Od urodzenia (okładka  miękka, 03.2016)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Nowa powieść uznanej przez krytykę światową młodej pisarki. Tak opisanego macierzyństwa jeszcze w literaturze nie było... Minął już rok, odkąd Ari – doktorantka, feministka i żona o piętnaście lat starszego od niej profesora – urodziła Walkera. Kobieta przeżywa ogromne trudności w odnalezieniu się w nowej dla siebie rzeczywistości. Nie mogąc przyzwyczaić się do specyficznego rytmu opieki nad małym dzieckiem oraz do zmian, które zaszły zarówno w jej ciele, jak i w psychice, Ari zaczyna przypominać samotne, chyboczące się na zimowym wietrze drzewo, któremu ni stąd, ni zowąd wyrwano korzenie.

Kiedy w sąsiedztwie pojawia się Mina – niegdyś kultowa piosenkarka rockowa, a teraz przyszła matka w dziewiątym miesiącu ciąży – Ari, mimo że zwykle nie ufa kobietom, widzi w niej potencjalną bratnią duszę. Wkrótce kobiety się zaprzyjaźniają i łączą siły we wspólnej macierzyńskiej walce, jaką obie na co dzień staczają.

Elisa Albert, z wyjątkową przenikliwością, a zarazem niezwykłym dowcipem – który można tu określić jako czarny humor – daje upust żywiołowi uczuć i emocji, jakie towarzyszą kobiecie wychowującej małe dziecko. Zostałam matką to niezwykły manifest współczesnego macierzyństwa – swoiste „laboratorium”, w którym pogłębionym analizom poddano kontrowersyjne emocje i uczucia młodej matki. To także pogłębione studium nad małżeństwem i kobiecą przyjaźnią.

Prowokacyjna... Emocjonująca... Szokująca...

Książka określana mianem „skutecznej pigułki antykoncepcyjnej”... Tego nie można przegapić!


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1119709604
Tytuł: Od urodzenia
Tytuł oryginalny: After Birth
Autor: Albert Elisa
Tłumaczenie: Weksej Aleksandra
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 272
Numer wydania: I
Data premiery: 2016-03-29
Rok wydania: 2016
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 204 x 20 x 139
Indeks: 18821260
średnia 1
5
4
4
6
3
8
2
0
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
18 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
09-04-2016 o godz 09:42 przez: Katarzyna Tuszyńska-Jąkalska
"Od urodzenia" to książka, którą koniecznie musiałam przeczytać, ze względu na podjęty w niej temat. Byłam bardzo ciekawa, czy rzeczywiście po zapoznaniu się z nią, zmienię w jakimś stopniu swoje podejście do ciąży czy macierzyństwa. Ponadto poprzez tą książkę chciałam poznać uczucia i doświadczenia innej kobiety. Sama jestem mamą, zatem wiedziałam, że pewnie jakaś część uczuć czy przeżyć związanych z porodem czy macierzyństwem głównej bohaterki nie będzie mi obca, a nawet będę mogła się z nią utożsamiać.

Ari jest młodą doktorantką i żoną piętnaście lat starszego od siebie profesora - Paula. Niedługo po ślubie, zaszła w ciążę i poprzez cesarskie cięcie przyszedł na świat ich synek - Walker. Kobieta zarówno sam poród, jak i czas połogu wspomina bardzo nieprzyjemnie. Opisuje swoje emocje związane z karmieniem piersią, które sprawiało jej trudności. Ponadto początkowe dni i tygodnie mijały praktycznie tak samo, a więc karmienie, przewijanie, przebieranie, usypianie. Narzeka na brak snu, ogólne zmęczenie, a także brak zrozumienia. Czuje się nieatrakcyjna, niedowartościowana. Zaniedbała swój wygląd, ubiór. Gdy zostawiała syna z opiekunką i wychodziła z domu, z jednej strony czuła radość, że w końcu ma czas dla siebie i mogła na chwilę pobyć sama ze sobą, a z drugiej strony po jakimś czasie już tęskniła za małym. Wracała wspomnieniami do lat wcześniejszych, nawiązanych i utraconych przyjaźni, dylematów rodzinnych, śmierci mamy, a także krytykowała ojca za nieumiejętność radzenia sobie z własną córką. Nie rozumiała pytań i ciągłego przyglądania się ludzi na ulicy, kiedy karmiła dziecko. Dlaczego jest to tematem tabu ? Uczęszczała również na spotkania grupy wsparcia dla matek, gdzie rozmawiały o karmieniu, butelkach, pieluchach itp. Jednak to wszystko w pewnym sensie ją przygnębiało, czuła się samotna. Pewnego dnia poznaje Minę, która również boryka się z macierzyństwem. Nawiązują przyjaźń, dzięki której wszystko staje się dla nich łatwiejsze. Pomagają sobie nawzajem i mogą liczyć na swoje wsparcie.

Książka "Od urodzenia" wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Prawdę mówiąc wciągnęła mnie już od pierwszej strony i trudno mi było się od niej oderwać, kiedy wzywały obowiązki domowe. Być może dlatego, że sama też jestem mamą i pewne ukazane sytuacje są mi po prostu znane, bo sama niektórych momentów doświadczyłam. Powieść czyta się szybko i przyjemnie, mimo, iż przedstawiane były również trudne życiowe momenty. Czytając ją powracałam myślami do wspomnień z mojego porodu i połogu. Przypominałam sobie te emocje, które wtedy mną targały, chwile wzruszenia i niesamowitego szczęścia, ale również bólu i przemęczenia. W wielu kwestiach nie zgadzałam się z bohaterką, przykładem może być nazwanie pierwszych urodzin synka w specyficzny i zaskakujący sposób : "dzień operacji", "rocznica wielkiej porażki". Ponadto wiele zachowań, wyciąganych wniosków i nazywanie różnych rzeczy czy czynności przez Ari, mnie zaskoczyło. Jednak w wielu przypadkach utożsamiam się z bohaterką. Zapewne większość matek po przeczytaniu tej książki będzie czuła tak samo.
W książce przeplata się teraźniejszość z przeszłością. Ari opowiada o swoim codziennym życiu w chwili obecnej oraz cofa się kilka lat wstecz do czasów szkolnych, młodzieńczych. Dzięki temu poznajemy również jej losy przed przyjściem na świat Walkera.

Reasumując, książkę polecam zarówno przyszłym jak i obecnym matkom. Dla jednych będzie ona doskonałym ukazaniem macierzyństwa przez kobietę, która miała odwagę przedstawić swoją historię w autentyczny sposób, nie bojąc się wyrazić swoich uczuć i myśli w danym momencie. Zapewne większość kobiet, czytając tę książkę będzie się utożsamiać z główną bohaterką. Natomiast na części kobiet wywrze sprzeczne emocje, a może nawet zniechęci. Na tylnej okładce można przeczytać, że powieść ta jest "określana mianem najskuteczniejszej pigułki antykoncepcyjnej". Ja się z tym stwierdzeniem nie zgadzam. W żaden sposób ta książka mnie nie zniechęciła do samego porodu czy macierzyństwa. Być może dlatego, że już przez to przeszłam i wiem jak to "smakuje". Uważam też, że każda z nas - kobiet na swój inny, własny sposób zinterpretuje tę opowieść. Tym bardziej, że macierzyństwo nie jest tutaj idealizowane, ani krytykowane, a jedynie przedstawione takim, jakim jest w rzeczywistości, a czasem nawet ukazane w ironiczny i zabawny sposób. Przecież każda matka, każdy ojciec, mimo iż darzą swoje dziecko ogromną miłością, to nie zaprzeczą, że sprawowanie opieki nad dzieckiem, jego wychowywanie nie jest łatwym zadaniem i wymaga wiele cierpliwości i wyrozumiałości.

Serdecznie polecam !
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-04-2016 o godz 13:55 przez: Erna Eltzner
Ciąża, poród, posiadanie ukochanego dziecka — brzmi pięknie. Jednak są kobiety, które czują przytłoczenie. Tak mocne, że bolesne. Obijają się o ściany własnej psychiki i szukają wyjścia. Jak mogą naprawić myśli? Jak mogą sprostać tak odpowiedzialnemu zadaniu?

Ostatnio spotkałam się z wieloma skrajnymi opiniami o tej książce. Emocje, które wzbudziła w czytelnikach zafascynowały mnie na tyle, że postanowiłam sama zapoznać się z treścią. Jak wspominałam przy okazji innej recenzji — nie jestem jeszcze matką, ale interesują mnie powieści poruszające tematykę macierzyństwa. Szczególnie, jeśli są trudne i wymagające pewnego skupienia. „Książka określana mianem najskuteczniejszej pigułki antykoncepcyjnej” — głosi opis na okładce. Trochę przerażające, ale równocześnie ciekawe. Czego się tak naprawdę spodziewać? Szata graficzna utrzymana w błękicie i różu. Już po lekturze mogę stwierdzić, że treści bliżej do odcieni szarości. Przytłaczające, lecz refleksyjne. Myślę, iż niektóre kobiety wspomnieniami wrócą do swoich początków, gdy stawały się matkami. Inne, tak jak ja, pomyślą przyszłościowo. Czy rodzicielstwo jest rzeczywiście na tyle trudne, aby chcieć przed nim uciec? Zwłaszcza, gdy biegamy po omacku między skrajnościami.

Ariella, zwana przez wszystkich Ari, właśnie tworzy pracę doktorską. Rok temu urodziła Walkera, żyje w związku z piętnaście lat starszym Paulem. Kobieta próbuje odnaleźć się w roli matki, co przysparza jej wielu trudności. Maksymalnie skupia myśli na dziecku. Niestety, są to refleksje pełne bólu i rozpaczy. Ciągle nie może wyrzucić z siebie traumy po cesarskim cięciu, walczy z napadami złości i histerycznego płaczu. Zbliża się do depresji, gdy na jej drodze staje ciężarna Mina. Ari nie czuje wsparcia w nikim ze swoich bliskich, więc postanawia zaprzyjaźnić się z Miną. Wierzy, że wzajemnie dojdą do porozumienia i ważnych wniosków w walce ze swoimi demonami…

„Od urodzenia” jest pozycją mocną w przekazie. Bardzo chaotyczną, jednak uważam, że to zamierzony efekt. Autorka pokusiła się o krótkie akapity i często przeskakiwanie z jednego tematu na drugi, najczęściej kompletnie oderwany od poprzedniego. Gorzkie słowa Ari dotyczą nie tylko jej wrażeń z przebywania z małym Walkerem, ale także wraca do czasów własnego dzieciństwa. Bohaterka dużo opowiada o swojej matce i ich trudnych relacjach. Ten wątek chyba najbardziej mnie zaciekawił, bo poniekąd wyjaśnia rozchwianie emocjonalne, które towarzyszy Ari. Równocześnie widać, że to zaledwie jeden z powodów. Inne pochodzą gdzieś z zakamarków, które wcześniej były głęboko uśpione.

Styl Elisy Albert należy do tych ostrych i konkretnych. Wkłada do ust swoich bohaterek słowa dosadne. Niczego nie woaluje w piękne określenia, wręcz ociekające od słodyczy. Nazywa rzeczy po imieniu, choć może się to nie spodobać osobom, które wolą łagodniejsze klimaty. Ja doceniam taką szczerość, mimo ocierania się o wulgarność. Albert chyba całkiem dobrze wykonała swoją pracę, bo momentami miałam ochotę udusić Ari, gdy wpadała w rzewne tony. A za chwilę żałowałam. Dużo miejsca poświęcono Minie, jednak to główna bohaterka najmocniej zapadła mi w pamięć.

Ari to piekielnie inteligentna kobieta i często rzuca nazwiskami artystów. Przyznam, że wiele z nich sobie zapisałam poznając w ten sposób naprawdę interesujące persony. Taki sympatyczny dodatek do tej, nie ukrywajmy, trudnej lektury. „Od urodzenia” wzbudza we mnie mieszane uczucia, bo czasem trudno połapać się w chronologii — a raczej jej braku. Trafiłam na słabsze i lepsze momenty, ale w ogólnym rozrachunku książka wychodzi na plus. Przede wszystkim dzięki prawdzie, którą w niej zawarto. Depresja poporodowa może dotknąć każdą świeżo upieczoną matkę. Nie zgadzam się z oceną widniejącą na tyle okładki. „Pigułka antykoncepcyjna”? Nie. Daleko mi do zniechęcenia względem posiadania dziecka. Jednak większą uwagę zwracam na to, że nie zawsze początki są różowe.

„Od urodzenia” polecam osobom zainteresowanym tematyką. To porządnie skonstruowane studium psychiki kobiety potrzebującej pomocy. I to nie tylko takiej z otoczenia, ale płynącej z wewnątrz, z ukrytych pokładów energii. Będę miała na uwadze dalszą twórczość Elisy Albert. Myślę, że każda kolejna książka będzie jeszcze bardziej dopracowana.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-04-2016 o godz 22:26 przez: Aleksandra Szoć
www.stanzaczytany.blogspot.com

Czarny humor to chyba podstawa w tej książce. Śmiałam się do łez, czytając komentarze głównej bohaterki. Jej umysł jest przeciążony rolą matki, stara się radzić ze wszystkim po swojemu. Jako że nie ma pierwowzoru, bo jej rodzicielka nie słynęła z opiekuńczości i miłości, musi sama dojść do tego, jak opiekować się synem. Popada w depresję i omamy, widzi wszystko w przyćmionym świetle. Niby to źle na nią działa, jednak dla Czytelników jest to duża porcja rozrywki. Jeśli więc nie lubicie ,,depresyjnego" humoru, chaotycznych myśli i przebiegu zdarzeń, nie znajdziecie w tej książce niczego dla siebie. Ja osobiście bawiłam się całkiem dobrze. Ale o tym zaraz...

Przyznam, że drażnił mnie czasem sposób myślenia Ari. Macierzyństwo jest trudne, jednak nie każda kobieta ma z nim aż taki problem. Główna bohaterka wkłada matki do jednego worka, sądząc, że wszystkie popadają w depresje i nie radzą sobie z nowym etapem życia. Oczywiście, znam przypadki, które idealnie odzwierciedlają pokazany nam w książce obraz, ale są również takie, które z radością przejmują nową rolę. To zależy od człowieka i jego organizmu. Starałam się uzasadnić jej sposób myślenia depresją poporodową, jednak... Mimo to został mi taki niesmak.

Podobały mi się natomiast ,,przejścia czasowe". Ari często wspomina czasy, kiedy nie miała jeszcze swojego synka. Co się dziwić, jeśli właśnie z jego powodu popadła w depresję? Wracała do czasów nauk, pierwszych miłostek, czasów luzu i swobody. Właściwie teraz sobie myślę, że z chęcią przeczytałabym książkę o jej początku. Interesujące, normalne życie, pełne szczęścia i niespodziewanej - zakazanej miłości. ,,Od urodzenia" byłoby dodatkiem, które pokazałoby moc prawdziwego życia. Czasem dziecko nas wzbogaca i unosimy się ponad wszystko, czasem powoduje, że spadamy z impetem na beton.

Podobała mi się także wizja matki. Jako że umarła, gdy Ari była młoda, trochę się zdziwiłam, kiedy zawitała u niej po urodzeniu dziecka. Szybko jednak zdajemy sobie sprawę, że są to tylko omamy. Jak już wspomniałam, główna bohaterka nie ma pierwowzoru matki, więc zaczęła sobie wyobrażać postać, którą dobrze znała. Co najważniejsze, nie otrzymuje od niej żadnych słów poparcia. Negatywne komentarze jeszcze bardziej wpływają na umysł głównej bohaterki. Sama zresztą dokłada oliwy do ognia, nie chcąc zaczerpnąć pomocy. Wszystko, co nie zależy od niej i nie należy do niej, jest surowo zakazane. Wszystko bierze na swoje barki, chcąc być jak najbardziej odpowiedzialną osobą.

Choć czasem odczuwamy ,,szczeniackie" zachowanie, nie można nie zauważyć, że Ari kocha swojego syna. Dba o niego, myśli tylko o nim. Wie, jakie słowa kojąco na niego działają i co dla niego dobre. Choć główna bohaterka cierpi na depresję i ma często destrukcyjne myśli, jej umysł działa jak najbardziej pozytywnie. To jest właśnie więź rodzicielska i wcale mnie nie dziwi, że są tu takie sprzeczności. Ari może jest trochę dziwna, ale naprawdę polubiłam tę postać.

Co najważniejsze, jest duża doza wulgaryzmów, które dodają do książki jeszcze więcej emocji. Podejrzewamy, że główna bohaterka była wcześniej uważana za szczęśliwą kobietę, jednak teraz, z powodu zwiększonej liczby obowiązków, jej czarna, druga strona przyćmiewa blask. Widzimy prawdziwą kobietę, silną, ale jednocześnie emocjonalnie słabą, która w kółko chodzi i zauważa wady wszechświata. Podobało mi się to, ale niestety wiem, że nie dla wszystkich będzie to odpowiednie. To już zależy od gustu.

Reasumując - książka fajna, jednak nie zadziałała na mnie, niczym pigułka antykoncepcyjna. Pokazany jest szary świat z lekkimi przebłyskami światła. Depresja głównej bohaterki jest czasem przerażająca, a niekiedy zabawna. Historia jest sama w sobie przyjemna, jednak ta pozycja nie jest dla wszystkich. Jeśli więc lubicie czytać o depresyjnym świecie, książka jest jak najbardziej dla Was odpowiednia.



Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
23-03-2016 o godz 06:36 przez: werka777
Główną bohaterką książki jest kobieta, która decydując się na dziecko nie miała pojęcia jak wiele wyrzeczeń będzie kosztował ją taki wybór. Nieświadoma czekających ją obowiązków i zmian, chowająca w sercu urazy i negatywne nastawienie do świata, zaczyna od tragicznych wspomnień samego cesarskiego cięcia, kiedy to ujrzawszy malutkiego Walkera najwyraźniej nie poczuła tego, co u większości młodych mam w takiej chwili następuje – wszechogarniającego szczęścia. Ari kocha swoje dziecko. Dba o nie wręcz obsesyjnie nie chcąc dać sobie pomóc. A jednak mając je przy sobie niejednokrotnie myśli o tym, by je oddać, tłumiąc złość powodowaną karmieniem, płaczem czy wypróżnianiem się noworodka. Z każdym kolejnym dniem traci też pewność siebie, a zbyt duża ilość nazbieranych w czasie ciąży kilogramów tylko utwierdza ją w przekonaniu, że wygodne i przyjemne życie to przeszłość, która nie powróci.

„Od urodzenia” to szokująca i odważna książka, po przeczytaniu której niejedna kobieta może zwątpić w urok macierzyństwa. Intencją autorki nie jest wywołanie ujemnego przyrostu naturalnego, a zwrócenie uwagi na to, że posiadanie dziecka to nie zabawa lalką, którą w dowolnej chwili można odłożyć na bok. To trud, nieprzespane noce i niejednokrotnie wylane łzy, na które nieświadoma sytuacji osoba z zewnątrz patrzy z niezrozumieniem. Bycie mamą to obowiązek pochłaniający wiele energii i sił i właśnie taka lekcja płynie z książki Elisy Albert, która postanowiła przedstawić temat od zupełnie innej, często krytej i nierozpatrywanej strony.

A jednak mam wrażenie, że dochodzi tutaj do wyolbrzymienia sytuacji. Być może nie powinnam przywoływać własnych doświadczeń, ale z pewnością znacznie różnią się one od tych, z którymi zmierzyła się bohaterka książki. Mnie Ari jawi się więc jako osoba nie do końca dojrzała do roli, którą przejęła i zarazem zbyt zapatrzona w przeszłość, która stale wkrada się w jej teraźniejsze odczucia. Czasami słyszy się o groźnych depresjach poporodowych i jedna z nich zagościła najwyraźniej na kartach „Od urodzenia”. Nie sądzę, że warto brać sobie do serca przedstawioną tutaj historię, która jest skrajnością statystycznie rzadko mającą zastosowanie w praktyce . Sama książka jest jednak odważną prezentacją odmiennego zdania, a przecież opinie sprzeczne z ogólnie przyjętym wizerunkiem zawsze spotykają się z negatywną krytyką. Ja dzięki niej uświadomiłam sobie to, że jestem kobietą sukcesu, skoro jako matka nie przeżywam tak emocjonalnych upadków jak bohaterka powieści.

Kwestią sporną i zapewne dla wielu niewygodną może okazać się język jakim posługuje się narrator, czyli Ari we własnej osobie. Występujące często wulgaryzmy rażą, tym bardziej, że padają z ust kobiety mającej stać się wzorem dla małego człowieczka, którego sprowadziła na świat. Rozumiem jednak, że taki zabieg literacki w pełni oddaje przeżywane emocje, przez co książka wstrząsa jeszcze mocniej, rozpoczynając mocnym tąpnięciem i tym samym kończąc nim. Złośliwie doczepię się także do stylu, ponieważ momentami treść wydaje się odrobinę niespójna. Gdyby poukładać wszystko chronologicznie, eliminując powtórzenia, całość wypadłaby o wiele lepiej.

„Od urodzenia” to publikacja, która wzbudza we mnie sprzeczne uczucia. Nie zgadzam się z kreowanym w niej wizerunkiem udręczonej matki, chociaż podziwiam autorkę za to, że zrobiła wielki krok w stronę oryginalności, odważnie wystawiając siebie na nagonkę i potępienie. Szanuję jej pomysł, a wręcz zachęcam do tego, by zakosztować jego goryczy wyrabiając sobie na ten temat własne zdanie. Bo chociaż nie radzę przenoszenia tej treści do własnego życia, warto potraktować ją jako bardzo delikatną przestrogę zwracającą uwagę na fakt, że dziecko to nie zabawka i decydując się na nie należy mieć na uwadze nieodwracalne zmiany, które na pewno nastąpią.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
15-03-2016 o godz 09:47 przez: Joanna Rysiewicz
"Jeśli masz jakieś plany, jakieś własne potrzeby albo pragnienia (na przykład wziąć prysznic, wysrać się, pójść gdzieś na konkretną godzinę, usiąść i pomyśleć), to masz przerąbane. Dowcip polega na tym, żeby zupełnie się poddać: łapać chwile, kiedy się zdarzają, i nawet nie marzyć o niczym więcej".

Jak każda kobieta zastanawiam się czasem jak to będzie, gdy kiedyś tam, w przyszłości, zostanę mamą. Czy kompletnie ogarnę temat, czy dam sobie radę, czy moje dziecko będzie ze mnie dumne, czy będę dobrą wersją mamuśki. Taką wiecie, "cool". Macierzyństwo to temat trudny; dla niektórych być może błahy, bo przecież "tyle kobiet zostaje matkami, to musi być łatwe", dla innych kontrowersyjny z różnych powodów. Od urodzenia kontrowersji dostarcza, i naprawdę, mimo iż mamą bardzo chcę zostać, to inaczej troszkę już do tego będę podchodzić.

