Rekiny wojny (okładka  miękka, 08.2016)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Efraim szukał okazji, aby trochę zarobić i poimprezować. Postanowił wykorzystać do tego największego naiwniaka w USA – system zamówień publicznych Pentagonu. W styczniu 2007 roku on i jego kumple, Alex i David, wygrali kontrakt o wartości 300 milionów dolarów na dostawę broni dla amerykańskich żołnierzy w Afganistanie. Ponieważ jej nie mieli, kupili tanio starą zardzewiałą chińską amunicję od albańskich handlarzy i wysłali ją do Kabulu. Gdyby byli ostrożniejsi, może nigdy byśmy o nich nie usłyszeli. Trójka popalających trawę kumpli wkurzyła jednak kilka ważnych osób – od Moskwy po Waszyngton.

ID produktu: 1127265600
Tytuł: Rekiny wojny
Autor: Lawson Guy
Tłumaczenie: Konieczny Jacek
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 336
Numer wydania: I
Data premiery: 2016-08-03
Rok wydania: 2016
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 27 x 206 x 145
Indeks: 19914756
średnia 4,5
5
13
4
11
3
3
2
2
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
27 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
4/5
21-08-2016 o godz 22:59 przez: Carmen
Handel bronią jest mi tematem tak bliskim, jak dla polonisty matematyka. Wiem, że istnieje, wiem, że ma swoje prawa, ale jest jakby poza zasięgiem mojego wzroku. Nigdy nie zagłębiałam się w ten temat, bo i ciężko byłoby mi znaleźć wiarygodne źródło, a przynajmniej tak mi się wydaje. Wątpię, by można było komukolwiek wierzyć tak na sto procent, bo przecież każdy będzie się bronił przed prawdą – oczywiście mam na myśli handlarzy bronią. Już oni mają swoje sposoby, by ich interesy nie wyszły na światło dzienne. Część mogliby ujawnić, ale na pewno nie całość – nie wierzę w to.

„Rekiny wojny” Guy’a Lawsona to historia trójki młodych chłopaków, pochodzących z ortodoksyjnych rodzin żydowskich:
Efraim Diveroli – lider całej operacji, owładnięty obsesyjnym zarabianiem pieniędzy. Nigdy nie było mu dość – marzył o byciu międzynarodowym handlarzem broni. Potrafił oszukiwać jak z nut. Prawdziwy wirtuoz kłamstwa.
David Packouz – opanowany i kreatywny, prawa ręka Efraima. Potrafił działać cuda, choć długo walczył ze swym sumieniem.
Alex Podrizki – jedyny z całej trójki z wyższym wykształceniem. Ostrożny i oszukiwany przez Efraima na wielu polach. Zwerbowanie go zajęło sporo czasu, ale w końcu i on poddał się wizji wielkich pieniędzy, które płynęły wręcz strumieniami.

Książka to przede wszystkim opis amerykańskiego snu, zaczynającego się w 2007 roku, który stopniowo przeradza się w koszmar. Główni bohaterowie (niewiele ponad dwudziestoletni) bezustannie biorą udział w przetargach (głównie organizowanych przez Pentagon) i oczywiście wiele udaje im się wygrywać. Są tak przebiegli, że z czasem wygryzają największe szychy, skupiając tym samym całą uwagę branży właśnie na sobie. Jednak oni mają to w nosie. Nawiązują kolejne znajomości i prą do przodu. Tutaj muszę się jednak zatrzymać, więcej nie zdradzę.

„Rekiny wojny” to książka specyficzna. Sięgając po nią nieco się bałam, bo jak się już przyznałam, tematyka broni jest mi obca. Bałam się tym bardziej, że ta historia oparta na faktach, będzie zawierała mnóstwo bohaterów, mnóstwo zawiłości politycznych i jeszcze więcej nazw broni, które będą mi niezbędne do zrozumienia całej historii. Na szczęście autor tak wszystko ubrał w słowa, że bez większych problemów nadążałam za rozwojem sytuacji, która ciągle brnęła do przodu. Zmieniały się kraje, zmieniali się bohaterowie drugoplanowi i zmieniała się broń/amunicja. Ale na szczęście nie zmienił się styl autora, który pozwolił mi do samego końca śledzić losy handlarzy bronią, którzy często stawali na głowie, byleby dodać do swej listy kolejny sukces. Oczywiście na kartkach książki znaleźć można postawę USA, jednak nie chcę się do niej odnosić – zbyt wiele mogłabym zdradzić, a być może nawet pomieszać. Wolę zatem nie podejmować tego tematu, bo polityka to specyficzny jest twór – na pewno wielu przyzna mi rację.

Zadaję sobie teraz pytanie, czy książkę polecić. Myślę, że jak najbardziej, jednak nie dla każdego. Jeśli ktoś oczekuje historii lekkiej i zawierającej mnóstwo dialogów, to na pewno nie znajdzie ani jednego ani drugiego. „Rekiny wojny” to reportaż – gatunek wymagający skupienia, który w pewien sposób wzbudza przerażenie. Bo to, co dzieje się tuż pod „naszym nosem” jest naprawdę przerażające. Widzimy jedno, a dzieje się drugie. Ale oczywiście obywatele nie mogą wiedzieć wszystkiego. Nie mają prawa poznać prawdy. Książka Lawsona to w pewnym sensie furtka do świata, do którego może zajrzeć każdy z nas i każdy powinien to zrobić. Jednak ostrzegam, nie ma tam miejsca dla osób wrażliwych. Lawson uchylił nam furtkę do świata przemocy, brudnych pieniędzy, przekrętów, ale przede wszystkim śmierci. „Rekiny wojny” to historia o wielkim wzlocie, ale jeszcze większym upadku. Można wyciągnąć z niej wiele mądrości i choćby właśnie ze względu na nie, jak najwięcej osób powinno skusić się i przeczytać. Ja już to zrobiłam. Nie żałuję.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-09-2016 o godz 19:43 przez: Avaeable
Przyznaję bez bicia, że początkowo czytanie szło mi nieco opornie (a nawet kilkukrotnie odłożyłam książkę „na później” nie czując natchnienia), trudno było mi odpowiednio wczuć się w opisywany świat – kompletnie nie znam się ani na przetargach, ani na broni, ani na amerykańskim systemie prawnym, ani (do czego najbardziej wstyd się przyznać) na wojnach współczesnych czasów. Jednak mimo początkowych problemów, z każdą kolejną stroną czytało mi się coraz sprawnej i coraz bardziej wsiąkałam w lekturę.

Bardzo dobrze zrobiła mojemu przesiąkniętemu kaszką i pieluchami umysłowi – dawno nie czytałam nic tak daleko odbiegającego od mojej wiedzy i zainteresowań. Już prawie zapomniałam, jakie to fantastyczne uczucie dowiedzieć się czegoś zupełnie nowego.

„Rekiny wojny” to wspaniały przykład tego, że to życie pisze najlepsze scenariusze do sensacyjnych filmów. Historia o absurdach, o tym, jak obejścia, oszczędności i przymykanie oczu oddały losy całkiem poważnych i zupełnie realnych wojen w ręce dwóch obrotnych dwudziestolatków na haju. Zawiłości systemu, biurokracja, odpowiednia interpretacja przepisów i naprawdę uparty dzieciak, którego ambicją było zostać handlarzem broni – trochę straszny i bardzo fascynujący proces „od zera do milionera”.

Czytając o takiej postaci, jak Efraim Diveroli odkryłam skąd się biorą stereotypy. To człowiek uparty, chciwy, ale i pracowity, posiadający niesamowitą smykałkę do interesów, ale kompletnie nieliczący się z innymi – ani ze współpracownikami ani z partnerami w biznesie, bez wyrzutów sumienia idzie po trupach do celu. A celem jest większy i większy zysk. Sylwetka bardzo skutecznego, ale krótkoterminowego biznesmena.

Drugim głównym bohaterem jest rząd Stanów Zjednoczonych i jego prawno-biurokratyczne absurdy. Z jednej strony wspiera rozwój małych przedsiębiorstw, z drugiej kompletnie nie daje sobie rady z kontrolą ich rzetelności. Z jednej strony przeznacza olbrzymi nakład finansowy na pomoc Afgańczykom, z drugiej jak najwięcej oszczędza na wysyłanej im broni. Z jednej strony angażuje się w konflikty zbrojne, z drugiej ustanawia embargo na kupowanie broni od dwóch najkorzystniejszych dostawców. I w taki oto sposób jeden narwany dzieciak i jego kumpel masażysta odpowiadali za dostawę uzbrojenia podczas wojny w Iraku i Afganistanie. Jak dobrze, że takie rzeczy zdarzają się nie tylko w Polsce :D

I jeszcze parę słów o okładce, bo wbrew ludowym mądrościom zawsze trochę oceniam po niej książkę. Wiele osób nie lubi okładek filmowych i je też z reguły za nimi nie przepadam. Oczywiście odtwórcy głównych ról kompletnie nie pasują mi do bohaterów ani pod względem wyglądu, ani charakteru, co jest jeszcze bardziej odczuwalne, gdy wewnątrz książki znajduje się wkładka z ich zdjęciami. Ale wielkie brawa za napis – „Rekiny wojny” prostą masywną czcionką, drukowanymi literami w moim ulubionym kolorze Barbie pink – bardzo dobrze widoczny, a kontrast między kolorem tytułu i ilustracją jest niemalże groteskowy. I jest w nim coś z nocnego życia Miami i całonocnych imprez w apartamentach Flamingo. Prawdopodobnie napis miał po prostu rzucać się w oczy – taki w końcu nadrzędny cel plakatu filmowego – przyciągnąć uwagę i zainteresować potencjalnego odbiorcę. Ale skoro już mój mózg się chwilowo przebudził, to nikt nie zabroni mi popełnić nadinterpretacji i w dwóch linijkach różowego tekstu widzieć dwoistość ludzkiej natury, absurdalny komizm bezsensownych przypadków i brak lęku wobec podstępnie wkradającej się drzwiami i oknami ideologii gender. No bo jak to tak, REKINY WOJNY na różowo? ;)

Za przyjemność lektury dziękuję wydawnictwu Znak.

https://lewkanapowy.wordpress.com/2016/09/04/czas-na-czytanie-rekiny-wojny-jak-trzech-kolesi-z-miami-beach-stalo-sie-najniezwyklejszymi-przemytnikami-broni-w-dziejach-guy-lawson/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
2/5
22-08-2016 o godz 13:02 przez: Spark
Książka jest porównywana do „Wilka z Wall Streat. Cóż nie lubię takich zabiegów, ale historie oparta na faktach zawsze mnie wciągają, więc postanowiłam się skusić na egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Znak Literanova i przeczytać „Rekiny wojny”.

Nie wiem, dlaczego, ale ta książka ogromnie mi się dłużyła. I to nie przez brak dialogów. Gdy czytałam biografię Królowej Matki, w której również brakowało dialogów to nie czułam znużenia. Tu miałam wrażenie, że jest to sklejona z pojedynczych fragmentów książka, w której występują ogromne przeskoki z jednego do momentu, które są ze sobą wcale niepowiązane. Miałam spore problemy, żeby poczuć klimat książki.

Efraim, Alex i David to żydowscy, młodzi mężczyźni, którzy mają gdzieś reguły swojej religii. Żyją chwilą, palą trawkę i wiecznie nie mają pieniędzy. Efraim w końcu postanawia, że zacznie startować w przetargach w systemie zamówień publicznych Pentagonu. Najbardziej go interesuje handel bronią. Chociaż na początku mu nie idzie to postanawia się nie poddawać i zawzięcie próbuje dalej, aż w końcu wygra swój pierwszy kontrakt, a co za tym idzie w poszukiwaniu broni zaczyna nawiązywać nowe sieci kontaktów z osobami, które te broń mogą mu dostarczyć. Wraz z upływem czasu nie interesuje ich już tylko Irak, ale również inne kraje, w których rozpętały się rewolucje. Najważniejsze jest to, aby jak najwięcej na tym wszystkim zarobić. Wszystko się zmienia, gdy wygrywają przetarg na dostarczanie broni do ogarniętego wojną Afganistanu…

Jeśli chodzi o głównych bohaterów to żaden z nich nie zyskał mojej sympatii. Jak dla mnie to banda wiecznie naćpanych dzieciaków, którzy bawili się w handel bronią i mieli w nosie, że przez ich brak wiedzy o sytuacji gospodarczej i kompetencji giną niewinni ludzie. Owszem wykorzystali swoją szansę, jakie stwarzały luki przetargów w Pentagonie to jednak nic ich nie usprawiedliwia. Autor usilnie próbował pokazać, że trzej kolesie z Miami Beach to ofiary systemu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, ale… nie ze mną te numery. Mnie to nie przekonało. Wiedzieli, co robią. Sami przyznawali pod koniec, co zrobili źle. Wiadomo, że jak natrafia się luka w prawie to trzeba ją wykorzystać, ale należy to robić z głową, a ich zaślepiła chciwość i wewnętrzne kłótnie o podział pieniędzy.

Książka z pewnością pokazuje, że nawet tak idealny kraj, jak USA ma swoje problemy z systemem bezpieczeństwa i weryfikacji, że nawet tam zdarzają się wielomilionowe przekręty. Kolejny raz to książka pokazuje jak bardzo władze w Stanach są niekonsekwentne w swoich działaniach. Walka o demokrację i prawa człowieka dotyczą się tylko ich kraju lub ewentualnie tych, których potrzebują do swoich celów, ale już poza nimi coś takiego nie istnieje.

Cóż mnie ta pozycja zawiodła. Już dawno nie czytałam książki tak długo i nie modliłam się o to by w końcu złapano głównych bohaterów, skazano i podano mi, jakie dostali wyroki. Na szczęście mam ją już za sobą. Po prostu jest ciężka i pourywana. Autor pisał to chyba fragmentami, które potem postanowił złożyć w całość, a to dało efekt psującego się samochodu: raz jedzie, a raz stoi. Może w innej formie to miałoby większe szanse w mojej ocenie.

