5/5
14-07-2018 o godz 11:34 przez: Karolina MAREK
Moje zainteresowanie literaturą gdzie przewija się motyw choroby, jest realnie duże. Rzadko czekam, aż coś wpadnie mi w ręce, zazwyczaj nowości na rynku szukam sama. Myślę, że ma to podłoże we mnie, bo sama choruję i poznawanie losów innych chorych - nawet jeśli to tylko fikcja jest dla mnie naprawdę ciekawe i w pewien sposób odwraca uwagę od własnego losu. "Niebo na własność" to nie tylko historia pełna bólu i cierpienia, choć to jako pierwsze rzuca się w oczy i trafia w serce. To też powieść pełna nadziei i miłości. Szczególnie tej rodzicielskiej, której granic zmierzyć się nie da. Anna i Rob poznali się na studiach. Już wtedy między nimi zaiskrzyło, a poznając ich losy, rozumiemy, co kryje się pod słowami: "przeciwieństwa się przyciągają". Bo oni już bardziej się różnić od siebie nie mogli. Ona niezwykle spokojna i poukładana, on co rusz chwyta się czegoś innego i nie myśli o jutrze. Anna układa plany na przód, Rob robiąc jedno, zastanawia się nad drugim. A jednak ich życie układa się dobrze, choć jak u każdego raz bywa lepiej raz gorzej. Pierwsze problemy pojawiają się, gdy chcą powiększyć rodzinę. Anna nie może utrzymać ciąży i traci dwoje dzieci. To powoduje, że czuje się niepełna i że to kara za jakieś przewinienia. Jednak to jaką są parą pomaga im przetrwać. Częste rozmowy, spędzanie ze sobą czasu i po prostu bycie przy tej drugiej połówce pomaga. Na świat przychodzi ich synek Jack. Są szczęśliwi i czują się pełni. Jednak do czasu. Zaledwie w wieku trzech lat Jack zaczyna mieć problemy z równowagą, koncentracją i mówieniem. Wizyta u lekarza, badanie i diagnoza. Najpierw choć wiadomość straszna to jednak optymistyczna. Potem jest już tylko gorzej. Dla Jacka nie ma szans... I tu znów wkraczają dwa różne charaktery rodziców malca. Matka choć cierpi to przy małym zachowuje stoicki spokój, przyjęła do wiadomości, że nie da się nic zrobić. I choć serce jej krwawi to próbuje cieszyć się z ostatnich miesięcy, tygodni i dni ze swoim synkiem. Rob wręcz przeciwnie. Jest przerażony, nie wie co zrobić. Nie umie usiedzieć w miejscu, a komputer rozgrzewa się do czerwoności, gdy szuka pomocy dla swojego oczka w głowie. A dla niego zrobi wszystko, dosłownie wszystko. Luke Allnutt ukazuje nam nie tylko dwie skrajne osobowości, które każda w inny sposób radzi sobie z tragedią, ale też fakt, że dla dziecka rodzice są wstanie poświęcić na prawdę wiele. Sumienie idzie w odstawkę, a opinie współmałżonka nie zawsze brane są pod uwagę. Ja stanęłam na rozstaju dróg, bo chciała bym dodać, że opinia chorego też się liczy. Gdy ktoś cierpi często ma ochotę powiedzieć dość. Dajcie podjąć decyzję mnie czy chcę jeszcze walczyć i czy ma to sens. Cierpienie często jest tak duże, a koniec i tak jest za rogiem, że czasami warto odpuścić. Z drugiej strony jako rodzic nie wypuściła bym dziecka do póki nie była bym pewna, że zrobiłam wszystko co mogłam. I co począć w takim wypadku? Książkę polecam każdemu. Nie ważne czy miałeś już styczność z nowotworem czy jesteś w tym gronie szczęśliwców, który go na swej drodze nie spotkał. Nie jest dedykowana mężczyznom czy kobietom, młodym czy starym. To książka dla wszystkich. Po prostu przeczytajcie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-07-2018 o godz 12:59 przez: Bookendorfina Izabela Pycio
"Poczułem tę więź natychmiast. To było jak piorun, który spłynął mi po karku i kręgosłupie; uczucie, że wszystko, dosłownie wszystko w moim życiu prowadziło do tego jednego momentu." Wzruszająca powieść, nasycona emocjami, przemawiająca głosem o różnym natężeniu. Książka o bolesnej stracie, zniszczeniu marzeń, radzeniu sobie z bólem, ale też o głębokiej miłości, nieprzemijalnej przyjaźni, niezniszczalnej nadziei. Przyglądamy się jak zmienia się świat ojca po niepomyślnej diagnozie i śmierci dziecka. Ciepłe barwy życia stopniowo wyparte przez zimne, aby następnie po trudnej i wyczerpującej walce odnaleźć wiarę w szczęśliwy uśmiech losu. Obserwujemy etapy dramatu, śledzimy niepewne kroki, zaglądamy do jasnych i ciemnych myśli. To także spojrzenie na przemianę rodziny dotkniętej tragedią, która pomimo otoczenia bliskich i znajomych, i tak pozostaje sama z przerażeniem, niedowierzaniem i cierpieniem. Chwyta się wszystkiego, co tylko może pomóc w ratowaniu pięcioletniego synka, nakłonić jego organizm do walki z podstępną chorobą, sprawić, aby w ostatnich chwilach życia udział miały jak najweselsze kolory. Skąd czerpać siły w najgorszym okresie próby życia? Jak pogodzić się z czymś, co tak naprawdę jest nie do zaakceptowania? Dlaczego tak trudno pozbyć się wyrzutów sumienia, wybaczyć sobie i innym pozorne winy? Czy po bezlitosnej śmierci i głębokim smutku można na nowo odrodzić się? Kochająca się rodzina, spełnieni zawodowo rodzice, szczęśliwe dziecko, ale gdzieś na dalekim planie pojawiające się niepokojące sygnały, które szybko wyparte zostają ze świadomości. I nagle potwierdzenie obaw i lęków, alarmująca i złowieszcza wiadomość. Z dnia na dzień życie Anny, Roba i Jacka ulega nieodwracalnemu przeobrażeniu. Przyznam, że czytając powieść początkowo odczucia głównego bohatera wydawały mi się zbyt płasko nakreślone, spodziewałam się większej ich głębi, ale w miarę poznawania kolejnych rozdziałów, coraz bardziej rozumiałam zamysł autora, z jednej strony ten delikatny chłód i dystans, a z drugiej bezpośrednią szczerość i śmiałość. Tym niemniej liczyłam, że wobec takiej tematyki bardziej wciągnę się z przybliżaną historię. Coś mnie przed tym wstrzymywało, stworzył się delikatny dystans, który nie pozwolił mi się za bardzo zbliżyć do bohaterów. Brakowało mi nakreślenia większej przestrzeni dla matki dziecka, nawet w dialogach nie potrafiłam jej odnaleźć w wystarczającym stopniu. Wciąż zastanawiam się nad zakończeniem, czy nie było przesłodzone, przejaskrawione, mało prawdopodobne? Niewątpliwe książka uświadamia jak ważne są codzienne chwile, rozmowy z bliskimi, zabawy z dziećmi, czerpanie z nich radości, inspiracji i spełnienia. A jednocześnie poddaje pod refleksję sposób okazywania pomocy ludziom dotkniętym tragediom, czy faktycznie oczekują takich słów, jakie do nich kierujemy? I na koniec, bardzo spodobał mi się tytuł powieści, bardzo trafny i właściwy. bookendorfina.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
09-07-2018 o godz 11:14 przez: werka777
Autor książki zaprasza czytelnika w środowisko najbardziej uderzające w ludzkie emocje, w progi historii o przerażającej chorobie dotykającej pięcioletnie, niewinne dziecko. Obraz kochającej się rodziny, zbudowanej na trwałym fundamencie miłości, wraz z każdym etapem zaczyna ulegać zmianie. Mamy tutaj doskonały przykład załamującej się psychiki, ludzi stojących nad krawędzią przepaści, którzy nie potrafią pogodzić się z zaistniałą sytuacją, w wyniku czego dokonują wyborów oddalających ich od siebie, dopuszczają się tajemnic, budują swój własny świat. Łapią się brzytwy bezgłośnie wołając o pomoc i wierzą we wszystko to, co mogłoby przynieść choć cień nadziei. Czy słusznie? Czy warto? Powieść zaczyna się wizerunkiem zdewastowanego emocjonalnie człowieka. Już od początku więc autor pozwala nabrać czytelnikowi odpowiednich podejrzeń, nagromadzić sił na walkę z dalszym ciągiem. Potem następuje powrót do przeszłości, jest sielankowy obraz szczęścia, miłość ludzi, którzy z sukcesem wkraczają w przyszłość wierząc we własne siły i siebie nawzajem. Anna i Rob, utalentowani, ambitni, a zarazem tacy zwyczajni. Twardo stąpająca po ziemi racjonalistka i niebojący się sięgać wysoko marzyciel. To właśnie im przychodzi stanąć oko w oko z wrogiem, który zdaje się mieć przewagę. Jest i ten najważniejszy, Jack, pięcioletnie, nie do końca pojmujące powagę sytuacji dziecko. Starałam się uodpornić na zażyłą relację, która mogłaby mnie z nimi powiązać, bo wiedziałam, że na pewno będę cierpieć. Nie do końca osiągnęłam swój cel i choć przyznaję bez ogródek, że przez przeszło siedemdziesiąt stron naprawdę się nudziłam, potem przyszła emocjonalna bomba wrażeń. Bo mając przed sobą tak namacalny wizerunek ludzkiego cierpienia, nie w sposób przejść obok z obojętnością wymalowaną na twarzy. Jest dziecko, jest choroba, pojawia się moment nadziei, ale i moment załamania. W chwili, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że stoi na przegranej pozycji, szuka kolejnej i kolejnej deski ratunku. Rozmowy internetowe, ślepa wiara w słowo drugiego, przypadkowego człowieka. Wyrzuty sumienia i rozpacz, kiedy zaczyna brakować już sił. „Niebo na własność” to historia o utracie, ale i miłości, tak wiarygodna, tak autentyczna, jakby narratorem powieści był sam autor opowiadając słowo w słowo o swoich osobistych przeżyciach. To z pewnością nie jest książka dla każdego, bo nie każdy gotów jest sięgnąć po treść czyniącą w umyśle takie spustoszenie. Jeśli jednak szukacie cięższych klimatów i jesteście gotowi na pakiet łez, przeczytajcie. Bo to ostatecznie wartościowa i pouczająca powieść, o tym że po burzy zawsze, prędzej czy później, wychodzi słońce. https://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/2018/07/niebo-na-wasnosc-luke-allnutt-may.html#more
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
09-07-2018 o godz 23:28 przez: domson1394
"Niebo na własność" to powieść o zmaganiu się z chorobą i śmiercią bliskich, o bólu, cierpieniu a także nadziei. Zazwyczaj kiedy słyszymy o chorobie nowotworowej, to myślimy sobie, że nas to nie dotyczy, a jak pokazuje ta książka, rak może zaatakować wtedy, kiedy się najmniej spodziewamy. W dodatku najbardziej niewinne osoby, jakimi są dzieci. Nikt tak naprawdę nie wie z czym muszą się zmagać chorzy czy ich bliscy, dopóki sami tego nie doświadczą... Każdy z nas radzi sobie z bólem i cierpieniem inaczej i tutaj jest to idealnie odzwierciedlone. Jedni starają się szukać pomocy, inni zamykają się w sobie i nie dopuszczają do siebie tych złych wiadomości, jeszcze inni uciekają w alkohol. "Niebo na własność" pokazuje jak dwójka kochających się ludzi, właśnie w różnoraki sposób radzi sobie z diagnozą, którą postawili lekarze. Ich małżeństwo zostanie wystawione na próbę. Czy jej podołają? Kiedy odchodzi dziecko, rodzice bardzo często obwiniają siebie nawzajem, nie mogą na siebie patrzeć i w końcu się rozstają, zamiast wspierać się wzajemnie i dodawać sobie otuchy, na tyle, na ile to możliwe. Jak to było tutaj, przekonacie się sami kiedy sięgniecie po tę pozycję. Po przeczytaniu opisu, miałam ogromne oczekiwania co do tej powieści. Nastawiłam się na chwytającą za serce, wzruszającą historię, której długo nie zapomnę i przy której zginę w morzu chusteczek. I niestety się rozczarowałam. Książka, mimo, że porusza niełatwy temat, nie wzruszyła mnie jakoś szczególnie. W dodatku miała kilka minusów. Jednym z nich jest brak spójności w opowiadanej historii, duże przeskoki czasowe, jak np. 5 lat i to w dodatku zbyt nagłe. Czytamy jedno, przewracamy stronę a tu nagle taki niespodziewany skok w czasie. Czytając, miałam również wrażenie, że występuje w niej jakiś chaos. Bohater opowiada o czymś, po czym nagle schodzi na zupełnie inny temat, aby zaraz wrócić do meritum. Mnie osobiście irytują takie rzeczy w książkach, bo w sumie są to zbędne opisy. Takie trochę zapychacze, które mają na celu dodanie więcej tekstu, w zasadzie nie wiadomo po co. Tego typu książki mają w zwyczaju skłaniać czytelnika do pewnych refleksji. Przyznam się bez bicia, że mimo, iż mnie nie wzruszyła i miała jakieś swoje minusy, to jednak sprawiła, że przez chwilę zastanowiłam się nad życiem. Daje do myślenia oraz pozwala spojrzeć na niektóre rzeczy pod innym kątem. Nie jest to może jakieś wybitne dzieło, jednak nie mogę też jej zaliczyć do złych książek. Czyta się szybko, gdyż historia sama w sobie jest ciekawa, interesująca. Chociaż nie będę ukrywać, że wykonanie już nieco mniej. Tak czy inaczej, musicie przekonać się na własnej skórze. Nie jest to żadne "must read", ale myślę, że będzie to dobra lektura na letnie wieczory czy odpoczynek na plaży.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-07-2018 o godz 13:19 przez: paulinciiia
