Dżozef (okładka  miękka)

Wszystkie formaty i wydania (4): Cena:

Oferta empik.com : 25,42 zł

25,42 zł 36,90 zł (-31%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Dresiarz Grzegorz, biznesmen Kurz, stary Maruda i ten Czwarty. Doborowe towarzystwo w jednej sali szpitalnej. Ich historia byłaby jednak zupełnie inna, gdyby nie włączył się w nią jeszcze ktoś: Joseph Conrad. Jego obecność zmienia tutaj wszystko.

Grzesiek Bednar zostaje napadnięty na warszawskiej Pradze i trafia do szpitala ze złamanym nosem. Tu poznaje trzech mężczyzn, z którymi wyruszy do swoistego jądra ciemności: pięćdziesięcioletniego biznesmena, wiecznego malkontenta oraz Czwartego – wielbiciela prozy Josepha Conrada. To właśnie ten czwarty, Stanisław Baryłczak, stanie się przyczyną kłopotów. Majacząc, skłania Grzegorza do spisania swojej „ostatniej powieści”. Opowiada o małym Stasiu powołującym do życia kozła z drewna, który staje się jego towarzyszem i przekleństwem.

Opowieść Czwartego z każdym dniem jest bardziej mroczna, a przestrzeń, w której przebywają mężczyźni, zaczyna się kurczyć. Sale znikają, a ściany zaczynają się do siebie zbliżać – wszystko to potęguje lęki bohaterów i wzmaga niepokój narastający w czytelniku.

"Dżozef" w nowej odsłonie. Poprawiona wersja powieści z 2011 roku.

"Ryzykowny gest: napisać dziś powieść, dla której punktem odniesienia jest Joseph Conrad. Jakub Małecki podjął to wyzwanie i wygrał. Udowodnił aktualność patrona swojej prozy, a przy tym zachował własny, niepowtarzalny głos."
Piotr Gajdowski, "Newsweek"


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Dżozef
Autor: Małecki Jakub
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 320
Numer wydania: II
Data premiery: 2018-05-09
Rok wydania: 2018
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 149 x 214 x 32
Indeks: 25883817
średnia 4,6
5
76
4
22
3
5
2
1
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
28 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
24-09-2020 o godz 12:43 przez: kuba | Zweryfikowany zakup
Na początku książki dowiadujemy się w jaki sposób Grzegorz trafia do szpitala, później jak wyglądają jego pierwsze dni w szpitalu, w trakcie których poznaje Czwartego – osobę, która uważa, że jest Josephem Conradem. Czwarty prosi Grzegorza o spisanie jego powieści. Opowieść ta z początku wydaje się być niezbyt ciekawą historią o chłopcu, który boi się koguta, mieszkającego w jego gospodarstwie. Po pewnym czasie strach przed kogutem zamienia się w strach przed pewną osobą. W dalszej części książki naprzemiennie śledzimy opowieść Czwartego i reakcję pacjentów szpitala na tę zagadkową historię. Wraz z rozwojem tej historii w szpitalu zaczynają się dziać się dziwne i niewyjaśnione rzeczy – cały szpital pomniejsza się, a kolejne sale znikają …. Wydarzenia te są okazją do postawienia sobie przez wszystkich bohaterów pytania, jakie było ich życie i co chcieliby w nim zmienić. Każdy z nich zaczyna doceniać wartość tego, co miał. Pomaga w tym opowieść Czwartego, w której głównemu bohaterowi zostaje odebrana wolność, przez co o jego życiu zaczyna decydować inna osoba. Całość z pewnością skłania do postawienia sobie wielu ważnych pytań. Poza tym jest to kolejna książka, która pokazuje to, jak nadzwyczajną moc ma czytanie książki – w tym przypadku chodzi o książki Josepha Conrada. Możnaby wskazać wiele elementów realizmu magicznego, które czynią książkę wyjątkową i oryginalną.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-02-2019 o godz 22:04 przez: anonymous | Zweryfikowany zakup
Ciekawa opowieść - trochę fantastyki, losy niezwykłego chłopca na polskiej powojennej prowincji, przeplatana czasowo akcja- teraźniejszość szpitalna i przeszłość. Postaci z krwi i kości. Bardzo dobrze się czyta. Polecam miłośnikom prozy J. Małeckiego. Bożena
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
16-12-2020 o godz 06:07 przez: Iskiera89 | Zweryfikowany zakup
Dziwna historia z.elemanetami realizmu magicznego, ale dobra. Ja chcąc przeczytać coś co jest napisane dobrze wybieram. Małeckiego bo wiem że szybko się czyta i jest napisane w dobrym guście.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-06-2021 o godz 09:23 przez: izamartur | Zweryfikowany zakup
Ta książka jest zaskakującą. Przeczytałem ją w niecałe dwa dni. Rozbawiała mnie do gromkiego ha! ha! lub zastanawiała nad ludźmi i ich relacjami. Gorąco polecam, kawał dobrej literatury!!!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
24-08-2021 o godz 08:08 przez: Karolina | Zweryfikowany zakup
Wspaniała i zaskakująca opowieść o życiu w życiu. Humorystyczne dialogi I zaskakująca fabuła. Przeczytana w dwa wieczory. Polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
08-03-2019 o godz 09:38 przez: Ewa Godlewska | Zweryfikowany zakup
Wciąga od pierwszych stron, nie można odłożyć. Artur Małecki z pewnością należy do najlepszych polskich pisarzy prozy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
25-10-2021 o godz 17:57 przez: jarrooo | Zweryfikowany zakup
Brawa dla autora za pomysł i umiejętne poprowadzenie akcji. Do samego końca byłem ciekawy jak to się zakończy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-09-2021 o godz 22:04 przez: MAGDA | Zweryfikowany zakup
Kolejno dzielo Maleckiego, w specyficznym jego stylu. Ksiazka dającą duza do myslenia. Polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-12-2020 o godz 05:58 przez: Marta | Zweryfikowany zakup
Wspaniała książka, jak każda zresztą Jakuba Małeckiego
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
19-07-2018 o godz 14:51 przez: Znam.czytam.szanuję
PEŁNA WERSJA: ZNAM-CZYTAM-SZANUJE.BLOGSPOT.COM/ "Dżozef", czyli Drewniak, gadająca szafka i inne choroby psychiczne Istnieją różne okładki. Czasem to arcydzieła, nad którymi się zachwycamy, czasem wręcz przeciwnie - to szkarady, których nawet kijem strach dotknąć. Niektóre są tak dobre lub tak złe, że zapadają w pamięć na długo, a o innych, ładnych, lecz przeciętnych, od razu zapominamy. Istnieją różne okładki; także takie, które - pozornie zwyczajne - przykuwają wzrok, hipnotyzują wręcz, niemal zmuszając czytelnika do sięgnięcia po książkę, której są ozdobą. Urzekają prostotą; uchylają jedynie rąbka tajemnicy ukrytej w powieści, nie zdradzają zbyt wiele - a tym samym zachęcają do zajrzenia do książki. Dlatego też, gdy tylko zobaczyłam na okładce "Dżozefa" prostą figurkę w kształcie koziołka, wbrew wszelkiej logice postanowiłam tę książkę przeczytać. No bo kogo obchodzi jakiś głupi kozioł? Ja natomiast po jego ujrzeniu zaczęłam się zastanawiać, o co właściwie w "Dżozefie" chodzi. No i przeczytałam opis, a potem... samą książkę. A wszystko przez jakiegoś głupiego kozła. No dobrze, Tego Kozła. Kozła-Drewniaka, który z pewnością nie jest głupi. A... jest? No właśnie, jego istnienie wcale nie jest takie oczywiste. Ale! Nie uprzedzajmy faktów. Warto by przedstawić innych bohaterów tej powieści, nie sądzicie? Kozła już znacie, zostali nam tylko nieszczęśnicy z sali szpitalnej. Kim są i co się z nimi dzieje? Zacznijmy od postaci, która jest jednocześnie narratorem tej powieści. Grzesiek - bo tak się ów panicz nazywa - trafia do szpitala ze złamanym nosem. Nic wielkiego. Posiedzi trochę, a potem wróci do domu. W najgorszym razie lekarz będzie musiał operować. Błahostka. Może trochę bolesna, ale błahostka. Tak się jednak składa, że ma na swoim oddziale prawdziwych dziwaków. Maruda, biznesmen Kurz i on, dresiarz Grzesiek - razem tworzą dość nietypową grupkę, która poza szpitalem nie miałaby się szans spotkać. Ale to jeszcze nic. Ciekawie zaczyna się robić, gdy na sali pojawia się Czwarty. Ten to do dopiero dziwoląg! Nic, tylko książki czyta, tylko o nich rozmawia, a sobie już nie raczy nic powiedzieć. W dodatku zdarza mu się myśleć, że to on sam jest autorem czytanych przez siebie powieści. Można zwariować... i to całkiem dosłownie. Znikające sale, gadające szafki - przyznajcie, osoby zdrowe psychiczne raczej nie mają takich atrakcji. No i ten Drewniak-psychopata. Ten to dopiero ma nierówno pod sufitem... "A może to [...] nieodłączny element czytelnictwa - że czyta się, więcej i więcej, aż się oszaleje. [...] nie da się zmieścić w głowie tylu różnych historii i pozostać normalnym." To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jakuba Małeckiego i jestem pewna, że nie ostatnie. Spodobało mi się poczucie humoru autora, jego styl również przypadł mi do gustu. Ze względu na sporą ilość dialogów i dość dużą czcionkę książkę czytało się bardzo szybko. Mam jednak wrażenie, że przez tę ilość rozmów między bohaterami nieco ucierpiał świat przedstawiony; widać to szczególnie w pierwszych rozdziałach o Stasiu, gdzie tych dialogów jest mniej... zaś akcja, nawet jeśli zwalnia, to tylko nieznacznie. Uważam, że to popędzanie jej dialogami nie jest konieczne, bo Jakub Małecki pisze ciekawie - to, czy czytamy dialog czy opis, nie ma najmniejszego znaczenia, bo pochłaniamy je z takim samym zainteresowaniem. Może i się czepiam o nieistotne szczególiki - ale nie od dziś wiadomo, że to właśnie szczegóły upodobał sobie diabeł i często w nich tkwi. Hm... czy w takim razie "Dżozefa" w ogóle warto czytać? Zdecydowanie tak! Może nie jest to książka idealna, ale nie oszukujmy się, bardzo trudno znaleźć powieść, która posiadałaby żadnych wad. I mówiąc, że dana książka mi się podobała, że warto ją czytać - nie mam wcale na myśli tego, że to ósmy cud świata. Co zatem w "Dżozefie" jest takiego, że warto po niego sięgnąć? Przede wszystkim to ciekawa, wciągająca historia. Dostajemy tu intrygujących bohaterów - o jednych dowiadujemy się więcej, o innych (niestety) mniej, ale te opisy wystarczają, byśmy chcieli śledzić ich losy do ostatniej strony. Ciekawy jest też wątek choroby psychicznej jednego z bohaterów i znikających sal, choć ten drugi mógłby być rozbudowany trochę bardziej. Ale teraz to już naprawdę się marudzę. Jakub Małecki stworzył ciekawą powieść, którą - mimo jej wad - warto wziąć do ręki i przeczytać. Chociażby po to, by poznać historię pewnej szafki, drewnianych figurek i bardzo (nie)prawdziwej Heroiny. Nie, nie mam na myśli środka odurzającego. W dodatku autor porusza w swojej powieści takie problemy jak samotność, czy znaczenie książki w życiu człowieka. I robi to tak, byśmy się ogromem tych spraw nie czuli przytłoczeni. To dowód na to, że można pisać o tym, co ważne i... nie męczyć czytelnika. Przeczytajcie, bo naprawdę warto. I pamiętajcie, "W życiu są tylko opowieści." I tylko od nas zależy, ile ich poznamy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-08-2018 o godz 21:17 przez: Katarzyna Kmieć
Za każdym razem, kiedy sięgam po powieść Jakuba Małeckiego, by ją przeczytać i ocenić, czuję się nieco niekompetentna. Problem leży zupełnie gdzie indziej. Jak do tej pory bowiem, w każdej powieści, po kilku pierwszych zdaniach wiem, że prawdopodobnie znowu nie będę umiała znaleźć odpowiednich słów, by oddać w tej krótkiej ocenie wszystko, co owa książka we mnie wzbudza: każdy moment wzruszenia, zawahanie nad zrozumieniem zachowań, współczucie rozrywające serce, brak oddechu przy scenach, które zupełnie zwyczajnie kogoś lub coś niezwykle cennego mi odbierają. Także i tutaj, w "Dżozefie", który przecież powstał wcześniej niż ukochane przeze mnie "Rdza" i "Dygot", a zatem mógł ucierpieć z powodu pewnych niedociągnięć, tak często zdarzających się młodym literatom u początku drogi, zadziałał ten sam syndrom: odwróciła się okładka, minęła strona, dwie, trzy... i przepadło moje życie, stałam się czytaniem. Gdyby przyszło mi stworzyć definicję słowa Dżozef według Jakuba Małeckiego, miałoby ono trzy znaczenia: 1. Dżozef Konrad - po naszemu, po "polskiemu" spisane fonetycznie nazwisko wielkiego Josepha Conrada, w Anglii tworzącego, zatem i z angielska się piszącego. Polskiego chłopca, który na morzu i w nowej ojczyźnie stworzył dzieła, których walory nie podlegają dyskusji ani dla nas ani dla jednego, a potem wszystkich bohaterów książki. 2. Dżozef - alter ego Pana Staszka, zwanego Czwartym, jednego z pacjentów zajmujących salę szpitalną, która staje się scenografią zmieniającą się w takt snutej przez niego opowieści. Opowieści będącej powieścią wpisaną w powieść i stanowiącej jednocześnie podświadomy sposób na odzyskanie wolności. Przy czym wolność ową widzimy w znaczeniu tak szerokim, że jej brak obrazują i zbliżające się do siebie ściany jak i wypowiadane w malignie słowa, wyrzucające na świat noszone dotąd w sobie demony. 3. No i jest przecież jeszcze umieszczony na okładce kozioł. Dżozef! wykrzykniemy podświadomie nadając mu imię. A gdy okazuje się że ów kozioł to po prostu Kozioł o zupełnie niepodbarwionym skojarzeniami imieniu Drewniak, to i tak nasz zawód okaże się przedwczesny, bowiem Drewniak będzie w sposób niewiarygodnie mocno, wręcz sprawczo związany zarówno z Dżozefem Konradem jak i Dżozefem Staszkiem. "Ja jestem tylko narzędziem, jestem jak strzała spuszczona z cięciwy. Kogo chciałbyś ukarać, znajdując człowieka z bełtem w sercu? Strzałę czy łucznika? " (str.262) Jakub Małecki zaczyna prosto, wrzuca w szpitalne łózka trzy postacie zabawne w swej prostocie. Narratora Grześka, który ani typowym dresiarzem ani prostakiem, jak wynikałoby z dyskusji z kumplami, nie jest. Leszka - Kurza (ochrzczonego tak przez Grzesia od włosów na klacie), który jest biznesmenem mniej zuchwałym, mniej odważnym ale też bardziej uczciwym, bardziej szlachetnym i wrażliwym niż wynikałoby z bardzo stereotypowego początkowo stylu bycia. I Henia Jagiełło, marudę na marudami, który jest dokładnie takim chodzącym nieszczęściem jakim się wydaje. I może dlatego, że w tej swojej oczywistości jest nudny, autor wyrzuca go poza nawias opowieści i poza mury szpitalnej sali zaraz, gdy objawia nam się odpowiedź na pytania: kto, dlaczego i po co właśnie tutaj i właśnie teraz. Na scenę wkracza Czwarty - dojrzały Pan Staszek z kartonem powieści Josepha Conrada , który nada powieści inny wymiar, inne znaczenie a także, poprzez pretekst do wprowadzenia w szpitalną opowieść odrębnej biograficznej prozy, pozwoli Jakubowi Małeckiemu pokazać, jak bliskie jest mu pojmowanie świata, sposób przekazu, malowanie słowem, zachwyt opisową stylistyką Josepha Conrada. Sam autor zresztą przed często spotykanym w artykułach czy recenzjach twierdzeniem o owym zachwycie (może i inspiracji?) Conradem nie wzbrania. I czemuż miałoby to służyć skoro z owego zachwytu otrzymujemy wpisane w polskie małomiasteczkowe, mało-społecznościowe a nawet mało-salo-szpitalne opowieści nie mające sobie równych? Powieść, którą pisze swa opowieścią Staszek jest sednem odpowiedzi na pytania, które każdy mógłby sobie postawić stojąc przed lustrem. O własną tożsamość, o samostanowienie, o zgodę na działanie pod dyktando wewnętrznych podszeptów, o sposoby walki ze złem, które możemy w sobie bezwiednie nosić, o ucieczki i powroty. I o Drewniaka. Bo chyba każdy z nas ma swojego Drewniaka. I swoje powieści trzymające Kozła na dystans. I swoją opowieść, która może uratować jeśli jeszcze na to czas. I swój szpital, w którym musi pojawić się Grzesiek, Kurz, Najpiękniejsza Pielęgniarka Świata, abyśmy mogli nie wyskoczyć przez okno w ramiona kuriozalnych drewnianych stworów. Nie mogę wziąć powieści w cudzysłów, nie mogę wyjaśnić tego, co mnie samej zostanie na długo w głowie w zastanowieniach, sprzeciwach, realiach i wyobrażeniach. W jawie i śnie. Poza tym, przecież "Żyjemy tak, jak śnimy. Samotnie". (str.139) pani-ka-czyta.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
10-07-2018 o godz 13:15 przez: SzkolnyKlubRecenzent
Trudno chyba znaleźć dzisiaj Polaka – czytelnika, który na żadną z książek Jakuba Małeckiego nie natknął się, chociażby epizodycznie. Ten młody jeszcze autor już dołączył do grona znanych polskich prozaików pierwszej połowy XXI wieku, a jego dorobek literacki, liczący obecnie zaledwie kilka pozycji, wskazuje na pracowitość pisarza. Wychodzące spod jego ręki historie są plastyczne, posiadają specyficzny klimat i wyróżniają się dużą kompatybilnością na linii języka i myśli twórcy. Jakub Małecki nie ucieka również od swoich korzeni – prawdopodobnie właśnie dzięki temu powstaje tak duża swoboda w operowaniu przestrzenią, jaką można dostrzec w jego prozie. Jego najnowsza powieść. „Dżozef”, wykracza jednak poza „podwórko” autora. Odwołuje się przecież do dzieła Josepha Conrada, osadzonego w realiach dalekich od kujawskiej wsi jak Piekło od Nieba. Już taki wstęp może być źródłem ogromnego sceptycyzmu dla miłośników literatury pięknej, ponieważ Conrad do dzisiaj należy do ścisłego kanonu cenionych autorów. Jego powieści słyną z presji psychicznej, którą wywiera po równo na bohaterze i czytelniku, zaś sam sposób snucia historii odznacza się bardzo indywidualistycznym, zabarwionym przez bogatą biografię pisarza stylem. Czy w starciu z dziełem tak uznanym, jak „Jądro ciemności” powieść J. Małeckiego może uniknąć pewnej sztampowości, płytkości, albo wręcz – odpukać – naśladownictwa? Sam Jakub Małecki broni swoich racji niebagatelnym pomysłem na fabułę. Akcja powieści ma miejsce w Sali szpitalnej, do której trafiają wspólnie trzej pacjenci, pochodzący z trzech pokoleń i znajdujący się w zasadzie w kompletnie różnych sytuacjach życiowych. Narratorem autor czyni najmłodszego z nich, stereotypowego przedstawiciela miejskiego blokowiska, ukrywającego najwyżej wstyd po młodzieńczej fascynacji literaturą. Jego język jest ubogi i przesycony prostym, często wulgarnym słownictwem, bardzo emocjonalny. Trudno się dziwić – Grzegorz właśnie stracił pracę, a to tylko rąbek zasłony, za którą kryją się jego najnowsze problemy osobiste. Nie tylko on snuje historię, jaką serwuje nam pisarz. Najstarszy z pacjentów, zwany Czwartym, zdaje się cierpieć na osobliwą chorobę, a w maglinie dyktuje osobliwe opowieści o chłopcu i Koźle Drewniaku. Podczas tych napadów mówi o sobie jako o Conradzie – który, jak niedługo się okaże, odegrał niebagatelną rolę w życiu chłopca z opowiadania. Ponadto pacjenci zaczynają z niepokojem obserwować osobliwe zmiany, jakie zachodzą w szpitalu w miarę postępowania historii Czwartego. I nie są to bynajmniej zmiany natury niematerialnej. Sama fabuła powieści J. Małeckiego jest jak na względnie krótką pozycję, bardzo rozbudowana. Stwarza to chwilami wrażenie nadmiernego nasycenia, natomiast w innych fragmentach trudno oprzeć się myśli, że autor zbyt pochopnie spłyca pewne części ważne dla akcji powieści. Język jest gawędziarski, jednocześnie potoczny i niepozbawiony refleksyjności, chociaż oczywiście podanej w dość uproszczonej formie. Zdaje się, że w kwestii operowania środkami językowymi autor poszedł w ślady czołowych twórców współczesnych, stawiając na słownictwo kolokwialne. I tutaj tkwi najsłabszy punkt powieści. Styl J. Małeckiego sprawdziłby się doskonale przy dosadnych opisach codzienności, jakie królują obecnie w prozie. Sama powieść nie wpisuje się jednak w ten trend dosadności i naturalizmu, a uproszczenie słownictwa szkodzi tylko atmosferze pewnej ponadmaterialnej grozy, którą przekazuje sama fabuła utworu. Krótko mówiąc – zamiast wpadać coraz głębiej w makabryczne lęki bohaterów, czytelnik pozostaje na pozycji obserwatora. I choćby chciał poczuć dreszcz towarzyszący lekturze, nie jest w stanie przebić się przez barierę powszedniości, którą stawia przed nim autor. Tutaj mistrzostwo obraca się przeciw J. Małeckiemu – styl gawędy, obecny w „Jądrze ciemności”, tutaj jest zbyt spowszechniały. Hermetycznego środowiska marynarzy nie da się do końca oddać poprzez porównanie ze sferą blokowisk. Mimo tych mankamentów moim zdaniem J. Małecki wyszedł z pojedynku z Conradem zwycięsko. Jego powieść jest nadal plastyczna, oryginalna i stanowi coś więcej, niż tylko hołd dla twórczości dawnego mistrza. Ona żyje własnym życiem – zupełnie jak drewniane postacie, które uwalnia mały chłopiec gdzieś pośród kujawskiej wsi pod Włocławkiem. Widać w niej indywidualizm pisarza, który potrafi łączyć pozornie sprzeczne i niepasujące do siebie elementy, a ponadto potrafi robić to w zaskakujący sposób. Chociaż zawiodłam się na pewnych mankamentach językowych, poza nimi tę akurat pozycję przeczytałam z czystą przyjemnością. To wciąż jedna z niewielu pozycji tego autora, jakie ukazały się na rynku wydawniczym. Kto potrafi zatem przewidzieć, jak wysoko wzniesie się Jakub Małecki w swojej – przypuśćmy – dziesiątej powieści? Weronika, lat 17 Źródło: www.szkolnyklubrecenzenta.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-09-2018 o godz 11:37 przez: Patrycja Cyrych
Dżozef” to moja trzecia powieść od Jakuba Małeckiego. Trzeba przyznać, że ta książka jest zupełnie inna, niż pozostałe książki autora. Z jednej strony mamy obraz polskiego szpitala, poznajemy dresiarza Grzegorza, który do końca nie wie kim jest, biznesmena Kurza, który uwielbia swoją pracę i całe jego życie kręci się wokół niej, starego Marudę, który uskarża się na wszystko wokół oraz Pana Stacha – czwartego pacjenta zakochanego w powieściach Josepha Conrada. W tym miejscu powieść całkowicie się zmienia, podczas silnych gorączek Czwarty pacjent postanawia podyktować Grzegorzowi powieść, która jak się okazuje jest odzwierciedleniem historii Stanisława, jego choroby, lęków, obaw i omamów w ciele drewnianego kozła. Trudno mi do końca powiedzieć, czy książka opowiada o schizofrenii, która jak wiadomo jest zaburzeniem psychicznym, gdzie dochodzi do rozczepienia tego co chora osoba myśli, czuje i robi. W te chorobie mogą pojawić się omamy wzrokowe, słuchowe, a tym samym pacjent może przerzucać własne emocje na obiekty i rzeczy oraz widzieć w tych obiektach to czego naprawdę nie ma. Czy też może Stanisław Baryłczak cierpiał na rozczepienie osobowości. Myślę, że jednak bliżej Stachowi będzie do obraz schizofrenika, który jest przedstawiony w sposób bardzo tajemniczy. No, ale przecież schizofrenik nie zdaje sobie sprawy, że choruje! Tak samo mamy w powieści Małeckiego, poznajemy historię Stasia, którego dzieciństwo okazuje się być pasmem nieszczęść, bólu i cierpienia. Całe życie Stasia jest przepełnione samotnością, jedynym jego towarzyszem okazuje się być Drewniak – kozioł, którego chłopiec wystrugał mają nadzieję, że ten będzie go bronił przed wsiowym pijaczkiem. Drewniak okazuje, się jednak nie być symbolem dzieciństwa. Okazuje się, że drewniany kozioł jest wyobrażeniową prezentacją wszystkich lęków chłopca, zła świata i niepowodzeń. Przejmuje on władzę nad chłopcem i niejednokrotnie zmusza do złych czynów. „Ja jestem tylko narzędziem, jestem jak strzała spuszczona cięciwy…” („Dżozef” J. Małecki, s.262) Drewniak z zabawki zmienia się w Pana, który pragnie rządzić życiem chłopca. Drewniany Kozioł prześladuje Stanisława do późne dorosłości, odbiera mu marzenia, pragnienia i zsyła tylko ból. Jednocześnie Kozioł bardzo obawia się śmierci i zapomnienia. To co mi się najbardziej podoba w stylu pisarskim Małeckiego to jego „szufladkowanie” fabuły. Pisząc „szufladkowanie” mam na myśli, że każda strona to swego rodzaju nowa zamknięta półeczka, z której wyciągniemy fragment historii – dopiero, kiedy otworzymy wszystkie półeczki będziemy mogli zobaczyć całość historii i jej prawdziwe przeslanie. Ponadto Małecki w swojej prozie już niejednokrotnie zamyka historię w historii. Trzeba przyznać, że „Dżozef” nie jest powieścią łatwą. Jest niesamowicie klimatyczna, atmosfera powieści jest dusza, gęsta i zaciska się na czytelniku z każdą stroną., tak jak opowieść Stacha zmyka pacjentów w czterech ścianach szpitala. Małecki momentami pozwala czytelnikowi odetchnąć wracając do szpitalnej sali, ale jednocześnie wie, że następnym razem porwie nas jeszcze głębiej. Autor stopniowo dawkuje nam emocje, nie pozwalając im jednocześnie opaść. Zaczynając „Dzożefa” miałam w głowie takie myśli – „ale co to ma być?”, „nie rozumiem tej książki” – i faktycznie, żeby zrozumieć tę powieść trzeba ją przeczytać w całości, poczuć wszystkie emocje, a nawet obłęd w niej przekazany. Trzeba wczuć się w każdego bohatera z osobna, poznać ich i zrozumieć. „Dżozef” to swego rodzaju przestroga, a także rada, aby tworzyć własne życie według oczekiwać i potrzeb, aby brać z życia garściami ponieważ „w życiu są tylko opowieści…” („Dżozef” J. Małecki, s.305)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-06-2018 o godz 16:57 przez: Sophie Salvatore
Jakub Małecki to dla wielu czytelników odkrycie ostatnich lat. Przyznam się, że dla mnie również. Swoją przygodę z tym autorem rozpoczęłam od książki "Ślady", a ostatnimi czasy sięgnęłam po "Rdzę" oraz własnie wznowionego "Dżozefa". Nie będę wybierała najlepszej książki Jakuba Małeckiego, gdyż po prostu nie jestem w stanie. Każda z jego książek, które już zdążyłam przeczytać w taki czy inny sposób mi się podobała, każda miała w coś ciekawego i przede wszystkim coś innego. Jednakże myślę, że póki co to właśnie "Rdza" i "Dżozef" są tymi pozycjami, do których najchętniej bym wróciła. "Dżozef" jest książką, którą trudno byłoby mi streścić Wam, więc nie będę tego robiła - odsyłam Was tylko do opisu. Ze swojej strony dodam tylko, że to pozycja (jak to przystało na twórczość Małeckiego) dziwna. Dziwna, ale myślę, że w bardzo pozytywnym znaczeniu. W pewnym momencie swojego życia, w Warszawskim szpitalu spotykają się - Grzesiek (nasz główny bohater i narrator), Kurz, a właściwie Leszek Czystecki, Maruda czyli Heniu Jagiełło oraz Czwarty - Stanisław Baryłczak. Niby zwyczajna sala szpitalna, zwyczajni pacjenci, którzy trafili tutaj z tego czy innego powodu, a jednak w tym wszystkim Jakub Małecki umieścił postać Josepha Conrada oraz niesamowicie przejmującą opowieść pana Stasia o ucieczce przed własnymi demonami, które sami tworzymy. Na kartach tej książki odnajdujemy nie tylko prozaiczne dylematy dnia codziennego, ale także doświadczamy magicznego wpływu literatury i twórczości na nasze życie, o czym przekonał się Czwarty. Fabuła w "Dżozefie" toczy się dwutorowo. Pierwszy tor to wydarzenia rozgrywające się na sali szpitalnej - Grzegorz i jego niesławna egzystencja. Drugie dno książki przekazuje nam pan Stanisław - Czwarty, jak nazywa go Grzegorz. Człowiek ten w przypływie sennych omamów wymusza na naszym bohaterze, aby ten spisał jego słowa. Kolejne zdania wypowiadane przez Czwartego zaczynają tworzyć osobną historię - dość ciekawą, ale momentami przerażającą. "Zdecydowanie lepiej być głupim. Głupek zamknięty w szpitalnej sali przyjmie swój los na klatę, mądry wpadnie w depresję, oszaleje. Pytanie podstawowe: którym z nich jestem ja? Co czeka mnie w tych czterech ścianach?" Tego typu pytania nurtują naszego bohatera podczas przebywania w szpitalnej sali, gdzie w pewnym momencie zaczynają dziać się rzeczy nie wyobrażalne. Jakie? - tego dowiecie się z lektury książki, ale mogę Was zapewnić, że są to sprawy, które trudno wyjaśnić w naukowy sposób. Jakub Małecki pokazuje, że są w życiu człowieka takie problemy przed, którymi trudno uciec, a właściwie jest to niemożliwe. Cała opowieść Czwartego, przedstawia nam historię człowieka, który stworzył swojego własnego demona i któremu ten demon towarzyszy do końca życia. Bardzo podoba mi się, że Jakub Małecki zawarł w swojej książce nie tylko ów problem, ale również przedstawił jego rozwiązanie. Niesamowicie też podoba mi się to w jaki sposób autor zakończył swoją książkę - życiowo, na pół szczęśliwie, na pół nie. "- Conrad napisał kiedyś, że bycie kobietą to strasznie trudne zadanie, bo polega głównie na zadawaniu się z mężczyznami." "Dżozef" jest kopalnią nawiązań i cytatów pochodzących z książek Conrada. Pan Stanisław okazuje się być wielkim fanem twórczości tego pisarza, właściwie on nie czyta niczego innego poza kilkoma ulubionymi pozycjami. To dlaczego Czwarty aż tak zamknął się na inną literaturę, poza Conradem dowiecie się sięgając po "Dżozefa". Myślę, że w tej pozycji świetnie odnajdą się zarówno fani książek Jakuba Małeckiego, jak i miłośnicy prozy Josepha Conrada. Myślę, że warto zainteresować się "Dżozefem" jeśli jeszcze nie mieliście ku temu okazji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
07-06-2018 o godz 11:40 przez: Joanna Hilińska
Jeśli obserwujecie mojego bloga od dawna to dobrze wiecie, że Jakub Małecki skradł moją duszę, wdarł się pod skórę i poruszył moją wrażliwość. Przeżyłam nie małe zdziwienie, kiedy wydawnictwo podało informację, że będzie wznowienie jego powieść napisanej przed 10 laty. "Dżozefa"przeczytałam w jeden wieczór. Czy to dobrze świadczy? Przeczytajcie dalej. Warszawski szpital. Na oddział ortopedii trafia Grzegorz, który niefortunnie został napadnięty, okradziony i pobity. Ma złamany nos, wizję zabiegu, którego boi się panicznie, nadopiekuńczą matkę, małomównego ojca i brak pomysłu na życie. Leży na sali z trzema dziwnymi typami. Każdy ma inną historię, przypadłość czy styl bycia. Czy Grześ wyniesie z tego pobytu coś więcej niż tylko naprostowany nos? Ileż to już razy moja koksiarska aparycja utrudniała mi życie: w sklepie, w tramwaju, w salonie dostawcy internetu - wszędzie spoglądano na mnie takim wzrokiem, jakbym się właśnie szykował, by rabować, palić i gwałcić. s.13 Jakub Małecki po raz kolejny udowadnia, że z prostej historii da się wycisnąć dużo więcej, niż tylko opowieść fabularną. Genialność w prostocie, bo kto był w szpitalu choć jeden dzień ten wie jak to jest. Wszystko jest jednocześnie bardziej przerysowane i zamazane niż w rzeczywistości. Każdy dzień to kopia poprzedniego, a zarazem nowa przygoda. Szpital to metafora filozoficzna bardziej niż można przypuszczać. - A jak byś chciał przeżyć swoje życie? Zatkało mnie. Podniosłem się na łokciach, popatrzyłem na niego. s.39 Uwielbiam prozę Małeckiego. Mogę to potwierdzić po raz kolejny. To w jaki sposób buduje opowieść, to jak pod opowieścią przemyca treści naddane to jest mistrzostwo. W "Dżozefie" oprócz historii Grzegorza mamy też wiele wątków pobocznych. Mamy całą plejadę charakterystycznych bohaterów. Jest biznesmen, jest malkontent i wreszcie Czwarty. Starszy tajemniczy Stanisław, wielbiciel prozy Josepha Conrada. Doznaje on pewnego rodzaju wizji, wpada w letarg w którym opowiada o Stasiu z przeszłości. Historia chłopca, odmieńca z talentem do rzeźbienia jest metaforyczna, iluzoryczna i jednocześnie prawdziwa. Powolne stopniowanie napięcia przy ujawnianiu dalszych losów, urywanie opowieści w najciekawszych momentach, to wszystko sprawia, że chce się czytać i czytać dalej, by dowiedzieć się co się wydarzyło. - "Niech myślą, co chcą, ale nie miałem zamiaru się utopić. Zamierzałem płynąć, dopóki nie utonę - a to nie to samo." s.147 Powracanie w fabule do przeszłości bohaterów to znak rozpoznawczy Jakuba Małeckiego. Ja uwielbiam takie opowieści, bo za każdym człowiekiem stoi jakaś historia i właśnie to pokazuje nam autor w swoich książkach. Skupia się na człowieku, na tym co go buduje, jak doświadczenia wpływają na to kim jest, kim się staje, kim może być. - Każdy wie, ale dopiero w ostatniej chwili. Umierając, doświadczamy tego objawienia, wiedza spływa na nas niechciana i przytłaczająca. Mogliśmy robić to, czy tamto, trzeba było spróbować czegoś wielkiego, nie powinniśmy marnować się tu czy tam... s.40 Polecam wam ogromnie, bo to wielka literatura! Każdy odnajdzie tutaj coś dla siebie. I dresiarz z podwórka, bo opisuje kumpli takich jak on sam, i samotny człowiek poszukujący impulsu do działania i czytelnik lubiący nietuzinkowe historie, również ci co kochają lub nienawidzą Josepha Conrada. A jeśli chcecie się dowiedzieć czym lub kim jest drewniany kozioł z okładki i jaką rolę odgrywa w książce, musicie sięgnąć po "Dżozefa ".
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
27-06-2018 o godz 22:43 przez: Mechaniczna Kulturacja
Za sprawą wydawnictwa Sine Qua Non na rynek powróciło odświeżone wydanie jednej z pierwszych powieści Jakuba Małeckiego – Dżozef. Dziś Małecki to jeden z najciekawszych pisarzy głównego nurtu młodego pokolenia, cieszący się coraz większą popularnością, na swoim koncie ma m.in. nominację do Nike. Zaczynał jednak, jak wielu podobnych mu autorów, od prozy gatunkowej – fantastyki i horroru. Wspomniany Dżozef to powieść z pogranicza, pod wieloma względami bliska już dzisiejszym fascynacjom autora, ale nie pozbawiona też wyraźnego osobliwego wątku związanego z potraktowaniem dosłownie „jądra ciemności”. Bo właśnie Joseph Condrad zdaje się być pierwszą inspiracją powieści Małeckiego. Wokół książek i losów polskiego podróżnika i publicysty krąży wielowątkowa fabuła Dżozefa. Poznajemy dresiarza Grzegorza. Autor już na jego przykładzie unika korzystania ze stereotypów. Grzesiek to prosty chłopak spod bloku, co widać w charakterze jego narracji, ale wcale nie jest głupi, przeciwnie – świetnie sprawdza się jako nasz przewodnik. Ze złamanym nosem trafia do szpitala, gdzie ląduje u boku trzech osobliwych mężczyzn – biznesmena Kurza, Marudy i Czwartego. Ten ostatni ma tylko jedno zajęcie – nieustannie czyta prozę Conrada. Twierdzi że robi to przez całe życie, ale nie chce opowiadać o sobie. Gdy łapie go gorączka, wydaje mu się że sam jest słynnym autorem. Dopiero jako „Dżozef” przedstawia współtowarzyszom szpitalnej niedoli swoją historię. W ten sposób Grzesiek i Kurz poznają dramatyczną historię człowieka, którego prześladował „Kozioł”. Niespodziewanie jednak opowiadana przez Czwartego historia ma realny wpływ na otoczenie bohaterów. Szpital wokół nich ewoluuje i pokrywa się ciemnością, która wkrótce pożre także ich. Brzmi to może nieco chaotycznie, ale Małecki radzi sobie z tą historią bardzo dobrze. Sam wątek ciemności pochłaniającej szpital jest wprawdzie nieco naiwny, stanowiąc tu alegorię zamykania się na prawdziwe życie, ale już znacznie, znacznie lepiej wybrzmiewa to w formie historii Czwartego. Tam gdzie do głosu dochodzą prawdziwe emocje, których przedstawiania Małecki jest prawdziwym mistrzem. Jak zwykle jest coś przerażająco smutnego w opowieści Małeckiego. Oto wystrugany z drewna Kozioł prześladuje małego Staszka od dzieciństwa po dojrzałe życie, nie odstępując go na krok, kierując jego życiem, a w zasadzie pozbawiając go prawdziwego życia. I tak czasem jest, wielu z nas również ma za swoimi plecami takiego „kozła”, bo pozwolimy sobie w dzieciństwie wmówić coś, co położy się cieniem i strachem na całe życie. Nie pozwolimy sobie uwierzyć, że można inaczej. Uchwycenie tego typu subtelności w historii Czwartego to świetna robota ze strony autora, znakomitego obserwatora ludzkich charakterów. Widać że Dżozef nie jest jeszcze najdojrzalszą książką Małeckiego i ma swoje słabsze momenty, szczególnie w wątku rozgrywającym się w szpitalu. Ale wyraźne w niej jest już to, w czym autor zdaje się być najlepszy – przekazywanie emocji, barwienie prozy wrażliwością, angażowanie czytelnika. Smutna, przejmująca, ale pokrzepiająca zarazem historia, dająca nadzieję i wołająca wręcz do czytelnika, by obudził się i zaczął żyć. Brawo! http://kulturacja.pl/2018/06/jakub-malecki-dzozef-recenzja/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-06-2018 o godz 14:03 przez: wrotka
"W życiu są tylko opowieści"................................ Nie ukrywam, że na tę książkę czekałam z niecierpliwością. Od jakiegoś czasu proza Jakuba Małeckiego zawładnęła mną całkowicie, rzucam się jak wygłodniała na wszystko co wychodzi spod jego pióra, a w Dżozefie po prostu odbiłam się jak w lustrze. W szpitalnej sali spotykają się, dresiarz Grzegorz Bednar, piećdziesięcioletni biznesmen Kurz oraz Czwarty - wielbiciel prozy Josepha Conrada. Początkowo szpitalne godziny mijały naszym bohaterom tak, jak mijają godziny w każdym szpitalu. Czas mierzony od obchodu do obchodu, od badania do badania, od posiłku do posiłku. Nuda, rutyna, chęć ucieczki do świata za oknem. Aż do chwili gdy majacząc w gorączce Czwarty zmusza Grzegorza do spisania swojej "ostatniej powieści", jak się później okazuje historii własnego życia, która tak zawładnęła umysłem i światem naszych bohaterów, że krok po kroku, zdanie po zdaniu, łapczywie zanurzali się cali w świat Stasia Baryłczaka................................. "A przecież dokładnie takie same objawy dotyczyły ludzi, o których nam opowiadał. Ludzi zafascynowanych jakąś książką, wariatów, którzy nie mogą się oderwać od napisanej przez kogoś historii. Czytają coś i przez to nie śpią, nie jedzą, nie chodzą do kibla, słowem - zapominają o świecie"....................................... Jakub Małecki ma wyjątkowy dar kreowania nierzeczywistej rzeczywistości. W zbudowanych przez niego światach znajdujemy odbicie własnych marzeń, wizji, nadziei, ale też lęków, porażek i złudzeń. Nie inaczej było w Dżozefie. Autor stworzył piękną historię o możliwości zmiany swojego życia, utwierdził nas w przekonaniu, że na takie zmiany nigdy nie jest za późno, nawet jeżeli wydaje nam się, że jest zupełnie inaczej. Ograniczeni poprzez błędne wybory, zależności, brak perspektyw, niemożność wyzwolenia się od demonów naszej przeszłości całkowicie zatracamy siebie, dajemy się prowadzić na krótkim pasku strachu, uciekamy w nierzeczywistość, by chociaż na moment, choć na chwilę zanurzyć się w świat bez ograniczeń, w którym będziemy żyli tak jak chcemy żyć naprawdę. ............................... "Pomyślałem jeszcze tylko, że być może cała ta historia tak bardzo mnie intryguje, bo i ja mam swojego demona...sam jestem swoim Kozłem Drewniakiem"............................ Autor opowiedział swoja historię prostym, pięknym językiem. Chwilami zabawna, chwilami wzruszająca i refleksyjna, skrząca emocjami, magiczna opowieść ani na moment nie pozwoliła mi odłożyć książki na bok, a po jej przeczytaniu odczuwałam najprawdziwszy żal, że już się skończyła. Jakub Małecki po raz kolejny udowodnił, że potrafi oczarować czytelnika. Mnie oczarował. Zdaje sobie jednak sprawę, iż nie jest to książka dla każdego. Czytelnik, który twardo stąpa po ziemi, nie lubiący przekraczania granicy realności, może się po prostu w prozie Małeckiego nie odnaleźć............................... "Jeśli czytelnik, który wsiąka w lekturę, zapomina o wszystkim, co znajduje się wokół niego, to nas dotknęło to w sensie dosłownym: wszystko poza naszą salą całkowicie zniknęło"................................wrotkaczyta.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
27-12-2018 o godz 14:09 przez: agnesto
Co się może stać, gdy w jednej sali szpitalnej zamkniemy dresiarza Grześka, biznesmena Kurza, starego Marudę i tego Czwartego, leżącego najbliżej drzwi, Staszka? Miszmasz towarzyski, bezsprzecznie, jednak jakie mogą być tego konsekwencje? Szpital, korytarz a na nim cztery drzwi, jedne z nich do pokoju pielęgniarek. Małe sale, do których można zaglądać przechodząc tuż obok i szybko zapamiętać twarze leżących tam pacjentów. Można by powiedzieć, jedna rodzina, ale czy jednak? Otóż pewnego dnia znikają najpierw jedne drzwi, potem ściany zaczynają się jakby przesuwać. Znikają kolejne drzwi i sam korytarz. I nagle własna sala zostaje odcięta od reszty szpitala, okna pociągnięte czarną mazią zasłaniają słońce, ściany zbliżają się coraz bardziej, łóżka zaczynają nachodzić na siebie, zgrzytają metalowe boki... Dzień miesza się z nocą, godziny tracą znaczenie, czas płynie swoim torem lecz w tej "szpitalnej norze" nic nie jest już normalne. Ani czas, ani głód, ani trawienia, ani myśli, które obrzeżone strachem oblała czarna trwoga. A wszystko za sprawą Czwartego, który w maniakalnych momentach zaczyna dyktować powieść. Grzesiek zapisuje, bo tak mu nakazał opowiadacz lecz potem pisze, by te słowa utrwalić, bo czuje, że musi i mu zależy. Panowie wciągają się w słuchanie. Co dalej? Co będzie dalej? - pytają. Ale Czwarty opowiada fragmentami, ściany nachodzą na nich, ciemność paraliżuje. Każdy żegna się z życiem, jakie miał, a które niechybnie zakończy w tej sali. Bo Czwarty w ich towarzystwo wprowadził Josepha Conrada. To jego obecność/nieobecność tak tutaj namieszała. To on sprawił, że doszło do tego wszystkiego. Bo Czwarty to Stach, a czyta Conrada by uciszyć groźby Drewniaka, drewnianego Kozła, którego wystrugał w dzieciństwie. Drewniak, który będąc przyjacielem, z biegiem lat stał się groźnym, niebezpiecznym wręcz towarzyszem i tylko "wsiąkanie" w Conrada daje namiastkę spokoju. Ale dlaczego Czwarty opowiada tą dziwną historię nijak mającą się do tej absurdalnej sytuacji? Jaka jest zależność Drewniaka, szpitala i pacjentów z tej i z innych sal? Małecki i jego kunszt - oto jest odpowiedź. Niebywały realizm magiczny, jaki wyziera z tej książki staje się jednocześnie magią realności. Oto prości ludzi zostają uwięzieni w sali. Ludzie, którzy prowadzili swoje życia poza jej murami i oto nagle zostali z tych żyć wyrwani. Nagle do głosu dochodzą ich dotychczasowe błędy, słowa i zachowanie. Nagle stają się świadomi swego rychłego końca. Czarna sala, teraz salka, będzie ich grobem... Małecki bawi się tu i bohaterami i czytelnikami. Wodzi nas za nosy, umyka, gdy już jesteśmy blisko rozwiązania zagadki. Otwiera nam nowe drzwi, które przecież były przed chwilą zamknięte. Otwiera nam drzwi, które nie mają klamek, a za nami stawia jednolite ściany. Labirynt, jakim nas prowadzi nie ma wyjścia? A może ma? Język? Wspaniały. Styl przypadający każdemu. Fabuła? Istny majstersztyk. Bohaterowie? Jakże plastyczni. Autor? Nader kreatywny i jakże ... mądry. Efekt? Powieść będąca ucztą oraz bodziec do przemyśleń i dyskusji. Bo przecież taka powinna KSIĄŻKA.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
25-07-2018 o godz 19:40 przez: Marta Korytkowska
www.bibliofilembyc.pl Jakub Małecki to jedno z najciekawszych nazwisk młodego pokolenia w świecie polskiej literatury. Długo wahałam się przed sięgnięciem po jego książki (zupełnie bezsensownie), a teraz przepadam w każdym kolejnym tytule. Kiedy w zeszłym roku na ustach wielu czytelników była podobno genialna «Rdza», wreszcie się zmotywowałam i postanowiłam sięgnąć po książki autora. Najpierw jednak chciałam nadrobić jego wcześniejszą twórczość. «Dygot» i «Ślady» już za mną, teraz przyszedł czas na «Dżozefa» Piękny, nieprzytłaczający styl Pierwszą rzeczą, która ujęła mnie w twórczości Małeckiego, to niesamowicie piękny styl, w jakim opowiada swoje historie. Język narracji jest zachwycający, ale jednocześnie lekki, nieprzytłaczający. «Dżozef» w tym temacie mnie nieco zaskoczył, a może nawet lekko zaszokował, bo książkę rozpoczyna narracja pierwszoosobowa. Zupełnie nie pasowało mi to do tego, do czego przyzwyczaiłam się przy lekturze dwóch poprzednich tytułów. Gdzie ten piękny, lekko baśniowy język? Gdzie ten element, za który tak pokochałam twórczość Małeckiego? A to ci niespodzianka! Miłość do ludzkiego cierpienia? Pamiętałam jednak, że «Dżozef» to wznowienie książki z 2011 roku, na dodatek w poprawionej wersji. Mając to na uwadze, bardzo ciekawym doświadczeniem było zobaczyć, jak ewoluowało pióro autora. Po pewnym czasie znalazłam też ten urok, którym Małecki czarował mnie w swoich następnych książkach: odrobinę magii, wiejskiego folkloru i bólu codziennej egzystencji. Bo Kuba chyba ukochał sobie opowiadanie o ludzkim cierpieniu, ale robi to w cudowny sposób. Czy Joseph Conrad może być bohaterem we współczesnej literaturze? «Dżozef» zaczyna się tak, jak gdyby miała być to opowieść o dresiarzu z warszawskiej Pragi, który w głębi serca skrywa duszę humanisty i nie potrafi odnaleźć się w dzisiejszym świecie. Dopiero po czasie wychodzi drugi wątek, opowieść Czwartego, który w majakach twierdzi, że jest Josephem Conradem i chce przed śmiercią opowiedzieć swoją ostatnią książkę, ostatnią powieść. Joseph Conrad w literaturze współczesnej? Piotr Gajdowski z Newsweeka napisał, że to ryzykowny zabieg i jak najbardziej się z nim zgadzam. Zgadzam się również z tym, że Małeckiemu wyszło to rewelacyjnie, bo jak nie znoszę «Jądra ciemności», tak po «Dżozefie» byłabym w stanie dać mu drugą szansę. Rewelacja, jak zawsze To niesamowite, ale autor m.in. «Śladów» znów mnie zachwycił, mimo początkowej konsternacji, jak inna pod względem stylu jest to książka, w porównaniu do kolejnych. Na pewno jest wyjątkowa ze względu na sposób, w jakim jeden z bohaterów opowiada o fascynacji twórczością Conrada. Sam pomysł na fabułę i dwa wątki również jest rewelacyjny. Aż się boję, jak dobra musi być «Rdza», skoro tylu czytelników nazywa ją najlepszą książką 2017 r. Jeśli wciąż macie twórczość Małeckiego przed sobą, «Dżozef» to dobry wybór na pierwszy ogień.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-01-2019 o godz 11:29 przez: midorriii
Książki nie można przerwać... Książka wciąga, przeczytana w kilka godzin, jednym tchem. Opowieść składa się z dwóch wątków: historii trzech głównych bohaterów (czwarty jest mało istotny) - pacjetów szpitala oraz historii dzieciństwa jednego z tych właśnie pacjentów - Stacha. Panowie poznają się poprzez wspólną salę szpitalną, spędzają ze sobą sporo czasu, i stopniowo każdy dzień zaczyna się robić dziwny. Znajomy Grzesia (narratora opowieści) nie może trafić do szpitala, następnie matka i inne osoby również. Pacjentów sali szpitalnej dość mocno to dziwi, bo nigdzie nigdy nie zostali przeniesieni... Widok z okna mają cały czas na tą samą ławkę, z tym samym menelem. Kolejne dziwne rzeczy zaczynają się dziać kiedy na tapetę wchodzi historia opowiadana przez Stacha, który nawet nie zdaje sobie sprawy, że zdradza nowym kolegom swój najmroczniejszy koszmar. Z dnia na dzień historia opowiadana przez Stefana robi się dziwniejsza, a szpital zmienia się nie do poznania... Początkowo myślałam, że Stasiu bierze za mocne leki lub ma rozdwojenie jaźni, ale ponieważ wszyscy w sali doświadczali dziwnych sytuacji (tych samych, jednocześnie) stwierdziłam, że nie będę się zastanawiać tylko doczytam do końca... No i okazało się, że to nie była historia jaką na codzień możemy spotkać, jest o wiele trudniejsza i głębsza i jest troszeczkę doprawiona fantastyką żeby mocniej ukazać jej przesłanie. Nasz bohater Stasiek od małego zmaga się ze swoim potworem, ale dzięki przyjaciołom poznanym w szpitalu zaczyna sobie z tym radzić, a natomiast jego przyjaciele, dzieki Staśkowi zaczeli głębiej zastanawiać się nad swoim życiem. Wszyscy trzej: Kurz, Grzesiek i Czwarty (Stasiek) dochodzą do wielu wniosków do których nie doszliby gdyby nie ich spotkanie w sali szpitalnej. Każdy od tego momentu inaczej patrzy na świat. Każdy stara się pozbyć swojego potwora lub przynajmniej nad nim zapanować. Bo jak wiadomo, każdy posiada swojego potwora. Piekna historia opowiadająca o podróży w której staramy się odnaleźć samego siebie. Wielkim plusem jest fakt, iż powieść napisana jest językiem przystępnym dla każdego mimo, że sama historia taka nie jest. Myślę, że nie każdy ją zrozumie. Czytało się szybko i po prostu nie dało się przerwać... Jeśli Pan Jakub wszystkie swoje książki pisze w taki sposób, że odbiera ludziom sen i pory na jedzenie to chyba znalazłam kolejnego ukochanego autora - a ciężko się wpasować w moje gusta! Polecam !!!!!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

O autorze: Małecki Jakub

Jakub Małecki (ur. 1982 w Kole) Pisarz, autor m.in. Saturnina, Rdzy i Horyzontu. Był nominowany do Nagrody Literackiej Nike, Nagrody Literackiej Europy Środkowej „Angelus”, nagrody im. Stanisława Barańczaka i Odkrycia Empiku. Jest laureatem stypendium „Młoda Polska” Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz polsko-niemieckiego stypendium im. Albrechta Lemppa. Magazyn Literacki KSIĄŻKI uznał Horyzont Książką Roku 2019. Jego książki tłumaczone są aktualnie na języki: niemiecki, rosyjski, niderlandzki, fiński, słoweński, macedoński i hebrajski. Na podstawie Horyzontu powstanie film w reżyserii Bodo Koxa. Prawa do ekranizacji Święta ognia jeszcze przed publikacją książki zakupiła wytwórnia Opus Film, producent m. in. Idy i Zimnej wojny.

Święto ognia Małecki Jakub
4.7/5
26,64 zł
42,99 zł
Dygot Małecki Jakub
5/5
33,90 zł
39,99 zł
Rdza Małecki Jakub
4.6/5
28,63 zł
42,99 zł
Horyzont Małecki Jakub
4.7/5
27,25 zł
39,99 zł
Saturnin Małecki Jakub
5/5
33,90 zł
39,99 zł
Święto ognia Małecki Jakub
4.7/5
35,90 zł
42,99 zł
Ślady Małecki Jakub
4.1/5
28,53 zł
42,99 zł
Nikt nie idzie Małecki Jakub
4.5/5
25,49 zł
36,99 zł
Dygot Małecki Jakub
4.6/5
26,05 zł
36,90 zł
Saturnin Małecki Jakub
4.5/5
33,90 zł
39,99 zł
Historie podniebne Małecki Jakub
4.5/5
20,90 zł
24,99 zł
Rdza Małecki Jakub
4.8/5
22,90 zł
27,23 zł
Dygot Małecki Jakub
4.9/5
33,90 zł
39,99 zł
Dżozef Małecki Jakub
4.4/5
30,90 zł
36,90 zł
Nikt nie idzie Małecki Jakub
4.6/5
35,90 zł
42,99 zł
Ślady Małecki Jakub
4.4/5
30,90 zł
36,90 zł

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Cud, Miód, Malina Jadowska Aneta
4.6/5
28,92 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Czas Żniw. Tom 1 Shannon Samantha
4.5/5
25,31 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Glatz. Goliat Duszyński Tomasz
4.9/5
28,32 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Ropuszki Jadowska Aneta
4.7/5
35,03 zł
54,99 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Podobne do ostatnio oglądanego