Dom Ziemi i Krwi. Księżycowe Miasto. Tom 1.2 (okładka miękka)

Oferta empik.com : 28,77 zł

28,77 zł 39,99 zł (-28%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny
Produkt w magazynie Empiku
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Maas Sarah J. Książki | okładka miękka
27,84 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Bryce Quinlan w połowie jest człowiekiem, a w połowie Fae. Traci niemal wszystko, co kochała, gdy w Lunathionie pojawia się nieznany demon siejący spustoszenie. Upadły anioł Hunt Athalar otrzymuje od Gubernatora propozycję nie do odrzucenia – ma pomóc Bryce wytropić złoczyńcę. W zamian odzyska swoją wolność. Bryce i Hunt zagłębiają się w najskrytsze zakamarki miasta. Odkrywają mroczną siłę zagrażającą porządkowi wszechrzeczy oraz znajdują w sobie płomienną pasję, która może wyzwolić ich oboje, jeśli tylko jej na to pozwolą.

Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Dom Ziemi i Krwi. Księżycowe Miasto. Tom 1.2
Seria: Księżycowe Miasto
Autor: Maas Sarah J.
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Wydawnictwo: Uroboros
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 624
Numer wydania: I
Data premiery: 2020-06-03
Forma: książka
Indeks: 35036715
 
średnia 4,5
5
75
4
15
3
7
2
3
1
2
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
56 recenzji
4/5
28-05-2020 o godz 13:27 Salivia dodał recenzję:
Płakałam, mamrotałam do bohaterów pod nosem, uśmiechałam się, nerwowo gestykulowałam, zaciskałam usta ze złości oraz odwracałam wzrok od książki, bo zarazem chciałam i nie chciałam wiedzieć, co będzie dalej. Czy wyglądałam przy tym jak wariatka? Bardzo możliwe. Czy tego żałuję? Ani trochę, ponieważ już to świadczy o tym, że na pewnych polach Dom Ziemi i Krwi przoduje. Czytając drugą część Domu Ziemi i Krwi, przypomniałam sobie, jak parę lat temu czytałam Koronę w mroku. Pamiętam, że to był chyba jeden z nielicznych w tamtym okresie przypadków, gdy książka wywołała we mnie jednocześnie tak skrajne emocje. Maas powtórzyła to po raz kolejny – w jednej chwili uśmiechałam się, w następnej cicho pochlipywałam. To autorka, która doskonale potrafi bawić się emocjami czytelnika, sprawiając, że ten czuje się, jakby znajdował się na dziwnym rollercoasterze. I chociaż przebywanie na nim sprawia czasami ból, nie chce się z niego schodzić. Śledztwo dotyczące śmierci Daniki przyspiesza, tajemnica Rogu nabiera na znaczeniu, a do tego dochodzą nowe podejrzenia. Maas nadaje szybszego tempa, rzuca oskarżeniami, wodzi za nos i wyprowadza nas w pole. Z ręką na sercu przyznaję, że niektórych plot twistów absolutnie się nie spodziewałam. Parę razy miałam ochotę wrzasnąć: „co?!‟. Na szczęście nie dlatego, że wprowadzone rozwiązania były absurdalne, a po prostu dlatego, że mnie zadziwiły. Nie twierdzę, że każdy element fabularny był niesamowicie nieprzewidywalny. Pewne wątki chodziły za mną już od dłuższego czasu i spodziewałam się, że Maas postawi na takie wyjaśnienia. Jednakże parę razy byłam w szoku, co też sprawiło, że nie mogłam oderwać się od czytanej powieści. W napięciu przerzucałam kolejne strony, chłonąc tajemnice Księżycowego miasta oraz jego mieszkańców. Na drodze do poznania tajemnicy Rogu oraz zabójstwa Daniki towarzyszą nam przede wszystkim Bryce, Hunt oraz Ruhn. Cała trójka skradła moje serce, kilkukrotnie je złamała, a potem znowu skleiła na nowo. Jestem ogromną fanką nie tylko Bryce, ale również Ruhna. Brat głównej bohaterki jest interesującą postacią i mam nadzieję, że w następnych tomach poznamy go nieco lepiej,. No i mam nadzieję, że dostanie dużo szczęśliwych scen, ponieważ ten Fae zasługuje na szczęście i radość. Największego zaskoczenia jednak możemy spodziewać się ze strony Bryce. Druga część lepiej pozwala zrozumieć jej motywację do działania. Dowiadujemy się więcej na jej temat (oraz jej rodziny), poznajemy jej przeszłość, a to z kolei ostatecznie pozwala zapomnieć, że ktoś postrzegał ją tylko przez pryzmat imprezowiczki. Wydaje mi się, ze jeżeli ktoś mógł nie lubić tej bohaterki, to teraz jego podejście się zmieni. Choć ja od początku wiedziałam, że przypadnie mi do gustu. Trudno oddzielić tę część od pierwszej, skoro tak naprawdę jest to jedna książka podzielona na dwie. A zatem niezmienne pozostaje absurdalne piękno bohaterów, które (jak wcześniej) jednocześnie bawi oraz sprawia, że przewracam oczami. Tak samo często towarzyszą bohaterom rozmowy oraz myśli dotyczące seksu. Choć (na szczęście!) w najważniejszych momentach takich dialogów albo nie ma wcale, albo jest ich o wiele mniej i poprowadzone w nienatrętny sposób. Zauważyłam jednak pewien minus, który nie jestem pewna, czy był nieobecny w pierwszej połowie, czy mniej zauważalny... Jednakże chwilami odniosłam wrażenie, że Maas nie stawia na jasny podział, z czyjej perspektywy czytamy dany fragment. Niby narracja trzecioosobowa pozwala na większą swobodę, jednakże w większości przypadków dość jasno jest zaznaczone, która postać stoi w centrum. Zdarzały się jednak fragmenty, w których się gubiłam, bo wydawało mi się, że poznajemy rzeczywistość z perspektywy paru postaci na raz, co tworzyło pewien chaos informacyjny. A po drugie, odniosłam wrażenie, że czasami Maas zbyt szybko przechodziła do zakończenia sceny. Chwilami wydawało mi się, że brakuje jednego zdania, które pozwoliłoby podsumować dany fragment. Aczkolwiek zarówno ten problem, jak i wcześniej wspomniany chaos to rzeczy, które zdarzają się sporadycznie. Po przeliczeniu na pewno nie byłyby one zbyt liczne. Oprócz tego Maas spisuje się dobrze, tworzy plastyczne opisy oraz dobrze operuje językiem (choć liczba epitetów dotyczących piękna bohaterów się nie zmienia). Oceniając te dwie części osobno, druga jest o wiele lepsza – wywołuje wiele emocji, zaskakuje rozwiązaniami, nie można się od niej oderwać oraz zdradza tajemnice bohaterów. Trudno jednak mówić o tych dwóch książkach w oderwaniu od siebie nawzajem. Zatem podsumowując Dom Ziemi i Krwi jako całość, uważam, że to dobry początek nowej serii w klimatach urban fantasy. Maas zapewnia czytelnikowi masę doświadczeń, wciągającą historię oraz dających się lubić bohaterów. Ja świetnie bawiłam się w trakcie lektury! Warto jednak pamiętać, że książka jest przeznaczona dla nieco dojrzalszego czytelnika ze względu na wulgaryzmy, podteksty seksualne oraz ilość stosowanych przez bohaterów używek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
06-06-2020 o godz 12:39 Urszula Janiszyn dodał recenzję:
Jeśli sądziliście, że pierwsza część nowego cyklu Sarah J. Mass pt. "Księżycowe miasto", była porywającą, intrygującą i znakomitą..., to co powiecie o drugiej odsłonie tej fantastycznej sagi...? Drugiej odsłonie, w której akcja nabiera jeszcze większego tempa, kolejne niespodzianki zaskakują nas z siłą huraganu, a udzielane nam odpowiedzi na najważniejsze pytania okażą się zupełnie innymi, aniżeli ktokolwiek z nas mógłby przypuszczać. Ja już wiem co powiedzieć... - otóż, zapraszam was do lektury mojej recenzji powieści "Księżycowe miasto. Dom ziemi i krwi. Cześć 2", która to ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Uroboros! Opowieść ta zaprasza nas swoją fabułą do kolejnego spotkania z jej niezwykle charakterną, główną bohaterką - Bryce Quinlan. Nasza dzielna, na wpół ludzka i na wpół elfia, dziewczyna, wciąż prowadzi swoje trudne śledztwo w sprawie zabójstwa jej najlepszej przyjaciół - Daniki. Wciąż też towarzyszy jej w tym niezwykle tajemniczy detektyw i upadły anioł w jednym - Hunt. I wreszcie wciąż ich śledztwo łączy się z poszukiwaniem potężnego, magicznego i niebezpiecznego artefaktu - Rogu Luny. I tak też oto pojawia się wreszcie ważny i konkretny ślad w tych obu sprawach, który doprowadzi naszą parę do prawdy. Jest to tym ważniejsze, iż w Księżycowym Mieście dochodzi do kolejnych, podobnych morderstw... Po preludium, wprowadzeniu i zapoznaniu nas z rzeczywistością tego literackiego cyklu, Sarah J. Mass oferuje nam tą książką absolutnie niezwykłą i elektryzującą "jazdę bez trzymanki". To jeszcze większa porcja akcji, barwnych przygód, magicznych emanacji, czy też wreszcie czarnego humoru, który dopełnia sobą niepowtarzalnego klimatu tej relacji. I dlatego też w mej ocenie możemy pozwolić sobie na stwierdzenie, iż ta powieść stanowi jeszcze lepszą i bardziej intrygującą ofertę tej autorki, aniżeli pierwszy tom cyklu. Co więcej, dopiero lektura tej książki pozwala docenić nam w pełni ogrom pracy i jej spektakularny efekt, jaki wiąże się z ukazaniem codzienności tego niezwykłego świata fantasy... Pod względem fabularnym raz jeszcze opowieść ta przedstawia się bardzo okazale, oferując nam relacją o kolejnych losach naszej pary bohaterów, które to wiodą ich do najbardziej obskurnych i mrocznych zakątków Lunathionm, jak i też do rozmaitej maści bywalców tych miejsc - z ludźmi, ale też i elfami, czy też wilkołakami, na czele. I tak, jak to miało miejsce w pierwszej części cyklu, tak i tym razem nie ma tu mowy choćby o chwili nudy, gdyż wydarzenia następują jedno po drugim, a kolejne sceny i wątki prowadzą nas do absolutnie nieprzewidywalnego finału, o którym to długo nie przestaniemy rozmyślać. Oczywiście, obok głównego wątku z udziałem Bryce i Hunta, pojawia się tu także nie mniej intrygujące poboczne historie, które z czasem stworzą jedną, logiczną i bardzo emocjonującą, całość... Nie możemy narzekać także na kwestię kreacji postaci i obrazu miejsca akcji tej książki. Co do bohaterów, to najważniejsze wydaje się to, że w tej części poznajemy ich z jeszcze bliższej strony, odkrywając tym samym m.in. sekrety z przeszłości Bryce, Hunta, czy też Ruhna - brata głównej bohaterki, któremu poświęcono tu znacznie więcej miejsca. I jest w tym coś naprawdę pięknego, że nie tylko lubimy te postacie, ale z każdym rozdziałem czujemy to, że są nam oni coraz to bliżsi... Naturalnie, nie wspomnę już o świetnym uchwyceniu cech rozmaitych nacji tego świata, w czym zresztą autorką ta ma wielką wprawę. Równie wielkie słowa uznania cisną się na usta pod względem ukazanego tu obrazu Lunathionm - miasta tyleż pięknego, co i przerażającego. Piękne są jego opisy, sposób funkcjonowania i egzystencja w jednym miejscy przedstawicieli tak wielu gatunków. Tę gorszą strony tworzy zaś powszechna przemoc, niesprawiedliwość, czy też rasizm, którego doświadcza na własnej skórze sama Bryce. I chyba to właśnie jednak ta mroczna, ciemna i niepokojąca natura tej metropolii wydaje się być tu dominującą, co nas czytelników oczywiście cieszy, ale bohaterów, chyba już mniej. Niemniej, jest to wspaniały i dopracowany w każdym względzie, literacki świat... Przyjemność, radość i ekscytacja - to właśnie te odczucia towarzyszyły mi podczas lektury tej powieści, którą pochłonęłam w dwa dni ( co zważywszy na fakt, iż liczy sobie ona 560 stron, jest bardzo dobrym wynikiem), zwalniając nieco tempo w końcowych rozdziałach, by przedłużyć sobie tym samym tę znakomitą zabawę. Jeśli bowiem lubimy nowoczesną, miejską fantasy, to polubimy również tę oto książkę, która ma wszystko to, co tego typu pozycja winna zawierać. I dlatego też ze swej strony gorąco polecam wam sięgnięcie po powieść "Księżycowe miasto. Dom ziemi i krwi. Cześć 2", która to w mej ocenie nie ma żadnych słabych stron!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
22-06-2020 o godz 13:16 Zatracona w słowach dodał recenzję:
Bryce Quinlan jest w połowie człowiekiem, a w połowie Fae i kocha swoje życie. Za dnia pracuje u handlarki antyków, sprzedając magiczne i nie do końca legalne artefakty. Noce spędza na imprezach z przyjaciółmi, nie odmawiając sobie przyjemności, jakie Lunathion ma do zaoferowania. Wszystko zmienia się pewnej nocy, gdy brutalne morderstwo wstrząsa miastem, a Bryce traci jedną z najbliższych jej osób. Po dwóch latach pełnych bólu i samotności, kiedy winny znajduje się za kratami, zbrodnie nieoczekiwanie zaczynają się na nowo. Bryce trafia w sam środek śledztwa mającego na celu znaleźć prawdziwego mordercę i nie zawaha się przed niczym, by pomścić swoich przyjaciół. Sarah J. Maas to autorka, która już od wielu lat cieszy się niesłabnącą popularnością, a na każdą kolejną jej książkę czekają z utęsknieniem czytelnicy na całym świecie. Miałam już okazję zapoznać się z jej twórczością, a nawet przeczytałam większość jej książek, choć jeszcze nie wszystkie. Nie będę ukrywać, że na początku sama wpadłam w zachwyt nad jej twórczością, jednak z biegiem lat i kolejnymi książkami mój stosunek do niej zaczął się zmieniać. Jej nowa książka ze względu na swoją objętość została wydana w naszym kraju w dwóch tomach, nie będę jednak w tej recenzji uwypuklać podziału na części, ponieważ nie miałam długich przerw w ich czytaniu i traktuję je jako jedną historię. „Dom ziemi i krwi” to pierwszy tom całkiem nowej serii autorki, która według zapowiedzi miała być w przeciwieństwie do dwóch poprzednich skierowana głównie do dorosłego czytelnika. Tu pojawia się mój pierwszy zarzut, ponieważ ta książka nie różni się w takim stopniu od poprzednich, żeby można tu było mówić o literaturze dla dorosłych. Bryce nie jest wcale dużo starsza od bohaterek poprzednich serii, na początku książki ma 23 lata, później 25, a szczerze, to moim zdaniem zachowuje się o wiele bardziej niedojrzale niż Feyre czy Aelin. Autorka zdecydowanie korzysta częściej z przekleństw, co jednak według mnie również nie sprawia, że tę książkę można określić dorosłym debiutem Maas. Uważam nawet, że serię „Dwór cierni i róż” ze względu na niektóre sceny można już bardziej zaliczyć do literatury dla dorosłych niż „Księżycowe Miasto”. Największy zarzut, jaki mam wobec nowej serii Sarah J. Maas to bohaterowie. Mam wrażenie, że autorka ma pomysł na świat, zmienia otoczenie i fabułę, ale bohaterowie zawsze pozostają Ci sami, inny mają tylko wygląd i imiona. Kiedy sięgnęłam po serię „Dwór cierni i róż” dostrzegłam wiele podobieństw w charakterach bohaterów do „Szklanego tronu”. Nie przeszkadzało mi to jednak za bardzo, bo była to dopiero druga seria autorki, a bohaterów „Szklanego tronu” darzyłam sympatią. W tej książce jednak strasznie mnie już to raziło. Uważam, że autorka ma bardzo ograniczony zasób, jeśli chodzi o kreację bohaterów, ich osobowości i po prostu nie potrafi wymyślić nic innego, korzysta ze sprawdzonych przez siebie schematów, wprowadzając jedynie minimalne zmiany. W świecie Sarah J. Maas nie ma także osób/istot brzydkich czy niedoskonałych, wszyscy są piękni, cudowni, przystojni, idealni, a autorka na siłę to uwypukla, co według mnie jest już lekką przesadą. Bryce jest bohaterką, do której niestety nie zapałałam wielką sympatią. Na początku książki mamy do czynienia z jej imprezową stroną, dziewczyna pije, bierze narkotyki, uprawia seks z nieznajomymi. Po morderstwie, czyli po dwóch latach, które mijają widać, że Bryce się zmieniła, szkoda tylko, że jeśli chodzi o te najważniejsze cechy, pozostała taka sama. Doskwiera jej samotność, choć częściowo jest ona jej własną zasługą, ponieważ oczywiście nikt jej nie rozumie, nie potrafi pojąć jej straty, nie wie, co ona czuje i tym podobne. Na końcu książki bohaterka trochę się rehabilituje, ale nadal nie jestem jej wielką fanką. Drugim głównym bohaterem tej książki jest Hunt Athalar, czyli okryty złą sławą upadły anioł pracujący jako zabójca. Hunt jest no cóż, taki jak wszyscy poprzedni główni bohaterowie Maas, czyli niezwykle przystojny, ponadprzeciętnie potężny i oczywiście pokrzywdzony przez los. Nie jest też tajemnicą, że rozwinie romantyczną relację z Bryce, bo choć nie poznali się w szczególnie sprzyjających okolicznościach i nie zapałali do siebie sympatią, to z czasem ich stosunek do siebie nawzajem zaczął się zmieniać, a oni zrozumieli, że w gruncie rzeczy idealnie do siebie pasują. Ciąg dalszy na blogu: https://someculturewithme.blogspot.com/2020/06/dzieki-miosci-wszystko-jest-mozliwe.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-07-2020 o godz 19:01 Iwcia6446 dodał recenzję:
Gdyby ktoś Ci powiedział, że ludzie się nie zmieniają, uwierzyłabyś/uwierzyłbyś? Stworzono już dość sporo „rankingów” książek Sarah J. Maas, w których oceniano, jak „Księżycowe Miasto” wypada na tle „Szklanego Tronu” czy „Dworów”. Moja przygoda z jej twórczością obejmuje tylko Dwory i właśnie „Księżycowe Miasto”, które podoba mi się o wiele bardziej niż wesołe przygody Feyry i Rhysa. Co takiego ma w sobie najnowsze dzieło Maas, co sprawia, że tysiące osób tracą dla niego głowę? Zanim przejdziemy do właściwej sesji – drobne ostrzeżenie. Cóż, ostatnie, co można powiedzieć o tej książce, to że w trakcie tłumaczenia na język polski została złagodzona. Hell no. A może to ze mną jest coś nie tak, skoro nie wyobrażam sobie powiedzieć do najlepszej psiapsi „Ty pieprzona zdziro„? Z tego powodu osoby dość wrażliwe na punkcie wulgaryzmów powinny najpierw dobrze się zastanowić, czy chcą po tę książkę sięgnąć. Pierwszym, co rzuca się w oczy i zachęca do sięgnięcia po książkę, jest zdecydowanie okładka. Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce (mało to terapeutyczne). Ale sami przyznajcie – każda okładkowa sroka będzie ukontentowana. Przyciąga wzrok, intryguje, zachęca do zagłębienia się między stronice i odkrycia, kim jest ta dziewczyna, czemu w sercu ma dziurkę od klucza, kto owy klucz dzierży lub co oznacza kruk na jej dłoni? (wyglądem może i kruk, ale rozmiarowo to raczej kawka). No i ten złoty półksiężyc – jaką rolę odegra? W końcu, jak się z czasem okaże, od niego wszystko się zaczyna i na nim kończy. Świat, który wykreowała Maas jest dość rozległy i złożony. Akcja dzieje się w tytułowym Księżycowym Mieście, w którym każdy ma z góry przypisane miejsce. Elfy, zmiennokształtni, wiedźmy, anioły, ludzie. Oraz ci, którzy znajdują się pomiędzy jak nasza główna bohaterka Bryce. Wraz z rozwojem wydarzeń poznajemy kolejne postacie i stworzenia, często budzące lęk lub odrazę, chcące wyrwać się z niszy, na którą skazała ich decyzja obcych i obojętnych Asteri. Hunt, Jesiba, Danika, Ruhn, Philip Briggs i wielu innych swoim postępowaniem wyrażają sprzeciw przeciw przyjętym normom, pokazują, że nie dadzą narzucić sobie czyjejś woli i nie boją się zbaczać z utartych dróg. Chcą udowodnić światu, w którym przyszło im żyć, że mają prawo decydować o tym, kim chcą być i mają odwagę, aby podążać wybraną ścieżką, każdy na swój sposób. Bohaterowie nie są zero-jedynkowi. Dojrzewają i zmieniają swoje poglądy, oswajają się z faktami i pokonują swoje słabości. Jednocześnie nie są wszechmocni, mają swoje ograniczenia, które wpływają na ich możliwości i toczącą się akcję. Różnią się między sobą a zarazem są do siebie podobni. Charakteryzuje ich upór i żądza dotarcia do prawdy – w tym przypadku odkrycia, kto stoi za kradzieżą cennego artefaktu oraz makabryczną zbrodnią. Uczestnictwo w śledztwie i podążanie w kierunku rozwiązania sprawy, stawia przed Bryce i Huntem pytanie o to czym jest prawa i na ile wpływowi przedstawiciele Lunathionu są w stanie na nią wpływać. Pytanie, gdzie kończą się granice dobra a zaczynają tereny zepsucia, fałszu i manipulacji. Im bliżej odkrycia prawdy, tym więcej krętych ścieżek i błędnych tropów. Nasi bohaterowie muszą także skonfrontować się z samymi sobą, swoimi uczuciami i pragnieniem, kim chcą się stać. Gdybym miała za pomocą jednego słowa powiedzieć, o czym jest ta książka, wybrałabym słowo „strata”. Powieść ta jest przesycona przemijaniem, oswajaniem się z utratą bliskiej osoby. Śmierć przyjaciółki towarzyszy Bryce praktycznie na każdym kroku i rzutuje na jej obecne życie. Razem z nią zastanawiamy się, czy możliwy jest powrót do normalności po przeżyciu takiej tragedii, a jeśli tak, to jak tego dokonać. Maas zręcznie operuje słowami, tka z nich sieć, w którą czytelnik daje się złapać. W ten sposób współodczuwa z bohaterami książki a ich życiowe zmagania stają się jego współudziałem. Finalnie dostajemy pociągającą mieszankę igrającą na naszym pojęciu moralności i emocjach, wyzwalającą w nas apetyt na więcej. Nie da się ukryć, że pisarka wysoko zawiesiła sobie poprzeczkę i wzbudziła w rzeszy czytelników wysokie oczekiwania co do dalszych losów mieszkańców Lunathionu. Pytanie, czy podoła i nie wpadnie w pułapkę „tasiemcowatości”, w wyniku której dostaniemy historię ciągniętą na siłę i coraz bardziej tracącej poziom. Oby nie. Recenzja pochodzi ze strony terapiaksiazkoholika.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-06-2020 o godz 15:39 kiiki.books dodał recenzję:
Zupełnie nowa odsłona Sarah J Maas, skierowana przede wszystkim do starszych czytelników. Książka jest bardziej wulgarna, a nawet jestem skłonna napisać, że brutalna i krwawa. Fantasy z zawiłym i mocno rozbudowanym wątkiem kryminalnym w tle, poprowadzonym przez autorkę po mistrzowsku. Od razu widać, że wszystko było dokładnie przemyślane. Nowy, niesamowicie barwnie wykreowany świat, pełen szczegółów i skrywanych od lat tajemnic. W książce znajdziemy wybuchową mieszankę ras: zmiennokształtni, fae, ludzie, wiedźmy, anioły, żywiołaki, zjawy, rzeczne duchy, istoty wodne, demoniaki, kosiarze, upiory, wampiry i wiele innych istot, które zamieszkują cztery domy Midgardu. Nad wszystkim czuwają Asteri, którzy rządzą planetą z Wiecznego miasta. W części pierwszej, tomu pierwszego krok po kroku poznajemy tytułowe Księżycowe Miasto i panujące w nim zasady oraz hierarchie, którymi autorka z początku nas dosłownie bombarduje, więc mogą przyprawić czytelnika o mały zawrót głowy. Im dalej tym łatwiej sobie to wszystko na spokojnie przyswoić. Śledzimy losy Bryce Quinlan, która jest w połowie fae i w połowie człowiekiem. W ciągu dnia pracuje w galerii z antykami należącej do Jesiby Rogi, liczącej sobie ponad czterysta lat czarodziejki, która handluje niekoniecznie legalnymi magicznymi artefaktami, zaś nocami nasza główna bohaterka staje się imprezowiczką z krwi i kości. Wraz z przyjaciółmi korzyta z przyjemności jakie ma do zaoferowania Lunathion, zwane również Księżycowym miastem. Narkotyki, alkohol, niezobowiązujący seks są na porządku dziennym. Beztroskie i pełne zabaw życie Bryce kończy się, gdy dochodzi do brutalnego morderstwa. Świat dziewczyny rozpada się na milion kawałków, a Sarah J Maas łamie nam serce po raz pierwszy (tak zrobi to jeszcze nie raz). Mimo, że oskarżony wylądował za kratkami, po dwóch latach zbrodnie zaczynają się na nowo, a charakterna i zadziorna Quinlan trafia w sam środek dochodzenia. W świecie pełnym magi, ognistych romansów i niebezpieczeństw szuka zemsty! Czy uda jej się doprowadzić śledztwo do końca i odkryć sprawcę, który stoi za atakami? Zapnijcie pasy i usiądzie wygodnie bo będzie się działo! Tej książki się nie czyta, ją się pochłania w całości. Sarah J Maas, nie pozwoli wam się oderwać od lektury nawet na chwilę. W zwyczaju mam czytać parę książek naraz, jednak w tym przypadku nie potrafiłam. Nie mogłam się skupić na żadnej innej treści, w głowie mając tylko wydarzenia osadzone w Lunathionie. Co do samych bohaterów, to jest ich naprawdę dużo. Postacie są świetnie wykreowane i co niektórzy mają niezłe charakterki, a interakcje między nimi rozwalają na łopatki! Nie raz zaśmiewałam się do łez. Duża ilość wulgaryzmów i aluzji seksualnych mi osobiście nie przeszkadzała, a wręcz mogę śmiało powiedzieć, że przypadła mi do gusty. „Księżycowe miasto. Dom Ziemi i Krwi” to opowieść o sile przyjaźni, która jest w stanie przezwyciężyć wszystko. Ja książkę polecam wam z całego serducha. Zdecydowanie trafia do mojego „top of the top” przeczytanych książek. KILKA DODATKOWYCH SŁÓW BEZPOŚREDNIO SKIEROWANYCH DO DRUGIEJ CZĘŚCI: Dlaczego chciałabym coś jeszcze dodać? Bo to właśnie tutaj, w części drugiej zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Myślałam, że wiem czego się spodziewać. Wiedziałam, że będzie towarzyszył mi ogrom emocji, ale tym razem zastanawiałam się czy naprawdę nie nabawię się przypadkiem stanu przedzawałowego. Akcja zaczyna gnać w szaleńczym tempie, a mi oczy wychodziły z orbity z każdą przewróconą stroną. Byłam wściekła, zszokowana, zraniona, przerażona i przejęta. Całkowicie odłączyłam się od otaczającego mnie świata, a przed oczami miałam tylko wydarzenia rozgrywające się w Lunathionie. Wszystkie tajemnice, jak jeden mąż zaczęły wychodzić na światło dzienne, a prowadzone przez Bryce i Huntera śledztwo okazuje się mieć o wiele większą wagę niż z początku przypuszczałam. Ta książka mnie pożarła, przeżuła i wypluła na sam koniec, zostawiając z ogromną pustką w sercu. Długo nie mogłam się po niej pozbierać i oddać się innemu światu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-05-2020 o godz 17:12 Magdalena dodał recenzję:
Bryce i Hunt kontynuują śledztwo, które zlecił im Gubernator Księżycowego Miasta. Nie jest im łatwo, mają wiele tropów, a czas powoli się im kończy. Mimo to oni się nie poddają i zagłębiają się jeszcze bardziej w tajemnicze zakamarki miasta. Czy odkryją prawdę o mordercy? A może dowiedzą się czegoś, co zmieni ich i ich życie o 180 stopni? Tego dowiesz się, czytając drugą część ,,Domu ziemi i krwi''. Ale uważaj, ta część może złamać Ci serce i doprowadzić do tego, że nie będziesz w stanie spać po nocach, bo będziesz chciał dowiedzieć się co będzie dalej. Powiem od razu tak: Pierwsza część jest takim niezłym wstępniakiem... ale druga wymiata! Mamy tu jazdę bez trzymanki, wiele zwrotów akcji i kwitnącą miłość, która może złamać wiele serc poprzez zdarzenia do jakich doprowadziła Maas. W ogóle to, co zrobiła autorka w tej części, a zwłaszcza w jej połowie, rozwaliło mnie tak, że nie mogłam się pozbierać i nie byłam w stanie czytać dalej, chociaż jednocześnie chciałam się dowiedzieć, jak to się wszystko rozwiąże. Naprawdę nie spodziewałam się tego zwrotu akcji, a emocje jakie mi towarzyszyły, tak mnie przybiły, że miałam ochotę coś zniszczyć. No ale dobrze, bo zaraz się rozpędzę i zdradzę za dużo, a przecież nie o to tutaj chodzi. Tak więc, co jeszcze znajdziemy w tej książce? Cięte riposty, konszachty z demonem, niesamowite zwroty akcji (jak już wspominałam), szokujące słowa, które potrafią zniszczyć wszystko oraz... bawienie się autorki z naszymi uczuciami i wątkiem romantycznym. Trzeba przyznać Maas, że ta potrafi poprowadzić świetnie wątek romantyczny. Hunt i Bryce nie rzucają się od razu na siebie, a ich miłość kwitnie powoli, by zaraz później przejść próbę. Bardzo mi się to podobało, chociaż w pewnym stopniu było to przewidywalne. Przewidywalne było też to, że czytelnik dosyć szybko mógł odgadnąć kto będzie następną królową wiedźm i to akurat mi się nie podobało. Niemal od razu jak tylko spotkałam tę postać, już wiedziałam, jaką rolę przyjdzie jej odegrać. Tak samo mam mały żal do autorki za to, co zrobiła z Bryce na końcu książki. Znaczy się nie zrozumcie mnie źle, podobało mi się to, ale jednocześnie mam wrażenie, że Sarah nieco przesadziła z tą całą magią. I w sumie to tyle z moich zastrzeżeń. Oczywiście, pewnie za jakiś czas po lekturze znajdę kolejne rzeczy, do których mogłabym się przyczepić, ale myślę, że na ten moment wszystko jest bardzo dobrze zrobione. Tak samo dobrze było zrobione nawiązanie w tej książce do starożytnego Rzymu i jego imperium. Chciałam napisać o tym już w pierwszej części, ale druga jest z nim jakby jeszcze bardziej związana. Otóż Hunt ma na ręce tatuaż ''SPOM'', który oznacza, że jest niewolnikiem Imperium z książki. Podobnie było w starożytnym Rzymie, tyle że tam królował napis ''SPQR'' i tatuowany był na ramionach rzymskich legionistów oraz malowany na budowlach. To taka moja mała dygresja. Drugim takim smaczkiem pojawiającym się w książce, było znane nam z literatury ''Memento mori'' (Pamiętaj o śmierci). I właśnie te dwa nawiązania trafiły do mojego serduszka i sprawiły, że książka przez to stała się jeszcze lepsza. Oczywiście, było więcej takich symboli, ale te najbardziej rzuciły mi się w oczy i cieszyły złamane serduszko. Co mogę powiedzieć na koniec? A to, że dzieje się tutaj naprawdę dużo i przy tych zdarzeniach pierwsza część wypada nieco słabiej, ale oczywiście ona była tylko wstępem do tych wszystkich wydarzeń. Z wielką niecierpliwością będę wypatrywała kolejnego tomu, bo epilog tutaj zdradza, że wydarzenia, które miały tutaj miejsce są tylko początkiem do tego, co może się dziać dalej (a już się zapowiada, że w kolejnych częściach będzie jeden wielki rozpierdziel). Część druga ,,Księżycowe Miasto: Dom Ziemi i Krwi'' dostaje ode mnie 5/5.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-06-2020 o godz 21:04 Anonim dodał recenzję:
Już po pierwszej części tej historii wiedziałam, że może się skończyć ponowną fazą na twórczość Maas. Zgaduję, że przez kilka następnych dni będę myśleć tylko o wydarzeniach z "Księżycowego Miasta". Być może pojawi się kac książkowy. Jednak powiem szczerze. Nie żałuję ani jednej chwili spędzonej przy tej opowieści. Za to kocham autorkę. Za tworzenie czegoś, czego nie zapomnę szybko i w czym zakocham się bez opamiętania. Po wydarzeniach z pierwszej części śledztwo zaczyna się komplikować. Okazuje się, że zmarła przyjaciółka Bryce - Danika - miała z całą sprawą coś wspólnego. Los zdaje się nie sprzyjać Bryce ani Huntowi. Coraz więcej osób zaczyna interesować się Rogiem - pradawnym artefaktem o potężnej mocy. Dodatkowo na ulicach Księżycowego Miasta grasuje kolejny demon. Czas ucieka, Gubernator się niecierpliwi, a rozwiązanie wciąż znajduje się daleko od nich. Przeszłość nie zamierza odpuścić i tylko dodaje nowe niewiadome... Muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Maas utrzymała poziom, choć z ręką na sercu mogę przyznać, że w pewnych momentach go nawet przebiła. Nawet nie wiem, kiedy książka pochłonęła mnie całkowicie. Na początku było ciężko, pojawiło się sporo nowych informacji. To jednak plus, udowadnia, że autorka nie poszła na łatwiznę i stworzyła porządne uniwersum od A do Z. Przez większość czasu akcja nie pędzi. Zdecydowanie przeważył tutaj wątek kryminalny. Każdy rozdział przynosi nowy element układanki. Śmiało mogę stwierdzić, że wytworzył się pewien schemat. Wskazówka - badanie poszlak - ślepy zaułek/strzał w dziesiątkę. Jednak końcówka, brakuje mi słów, aby ją opisać. Akcja pędziła, było mnóstwo zwrotów. Wywołała wiele emocji. Strach, smutek, złość, radość, istna wybuchowa mieszanka. Maas wydobyła z bohaterów to, co najlepsze, ale również odsłoniła ich drugą, mroczą stronę. Krew lała się strumieniami, autorka nie szczędziła brutalnych scen. Jeśli chodzi o bohaterów, to tutaj również nie mam o co się czepiać. Bryce pozostała tak samo odważna, szalona, zadziorna, prostu pozostała sobą. Hunt się zmienił. Przebudziły się w nim uczucia, przestał być zimną i pustą skorupą. Nie mówię oczywiście, że chłód i obojętność nie zniknęły. Zostały, co widać szczególnie pod koniec. Szczerze? Nie wyobrażam sobie Hunta bez tego. Właśnie za stanowczość, bezwzględną lojalność, bezuczuciowość w pewnych sytuacjach go pokochałam. Na pierwszy plan wysuwa się również Ruhn. Względem niego mam mieszane uczucia. Z jednej strony go polubiłam, ale z drugiej często się na niego wkurzałam. Opiekował się Bryce, był przy niej, kiedy go potrzebowała, pomagał przy śledztwie. Jednak nie zrobił nic jeśli chodzi o stosunki rodzinne. To mnie denerwowało. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach coś z tym zrobi, zwłaszcza po pewnych tajemnicach, które ujrzały światło dzienne. Na zakończenie dodam, że Maas nie oszczędziła jednego. Źle napisanych scen łóżkowych. Podobnie jak w "Dworach" ja po prostu nie potrafię określić ich inaczej. Poza tym jest jeszcze jedna podobna rzecz między tymi seriami i w tym temacie. Idealne wyczucie czasu. Wzywasz demona? To ja pomyślę o tym, jak dobrze byłoby nam razem w łóżku. Albo jeszcze lepszy przykład. Ledwo żywy Hunt, ale na seks zawsze gotowy. Czyż to nie brzmi znajomo? Feyra i Rhys w samym środku bitwy, w namiocie... Wciąż nie mogę otrząsnąć się po zakończeniu. Tyle emocji, zwrotów akcji. W pewnych momentach chciało mi się płakać. Tak, moje serce zostało złamane. Nie mogę doczekać się kolejnych tomów. Jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się losy Bryce, Hunta, Ruhna i reszty bohaterów. Polecam wszystkim fanom twórczości autorki i wielbicielom fantastyki. Jestem pewna, że Lunathion, tak samo jak mnie, porwie Was w wir przygody i długo nie puści.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
03-06-2020 o godz 12:09 Vinga dodał recenzję:
Pierwszą częścią tej książki się zachwycałam... A potem okazało się, że może być jeszcze lepiej. O ile pierwszy tom był wspaniały, tak drugi to miazga, ogień. Tej książki nie da się po prostu odłożyć, bo akcja zazębia się coraz bardziej, pędzi do przodu, a to, co co chwilę odkrywamy… Maas jest mistrzynią w wielu kategoriach – a zwroty akcji należą do jednej z nich. Bo gdy już będziecie myśleć, że wszystko wiecie, gdy wstrząśnie wszystkim, w co wierzyliście… Potem znowu okaże się, że tylko wodziła Was za nos, by poprowadzić spokojnie do prawdziwego rozwiązania. Uwielbiam ją za te nieoczywistości. Jejku, uwielbiam ją za wszystko, co zrobiła w tej książce, nawet jeśli za niektóre akcje też nienawidzę. Ta książka powinna dostać tytuł emocjonalnego rollercoastera roku. Serio – to, ile się tutaj działo, ile się zmieniało, te zaskoczenia… Wiecie, ile łez wylałam przy tej książce? Nie zliczę tego. Tak samo jak nie zliczę momentów, w których śmiałam się, byłam przerażona, zszokowana, rozczulona… Dlatego tak. Ode mnie tytuł książkowego emocjonalnego rollercoastera wędruje bez wątpienia do Domu Ziemi i Krwi, bo jestem pewna, że nie trafię szybko na podobną pełną tak sprzecznych uczuć lekturę. Maas należą się brawa ponadto za rozwiązanie wszystkich wątków. Zaczęło się niewinnie, podsuwała nam tropy, potem je gasiła i gdy już sądziłam, że tak naprawdę jedna sprawa mogła być tylko takim głupim wypełniaczem akcji, okazywało się, że nabiera ogromnego znaczenia, a bohaterowie przez nią są w jeszcze większym niebezpieczeństwie. A Maas nie lubi oszczędzać swoich postaci – tego można być pewnym. Bryce… Tak bardzo polubiłam tę zwariowaną, niby naiwną i płytką pół-Fae, która skrywała w sobie tak wiele. Nie wspomnę nawet o Huncie, który skradł moje serce, gdy tylko ich ścieżki się połączyły. A ten wątek miłosny… Ach. Można się wściec, roześmiać, rozczulić i rozpłynąć przy tym, co autorka wyprawia w tej kwestii. Trzeba też dodać coś o bohaterach pobocznych, bo i o tych Maas nie zapomina. Z początku zawsze zdaje się, że nie odegrają żadnej roli, a autorka po raz kolejny nas zaskakuje i możemy obserwować śmiałe czyny małych i niby nic nieznaczących postaci, patrzeć na przemianę tych, które sprawiały wrażenie stworzonych tylko w jednym celu… Ta książka jest przemyślana w każdym calu, jeśli chodzi o wątki magiczne, obyczajowe, a nawet nie wspomnę o kryminalnym, który został poprowadzony po prostu genialnie. No i najważniejszy chyba – wątek przyjaźni. Przyjaźni tak wielkiej, tak prawdziwej, tak głębokiej i tak mocnej, że jest w stanie przetrwać wszystko. Byłam pod ogromnym wrażeniem całej tej historii, ale jeśli chodzi o Bryce i Danikę aż brakowało mi słów, by opisać, jak wspaniale autorka pokazała ich więź. Więź nierozerwalną. Wyjątkową. I tak do bólu prawdziwą. Po prostu chylę czoła i przez dłuższy czas się nie podnoszę. Maas to dla mnie mistrzyni, naprawdę. O ile do pierwszej części miałam jakieś uwagi, tak ta zmiotła mnie z powierzchni i nadal nie mogę się po niej pozbierać, a tym bardziej pomyśleć o jakimkolwiek minusie. Bo podobało mi się wszystko. Aż kilka razy odkładałam lekturę, bo bałam się zbyt szybko zakończyć czytanie. Po minucie jednak nie wytrzymywałam i musiałam wrócić do tego świata. I chcę to zrobić ponownie jak najszybciej, więc oby autorka jak najszybciej napisała kontynuację! Co jeszcze dodam? Kocham, kocham, kocham, kocham. Czekam na to, jakim torturom podda mnie jeszcze Maas, bo w zanadrzu ma pewnie o wiele więcej chwytów. Już nie mogę się ich doczekać, kocham ją i nienawidzę za to z całego serca. A Wy czytajcie. Jak najprędzej. Nie będziecie żałować!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
24-06-2020 o godz 10:55 booksoverhoes dodał recenzję:
Stało się dokładnie to, czego się spodziewałam. "Księżycowe miasto" pozostawiło mnie z książkowym kacem i rozdartym serduszkiem, których nie złagodzi nic, poza kolejnym tomem (tak naprawdę istnieje spora szansa, że kolejny tom jeszcze je pogłębi). Wspominałam już kiedyś w recenzji "Królestwa popiołów", że twórczość Maas to moje guilty pleasure. Nie jest to najbardziej ambitna literatura na świecie, ale ZAWSZE dostarcza mi tyle emocji, że ledwo mogę usiedzieć w miejscu, grzeje serduszko, przeraża, trzyma w napięciu, wzrusza. No i oczywiście oferuje tak wielu potencjalnych kaandydatów na book crusha, że wystarczy ich dla każdej zakochanej fanki. Muszę jednak przyznać, że początkowo wcale nie byłam zachwycona drugą częścią "Domu ziemi i krwi" (w przeciwieństwie do pierwszej, która naprawdę zrobiła na mnie świetne wrażenie!). Przez długi czas nie podobało mi się, w którą stronę zmierza ta historia. Byłam zawiedziona i powoli godziłam się już z faktem, że nowa książka Maas mnie nie zachwyci (w sumie byłby to już drugi taki przypadek, bo pierwszej części "Dworów" nie trawię... Ale w stosunku do 'Księżycowego miasta" miałam dużo większe nadzieje). Jednak potem przeczytałam ostatnie 150 stron, które wszystko mi wynagrodziły. Jakie to było dobre! Po pierwsze, popłakałam się przynajmniej trzy razy. Po drugie, akcja trzymała w takim napięciu, że czytałam ją na jednym wdechu i byłam takim kłębkiem nerwów i emocji, że ledwo dotrwałam do końca książki! Nic więcej Wam nie powiem, ale warto było na to czekać! Maas ma taką manierę, że wszystkie sceny muszą być u niej równie teatralne i dramatyczne, co w hollywoodzkich filmach akcji. Bohaterowie jej książek są jak Tom Cruise w "Mission Impossible" albo Keanu Reeves w "Johnie Wicku". Co zupełnie, ani odrobinkę mi nie przeszkadza, ponieważ kocham tę konwencję! Po trzecie - romans, romans i jeszcze raz romans! A po czwarte - jak ja uwielbiam silne kobiece postaci w książkach! Takie, które potrafią same o siebie zawalczyć, pomachać mieczem, postrzelać z karabinu. I tutaj Maas zupełnie mnie nie zawiodła! Zresztą, Bryce zachwycałam się już w recenzji pierwszej części. Niestety trochę nie podoba mi się fakt, że w miarę, jak dziewczyna odzyskuje chęć do życia, staje się coraz mniej pyskata, wygadana i błyskotliwa, a coraz bardziej... nijaka. Teraz jednak chciałabym wspomnieć o Huncie, ponieważ w jego kreacji autorka odeszła nieco od swojego standardowego głównego męskiego bohatera. Co prawda, dalej jest super przystojnym, niedostępnym, dwustuletnim aniołem (Maas zdecydowanie jest fanką skrzydeł), który ciska błyskawicami, ma mroczną przeszłością i złamane serce, więc z jednej strony wszystko jest w normie. Ale z drugiej, momentami wydaje się taki... normalny i zwyczajny. Tu sobie obejrzy mecz, tu sobie wypije browarka i po prostu równy z niego gość. Nie jestem do końca przekonana, czy to dobrze, bo trochę go jeszcze nie czuję, ale mam nadzieję, że zmieni się to w trakcie czytania kolejnego tomu. Przy okazji, mimo, że początkowo podchodziłam sceptycznie do konwencji urban fantasy, za którą nieszczególnie przepadam, ostatecznie pomysł na połączenie magii i nowoczesnej technologii zaczął mnie coraz bardziej przekonywać, bo autorka naprawdę dobrze go wykorzystała. Świat "Księżycowego miasta" jest mroczny, ale równocześnie barwny, różnorodny i bardzo ciekawie skonstruowany. Nie mogę się już doczekać kolejnego tomu! Tym bardziej, że zupełnie nie mam pojęcia, w którą stronę skierują się losy bohaterów, ale mam wrażenie, że tak naprawdę wszystkie najlepsze rzeczy jeszcze przed nami!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
06-09-2020 o godz 21:07 Miasto Książek dodał recenzję:
Brace wraz z Huntem szukają winnego śmierci Daniki i przywołaniu demona. Poszlak jest coraz mniej, a podejrzanych zaskakująco coraz więcej. Bohaterowie będą musieli podejmować coraz trudniejsze decyzje, które mogą mieć dramatyczne konsekwencje. Nikomu już nie można ufać, a niebezpieczeństwo wisi w powietrzu. Komu zaufa dziewczyna? Kto okaże się winnym? Kto może zdradzić? Naprawdę trudno będzie mi napisać tą recenzję, ponieważ jest to bezpośrednia kontynuacja losów bohaterów, ale będę się starać. Samo zakończenie pierwszej części stawia bohaterów w osłupienie. Nie wiedzą gdzie dalej szukać zaczepienia. Ich relacja staje się coraz bardziej napięta, ale dla Bryce najważniejsze jest znalezienie sprawcy. Wszystko zaczyna się jeszcze bardziej komplikować, bohaterowie muszą używać niekonwencjonalnych sposobów poszukiwań, by ruszyć dalej. Ogólnie powiem tak, ta część jest jeszcze nudniejsza niż pierwsza! Po setnej stronie utknęłam i kontynuowanie tego to była droga przez mękę. Ja musiałam się do tego zmuszać. Bohaterowie aby chodzą po mieście, mają miliony bezsensownych przemyśleń i rozkmin miłosnych. Takiej prawdziwej akcji i ciekawszych wątków to mogłabym na palcach jednej ręki przytoczyć. Trudno było się w nią wciągnąć i z ciekawością śledzić poczynania, skoro było więcej lania wody niż akcji. O bohaterach też trudno zmienić zdanie, bo nic się dalej nie zmieniło. Bryce to rozkapryszona dziewczyna, która zachowuje się jakby miała 15 lat. Najpierw robi potem myśli. Ciągle ukrywa się za maską arogancji i ślepo dąży do celu. Może jej docinki były śmieszne, a na końcu wykazywała się dużą pomysłowością, jednak dalej trudno ją polubić. Hunt tak samo, niby chce pomóc ale nie pomaga tym, że ciągle coś ukrywa. Niby chce pomóc, ale jakoś nie widać tego już w czynach. Robił to, co jemu tylko przynosiło profity. Pod koniec było mi go trochę żal, ale z drugiej strony zasługiwał na to. Jednak nie będą tu aby narzekać, ponieważ jest coś wartego pochwały. Ostatnie 200 stron książki stało się coś niesamowitego! Książka stała się naprawdę ciekawa. Wreszcie akcja nabrała tempa, wydarzenia sprawiły, że trudno było mi się od niej oderwać i wszystko przeżywałam z wielkimi emocjami! Wreszcie te wszystkie domysły i poszlaki nabrały logicznego sensu i zakończenie było w punkt! Jednak to nie sprawiło, że 800 stron nudy zniknęło z mojej świadomości, co to to nie, ale dało lekką rekompensatę. Chyba dalej nie będę się wywodzić na tą historią. Podsumowując te obydwa tomy to tak, dla mnie niepotrzebnie została tak rozciągnięta. Równie dobrze mogła być ona o połowę krótsza i byłaby o wiele lepsza. Autorka niepotrzebnie stworzyła w niej tak wiele ras i krain, ponieważ nie miały one większego znaczenia, można było ograć to inaczej. Też bohaterowie nie zachwycali, ponieważ nie zachowywali się konsekwentnie, najciekawszą postacią była denatka, co dobrze o tym nie świadczy. Jednak zakończenie sprawiło, że nie skreślam jeszcze autorki i naprawdę zabiorę się kiedyś za Szklany tron. Jednak jeśli chodzi o Księżycowe Miasto to jednoznacznie nie powiem Wam czy ją polecam czy nie. Podejrzewam że fanom autorki ona się spodoba, ale dla nowych osób, które nie znają jej twórczości może to być trochę męka i zniechęcenie się też objętością tej historii. W sumie ja nie żałuję, że po nią sięgnęłam, ale raczej do niej już nie wrócę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-08-2020 o godz 08:59 Girl-from-Stars dodał recenzję:
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2020/08/311-sarah-j-maas-ksiezycowe-miasto-dom.html Pierwszą część najnowszej serii Maas pt. „Księżycowe miasto” męczyłam chyba ze dwa tygodnie. Aż ciężko było mi uwierzyć w to, że autorka moich ukochanych Dworów, stworzyła coś tak nudnego i przerysowanego. Pierwszy tom był dla mnie sporym rozczarowaniem, dlatego też nie od razu wzięłam się za lekturę części drugiej. Przyznam szczerze, że teraz trochę żałuję, gdyż tom drugi był o niebo lepszy od pierwszego. Bryce Quinlan jest dziewczyną, która w połowie jest człowiekiem, a w połowie Fae. W świecie pełnym magii, niebezpieczeństw i ognistych romansów poszukuje zemsty! Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje dla handlarza antyków, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością jaką Lunathion – znane również jako Crescent City – ma do zaoferowania. Ale gdy bezwzględne morderstwo wstrząsa miastem, wszystko zaczyna się rozpadać – również świat Bryce. W oryginale, powieść ta została wydana w jednym tomie. Biorąc jednak pod uwagę obszerność stron (łącznie tysiąc sto), Wydawnictwo Uroboros wydało ją w dwóch częściach. I w ten oto sposób mamy niezwykle nudną i stanowczo za bardzo przeciąganą pierwszą część, która jest zaledwie wprowadzeniem do całej historii, oraz tom drugi – w którym w końcu coś zaczyna się dziać. Wciąż nie do końca rozumiem, dlaczego ta seria skierowana jest dla dorosłych. Przez wzgląd na liczne przekleństwa? Czy fakt iż, Bryce to niezła imprezowiczka? Jak dla mnie, to nastolatkowie zdecydowanie bardziej odnaleźliby się w tej historii, niż dorośli. Odnoszę wrażenie, że Maas ma skłonności do idealizowania postaci kobiecych. Z jednej strony jest to dla mnie miła odmiana, gdyż zazwyczaj spotykam się w książkach z wychwalaniem postaci męskich. Nie mniej jednak w przypadku Bryce, odczuwałam pewien rodzaju przesyt tą jej doskonałością. Zastanawiało mnie, jakich jeszcze heroicznych czynów dokona, jakie niebezpieczeństwa zdoła pokona itp. Hunt jest ciekawą postacią, choć oczywiście pierwsze skrzypce przejęła Bryce. Wątek romantyczny jak dla mnie był zbyt cukierkowy, biorąc pod uwagę całą fabułę powieści. Ogólnie rzecz biorąc, Maas dość płytko potraktowała relacje między bohaterami. W Dworach widoczne było stopniowe rozwijanie relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami, a tutaj? Zażyłość między Bryce a jej przyjaciółkami: Furią i Juniper, była godna pozazdroszczenia, ale skąd tak naprawdę się ona wzięła? Jeśli jesteście równie mocno rozczarowani pierwszą częścią jak ja i nie wiecie czy sięgnąć po kontynuację, to zapewniam Was, że warto. NAPRAWDĘ WARTO. Maas udało się w końcu porwać mnie tą historią. Bywały momenty, gdy nie umiałam oderwać się od jej lektury. Gdy już myślałam, że wiem w jakim kierunku idzie ta historia, autorka potrafiła mnie zaskoczyć niezwykłymi zwrotami akcji. Ostatnie dwieście pięćdziesiąt stron przeczytałam w ciągu jednego południa i nie sądziłam, że aż tak mi się ta historia spodoba. Epilog daje jasno do zrozumienia, że autorka prawdopodobnie szykuje dla nas kontynuację losów Bryce. Czy po nią sięgnę? Zapewne tak. Pierwsza część była dla mnie co prawda męczarnią, ale autorka wybroniła się drugim tomem. Moja ocena: 8/10
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
31-05-2020 o godz 23:00 anik_80 dodał recenzję:
To jest opinia o całości. Sarah J. Maas książką “Księżycowe Miasto. Dom Ziemi i Krwi” rozpoczyna zupełnie nową serię, która również traktuje o Fae, mieszańcach, zmiennokształtnych i wielu innych nadprzyrodzonych postaciach, ale jest inna niż poprzednie książki autorki. Pomimo kilku niedociągnięć bardzo mi przypadła do gustu. Książka jest podzielona na 2 części, obie mają ponad 500 stron. Premiera części pierwszej odbyła się 20 maja, a część druga ukaże się 03 czerwca. O czym jest ta książka? Bohaterką książki, a właściwie książek, jest Bryce Quinlan, w połowie Fae, w połowie człowiek. Jej matka jest człowiekem, a ojciec to wysoko postawiony Fae. Bryce mieszka w Księżycowym Mieście na planecie Midgard, pracuje w galerii z antykami, której właścicielka czarodziejka prowadzi nielegalne interesy. Dziewczyna przyjaźni się ze zmiennokształtną Daniką Fendyr, wilczycą, która jest alfą Watahy Diabłów, a w przyszłości ma zostać Pierwszą wśród wilków. Ich polega głównie na ciągłym imprezowaniu, piciu i uprawianiu seksu z przygodnymi facetami. Korzystają z przyjemności i atrakcji jakie Księżycowe Miasto im oferuje. Jednak przychodzi dzień, w którym życie Bryce zmienia się całkowicie i już nigdy nie będzie takie samo. Tragedia, która ma miejsce z imprezowiczki zmienia ją w zupełnie nową osobę. Ponadto dostaje zadanie, aby odkryć morderców i wyjaśnić zagadkę zniknięcia tajemniczego artefaktu. Nad tym ma pracować razem z Huntem Athalarem, upadłym aniołem, zwanym Cieniem Śmierci. Początek ich współpracy nie jest łatwy. Każdy z nich skrywa jakieś tajemnice, każdy nosi w sercu ogromną ranę i nie potrafi nikomu zaufać. Jednak z czasem zaczyna się to zmieniać i widzimy jak wspaniale rozwija się ich znajomość. Dużym plusem są ich przepychanki słowne, które są dowcipne i ironiczne. Dlaczego ta książka jest tak gruba? Gdyby był to jeden tom, miałby ponad 1000 stron. Ktoś powie, że autorka mogłaby niektóre fragmenty skrócić i szybciej dojść do finału. Ale moim zdaniem właśnie to co się zdarza po drodze jest na tyle ciekawe, że nie można tego za bardzo skrócić. Fabuła jest wielowątkowa, jest cały ogrom postaci, więc wielu rzeczy nie można wyrzucić. Pomimo tego, że możemy się domyślać zakończenia, to w między czasie wyjaśnienia innych wątków są ogromnie zaskakujące. Niestety kilka sytuacji udało mi się przewidzieć, ale nie zmniejszyło to mojego zainteresowania całością. W książce jest duża dawka humoru. Akcja jest dość szybka, jak na te wiele wiele stron 😉 Autorka również nawiązuje do mitologii, do Biblii, więc można tę książkę czytać na wielu płaszczyznach. Czy czekam na ciąg dalszy? Tak, czekam. Dlatego, że polubiłam postaci, wiele wątków jeszcze nie jest domkniętych i autorka zostawiła otwarte drzwi na następną książkę. Podobają mi się również odniesienia do róznych mitologii, a także struktura Księżycowego Miasta i pozostałych miejsc na planecie Midgard. Podobno jest to książka dla starszego czytelnika. Faktem jest, że jest dużo więcej aluzji do seksu, jak również więcej przekleństw i bardziej dosłownych opisów. Samych scen łóżkowych nie jest dużo, ale co chwilę któryś z bohaterów, albo o tym myśli, albo mówi. Nie będę podawała kategorii wiekowej, ale chyba lepiej jak nie będziemy zaliczać tego do kategorii Young Adult 😉
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-06-2020 o godz 11:32 Snieznooka dodał recenzję:
Nie tak dawno temu opowiadałam Wam o kolejnej powieści Sarah J. Maas, która ukazała się u nas w dwóch częściach ze względu na to, że polskie tłumaczenie powieści wychodzi bardzo obszernie, jak w przypadku wszystkich powieści autorki. Wydawnictwo postanowiło podzielić pierwszy tom cyklu Księżycowe Miasto na dwie części. Pierwsza część powieści za mną, przyszła pora opowiedzieć Wam nieco o drugiej . „Dom ziemi i krwi. Część 2” znalazła się w mych dłoniach natychmiastowo po przeczytaniu pierwszej, nieco ubolewały nad tym inne powieści, które musze zrecenzować, jednak nie mogłam się powstrzymać. Ciekawość wprost mnie zżerała od środka. Chciałam wiedzieć, co było dalej, jak autorka rozegrała pewne kwestie. Jak całościowo wypada „Dom ziemi i krwi. Część 2”? Wydarzenia, które miały miejsce coraz bardziej komplikują wszystko, czego dotyka Bryce. Dziewczyna usilnie poszukuje mordercy, całe szczęście nie musi robić tego sama, jest z nią Hunt Athalar. Problem w tym, że nie potrafią znaleźć odpowiedzi a nurtujące ich pytania. Zazwyczaj tak bywa, że w trakcie śledztwa wychodzą coraz to nowe ślady, motywy, co powoduje, że pytań otrzymujemy coraz więcej niż na początku zakładaliśmy. Bohaterowie są nieugięci, ich relacje się zacieśniają i budują wraz z kolejnymi wydarzeniami. Jak to mawiają po nitce do kłębka, a kiedy dochodzi do kulminacji i finału muszę Wam powiedzieć, że będziecie zaskoczeni. Obie części „Domu ziemi i krwi” są osadzone w nieco bardziej współczesnych czasach, bohaterowie korzystają z wszelkich znanych nam dobrze dobrodziejstw techniki, co jest ciekawym rozwiązaniem porównując poprzednie dzieła autorki. W świecie fae nawet elektronika ma dla siebie miejsce, w Księżycowym Mieście nie tylko technologia barwnie towarzyszy bohaterom. Autorka rozbudowała świat wprowadzając w niego wiele ciekawych postaci i ras. „Dom ziemi i krwi. Część 2” to przede wszystkim akcja i jej nagły zwrot w chwilach, które już nam się wydają, że zostały opanowane, rozgryzione i przewidziane. Bez zwątpienia mogę powiedzieć, że ta część jest jeszcze lepsza od pierwszej. Autorka potrafi igrać z czytelnikiem, zwodzić go z uśmiechem na twarzy. Widać było, że fabuła jest skrupulatnie dopracowana, punkt po punkcie i posuwana na przód ku uciesze czytelników. Bohaterowie są doświadczeni przez los, podczas czytania całej powieści da się zauważyć zmianę w głównej bohaterce, która tak naprawdę nie jest lekkoduchem. Jest młodą, pełną pasji kobietą, która stara się rozwiązać ciężką i osobistą sprawę. „Dom ziemi i krwi. Część 2” to powieść obowiązkowa dla wszystkich fanów autorki, a jestem przekonana, że nie trzeba ich dodatkowo zachęcać, aby po nią sięgnęli.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-06-2020 o godz 07:25 werka777 dodał recenzję:
Każdy z nas ciągnie za sobą jakiś bagaż cech. Bryce, pół człowiek, pół Fae, była typem lekkoducha, skupiającego się tylko na tym, co sprawiało jej przyjemność. Nadszedł czas konfrontacji z wrogiem, czas poważnych decyzji i wykazania się odwagą. Bryce dojrzewa, bo zmuszą ją do tego sytuacja. Podejmuje coraz bardziej rozsądne decyzje i wikła się w ciekawą relację z Huntem, przystojnym, mrocznym i nie zawsze sympatycznym aniołem. Uważam, że zarówno postaci z pierwszego planu, jak i te gęsto ścielące tło zostały przez autorkę skrupulatnie zrysowane i pociągnięte konsekwentną kreską. Każdy ma tutaj swój cel i przeznaczoną mu rolę. Nie brak przyjaciół i wrogów, nie brak tych bardziej ludzkich postaci i tych, którzy dają wyraźnie znaki o klasyfikacji powieści do gatunku fantasy. Przy okazji promocji książki pojawiły się wzmianki, że tym razem autorka postanowiła stworzyć historię dla dorosłych czytelników. Bez obaw, nie jest to fantasy zarzucone scenami zbliżeń, które mogłoby gorszyć młodsze pokolenie. Od czasu do czasu pojawia się dosadny język, jest oczywiście wątek miłosny – na pewno niezajmujący jednak pierwszego planu. Główna fabuła skupia się jednak wokół sprawy kryminalnej. Na wolności czyha morderca i tak długo, jak będzie udało mu się unikać sprawiedliwości, mieszkańcy pozostaną w niebezpieczeństwie. Jest i kwestia skradzionego Rogu Łuny. Sarah J. Maas funduje wiele zwrotów akcji i momentów dezorientujących czytelnika. Trzyma w napięciu, w towarzystwie dynamicznie rozwijających się zdarzeń. A finał? Nie pozostawia żadnych złudzeń. Autorka jest mistrzynią kreowania nieprzewidywalnych scenariuszy i wie jak wyprowadzić w pole. Są emocje, a to, jak wiadomo, w przypadku książek odgrywa kluczową rolę. Od śmiechu, po wzruszenie. Nieczęsto przeżywam taką paletę wrażeń u boku fantastyki, bo to wymagający dla autora gatunek. Trzeba uważać, by nie przeholować. Sarah J. Maas cały czas balansuje na granicy. Ogrom napięcia i zdarzeń, jaki zafundowała czytelnikowi, okazał się opcją odważną, ale opłacalną. Nie pogubiłam się w czytaniu i w całą zapodaną fabułę byłam w stanie uwierzyć. Kontynuacja nie byłą więc ani krztę nudniejsza od pierwszego tomu, o ile nawet nie wypadła ciekawiej. Wszystkim fanom powieści nurtu urban fantasy, polecam obie części. https://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/2020/06/dom-ziemi-i-krwi-cz-2-sarah-j-maas-w.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-07-2020 o godz 17:34 AgaZaczytana dodał recenzję:
Odwlekałam w czasie sięgnięcie po drugą część 'Księżycowego miasta'. Nie chciałam, aby historia już się zakończyła, a jednocześnie chciałam poznać jej finał. Czy spełniła moje oczekiwania, a całość ostatecznie okazała się warta uwagi? 'Dobrze się z Tobą bawię, Quinlan. Mimo że pracujemy nad paskudną sprawą, naprawdę mimo tego wszystkiego, od dawna się tak dobrze nie bawiłem.' Wydawnictwo, podejmując decyzję o podzieleniu powieści na dwie części, wiedziało doskonale co robi. Otrzymujemy niejaki wstęp w postaci pierwszego tomu i rozwinięcie wraz z zakończeniem w postaci drugiego. Bryce wraz z Huntem podejmują dalsze kroki w odnalezieniu mordercy Daniki i jej Watahy. Początkowe rozdziały mi się dłużyły, jednak to było tylko kilkadziesiąt pierwszych stron. Następnie było już tylko lepiej. Z rozdziału na rozdział akcja przyspieszała, aż dobiegła do punktu kulminacyjnego. Emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury są nie do opisania. Jednocześnie śmiech i łzy. I właśnie takie emocje sprawiają, że polecę książkę każdemu. Jej objętość sprawia momentami, że historia się dłuży, ale to nic w porównaniu z całością, którą otrzymujemy. Autorka daje nam postaci, które da się lubić, ale i takie, do których od początku nie mamy ani odrobiny sympatii. Nie chodzi tutaj wyłącznie o głównych bohaterów, bo sama mam faworytów wśród tych pobocznych. I to kolejny plus całości. Nie skupiamy się wyłącznie na czołówce, każda postać wnosi coś swojego do historii i każda jest mniej lub bardziej istotna. 'Mam na myśli to - wyjaśniła Bryce - że jeśli ktoś jest w czymś dobry, to wcale nie oznacza, że chce taki być. Są talenty, których można by się pozbyć w kilka sekund.' Tej książki nie trzeba polecać. Każdy fan autorki, fantastyki czy świetnej historii po prostu powinien ją przeczytać. Razem z pierwszym tomem tworzą świetną całość, którą mimo tysiąca stron można przeczytać w mgnieniu oka. A przy tym otrzymać taką dawkę emocji, po której czekanie na kolejny tom może okazać się problematyczne. Mnie cała historia w dalszym ciągu siedzi w głowie. Polecam! 'Na ich twarzach widniały szerokie, szczere uśmiechy, właściwe tym, którzy żyli bez tatuaży na czołach, bez żałoby w sercach i z dala od tego popieprzonego świata dookoła. Tym, którzy żyli zwykłym życiem.'
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-06-2020 o godz 15:20 Review by Iliasviel dodał recenzję:
Zaczynając czytać część drugą tomu pierwszego, byłam zszokowana po tym jak skończyłam część pierwszą i wiedziałam, że muszę sięgnąć po tą część jak NAJSZYBCIEJ! Zacznę od okładki, chociaż kolor czerwony jest moim ulubionym i taki też kolor ma okładka w oryginale, to jednak TA okładka w kolorze niebieskim dosłownie skradła moje serce i była jak dla mnie starzałem w dziewiątkę. Zdanie kończące część czerwoną postawia nas skołowanymi i zszokowanymi jak w ogóle mogliśmy wcześniej na to nie wpaść a potem przychodzi myśl "nie to nie możliwe, aby ta postać to zrobiła..." - właśnie z takim nastawieniem zaczęłam czytać to wielkie tomiszcze (ponad 600 stron). I co było najważniejsze - nie czułam, kiedy te strony znikły a ja zbliżałam się do końca całego tomu pierwszego. W pewnym momencie akcja, która jest na bardzo dobrym poziomie według mnie, przyspiesza tak, że czułam się jak podczas jazdy bez pasów bezpieczeństwa po bezdrożach! Zwrot gonił zwrot, ale było to wszystko bardzo dopracowane i pozwoliło nam poznać bohaterów w sposób bardzo dobry. Słyszałam, że w innych seriach autorki padał taki zarzut, ale tutaj myślę, że autorce rozwój Athalara i Bryce udał się bardzo dobrze i ci bohaterowie mino tego, że idealni chwycili mnie za moje serce i sprawili, że wciągnęłam ją prawie z zamkniętymi oczami. W tym tomie to wątek kryminalny króluje i jest on naprawdę dobrze zakrojony i prowadzi nas do poznania całej rzeszy nowych postaci, które sprawiają, że nasza świadomość o tym świecie rośnie jeszcze bardziej. Ta książka sprawi, że się zaśmiejecie, zapłaczecie, wzruszycie i będziecie pocierać oczy ze zdumienia co takiego wymyśliła autorka! Napisane tej recenzji zawierającej jakiekolwiek elementy fabularne uznaję za niemożliwe, gdyż dzieje się tu tyle że nawet najmniejszy szczegół może popsuć radość czytania i sprawić, że nie będziecie się tak dobrze bawić w czasie czytania. Skończyłam tą część i siedziałam z myślą, jak mogli mi to zrobić wszyscy (a zwłaszcza autorka) że nie ma gotowego tomu drugiego, gdyż ten sprawił, że zakochałam się w twórczości autorki i zdecydowanie planuję nadrobić jej inne serie, gdyż Księżycowe miasto to moje pierwsze zetknięcie z twórczością Pani Maas.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-06-2020 o godz 14:59 dobra.ksiazka dodał recenzję:
Bryce Qiunlan i Hunt Athalar kontynuują poszukiwania zabójcy Daniki i Watahy Diabłów. W międzyczasie popadają w kolejne kłopoty, a zabójca znów daje o sobie znać i w Księżycowym Mieście znów pojawiają się ofiary. W ich śledztwie tak naprawdę pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi. Mimo udanej współpracy, bohaterowie mają przed sobą sekrety, które mogą przysporzyć wielu nieporozumień. Ta część to nic innego, jak kontynuacja części pierwszej, która składa się na jedną obszerną powieść. Dlatego w tym przypadku zdradzanie dalszej fabuły nie ma sensu, gdyż byłby to spojler. Mogę Wam tylko zdradzić moje odczucia po przeczytaniu tej książki. Odniosłam wrażenie, że Sarah J. Maas się przebudziła. Sam początek tej historii nie był tak porywający, jak się tego spodziewałam. Niektóre aspekty mnie drażniły i narzekałam, a teraz wreszcie poczułam, że czytam powieść Maas. Autorka sprawnie rozwinęła swoich bohaterów, Athalar zdecydowanie jest moim ulubieńcem. Jest to silna i heroiczna postać, która mimo mrocznej przeszłości stara się być dobrym człowiekiem (aniołem). Hunt jest skomplikowany i niebezpieczny, ale jego ludzkie odruchy i przyzwyczajenia były urocze. Pamiętam, że w pierwszej części Bryce mnie irytowała postawą beztroskiej imprezowiczki, która była zapatrzona w siebie. Również w tym przypadku zaszła ogromna zmiana i dziewczyna stała się żywiołową bohaterką, której czytelnik kibicuje do samego końca. Wątek miłosny został ciekawie poprowadzony, nie był przesłodzony, lecz intrygujący. Kryminalna zagadka ostatecznie odegrała decydującą rolę i wiele razy zostałam zaskoczona. Niepewność, strach o ulubione postaci, napięcie, a nawet frustracja towarzyszyły mi do ostatnich rozdziałów. "Księżycowe miasto" to niesamowita powieść fantastyczna, która zabiera czytelnika do świata, w którym wszystko może się zdarzyć. Razem z Bryce i Athalarem można przeżyć ekscytującą przygodę, której nie ma się dosyć. Uważam, że ta seria została rozpoczęta z przytupem i jestem pewna, że kontynuacja w niczym nie będzie jej ustępować.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-06-2020 o godz 10:57 anonymous dodał recenzję:
"Księżycowe miasto" opowiada o losach Bryce, która jest w połowie człowiekiem, a w połowie fae. Wiedzie ona życie imprezowiczki, a w międzyczasie pracuje w galerii antyków u potężnej czarodziejki (a w zasadzie wiedźmy, ale to długa historia). Wszystko jednak lega w gruzach, kiedy po jednym ze zwykłych dni traci wszytko... Ktoś morduje kolejnych mieszkańców Lunathonu, nawet po zamknięciu podejrzanego w więzieniu. Bryce musi znaleźć zabójce oraz jego potężnego demona zanim zginie więcej niewinnych osób. Może ona liczyć na pomoc upadłego anioła oraz swojego przyrodniego brata. Na wstępie pragnę zaznaczyć, że odetchnęłam z wielką ulgą, kiedy zaczęłam lekturę drugiej części "Księżycowego miasta" Dialogi się poprawiły, Bryce przestała gwiazdorzyć. Na tym etapie historii jesteśmy już dość dobrze zaznajomieni ze światem przedstawionym. Nie gubiłam się tak jak na początku. Muszę przyznać, że od około połowy książki nie mogłam się oderwać od czytania. Wtedy to zaczęła się prawdziwa akcja. Straciłam pół nocy na dokończenie "Księżycowego miasta" co skutkowało, że o drugiej w nocy zaczęłam zalewać się łzami nad losem jednej z postaci. Mało która książka potrafi mi to zrobić, a ta zrobiła to jeszcze drugi raz już na epilogu. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak przywiązałam się do bohaterów podczas kolejnych etapów czytania i gdyby nie pierwsza część to "Księżycowe Miasto" trafiłoby do moich polecajek. Nie mogę pojąć jak Sarah J Maas mogła napisać tak średni początek i tak niesamowity koniec w jednej książce. Część druga dostaje ode mnie 9/10 gwiazdek, a jako jedna książka (razem z częścią pierwszą) 7,5/10 gwiazdek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
28-07-2020 o godz 13:55 olka.endzel dodał recenzję:
Mam mieszane odczucia co do tej ksiazki. Patrzac calosc (1 i 2 czesc) po 150 stronach 1 czesci obrazilam sie na ta ksiaze i rzucilam w kat a dobre 2tyg. Po tymczasiezlosc na autorke mi przeszla postanowilam ,,przynajmniej dokonczyc ta 1 czesc". Kolo 300-400 strony zaczela mnie intrygowac. Przestalam potrzec na nia jak na zbior przeklenstw wszelekich, olalam to ze wprowadzenie swiata bylo zupelnie niewprowadzajace do niczego. Konczac 1 czesc nabralam ochoty by przeczytac jednak calosc tego tomu. W koncu autorka uznala to za jedna czesc, jedna tom, jedna historie a ze u nas zostalo podzielone to inna sprawa. Kontynujac po 1czesci zaczelo mi sie calkiem podobac. Pozniej zaliczylam znow mala niechec do tej ksiazki ale koniec koncow skonczylam calkiem zadowolona. Nie jest to najlepsza ksiazka tej autorki. Przepelniona jest nikomu niepotrzebnymi wulgaryzmami. Sama przeklinam, ale nie uzywam wulgaryznow jako przecinka. Wprowadzenie o swiata bylo zadne. Tak na prawde o swiecie dalej malo co sie wie na poczatku jak i na koncu. Czytajac ,,Dwory..." tez bylismy wrzuceni do innej rzeczywistosci a jednak juz w 1 tomie mozna bylo sie wczuc w zasady swiata. Tutaj? Ani troche. Wie sie jakies strzepki informacjii ktore autorka wrzuca w losowych momentach miedzy dialogami. Sama fabula momentami nie wiadomo do czego dazy. Czy siegne po kolejne tomy? Pewnie tak. Mimo ze jest jest to najlepsza ksiazka Mass to 2 czesc tego tomu byla juz zdecydowanie lepsza od 1. Mam nadzieje ze kolejne tomy beda lepsze, bo nie tego oczekiwalam po autorce ,,Dworow...". Dalaje 3/5 z nadzieja ze bedzie lepiej w drugim tomie :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-10-2020 o godz 21:04 Ola1073 dodał recenzję:
cieszę, że nie zniechęciłam się do tej pozycji po przeczytaniu pierwszej części. Druga część Domu Ziemi i Krwi to po prostu petarda, wszystko czego spodziewałam się po Mass otrzymałam właśnie tutaj. Nie mogę powiedzieć, że nie mam zastrzeżeń do tej części, ale jest o niebo, a nawet dwa lepsza od swojej poprzedniczki. Akcja nabrała zdecydowanego tępa, pojawił się twist, a nawet dwa, których szczerze mówiąc się nie spodziewałam, bardzo fajnie zbudowane i ciekawe postaci drugoplanowe. Moim cichym bohaterami są Ruhan i Jesebia, których wątki mam nadzieję w kontynuacji zostaną rozwinięte. Oczywiście ten kto zna, twórczość Sarah nie przejdzie obojętnie obok oczywistych nawiązań do np. Dworów. Szczególnie pod koniec historia mocno zaczęła przypominać urywkami pewne zdarzenia z pierwszego i trzeciego tomu. To co było moim ogromnym zarzutem w poprzedniej części, czyli wulgaryzmy oraz rozwleczona akcja tutaj zdołały się jakoś zrehabilitować. Do tych pierwszych albo przyzwyczaiłam się do języka książki, albo było ich zdecydowanie mniej, a w przypadku akcji to tak jak wspomniałam wcześniej nabrała ona zdecydowanie na sile. Mój werdyk jestem na tak, Bogu dzięki że druga część bo zrobiła ona cała robotę, jak mam patrzeć po kątem całości to część pierwsza mogłaby zostać dla mnie skrócona do 100 stron i połączona z druga, wtedy całość byłaby mocną 8. Jeśli ktoś się waha czy sięgać po druga część pierwszego tomu to nie ma co. Szybko zabierajcie się za czytanie, a w moim odczuciu się nie zawiedziecie.⠀
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

O autorze: Sarah J. Mass

Sarah J. Mass jest amerykańską pisarką urodzoną w 1986 roku. Jej specjalnością są młodzieżowe powieści z kręgu fantasy. Jej debiutem literackim była powieść pod tytułem "Szklany tron" - częściowo inspirowana baśnią o Kopciuszku, przenosząca czytelników w świat fantazji. Główną bohaterką jest Celaena - nastoletnia zabójczyni, walcząca o sprawiedliwość w skorumpowanym królestwie. Powieść wydana w 2012 roku zapoczątkowała bestsellerowy cykl, który stał się hitem na całym świecie.

Zobacz także

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

strona produktu - rekomendacje Szklany tron. Tom 1 Maas Sarah J.
4.5/5
27,84 zł
36,90 zł
strona produktu - rekomendacje Bezświt Kristoff Jay
4.5/5
29,32 zł
45,00 zł
strona produktu - rekomendacje Wiedźma morska Henning Sarah
4.4/5
23,58 zł
39,90 zł
strona produktu - rekomendacje Zimowe zaręczyny Dabos Christelle
4.6/5
32,19 zł
49,90 zł
strona produktu - rekomendacje Alyssa i czary Howard A.G.
4.6/5
29,33 zł
39,99 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.