Informacje szczegółowe

    ID produktu:
    1269245782
    Tytuł:
    Doyenne
    Autor:
    Tłumaczenie:
    Piechowiak Anna
    Wydawnictwo:
    Język wydania:
    polski
    Język oryginału:
    polski
    Liczba stron:
    328
    Numer wydania:
    I
    Data premiery:
    2021-05-14
    GPSR - osoba odpowiedzialna i certyfikaty:

    Oceny i recenzje o produkcie

    Sortuj

    Monika Pałatyńska
    Zweryfikowany zakup
    12.12.2021
    Ciekawa.
    maggie90
    04.06.2021
    Wydawnictwo Papierówka nie należy do tych, które wydają ckliwe i ociekające lukrem romanse. Kolejna ich propozycja, czyli „Doyenne” jest tego najlepszym przykładem. Już sam opis wywołał we mnie gęsią skórkę, więc byłam przeświadczona, że zawartość książki spowoduję w mojej głowie niemałe trzęsienie ziemi. Czy tak było w rzeczywistości? Główną bohaterką książki jest Charlotte Crofton dla której nie ma rzeczy niemożliwych. W wieku trzydziestu kilku lat osiągnęła zawodowy sukces i pozycję, których można tylko pozazdrościć. Zbudowana od zera marka kosmetyczna, której dyrektor generalną jest kobieta to jedno z wielu przedsiębiorstw będących jej "dzieckiem". Inteligencja, talent oraz niebywała ambicja pozwoliły także naszej bohaterce na poszerzenie swojej zawodowej działalności również na polu cyberbezpieczeństwa, dzięki czemu Charlotte może się poszczycić kontraktami dotyczącymi technologii oraz oprogramowania zabezpieczającego z organizacjami zarówno rządowymi jak i międzynarodowymi. Nasza bohaterka nie przypuszczała, że pewnego dnia dwuminutowy spacer z biura do mieszkania zamieni się w koszmar kiedy zostanie napadnięta, a groźba gwałtu i śmierci stanie się realniejsza niż kiedykolwiek. Każdy normalny człowiek na miejscu Charlotte starałby się krzykiem wezwać pomoc i błagać o życie napastnika, ale nie nasza bohaterka. Ona nie błaga. Nigdy i o nic. Kiedy kobieta pogodziła się już ze swoim losem, ktoś jednak zainterweniował, a tajemniczy mężczyzna, który pojawił się znikąd... zabił napastnika i to bez żadnych skrupułów. - Niezłe buty – powiedziałam. Mój głos brzmiał jakbym dopiero obudziła się z głębokiego snu. - Ale wyglądają, jakby widziały o sezon za dużo. Powinieneś zainwestować w nowe. Cisza Prawdopodobnie był to dość osobliwy komentarz, zważywszy na fakt, że facet właśnie kogoś zabił na moich oczach. Nie pochylił się, nie zapytał, czy wszystko w porządku, nie zadzwonił na 911 – nic z tych rzeczy. Tylko mi się przyglądał. Z kolei ja jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w jego buty upstrzone plamkami krwi, które reprezentowały śmierć. Kiedy jakiś czas później, ktoś ponownie próbuje pozbawić życia Charlotte w jej własnym mieszkaniu, do akcji ponownie wkracza ten sam człowiek, który pomógł jej poprzednio. Czy ponownie zabija? Tak. Czy bycie świadkiem dwukrotnego pozbawienia życia przez tajemniczego mężczyznę wystraszyło Charlotte? Absolutnie nie. Jeśli już, to tylko zwiększyło ciekawość co do jego osoby na tyle, żeby zaproponować mu pracę szefa jej ochrony. Bo ktoś najwyraźniej chcę zlikwidować naszą bohaterkę i nie cofnie się przed niczym, żeby odnieść sukces. „Doyenne” to historia w której pokładałam duże nadzieje. Gdzieś z tyłu głowy liczyłam, że będzie to książka w stylu genialnego „Raw” Belle Aurory. Czy była? Niekoniecznie. Dużą zaletą "Doyenne" jest postać głównej bohaterki, bo bardzo rzadko w książkach pojawia się tak mocna żeńska sylwetka. Charlotte wyróżnia się piekielną przedsiębiorczością, zorganizowaniem i ambicją. Praca i zarządzane przez nią przedsiębiorstwa są dla niej priorytetem. Wymaga wiele od innych, ale od siebie jeszcze więcej. Cieszę się, że Anne Malcom dała czytelnikom taką silną, niezależną kobiecą postać, która do wszystkiego doszła ciężką pracą, udowadniając przy tym wielu mężczyznom, że płeć nie ma znaczenia w świecie biznesu. Co do głównego męskiego bohatera – wybawcy Charlotte. Jest to postać o tyle tajemnicza, że przez całą książkę jest on dość milczący. Owszem uczestniczy w dialogach i mamy też rozdziały z jego perspektywy, ale nie jest to postać do dłuższych rozmów. Jednak zabieg ten idealnie obrazuję to jaką osobą jest... Jacob. Przede wszystkim z trudną przeszłością, która zabrała mu resztki człowieczeństwa. Język jakim napisano książkę jest przystępny, ale na pewno nie lekki, bo w takiej historii lekki być nie może. Czy jest to dark romans? Ciężko stwierdzić, aczkolwiek na pewno nie jest to typowe romansidło. Czegoś mi jednak w tej historii zabrakło - czegoś co trudno dokładnie zdefiniować. Możliwe, że zbyt mała według mnie chemia między bohaterami, a jeśli była to taka na siłę? Nie wiem. Coś tu nie zagrało.
    Maitiri
    04.10.2021
    Charlotte Crofton to kobieta u władzy, przedsiębiorca odnoszący sukcesy i pnący się po szczeblach kariery z niewiarygodną wręcz prędkością. Kobieta silna, pewna siebie, która nie cofa się przed niczym. Kobieta, która nie wie, jak to jest czuć, nie wie, jak to jest doświadczać bólu. Wie natomiast, że uczucia są słabością człowieka. Przeszkadzają w dążeniu do coraz śmielszych celów, w zdobywaniu władzy i budowaniu imperium. Kiedy pewnej nocy Charlotte zostaje zaatakowana i wie, że niedługo umrze, pojawia się on, rycerz w lśniącej zbroi. No dobra, jedynie pewien ochroniarz, który nie tylko ratuje kobietę z opresji, on zmienia w jej życiu wszystko. Charlotte i Jacob to zdecydowanie wybuchowa mieszanka. Niestety odniosłam wrażenie, że autorka nie za bardzo dała prawo tej mieszance zaistnieć. Jacob istniał przede wszystkim w głowie dziewczyny, kiedy pojawiał się „na żywo”, nie dawał fabule zbyt wiele od siebie. Zwyczajnie, było go w tej powieści zbyt mało, a szkoda, bo to człowiek, którego chciałoby się poznać bliżej. Ma w sobie jakiś magnetyzm i charyzmę. Widać dobrze, jak działa na kobiety. Mężczyzna ma też dość intrygującą przeszłość i jest dla Charlotte ogromnym wyzwaniem. Kobiecie wydawało się, że nad wszystkim ma kontrolę, że doskonale panuje nad swoim życiem, a tu pojawił się ktoś, kto w minutę zburzył tę pewność siebie i co najważniejsze, przejął kontrolę. Książka skupia się w dużej mierze na przemyśleniach głównej bohaterki. Z jednej strony jest skarbnicą cytatów, z drugiej jest tak skonstruowana, że trochę brakuje w niej właściwej akcji. Dla kogoś, komu taka ilość przemyśleń wyraźnie przeszkadza, książka może być męcząca. Jest w stanie znudzić, nie przeczę. Sama podchodziłam do lektury kilka razy. I nawet nie z powodu przemyśleń, bo doceniam mądrości życiowe przekazywane w książkach. Wolę jednak, kiedy owe mądrości są podane nieco mimochodem, a nośnikiem fabuły jest akcja, najlepiej wartka akcja. Ale nie o to nawet chodzi. Otóż, w książce niezwykle drażniące jest wychwalanie przez bohaterkę samej siebie. I to w kółko. Tego, jakie ma wspaniałe życie, jak ciężko na to pracowała, jaka jest wyjątkowa, że sama zbudowała to swoje imperium, jak wszyscy wokół jej zazdroszczą, och i ach. Wszystko fajnie, lubię charakterne, pewne siebie, silne bohaterki, które wiedzą, czego chcą i z uporem dążą do spełniania swoich pragnień i realizacji celów. Nie lubię natomiast przechwalania się, wychwalania siebie pod niebiosa i patrzenia na innych z góry. Nie lubię, kiedy ludzie zupełnie bez powodu, samym swoim sposobem bycia sprowadzają innych do parteru. Niech za tą zajebistością, którą ktoś się ciągle chwali, idzie jakieś działanie, a nie tylko gadanie. A tu wyglądało to niestety jak czcze przechwałki. Zwyczajnie nie lubię takich ludzi, którzy mają zbyt wysokie mniemanie o sobie i jednocześnie dużo gorsze o innych. Znacie takie powiedzenie, że „krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje”? Czytając tę książkę odnosiłam wrażenie, że właśnie z takim typem człowieka mam do czynienia. Nie jest tak, że bohaterka jest zła. Nie. Faktycznie dużo wymaga przede