Muza Koszmarów. Strange the Dreamer. Tom 2 (okładka  miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Oferta empik.com : 26,06 zł

26,06 zł 36,99 zł (-29%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Lazlo i Sarai nie są już dłużej tym, czym byli. Sarai, Muza Koszmarów, dopiero odkrywa pełnię swoich możliwości, tymczasem Lazlo musi dokonać wyboru niemożliwego: ocalić życie ukochanej czy wszystkich mieszkańców Szlochu? Otwarcie zapomnianych drzwi do nowych światów zamiast odpowiedzi przynosi wiele pytań – czy bohaterowie zawsze muszą zabijać potwory, czy mogą je… ocalić?

Miłość i nienawiść, zemsta i łaska, zniszczenie i zbawienie ścierają się ze sobą w tej zadziwiającej i chwytającej za serce kontynuacji "Marzyciela", bestsellera "New York Timesa".

Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Muza koszmarow

Tytuł: Muza Koszmarów. Strange the Dreamer. Tom 2
Tytuł oryginalny: The muse of nightmares
Seria: Strange the Dreamer
Autor: Taylor Laini
Tłumaczenie: Czartoryski Bartosz
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 512
Numer wydania: I
Data premiery: 2019-02-27
Rok wydania: 2019
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 40 x 210 x 135
Indeks: 31431552
średnia 4,6
5
85
4
35
3
6
2
1
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
65 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
14-03-2022 o godz 05:34 przez: Anonim | Zweryfikowany zakup
Druga książka z porywającej serii. Pierwsza książka wprowadza w magiczny świat i doprowadza do wielu sprzecznych uczuć, ale druga część co całkiem nowy zestaw doznań. Czytelnik przez cały czas zastanawia się, czy główni bohaterowie poradzą sobie z problemami, jak je udźwigną, kiedy podwinie im się noga... Nagłe zwroty akcji i magiczne opisy przyciągają tak, że nie idzie się oderwać. Strange i Muza Koszmarów ledwie się poznali, a już ich życie obraca się o 180 stopni. Problemy nagle znikają, by zastąpiły je jeszcze gorsze. Każda kolejna strona wciąga coraz bardziej, a rezultaty są szokujące. Bardzo przemyślana fabuła wprawia w oszołomienie i gra emocjami odbiorcy niczym wirtuoz instrumentem. Bardzo polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
08-03-2019 o godz 13:54 przez: Gabriela Murawka | Zweryfikowany zakup
Polecam, szczególnie młodzieży. Wksiążka wciągająca i zaskakująca. Wprowadza czytelnika w zupełnie inny świat.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
14-09-2021 o godz 17:44 przez: Anonim | Zweryfikowany zakup
Dobre, zakończenie nie było jakieś niesamowite ale podobało mi się
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
21-09-2021 o godz 22:24 przez: Izabela | Zweryfikowany zakup
Jeszcze lepsza niż pierwszy tom 🥰 Uwielbiam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-10-2021 o godz 12:45 przez: anonymous | Zweryfikowany zakup
Świetna kontynuacja <3
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
24-06-2021 o godz 10:09 przez: Jolanta Mørk | Zweryfikowany zakup
Polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-02-2019 o godz 11:16 przez: Anonim
Ta recenzja została usunięta, ponieważ jej treść była niezgodna z regulaminem
4/5
06-03-2019 o godz 21:35 przez: Pandora
Jak dobrze wiemy, Sarai spadła. Zsunęła się z dłoni serafina, nadziała na bramę i no cóż... umarła. Tak naprawdę. Na szczęście, czy też nieszczęście, małej Minyi udało się złapać jej duszę, zanim ta rozpuściła się w odmętach nicości i zaświatów. Jednak zamiast obdarzyć ją miłością, wolnością i szczęściem, Minya postanowiła wykorzystać Sarai, żeby szantażować Lazla i ostatecznie zemścić się na Szlochu. W tym momencie zakończył się "Marzyciel" i w tym też momencie powracamy do naszych bohaterów, którzy próbują ułożyć sobie na nowo życie - Sarai jako duch-niewolnik, a Lazlo jako boski pomiot z jedną z najbardziej pożądanych umiejętności, mocą, by kształtować boski metal. Będą musieli uratować Szloch przed Minyą i jej armią dusz, które zbierała od piętnastu lat, a Minyę przed nią samą, zamkniętą dalej w dniu, w którym dokonała się Rzeź. A także uporać się z nowym zagrożeniem, którego nikt się nie spodziewa. Tam tam tam... Dodatkowo, wprowadzone zostają dwie nowe postacie - Kora i Nova, których największym marzeniem jest, by pewnego dnia przyleciał po nie okręt Mesarthimów (to ci niebiescy), obudził ich moce i zabrał je ze sobą, tak jak kiedyś zabrał ich matkę. Ich obecność zdecydowanie urozmaica fabułę, a przy okazji pozwala nam dowiedzieć się wielu nowych rzeczy o niebieskich najeźdźcach. Odkryte zostają też stare tajemnice, wiele rzeczy wychodzi na światło dzienne, a różne historie i wydarzenia w końcu nabierają sensu. Niektóre wcale nie są przyjemne i troszkę ściskają nam serduszko ze smutku. A już na pewno bohaterom książki. Czytając "Muzę", przypomniałam sobie, że już w "Marzycielu" coś mi nie pasowało w stylu pisania Laini Taylor. Nie w samej historii, fabule i postaciach, bo te są całkiem porządnie wykreowane. W "Muzie" autorka skupiła się bardzo na psychologicznych profilach bohaterów, ich przeszłości i motywacji. A także na dużo dokładniejszym i szerszym zarysie historyczno-geograficznym, jeśli można to tak nazwać. Nie jestem w stanie do końca sprecyzować, co mi przeszkadzało, chyba jakoś tak dziwnie zbudowane zdania i opisy, trochę nieskładne na moje oko. A do tego te niezbyt realne momenty, kiedy dookoła dzieje się mordercza akcja, wszyscy niby są przerażeni i na skraju śmierci, ale Laini nagle stwierdza, że to dobry czas, żeby zarzucić jakimś zabawnym dialogiem między bohaterami. No i mamy jeszcze te przesłodzone rozmowy Lazla z Sarai. Każda scena Lazla z Sarai jest przesłodzona. Dobra, może nie każda, ale na pewno zdecydowana większość. Nie zrozumcie mnie źle, ja tam całkiem lubię, kiedy bohaterowie znajdują się, magicznie w sobie zakochują (po trzech, ewentualnie pięciu dniach) i trwają sobie tacy zakochani i szczęśliwi (względnie szczęśliwi, biorąc pod uwagę fakt, że Sarai tak naprawdę umarła). Ale bez przesady. Początek nieco się dłuży, tam jest właśnie sporo tej psychologicznej rozkminy, długich opisów i ciężko wpasować się w rytm powieści. Natomiast od połowy książki akcja nagle rozkręca się tak, jakby autorka chciała nam zrekompensować z nawiązką przydługawy początek. Jeśli zaczniecie już tę część, nie będziecie mogli odłożyć "Muzy", dopóki nie dowiecie się, jak wszystko się kończy. Tutaj nagle zapomniałam, że coś mi nie gra w stylu Taylor, tak pochłonęły mnie wydarzenia i zwroty akcji. A przy okazji wszystko potoczyło się w kierunku, którego zupełnie się nie spodziewałam po przeczytaniu "Marzyciela". Tak więc punkty za to zaskoczonko, pani Taylor. Jak to wygląda w podsumowaniu? Wszystko jest odrobinę zbyt ładne, cukierkowe i naiwne, ale jeśli przymkniemy na to oko (a przynajmniej ja, może Wam się spodoba i wcale nie będziecie czuli potrzeby zamykania oczu), to otrzymujemy bardzo przyjemną i szybką lekturę, ładne uzupełnienie pierwszej części, po które zdecydowanie warto sięgnąć, jeśli polubiliście się z Lazlo Strangem i baśniowo-sennym klimatem "Marzyciela."
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
11-03-2019 o godz 18:42 przez: Wybredna Maruda
Gdy na naszym rynku książki pojawił się Marzyciel autorstwa Laini Taylor, trudno było przejść obok niego obojętnie. Większość czytelników nie ukrywała swojego zachwytu nad oryginalnością historii i warsztatem pisarskim autorki. Czy jednak tom drugi tej serii, a zarazem zakończenie całej dylogii, było w stanie przeskoczyć tak wysoko postawioną sobie poprzeczkę? MARZYCIEL BYŁ WYJĄTKOWY... Gdy w moje ręce trafił Marzyciel nie ukrywałam, że byłam pod wrażeniem powieści, jaką wykreowała Laini Taylor. Historia skierowana była do fanów fantastyki młodzieżowej, z elementami romansu, przyjaźni, nadludzkich mocy i tajemnic przenikających przez kilka równoległych rzeczywistości. Przede wszystkim skupiała się jednak na tematyce snów i marzeń. Obserwowaliśmy Lazlo, młodego chłopaka zakochanego w książkach, na oczach którego ktoś inny spełnia jego własne pragnienia oraz Sarai, błękitnoskórą istotę z innego świata. Nie przypuszczałam wtedy, w jaki sposób ich historie zostaną ze sobą splecione; nie przypuszczałam także, jak łatwo Laini zbije mnie z tropu i zaskoczy plot twistem. A już najbardziej zachwycającym elementem całej tej przygody okazał się język, jakim posługiwała się autorka – język niezwykle dostojny i patetyczny, niemal poetycki, jakiego we współczesnych młodzieżówkach ze świecą szukać. ...A MUZA JUŻ NIE BARDZO I spełniło się niestety to, czego się spodziewałam – Marzyciel tak zaskoczył i zachwycił, że jego kontynuacja, czyli Muza Koszmarów, nawet, jeżeli utrzymuje ten wysoki poziom, nie przyniosła już mi efektu WOW. Znałam już bohaterów, więc poznawanie ich nie sprawiło mi tak ogromnej radości, jak przy pierwszym spotkaniu. Wiedziałam, jak pięknego języka mogę się spodziewać, więc nie byłam nim zaskoczona, a nawet czasem czułam się wręcz znudzona długimi i metaforycznymi opisami. Co gorsza, elementy romansu, które w Marzycielu były, jak dla mnie, dodatkiem zbędnym, ale do przełknięcia, tak w Muzie ckliwe sceny i wyznania stanowią ogromną część fabuły, przez co zmuszona jestem podnieść widełki wiekowe grupy odbiorców. SĄ I PLUSY Żeby nie było – nie jest aż tak źle. Muza Koszmarów jest bardzo dobrym dopełnieniem Marzyciela i wyjaśnieniem wielu wątków, które w pierwszym tomie intrygowały czytelników. Skupia się głównie na historii poszczególnych bohaterów, na ich relacjach; przybliża wydarzenia z Rzezi, które rzutują na dalsze losy i zachowania postaci; pokazuje nam dokładniej Eril-Fane'a, a także zapoznaje z Korą i Novą, które w tej części spotykamy po raz pierwszy. Z pewnością to wszystko zaspokaja naszą ciekawość, jednak – mam wrażenie – jakimś kosztem. W Muzie akcja nie pędzi zbyt szybko, autorka postawiła na spokojne tłumaczenie nam poszczególnych wątków, wciągnęłam się dopiero po przekroczeniu połowy książki. Laini niestety zepchnęła również na boczny tor Lazlo, którego bardzo polubiłam, a tu pełni rolę niejako bohatera drugoplanowego oraz Nero, jednego z ciekawszych charakterów, który utkwił mi w pamięci po lekturze Marzyciela. Za to cieszę się, że dużo czasu otrzymała Minya i jej motywacje, bo okazała się niezwykle złożoną postacią. Muza Koszmarów może nie tyle rozczarowuje, co nie zaskakuje niczym nowym. Według mnie utrzymuje poziom pierwszego tomu, który postawił poprzeczkę wyjątkowo wysoko. Trudno byłoby zachować najlepsze elementy z Marzyciela i dodać do nich wiele kolejnych zalet. Dlatego Muza jest bardzo dobrą kontynuacją, ale nie dała mi tego czegoś, co z podium zrzuciłoby Marzyciela. Po prostu jest "tą drugą". Bo efektu WOW nie jest łatwo powtórzyć. Podobne elementy i klimat znajdziesz w: Niekończąca się opowieść | Nieświadomy Mag | Królowa Tearlingu | Toń | Tancerze Burzy | Mroczniejszy Odcień Magii | Miłość, która przełamała świat | Król Demon | Czas Żniw | https://www.kulturalniewybredna.pl/2019/03/powtorka-z-efektu-wow-muza-koszmarow.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