Główną bohaterką jest Ari - doktorantka; żona o piętnaście lat starszego Paula, mama rocznego Walkera. Mija rok, od kiedy kobieta urodziła syna, jednak nie cieszy się tym; mało tego, urodziny chłopca są dla niej rocznicą ciężkich przeżyć, którym została poddana w wyniku cesarskiego cięcia. Ari uważa, że dziecko zostało z niej wyjęte; totalnie nie rozumie zafascynowania całą otoczką macierzyństwa... Ból, szycie, długie "dochodzenie do siebie", obolałe ciało, pękające sutki, niewyspanie, brak czasu na podstawowe potrzeby codzienności, jak np. prysznic czy elegancki ciuch, średnie zainteresowanie ze strony męża, nieustanna uwaga poświęcana wyłącznie dziecku, karmienie, przewijanie, nocne wstawanie, krępujące momenty karmienia piersią w publicznych miejscach... To tylko niektóre problemy, z którymi zmaga się każda matka, a które zostały tu przedstawione bardzo obrazowo. O takich rzeczach się nie mówi, gdyż wszędzie panuje przekonanie, że macierzyństwo to błogosławieństwo; że kobieta powinna się cieszyć z możliwości urodzenia nowego człowieka, że powinna mieć dzieci jak najwięcej, że do tego została stworzona. To, jak się czuje zaraz po porodzie, czy później, gdy jej potrzeby schodzą na dalszy plan, przestaje być ważne; najważniejsze jest dziecko i to jemu powinien zostać podporządkowany cały świat. Ale żeby nie było, że macierzyństwo to same cienie! Blasków też jest sporo. Malusi człowiek zdany tylko na ciebie. Jego maluteńkie rączki, nóżki, oczka, patrzące na ciebie z uwielbieniem. Ogrom uczucia, które zalewa cię, gdy tylko na niego spojrzysz... Ta MAGIA, którą rozumieją tylko matki...

"Ale człowiek musi mieć jakąś tożsamość, jakieś zainteresowania i zajęcia poza posiadaniem dziecka, po prostu musi. Inaczej dziecko będzie jedynym zainteresowaniem i zajęciem a wszyscy wiemy, jak kończy się coś takiego".

Ari nie przebiera w słowach; jej opowieść jest pełna kolokwializmów, czasem wulgaryzmów, każdą rzecz nazywa wyraźnie po imieniu, bez sztucznego owijania w bawełnę. Jeśli bolą ją cycki, ponadgryzane od karmienia - dokładnie tak o tym mówi, jeśli ma ochotę pieprzyć się z mężem - w tych słowach informuje o tym czytelnika. Bardzo podoba mi się ów styl; dzięki niemu można łatwiej zrozumieć bohaterkę, wejść w jej skórę, szybko otwierają się oczy na pewne aspekty stanu jakim jest macierzyństwo. Prosto, klarownie, dosadnie, szczerze. Autorka nie oszczędza swoich czytelniczek; ale wychodzi jej to całkiem dobrze.

Książkę czyta się niesamowicie szybko; tak jak wspomniałam wcześniej, Ari prowadzi nas przez swoją historię dokładnie, mocno, bez sztuczności i fałszywego wybielania tego, co wcale białe nie jest. Warto zobaczyć, że mimo wszystko, na dziecku świat się nie kończy, a życie toczy się dalej normalnym trybem. Polecam każdej kobiecie; to dobra lektura. Nie tylko dla mam; warto wiedzieć co w macierzyńskiej trawie piszczy ;).

www.wirtualnaksiazka.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-03-2016 o godz 13:35 przez: maw_reads
A gdyby tak spojrzeć na ciążę i macierzyństwo z całkiem innej perspektywy? Odstawić na bok wyobrażenia o miękkich pluszowych misiach, różowych lub niebieskich maleńkich ubrankach. Zapomnieć, na chwilę, o przyjemności wybierania imienia, o cudownych chwilach planowania. O pierwszym spotkaniu i pierwszych wspólnych dniach o poznawaniu siebie nawzajem. Spróbujmy.

Ari. Żona o piętnaście lat starszego Paula. Matka rocznego Walkera - to świetny chłopiec, mały przystojniacha. Feministka. Cierpi na depresję poporodową i nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Ari nie ma szczęścia do kobiet. W sensie, do przyjaźni z nimi, nawet do kobiet w rodzinie po prostu nie ma szczęścia. Można powiedzieć, że nich nienawidzi. Ma żal do matki, że nie nauczyła jej jak zajmować się dzieckiem. Właściwie, dlatego nikt nie powiedział jej jak być matką? Ari czuje się samotna, nawet w momentach, kiedy są wszyscy razem, całą rodziną. Dziecko przeszkadza jej we wszystkim co chce zrobić, ale Walker jest jej kochanym małym oseskiem i kiedy tylko straci go z oczu natychmiast za nim tęskni. W życiu Ari pojawia się Mina. Była perkusistka, artystka - kobieta w bardzo zaawansowanej ciąży. Stają się sobie bliskie i próbują wspólnie przejść przez najtrudniejsze momenty macierzyństwa.

O nieszczęśliwych matkach pisze się i mówi znacznie rzadziej niż o tych szczęśliwych. Błąd. Dlaczego nie pokazać kobietom tej drugiej strony medalu? Decyzja o posiadaniu dziecka nie powinna być podejmowana pochopnie. Co może się wydarzyć, jeśli nie do końca jesteśmy gotowe na macierzyństwo? To ważne pytanie, a odpowiedź dla niejednej z nas może okazać się kluczowa. Dziecko to nie zabawka, to nie chwilowa zachcianka, to ogromna odpowiedzialność. Pojawienie się małego człowieka zmienia całe dotychczasowe życie. Historia Ari doskonale nam to przedstawia.

"Za każdym razem kiedy widzę kobietę w ciąży, mam ochotę chwycić ją za ramiona i nią potrząsnąć. Dosłownie p o t r z ą s n ą ć. Jesteś gotowa? Nie, nie czy wybrałaś dla swojego dziecka imię, płeć i styl! Nie, nie czy znasz wszelkie możliwe procedury medyczne! Chodzi mi o to, czy jesteś g o t o w a?! Tak duchowo, suko. Duchowo."

Elisa Albert napisała książkę, o której długo nie zapomnę. Stworzyła realistyczny obraz kobiety samotnej i potrzebującej pomocy. Mam wrażenie, jakby główna bohaterka przelewała swoje myśli na papier. Nie przebierając w słowach ani się nie ograniczając, ujawniając skryte pragnienia i najgłębsze. Wracając do przeszłości, do wspomnień z dzieciństwa, do czasów dorastania. Jakby przelewała na papier swoje największe rozczarowania, żale i obawy. To stanowczy protest przeciwko przedmiotowemu traktowaniu kobiet. A wszystko to podane czytelnikowi jakby w formie pamiętnika, najbardziej sekretnego dziennika. Opowieść Ari jest ciekawą, niekiedy szokującą i poruszającą historią. Spisaną odrobinę chaotycznie, ale ma to swój urok i idealnie zgrywa się z tematem.

Od urodzenia nie jest książką do przeczytania na raz. To jedna z tych, nad którymi chcemy zatrzymać się trochę dłużej. Przemyśleć, przeanalizować. To taka historia, po której na wiele rzeczy spojrzymy pod innym kontem - lepszym, czy gorszym - nie mnie oceniać. Nie każdemu się spodoba, tego jestem pewna. Jestem też pewna, że wywoła wiele kontrowersyjnych opinii. Mimo to myślę, że Od urodzenia powinna znaleźć się w rękach każdej kobiety. Nie koniecznie po to, by zmieniać postrzeganie macierzyństwa ale po to, by poznać i zrozumieć.
http://www.mawreads.pl/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
29-03-2016 o godz 08:35 przez: addictedtobooks
Ari nigdy nie podejrzewała, że po urodzeniu dziecka jej życie aż tak bardzo może się zmienić. Kobieta wyszła za mąż za piętnaście lat starszego od niej profesora, który choć bardzo stara się pomóc żonie w tych trudnych chwilach, to jednak nie jest w stanie zrozumieć, przez co Ari teraz przechodzi. Po narodzinach Walkera kobieta ma problem z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, a perspektywa macierzyństwa coraz bardziej zaczyna ją przerażać. Czy uda jej się zaakceptować zmiany jakie zaszły w jej życiu? Jak wiele czasu będzie musiało upłynąć, żeby Ari udało się w końcu zapanować nad nową sytuacją oraz odnaleźć się w roli matki?