wszystkim od siebie, jest skuteczna, zdyscyplinowana, pracowita, nie okazuje słabości. A mimo to jej charakter odrzuca. Chociaż dostrzegałam w Charlotte te dobre cechy, nie potrafiłam jej polubić. „Doyenne” to książka zdecydowanie specyficzna, romans w niej też nie należy do typowych i najprostszych. Wydaje mi się, że każdy może mieć o tej powieści odmienne zdanie. Ja mam z nią problem, bo z jednej strony do mnie przemawia, z drugiej, przez kreację głównej bohaterki, która nie przypadła mi do gustu, nie do końca mogę się do książki przekonać. Czegoś zabrakło, a szkoda, bo mogła być z tego naprawdę interesująca historia. Zamysł był fajny, trochę siadła jednak realizacja. Czy polecam? Nie wiem. Naprawdę tym razem nie wiem. Dlatego zostawię to tak, jak jest, a najlepiej zrobicie, jeśli sami przekonacie się, czy ta książka jest dla Was.
    justus
    12.07.2021
    Czy uważacie, że miłość i rodzina przeszkadzają w drodze do sukcesu? Czy skupiając się na karierze, można prowadzić spokojne życie rodzinne? Czy może wiąże się to z zaniedbywaniem najbliższych, dlatego też lepiej być samemu? Charlotte Crofton z pewnością długo by się nad odpowiedzią nie zastanawiała… Odważna, pewna siebie, wręcz idealna bizneswoman, uważa, że uczucia osłabiają człowieka. Doprowadzają do tego, że człowiek traci zapał do osiągnięcia niemożliwego, do zdobycia wyznaczonych celów. „Problem z celami jest taki, że kiedy je osiągniesz, czujesz się zaspokojona tylko na moment, bo potem pojawiają się następne. Co oznacza, że nie jesteś usatysfakcjonowana, zawsze spragniona, nigdy…spełniona.” Zawziętość głównej bohaterki, doprowadza ją do krytycznego momentu, w którym ktoś czyha na jej życie. Gdy pewnego wieczoru, nieznajomy atakuje ją w ciemnej uliczce, kobieta praktycznie od razu godzi się ze swoim losem i czeka na śmierć. Ale wtedy do akcji wkracza on…. „Doyenne” zdecydowanie namieszała mi w głowie. Ogromna ilość cytatów i prawd życiowych, była wręcz zachwycająca. Jak w książkach uda mi się znaleźć ze dwa cytaty to max, ale w tej co chwile musiałam wyciągać znaczniki :p i to zdecydowanie jest na plus. Jednakże do połowy książki myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok. Postać Charlotte i jej opowiadanie o sobie w samych superlatywach, o tym jaka ona jest idealna i wspaniała, i ile to ona w życiu nie osiągnęła, doprowadzało mnie do coraz większej frustracji. Dlatego też, musiałam tę książkę odłożyć, bo myślałam, że przez nią nie przebrnę. I to był bardzo dobry pomysł, bowiem po czasie jak znowu do niej przysiadłam, to udało mi się ją na spokojnie skończyć i druga połowa, nie była już aż tak irytująca. No bo w końcu coś zaczęło się w tej książce dziać ( jednakże nie myślcie, że działo się nie wiadomo ile i co, po prostu było lepiej niż na początku). W całej książce zabrakło mi więcej postaci wilka (Jacoba), on po prostu sobie był, ona cały czas o nim rozmyślała i dopiero później było go troszkę więcej, jednakże nie na tyle, żeby poznać go bardziej, bowiem jego przeszłość wydała mi się niezwykle intrygująca. I same jego rozdziały ukazywały go jako bezdusznego, zimnego i mrocznego mężczyznę, którego chciałoby się bardziej poznać! Gdyby było więcej rozdziałów z jego perspektywy, to myślę, że sama historia byłaby o wiele ciekawsza. A tak, to niestety często się zdarzało, że książka mi się po prostu dłużyła, a w międzyczasie przewracałam oczami, przy kolejnych opowieściach bohaterki o swojej ciężkiej pracy i idealnemu życiu. Pomimo tych minusów, książkę bardzo szybko się czyta, autorka ma fajny styl i całą intrygę fajnie poprowadziła, dlatego to trochę uratowało ocenę tej książce. Co nie zmienia faktu, że się nią rozczarowałam, bo spodziewałam się czegoś zdecydowanie lepszego.
    Anonim
    08.07.2021
    Ta recenzja została ukryta, ponieważ jej treść była niezgodna z regulaminem

    Masz ten produkt? Pomóż innym w decyzji o zakupie