Dziennik utraconej miłości (okładka  twarda)

Wszystkie formaty i wydania (2): Cena:

Oferta empik.com : 25,66 zł

25,66 zł 39,99 zł (-35%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

"Najbardziej osobista książka Érica-Emmanuela Schmitta". 
autorka "Oskara i pani Róży"

Moja matka nie chciała, żebym tylko żył, chciała, żebym był szczęśliwy. Mam wobec niej obowiązek szczęścia.

Schmitt, mierząc się ze śmiercią najukochańszej matki, po raz pierwszy wpuszcza nas tak głęboko do swojego świata i dzieli się najbardziej intymnymi uczuciami oraz doświadczeniami.

I tak jak wcześniej Oskar – bohater uwielbianej przez czytelników powieści – pisał listy do Pana Boga, by przygotować się na nadejście nieuchronnego, tak teraz sam autor mierzy się z utratą najbliższej osoby, przelewając swoje myśli na karty książki.

"Dziennik utraconej miłości" to poruszające świadectwo podróży w głąb siebie, a zarazem uniwersalna opowieść o czułej relacji matki i syna – relacji pełnej miłości, która nie kończy się, nawet gdy tej najbliższej osoby już nie ma.

Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Dziennik utraconej miłości
Tytuł oryginalny: Dziennik utraconej miłości
Autor: Schmitt Eric-Emmanuel
Tłumaczenie: Müller Łukasz
Wydawnictwo: Znak Literanova
Język wydania: polski
Język oryginału: francuski
Liczba stron: 240
Numer wydania: I
Data premiery: 2021-03-10
Rok wydania: 2021
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 111 x 231
Indeks: 37151447
średnia 4,5
5
102
4
21
3
12
2
4
1
2
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
38 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
26-03-2021 o godz 18:38 przez: Possi | Zweryfikowany zakup
Uwielbiam książki Erica-Emmmanuela Schmitta. Jest to nieco inna powieść, a właściwie trzeba powiedzieć, że dziennik autora i opis jego doświadczeń. Oraz wiele pięknych i refleksyjnych słów, a nawet całych fragmentów na temat miłości syna do matki. I miłości rodziców. Wiele doznań otrzymuje się od autora w czasie lektury. To bardzo osobista pozycja i pełna wrażliwości. Jest nieco trudniejsza, ale moim zdaniem warto się z nią zapoznać i przepracować.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
23-01-2022 o godz 14:09 przez: MagdalenaMarszałek | Zweryfikowany zakup
Meczy mnie ta książka. Czytam rozdział odkładam jak wracam następnego dnia to nie wiem o czym czytalam i znowu muszę się cofnąć kilka stron. Nie porwała mnie kompletnie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-07-2021 o godz 16:05 przez: Ewelina | Zweryfikowany zakup
Kupiłam przeczytałam i oddałam człowiekowi który dzięki niej poradził sobie z odejściem mamusi.polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
27-05-2021 o godz 18:08 przez: Gabriela | Zweryfikowany zakup
Piękny pamiętnik człowieka po stracie matki. Niesamowicie mądry.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-11-2021 o godz 21:41 przez: Maja | Zweryfikowany zakup
Zapiski Erica gdy przezywal tragiczne dla siebie wydarzenie
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-07-2021 o godz 10:45 przez: kidrauhl | Zweryfikowany zakup
Bardzo dobra, choć nie łatwa i wzruszająca książka.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-12-2021 o godz 10:40 przez: anusia533 | Zweryfikowany zakup
Uwielbiam i poleca wszystkie książki tego autora.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
06-04-2022 o godz 08:41 przez: Amanda | Zweryfikowany zakup
Pięknie wydana, ogromnie polecam każdemu
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
25-02-2022 o godz 16:07 przez: P.M.Głowacka | Zweryfikowany zakup
Świetna książka, serdecznie polecam:)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-02-2022 o godz 09:30 przez: As86 | Zweryfikowany zakup
Trudna, emocjonalna pozycja.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-07-2021 o godz 12:12 przez: Anonim | Zweryfikowany zakup
Świetna!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-02-2022 o godz 13:55 przez: Dorota Grześkiewicz | Zweryfikowany zakup
Polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-04-2021 o godz 15:19 przez: Anonim
Wszystko jest dobrze, gdy mamy bliskich przy sobie i cieszą się dobrym zdrowiem. Wtedy nawet, jak pojawiają się problemy innego rodzaju, mamy wsparcie i miłość. To zawsze jakiś początek, by zaradzić im. Choć najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele otrzymujemy od bliskich i jak wiele dajemy od siebie. Dopiero kiedy ich zabraknie, przychodzi czas na rozpacz, smutek i refleksję. Lecz śmierć ma to do siebie, że jest nieodwracalna, a my nie wiemy, co jest po drugiej stronie i czy ona w ogóle istnieje. Najsmutniejsze jest to, że prędzej czy później każdy z nas pozna to straszne uczucie, gdy na świecie brakuje tego ukochanego człowieka, który codziennie subtelnie i niezauważalnie zmieniał nasze życie na lepsze. Jak poradzić sobie z tak niewyobrażalną stratą? Jak wrócić do życia? Tym razem poznajemy Schmitta od całkiem innej strony. Zawsze zachwycał delikatnością, subtelnością i wnikliwością obserwacji, lecz tym razem postanowił podzielić się ze swoimi czytelnikami czymś więcej. Opis książki głoszący, że to najbardziej osobista książka autora sprawił, że zapragnęłam poznać go jeszcze lepiej, ale zarazem czułam obawy, czy na pewno powinnam wchodzić w jego świat, czy na pewno Schmitt zdawał sobie sprawę, jak olbrzymie znaczenie ma ta powieść. Pisarz zdecydował się opisać proces swojej żałoby, wyrazić swoje cierpienie i targające nim emocje po śmierci matki. Mimo moich obaw i wątpliwości po tych wszystkich jego książkach, które z taką pasją przeczytałam, stwierdziłam, że Schmitt stanowczo zasługuje na moją uwagę i zaangażowanie. Jak ostatecznie wyszłam ze spotkania z "Dziennikiem utraconej miłości"? Już pierwsze słowa sprawiają, że nie mogę mieć najmniejszych wątpliwości, kto jest autorem tej książki, czyje to naprawdę słowa. Styl pisarza jest niezmiernie charakterystyczny, lecz było dla mnie szokiem słyszeć przez te wszystkie lata wykreowanych przez niego bohaterów, by wreszcie usłyszeć jego głos i zdać sobie sprawę, że to zawsze był nie kto inny jak on. Za pomocą poetycznych metafor i słów godnych najwyższej klasy poezji autor przedstawia swoje ukryte emocje, nadając całej sytuacji naturalności. Tak pisać to niezwykły dar. Jednak "Dziennik utraconej miłości" dając naturalność przeżyć, cały czas oscyluje przy patetyczności. Początkowo niezmiernie ją ceniłam, gdyż dawała wyraz talentowi pisarza, który nawet w najtrudniejszych dla siebie chwilach czaruje słowem. Lecz z czasem cały ten patos, piękne słowa zaczęły mnie nużyć i obciążać. Żałoba niesie ze sobą olbrzymie cierpienie i ubranie jej w metaforę jest dogłębnym uczuciem, ale do czasu... Przychodzi moment, gdy należy dostrzec jej brudną i niechcianą stronę. A u autora tego zabrakło. Zdaję sobie sprawę, że to i tak akt wielkiej odwagi, by tak wiele dać od siebie i decyzja, jak to przedstawić całkowicie należała do Schmitta, ale niestety nie umiem zapomnieć o braku cierpiącego oblicza. To niezwykłe wiedzieć, że to nie jest już kolejny bohater, gdzie wkłada się do jego ust różne słowa, poglądy i emocje, tylko całkowicie żywy człowiek zza kurtyny, który zawsze brał udział w przedstawieniach, ale dotychczas nie ujawniał się. Teraz wszedł i powiedział: tak, to ja, to moje słowa, to były zawsze moje słowa. Całą książkę cenię za szczerość uczuć i komentarzy. Schmitt nie przejmował się konwenansami, czy różnymi obyczajami. Opisywał emocje różne, czasami ustanowione przez społeczeństwo jako wstydliwe. Odważnie brnął i nie bał się mówić, że tak czuje. Miałam wtedy poczucie rozgrzeszenia, bo w końcu żałoba jest zarazem tak indywidualnym przeżyciem, ale też tak identycznym u wszystkich. Wszyscy mamy własne emocje, myśli i wspomnienia. Nawet jeśli się do nich nie przyznajemy, to przecież one nadal są. Za pomocą "Dziennika utraconej miłości" pisarz daje swoim czytelnikom prawo do wyrażania samych siebie. Póki nikogo to nie krzywdzi, jest to całkowicie uzasadnione. Gdy czytałam, wielokrotnie zastanawiałam się, czy to wszystko jest całkowitą prawdą, czy autor dokładnie tak to przeżywał, jak przedstawiał za pomocą słów. Z czasem stwierdziłam, że to nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ czasami powinna pojawić się iluzja. Jest nam potrzebna i poszukiwanie odpowiedzi, co jest prawdą, nie jest konieczne, gdy chodzi o coś więcej w całości. Tak też zrobiłam – pozwoliłam sobie na odczuwanie, a nie analizowanie. "Dziennik utraconej miłości" to bardzo emocjonalna książka, która niesie ze sobą cierpienie, smutek, ale też radość, ulgę i wspólną drogę poprzez żałobę. Dostajemy zgodę na to, by wraz z Éricem-Emmanuelem Schmittem przejść proces powolnej zmiany na lepsze, by zrozumieć, że na niektórych przychodzi czas i mimo naszych pragnień, naszego cierpienia musimy zaakceptować fakt, że nic tego nie zmieni, a my musimy żyć dalej. Smutna to prawda, ale sam przykład pisarza pokazuje, że wbrew wszelkim pozorom jest w tym unikatowy rodzaj piękna, które może być wyzwoleniem w tych przytłaczających chwilach.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-03-2021 o godz 20:08 przez: Anonim
Paradoksem tego tytułu jest to, że mogłabym wybrać dowolną stronę i z każdej chciałabym wam coś zacytować, jednocześnie wiedząc, że nie przekażę tego co chcę, w taki sposób, żeby oddać treść. Są tu zdania, które niektórzy wrzucą pewnie do coelhowskiego wora, ja wrzucam je do wora z prostymi słowami, których nikt nie ułoży w podobnej kolejności. Ten szyk, wyczucie i adekwatność charakterystyczne są dla Schmitta. Znamy wydarzenia dostępne dla zbiorowego doświadczenia, do gadania tłumnego i uniwersalizacji uczuć i przekazu, który załamuje się na jednostkowym doświadczeniu, bo coś, co mieli dzielić wszyscy i wspierać się,wzbogacając wspólną narracje, okazuje się wydarzeniem niedostępnym poza obrębem odczuwania jednostki, jakościowo odmiennym za każdym razem. Jedna z najbardziej osobistych książek Schmitta, intymnie czuła, a nie obnażająca. Strukturalnie będąca dziennikiem, w istocie jest zapisem najbardziej newralgicznego dla autora okresu. Czasu po śmierci ukochanej matki. Śmierć ma dwie twarze i wydzieranie jej naturalnego dualizmu jest jak moneta z gołym rewersem. Ten dziennik jest niewątpliwie załamaniem i zatrzymaniem, w jakimś stopniu rozpadem świata autora, który schodziwszy ze sceny i wracawszy do domu, wracał najpierw do matki, pierwszej fanki, bystrej obserwatorki i krytyczki, która potrafiła z czułością wskazać na błędy i drobne przywary pychy, widoczne dla matczynego oka. Schmitt przeżywał życie razy dwa; pierwszy kiedy rzeczy się działy, a drugi, kiedy relacjonował je matce. Razem przeżywali je po raz drugi. W momencie jej śmierci zostaje mu dalsza podróż bez tej asekuracyjnej i miękkiej warstwy dwukrotnego bycia. Powierniczka, przyjaciółka, przede wszystkim przewodniczka i towarzyszka, której głos wybrzmiewał nawet bez jej fizycznej obecności. Nic dziwnego, że bez jej protekcji świat obnażył się z ochronnego płaszcza. Więcej niż brakiem taktu byłaby bagatela albo negacja sposobu na radzenie sobie ze stratą, bo każdy ma własny oraz poziomy odczuwania niedostępne dla nikogo oprócz niego. Ale wydarzenie, które prowadzi nas nad przepaść pytania: czy dam radę wytrzymać więcej, jest też zalążkiem reorganizacji i wzrastania. Odejście ukochanej matki wiąże się również ze stworzeniem i utrwaleniem obrazu jej osoby. Z afirmacją życia i rozkładaniem go na proste zachwyty obok akademickiej buty, bo jak pisałam, matka była dla Schmitta przewodniczką i nauczycielką. Wprawną ręką zasiała w nim nasionko dobroci i zaszczepiła w nim tendencję do szukania rzeczy dobrych, tak, że obraz świata przepuszczał przez filtr pozytywny, który znamy z ciepła jego opowieści. Niepozbawionych elementów przykrych, świadomych małych i długodystansowych bolączek, ale pokrzepiających jak kubek kakao wypitego na kuchennym blacie i nie mam pojęcia jak to robi, ale zdaje się, że autor zna ulubione dodatki każdego. Czasem to kubek kakao, czasem spacer w letnim słońcu, innym razem tulipany na stole albo głos ukochanej osoby. Schmitt rozumie, zdaje się idealnie, że każda sprawa ze szczególnym znaczeniem zbudowana jest z rzeczy małych i prostych. Taka jest jego proza. Taka jest miłość do matki. Zbudowana z rzeczy małych i prostych, finalnie tak monumentalna, że nie da się jej ruszyć. Pomnik przy którym się wzrasta, a nie umniejszająca figura. Obok bezspornego przywiązania i głębokiej więzi z matką dziennik jest zapisem i przeformułowaniem relacji z ojcem, która była niejednoznaczna i podszyta dynamiczną chwiejnością, zbudowana na niedomówieniach, niedointerpretacjach, rejteradach postrzeganych jako rozwiązanie sytuacji konfliktowych i okresowych porozumieniach. Miłość matki epatowała, była wzmacniająca, akceptująca, ukorzeniona nie do ruszenia. Relacje ojca z synem przybierają ostateczny kształt dopiero po jej śmierci, taką siłą była w życiu syna ta niezależna kobieta o smukłych nogach, która potrafiła dyskutować o klasykach literatury i spędzać długie godziny na festiwalach. Czerpała z życia ze stałą radością, którą przekazała synowi. W tym momencie pozwolę się sobie zatrzymać, konkludując, że nawet najczystsze niebo przysłaniają czasem chmury, chmury, które suną niespiesznie i właśnie taki jest Dziennik, niespieszny, ale nim się zorientujecie, zmieni kolory jak niebo od wschodu do zachodu i granatu nocy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
06-04-2021 o godz 10:56 przez: Anonim
„Dziennik utraconej miłości” to niezwykle osobiste i poruszające dzieło autorstwa Éric’a - Emmanuel’a Schmitt’a. Osobiste tragedie najbardziej uderzają w serca ludzi, kiedy zostają opublikowane, nagłośnione. Najczęściej są to rzeczy, bądź sytuacje, które nie powinny opuszczać murów domów. Jednak co się stanie, kiedy nasze refleksje, przemyślenia, a nawet głębokie uczucia, które ze skwapliwością przelewamy na papier w końcu zostaną podane do opinii publicznej? Moje pierwsze odczucia, kiedy zaczęłam zagłębiać się w „Dziennik utraconej miłości” były bardzo zawirowane. Z jednej strony cieszyłam się bardzo, że jako wierny czytelnik tak uznanego autora, mam okazję pochylić się nad kolejnym jego dziełem. Z drugiej jednak strony czułam się poniekąd winna tego, iż czytam coś tak bardzo osobistego: refleksje, niekiedy wspomnienia, które w żadnym stopniu nie powinny należeć do mnie. „Dziennik utraconej miłości” jest czymś na kształt sumienia pisarza. Zaczynając od wielkiej tragedii jakie tylko dziecko może doświadczyć od rodzica – śmierć. Opuszczenie rodziciela, nie ważne ile ma się lat zawsze jest trudne, nawet najtwardszym umysłom jest ciężko uporać się z utratą bliskiej osoby. Śmierć panoszy się w naszym świecie i nie sposób od niej uchronić siebie samych oraz naszych bliskich. W przypadku Éric’a - Emmanuel’a Schmitt’a, odejście matki było jak cios, który sprowadza do rzeczywistości. Przecież ona zawsze była, od chwili, kiedy mężczyzna jako niemowlak otworzył pierwszy raz oczy – matka zawsze była przy nim i wydawałoby się, że taki stan rzeczy potrwa dziesięciolecia. Więź, która z biegiem lat wykształciła się pomiędzy synem, a matką była nierozerwalna, aczkolwiek do pewnego momentu. To wydarzenie właśnie stało się kołem napędowym, które popychało autora do pisania „Dziennika utraconej miłości”. Całe to dzieło przedstawia się jako swoista spowiedź człowieka, który po stracie ukochanej osoby niezwykle szczelnie zamyka się w sobie. Krótkie, aczkolwiek dobitne wpisy świadczą tutaj tylko o osobistym charakterze, jaki został nadany książce. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, iż czytając wpisy czytelnik jest w stanie wniknąć w umysł i myśli autora. Natomiast emocjonalne naszpikowanie, jakim cechuje się tekst wzrusza do głębi. Z czasem śmierć matki zostaje zastępowana innymi wydarzeniami, które mają miejsce w życiu Éric’a - Emmanuel’a Schmitt’a. Codzienność staje się trudna do zniesienia, codzienne pytania w stylu: „Czy dobrze się czujesz?”- zaczynają nużyć pisarza i jednocześnie denerwować. Z tego również powodu jedyną sensowną w tamtym czasie ucieczką wydaje się katorżnicza praca, która powoli zakrawa na pracoholizm. Na pierwszy rzut oka „Dziennik utraconej miłości” jawi się jako lektura przyjemna, którą połyka się zaledwie w parę dni. Jakże można się pomylić. Przez to, że dziennik ma charakter osobisty, a co za tym idzie także jest niezwykle emocjonalny, lektura przebiega dość mozolnie. Czytelnik przeżywa to samo co autor, cierpi, płacze, a także w pewnych momentach czuje niezwykłą pustkę. Taki efekt jest niezwykle ciężki do osiągnięcia. Jeżeli oczekiwaliście lekkiej lektury, to uprzedzę na samym początku – nie jest to bułka z masłem. Wszechobecna śmierć, która panoszy się prawie w każdym obecnym wpisie „Dziennika utraconej miłości” niezwykle przygnębia, ale i także uświadamia nam, że człowiek nie żyje wiecznie i kiedyś ten szczęśliwy czas się skończy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-03-2021 o godz 14:04 przez: Pinko
Matka to życie, to bezpieczne dłonie, to uśmiech na twarzy. Matka jest podstawową częścią życia większości z nas, osobą, u której zawsze znajdziemy wsparcie i zrozumienie. Bez niej życie wydaje się niepełne... Nie jest jednak nieśmiertelna; co się z nami stanie, gdy ta ważna część po prostu zniknie, odchodząc w mrok Śmierci? Co wtedy się z nami stanie? Czy można egzystować z codziennym bólem braku, pulsującym tuż pod skórą? Eric- Emmanuel Schmitt był bardzo związany ze swoją matką; Dziennik utraconej miłości jest najbardziej osobistą książką autora, w której to dzieli się z czytelnikiem bólem po stracie najbliższej mu osoby. Cierpliwość... Znałem cierpliwość miłości, muszę odkryć cierpliwość smutku. Wiadomo, że tego autora nie muszę nikomu przedstawiać. Pan Schmitt od wielu lat cieszy oczy swoich czytelników kolejnymi, chwytającymi za serce historiami. Sięgając po jego twórczość wiem, że czekają na mnie fantastyczne chwile, podczas których będę mogła udać się w najtrudniejszą podróż- tę wgłąb siebie. Czy nie słyszą mojego milczenia, które wyje? Na starcie muszę powiedzieć, że ja również mam bardzo dobre kontakty z moją mamą, dlatego rozpoczynając tę książkę byłam po części zaciekawiona, jak i odrobinę przerażona. Dlaczego? Bowiem przed sobą miałam historię człowieka, który swoją już utracił. A każdy z nas ma świadomość tego, że nasi rodzice kiedyś odejdą, choć staramy się o tym nie myśleć. Uwierzyć, że będą z nami wiecznie, choć to tylko złudna nadzieja. Wiedziałam, że uczucia autora zawarte w tej pozycji są niejako odbiciem tego, co sama będę czuła za kilkanaście lat. I tego się bałam- tego emocjonalnego uderzenia, stanięcia ze świadomością śmiertelności moich bliskich twarzą w twarz. Po lekturze powiem Wam tyle- nie da się przy niej nie płakać. Mam w głowie mnóstwo kłębiących się myśli, trudno mi znaleźć słowa, które wyrażą emocje związane z książką. Jest... po prostu wzruszająca. Napęczniała łzami, tęsknotą, a także poczuciem winy. Pan Schmitt notorycznie przyłapuje się na potrzebie rozmowy z Matką, której już nie ma. Nie chcę wyobrażać sobie, co przeżywał w tym okresie; podziwiam go, że mimo wszystko jakoś parł do przodu. No właśnie, "jakoś". Jej śmierć skłoniła go do refleksji nad wszystkim tym, co go otacza. Może trochę bardziej zwracał uwagę na przemijalność, a strach przed kolejną stratą wypełniał jego żyły. Jak już wiecie, Matka była najważniejszą częścią jego życia. A gdzie w tym wszystkim Ojciec? Narrator otwarcie przyznaje, że z drugą połówką rodzicielskiego duetu przez większość życia nie miał idealnych stosunków. Zawsze uważał, że cokolwiek zrobi, Ojciec i tak nie będzie zadowolony. To Matka zawsze była dumna z jego sukcesów, nie On. Dopiero po jej utracie autor zaczął dogłębniej analizować swoje relacje z Ojcem. Dopiero wtedy ludzie, którzy dobrze znali Schmitt'a seniora podzielili się z jego synem dumą, jaka rozpierała Ojca. Dziennik utraconej miłości to emocjonalny rollercoaster, w sam raz dla czytelników lubiących uronić łzę. Bardzo wzruszająca i bardzo prawdziwa historia, którą aż chce się polecać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
18-03-2021 o godz 01:03 przez: mery12345
Eric-Emmanuel Schmitt jest mistrzem opowiadania o uczuciach. W swojej najnowszej książce zabiera nas w niezwykle nostalgiczną i intymną podróż w głąb siebie i swoich emocji. Główny bohater w wieku pięćdziesięciu siedmiu lat dowiaduje się o śmierci swojej matki. Niby nic nadzwyczajnego, wszak kobieta po osiemdziesiątce ma prawo odejść... jednak nie dla syna, z którym łączyła ją niezwykle silna więź. Eric przeżywając smutek, dzieli go wraz z siostrą, przeprawiając się przez prozaiczne etapy szykowania pogrzebu. To jednak tylko przyziemna cześć śmierci. W nim samym zachodzą ogromne przemiany, przepełnia go ból. W trakcie przezywania straty spotyka się z opinią, że żałoba trwa dwa lata... i w ciągu tych dwóch lat towarzyszymy bohaterowi w jego rozterkach. Matka powraca do niego we wspomnieniach, nie bez bólu analizuje on przeszłość, podróżuje do dzieciństwa, do istotnych chwil swojego życia. Pomimo dramatu, jaki mu towarzyszy, stara się jednak pracować. Pisze książki, występuje w teatrach, pojawia się na festiwalach. Sam jednak jest smutny, niejako nieobecny. Książka Schmitta jest przede wszystkim nauką dla czytelnika. Autor ukazuje w niej, jak trudnym i złożonym procesem jest godzenie się ze stratą. Zwłaszcza, gdy spotyka on niezwykle wrażliwą i emocjonalną osobę. Dziennik ten jest osobistą wycieczką wgłąb autora. Niekiedy aż tak intymną, że czujemy się niczym wścibscy obserwatorzy, nieswojo. Jak byśmy podglądali jego wnętrze, niedostępne dla niewybranych. Jest to przede wszystkim książka o emocjach. Wzruszająca i przenikliwie smutna, jednak dająca nadzieję. Jedni odchodzą z tego świata, inni się na nim pojawiają. Każdy ma chwilę zaledwie, warto więc żyć teraźniejszością, tym momentem. Lektura „Dziennika utraconej miłości” nie należy do łatwych. Dla mnie nie była też przyjemna. Jest jednak niezwykle wartościowa i ważna. Autor dotyka tematów niełatwych dla każdego, kto przeżył żałobę, jednak jest w niej coś pokrzepiającego. Można powiedzieć, że klimatem Schmitt nawiązuje do „Oskara i Pani Róży” - po raz kolejny bierze na swój pisarski warsztat tematykę śmierci i stara się nas z nią oswoić. Czy warto więc poświecić czas na tę literacką pozycję? Moim zdaniem, jak najbardziej. Jeśli jesteście wrażliwcami, odnajdziecie w niej cześć siebie. Jeśli natomiast uważacie się za twardych jak głaz, ta książka może Was zmiękczyć. To pasjonująca, baśniowa wręcz przygoda, ucząca nas, że ludzie, których kochamy, mogą zmienić nas nawet po swojej śmierci. Warto, bo to krzepiąca opowieść o trudzie żegnania się i trwania w życiu. W najmniejszej jego cząsteczce. Schmitt pozostaje mistrzem emocjonalnej, refleksyjnej literatury, a „Dziennik utraconej miłości” jest tego najlepszym dowodem.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-03-2021 o godz 20:29 przez: Margarita
Rodzice w wyobraźni każdego dziecka będą żyć wiecznie. Z czasem zauważamy coraz bardziej siwe włosy, coraz bardziej pochylone plecy, chód staje się mniej sprężysty, coraz częściej zaczynają polegać na nas, swoich dorosłych dzieciach. Zdajemy sobie sprawę, że prędzej czy później spotkamy się z nimi po raz ostatni, ale jeszcze nie teraz, teraz nie jesteśmy na to gotowi. „Gwałtowna śmierć oferuje miód temu, który odchodzi, a truciznę tym, którzy zostają. Chociaż oszczędza udręki osobie, którą zabiera, pozostawia jej bliskich w szoku i niepewności, zaskoczonych, odrętwiałych. Trudno im, uwierzyć w to, co się stało, i oswoić się z myślą o stracie, bo nie potrafią sobie wyobrazić rzeczywistości wypełnionej pustką. Agonia natomiast została stworzona dla żywych, nie dla umierającego. Chociaż pacjentowi przysparza męczarni, skłania rodzinę do zaakceptowania śmieci, czasem nawet do jej pragnienia.” Z nagłą śmiercią ukochanej matki musiał zmierzyć się pisarz i dramaturg Eric-Emmanuel Schmitt. Jego matka, odeszła nagle, „sprintersko”, jak wypadało na mistrzynię lekkoatletyczną. Jeannine Schmitt z domu Trolliet, nie tylko w oczach swojego syna, była wyjątkową kobietą, piękną wyznawczynią sztuki i życia, ze szczególnym talentem do szczęścia. Zawsze blisko związana ze swoim synem. „Dziennik utraconej miłości” to przejmujący opis żałoby, w „Dzienniku” znajdziemy zbiór refleksji, szczerych, wręcz ekshibicjonistycznych zwierzeń dotyczących cierpień i radości, wzlotów i upadków, a wreszcie odkryć i dogłębnych perspektyw osoby pogrążonej w żałobie. „Dziennik utraconej miłości” to zapis dwuletniej żałoby, podróżą autora, która nie jest wędrówką, ale drogą do odzyskania radości. „Tak oto kończy się dwuletnia podróż: postrzegałem ją jako błądzenie, a w rzeczywistości była drogą.(…) Droga żałoby wchodzi w ostry zakręt, kiedy po smutku następuje radość: cieszymy się życiem jakieś istoty, zamiast opłakiwać jej śmierć.” Eric-Emmanuel Schmitt z właściwą sobie wrażliwością prowadzi swoistą samo terapię, lecząc się z bólu po utracie ukochanej matki. Piękny język, dogłębne przemyślenia. W tym „Dzienniku” słowa wypływają z głębi serca, ukazując autora i jego najbliższych w jakże dramatycznym i intymnym czasie żałoby. „Dziennik utraconej miłości” jak wszystkie utwory autora, nie jest łatwą lekturą. Zmusza do wejrzenia w głąb siebie, skonfrontowania się z własnymi uczuciami. Może w tym trudnym czasie pandemii warto uświadomić sobie, że wciąż mamy szansę cieszyć się obecnością bliskich i „zbierać” wspomnienia na „później”. Kiedy ich już nie będzie. Serdecznie polecam nie tylko wielbicielom twórczości Schmitta.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-03-2021 o godz 09:34 przez: Don Wito
Skończyłem właśnie kolejną po wcześniej przeczytanej „Księdze o niewidzialnym” książkę Erica-Emmanuela Schmitta zatytułowaną „Dziennik utraconej miłości”. Są to w moim odczuciu bardzo różne książki pod względem moich wrażeń, ale jednocześnie obie bardzo dobre i przede wszystkim zachęcające do refleksji o życiu. Tym razem autor dzieli się z nami swoimi przemyśleniami przede wszystkim na temat relacji matki i syna, oddziaływania matki na życie syna, jej wpływu na jego postępowanie, łączność poprzez dzielenie wspólnych zainteresowań, wpływ na drogę życiową jaką się idzie. W tle ale również mocno zaznaczona jest relacja syn – ojciec, zupełnie inna niż z matką ukazująca zupełnie inny rodzaj miłości ich łączącej. Refleksje autora odnoszące się do tych relacji związane są ze śmiercią matki, odnoszą się do wcześniejszej śmierci ojca. Autor ukazuje jak trudne jest do zaakceptowania czyjeś odejście i jak może przebiegać proces wewnętrznego mierzenia się z tym. Przemyślenia autora kierują również do zastanowienia się nad kruchością życia w ogóle, wewnętrznym pragnieniem życia u człowieka, wartością zdrowia, cieszeniem się życiem tu i teraz. W dalszym tle książki jest również odniesienie do relacji człowiek zwierzę, na przykładzie psa - wiernego, wieloletniego towarzysza. Czytając książkę często zastanawiałem się inspirowany przez autora nad tym co jest w życiu ważne, jakie znaczenie na nasze życie mają relacje z bliskimi ludźmi, a nawet żyjącymi przy nas zwierzętami. Jak dobrze na nasze życie wpływa dobra relacja, a jak może nasze życie zaburzać błędne postrzeganie niektórych osób lub zdarzeń, które miały miejsce, jak cenne jest życie, zdrowie, możliwość spełniania się w roli matki, czy ojca, żony czy męża, syna czy córki. Te relacje międzyludzkie przekładają się potem na życie każdego człowieka, jego samoocenę, wybory życiowe, realizację marzeń, dążeń, spełnianie się w pasji czy życiu zawodowym. Wiele refleksji wynikających z tej książki do których zmusza jej lektura, zapewne wiele osób ma po utracie kogoś bliskiego, który żyje w naszych wspomnieniach, z którym już nie mamy możliwości wymiany myśli, rozmowy, wtedy możemy już tylko mieć tego kogoś w pamięci i w naszej pamięci on żyje, ale na co dzień funkcjonujemy już bez tej osoby. Lubię książki Erica-Emmanuela Schmitta bo jeszcze długo po ich lekturze myślę o sprawach przez niego w nich poruszanych, oraz cenię sobie łagodny język jakim posługuje się autor, którym spowalnia moje myśli, wynikające z dnia codziennego, i wprowadza je w inny wymiar gdzie jest czas na refleksję o życiu człowieka.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
01-06-2021 o godz 15:51 przez: Kamila
Z tyłu głowy pojawia się myśl „kiedyś umrą, kiedyś będę musieć ich pożegnać", a jednak gdy to nadchodzi wcale człowiek nie czuje się gotowy. Jedni odchodzą długo, drudzy są i nagle ich nie ma. Rodzice, którzy znają nas od chwili narodzenia. Których kochamy, czasami jedynie tolerujemy, ale których zawsze darzymy jakimiś intensywnymi emocjami. Ludzie, którzy mieli największy wpływ na nasze życie. Éric-Emmanuel Schmitt stworzył utwór bardzo osobisty. Po stracie ukochanej matki nie mógł znaleźć ukojenia, a wszystko to opisał w formie dziennika. Uchwycił kilka scen z życia oraz złapał myśli, które pojawiły się w jego głowie i godne były zapisania. Ale nie tylko matka jest tutaj ważna i nie tylko ból po jej śmierci. Z czasem pojawia się również postać ojca, który miał ogromny wpływ na autora. Który zawsze był obok, a jednak zdawał się być tak odległy. Z którym relacja była niejasna i dopiero siedem lat po jego śmierci zaczęła się ukazywać prawda o niej. Pojawia się również suczka, dostojna cesarzowa, która towarzyszy autorowi i obdarza go miłością. Jest pasierbica, są przyjaciele i jest największa miłość życia. Są książki i jest teatr. Dużo tutaj uczuć. Dużo tęsknoty, sentymentu i umiłowania sztuki. Dużo duszy autora, którą zdecydował się pokazać światu. Rozebrał ją do naga i podarował czytelnikowi, by ten mógł cierpieć wraz z nim i w końcu znaleźć ukojenie. Wyjawił mu ważne sekrety i obdarzył ogromnym zaufaniem. Autor pokroju Erica-Emmanuela Schmitta może dla kogoś być zbyt patetyczny w takim wydaniu. Niektóre fragmenty to jedynie aforyzmy pokroju „Prawdziwa mądrość nie polega na tym, że ma się pewność, lecz na oswajaniu niepewności", ale pasują one do kontekstu. Do tego, co napisane było wcześniej i co napisane było później, dzięki czemu całość jest spójna. Autorowi udało się za pomocą słów wielokrotnie chwycić mnie za serce. Jak chociażby wtedy, gdy na wieść o śmierci matki napisał „Pod moimi stopami otworzyła się zapadnia, strącając mnie do innego świata, świata zimnego, kanciastego, niewygodnego, wrogiego". Ktoś, kto otoczneie opisuje jako „w ogrodzie skąpanym w szafranowym słońcu, które ogrzewało anemiczny trawnik, ponaglając nieśmiały bez, zachęcając krzewy do wypuszczenia pączków" musi trafić do mojej wrażliwości i tak było tym razem. Dawno nic Schmitta nie czytałam, ale z ochotą błąd ten będę naprawiać, bo zdecydowanie nasze dusze potrafią się porozumieć. Psst, spokojnie, nie wszystko opisuje tak poetycko. Zwykle skupia się na zgrabnym oddaniu rzeczywistości. tłumaczenie Łukasz Müller okładka Katarzyna Borkowska
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

O autorze: Eric-Emmanuel Schmitt

Eric-Emmanuel Schmitt

Eric-Emmanuel Schmitt - francuski powieściopisarz, dramaturg, eseista i filozof. Ukończył jedną z najlepszych i najbardziej prestiżowych uczelni humanistycznych w kraju, gdzie uzyskał również doktorat z filozofii. Największą popularność przyniosły mu jednak publikacje, które stworzył na podstawie sztuk teatralnych i na rzecz których porzucił ostatecznie karierę na uniwersytecie. Najpopularniejsze utwory Schmitt'a to "Oskar i pani Róża", "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu".

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Lincoln Highway Towles Amor
4.5/5
38,25 zł
54,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Wysoka stawka Steel Danielle
5/5
29,01 zł
42,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Smutek i rozkosz Mason Meg
4.5/5
34,79 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Tajemna historia Tartt Donna
4.8/5
44,79 zł
65,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Mały przyjaciel Tartt Donna
4.7/5
41,60 zł
65,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Szkoła luster Stachniak Ewa
4.5/5
37,50 zł
54,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Sekret mojego męża Moriarty Liane
4.5/5
30,16 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Dobre wychowanie Towles Amor
4.4/5
34,30 zł
49,99 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Podobne do ostatnio oglądanego