Anna i Rob po wielu próbach w końcu doczekali się wymarzonego synka. Jack wyrósł na rezolutnego i ciekawego świata chłopca. Był ich oczkiem w głowie, ich całym światem. Tworzyli szczęśliwą rodzinę, ale ich szczęście zostało brutalnie przerwane przez diagnozę. Diagnozę, która w ich przypadku oznaczała wyrok. Mały Jake zachorował na raka mózgu (to nie jest spojler, dowiecie się tego już z okładki książki). Rodzice rozpoczynają walkę z czasem, próbując różnych metod leczenia. Standardowo już wydają na to wszelkie dostępne środki, przeszukują internet w poszukiwaniu cudownych kuracji, starają się zapewnić synowi jak najlepsze warunki i ostatnie chwile życia i cierpią.. cierpią coraz bardziej oddalając się od siebie. Napisano już wiele książek o śmierci i "Niebo na własność" nie stanowi jakiegoś odkrycia wśród innych, a jednak podniesiony w niej temat porusza. Diagnoza, walka, śmierć. To książka o radzeniu sobie ze śmiercią i to "śmierć" będzie najczęściej przywoływanym tu słowem. Każdy z bohaterów radzi sobie z nią w inny sposób. To właśnie specyfika śmierci. Cierpienie dotyka z dużą intensywnością, a zarazem w każdym wywołuje inne emocje. Jedni przechodzą załamanie, rozpaczają, zamykają się na świat. Inni do ostatniej chwili nie dopuszczają do siebie najgorszych myśli i walczą. Czy na podstawie zachowania można zarzucić komuś, że cierpi mniej, za mało? Czy można wypracować wzorzec radzenia sobie w takiej sytuacji? Nie. Bo śmierć ma zawsze oblicze człowieka. Gdy chodzi o dziecko sytuacja ta jest wyjątkowo okrutna, niesprawiedliwa i zawsze przedwczesna. Jedni modlą się żeby chory żył jak najdłużej, inni, aby odszedł jak najszybciej, by uniknąć cierpienia. Czy można można mieć do nich o to pretensje? Jeszcze całkiem inne są przeżycia samego chorego. Anna i Rob walkę ze śmiercią traktują inaczej. Czy mimo różnic uda im się stanąć na nogi i przezwyciężyć największy dramat w ich życiu? Można zarzucić książce, że to typowy wyciskacz łez. Fakt, wycisnęła i moje łzy. Jednak sięgałam po nią z pełną świadomością, takiej właśnie książki potrzebowałam. Wiedziałam, że wzbudzi we mnie emocje, ale i refleksje. Czasem warto czysto hipotetycznie pochylić się nad problemem i mieć nadzieję, że nigdy w życiu nas nie spotka. Sięgając po książkę spodziewałam się trochę innej treści. Zaskoczyło mnie, że już na początku zdradzono jaki jest finał. Z drugiej strony byłam już przygotowana na najgorsze. Oczywiście w książce można znaleźć drobne mankamenty, jak chwilowe przegadanie treści, czy dziwnie skonstruowane epitety i metafory, które dla mnie traciły na znaczeniu w odniesieniu do całokształtu powieści. kryminalniezakrecona.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
08-08-2018 o godz 19:20 przez: Joanna Hilińska
Ile jest w stanie poświęcić człowiek, który zrozpaczony chce ratować życie swojego dziecka? Czy warto łapać się absolutnie wszystkiego, jak ostatniej deski ratunku? Rob i Anna nie są małżeństwem idealnym. Właściwie jako para nie pasują do siebie, ale zauroczenie i miłość sprawiają, że zakładają rodzinę. Kiedy pierwsza ciąża kończy się tragicznie Anna jest pełna obaw, gdy po raz drugi zachodzi w ciążę. Nie mają końca łzy szczęścia gdy na świat przychodzi ich syn Jack. I kiedy wszystko wydaje się być na dobrej drodze dochodzi do incydentu. Mając 5 lat podczas nauki jazdy na rowerze chłopiec uderza w drzewo. Od tej pory lekarze nie mają dobrych wiadomości. Nowotwór. rozpoczyna się dramatyczna walka z czasem. Kiedy żyje się w spokoju i ma się przyziemne zmartwienia, czas płynie niezauważalnie niczym działająca aplikacja. s.169 To co szczególnie przyciągnęło mnie do opowieści, to narracja z punktu widzenia ojca. To on tutaj jest prowodyrem wszelkich działań, matka trochę stoi z boku i przyjmuje wiadomości na sucho. Rob postanawia poruszyć niebo i ziemię, by tylko odnaleźć cień szansy na powrót dziecka do zdrowia. Przez takie zafiksowanie się na jednym celu rozpadają się relacje z żoną. Mężczyzna trafia pewnego dnia na forum, gdzie inny ojciec opisuje historię swojego syna, łudząco podobną do Jacka. Rob postanawia zaryzykować. Czy ta decyzja byłą słuszna? Czy uda się wyleczyć chłopca? Czy Rob w porę przypomni sobie co się w życiu tak naprawdę liczy? Do głowy przychodzą mi słowa "niebo na własność", jak zawsze wtedy, kiedy jestem sam i wspinając się na wzgórze, szepcę je do siebie przy każdym kroku. s.311 Na ten tytuł spadła niespodziewanie fala krytyki. Że nie wzrusza, że jest o niczym, że nie jest składna. Ja wam powiem tyle, że wszystko zależy kto czego szuka i na jakim etapie życia jest czytelnik. Zdecydowanie inny odbiór będzie u osoby, która ma dzieci, inny u nastolatki, która na razie nie myśli o zakładaniu rodziny. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o szufladkowanie, ale o uświadomienie tego, skąd taka rozbieżność w opiniach. Wydaje ci się, że świat leży ci u stóp. Ale jest odwrotnie: to świat depcze po tobie. s.334 Mnie książka może nie powaliła, ale zdecydowanie pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Chociażby ze względu na związek emocjonalny z zarysowaną sytuacją. Dla matki i ojca nie ma nic cenniejszego niż życie i zdrowie dziecka. A książka "Niebo na własność" pokazuje gdzie są granice, czym jest miłość a czym zaślepienie i daje odpowiedzi na wszystkie pytania zawarte w treści. Polecam, jeśli interesują was wątki psychologiczne i społeczne.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-07-2018 o godz 21:24 przez: Pani Pisarka