14-02-2019 o godz 08:36 przez: Snieznooka
Historia Lazlo i Sarai na długo wryła się w mą pamięć, kiedy czytałam pierwszy tom tego cyklu, czułam się, jakbym sama była Marzycielem. Łaknęłam przygody, chciałam poznać wszystkich bohaterów, pomóc im ze wszystkich sił wykaraskać się z każdych kłopotów. Wiecie, co? Jestem pena, że nie tylko ja się tak miałam, zakończenie pierwszego tomu sprawiło, że czułam spory dyskomfort. Łaknęłam wiedzy, co było dalej z bohaterami? Czy Sarai sobie poradzi? Całe szczęście na kontynuację nie musiałam czekać, aż tak długo, jak większość z Was! Ta historia ma w sobie więcej piękna niż w można by było przypuszczać. To tak, jakby wszechświat zdecydował, że jest zmęczony byciem tak wielkim, więc skompresował swój ogrom w mniejszą formę, aby wszyscy mogli poczuć się jak część gwiazd. Niewiele brakowało, a upadek z nieba cytadeli zniszczyłby miasto, zapanował chaos, Sarai jest duchem utrzymywanym przez Mynię, która walczy o to, aby na zawsze nie zniknęła. Lazlo, niegdyś marzyciel i sierota wojenna Zosmy, stoi teraz w obliczu prawdy, z którą musi sobie poradzić. Jest w połowie człowiekiem, synem boga, pobłogosławionym tą samą mocą, która przez piętnaście lat była przekleństwem Szlochu. Mimo sytuacji, w której znajdowała się Sarai daleko jej było do bezradności, nawet, jeśli znajdowała się w położeniu, które wpędzało ją w bezsilność. Próbowała przejąć kontrolę w każdy możliwy sposób, przeszła długą, mroczną drogę i stała się o wiele silniejsza niż sama przypuszczała. Wojna wisi w powietrzu, wybuch agresji to tylko kwestia czasu, losy Szlochu znajdują się pod wielkim znakiem zapytania. Bohaterowie muszą coś na to zaradzić, tylko jak można zakopać tak ogromne pokłady nienawiści, która narastała przez wieki? Jak nakłonić ludzi do przebaczenia? Czy Lazlo uda się ocalić Sarai? Minya spędziła wiele czasu na podtrzymywaniu całego gniewu, który wręcz w niej wrzał od dnia, gdy zabito dzieci, aby ludzie mogli dalej żyć. Odczuwana wściekłość była niczym ostrze, rzeź niewinnych sprawiła, że emocje w niej buzowały, była niczym tykająca bomba. Negatywne uczucia źle na nią wpływały, mimo wszystko chroniła Sarai przed zniknięciem. To wszystko wymagało od niej nie lada wysiłku, jest groźna i ma do odegrania w książce ogromną rolę. Trauma i żal, a także to, w jak różny sposób bohaterowie radzą sobie z tym, odgrywa ogromną rolę w książce, jednak nie tylko, niesie także ważne przesłanie o tym, że nie musimy żyć błędami naszych przodków. Mamy możliwość zmiany, na którą nigdy nie jest za późno. Zemsta zawsze będzie czynnikiem napędzającym, ale nawet odkupienie, nie będzie w stanie zmniejszyć poczucia straty. Jedyną rzeczą, która może uleczyć duszę jest miłość, ale jest to lekcja, której bardzo trudno się nauczyć. Laini Taylor przedstawia nam nowe postacie, Korę i Novę ich historia w końcu zostaje głęboko spleciona z główną fabułą w sposób nieoczekiwany, porywający i bardzo smutny. Autorka tworzy tak silne więzi między postaciami, że czuje się niemal w fizyczny i bolesny sposób, kiedy zostaną zerwane. Jestem pełna podziwu, ile emocji może przechowywać i wywoływać jedno słowo, a Laini Taylor doskonali tę umiejętność do perfekcji. Jej styl pisania jest bardzo dobry, gdy czytam jej książki, nigdy nawet nie przeszło mi przez myśl, że chociaż jedna fraza mogłaby być napisana lepiej. Całość wypada niezwykle magicznie. Uwielbiam to, jak żarliwie i pięknie została stworzona, opisy są bujne, a budowanie świata jest perfekcyjne. „Muza koszmarów” to rzadki rodzaj opowieści, którą chcesz czytać powoli, rozkoszując się każdym zdaniem. Laini Taylor nie tylko przyciąga cię opowieścią, ale także pozostawia Cię w z życzeniem, aby stać się częścią historii. Książki Taylor istnieją po to, by uchwycić i pochłonąć całą twoją duszę dając w zamian radosne dreszcze.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-04-2019 o godz 17:22 przez: Anonim
Wśród współczesnych młodzieżówek fantasy pierwszy tom dylogii Laini Taylor Strange the Dreamer wyróżnia się na plus, a jak wypada na jego tle część druga, czyli Muza Koszmarów? Wydarzenia tej powieści są bezpośrednią kontynuacją fabuły Marzyciela. Nieprzejednana Minya chce niezwłocznie zejść do Szlochu i zemścić się na jego mieszkańcach, którzy w większości postanawiają spakować się i czym prędzej opuścić przeklęte miasto. Thyon i Calixte zaś trafiają na drzwi, które odsłoniła stopiona kotwica i postanawiają sprawdzić, co się za nimi kryje. Eril-Fane czeka na powrót Lazlo, by spróbować pokojowo rozwiązać narosłe przez lata problemy. Nowym, ale bardzo istotnym wątkiem jest tu historia nierozłącznych sióstr Kory i Novy, których matka została niegdyś wcielona do armii Mesarthimów, czekają zatem na niebieski statek, który przyleci też po nie. Jednak gdy nadlatuje, sprawy nie idą po myśli nastolatek – jedna z nich odlatuje z załogą, druga w wyniku dramatycznych wydarzeń zostaje z niego wyrzucona. I choć obie mają związane ręce, zrobią wszystko, by spróbować się odnaleźć... Nigdy jeszcze czas nie wydawał jej się walutą, a każda chwila monetą, którą można wydać rozsądnie bądź głupio (s.81). Zasadnicza różnica pomiędzy Marzycielem a Muzą Koszmarów polega na tym, że ten pierwszy opisywał perspektywę lokalną, zaś druga pokazuje znacznie większą część uniwersum, zdradzając wiele ciekawych informacji na temat serafinów, mocy boskich pomiotów, mesartjum i tego, jak cytadela znalazła się nad Szlochem oraz co się w niej dokładnie stało w nocy aktywności Zabójcy Bogów. I może dlatego jest nieco mniej emocjonująca – bo poznawanie zagadki jest słodsze niż jej rozwiązanie. Fabuła do około połowy książki toczy się niezbyt spiesznie, dopiero w drugiej części następuje nieoczekiwany zwrot akcji i sprawy znacznie przyspieszają, nabierają rozmachu i zapewne przyprawią niejednego czytelnika o szybsze bicie serca. Jak zwykle mocną stroną prozy Laini Taylor są opisy uczuć bohaterów – Sarai próbuje przyzwyczaić się do nowej formy, Lazlo i Eril-Fane starają się znaleźć sposób na uratowanie wszystkich z zaklętego kręgu nienawiści, ten ostatni także na własne wyrzuty sumienia oraz odbudowanie swojego związku z Azareen, zaś Kora i Nova desperacko pragną się ze sobą połączyć. Jednak postacią, która przechodzi największą metamorfozę w tym tomie jest alchemik Thyon, sprawdźcie sami, jak się zmienia pod wpływem wydarzeń. Niestety, jak na mój gust występuje za dużo teen drama – Ruby kłóci się z Feralem, a ten jej zupełnie nie rozumie, także wątek miłosny między Sarai i Lazlo nie jest już tak strawny, jak wcześniej. Ponadto pomimo tytułu Muza Koszmarów nie znajduje się wcale w centrum wydarzeń. Natomiast język powieści jest ponownie starannie przemyślany i płynie się po nim niczym po najgładszej tafli jeziora, choć ma trochę mniej zapadających w pamięć środków stylistycznych niż pierwszy tom. Ogólnie rzecz biorąc, Muza Koszmarów wypada fabularnie i językowo nieco bladziej od Marzyciela, przede wszystkim ze względu na nierówne tempo opowieści oraz niepotrzebną moim zdaniem teen dramę. Z drugiej strony dostarcza sporo emocji i barwnie portretuje bohaterów, otwierając przed nami ogromne, intrygujące uniwersum serafinów. Jeśli więc macie ochotę na podszytą dramatyzmem historię, w której co i raz to ścierają się zupełnie rozbieżne punkty widzenia, w którym miłość walczy z nienawiścią, niespełnione pragnienia doprowadzają na skraj szaleństwa, a wszystko toczy się w cieniu niezwykłych mocy niebieskoskórych istot, bez wahania sięgnijcie po dylogię Strange the Dreamer. Jeśli powstają opowieści jak ta, jest jeszcze nadzieja dla młodzieżówek. Opinia pochodzi z mojego bloga www.glodnawyobraznia.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
27-02-2019 o godz 21:13 przez: Sylwia Feliszek
Są książki, których kontynuacje musi się przeczytać. Nie chodzi o to, że daje się drugą szansę autorowi na rozpędzenie swojej serii, ale po prostu bardzo chce się powrócić do bohaterów i krążących wokół nich historii. Taka właśnie jest dylogia „Strange the Dreamer” od Laini Taylor, która na kartach pierwszej książki snuje swoją opowieść, by w „Muzie koszmarów” już od pierwszych stron zasypać nas akcją i emocjami. Druga część „Marzyciela” jest jego bezpośrednią kontynuacją – powieścią, której akcja zaczyna się tuż po zakończeniu pierwszego tomu, co umożliwia nam natychmiastowe wsiąknięcie w całą historię. Lazlo i Sarai muszą zmierzyć się z beznadziejną i całkowicie nową sytuacją, w której znaleźli się nie tylko z winy nieszczęśliwego przypadku, ale także osoby, której ufali. Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy przy czytaniu „Muzy koszmarów” jest tempo akcji. Mimo że niemal wszystkie opisane w niej wydarzenia dzieją się w przeciągu kilku dni, ma się wrażenie, że bohaterowie przechodzą przez więcej stanów emocjonalnych, muszą zmagać się z większą ilością przeciwności los, a ich charaktery hartują się bardziej znacząco niż przez całego „Marzyciela”, który obejmował kilka miesięcy fabuły. Laini Taylor także znacznie głębiej wchodzi w psychiki postaci drugoplanowych, tak, że nawet ci pozostający wrogami głównych bohaterów, są obdarzani przez nas empatią i zrozumieniem, mimo swojego wątpliwego moralnie charakteru i niekiedy wielkiego okrucieństwa. Czytając książki takie, jak „Muza koszmarów” ciężko oprzeć się wrażeniu, że niektórzy autorzy znaleźli drzwi do innego wymiaru i po prostu opisali znajdujący się za nimi świat, bo czymś nieprawdopodobnym jest by takie historie zrodziły się w ludzkim umyśle. Ze względu na to, że fabuła jest znacznie bardziej wartka niż w „Marzycielu” i odsłania przed nami tajemnice wykreowanego przez Taylor świata, powieść czyta się błyskawicznie i trudno się od niej oderwać. Ukazywanie wydarzeń z perspektywy kilku postaci – także drugoplanowych – sprawia, że są one ciekawsze i poszerza horyzonty postrzegania fabuły oraz samych bohaterów. Oczywiście, pod względem językowym „Muza koszmarów” nadal pozostaje komercyjnym katharsis. Mam wrażenie, że mimo iż czytanie zarówno „Marzyciela”, jak i „Muzy koszmarów” było cudownym i unikatowym doświadczeniem, to Taylor nie do końca wykorzystała potencjał swojego świata. W związku z tym, mam nadzieję, że powstanie jeszcze co najmniej jedna powieść z uniwersum „Strange the Dreamer”, ale już nie z tymi samymi bohaterami, bo uważam, że właśnie w tym drzemie siła „Marzyciela”. Jest to zamknięta historia i będę tęskniła za jej bohaterami – paradoksalnie, najbardziej za drugoplanowymi – ale chcę kreować ich przyszłość w swojej własnej głowie. Bardzo trudno jest się przenieść z wykreowanego przez Taylor świata do szarej rzeczywistości i chwała autorce za to! Jeżeli mogłabym wypowiedzieć jedno książkowe życzenie, które by się spełniło, to chciałabym, by powstawało, jak najwięcej takich powieści, ale jednocześnie na tyle mało, bym miała czas ze wszystkimi się zapoznać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-03-2019 o godz 22:03 przez: Lost In My Books
,,Marzyciel" - książka, która wzbudziła zachwyty w ludziach nie tylko dzięki pięknej okładce, ale też dzięki wspaniałemu wnętrzu. A jako, że poszukiwałam czegoś fajnego, to koniecznie musiałam sięgnąć po ten tytuł. Byłam praktycznie pewna, że również się zakocham w tej powieści. Na początek słów kilka o wrażeniach po pierwszej części, a później co nieco o ,,Muzie koszmarów". Pierwsze 120 str. naprawdę mnie urzekło, byłam zaintrygowana bohaterem, który mieszka w klasztorze i każdą chwilę swojego życia poświęca książkom i marzeniu o mieście, o którym słuch przed wielu laty zaginął. Niestety późniejsza część książki niesamowicie mnie nudziła, czasami wręcz odlatywałam myślami, przez co później trochę pogubiłam się w fabule. Ale za to ostatnie 200 str. okazało się być bardzo dobre, na powrót wciągnęłam się w ten świat i zaczęłam czuć niedosyt. Brakowało mi czegoś, jakichś dodatkowych elementów, autorka nie do końca wszystko przedstawiła. Ale na szczęście miałam tego farta i mogłam od razu zabrać się za lekturę drugiego tomu, który dał mi wszystko, czego pragnęłam od tej dylogii. To co przede wszystkim pokochacie w tej książce i to na co pierwsze zwrócicie uwagę, to styl pisania autorki. To właśnie jej pióro sprawia, że ta powieść wydaje się być tak magiczna i baśniowa. Jest to młodzieżówka, ale napisania w tak wybitnym i niebanalnym stylu, że nawet dorośli się nią zachwycą. W ,,Muzie Koszmarów" dostałam to czego brakowało mi i niektórym z Was w pierwszym tomie, czyli w końcu jakąś akcję. Historia Lazlo Stranga i Sarai zaczyna się praktycznie w tym samym miejscu, w którym się zakończyła, dlatego ja uważam, że jest to kontynuacja a nie sequel, jak w niektórych miejscach piszą. Już od pierwszych stron drugiego tomu nie byłam w stanie się oderwać, połknęłam tę cegiełkę w prawie 2 dni. Dzieje się w niej naprawdę wiele. Tym razem się nie nudziłam, a przeżywałam to co się tam działo. Kolejna rzecz za którą pokochacie tę opowieść, to bohaterowie. Połowa z nich są prawie jak z Avatara bym powiedziała. W każdym bądź razie do każdej z postaci miałam inne uczucia. Jednych uwielbiam, innych tylko lubiłam, niektórzy mnie strasznie irytowali. Różnobarwność charakterów jest duża. W kontynuacji poznajemy dwie nowe dziewczyny, które na początku wydają się być zbędnym elementem, ale później okazują się mieć ogromne znaczenie i wiele się dzięki nim dowiedziałam. Wątek romantyczny odgrywa w tej historii sporą rolę. Bardzo mi się podobało połączenie tych dwóch postaci i naprawdę im kibicowałam, ale czasami mnie frustrowali. Zachowywali się jak para głupich nastolatków, co może i by się wiekowo zgadzało, ale ich zachowanie czasami burzyło całą piękność tej powieści. Podsumowując, czy warto sięgać po tę dylogię? Bez dwóch zdań. Jest to historia w iście baśniowym klimacie, napisana pięknym stylem i z przepiękną historią, której nie zapomnicie. Autorka dołożyła wszelkich starań by ubarwić ten piękny świat. ,,Marzyciel" i ,,Muza koszmarów" wciągnie Was niczym niekończący się i piękny sen.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
18-02-2019 o godz 00:05 przez: Judytaz
Kiedy zaczęłam czytać "Marzyciela" zupełnie nie mogłam zrozumieć zachwytu jaki wywoływała ta książka. Nawet przyznam, że przez pierwsze kilka rozdziałów dosłownie ciężko mi się ją czytało ale to się bardzo szybko zmieniło i książka pochłonęła mnie całkowicie. Dosłownie się w niej zatraciłam dlatego gdy dostałam propozycję przeczytania i zrecenzowania drugiego tomu serii nawet się nie wahałam. "Muza koszmarów" okazała się strzałem w dziesiątkę i z pełną odpowiedzialnością mogę ją polecić każdemu. Miłość i nienawiść, zemsta i łaska, zniszczenie i zbawienie ścierają się ze sobą w tej zadziwiającej i chwytającej za serce kontynuacji Marzyciela" Książka rozpoczyna się dokładnie w momencie zakończenia pierwszego tomu i tym razem akcja rozgrywa się już od pierwszych stron. Autorka od samego początku pokazuje, że nie będziemy się nudzić. Lazlo próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości, pragnie zrozumieć kim tak na prawdę jest, niestety będzie to trudne bo kłopoty piętrzą się z każdą chwilą. Utrata ukochanej i pragnienie ocalenia Szlochu są dla niego ogromnym wyzwaniem. Bardzo ważnym aspektem jaki porusza autorka i który od razu da się zauważyć jest konflikt między Lazlo a Minyą. Niestety nienawiść dziewczyny jest tak głęboko zakorzeniona, że nie potrafi przyjąć żadnej pomocy, nie chce również słyszeć o ugodzie i przebaczeniu. Czy uda jej się zmienić i odnaleźć przebaczenie? W tej części autorka wyjaśnia wiele tematów poruszonych w pierwszym tomie, dowiemy się co tak naprawdę spotkało Azareen, jaki los spotkał Eril-Fane'a po przybyciu do cytadeli, będziemy mogli też zbliżyć się do koszmarów z jakimi musiała walczyć Minya co okaże się bardzo intrygujące i możecie mi uwierzyć, że nic nie będzie takie jakim się wydawało. Oprócz kontynuacji historii z "Marzyciela" poznajemy też losy bliźniaczek Kory i Novy, które całe życie pragnęły dołączyć do Mesarthim. Oba wątki doskonale się przeplatają i uzupełniają siebie nawzajem, to właśnie dzięki ich połączeniu mamy możliwość odkryć tajemnice miasta Szlochu, bogów i ich dzieci. Autorka zapewnia nam porcję magii tak nieprawdopodobną, że aż ciężko to opisać. Piękno, niesamowitość i lekkość z jaką autorka przedstawia wykreowany przez siebie świat jest czymś nieprawdopodobnym. Bardzo przyjemny i delikatny język sprawia, że książki się nie czyta ją się dosłownie pochłania dodatkowym atutem powieści są bohaterowie. Każdy z nich odgrywa pośrednią lub bezpośrednią rolę w całości opowieści a wykreowanie ich w taki sposób sprawia, że stają się nam bliscy i dosłownie możemy poczuć ich radość, smutek czy żal. "Muza koszmarów" jest doskonałą kontynuacją "Marzyciela" jest to historia nie tylko o miłości ale przede wszystkim o walce o wybaczenie i akceptację. Nienawiść rodzi nienawiść a pozbycie się jej z serca jest ogromnie trudne, mimo to autorka pokazuje nam, że nie jest niemożliwe. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego zapalonego czytelnika, tak piękną historię warto poznać niezależnie od wieku.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-05-2019 o godz 11:34 przez: Anonim
Ta recenzja została usunięta, ponieważ jej treść była niezgodna z regulaminem
5/5
10-05-2019 o godz 02:04 przez: Maitiri
"Marzyciel" Laini Taylor był dla mnie książką wyjątkową. Wszystko tam było świeże i inne. Był magiczny, oryginalny świat, niezwykłe postaci, a także bajkowy, zachwycający styl i rozrywające serce zakończenie. Po "Muzie koszmarów" spodziewałam się czegoś więcej, poprzeczka została postawiona niezwykle wysoko. "Muza koszmarów" nie zachwyciła mnie tak jak "Marzyciel", chociaż uważam, że nadal trzyma poziom. Język, jakim została napisana jest tak samo piękny, poetycki, metaforyczny. Postaci zostały dobrze wykreowane, niczego im nie brakuje. Oprócz dobrze znanych nam bohaterów, pojawiły się tu nowe osoby, które urozmaiciły fabułę i nadały jej tempa. Zabrakło jednak starego dobrego Lazlo Marzyciela, którego można było spotkać w pierwszym tomie. Lazlo się zakochał i stał się przez to inny, zamyślony, rozmarzony, mniej charyzmatyczny. Poza tym jest go w tym tomie zdecydowanie za mało, został zepchnięty na drugi plan. Sarai jako duch znajduje się pod władzą zgorzkniałej i żądnej zemsty Minyi, spod pieczy której próbuje się wyrwać. Ta uwięziona w ciele dziecka bogini chce wykorzystać zaślepionego miłością do Sarai Lazlo, aby zniszczyć Szloch i jego mieszkańców. Obie bohaterki zostały przedstawione rewelacyjnie. Szczególnie przepełniona nienawiścią Minya, która w tej części bryluje. Jest to postać niezwykle złożona i przy jej pomocy autorka porusza ważne kwestie, takie jak pragnienie zemsty, radzenie sobie z osamotnieniem, bólem, traumą z przeszłości, odrzuceniem, nienawiścią. Sarai w tym tomie rozkwita, pokonuje swoje ograniczenia, uczy się na nowo władać swoim darem, odkrywa siebie i bardzo się zmienia. Jest jedna rzecz, która mi się tu nie spodobała, zrobiło się w "Muzie" trochę zbyt cukierkowato. O ile w "Marzycielu" romans dopiero kiełkuje, tutaj jest już w pełni rozkwitu. Momentami było tego zbyt dużo. Mogłabym doczepić się jeszcze odrobinę do opisów, bo chociaż nadal jest bajkowo, klimatycznie i urzekająco, momentami jest zbyt obszernie i przez to nudno. Ale na plus z kolei zasługuje fakt, że akcja w tym tomie przyspiesza, jest zdecydowanie bardziej dynamicznie. Wymienione przeze mnie drobne niedociągnięcia przysłania fakt, że ten tom daje odpowiedzi na wszystkie pytania z jakimi zostawiła nas autorka po przeczytaniu pierwszej części. A było ich trochę, nie powiem. Jestem zadowolona z lektury. "Muza koszmarów" jest dobrym uzupełnieniem "Marzyciela", a po lekturze pierwszej części wręcz obowiązkowym. Bez "Muzy" pierwszy tom nie jest kompletny. I chociaż, moim zdaniem, kontynuacja nie dała rady przeskoczyć postawionej wysoko poprzeczki, nadal trzyma bardzo wysoki poziom. Dlatego jak najbardziej polecam :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-03-2019 o godz 23:46 przez: Anonim
"Muza Koszmarów", tak jak i blisko rok temu “Marzyciel”, od razu urzekła mnie swoją przepiękną okładką i opisem, który choć niezbyt długi, był dla mnie zapowiedzią czegoś nierzeczywistego, wręcz magicznego, co będzie wymagało od czytelnika pełnego zaangażowania i użycia każdego ułamka wyobraźni. Biorąc pod uwagę fakt, że pierwszy tom tej dylogii niesamowicie mnie urzekł, to postawiłam jej zwieńczeniu wysoką poprzeczkę, której z wielką gracją podołała. Pochłonęłam tę książkę z tak wielkim zapałem, że kompletnie nie zwracałam uwagi czy jest dzień, czy noc, co jest jedynie dowodem na to, że opowieść przedstawiona przez Laini Taylor pochłonęła mnie bez reszty. Nawet teraz, kilka dni po zakończeniu tej historii, moje głowa i serce nadal znajdują się w mieście Szloch, skąd nie potrafią - i zdecydowanie nie chcą - powrócić. Również wyobraźnia została w pełni użyta, ale też wystawiona na ciężką próbę: czy potrafi z powrotem zająć swoje miejsce w szeregu, czy wciąż i wciąż będzie podsuwać mi obrazy z tej właśnie powieści. "Muza Koszmarów' to przepiękna, jakby wyrwana z kart baśni historia o sile własnej wyobraźni oraz kruchości granicy między jawą a snem. Jest to również opowieść o ludzkich lękach i pragnieniach, uprzedzeniu i urazach z przeszłości mających wielki wpływ na teraźniejszość. Laini Taylor ponownie jest kreatorką niesamowitego, z lekka nierzeczywistego, ale jednocześnie jakby dobrze znanego świata, którym zajęła się od podstaw - dla mnie ten zabieg jest godny pełnego podziwu, bo tak dobrze odnaleźć się w rzeczywistości, którą stworzyła sobie do pracy i kontynuacja poruszania się w nim każdą stworzoną postacią z osobna z taką gracją jest niesamowite. Akcja przez cały czas brnie na przód i choć autorka bardzo lubi dłuższe opisy, to nie są one nużące, jak mogłoby się wydawać - nadają one historii bardziej narracyjnego charakteru, jakby powieści opowiadanej w głównej powieści. Niesamowici są również bohaterowie, których całym sercem pokochałam. Nie są doskonali, pomimo swoich wszelkich umiejętności. Nie są również tym typem postaci, przez których nieporadność ma się ochotę załamać ręce. Są to ludzie z krwi i kości, z ducha i serca, dzięki którym byliby w stanie przenosić góry; zmienni, czasem zimni jak bryła lodu, ale kochający i oddani swoim bliskim. Jeśli miałabym opisać “Muzę Koszmarów” trzema słowami, to byłoby to: przejmująca, niecodzienna, niesamowita (zdecydowanie warta uwagi). Z całego serca polecam tę pozycję i mam nadzieję, że jeśli ktoś już się zdecyduje po nią sięgnąć, to zostanie oczarowany równie mocno, co ja.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-03-2019 o godz 23:43 przez: Anonim
"Muza Koszmarów", tak jak i blisko rok temu “Marzyciel”, od razu urzekła mnie swoją przepiękną okładką i opisem, który choć niezbyt długi, był dla mnie zapowiedzią czegoś nierzeczywistego, wręcz magicznego, co będzie wymagało od czytelnika pełnego zaangażowania i użycia każdego ułamka wyobraźni. Biorąc pod uwagę fakt, że pierwszy tom tej dylogii niesamowicie mnie urzekł, to postawiłam jej zwieńczeniu wysoką poprzeczkę, której z wielką gracją podołała. Pochłonęłam tę książkę z tak wielkim zapałem, że kompletnie nie zwracałam uwagi czy jest dzień, czy noc, co jest jedynie dowodem na to, że opowieść przedstawiona przez Laini Taylor pochłonęła mnie bez reszty. Nawet teraz, kilka dni po zakończeniu tej historii, moje głowa i serce nadal znajdują się w mieście Szloch, skąd nie potrafią - i zdecydowanie nie chcą - powrócić. Również wyobraźnia została w pełni użyta, ale też wystawiona na ciężką próbę: czy potrafi z powrotem zająć swoje miejsce w szeregu, czy wciąż i wciąż będzie podsuwać mi obrazy z tej właśnie powieści. "Muza Koszmarów' to przepiękna, jakby wyrwana z kart baśni historia o sile własnej wyobraźni oraz kruchości granicy między jawą a snem. Jest to również opowieść o ludzkich lękach i pragnieniach, uprzedzeniu i urazach z przeszłości mających wielki wpływ na teraźniejszość. Laini Taylor ponownie jest kreatorką niesamowitego, z lekka nierzeczywistego, ale jednocześnie jakby dobrze znanego świata, którym zajęła się od podstaw - dla mnie ten zabieg jest godny pełnego podziwu, bo tak dobrze odnaleźć się w rzeczywistości, którą stworzyła sobie do pracy i kontynuacja poruszania się w nim każdą stworzoną postacią z osobna z taką gracją jest niesamowite. Akcja przez cały czas brnie na przód i choć autorka bardzo lubi dłuższe opisy, to nie są one nużące, jak mogłoby się wydawać - nadają one historii bardziej narracyjnego charakteru, jakby powieści opowiadanej w głównej powieści. Niesamowici są również bohaterowie, których całym sercem pokochałam. Nie są doskonali, pomimo swoich wszelkich umiejętności. Nie są również tym typem postaci, przez których nieporadność ma się ochotę załamać ręce. Są to ludzie z krwi i kości, z ducha i serca, dzięki którym byliby w stanie przenosić góry; zmienni, czasem zimni jak bryła lodu, ale kochający i oddani swoim bliskim. Jeśli miałabym opisać “Muzę Koszmarów” trzema słowami, to byłoby to: przejmująca, niecodzienna, niesamowita (zdecydowanie warta uwagi). Z całego serca polecam tę pozycję i mam nadzieję, że jeśli ktoś już się zdecyduje po nią sięgnąć, to zostanie oczarowany równie mocno, co ja.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
27-03-2019 o godz 10:16 przez: k.wiktoria
"Marzyciel" pozostawił mnie z wieloma pytaniami, kim są i skąd pochodzą Mesarthimowie, co działo się z boskimi podmiotami, oraz co będzie dalej z Sarai i Lazlo? "Muza koszmarów" odpowiedziała na każde z moich pytań, a nawet dostałam dużo więcej. Tom pierwszy skończył się w bardzo dramatycznym momencie, cytadela upadła, miasto niemal zostało zniszczone, w Szlochu zapanował chaos. Sarai stała się duchem utrzymywanym przez Minya, jest przez nią kontrolowana i dziewczynka nie boi się jej wykorzystać do manipulowania Lazlo. Nadal napędzą ją krwawe wspomnienia Rzezi i chęć zemsty na Pogromcy bogów. Główna część fabuły "Marzyciela" działa się w mieście lub w snach zaś "Muza koszmarów" dzieje się głównie w Cytadeli. Dodatkowo mamy okazje poznać kawałki przeszłości Korako i Skathisa czyli owych "bogów", w końcu dowiadujemy się więcej o ich świecie, o tym kim są, jakie mają dary i dlaczego przybyli do Szlochu. "Muza koszmarów" utrzymuje równie wysoki poziom co "Marzyciel", jest pełna bardzo żywych i poetyckich opisów , każdy z wprowadzonych bohaterów pojawia się na kartach powieści w jakimś celu, jest po to by coś zrobić, by coś nam przekazać. I oczywiście nie brakuje tu wartkiej akcji oraz znanych już wcześniej postaci które się rozwijają. I te zmiany nie pojawią się znikąd tylko są naturalnym następstwem wydarzeń. Jedynie na co mogę narzekać to to że pojawiło się kilka takich zdań które mi "nie brzmiały" ale nie odebrały mi one przyjemności z czytania. I w "Muzie koszmarów" było też dużo takich "drobiazgów" które zobaczymy dopiero czytając ją podobnie np pewna postać miała nadzieje że nigdy więcej nie będzie jej dane dotykać zmarłych a kilkadziesiąt stron później sama decyduje zająć się inna zmarła osobą. Mój zachwyt nad "Muzą koszmarów" będzie trwał jeszcze długo lecz ostatnio zastanawiałam się czy wzbudza we mnie te same emocje co "Marzyciel" czyli pierwszy tom? Tak obie książki są na równie wysokim poziomie, ponad to "Muza ..." jest wręcz idealną kontynuacją, zaczyna się dokładnie kilka minut po finale części pierwszej, historia nagle nie odbija w inna stronę niż to było w "Marzycielu" czy nie skupia się na innych postaciach/problemach. Ale jednak nie potrafię się tak zachwycić, zachłysnąć wręcz tą książka bo "Marzyciel" był czymś świeżym, zaskakiwał językiem jak i historia a to rzutowało na pierwsze wrażenie "Muzy". I pewnie to że "Marzyciela" przeczytałam jakieś dziesięć razy w ciągu roku mogło jakoś wpłynąć na mój odbiór... Niemniej jednak polecam z całego serca obie książki, obie są fantastyczne i zasługują na uwagę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
19-03-2019 o godz 23:00 przez: madameolga
„Marzyciel” był dla mnie wyjątkową książką, jedną z lepszych, jakie przeczytałam w tamtym roku. Wiem za to, że nie wszystkim się spodobał. Książce zarzucano głównie, że akcja toczy się bardzo powoli, że nie ma treści, tylko powolne opisy, a język jest niezrozumiały i przesadzony. I muszę się zgodzić z tymi zarzutami tyle, że dla mnie to same zalety. To właśnie wyróżniło „Marzyciela” od innych książek z gatunku fantasy. Przepiękny, kwiecisty język (boję się nawet przypuszczać, jak brzmiał w oryginale, skoro samo tłumaczenie było tak udane!). Wolniutko rozwijająca się akcja, prowadząca do rozkwitu miłości dwojga młodych istot. Miłości nie nachalnej, delikatnej, niewinnej. Wszystko osadzone w dość ciekawym świecie zapomnianego miasta Szloch, młodego marzyciela i błękitnych bóstw. „Muza koszmarów” zdecydowanie różni się od pierwszej części. W książce naprawdę dużo się dzieje, jest wiele zwrotów. W moim odczuciu, jako fanki „Marzyciela” nie wpływa to niestety na korzyść kontynuacji. Ogromnym atutem pierwszej części była właśnie ta powolna akcja i dokładnie dobierane słowa. Czytelnik odczuwał atmosferę marzeń, snów, nie było wiadomo w którym momencie bohaterowie śnią na jawie, a w którym rzeczywiście się z sobą spotykają. Bardzo czekałam na kontynuację książki, zastanawiając się, jak autorka zechce nas w nią wprowadzić. Co nam zaprezentuje? „Marzyciel” skończył się dosyć zaskakująco. Kiedy Sarai i Lazlo wreszcie się spotkali, wydawać by się mogło, że nie dane jest im być razem. Główną przeciwnością miała okazać się Minya, jej chora chęć zemsty i czysta nienawiść. Czy jednak to ona okaże się głównym zagrożeniem? I czy młodzi kochankowie zaznają szczęścia u swego boku? Naturalnym jest, że akcja musiała przyspieszyć, ale w „Muzie Koszmarów” mamy do czynienia z podróżowaniem, między światami, teleportacją, statkami kosmicznymi i portalami. Ja nie jestem fanką SF, być może dlatego „Muza Koszmarów” odrobinę mnie rozczarowała. Mamy co prawda w książce głównie do czynienia z uczuciami, ba! Nawet całym wachlarzem. I o tym trzeba pamiętać, bez względu na to, w jakim tle te uczucia zostały osadzone. Książkę czytało mi się bardzo dobrze, byłam jej bardzo ciekawa i suma summarum bardzo mi się podobała. Fabuła mnie wciągnęła, a nowych bohaterów polubiłam. Myślę po prostu, że spodziewałam się czegoś odrobinę innego. Myślę również, że o ile „Marzyciel” mógł być przeznaczony dla czytelników w każdym wieku, tak „Muza Koszmarów” to niezaprzeczalnie gatunek young adoult.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Cud, Miód, Malina Jadowska Aneta
4.6/5
28,63 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Czas Żniw. Tom 1 Shannon Samantha
4.5/5
26,63 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Święto ognia Małecki Jakub
4.7/5
26,64 zł
42,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Glatz. Goliat Duszyński Tomasz
4.9/5
28,31 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Ropuszki Jadowska Aneta
4.7/5
35,03 zł
54,99 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Podobne do ostatnio oglądanego