytacie Wieży świtu, to pewne. Bo tutaj WIELE super ważnych rzeczy się dowiadujemy o Valgach i nie tylko, o których bohaterowie w 5. tomie nie mieli pojęcia! Dlatego, czytajcie tę książkę jak najszybciej, nie będziecie żałować, bo jest zbyt piękna. I aż boję się sięgnąć po finałowy tom. BOJĘ SIĘ, CO TAM SIĘ BĘDZIE WYPRAWIAŁO I JAK MOJA PSYCHIKA TO WYTRZYMA. :D Naprawdę, nie wiem jak to zniosę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-07-2018 o godz 10:37 podróżdokrainyksiążek dodał recenzję:
„Wieża świtu” to kontynuacja cyklu „Szklany tron”, w którym to Chaol i Nersyn zostają głównymi postaciami, wokół których dzieje się cała akcja, a dzięki niej będzie nam dane poznać lepiej owe postacie. Które wspólnie teraz wyruszają w drogę do miasta Antica. Mają nadzieje, że tam właśnie znajdą ratunek dla byłego kapitana, którego jedna ze słynnych kapłanek przywróci władze w nogach i będzie mógł ponownie chodzić i służyć swojemu królowi. Jednak tam drogi Chaol’a i Nersyn się rozstają, dziewczyna wyrusza na pomoc księciu Sartaq, a on sam zostaje z Yrene rozbitą emocjonalnie uzdrowicielką, której będzie dane się zmierzyć ze swoją przeszłością, która w nią uderza po przybyciu Chol’a osoby pochodzącej z kraju, z którego ledwo co uszła z życiem, a teraz musi mu pomóc. Wiąże się to z tym, że gdy szukają rozwiązania, by uleczyć mężczyznę, wplątują się w wiele intryg i sprzeczności losu, które ich podróż we swój sposób urozmaicają, nie ma miejsca na odpoczynek, gdy w tym wszystkim jeszcze muszą wypełnić misje, by zebrać sojuszników do zbliżającej się wojny. Nersyn, w tym tomie mogła nam wreszcie pokazać, jaką jest osobą, podczas podróży z księciem Sartaq, gdzie próbowali zdobyć informacje jak pokonać nadchodzące zło, napotykają niegdyś ukrytą prawdę. Wszystko zmierza ku wojnie, a wraz z nią znów się rozstrzygnie walka dobra ze złem. Podsumowując, jest to książka, która ma swoje dobre momenty, pełne interesujących dialogów czy wydarzeń, jednak miałam wrażenie, że niektóre sceny, wręcz całe strony były niepotrzebne, jakby na siłę tylko było to zrobione, by zwiększyć grubość książki, w której można się zatopić, gdyż pomimo że jest to poboczna historia, znalazła miejsce na tylu stronach. Pomimo tego nieprzyjemnego zgrzytu, jaki można doświadczyć, warto po nią sięgnąć i znów zebrać wiedze z tego cudownego świata, jaki autorka wykreowała.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
25-06-2018 o godz 11:25 nata_zg dodał recenzję:
Mimo tego, że Chaol nie jest moim ulubionym bohaterem serii. To książka jest fantastyczna! :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

O autorze: Sarah J. Mass

Sarah J. Mass jest amerykańską pisarką urodzoną w 1986 roku. Jej specjalnością są młodzieżowe powieści z kręgu fantasy. Jej debiutem literackim była powieść pod tytułem "Szklany tron" - częściowo inspirowana baśnią o Kopciuszku, przenosząca czytelników w świat fantazji. Główną bohaterką jest Celaena - nastoletnia zabójczyni, walcząca o sprawiedliwość w skorumpowanym królestwie. Powieść wydana w 2012 roku zapoczątkowała bestsellerowy cykl, który stał się hitem na całym świecie.

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.