Autor przedstawia nam fabułę poprzez narrację pierwszoosobową, z punktu widzenia Roba - męża i ojca. Styl, w jakim napisał tę powieść jest bardzo barwny, lekko poetycki, przemyślany i na swój sposób dopieszczony. Czytając czułam, że autor wie o czym pisze i nie myliłam się - w podziękowaniach wspomina o tym, że sam przeżył nowotwór, co, nie zrozumcie mnie źle, dodaje wiarygodności tej historii. Akcja skupia się głównie na trzech postaciach - Robie, Annie i Jacku, przy czym Jack sam w sobie zdaje się nie grać tutaj kluczowej roli. Luke Allnutt skupił się bardziej na relacjach pomiędzy bohaterami, ich reakcjach na chorobę, sposobach na radzenie sobie z sytuacją, która ich spotkała. Przewija się też próba znalezienia odpowiedzi na pytanie "dlaczego to spotkało właśnie nas?", a także uporczywie szukanie sposobów na przechytrzenie losu. Pojawia się tu bardzo interesujący wątek kliniki w Czechach, o której Rob dowiaduje się z forum poświęconego nowotworom mózgu. Tam też nawiązuje znajomość z Nevem - mężczyzną, który był w podobnej sytuacji i zdaje się rozumieć go lepiej niż inni, a przy tym daje mu nadzieję na to, co inni określają niemożliwym. Niebo na własność porusza bardzo trudny i wrażliwy temat, jakim jest śmiertelna choroba dziecka. Nie sposób przejść obojętnie obok takiej historii, chwyta za serce, wyrywa je i pozostawia z uczuciem niesprawiedliwości i bezradności. Powieść jest przykładem na to, że choroba czy złe momenty w życiu nie zawsze łączą, ale potrafią też poróżnić dwie bliskie sobie osoby. Uważam, że autor całkiem nieźle poradził sobie z tą tematyka - całość brzmi wiarygodnie i na pewno zasługuje na uwagę. Aż chciałoby się powiedzieć, że nie ma się do czego przyczepić, niestety nie byłoby to prawdą. Były momenty, w których odnosiłam wrażenie, że autor nie do końca przemyślał plan tej powieści i mam tu na myśli głównie bardzo niespójne przeskakiwanie od wydarzenia do wydarzenia. Sprawiło to, że czułam się nieco zdezorientowana i sprawdzałam czy aby na pewno nie pominęłam jakiejś strony. Poczułam się też w jakiś sposób zawiedziona, ale to wina tylko i wyłącznie moich oczekiwań. Nastawiłam się na historię pełną emocji, przeżyć i odczuć z perspektywy Jacka, natomiast autor zrealizował powieść w nieco inny sposób. Koniec końców jestem zadowolona z lektury i mogę polecić ją każdemu, kto lubi książki o takiej tematyce. Co prawda nie wywoła morza łez, ale poruszy, rozczuli i, wbrew pozorom, przyjemnie spędzicie z nią czas.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-07-2018 o godz 08:28 przez: coffee_cup90
Kolejnym moim krokiem, w zasadzie "open-minded" jest „Niebo na własność”. I muszę Wam powiedzieć, że ta książka zdecydowanie jest w całkiem innym klimacie niż zazwyczaj czytam, więc możecie być ze mnie dumni. Książka „Niebo na własność” przedstawia historię rodziny Coates. Rob i Anna poznali się na studiach i jak można się domyśleć zakochali się w sobie po uszy. Przeprowadzili się do Londynu i się pobrali. Do pełni szczęścia brakowało im tylko dziecka. Po wcześniejszych poronieniach, Annie w końcu udaje się zajść w ciążę i na świat przychodzi ich upragniony synek - Jack. Jest on ich oczkiem w głowie, a ich rodzina jest w końcu kompletna. Jednak ich szczęście nie trwa długo, ponieważ u chłopczyka zdiagnozowano guza mózgu. Po pierwszej operacji, lekarze stwierdzili, że wszystko powinno być już dobrze i cały guz został wycięty. Niestety, jak to bywa z rakiem, powrócił on ze zdwojoną siłą i powoli zabijał małego chłopczyka. Rodzice rozpoczęli dramatyczną walkę o życie swojego dziecka, przez co ucierpiało ich małżeństwo, ponieważ w pewnych kwestiach mieli odmienne poglądy, jeżeli chodziło o leczenie Jacka. Muszę przyznać, że po przeczytaniu kilku pierwszych stron tej książki miałam mega mieszane uczucia. Historia głównego bohatera zaczyna się, tak naprawdę od końca i osobiście nie mogłam się w niej połapać. Dla mnie ta książka nabiera dopiero sensu od II części. W momencie, kiedy poznajemy parę głównych bohaterów to ta historia jest genialna i bardzo przyjemnie się ją czyta. Czytając „Niebo na własność” odnosiłam momentami wrażenie, że autor nie miał pomysłu na niektóre sceny i wątki, ponieważ były one często niezakończone bądź ucinane, przez co nie wiadomo, jak zakończyły się pewne sprawy. Powiem, że to mnie osobiście irytowało, ponieważ niektórych rzeczy chciałabym się dowiedzieć, ale niestety Luke Allnutt do tego już nie wracał. Te przeskoki często spłaszczają tę historię i przez to nie można sobie wyrobić zdania na czyjś bądź jakiś temat. Podsumowując, ta książka spowoduje, że z Waszych oczu popłynął łzy. Mi osobiście w „Niebie na własność” przeszkadzało to, że autor nie kończył pewnych wątków i robił momentami ogromne przeskoki w czasie, co spowodowało, że nie zawsze mogła się połapać w tej historii. Mimo to uważam, że „Niebo na własność” daje do myślenia i przypomina o kruchości życia oraz o tym jak ważna jest rodzina i czas spędzony z nią. Historia może nie jest idealna, ale spowoduje, że się w niej zakochacie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
17-07-2018 o godz 17:17 przez: Magdalena
Annę i Rob'a dzieli wszystko - nie mają wspólnych zainteresowań, mieszkają w różnych dzielnicach, są bardzo różni od siebie. Ona poukładana, momentami zimna i rzadko okazująca publicznie uczucia. On chaotyczny, kochający swoją pracę informatyk z mnóstwem pomysłów do zrealizowania w życiu. Pewnie dlatego udaje im się stworzyć małżeństwo idealne: pełne miłości, wsparcia i zgodności. Rysę na ich idealnym świecie malują niepowodzenia w staraniach o dziecko. Kolejne ciąże Anny kończą się poronieniami, zostawiając ogromne spustoszenie w jej sercu. Każda wiadomość o niepowodzeniu to ogromna strata i ból. Dlatego wiadomość o kolejnej ciąży przyjmują ostrożnie od samego początku aż do rozwiązania... na świecie pojawia się Jack - ich największy skarb. W wieku 5 lat lekarze diagnozują u chłopca niegroźnego guza mózgu. Po operacji i dojściu Jacka do zdrowia rozpoczyna się znów dla wszystkich piękny czas. Sielanka nie trwa jednak długo... rak powraca w zmienionej, groźniejszej formie. Jack ma ogromnego pecha i niewiele czasu do przeżycia. Walka o dziecko to przeogromny heroizm w obliczu tragedii rodzice mobilizują się i wszelkimi sposobami próbują powstrzymać chorobę, sięgając nawet po cudowne i podejrzane środku. Rodzi to wiele strachu, nieporozumień i... więcej nie mogę wam zdradzić. Przyzwyczajeni jesteśmy, że narratorami w tego typu książkach są kobiety. W "Niebie na własność" to Rob, nie