Ari już jako mała dziewczynka musiała mierzyć się z wieloma przeciwnościami losu. Kobieta nigdy nie zaznała ciepła matczynej miłości, przez co wychowywanie własnego dziecka wywołuje u niej jeszcze większe przerażenie. Jej jedyne wspomnienia związane z matką wiążą się z ogromnym bólem oraz smutkiem, który towarzyszył Ari niemal przez całe jej życie. Zaraz po porodzie wszystko w życiu kobiety jeszcze bardziej się skomplikowało. Każdy jej dzień wypełniony jest opieką nad synkiem oraz prowadzeniem domu. Czy Ari zrezygnuje ze wszystkich swoich ambicji oraz doktoratu, żeby całkowicie poświęcić się swojej rodzinie?

„Nie możemy wyrzec się tego, co nasze, choćbyśmy bardzo się starali.”

Wszystko się zmienia, gdy w sąsiedztwie pojawia się Mina, która była kiedyś rockową piosenkarką. Mina jest teraz w dziewiątym miesiącu ciąży i sama musi odnaleźć się w nowej sytuacji. Kobiety bardzo szybko nawiązują kontakt i są dla siebie prawdziwym wsparciem w najtrudniejszych chwilach. Czy ich znajomość może przerodzić się w prawdziwą przyjaźń? Jak Ari oraz Mina poradzą sobie w roli matek? Już wkrótce najbliższe wydarzenia pokażą, jak wiele poświęcenia oraz trudu będzie wymagało od nich wychowywanie dzieci. Czy kobiety są na to gotowe? Czy macierzyństwo okaże się dla nich największym darem od losu, czy też prawdziwym przekleństwem?

„Litość jest tak cholernie definitywna, nieskończenie bardziej przykra niż pogarda.”

„Od urodzenia” to niezwykła książka, która pokazuje macierzyństwo od zupełnie innej strony. Autorka niczego nie upiększa, ani nie idealizuje w swojej książce, przez co cała historia wydaje się jeszcze bardziej autentyczna oraz prawdziwa. Czytelnik poznaje przemyślenia głównej bohaterki oraz jej wspomnienia. Choć zdarzały się nudniejsze fragmenty, to i tak lektura tej książki jest naprawdę bardzo interesująca. Najbardziej spodobało mi się to, że historia stworzona przez Elisę Albert jest zupełnie inna od wszystkich i pokazuje niezwykłą walkę, jaką obie kobiety podejmują każdego dnia.

Historia Ari jest niezwykle poruszająca i wywołuje u czytelnika wiele emocji, zarówno tych pozytywnych, jak i czasami negatywnych. Już dawno nie przeżyłam tak ogromnego szoku, jak podczas czytania właśnie tej książki. W „Od urodzenia” nie znajdziecie raczej nagłych zwrotów akcji, ani trzymających w napięciu fragmentów. Wszystkie wydarzenia rozgrywają się raczej powoli, co dla niektórych może okazać się niewielką przeszkodą podczas czytania tej książki. Historia stworzona przez autorkę zmusza do głębszej refleksji oraz zastanowienia się nad istotą naszego życia. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
16-03-2016 o godz 11:03 przez: liliannamai
http://majkabloguje.blogspot.com/2016/03/przedpremierowo-recenzja-109-elisa.html

Zastanawialiście się kiedyś nad tym czym tak naprawdę jest macierzyństwo i jak kobieta znosi ciążę. Macierzyństwo to ciężki kawałek chleba; niby o tym wiedziałam, ale wiele matek opowiada, że ten wyjątkowy czas jest najpiękniejszy w całym ich życiu. Na pewno i nie mogę się z tym spierać, ale mam wrażenie, że niekiedy nie mówi się o drugiej stronie medalu, która jest ciężka i nacechowana wieloma emocjami, których czasem nie da się wziąć przez pryzmat różowych okularów. „Od urodzenia” to książka, która pokazuje, że kobieta, pozostawiona sama sobie może sobie nie poradzić. Potrzebuję wsparcia i zrozumienia, a co najważniejsze pomocy.

Autor: Elisa Albert
Tytuł: Od urodzenia
Cykl: -
Wydawnictwo: Kobiece
Strony: 271
Premiera: 29.03.2016

Bohaterką, która nam o wszystkim opowiada jest Ari. Żona Paula, który jest od niej starszy o piętnaście lat. To nie tylko żona, studentka, która pragnie napisać swój doktorat, to także mama rocznego chłopca o imieniu Walker. Mimo że od porodu minął już rok, kobieta nie jest szczęśliwa z tego powodu. Swój poród uważa za coś zupełnie innego. Wiadomym jest, że poród naturalny jest inny niż ten od cesarskiego cięcia. Ari niestety doświadczyła tego drugiego, a co za tym idzie to dla niej okropne wspomnienie; wypchnięcia z niej dziecka, dochodzenie do siebie po takim zabiegu i wszystko co jest z tym związane. Totalnie inna definicja macierzyństwa, jakie kiedyś jej się zdawało być. Kobieta nie cieszy się z tego faktu, że jest mamą, ale kiedy oddaje dziecko pod opiekę tęskni za nim. Jest zmęczona życiem codziennym, ciągłą monotonnością. Brakuje jej tego co miała wcześniej, czyli większej swobody, czas na cokolwiek. Doktorat jak sama określa to jedna wielka pomyłka i wyłącznie wymówka żeby odetchnąć. Najgorsze w tym obrazie przedstawionym przez Ari jest to, że to prawdziwy obrazek nie tylko jej, ale i innych matek na świecie. Macierzyństwo to ciężki kawałek chleba i rzadko mówi się o jego ciemniejszych stronach. Jednak mimo że to ciężki kawałek chleba warto wspomnieć o plusach. Dziecko to oczko w głowie, jest się za nie odpowiedzialne, kocha się je bezwarunkowo i co najważniejsze bezpieczeństwo, którym chce się obdarować tę małą istotkę by nie stała się jej krzywda.

Bohaterka nie chce ani zepsuć obrazka macierzyństwa i ciąży, ani też go przesłodzić. Mówi jak jest, czasem używa wulgaryzmów. Moim zdaniem niekiedy jest to przesadzone, ale to moje zdanie. Muszę powiedzieć, że ta książka wywołała u mnie mieszane uczucia. Sama nie wiem czy cieszę się, że przeczytałam tę książkę. Niestety nie mogę powiedzieć też do kogo trafi ta książka, a do kogo nie. To musicie same ocenić, ponieważ to nie jest różowy, ani czarny obrazek tego co czeka wiele z nas. To prawda zamknięta w słowach, które czasem mogą nas zaszokować. Macierzyństwo to instynkt, który budzi się w nas wraz z zajściem w ciążę. Książkę czyta się szybko. Ari to konkretna babka, która mówi jak jest. Szczera do bólu. I jeśli nie przeraża was szczerość może ktoś z was po nią sięgnie i zmierzy się z obrazem pozostawionym w książce.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
21-03-2016 o godz 19:36 przez: Zaczytana bez pamięci
Decyzji o posiadaniu dziecka nie powinno podejmować się pochopnie. Ludzie, którzy powołują je na świat, muszą być pewni, że są w stanie zapewnić mu godną przyszłość i miłość. Czasem jednak bywa tak, że gdy ten upragniony mały cud przychodzi na świat, matka przeżywa załamanie i nie jest w stanie odnaleźć się w nowej sytuacji. Wymaga od siebie zbyt wiele. Każda porażka jest dla niej niezwykle bolesna i sprawia, że czuje się ona przygnębiona, bezwartościowa. Tak właśnie było z bohaterką książki, Ari.

Kobieta jest żoną o 15 lat starszego Paula i matką rocznego Walkera. Po przeprowadzce do niewielkiej miejscowości czuje się wyobcowana i samotna. Chce zawrzeć nowe znajomości, lecz ma z tym problemy. Kocha swojego synka ponad życie, zrobiłaby dla niego wszystko, lecz czasem po prostu chciałaby, żeby chłopiec zniknął. Cierpi na depresję poporodową, która uniemożliwia jej normalne funkcjonowanie. Uważa się za gorszą matkę, bo nie urodziła Walkera siłami natury, lecz przy pomocy cesarskiego cięcia. Jej sytuacja zmienia się, gdy poznaje byłą piosenkarkę, Minę. Kobieta właśnie spodziewa się pierwszego dziecka. Ari postanawia jej pomóc w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości. Jak poradzi sobie z tym zadaniem?

Ari nie może poradzić sobie z tym, że wyjęto z niej Walkera, którego nie mogła normalnie urodzić. Gdy chłopiec obchodzi pierwsze urodziny, na jego mamie nie robi to większego wrażenia. Dla niej nie jest to rocznica urodzin synka, lecz rocznica operacji. Nie rozumie tego, że zabieg był konieczny. Wciąż na nowo katuje się pozycjami naukowymi mówiącymi o powikłaniach po cesarskim cięciu. Popada w paranoję, doszukując się u Walkera oznak niedorozwoju, który wynikałby z tego, w jaki sposób przyszedł na świat.

Nie mam jeszcze dzieci i nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, co czuła Ari. Nie wiem, jak zachowałabym się na jej miejscu. Czytając o jej przeżyciach, było mi przykro, że nie potrafi poradzić sobie z tym, że urodziła Walkera poprzez cesarskie cięcie. Chciałam krzyczeć, gdy widziałam, że prawie nikt nie pomaga jej w dojściu do siebie. Nawet w mężu nie miała zbyt wielkiego oparcia.

Troszkę przeszkadzało mi wprowadzanie na karty powieści kolejnych osób z przeszłości Ari. Miło było poznać jej bliskich, ale nie wiem, czy ten zabieg nie spowodował, że momentami główny wątek, czyli depresja poporodowa, gdzieś umykał, jednak gdy już powracał na tapetę, wciskał mnie w fotel.

Od urodzenia to trudna opowieść. Lepiej trafi do kobiet, które mają dzieci, przynajmniej takie jest moje zdanie. Ja nie znam się na macierzyństwie, co nie znaczy, że podeszłam do lektury obojętnie. Wręcz przeciwnie. Było mi żal Ari. Chciałam jej pomóc, ale nie wiedziałam, jak to zrobić. Myślę, że z tą książką powinni zapoznać się także ojcowie. Wielu z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się z ich partnerkami po urodzeniu dziecka. Czują się odtrąceni, nie potrafią o tym rozmawiać. Powinni wysłuchać Ari. Niech jej historia będzie dla nich przestrogą i uświadomi im, jak ważne jest wsparcie dla młodej mamy.

www.czytelnia-mola-ksiazkowego.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
16-03-2016 o godz 22:32 przez: booksofmeworld
Macierzyństwo zazwyczaj kojarzy się z najszczęśliwszym etapem w życiu kobiety, kiedy to na świecie pojawia się mała istotka wypełniająca cały dom krzykami, śmiechem i pomysłowością towarzyszącą jedynie dziecku. Na stronie wydawnictwa można przeczytać krótkie zdanie, właściwie idealnie opisujące tę powieść: Książka określana mianem "skutecznej pigułki antykoncepcyjnej".

Ari od roku jest matką chłopca o imieniu Walker i nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji. Wciąż próbuje przyzwyczaić się do nowego trybu życia, do tego, że musi wciąż zajmować się zależną od niej istotą, że przez przypadek może zrobić mu krzywdę, do zmian jakie zaszły w jej ciele, a także psychice. W mieście pojawia się dawna gwiazda rocka Mina, która jest w ciąży i choć Ari zazwyczaj nie ufa kobietom, jest nią zafascynowana. Kobiety w końcu się zaprzyjaźniają i razem przeżywają to, co wiąże się z macierzyństwem.

Ciężko określić odczucia towarzyszące po przeczytaniu książki. Z jednej strony jest to przepełniona czarnym humorem powieść, w której nie brakuje wulgarności, gdzie tak naprawdę pokazana jest druga, ta trochę ciemniejsza strona macierzyństwa, o której prawie się nie słyszy, bo przecież młode matki nie chcą zostać okrzyknięte mianem wyrodnych. W swojej powieści autorka dobitnie ukazuje te złe rzeczy towarzyszące życia po porodzie, cesarskiemu cięciu i towarzyszącej wielu kobietom depresji poporodowej. Z drugiej strony całość napisana jest w tak chaotyczny sposób, że czasami ciężko było się przestawić na to, co w danym momencie było opisane. Autora przeskakiwała z przeszłości bohaterki, do okresu ciąży, następnie do okresu po porodzie i teraźniejszości.

Wiele momentów poświęconych zostało cesarskiemu cięciu, któremu została poddana bohaterka. Przeżyła traumę, nie potrafiła się cieszyć z pierwszych urodzin syna, ponieważ uważała, że jest to rocznica jej operacji. Właściwie zachowanie bohaterki jest irytujące, bo wciąż powtarza, że nienawidzi kobiet, w szczególności niepochlebnie wypowiada się o swojej zmarłej matce, bo nikt nie przygotował jej do bycia matką. Doskonale zdaje sobie sprawę, że ma depresję, ale nie robi nic, by jakoś sobie pomóc, nie szuka wsparcia u specjalistów, a nawet miałam wrażenie, że odczuwała masochistyczną radość z ciągłego zadręczania się. Przeszkadzało mi również trochę zbyt wiele opisów dotyczących ludzi, którzy przewinęli się przez całe życie Ari, ponieważ zabrakło podkreślenia tego najważniejszego tematu. Zakończenie niestety również nie należy do najlepszych, właściwie jest nijakie i nie bardzo wiem, co miało wspólnego z całością.

"Od urodzenia" to książka wywołująca wiele, różnego rodzaju emocji. Osoby, które poród mają już za sobą powieść może skłonić do porównywania swoich doświadczeń z doświadczeniami bohaterki i stwierdzenia czy faktycznie bywa aż tak źle. Natomiast dla osób, które nawet jeszcze nie planują dzieci może być pewnego rodzaju odstraszaczem. Sama mogę stwierdzić, że książka robi sieczkę z mózgu, może nie jest to najlepsze porównanie pod względem stylistycznym, ale zdecydowanie najtrafniejsze.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
04-04-2016 o godz 17:11 przez: kobietatrzechbarw
Autorka "The Book of Diahlia" i zbioru opowiadań; pisze dla "NPR", "Tin House", "Commentary", "Salon" i "Rumpus". Wychowała się w Los Angeles, obecnie żyje z rodziną na północy Nowego Jorku.

Ari – bohaterka „Od urodzenia” jest zagorzałą feministką, doktorantką która nie może skończyć swego doktoratu, mamą rocznego dziecka i żoną kilkanaście lat starszego od siebie mężczyzny. Kobieta nie może odnaleźć się w nowym etapie jej życia, jakim jest macierzyństwo. Nie radząc sobie z opieką nad synem i zmianami jakie zaszły w jej ciele, czuje się osamotniona i rozczarowana nowym życiem. Pewnego dnia na jej drodze staje była piosenkarka rockowa – Mina. Kobiety zaprzyjaźniają się i „łączą siły”.

Główną bohaterkę jednocześnie pokochałam i znienawidziłam. Jej spojrzenie na świat macierzyństwa i porodu zdecydowanie różni się od standardowego, powiedziałabym, że jest nawet nieco kontrowersyjne. Niekiedy śmiałam się z jej sposobu myślenia, a czasami byłam wręcz w szoku. Sama nie jestem mamą, ale za jakiś czas planuję nią zostać. Po przeczytaniu książki zaczęłam się zastanawiać czy naprawdę tego chcę. Czarny humor jaki został wpleciony w tę powieść tyczy się wszystkiego, co związane z narodzinami dziecka: karmienia piersią, samotnego wychowywania, depresji poporodowej, naturalnego porodu itd. Nie każdemu spodobają się poglądy bohaterki, które niekiedy są wręcz wulgarne.

Książka ma dosyć skrajne opinie. Jedni ją lubią, inni są wręcz nią oburzeni. Ja osobiście plasuję się gdzieś pośrodku. Przeczytałam ją raczej z przymrużeniem oka. O ile sam zarys postaci i jej charakter mi nie przeszkadzał, o tyle styl autorki pozostawia wiele do życzenia. Pozycja została sformułowana w sposób chaotyczny. Elisa Albert nieustannie przeskakuje z tematu na temat. W powieści występuje wiele nazwisk, przez co ciężko było mi się zorientować w sytuacji i odnaleźć w fabule.

Cała książka skupia się bardziej na tym , co się zmieniło, od kiedy Ari została matką, niźli na samym macierzyństwie. Bohaterka analizuje swoje kontakty z koleżankami, czasy szkoły średniej oraz wraca do wspomnień sprzed porodu. Jednocześnie wplata w narrację swe myśli i obserwacje na temat macierzyństwa innych osób. Opisując sytuacje związane ze swoim synem, nie używa jego imienia, lecz nazywa go po prostu „dzieckiem”.

Podsumowując przyznam, że powieść mnie trochę zniesmaczyła, nieco znużyła i zdziwiła. Znalazło się w niej stanowczo zbyt dużo wulgaryzmów, które w małych ilościach mi nie przeszkadzają, a w dużych wręcz przeciwnie. Nie będę nikogo zniechęcać do tej pozycji, choć sama drugi raz bym po nią nie sięgnęła. Książka ma potencjał, tylko został on nie do końca wykorzystany. Zaznaczam, że jeśli już zdecydujecie się po nią sięgnąć, to musicie spojrzeć na nią z dystansem. Na pewno inaczej odbiorą ją kobiety posiadające dziecko, a inaczej te które jeszcze nie zaznały macierzyństwa.

Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
20-03-2016 o godz 11:33 przez: barwinka
Depresja poporodowa zawsze kojarzyła mi się z cichą, zamkniętą w sobie, oderwaną od życia osobą, która nie potrafi, lub nie może sama zająć się dzieckiem, spędza długie godziny w samotności i dopiero duże wsparcie ze strony rodziny i lekarzy pozwala jej dojść do siebie. Wizja, jaką przedstawia autorka w powyższej książce jest zupełnie inna. Ari walczy, jest wściekła, nie potrafi pogodzić się ze zmianami. Jej nastroje są nie do przewidzenia, raz kocha swoje dziecko, raz go nienawidzi. Doskonale wie, że nikt nie potrafi jej zrozumieć, jest sama ze swoimi problemami, ale nie ma najmniejszego zamiaru spotykać się z lekarzem. Wściekłość kobiety jest niezwykle widoczna poprzez ciągłe inwektywy podczas wewnętrznych monologów. Książka z jednej strony przedstawia wydarzenia bieżące, które bardzo mocno przedstawiają emocje kobiety, z drugiej jest pewną formą wspomnień, podczas których młoda matka wraca do dzieciństwa, swojej młodości ale również przedstawia fakty o swoich przodkach sprzed jej urodzenia.

Ari to zagubiona młoda kobieta, która nie ma wsparcia ze strony bliskich. Mąż rzeczywiście nie potrafi zrozumieć jej zachowania, chciałby jej pomóc, ale nie wie jak poradzić sobie z tym tematem. Kobieta nie ma matki ani innej bliskiej kobiety, która mogłaby ją pokierować, zrozumieć i dać wsparcie. Obraz, który wyłania się ze wspomnień bohaterki pokazuje jak daleko sięgają jej problemy, od wielu lat gromadzone emocje i nierozwiązane problemy. Pojawienie się drugiej kobiety, w podobnej sytuacji, która również jest sama, sprawia, że panie zbliżą się do siebie, znajomość im pomaga.

"Od urodzenia" to książka, która na pewno otworzy oczy, pokaże zachowanie kobiety, które być może nie do końca kojarzone jest z typową wersją depresji. Przedstawi niektóre powody, które spowodowały obecny stan umysłu bohaterki, pozwoli odkryć myśli, które chodzą po głowie kobiety. Jest to książka, która z pewnością niejedną osobę zastanowi, zmusi do myślenia i być może pozwoli odkryć inne czynniki, które żądzą depresją poporodową, a także zachowania, które się z nią wiążą. Sposób odbioru tej książki na pewno zależy od czytelnika. Kobiety będące matkami będą mogły skonfrontować swoje doświadczenia z pierwszych lat własnego macierzyństwa.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
23-03-2016 o godz 19:06 przez: Magdalena T.
„Od urodzenia” to macierzyństwo pokazane w innym świetle. To obraz namalowany barwami szarości, grafitów, granatów i czerni. To emocjonalna walka, która toczy się w głowie i sercu kobiety – matki. Rodzaj buntu. Poczucie straty, pustki i braku kobiecego wsparcia. Jest to macierzyństwo wywrócone na drugą stronę, w której brak pastelowych kolorów. To trudy opieki nad małym człowiekiem, którego trzeba wychować, nauczyć się karmić i dostosować do jego potrzeb. Gdzieś tam widać zagubienie, a wręcz utratę siebie. To miłość o słodko – gorzkim smaku i samotność wśród ludzi, która doskwiera podwójnie. Książka ma kształt pamiętnika, który wtajemnicza czytelnika w emocje bohaterki. Skosztujemy jej wewnętrznego chaosu, przeszłości wymieszanej z teraźniejszością, gniewu, pożądania, miłości oraz strachu. Bohaterka nie jest grzeczną dziewczynką, która w ładne słówka ujmuje swoje prawdziwe emocje. Nie ukrywa ich, daje im wręcz ujście. Książkę czyta się szybko, mimo trudnej tematyki. Momentami miałam wrażenie, że odrywam się od rzeczywistości i wkraczam do głowy „szalonej” kobiety owładniętej obsesją i feminizmem.

Szczerze mówiąc, treść nie trafiła do mnie w stu procentach. Nie poruszyła mną do głębi, a także nie mogłam zgrać się z bohaterką. Są książki, które zostawiają w czytelniku jakiś głębszy ślad i pozostają w pamięci. W tym przypadku zabrakło tego draśnięcia, jednak w pamięci gdzieś na pewno zostanie, gdyż temat, a raczej spojrzenie na niego jest ciekawe i całkowicie odmienne od tych nam znanych. Myślę, że jest to pozycja dość interesująca i nie żaden odgrzewany kotlet, który powtórnie jest nam serwowany. Książka bogata w przekleństwa, emocje czy otwartą krytykę. Powiedziałabym, że taki słowny atak i możliwość do dyskusji. To także spojrzenie na funkcję kobiety w życiu i społeczeństwie, a także zerkniecie na macierzyństwo, którego doświadcza dziecko ze strony swojego rodzica, jaki ma ono wpływ na niego oraz jak go ukształtowało (tak mi się nasunęło w kontekście relacji Ari z jej matką). Z pewnością zainteresuje ona osoby, które lubią spoglądać na konkretny temat od różnej strony.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
20-03-2016 o godz 15:36 przez: magdalena608
Dziś podzielę się z Wami przedpremierowo recenzją „Od urodzenia” Elisy Albert, wydana przez Wydawnictwo Kobiece.

Macierzyństwo – pragnienie i radość praktycznie większości kobiet. Ile z nas pragnie usłyszeć upragnione „mamusiu”, a gdy już mamy okazje je słyszeć całe dotychczasowe życie ulega przewartościowaniu. Priorytetem nie jest już własne szczęście i potrzeby, lecz tej małej istoty tak całkowicie od nas zależnej.

Nasza bohaterka Ari jest mamą rocznego chłopca i żoną 15 lat starszego nauczyciela akademickiego. Jednak ona macierzyństwa nie traktuje jak szczęśliwych chwil, gdyż zmaga się z depresja poporodową.

„To świetny chłopak, mały równiacha. Ale jednak dziecko, a od dzieci lepsi są nawet opresyjni faszystowscy, łajdaccy, narcystyczni dyktatorzy” – czy tak o swoim dziecku mówi szczęśliwa mama?

„Pierwsze urodziny dziecka. Dzień operacji – stwierdzam, bo nie potrafię nazwać tego urodzinami. Rocznica wielkiej porażki” – kiedy kobieta jest szczęśliwa pierwsze urodziny są huczne, radosne i świętowane z wielkim wyczekiwaniem. Jednak tej radości i beztroski brak naszej bohaterce. Dziewczyna czuje się rozdarta pomiędzy sprzecznymi emocjami, z jednej strony kocha dziecko z drugiej czuje się nieszczęśliwa i bezwartościowa. „Czasami, kiedy jestem z dzieckiem, myślę sobie: jesteś moim sercem i moją duszą, oddałabym za ciebie życie.”

Jaki wpływ na te relacje wywrze Mina Morris, kobieta która spodziewa się dziecka, a którą Ari od dawna skrycie uwielbia i podziwia?

Książka pełna emocji, zarówno tych dobrych jak i tych złych. To opowieść o ciemnej stronie macierzyństwa, brak w niej słodkich historii o szczęściu rodzinnym. Historia opowiedziana w nietypowy sposób, jednak mnie w trakcie lektury raziły liczne wulgaryzmy. Nie jest to lektura, która skradła moje serce, lecz zachęcam Was do lektury choćby po to aby podzielić się swoją opinią o niej.

Ja za możliwość przeczytania przedpremierowo tej pozycji dziękuję Wydawcy – Wydawnictwo Kobiece.


Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
17-03-2016 o godz 21:43 przez: Wiktor Bury
Od urodzenia rzuca nowe światło na macierzyństwo. Dotychczas kojarzone z najcudowniejszym doświadczeniem w życiu kobiety, pełnym radosnych chwil, kolorowych ubranek i śmiechu dziecka, tutaj zostało potraktowane z zupełnie innej strony. Ciemnej strony. Na pierwszy plan wychodzą tu bóle poporodowe, nieprzespane noce, skoki nastrojów, zmiany hormonalne i wiele, wiele więcej. W tej książce macierzyństwo jest jak najcięższe wyzwanie, któremu kobieta musi stawić czoła. Poznajemy realia ciąży oraz późniejszej opieki nad noworodkiem, a to wszystko w bardzo surowej i dosłownej formie. Bez zbędnego koloryzowania, czy idealizowania.

Mimo że jako mężczyzna nie jestem grupą docelową tej książki, to i tak dużo z niej wyniosłem. Autorka zawarła w niej wiele wartościowych treści oraz bardzo ważnych przesłań. Nie tylko o macierzyństwie, ale także o podejściu do życia, radzeniu sobie z problemami, stosunku do otoczenia. Pomiędzy licznymi przekleństwami oraz niewybrednymi komentarzami na temat otaczającego nas świata, da się znaleźć wiele złotych myśli oraz ciekawych spostrzeżeń. Od urodzenia stanowi nie tylko obraz macierzyństwa, ale i całego współczesnego świata.

Od urodzenia jest bardzo specyficzną książką. Nie jest to powieść dla każdego, a osoby wrażliwe bez wątpienia nie mają tu czego szukać. Chwilami niesmaczna, chwilami przejawiająca przerost formy nad treścią, jednak w ostatecznym rozrachunku, daje dużo do myślenia. Ukazuje macierzyństwo takie, jakie jest naprawdę. Od urodzenia wzbudzi wiele kontrowersji, wywoła liczne dyskusje... Ale to chyba dobrze - od tego przecież jest sztuka. Czy ta publikacja zmieniła coś w moim życiu? Nie wiem. Wiem natomiast, że jeszcze długo o niej nie zapomnę.

http://mybooktown.blogspot.com/2016/03/od-urodzenia-elisa-albert.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-03-2016 o godz 11:09 przez: Heather
I tak oto pojawia się historia pełna smutnych wątków, ale i rodzącej się nadziei na to, że z mroku zawsze można się uwolnić. W powieści wbrew pozorom nie dominuje sam wątek rodzicielski, ale jest chyba najbardziej zakreślonym na tle pozostałych: przyjaźni, nieporozumień w rodzinie i siły kobiet. Dużo w tej książce pojawia się odniesień do feministycznego nurtu, który na pewno trafi do wyzwolonych kobiet, chociaż patrząc z punktu widzenia Arii wcale nie dostrzegłam tej jej pewności siebie i siły. Być może zatraciła ją pod wpływem starszego męża i dziecka, które z czasem zaczęło ją przytłaczać. Historia nie jest łatwa, ale myślę że warta uwagi - nie jest to monotonna powieść bez większego wydźwięku, wręcz przeciwnie! Potrafi naprawdę wstrząsnąć światem czytelnika.

"Nie robię tego, ale się nad tym zastanawiam. A to już coś."


Nie jestem mamą i wiem, że gdybym miała własne dzieci ta powieść okazałaby się dla mnie bardziej szokująca niż w przypadku, gdy czytałam ją z obecnej perspektywy. Nie mniej nie mogę nie napisać, że ta powieść mną nie wstrząsnęła, bo właśnie to zrobiła. I to potwornie. To przede wszystkim historia, która piorunuje swoją prawdziwą historią i szokuje jak żadna inna. "Od urodzenia" nie jest powieścią dla każdego, ale ten, który podejmie się jej lektury - nie pożałuje.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
18-03-2016 o godz 08:58 przez: książko miłości moja
Od urodzenia to bardzo kontrowersyjna książka, jedni będą zachwyceni inni zniesmaczeni (jak ja). Liczyłam na gorzki smak macierzyństwa, a dostałam mocno wulgarną i chaotyczną opowieść. Co by jednak nie mówić, historia ta może otworzyć odrobinę oczy na pewne problemy kobiet, nie jest schematyczna, jest oryginalna i świeża, ale mnie nie kupiła.

http://ksiazkomiloscimoja.blogspot.com/2016/03/baby-blues.html#disqus_thread
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
1/5
10-06-2019 o godz 09:09 przez: sylaa.b
z nudów można przeczytać. mnie nie urzekła nie porwała nawet na 5 minut - ostatnie 70 stron można powiedzieć że mnie CIUT CIUT zaciekawiło...łatwo się czyta - język momentami obrzydliwy..czy moja percepcją ciąży i macierzyństwa zmieniła się o 180 stopni ?! - absolutnie NIE
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Fall in love
4/5
28,28 zł
42,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Beach read
4.3/5
29,60 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Szklany dom
4.3/5
29,61 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Manipulacja
5/5
32,17 zł
42,89 zł
Inne z tego wydawnictwa Godzina wiedźm
4.6/5
32,90 zł
49,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Serce wiedźmy
4.5/5
32,90 zł
49,90 zł

Podobne do ostatnio oglądanego