„Człowiek nie wiedział nawet, po której soi stronie; komu pomaga, a kogo krzywdzi. Za kulisami działały różne tajemnicze siły i nie ulegało wątpliwości, że o wielu zagrożeniach nie mamy nawet pojęcia." ~ Guy Lawson, Rekiny wojny. Jak trzech kolesi z Miami Beach stało się najniezwyklejszymi przemytnikami broni w dziejach, Kraków 2016, s. 206.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-09-2016 o godz 12:00 przez: salaiza
REKINY WOJNY - GUY LAWSON - wyd. ZNAK LiteraNova


Dziś dzień chłopaka.
Szukasz prezentu dla nietuzinkowego , mężczyzny , faceta,partnera - który lubi sensację ale i interesuje się aktualną sytuacją na świecie? Polecam Ci tę książkę , bo ona właśnie łączy dokładnie oba wątki. Jest i ostra, żywa akcja, są i pieniądze i przekręty, i kobiety , wojna, mataczenie , narkotyki – oraz autentyczne wydarzenia sprzed paru zaledwie lat – wielka polityka i straszna wojna w Afganistanie , taniec na krawędzi rozsądku i ryzyka gdzie stawka to naprawdę niewyobrażalne pieniądze.

Trzech chłopaczków z Miami Beach, w zasadzie bez doświadczenia w biznesie i bez wykształcenia, pieniędzy , koneksji - miało marzenie . Jak wszyscy nastolatkowie – chcieli mieć ogromne pieniądze, jeździć super brykami, imprezować, upalić się dobrym towarem , mieć piękne kobiety i wszystko w zasięgu ręki .
Brzmi dość kuriozalnie ALE im naprawdę się udało. I nie jest to powieść fantasy ani kino akcji z wymyślonym super agentem - tylko historia , która wydarzyła się naprawdę.

Wyobraź sobie więc trzech nastolatków - żaden nie jest geniuszem, nie pochodzą z rodzin powiązanych z biznesem czy polityką.Najstarszy to student pierwszego roku ! Popalają trawę, grzebią w internecie i dumają o bliżej nieokreślonych interesach, snują nierealne pozornie plany na przyszłość . I z tych oparów pozornie absurdalnych snów narkotycznych wyszedł równie absurdalny pomysł – będziemy handlować bronią.
I najdziwniejsze jest to ,że tej trójce chłopaków – Efraimowi, Alexowi i Dawidowi na początku stycznia 2007 roku udało się oszukać administrację G, Busha, cały Pentagon i wiele innych poważnych instytucji i finalnie wygrać kontrakt na dostawę BRONI dla żołnierzy w Afganistanie !…
Trzech naćpanych nastolatków zagrało w wojnę przez Internet tylko że stawką było życie realnych żołnierzy biorących udział w misjach , dostawy broni nie były wirtualne a pieniądze to nie żetony na stole.

I wygrali kontrakt wartości …. 300 mln dolarów na zamówienie publiczne broni ogłoszone przez Pentagon.

Nikt z was nie pomyślałby nawet ,że to możliwe , prawda? Tylko brak wyobraźni połączony z młodzieńczą skłonnością do ryzyka i brawurą może sprawić, że człowiek rzuci się z przysłowiową motyką na słońce. Raz na milion wygra. I im się to udało.

Rozpoczęli ryzykowną grę na polu największych przemytników broni rynku międzynarodowego. Nie mieli pieniędzy. Dziwnymi transakcjami doprowadzili do ściągnięcia zdezelowanej , zardzewiałeś, nic nie wartej chińskiej amunicji z terenów wojennych dawnej Serbii i wysłali do Kabulu. Wkurzyli po drodze wszystkich przemytników i handlarzy bronią. Narazili na śmierć tysiące żołnierzy… I to nie jest fikcja. I to jest przerażające.

Gdyby nie mały błąd , nigdy nie usłyszelibyśmy o tym, jak przekręcili rząd Stanów Zjednoczonych . Wszak służby FBI czy CIA nie mają czym się pochwalić..

Książka wciąga niesamowicie. Powiem tak – nie oglądam filmów akcji , nie czytam raczej takiej sensacji . Nie mogłam się jednak oderwać . I dlatego w ten dzień o niej przypominam. Uważam ,że to świetny prezent szczególnie dla faceta, ale niekoniecznie tylko faceta - jak dowodzi mój przykład.

O tym , że zawsze znajdzie się nawet w najciaśniejszym systemie luka , przez którą da się wyciągnąć pierwszy milion . O tym ,że ryzyko i marzenie pozwalają uruchomić taki sposób myślenia ,że nawet karkołomny plan może się udać.. O tym ,że nie istnieje niemożliwe.

To właśnie o tym jest ta książka. Polecam . Warto .
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
27-08-2016 o godz 18:20 przez: eirrid
Rekiny wojny Guy'a Lawson'a to książka dla wymagającego czytelnika. Z racji tego, że jest to reportaż o wydarzeniach sprzed kilku lat, wielość wątków jest porażająca i dosyć łatwo można się w nich pogubić. Trzeba się dobrze skupić, żeby dobrze zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Nie każdemu czytelnikowi książka przypadnie do gustu - mało w niej dialogów, za to mnóstwo szczegółów, zagadnień prawnych, informacji na temat działalności przetargowej Pentagonu, zawiłości handlu bronią i kontaktów z handlarzami bronią, informacji o przebiegach przemytów oraz konsekwencji takich zabiegów.

Na początku miałam ogromny problem, żeby uwierzyć, że historia wydarzyła się naprawdę. Mnóstwo pytań typu "dlaczego?", "jak to jest możliwe?", "dlaczego takie rzeczy dzieją się we współczesnym świecie?" początkowo pozostawało bez odpowiedzi, jednak z każdą kartką coraz bardziej rozumiałam, jak tak ogromny przekręt mógł się udać (choć czy na pewno, to dowiecie się sami, czytając Rekiny wojny). Trzech kumpli: David Packouz, Efraim Diveroli oraz Alex Podrizki zagrało na nosie wielkim korporacjom i systemowi zamówień publicznych Pentagonu i wygrali kontrakt o wartości 300 mln dolarów na dostawę broni dla amerykańskich żołnierzy w Afganistanie.

Na początku poznajemy historię Efraima Diveroliego, który jako jedyny miał jakiekolwiek pojęcie o handlu bronią. Zauważył on niedoskonałości systemu zamówień publicznych Pentagonu i stopniowo wygrywał coraz większe kontrakty, nokautując tym samym największe firmy, które dotychczas bezproblemowo wygrywały konkursy i zgarniały kasę dla siebie. Kolejne sukcesy rozochociły go na tyle, że dla bardzo młodego Efraima, który niemal cały czas był na haju, kolejne kroki "kariery przetargowej" były coraz bardziej pociągające. W końcu, dzięki nim, niemal z dnia na dzień stał się milionerem i mógł żyć jak król Miami Beach. Pozostali młodzieńcy, David i Alex dołączali do niego stopniowo. Żaden z nich nigdy nie zajmował się zawodowo handlem bronią. Co gorsza, nie mieli żadnego przygotowania merytorycznego, nie dysponowali bronią/amunicją/hełmami, czymkolwiek, co gwarantowali dostarczyć w przypadku wygrania konkursu. Mieli jednak młodzieńczą bezczelność, brak jakichkolwiek hamulców i "przejarane" mózgi, którym wydawało się, że mogą zrobić wszystko i nikt nie zauważy, że tak naprawdę są tam z przypadku i dzięki ogromnej ilości szczęścia. I tak oto trzech farciarzy z Miami Beach ograło wszystkich - Pentagon, rząd Stanów Zjednoczonych, a nade wszystko wyspecjalizowaną w dostarczaniu broni konkurencję.
Przerażające w tej historii jest to, że najbardziej ucierpieli nie ci, którzy siedzieli sobie na swoich stołkach i mieli wysokie pozycje, tylko ci, którzy z broni i amunicji dostarczanej w ramach przetargu korzystali bezpośrednio - żołnierze i cywile z Afganistanu, Iraku...
Rekiny wojny pokazują jasno i wyraźnie niedociągnięcia w gospodarce największego i najpotężniejszego państwa na świecie, pokazują korupcję, załatwianie spraw po znajomości, a nade wszystko myślenie "tych u góry" tylko o pieniądzach, a nie o bezpieczeństwie.

Gorąco polecam Rekiny wojny czytelnikom, którym prawdziwa historia o handlu bronią i przekrętach może się spodobać. I tak jak wspominałam na początku - nie jest to łatwa lektura. Trzeba mieć czas i spokój, żeby nadążyć za wszystkimi faktami, których w książce jest mnóstwo.

Dziękuję wydawnictwu Znak literanova za możliwość poznania amerykańskiego snu trzech kolesi z Miami Beach.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
04-09-2016 o godz 16:33 przez: Karolina MAREK
Choć jestem dziewczyną to cenię sobie książki z bronią, krwią czy przemocą w roli głównej. Tak jakoś mam, że to właśnie to przyciąga mnie najbardziej. Tak też było i w tym wypadku. Wojna to nie koniecznie coś co kocham, ale już broń w pewien sposób tak. A, że o handlu bronią jeszcze okazji czytać nie miałam to nie zastanawiałam się zbyt długo. Raz, że mogłam poznać świat, którego jeszcze nie znam, a dwa można było to zrobić w ciekawy sposób. Tak, więc usiadłam z książką w rękach i...

Efraim Diveroli David Packouz i Alex Podrizki - trzech dwudziestokilkuletnich przyjaciół nie tyle od kielicha co od skręta. Praktycznie każdy dzień zaczynali od wypalenia swojej porcji by móc jako tako funkcjonować w świecie realny. Tyle, że Diveroli prócz imprezowania, picia i ćpania zapragnął też stać się bogatym. I tak pewnego dnia zaczął kombinować. Dzień po dniu, krok po kroku coraz bliżej celu. Udało mu się założyć firmę handlującą bronią i zaczął zdobywać coraz poważniejsze kontrakty z Pentagonem dzięki stronie FedBizzOpps (Federla Business Opportunities). Jako, że zleceń było coraz więcej to wciągnął w to wszystko Packouza. I tak w duecie w pewnym momencie wygrali kontakt na 300 mln dolarów na dostawę broni dla amerykańskich żołnierzy walczących w Afganistanie. Tyle, że żeby zarobić jak najwięcej to zakupili oni tanią i zardzewiałą chińską amunicję. Tu zjawia się trzeci z bohaterów zamieszania czyli Podrizki. Co ciekawe gdyby byli dokładniejsi, ostrożniejsi i nie wkurzyli po drodze aż tylu osób to było ogromne prawdopodobieństwo, że nigdy byśmy o tych mężczyznach nie usłyszeli.

Pewnie niejedna czy niejeden z nas lubi oceniać. Podejrzewam, że nie tylko ja myślę sobie, że trzeba mieć coś w głowie by wygrać przetarg na 300 mln dolarów, ale też tego nie mieć by dać się złapać dzięki zbyt długiego języka po "zielu". Mówimy sobie - kretyni, głupcy, idioci... Ale oni byli młodzi, a młodość musi swoje grzechy odhaczyć i przeżyć, musi się wyszaleć. Co jednak powiedzieć i jak ocenić kogoś kto taką kasę przebimbał? I tu pojawia się problem, bo nie wypada sypać epitetami pod adresem... Działu Zamówień Publicznych Pentagonu. Nikt nie sprawdził, nie popytał. Czy to znaczy, że dla nich to "tylko" 300 mln "zielonych"? Nie wiadomo. Całą historia jest tak śmieszna i nierealna, że ciężko przyjąć do wiadomości, że jest prawdziwa. A jednak - w dzisiejszych czasach dzięki komputerom można praktycznie wszystko. Jest to w równym stopniu śmieszne co tragiczne, a dzięki takim książkom możemy sobie to uświadomić. Choć momentami pozycja była dla mnie dość ciężka i się gubiłam to jednak całość zrobiła bardzo pozytywne wrażenie. Na pewno zachęcam do przeczytania, bo warto i nie przeszkadza w tym fakt, że książka momentami idzie z górki, a momentami pod górkę. Warto. Ja przeczytałam i nie żałuję!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
06-09-2016 o godz 21:56 przez: ZDZISŁAW RUSZKOWSKI
GUY LAWSON „REKINY WOJNY”.
Jest to wstrząsający opis ciemnych interesów prowadzonych jak się okazuje, przez przypadkowe osoby dopuszczone do realizacji dostaw broni dla armii USA. Jak wielokrotnie powtarza autor jest to historia trzech kolesi z Miami Beach, ćpunów bez formalnego wykształcenia. Najbardziej zaskakuje fakt, że mózg całego przedsięwzięcia ma niecałe dwadzieścia lat a najstarszy uczestnik wydarzeń dwadzieścia pięć lat. Efraim Diverok, chłopak bez pomysłu na życie, pokłócony z najbliższą rodziną podejmuje pracę u swojego wuja, jako pomocnik. Szybko okazuje się, że zajęcie, które wykonuje bardzo mu odpowiada i chce zacząć działalność na własny rachunek. Rozstaje się z wujem, który karze mu sie wynosić i podejmuje pierwsze kroki mające na celu zdobycie wielkiej fortuny. Efraim Diverok, Alex Podrizki i David Packouz to główne filary firmy AEY, założonej głownie po to aby zdobyć pieniądze i poimprezować. W styczniu 2007 roku AEY wygrywa kontrakt na dostawę broni dla amerykańskich żołnierzy w Afganistanie. Autor opisuje mechanizmy działania rynku handlu bronią, meandry prowadzonych pertraktacji. Ukazuje ciemne strony tych bardzo dochodowych interesów, sposoby pozyskiwania dostawców, próby omijania prawa, podwójne standardy przestrzegania zapisów prawa przez różne agendy rządowe. Większość kontrahentów dziwiła się, że Efraim Diverok jest takim młodym człowiekiem i radzi sobie w tym trudnym biznesie. Nie zdawano sobie sprawy, że ten młody człowiek, aby osiągnąć wytyczony cel stosuje bezwzględne metody, nie zawsze zgodne z prawem. Jako pracodawca był bardzo wymagający, bezkompromisowy oraz nie liczył się ludźmi. Przedstawiony jest, jako człowiek bezwzględny, uparty i niezbyt uczciwy. Liczył się dla niego jedynie coraz większy zysk ze sprzedaży amunicji, karabinów czy innych akcesoriów dla wojska. Wszystkie niezgodne z prawem działania zaprowadzą całą ekipę przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. Książka przedstawia skomplikowane mechanizmy handlu bronią w kilku rejonach świata, tam gdzie toczą sie działania wojenne. Ludzie pracujący w tej branży są zdeterminowani na łatwe i szybkie zdobycie fortuny bez względu na koszty. O tym wszystkim opowiada GUY LAWSON w swojej książce, o ciemnych stronach tego biznesu. Zachęcam do przeczytania tej interesującej książki.
Książkę wydało Wydawnictwo Znak Literanova.
Zdzisław Ruszkowski.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
31-08-2016 o godz 18:03 przez: Aneta Wiśniewska
Prawdziwa historia trzech chłopaków z Miami w którą dosłownie ciężko uwierzyć!

Wywodzący się z ortodoksyjnych żydowskich rodzin chcieli trochę poimprezować, zabawić się, złamać zasady i zarobić. Z racji tego, że byli niepełnoletni postanowili dorobić się majątku przez internet. Jak? Wykorzystując system zamówień publicznych Pentagonu. Zakładając niewielką firmę, wykorzystując stare znajomości, licencje rodziców i będąc niesamowicie odważnymi (nie wiem czy brawura nie byłaby w tym momencie lepszym określeniem) udało im się wygrać ogromny kontrakt na dostawę broni dla amerykańskich żołnierzy w Afganistanie. Brzmi niesamowicie, prawda?

Jest tylko jeden mały problem. Do tej pory wygrywając małe przetargi, za pomocą siatki połączeń byli w stanie odkupić coś z Bałkanów i dostarczyć na Bliski Wschód. Małe kontrakty, mały kłopot. Duży kontrakt – tutaj zaczynają się schody. W końcu, aby zarobić 300 milionów dolarów na jednym zleceniu trzeba się trochę napracować.

Z racji tego, że Ci chłopcy niewiele wiedzieli o handlu bronią, zero wykształcenia militarnego (jeden z nich był masażystą, drugi skończył dyplomację, a trzeci nawet nie ukończył szkoły średniej), jedynie intuicja i trochę naiwności, to postanowili kupić chińską amunicję od Albańczyków i po cichu wysłać ją do celu, licząc, że nikt tego nie sprawdzi.

I faktycznie by im się udało, gdyby po drodze nie wkurzyli kilku bardzo wpływowych osób, które postanowiły dotrzeć do tego, jakim cudem amerykański rząd powierzył takie zadanie trzem popalającym trawę nastolatkom z Miami Beach.

To niesamowite. Aż trudno uwierzyć, że to mogło zdarzyć się naprawdę. W czasach, gdzie wydawałoby się, że biurokracja święci triumfy, zdarzyło się coś takiego. Najbardziej przerażające jest jednak to, że świat by się o tym nie dowiedział, gdyby tylko byli odrobinę ostrożniejsi…

Właśnie do kin wchodzi ekranizacja tej historii. Zapowiada się naprawdę nieźle patrząc na trailery, choć już zdążyłam zauważyć, że będzie sporo niejasności. Cóż, skoro już robimy z tego film, to przydałoby się nieco podkolorować rzeczywistość ;)

Polecam wszystkim, którzy interesują się takimi niesamowitymi historiami i tym, którzy się wybierają do kin. Warto poznać wszystkie fakty zanim oddamy się przyjemności oglądania w kinowym fotelu z popcornem w dłoni
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-08-2016 o godz 10:12 przez: Joanna Woldan
Nie bez powodu mówi się, że pierwszy milion trzeba ukraść. Najlepiej też zawsze zarabia się na wojnie, jeśli tylko jest się odpowiednio przedsiębiorczym. Przekonało się o tym trzech chłopaków z Miami Beach. O co chodzi? Już wyjaśniam.
Efraim Diveroli był zwykłym, zaczynającym dzień od skręta osiemnastolatkiem. No może takim nie do końca zwykłym. Szukał sposobu jakby tu zarobić szybko i bezboleśnie żeby mieć za co poimprezować. Zaczął więc wyszukiwać na FedBizOpp oferty na dostawę broni dla rządu Stanów Zjednoczonych. Stałego dostępu do broni oczywiście nie miał, nie miał nawet pozwolenia na jej posiadanie. Ale – jak wiadomo - w internecie da się znaleźć absolutnie wszystko. Efraim szukał więc dostawców broni. Zależało mu tylko na tym, żeby broń była sprawna, bez rdzy i możliwie jak najtańsza. Później sprzedawał ją Pentagonowi. W ten sposób zaczął zarabiać na początek skromne sumki – 20 tys. dolarów tygodniowo (!), by po roku mieć na koncie już kilka milionów. Do „biznesu” wkręcił też swoich kolegów – najpierw Davida Packouza, a gdy dostali największy kontrakt w swoim życiu, także Alexa Podrizkiego. Stali się prawdziwymi „rekinami wojny” Gdyby byli ostrożni i mniej zachłanni pewnie do dzisiaj żyliby sobie dostatnio i w miarę spokojnie.
Diveroli zawsze chciał więcej. Gdy więc zobaczył na FedBizOpp przetarg na bezterminowy kontrakt, na dostawę broni dla Afgańskich żołnierzy, na 300 milionów dolarów nie wahał się ani chwili. Szanse, że wygrają z bardziej znaną konkurencją były nikłe, ale po ustawieniu bardzo niskiej marży i wyszukaniu starej, bardzo taniej broni na Bałkachach i Ukrainie zgłosił swoją firmę i wygrał.
Co takiego się stało, że zamiast na coraz bardziej ekskluzywnych wakacjach wylądował razem z kolegami w więzieniu? Chcielibyście – nie powiem Wam. Kogo zainteresowała historia rodem z „Wilka z Wall Street” musi tradycyjnie dowiedzieć się sam.
Sama historia jest niezwykle ciekawa, jednakże ja niezbyt lubię suche sprawozdania, wolę fabularyzowane książki, więc czytało mi się to dość ciężko. Jednak jeśli komuś nie przeszkadza brak dialogów i podobał mu się „Wilk z Wall Street” to „Rekiny wojny” Guya Lawsona z całą pewnością też polubi. Film na podstawie tych wydarzeń niedługo w kinach!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
27-08-2016 o godz 20:14 przez: zolzowata_franca
"Rekiny wojny", no cóż, tytuł raczej mnie nie powalił. Pomyślałam, że znów wojna, strzelanie, bezsensowna zabawa mężczyzn. Dojrzałam jednak na okładce "historia oparta na faktach" i chyba to mnie przekonało. Jak dobrze, że tytuł nie jest u mnie priorytetem. Otrzymałam świetnie napisaną literaturę faktu, przy której znakomicie się bawiłam.

Książka jest zapisem rozmów autora Guy'a Lawsona z głównymi bohaterami tej przedziwnej historii trójki młodych mężczyzn. Trójka przyjaciół, pochodzących z ortodoksyjnych żydowskich rodzin z Miami Beach - Efraim Diveroli, David Packouz i Alex Podrizki. Bez Efraim'a nie byłoby tej historii, bo to własnie on postanowił zostać handlarzem bronią i tak jak postanowił, tak uczynił, wciągając w swój biznes David'a i Alex'a. Wszystko rozpoczęło się w 2004 roku, kiedy to Efraim skończył 18 lat. Jego dzień rozpoczynał się od palenia trawki i przejrzenia strony Federal Business Opportunities (FedBizOpps), na której amerykański rząd umieszczał informacje o przetargach na towary i usługi, m.in. o milionowych zamówieniach na uzbrojenie. Był na tyle zdeterminowany, że udało mu się wygrać kontrakt na pełne uzbrojenie amerykańskich żołnierzy w Afganistanie.

"Efraim był nadal dzieckiem, ale nie uważał się za dziecko - wspomina Packouz. - Potrafił grać jak równy z równym z wysokiej rangi przestawicielami wojska, gansterami z Europy Wschodniej, dyrektorami firm z pierwszej pięćsetki >> Forbesa<<. Miał ich wszystkich w dupie. Stawiał im czoło i wygrywał, potem pokazywał środkowy palec. A ja szedłem w jego ślady."

Historia jest tak nierealna, że trudno uwierzyć, by była prawdziwa. A jednak. W obecnych czasach by zarobić miliony wystarczy szkoła podstawowa, komputer, determinacja i głowa na karku. By te miliony móc swobodnie wydawać przydałaby nam się jeszcze świadomość, kiedy dobrze byłoby skorzystać z wiedzy i pomocy prawników. Własnie prawnicy mogliby uchronić przed "paką" naszego głównego bohatera. Polecam, przeczytajcie tę książkę. Jeśli Was nie natchnie do zrobienia interesu życia, to przynajmniej będzie posiadać wiedzę z zakresu handlu bronią, jakże potrzebną w obecnych czasach.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
2/5
11-09-2016 o godz 17:46 przez: Malwina Paś-Myszka
Książki, które czytam, oceniam bardzo subiektywnie. Są dwie opcje, albo mi się podoba, albo nie, niezależnie od tego, co na jej temat mówią/piszą inni. A ta książka należy w mojej hierarchii do tych, o których będę myśleć: "męcząca", a zatem konkluzja, do której grupy należy, jest dosyć jasna.

Co mnie zachęciło do jej przeczytania? To, że została porównana do "Wilka z Wall Street". Oczekiwałam soczystej fabuły, zwrotów akcji i ciętego humoru. A co otrzymałam? Reportaż, mocno osadzony w polityce i wydarzeniach wojennych, których nie rozumiałam, stąd moje rozczarowanie tą pozycją.

Tytuł tej książki mówi o niej właściwie wszystko, także fabuły przytaczać nie będę, bo szkoda na to czasu a i Ty, drogi czytelniku, pewnie już o niej słyszałeś, więc przedstawiać jej nie trzeba. O czym wspomnieć trzeba to to, że autor tej pozycji zrobił kawał dobrej roboty, gromadząc wszelkie informacje dotyczące głównych bohaterów oraz ich historii. Całą opowieść wzbogacił o ich wspomnienia z konkretnych wydarzeń, co podnosi atrakcyjność tej publikacji. Jednak zawiera ona mnóstwo fachowego języka, politycznych zawiłości i swego rodzaju peanów na cześć trzech dwudziestolatków o przepalonych mózgach, którym wydawało się, że mogą wszystko.

Powyższe trzy elementy sprawiły, że "Rekiny wojny" nie przypadły mi do gustu. Książkę męczyłam ponad miesiąc (!). Początkowo czytanie szło mi bardzo opornie, później dość sprawnie, by na koniec znowu przechodzić męczarnie. Tak - nie mogłam się doczekać, aż ją skończę.

Nie oznacza to jednak, że jest to zła pozycja, o nie! Ja po prostu oczekiwałam czegoś innego, tak jak napisałam na początku, dlatego przeżyłam mocne rozczarowanie. Na pewno jednak "Rekiny wojny" przypadną do gustu przede wszystkim osobom, które lubią reportaż, a ta książka zdaje się dość wiernie przedstawia historię, na której została oparta.

Z pewnością skuszę się również na obejrzenie jej ekranizacji, bo podejrzewam, że została zrobiona z większym polotem :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
24-08-2016 o godz 19:05 przez: magdat
Nieprawdopodobna historia oparta na faktach – skutecznie wciąga.
Trzech dwudziestoparolatków z Miami Bech -licencjonowany masażysta, handlarz trawką i chłopak ze skończoną ledwie podstawówką- realizuje amerykański sen „od pucybuta do milionera“ w interesie przeznaczonym dla nielicznych i wydawało by się ścisłe kontrolowanym przez rząd USA a mianowicie handlu bronią. Wykorzystują firmę AEY zarejestrowaną przed laty przez ojca „mózgu“ przedsięwzięcia. Nie mając żadnego doświadczenia, wyszkolenia, przygotowania i zaplecza w 2007 roku wygrywają kontrakt o wartości 300 milionów dolarów ogłoszony przez Departament Obrony USA na dostawę amunicji dla afgańskiej armii.
Jak to możliwe ?
Na sukces zołożyły się 4 czynniki :
1. Armia amerykańska intensywnie budowała narodowe wojska i policję w Iraku i Afganistanie w oparciu o uzbrojenie postsowieckie (którego zdobycie powierzyła pośrednikom)
2. Nastąpiła zmiana amerykańskiej polityki zamówień publicznych na dostawy uzbrojenia faworyzujące małe firmy,
3. Wykorzystano internet do ogłaszania przetargów i składania ofert,
4. Za główne i jedyne kryterium składanej oferty przyjęto cenę.
Zaskakująco dobrze radzą sobie z realizacją tegoż kontraktu. Liczy się kasa i tylko kasa, żadnych skrupułów. Poznajemy mechanizmy działania handlarzy bronią w państwach byłego obozu socjalistycznego, wzajemne powiązania, korupcję urzędników, sposoby dostarczenia amunicji do Kabulu, ignorancki nadzór Pentagonu nad realizacją i wydawaniem milionów dolarów podatników.
Amerykański sen kończy się jednak wraz z niekorzystnym artykułem o firmie AEY i jej chłopakach w „New York Times“.

Jednak szczególnie załamujący jest fakt że legitymizacja przez Pentagon takich szemranych handlarzy bronią jest głównym czynnikiem napędzającym proliferację broni do obszarów objętych wojnami na całym świecie co będzie się jeszcze utrzymywać przez kolejne 10-20 lat. Ilu ludzi jeszcze z tego powodu zginie?

Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
22-08-2016 o godz 16:20 przez: dzord100
Książka pt. "Rekiny wojny" opisuje historię w zasadzie jednego chłopaka, który w bardzo młodym wieku obracał milionami dolarów i zajmował się dostawą broni dla afgańskiej armii. Oprócz niego istotnymi "bohaterami" tej całej afery, która została potem trochę za bardzo "nakręcona" było jeszcze dwóch kolegów, również młodych i niemających żadnego doświadczenia w handlu bronią.
Początkowo myślałam, że autor dość krytycznie podchodzi do Efraima i jego kolegów, często nazywał ich "ćpunami", wytykał brak wiedzy, doświadczenia, wszystko prowadziło do tego, że to oni zostaną głównymi oskarżonymi w sprawie chińskiej broni. Na końcu jednak przekonałam się, że autor w rzeczywistości obnażył niekompetencję rządowej administracji USA, która kierowała się dziwnymi zasadami, przepisami, podwójnymi standardami, dla której tak naprawdę nie liczyło się nic oprócz broni(i chodzi mi tu o ilość, pochodzenie i jakość były sprawą drugorzędną, dopóki afera nie została nagłośniona).
Efraim Diveroli zarobił bardzo dużo pieniędzy dostarczając amunicję dla afgańskiej armii, często grał nieczysto, współpracował z przemytnikami, zdarzyło mu się "robić interesy" z albańską mafią. Jako człowiek - był okropny: arogancki, przemądrzały, dwulicowy, ale jako "biznesmen" sprawdzał się idealnie, te jego negatywne cechy przekładały się na materialne zyski.
Prawdziwa historia trzech chłopaków z Miami, która skończyła się źle dla jednego z nich (Diveroli) pokazuje, że człowiek wkręcony w trybiki machiny rządowej rzadko potrafi poradzić sobie z ową machiną. Rząd nie pozwoli się obarczyć winą za swoją niekompetencję, winny zawsze jest "ktoś" z zewnątrz.
W tej historii nie ma bohaterów pozytywnych i negatywnych, dobro nie wygrywa ze złem. Tak naprawdę winni są wszyscy - i ci młodzi handlarze, i ich kupcy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
17-08-2016 o godz 20:52 przez: Sylwia
„Pierwszy milion trzeba ukraść”, mówi popularne powiedzenie. Bohaterowie książki „Rekiny wojny” wzięli sobie je jako życiowe motto i wprowadzili w życie. Trzej kumple bez zastanowienia postanowili w łatwy i szybki sposób zarobić duże pieniądze bez zważania na konsekwencje swojego postępowania.

Efraim to zwykły nastolatek, inteligentny, sprytny oraz ambitny, którego głównym zainteresowaniem są pieniądze. Szukał okazji aby zarobić pieniądze i móc za nie poimprezować. Po zastanowieniu postanowił wykorzystać w tym celu system zamówień publicznych Pentagonu – największego naiwniaka w USA. Wciągnął w swój pomysł dwóch znajomych, Alexa i Davida i tak się zaczęło. Początkowo udawało im się wygrywać mniejsze przetargi na broń oraz wyposażenie wojskowe, w których rozwiązaniem na łatwą gotówkę było sprzedawanie starej broni, w dobrym stanie. Kiedy przystąpili do kontraktu ma kwotę 300 milionów dolarów na dostawę broni do amerykańskich żołnierzy w Afganistanie coś poszło nie tak, pozornie idealny plan na zarobienie dużej gotówki nie wypalił i kumple wylądowali w więzieniu.

Co poszło nie tak? Jak w ogóle to się stało, że tak małej firmie powierzone zostało tak odpowiedzialne zadanie?

Książka jest świetna! Pokazuje informacje z pierwszej ręki, przez co zapisane w niej wydarzenia można uznać za jeszcze bardziej wiernie oddane. Książka jest bardzo ciekawa, jednak brak w niej dialogów, przez co długo się ją czyta. Polecam ją wszystkim fanom powieści typu „Wilk z Wall Street” i nie tylko. Myślę, że zainteresuje także osoby, które lubią tematykę broni i polityki.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
20-08-2016 o godz 14:40 przez: wallsend11
Trzech kumpli pragnie w jak najszybszy sposób zarobić i poimprezować. Packouz, Divderoli i Podrizki wygrywają kontrakt 300 milionów dolarów na dostawę broni dla amerykańskich żołnierzy w Afganistanie. Jest to organizowane przez system zamówień publicznych Pentagon. Może się to wydawać co najmniej dziwne, że trójka naiwniaków może dokonać czegoś takiego. Było to całkowicie zgodne z prawem, bowiem prezydent Bush pozwolił na składanie ofert w przetargach każdemu mieszkańcowi USA. Przyjaciele szukają jak najlepszej oferty, jednak nie udaje im się nic znaleźć. Muszą zdobyć broń w określonym terminie. Jedyne co im pozostało, to zamóienie starej chińskiej amunicji od handlarzy w Albanii.

Co przeszkodzi w dostarczeniu broni?

,,Realizowaliśmy amerykański sen, dopóki nie zamienił się on w koszmar."

Książkę czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie. Niestety było w niej bardzo mało dialogów. Pomimo tego, akcja dzieje się w bliskich nam czasach przez co łatwiej możemy wczuć się w tę historię opartą na faktach. Pokazuje co pieniądze i chciwość mogą zrobić z człowiekiem oraz to, że nawet drobna nieuwaga może prowadzić do katastrofy.
Wydaje mi się, że zarówno książka, jak i film najbardziej przypadną do gustu osobom lubiącym czytać o polityce, czy broni.
Do kin weszła właśnie ekranizacja ,,Rekinów wojny".
Polecam!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Znak ♥

Recenzja pochodzi z mojego bloga: blogksiazkoholiczki.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-09-2016 o godz 10:04 przez: Ryduch
Życie jeszcze nie zdążyło Ciebie zaskoczyć, a może wręcz przeciwnie widziałeś już wszystko?
W obu wypadkach mogę Ci obiecać, że właśnie historia amerykańskiego nastolatka, która poznajemy dzięki reportażowi Guy’a Lawson’a na długo zapadnie w pamięci, zaskoczy, zdziwi i wyda się niemożliwa. A jednak…
Już z okładki możemy się dowiedzieć, że zawarta w niej historia jest prawdziwa i wydarzyła się stosunkowo niedawno.
Co w niej niezwykłego?
Niesamowity zbieg okoliczności, znajomości i ciężka praca, ale także niezliczona ilość wypalonej trawy i co najważniejsze chęć bycia milionerem powodują, iż nastoletni Efraim Diveroli wkracza na rynek handlu bronią. Nie sposób nie wspomnieć również o jego odwadze (nie raz wręcz szaleństwie) w kontaktach z przedstawicielami amerykańskiego rządu, doświadczonymi handlarzami bronią czy podejrzanymi „ludźmi interesu”. Chłopak, który legalnie nie może jeszcze ze względu na swój wiek starać się o pozwolenie na handel bronią wygrywa milionowy przetarg. Wraz z zwerbowanymi do branży kumplami walczy, kombinuje i robi wszystko, choć nie zawsze legalnie, aby tylko osiągnąć swój cel i nieziemsko się wzbogacić. Jak ci nastolatkowie poradzili sobie z realizacją zamówienia?
Tego i wielu ciekawych przygód dowiesz się z książki. Sama się zdziwiłam jaki interesujący i zaskakujący może być świat handlarza broni. Gorąco polecam każdemu przeczytanie tej fascynującej historii!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-08-2016 o godz 12:44 przez: Agnieszka Szymaniak
Książka Rekiny wojny to naprawdę dobry kryminał, jest w nim kasa, polityka i broń. Tylko, że to nie fikcja, to historia prawdziwa. O tym jak trzech dwudziestoparolatków wygrywało wielkie kontrakty na dostawy broni dla USA. Efraim, założyciel i pomysłodawca firmy AEY, to ćpun, Żyd, który wstrzelił się w potrzeby amerykańskiej armii, a dokładnie na zapotrzebowanie na broń w związku z wojną w Iraku i Afganistanie. Do swojej firmy wciągnął kolegów: Alexa i Davida. Kiedy przystąpili do przetargu na afgański kontrakt wart wiele milionów dolarów, nikomu nie przyszło do głowy, że kręcą na siebie bata. Mimo, że wygrali kontrakt o wartości 300 milionów dolarów, wpadli w niełaski rosyjskich, albańskich a także amerykańskich władz. Ta historia jest niezwykła i przerażająca. Niezwykła, ponieważ troje młodych ludzi konkurowało z wielkimi konsorcjami i wygrywało z nimi zarabiając przy tym wielką kasę. Z drugiej strony przerażająca ponieważ kolesie byli tylko pionkami w wielkiej grze politycznej. Skala korupcji, absurdów i władzy jest tak ogromna, że szaremu obywatelowi nie mieści się to w głowie. Nikt nie liczy się z jednostką, za to pieniądz to miara władzy. Niesamowita książka, która pokazuje niedoskonałość władzy a także najgorsze cechy człowieka, które wyzwala władza. Smaku daje książce fakt, że to wszystko działo się niedawno i z łatwością można zweryfikować wszelkie informacje zawarte w niej.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
21-08-2016 o godz 17:55 przez: Aleksandra Kot
W piątek na ekrany kin trafiła ekranizacja tej książki, a ja dzięki wydawnictwu Znak LiteraNova miałam przyjemność zapoznać się z lekturą jeszcze przed jej premierą...

Gdyby nie informacja, że jest to książka opisująca fakty byłabym skłonna uwierzyć, że jest to świetnie wymyślona fabuła, bo sama koncepcja wydaje się wręcz nierzeczywista. Bo niby jak to możliwe, że dwudziestokilkulatek rozkręca firmę zajmującą się handlem bronią i w dodatku zaczyna wygrywać kontrakty dla Pentagonu?

Autor książki - Guy Lawson - jest dziennikarzem i bardzo podobało mi się, że swoją opowieść bazuje na rozmowach z bohaterami tej historii i konsultacjach ze specjalistami. W pewien sposób stara się zrehabilitować trzech "kolesi", jak sam ich nazywa, którzy w wyniku nagonki prasowej i politycznej stali się kozłam ofiarnymi wadliwie działającego systemu. Na pewno nie byli oni też bez winy, ale wygląda na to, że skupiła się na nich frustracja osób, które chciały walczyć z błędnym systemem, a nie mogli dopaść prawdziwych winowajców.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Jest wciągająca, szczególnie jeśli ma się w pamięci, że to wszystko wydarzyło się naprawdę... Dodatkowo autor stara się wszystko jasno i klarownie tłumaczyć, dzięki czemu nawet kompletny laik w temacie broni, pocisków czy wojny może z łatwością zrozumieć o co chodzi.

Serdecznie polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
09-08-2016 o godz 20:23 przez: kp0018
Czy osoby niewykwalifikowane, wydawałoby się zbyt młode i nieodpowiedzialne, mogą wygrać niezwykle skomplikowany (nie tylko pod względem logistycznym) przetarg na zakup i dostarczenie wielu ton amunicji?
Okazuje się, że TAK!

Czy te same osoby były w stanie dotrzymać warunków podpisanego kontraktu bez większych problemów?
Niestety, NIE!

I to nie tylko dlatego, że brakowało im doświadczenia, dojrzałości, czy też odwagi w proszeniu o pomoc.

Na pewno słabym ogniwem był Diveroli (właściciel firmy AEY), którego nie obchodziła polityka, prawa człowieka, czy stosunki międzynarodowe. Diveroli był również niezdecydowany, impulsywny, zachłanny (nie skupił się na jedym zadaniu, tylko ciągle szukał nowych kontraktów), był nielojalny i nastawiony tylko i wyłącznie na jak największy zysk (nawet kosztem przyjaciół).

Mimo wielu wad Diveroliego realizacja zadania mogłaby się udać, gdyby nie... wkurzenie przeciwników (a czasami byłych wspólników), których nadmierne zaangażowanie w kontrakt AEY wykazało, że osoby z administracji publicznej wiedziały o (nie do końca zgodnych z prawem) działaniach firmy i nie zareagowały.
Potrzeba znalezienia "kozłów ofiarnych" stała się więc sprawą priorytetową...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
19-08-2016 o godz 13:31 przez: mariag
Jak dużo zarobić i się nie narobić? Odpowiedź na to pytanie opanował do perfekcji zafascynowany militariami nastolatek z Miami Beach - Efraim Diveroli. Postanowił zostać handlarzem broni z prawdziwego zdarzenia, lecz nie bawiła go sprzedaż detaliczna, wolał realizację zamówień hurtowych (choć nie miał nawet pozwolenia na broń i funduszy na zakup towaru!). Niemniej jednak sprytnie wykorzystując kruczki prawne wygrywał kolejne przetargi na wyposażanie amerykańskiej armii, bogacąc się niemal z dnia na dzień. W pogoni za swoim amerykańskim snem do przynoszącego grube miliony dolarów interesu dokoptował dwóch znajomych – Davida i Alexa. Niestety wkrótce stało się jasne, że misternie opracowany plan zrobienia w konia Pentagonu wali się w gruzy, a trzej kumple uwikłali się w międzynarodową intrygę, która ich przerasta… Czy Pentagon podjął dobrą decyzję powierzając trzem chłopakom wyposażenie afgańskiej armii? Czy wojny w Iraku i Afganistanie miały szansę inaczej się potoczyć? Odpowiedź w rzetelnie napisanej książce z dziedziny literatury faktu (może ktoś kiedyś pokusi się o napisanie wersji fabularnej?).
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

O autorze: Lawson Guy

Octopus
okładka  miękka
0/5
(0/5) 0 recenzji
65,83 zł

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Uspokój swój mózg
4.7/5
29,40 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Chwila
5/5
31,27 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Marzenie panny Benson
4.5/5
33,29 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Szczygieł
4.7/5
41,63 zł
59,90 zł
Inne z tego wydawnictwa O miłości
5/5
32,65 zł
46,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Dżentelmen w Moskwie
4.6/5
31,59 zł
49,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Gorzko, gorzko
5/5
42,37 zł
59,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Anna Karenina
4.6/5
27,73 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Sto pociech
5/5
28,88 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Młodzik
5/5
39,27 zł
59,99 zł

Podobne do ostatnio oglądanego