Listy do utraconej (okładka  miękka, 09.2017)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy…

Juliet jest wrażliwą nastolatką. Nie może pogodzić się ze śmiercią matki i od wielu miesięcy zostawia listy na jej grobie. To jedyny sposób, by poradzić sobie ze stratą. Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy”. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Zaskoczona Juliet odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem Juliet i Declan zaczynąją prowadzić korespondencję i nawiązuje się między nimi nić porozumienia. Jednak prawda, którą odkryją, sprawi, że ich przyjaźń stanie pod znakiem zapytania...

Listy do utraconej


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1154778076
Tytuł: Listy do utraconej
Autor: Kemmerer Brigid
Tłumaczenie: Grzegorzewski Piotr
Wydawnictwo: Wydawnictwo YA!
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 400
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-09-27
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 204 x 137 x 32
Indeks: 22622358
średnia 4,6
5
65
4
16
3
2
2
1
1
2
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
47 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
23-01-2019 o godz 13:54 przez: Magdalena Zeist | Zweryfikowany zakup
Przede wszystkim, wielki ukłon w stronę autorki za świetnych bohaterów. Nie są to, jak zazwyczaj w książkach tej kategorii się zdarza, postacie nijakie. Nie ma tu mowy o szarej myszce lub popularnym sportowcu, który ma dziewczyny na pęczki. Bohaterowie są ludzcy, prawdziwi, mało tego, oni są do bólu prawdziwi! Nie mówię tu tylko o bohaterach pierwszoplanowych, bo drugoplanowi również zostali świetnie wykreowani. Bardzo podoba mi się, że narracja w tej książce jest pierwszoosobowa. Osobiście tego typu narrację lubię najbardziej, oczywiście tylko w tych książkach, w których nie ma natłoku bohaterów. Historię poznajemy z perspektywy Juliet oraz Declana. Poznajemy ich myśli, lęki, emocje i ból ciągle im towarzyszący. "Listy do utraconej" przepełnione są bólem, rozpaczą ale i nadzieją. Nadzieją, że może być lepiej, ważne jest tylko byśmy znaleźli na swojej drodze osobę, która pomoże nam udźwignąć ciężar z jakim się zmagamy. Ta książka wręcz zmusza do refleksji! Pokazuje, że nie wszystko jest takie jak my to widzimy. Pokazuje, że żeby kogokolwiek ocenić musimy go poznać, dowiedzieć się z czego wynika jego zachowanie. Łatwo jest kogoś ocenić i tym samym go zranić. Ta historia pokazuje, że słowa jakie wypowiadamy nie są rzucane na wiatr. Słowa są jak ciosy, mogą kogoś urazić i dotkliwie zranić. Wypowiedziane słowa mogą zostać przebaczone, ale te najbardziej dotkliwe nie zostaną zapomniane. To nie jest typowa młodzieżówka, w tej książce poruszonych jest wiele ważnych tematów. Ból związany ze stratą bliskiej osoby. Rozpacz. Pragnienie zrozumienia. Bunt. Smutek. Wątpliwości. Ale również przyjaźń i nadzieja. To wszystko znajdziecie w tej książce! Z całego serca polecam Wam tę książkę. Nie jest to pozycja, którą po przeczytaniu się odkłada i w tym samym momencie zapomina o niej. Ta historia na długo zapadnie mi w pamięci i z pewnością jeszcze po nią sięgnę.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
17-06-2018 o godz 13:15 przez: Ania Tuszyńska | Zweryfikowany zakup
"Poruszająca opowieść o stracie i zagubieniu, a także o tym jak łatwo niesłusznie ocenić drugiego człowieka" Listy do utraconej przeczytałam jednym tchem. Nie jest to banalna książka o licalnej miłości, nic z tych rzeczy. Pewnego dnia los połączył dwójkę, z pozoru nkr podobnych do siebie ludzi, jednak gdy zaczynają, ze sobą rozmawiać, okazuje sie ze maja więcej wspólnego niz im sie wydaje. W końcu poczuli, ze ktoś ich rozumie, chcieliby poznać osobę, która siedzi, po przeciwnej stronie komputera. Ale czy na pewno? W życiu prywatnym sa dla siebie ostatnia osobą, z którą chcieliby rozmawiać. Moja ocena to mocne 8/10. Dlatego 8 ponieważ książka miała fenomenalna treść, nie była przewidywalna, akcja rozwijała sie długo (ale nie była przeciagnieta). Cały czas działo sie coś ciekawego, co powodowało, ze otwielam buzie ze zdziwienia. Jednak jeśli chodzi o zakończenie. Mega minus. Było krótkie w zasadzie, wyglądało to tak jakby w ogóle nie było ruszone. Opisałabym to tak, ze autorka pisała i pisała, a później sie okazało ze przekroczyła limit stron i zakończyła książkę w 5 stron. Jestem mega niezadowolona, jeśli chodzi o tą część książki. Pomimo tego polecam Wam przeczytać. Jestem ciekawa waszych opinii 😊
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-03-2018 o godz 18:01 przez: wilwarin15 | Zweryfikowany zakup
Juliet pisze listy do swojej zmarłej mamy. Była ona znaną i cenioną fotoreporterką. Z powodu częstych podróży kontaktowały się właśnie poprzez listy. I mimo, że minął rok od jej śmierci, Juliet nie przestaje pisać. Listy zostawia później na jej grobie. Pewnego dnia okazuje się, że ktoś na list odpowiedział. I tu się zaczyna cała opowieść. Opowieść o radzeniu sobie ze stratą najbliższych, o cierpieniu, o tęsknocie, o braku zrozumienia, o poczuciu winy, o przebaczeniu, o przyjaźni i miłości, o tym, że nic nie jest zwyczajnie czarne albo białe, że nie powinniśmy nikogo oceniać po pozorach i o wielu innych ważnych sprawach. Książka bardzo dobra i godna polecenia. Jedna z lepszych młodzieżówek jakie czytałam. Bohaterowie świetnie wykreowani, każdy ma swoją historię i wcześniej czy później każdego z nich zaczynamy rozumieć. Ich zachowanie jest naprawdę sensowne i dojrzałe, a nie irytujące i głupie jak to czasem bywa. No i to zakończenie! Zostałam mile zaskoczona 😊 Książka z pozoru lekka, a wyzwala spore emocje ❤
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
03-03-2019 o godz 11:38 przez: Anonim | Zweryfikowany zakup
Super książka, przeznaczona głównie dla młodzieży ale dorosłym też się spodoba Polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-06-2020 o godz 10:34 przez: Anonim | Zweryfikowany zakup
Książka bardzo emocjonująca i napisana łatwym językiem, przez co czyta się przyjemnie
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
13-05-2019 o godz 11:35 przez: korag | Zweryfikowany zakup
piękna książka o miłości, tęsknocie, swoim wnętrzem ... Naprawdę warto przeczytać
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
27-01-2019 o godz 10:47 przez: Anonim | Zweryfikowany zakup
Świetna książka opowiadająca o prawdziwej przyjaźni i miłości
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-07-2018 o godz 13:38 przez: Monika Świętoń | Zweryfikowany zakup
Bardzo dobra książka. Przeczytałam jednym tchem. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-12-2018 o godz 06:53 przez: annamoninska | Zweryfikowany zakup
ta książkę wybrała córka dla koleżanki na mikołajki
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-06-2018 o godz 00:00 przez: ArletaSketch | Empik recenzuje
Bardzo dobra książka Brigid Kemmerer, pozytywne zaskoczenie. Poruszyła mnie historia Juliet która straciła swoją mamę. Jak dziewczyna radzi sobie z tą wielką stratą? Otóż pisze listy do mamy i zostawia je na jej grobie. Jak łatwo się domyślić, książka Brigid Kemmerer opowiada o stracie bliskiej osoby, lecz nie tylko, bo autorka przedstawia kilka innych ważnych tematów. Historia z Listów do utraconej opowiedziana jest bardzo interesująco, mocną stroną książki wydają mi się też sylwetki głównych bohaterów. Zarysowane głęboko, niepowierzchownie, prawdziwie. Książka godna polecenia, ciekawa i wzruszająca.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
10-09-2017 o godz 12:43 przez: Dominika Jachimowska
Declan Murphy to chłopak o szemranej reputacji. W szkole wszyscy starają się omijać go szerokim łukiem - nawet nauczyciele czasem zachowują się tak, jakby się spodziewali, że za chwilę podłoży gdzieś tykającą bombę. W domu, kiedy już się tam pojawia, w jego stronę posyła się wrogie spojrzenia, a w pracy na cmentarzu, gdzie wykonuje zlecone mu prace społeczne, jest całkiem niedoceniany. Pewnego dnia na jednym z nagrobków znajduje list do zmarłej matki. Nie może się powstrzymać i czyta go w całości. Okazuje się, że autorka wiadomości i Declan mają ze sobą więcej wspólnego niż na początku mogłoby się wydawać. Chłopak, naruszając własność prywatną Juliet Young i wzbudzając w niej niepowstrzymaną złość i wstyd, decyduje się zostawić pod listem własny dopisek. Można powiedzieć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie mam jednak na myśli miłości między głównymi bohaterami powieści, więc może była to zwyczajnie moja dobra czytelnicza intuicja, która podpowiedziała mi, że ta książka będzie czymś wyjątkowym, kiedy tylko ją zobaczyłam. Miałam prorocze przeczucie, że nie będzie to płytka i banalna młodzieżówka, o której zapomnę w tej samej sekundzie, w której przewrócę ostatnią kartkę. To cudowne uczucie, kiedy książka, po której spodziewałeś się dużo dobrego, dorównuje twoim oczekiwaniom. Ale wtedy, gdy ta książka okazuje się jeszcze lepsza, to już jest całkowity kosmos. Wyobraźcie sobie, że ktoś nie dość, że czyta waszą całkowicie prywatną korespondencję ze zmarłą matką, to jeszcze ma wystarczający tupet, by na nią odpowiedzieć. Na pewno mielibyście ochotę obarczyć tą osobę wszystkimi znanymi wam epitetami (używając niekoniecznie kulturalnych słów), ale poczulibyście też zażenowanie, ponieważ ktoś bez waszej zgody poznał najgłębszą prawdę o was. Tak właśnie czuła się Juliet, gdy odkryła odpowiedź Declana na swój własny list, który przeznaczony był tylko dla jej nieżyjącej matki. To wydarzenie, jakkolwiek absurdalne, staje się początkiem niezwykłej znajomości. Jules decyduje się odpisać Declanowi na jego notatkę, a z czasem ich listy stają się coraz dłuższe i przybierają formę zwierzeń, poruszając prywatne tematy. Chociaż teoretycznie Declan i Juliet nie mają ze sobą wiele wspólnego, okazuje się, że tą dwójkę łączy ogromna ilość żalu, bólu i rozpaczy. Chociaż żadne z nich nigdy nie mogłoby się tego spodziewać, odnajdują w sobie nawzajem niezwykłe zrozumienie, którego nie spotkali nigdzie wcześniej. Ich listy stają się czymś w rodzaju anonimowych zwierzeń, które pozwalają im na szczerość i wyrażanie najgorszych obaw - Juliet i Declan nie wiedzą bowiem, z kim tak naprawdę korespondują. Łatwość, z jaką nastolatkowie opowiadają sobie o swoich problemach, jest zdumiewająca. Mam wrażenie, że bardzo rzadko spotyka się tak pasujących do siebie bohaterów. Na pewno to znacie - książka, którą czytacie jest fantastyczna, jednak bohaterka/bohater tak bardzo działa Wam na nerwy, że cała przyjemność z czytania gdzieś ulatuje. Jest naprawdę mnóstwo powieści, z którymi mam ten problem, a szczególnie często pojawia się on w młodzieżówkach, gdzie młodzi bohaterowie nierzadko kreowani są na bezmózgich nastolatków. Tym bardziej byłam w siódmym niebie, kiedy postacie z Listów do utraconej okazały się niezwykle dojrzałe. Ich zachowania nie irytowały, nie dziwiły i nie wprawiały mnie w totalne zażenowanie. Naprawdę mogę policzyć na palcach jednej ręki sytuacje, w których decyzje postaci książkowych w stu procentach odzwierciedlały to, co sama bym zrobiła, będąc na ich miejscu. Reakcje i zachowania Juliet i Declana były jednak doskonale przemyślane (nie wzięte nie wiadomo skąd, jak to czasem bywa), a ich uczucia były tak prawdziwe i autentyczne, że z łatwością je współodczuwałam. Kolejnym elementem, który potwierdza to, że Bridgid Kremmerer dobrze przemyślała swoją opowieść, chcąc przekazać czytelnikom jak najwięcej, jest to, że smutek, jaki bohaterowie noszą w sobie, nie bierze się znikąd. Rzeczą, która niezwykle mnie wkurza, są wydumane problemy postaci w książkach, które zdają się być wymyślone tylko po to, aby dany bohater wyglądał na biednego i pokaranego przez los. W Listach do utraconej zarówno Declan, jak i Juliet przeżyli niepojęty koszmar i przeszli bardzo długą drogę, aby się po nim pozbierać. Ich rozpacz jest więc całkowicie zrozumiała i nie wydaje się wyolbrzymiona i absurdalna. Powieść Kremmerer w wyjątkowy sposób porusza temat stereotypów. Declan jest chłopakiem, który przez jeden błąd popełniony w przeszłości, został przez wszystkich skazany na wieczne potępienie. I chociaż jest on chłopakiem niezwykle inteligentnym i dojrzałym, czasem nawet on sam nie wierzy, że nadaje się do czegoś więcej niż do zamknięcia w celi. Wrogość, jaka jest mu okazywana na co dzień przez ludzi, którzy tworzą swoją opinię na jego temat na podstawie plotek, jest zdolna skutecznie zgasić w nim wszelki potencjał i ambicję. Ciąg dalszy - booksofsouls.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-10-2017 o godz 15:39 przez: Paulina11
Listy do utraconej”, przyznajcie sami, przyciągają uwagę już samą okładką. Jest ona tak subtelna i delikatna, przez co w dużej mierze, na początku troszkę się bałam, jaka ta książka będzie, że będzie z gatunku tych „poważniejszych”. Nie wiem, czy to ma sens, ale takie było moje odczucie. Opis mnie zaintrygował, więc naprawdę chciałam poznać tę historię. Ostatnio na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek dla młodzieży, w których pojawiają się różne motywy bólu, straty, cierpienia, lecz każda jedna (zazwyczaj) opowiada o czym innym, rzuca odmienny pogląd na życie. „Listy do utraconej” to jedna z tych właśnie historii, opowiedziana z perspektywy dwojga nastolatków, w różny sposób pokrzywdzonych przez los. Juliett kilka miesięcy temu doznała wielkiej straty – w wypadku ginie jej mama. Aby postarać się uporać z tą tragedią, zaczyna pisać do niej listy i zostawiać je na jej grobie. Wie, że nigdy nie otrzyma odpowiedzi, ale przynosi jej to ukojenie, namiastkę rozmowy z matką. Podczas zwyczajowej wizyty na cmentarzu ze zdumieniem odkrywa, że ktoś zostawił odpowiedział na jej ostatni list. Drugi z bohaterów – Declan to typowy buntownik, stały bywalec gabinetu dyrektora. Każdy spodziewa się po nim najgorszego, ale nikt nie wykazuje chęci, aby go poznać, dowiedzieć się, dlaczego jest, jaki jest. Karą za jego ostatnie przewinienie są prace społeczne na cmentarzu. Nie przypuszczałby, że list znaleziony na jednym z grobów, na który postanowił odpowiedzieć, będzie początkiem zmian w jego życiu. List. Cmentarz. Słowa. Tak rozpoczyna się znajomość Declana i Juliett. Dziewczyna nie jest zachwycona tym, że ktoś czytał to, co napisała do matki i postanawia zostawić odpowiedź dla nieznajomego. Dwie poranione dusze, które znajdują zrozumienie w sobie nawzajem. Bo czasami łatwiej jest wygadać się komuś, kogo nie znamy, nie widzimy, a jak to się ma do rzeczywistości? Mogłoby się wydawać, że Declan i Juliett to kolejna stereotypowa para – buntownik i szara myszka, którzy się w sobie zakochują. Nie zgadzam się. Sprzeciwianie się całemu światu przez Declana, to nie jego widzimisię, nie żaden kaprys. Tu chodzi o głębsze przesłanie, przeżycia z przeszłości, które go ukształtowały. Chłopak nie miał łatwego dzieciństwa, miał je wręcz cholernie trudne. Nie zdradzę co konkretnie, ale generalnie miał oboje rodziców, a w pewnym momencie było tak, jakby ich nie miał. Declan Murphy to złożona postać, której kreacja fenomenalnie autorce wyszła. Jestem pełna podziwu dla niego, że się nie poddał, nie załamał. Okay, miał zatargi prawem, ale po prostu próbował uporać się ze wszystkim na swój własny, popieprzony sposób. Każdy z nas potrzebuje miłości, zrozumienia. Jeśli chodzi o Juliett, to do niej nie zapałałam aż taką sympatią jak do Deca, jednak ona także zmaga się ze swoimi demonami. Matka to ktoś naprawdę ważny w życiu większości ludzi, ale co, jeśli ona żyje z dala od nich? Praca, czy nie, jest nieobecna. Świadomość, że odeszła na zawsze, jest druzgocąca. Niełatwo jest się pogodzić z taką stratą, dla Juliett ukojeniem są właśnie listy, które zostawia na grobie matki. Wkurzało mnie trochę podejście innych ludzi, to, że krzywo na nią patrzyli, kiedy po kilku miesiącach nadal codziennie odwiedzała cmentarz. No halo, ma przecież prawo do tego... Ciekawy wątek autorka wplotła z pasją dziewczyny do fotografowania, do tego, aby w końcu się przemóc i wrócić do tego. Ogólnie rzecz biorąc, jak teraz tak piszę ta recenzję, doszłam do wniosku, że tak naprawdę autorka większą wagę poświęciła do postaci Declana, jest ona bardziej rozbudowana, więcej się o nim dowiadujemy, niż o Juliett. Można by powiedzieć, że on przeżył gorsze rzeczy niż ona, ale to tez nie na tym polega, żeby to porównywać. W tej książce pojawia się coś, z czym (chyba) się jeszcze nie spotkałam. Bohaterowie poznają się na dwóch frontach. W życiu realnym i w korespondencji. Bardzo mi przypał ten pomysł do gustu, autorka ciekawie poprowadziła te dwie kwestie. My wiemy, że chłopak z którym Juliett rozmawia w szkole, to ten sam, z którym pisze. Oni tego nie wiedzą, a przynajmniej do czasu. Ciężko byłoby stwierdzić, że tak jest, udowadnia to więc, że ta dwójka na co dzień nosi maski, jak większość ludzi. Nie ujawniają prawdziwych siebie, ale ukrywają się pod postaciami buntownika i cichej myszki. „Listy do utraconej” to przepiękna opowieść o miłości, o stracie, o tym, że nie wolno oceniać się po pozorach. Bo one lubią mylić. Aby móc coś o kimś powiedzieć, powinniśmy go najpierw poznać. Może to zabrzmi dziwnie, ale ta młodzieżówka skłania do pewnych refleksji. Nie jest to jedna z tych książek, które się przeczyta, odłoży i zapomni. Ona z całą pewnością zostaje w pamięci. Jest bardzo poruszająca i mądra, zawiera głębsze przesłanie. Zdecydowanie jedna z najlepszych młodzieżówek, jakie czytałam. zabookowanyswiatpauli.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
22-03-2018 o godz 21:27 przez: Książki według Wiktorii
Recenzja --> http://ksiazki-wiktorii2.blogspot.com/2018/03/listy-do-utraconej-brigid-kemmerer.html "Listy do utraconej" to książka, na którą czekałam od pierwszej zapowiedzi. Intrygujący opis fabuły i do tego ta okładka! Po prostu zadatki na idealną lekturę! Zaczęłam czytać i gdyby nie to, że na samym początku wiedziałam jak się skończy, to byłabym nią zachwycona. Jednak nie zawsze dostajemy to, czego się spodziewamy. Tutaj jest podobnie. Obstawiałam, że będzie to emocjonalna powieść z wciągającą i interesującą fabułą. Skończyło się na tym, że dostałam naszpikowaną emocjami książkę, dopracowanymi bohaterami, jednak strasznie przewidywalną fabułą. W życiu przeczytałam niezliczoną ilość książek dla nastolatków i dla mnie bardzo często jest tak, że po prostu wiem jak skończy się dana pozycja. Mimo to, uważam, że jest to obowiązkowa lektura dla osób gustujących właśnie w książkach tego gatunku. "Kiedyś zapytałem go, jak to możliwe, że wierzy w dobroć Boga, skoro ledwo przeżył piekło, jakie zgotował mu ojciec.Spojrzał na mnie i odpowiedział:- Wierzę właśnie dlatego, że przeżyłem." Declan Murphy to typowy chłopak "spod ciemnej gwiazdy". Zbuntowany nastolatek, który jest postrachem calutkiej szkoły. Przez swoje zachowanie zmuszony jest przychodzić na obowiązkowe prace społeczne: na cmentarzu. Chłopak nic sobie z tego nie robi, do momentu, kiedy kompletnie przypadkiem znajduje na jednym z grobów list. Zaintrygowany go czyta i ku własnemu zaskoczeniu, odpisuje. Jednak, gdy Juliet Young bierze ponowie swój list do ręki jest wściekła na nieznajomego, który naruszył jej prywatność czytając wiadomość zaadresowaną nie do niego. Swoją wściekłość wylewa na kartce, który ponownie zostawia na grobie. Po pewnym czasie dwójkę nieznajomych sobie osób łączy nić zrozumienia. Oboje nawet nie przepuszczają ile mają ze sobą wspólnego. Na samym początku przypuszczałam, że będzie to książka a la "Love Rosie" Cecelii Ahern, która calutka jest napisana za pomocą listów. Szczerze się zdziwiłam, kiedy okazało się, że książka posiada ich tylko kilka, a prowadzona jest w normalny sposób. Jak dla mnie jest to zdecydowanie plus, ponieważ nienawidzę książek pisanych za pomocą listów. Nie jest to spowodowane niczym konkretnym, po prostu nie przypadają mi takie pozycje do gustu i dlatego też wolę im nie wchodzić w drogę. Kolejnym plusem, na który muszę zwrócić uwagę, to pomysł autorki. Bardzo podoba mi się to, że, to cmentarz połączył dwójkę nieznajomych sobie osób. Miejsce, które ludzie omijają szerokim łukiem, które kojarzy się tylko i wyłącznie z bólem, zostaje tutaj obdarzone mocą nie rozdzielania, a "łączenia". W życiu nie wpadłabym chyba na to, żeby właśnie w takim miejscu zacząć książkę. Do chwili obecnej, jedyną powieścią, którą przeczytałam i miała ona jakikolwiek związek z cmentarzem była powieść "Księga cmentarna" Neila Gaimana. Mimo, że jest to powieść dla nastolatków zdecydowanie polecam ją każdemu. Delikatnie napisana, poruszająca trudne tematy, typu śmierć kogoś ważnego. Pokazuje nam zagubienie, jakie łączy się ze stratą, szukanie swojej drogi i przede wszystkim, że z każdego może wypłynąć coś dobrego. Nawet, kiedy kompletnie się tego nie spodziewamy. Tak właśnie było z naszymi bohaterami. Juliet po stracie matki, utraciła wszystko, co się dla niej liczyło. Została pustka w sercu, której nie potrafiła zapełnić. Declan za to stracił wszystko już dawno, dlatego wszystko robi, byle mieć spokój. Spotkanie obu bohaterów porusza w ich życiach grunt pod nogami. Wątek romansu miedzy tą dwójką jest wyraźnie zarysowany, jednak bardzo wolno się rozwija. W ty czasie poznajemy dokładnie bohaterów, poznajemy ich przeżycia oraz myśli. Podczas czytania osobiście bardzo polubiłam Declana. Młody, skomplikowany i na swój sposób wyjątkowy. Rozdziały z jego perspektywy, najbardziej do mnie przemawiały. Wydawały mi się bardzo autentyczne. "Czytam list raz jeszcze. Każde słowo jest wypełnione cierpieniem. Bo tylko cierpienie może skłonić kogoś do pisania listów do osoby, która nigdy ich nie przeczyta." "Listy do utraconej" to książka piękna, poruszająca temat, o którym boimy się czasami mówić. Wywołuje tyle emocji, że czasami płaczemy z uśmiechem na ustach. Do tego tajemnicę, które okrywają niektóre sytuacje są aż namacalne. Wszystko razem sprawia, że nie potrafimy jej odłożyć na bok. Będę do niej wracała i bardzo się cieszę, że udało mi się ją poznać, bo jest warta poświęconego jej czasu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-10-2017 o godz 18:52 przez: Ver.reads
Listy. To właśnie za ich pomocą 17-letnia Juliet próbuje poradzić sobie ze śmiercią jej matki, która kilka miesięcy temu, w tragiczny sposób zginęła w wypadku samochodowym. Od tego czasu niemal codziennie pojawia się na cmentarzu, zostawiając zapisany kawałek papieru na jej nagrobku, przez co jest w stanie choć częściowo ukoić swój ból. Pewnego dnia odkrywa jednak, że ktoś przeczytał pozostawiony przez nią list. Co więcej, miał czelność na tej samej kartce na niego odpowiedzieć. Dziewczyna jest wściekła, nie rozumie, jak ktoś w tak bezczelny sposób mógł naruszyć jej prywatną korespondencję. Po chwili zastanowienia ciekawość jednak wygrywa, zaintrygowana Juliet decyduje się zostawić wiadomość dla nieznajomego. Nie wie wówczas jeszcze, że tą osobą jest nie kto inny jak Declan, jej zbuntowany rówieśnik, który na cmentarzu, w formie prac społecznych, odbywa swoją karę. Wkrótce okazuje się, że dwójkę całkowicie dla siebie obcych i nie mających pojęcia o swoim istnieniu nastolatków zaczyna łączyć więź, której nie byliby w stanie nawiązać z nikim innym. Jak potoczy się ich dalsza znajomość, gdy w końcu odkryją swoją prawdziwą tożsamość? "Ból bywa tak wielki, że człowiek zrobi wszystko, żeby się go pozbyć. Nawet jeśli musi kogoś przy tym skrzywdzić" W pozycji tej występuje narracja pierwszoosobowa. Prowadzona jest ona naprzemiennie, raz poznajemy historię z perspektywy Juliet, a następnie ze strony Declana. Moim zdaniem jest to idealne rozwiązanie, gdyż dzięki temu poznajemy nie tylko szczegółową przeszłość dwójki bohaterów, ale także emocje i uczucia na co dzień im towarzyszące. Ponadto bardzo ciekawym zabiegiem jest rozpoczęcie każdego z rozdziałów, gdyż zawsze zaczynają się one od listu. Ta nietypowa forma sprawia, że od książki wręcz nie można się oderwać, za każdym razem byłam ogromnie ciekawa dalszej korespondencji bohaterów, a całą pozycję przeczytałam niemal za jednym razem. Juliet na pozór jest zwykłą nastolatką. Nie sprawia problemów w szkole, po matce odziedziczyła pasję do fotografowania i świetnie się w tym odnajduje, natomiast wolne chwile spędza z jej najlepszą przyjaciółką Rowan. Jednak po śmierci mamy nie potrafi odnaleźć się w otaczającej ją rzeczywistości, zamyka się także na kontakt z bliskimi. Nie jest w stanie szczerze porozmawiać z ojcem, rezygnuje również z dalszego fotografowania, gdyż nieustannie kojarzy jej się ze stratą jednej z najważniejszych osób w jej życiu. Jest zagubiona, bezsilna. Declan z kolei wydaje się być typowym zbuntowanym nastolatkiem, który nie jeden raz lądował na dywaniku u dyrektora. Nie dogaduje się z nowym wybrankiem jego matki, Alanem, z którym nieustannie się awanturuje. Na zajęciach również nie okazuje zainteresowania, i chociaż doskonale zna odpowiedź na zadawane mu pytania, budzą one w nim jedynie irytacje i niechęć. Jednak jego postawa jest jedynie maską, ochroną przed czymś, o czym chciałby zapomnieć. O postaciach drugoplanowych tak naprawdę wiemy niewiele, ale szczerze mówiąc nie widzę potrzeby, by miałoby być inaczej. Stanowią one jedynie tło, które jest niezbędne do opowiedzenia całej historii. Styl pisania autorki jest prosty, ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Jak widać nie potrzeba finezyjnych słów i przydługich monologów, by stworzyć niesamowicie przejmująca, pełną skrajnych emocji historię. Akcja książki toczy się w odpowiednim tempie, a sama fabuła sprawia, że nie można się od niej oderwać. Przerzucałam kartki jedna za drugą, i nim się zorientowałam, czytałam już podziękowania, lekko zawiedziona, że to już koniec. Pozycja ta porusza trudną, ale ogromnie ważną tematykę utraty kogoś bliskiego. Ukazany jest w niej ogromny ból, różne próby poradzenia sobie ze stratą, które ostatecznie i tak niewiele zmieniały. Jednak, co najważniejsze, w niezwykle poruszający sposób zostało przedstawione, jak wielką rolę odgrywa w życiu takiej osoby ktoś, kto ją naprawdę zrozumie. Bo nie oszukujmy się, człowiek, który nie przeżył podobnej straty nie ma zielonego pojęcia, co się wówczas czuje, jak świat, który do tej pory znaliśmy wywraca się do góry nogami. Czasami osoba na pozór całkowicie obca, pod pewnymi względami może okazać się tą najbliższą. I ta pozycja idealnie to obrazuje. Książka ta jest zaliczana jest do literatury młodzieżowej, dla mnie jest to zdecydowanie najlepsza pozycja tego roku w tej kategorii. Myślę jednak, że powinien przeczytać ją każdy, bez względu na wiek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-12-2017 o godz 20:52 przez: Layla A.
" Mogę chyba się przed nim trochę otworzyć, zwłaszcza że obdarzył mnie zaufaniem, nie domagając się niczego w zamian. " Jak sobie tak teraz myślę, to spodziewałam się czegoś całkowicie po tej powieści, ale nie myślcie sobie, że jestem w jakiś sposób zawiedziona, wręcz przeciwnie, cieszę się, że autorka zaserwowała mi coś całkowicie innego. Jest to książka, która myślę zaskoczyła wiele osób i jeszcze wiele zaskoczy. Od momentu w którym książka „Listy do utraconej” została wydana jest o niej bardzo głośno, czemu się w sumie nie dziwię po tym jak ją już zdążyłam przeczytać. Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy… Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy“. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Matka Juliet pracowała jako fotoreporterka w różnych miejscach na świecie, dlatego często porozumiewała się z córką poprzez listy. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem między Juliet i Declan rodzi się miedzy nimi nić porozumienia. " - Pokonaliśmy taki szmat drogi tylko po to, żebyś dał jej całusa? - nie mogę się nadziwić.Wzrusza ramionami. " Głównymi postaciami tej historii są Juliet Young i Declan Murphy. Z jednej strony są to osoby, które różnią się od siebie niesamowicie i nikt nigdy by nie pomyślał, że los splecie ich losy, jednak to co widzimy może nas nieźle zmylić, gdyż jak się okazuję ta dwójka ma ze sobą wiele wspólnego i nigdy by się o tym nie przekonali, gdyby nie list. List, który nie powinien wyjść na światło dzienne a już z pewnością nikt nie powinien go przeczytać, gdyż był to list, który Juliet napisała do zmarłej matki i zostawiła na jej grobie. Przypadek sprawia, że znajduję go Declan, który nie ma dobrej opinii w szkole i w środowisku, którym żyję, więc nie powinno was zdziwić, że znalazł się na cmentarzu nie przypadkowo, gdyż odrabiał prace społeczne. Declan postanawia odpisać na list, sam nie wie do końca dlaczego to zrobił. I tak los postanawia zagrać w kotka i myszkę. Declan i Juliet nie wiedzą, że prowadzą korespondencje z osobą, do której na żywo nie chcieliby nawet podejść. Ich znajomość zaczyna dążyć do czegoś głębszego, jednak czy gdy prawda i ich prawdziwe twarze wyjdą na jaw, nadal będą chcieli utrzymywać ze sobą kontakt ? „Listy do utraconej” to bardzo głęboka książka, czego się ewidentnie nie spodziewałam. Juliet jest zwykłą nastolatką, która bardzo przeżyła śmierć matki i na swój sposób spróbuje sobie z tym poradzić. Natomiast Declan to osoba, która jest oceniana przez pryzmat błędów, które popełnił. Dla Declana, Juliet to księżniczka, która żyję w swoim różowym i wspaniałym świecie, natomiast dla Juliet, Declan jest niebezpiecznym przestępcą bez serca. Człowiek to bardzo dziwna istota i myślę, że nikt nie będzie się z tym stwierdzeniem sprzeczał. Patrzymy na innych poprzez to co ktoś nam powiedział, poprzez to co usłyszymy i wydajemy osąd, chociaż tak naprawdę nie zamieniliśmy z ta osobą ani jednego zdania. Taki problem mają właśnie Juliet i Declan, i autorka w genialny sposób nam to opisała. " Znasz mnie. Znajdź mnie i solidnie mną potrząśnij. Proszę. " Jest to książka, która porusza wiele ciekawych i zarazem trudnych tematów, a przy tym jest interesującą powieścią o miłości, która łączy dwie na pozór różne osoby, ale mają one więcej wspólnego niż nam się na początku wydawało. Brigid Kemmerer nie musi wprowadzać scen erotycznych, różnych wątków przeplatanych nudnymi dialogami o niczym, aby stworzyć ciekawą książkę o miłości, co jest wielkim plusem tej powieści. „Listy do utraconej” czyta się jednym tchem i nie sposób się od niej oderwać, co jest wielkim atutem. Książka pełna emocji i akcji, dobrze wykreowane postacie, które sprawiają, że książkę czyta się jeszcze lepiej. Okładka również nie zostaję w tyle, gdyż jest naprawdę przemyślana i pobudza wyobraźnie do głębszego myślenia. Powieść jest bardzo dobrze napisana i wciąga od samego początku, serdecznie wam ją polecam. http://in-my-different-world.blogspot.com/2017/12/listy-do-utraconej-brigid-kemmerer.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
18-10-2017 o godz 18:28 przez: iza
Bardzo często śmierć bliskiej osoby potrafi wprowadzić człowieka w stan "odrętwienia". Dana osoba jest w stanie obwiniać siebie o coś, na co nie miała wpływu. Potrafi wegetować, a nie żyć. Tak jak śmierć może być końcem, tak poznanie jednej osoby, która przeżywa podobnie załamanie, może być początkiem. Juliet nie mogła pogodzić się ze śmiercią matki. Przychodziła na jej grób, pisała listy i tam je zostawiała. Niespodziewanie na jednym z listów ktoś "coś" napisał. Początkowo była bardzo zła, że ktoś przeczytał jej osobiste żale, a później pisze kolejny list, ale nie do matki lecz osoby, która jej odpisała. Declan odrabia prace społeczne na cmentarzu. Tam znajduje list, przepełniony smutkiem, niewiele myśląc wpisuje dwa słowa od siebie. Gdy następnym razem znajduje list przeznaczony dla niego jest uradowany i przerażony zarazem...i tak Cmentarna dziewczyna i Mrok zaczynają korespondować. Zwierzają się ze swoich obaw, lęków, sekretów. Nie ujawniają jednak swoich imion... Pomiędzy bohaterami zaczyna się "coś" rodzić, wspólne pisanie pomaga im uporać się ze smutkiem, stratą, żalem..., ale co będzie gdy wyjdą na jaw ich prawdziwe imiona? "Listy do utraconej" to niesamowicie smutna powieść, przez którą autorka wytyka błędy rodziców, ale pokazuje także inne oblicza ludzi - nie zawsze te złe strony. Juliet bardzo przeżyła śmierć matki, matki którą idealizowała. Dopiero przypadkowe, pośmiertne odkrycie tajemnic rodzicielki, sprawia, że nastolatka przeżywa szok i zarazem czuje nienawiść do matki, za którą tak bardzo tęskni, a która nie w pełni na to zasłużyła. Wsparcie ojca, nauczyciela, przyjaciół i Declana pomaga jej wrócić do żywych i poukładać swoje życie. Literata poprzez Juliet starała się pokazać, że przyjaciele są bardzo ważni. Jednak pokazała, że jako osoby anonimowe jesteśmy skorzy bardziej się otworzyć i zwierzać też osobom nieznanym. Dlatego też utworzyła wątek "korespondencyjny". Declan kreacja tego bohatera przyprawiła mnie o "krwawienie serca" . Autorka bardzo tragicznie przestawiła losy nastolatka. Ciekawie wykreowała jego osobowość, jego siłę, jego egzystencję. Poprzez tę postać twórczyni idealnie pokazała jak ludzie...jak my źle potrafimy osądzać innych, jak czasem sam wygląd może nas niepotrzebnie odstraszać, jak nasze mylne opinie mogą ranić. Jestem matką, staram się być dobrym rodzicem dlatego też aż mnie ściskało w żołądku, gdy wyobraziłam sobie matkę Declana. I może nie jest aż tak złą kobietą, ale jej zachowanie wręcz zachęca do potrząśnięcia takimi osobami. Ależ ogromną złość do niej chwilami odczuwałam. Fakt, że też nie miała lekko, ale jako matka powinna inaczej postąpić...przez jej obojętność nastolatek omal nie zniszczył swojej przyszłości. W opisanych wydarzenia udział bierze wielu bohaterów. Autorka bardzo dobrze zarysowała drugoplanowych "aktorów" Powieść jest przepełniona smutkiem, goryczą i rozpaczą, ale jest też pełna nadziei. Treść wskazuje kierunki jakimi powinniśmy podążać, aby się nie zgubić i czego unikać, aby nie krzywdzić bliskich. Fabuła pomimo tragizmu jest też przedstawiona w sposób lekki a czasem nawet zabawny. Podczas czytania bardzo często na mojej twarzy gościł uśmiech. Gościł on dlatego, że wręcz pokochałam głównych bohaterów. Pomimo ich tragizmu są rewelacyjni. W przeważającej mierze powieści z trendu New Adult są przesłodzone, naciągane i pomimo, że bohaterowie są po przeżyciach bardzo szybko łączy ich tajemnicze przyciąganie. W "Listach do utraconej" tej słodyczy jest bardzo mało. Powieść ma bardzo realistyczny wydźwięk. Realność wydarzeń pozwala całkowicie zatracić się w historii bohaterów, pozwala emocjom przejąc kontrolę. Nie spodziewałam się, że treść obudzi we mnie tak wiele różnych odczuć. Kemmerer pisze bardzo przyjemnym w odbiorze stylem. Skupia się na istotnych elementach. Poprzez słowa potrafi dotrzeć do czytelnika, przykuć jego uwagę i pozwolić na chwile zadumy. Dodatkowo ma talent do tworzenia bohaterów, krzyży wzbudzają różne emocje. "Listy do utraconej" to niesamowicie wciągająca powieść, która wzbudza wiele emocji. To powieść, którą czytanie się jednym tchem. Ja dostałam książkę po obiedzie w poniedziałek, wieczorem zaczęłam czytać...we wtorek rano ...żałowałam, że historia dobiegła końca...nie muszę już chyba nic więcej dodawać. [blog niebo - piekło - ziemia]
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
03-10-2017 o godz 18:06 przez: clarissa92
„Listy do utraconej” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Brigid Kemmerer. Tytuł książki zaintrygował mnie i zachęcił do poznania tej z pozoru lekkiej historii. Muszę przyznać, że obawiałam się tej lektury, miałam wrażenie, że mogę spotkać się z kolejną młodzieżową powieścią dotyczącą miłości pomiędzy grzeczną dziewczyną i złym chłopakiem, jednak moje obawy nie potwierdziły się i jestem z tego powodu bardziej niż szczęśliwa. „Listy do utraconej” to powieść złożona z wielu emocji, poruszająca ważne kwestie radzenia sobie z utratą bliskich osób, życia bez nich i walczenia z przytaczającym poczuciem winy. Oczywiście pojawił się tam również wątek miłości, ale jakże pięknie został on stworzony i ukazany, subtelność, delikatność, wrażliwość taka jest właśnie jest twórczość Brigid Kemmerer. Declan Murphy nie wiedzie zbyt szczęśliwego życia i nie należy do najbardziej radosnych osób na świecie. Jego dom rodzinny już dawno przestał być miejscem do którego chciałoby się wracać, chłopak nie pamięta już kiedy rozmawiał z matką, za to nawet zbyt dobrze pamięta wszystkie słowa wypowiedziane przez ojczyma. W szkole sieje postrach, jest uważany za młodocianego przestępcę do którego lepiej się nie zbliżać. Sąd wymierzył mu karę prac społecznych, dlatego po lekcjach zamiast spędzać czas ze swoim jedynym przyjacielem, który nie rozstaje się z bluzą z kapturem nawet w upalne dni, musi odwiedzać miejski cmentarz i pracować tam po kilka godzin. I to właśnie tam pewnego dnia, na jednym z nagrobków Declan odnajduję list napisany do zmarłej mamy. Jest zbyt ciekawski, dlatego nie krępując się czyta zapisane tam słowa i w tych kilku zdaniach odnajduję siebie, swój ból i zbyt dobrze znane emocje. Wiedziony instynktem odpisuje dziewczynie i w ten sposób rozpoczyna się korespondencja pomiędzy mrocznym Declanem Murphym, a cmentarną dziewczyną Juliet Young. Tych dwoje zupełnie obcych nastolatków nie wie, że w rzeczywistości mijają się każdego dnia, a nawet zamieniają ze sobą kilka zdań. W listach odkrywają wszystkie targające nimi emocje, dzielą się swoją rozpaczą, bólem, poczuciem straty i niezrozumienia przez resztę społeczeństwa. Pierwszy list, który wywołał wściekłość dziewczyny zamienia się w wiele następnych wiadomości, a każda kolejna przybliża ich do siebie i zaczyna tworzyć między nimi więź. Wielkim plusem powieści okazali się bohaterowie, którzy nie irytowali, nie zachowywali się jak rozpieszczone dzieciaki, które myślą, że zdobędą świat. Przeciwnie byli dojrzali, krytyczni wobec siebie, inteligentni i tak bardzo, bardzo ludzcy. Podczas czytania nareszcie nie musiałam irytować się nad głupotą głównych postaci. Autorka stworzyła prawdziwych bohaterów, którzy zmagali się z bólem, który może odczuwać każdy z nas. Nie były to jakieś głupiutkie, mało znaczące sprawy. Podczas czytania nie miało się ochoty przewracać oczami i wzdychać z zażenowania, Declan naprawdę miał trudne życie i jego sytuacja rodzinna sprawiała, że chciało mu się tylko pomóc, bo żaden młody człowiek nie powinien być obarczany winą za coś czego nie zrobił, a dziecko nie powinno brać na swoje barki odpowiedzialności, która przecież powinna spoczywać na rodzicach. Co więcej autorka stworzyła powieść wyjątkowo mądrą, taką którą mogą przeczytać młodzi ludzie, ale także ich rodzice. Relacje dzieci i rodziców są tutaj bardzo istotne, powieść wyraźnie pokazuje, jak bardzo brak rozmów i komunikowania się może zamieszczać w życiu, jak bardzo zamykając się na innych tworzymy klatki w których sami się zamykamy. Nie miej ważna jest tutaj kwestia oceniania ludzi na podstawie plotek, stereotypów, kłamstw. Declan musi cierpieć, ponieważ ludzie oceniają go przez jedno wykroczenie, którego się dopuścił, popełnił jeden błąd, a nauczyciele, uczniowie, a nawet jego najbliżsi skreślają go całkowicie. „Listy do utraconej” to fantastyczna powieść, którą pochłonęłam w ciągu jednego dnia. Nie potrafiłam odłożyć tej książki na bok i oderwać się od historii. Życzyłabym sobie i wszystkim czytelnikom, by powstawały same tak mądre, emocjonalne i przyjemne książki młodzieżowe, które traktowałyby o miłości, nadziei, samotności, bólu i poszukiwaniu światła w ciemności. Dawno nie czytałam tak dobrej książki. Polecam! .
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-10-2017 o godz 10:15 przez: Kamila Kaczmarska
Nie miałam jakichś wielkich oczekiwań co do tej książki, brakowało mi takich melodramatów, więc nastawiłam się na przyjemną młodzieżówkę, która nie pozostanie ze mną na długo, a będzie miłą odskocznią. Może właśnie takie podejście sprawiło, że po prostu zakochałam się w tej książce. Mama Juliet była fotografką. Jeździła do odległych krajów, często na niebezpieczne tereny, by zrobić jak najlepsze zdjęcia. Była w krajach, gdzie panował stan wojenny i głód, ale mimo to zginęła w wypadku samochodowym, w drodze do domu. Kiedy wyjeżdżała, kontakt z Juliet utrzymywała poprzez listy, więc po jej śmierci, córka regularnie chodziła na jej grób i zawsze pozostawiała list, nie mogąc pogodzić się z tą stratą. Jeden z takich listów znajduje Declan, który odbywa prace społeczne na cmentarzu. Declan to zły chłopak, a przynajmniej tak go widzą inni. Boją się go zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Gdy odpowiada na zostawiony przez Juliet list, dziewczyna się wścieka, aż w końcu sama postanawia mu odpisać. Po paru takich wymianach nawiązuje się między nimi nić porozumienia, nie znają się, więc łatwiej idzie im rozmawianie ze sobą o swoich uczuciach. W swoich listach mogą być sobą, mogą być szczerzy. Sprawy się komplikują, gdy niektóre fakty ścierają się ze sobą, a na jaw wychodzą liczne kłamstwa. Czy łatwiej będzie im, jak się dowiedzą, z kim piszą? Książka zapowiadała się prosto. Nie wiedziałam, jak autorka to pociągnie, ale szczerze, nie byłam pewna, czy spodoba mi się koncepcja wymiany listów między bohaterami. Jak się okazało, nie miałam o co się martwić. Historia wciągnęła mnie od razu i byłam zaskoczona już po paru rozdziałach. Spodobało mi się tam praktycznie wszystko. Styl pisania niczym nie wyróżnia się od innych młodzieżówek, jest tak samo prosty i łatwy w odbiorze, ale bardzo podobały mi się dialogi; proste, żadnych filozofów, na poziomie nastolatków i przede wszystkim nieprzerysowane. Bardzo nie lubię przerysowania w książkach, zawszę się krzywię, jak dorosła osoba próbuje nieudolnie odtworzyć pogawędkę nastolatków, ale tutaj nawet tego nie odczułam. Niemal wszystkie potyczki słowne czytałam z uśmiechem. Były proste, zwyczajnie, ale to właśnie dodawało prawdziwości tej książce. Listy zleciały mi błyskawicznie i naprawdę przyjemnie, jednak to, czym najbardziej się zauroczyłam to bohaterowie i relacje między nimi. O ile Juliet była nieco przewrażliwioną i mocno emocjonalną dziewczyną, to nie działała mi na nerwy w ogóle. Declan nie był typowym złym chłopcem, nie próbował ściągnąć Juliet na ciemną stronę ani ona w żaden sposób się dla niego nie zmieniała. Chłopak popełnił w życiu parę błędów, za które musiał odpowiedzieć, a życie skrzywdziło go niewiele gorzej od Juliet. Miał przy sobie przyjaciela, Reva, który został zabrany od agresywnego ojca i adoptowany przez sąsiadów Declana. Rev to całkowite przeciwieństwo Deca; mocno wierzący, zawsze spokojny i opanowany. Każde z tych bohaterów zostało na swój sposób złamane i każde potrzebowało pomocy. Autorka skupiła się również na relacjach tych bohaterów ze swoją rodziną, pokazała nam, jak to wygląda, nie zaniedbując nikogo. Przedstawiła nam ich uczucia, mogliśmy je przeczytać w listach Juliet i Declana, wszystkie żale, zmartwienia i marzenia, wszystkie błędy i, naprawdę, przy historii Declana krwawiło mi serce. Mimo że sednem książki była śmierć matki Juliet, to rozdziały Deca polubiłam najbardziej. Autorka przedstawiła nam coś, co dzieje się naprawdę, co może spotkać nas wszystkich. Skupiła się na tym, jak życie potrafi nas zaskoczyć, że ludzie nie zawsze są tacy, za jakich się podają. Brigid Kemmerer w piękny sposób przybliżyła nam sytuacje każdego z bohaterów, po kolei odkrywała przed nami nowe fakty. Choć na początku może się wydawać, że książka będzie przewidywalna, to autorka mnie zaskoczyła. Niektórych rzeczy i rozwiązań się nie spodziewałam. To jedna z tych książek, gdzie trudno mi było cokolwiek opisać, bo to trzeba po prostu poczuć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
23-09-2018 o godz 22:27 przez: m_arysi_a
www.potegaksiazek.blogspot.com Pierwsza rzecz jaka mi się wrzuciła w oczy, to podobieństwo tej książki do książki "Coś o mnie i coś o tobie". Bohaterowie w obu książkach piszą do siebie listy i w "Coś..." bohaterka nie wiedziała z kim pisze aż do końca książki i tutaj było podobnie. Mimo że w tej książce na początku oboje nie wiedzą z kim piszą, to jednak potem jedna ze stron się dowiaduje. Również bohaterka. Tak jak w tamtej książce, tak i tutaj straciła mamę. I teraz Juliet źle sobie z tym radzi. Naprawdę źle. Tak naprawdę w tej książce jest taką buntowniczką, również... trochę mnie wkurzała. Bo w swoich listach nie oceniała Declana. Jednak zawsze jest łatwiej nie oceniać na papierze, prawda? Za to w realu, gdy tylko widziała jego lub jego przyjaciela, od razu przyklejała im łatki. Wiem, że nie powinnam jej oceniać za to, że taka surowa była wobec oceny chłopaków, szczególnie Declana, bo sama bym oceniała. Tak łatwo oceniać takich "bandziorów" po ubiorze, zachowaniu, ich odpyskiwaniu na każdy temat każdej osobie. To właśnie pokazuje jak każdego tak łatwo oceniamy. Oceniamy całkowicie nie znając drugiej osoby, nie wiemy co się kryje pod ich zachowaniem, jak bardzo ci ludzie są skrzywdzeni i jaką mają przyszłość. To, że książka to pokazuje mi się bardzo podobało. Co do Declana, to było mi bardzo szkoda. Był oceniany przez wszystkich, ale też sam pozwalał, by tak go oceniano, ale się mu nie dziwię. Jego ojczym był dla niego okropny, również go oceniał, nie pozwalając sobie zrozumieć tego dziecka, jego historii z jego prawdziwym ojcem i jego relacji z matką. Każdy się do niego odwrócił, jego własna rodzina nie chciała mu pomóc z różnych powodów. A mimo to był silny. Taki silny, próbował udowadniać, że jest dobry, że nie ma złych intencji, że nie trzeba się go bać, bo nikogo nie skrzywdzi. Chciał, by ludzie w nim zobaczyli inteligencję, że jest pracowity, nie leniwy. I mądry. Ale jak mówiłam wcześniej: tak łatwo jest oceniać. Rzucę tu dwa cytaty, dot. Declana, które rozwaliły mi serce, z powodu jego cierpienia, przeczytajcie proszę: "Jednak prawdziwe życie toczy się tu i teraz i prawda jest taka, że ludzie, którzy powinni mnie wspierać, bez przerwy wdeptują mnie w ziemię." "Nie jestem dobrym człowiekiem. Nie umiem niczego budować, potrafię tylko niszczyć. Nie potrzebujesz mnie. Zasługujesz na kogoś lepszego." Samo to, że ten chłopak tak o sobie myślał mnie zraniło. Bo to zasługa innych ludzi, że tak o sobie myślał. Ich postawa i słowa uczyniło to, że w je uwierzył. W tej książce była rzecz, która mi trochę mieszała w głowie. Są to listy. Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja już nie mogłam odróżnić czy to, co bohaterowie o sobie wiedzą było powiedziane w listach czy w realu. Bo się znali, rozmawiali i czasami gdy coś mówili, nie wiedziałam, czy powinni wiedzieć, czy wiedzą, bo nie pamiętałam czy o tym naprawdę rozmawiali czy to było w listach. Nie wiem czy się dobrze wyraziłam, ale po prostu ta granica między tym, co mówili w listach a tym, co w realu była niesamowicie cienka i już sama się gubiłam, bo myślałam, że ta osoba powinna się czegoś domyślić czy coś. Podobało mi się, że książka nie skupiła się też całkowicie na głównych bohaterach, ale i na pobocznych, np. na historii przyjaciela Declana, Reva. Jego przeszłość i teraźniejszość bardzo mnie wzruszyła i naprawdę chciałabym wiedzieć o nim coś więcej. Jeśli chodzi o rodziców Declana, również ta historia była potrzebna, a także ojciec Juliet. Mimo że nie było idealnie, to powoli było lepiej. Nie wydaje mi się, żeby ta książka byłą jakaś ekstra super. Była okej, chyba szału na mnie wielkiego nie zrobiła, aczkolwiek wielki plus za to, że dała mi jakąś lekcję, więc to nie było puste czytanie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
5/5
25-03-2018 o godz 19:40 przez: tomesofjoy
Pozornie książka jakich wiele. Kolejny Young Adult, pomyślałam, kiedy trafiła w moje ręce, a po zapoznaniu się z opisem na okładce pojawiła się myśl, że albo to będzie bardzo dobre albo bardzo złe. Brigid Kemmerer porusza bardzo trudny temat, utraty bliskiej osoby i żałoby po niej, ale czy ta książka jest tylko o żałobie? Jak się ją czyta, jakie budzi emocje i dlaczego uważam ją za jedną z najpiękniejszych historii przeczytanych w tym roku? O tym przeczytacie w mojej recenzji. W „Listach do utraconej” poruszone są dwa bardzo ważne tematy. Pierwszym, który w książce odgrywa kluczową rolę i od którego wszystko się zaczyna to próba powrotu do normalności po stracie najbliższej osoby. Główna bohaterka Juliet od tragicznej śmierci mamy codziennie odwiedza ją na cmentarzu i zostawia zaadresowane do niej w formie listy. W nich opisuje swoje uczucia, tęsknotę i smutek. Pisze do mamy według znanych, tylko im reguł. Wyobraźcie, więc sobie jak musiała poczuć się Juliet, kiedy na jednym z pozostawionych listów znajduje dopisane słowa. Ktoś wkradł się w przestrzeń pomiędzy nią a mamę i bezcześci jej rytuał. Dziewczyna wpada w szał i dopiero po przemyśleniu postanawia odpisać nieznajomemu lub nieznajomej. Opis książki zdradza, kto jest autorem dopisanych do listu Juliet słów, więc i ja Wam zdradzę. To Declan Murphy. Nastolatek, który w ramach kary wymierzonej przez sąd, odbywa obowiązkowe prace społeczne na cmentarzu. Zbuntowany przeciw wszystkim i wszystkiemu Declan, nie ma oporów, kiedy na jednym z nagrobków znajduje list. Czyta go i z zszokowany jego treścią postanawia odpowiedzieć. Declan oceniany jest przez pryzmat jednego zdarzenia, którego był uczestnikiem i choć nikt do końca nie wie co się wydarzyło, oceniają go wszyscy. I nie jest to opinia, na którą zasługuje. Nikt, tak naprawdę nie stara się mu pomóc. To drugi i dający tyle do myślenia temat, który Brigid Kemmerer porusza w swojej książce. Co wyniknie z korespondencji dziewczyny pogrążonej w smutku i chłopaka, któremu doczepiono łatkę łobuza? Czy znajdą wspólny język i będą mogli pomóc sobie nawzajem. Jaką moc może mieć przyjaźń z nieznajomą osobą? Książka wyzwala niesamowite emocje. Pełna jest uczuć, które towarzyszą naszym bohaterom i są to przeróżne uczucia. Od żalu i smutku po nadzieję i ekscytacje. Nie potrafiłam oderwać się od tej niezwykle mądrej i pouczającej historii. Bohaterowie, których chce się utulić i zmniejszyć ich ból. Są autentyczni, czasami są zagubieni, potrzebujący wsparcia, czasami nad wyraz dojrzali. Ta książka poruszyła mnie swoją subtelnością. Nie znalazłam w niej żadnych wad. Uważam, że to naprawdę niesamowite, by tak przestawić losy dwójki nastolatków, bez wulgaryzmów, z wartościowymi dialogami i historią, która na długo zagości w sercu czytelnika. Co najważniejsze niesie przekaz, który niezależnie od wieku jest niezwykle aktualny. Nie chcę za dużo zdradzać, bo uważam, że w książce każdy powinien odnaleźć sam to co dla niego najistotniejsze, ale ja od kilku dni myślę o tym, co przeczytałam. O tym jak łatwo oceniamy innych. Nie napiszę Wam, w tej recenzji na temat stylu pisania, ani narracji, ponieważ tej książki się nie czyta, z nią się płynie, ona wprost porywa. Strona po stronie, aż w końcu docierasz do jej finału. To jedna z tych lektur, których nie chcesz kończyć czytać, a gdy to nastąpi, myślisz o niej nieustannie. Tak właśnie było ze mną. Choć książka dedykowana jest młodzieży, uważam, że będzie również idealna dla rodziców nastolatków, by nie zapomnieli, że ich nastoletnie dzieci, to wciąż dzieci. Poza tym, to historia dla każdego niezależnie od wieku. Wzruszająca, mądra, ponadczasowa, to chyba najlepiej opisujące tę książkę słowa. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Czy to sen? Klewicz Natalia
4.2/5
28,15 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Travel Challenge Grzelak Agnieszka
4.6/5
22,42 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Przypał i cała reszta Garrod Beth
4.5/5
22,92 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Wybierz mnie! Garrod Beth
4.1/5
21,77 zł
37,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Sweetfreak McKenzie Sophie
4.4/5
22,92 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Oczy mam tutaj Zimmermann Laura
4.5/5
26,13 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Skrzynia ofiarna Stewart Martin
4.2/5
21,20 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Więcej niż słowa Kemmerer Brigid
4.4/5
29,99 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Wieczór filmowy Courtenay Lucy
3.8/5
31,49 zł
34,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Zabójcze lato Dawson Juno
4.2/5
21,20 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Alan Cole nie tańczy Bell Eric
4.7/5
21,20 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Dziewczyny nie biją Easton T.S.
4.3/5
27,74 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Prawda o kłamstwach Darnton Tracy
3.6/5
17,19 zł
29,99 zł
Inne z tego wydawnictwa The Resolutions Garcia Mia
4/5
21,20 zł
36,99 zł

Podobne do ostatnio oglądanego