Anna, opowiada historię swojego małżeństwa, choroby i walki o syna. Odwrócona narracja z perspektywy mężczyzny jest bardzo ciekawa. Rob niczego nie wybiela, nazywa rzeczy po imieniu. Przyznaje się do wielu uczuć, również tych negatywnych względem choroby syna, czy w późniejszych momentach - żony. Nie lubi siebie, a śmierć syna popycha go do alkoholizmu i totalnej alienacji. To książka nie tylko o chorobie, walce i śmierci. To książka o zwykłych ludziach, których życie zaskakuje tak bardzo, że każde z nich musi poradzić sobie z problemem samo, na swój sposób. Nawet za cenę rozpadu małżeństwa i utraty miłości. Walka to walka. Na śmierć i życie. Czy oczekiwałam czegoś więcej od tej pozycji? Tak. Zdecydowanie wzruszenia i poruszenia. Przeczytałam ją bez ani jednej łzy, tak jak czyta się książki obyczajowe. Uważam jednak, że inni czytelnicy mogą odnaleźć w niej poruszający temat straty, któremu poświęcono dużo czasu oraz odbiorą ją jako głęboki rodzinny dramat.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-07-2018 o godz 14:29 przez: Anonim
"Niebo na własność" Luke’a Allnutta to historia pełna bólu i walki o zdrowie ciężko chorego dziecka. Jednak nie jest to emocjonalny wyciskacz łez, raczej smutny obraz rodziny, która próbuje poradzić sobie z bezradnością i cierpieniem małego chłopca. Głównymi bohaterami powieści są: Rob - wyluzowany informatyk, pełen optymizmu i wiary w swój sukces w branży nowych technologii oraz Anna - metodyczna księgowa, mistrzyni kontroli i planowania. Zupełnie się od siebie różnią, często nie potrafią zrozumieć swojego postępowania, oczekiwań i marzeń. Jednak mimo drobnych sprzeczek świetnie się dogadują i tworzą udany związek. Jack to ich jedyne dziecko, na które długo musieli czekać. Wiadomość o jego nieuleczalnej chorobie spada na nich niespodziewanie, wstrząsa nimi i powoduje stopniowy rozłam w ich małżeństwie. Inaczej wyobrażają sobie walkę o zdrowie syna, wzajemnie obwiniają się o podjęte decyzje, by w końcu przestać ze sobą rozmawiać. Historia jest pełna bólu, wzajemnych pretensji, wykrzyczanych i krzywdzących zarzutów. Mimo całego emocjonalnego bagażu, powieść czyta się zadziwiająco lekko i szybko. Nie wywołuje strumieni łez, a chłodno obrazuje przeżycia rodziców, dowiadujących się o chorobie syna. "Niebo na własność" nie skupia się głównie na Jacku i jego chorobie, a na Robie i Annie, ich zmaganiach z nieuleczalnie chorym dzieckiem oraz tym, jak stopniowo całe ich dotychczasowe życie rozpada się i zamienia w koszmar. Powieść mimo podejmowania trudnych tematów, daje nadzieje i wywołuje dużo uśmiechu. Autor nie pokusił się o sensacyjne opisy łamiące serce, czy tanie chwyty, które wzbudziłyby zachwyt i spodobały się większości czytelników sięgających po książkę o tej tematyce. To właśnie chłodne przedstawienie zdarzeń nie podniesionych do rangi patosu są największym atutem powieści. Cierpienie nie zawsze uwzniośla, nie zasługują na nie małe dzieci, a ich rodzice niekoniecznie muszą przejść duchową przemianę i zacząć doceniać każdą chwilę życia. Powieść podejmuje niezwykle trudne i bolesne tematy, często znane każdemu z nas. Nie wyciska łez i nie zmienia radykalnie myślenia, jednak w nieco inny sposób opowiada piękną historię, dodając otuchy i wiary w lepsze jutro. Warto po nią sięgnąć, by na chwilę się zatrzymać i być może uświadomić sobie, co powinno być ważne w naszym życiu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-07-2018 o godz 12:39 przez: Daria Kr
Anna i Rob, dwoje ludzi, którzy poznają się na studiach i już od samego początku stają się sobie bliscy. Zaczynają budować wspólne życie, zajmują się także swoim rozwojem i pracą, przez długi czas nie myślą o dziecku. Jednak pewnego dnia dochodzą do wniosku, że chcieliby powiększyć swoją rodzinę. Niestety, wkrótce spotyka ich coś przykrego i to kilkakrotnie... Anna poroniła, a para myśli, że straciła już szansę na posiadanie dziecka. Wkrótce dowiadują się, że znowu pojawiła się dla nich szansa, jednak nie ekscytują się tym razem, podchodzą do tego spokojnie, szybko okazuje się że wszystko przebiega pozytywnie i na świecie pojawia się Jack. Ich życie we trójkę na początku jest zwyczajne, rodzice zachwycają się długo wyczekiwanym dzieckiem, nie widzą poza nim świata. Jednak nagle Jack zaczyna się dziwnie zachowywać, źle się czuje. Podczas wizyty u lekarza Anna i Rob dowiadują się o nieuleczalnej chorobie ich synka. Zaczyna się walka o jego życie. Czytałam już książki o podobnej tematyce, jednak w nich bardzo mocno skupiano się na chorobie. W "Niebie na własność" spodobało mi się to, że oprócz choroby pojawiają się tu w równie mocnym natężeniu tematy takie jak relacja między rodzicami w tej trudnej sytuacji, która staje się być mniej stabilna niż wcześniej. W tak kryzysowej sytuacji tych dwoje ludzi ma zupełnie inne spojrzenie na nią, łapią się zupełnie innych sposobów na poradzenie sobie z tą wiadomością, a także inaczej podchodzą do swojego dziecka i tego, co mogą dla niego zrobić. Początek tej książki może być dla nas lekkim zdziwieniem, ponieważ cała książka zbudowana jest tak, że na początku poznajemy koniec tej historii. Ten zabieg w przypadku "Nieba na własność" okazał się być rewelacyjny, nie zaburzył w żaden sposób poznawania tej książki, a nawet bardziej zaintrygował i zachęcił do poznania tego, co wydarzyło się wcześniej. "Niebo na własność" to zdecydowanie jedna z lepszych książek jakie ostatnio czytałam. Przepełniona wzruszeniami historia, która już od samego początku staje się nam bliska i zaczynamy się zastanawiać, jak my poradzilibyśmy sobie w takiej sytuacji, czy bliższe byłoby nam postępowanie Anny, a może Roba? A może zachowalibyśmy się jeszcze inaczej, obserwując ich czyny i nie czując takiej presji jak oni?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-07-2018 o godz 14:39 przez: GreczynkaCzyta
Rob, Anna i Jack są szczęśliwą rodziną. Dotyka ich okrutna, niewytłumaczalna, tragedia, która powoduje jej rozpad. W opowieści narratorem jest Rob i to jemu towarzyszymy przez całą tę trudną drogę. Początkowo wydarzenia widziane oczami mężczyzny są dość szorstkie, myślami wraca do czasów kiedy poznał swoją żonę. Prostym językiem opisuje nam historię ich znajomości oraz późniejsze narodziny synka, okupione kilkoma wcześniejszymi poronieniami. Strata każdej ciąży była dla obojga bolesna, ale przetrwali to. Przeszli przez to razem. Kiedy dowiadują się, że ich ukochany synek ma raka również postanawiają walczyć. Właśnie wtedy partnerzy są sobie najbardziej potrzebni, ale zamiast się wspierać, zaczynają siebie unikać. Niestety spotyka to Roba i Annę. Czy życie po stracie dziecka ma sens? Czy da się wymazać wszystkie wspólne chwile i wspomnienia? Powieści dotyczące straty, chorób i śmierci nie są przyjemnie. Nie oszukujmy się. Są osoby, które świadomie omijają powyższą tematykę. O ile mamy świadomość, że każdego z nas czeka to samo, to szczególnie trudno patrzy się na śmierć dzieci. Nie jest to naturalna sytuacja, aby rodzic zmuszony był żegnać się ze swoją pociechą. Ta książka nie jest stricte o umieraniu. Nie znajdziemy tu dantejskich scen i opisów cierpienia dziecka. Na szczęście. To powieść o radzeniu sobie ze stratą. O ogromnej miłości do dziecka i o kryzysie w małżeństwie. Nie bójcie się więc i czytajcie śmiało. Nie ukrywam, że osobiście podchodzę do tego tytułu bardzo emocjonalnie, wszak sama jestem mamą i widzę to wszystko z perspektywy rodzica. Przyznam że spodziewałam się bardziej rzewnej historii, ale cieszę się, że jest taka jaka jest. To dobra opowieść, która pokazuje ogrom cierpienia rodziców i ich życie po stracie. Ich relacje z otoczeniem i ze sobą wzajemnie. Ciepła, wzruszająca i niezmiernie smutna opowieść o miłości ojca do syna. O wspólnych pasjach, które nawet po śmierci mogą przynieść coś dobrego. Pomimo trwających wakacji, okresu dla większości sielskiego i przyjemnego warto zatopić się w tej refleksyjnej lekturze. Serdecznie polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-04-2019 o godz 14:41 przez: Magia słowa
Moje pierwsze spotkanie z autorem, przebiegło całkiem pomyślnie. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. No dobrze, może podczytywałam kilka recenzji i większość była pozytywna, ale jak wiecie jestem wymagająca... Na początku nie było jakichś fajerwerków, zaskoczenia. Czytałam, bo czytałam. Nie wydawało mi się, że ta lektura wywoła u mnie szok, niedowierzanie i efekt wow. Ale... Im dalej w las... Tym moje brwi unosiły się wyżej i wyżej, aż wszystko obróciło się do góry nogami. A wtedy, cała reszta nabrała tempa, emocji. Po którejś tam stronie, następuje coś, co zmieniło mój stosunek do tej książki. Zaczęłam biec za bohaterami. Zaczęłam czuć tak wiele różnych emocji, że chwilami wydawało mi się to kompletnie nierealne. Lektura napisana jest lekkim i przystępnym piórem, ALE, to nie oznacza, że w odbiorze jest lekka i przyjemna. Bo... nie jest. Jack to chłopiec, który nie jest nikomu nic winny. A jednak los postanowił go skrzywdzić. Skazać na krótsze życie, w którym nie doświadczy zbyt wielu pięknych chwil. Nie będzie mógł korzystać z życia w pełni. I było mi go tak szkoda, jak nikogo innego na świecie. A tak naprawdę, to szkoda mi każdej osoby, która choruje na raka, a już w szczególności tych malutkich brzdący. Serce mi się dosłownie kraja... Ale niestety tak już musi być i nic na to nie poradzimy, a szkoda. :( Jego rodzice... Postawieni w okropnej sytuacji, powoli tracą grunt pod nogami. Zaczynają sobie nie radzić, kłócić się... Nie mogą znaleźć wyjścia z sytuacji, mimo to, chcą dla synka jak najlepiej. Udają dla siebie kogoś, kim nie są i tutaj, oddalając się od siebie jeszcze bardziej pogarszają sytuację, ale oni tego nie widzą. Oni tylko widzą tykający zegar nad swoim dzieckiem i tylko na tym się skupiają. Współczułam im z całego serca, nie chciałabym nigdy być na ich miejscu. Ani nikomu takiego losu nie życzę... Bohaterowie są jak żywi, tacy, jakich moglibyśmy znaleźć w naszym codziennym życiu. Nie ma tutaj fikcji, więc to kolejna zaleta dla powieści. Cała recenzja na blogu ;)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
16-07-2018 o godz 12:08 przez: kogellmogell
Pamiętacie jak jakiś czas temu, wspominałam Wam o swoich obawach przed sięgnięciem po książkę "Niebo na własność"? Okropnie bałam się tego, że powieść ta mnie złamie i nie będę w stanie czytać o chorobie dziecka. Sama jestem mamą i dla mnie nie istnieje nic gorszego, niż patrzenie na krzywdę tych malutkich i bezbronnych istot. Jednak jak wiecie, jestem już po lekturze "Nieba na własność" i z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że nie ma czego się bać, ponieważ ta książka nie wzbudza w czytelniku żadnych większych emocji, a przynajmniej tak było w moim przypadku. Czy możemy to uznać za plus? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.  Anna i Rob to małżeństwo dwójki całkowicie różnych bohaterów, którzy po kilku latach starań doczekują się upragnionego potomka. Wprawdzie ich szczęście nie trwa zbyt długo, bo w wieku pięciu lat, u Jacka zostaje zdiagnozowany złośliwy nowotwór mózgu. Zaczyna się trudna walka o życie syna, a także o małżeństwo, które tak naprawdę poza wspólnym dzieckiem nic więcej nie łączy.  Niestety sam opis książki z tyłu okładki, wywołał we mnie większe emocje, niż jej wnętrze. Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to debiut autora, ponieważ całość wypada bardzo chaotycznie i niestety kompletnie brakuje tu jakiejkolwiek spójności. Autor skacze w czasie, a także z tematu na temat i nie skupia się na najważniejszych wątkach historii, jakim jest chociażby więź łącząca rodziców (szczególnie matkę) z dzieckiem. Dużo uwagi natomiast poświęca Rob'owi i forum internetowym na którym ten się udziela. Nie poczułam żadnej więzi z małżeństwem Anny i Rob'a i szczerze mówiąc nie polubiłam tej dwójki postaci. Nawet kreacja ich kilkuletniego syna, jego postępowanie, a także wypowiedzi w moim odczuciu były dość mocno podkoloryzowane. Jestem mamą pięciolatka i na przykładzie własnego syna widzę, które zachowanie Jacka było odrealnione.  Ja niestety czuję się zawiedziona, bo oczekiwałam czegoś całkowicie innego, ale jestem ciekawa jak to jest/będzie w Waszym przypadku.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
10-07-2018 o godz 20:51 przez: madziao
"Niebo na własność" to jedna z tych książek, którą jednocześnie chciałam i nie chciałam przeczytać. Skąd wynikają tak sprzeczne pragnienia? Przede wszystkim dlatego, że "Niebo na własność" to książka o chorobie dziecka. Odkąd jestem mamą stałam się jeszcze bardziej wrażliwa na taką niesprawiedliwość losu. Cierpienie dziecka jest czymś, czego żadne słowo nie jest w stanie odpowiednio dosadnie opisać. Dlatego najzwyczajniej w świecie bałam się, że czytanie o tym będzie dla mnie stresujące i przygnębiające. Czy faktycznie tak było? Luke Allnut miał dobry pomysł na fabułę, choć nie jest on specjalnie oryginalny (poza wątkiem kliniki Sladovskiego - naprawdę fajna koncepcja!). Chore dziecko, bezradność, cierpienie, smutek, rozpadające się małżeństwo. To mogła być ciekawa historia, która na długo zapadnie w pamięć. Niestety w moim przypadku tak nie będzie. Autor pogubił się gdzieś po drodze, miał zbyt wiele pomysłów, dlatego akcja wydaje się być nierówna. Allnut bardzo często robi w przedstawionej historii duże przeskoki - najbardziej drażniący jest ten, gdy w jednym momencie opowiada o porodzie Jacka, a w następnej chwili chłopiec ma już pięć lat. To spowodowało, że nie było mi dane związać się z tym bohaterem (choć może to i dobrze, bo wtedy wylałabym zapewne litry łez). "Niebo na własność" porusza trudną tematykę. Autor próbuje czasem lepiej, czasem gorzej grać na naszych emocjach...ale wiecie co? Trudno się nie wzruszyć choć raz. Ta książka pokazuje nam jak nieprzewidywalny i okrutny bywa los. Nic nie jest nam dane na wieczność, a tym o co w życiu powinniśmy najbardziej zabiegać to zdrowie. To najwyższa wartość. Bez niego nie ma nic. "Niebo na własność" to książka, której nie będziecie czytać z uśmiechem na twarzy. Jeśli jesteście osobami nadzwyczaj wrażliwymi to koniecznie zaopatrzcie się w paczkę chusteczek. Natomiast jeśli jesteście rodzicami...po przeczytaniu tej książki koniecznie przytulcie mocno swoje pociechy, spędźcie z nimi mile czas, cieszcie się każdą chwilą!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
10-07-2018 o godz 20:50 przez: madziao
"Niebo na własność" to jedna z tych książek, którą jednocześnie chciałam i nie chciałam przeczytać. Skąd wynikają tak sprzeczne pragnienia? Przede wszystkim dlatego, że "Niebo na własność" to książka o chorobie dziecka. Odkąd jestem mamą stałam się jeszcze bardziej wrażliwa na taką niesprawiedliwość losu. Cierpienie dziecka jest czymś, czego żadne słowo nie jest w stanie odpowiednio dosadnie opisać. Dlatego najzwyczajniej w świecie bałam się, że czytanie o tym będzie dla mnie stresujące i przygnębiające. Czy faktycznie tak było? Luke Allnut miał dobry pomysł na fabułę, choć nie jest on specjalnie oryginalny (poza wątkiem kliniki Sladovskiego - naprawdę fajna koncepcja!). Chore dziecko, bezradność, cierpienie, smutek, rozpadające się małżeństwo. To mogła być ciekawa historia, która na długo zapadnie w pamięć. Niestety w moim przypadku tak nie będzie. Autor pogubił się gdzieś po drodze, miał zbyt wiele pomysłów, dlatego akcja wydaje się być nierówna. Allnut bardzo często robi w przedstawionej historii duże przeskoki - najbardziej drażniący jest ten, gdy w jednym momencie opowiada o porodzie Jacka, a w następnej chwili chłopiec ma już pięć lat. To spowodowało, że nie było mi dane związać się z tym bohaterem (choć może to i dobrze, bo wtedy wylałabym zapewne litry łez). "Niebo na własność" porusza trudną tematykę. Autor próbuje czasem lepiej, czasem gorzej grać na naszych emocjach...ale wiecie co? Trudno się nie wzruszyć choć raz. Ta książka pokazuje nam jak nieprzewidywalny i okrutny bywa los. Nic nie jest nam dane na wieczność, a tym o co w życiu powinniśmy najbardziej zabiegać to zdrowie. To najwyższa wartość. Bez niego nie ma nic. "Niebo na własność" to książka, której nie będziecie czytać z uśmiechem na twarzy. Jeśli jesteście osobami nadzwyczaj wrażliwymi to koniecznie zaopatrzcie się w paczkę chusteczek. Natomiast jeśli jesteście rodzicami...po przeczytaniu tej książki koniecznie przytulcie mocno swoje pociechy, spędźcie z nimi mile czas, cieszcie się każdą chwilą!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-09-2018 o godz 16:44 przez: nuna
Czy mieliście kiedyś rozstrzaskane serce i zostało ono potem sklejone? Tak właśnie się czułam po książce Niebo na własność Luke Allnutt. Naprawdę piękna i rozdzierająca serce opowieść o miłości, smutku, rodzinie, nadziei io tym, jak daleko posuniemy się, aby chronić naszych bliskich. Jednakże pomimo swojego piękna czyta się ją ciężko. I to nie przez to jak jest napisana, bo do stylu nie można się przyczepić, a przez to jaki temat porusza. Nie jestem matką, a po tej książce czułam się jakby zawalił mi się. Nawet nie mogę pojąć jak czuli się przy tej książce rodzice. Narratorem tej książki jest Rob.  Co w mojej opinii było fantastycznym zabiegiem, ponieważ mamy bardzo dobrze ukazaną tą cudowną więź ojca z synem. Jednakże przejdźmy do konkretów. Dwa totalne przeciwieństwa: Rob i Anna poznają się na studiach, zakochują w sobie i biorą ślub. Jednak do pełni szczęścia brakuje im dziecka. W końcu, po dwóch poronieniach, para zostaje błogosławiona synkiem, któremu nadają imię Jack. Jednak jak to mówią: szczęście nie trwa wiecznie, i u Jacka zdiagnozowano guza mózgu. Zaczyna się walka.  Z czasem. Z chorobą.  I co najgorsze, Rob i Anna zaczynają walczyć ze sobą. W tym czasie nie tracą tylko Jacka. Tracą swoje zaufanie, tracą swoją miłość, żeby na końcu straci siebie. Po przeczytaniu tej historii bolało mnie wszystko: serce, głowa, dusza. Ta opowieść wciąga, do tego stopnia, że nic nie jest w stanie Was od niej odciągnąć, nic! Więc lepiej wyczyścić swój plan dnia przed wzięciem jej do ręki ;-) I oczywiście nie zapomnijcie o wielkiej, ale to wielkiej paczce chusteczek.  ,,Niebo na własność " to powieść, która łamie czytelnikowi serce, by potem skleić je na nowo <3 <3 <3  Autor powinien być dumny z tej książki, ponieważ ta historia to coś wspaniałego. Koniecznie musicie sami ją przeczytać. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-09-2018 o godz 16:43 przez: nuna
Czy mieliście kiedyś rozstrzaskane serce i zostało ono potem sklejone? Tak właśnie się czułam po książce Niebo na własność Luke Allnutt. Naprawdę piękna i rozdzierająca serce opowieść o miłości, smutku, rodzinie, nadziei io tym, jak daleko posuniemy się, aby chronić naszych bliskich. Jednakże pomimo swojego piękna czyta się ją ciężko. I to nie przez to jak jest napisana, bo do stylu nie można się przyczepić, a przez to jaki temat porusza. Nie jestem matką, a po tej książce czułam się jakby zawalił mi się. Nawet nie mogę pojąć jak czuli się przy tej książce rodzice. Narratorem tej książki jest Rob.  Co w mojej opinii było fantastycznym zabiegiem, ponieważ mamy bardzo dobrze ukazaną tą cudowną więź ojca z synem. Jednakże przejdźmy do konkretów. Dwa totalne przeciwieństwa: Rob i Anna poznają się na studiach, zakochują w sobie i biorą ślub. Jednak do pełni szczęścia brakuje im dziecka. W końcu, po dwóch poronieniach, para zostaje błogosławiona synkiem, któremu nadają imię Jack. Jednak jak to mówią: szczęście nie trwa wiecznie, i u Jacka zdiagnozowano guza mózgu. Zaczyna się walka.  Z czasem. Z chorobą.  I co najgorsze, Rob i Anna zaczynają walczyć ze sobą. W tym czasie nie tracą tylko Jacka. Tracą swoje zaufanie, tracą swoją miłość, żeby na końcu straci siebie. Po przeczytaniu tej historii bolało mnie wszystko: serce, głowa, dusza. Ta opowieść wciąga, do tego stopnia, że nic nie jest w stanie Was od niej odciągnąć, nic! Więc lepiej wyczyścić swój plan dnia przed wzięciem jej do ręki ;-) I oczywiście nie zapomnijcie o wielkiej, ale to wielkiej paczce chusteczek.  ,,Niebo na własność " to powieść, która łamie czytelnikowi serce, by potem skleić je na nowo <3 <3 <3  Autor powinien być dumny z tej książki, ponieważ ta historia to coś wspaniałego. Koniecznie musicie sami ją przeczytać. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-07-2018 o godz 08:13 przez: Anna
Anna i Rob tworzą bardzo nietypowe małżeństwo. Ona - poukładana kobieta z zasadami, stawiająca rozwój zawodowy na pierwszym miejscu, on - niepoprawny romantyk, wolny strzelec bezproblemowo podchodzący do wielu spraw. Partnerzy bardzo wiele w swoim życiu przeszli, zanim mogli cieszyć się z narodzin Jacka. Pewnego dnia chłopczyk niespodziewanie doznaje zaburzeń równowagi, które z czasem nasilają się. Zdeterminowani rodzice postanawiają zabrać go na badania, aby wykluczyć wszelkie choroby. Pech niestety ich nie opuszcza i okazuje się, że potomek ma raka mózgu. Teraz głównym tematem jest walka z czasem oraz nadzieja, że do tej londyńskiej rodziny nie zagości śmierć. Perypetie Roba poznajemy od końca. Książka została podzielona na trzy części, gdzie każda z nich opisuje inny rozdział w życiu bohaterów. Pierwsza to szczerze powiedziawszy, według mnie, część, która nie była potrzebna. Historia nie wnosi nic sensownego oraz jednocześnie kończy się urwana w połowie wątku. Druga to czas małżeństwa, rodzicielstwa i walki z chorobą, a trzecia to radzenie sobie ze stratą. Pozwólcie, że skupię się tylko na dwóch ostatnich częściach, które przepełnione są uczuciami oraz ogromem emocji. Już na początku doświadczamy straty w związku z poronieniami Anny. Małżonkowie oczekiwali na cud ich miłości, jednak los miał inny plan dla ich potomnych. Z momentów goryczy przenosimy się do szczęścia, jakie wywołało przyjście na świat Jacka. Chłopiec wniósł do rodziny szczęście, codzienne słońce, a także łzy radości. Mogłoby wydawać się, że życie zawsze będzie przepełnione uśmiechami i dziecięcym głosikiem, jednak rak wybrał sobie za swoją ofiarę małe dziecko. Nagle zginęły radosne momenty, a pojawiły się godziny smutku, powagi i dramatyzmu. ciąg dalszy: https://zaczytana-aniaa.blogspot.com/2018/07/niebo-na-wasnosc-luke-allnut.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
20-07-2018 o godz 17:40 przez: Monika Lewandowska
Głównymi bohaterami powieści Luka Allnutta są Anna i Rob. Małżeństwo od wielu lat bezskutecznie stara się o dziecko. Annie co prawda udaje się zajść w ciąże, jednak kończą się one poronieniami. Gdy w końcu im się udaje zostać rodzicami, Jack staje się ich oczkiem w głowie. Dzięki niemu ich rodzina w końcu jest pełna radości, gwaru i harmonii. Niestety, ich szczęście trwa niezwykle krótko. Gdy ich długo wyczekiwany syn ma trzy latka, zaczyna podupadać na zdrowiu. Jack ma problemy z zachowaniem równowagi, traci przytomność, coraz bardziej jest osowiały. Badania wykazują, że chłopiec ma zmiany w mózgu. Początkowo wszystko wydaje się być pod kontrolą, jednak końcowa diagnoza wskazuje na to, że Jack ma złośliwy nowotwór mózgu. Anna i Rob muszą podjąć dramatyczną walkę o życie syna. Niestety mają różne zdania na temat sposobów leczenia chłopca, co doprowadza do wojny między nimi.  "Niebo na własność" to niezwykle piękna i wzruszająca książka, pełna determinacji i siły walki. To, co mnie najbardziej urzekło w lekturze tej powieści, to takie wrażenie, towarzyszenia narratorowi w jego dramatycznej historii. Jakby zwierzał się w niej swojemu przyjacielowi. Prowadzi nas przez to co przeżył, wykazując różne stadia poradzenia sobie z chorobą dziecka. Zakończenie książki, co prawda trochę mnie zaskoczyło i lekko wybiło z rytmu. Z drugiej jednak strony, może tak właśnie powinny się kończyć podobne historie, o ile w ogóle muszą się zdarzać? Przyznam szczerze, że nie jest to moim zdaniem typowa wakacyjna lektura. Jest ona smutna, przygnębiająca i rozrywająca serce. Z drugiej jednak strony, może czas letni łatwiej ukoi w nas przygnębienie, które wywołuje. Nie oszukujmy się, w końcu tematyka tej powieści jest okrutnie dramatyczna. Tak czy inaczej uważam, że zdecydowanie warto po nią sięgnąć.  Polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji