Ostatnie dni Królika (okładka miękka)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Czterdziestoletnia Mia Hayes, zwana w rodzinie Królikiem, trafia do hospicjum – jej kilkuletnia walka z rakiem dobiega końca. Bliscy wciąż poszukują cudownego lekarstwa, powoli jednak godzą się z tym, że Mia wkrótce odejdzie. Każdy z nich na swój sposób radzi sobie z tym, co nieuniknione. Wojownicza matka nie poddaje się i ciągle wierzy, że lekarze uratują Mię. Siostra nie ma złudzeń, ale przekonuje nastoletnią Juliet, że jej mama wyzdrowieje. Brat rockandrollowiec co prawda przerywa trasę koncertową i wraca do domu, ale robi wszystko, żeby nie myśleć o śmierci siostry. Wszyscy spotykają się przy łóżku Mii i plotkują, by zagłuszyć niepokój. Otoczona bliskimi Mia wspomina Johnny’ego, swoją pierwszą miłość. Ma nadzieje, że się spotkają. Najbliższe dziewięć dni zabierze wszystkich w szaloną podróż przez spełnione i niespełnione marzenia. Emocjonalny rollercoaster. Będziecie śmiać się przez łzy!

Od wydawcy:

"Cudowna historia o radości i stracie, miłości i złamanym sercu. Powieść z sercem i duszą... Podczas czytania nie mogłam przestać się uśmiechać, mimo że łzy płynęły mi po policzkach".
Goodreads

"Wzruszający portret przyjaźni, rodziny i młości, który skłania do refleksji nad własnym życiem. Powieść bardzo emocjonalna i poruszająca, a zarazem pełna ciepła i humoru".
Amazon


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Ostatnie dni Królika
Autor: McPartlin Anna
Wydawnictwo: Harper Collins Publishers
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 400
Numer wydania: I
Data premiery: 2015-09-09
Rok wydania: 2015
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 212 x 30 x 145
Indeks: 17598699
 
średnia 4,7
5
41
4
11
3
2
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
47 recenzji
5/5
14-10-2015 o godz 11:11 przez: PaniKa
Czterdziestoletnia Mia Hayes, nazywana przez wszystkich Królikiem, trafia do hospicjum. Po długiej walce z rakiem, nadchodzi moment pożegnania. Właśnie jest w terminalnym stadium choroby i jedyne co można dla niej zrobić, to uśmierzyć ból. Kobieta jest świadoma tego, co ją czeka, ale rodzina dalej nie potrafi się pogodzić z nieuniknionym. Matka i ojciec Królika, nie poddają się i wciąż poszukują cudownego lekarstwa, wierzą że jest jeszcze szansa, by uratować córkę. Starsza siostra Grace, zdaje sobie sprawę, że to ostatnie dni życia Królika, ale wciąż wmawia nastoletniej Juliet, że mama ma szansę by wyzdrowieć. Również brat Królika, Davey, zdaje sobie sprawę, że to już koniec, dlatego przerywa trasę koncertową i wraca do rodziny, by razem z nimi towarzyszyć siostrze w ostatnich chwilach życia. Wszyscy spotykają się przy łóżku Mii. Rodzina, przyjaciele i pracownicy hospicjum do samego końca ją wspierają. Plotkują, wspominają, a nawet się kłócą. Tymczasem Mia, wciąż wspomina Johnnego, swoją pierwszą miłość. Wierzy, że znowu będą mieli szansę się spotkać.

Życie Mii Hayes, zmieniło się, gdy zdiagnozowano u niej raka piersi. Po dość długiej walce, udaje się jej wyjść na prostą. Ma nadzieję że najgorsze ma już za sobą. Niestety kilka lat później, choroba znowu daje o sobie znać. Tym razem, rak nie zamierza odpuścić. Przerzuty do kości, to dla niej ostateczny wyrok. Wie, że zostało jej niewiele czasu. Gdy trafia do hospicjum, ma przed sobą zaledwie kilka dni życia. To dla niej moment, gdy może pożegnać się z bliskimi. Czas, gdy wspomina lata swojej młodości, a także swoją pierwszą miłość, Johnnego, mężczyznę który na zawsze pozostał w jej sercu. Rodzina i przyjaciele, do samego końca są przy niej. Spotykają się przy jej łóżku i razem z nią śmieją się, wspominają, sprzeczają i plotkują. Wszystko jak za starych dobrych czasów. Mia jest szczęśliwa, że ma wszystkich obok siebie. Brakuje jej tylko Johnnego, którego los, odebrał jej brutalnie. Ma jednak nadzieję, że to nie koniec i znów będą mogli być razem.

„Ostatnie dni Królika” to książka niesamowita. Poruszająca każdą strunę w duszy i rozrywająca serce na milion kawałków. Od samego początku tchnie emocjami, wzrusza i skłania do refleksji, by na samym końcu, powalić nas na ziemię z płaczem i rozdzierającym bólem. Właściwie ciężko opisać ją słowami. Jest tak niezwykła, że nawet najpiękniejsze słowa nie byłyby w stanie jej opisać. Jestem absolutnie oczarowana, a jednocześnie rozbita. Ta książka to prawdziwy rollercoaster emocji i uczuć. Gdy już wsiądziecie, nie będziecie chcieli wysiąść, a gdy tylko dojdziecie do końca, zrozumiecie istotę jej wyjątkowości. Książka wstrząsnęła mną do głębi, sprawiła że nie mogłam się od niej oderwać, choć momentami śmiałam się i czułam radość, to za kilka chwil znów czułam rozpacz i ból. Płakałam już na początku, płakałam podczas czytania poszczególnych rozdziałów, płakałam na samym końcu i płakałam po odłożeniu książki na półkę. Finał powalił mnie na łopatki, a łzy spływały strumieniami i w żaden sposób nie mogłam ich zatamować. Do teraz, pisząc te słowa, czuję prawdziwe emocje, które się wręcz ze mnie wylewają. Są jak wodospad, który wciąż płynie i płynie, by na samym końcu swojej wędrówki rozbić się z wielkim hukiem.

Sercem i duszą wciąż pozostaję na kartkach tej wyjątkowej książki. Razem z bohaterami siedzę przy łóżku Królika, by razem z nimi śmiać się i cierpieć. Przyglądam się wspomnieniom Królika i wciąż nie potrafię pogodzić się z niesprawiedliwością jaka ją spotkała. Nie potrafię pogodzić się z tym, co spotkało Johnnego. Nie potrafię pogodzić się z tym, przez co musiała przechodzić główna bohaterka i nie potrafię pogodzić się z tym, co musieli przeżywać jej bliscy. Nie potrafię i nie chcę. Wiem jedno, ta książka na długo pozostanie w mojej pamięci i jestem pewna, że jeszcze na raz, do niej wrócę.

„Ostatnie dni Królika” to pięknie napisana powieść. Autorka wykazała się ogromną empatią i delikatnością. W bardzo przemyślany, a jednocześnie taktowny sposób, opisuje przebieg choroby Królika, przybliża nam emocje i uczucia jakie targają jej rodziną i nią samą. Choć wiemy jaki będzie finał ten historii i tak mamy nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. Anna McPartlin choć porusza bardzo trudny i przykry temat, stara się dodać elementy humorystyczne, które w świetny sposób dopełniają całości. Stworzyła wyjątkowo charyzmatycznych bohaterów, którzy choć przeżywają tragedię, wciąż potrafią się uśmiechać. Tak samo jak Królik, która do samego końca pozostała sobą. Choć choroba wyniszczyła jej ciało, to jednak nie była w stanie, przełamać jej silnej woli i hartu ducha. To bardzo piękny i poruszający obraz, który wstrząsa do głębi.

Książka Anny McPartlin to emocjonalny zastrzyk. Piękna, poruszająca i absolutnie wyjątkowa. „Ostatnie dni Królika” to książka którą pokochacie, zawładnie wami i nie pozwoli o sobie zapomnieć. Pozostaje mi tylko zachęcić was do sięgnięcia po tą niezwykłą powieść, jestem pewna że się nie zawiedziecie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
06-11-2015 o godz 13:38 przez: Modna Książka
Z niecierpliwością oczekiwałam na swój egzemplarz Ostatnie dni Królika. Przeczytałam tak wiele recenzji, że nie mogłam przestać ani na chwilę o tym myśleć. Czytałam tak długo i wytrwale, aż w ręku została mi sama okładka. Anna McPartlin poruszyła dogłębnie każdy zakamarek mojego serca. Jest to niewątpliwie książka, która wywołuje w czytelniku ogrom wzruszeń, wyciska łzy, dając również szansę na momenty śmiechu i nadziei.

Mówi się, że choroba nie wybiera. Atakuje równie bezwzględnie osoby dorosłe jak i dzieci. W sytuacji gdy człowiek dowiaduje się, że jest chory na nowotwór, życie diametralnie zmienia się nie tylko jemu. Choroba bliskiej osoby sprawia, że zmienia się funkcjonowanie całej rodziny. Wtedy opieka nad nią staje się zasadniczą częścią naszego życia. Mówi się wręcz, że „choruje” cała rodzina. Rak zmienia wszystko w życiu człowieka - dla niektórych jest wyzwaniem, dla innych źródłem strachu, bólu i przygnębienia. Niszczy organizm i bardzo często szybko odbiera nadzieję na dalsze życie. Najważniejsze, by się w takich sytuacjach nie poddawać i walczyć do samego końca.

"Niezależnie od tego, co się wydarzy, będę żyła tak, jakbym nie miała umrzeć, ponieważ dziś tak właśnie się czuję. Dziś jestem tutaj, muszę poodkurzać podłogę, zrobić porządek z ciuchami i pomóc córeczce w lekcjach. Dziś jestem żywa i muszę zapewnić mojemu dziecku bezpieczny, szczęśliwy dom, wypełniony miłością. Nie jest jej potrzebny Disneyland, to mnie potrzebuje i zrobię wszystko, by wypełnić jej głowę jak najlepszymi wspomnieniami, a serce miłością. Nawet kiedy mnie już nie będzie, wiem, że z pomocą mojej szalonej, czasem wkurzającej i zawsze kochającej rodziny moja córeczka dorośnie otoczona radością i miłością."


Czterdziestoletnia Mia Hayes nazywana przez wszystkim Królikiem uwielbia swoje zwyczajne życie. Kocha całym sercem ludzi, którzy ją otaczają, a najbardziej swoją jedyną, nastoletnią córkę Juliet. Niestety okazuje się, że los ma dla niej inne plany. Bohaterka trafia do hospicjum, gdzie jej kilkuletnia i nierówna walka z rakiem dobiega końca. Decyzja o oddaniu tam Mii jest niezwykle trudna, ale to najlepsza rzecz, jaką można zrobić dla dobra obu stron. Stało się to w terminalnej fazie choroby, kiedy wszyscy niestety zaczynali być świadomi, że chorej zostało tak niewiele czasu i już nic nie jest w stanie jej pomóc. Mimo wszystko jej rodzice i rodzeństwo nadal próbują znaleźć cudowne lekarstwo. Bardzo ciężko jest im pogodzić się, z tym, że Mia wkrótce odejdzie. Każdy z nich na swój sposób radzi sobie z tym co przygotował dla nich los - buntem, rozpaczą i niekontrolowanymi napadami śmiechu.

"Nie jest ze mną najlepiej - boli mnie serce, śmierdzi mi z buzi, ciągle wymiotuję, robię pod siebie, a na dodatek nie pamiętam, gdzie mam czyste majtki - ale ani razu nie czułam się opuszczona. Mama dzwoni do mnie bez przerwy, a kiedy nie wisi na telefonie, wpada do mnie do domu, żeby sprzątać, gotować."

Cała rodzina głównej bohaterki przeżywa lęk przed śmiercią oraz czuje totalną bezsilność wobec choroby i jej objawów. Odkładają na bok inne problemy i otaczają troskliwą opieką Mie. Matka bohaterki nie chce się poddać. cały czas walczy o swoje dziecko. Ojciec tak naprawdę nie potrafi zrozumieć dlaczego Bóg chce odebrać mu najukochańszą córkę. Siostra co prawda nie ma już złudzeń, ale mimo to przekonuję Juliet, że wszystko jeszcze będzie dobrze. Brat rockandrollowiec przerwa swoją trasę koncertową i jak najszybciej przylatuje samolotem z powrotem do domu. Wszyscy spotykają się razem przy łóżku Mii. Plotkują, kłócą się i wypominają, ale nikt nie daje zgody na to co nieuniknione.

Przez sposób pisania, rozbudowane dialogi i opisy czułam jakbym znała bohaterów od zawsze. Wczuwałam się w nich emocje i razem z nimi przeżywałam ostatnie dziewięć dni Królika. Wylewałam łzy rozpaczy, a chwilę później śmiałam się do łez.

Bardzo przypadły mi do gustu również sekwencje retrospekcji. Dzięki czemu kiedy bohaterka zasypia możemy poznać bliżej jej przeszłość i wspomnienia. Powoli odkrywamy szczęśliwe chwile i piękne momenty, które niestety tak bardzo bolą w zderzeniu z teraźniejszością.


Pisanie o tak trzymających za serce i poruszających tematach jest naprawdę trudne. Autorka spisała się na medal ukazując w swojej powieści śmierć, na którą nie ma zgody. Choroba najbliższej, określana zwłaszcza jako nieuleczalna, wywołuje w rodzinie szereg reakcji, które dotykają wszystkich sfer życia: społecznej, psychicznej, duchowej i egzystencjalnej. Nikt z Nas tak naprawdę nie wie jak powinien się zachować w obliczu tak ekstremalnej sytuacji. Może to i Ostatnie dni Królika, ale ona pozostanie w sercu czytelnika na długo. Książka jak najbardziej zasługuje na uznanie. Jest naprawdę niezwykła, wspaniała, wartościowa i pełna emocji. Pokazuje jak ważne jest szukanie radości w każdej chwili naszego życia. Polecam każdemu.

modnaksiazka.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
08-10-2015 o godz 08:09 przez: Porozmawiajmy o książkach
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy jak tylko zobaczyłam tą książkę, to okładka. Piękna, delikatna okładka z kolorami w odcieniach, które najbardziej lubię. Wystarczyło tylko, że przeczytałam opis, a już poczułam się zainteresowana. Gdy zobaczyłam jak wysoką ocenę ma ta powieść na stronie lubimyczytac.pl (ponad 8,5!), to byłam przekonana, że musi być dobrze. Zasiadłam do czytania z konkretnymi oczekiwaniami i słowo daję, nie zawiodłam się.
Powieść od pierwszej strony czytało mi się naprawdę dobrze. Byłam zainteresowana od samego początku postacią głównej bohaterki, pochwaliłam w myślach autorkę za to, że pozwoliła nam poznać punkty widzenia wszystkich bohaterów i że opisała wszystko w narracji trzecioosobowej. Jeszcze większa była moja radość, gdy autorka pozwoliła mi zajrzeć za kulisy przeszłości, pozwoliła dowiedzieć się kto nazwał Mię Królikiem, jaka była w wieku nastu lat, kim właściwie był dla niej Johnny...
Warto na sam początek uzmysłowić sobie jedno... opis wskazuje jasno, że główna bohaterka jest śmiertelnie chora i leży już w hospicjum. Tytuł wyraźnie podkreśla, że akcja przedstawia jej życie w ostatnich dniach. Czytelnik wie od początku, że w tej historii nie będzie happy endu. Mnie samą najbardziej za serce złapała rekomendacja "Sunday Independent", która widnieje na przodzie okładki i mówi, że będziemy śmiać się przez łzy. Tylko osoby, które już czytały tą książkę wiedzą, jak niesamowicie prawdziwe są te słowa.
Tak wiele chcę o tej powieści napisać, że nawet nie wiem co powinno być pierwsze... Może to, że popełniłam jeden poważny błąd i ostrzegam Was lojalnie przed robieniem tego samego, a mianowicie: nie czytajcie tej książki w pracy. Ostatnie dni Królika towarzyszyły mi od poniedziałku na przerwach w pracy. Gdy czytałam, cały czas miałam pod ręką chusteczki. To nie wystarczyło. Płakałam jak bóbr tak wiele razy, że współpracownicy zaczęli się o mnie martwić. Jeszcze bardziej zaniepokojeni byli, gdy w tej samej chwili śmiałam się i płakałam. Tych emocji nie dało się zatrzymać. Ilekroć musiałam przerwać lekturę i odłożyć na później, to przytulałam ją do serca i dziękowałam w duchu, że dostałam w życiu szansę, by ją poznać. Ta powieść sprawiła, że się zatrzymałam, że zastanowiłam się nad wszystkimi swoimi wartościami, że obiecałam sobie jeszcze mocniej doceniać moich bliskich i cieszyć się z każdego dnia, jaki z nimi spędzam. Te wszystkie dobre i przykre emocje to jednak tylko jedna z wielu części składających się na fenomen Ostatnich dni Królika. Dzięki tej lekturze poznałam niesamowitych bohaterów, a co ważniejsze po raz pierwszy nie znalazłam w książce chociaż jednego bohatera, który by mnie w najmniejszym stopniu irytował. Pokochałam wszystkich, bez wyjątku!
Ta powieść daje czytelnikowi tak wiele lekcji, udziela tak licznych prawd, że trudno je wymienić po przecinku. Z pewnością pokazuje jak akceptować to, co choć trudne, nie może się już zmienić. Uczy jak czerpać radość nawet w najgorszych, najbardziej smutnych momentach. Pokazuje, że nadzieja umiera ostatnia, że nawet gdy wiadomo, że już nic nie można zrobić, to trzeba najlepiej wykorzystać czas jaki pozostał. Ta rodzina i ta historia jest przeglądem wszystkich relacji jakie mogą połączyć ludzi... Mamy tutaj miłość rodzica i dziecka, siostry i brata, przyjaciółki i przyjaciółki, a wreszcie miłość chłopaka i dziewczyny, która potrafi przezwyciężyć śmierć oraz czas. Ostatecznie historia Królika i jej bliskich nauczyła mnie, by nie narzekać, bo inni mają naprawdę o wiele gorzej. Póki jest się zdrowym, to inne problemy są jakby mniejsze i z każdym można sobie poradzić.
Wreszcie mogę to napisać i czynię to z całkowitą świadomością... Odnalazłam idealną powieść. Przeczytałam już tak wiele książek, poznałam tak wiele historii, wypłakałam przy czytaniu tak wiele łez, ale Ostatnie dni Królika to najcudowniejsza książka jaką kiedykolwiek poznałam. To absolutnie najlepsza, najbardziej emocjonalna i wartościowa historia którą spotkałam w całym moim dotychczasowym życiu. Skala na Lubimy Czytać ogranicza mnie tylko do dziesięciu gwiazdek, ale ta powieść zasługuje na sto czy dwieście gwiazdek. Odnalazłam w niej wszystko co najważniejsze, pokochałam za bohaterów, za każdą emocję, za każdą lekcję jaką mi dała. POLECAM ją każdemu już teraz i polecać będę już zawsze. Nie bójcie się przy niej płakać, nie bójcie się kaców książkowych. Ta powieść jest warta wszystkiego.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
02-10-2015 o godz 09:35 przez: Agniecha
Młoda kobieta, której życie dało mocno w kość. Jej burzliwa i tragiczna przeszłość dały jej inspirację do tworzenia niezwykle emocjonalnych powieści, które szybko stawały się bestsellerami. Dzięki wsparciu rodziny Annie McPartlin udało się przetrwać najcięższe chwile, a część jej życia stała się fundamentem dla jej najnowszej powieści o tytule „Ostatnie dni Królika”.

Jest Królikiem dla swojego ojca i dla wszystkich, którzy tylko ją znali. Na szpitalnej karcie nie widnieje Mia Heyes, tylko Królik Heyes. Historia niezwykłej kobiety i jej rodziny, która musi pogodzić się ze straszliwą diagnozą. Przerzuty raka z piersi na wątrobę, a później do kości nie pozostawiają nikomu żadnych złudzeń- dni Królika są policzone. Choć rodzina i przyjaciele wciąż wierzy, że to nie może być koniec, powoli muszą godzić się i przygotować na to, co nieuniknione.

Propozycja od Anny McPartlin, to poruszająca opowieść o umieraniu i życiu. Lektura, która z każdą kolejną stroną wyrywa kolejny kawałek naszego serca, pozwalając wczuć się w opowiadaną historię, współodczuwać, przystopować i zastanowić się nad własnym życiem. W sytuacjach, takich jak ta, która spotkała rodzinę Heyes można powiedzieć, że to wiara, przede wszystkim chrześcijańska, obiecująca wędrówkę duszy do Nieba, zapowiadająca życie po śmierci, przynosi prawdziwą ulgę. Dzięki niej w ostatnich chwilach wyzbywamy się lęku przed tym, co nieuniknione. Jednakże Królik, nie należy do najbardziej pobożnych ludzi na świecie, więc skąd znajduje w sobie spokój? Jak udało jej się pogodzić z rychłym odejściem? Człowiek odchodzi jednak spokojniejszy, kiedy ułoży wszystkie swoje sprawy. Kiedy tak jak Królik zdaje sobie sprawę, że już nie ma ratunku, zrobi wszystko, aby zabezpieczyć przyszłość dla swojej rodziny. Historia o tyle przejmująca, że zbudowana z historii postaci pobocznych, bo choć całość skupia się na Króliku, to tak naprawdę nie o niej jest to powieść. Ukochana córka i siostra, wspaniała matka i przyjaciółka, innymi słowy kobieta, która posiada oparcie w swoich najbliższych, ale także odczuwająca żałość, że musi ich zostawić. Nie jest to sucha opowieść ze strony Mii. Pokazuje się, że choć ukochana osoba umiera, to jednak życie nie staje w miejscu, ale toczy się dalej. Pięknie uwydatnia się to przy okazji wspomnień Królika związanych z Johnnym. Wspaniale pokazuje to całą drogę od szczęśliwości, przez trudy choroby, aż po radzenie sobie ze stratą.

McPartlin z prawdziwym wyczuciem prezentuje tutaj różne sposoby na przygotowanie się do najgorszego, na oswajanie się z myślą zbliżającej się straty. Jak wielu ludzi na ziemi, tak różne metody radzenia sobie w sytuacji tak bardzo kryzysowej. Często te obrazy z życia rodziny to takie swoiste sytuacje humorystyczne. Dramat związany z pierwszą miesiączką, pierwszą inicjacją seksualną to coś, co może przysporzyć wiele problemów rodzicom, a jeszcze jak muszą radzić sobie bez nich? Pogoda ducha Królika zwycięża, nadaje zupełnie inny rytm opowieści, bo choć jedną nogą jest już na drugim świecie, to nie traci swojej hardości.

Pisarka przyjmuje taką formę powieści, że z łatwością może zaprezentować wszystkie postaci, a jednocześnie ich poboczne życie- nie skupione na Króliku. Momentami ciężko jest rozróżnić moment, w którym wspomnienia związane są z przeszłością, a które wydarzenia dzieją się aktualnie. Nie mniej, każde zdanie wydaje się prezentować bohaterów, pokazuje wszystkie ich słabości, ale również i mocne strony. Uwydatnia się poczucie humoru, dystans do siebie, ale nigdy żal za utraconą przeszłością. Bardzo dobrze udaje się tutaj połączenie tak wiele życiowych historii w jedną całość, która krąży wokół głównego wątku.

Najnowsza powieść Anny McPartlin, to historia bardziej o życiu niż o umieraniu. „Ostatnie dni Królika” to kilka opowieści skupionych wokół jednego epicentrum, determinującego dalsze decyzje i wyznaczającego kierunki w życiu. Opowiedziana z prawdziwym uczuciem, niesamowicie wzruszająca, a przy tym nie pozbawiona humoru, którego tak często brak przy najtrudniejszych chwilach. A najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że czytelnik zaczyna współodczuwać, zaczyna się przejmować- równie bardzo, jak w przypadku bohaterów. Wszystko to z powodu refleksji, które nasuwają się podczas lektury. Zmusza do zastanowienia się, jak my poradzilibyśmy sobie w podobnej sytuacji, czy potrafilibyśmy poukładać swoje sprawy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-09-2015 o godz 10:27 przez: PaniKa
Co czuje człowiek gdy dowiaduje się że zostało mu kilka dni życia? Co czują bliscy, wiedząc, że to ostatnie chwile z ukochaną osobą? Poznajcie Królika i jej wyjątkową rodzinę i dowiedzcie się jak wyglądała jej ostatnia wędrówka.

Czterdziestoletnia Mia Hayes, nazywana przez wszystkich Królikiem, trafia do hospicjum. Po długiej walce z rakiem, nadchodzi moment pożegnania. Właśnie jest w terminalnym stadium choroby i jedyne co można dla niej zrobić, to uśmierzyć ból. Kobieta jest świadoma tego, co ją czeka, ale rodzina dalej nie potrafi się pogodzić z nieuniknionym. Matka i ojciec Królika, nie poddają się i wciąż poszukują cudownego lekarstwa, wierzą że jest jeszcze szansa, by uratować córkę. Starsza siostra Grace, zdaje sobie sprawę, że to ostatnie dni życia Królika, ale wciąż wmawia nastoletniej Juliet, że mama ma szansę by wyzdrowieć. Również brat Królika, Davey, zdaje sobie sprawę, że to już koniec, dlatego przerywa trasę koncertową i wraca do rodziny, by razem z nimi towarzyszyć siostrze w ostatnich chwilach życia. Wszyscy spotykają się przy łóżku Mii. Rodzina, przyjaciele i pracownicy hospicjum do samego końca ją wspierają. Plotkują, wspominają, a nawet się kłócą. Tymczasem Mia, wciąż wspomina Johnnego, swoją pierwszą miłość. Wierzy, że znowu będą mieli szansę się spotkać.

„Ostatnie dni Królika” to książka niesamowita. Poruszająca każdą strunę w duszy i rozrywająca serce na milion kawałków. Od samego początku tchnie emocjami, wzrusza i skłania do refleksji, by na samym końcu, powalić nas na ziemię z płaczem i rozdzierającym bólem. Właściwie ciężko opisać ją słowami. Jest tak niezwykła, że nawet najpiękniejsze słowa nie byłyby w stanie jej opisać. Jestem absolutnie oczarowana, a jednocześnie rozbita. Ta książka to prawdziwy rollercoaster emocji i uczuć. Gdy już wsiądziecie, nie będziecie chcieli wysiąść, a gdy tylko dojdziecie do końca, zrozumiecie istotę jej wyjątkowości. Książka wstrząsnęła mną do głębi, sprawiła że nie mogłam się od niej oderwać, choć momentami śmiałam się i czułam radość, to za kilka chwil znów czułam rozpacz i ból. Płakałam już na początku, płakałam podczas czytania poszczególnych rozdziałów, płakałam na samym końcu i płakałam po odłożeniu książki na półkę. Finał powalił mnie na łopatki, a łzy spływały strumieniami i w żaden sposób nie mogłam ich zatamować. Do teraz, pisząc te słowa, czuję prawdziwe emocje, które się wręcz ze mnie wylewają. Są jak wodospad, który wciąż płynie i płynie, by na samym końcu swojej wędrówki rozbić się z wielkim hukiem.

Sercem i duszą wciąż pozostaję na kartkach tej wyjątkowej książki. Razem z bohaterami siedzę przy łóżku Królika, by razem z nimi śmiać się i cierpieć. Przyglądam się wspomnieniom Królika i wciąż nie potrafię pogodzić się z niesprawiedliwością jaka ją spotkała. Nie potrafię pogodzić się z tym, co spotkało Johnnego. Nie potrafię pogodzić się z tym, przez co musiała przechodzić główna bohaterka i nie potrafię pogodzić się z tym, co musieli przeżywać jej bliscy. Nie potrafię i nie chcę. Wiem jedno, ta książka na długo pozostanie w mojej pamięci i jestem pewna, że jeszcze na raz, do niej wrócę.

„Ostatnie dni Królika” to pięknie napisana powieść. Autorka wykazała się ogromną empatią i delikatnością. W bardzo przemyślany, a jednocześnie taktowny sposób, opisuje przebieg choroby Królika, przybliża nam emocje i uczucia jakie targają jej rodziną i nią samą. Choć wiemy jaki będzie finał ten historii i tak mamy nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. Anna McPartlin choć porusza bardzo trudny i przykry temat, stara się dodać elementy humorystyczne, które w świetny sposób dopełniają całości. Stworzyła wyjątkowo charyzmatycznych bohaterów, którzy choć przeżywają tragedię, wciąż potrafią się uśmiechać. Tak samo jak Królik, która do samego końca pozostała sobą. Choć choroba wyniszczyła jej ciało, to jednak nie była w stanie, przełamać jej silnej woli i hartu ducha. To bardzo piękny i poruszający obraz, który wstrząsa do głębi.

Książka Anny McPartlin to emocjonalny zastrzyk. Piękna, poruszająca i absolutnie wyjątkowa. „Ostatnie dni Królika” to książka którą pokochacie, zawładnie wami i nie pozwoli o sobie zapomnieć. Pozostaje mi tylko zachęcić was do sięgnięcia po tą niezwykłą powieść, jestem pewna że się nie zawiedziecie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-09-2015 o godz 16:00 przez: clarissa92
Jak czuję się osoba, która wie ile dni życia jej zostało? Jak zachowuje się rodzina chorego człowieka? Co dzieję się w ich głowach? Jakie myśli pojawiają się i zagnieżdżają w umysłach bliskich? Zapraszam was do poznania królika, odważnej kobiety, która musiała poradzić sobie z własną chorobą, nadchodzącym odejściem i swoim ostatnimi dniami życia.

Mia Hayes jest nazywana przez najbliższe osoby królikiem. Ta czterdziestoletnia kobieta trafia do hospicjum i jedyne co jej zostaje to pożegnanie się z bliskimi i powiedzenie im ostatecznego żegnajcie. Mimo młodego wieku i wielu lat życia, które powinny być przed nią, Mia choruje na raka, który osiągnął ostateczne stadium w którym leczenie nie pomoże, a jedyne co mogą zrobić lekarze to podać jej leki uśmierzające trudny do zniesienia ból. Nasza bohaterka nie udaje zdrowej i silnej, przeciwnie jest świadoma swojego stanu i wie co ją czeka. Mimo to chciałaby żyć trochę dłużej chociażby dla córki, która nadal trzyma się nadziei, że jej mama wróci zdrowa do domu. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego co nadchodzi, ale nadal wmawiają sobie, że los może się odmienić i Mia nie odejdzie z tego świata i ich życia. Rodzice wciąż szukają jakiegoś niezawodnego leku, który cudownie ją uratuję. Grace starsza siostra Królika wie, że już nic nie pomoże Mii, ale i tak oszukuję Juliet, mówiąc, że jej mama może wyzdrowieć. Davey brat kobiety, nie bagatelizuję sprawy i przerywa trasę koncertową, wracając do rodzinnego domu, by być z siostrą w tych ostatnich dniach. Wszyscy są obok umierającej kobiety chcąc pożegnać się i wesprzeć ją jak tylko mogą. Nie wiedzą, że Mia pragnie jeszcze jednego spotkania, kobieta przed śmiercią chciałaby zobaczyć Johnny’ego, swoją miłość z dziecięcych lat.


„Ostatnie dni Królika” to powieść która wzrusza i bawi. Porusza trudny temat, który często jest pomijany w rozmowach z najbliższymi. Bo kto chciałby mówić o śmierci swojej czy bliskich ludzi. Mia musi pozostawić wszystkich i odejść z tego świata, musi pożegnać się ze swoim dzieckiem, powiedzieć mu żegnaj i mieć nadzieję, że poradzi sobie bez niej. Nastoletnia Juliet nie może uwierzyć, że to ostateczny koniec, że jej mam odejdzie i pozostawi ją zupełnie samą. Dziewczyna ma szczęście, dookoła niej jest rodzina, która staje na wysokości zadanie i obiecuję zaopiekować się nią i być obok przez cały czas.
Książka porusza i rozbija czytelnika, pozostawiając go z łzami w oczach, szybko bijących sercem i głową pełną refleksji. Już od pierwszych stron zaczynamy rozmyślać o śmierci, chorobie, naszych bliskich. O tym, jak trudno byłoby w tym momencie odejść i zostawić, to wszystko co mamy. Do samego końca powieść nie traci na wartości, a końcówka wzruszy nawet największego twardziela. Jestem zachwycona tą historią. Losy Mii i jej rodziny, oczarowały mnie i pozostawiły w osłupieniu. Śmiałam się głośno i płakałam, emocje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Czytelnik sam nie wie, co za chwilę zaskoczy go na kolejnej stronie. Płacz towarzyszy nam od chwili kiedy tylko rozpoczynamy czytania, a później jest coraz gorzej, płaczemy zaczynając, kontynuując i kończąc tą powieść. Dawno nie odczuwałam takich emocji podczas czytania.

Kiedy zaczynamy pałać sympatią do jakiegoś bohatera, trudniej jest się z nim pożegnać. Tutaj nie chodzi tylko o zakończenie książki i odłożenie jej na półkę, ale o ostateczny koniec. Pożegnanie się z Mią był trudne, przez cały czas mam w głowie to jaka była dzielna i optymistyczna, jak cierpiała i co przechodziła. Trudno zrozumieć dlaczego ktoś musi przechodzić przez to wszystko, dlaczego jedna osoba musi nieść na barkach taki ciężar? Dlaczego kogoś życie kończy się choć mogłoby być tak piękne i szczęśliwe?

„Ostatnie dni Królika” to książka o której będę wracać, bo nie sposób wymazać ją z pamięci. Jest zabawna, ale też subtelna, dotyka temat delikatnie, ale z siłą. Wszystko jest tutaj zaplanowane, nie ma mowy o przypadku. Od początku wiemy, jak zakończy się walka Mii, ale i tak liczymy na szczęśliwe zakończenie. Anny McPartlin zabiera nas w wyjątkową, emocjonalną podróż z której nie wrócimy już tacy sami. Jestem pewna, że pokochacie tą opowieść, która jest prawdziwa i przesiąknięta realizmem. Bo przecież życie nie zawsze ma szczęśliwe zakończenie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
25-02-2016 o godz 12:31 przez: Kyou
Dla czterdziestoletniej Mii Hayes zdiagnozowanie raka piersi nie jest końcem świata. Wierzy ona, że da radę pokonać chorobę. Nie może w końcu zostawić swojej cudownej rodziny i dwunastoletniej córki Juliet. Kiedy okazuje się, że rak powrócił dając przerzuty na drugą pierś i wątrobę dalej nie tracą nadziei. Przecież ich Królik poradzi sobie ze wszystkim. Przerzuty na kości mogą jednak pokonać każdego... Kiedy pada decyzja, by przenieść Mię do hospicjum nikt nie ma wątpliwości - to już koniec.

Matka Mii, Molly, jest pewna, że lekarze pomogą jej najmłodszej córeczce. Ojciec, Jack, uważa, że jego wojownicza żona się poddała, skoro podjęła decyzję o hospicjum - tam tylko się umiera. Davey, brat Królika, przyjeżdża z trasy koncertowej by spędzić ostatnie dni z siostrzyczką. Wie, że nie będzie miał już więcej takiej możliwości. Grace, starsza siostra, jest załamana. Udaje jednak, że wszystko będzie dobrze i okłamuje siostrzenicę, że jej mama wyzdrowieje i niedługo wróci do domu.

Wszyscy oni spędzają czas przy łóżku Królika, która przesypia większość dnia i walczy z bólem. Jej rodzina jednak nie chce pokazywać słabości. Śmieją się, plotkują, wspominają. Miłość między nimi jest bardzo widoczna. Nic nie rozbije takiej więzi.

Kiedy wszyscy skupiają się na Mii ta myśli tylko o Johnnym, swojej pierwszej - i ostatniej - miłości. Wspomina czas, który spędzili razem i ma nadzieję, że tam po drugiej stronie coś jednak jest. Chce go ponownie spotkać i zostać z nim już na zawsze. Czekając na resztę rodziny i swoją małą córeczkę.

Jest to powieść o pogodzeniu się ze swoim losem. O walce do samego końca. O śmiechu przez łzy. O tragedii jaką jest to, że rodzice są świadkami śmierci swojego dziecka.

Kiedy zaczynałam czytać tę książkę nie spodziewałam się, że będzie to taki emocjonalny rollercoaster. Owszem, jestem świadoma, że bardzo szybko się wzruszam. Płaczę nawet kiedy umrze jakieś przypadkowe zwierzątko w książce. Mimo to zdziwiłam się, jak szybko zmieniały się moje nastroje. Nie sądziłam, że będę się śmiać - nawet jeśli był to śmiech przez łzy. Anna McPartlin stworzyła tak cudowną rodzinę, że nie można przejść obok nich obojętnie. Pokochałam silną Molly i jej poczucie humoru oraz wybuchowy temperament. Śmiałam się z jej przygód i tekstów, które każdego potrafiłyby zwalić na kolana.

Głowę Molly wciąż wypełniał wściekły wrzask: Nie poddam się, słyszysz?! Dociera to do ciebie, Boże?!

Było mi żal małej Juliet, która okłamywana przez wszystkich starała się wierzyć w to, że jej mama wyzdrowieje. Sama nie wiem, co bym zrobiła w takiej sytuacji, podobnie jak Królik. Ona nie chciała by jej córeczka spędziła ostatnie dni życia swojej matki w smutku i rozpaczy. Wydaje mi się to dobrym podejściem. Polubiłam bardzo postaci Daveya i Johnny'ego. Brat Mii okazał się być człowiekiem o dobrym sercu i pełnym współczucia. Każda chwila gdy lepiej poznawaliśmy pierwszą miłość Królika była przeze mnie wyczekiwana, choć wiedziałam, że złamie mi to serce - szczególnie, że nikt nie pozostawił mi nadziei na to, jak ta historia się skończy. Płakałam. Mocno.

Anna McPartlin naprawdę świetnie napisała tę historię. Czyta się ją naprawdę szybko. Siadłam, zaczęłam, skończyłam. Myślę, że jest to wspaniałe. Lubię, gdy książka mnie wciągnie tak, że nie mogę się oderwać dopóki nie skończę. Czterysta stron przeleciało jak z bicza strzelił i każda strona była przyjemnością. Ta pozycja w środku jest tak samo piękna jak na zewnątrz - ta okładka! - i z pewnością możecie za nią chwycić. Jestem pewna, że ta książka złamie Wam serce, a równocześnie będziecie szczęśliwi. Coś cudownego.

Teraz po skończeniu tej historii czuję się szczęśliwa. Rodzina Królika sprawiła, że wszystko było dużo łatwiejsze. Przy łóżku umierającej siostry potrafią rozmawiać o tym, że ich stara znajoma wylądowała w szpitalu psychiatrycznym. Doskonale się z nimi bawiłam, choć cały czas świadoma byłam tego, że wszystko nieubłaganie zbliża się do końca. Mało jest książek dotyczących śmierci, które są tak pozytywne nawet w momencie, gdy nie ma już nadziei. Podróż przez życie Mii dostarcza nam wiele radości. Przecież ostatnie chwile życia ukochanej osoby nie muszą być smutne i przepełnione rozpaczą. Wspomnienia tworzy się do samego końca.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-10-2015 o godz 16:55 przez: Agata Kądziołka
Kiedy umiera członek stada, zwierzęta zbierają się, by go pożegnać. Oddają mu hołd i pokazują, że są razem z nim do końca i że będą opłakiwać jego stratę. Później odchodzą, zostawiają zwłoki i wracają do swoich wędrówek, do rodzenia młodych i do zdobywania pożywienia. Pamięć o zmarłym zostawiają daleko za sobą, by nie wpływała ona na ich dalsze próby przetrwania.
U ludzi sprawa ma się zgoła inaczej. Gdy umiera członek rodziny, ludzie krzyczą. Zamierają. Licytują się z Bogiem. Złorzeczą mu. Obiecują poprawę. Robią wszystko, by zatrzymać bliską osobę przy sobie. Wbrew logice, wbrew wynikom badań lekarskim, wbrew porządkowi natury, że każdy musi kiedyś odejść.

Czterdziestoletnia Mia jest w terminalnym stadium raka, jednak ani ona ani jej rodzina nie są pogodzeni z jej rychłym odejściem. Jej przeprowadzkę do hospicjum traktują jako 'kupienie sobie czasu, by nabrała sił do dalszej walki'. Sama Królik, bo tak wszyscy nazywają umierającą kobietę, wie, że musi wyzdrowieć, żeby zająć się swoją dwunastoletnią córką, która jest za młoda, by zostać bez matki.

„Etap trzeci wygląda tak, że dorosłaś, a ja zachorowałem, choć przez jedną cudowną chwilę byłaś wystarczająco dojrzała, a ja na tyle zdrowy, że mogliśmy zaznać miłości.”

Ciężko pisać jest o fabule tej książki, gdyż cała toczy się wokół łóżka umierającego człowieka, wyłączając retrospekcje Królika, która śni o swojej przeszłości i o miłości swojego życia, Johnny'm, z którym los nie dał jej szansy być długo. Zabrała go choroba, która powoli niszczyła jego ciało i umysł, zamieniając go w sam korpus, który nie potrafił czuć.

„- Moja matka również umarła na raka.
- Twoja matka miała dziewięćdziesiąt dwa lata.
- Miłość to miłość, Molly.”

To nie jest fikcja literacka. Codziennie, w każdym kraju, w każdym mieście jakaś rodzina żegna członka swojego stada, który odchodzi. Czasami w niemej ciszy, czasami w okrzykach bólu i zaklinania losu. Niekiedy umierają z uśmiechem na ustach, niekiedy z grymasem niesmaku, że ich przygoda dobiegła już końca.
I czuję wielką niesprawiedliwość po przeczytaniu tej powieści. Bo Mii nie udało się żyć, tak jak chciała. Bo za prędko umarła. Bo zostawiła córkę. Bo cierpiała. Bo nikt jeszcze nie wpadł na to jak wyleczyć chorobę, na którą codzienne umierają setki ludzi!

Niezwykle wzruszyła mnie matka Królika, żywiołowa i pełna przekonana o swojej wyższości nad śmiercią, Molly, która do końca poszukiwała terapii, która uleczyłaby jej dziecko. Jest tak zdesperowana, że w chwilach najwyższego gniewu wystawia środkowy palec samemu Dzieciątku Jezus i wymyśla lekarzowi od zaściankowych szamanów. Walczy z całych sił o to, co matka ma najcenniejszego – o swoje dziecko, o część siebie, która gaśnie na jej oczach. Molly dodatkowo czuje presję ze strony rodziny, bo to przecież ona, jak zwykle, powinna znaleźć rozwiązanie i sprawić, żeby wszystko było dobrze. Jak przed laty, gdy któreś z rodzeństwa rozbiło kolano, gdy zabrakło pieniędzy na spłatę raty, gdy mąż pokłócił się z sąsiadem – zawsze potrafiła sprawić, że wszystko się układało i życie wracało na stare tory. W tym wypadku jej magiczna moc nie ma żadnego zastosowania a rozbestwione komórki rakowe, które panoszą się w ciele jej dziecka za nic sobie mają jej prośby, groźby i utyskiwania.
Ojciec Królika natomiast jest bierny, wycofany, całkowicie poddany myśli, że „przecież Molly sobie ze wszystkim świetnie poradzi”. Rodzeństwo przytakuje ojcu, czekając na niewątpliwy cud, który niedługo będzie miał miejsce a biedna kobieta walczy z wiatrakami, bo wszyscy tego od niej oczekują. I nie ma czasu pogrążyć się w swoim bólu i zaakceptować stratę.

„Od początku małżeństwa obowiązywała cicha umowa – on zarabiał, ona ich chroniła”

Anna McPartlin stworzyła niezwykłą książkę, w której pisze o tym, co dla każdego z nas jest najtrudniejsze – o śmierci i o pożegnaniu. I nie było to dla niej zadanie proste, bo mogła łatwo stworzyć żmudnego wyciskacza łez, który niczym nie różniłby się od setek podobnych powieści. Ona jednak dodała do całego smutku i żalu odrobinę humoru i rodzinnej miłości – i jak się okazuje, to wystarczyło, by stworzyć książkę, której nie zapomnicie na długi czas.
Jak dla mnie – arcydzieło.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-09-2015 o godz 16:37 przez: Sol
Ostatnio w moje ręce wpadają same dobre tytuły, ale od dawna już nie dałam książce maksymalnej oceny tj. 10/10. Przyszedł czas na "Ostatnie dni Królika" i przepadłam. Pokochałam tę smutną i prawdziwie przedstawioną historię. W momencie, kiedy zaczęłam czytać tę książkę, wiedziałam, że dam jej najwyższą notę z możliwych... Moi drodzy czytelnicy "Ostatnie dni Królika" to książka, którą całym sercem Wam polecam. Może tak, jak ja, będziecie się w niej zaczytywać i śmiać się przez łzy?

Historia, jaką stworzyła McPartlin jest poruszająca, na swój drastyczny sposób piękna i zabawna. Książki, których główny bohater jest ciężko chory, zawsze wzbudzały we mnie ogromne emocje. Nie było takiej sytuacji, żebym podczas czytania takiej książki nie uroniła ani jednej łzy. Jednak w tym przypadku płakałam i śmiałam się jednocześnie, ponieważ inaczej się po prostu nie da. Autorka genialnie równoważyła smutek i wesoły humor. Stworzyła prawdziwą bombę emocjonalną i za to właśnie pokochałam Króliczą powieść. Za tą realność... Głęboką walkę z przeciwnościami losu, miłość i oparcie w bliskich osobach, ukazanie życia w szarościach, przez które czasami przebijają się inne barwy. Naprawdę ciężko jest mi napisać moje odczucia, ponieważ chciałabym Wam wszystko, co podpowiada mi serce i co wylewa się z mojej głowy, napisać. Wiem jednak, że temu nie podołam, bo po prawdzie jest to kompletnie nielogiczne. Dlatego też powiem tyle: wspaniała książka ze wspaniałym i głębokim przekazem, którą pokochałam i którą mogę Wam polecić całym sercem!

Teraz wcielę się w fikcyjnego bohatera tej fikcyjnej powieści, aby nieco urozmaicić Wam lekturę niniejszej opinii... 3...2...1

Jestem jak dobry duszek, który siedzi w kącie sali, w której leży Królik, znana również jako Mia Hayes. Siedzę i obserwuję samą główną bohaterkę i jej najbliższych, którzy przychodzą do niej w odwiedziny. Mia jest waleczna, wesoła, dobra... Jest matką młodej damy o imieniu Juliet, jest ukochaną córką, cudowną siostrą, niezastąpioną przyjaciółką. Nie sądziłam, że w jednym pomieszczeniu może być tyle bólu, cierpienia i taki ogrom miłości jednocześnie. Przytłacza mnie to, ale nie mogę wyjść. Nie mogę jej zostawić, chociaż tak naprawdę Królik nigdy nie jest sama. Jest z nią ten przeklęty rak, który nie daje jej żyć i sprawia, że walka o każdy oddech jest coraz trudniejsza. Wiele razy zastanawiałam się dlaczego dobrych ludzi spotykają takie złe rzeczy. Dobrych ludzi i przy okazji ich bliskich, którzy obrywają rykoszetem. Ciężko jest patrzeć na cierpienie innych. Nie mówię tutaj tylko o Króliku, ale i o jej córeczce, która ciągle wierzy, że jej mama za "tydzień" poczuje się lepiej i wyjdzie ze szpitala, choć to nieprawda. Mówię również o bracie i siostrze Mii o jej matce, przyjaciółce i ojcu.

Prawda jest taka, że nie tylko Mia jest tutaj główną bohaterką. Pomimo tego, że wszystko kręci się wokół niej, to odniosłam wrażenie, że każda postać jest tą najważniejszą. Nawet Johnny ze wspomnień. Johnny, który również sprawił, że moje oczy zalśniły od łez. Nie wiem jak inaczej napisać to jak bardzo polubiłam te wszystkie charaktery. Te wszystkie historie, uśmiechy i tę siłę rodzinną. Rodzina zawsze była i jest dla mnie najważniejsza, a ta książka pokazuje nam, że właśnie w rodzinie drzemie moc, której nigdzie indziej nie znajdziecie.

Ale wiecie co? W tej historii nie ma samych smutków. Jest też śmiech, taki prawdziwy, nie udawany. Żarty i wspomnienia, dzięki którym chociaż na chwilę Mia wraca do siebie i ma siłę walczyć, a my, czytelnicy zaśmiewamy się w głos.

Cóż ja mogę na sam koniec dodać. Książkę uwielbiam i nie oddam jej nigdy i nikomu za nic! Polecam ją bardzo, bardzo. Jest w niej trochę przekleństw, ale biorąc pod uwagę sytuacje, w których się pojawiają, są jak najbardziej adekwatne, a czasem nawet zabawnie wkomponowane w zdania.

sol-shadowhunter.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
21-09-2015 o godz 11:10 przez: Karolina Koska
Jeden dotyk, potem wizyty u lekarza powodują, że to co usłyszała z jego ust Mia Hayes jest dla niej ogromnym szokiem. Dlaczego Ja. Za co zostałam ukarana właśnie w taki sposób? Za ten seks przedmałżeński, brak wiary w Boga, antykoncepcję i niewinną kradzież. Tak, bo ona była niewinna, kilka kabli gitarowych. Przecież ja mam dziecko, dla którego muszę walczyć. Nie poddam się, chociaż wiem, że będzie to trudna walka. Nie mogę zawieść również rodziców i rodzeństwa. Kocham ich najbardziej na świecie, a oni kochają mnie. To jest w tej chwili najważniejsze. Miłość będzie dla mnie wyjątkowym dopingiem.
Mia poddała się amputacji obu piersi. Niestety rak zaatakował inne organy. Wyczerpana długotrwałym leczeniem, zdaje sobie sprawę z tego, że to już koniec.
Matka kobiety decyduje się na przeniesienie córki do hospicjum. Tam cała rodzina na zmianę z przyjaciółmi czuwają przy jej łóżku. A ona w swoich snach odbywa podróż wracając do przeszłości. Jednocześnie z całych sił pragnie pożegnać się ze wszystkimi, a szczególnie ze swoją nastoletnią córką. Tylko tak się składa, że jej rodzina jest dość zwariowana, więc czeka ją trudne zadanie...

Czytam sporo, staram się później każdą książkę zrecenzować. Ale po przeczytaniu "Ostatnich dni Królika" nie wiem jak to zrobić. Zostałam emocjonalnie wywirowana. Stało się, zabrakło mi słów, za pomocą których mogłabym wyrazić swój zachwyt nad powieścią. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Wyczekiwałam takiej chwili z niecierpliwością. I w końcu doczekałam się...
Historia, z którą miałam okazję się zapoznać zostanie we mnie na bardzo długo. Z wielu powodów. Jednym z nich jest oczywiście postać głównej bohaterki. Sposób w jaki została wykreowana przez pisarkę zasługuje na najwyższą ocenę. Jej życie przed chorobą nie było usłane różami. Samotna matka nie ma łatwo, na szczęście była wspierana przez rodzinę. Mogła liczyć również na opiekę ze strony najbliższych, gdy zmagała się z nowotworem. Matczyna miłość była dla niej ukojeniem. Do ostatnich chwil pragnęła dla swojego dziecka wszystkiego co najlepsze. Można mieć do niej żal, że oddaliła się od Boga, ale to była jej przemyślana decyzja...
Rodzice Mai. Mimo swojego wieku, nadal szaleńczo są w sobie zakochani. Takiej miłości, która ich połączyła mogą im wszyscy pozazdrościć. Ich związek należy do wyjątkowych, a główną zaletą tej wyjątkowości jest osobowość i temperament matki Mai.
Mia wyrosła na piękną i mądrą kobietą. Chociaż czasami, będąc jeszcze małą dziewczynką zazdrościła urody, którą została obdarzona jej siostra. Wolny czas spędzała w towarzystwie swojego brata wsłuchując się w muzykę jego zespołu i głos pewnego wokalisty...
Teraz cała rodzina skupiła się wokół niej. Każdy z członków przeżywa ten czas na swój sposób. Jedni zwracają się o pomoc do Boga i liczą na cud uzdrowienia. Drudzy nie widzą już żadnej nadziei. Trzecia grupa postanawia zachowywać się normalnie, chociaż dla tej rodziny słowo "normalność" nie pasuje. Nawet w takiej chwili dochodzi z ich strony do różnych humorystycznych sytuacji, a sarkastyczne komentarze powodują spazmatyczne wybuchy śmiechu, które przeplatane są atakami płaczu.
Strata bliskiej osoby, dla każdego człowieka jest traumatycznym przeżyciem. Nie ma takiego jednego, głównego sposobu w jaki można całkowicie wyleczyć się z cierpienia i tęsknoty. Możemy w tedy usłyszeć takie słowa: Jakoś to będzie; kiedyś zapomnisz; czas leczy rany. Wiadomo, że na początku będzie to trudne, ale w końcu...jakoś to będzie, musi być...

Decydując się na lekturę "Ostatnich dni Królika" musisz się spodziewać, że będziesz czytała/a niezwykłą książkę. Zanim zaczniesz wgłębiać się w jej treść zachęcam do uzbrojenia się w dużą ilość chusteczek, bo mogą Ci się przydać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-09-2015 o godz 07:54 przez: Bernardeta Łagodzic-Mielnik
Bieg codziennego zwyczajnego ludzkiego życia zakłócają choroby. Bajka, gdy są przejściowe, trwają krótko i nie pozostawiają po sobie żadnego śladu. Jednak nie wszystkie schorzenia takie są. Są też także choroby, których diagnozy brzmią poważnie, wręcz wrogo. Rak, nowotwór to prawie jak nieodwołany wyrok. Są ludzie, którzy z niego nie wychodzą na prostą. Mają pecha i ta choroba jest tytułem ostatniego tomu ich życia.


Na raka zachorowała główna bohaterka powieści Anny McPartlin. Mia Hayes tyle co przekroczyła czterdziestkę, gdy jej domem stało się hospicjum. Trafiła tu po długiej walce w kilku rundach. Niestety lekarze po przerzutach do kości bezradnie rozłożyli ręce i stwierdzili, że już nie mogą pomóc kobiecie zwanej przez jej rodzinę Królikiem. Pierwsza scena powieści to właśnie przekroczenie progu hospicjum do którego Mia trafia w towarzystwie matki. Obie próbują robić dobrą minę do złej gry. Bliscy nie dają za wygraną i wciąż szukają jakiejś nowatorskiej terapii, która dałaby choć cień nadziei na happy end. A sam Królik? Chce walczyć, bo ma dla kogo żyć, bo wie, że jako matka jest niezbędna swojej dwunastoletniej córeczce...

Szczerze, z ręką na sercu miałam wielką ochotę na poznanie tej powieści, ale i ... bardzo bałam się tej lektury. Nie było to ze względu na to, że książka mi się nie spodoba (miałam nosa, że będzie wspaniała co też się sprawdziło), ale lękałam się jak podołam jej emocjonalnie. Jestem potwornym wrażliwcem, wiele spraw biorę sobie do serca zbyt mocno. Czułam, że przy czytaniu będę ryczeć jak bóbr i przygotowałam masę chusteczek. Były bardzo potrzebne, bo naprawdę solidnie się wzruszyłam, ale czyż można inaczej odebrać tak smutną, tragiczną po ludzku historię?
Pisarka podjęła w swoim dziele bardzo trudny temat. I co najważniejsze zrobiła to wspaniale. Zawiodła czytelnika w świat pełen bólu, żalu, ludzkiej bezsilności, dramatu, rozpaczy. Pokazała tym samym, że dany nam każdy dzień jest czymś niesamowicie cennym, ba bezcennym. I nie można go zmarnować. Trzeba cieszyć się tym, co dostajemy codziennie od losu, bo nigdy nie wiemy, ile tej codzienności, zwyczajnej aczkolwiek pięknej nam jeszcze zostało. Mia bardzo cierpi, ale i wspomina. Analizuje swoje życie i uświadamia sobie, że przeżyła wiele pięknych chwil. Odchodzi, boli ją, że osieroci córkę, ale i uśmiecha się na wspomnienie chwil z młodości. Miała to szczęście, że żyła w cudownej rodzinie. Zwyczajnej, nieidealnej, ale kochającej się mimo wszystko. Królik wspomina swoją niespełnioną miłość, którą przyszło jej utracić. I tym samym uczy jak robić życiowe bilanse i podsumowania - warto, bo pozwalają uchwycić dane nam skarby.
Akcja książki rozgrywa się w Irlandii. Po dłuższym zastanowieniu myślę, że to bez większego znaczenia. Bo choroba i bezlitosne wyroki bolą wszędzie niezależnie od numeru równoleżnika czy południka. Pisarka opisuje chwile trudne, wyrysowuje uczucia i odczucia swoich bohaterów w sposób wyrazisty i przejrzysty. Nie idealizuje, pokazuje chwile słabości, rozpaczy, wybuchów niekontrolowanej bezsilności. To bardzo ludzkie, choć ktoś może powie, że nieeleganckie. Ale tym samym ta historia wydaje się niezwykle prawdziwa i bardzo realna. Czytając mamy zatem okazję przyjrzeć się ludziom, których los nie oszczędza, boleśnie dotyka i wręcz miażdży.
Długo bym mogła jeszcze wychwalać walory tej książki, którą w każdym rankingu oceniłabym notą najwyższą. Długo jej nie zapomnę, będę gorąco polecać tym, którzy lubią ambitne lektury obyczajowe. Warta polecenia, godna przeczytania, przemyślenia. Książka, która pozostawia w czytelniczym sercu trwały ślad. Wybitna lektura zasługująca na miano księgarskiego hitu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-10-2015 o godz 10:16 przez: Angelika Wawrzyniak
Mimo że nie mam nawet trzydziestu lat, właściwie nieustannie myślę o śmierci. Niekoniecznie swojej, bo jest to dla mnie zbyt przerażająca wizja, ale o nieuchronnie zbliżającym się końcu każdego człowieka, z którym mam do czynienia. Nie potrafię przestać ani wyjaśnić dlaczego to robię. Tak po prostu jest. Prawdopodobnie próbuję w ten sposób pogodzić się z tym, co nieuniknione. Pewnie był to też powód, dla którego sięgnęłam po Ostatnie dni Królika Anny McPartlin, choć jak się okazało, nie jest to wcale powieść o umieraniu, a o życiu właśnie. To tak, jakby literatura dawała mi prztyczka w nos, żeby uświadomić mi, że ono toczy się dla mnie dalej, nawet jeśli dla innych się kończy... Być może o to chodziło autorce, a jeśli to prawda, wówczas jestem jej bardzo wdzięczna.

Ostatnie dni Królika to krótka historia Mii Hayes, przez rodzinę i przyjaciół nazywanej Królikiem, która właśnie trafiła do hospicjum w fazie terminalnej złośliwego nowotworu. Jej rodzice, Molly i Jack, nie mogą pogodzić się z faktem, że dla ich najmłodszej córki nie ma już żadnego ratunku i wciąż szukają cudownego leku na raka, który ją zabija. Jej rodzeństwo, Davey i Grace, walczy pomiędzy sobą o prawo do opieki nad córką Królika, Juliet, która z kolei nie do końca wierzy w to, co się dzieje, ale robi wszystko, co w jej mocy, by nie załamać się na oczach matki. Tymczasem Królik wspomina Johnny'ego, największą miłość swojego życia, i do końca zachowuje pogodę ducha.

Doprawdy, dziwna jest ta powieść. To taka wersja Gwiazd naszych wina dla dorosłych. Dlaczego tak uważam? Dlatego, że czytając Ostatnie dni Królika na przemian śmiałam się i płakałam. Elementy komiczne przeplatają tu się z życiową tragedią i jak tak sobie o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że nie jest to przyjemne uczucie. To tak, jakby na siłę odwlekało się nieuniknione. Odwracało uwagę. Nie jestem pewna czy mi to odpowiada. Tak czy inaczej, dzieło Anny McPartlin to przykład wartościowej lektury dla osób, które mają podobną sytuację życiową lub po prostu szukają dobrej książki - gorzko-słodkiej, ale mimo wszystko wartej uwagi.

Jakże prawdziwa jest to historia! Można bez trudu wyobrazić sobie roześmianą twarz Królika oraz jej niezwykłą walkę o godną śmierć. Nie jest to opowieść, której jedynym zadaniem jest wyciśnięcie z czytelnika wszystkich możliwych łez. Ostatnie dni Królika to powieść, która daje do zrozumienia, że życie musi toczyć się dalej, nawet jeśli zabraknie w nim naszych bliskich. Mimo że akcja toczy się w hospicjum, czytelnik nie czuje przygnębienia, lecz odzyskuje nadzieję na lepsze jutro. Oczywiście, lekturze towarzyszy ogromne wzruszenie, ponieważ jawna niesprawiedliwość, która dotknęła Królika, sprawia, że serce rozrywane jest na tysiąc małych kawałeczków. Ale jednak jest to, tak jak wspomniałam wyżej, opowieść o życiu. Pięknie przeżytym i wartościowym.

Czy powieść przypadnie do gustu wszystkim? Nie sądzę. Przede wszystkim dlatego, że przeznaczona jest raczej dla dojrzałego odbiorcy. Młody człowiek chyba nie znajdzie w niej niczego interesującego, poza tym uważam, że w takim wieku powinno się czytać bezpieczne młodzieżówki, a nie historie, które rozrywają serce na strzępy.

Ostatnie dni Królika to książka, która bardzo mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że aż tak przypadnie mi do gustu. To piękna, mądra i wzruszająca powieść, do której z pewnością jeszcze nie jeden raz powrócę. Polubiłam Królika i naprawdę żałuję, że umarła. Chętnie przeczytałabym alternatywną historię, w której razem z Johnny'm wiodła wspólne, szczęśliwe życie... Właśnie czegoś takiego życzyłabym tak pogodnej i życzliwej osobie jak ona.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-09-2015 o godz 08:33 przez: Regał Nowości - Wiadomości z rynku książki
Albo że umrę jako osiemdziesięciolatka, kiedy już na wszystko jest się za starym, a pogrzeb to okazja, żeby spędzić miły dzień na dworze.
Kiedy na okładce książki jest napisane „Emocjonalny rollercoaster. Będziecie się śmiać przez łzy” zazwyczaj to oznacza dla mnie dwie rzeczy – albo książka nie jest zupełnie w moim typie, bo jest sentymentalnie rozmamłana albo historia jest stereotypowa, nudna i trzeba odwoływać się do skrajnych emocji, żeby do niej zachęcić. „Ostatnie dni Królika” Anny McPartlin były dla mnie ogromną pozytywną niespodzianką.
Mia Hayes nazywana przez wszystkich Królikiem jest centralną bohaterką, wokół której wszystko się kręci. Mia jest chora na raka piersi. Po długiej walce niestety nadchodzi moment pożegnania. Królik spędza swoje ostatnie dni w hospicjum. Poznajemy jej historię z kilku perspektyw – samej Mii, jej mamy, taty, brata, córki i przyjaciółki. Wszyscy spędzają z nią jak najwięcej czasu, żeby wykorzystać te chwile, które im pozostały. Każdy na swój sposób próbuje sobie poradzić z zaistniałą sytuacją. A trzeba wspomnieć, że rodzina Mii nie jest ani nudna, ani zwyczajna… O treści jak zawsze enigmatycznie – ale poznawanie tej historii to prawdziwa przyjemność i nie chcę Was tego pozbawiać.
Anna McPartlin stworzyła wyjątkową opowieść. Temat trudny i bolesny przekuła w powieść, którą czyta się bardzo dobrze. Ale przede wszystkim jest to powieść mądra i myślę, że właśnie to mnie zaskoczyło najbardziej. Łatwo pójść na skróty i napisać coś, co wywoła emocje w czytelniku, ale co niekoniecznie będzie dobrą książką. Jak wiadomo, umieranie jest tematem z jednej strony trudnym, ale z drugiej często wykorzystywanym. Anna McPartlin zrobiła coś świetnego – połączyła temat raka i umierania z prawdziwymi ludzkimi uczuciami, które pojawiają się, kiedy człowiek znajdzie się w podobnej sytuacji. To wyróżnia tę książkę – właśnie ta prawdziwość uczuć. Mamy tutaj wszystkie stadia godzenia się z chorobą, mamy walkę do końca, nadzieję, nie poddawanie się, ale i zaprzeczenie, wyparcie, ból, złość i wiarę, kiedy wszystko inne już zawodzi.
Rodzina Hayes jest wyjątkowa i trochę zwariowana. Ale przede wszystkim każdy ma olbrzymie poczucie humoru, które w różny sposób próbuje wykorzystać, żeby poradzić sobie z sytuacją. I to powoduje, że my, czytając tę książkę, będziemy się naprawdę śmiać przez łzy. Konstrukcja bohaterów jest tutaj mistrzowska. Mamy całą plejadę różnych charakterów, każdy ma inne podejście do Mii, każdy się stara na swój sposób odnaleźć w rzeczywistości. Anna McPartlin wspaniale pokazała proces pogodzenia się z odejściem ukochanej osoby.
Pisać o najtrudniejszych rzeczach jest prawdziwą sztuką. Anna McPartlin to umie i z chęcią sięgnę po jej inne powieści. „Ostatnie dni Królika” to delikatna i wrażliwa opowieść o umieraniu, na które nie ma zgody. To odpowiedź na pytanie, co czuje człowiek, kiedy dowiaduje się, że jego życie ma konkretną datę zakończenia. I że będzie to raczej szybciej niż później. To również odpowiedź na pytanie, jak bliscy, rodzina i przyjaciele radzą sobie (albo nie radzą) z taką sytuacją. To naprawdę emocjonalny rollercoaster. Ta książka może być przewodnikiem, może być lekarstwem, może być wspaniałą lekcją dla nas wszystkich. Już dawno nie czytałam tak prawdziwej, mądrej i poruszającej, a mimo to zabawnej książki. Ta powieść jest po prostu jak prawdziwe życie. I to chyba największy komplement, jaki mogę książce dać. Bo ta historia nie jest wymyślona. Ona się zdarza codziennie w hospicjach na całym świecie. A opisanie jej w taki sposób i z taką klasą zasługuje na jak największe uznanie.
http://regalnowosci.pl/recenzje/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
19-10-2015 o godz 19:29 przez: cherry
Tego słonecznego, kwietniowego poranka, czterdziestoletnia Mia Hayes, zwana przez wszystkich Królikiem, ukochana córka Molly i Jacka Hayesów, siostra Grace i Daveya, matka dwunastoletniej Juliet, najlepsza przyjaciółka Marjorie Shaw i największa miłość Johnny’ego Faye’a, siedziała w samochodzie wiozącym ją do hospicjum, gdzie miała umrzeć.*

Słowa te są jednymi z pierwszych, jakie pisze Anna McPartlin, rozpoczynając opowieść o Króliku. Królik umiera. Nie udało jej się wygrać walki z rakiem, znajduje się w ostatniej, terminalnej fazie i jedyne, na co może teraz liczyć, to w miarę bezbolesna, spokojna śmierć. Królik nie chce umierać. Nie chce zostawiać córki, ani najbliższych. Ale nic nie może zrobić.
Książka opisuje dziewięć ostatnich dni Królika. Pewnie sobie pomyślicie, jakim cudem w takim razie jest taka gruba? Dziewięć dni to niewiele i zarazem bardzo wiele, ale czytać przez 400 stron o kobiecie, która leży w łóżku i przez te dziewięć dni umiera? Kiepska perspektywa. Ale nie martwcie się, akcja nie skupia się przy łóżku Królika. Sięga o wiele dalej – w przeszłość. Królik i jej najbliżsi wspominają. Poznajemy przede wszystkim historię Królika, ale nie tylko, jest ona bowiem związana z wieloma ludźmi i jej historia nie istniałaby bez nich.
Nieprzypadkowo przytoczyłam dla was ten cytat. Autorka już na początku wyliczyła wszystkich najważniejszych ludzi w życiu Królika. Wydarzenia są przedstawiane z perspektywy każdego z nich. Poszczególne fragmenty są oznaczane imionami, ale przez trzecioosobawą narrację czasem i tak ciężko było nadążyć. Tych perspektyw było naprawdę wiele, każdy bohater był inny – i każdy bardzo przeżywał śmierć Królika.
Rodzice kobiety – blisko osiemdziesięcioletni ludzie, do samego końca szukają rozwiązań. Nie potrafią pogodzić się z porażką. To matka jako pierwsza dopuszcza do siebie myśl, że to już koniec, że nic nie da się zrobić. Molly jest niezwykle silną kobietą. Jack, jej mąż, jest na nią zły, kiedy zawozi ich córkę do hospicjum. Ale za tą złością kryje się wielka bezradność – on załamuje się nawet przy córce. Wszyscy, zarówno rodzice, jak i rodzeństwo Królika, zastanawiają się, co zrobić z Juliet. Dziewczynka jak na swój wiek rozumie bardzo wiele, choć bardzo długo udaje, że matka wyzdrowieje. Kiedy w końcu i ona godzi się z myślą, że tak się nie stanie, wybiera swojego nieodpowiedzialnego wujka Daveya, muzyka, który na co dzień mieszka w Stanach Zjednoczonych, nie Irlandii, na przyszłego opiekuna. A Davey wybiera ją. Mimo początkowych sprzeciwów całej rodziny ma się nią zaopiekować po śmierci Królika. Tyle o fabule wystarczy, nie będę wam jej streszczała – sami musicie ją poznać.
Przeczytałam sporo recenzji tej książki, wszystkie były bardzo pozytywne. Miałam wobec niej wysokie oczekiwania. Czy je spełniła? Nie do końca. Największe zastrzeżenia mam do języka autorki – nie pasowały mi te wszystkie wulgaryzmy; dialogi pozostawiały sporo do życzenia. Historia też nie jest niezwykła, ale nie da się ukryć – budzi emocje. Ze względu na temat, który wybrała sobie autorka, musi budzić.
Jeśli więc lubicie wyciskacze łez, od książek oczekujecie solidnej dawki emocji i nie macie nic przeciwko zużywaniu całych pudełek chusteczek podczas czytania – polecam wam serdecznie Ostatnie dni Królika. Gwarantuję, że będziecie płakać (śmiać się wbrew zapowiedziom z okładki raczej niekoniecznie) i zużyjecie naprawdę dużo chusteczek!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
06-10-2015 o godz 15:19 przez: Recenzje Ami.
Pokochałam tę smutną i iście realną historię. W momencie, kiedy zaczęłam czytać tę książkę, wiedziałam, że zasługuje tylko i wyłącznie na pozytywną opinię... Ale od początku. Cała powieść podzielona została na dni, następnie na rozdziały, a te z kolei na osoby przez co od samego początku jest możliwość wejrzenia w myśli i uczucia wszystkich bohaterów: Królika, jej rodziców, rodzeństwa, córki oraz bliskich przyjaciół. Tak Mia, jak i każdy z jej bliskich, przeżywa tę fatalną sytuację na swój własny sposób. Jedni wciąż wierzą, że stanie się cud, inni godzą się ze świadomością nieuchronnie zbliżającej się śmierci. Łatwo się więc domyśleć, że cały ten bolesny proces, przebiega w atmosferze skrajnych emocji - przy łóżku chorej mają miejsce chwile rozpaczy i wspomnień, złości i wybuchów napięcia, stresu i niepokoju, ale też zabawne dyskusje i ogniste kłótnie. Jednak pomimo swojego złego położenia, Mia, otoczona rodzinnym ciepłem i bliskimi, nie traci wiary w siebie i pogody ducha. Często też sentymentalnie wraca wspomnieniami do swojej przeszłości i pierwszej miłości... Ta książka to naprawdę niesamowita układanka, której wszystkie elementy tworzą wspólnie jedną piękną i właściwą całość pełną wielu odniesień i życiowych wskazówek.

"Ostatnie dni Królika" pomimo trudnej tematyki czyta się bardzo dobrze i szybko, głównie przez emocje, akcję i zaprezentowanie historii z perspektywy kilku osób, która pozwala czytelnikowi na wgląd w perypetie pozostałych bohaterów, ich uczucia i przemyślenia. Taki układ fabuły pozwala również na przyglądanie się stopniowej metamorfozie postaci, następującej pod wpływem nowych doświadczeń. Autorka wykazała się naprawdę ogromną empatią i delikatnością - w bardzo sugestywny, a jednocześnie taktowny sposób, opisała przebieg choroby Mii, wiernie przybliżyła emocje i uczucia jakie targały jej rodziną i nią samą.

Powieść "Ostatnie dni Królika" na pewno nie jest dla wszystkich. Książki o chorobach nie są łatwe w odbiorze. Wręcz przeciwnie. Przygnębiają, przynoszą wiele smutku, goryczy i żalu, a przede wszystkim - poczucia bezsilności. Mimo to, powieść Anny McPartlin niesie ze sobą dużo otuchy i radości. Elementy humorystyczne świetnie dopełniają jej całości. McPartlin stworzyła soczyście wzruszającą historię pełną trudnych tematów. Pełną wspomnień i przemyśleń. Pełną miłości i bólu, poruszającą każdą strunę w duszy i rozrywającą serce na małe kawałki. "Ostatnie dni Królika" to książka o śmierci, o przygotowywaniu się do niej, o pożegnaniach z bliskimi, ale też o miłości, przyjaźni i złamanym sercu. Jednak przede wszystkim jest to książka o życiu, także tym po stracie ukochanej osoby.

Autorka od samego początku otula emocjami, wzrusza i skłania do refleksji. Pokazuje, że te ostatnie dni, wcale nie muszą być smutne i przygnębiające. Daje też jakby wskazówkę, żeby - w przypadku podobnej sytuacji - nie utracić tego czasu, który pozostał, żeby nie zmarnować go na użalanie się, na gorycz, smutek i żal. Żeby zrobić absolutnie wszystko, aby te ostatnie chwile były szczęśliwe właśnie dla tej najbliższej osoby. "Ostatnie dni Królika" to również gorzka historia o tym, że dopiero nieuleczalna choroba uświadamia nam, jak błahe problemy towarzyszą nam na co dzień... Niezaprzeczalnie warto przeczytać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
09-12-2016 o godz 22:52 przez: Paulina Lipka-Bartosik
Są takie książki, które można czytać po raz wtóry i za każdym kolejnym razem coraz bardziej przeżywać zawartą w nich historię. Są książki, do których pragnie się wracać i które trzeba polecać każdemu. Które zostawiają nas w stanie emocjonalnej agonii i zamieniają nasze oczy w potoki nieprzerwanie płynących łez. I w końcu są książki, o których chce się pisać i rozmawiać.
"Ostatnie dni Królika" są właśnie jedną z nich.


Mia Hayes ma czterdzieści lat, nastoletnią córkę i raka w stadium terminalnym. Ma również szaloną rodzinę, która nie chce i nie potrafi pogodzić się z jej coraz prędzej nadchodzącą śmiercią. Juliet, jej córka, spróbuje oszukać rzeczywistość. Molly, żwawa staruszka i Królicza matka za cel postawi sobie znalezienie cudownej terapii, a brat wróci z trasy koncertowej, by podjąć decyzję, która zszokuje wszystkich, włącznie z nim samym. Choroby nie da się jednak oszukać i Mia, zwana Królikiem, trafia do hospicjum, w którym spędzi swoje ostatnie chwile, otoczona bliskimi, pewnym gwiazdorem i wspomnieniami.



Chyba po raz pierwszy brakuje mi słów, by opisać swoje emocje. Jestem zdruzgotana. Uwielbiam tę książkę, a jednocześnie nienawidzę. W jej trakcie płakałam i śmiałam się, śmiałam się i płakałam, aż w końcu sama nie wiedziałam czy mam ochotę szlochać, czy chichotać. Od pierwszych stron wiedziałam, że czeka mnie wspaniała lektura, ale to, co zafundowała McPartlin przerosło moje oczekiwania. Uwielbiam w niej wszystko (no, może prócz niemożliwego do uniknięcia tragizmu), a najbardziej chyba bohaterów drugoplanowych. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo polubiłam tytułowego Królika, ale powieść stworzyła tak naprawdę ta reszta, która na swój sposób próbowała poradzić sobie z odejściem Mii. Uwielbiam ich, a najbardziej Johnnego, którego nawet trudno jest nazwać bohaterem drugoplanowym. Skradł moje serce, a później wyrwał je z piersi i spalił na popiół w kominku. Płakałam za Johnnym, płakałam z rodziną Mii, płakałam za Królikiem i z powodu niesprawiedliwości losu. Opłakiwałam utracone szanse i zniszczone marzenia, szlochałam za niedoszłą gwiazdą rocka, która zgasła nim tak naprawdę miała szansę zalśnić pełnym blaskiem. Wylałam morze łez i jestem naprawdę szczęśliwa, że powieść tę czytałam w domu, bo inaczej spaliłabym się ze wstydu. Bo czy ktoś, kto wybucha śmiechem, a za moment wyje w poduszkę może uchodzić za normalnego...?



Gdyby nie była to jedyna powieść Anny McPartlin, która została wydana w Polsce i którą miałam okazję przeczytać to bez chwili zastanowienia powiedziałabym, że to jedna z moich ulubionych autorek. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, bym twierdziła, że "Ostatnie dni Królika" od dziś trafiają na moją listę "Top of the top". Bardzo często okładkowe rekomendacje przekłamują rzeczywistość i obiecują gruszki na wierzbie. W przypadku "Ostatnich dni Królika" obiecywały "emocjonalny rollercoaster". I tym razem mówiły prawdę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-10-2015 o godz 11:04 przez: Niebieska zakładka
Zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresja, akceptacja – to pięć etapów procesu żałoby według psychologii. Książka „Ostatnie dni Królika” pokazuje, jak przebiegają one u pewnej irlandzkiej rodziny, która musi poradzić sobie z umieraniem bliskiej osoby.

Główna bohaterka, czterdziestoletnia Mia o przezwisku Królik, umiera w hospicjum na raka. Przerzuty do kości nie dają nadziei na jej wyzdrowienie, ale czy na pewno? Matka Mii walczy szukając eksperymentalnych metod, ojciec gniewa się lub płacze, przyjaciółka zbywa sytuację żartami, rodzeństwo się kłóci, a córka udaje, że nic poważnego się nie dzieje.

Zauważyłam, że są momenty w blogosferze, kiedy wszyscy czytają tę samą książkę. Na początku października co drugi post, na jaki się natknęłam dotyczył właśnie „Ostatnich dni Królika”. Dlatego postanowiłam sprawdzić, na czym polega fenomen tej książki.

Myślę, że jest nim ważny temat ujęty w lekki, a chwilami zabawny sposób. Zebrani wokół łóżka chorej różnie radzą sobie z poważną chorobą kochanej osoby. Wszystkie ich zachowania są jednak bardziej humorystyczne niż wzruszające. Spora w tym zasługa barwnych bohaterów - jeśli kłócą się lub przeklinają, to wiadomo, że po chwili będą się też z tego śmiali. Wszyscy razem wzięci są zwariowaną rodzinką, którą lubi się od pierwszej chwili. :-)

Historia Mii dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych. W teraźniejszości ograniczonej do jej łóżka w hospicjum. Oraz w przeszłości, do której wraca, kiedy tylko zasypia. Wtedy znów przeżywa najpiękniejsze chwile swojego życia u boku ukochanego Johnny’ego.

O ile teraźniejszość jest głośna i pełna ludzi zgromadzonych przy łóżku chorej, o tyle to przeszłość jest, moim zdaniem, ciekawsza, bardziej naładowana emocjami i wzruszająca. Mia jako nastolatka zakochała się w przystojnym koledze jej brata i świetnie rokującym wokaliście Johnnym. Wiadomo, że ich miłość miała tragiczny finał, ale nie wiadomo dlaczego. Ten wątek zdecydowanie interesował mnie najbardziej, a nawet nie mogłam się doczekać, kiedy Mia zaśnie i znów wróci do przeszłości.

Jedyne, czego mi zabrakło w tej książce to balansu pomiędzy humorem, a poważnym podejściem do tematu śmierci. Ponieważ elementów tragikomicznych było zdecydowanie więcej, nie potrafiłam się wczuć w trudną sytuację Mii i jej rodziny. Spodziewałam się, że wyleję morze łez, a nie uroniłam ani jednej…

Czy jest to duży mankament? I tak, i nie. Zależy, czego czytelnik spodziewa się po lekturze. Jeśli wyciskacza łez, to - na mnie przynajmniej - nie podziałał. A jeśli dobrej, nieskomplikowanej lektury o fundamentalnych kwestiach, to jak najbardziej polecam. Warto zwrócić też uwagę na piękne wydanie książki. Cudowna okładka, duża czcionka, soczyste dialogi, fabuła osnuta wokół istotnego tematu oraz charakterystyczne postaci – to wszystko właśnie składa się na jej fenomen. :-)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-10-2015 o godz 21:54 przez: Agnieszka Kaniuk
Na wstępie chcę serdecznie podziękować wydawnictwu za egzemplarz tej wspaniałej książki.
Kochani jak zawsze zanim przybliżę Wam nieco fabułę książki "Anny McPartlin "Ostatnie dni królika" pozwólcie,że przez chwile zastanowimy się nad porządkiem życia.Kiedy w podeszłym wieku umierają nasi rodzice bardzo cierpimy ale staramy się znaleźć pocieszenie w tym,że byli już starszymi ludźmi,przeżyli swoje życie najlepiej jak potrafili,a my musimy żyć dalej bo taka jest kolej rzeczy rodzice odchodzą przed swoimi dziećmi.To dziecko towarzyszy rodzicom w ich ostatniej drodze. Jednak niestety zdarza się również i tak,że coś Bóg,los,przeznaczenie zaburza ten porządek i to rodzic musi patrzeć na cierpienie i śmierć własnego dziecka.
W obliczu takiego właśnie bolesnego przeżycia stają rodzice czterdziestoletniej Mii Hayes na którą wszyscy bliscy mówią Królik.
Kobieta cierpi na nowotwór i choć walczy dzielnie nie tracąc nadziei jej życie dobiega końca.W momencie kiedy poznajemy Miję matka odwozi ją do hospicjum.Mimo nieuchronności losu naszej bohaterki nikt z jej najbliższych i przyjaciół nie potrafi pogodzić się tym,że czas się pożegnać. Nie ustają w staraniach,by znaleźć cudowny lek który zwróci im tę ciepłą,wesołą kiedyś pełną życia matkę,(tak przede wszystkim matkę gdyż Mija musi pożegnać się również ze swoją ukochaną dwunastoletnią córką) ,ale również córką,siostrą i przyjaciółką.
Autorka w doskonały sposób pokazuje kolejne etapy godzenia się z tym,co trudne i bolesne.Najpierw następuje zaprzeczenie i niedowierzanie,następnie bunt po czym wiara,że na pewno coś jeszcze da się zrobić,aż wreszcie pogodzenie się z faktami.To wszystko przeżywa cała rodzina Hayes'ów.Każdy z jej członków stara się poradzić sobie z tym traumatycznym wydarzeniem na swój sposób. To,co jest w ich rodzinie najpiękniejsze to miłość,która ich łączy.Niezależnie od tego,co by się działo trwają przy sobie,wspierają się i wspólnie robią wszystko, by ostatnie dni królika były jak najlepsze.
Jest to niewątpliwie książka którą wywołuje w czytelniku ogrom wzruszeń,wyciska łzy lecz zapewniam Cię drogi czytelniku,że wielokrotnie będziesz również śmiał się przez łzy.
Jest to pozycja,jak najbardziej godna polecenia,co też z głębi serca czynię lecz otwarcie przyznać należy,że nie każdy może być gotów,by po nią sięgnąć.Ja osobiście nie byłam w stanie przeczytać jej na jeden raz. Musiałam dawkować sobie jej lekturę,ale to zapewne dlatego,że sama choruję na raka i odbierałam ją bardzo osobiście. Moi kochani wybaczcie mi tę prywatę ale ci z Was,którzy są wiernymi czytelnikami moich recenzji wiedzą,że są one zawsze emocjonalne,a każde słowo płynie z głębi serca.

Moja ocena to:10/10

Pozdrawiam,
Agnieszka Kaniuk
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
28-09-2015 o godz 11:45 przez: Katarzyna Roszczenko
Żyjemy z dnia na dzień, pędzimy za niedoścignionym, chcemy być coraz lepsi i piąć się po szczeblach kariery, często nie zważając na nas samych, na sygnały, jakie wysyła do nas organizm. Nie raz dosięga nas choroba, która niestety nie znika po kilku dniach, po wzięciu kilku tabletek. To nowotwór, paskuda, która zaczyna niszczyć nas od środka, na którą nie zawsze znajdziemy lekarstwo. Tak stało się z czterdziestoletnią Mią Hayes przez rodzinę zwaną Królikiem. O jej walce możemy poczytać w najnowszej powieści Anny McPartlin Ostatnie dni Królika.

Historia rozpoczyna się przekroczeniem przez Mię i jej matkę progu hospicjum, w którym to przyjdzie spędzić kobiecie wiele dni. Obie, zarówno ona jak i jej matka robią dobrą minę do złej gry. Wiedzą, że to miejsce to już ostateczność, gdyż rak zaatakował kości kobiety. Królik na szczęście nie pozostaje sama. Codziennie odwiedzają ją bliscy: matka, która wspiera ją na każdym kroku, ojciec nie do końca pogodzony z chorobą córki i niepotrafiący niestety tego ukryć, brat rockandrollowiec, oraz siostra i córka Mii. Każdy, kto odwiedza Królika pozostawia swoje dotychczasowe życie, przyjemności, aby ten czas spędzić z kobietą, jednak każdy z nich całkiem inaczej odbiera jej chorobę, inaczej podtrzymuje ją na duchu.

Po ten tytuł sięgnęłam bez zastanowienie, jednak gdy już książka do mnie dotarła miałam lekkie obawy czy dam radę ją przeczytać, czy będę potrafiła zrozumieć jej przekaz. Okazało się, że historie czyta się dość szybko – pisana prostym przystępnym językiem, ukazuje nam zwykłe tak naprawdę życie bohaterki zmagającej się z tą podstępną chorobą. Razem z nią wracamy do przeszłości, poznajemy jej pierwszą miłość, mężczyznę, którego chce jeszcze raz zobaczyć przed śmiercią.

Powieść Anny McPartlin to pełna wzruszeń historia, jednak nie brakuje jej wielu elementów humorystycznych, a to za sprawą zachowania samej głównej bohaterki. Okazuje się, że historia przedstawiona przez autorkę miała odzwierciedlenie w rzeczywistości, co widać mocno przy lekturze książki. Realistyczne opisy i bohaterzy, których możemy spotkać na ulicy jeszcze bardziej dopełniają tego realizmu.


Autorka ukazując nam historię Królika pokazała, że ból, cierpienie i do doświadczenie, że życie najbliższej osoby niedługo się skończy pokazała, że te ostatnie jej dni możemy spędzić nad wyraz produktywnie, że kolejne dni, które pozostały musimy spędzić mocno produktywnie, aby nie utracić ani cząsteczki czasu, nie zmarnować ich na bezsensowne tak naprawdę użalanie się. I przede wszystkim na to, aby obraz najbliższej nam osoby, która odchodzi, pozostawił w nas informację, że zrobiliśmy wszystko, aby jej ostatnie dni były szczęśliwe.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
27-09-2015 o godz 19:58 przez: Nevermore
"Ostatnie dni Królika" to powieść, która trafiła w moje ręce przez zabawny przypadek. Czytając zapowiedzi na telefonie zamiast "czterdziestoletnia Mia" przeczytałam "czternastoletnia Mia". Wszystko by się przecież zgadzało - dziewczynka na okładce i bohaterka nazywana "Królikem" (co, przynajmniej mi, kojarzyło się z dzieckiem). Z przekonaniem, że sięgam po opowieść o nastolatce rodem z "Oskara i Pani Róży" rozpoczęłam lekturę. Moje wątpliwości wzbudził dopiero fakt, że Mia choruje na raka piersi...

Będę szczerza - gdyby nie powyższa pomyłka, zapewne nie sięgnęłabym po "Ostatnie dnia Królika". Unikam powieści, których główne bohaterki są koło czterdziestki. Kojarzą mi się one z nudnymi historiami, rozwodami i milionem identyczny postaci, które próbują "odnaleźć samych siebie". Gdyby jednak pochopnie oceniła powieść Anny McPartlin, popełniłabym ogromny błąd, bowiem książka okazałam się cudowną i wzruszającą opowieścią.

Mia choruje na raka piersi i nic nie wskazuje na to, że czeka na nią "długo i szczęśliwie". Ląduje w hospicjum - miejscu powszechnie znanym jako wyjście ostateczne. Choć szanse kobiety są niemal zerowe, jej rodzina za wszelką cenę nie zamierza się poddać, ani nawet uwierzyć w nieuchronnie nadchodzący koniec. Prędzej uwierzą, że już za chwilę nastąpi ogromy przełom medyczny i lekarstwo na raka zostanie wreszcie wynalezione, niż w to, że ukochany Królik ich opuści.

Pozbawiona sił Mia wprowadza nas w swój świat krok po kroku. Poznajemy jej życie dzięki retrospekcją przeszłości. Powoli dowiadujemy się jak przyszła na świat, jak wyglądało jej dzieciństwo i wszystkie czynniki, jakie stworzyły kobietą, którą jest. Poznajemy rodziców kobiety nie tylko jako starszych państwa, przerażonych nieuchronną śmiercią córki, lecz również młodszych, pełnych wigoru i szczęśliwych - jakimi pamięta ich Królik. Widzimy siostrę Mii, Grace, której urodę główna bohaterka zawsze podziwiała oraz jej brata - wiecznego buntownika. I wreszcie poznajemy historię wielkiej miłości Mii.

Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, powieść jest zabawna. W najbardziej dramatycznych sytuacjach główna bohaterka i jej bliscy rzucają uwagi, które rozbawią każdego. Tym razem hasło promujące książkę pasuje idealnie - "śmiejemy się przez łzy".

Nie lubię schematów. I właśnie dlatego tak polubiłam tę historię - ona łamie wszystkie schematy. Choć sięgnęłam po nią przez przypadek, cieszę się, że tak się stało. Jeśli szukacie niebanalnej powieści, a w lekturze najbardziej cenicie emocje (i mam tu na myśli wszystkie - i śmiech, i łzy), to ta książka będzie dla Was idealna.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego