Listy do utraconej (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (2): Cena:

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Dostępny w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy…

Juliet jest wrażliwą nastolatką. Nie może pogodzić się ze śmiercią matki i od wielu miesięcy zostawia listy na jej grobie. To jedyny sposób, by poradzić sobie ze stratą. Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy”. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Zaskoczona Juliet odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem Juliet i Declan zaczynąją prowadzić korespondencję i nawiązuje się między nimi nić porozumienia. Jednak prawda, którą odkryją, sprawi, że ich przyjaźń stanie pod znakiem zapytania...

Listy do utraconej


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Listy do utraconej
Autor: Kemmerer Brigid
Tłumaczenie: Grzegorzewski Piotr
Wydawnictwo: Wydawnictwo YA!
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 400
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-09-27
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 204 x 137 x 32
Indeks: 22622358
 
średnia 4,7
5
39
4
7
3
1
2
1
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
47 recenzji
18-06-2018 o godz 00:00 ArletaSketch dodał recenzję:
Bardzo dobra książka Brigid Kemmerer, pozytywne zaskoczenie. Poruszyła mnie historia Juliet która straciła swoją mamę. Jak dziewczyna radzi sobie z tą wielką stratą? Otóż pisze listy do mamy i zostawia je na jej grobie. Jak łatwo się domyślić, książka Brigid Kemmerer opowiada o stracie bliskiej osoby, lecz nie tylko, bo autorka przedstawia kilka innych ważnych tematów. Historia z Listów do utraconej opowiedziana jest bardzo interesująco, mocną stroną książki wydają mi się też sylwetki głównych bohaterów. Zarysowane głęboko, niepowierzchownie, prawdziwie. Książka godna polecenia, ciekawa i wzruszająca.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
10-09-2017 o godz 12:43 Dominika Jachimowska dodał recenzję:
Declan Murphy to chłopak o szemranej reputacji. W szkole wszyscy starają się omijać go szerokim łukiem - nawet nauczyciele czasem zachowują się tak, jakby się spodziewali, że za chwilę podłoży gdzieś tykającą bombę. W domu, kiedy już się tam pojawia, w jego stronę posyła się wrogie spojrzenia, a w pracy na cmentarzu, gdzie wykonuje zlecone mu prace społeczne, jest całkiem niedoceniany. Pewnego dnia na jednym z nagrobków znajduje list do zmarłej matki. Nie może się powstrzymać i czyta go w całości. Okazuje się, że autorka wiadomości i Declan mają ze sobą więcej wspólnego niż na początku mogłoby się wydawać. Chłopak, naruszając własność prywatną Juliet Young i wzbudzając w niej niepowstrzymaną złość i wstyd, decyduje się zostawić pod listem własny dopisek. Można powiedzieć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie mam jednak na myśli miłości między głównymi bohaterami powieści, więc może była to zwyczajnie moja dobra czytelnicza intuicja, która podpowiedziała mi, że ta książka będzie czymś wyjątkowym, kiedy tylko ją zobaczyłam. Miałam prorocze przeczucie, że nie będzie to płytka i banalna młodzieżówka, o której zapomnę w tej samej sekundzie, w której przewrócę ostatnią kartkę. To cudowne uczucie, kiedy książka, po której spodziewałeś się dużo dobrego, dorównuje twoim oczekiwaniom. Ale wtedy, gdy ta książka okazuje się jeszcze lepsza, to już jest całkowity kosmos. Wyobraźcie sobie, że ktoś nie dość, że czyta waszą całkowicie prywatną korespondencję ze zmarłą matką, to jeszcze ma wystarczający tupet, by na nią odpowiedzieć. Na pewno mielibyście ochotę obarczyć tą osobę wszystkimi znanymi wam epitetami (używając niekoniecznie kulturalnych słów), ale poczulibyście też zażenowanie, ponieważ ktoś bez waszej zgody poznał najgłębszą prawdę o was. Tak właśnie czuła się Juliet, gdy odkryła odpowiedź Declana na swój własny list, który przeznaczony był tylko dla jej nieżyjącej matki. To wydarzenie, jakkolwiek absurdalne, staje się początkiem niezwykłej znajomości. Jules decyduje się odpisać Declanowi na jego notatkę, a z czasem ich listy stają się coraz dłuższe i przybierają formę zwierzeń, poruszając prywatne tematy. Chociaż teoretycznie Declan i Juliet nie mają ze sobą wiele wspólnego, okazuje się, że tą dwójkę łączy ogromna ilość żalu, bólu i rozpaczy. Chociaż żadne z nich nigdy nie mogłoby się tego spodziewać, odnajdują w sobie nawzajem niezwykłe zrozumienie, którego nie spotkali nigdzie wcześniej. Ich listy stają się czymś w rodzaju anonimowych zwierzeń, które pozwalają im na szczerość i wyrażanie najgorszych obaw - Juliet i Declan nie wiedzą bowiem, z kim tak naprawdę korespondują. Łatwość, z jaką nastolatkowie opowiadają sobie o swoich problemach, jest zdumiewająca. Mam wrażenie, że bardzo rzadko spotyka się tak pasujących do siebie bohaterów. Na pewno to znacie - książka, którą czytacie jest fantastyczna, jednak bohaterka/bohater tak bardzo działa Wam na nerwy, że cała przyjemność z czytania gdzieś ulatuje. Jest naprawdę mnóstwo powieści, z którymi mam ten problem, a szczególnie często pojawia się on w młodzieżówkach, gdzie młodzi bohaterowie nierzadko kreowani są na bezmózgich nastolatków. Tym bardziej byłam w siódmym niebie, kiedy postacie z Listów do utraconej okazały się niezwykle dojrzałe. Ich zachowania nie irytowały, nie dziwiły i nie wprawiały mnie w totalne zażenowanie. Naprawdę mogę policzyć na palcach jednej ręki sytuacje, w których decyzje postaci książkowych w stu procentach odzwierciedlały to, co sama bym zrobiła, będąc na ich miejscu. Reakcje i zachowania Juliet i Declana były jednak doskonale przemyślane (nie wzięte nie wiadomo skąd, jak to czasem bywa), a ich uczucia były tak prawdziwe i autentyczne, że z łatwością je współodczuwałam. Kolejnym elementem, który potwierdza to, że Bridgid Kremmerer dobrze przemyślała swoją opowieść, chcąc przekazać czytelnikom jak najwięcej, jest to, że smutek, jaki bohaterowie noszą w sobie, nie bierze się znikąd. Rzeczą, która niezwykle mnie wkurza, są wydumane problemy postaci w książkach, które zdają się być wymyślone tylko po to, aby dany bohater wyglądał na biednego i pokaranego przez los. W Listach do utraconej zarówno Declan, jak i Juliet przeżyli niepojęty koszmar i przeszli bardzo długą drogę, aby się po nim pozbierać. Ich rozpacz jest więc całkowicie zrozumiała i nie wydaje się wyolbrzymiona i absurdalna. Powieść Kremmerer w wyjątkowy sposób porusza temat stereotypów. Declan jest chłopakiem, który przez jeden błąd popełniony w przeszłości, został przez wszystkich skazany na wieczne potępienie. I chociaż jest on chłopakiem niezwykle inteligentnym i dojrzałym, czasem nawet on sam nie wierzy, że nadaje się do czegoś więcej niż do zamknięcia w celi. Wrogość, jaka jest mu okazywana na co dzień przez ludzi, którzy tworzą swoją opinię na jego temat na podstawie plotek, jest zdolna skutecznie zgasić w nim wszelki potencjał i ambicję. Ciąg dalszy - booksofsouls.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-10-2017 o godz 15:39 Paulina11 dodał recenzję:
Listy do utraconej”, przyznajcie sami, przyciągają uwagę już samą okładką. Jest ona tak subtelna i delikatna, przez co w dużej mierze, na początku troszkę się bałam, jaka ta książka będzie, że będzie z gatunku tych „poważniejszych”. Nie wiem, czy to ma sens, ale takie było moje odczucie. Opis mnie zaintrygował, więc naprawdę chciałam poznać tę historię. Ostatnio na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek dla młodzieży, w których pojawiają się różne motywy bólu, straty, cierpienia, lecz każda jedna (zazwyczaj) opowiada o czym innym, rzuca odmienny pogląd na życie. „Listy do utraconej” to jedna z tych właśnie historii, opowiedziana z perspektywy dwojga nastolatków, w różny sposób pokrzywdzonych przez los. Juliett kilka miesięcy temu doznała wielkiej straty – w wypadku ginie jej mama. Aby postarać się uporać z tą tragedią, zaczyna pisać do niej listy i zostawiać je na jej grobie. Wie, że nigdy nie otrzyma odpowiedzi, ale przynosi jej to ukojenie, namiastkę rozmowy z matką. Podczas zwyczajowej wizyty na cmentarzu ze zdumieniem odkrywa, że ktoś zostawił odpowiedział na jej ostatni list. Drugi z bohaterów – Declan to typowy buntownik, stały bywalec gabinetu dyrektora. Każdy spodziewa się po nim najgorszego, ale nikt nie wykazuje chęci, aby go poznać, dowiedzieć się, dlaczego jest, jaki jest. Karą za jego ostatnie przewinienie są prace społeczne na cmentarzu. Nie przypuszczałby, że list znaleziony na jednym z grobów, na który postanowił odpowiedzieć, będzie początkiem zmian w jego życiu. List. Cmentarz. Słowa. Tak rozpoczyna się znajomość Declana i Juliett. Dziewczyna nie jest zachwycona tym, że ktoś czytał to, co napisała do matki i postanawia zostawić odpowiedź dla nieznajomego. Dwie poranione dusze, które znajdują zrozumienie w sobie nawzajem. Bo czasami łatwiej jest wygadać się komuś, kogo nie znamy, nie widzimy, a jak to się ma do rzeczywistości? Mogłoby się wydawać, że Declan i Juliett to kolejna stereotypowa para – buntownik i szara myszka, którzy się w sobie zakochują. Nie zgadzam się. Sprzeciwianie się całemu światu przez Declana, to nie jego widzimisię, nie żaden kaprys. Tu chodzi o głębsze przesłanie, przeżycia z przeszłości, które go ukształtowały. Chłopak nie miał łatwego dzieciństwa, miał je wręcz cholernie trudne. Nie zdradzę co konkretnie, ale generalnie miał oboje rodziców, a w pewnym momencie było tak, jakby ich nie miał. Declan Murphy to złożona postać, której kreacja fenomenalnie autorce wyszła. Jestem pełna podziwu dla niego, że się nie poddał, nie załamał. Okay, miał zatargi prawem, ale po prostu próbował uporać się ze wszystkim na swój własny, popieprzony sposób. Każdy z nas potrzebuje miłości, zrozumienia. Jeśli chodzi o Juliett, to do niej nie zapałałam aż taką sympatią jak do Deca, jednak ona także zmaga się ze swoimi demonami. Matka to ktoś naprawdę ważny w życiu większości ludzi, ale co, jeśli ona żyje z dala od nich? Praca, czy nie, jest nieobecna. Świadomość, że odeszła na zawsze, jest druzgocąca. Niełatwo jest się pogodzić z taką stratą, dla Juliett ukojeniem są właśnie listy, które zostawia na grobie matki. Wkurzało mnie trochę podejście innych ludzi, to, że krzywo na nią patrzyli, kiedy po kilku miesiącach nadal codziennie odwiedzała cmentarz. No halo, ma przecież prawo do tego... Ciekawy wątek autorka wplotła z pasją dziewczyny do fotografowania, do tego, aby w końcu się przemóc i wrócić do tego. Ogólnie rzecz biorąc, jak teraz tak piszę ta recenzję, doszłam do wniosku, że tak naprawdę autorka większą wagę poświęciła do postaci Declana, jest ona bardziej rozbudowana, więcej się o nim dowiadujemy, niż o Juliett. Można by powiedzieć, że on przeżył gorsze rzeczy niż ona, ale to tez nie na tym polega, żeby to porównywać. W tej książce pojawia się coś, z czym (chyba) się jeszcze nie spotkałam. Bohaterowie poznają się na dwóch frontach. W życiu realnym i w korespondencji. Bardzo mi przypał ten pomysł do gustu, autorka ciekawie poprowadziła te dwie kwestie. My wiemy, że chłopak z którym Juliett rozmawia w szkole, to ten sam, z którym pisze. Oni tego nie wiedzą, a przynajmniej do czasu. Ciężko byłoby stwierdzić, że tak jest, udowadnia to więc, że ta dwójka na co dzień nosi maski, jak większość ludzi. Nie ujawniają prawdziwych siebie, ale ukrywają się pod postaciami buntownika i cichej myszki. „Listy do utraconej” to przepiękna opowieść o miłości, o stracie, o tym, że nie wolno oceniać się po pozorach. Bo one lubią mylić. Aby móc coś o kimś powiedzieć, powinniśmy go najpierw poznać. Może to zabrzmi dziwnie, ale ta młodzieżówka skłania do pewnych refleksji. Nie jest to jedna z tych książek, które się przeczyta, odłoży i zapomni. Ona z całą pewnością zostaje w pamięci. Jest bardzo poruszająca i mądra, zawiera głębsze przesłanie. Zdecydowanie jedna z najlepszych młodzieżówek, jakie czytałam. zabookowanyswiatpauli.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
22-03-2018 o godz 21:27 Książki według Wiktorii dodał recenzję:
Recenzja --> http://ksiazki-wiktorii2.blogspot.com/2018/03/listy-do-utraconej-brigid-kemmerer.html "Listy do utraconej" to książka, na którą czekałam od pierwszej zapowiedzi. Intrygujący opis fabuły i do tego ta okładka! Po prostu zadatki na idealną lekturę! Zaczęłam czytać i gdyby nie to, że na samym początku wiedziałam jak się skończy, to byłabym nią zachwycona. Jednak nie zawsze dostajemy to, czego się spodziewamy. Tutaj jest podobnie. Obstawiałam, że będzie to emocjonalna powieść z wciągającą i interesującą fabułą. Skończyło się na tym, że dostałam naszpikowaną emocjami książkę, dopracowanymi bohaterami, jednak strasznie przewidywalną fabułą. W życiu przeczytałam niezliczoną ilość książek dla nastolatków i dla mnie bardzo często jest tak, że po prostu wiem jak skończy się dana pozycja. Mimo to, uważam, że jest to obowiązkowa lektura dla osób gustujących właśnie w książkach tego gatunku. "Kiedyś zapytałem go, jak to możliwe, że wierzy w dobroć Boga, skoro ledwo przeżył piekło, jakie zgotował mu ojciec.Spojrzał na mnie i odpowiedział:- Wierzę właśnie dlatego, że przeżyłem." Declan Murphy to typowy chłopak "spod ciemnej gwiazdy". Zbuntowany nastolatek, który jest postrachem calutkiej szkoły. Przez swoje zachowanie zmuszony jest przychodzić na obowiązkowe prace społeczne: na cmentarzu. Chłopak nic sobie z tego nie robi, do momentu, kiedy kompletnie przypadkiem znajduje na jednym z grobów list. Zaintrygowany go czyta i ku własnemu zaskoczeniu, odpisuje. Jednak, gdy Juliet Young bierze ponowie swój list do ręki jest wściekła na nieznajomego, który naruszył jej prywatność czytając wiadomość zaadresowaną nie do niego. Swoją wściekłość wylewa na kartce, który ponownie zostawia na grobie. Po pewnym czasie dwójkę nieznajomych sobie osób łączy nić zrozumienia. Oboje nawet nie przepuszczają ile mają ze sobą wspólnego. Na samym początku przypuszczałam, że będzie to książka a la "Love Rosie" Cecelii Ahern, która calutka jest napisana za pomocą listów. Szczerze się zdziwiłam, kiedy okazało się, że książka posiada ich tylko kilka, a prowadzona jest w normalny sposób. Jak dla mnie jest to zdecydowanie plus, ponieważ nienawidzę książek pisanych za pomocą listów. Nie jest to spowodowane niczym konkretnym, po prostu nie przypadają mi takie pozycje do gustu i dlatego też wolę im nie wchodzić w drogę. Kolejnym plusem, na który muszę zwrócić uwagę, to pomysł autorki. Bardzo podoba mi się to, że, to cmentarz połączył dwójkę nieznajomych sobie osób. Miejsce, które ludzie omijają szerokim łukiem, które kojarzy się tylko i wyłącznie z bólem, zostaje tutaj obdarzone mocą nie rozdzielania, a "łączenia". W życiu nie wpadłabym chyba na to, żeby właśnie w takim miejscu zacząć książkę. Do chwili obecnej, jedyną powieścią, którą przeczytałam i miała ona jakikolwiek związek z cmentarzem była powieść "Księga cmentarna" Neila Gaimana. Mimo, że jest to powieść dla nastolatków zdecydowanie polecam ją każdemu. Delikatnie napisana, poruszająca trudne tematy, typu śmierć kogoś ważnego. Pokazuje nam zagubienie, jakie łączy się ze stratą, szukanie swojej drogi i przede wszystkim, że z każdego może wypłynąć coś dobrego. Nawet, kiedy kompletnie się tego nie spodziewamy. Tak właśnie było z naszymi bohaterami. Juliet po stracie matki, utraciła wszystko, co się dla niej liczyło. Została pustka w sercu, której nie potrafiła zapełnić. Declan za to stracił wszystko już dawno, dlatego wszystko robi, byle mieć spokój. Spotkanie obu bohaterów porusza w ich życiach grunt pod nogami. Wątek romansu miedzy tą dwójką jest wyraźnie zarysowany, jednak bardzo wolno się rozwija. W ty czasie poznajemy dokładnie bohaterów, poznajemy ich przeżycia oraz myśli. Podczas czytania osobiście bardzo polubiłam Declana. Młody, skomplikowany i na swój sposób wyjątkowy. Rozdziały z jego perspektywy, najbardziej do mnie przemawiały. Wydawały mi się bardzo autentyczne. "Czytam list raz jeszcze. Każde słowo jest wypełnione cierpieniem. Bo tylko cierpienie może skłonić kogoś do pisania listów do osoby, która nigdy ich nie przeczyta." "Listy do utraconej" to książka piękna, poruszająca temat, o którym boimy się czasami mówić. Wywołuje tyle emocji, że czasami płaczemy z uśmiechem na ustach. Do tego tajemnicę, które okrywają niektóre sytuacje są aż namacalne. Wszystko razem sprawia, że nie potrafimy jej odłożyć na bok. Będę do niej wracała i bardzo się cieszę, że udało mi się ją poznać, bo jest warta poświęconego jej czasu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-10-2017 o godz 18:52 Ver.reads dodał recenzję:
Listy. To właśnie za ich pomocą 17-letnia Juliet próbuje poradzić sobie ze śmiercią jej matki, która kilka miesięcy temu, w tragiczny sposób zginęła w wypadku samochodowym. Od tego czasu niemal codziennie pojawia się na cmentarzu, zostawiając zapisany kawałek papieru na jej nagrobku, przez co jest w stanie choć częściowo ukoić swój ból. Pewnego dnia odkrywa jednak, że ktoś przeczytał pozostawiony przez nią list. Co więcej, miał czelność na tej samej kartce na niego odpowiedzieć. Dziewczyna jest wściekła, nie rozumie, jak ktoś w tak bezczelny sposób mógł naruszyć jej prywatną korespondencję. Po chwili zastanowienia ciekawość jednak wygrywa, zaintrygowana Juliet decyduje się zostawić wiadomość dla nieznajomego. Nie wie wówczas jeszcze, że tą osobą jest nie kto inny jak Declan, jej zbuntowany rówieśnik, który na cmentarzu, w formie prac społecznych, odbywa swoją karę. Wkrótce okazuje się, że dwójkę całkowicie dla siebie obcych i nie mających pojęcia o swoim istnieniu nastolatków zaczyna łączyć więź, której nie byliby w stanie nawiązać z nikim innym. Jak potoczy się ich dalsza znajomość, gdy w końcu odkryją swoją prawdziwą tożsamość? "Ból bywa tak wielki, że człowiek zrobi wszystko, żeby się go pozbyć. Nawet jeśli musi kogoś przy tym skrzywdzić" W pozycji tej występuje narracja pierwszoosobowa. Prowadzona jest ona naprzemiennie, raz poznajemy historię z perspektywy Juliet, a następnie ze strony Declana. Moim zdaniem jest to idealne rozwiązanie, gdyż dzięki temu poznajemy nie tylko szczegółową przeszłość dwójki bohaterów, ale także emocje i uczucia na co dzień im towarzyszące. Ponadto bardzo ciekawym zabiegiem jest rozpoczęcie każdego z rozdziałów, gdyż zawsze zaczynają się one od listu. Ta nietypowa forma sprawia, że od książki wręcz nie można się oderwać, za każdym razem byłam ogromnie ciekawa dalszej korespondencji bohaterów, a całą pozycję przeczytałam niemal za jednym razem. Juliet na pozór jest zwykłą nastolatką. Nie sprawia problemów w szkole, po matce odziedziczyła pasję do fotografowania i świetnie się w tym odnajduje, natomiast wolne chwile spędza z jej najlepszą przyjaciółką Rowan. Jednak po śmierci mamy nie potrafi odnaleźć się w otaczającej ją rzeczywistości, zamyka się także na kontakt z bliskimi. Nie jest w stanie szczerze porozmawiać z ojcem, rezygnuje również z dalszego fotografowania, gdyż nieustannie kojarzy jej się ze stratą jednej z najważniejszych osób w jej życiu. Jest zagubiona, bezsilna. Declan z kolei wydaje się być typowym zbuntowanym nastolatkiem, który nie jeden raz lądował na dywaniku u dyrektora. Nie dogaduje się z nowym wybrankiem jego matki, Alanem, z którym nieustannie się awanturuje. Na zajęciach również nie okazuje zainteresowania, i chociaż doskonale zna odpowiedź na zadawane mu pytania, budzą one w nim jedynie irytacje i niechęć. Jednak jego postawa jest jedynie maską, ochroną przed czymś, o czym chciałby zapomnieć. O postaciach drugoplanowych tak naprawdę wiemy niewiele, ale szczerze mówiąc nie widzę potrzeby, by miałoby być inaczej. Stanowią one jedynie tło, które jest niezbędne do opowiedzenia całej historii. Styl pisania autorki jest prosty, ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Jak widać nie potrzeba finezyjnych słów i przydługich monologów, by stworzyć niesamowicie przejmująca, pełną skrajnych emocji historię. Akcja książki toczy się w odpowiednim tempie, a sama fabuła sprawia, że nie można się od niej oderwać. Przerzucałam kartki jedna za drugą, i nim się zorientowałam, czytałam już podziękowania, lekko zawiedziona, że to już koniec. Pozycja ta porusza trudną, ale ogromnie ważną tematykę utraty kogoś bliskiego. Ukazany jest w niej ogromny ból, różne próby poradzenia sobie ze stratą, które ostatecznie i tak niewiele zmieniały. Jednak, co najważniejsze, w niezwykle poruszający sposób zostało przedstawione, jak wielką rolę odgrywa w życiu takiej osoby ktoś, kto ją naprawdę zrozumie. Bo nie oszukujmy się, człowiek, który nie przeżył podobnej straty nie ma zielonego pojęcia, co się wówczas czuje, jak świat, który do tej pory znaliśmy wywraca się do góry nogami. Czasami osoba na pozór całkowicie obca, pod pewnymi względami może okazać się tą najbliższą. I ta pozycja idealnie to obrazuje. Książka ta jest zaliczana jest do literatury młodzieżowej, dla mnie jest to zdecydowanie najlepsza pozycja tego roku w tej kategorii. Myślę jednak, że powinien przeczytać ją każdy, bez względu na wiek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-12-2017 o godz 20:52 Layla A. dodał recenzję:
" Mogę chyba się przed nim trochę otworzyć, zwłaszcza że obdarzył mnie zaufaniem, nie domagając się niczego w zamian. " Jak sobie tak teraz myślę, to spodziewałam się czegoś całkowicie po tej powieści, ale nie myślcie sobie, że jestem w jakiś sposób zawiedziona, wręcz przeciwnie, cieszę się, że autorka zaserwowała mi coś całkowicie innego. Jest to książka, która myślę zaskoczyła wiele osób i jeszcze wiele zaskoczy. Od momentu w którym książka „Listy do utraconej” została wydana jest o niej bardzo głośno, czemu się w sumie nie dziwię po tym jak ją już zdążyłam przeczytać. Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy… Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy“. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Matka Juliet pracowała jako fotoreporterka w różnych miejscach na świecie, dlatego często porozumiewała się z córką poprzez listy. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem między Juliet i Declan rodzi się miedzy nimi nić porozumienia. " - Pokonaliśmy taki szmat drogi tylko po to, żebyś dał jej całusa? - nie mogę się nadziwić.Wzrusza ramionami. " Głównymi postaciami tej historii są Juliet Young i Declan Murphy. Z jednej strony są to osoby, które różnią się od siebie niesamowicie i nikt nigdy by nie pomyślał, że los splecie ich losy, jednak to co widzimy może nas nieźle zmylić, gdyż jak się okazuję ta dwójka ma ze sobą wiele wspólnego i nigdy by się o tym nie przekonali, gdyby nie list. List, który nie powinien wyjść na światło dzienne a już z pewnością nikt nie powinien go przeczytać, gdyż był to list, który Juliet napisała do zmarłej matki i zostawiła na jej grobie. Przypadek sprawia, że znajduję go Declan, który nie ma dobrej opinii w szkole i w środowisku, którym żyję, więc nie powinno was zdziwić, że znalazł się na cmentarzu nie przypadkowo, gdyż odrabiał prace społeczne. Declan postanawia odpisać na list, sam nie wie do końca dlaczego to zrobił. I tak los postanawia zagrać w kotka i myszkę. Declan i Juliet nie wiedzą, że prowadzą korespondencje z osobą, do której na żywo nie chcieliby nawet podejść. Ich znajomość zaczyna dążyć do czegoś głębszego, jednak czy gdy prawda i ich prawdziwe twarze wyjdą na jaw, nadal będą chcieli utrzymywać ze sobą kontakt ? „Listy do utraconej” to bardzo głęboka książka, czego się ewidentnie nie spodziewałam. Juliet jest zwykłą nastolatką, która bardzo przeżyła śmierć matki i na swój sposób spróbuje sobie z tym poradzić. Natomiast Declan to osoba, która jest oceniana przez pryzmat błędów, które popełnił. Dla Declana, Juliet to księżniczka, która żyję w swoim różowym i wspaniałym świecie, natomiast dla Juliet, Declan jest niebezpiecznym przestępcą bez serca. Człowiek to bardzo dziwna istota i myślę, że nikt nie będzie się z tym stwierdzeniem sprzeczał. Patrzymy na innych poprzez to co ktoś nam powiedział, poprzez to co usłyszymy i wydajemy osąd, chociaż tak naprawdę nie zamieniliśmy z ta osobą ani jednego zdania. Taki problem mają właśnie Juliet i Declan, i autorka w genialny sposób nam to opisała. " Znasz mnie. Znajdź mnie i solidnie mną potrząśnij. Proszę. " Jest to książka, która porusza wiele ciekawych i zarazem trudnych tematów, a przy tym jest interesującą powieścią o miłości, która łączy dwie na pozór różne osoby, ale mają one więcej wspólnego niż nam się na początku wydawało. Brigid Kemmerer nie musi wprowadzać scen erotycznych, różnych wątków przeplatanych nudnymi dialogami o niczym, aby stworzyć ciekawą książkę o miłości, co jest wielkim plusem tej powieści. „Listy do utraconej” czyta się jednym tchem i nie sposób się od niej oderwać, co jest wielkim atutem. Książka pełna emocji i akcji, dobrze wykreowane postacie, które sprawiają, że książkę czyta się jeszcze lepiej. Okładka również nie zostaję w tyle, gdyż jest naprawdę przemyślana i pobudza wyobraźnie do głębszego myślenia. Powieść jest bardzo dobrze napisana i wciąga od samego początku, serdecznie wam ją polecam. http://in-my-different-world.blogspot.com/2017/12/listy-do-utraconej-brigid-kemmerer.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
18-10-2017 o godz 18:28 iza dodał recenzję:
Bardzo często śmierć bliskiej osoby potrafi wprowadzić człowieka w stan "odrętwienia". Dana osoba jest w stanie obwiniać siebie o coś, na co nie miała wpływu. Potrafi wegetować, a nie żyć. Tak jak śmierć może być końcem, tak poznanie jednej osoby, która przeżywa podobnie załamanie, może być początkiem. Juliet nie mogła pogodzić się ze śmiercią matki. Przychodziła na jej grób, pisała listy i tam je zostawiała. Niespodziewanie na jednym z listów ktoś "coś" napisał. Początkowo była bardzo zła, że ktoś przeczytał jej osobiste żale, a później pisze kolejny list, ale nie do matki lecz osoby, która jej odpisała. Declan odrabia prace społeczne na cmentarzu. Tam znajduje list, przepełniony smutkiem, niewiele myśląc wpisuje dwa słowa od siebie. Gdy następnym razem znajduje list przeznaczony dla niego jest uradowany i przerażony zarazem...i tak Cmentarna dziewczyna i Mrok zaczynają korespondować. Zwierzają się ze swoich obaw, lęków, sekretów. Nie ujawniają jednak swoich imion... Pomiędzy bohaterami zaczyna się "coś" rodzić, wspólne pisanie pomaga im uporać się ze smutkiem, stratą, żalem..., ale co będzie gdy wyjdą na jaw ich prawdziwe imiona? "Listy do utraconej" to niesamowicie smutna powieść, przez którą autorka wytyka błędy rodziców, ale pokazuje także inne oblicza ludzi - nie zawsze te złe strony. Juliet bardzo przeżyła śmierć matki, matki którą idealizowała. Dopiero przypadkowe, pośmiertne odkrycie tajemnic rodzicielki, sprawia, że nastolatka przeżywa szok i zarazem czuje nienawiść do matki, za którą tak bardzo tęskni, a która nie w pełni na to zasłużyła. Wsparcie ojca, nauczyciela, przyjaciół i Declana pomaga jej wrócić do żywych i poukładać swoje życie. Literata poprzez Juliet starała się pokazać, że przyjaciele są bardzo ważni. Jednak pokazała, że jako osoby anonimowe jesteśmy skorzy bardziej się otworzyć i zwierzać też osobom nieznanym. Dlatego też utworzyła wątek "korespondencyjny". Declan kreacja tego bohatera przyprawiła mnie o "krwawienie serca" . Autorka bardzo tragicznie przestawiła losy nastolatka. Ciekawie wykreowała jego osobowość, jego siłę, jego egzystencję. Poprzez tę postać twórczyni idealnie pokazała jak ludzie...jak my źle potrafimy osądzać innych, jak czasem sam wygląd może nas niepotrzebnie odstraszać, jak nasze mylne opinie mogą ranić. Jestem matką, staram się być dobrym rodzicem dlatego też aż mnie ściskało w żołądku, gdy wyobraziłam sobie matkę Declana. I może nie jest aż tak złą kobietą, ale jej zachowanie wręcz zachęca do potrząśnięcia takimi osobami. Ależ ogromną złość do niej chwilami odczuwałam. Fakt, że też nie miała lekko, ale jako matka powinna inaczej postąpić...przez jej obojętność nastolatek omal nie zniszczył swojej przyszłości. W opisanych wydarzenia udział bierze wielu bohaterów. Autorka bardzo dobrze zarysowała drugoplanowych "aktorów" Powieść jest przepełniona smutkiem, goryczą i rozpaczą, ale jest też pełna nadziei. Treść wskazuje kierunki jakimi powinniśmy podążać, aby się nie zgubić i czego unikać, aby nie krzywdzić bliskich. Fabuła pomimo tragizmu jest też przedstawiona w sposób lekki a czasem nawet zabawny. Podczas czytania bardzo często na mojej twarzy gościł uśmiech. Gościł on dlatego, że wręcz pokochałam głównych bohaterów. Pomimo ich tragizmu są rewelacyjni. W przeważającej mierze powieści z trendu New Adult są przesłodzone, naciągane i pomimo, że bohaterowie są po przeżyciach bardzo szybko łączy ich tajemnicze przyciąganie. W "Listach do utraconej" tej słodyczy jest bardzo mało. Powieść ma bardzo realistyczny wydźwięk. Realność wydarzeń pozwala całkowicie zatracić się w historii bohaterów, pozwala emocjom przejąc kontrolę. Nie spodziewałam się, że treść obudzi we mnie tak wiele różnych odczuć. Kemmerer pisze bardzo przyjemnym w odbiorze stylem. Skupia się na istotnych elementach. Poprzez słowa potrafi dotrzeć do czytelnika, przykuć jego uwagę i pozwolić na chwile zadumy. Dodatkowo ma talent do tworzenia bohaterów, krzyży wzbudzają różne emocje. "Listy do utraconej" to niesamowicie wciągająca powieść, która wzbudza wiele emocji. To powieść, którą czytanie się jednym tchem. Ja dostałam książkę po obiedzie w poniedziałek, wieczorem zaczęłam czytać...we wtorek rano ...żałowałam, że historia dobiegła końca...nie muszę już chyba nic więcej dodawać. [blog niebo - piekło - ziemia]
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
03-10-2017 o godz 18:06 clarissa92 dodał recenzję:
„Listy do utraconej” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Brigid Kemmerer. Tytuł książki zaintrygował mnie i zachęcił do poznania tej z pozoru lekkiej historii. Muszę przyznać, że obawiałam się tej lektury, miałam wrażenie, że mogę spotkać się z kolejną młodzieżową powieścią dotyczącą miłości pomiędzy grzeczną dziewczyną i złym chłopakiem, jednak moje obawy nie potwierdziły się i jestem z tego powodu bardziej niż szczęśliwa. „Listy do utraconej” to powieść złożona z wielu emocji, poruszająca ważne kwestie radzenia sobie z utratą bliskich osób, życia bez nich i walczenia z przytaczającym poczuciem winy. Oczywiście pojawił się tam również wątek miłości, ale jakże pięknie został on stworzony i ukazany, subtelność, delikatność, wrażliwość taka jest właśnie jest twórczość Brigid Kemmerer. Declan Murphy nie wiedzie zbyt szczęśliwego życia i nie należy do najbardziej radosnych osób na świecie. Jego dom rodzinny już dawno przestał być miejscem do którego chciałoby się wracać, chłopak nie pamięta już kiedy rozmawiał z matką, za to nawet zbyt dobrze pamięta wszystkie słowa wypowiedziane przez ojczyma. W szkole sieje postrach, jest uważany za młodocianego przestępcę do którego lepiej się nie zbliżać. Sąd wymierzył mu karę prac społecznych, dlatego po lekcjach zamiast spędzać czas ze swoim jedynym przyjacielem, który nie rozstaje się z bluzą z kapturem nawet w upalne dni, musi odwiedzać miejski cmentarz i pracować tam po kilka godzin. I to właśnie tam pewnego dnia, na jednym z nagrobków Declan odnajduję list napisany do zmarłej mamy. Jest zbyt ciekawski, dlatego nie krępując się czyta zapisane tam słowa i w tych kilku zdaniach odnajduję siebie, swój ból i zbyt dobrze znane emocje. Wiedziony instynktem odpisuje dziewczynie i w ten sposób rozpoczyna się korespondencja pomiędzy mrocznym Declanem Murphym, a cmentarną dziewczyną Juliet Young. Tych dwoje zupełnie obcych nastolatków nie wie, że w rzeczywistości mijają się każdego dnia, a nawet zamieniają ze sobą kilka zdań. W listach odkrywają wszystkie targające nimi emocje, dzielą się swoją rozpaczą, bólem, poczuciem straty i niezrozumienia przez resztę społeczeństwa. Pierwszy list, który wywołał wściekłość dziewczyny zamienia się w wiele następnych wiadomości, a każda kolejna przybliża ich do siebie i zaczyna tworzyć między nimi więź. Wielkim plusem powieści okazali się bohaterowie, którzy nie irytowali, nie zachowywali się jak rozpieszczone dzieciaki, które myślą, że zdobędą świat. Przeciwnie byli dojrzali, krytyczni wobec siebie, inteligentni i tak bardzo, bardzo ludzcy. Podczas czytania nareszcie nie musiałam irytować się nad głupotą głównych postaci. Autorka stworzyła prawdziwych bohaterów, którzy zmagali się z bólem, który może odczuwać każdy z nas. Nie były to jakieś głupiutkie, mało znaczące sprawy. Podczas czytania nie miało się ochoty przewracać oczami i wzdychać z zażenowania, Declan naprawdę miał trudne życie i jego sytuacja rodzinna sprawiała, że chciało mu się tylko pomóc, bo żaden młody człowiek nie powinien być obarczany winą za coś czego nie zrobił, a dziecko nie powinno brać na swoje barki odpowiedzialności, która przecież powinna spoczywać na rodzicach. Co więcej autorka stworzyła powieść wyjątkowo mądrą, taką którą mogą przeczytać młodzi ludzie, ale także ich rodzice. Relacje dzieci i rodziców są tutaj bardzo istotne, powieść wyraźnie pokazuje, jak bardzo brak rozmów i komunikowania się może zamieszczać w życiu, jak bardzo zamykając się na innych tworzymy klatki w których sami się zamykamy. Nie miej ważna jest tutaj kwestia oceniania ludzi na podstawie plotek, stereotypów, kłamstw. Declan musi cierpieć, ponieważ ludzie oceniają go przez jedno wykroczenie, którego się dopuścił, popełnił jeden błąd, a nauczyciele, uczniowie, a nawet jego najbliżsi skreślają go całkowicie. „Listy do utraconej” to fantastyczna powieść, którą pochłonęłam w ciągu jednego dnia. Nie potrafiłam odłożyć tej książki na bok i oderwać się od historii. Życzyłabym sobie i wszystkim czytelnikom, by powstawały same tak mądre, emocjonalne i przyjemne książki młodzieżowe, które traktowałyby o miłości, nadziei, samotności, bólu i poszukiwaniu światła w ciemności. Dawno nie czytałam tak dobrej książki. Polecam! .
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-10-2017 o godz 10:15 Kamila Kaczmarska dodał recenzję:
Nie miałam jakichś wielkich oczekiwań co do tej książki, brakowało mi takich melodramatów, więc nastawiłam się na przyjemną młodzieżówkę, która nie pozostanie ze mną na długo, a będzie miłą odskocznią. Może właśnie takie podejście sprawiło, że po prostu zakochałam się w tej książce. Mama Juliet była fotografką. Jeździła do odległych krajów, często na niebezpieczne tereny, by zrobić jak najlepsze zdjęcia. Była w krajach, gdzie panował stan wojenny i głód, ale mimo to zginęła w wypadku samochodowym, w drodze do domu. Kiedy wyjeżdżała, kontakt z Juliet utrzymywała poprzez listy, więc po jej śmierci, córka regularnie chodziła na jej grób i zawsze pozostawiała list, nie mogąc pogodzić się z tą stratą. Jeden z takich listów znajduje Declan, który odbywa prace społeczne na cmentarzu. Declan to zły chłopak, a przynajmniej tak go widzą inni. Boją się go zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Gdy odpowiada na zostawiony przez Juliet list, dziewczyna się wścieka, aż w końcu sama postanawia mu odpisać. Po paru takich wymianach nawiązuje się między nimi nić porozumienia, nie znają się, więc łatwiej idzie im rozmawianie ze sobą o swoich uczuciach. W swoich listach mogą być sobą, mogą być szczerzy. Sprawy się komplikują, gdy niektóre fakty ścierają się ze sobą, a na jaw wychodzą liczne kłamstwa. Czy łatwiej będzie im, jak się dowiedzą, z kim piszą? Książka zapowiadała się prosto. Nie wiedziałam, jak autorka to pociągnie, ale szczerze, nie byłam pewna, czy spodoba mi się koncepcja wymiany listów między bohaterami. Jak się okazało, nie miałam o co się martwić. Historia wciągnęła mnie od razu i byłam zaskoczona już po paru rozdziałach. Spodobało mi się tam praktycznie wszystko. Styl pisania niczym nie wyróżnia się od innych młodzieżówek, jest tak samo prosty i łatwy w odbiorze, ale bardzo podobały mi się dialogi; proste, żadnych filozofów, na poziomie nastolatków i przede wszystkim nieprzerysowane. Bardzo nie lubię przerysowania w książkach, zawszę się krzywię, jak dorosła osoba próbuje nieudolnie odtworzyć pogawędkę nastolatków, ale tutaj nawet tego nie odczułam. Niemal wszystkie potyczki słowne czytałam z uśmiechem. Były proste, zwyczajnie, ale to właśnie dodawało prawdziwości tej książce. Listy zleciały mi błyskawicznie i naprawdę przyjemnie, jednak to, czym najbardziej się zauroczyłam to bohaterowie i relacje między nimi. O ile Juliet była nieco przewrażliwioną i mocno emocjonalną dziewczyną, to nie działała mi na nerwy w ogóle. Declan nie był typowym złym chłopcem, nie próbował ściągnąć Juliet na ciemną stronę ani ona w żaden sposób się dla niego nie zmieniała. Chłopak popełnił w życiu parę błędów, za które musiał odpowiedzieć, a życie skrzywdziło go niewiele gorzej od Juliet. Miał przy sobie przyjaciela, Reva, który został zabrany od agresywnego ojca i adoptowany przez sąsiadów Declana. Rev to całkowite przeciwieństwo Deca; mocno wierzący, zawsze spokojny i opanowany. Każde z tych bohaterów zostało na swój sposób złamane i każde potrzebowało pomocy. Autorka skupiła się również na relacjach tych bohaterów ze swoją rodziną, pokazała nam, jak to wygląda, nie zaniedbując nikogo. Przedstawiła nam ich uczucia, mogliśmy je przeczytać w listach Juliet i Declana, wszystkie żale, zmartwienia i marzenia, wszystkie błędy i, naprawdę, przy historii Declana krwawiło mi serce. Mimo że sednem książki była śmierć matki Juliet, to rozdziały Deca polubiłam najbardziej. Autorka przedstawiła nam coś, co dzieje się naprawdę, co może spotkać nas wszystkich. Skupiła się na tym, jak życie potrafi nas zaskoczyć, że ludzie nie zawsze są tacy, za jakich się podają. Brigid Kemmerer w piękny sposób przybliżyła nam sytuacje każdego z bohaterów, po kolei odkrywała przed nami nowe fakty. Choć na początku może się wydawać, że książka będzie przewidywalna, to autorka mnie zaskoczyła. Niektórych rzeczy i rozwiązań się nie spodziewałam. To jedna z tych książek, gdzie trudno mi było cokolwiek opisać, bo to trzeba po prostu poczuć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
23-09-2018 o godz 22:27 m_arysi_a dodał recenzję:
www.potegaksiazek.blogspot.com Pierwsza rzecz jaka mi się wrzuciła w oczy, to podobieństwo tej książki do książki "Coś o mnie i coś o tobie". Bohaterowie w obu książkach piszą do siebie listy i w "Coś..." bohaterka nie wiedziała z kim pisze aż do końca książki i tutaj było podobnie. Mimo że w tej książce na początku oboje nie wiedzą z kim piszą, to jednak potem jedna ze stron się dowiaduje. Również bohaterka. Tak jak w tamtej książce, tak i tutaj straciła mamę. I teraz Juliet źle sobie z tym radzi. Naprawdę źle. Tak naprawdę w tej książce jest taką buntowniczką, również... trochę mnie wkurzała. Bo w swoich listach nie oceniała Declana. Jednak zawsze jest łatwiej nie oceniać na papierze, prawda? Za to w realu, gdy tylko widziała jego lub jego przyjaciela, od razu przyklejała im łatki. Wiem, że nie powinnam jej oceniać za to, że taka surowa była wobec oceny chłopaków, szczególnie Declana, bo sama bym oceniała. Tak łatwo oceniać takich "bandziorów" po ubiorze, zachowaniu, ich odpyskiwaniu na każdy temat każdej osobie. To właśnie pokazuje jak każdego tak łatwo oceniamy. Oceniamy całkowicie nie znając drugiej osoby, nie wiemy co się kryje pod ich zachowaniem, jak bardzo ci ludzie są skrzywdzeni i jaką mają przyszłość. To, że książka to pokazuje mi się bardzo podobało. Co do Declana, to było mi bardzo szkoda. Był oceniany przez wszystkich, ale też sam pozwalał, by tak go oceniano, ale się mu nie dziwię. Jego ojczym był dla niego okropny, również go oceniał, nie pozwalając sobie zrozumieć tego dziecka, jego historii z jego prawdziwym ojcem i jego relacji z matką. Każdy się do niego odwrócił, jego własna rodzina nie chciała mu pomóc z różnych powodów. A mimo to był silny. Taki silny, próbował udowadniać, że jest dobry, że nie ma złych intencji, że nie trzeba się go bać, bo nikogo nie skrzywdzi. Chciał, by ludzie w nim zobaczyli inteligencję, że jest pracowity, nie leniwy. I mądry. Ale jak mówiłam wcześniej: tak łatwo jest oceniać. Rzucę tu dwa cytaty, dot. Declana, które rozwaliły mi serce, z powodu jego cierpienia, przeczytajcie proszę: "Jednak prawdziwe życie toczy się tu i teraz i prawda jest taka, że ludzie, którzy powinni mnie wspierać, bez przerwy wdeptują mnie w ziemię." "Nie jestem dobrym człowiekiem. Nie umiem niczego budować, potrafię tylko niszczyć. Nie potrzebujesz mnie. Zasługujesz na kogoś lepszego." Samo to, że ten chłopak tak o sobie myślał mnie zraniło. Bo to zasługa innych ludzi, że tak o sobie myślał. Ich postawa i słowa uczyniło to, że w je uwierzył. W tej książce była rzecz, która mi trochę mieszała w głowie. Są to listy. Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja już nie mogłam odróżnić czy to, co bohaterowie o sobie wiedzą było powiedziane w listach czy w realu. Bo się znali, rozmawiali i czasami gdy coś mówili, nie wiedziałam, czy powinni wiedzieć, czy wiedzą, bo nie pamiętałam czy o tym naprawdę rozmawiali czy to było w listach. Nie wiem czy się dobrze wyraziłam, ale po prostu ta granica między tym, co mówili w listach a tym, co w realu była niesamowicie cienka i już sama się gubiłam, bo myślałam, że ta osoba powinna się czegoś domyślić czy coś. Podobało mi się, że książka nie skupiła się też całkowicie na głównych bohaterach, ale i na pobocznych, np. na historii przyjaciela Declana, Reva. Jego przeszłość i teraźniejszość bardzo mnie wzruszyła i naprawdę chciałabym wiedzieć o nim coś więcej. Jeśli chodzi o rodziców Declana, również ta historia była potrzebna, a także ojciec Juliet. Mimo że nie było idealnie, to powoli było lepiej. Nie wydaje mi się, żeby ta książka byłą jakaś ekstra super. Była okej, chyba szału na mnie wielkiego nie zrobiła, aczkolwiek wielki plus za to, że dała mi jakąś lekcję, więc to nie było puste czytanie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
5/5
25-03-2018 o godz 19:40 tomesofjoy dodał recenzję:
Pozornie książka jakich wiele. Kolejny Young Adult, pomyślałam, kiedy trafiła w moje ręce, a po zapoznaniu się z opisem na okładce pojawiła się myśl, że albo to będzie bardzo dobre albo bardzo złe. Brigid Kemmerer porusza bardzo trudny temat, utraty bliskiej osoby i żałoby po niej, ale czy ta książka jest tylko o żałobie? Jak się ją czyta, jakie budzi emocje i dlaczego uważam ją za jedną z najpiękniejszych historii przeczytanych w tym roku? O tym przeczytacie w mojej recenzji. W „Listach do utraconej” poruszone są dwa bardzo ważne tematy. Pierwszym, który w książce odgrywa kluczową rolę i od którego wszystko się zaczyna to próba powrotu do normalności po stracie najbliższej osoby. Główna bohaterka Juliet od tragicznej śmierci mamy codziennie odwiedza ją na cmentarzu i zostawia zaadresowane do niej w formie listy. W nich opisuje swoje uczucia, tęsknotę i smutek. Pisze do mamy według znanych, tylko im reguł. Wyobraźcie, więc sobie jak musiała poczuć się Juliet, kiedy na jednym z pozostawionych listów znajduje dopisane słowa. Ktoś wkradł się w przestrzeń pomiędzy nią a mamę i bezcześci jej rytuał. Dziewczyna wpada w szał i dopiero po przemyśleniu postanawia odpisać nieznajomemu lub nieznajomej. Opis książki zdradza, kto jest autorem dopisanych do listu Juliet słów, więc i ja Wam zdradzę. To Declan Murphy. Nastolatek, który w ramach kary wymierzonej przez sąd, odbywa obowiązkowe prace społeczne na cmentarzu. Zbuntowany przeciw wszystkim i wszystkiemu Declan, nie ma oporów, kiedy na jednym z nagrobków znajduje list. Czyta go i z zszokowany jego treścią postanawia odpowiedzieć. Declan oceniany jest przez pryzmat jednego zdarzenia, którego był uczestnikiem i choć nikt do końca nie wie co się wydarzyło, oceniają go wszyscy. I nie jest to opinia, na którą zasługuje. Nikt, tak naprawdę nie stara się mu pomóc. To drugi i dający tyle do myślenia temat, który Brigid Kemmerer porusza w swojej książce. Co wyniknie z korespondencji dziewczyny pogrążonej w smutku i chłopaka, któremu doczepiono łatkę łobuza? Czy znajdą wspólny język i będą mogli pomóc sobie nawzajem. Jaką moc może mieć przyjaźń z nieznajomą osobą? Książka wyzwala niesamowite emocje. Pełna jest uczuć, które towarzyszą naszym bohaterom i są to przeróżne uczucia. Od żalu i smutku po nadzieję i ekscytacje. Nie potrafiłam oderwać się od tej niezwykle mądrej i pouczającej historii. Bohaterowie, których chce się utulić i zmniejszyć ich ból. Są autentyczni, czasami są zagubieni, potrzebujący wsparcia, czasami nad wyraz dojrzali. Ta książka poruszyła mnie swoją subtelnością. Nie znalazłam w niej żadnych wad. Uważam, że to naprawdę niesamowite, by tak przestawić losy dwójki nastolatków, bez wulgaryzmów, z wartościowymi dialogami i historią, która na długo zagości w sercu czytelnika. Co najważniejsze niesie przekaz, który niezależnie od wieku jest niezwykle aktualny. Nie chcę za dużo zdradzać, bo uważam, że w książce każdy powinien odnaleźć sam to co dla niego najistotniejsze, ale ja od kilku dni myślę o tym, co przeczytałam. O tym jak łatwo oceniamy innych. Nie napiszę Wam, w tej recenzji na temat stylu pisania, ani narracji, ponieważ tej książki się nie czyta, z nią się płynie, ona wprost porywa. Strona po stronie, aż w końcu docierasz do jej finału. To jedna z tych lektur, których nie chcesz kończyć czytać, a gdy to nastąpi, myślisz o niej nieustannie. Tak właśnie było ze mną. Choć książka dedykowana jest młodzieży, uważam, że będzie również idealna dla rodziców nastolatków, by nie zapomnieli, że ich nastoletnie dzieci, to wciąż dzieci. Poza tym, to historia dla każdego niezależnie od wieku. Wzruszająca, mądra, ponadczasowa, to chyba najlepiej opisujące tę książkę słowa. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
03-10-2017 o godz 20:14 Estrella dodał recenzję:
Juliet pisała do matki listy i nawet po jej śmierci nie przestaje tego robić. Tylko teraz nie czeka już na jej odpowiedź. Pozostawia je na nagrobku matki. Declan to outsider, który wykonuje prace społeczne na cmentarzu. Przypadkiem list Juliet trafia do rąk chłopaka. Zaintrygowany listem, z którego emanuje cierpienie nie potrafi oprzeć się pokusie i odpisania na niego. Juliet odkrywa, że ktoś śmiał naruszyć jej prywatność. Przepełniona złością odpisuje na wiadomość nieznajomego. Wkrótce zaczynają ze sobą korespondować, dzieląc się swoim bólem i przeżyciami. Choć są dla siebie całkowicie anonimowi, to właśnie ta anonimowość pozwala im zbliżyć się do siebie. Łączy ich moc słów, bo czasem łatwiej o czymś napisać niż powiedzieć. Juliet bardzo kochała matkę, która była dla niej wzorem, dlatego nie potrafi pogodzić się z jej śmiercią. Zawsze starała się jej zaimponować, chciała aby była z niej dumna. To matka zaszczepiła w dziewczynie miłość do fotografii. Jednak matka dziewczyny nie potrafiła dać jej tego, czego pragnęła nastolatka- bliskości. Zoe Thorne wybrała niebezpieczny zawód, nie bała się ryzykować, aby uchwycić szereg emocji i prawdę w jednej fotografii. Juliet musi walczyć z bolesną stratą, podobnie jak jej nieznajomy. Declan to szkolny outsider, borykający się ze stratą siostry, który jednym nierozsądnym wybrykiem skazał się na szyderstwa ze strony uczniów i dorosłych. Dlaczego? Bo łatwo oceniać kogoś na podstawie jednego zdarzenia lub plotki. Relacje Declana z matką i ojczymem nie należą do najłatwiejszych, co negatywnie odbija się na samoocenie chłopaka. Juliet i Declana łączy ból po stracie bliskich osób, ale w końcu pojawia się nadzieja, a przypadek sprawił, że mogą pomóc sobie nawzajem zasklepić krwawiące rany oraz dociec prawdy. Anonimowość pozwala im uzewnętrznić emocje, podzielić się bólem. Czasem łatwiej jest nam opowiedzieć o swoich uczuciach obcej osobie, niż najbliższym. W tej historii to właśnie najbliżsi, a mianowicie rodzice mają największy wpływ na naszych bohaterów. Niestety dorośli wykazali się lekkomyślnością i nieodpowiedzialnością, co wpłynęło na nastolatków znajdujących się w trudnym wieku. Autorka świetnie opisała relacje łączące Declana z rodziną. Poznajemy go jako outsidera, który dąży do konfrontacji i wzbudza strach, ale tak naprawdę to jedynie maska, pod którą ukrywa się wrażliwy nastolatek, pragnący akceptacji ze strony rodziny. Jest złożoną postacią i jedną z ciekawszych, jakie miałam okazję poznać, czytając książki z gatunku Young Adult. Dodatkowo Kemmerer wysyła jasny komunikat, że nie powinniśmy oceniać ludzi na podstawie ich pojedynczych czynów czy zachowań. „Listy do utraconej” to rewelacyjna książka. Głęboka, wyrazista, przepełniona bólem i nadzieją. To nie jest romans o nastolatkach, to historia poruszająca kwestie rodzicielstwa, przyjaźni, pogodzenia się ze stratą, lojalności i wybaczania. Brigid Kemmerer ukazała subtelne uczucie rodzące się pomiędzy bohaterami. Uczucie to nie wychodzi na pierwszy plan, ale kiełkuje i dojrzewa z czasem. Płynęłam przez zapisane strony, a emocjonalna korespondencja Juliet i Declana wielokrotnie łapała mnie za serce. Wyraziści i autentyczni główni bohaterowie oraz ciekawie wykreowane postaci drugoplanowe to ogromna zaleta tej książki. Czy polecam „Listy do utraconej”. Zdecydowanie tak! https://mowmikate.blogspot.com/2017/10/recenzja-brigid-kemmerer-listy-do.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-11-2017 o godz 17:16 Miasto Książek dodał recenzję:
Mama Juliet była fotografem wojennym. Robiła zdjęcia prawdzie i nie bała się jej ukazywać światu. Podróżowała po państwach wojennym i pokazywała biedotę, nędzę i spustoszenie jakie niesie walka. Teraz jej już nie ma. Pozostały po niej tylko zdjęcia. Juliet słabo radzi sobie z tą stratą. Nadal podtrzymuje ich tradycję i piszę do niej listy. Opisuje każdy dzień i zwierza się, jak ciężko jej wytrzymać każdy dzień. Jeden z listów czyta Declan, który musi na cmentarzu odpracować prace społeczne. Spontanicznie postanawia odpisać na list, ponieważ bardzo go poruszył. I tak wszystko zaczęło się od listu... Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale czasami gdy zobaczę jakąś książkę, przeczytam opis to czuję, że ta pozycja może zmienić moje życie i stać się jedną z najważniejszych. Takie właśnie odczucia miałam względem tej pozycji. I powiem Wam, że nie przypuszczałam, że aż tak bardzo na mnie wpłynie. "Każde słowo jest wypełnione cierpieniem. Bo tylko cierpienie może skłonić kogoś do pisania listów do osoby, która nigdy ich nie przeczyta. Taki ból czyni cię samotnym. Każe ci wierzyć, że nikt nie cierpi tak bardzo jak ty. " To książka, która porusza tak wiele ważnych tematów, że ciężko je wszystkie wymienić: śmierć rodzica, depresja, rozwód, alkoholizm w rodzinie, nietolerancja w szkole, ocenianie ludzi tylko przez plotki, radzenie sobie z codziennością, traumy z dzieciństwa, poszukiwanie prawdziwego siebie, fotografia i ukazywanie świata tylko przez zdjęcia i jeszcze wiele innych tematów, które sami musicie odkryć. Początek książki nie zapowiadał niczego szczególnego. Przyznam się, że pierwsze 100 stron to czytałam tylko po to, by móc przeczytać nowy list lub email. Te fragmenty tak poruszały moją duszę, moje wnętrze, że nawet teraz nie mogę tego jakoś sensownie wyjaśnić. Im dalej czytałam, tym bardziej się do tego przekonywałam. Bohaterowie to już kompletnie kosmos. Rzadko spotyka się książki, gdzie czytając o jakimś bohaterze mamy przed oczami naszego znajomego. Mówię serio, gdy czytałam o uczniach, którzy przewijali się w powieści, to miałam wrażenie, że autorka opisuję moją koleżankę czy kolegę. Oni są tutaj tak ludzcy, tak prawdziwi, że nie mogę im nic zarzucić. Jasne, były momenty, gdzie miałam ochotę nimi potrząsnąć, ale to ze względu na to, że na ich miejscu zrobiłabym to samo i tutaj pojawia się paradoks. "Jeśli tak, to czy istnieje sposób na to, by pokazać więcej siebie? Czy też jesteśmy uwięzieni w jednej fotografii, która nie pokazuje całej historii?" Dla mnie obecnie, ta książka to moje odkrycie roku. Rzadko tak mam, ale dla tej książki zarwałam noc, a zaraz po przeczytaniu ostatniego zdania miałam ochotę przeczytać ją od początku. W ogóle końcówka to spełnienie moich wszelkich oczekiwań ♥ Dlatego, jeżeli szukacie wyjątkowej i niebanalnej powieści, to "Listy do utraconej" będzie idealna. Tutaj jest wszystko co powinna zawierać dobra książka młodzieżowa: prawdziwi bohaterowie, niebanalne problemy, współczesne problemy szkolne, powieść, po której wyciągamy wnioski. Jestem pewna, że jeszcze nieraz tę powieść przeczytam, bo mam przeczucie, że za każdym razem znajdę w niej coś nowego lub spojrzę na sytuację z innej perspektywy. Dlatego koniecznie musicie zapoznać się z tą książką!!! No i bardzo ubolewam, że o tej pozycji tak mało się słyszy. Nie rozumiem dlaczego, ale trzeba to koniecznie zmienić!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
22-02-2018 o godz 10:59 podróżdokrainyksiążek dodał recenzję:
„Listy do utraconej” Są powieścią, która bardzo mnie poruszyła, wiele z książek porusza tematy jak ta, o problemach w życiu, które sprawiają, że nie możemy siebie zaakceptować i przeszłości, która się za nami ciągnie i zmienia nas w ludzi, którymi nie byliśmy, wycisza lub wręcz przeciwnie skłaniając nas do zachowań autodestrukcyjnych. Jednak co tę właśnie książkę tak wyróżnia na tle tego wszystkiego, co mamy na rynku czytelniczym. To fakt tego, w jaki sposób została cała fabula poprowadzona i jak wiele warstw ma pod nią które skłaniają do niejednokrotnej refleksji nad tym, co ludzi może spotkać w życiu, a my ich tylko osądzamy, chociażby zbyt szybko, nie dajemy im szansy, by ich zrozumieć i dowiedzieć się co takiego na nich wpłynęło, gdy taka, chociażby agresja może być spowodowana tym, że kogoś się straciło i nie ma w nikim wsparcia. Taką osobą jest Juliet, która straciła matkę, nie potrafi się z tym pogodzić, gdy w dodatku pasja, która ich łączyła, jest teraz dla niej utrapieniem, gdy sięga po to, przypomina się jej mama, która była fotografką wojenną. Jednak teraz nie ma jej przy niej, a to sprawia, że dziewczyna nie może z tym sobie dać rady, przychodzi na cmentarz i pisze do niej listy, zostawiając je na jej grobie z nadzieją jakby kiedykolwiek te słowa, które tam wyleje, dotrą do matki. Pracujący na cmentarzu chłopak imieniem Declan trafia na ten list i czytając go rozumie, że nie jest na tym świecie sam, że nie tylko on sam odczuwa taki ból i podziela go z adresatem listu. Jednak on swoje życie prowadzi w ogóle inaczej, mając skłonności do agresji, która wpływa na jego życie w taki sposób, że wszyscy tylko zwiastują mu życie za kratami. Obydwie osoby pełna wzruszającej i pełnej cierpienia historii zaczynają do siebie pisać, nie wiedząc absolutnie, kim jest druga osoba. Spotykają się normalnie w szkole, jednak nie zmienia to faktu, że ciągle adresat poszczególnych listów jest owiany tajemnica. Tak jak na początku wspomniałam, jest to bardzo poruszająca opowieść, w której wiadomo, że znajdzie się i również chwila na miłość, jednak słowo „chwila” jest tu kluczowe, gdyż nie ona gra tutaj główne skrzypce. Gdyż to wspólna historia obydwóch osób tutaj jest ważna, pisana z dwóch perspektyw przedstawia nam o wiele lepiej postacie, mogąc je tak zrozumieć, zgodzić się z czymś czy zaprzeczyć temu, co robi, jednak to jest cudowne, że możemy dzięki takiej formie ich po prostu lepiej znać. Również ważnym elementem są tu listy, tak, każdy list, który jest przez nich napisany, jest zawarty w książce i możemy go bez problemu przeczytać. Sama treść pozycji możemy podzielić na wiele warstw, na samą fabułę, która możemy przeczytać, czy także z tymi warstwami, które po zakończeniu sprawiają, że myślimy, docierają do nas wartości, o których może zapomnieliśmy i nie byliśmy sobie z jakiegoś powodu ich znów uświadomić. Ja przy tej książce wiele razy się wzruszałam i nie raz poleciały mi łzy, z tego powodu jak została napisana, jest trudno by po prostu zachować powagę i ot, tak sobie ją przeczytać. Dlatego z całego serca wam ją polecam, gdyż jest to pozycja o dwójce osób, które przy swoim wielkim wsparciu akceptują to, co się wydarzyło w ich życiu i starają się je ułożyć od nowa, o wiele lepiej.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-10-2017 o godz 21:24 Nemezis dodał recenzję:
Fotografia. Ulotna chwila utrwalona w pojedynczym kadrze. Choćby zawierała mnóstwo szczegółów, nigdy nie opowie całej historii, nie ukaże kontekstu. Zaledwie ułamek sekundy z rzeczywistości, czas zatrzymany na mgnienie oka. Podobnie jest z ludźmi. Każdy z nas pokazuje światu jakąś niewielką część siebie, cała reszta pozostaje ukryta. Nikt nie wie o nas wszystkiego, nie pozna naszych myśli. Jedynie ułamek całości, którym postanowimy się podzielić. To sprawia jednak, że bardzo łatwo oceniać innych, osądzać na podstawie tego małego fragmentu, który dane nam było przypadkiem dostrzec... Juliet Young niedawno straciła matkę. Fotografka, korespondentka wojenna zginęła w wypadku samochodowym, wracając do domu. Dziewczyna głęboko przeżywa stratę, ciągle odwiedza cmentarz, pisząc listy, które zostawia później na jej grobie. Pewnego dnia przeżywa szok, gdy dostrzega, że ktoś na jeden z nich odpisał. Początkowo wpada we wściekłość. Ktoś naruszył jej prywatność, przeczytał coś, co nie było skierowane do niego. W dodatku ośmielił się napisać też coś od siebie! Wytrąca ją to z równowagi do tego stopnia, że rezygnuje z pisania do matki. Zamiast tego postanawia zostawić parę słów do nieznajomego, który tak ją zdenerwował. Wkrótce zaczynają prowadzić regularną korespondencję, zostawiając sobie w tym miejscu kolejne wiadomości. "Listy do utraconej" to przede wszystkim opowieść o stracie, wielkiej tęsknocie, przemożnym smutku i cierpieniu tak dojmującym, że nie pozwala normalnie żyć. O wyrzutach sumienia, odrzuceniu, rodzinnych dramatach, przełamywaniu stereotypów, o przeznaczeniu i wyznaczaniu swojej życiowej ścieżki. Mamy tu też powoli zawiązującą się powoli nić porozumienia pomiędzy dwojgiem bohaterów przeżywających utratę najbliższych. Piszą do siebie o życiu i śmierci, dzieląc się najbardziej intymnymi przemyśleniami. Każde z nich boi się jednak poznać tożsamość tego drugiego, bo mogłoby to zniszczyć łączącą ich więź. Co jeśli autorką listów jest ta dziewczyna, która uważa go za niebezpiecznego kryminalistę? A jeśli ten chłopak to Declan - mroczny typ z kartoteką policyjną, który sprawia wrażenie, jakby każdego chciał pobić? Powieść Brigid Kemmerer aż kipi od emocji. Głównie tych negatywnych - rozpaczy, bezsilności, smutku, wściekłości... Jednocześnie jednak niesie za sobą nadzieję. Gdy bohaterowie dostają szansę rozmowy z kimś, ktoś rzeczywiście rozumie, co czują, ponieważ dzieli ten sam ból... Chwytają się jej jak ostatniej deski ratunku. Nie znają nawet swoich imion, zaczynają posługiwać się pseudonimami - Mrok i Cmentarna Dziewczyna. I chociaż każde z nich ma swojego najlepszego przyjaciela/przyjaciółkę, wkrótce odkrywają, że całkowicie szczerze mogą rozmawiać tylko między sobą. Nikt inny nie jest w stanie pojąć ogromu cierpienia, które w sobie noszą. Wraz z rozwojem tej nietypowej relacji, historia wciąga coraz bardziej. Przeczytałam ją w dwa dni, przeżywając wszystko razem z bohaterami. Nie żałuję ani jednej chwili i mam wielką nadzieję, że będę miała okazję poznać również pozostałe powieści tej autorki. Polecam! Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu YA! ogrodksiazek.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-10-2017 o godz 11:20 Salivia dodał recenzję:
Sięgając po tę książę spodziewałam się czegoś mocno przeciętnego. Listy do utraconej charakteryzowały się wysokimi ocenami na licznych portalach, jednak sama tematyka zdawała się oklepana. Myślałam, że w ręce wpadła mi kolejna typowa i przewidywalna młodzieżówka. I może faktycznie: niektóre wątki nie były szczególnie zaskakujące, jednak nie zepsuło mi to zabawy w najmniejszym stopniu! Fabularnie jest to książka dość spokojna. To obyczajówka, która prezentuje dwójkę zagubionych w życiu nastolatków. Żadne z nich nie potrafi sobie poradzić ze śmiercią bliskich osób, a rozmowa z kimś pozornie obcym jest dla nich oczyszczająca. Nie od dziś wiadomo, że czasami łatwiej jest się nam wygadać komuś, kogo nigdy nie widzieliśmy na oczy. Brigid Kemmerer doskonale bazuje na wątku penpals, nadając mu głębię i pokazując siłę sprawczą otwarcia się na drugiego człowieka. Mimo że Listy to utraconej jest pozornie spokojną powieścią, to wywołuje w czytelniku szereg emocji. Czytałam ją w trakcie wykładu i co rusz parskałam śmiechem, uśmiechałam się, smuciłam albo denerwowałam na bohaterów. Do tego stopnia, że zaniepokoiłam siedzących obok mnie znajomych. Przypuszczam, że inni mogą znaleźć się w podobnej sytuacji, więc ostrożnie z tą książką! Brigid Kemmerer pokazała także, jak ważne jest zrozumienie drugiej strony, zamiast oceniania jej po pozorach. To kolejny istotny element, który warto wziąć sobie do serca. Bohaterowie wiele razy stawiani są w sytuacjach, w których oceniają kogoś przez pryzmat jego pozycji, wyglądu, krążących o nim plotek albo odgrywanej w społeczeństwie roli. Ta książka to także opowieść o relacjach będących ponad to wszystko! Wątek romantyczny w tej powieści jest cudowny! Nie ma w nim żadnej wulgarności, którą spotykamy teraz w co drugiej książce. Nie jest to również naiwny i wyidealizowany związek dwójki dzieciaków. Relacja, która powstała między Declanem i Juliet jest urocza, realistyczna i wywołuje uśmiech na twarzy. Wątek ten nie wysuwa się na pierwszy plan, przytłaczając przy tym inne elementy powieści. I chwała autorce za to! Ogólnie bohaterowie tej powieści są niesamowici. Mają indywidualne charaktery, nie wpisują się w typowe, znane nam z innych powieści cliché. Potrafią zaskoczyć czytelnika tym, jak bardzo odbiegają od postaci spotykanych w tego typu młodzieżówkach. To czyni Listy do utraconej jeszcze bardziej oryginalnymi. Co prawda zdarzały się pewne potknięcia, choćby w zachowaniach bohaterów, których moje krytyczne oko nie mogło zignorować. Czasami wybory postaci zdawały mi się irracjonalne. Może rzeczywista osoba też by tak postąpiła, jednak dla mnie zakrawało to o brak racjonalizmu. Z kolei fabularnie zabrakło mi rozwinięcia wątków postaci pobocznych. Nie jest to must-have, ale chętnie przeczytałabym osobny tom dotyczący historii przyjaciela Declana, Reva. Podsumowując, książka jest wciągająca, emocjonująca i oryginalna. Przedstawia radzenie sobie z żałobą u młodych ludzi, próbę odnalezienia nici porozumienia z innymi oraz dostrzegania w drugim człowieku tego, co najlepsze. Dla mnie jest to jedna z lepszych książek tego roku!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-10-2017 o godz 15:06 Ewelina Anna Chojnacka dodał recenzję:
Kilka szarych listów, Napisanych łzami smutku. Czekają na odbiorcę, Który odszedł gdzieś Do świata wiecznego snu. Od tego czasu… Każdego dnia, Niezależnie od pory i roku. Na utraconą, czeka ważny list. A w nim zapisana miłość, Której nie pokona nawet śmierć. Mijają dni, mijają miesiące, A jedyne co pozostało, To nadzieja, że być może… Ktoś… kiedyś… Odpiszę na ten list, Choć słowem pocieszenia? Fabuła: Fabuła książki „Listy do utraconej” zachwyciła mnie nie tylko swoją niepowtarzalnością oraz szczerością emocji, ale i także swoją przeogomną magią prawdziwej przyjaźni, która dzięki zrozumieniu i zaufaniu, potrafi pokonać każdy, nawet największy ból serca i duszy. Ponadto… Historia Juliet i Declan, to według mnie niezwykła karuzela doświadczeń i niezapomnianych emocji, które choć naznaczone zostały przez rzekę łez smutku i żalu, to jednak… Mają w sobie coś magicznego, co daje czytelnikowi nadzieję na nowe, lepsze jutro. Styl: Styl autorki jest niezwykle lekki, barwny i co najważniejsze, wypełniony po brzegi nutką autentycznych oraz szczerych aż do bólu emocji. I możecie mi wierzyć lub nie, ale… Obok tej książki nie da się przejść obojętnie. Ją trzeba przeczytać, przeżyć i przeanalizować każdym nerwem naszego czułego serca. Dlatego też, kiedy czytałam tę książkę, to nie potrafiłam oderwać się od niej nawet na krótką chwilkę. Śmiałam się i płakałam wraz z głównymi bohaterami, przeżywając dogłębnie każdy ich emocjonalny wzlot i upadek. Bohaterowie: Głównymi bohaterami tej niesamowitej książki są: Juliet – To pełna bólu i żalu nastolatka, która w wypadku samochodowym, straciła swoją ukochaną mamę. I choć z całych swoich sił stara się być silna, to jednak nie potrafi pogodzić się z jej nagłą i bezpowrotną stratą. Dlatego też, postanawia pisać do niej osobiste listy, które ukrywa na jej pogrążonym przez ciszę grobie. Declan – To pełen gniewu nastolatek, który odbywa prace społeczne na cmentarzu w ramach kary za popełnione wykroczenie. Któregoś dnia, odnajduje list napisany przez Juliet. Jego treść tak go porusza, że postanawia jak najszybciej na niego odpisać. Początkowo dziewczyna jest wściekła, kiedy odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność. Jednak… Bo głębszym zastanowieniu, postanawia napisać list do tej tajemniczej, wścibskiej a zarazem intrygującej osoby. I od tej chwili… Zbuntowany Declan i smutna Juliet, wymieniają się wiadomościami pełnymi żalu i łez, w ten sposób dzieląc swój ból na dwoje. Szata graficzna: Jestem zauroczona szatą graficzną tej książki. Słowo „piękna” to zbyt mało, aby uchwycić jej kreatywność, nietuzinkowość oraz przeogromną siłę przekazu. W końcu… Te papierowe kwiaty mają w sobie coś… Hmm…Tajemniczego, smutnego a zarazem ciepłego i melancholijnego. Co niewątpliwie, niesie ze sobą fajną nutkę zwariowanej inspiracji. Podsumowanie: „Listy do utraconej” to niezwykle realna i szczera aż do bólu historia, która roztrzaska twoje serce i duszę na milion słodko- gorzkich kawałków. Jej emocjonalna głębia, poruszy cię do tego stopnia, że mieszkające pod twoimi powiekami łzy smutku, zamienią się w uśmiech napełniony magią tęczy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
10-10-2017 o godz 20:23 Magdalena Mrózek dodał recenzję:
Każde dziecko potrzebuje rodziców. Kogoś na kim może polegać i kto się o niego zatroszczy. Jednak kiedy niespodziewanie tracimy matkę lub ojca, wszystko się zmienia. Nieważne czy mamy 5, 10 czy 40 lat. W każdym wieku strata jest ogromna. Mama Juliet kilka miesięcy wcześniej zmarła w wypadku samochodowym. Dziewczyna nie potrafi poradzić sobie z żałobą i codziennie przychodzi na cmentarz żeby zostawić list do swojej rodzicielki. Jednak wszystko się zmienia gdy pewnego dnia na jednym z nich otrzymuje odpowiedź. Listy do utraconej Brigid Kemmerer to piękna historia o nadziei. Bohaterami jest dwójka młodych ludzi. Juliet Young właśnie straciła matkę, która była słynnym fotografem wojennym. Dziewczyna od tego czasu czuje strach przed robieniem zdjęć, co kiedyś było jej największym hobby. Declan Murphy uważny jest za chłopaka, którego przyszłość wiąże się z więzieniem. Nikt nie zna prawdy o tym, co wydarzyło się w jego życiu oraz nie rozumie czemu z każdym dniem coraz bardziej dąży do samodestrukcji. Ta dwójka nie miała prawa się poznać, jednak w niespodziewany sposób zostają największymi przyjaciółmi. Jednak czy ich relacja przetrwa kiedy poznają prawdę o tożsamości drugiej osoby? Historia przedstawiona w tej książce jest prosta, jednak naładowaną ogromną dawką emocji. Nie mamy tu szalonego romansu czy dramatycznych końców przyjaźni. Książka skupia się na ukazaniu etapów żałoby Juliet oraz jej problemów. Dziewczyna nie upija się, nie wagaruje czy nie popełnia innych tego typu wykroczeń. Jednak od momentu pogrzebu matki zamyka się w sobie. Strata, ból i rozpacz ogarnęła jej życie i nad nim zapanowały. To samo tyczy się Declana, który nie potrafi znaleźć ujścia dla swojej wściekłości. Ta dwójka mogłaby być najbardziej niebezpieczną parą, jednak okazują się osobami, które pomagają sobie nawzajem zrobić krok na przód i zmierzyć się ze swoimi problemami. Najbardziej zauroczyła mnie w tej książce pewna dojrzałość bohaterów. Nadal byli nastolatkami, którzy wszystko odczuwają bardziej, ale z czasem udawało im się dojrzeć pewne nieprawidłowości i problemy. Reagowali też na nie po prostu sensownie, a nie jak często próbują to ukazać twórcy książek młodzieżowych. Autora zdecydowała się poruszyć też wiele trudnych dla młodzieży tematów. Zrobiła to jednak w sposób stonowany, dzięki czemu nie wyszła jej parodia alkoholizmu czy patologii. Między wierszami pojawiło się też wiele porad i mądrości, które z pewnością doceni młody czytelnik sięgający po tę książkę. Listy do utraconej są na tyle uniwersalną książką, że powinny się spodobać każdemu. Nieważne ile masz lat, jeśli lubisz proste historie o stracie, nadziei i przyjaźni, to ten tytuł trafi w twój gust. Zakochasz się w Juliet i Declanie i wraz z nimi wyruszysz w drogę ku lepszej przyszłości.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-10-2017 o godz 21:51 bookspacepl dodał recenzję:
Czasami zdarzają się książki, które zapadają nam w pamięć na długo. Takie, o których myślimy. Które wspominamy. Przez takie książki trudno nam później funkcjonować. Znacie to? Na pewno. Dla mnie właśnie taka jest pozycja Brigid Kemmerer pt. „Listy do utraconej”. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę społeczną. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem Juliet i Declan zaczynają prowadzić korespondencję i rodzi się miedzy nimi nić porozumienia. Książka, w której mogę zachwalać wszystko, a minusów po prostu nie umiem dostrzec. Ta pozycja była (jest i będzie) idealna. Żałuję, że skończyłam ją tak szybko i zazdroszczę osobom, które dopiero będą ją czytać. ❤️ Autorka w świetny sposób pokazała różne rodzaje straty (ostatnio ciągle trafiam na pozycje z żałobą w tle, ale uwierzcie, ta wybija się ponad inne) i to jak próbują radzić sobie z nimi bohaterowie. Lub nie próbują... Postacie są bardzo dobrze wykreowane, każda ma swój charakter i stanowią idealną grupę bohaterów z różnorodnymi charakterami. Spotkania, rozmowy, listy, maile - uwielbiam je! Osoby występujące na kartach powieści zyskały moją sympatię i przykro mi, że moje spotkanie z nimi się zakończyło. W porównaniu do niektórych młodzieżówek w „Listach do utraconej” bohaterowie byli dojrzali jak na swój wiek, a ich rozmowy nie były błahe i nijakie. Wręcz przeciwnie. Poruszały wiele tematów, nad którymi sami możemy się zastanawiać. Relacja Juliet-Declan (w internecie i w realu), przyjaźń z drugoplanowymi postaciami oraz narracja prowadzona z dwóch perspektyw sprawia, że książka staje się jeszcze ciekawsza i funduje nam wielką dawkę emocji. WIELKĄ. Mogłabym Wam opisać każdy rozdział i to jak każdy przeżywałam, tylko trochę by to zajęło. 😅 Ogromnym plusem (tak, dużo tych plusów) jest moment, w którym kończy się książka. Jeśli ostatnie kilkadziesiąt stron to sam miód i cud to moje emocje opadają i pozycja staje się jedną z wielu. Tutaj autorka tego uniknęła i zakończyła tę historię w odpowiednim czasie, nie kończąc niektórych wątków przez co zostawia nas z nutką ciekawości. Co dalej? Czy to się rozwiąże? Co on zrobi? Młodzieżówka „Listy do utraconej” jest jedną z najlepszych książek jakie kiedykolwiek czytałam i na pewno jej nie zapomnę, a nawet z chęcią jeszcze do niej wrócę. Jestem po prostu zachwycona twórczością Kemmerer dlatego pozostaje mi czekać na kolejne powieści autorki, a Was zachęcić do sięgnięcia po „Listy...”, ponieważ naprawdę warto, bez względu na wiek. Musicie to przeczytać. Proszę. ❤️
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
18-12-2018 o godz 13:24 Inthefuturelondon dodał recenzję:
Bardzo, bardzo długo zbierałam się, żeby przeczytać tę książkę. Sama tak naprawdę nie wiem, dlaczego zwlekałam z jej lekturą aż tak długo. Jednak w końcu mi się to udało, więc mogę opowiedzieć o moich wrażeniach. Na samym początku poznajemy Declana, czyli prawdziwego zbuntowanego nastolatka. Zastajemy go akurat w momencie czytania tajemniczego listu, który leżał na jednym z grobów. Już ta scena dosyć mocno mnie zaciekawiła. Jeśli chodzi o tego bohatera, to mam co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony był denerwujący, na siłę chciał pokazać, jaki to on nie jest buntowany i PATRZCIE NA MNIE WSZYSCY, ale z drugiej strony... Hmm. Z drugiej strony mu współczułam, głównie z powodu bardzo słabego kontaktu z jego matką, a jeszcze gorszego z jego ojczymem. Juliet jest z kolei bardzo delikatna i wrażliwa, choć kiedy trzeba, potrafi pokazać prawdziwą siłę. Jeśli chodzi o nią, to również bardzo jej współczułam, ale wiadomej straty. Dziewczyna już nigdy nie przytuli swojej matki i nie będzie mogła z nią porozmawiać. Muszę też przyznać, że ta bohaterka wzbudziła we mnie najwięcej sympatii. Kolejny raz miałam do czynienia z książką, gdzie w rozdziałach raz narratorem jest jeden bohater, a raz drugi. Minusem tego jest tylko to, że rozdziały nie są podpisane i nie zawsze wiadomo od razu, jaka postać jest aktualnie narratorem. Sama często się gubiłam i nie mogłam połapać się, kto teraz opowiada tę historię. Uważam, że autorka stworzyła naprawdę piękną i cholernie wzruszającą powieść, która bardzo wciąga i nie pozwala się oderwać przez długie godziny. Listy do utraconej to powieść, która niesie za sobą pewne wartości, jak na przykład to, że nie wolno oceniać innych na podstawie tego, jak się ubierają, malują czy też po prostu jak się zachowują. Wiem, że nie zawsze jest to łatwe. Widząc chłopaka ubranego w dres i czapkę z daszkiem, z papierosem w ustach, łatwo przypiąć mu łatkę łobuza lub też "typowego Seby". Może jednak powinniśmy się wstrzymać na chwilę, zanim kogoś ocenimy? Owszem, pali papierosa i ma dres, ale co z tego? Skąd wiemy, czy ten sam chłopak nie musi się zajmować przykładowo chorą matką, ojcem lub rodzeństwem? Ta historia jest nie tylko wzruszająca, ale i na swój sposób urocza. Myślę, że jeszcze kiedyś do niej wrócę i być może wyciągnę z niej nowe wnioski? Polecam tę powieść szczególnie miłośnikom historii, które wyciskają łzy, a także powieści obyczajowych o nastolatkach. http://www.oksiazkachinietylko.pl/2018/12/blogmas-14-listy-do-utraconej-brigid.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Travel Challenge Grzelak Agnieszka
4.8/5
29,99 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Wybierz mnie! Garrod Beth
4.7/5
23,36 zł
37,99 zł
Inne z tego wydawnictwa This Girl Hoover Colleen
4.2/5
17,49 zł
34,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Slammed Hoover Colleen
4.5/5
24,49 zł
34,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Sweetfreak McKenzie Sophie
4.5/5
24,59 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Super przypał Garrod Beth
3.7/5
31,85 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Payback Griffin M.A.
4.5/5
17,49 zł
34,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Skrzynia ofiarna Stewart Martin
4.3/5
18,49 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Alan Cole nie tańczy Bell Eric
4.6/5
25,89 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Dziewczyny nie biją Easton T.S.
4.5/5
26,41 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Zabójcze lato Dawson Juno
4.1/5
20,97 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa The Resolutions Garcia Mia
4/5
23,30 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Blizny Van Smit Lucy
3.4/5
17,49 zł
34,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Royce Rolls Stohl Margaret
3.4/5
22,67 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Wyścig śmierci Stiefvater Maggie
4.3/5
23,18 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Piekielna głębina Galvin Lindsay
3.7/5
16,49 zł
32,99 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.