Dziewczyny z Wołynia. Prawdziwe historie (okładka twarda)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Oferta empik.com : 29,86 zł

29,86 zł 44,90 zł (-33%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Herbich Anna Książki | okładka twarda
29,41 zł
asb nad tabami
Herbich Anna Książki | okładka twarda
26,03 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Dzieci przetrwały rzeź. Teraz opowiadają historię zamordowanych rodziców i dziadków.

Rozalia miała osiem lat, gdy schowana w piwnicy słyszała ostatnie słowa umierającej matki i siostry.

Zofia pamięta złowieszczą przestrogę – „Jutro ma was tu nie być. Będą mordowali". Tak ostrzega ich wiejska położna, Ukrainka. Nikt w to nie wierzy. Pogrom przetrwa jedynie garstka.

Teodora uczestniczyła we mszy, kiedy Ukraińcy zaatakowali kościół w Kisielinie. Uratowała się z płonącej dzwonnicy. To jest jej pierwsze spotkanie z banderowcami. Niestety nie ostatnie.

W 1939 roku sielskie życie na Wołyniu się kończy. Polska upada, zmieniający się okupanci sieją postrach. Jednak największe zagrożenie przychodzi ze strony, z której nikt się tego nie spodziewał. Sąsiadów. Kumów. Ukraińców. Wiedzeni banderowską wizja Ukrainy zaczynają mordować Polaków. Wołyńskie dziewczęta były jeszcze dziećmi, gdy rozpoczął się pogrom. Widziały śmierć rodziców, braci, sióstr i rzeź całych wsi. Słyszały błagania bezbronnych ofiar opętanych szałem mordu Ukraińców. Z dnia na dzień straciły nie tylko najbliższych, ale również swoją ojcowiznę.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Dziewczyny z Wolynia. Prawdziwe historie

Tytuł: Dziewczyny z Wołynia. Prawdziwe historie
Autor: Herbich Anna
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 320
Numer wydania: I
Data premiery: 2018-07-04
Rok wydania: 2018
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 167 x 232 x 27
Indeks: 26208961
 
średnia 4,7
5
124
4
20
3
5
2
0
1
5
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
67 recenzji
5/5
07-07-2018 o godz 12:34 przez: kp0018
„Nie ma takiej przeciwności losu, której człowiek nie byłby w stanie pokonać. Nie ma sytuacji, z której nie mógłby wyjść obronną ręką. Historia kobiet i dziewcząt z Wołynia, które przeszły piekło, ale nigdy się nie poddały, jest tego najlepszym dowodem.” (s. 267) „Dziewczyny z Wołynia” to pozycja obowiązkowa dla każdego. Historie kobiet, które przeszły piekło nigdy bowiem nie powinna zostać zapomniana. Musimy przekazywać ją kolejnym pokoleniom, aby pamiętali o pomordowanych Polakach. Spodobał mi się powtarzający się schemat każdego rozdziału. Na początku poznajemy wstrząsający opis zbrodni dokonanej na rodzinie bohaterki danego rozdziału. Później kontrastujący opis życia na wołyńskiej wsi sprzed wojny i sprzed ataków banderowców. Poznajemy historię rodziny, odczuwamy szczęście, dobrobyt i miłość… I nagle wszystko się kończy... Śmierć, cierpienie, ból… I wspomnienia spokoju, które nigdy już nie wróci. Jak pisze pani Józefa Bryg: „Mimo że przecież minęło już tyle lat… to wszystko we mnie siedzi, tkwi. Jest jak nigdy niegojąca się rana. (s. 164)”. W opisanych historiach poznamy też dalsze losy ocalonych kobiet. Dowiadujemy się o ich wykształceniu, karierze zawodowej i co najważniejsze o rodzinie. Bo każda z kobiet znalazła w swoim życiu miłość, każda założyła rodzinę, ma dzieci, wnuki i prawnuki. Pięknie powiedziała o tym pani Zofia Szwal: „Dzieci i wnuki to moje zwycięstwo nad banderowcami. Nie udało wam się. Ponieśliście klęskę. My żyjemy.” (s. 241) Nie mogę pominąć współczesnych zdjęć bohaterek książki, które znajdują się na początku każdego rozdziału. Widzimy piękne starsze panie, niektóre z uśmiechem na ustach, wszystkie silne, pogodne, eleganckie… Tylko ten smutek w ich oczach… To on zdradza jak mocno wydarzenia sprzed wielu lat wpłynęły na ich całe życie…
Czy ta recenzja była przydatna? 3 0
5/5
09-07-2018 o godz 11:49 przez: Karolina
Książkę czyta się jednym tchem. Wspomnienia kobiet, które przeżyły rzeź jako dzieci. Naprawdę warto przeczytać.
Czy ta recenzja była przydatna? 3 0
5/5
15-11-2018 o godz 16:14 przez: Patrycjadeutsch
Zawsze zastanawiałam się czy autorka też postanowi spisać historie kobiet, które przeżyły rzeź wołyńską i kiedy zobaczyłam zapowiedź bardzo mnie to ucieszyło. Temat tej zbrodni powinien być poruszany. "Dziewczyny z Wołynia" to interesująca lekcja historii dla każdego. Dziewięć kobiet,które przetrwały postanowiły opowiedzieć o bolesnych wydarzeniach Annie Herbich. Okrucieństwo banderowców i często też najbliższych sąsiadów przechodzi wszelkie granice. Mężczyźni, kobiety, dzieci i starcy ginęli w niewyobrażalnych męczarniach a śmierć z pistoletu była najłagodniejszą z możliwych. Oprócz tych makabrycznych wydarzeń bohaterki wspominają radosne chwile dzieciństwa na Wołyniu, które zostało tak okrutnie przerwane. Całość uzupełniają piękne fotografie. Dodatkową ciekawostką jest to, że kilka z Pań opowiada jakie wrażenie wywarł na nich film Wojciecha Smarzowskiego "Wołyń". Książkę zaczęłam czytać zaraz po tym jak ją odebrałam. Nie była to łatwa lektura, często musiałam przerwać czytanie, bo opisy bohaterek były makabryczne. Podczas lektury każdy czytelnik podziękuje Bogu za każdy spokojny dzień. 11 lipca była 75 rocznica Ludobójstwa. Akurat w tą rocznicę skończyłam czytać. Książka jest też jest hołdem dla niewinnych ofiar:Mężczyzn, kobiet, dzieci i starców, którzy zginęli męczeńską śmiercią, bo byli Polakami. Warto poznać historie tych ocalonych kobiet.
Czy ta recenzja była przydatna? 2 0
5/5
01-08-2018 o godz 07:50 przez: anonymous
DZIEWCZYNY Z WOŁYNIA- ANNA HERBICH, wyd. ZNAK 11 lipca 1943 . Krwawa niedziela w Kisielinie. Banda uzbrojonych Ukraińców otacza kościół w którym Polacy uczestniczą z rodzinami we Mszy Św . Ukraińcy wpadają do środka , zaczynają regularną rzeź, niedobitki ludzi chroniących się w zakrystii , na wieży kościelnej – próbują podpalić i wybić do ostatniego żywego ducha… Radosne życie wielokulturowych , małych wiejskich społeczności , gdzie Żydzi, Polacy, Ukraińcy i Czesi wspólnie mieszkali , świętowali, pracowali zostało nagle przerwane przez zwrot w zachowaniu Ukraińców, w których obudzony został podjudzany przez lata skrywany nacjonalizm… Wyobraź sobie rodzinę. Mieszaną. Ona Polka, on Ukrainiec. Parka dzieci – zgodnie z tradycją dziewczynki chrzczone w obrządku katolickim , chłopcy w prawosławnym. I nagle syn przychodzi do ojca i mówi : tato zabijmy matkę i siostrę. To nie wymyślony scenariusz filmu sensacyjnego – to prawdziwa historia, która wydarzyła się w te krwawe dni… To tylko jedna z dziewięciu historii opisanych w książce Anny Herbich „ Dziewczyny z Wołynia” Dziewczyny które jako dzieci przetrwały , przeżyły tragedię wołyńską, były świadkami śmierci swoich bliskich, często bardzo makabrycznej, okrutnej, niewyobrażalnie sadystycznej . Ukryte słyszały, czuły, widziały palenie, grabienie majątków, morderstwa dokonywane przez ich najbliższych sąsiadów, ludzi , którym do tej pory ufały… Różne historie kobiet, w trakcie tych wydarzeń były w różnym wieku mają jeden wspólny mianownik - Wołyń. Niekiedy były tak małe, że nie do końca zdawały sobie sprawę z tego co widziały, jednak obraz ten tak silnie wrósł w ich świadomość, że pomimo upływu ponad siedemdziesięciu lat , wspomnienia krwawych nocy i ludobójstwa budzą je w nocy do dnia dzisiejszego. Niektóre straciły część swojej tożsamości- nie wiedzą jak się nazywały, kiedy się urodziły, tylko obrazy tych dni mówią im o korzeniach… Jak sobie poradziły w życiu? jak przetrwały ? Przecież z jednego zagrożenia wpadały w drugie – z pogromu ukraińskiego prosto w łapy oswobodzicieli radzieckich i sołdatów dla których te ziemie miały być ich domami. Sybir, domy dziecka, wywózki , ucieczki, strach , strach , strach…. „Dziewczyny z Wołynia” to mocna historia. Czyta się szybko, wciąga , oderwać się nie możesz. Dokumenty, zdjęcia, wspomnienia. Bez zbędnego koloryzowania, bez uderzania w uczucia współczucia czy empatii . Suche fakty ale jakże ekspresyjne. Wojna to milczące ofiary cywilów , kobiet i dzieci. Nikt się o nie nigdy nie upomniał. Rodziny próbowały ale pomimo tych siedemdziesięciu ponad lat od wypadków wołyńskich , kolejne rządy starają się temat zamieść pod dywan w imię dobrych stosunków polsko -ukraińskich . W 2017 roku poproszony został prezydent Andrzej Duda o honorowy patronat nad obchodami upamiętniającymi ludobójstwo wołyńskie…. Odmówił. Czy zamiatając te wydarzenia pod dywan historii unikniemy powtórzenia scenariusza? Co takiego się dzieje ,że w społeczności , gdzie sąsiad Ukrainiec z sąsiadem Polakiem razem piją wódkę, obrabiają ziemię i chodzą do tego samego lekarza – z dnia na dzień jeden drugiemu przystawia siekierę do głowy i w imię nacjonalistycznych haseł umiejętnie wtłaczanych przez lata w głowy – bez zmrużenia oka roztrzaskuje mu głowę? Nie mów ,że nacjonalizm ma szlachetne oblicze. I że nie jest niebezpieczny. Ten scenariusz powtarza się na całym świecie . Albania – Serbia. Izrael- Palestyna. Najniebezpieczniejszy jest gdy jest wspierany przez religię, kościół. Pamiętaj ,że faszyzm przez Europę z imieniem Boga na ustach. I bez potępienia przez papieża. I żyjemy w czasach powtórki z historii, gdyż kto jej nie zna i nie wyciągnął z niej wniosków , skazany jest na jej powtarzanie do skutku Mądra książka. Dla mnie lektura nr jeden ubiegłego miesiąca. Teraz czytają moi rodzice – tak jak i ja w milczącym skupieniu i z narastającym smutkiem i lękiem. Polecam. I dziękuję autorce. To ważna książka.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
06-08-2018 o godz 17:36 przez: Melody
„Dziewczyny z Wołynia” jest to już kolejna książka z serii „Prawdziwe Historie”, która ukazuje się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. Dla mnie jest to także kolejne spotkanie z autorką Anna Herbich- Zychowicz, dzięki któremu dwie noce miałam z głowy. Wołyń jest to kraina historyczna leżąca obecnie w granicach Ukrainy. Na jej terenie miał miały miejsce akty ludobójstwa dokonane przez ukraińskich nacjonalistów, wymierzone głównie w polskich osadników w latach 1943 – 1944. Dziewięć kobiet podzieliło się z autorką swoimi wspomnieniami, jakie wiążą się z tymi wydarzeniami i owocem tej współpracy jest właśnie książka „Dziewczyny z Wołynia”. Janina, Teodora, Alfreda, Janina, Józefa, Helena, Rozalia, Zofia i Helena ... Każda z opowieści wywiera na czytelniku takie wrażenie, że można odpłynąć z wirem emocji. Osobiście musiałam robić sobie spore przerwy podczas czytania, ponieważ skala okrucieństwa była ciężka do zniesienia... Książka jest także pięknym świadectwem wytrwałości, jak i heroicznego poświęcenia ludzi, którzy ratowali swoje rodziny, krewnych czy sąsiadów. Jeżeli zastanawiasz się, czy warto po nią sięgnąć, to zdecydowanie tak. Z pewnością jej nigdy nie zapomnisz. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
13-02-2020 o godz 19:58 przez: JanWojtasik
Lektura przejmująca tragizmem losu bohaterek i ich bliskich. Przypomina opowiadania mojej Mamy, która wraz z dziadkami i resztą rodziny, uciekła na Węgry. Wcześniej otrzymali ostrzeżenie od człowieka, którego nie znali. Ta ucieczka najpewniej uratowała im życie. Dziadek, który kierował wyprawą, nie miał chyba złudzeń. Gdy po przejściu frontu wrócili do rodzinnej wsi, byli tam już Rosjanie, którzy w walce z UPA - ratując Polaków - ponosili bardzo duże straty. Mama mówiła mi, że niemal każdego dnia przywożono ich wioski zwłoki żołnierzy rosyjskich. W relacji Mamy, byli to bardzo młodzi chłopcy. Tak to własnie zapamiętała.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
20-09-2018 o godz 17:47 przez: Maciej Samolej
Poranione dziewczyny. Anna Herbich, Dziewczyny z Wołynia. Historie prawdziwe, „Znak”, Kraków 2018 r. Wydaje się, że o tych strasznych wydarzeniach, które pierwsze przychodzą na myśl, gdy wypowiadamy to jakże niebezpieczne i tragiczne słowo „Wołyń”, wiemy dziś już wszystko. Wszystko zostało wypowiedziane, napisane, przypomniane. Pokazane – mówię tu o wstrząsającym filmie Wojciecha Smarzowskiego. A jednak przeżyłem miłe (o ile można o książce traktującej o powyższej tematyce napisać „miła lektura”) rozczarowanie przy lekturze najnowszej książki. 11.07.1943 r. tzw. „Krwawa Niedziela” na Wołyniu, podczas której ukraińscy bandyci i mordercy, legitymujący się przynależnością do UPA ( Ukraińskiej Powstańczej Armii) dokonali serii pacyfikacji polskich wsi, osad. Domy palono, ludzi zaś w bestialski sposób mordowano tylko za to, że byli narodowości polskiej. Mordowano mężczyzn, kobiety, dzieci, starców. Polaków, ale też i Czechów, Cyganów, Żydów oraz pomagającym im Ukraińców za „zdradę ukraińskiej krwi”. Na ponad pięćdziesiąt lat zapomniano o ofiarach. Te zaś same bały się dochodzić sprawiedliwości, prawdy. Często pozostawione bez żadnej opieki materialnej, nie mówiąc o opiece psychologicznej ( co podkreśla jedna z bohaterek książki Herbich), same lepiej lub gorzej radziły sobie z wołyńską traumą, którą były naznaczone całe życie. W latach dziewięćdziesiątych pierwszy raz jechały na swoje, dawne ojcowizny. Gorzkie bywały to spotkania. Oto jedna z bohaterek książki Anny Herbich, Teodora, w roku 1966 pojechała do swojej wsi na Wołyniu, z której uciekła w roku 1943 r. Ktoś zrobił zdjęcie samotnej kobiety, klęczącej pośród świeżo skoszonego pola. Kobieta klęczy w miejscu, gdzie kiedyś stał jej dom… Inna zaś, na odwagę przyjazdu zebrała się dopiero w roku 1997. Na miejscu spotykała się z ludźmi, którzy okazywali jej wrogość: „Po coś tu przyjechała Laszko? Trzeba was było wtedy wszystkich powybijać!”. Oznaki zrozumienia, współczucia należały do rzadkości. Ale bywały i takie reakcje. Oto Janina, mieszkanka Orzeszyny, została oprowadzona po miejscach kaźni swojej rodziny przez dwudziestokilkuletniego studenta z Ukrainy, który uczestniczył jako wolontariusz w pracach ekshumacyjnych: „Nie wiem, co mam pani powiedzieć. Proszę przyjąć mój wstyd za to, co moi dziadowie zrobili pani i jej rodzinie. Oni już w grobach, a ja żyję z tą hańbą”. Książka Anny Herbich to czwarta pozycja z serii „Dziewczyny z…”. Wcześniejsze książki autorki to: Dziewczyny z Powstania, Dziewczyny z Syberii, Dziewczyny z Solidarności. Na okładce każdej z wyżej wspomnianych książek jest zdjęcie odważnej kobiety – ta Powstania Warszawskiego uśmiecha się, nosząc zawadiacko przekrzywioną, wojskową furażerkę. Kobieta z Syberii, okutana zimowym szalem, patrzy z dumą na oprawców, którzy wsadzili ją do bydlęcego wagonu, wioząc gdzieś do Magadanu czy Irkucka. Kobieta w okularach, z papierosem, szyderczo śmieje się wyimaginowanym ubekom z czasów Stanu Wojennego w twarz, niczym Agnieszka z filmu Człowiek z żelaza Andrzeja Wajdy. Tylko na okładce najnowszej książki Anny Herbich, owa „Dziewczyna z Wołynia”, patrzy nieufnie swoimi niebieskimi oczyma, spod chustki zaś niemrawo pokazują się dwa warkocze. Przyznam, że już sam kontrast tamtych zdjęć i tego ostatniego, na którym jest dziewczyna z Wołynia robi piorunujące wrażenie. Ból, gorycz, zgorzknienie, niewypowiedziany żal i poczucie zapomnienia. Dziewczyny z Wołynia nie były bohaterkami w sensie dosłownym, choć wiele z nich służyło w AK. Były bohaterkami, bo przeżyły. Jedna z nich, Alfreda, uratowała się z rzezi przez przypadek. Tylko niski płotek i niewielkie zarośla uchroniły ją od śmierci w męczarniach, w których zginął jej ojciec i dwie, młodsze siostrzyczki. Janina uciekała w wieczór wigilijny. Teodora przeżyła jeden z najsłynniejszych epizodów „Krwawej Niedzieli”, masakrę i oblężenie kościoła w Kisielinie. To tam, podczas Mszy Św. Banderowcy wtargnęli do świątyni, mordując ludzi jak popadnie. Kilkanaście osób schroniło się na piętrze, w zakrystii, rzucając cegłami, kamieniami, gasząc palące się drzwi wiadrami napełnionymi własnym moczem. Obroną kierował ojciec przyszłego kompozytora Krzesimira Dębskiego, który zresztą w tym oblężeniu stracił nogę. Po wojnie zabiegał o upamiętnienie masakry Polaków przez banderowców, w której zginęli jego rodzice. Wśród ocalałych była właśnie Teodora, jedna z bohaterek książki Dziewczyny z Wołynia. Na najnowszą pozycję Anny Herbich składa się dziewięć historii kobiet, cudem ocalałych z masakry z roku 1943 r. Jako historyk, interesowałem się powyższym tematem, toteż kilka relacji w tym o masakrze wsi Orzeszyna, Parośla czy obronie kościoła w Kisielinie wiedziałem już wcześniej. Spodziewałem się też makabrycznych opisów mordowania Polaków przez Ukraińców. Może dlatego, że w książce występują kobiety, nie ma tych okropieństw opisanych wprost. Czy to atut? Moja opinia jako recenzenta i krytyka literatury jest twierdząca. dr Maciej Samolej
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
09-10-2018 o godz 17:57 przez: Maciej Samolej
Wydaje się, że o tych strasznych wydarzeniach, które pierwsze przychodzą na myśl, gdy wypowiadamy to jakże niebezpieczne i tragiczne słowo „Wołyń”, wiemy dziś już wszystko. Wszystko zostało wypowiedziane, napisane, przypomniane. Pokazane – mówię tu o wstrząsającym filmie Wojciecha Smarzowskiego. A jednak przeżyłem miłe (o ile można o książce traktującej o powyższej tematyce napisać „miła lektura”) rozczarowanie przy lekturze najnowszej książki. 11.07.1943 r. tzw. „Krwawa Niedziela” na Wołyniu, podczas której ukraińscy bandyci i mordercy, legitymujący się przynależnością do UPA ( Ukraińskiej Powstańczej Armii) dokonali serii pacyfikacji polskich wsi, osad. Domy palono, ludzi zaś w bestialski sposób mordowano tylko za to, że byli narodowości polskiej. Mordowano mężczyzn, kobiety, dzieci, starców. Polaków, ale też i Czechów, Cyganów, Żydów oraz pomagającym im Ukraińców za „zdradę ukraińskiej krwi”. Na ponad pięćdziesiąt lat zapomniano o ofiarach. Te zaś same bały się dochodzić sprawiedliwości, prawdy. Często pozostawione bez żadnej opieki materialnej, nie mówiąc o opiece psychologicznej ( co podkreśla jedna z bohaterek książki Herbich), same lepiej lub gorzej radziły sobie z wołyńską traumą, którą były naznaczone całe życie. W latach dziewięćdziesiątych pierwszy raz jechały na swoje, dawne ojcowizny. Gorzkie bywały to spotkania. Oto jedna z bohaterek książki Anny Herbich, Teodora, w roku 1966 pojechała do swojej wsi na Wołyniu, z której uciekła w roku 1943 r. Ktoś zrobił zdjęcie samotnej kobiety, klęczącej pośród świeżo skoszonego pola. Kobieta klęczy w miejscu, gdzie kiedyś stał jej dom… Inna zaś, na odwagę przyjazdu zebrała się dopiero w roku 1997. Na miejscu spotykała się z ludźmi, którzy okazywali jej wrogość: „Po coś tu przyjechała Laszko? Trzeba was było wtedy wszystkich powybijać!”. Oznaki zrozumienia, współczucia należały do rzadkości. Ale bywały i takie reakcje. Oto Janina, mieszkanka Orzeszyny, została oprowadzona po miejscach kaźni swojej rodziny przez dwudziestokilkuletniego studenta z Ukrainy, który uczestniczył jako wolontariusz w pracach ekshumacyjnych: „Nie wiem, co mam pani powiedzieć. Proszę przyjąć mój wstyd za to, co moi dziadowie zrobili pani i jej rodzinie. Oni już w grobach, a ja żyję z tą hańbą”. Książka Anny Herbich to czwarta pozycja z serii „Dziewczyny z…”. Wcześniejsze książki autorki to: Dziewczyny z Powstania, Dziewczyny z Syberii, Dziewczyny z Solidarności. Na okładce każdej z wyżej wspomnianych książek jest zdjęcie odważnej kobiety – ta Powstania Warszawskiego uśmiecha się, nosząc zawadiacko przekrzywioną, wojskową furażerkę. Kobieta z Syberii, okutana zimowym szalem, patrzy z dumą na oprawców, którzy wsadzili ją do bydlęcego wagonu, wioząc gdzieś do Magadanu czy Irkucka. Kobieta w okularach, z papierosem, szyderczo śmieje się wyimaginowanym ubekom z czasów Stanu Wojennego w twarz, niczym Agnieszka z filmu Człowiek z żelaza Andrzeja Wajdy. Tylko na okładce najnowszej książki Anny Herbich, owa „Dziewczyna z Wołynia”, patrzy nieufnie swoimi niebieskimi oczyma, spod chustki zaś niemrawo pokazują się dwa warkocze. Przyznam, że już sam kontrast tamtych zdjęć i tego ostatniego, na którym jest dziewczyna z Wołynia robi piorunujące wrażenie. Ból, gorycz, zgorzknienie, niewypowiedziany żal i poczucie zapomnienia. Dziewczyny z Wołynia nie były bohaterkami w sensie dosłownym, choć wiele z nich służyło w AK. Były bohaterkami, bo przeżyły. Jedna z nich, Alfreda, uratowała się z rzezi przez przypadek. Tylko niski płotek i niewielkie zarośla uchroniły ją od śmierci w męczarniach, w których zginął jej ojciec i dwie, młodsze siostrzyczki. Janina uciekała w wieczór wigilijny. Teodora przeżyła jeden z najsłynniejszych epizodów „Krwawej Niedzieli”, masakrę i oblężenie kościoła w Kisielinie. To tam, podczas Mszy Św. Banderowcy wtargnęli do świątyni, mordując ludzi jak popadnie. Kilkanaście osób schroniło się na piętrze, w zakrystii, rzucając cegłami, kamieniami, gasząc palące się drzwi wiadrami napełnionymi własnym moczem. Obroną kierował ojciec przyszłego kompozytora Krzesimira Dębskiego, który zresztą w tym oblężeniu stracił nogę. Po wojnie zabiegał o upamiętnienie masakry Polaków przez banderowców, w której zginęli jego rodzice. Wśród ocalałych była właśnie Teodora, jedna z bohaterek książki Dziewczyny z Wołynia. Na najnowszą pozycję Anny Herbich składa się dziewięć historii kobiet, cudem ocalałych z masakry z roku 1943 r. Jako historyk, interesowałem się powyższym tematem, toteż kilka relacji w tym o masakrze wsi Orzeszyna, Parośla czy obronie kościoła w Kisielinie wiedziałem już wcześniej. Spodziewałem się też makabrycznych opisów mordowania Polaków przez Ukraińców. Może dlatego, że w książce występują kobiety, nie ma tych okropieństw opisanych wprost. Czy to atut? Moja opinia jako recenzenta i krytyka literatury jest twierdząca...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-08-2018 o godz 16:37 przez: Ewelina Karwowska
„Na świecie jest tylko jedna rzecz gorsza od wojny. Tą rzeczą jest ludobójstwo. Masowy mord na całym narodzie. Mężczyznach, kobietach i dzieciach. Na bezbronnych ludziach. To właśnie miało miejsce na Wołyniu. Ukraińscy nacjonaliści próbowali zabić każdego Polaka, który dostał się w ich ręce. Niezależnie od jego pochodzenia, wieku i płci” Najnowsza książka Anny Herbich zatytułowana „Dziewczyny z Wołynia” przedstawia historie dziewięciu kobiet, które przetrwały straszne, krwawe wydarzenia rozgrywające się w czasie drugiej wojny światowej na Wołyniu. Wydarzenia te, które z całą mocą należy nazwać ludobójstwem zostały dokonane przez ukraińskich nacjonalistów na ludności przede wszystkim polskiej, ale także rosyjskiej, ukraińskiej i ormiańskiej, która zamieszkiwała te tereny. „To straszne, do czego zdolny jest człowiek. Jaką krzywdę może wyrządzić bliźniemu w imię obłędnej, nienawistnej ideologii…” Kiedy czytamy opowieści kobiet, którym udało się przeżyć te wydarzenia, ma się nieodparte wrażenie, że to nie może być prawdą. Przecież człowiek nie jest zdolny do takiego okrucieństwa, nie może wyrządzić aż takiej krzywdy innemu człowiekowi, często sąsiadowi, z którym przez wiele lat wcześniej żyło się w dobrych stosunkach. Jednak w pewnym momencie musimy uzmysłowić sobie tę bolesną prawdę, że przedstawione wydarzenia naprawdę miały miejsce… Książka odsłania naturę zła w człowieku ukazuje do czego jest zdolny. Pokazuje, że często ideologia błędnie rozumiana lub zbyt mocno interpretowana popycha człowieka do nieludzkich wręcz czynów. Wojna jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń, jakie mogą spotkać człowieka w życiu. Jest to doświadczenie o tyle tragiczne, ponieważ często dotyczy nie tylko tej sfery fizycznej, ale także- a może przede wszystkim- sfery psychicznej. W historii świata ludzkość miała do czynienia z dwiema wielkimi wojnami, które swoim zasięgiem objęły cały świat. Ukazała wówczas, że wojna doprowadza do kompletnej ruiny oraz całkowitego odczłowieczenia. W kontekście historii kobiet przedstawionych w książce „Dziewczyny z Wołynia” podkreślić należy, że wydarzenia rozgrywające się na Wołyniu, których były naocznymi świadkami, zostawiły trwały ślad w ich psychice i stanowiły poniekąd o ich tożsamości. Pomimo iż kobiety te przetrwały wojnę i rzeź wołyńską, to ich przetrwanie jest wyłącznie przetrwaniem fizycznym, ponieważ ich psychika i określenie własnej siebie mocno na tym ucierpiały. Pisząc te słowa mam przed oczami niektóre wydarzenia, które rozegrały się na Wołyniu. Zwłaszcza, że po lekturze książki oglądałam film „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. Część wydarzeń przedstawionych w filmie była zbieżna z tymi, które zostały opisane w książce. Jednak ani filmu, ani książki nie można traktować jako jedność, trzeba je rozdzielić, ponieważ nie były dla siebie nawzajem inspiracją. Jedną istotną kwestię warto podkreślić. Otóż w słowach tych kobiet nie ma nienawiści, nie pragną one zemsty. Co jest tak po ludzku dziwne, ponieważ ludzką rzeczą jest pałać nienawiścią do osób, które przyczyniły się do śmierci członków swojej rodziny. Kobiety te nie pragną jednak zemsty, chcą aby prawda o tamtych wydarzeniach wreszcie ujrzała światło dzienne. Chcą upamiętnić śmierć swoich ukochanych rodziców, braci i sióstr i postulują, aby w przyszłości takie wydarzenia nie miały już nigdy miejsca. Moim zdaniem, książka „Dziewczyny z Wołynia” porusza bardzo ważny temat. Podczas jej lektury czytelnikowi towarzyszą różnorodne uczucia – wzruszenie i strach jednocześnie. Trzeba podkreślić, że opisane wydarzenia potrafią niezwykle poruszyć człowiekiem. To wszystko sprawia, że obok tej książki nie można przejść obojętnie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-09-2018 o godz 13:55 przez: Gosia Bojarun
Kiedy czytam takie książki, łzy same się cisną do oczu, a w żyłach buzuje krew. Jak to możliwie, że człowiek człowiekowi zgotował taki los? Tylko dlatego, że byli Polakami, musieli zginąć. Od ciosu siekierą, z odrąbaną głową, zatłuczeni zwykłymi kijami... bez godności, bez pamięci, pochowani gdziekolwiek... Książka jest częścią pięknej i wzruszającej serii pt. Historie prawdziwe. Każda książka będąca częścią tej serii opowiada o losach pewnej grupy ludzi. Wraz z córką z zapartym tchem przeczytałyśmy "Dziewczyny z powstania", pochłonęłyśmy również "Dziewczyny z Syberii" i kilka innych. Każda z tych książek jest bestsellerem, każda zasługuje na uwagę. Żadna jednak nie była tak bardzo drastyczna w opisach tego, co się działo.... "Dziewczyny z Wołynia" to trochę mylny tytuł. Powinno być "Dzieci z Wołynia", albo "Dziewczynki z Wołynia". Te wspomnienia są właśnie dlatego bardzo poruszające, bo mówią o nich kobiety, które w 1943 r. - kiedy mordowanie Polaków było najbardziej zaciekłe - miały w najlepszym wypadku 16 lat. Najmłodsza z bohaterek książki miała wówczas 4-5 lat. Cóż musiało dziać się w tej małej główce.... Dziewczyny z Wołynia snują dla nas swoje opowieści, odsłaniając masakryczne szczegóły zbrodni, których były świadkami. Zbrodni na rodzicach, dziadkach, sąsiadach, a nawet osobach, które pojawiły się przypadkiem - przyjeżdżając w gościnę. Przeżyły cudem - zasłonięte ciałami innych zamordowanych, albo ukryte pod płotem, lub w stogu siana. Najczęściej zostawały zupełnie same - spłakane i zrozpaczone szukały pomocy gdziekolwiek. Same o sobie mówią, że przeżyły głównie po to, aby dać świadectwo. Każda z bohaterek książki opowiada o rzezi po swojemu. Jedna całą swoją opowieść poświęciła tej tragedii, inne tylko cząstkę, opowiadając również o tym, jak potoczyły się Ich losy po wojnie. Czytając te opowieści, czytelnika nie opuszcza uczucie strachu i zagrożenia. Nawet w dorosłym życiu kobiety te, raz po raz przeżywają rozpacz tamtych dni. Jedna z nich mówi wyraźnie, że bardzo trudno jest wybaczyć... Należy pamiętać, że przez bardzo długi okres ocalałe z rzezi kobiety nie mogły mówić o tym, co widziały. Za czasów komuny rzeź wołyńska nie istniała, a mówienie o niej mogło sprowadzić tylko nieszczęście i więzienie. Dopiero po upadku komunizmu, nasze bohaterki mogły wrócić do swoich rodzinnych stron. Wiele jest w książce zdjęć, które pokazują zarośnięte chaszczami pole i zawierają podpis: Tu stał dom rodzinny...." Dziewięć bohaterek, dziewięć historii... każda inna, a jednocześnie każda, jakże podobna do kolejnej. Ich opowieści są poruszające. Każda wspomina życie przed wojną - piękne stroje, dostatek, sielskie dzieciństwo, dobre serce sąsiadów. Kilka z nich wspomina, że mieszkańcy nie zwracali uwagi na narodowość sąsiada. Żyli ramię w ramię, jak równy z równym. Aż do wojny, kiedy to wszystko się skończyło. Porażająca książka, która powinna być czytana wszędzie i przez każdego. Musimy pamiętać sami i nie dać zapomnieć innym. Dla tych ludzi, którzy umierali tylko dlatego, że byli naszymi rodakami. Musimy pamiętać, bo z książki wyraźnie wynika, że na Ukrainie nadal są dwie prawdy...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
14-08-2018 o godz 20:23 przez: Margarita
„Dziewczyny z Wołynia” autorstwa Anny Herbich-Zychowicz, to kolejny tom z cyklu Prawdziwe historie wydawany nakładem wydawnictwa Znak. „Dziewczyny z Wołynia” to zbiór wspomnień Dziewczyn, które przetrwały Rzeź Wołyńską. W czasie rzezi, tytułowe dziewczyny miały od kilku do kilkunastu lat, teraz to staruszki, wciąż naznaczone traumą tamtych wydarzeń. Jak wspomniała jedna z nich, teraz takie osoby byłyby objęte pomocą psychologiczną, wtedy z taką traumą musiały uporać się same. Nikt nie chciał wracać do tych wydarzeń, a sytuacja polityczna w Polsce po IIWŚ była jaka była, i o tej tragedii też za bardzo się nie mówiło. Nawet dziś po 75 od Rzezi Wołynia, w ramach dobrych stosunków sąsiedzkich z Ukrainą, jest to niezbyt wygodny temat. 11 lipca 1943 roku "Krwawa niedziela", to kulminacyjny punkt Rzezi, zabijania Polaków „boś Lach”. Niedawne obchody były dość „wstrzemięźliwe” w mojej ocenie. Świadectwa „Dziewczyny z Wołynia” czyta się ze łzami w oczach. Alfreda, jedna z bohaterek tej opowieści, wspomina Magiczny Wołyń, gdzie wierzenia ludowe i gusła były obecne w życiu tamtejszych mieszkańców. Przez lata wspólne życie Polaków i Ukraińców na Wołyniu było czymś normalnym. Sąsiedzi wspólnie świętowali narodziny, wspólnie ubolewali nad śmiercią. Wspólnie się bawili z okazji świąt. Młodzi wspólnie bawili się z okazji Nocy Świętojańskiej. Polacy i Ukraińsy zawierali „mieszane” związki małżeńskie. Było „sielsko i anielsko”. Do czasu…kiedy nacjonaliści obrócili jednych przeciw drugim. Sąsiad mordował sąsiada. Nie tylko „męskiego” sąsiada, ale całą jego rodzinę: żonę, dzieci, staruszków. Wyrok został wydany na wszystkich Polaków i niestety bezwzględnie wykonany. To właśnie ta bezwzględność jest najbardziej poruszająca. A opisów tejże w Dziewczynach z Wołynia niebrakuje. Książkę należy czytać rozdział po rozdziale, czy jak kto woli świadectwo po świadectwie. W mojej opinii inaczej się nie da. Zbyt dużo traumy naraz. Przyznaję się, że nie jedną łzę musiałam ocierać z oczu. Czasami musiałam odłożyć książkę na dłużej, bo nie radziłam sobie z emocjami. Mimo wszystko uważam, że dobrze było poznać tę historię. Spojrzeć na nią oczami ocalałych, zmierzyć się z ich emocjami. Na koniec kilka słów o szacie graficznej książki. Okładkę zdobi modelka stylizowana ubiorem na modłę wołyńską i ma niezmiernie smutne oczy, ale czai się w nich jakaś hardość. W książce znajdziemy wiele zdjęć pochodzących z archiwów rodzinnych bohaterek, ale też zdjęcia Wołynia, przybliżające czytelnikowi jego krajobraz i kulturę. Szata graficzna odgrywa tu bardzo ważną rolę, pomaga czytelnikowi przenieść się na Kresy, lepiej je poznać. Z całego serca polecam tę pozycję.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
27-07-2018 o godz 13:02 przez: Asia
Bardzo lubię serię „Prawdziwe historie” Wydawnictwa Znak Horyzont. Cenię publikacje Kamila Janickiego, ale szczególne miejsce na mojej półce zajmują książki Anny Herbich. Jej „Dziewczyny...” to historia w niezwykle przystępnej formie, opowiedziana ustami świadków opisanych wydarzeń. Najnowszej części cyklu zatytułowanej „Dziewczyny z Wołynia” trochę się bałam. Wiedziałam, że opowieści przedstawione na jej stronach przyniosą wiele emocji, gniewu, bólu i łez. Nie pomyliłam się – było smutno, momentami ciężko, ale cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę. Bohaterki Anny Herbich zasługują na to, by zostać wysłuchane. Wołyń. Miejsce niemal mityczne, dziś przez Polaków utożsamiane głównie z ludobójstwem, jakie miało tam miejsce 75 lat temu. Dla kobiet z książki Anny Herbich to przede wszystkim dom. Mała ojczyzna tworzona przez zielone łąki, lasy, malownicze wioski i leniwie płynące rzeki. Miejsce, gdzie obok siebie zgodnie żyli Polacy, Ukraińcy, Żydzi czy Czesi. Kraina szczęśliwego dzieciństwa utracona nagle i boleśnie. Co ponadto? Cierpienie. Wspomnienie strasznych scen, krzywdy najbliższych, zdewastowanych lub spalonych gospodarstw, bólu i krwi. Dziesięć kobiet, dziesięć Wołynianek, którym jakimś cudem udało się przeżyć tę gehennę. W chwili, gdy banderowcy mordowali Polaków były tylko dziećmi. Mimo to ich wspomnienia są żywe. Patrzyły na ciała swoich bliskich, na maltretowanych sąsiadów, na żywcem płonącą trzodę. Opowiadają o kryciu się w piwnicach, łanach zbóż, budynkach gospodarczych. O ciągłym strachu, jaki towarzyszył ludziom świadomym, że najbliżsi sąsiedzi rozpoczęli na nich polowanie. O rozpaczliwej nadziei, jakiej czepiali się Polacy, sądząc, że skoro nikomu krzywdy nie zrobili, ich również nikt nie skrzywdzi… Ale historie bohaterek Anny Herbich to nie tylko krwawa jatka, krew i łzy. To również piękne wspomnienia o Wołyniu, który nigdy nie powróci. O pięknych strojach, szczęśliwych rodzinach, zadbanych gospodarstwach, szumiących sadach i wyjątkowych tradycjach. Potrafię sobie wyobrazić, jak Wołynianki uśmiechają się, snując opowieść o tej pięknej krainie, jak błyszczą im oczy. Bo i ja uśmiechałam się przez łzy, czytając, jak pięknie to opisywały. Lektura Dziewczyn z Wołynia z pewnością nie jest łatwa, jednak bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę pozycję. Nie odważyłam się obejrzeć filmu Wojciecha Smarzowskiego, bojąc się brutalnych scen, zyskałam za to relację dzielnych kobiet, które przetrwały tę rzeź. Pamięć o tych strasznych wydarzeniach żyje, póki żyją one. Póki my podsycamy płomień pamięci i oddajemy cześć zamordowanym
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-07-2018 o godz 21:05 przez: anula
Dziewczyny z Wołynia. Prawdziwe historie. Hasła: powstanie Warszawskie, getto Warszawskie, Oświęcim, Armia Krajowa, Szare Szeregi, Katyń, większość z nas kojarzy. Mam wrażenie natomiast, że termin „ Rzeź Wołyńska” pojawił się w ogólnodostępnej dyskusji całkiem niedawno. Jednym uchem gdzieś zasłyszana informacja nie dawała mi spokoju. Wiedziałam tylko, że wydarzyło się tam coś niewyobrażalnie strasznego, wyjątkowego w swym okrucieństwie. Ludobójstwo. Ludobójstwo, którym, wydaje się, że władze naszego kraju tak niewiele się zajmują (nad czym ubolewają bohaterki książki). Dlatego trzeba szukać informacji na własną rękę. I dlatego warto przeczytać historię dziewięciu kobiet. Świadków wydarzeń, które miały miejsce podczas II wojny światowej w powiecie Wołyńskim. Ukraińcy, wcześniej sąsiedzi, nawet przyjaciele, dokonali mordu na narodzie polskim. Mężczyźni, kobiety, dzieci, starcy, wszyscy byli winni, bo byli „Lachami”. Książkę czyta się jednym tchem. Nie ma miejsca na interpretacje, domysły. Wspomnienia kobiet, którym los pozwolił przeżyć a co było na miarę cudu. Bowiem zamiarem nacjonalistów ukraińskich było całkowite wymordowanie mniejszości polskiej zamieszkałej na terenie województwa wołyńskiego, należącego do II RP. Nikt nie miał przeżyć. Niewielu się udało, a wśród nich bohaterki książki. W swoich wspomnieniach dają świadectwo zbrodni dokonanej w bestialski sposób. Okrucieństwo metod zabijania i torturowania Polaków przekracza wszelkie wyobrażenie. Zabijanie siekierą, odrąbywanie kończyn, wydłubywanie oczu, palenie żywcem, zakopywanie żywcem, przepiłowywanie ciał ofiar, bestialskie obchodzenie się z ciężarnymi i niemowlętami. Gdy to się czyta oddech zatrzymuję się na dłuższa chwilę, emocje dyktują, że to straszne, a w końcu rozum staje jak wryty i zadaje pytanie. Naprawdę ? Tak niewyobrażalne okrucieństwo z rąk człowieka jest możliwe? I właśnie po to koniecznie trzeba przeczytać historię Pani Janiny, Teodory, Alfredy, Janiny, Józefy, Heleny, Rozalii, Zofii i Heleny, bo to prawda. Niezaprzeczalna. O której trzeba wiedzieć. Nie po to by dać impuls do zemsty. Ale po to by to co się wydarzyło nie poszło w niepamięć. Tego właśnie pragną nasze bohaterki, by znana była prawda, i została przekazana dalej dzieciom i wnukom. Poznajmy historię kobiet, które na ukochanym Wołyniu, doświadczyły piekła na ziemi.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-08-2018 o godz 13:40 przez: ZDZISŁAW RUSZKOWSKI
Dziewczyny z Wołynia. Prawdziwe historie. Herbich Anna. „W 1939 roku sielskie życie na Wołyniu się kończy. Polska upada, zmieniający się okupanci sieją postrach. Jednak największe zagrożenie przychodzi ze strony, z której nikt się tego nie spodziewał. Sąsiadów. Kumów. Ukraińców. Wiedzeni banderowską wizja Ukrainy zaczynają mordować Polaków. Wołyńskie dziewczęta były jeszcze dziećmi, gdy rozpoczął się pogrom. Widziały śmierć rodziców, braci, sióstr i rzeź całych wsi. Słyszały błagania bezbronnych ofiar opętanych szałem mordu Ukraińców. Z dnia na dzień straciły nie tylko najbliższych, ale również swoją ojcowiznę”. Książka jest zbiorem opowiadań i wspomnień kilku sędziwych już kobiet, które przeżyły w dzieciństwie piekło. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności przeżyły zbrodnię ludobójstwa ludności Polskiej przez Ukraińców na Wołyniu. Na zawsze w pamięci pozostały im te niewyobrażalne zbrodnie, których świadkami były. Utraciły wtedy wszystko, co miały najcenniejsze. Rodziców, rodzeństwo, dziadków, krewnych, sąsiadów, przyjaciół a także całe dzieciństwo. „Dziewczyny” opowiadają o swoich dramatycznych losach, o utracie, o cierpieniu, o próbach powrotu do życia. Każda z nich miała inny życiorys, ale łączy je jedno. Szanują i pielęgnują pamięć o pomordowanych przodkach. Działają w stowarzyszeniach, upamiętniają miejsca kaźni i dają świadectwo, aby nigdy te zbrodnie nie zostały zatarte przez czas i ludzi. Książka jest zapisem dramatycznych wspomnień, ważne jest aby przesłanie jakie niesie dotarło do jak najszerszej rzeszy ludzi. Książkę wydało Książkę Wydało Wydawnictwo: Znak Horyzont. Polecam, Zdzisław Ruszkowski.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-07-2018 o godz 22:40 przez: aangela.k
Wstrząsające historie ocalałych z wołyńskiej masakry kobiet. W czasie pogromu te dziewięć kobiet było jeszcze dziećmi, malutkimi… które zostały zmuszone szybko dorosnąć. Tylko jak małe dziecko ma zrozumieć coś, czego zrozumieć się nie da? Jak żyć, gdy odebrano mu wszystko: rodzinny dom, ukochanych rodziców, rodzeństwo, poczucie bezpieczeństwa i dziecięcej beztroski… wszystko. Dziewięć kobiet opowiada o dokonanym na Wołyniu przez Ukraińską Powstańczą Armię – UPA – ludobójstwie. I nie chodzi o rozdrapywanie ran, ale o pokazanie do czego zdolny jest człowiek, jak potrafi być okrutny z powodu jakiejś absurdalnej ideologii i zwyczajnej chęci zagrabienia czyjejś własności. Takie świadectwa powinny być przestrogą i uświadamiać, jak niewiele trzeba, żeby doszło do tragedii. Ogrom okrucieństwa opisany przez uczestniczki masakry jest niewyobrażalny. Poznajemy życie dziewięciu kobiet naznaczonych przez tragiczną historię, która siedzi w nich głęboko mimo upływu 75 lat. Niestety po raz kolejny okazuje się również, że przeżycie niewyobrażalnej traumy nie gwarantuje, że wyczerpany został limit nieszczęść przypadających na jedno życie. Nie da się nie płakać czytając tę książkę, nie da się wyrzucić jej z głowy. Wstrząsa i wywołuje całą gamę uczuć. To bardzo trudna lektura, bo opisuje straszne i niestety prawdziwe historie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-08-2018 o godz 16:48 przez: Agula
Poruszające opowieści. Ciężko sobie nawet wyobrazić co czują te kobiety, już babcie, a nawet prababcie gdy widzą swoje wnuczęta, radosne, bawiące się i przypominają sobie jak im odebrano tą beztroskość, dzieciństwo. Co czują nie mogąc pójść na cmentarzu do swoich rodziców, rodzeństwa, nie mogąc już sobie przypomnieć ich twarzy, głosu. To wszystko zostało im brutalnie odebrane. To ludzie, sąsiedzi, przyjaciele zgotowali im ten los. Do końca życia są naznaczone krwią, do końca życia będą słyszeć te krzyki, błagania o litość i przekleństwa oprawców. Nie można zapomnieć o tym co się stało, trzeba pamiętać i nie dopuścić do tego, aby takie rzeczy mogły się ponownie wydarzyć. Autorce książki mogę jedynie podziękować, że dała radę, wytrzymała 9 strasznych historii i teraz my możemy je poznać. Podziwiam za odwagę. Brawo.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-09-2020 o godz 10:36 przez: Anonim
Obserwując rynek wydawniczy trudno nie zauważyć, że literatura wojenna, a zwłaszcza tematyka obozowa stała się ostatnimi czasy bardzo "popularna". Na półkach księgarni możemy znaleźć cały przekrój mniej lub bardziej autentycznych powieści. Prawdziwe historie okraszone fasadą literackiej fikcji przyciągają uwagę i i niejednokrotnie trafiają do szerokiego grona odbiorców, a tym samym święcą triumfy na listach bestsellerów. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy dając się ponieść fabule nie zatraciliśmy przy tym świadomości, że to chwytliwe tło historyczne to nie tak odległe, realne ludzkie dramaty? ...dalsza część recenzji na BLOGu "BOOK wie co" , zapraszamy: https://bookwieco.wixsite.com/home/post/kopia-logo-design-love
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-02-2019 o godz 00:00 przez: IlonaGąsiorowski
Dziewczyny z Wołynia to książka, którą bardzo chciałam przeczytać. Wiedziałam jednak, że nie jest to łatwy temat, a to co jest w tej książce zawarte wydarzyło się naprawdę.. I to mnie przerażało. Przedstawione historie 9 ocalonych kobiet są bardzo poruszające i przyprawiające o dreszcze. Ciężko sobie wyobrazić, aby tak bolesne i przerażające historie mogły być realne. Ludobójstwo pokazane w tej książce jest tylko potwierdzeniem tego, że ludzie są niesamowicie okrutni. Nie mogłam przerwać tej lektury, dopóki jej nie skończyłam. Są to niesamowicie poruszające, ale pięknie przedstawione historie. Naprawdę warto się zapoznać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-09-2018 o godz 08:48 przez: magdag
Dziewczyny z Wołynia Anny Herbich-Zychowicz to historia dziewięciu kobiet, które jako dzieci były naocznymi świadkami rzezi wołyńskiej. Przedwojenna niczym niezmącona koegzystencja Polaków i Ukraińców zamieszkujących tereny Wołynia przeszła do historii na skutek nacjonalistów opętanych ideą monoetnicznej, niezależnej Ukrainy. Zaczęła się nienawiść, terror, zbrodnie, zaczęła się rzeź - mordowano całe rodziny, całe wsie, dotychczasowych sąsiadów, znajomych, przyjaciół... Opisane historie stanowią porażające świadectwo makabrycznego ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów. Niesamowicie poruszająca lektura.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-07-2018 o godz 21:04 przez: anetta domańska-traczyk
„Dziewczyny z Wołynia Prawdziwe historie” Anna Herbich to wstrząsajaca lektura. Opowieść dziewięciu kobiet, których dzieciństwo zostało przerwane przez wybuch wojny i wydarzenia będące jej następstwem. Dni które spłynęły krwią są częścią historii dwóch narodów i wzajemne relacje naeży teraz budować nie dopuszczając do zapomnienia i gloryfikacji ludzi stojacych na czele tych którzy przychodzili aby mordować i grabić. Życie tych którzy przeżyli nigdy jużnie było takie jak wcześniej. Nie można zapomnieć o tym, że widziało się okrutną śmierć swoich bliskich, sąsiadów przyjaciół.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Ty albo żadna Kordel Magdalena
4.7/5
28,55 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Sielanki Saunders George
5/5
31,81 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Tajemna historia Tartt Donna
4.7/5
35,87 zł
54,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Sto pociech Szymborska Wisława
4.9/5
19,20 zł
29,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Gorzko, gorzko Bator Joanna
4.5/5
34,89 zł
54,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Szczygieł Tartt Donna
4.6/5
37,93 zł
59,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Sklepy cynamonowe Schulz Bruno
5/5
28,49 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa 10 grudnia Saunders George
5/5
31,80 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Komedie Shakespeare William
5/5
66,72 zł
89,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Różaniec Ryś Grzegorz
5/5
21,75 zł
32,99 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego