Zakon Mimów. Czas żniw. Tom 2 (okładka  miękka, 2015-04)

Wszystkie formaty i wydania (4): Cena:

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Dostępny w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Kontynuacja bestsellerowego cyklu!

Zrobili z nas przestępców.
Czas odzyskać, co nasze. 

Spektakularna ucieczka z kolonii karnej Szeol I ma tragiczny finał. Zaledwie garstce udaje się ukryć na ulicach Londynu. Sajon nie śpi. Czuwa. Każdy z ocalałych musi się mieć na baczności.

Paige, najbardziej poszukiwana osoba w całym Londynie, pragnie za wszelką cenę przekazać społeczności jasnowidzów informacje o Refaitach i Emmitach. Postanawia zwołać zebranie Eterycznego Stowarzyszenia. Czy najbardziej wpływowi przywódcy przestępczego syndykatu stawią się na wezwanie? Czy pogrążeni we własnych intrygach będą chcieli słuchać o rzekomych wytworach wyobraźni młodej dziewczyny?

Refaici wiedzą, że ich sekret nie jest już bezpieczny. Wyłaniają się z cieni, by wyeliminować zagrożenie. Paige musi się ukrywać. Nie może nikomu zaufać.

Rozpoczyna się polowanie na śniącego wędrowca.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Zakon Mimów. Czas żniw. Tom 2
Tytuł oryginalny: The Mime Order
Seria: Czas żniw
Autor: Shannon Samantha
Tłumaczenie: Kołek Regina
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 544
Numer wydania: I
Data premiery: 2015-04-22
Rok wydania: 2015
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 207 x 38 x 142
Indeks: 16744127
średnia 4,6
5
90
4
30
3
8
2
2
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
72 recenzje
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
27-04-2015 o godz 23:41 przez: Joanna Kamola | Zweryfikowany zakup
Kolejna odsłona Czasu Żniw nie zawodzi. To idealna lektura dla czytelników lubiących dobre fantasty i antyutopijną lekturę. W porównaniu z podobnymi publikacjami ostatnich czasów, mamy tu do czynienia z dorosłą kobietą - młodszą niż reszta bohaterów, ale nie jest to już buntownicza nastolatka. P.Mahoney nie zgadza się z systemem świata w jakim przyszło jej żyć. Postanawia więc coś zmienić i szuka nowych rozwiązań, mimo iż sama jest najbardziej poszukiwaną osobą w Sajonie Londyn.
Akcja nie staje w miejscu i wciąga jak tornado. Nie będziecie mogli się oderwać. Obiecuję :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
2/5
25-10-2017 o godz 22:30 przez: em | Zweryfikowany zakup
Rada dla czytelnika: rzeba dotrzeć do ok 250 str.. wtedy zaczyna się radość czytania. Autorka bardzo powoli wprowadza nas w historię i zamiary bohaterki. Połowę książki czytałam dwa tyg i walczylam z pokusą rzucenia jej na później. Ale było warto dotrzeć do drugiej połowy ;) tam sie dzieje. Poczułam się kilka razy zaskoczona. Chetnie sięgnę po 3 część.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-03-2016 o godz 13:08 przez: Emilia | Zweryfikowany zakup
Shannon trzyma fason 1 tomu. Kocham tą serię, niecierpliwie czekam na 3 tom. Bardzo wciąga, pomimo szkoły pochłonęłam w jedną dobę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-05-2020 o godz 12:21 przez: Kamila | Zweryfikowany zakup
Uwielbiaaaam, polecam każdemu z całego serca.!!!!!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-04-2015 o godz 12:28 przez: Rosemarie
"Zakon Mimów" to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier w 2015 roku. "Czas Żniw" Samanthy Shannon totalnie mnie w sobie rozkochał, przez co wręcz odliczałam dni do upragnionej premiery kontynuacji. I będzie to miało miejsce już 22 kwietnia, więc całkiem niedługo. Tymczasem ja już mogę się podzielić z Wami swoimi wrażeniami. Przygotujcie się na prawdziwą jazdę bez trzymanki i na emocjonalny rollercoaster!

Dziewiętnastoletniej Paige Mahoney wraz z kilkoma innymi osobami udało się uciec z kolonii karnej Szeol I. To jednak nie koniec problemów wyjątkowej Bladej Śniącej, wręcz przeciwnie - one dopiero się zaczynają. Bohaterka wraz z innymi uciekinierami jest zmuszona do ukrywania się na ulicach Londynu i oglądania się za ramię, obserwując czyhające na nią zagrożenia. Paige pragnie za wszelką cenę ostrzec wszystkich odmieńców i poinformować ich o Refaitach i Emmitach, aby mogli oni podjąć walkę w zbliżającej się być może wojnie. Nikt jednak nie jest skłonny, aby jej w tym pomóc, a w szczególności jej mim-lord Jaxon. Nikt nie chce słuchać o wytworach wyobraźni młodej dziewczyny. Blada Śniąca jest jednak zdeterminowana, aby dopiąć swego. A za rogiem czyha na nią coraz większe niebezpieczeństwo...

Przypuszczałam, że po tak długiej przerwie ciężko będzie mi się znowu odnaleźć w mistycznie stworzonym przez Shannon świecie. Jej seria Czas Żniw choć diabelnie wciągająca i rozbudowana do granic możliwości, na początku może się jawić w niezbyt pozytywnych barwach. Ze mną tak było, gdy zaczęłam czytać prequel jej cyklu. Totalnie nie mogłam się "wbić" w przedstawioną przez nią historię, ale już gdy tylko to zrobiłam, gdy tylko przebrnęłam przez żmudny początek - dosłownie nie mogłam się oderwać od czytania i spijałam każde słowo z każdej kartki. To była niesamowita przygoda. Gdy zaczęłam czytać sequel "Zakon Mimów", historia się powtórzyła. Ponownie nie mogłam się odnaleźć w tej opowieści, jak się okazało - długa przerwa pomiędzy poszczególnymi częściami nie służy niczemu dobremu, szczególnie, że mamy tutaj do czynienia z fantastyką w swojej najczystszej postaci. Pozapominałam wiele szczegółów, wiele wydarzeń zatarło mi się w pamięci i w efekcie czułam się dosyć zmieszana. Moje obawy sięgały zenitu, ale - uff - na szczęście po około pięćdziesięciu stronach ponownie odnalazłam klimat niebezpiecznego Sajonu, poprzypominałam sobie większość akcji poprzedniego tomu i nie czułam się już tak zagubiona. Wręcz przeciwnie - atmosfera nieuniknionego zagrożenia na nowo mnie w sobie rozkochała.

Długo się zastanawiałam, czy "Zakon Mimów" jest lepszy od pierwszej części. I ostatecznie stwierdziłam, że niestety nie jest. Nie zrozumcie mnie źle - podobał mi się, jednak klimat kolonii karnej bardzo ciężko jest przebić, choć młoda pisarka niewątpliwie zadbała o to, aby nie było nudno. Dynamiczna akcja i wielowątkowość z powodzeniem sprawiły, że oderwanie się od lektury przychodziło mi z ogromną trudnością. Intryga sprytnie uknuta przez Samanthę Shannon okazała się bardzo absorbująca. Wraz z główną bohaterką, Paige, zastanawiałam się, jak dalej potoczy się ta historia. Czy Emmici w końcu zaatakują, czy, a raczej kiedy, żądna zemsty rodzina Sargas przystąpi do działania. Wszystko powoli zmierzało do nieuniknionego końca, przez co całą książkę czytałam z wypiekami na twarzy i sercem bijącym w przyśpieszonym tempie. A zakończenia i tak nijak nie mogłam przewidzieć... Jak ja wytrzymam do premiery 3 tomu, który przecież nawet jeszcze nie został opublikowany w Stanach Zjednoczonych?

Bohaterowie to jedna z wielu zalet tej serii. Są pełnokrwiści, prawie jakby wyrwani z rzeczywistości i umieszczeni na kartach powieści. Dawno już nie spotkałam się z tak porządną i szczegółową kreacją postaci. Przemiana Paige okazała się niewyobrażalnie duża, a młoda autorka nie zawiodła w jej ukazaniu. Czytelnik obserwuje, jakiej stopniowej ewolucji, której ulega Blada Śniąca. To już nie ta sama dziewczyna co na początku całej serii. Pobyt w kolonii, straty, których doświadczyła i rebelia, której dokonała wywarły na niej ogromne piętno. Naczelnik jest za to osobowością, której za nic w świecie nie potrafię rozszyfrować. Nie wiem jakie są jego intencje, zamiary. Jest on na tyle złożonym bohaterem, że w jego stosunku nie można być niczego pewnym. Bardzo urzekł mnie także wątek miłosny, który jest nienachalny, subtelny i wyważony. Przede wszystkim nie jest w centrum akcji, jest jedynie jej dodatkiem. Chemia pomiędzy Naczelnikiem i Paige została przedstawiona niesamowicie realnie, wręcz wyczuwałam panujące pomiędzy nimi napięcie.

"Zakon Mimów" pozostawił mnie zaskoczoną, ale w pozytywny sposób. Szokujące zakończenie sprawia, że czekanie na kolejny tom będzie istną torturą. Jeśli ktokolwiek jeszcze nie sięgnął po "Czas Żniw" radzę szybko to zmienić. Każdy fan fantastyki z dynamiczną akcją na pewno pokocha to dzieło. Emocje gwarantowane. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
16-05-2015 o godz 19:40 przez: gabaokey
„Zakon Mimów” poziomem dorównuje pierwszej części, gwarantując szybką i zaskakującą akcję, skomplikowany, pełen szczegółów świat oraz brutalne prawa, jakimi się on rządzi. Ucieczka z Szeolu I nie kończy się dobrze, tylko garstce udaje się uzyskać schronienie w Londynie. Paige, a właściwie Blada Śniąca, faworyta Białego Spoiwa z I-4 powinna odzyskać swoją pozycję wśród gangów i stworzyć plan zmierzenia się z Sajonem oraz Nashirą Sargas. Aby zniszczyć Szeol I – obóz, gdzie więzieni i traktowani z wielkim okrucieństwem są jasnowidze, musi przekazać społeczeństwu informację o istnieniu Refaitów oraz Emmitów. Jedynym wyjściem jest zwołanie Eterycznego Stowarzyszenia składającego się na przywódców przestępczego Syndykatu. Na swojej drodze napotyka wiele problemów, w tym same gangi, cały czas knujące, chcące pieniędzy i władzy. Trudno jej wyrwać się spod rządów swojego mini-lorda, Jaxona. Dodatkowo Refaici próbują ją powstrzymać. Z zewsząd ktoś na nią poluje, ulice są niebezpieczne, dawne kryjówki także. Paige musi podjąć decyzję, czy podoła jako liderka rebelii przeciwko Sajonowi? Tym bardziej, że wrogów ma wiele, jest także najbardziej poszukiwaną osobą w całym Londynie. Ta walka będzie naprawdę trudna.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co stworzyła Shannon. Czekałam dwa lata na tę książkę – na jej temat przeprowadziłam wiele dyskusji, wyczekiwałam na informacje odnośnie premiery i sama jestem zdziwiona tym, jak bardzo wsiąkłam w mroczny i niebezpieczny Londyn, świat Jasnowidzów, posągowych Refaitów oraz wojny o wolność. „Zakon Mimów” to niesamowita przygoda, autorka stworzyła tak wyrazisty obraz tego uniwersum, że bez problemu możemy sobie je wyobrazić. Pomysł, szczegóły, jak ukazanie Londynu, jego ulic i sekretów, Eterycznego Stowarzyszenia i zasad na podstawie, których działa, drobne zwyczaje, czy zwroty po irlandzku wplecione w fabułę, nazwy wymyślone przez autorkę lub też zapożyczone z dziewiętnastowiecznego slangu podziemia przestępczego Londynu, jak i wiele więcej – to wszystko sprawia, że książkę czyta się z szeroko otwartymi oczami, nie bacząc na późną porę i zmęczone oczy.

Początek książki to płynna kontynuacja zakończenia pierwszego tomu. Akcja wraz z pędzącym pociągiem od razu nabiera tempa. Znowu powracamy na ulicę Londynu, a Paige powtórnie przyjmuję rolę Bladej Śniącej. Jednak wszystko się zmienia. Pierwsza część to snucie planów, wyczekiwanie bohaterki na znak ze strony Naczelnika oraz ponowne ukazanie nam reguł, którymi rządzi się Sajon. Poznajemy więcej jasnowidzów, wchodzimy w mroczny świat Syndykatu, w którym toczy się brutalna i pełna intryg gra. Autorka przedstawia nam jeszcze raz to uniwersum, dając możliwość poznać postaci, które w pierwszym tomie zeszły trochę na dalszy plan. Istotna staje się więź Paige z jej mini-lordem, to jak wygląda hierarchia gangów i czym dokładnie jest Eteryczne Towarzystwo. Przyznam, że czekałam na większy rozwój akcji, a właściwie na pojawienie się Refaitów. I stało się! Historia nabrała rozpędu i nikt nie mógł mnie już z niej wyrwać.

Książkę czyta się szybko, mimo że jest naprawdę pokaźna, to język i lekkość pióra autorki oraz sama fabuła sprawia, że nie można się od niej oderwać. Narracja pamiętnikarska, jednak bardzo subtelna, poznajemy myśli bohaterki, jej uczucia, przy szybko toczącej się akcji, zmieniających się sceneriach oraz cały czas przemycanych informacjach odnoście Sajonu, jego historii, czy gangów. Autorka, co jakiś czas przytacza cytaty z literatury groszowej, a właściwie z broszury, którą pewnie kojarzycie z pierwszego tomu. Książka podzielona jest na trzy części, zawiera także mapy, rozpiskę członków Eterycznego Stowarzyszenia, kategorii jasnowidzenia, jak i niezwykle przydatny słowniczek, który radzę przeczytać na samym początku, aby nie pogubić się w licznych określeniach. Jeśli boicie się, że nie pamiętacie już fabuły z pierwszego tomu, a nie macie jak sobie jej przypomnieć, to w pierwszych rozdziałach Shannon sprytnie nakreśla, to, co działo się w „Czasie Żniw” – Paige opowiada swoim przyjaciołom, co ją spotkało, przez co nie gubimy się w powieści i natłoku informacji.

To jedna z książek, które bronią się same – swoją fabułą, ukazanym światem, emocjami i dreszczykiem niepokoju, który czuje się podczas jej czytania. Mroczny i nieposkromiony Londyn. Jasnowidze i ich wojna o władzę. I coś większego, co czai się cały czas z boku, ale wiemy, że zaraz, zaraz może zaatakować… Polecam „Zakon Mimów” wszystkim, którzy zafascynowali się pierwszym tomem i którzy chcą widzieć, jak dalej potoczyły się losy Paige oraz jej przyjaciół. Nie jest to łatwy świat, ale pełen goryczy i brutalności, dlatego nie spodziewajcie się też lekkiej lektury – to książka z dużą ilością akcji, krwi, zjawisk nadprzyrodzonych oraz ciągłej walki.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-05-2015 o godz 18:52 przez: Izabela
Londyn to niebezpieczna mozaika ulic. Wróżbici, augurzy, media i sensorzy to jedynie wierzchołek góry lodowej jaką jest społeczeństwo Sajonu. Dzieli się ono na Kohorty i Sekcje, gdzie samotna jednostka nie jest w stanie przetrwać. Powstają więc grupy, lepsi i gorsi lordowie, a wkrótce powstanie i całkowity nadzór. To świat, gdzie solidarność jest rzadkością, a ludźmi rządzi desperacja, chęć władzy czy przetrwania i mim-lord wiecznie wstrzymujący wypłatę. Tu nie jest bezpiecznie. Uciekaj, lecz nieustannie oglądaj się za siebie.

Pamiętasz pewien listopadowy dzień, około półtora roku temu? No pewnie, że pamiętasz, czytelniku. Wtedy to oficjalną premierę miał „Czas Żniw”, debiut młodej i piekielnie utalentowanej Brytyjki. Książka ta była swego czasu niemalże na każdym blogu czy literackim portalu, a i nieco wcześniej można było się w nią zaopatrzyć na krakowskich Targach, o ile mnie pamięć nie myli. „Czas Żniw” powoli dezorientował czytelnika skomplikowanym obrazem i strukturą Londynu przyszłości, następnie wzbudzał falę ochów i achów, by na sam koniec pozostawić go głodnego dalszych przygód. Może to nudne, ale… „Zakon Mimów” powiela ten schemat.

Ucieczka Paige i jej grupy z Szeolu I zakończyła się powodzeniem, lecz teraz na ich głowy spływają kolejne problemy. Priorytetem stało się ukrywanie przed władzami i możliwe niewychylanie się. Paige ma do powiedzenia więcej niż niektórzy chcą, by powiedziała, jej stosunki z Jaxonem Hallem, mim-lordem I Kohorty stają się napięte, odwieczny wróg całkiem pomocny, życie w cieniu nużące, a prawda coraz bardziej uciążliwa. Twarz Paige znajduje się w każdym zakątku Londynu, a dziewczyna poszukiwana martwa lub żywa wdaje się w grę, w której pozycja faworyty jej absolutnie nie ratuje.

„Zakon Mimów” to porządny kawał literatury. Ta ponad pięciusetstronicowa powieść okazała się jedną z najlepszych przygód, przez które przebrnęłam w ostatnich miesiącach. Przyznam, że początek nie należał do najłatwiejszych. Trochę czasu od lektury pierwszego tomu minęło, lecz wraz z pojawianiem się kolejnych postaci, pewne zakamarki mojej pamięci zaczęły się odblokowywać i już w okolicach trzech czwartych „Zakonu Mimów” wciągnęłam się na dobre. W drugim tomie „The Bone Season” spotykamy starych dobrych bohaterów. Paige wciąż ta sama, odważna i szybka, lecz moim zdaniem o nieco gorącej głowie. Faworyta Jaxona Halla chce wciąż więcej i nie boi się po to sięgać, lecz o konsekwencjach myśli nieco później. Jaxon Hall, jedna z ulubionych i fascynujących mnie postaci w tym cyklu. Ekscentryczny, niedoskonały i o nieodpartym uroku osobistym. To w moich oczach najlepsza kreacja w tej powieści, ale ja zawsze miałam słabość do czarnych charakterów, nie zaprzeczę. I w końcu Naczelnik, postać budząca ciekawość i odrazę społeczeństwa, potwór wśród ludzi, który tutaj pokazuje twarz o wiele bardziej ludzką niż ci, od których jest to oczekiwane.

Paige dojrzała. Nie pragnie zemsty, lecz sprawiedliwości. Przelała wiele krwi, ale nie jest to machiavellistyczna wizja „po trupach do celu”, a ofiary sytuacji, w której się znalazły. Samantha Shannon zrobiła spore zamieszanie „Czasem Żniw”, lecz nie odczuwam, by następczyni była lepsza czy gorsza w jakimkolwiek stopniu. Jest to płynna kontynuacja, czasem myślę, że nawet zbyt doskonała na stworzenie tak skomplikowanej historii w tak młodym wieku, o czym oczywiście muszę napomknąć.

Dwudziestoczteroletnia Shannon ma zaskakującą łatwość w operowaniu dialogami i akcją, niewymuszenie, niewyczuwalnie. Groza, napięcie, namiętność, wątpliwości i intrygujące postaci. Choć tu mam ból co do niektórych kreacji. Bohaterowie nie są biali i czarni, autorka przejawia pewne odcienie szarości w poszczególnych postaciach, lecz mogłoby być ich więcej. Nie przepadam za przylepianiem komukolwiek etykietki tyrana, lecz ciekawa jestem jak rozwinie się to w następnej części.

Czytelniku, jeśli masz za sobą lekturę pierwszego tomu, doskonale wiesz o czym mówię, jeśli nie, nie masz powodu by po niego nie sięgnąć. Sajon to fascynujące i niebezpieczne miejsce, to dystopijna wizja Londynu w całkiem niedalekiej przyszłości. Już „Czas Żniw” wzbudził we mnie ciekawość i zachwyt, „Zakon Mimów” utwierdził mnie jedynie w przekonaniu, że czekanie na kolejne i kolejne tomy będzie tego warte. Na rynku wydawniczym debiutuje mnóstwo młodych autorek i autorów, którzy w swoich powieściach idą w antyutopię i fantastykę, co czasem daje mi się we znaki i ostrzeżenie, że tematy te już mi się przejadły. Samantha Shannon tworzy świat, który wciągnął mnie bez reszty, to mój konik, ot co. Teraz pozostaje mi wyczekiwać trzeciego tomu i marzyć, że kiedyś, może kiedyś, będę w stanie sama stworzyć coś takiego. Marzyć przecież można, prawda?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
18-06-2015 o godz 19:04 przez: kate627
Autor: Samantha Shannon

Tytuł: Zakon Mimów

Seria: The Bone Season #2

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Narracja: pierwszoosobowa – Paige

Główny bohater: Paige Mahoney – 20 lat

Ogumienie: Okładki do tej serii są niezwykle proste, ale hipnotyzujące i zapadające w pamięć. Gdy po raz pierwszy ujrzałam ją, przemówił do mnie przede wszystkim ten krwistoczerwony kolor, który mógł być symbolem ilości przelanej krwi w tej części. Podoba mi się również to, że wszystko obecne na okładce idealnie ze sobą współgra. Zarówno tytuł przeplatający się pomiędzy płatkami kwiatu, obecne tam ćmy i cała fabuła tworzą nierozerwalną całość.

UWAGA! RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY Z PIERWSZEJ CZĘŚCI [CZAS ŻNIW]! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

Najlepsze zastosowanie: Paige wróciła z piekła, które spotkało ją w Szeolu I. W sumie z kolonii karnej uciekło ponad 20 osób, jednak nie wszystkim udało się przeżyć. Została niewielka garstka, która teraz bez przerwy musi się ukrywać przed Sajonem. Jednak to twarz Paige pojawia się najczęściej w telewizji i jest ona najbardziej poszukiwanym zbiegiem. Nashira nie pozwoli jej żyć. Nie po tym, co zrobiła w Szeolu i jak zabrała jej Naczelnika. Dziewczyna stara się za to przekonać swojego mim-lorda, Jaxona, aby przekazać światu wiadomość, o tym, że istnieje coś takiego jak Refaita i Emmita. Że Sajon tak naprawdę jest pod wpływem ich władzy. Że to oni rządzą całym światem. Mężczyzna pozostaje jednak nieugięty i Paige zamiast przyjąć to do wiadomości zaczyna się zastanawiać nad innymi wariantami pozwalającymi przekazać prawdę prostemu, szaremu człowiekowi. Wtedy wśród jasnowidzów powstaje zamieszanie, gdyż zostaje zabity ten, który stał u szczytu władzy. Jednak nikt nie jest w stanie powiedzieć, kto jest za to odpowiedzialny. A dziewczyna zaczyna podejrzewać najgorsze.

Tykać to kijem?: Bałam się zabierać za tę książkę, ponieważ myślałam, że niezbyt dobrze pamiętam Czas żniw i wszystko mi się pomiesza. Jednak czekanie tak długo na następne części jest straszne i przez to czasami zapominamy, co się działo w poprzednim tomie. Zwłaszcza, gdy książki są tak zawiłe, jak w przypadku tej serii. Na szczęście jednak jakoś się odnalazłam, choć przyznać trzeba, że nie było tak łatwo.

Bohaterowie: Paige jest stanowczą, zdeterminowaną i zdecydowaną dziewczyną. Czasem zachowuje się na tyle, ile ma lat, jednak częściej można się nabrać i jej zachowanie wydaje się być dorosłe i przemyślane od początku do końca. Wie, czego chce i stara się osiągać swoje cele. Nic nie jest w stanie jej przeszkodzić w tym, czego pragnie najmocniej. I to mi się w niej podoba. Jest zdeterminowana i uparta. Brakuje jej jednak takiej małej zadziorności, co powodowałoby większy dreszczyk emocji, ale mimo tego jest naprawdę interesującą postacią, potrafiącą o siebie zadbać nawet w najbardziej kryzysowej sytuacji.

Pióro: Najbardziej w tej serii podoba mi się, że cały świat w niej ukazany jest dopracowany do najmniejszego szczegółu. W kwestii technicznej zupełnie nie ma się do czego przyczepić, ponieważ nie można znaleźć ani jednej nieścisłości. Wszystko jest opisane i zrozumiałe. Pod tym względem po prostu cudowne.

Całokształt: Jako całość Zakon Mimów jest naprawdę dobrą kontynuacją. Trudno jednak jest mi powiedzieć, czy jest lepszy czy gorszy do jedynki, ponieważ dzieją się całkiem inne wydarzenia, a przede wszystkim w całkiem innym otoczeniu. Teraz Paige jest „u siebie” i może postępować tak jak chce i nikt nie jest jej w stanie kontrolować. Dzięki temu w książce jest więcej akcji i jest ciekawsza. Więcej się dzieje, co sprawia, że człowiek czeka na kolejne wydarzenia ze zniecierpliwieniem zastanawiając się, co się za chwilę wydarzy. Ciągłe napięcie i niepewność sprawiają, że czytelnik ma ochotę jak najszybciej ją przeczytać i sprawdzić jak to wszystko wygląda. A ostatnie słowa sprawiają, że zamiera ze zdziwieniem na ustach, żądając jak najszybciej kolejnej części.

Jedynym mankamentem jest korekta. A właściwie jej brak. Kilkakrotnie zdarzało się, że brakowało przecinka czy myślnika. Czasami bywało męczące odnajdowanie kolejnych błędów, przez co lektura trochę traciła na wartości. Najgorsze jednak było to, co pojawiło się na stronie 236, czyli słowo ‘niewidzieliśmy’. Tak, napisane było tak jak powyżej, czyli razem ;-;

Artemis radzi: Jeśli Czas żniw Ci się spodobał myślę, że Zakon Mimów również przypadnie Ci do gustu. Ta lekko pogmatwana historia, opowiadająca nam niestworzone bajki o istotach potężnych i niezwyciężonych jest naprawdę niesamowita, mimo że mocno i głęboko zawiła. Mimo wszystko polecam, bo cóż innego mi pozostało.

Mój osąd: Potężny heros – 8/10
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
13-04-2015 o godz 22:01 przez: Beata
Ucieczka z Szeolu nie przynosi zbyt dobrych skutków. Niestety, nie udało się wszystkich uratować. Również Sajon staje się niebezpieczny. Nastają wszelkie poszukiwania Paige jak i reszty uciekinierów. Dziewczyna próbuje za wszelką cenę nie złapać się władzom. Pragnie ukazać całą prawdę o Refaitach i Emmitach, mimo tego że nie będzie łatwo. Do pomocy chciałaby zwołać zebranie Eterycznego Stowarzyszenia. Jednak przywódca nie popiera tego pomysłu, ukazując to w dość specyficzny sposób. Paige postanawia działać na własną rękę. Lecz niektórzy nie są zadowoleni z tego, co wyprawia dziewczyna. W całym Sajonie robi się coraz większe zamieszanie. Nadchodzi co innego niż kiedyś, nadchodzi wojna.


Po skończeniu "Czasu żniw" nie mogłam się doczekać kiedy w końcu u nas będzie wydana druga część. Bardzo mi brakowało dalszej części powieści, ponieważ przyzwyczaiłam się do tego klimatu czy bohaterów. A w szczególności tego momentu gdy chwycę ją w swoje ręce, otworzę na pierwszej stronie i zaszczycę się słowami. W końcu nadszedł ten dzień, w którym przybyły do mnie dwie paczki. A w jednej z nich "Zakon mimów". Radość z ujrzenia tej książki była nieskończona. Jednak moje obawy znów się pojawiły. Często w seriach jest to że pierwsza część może być genialna, następna już niekoniecznie. I lekko się bałam że niestety aż tak mocno mnie zachwyci. Przez "Czas żniw" ta poprzeczka jednak jest wysoko.



Pierwsze strony jest to ciągłość poprzedniej części. Bardzo z tego powodu się cieszę, ponieważ autorka nie ominęła tej sceny która również jest bardzo ważna. Styl pisania pozostał taki sam czyli również dobry. Na szczęście bohaterzy odbyli się bez zmian. Byli naturalni aczkolwiek nadal ciekawi. Gdzieś tam jednak było małe zamartwienie że autorka bardziej skupi się na Paige a nie na innych, i w dalszej historii zapomni o innych postaciach. Jednak tak się nie stało! Każdy z nich pojawił się choćby w najmniejszym stopniu w powieści jednak dla mnie było to idealnie wystarczające. Raczej nikt nie powinien się martwić o brak ulubionego bohatera.


Tak jak wspomniałam w poprzedniej części recenzji, czasami autor potrafi zaślepić się miłością. Tworzy wspaniałą historię którą dobrze rozwija, jednak w połowie bohater poznaję swoją wybrankę i reszta jest przepełniona jak to oni się kochają czy jak mocno za sobą tęsknią. Wiadomo że przy takiej książce nie można zbyt długo wytrzymać. Tutaj autorka postanowiła co innego. Nie zapełniła tym całej książki, tylko ukazała mały akcent miłosny. I wcale mnie nie nudził, wręcz pragnęłam jeszcze więcej. Z każdą taką chwilą, pojawiało się wzruszenie i uśmiech na mojej twarzy.


Akcja również była dobrze poprowadzona. Nie pozwoliła mi się nudzić, jeśli już miał nastać taki moment, to za chwilę był efekt zaskoczenia, co powodowało dalszą chęć czytania. Książki nie miałam ochoty odłożyć ani na sekundę. Zbyt mocno moja ciekawość mnie pożerała, dlatego jak najszybciej po odłożeniu, chciałam do niej powrócić. Akcja z jednej strony na kolejną, robiła się coraz ciekawsza. Pojawiały się elementy zaskoczenia, o którym wyżej wspomniałam, i naprawdę były genialne.


Coraz mniej stron, doprowadzało do tego że niedługo będę musiała pożegnać się z tą książką. Jednak zastanawiałam się czy będę tęsknić za tą serią? Odpowiedź czekała na końcu. Moje emocje wzrastały a strony malały. Akcja działa się niesamowicie szybko tak samo bicie mojego serca przyśpieszało z powodu ekscytacji. Aż w końcu dotarłam do ostatniej strony. I co? SZOK! Wielkie zaskoczenie i pytanie "Jak to mogło się wydarzyć?". Specjalnie przeczytałam jeszcze kilka razy ostatnie kartki i nadal nie dowierzałam. To naprawdę było niewiarygodne.


Kiedy z żalem odłożyłam książkę, po spróbowaniu uspokojeniu emocji, chciałam ją dokładnie zanalizować. Do teraz stwierdzam że po niej dostałam emocjonalnego szoku. Możecie nie wierzyć ale to było naprawdę. O pierwszej w nocy kiedy już leżałam w ciszy, cieszyłam się, byłam smutna, zdziwiona a także uroniłam kilka łez. Dosłownie wszystko! Boże, to było tak wspaniałe. To dzisiaj nie mogę dobrać słów, żeby wyrazić jak genialna jest ta książka. Naprawdę ona była dla mnie wspaniała. Autorka to mistrz! Jestem wdzięczna Shannon że stworzyła tak cudowną serię a wydawnictwu Sine Qua Non za jej wydanie. Ponieważ dzięki temu miałam okazję sama ją przeczytać. Już stwierdziłam, każdy ma swoją ukochaną książkę/serię, dla mnie to będzie seria "Czas żniw". Może wydawać się Wam że to tylko pod promocję, ja mogę tylko upewnić z ręką na sercu że to najczystsza prawda.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
13-07-2015 o godz 11:05 przez: Magdalena Senderowicz
„Zakon mimów” to książka, na którą czekałam z niecierpliwością! Do tej pory mam w głowie ten dzień, gdy skończyłam czytać „Czas żniw”, a moje serce rozsypało się na kawałki. Historia Paige Mahoney pochłonęła mnie całkowicie i do tej pory nie jestem w stanie uwierzyć, że debiuty literackie mogą być tak dobre! Twórczość Samanthy Shannon to coś niesamowitego i z góry ostrzegam, że ta recenzja nie będzie recenzją, a raczej odą pochwalną.
Ucieczka z kolonii karnej Szeol I nie zakończyła się tak, jak Paige by oczekiwała. Zaledwie garstce uciekinierów udaje się ukryć na ulicach Londynu, reszta nie ma tyle szczęścia. Nikt nie może liczyć na chwilę wytchnienia, muszą pozostać czujni i mieć się na baczności. A zwłaszcza Paige Mahoney, gdyż staje się ona najbardziej poszukiwaną osobą w Sajonie – rozpoczyna się polowanie na Bladą Śniącą. Dodatkowo wie, że nie tylko Sajon będzie ją ścigał… Nashira nigdy nie wybaczy jej tego, co Paige zrobiła. A czy może liczyć na pomoc Jaxona i przyjaciół? Nikt nie wydaje się być skory do ujawnienia prawdy o Refaitach i Emmitach, a Naczelnik gdzieś zniknął. Śniący wędrowiec znajduje się w sytuacji kryzysowej, ale kimże byłaby Paige, gdyby się poddała?
I od czego ja mam zacząć moje pochwały? Ja kocham ten cykl całym swoim sercem, uwielbiam twórczość autorki, a z drugiej strony nienawidzę jej za to, że muszę tak długo czekać na kolejne tomy… Ale doskonale wiem, że Samantha Shannon robi to tylko i wyłącznie dla swoich fanów – nie odda w nasze ręce książki niedopracowanej i jestem przekonana, że naprawdę wkłada w pisanie całe swoje serce. To się widzi i czuje. Jej pomysł jest oryginalny i niepowtarzalny, a co więcej – idealnie przelała na papier swoją wizję, zachwycając nie tylko mnie, ale i całe mnóstwo innych czytelników. Jej powieść jest dopracowana, doszlifowana i nie można tutaj znaleźć żadnego błędu – czy to w chronologii, czy to w logice rozgrywających się wydarzeń. Pani Shannon nie pozwoliła sobie na ani jedno potknięcie!
Paige Mahoney jest bohaterką, z którą całkowicie się zżyłam. Myślałam to, co ona, czułam to, co ona, moje ciało reagowało tak samo, jak jej. To naprawdę niesamowite, że można aż tak bardzo wejść do świata jakiejś powieści. I mimo że zdarzyło mi się odłożyć książkę na półkę, aby zająć się czymś innym, to w momencie, gdy otwierałam ją na nowo, potrzebowałam ułamków sekund, aby ponownie całkowicie zagłębić się w tym świecie – jakbym miała w głowie przełącznik. A swoją drogą „Zakon mimów” nie leżał zbyt długo na tej półce, bowiem nie byłam w stanie skupić się na niczym innym – pragnęłam czytać i czytać, chociaż z drugiej strony obawiałam się tego, że szybko skończę – bo ja nie chciałam się ponownie żegnać z tym światem. A zakończenie ponownie rozdarło moje serce na kawałki, sprawiło, że przed dłuższą chwilę siedziałam z książką na kolanach, patrząc w jeden punkt i myśląc: „Co ja mam teraz ze sobą zrobić?”.
Rozwój wydarzeń jest po prostu niesamowity! Autorka wciąż potrafi zadziwić swoich czytelników i zasiać w ich sercach niepewność. Fabuła jest wciągająca i nieprzewidywalna, a ja zostałam całkowicie wchłonięta przez tę książkę. Zapomniałam o tym, co mnie otacza, żyłam w świecie wykreowanym przez panią Shannon. A jest on naprawdę niezwykły, a wszystkie dodatki wspomagają tylko zrozumienie go i zatracenie się w nim. Mapki, schematy, definicje – wyszlifowane do granic możliwości! Książka wzbudza również całe mnóstwo skrajnych emocji – żałuję, że nie nagrywałam się podczas czytania, bo jestem przekonana, że wyraz mojej twarzy ulegał niesamowitym zmianom. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak moje ciało reagowało w poszczególnych sytuacjach, bowiem chwilami nawet pozwoliłam sobie na krzyki, łzy i komentarze – nic dziwnego, skoro po prostu przez dobrych parę godzin żyłam życiem Paige.
„Zakon mimów” jest powieścią cudowną, wspaniała, nieprzewidywalną, wciągającą, zachwycającą, niepowtarzalną i jedyną w swoim rodzaju. To istna bomba, obok której nie można przejść obojętnie. To powieść, która wywołuje w duszy czytelnika obrażenia. To powieść, która na długo pozostaje w pamięci, wżera się w umysł, ciało i duszę. Nie pozwala myśleć o niczym innym, tylko całkowicie pochłania. Ekscytująca, trzymająca w napięciu i pełna zaskakujących zwrotów akcji – trzyma nas w swoich sidłach od początku do końca, a my nie chcemy, aby nas kiedykolwiek wypuściła. Czy książki idealne istnieją? Tak. I „Zakon mimów” jest tego najlepszym przykładem.
bookeaterreality.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
19-08-2015 o godz 18:15 przez: Cynamonkatiebooks
Kontynuacja bestselerowej serii "Czas żniw"

Po 6 miesiącach walki o przetrwanie, Paige wraz ze swoimi przyjaciółmi, opuszcza mury koloni. Jasnowidze nie wiedzą jednak, że Sajon tylko czeka na ich powrót. Rząd, który od ponad 200 lat pracował w zmowie z Refaitami nie spocznie dopóki nie odnajdzie wszystkich uciekinierów. Dlatego każdy z ocalałych musi mieć się na baczności. Refaici wiedzą, że ich sekret nie jest już bezpieczny, ale mimo tego Szeol nadal prowadzi swoją działalność. Paige nie pozwoli na dalsze okrucieństwa wywołane przez "Czasy żniw" - zbiory niewinnych jasnowidzów, służących głównie za posiłek dla bestialskich dowódców koloni. Dziewczyna za wszelką cenę pragnie ujawnić społeczeństwu prawdę o pozaziemskich istotach. W tym celu zwołuje Eteryczne Stowarzyszenie. Liczy na ich pomoc i wsparcie przeciwko Refaitom, ale czy najbardziej wpływowi jasnowidze uwierzą w bajki młodej dziewczyny? Nashira wraz ze swoimi sprzymierzeńcami nie odpuści dopóki nie dorwie w swoje ręce zdrajczyni stanu. Rozpoczyna się polowanie na śniącego wędrowca.

"Wiedz, że słowa, mój wędrowcze, słowa są wszystkim. Słowa dodają skrzydeł nawet tym zdeptanym, załamanym i pozbawionym nadziei."

Jak wiecie, pierwszy tom tej serii, bardzo przypadł mi do gustu, dlatego szybko zabrałam się za jego kontynuację. Tym razem autorka przedstawiła świat z nieco innej perspektywy. Akcja rozgrywa się w Sajonie, kiedy to główna bohaterka wróciła do "domu". Razem z nią próbujemy zaznajomić się z nowym otoczenie, bo jednak po półrocznej rozłące ciężko jest się z powrotem przyzwyczaić do starych śmieci. Mamy tutaj bardzo dużo opisów z jej życia przed Szeolem, a także streszczeń z pierwszego tomu. Jak się czyta tak jeden po drugim to może to trochę przeszkadzać. Nie będę owijać w bawełnę, gdyż tak jak mówiłam w recenzji pierwszego tomu, styl Pani Shannon jest niesamowity przy czym niezwykle trudny. Na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Na szczęście do tej pory zaznajomiłam się z tym światem na tyle, że już w tej części nie musiałam ani razu zaglądać do słowniczka :D.

"Życie, jakkolwiek wspaniałe, jest jednak na końcu trochę marne"

Zdecydowanie ta część podobała mi się dużo bardziej od poprzedniej. Więcej akcji, więcej działania no i główna bohaterka, która niesamowicie zmieniła się w tej części (ale o tym powiem później). W "Zakonie mimów" autorka poruszonych wiele aspektów politycznych, dzięki czemu możemy lepiej poznać wykreowany świat oraz prawa jakimi się on posługuje. Pomysł na zwierzchników, mim-lordów, faworytów, jest moim zdaniem niezwykle oryginalny. Do tego wspaniale wykreowani bohaterowie, do których zapałałam sympatią dopiero w tym tomie.

Paige Mahoney jest bardzo twardą główną bohaterką. Potrafi zawalczyć o swoje i nie czeka na wybawienie przez kogokolwiek. Wie doskonale, że tak naprawdę jest zdana na siebie i w ostatecznej walce o przetrwanie nikt nie może jej pomóc. Muszę przyznać, że bardzo zmieniła się przez ostatnie tomy. Z przyjemnością obserwowałam jak "nabierała kręgosłupa". Jej zawziętość, spontaniczne decyzje, sprawiły, że jeszcze bardziej ją polubiłam. W tej części mamy również szansę nieco bliżej poznać Jaxona, najbardziej cenionego mim-lorda w całym Sajonie. Możemy przyjrzeć się jego różnym odsłonom, wychwytywać jego motywy i plany działania. Jego osoba nabiera barw i intryguje, nie ukrywam, że przez całą część zastanawiałam się która z jego twarzy jest prawdziwa. Ta postać nadal pozostaje dla mnie zagadką.

"Lubimy myśleć, że jesteśmy odważni, ale przecież jesteśmy tylko ludźmi."

Oczywiście, dla fanów romansu nie zabraknie tutaj wątku miłosnego. Z resztą bardzo specyficznego. Paige i Naczelnik. Ludzka rasa na zawsze związana z rasą Refaitów. Nie typowe połączenie, ale od początku było wiadomo, że ta dwójka musi być razem. Sam Naczelnik również jest nietypowy jak na Refaitę, ale w pozytywny sposób. Nie wiem czemu, ale jakoś darzę go ogromną sympatią. Wysoki, dobrze zbudowany, jak dla mnie trochę za sztywny, mimo to i tak bardzo go lubię :).

Podsumowując: Cudowna, pełna napięcia opowieść, która poruszy każdego. Genialnie wykreowany świat, zabawne dialogi no i oczywiście wątek romantyczny. Czego chcieć więcej? Specyficzny styl pisania Samanthy Shannon sprawi, że w historii odnajdą się zarówno młodzież jak i dorośli. Polecam szczególnie fanom fantastyki, bo to jest właśnie bardzo, bardzo dobra fantastyka :).
ze zniecierpliwieniem wyczekuję trzeciego tomu....

cynamonkatiebooks.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-11-2015 o godz 08:03 przez: mamnamyszy
Nastanie mrocznej przyszłości to dosyć specyficzny temat, który ma bardzo wielkie grono odbiorców zachwyconych czarnymi scenariuszami pisarzy, niemniej jednak nie wszystkim przypada do gustu powieść przedstawiająca tak nierealne "jutro" naszego świata. Pomimo to, na półkach księgarni wciąż przybywa lektur, które obrazują kolejne lata bytowania człowieka na Ziemi, ukazując każdy element przyszłej wizji miast, życia, szarej rzeczywistości oraz różnego rodzaju dodatków fantastycznych, co naprawdę może zainteresować niejednego wymagającego czytelnika poszukującego szczypty wrażeń. Samantha Shannon to jedna z tych przewodniczek, która zaprasza na wycieczkę do mrocznego Londynu, miasta zmieniającego się na przestrzeni lat w ogromy dom dla jasnowidzów, którzy wcale nie są w nim mile widziani...

"Zakon Mimów" to kolejna powieść pióra Brytyjki, Samanthy Shannon, która rozpoczęła swoją karierę w świecie literatury od wydania bestsellerowego tomu zatytułowanego "Czas żniw", zyskując tym rzesze fanów i sławę godną najbardziej doświadczonych artystów powiązanych z rynkiem książkowym. Już na samym wstępie muszę zaznaczyć, że jestem całkowicie zachwycony wszystkim, co przedstawia czytelnikom ta młoda pisarka, która w tak umiejętny sposób manipuluje wyobraźnią i emocjami ludzi, że dokładnie każdy powinien zapoznać się z jej twórczością. "Zakon Mimów", kontynuacja serii Czas żniw, znów zabiera nas do Londynu, w którym główna bohaterka powraca do sił po dosyć ciężkich przeżyciach w jednym z obozów dla jasnowidzów. Trzeba tutaj zaznaczyć, iż historia ta po raz kolejny zaczyna się z zadziwiającym tempem. Właśnie to jedna z tych istotnych kwestii, która znacznie wyróżnia tę powieść od innych. W wielu powszechnie nam znanych kontynuacjach serii można dostrzec małe notatki pomagające czytelnikowi przypomnieć sobie dane kwestie z poprzedniego tomu. W tym przypadku autorka nie miała czasu na tego typu zabieg, fakt, zdarzały się sytuacje, w których główna bohaterka nawiązywała bezpośrednio do sytuacji wydarzonych w pierwszym tomie, aczkolwiek było to idealnie wkomponowane w cały zarys i kompozycję fabuły oraz nie charakteryzowało się to sztucznością ani nie było streszczeniem. Co więcej, budowa schematu powieści jest dla mnie totalną zagadką i muszę stwierdzić, że to właśnie takich książek od dawna poszukiwałem, by zaspokoić swoją wygłodniałą wyobraźnię. Po pierwsze, kreowanie napięcia i zastosowanie pewnego rodzaju "supła" z postrzępionych zagadek było, według mnie, istnym strzałem w dziesiątkę, bowiem posmakowało to lekką nutą kryminalnego schematu, który zawsze jest nie do rozszyfrowania. W tym przypadku było tak samo. Pomimo moich szczerych prób domyślania się, tworzenia własnych teorii wyjaśnienia zabójstw, kompletnie nic się nie ziściło. "Zakon Mimów"to lektura, która cała przepełniona jest po brzegi wartką akcją, porywającą czytelnika i trzymającą go w napięciu. To właśnie kolejna sprawa, wyróżniająca tę powieść, nie jest ona wcale nudna, ale także nie jest przesycona prawdziwą nawałnicą intryg. Wprost przeciwnie, z biegiem stronic wciąż żąda się więcej i pojawia się swego rodzaju uzależnienie. Natomiast przedstawiając sytuację głównej bohaterki w drugiej części przygód, Paige Mahoney, można prędko zauważyć, że znów powraca do szarej rzeczywistości Londynu, która z każdym dniem nabiera kolorytu. Z jednej strony ciągła sprawa dotycząca Refaitów nie daje jej spokoju, musi znaleźć Naczelnika, zdecydować o pobycie w Siedmiu Pieczęciach, a także musi sprostać kolejnym problemom, które doprawdy wyrastają przed nią spod ziemi. W tej kwestii przyznaję, że naprawdę każdy element, bądź zabieg zastosowany w książce jest tak przemyślany i precyzyjny, iż czystą przyjemnością jest przeczytać 544 strony, a w rzeczywistości po ich przewertowaniu mamy ogromny głód dalszych przygód, który chcielibyśmy jak najszybciej zaspokoić. Jedno jest pewne, "Zakon Mimów" to istna bomba, której eksplozja jest niesamowicie piękna.

Reasumując, "Zakon Mimów" to naprawdę idealna kontynuacja serii Czas żniw, w której możemy spodziewać się wszystkiego, bowiem autorka wciąż bombarduje nas intrygami, które pomimo swojej natury burzenia planów, są naprawdę wspaniałe i pomysłowe. Zestawienie szybkiej akcji i naprawdę wspaniałej historii jasnowidzów Londynu z dodatkiem fantastycznej woni czyni tę powieść naprawdę wyjątkową, która od początku hipnotyzuje i uzależnia czytelnika. Serdecznie polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
10-11-2018 o godz 19:45 przez: Snieznooka
Opowieść o Paige Mahoney można zaliczyć do tych książek, które wciągają i ciekawią od pierwszych stron. Mam nadzieję, że wszystkie tomy przygód śniącego wędrowca zostaną wydane w Polsce, bowiem jest to seria, która mnie interesuje. Bardzo ucieszyłam się na wieść, że Wydawnictwo SQN postanowiło przesłać mi „Zakon mimów”, abym mogła się nim cieszyć i zagłębić w świat Syjonu, aby dowiedzieć, co się wydarzyło z Bladą Śniącą po ucieczce z Szeolu I. „Słowa dodają skrzydeł nawet tym zdeptanym, załamanym i pozbawionym całej nadziei.” Ucieczka z karnej kolonii dla jasnowidzów nie poszła gładko, jej przebieg owocował w wiele dramatów. Niestety grupa, której udało się zbiec i dotrzeć do Londynu nie była zbyt liczna, ale to nie koniec kłopotów. Sajon nie zaprzestanie pościgu dopóki nie schwyta wszystkich zbiegów, a co za tym idzie Paige staje się najbardziej poszukiwaną jasnowidzką w całym Londynie. Dziewczyna postanowiła wyjawić pobratymcom prawdę na temat Refaitów i Emmitów. Tożsamość rebeliantów zostaje ujawniona. Paige musi uważać, aby nie dać się schwytać, nie może wpaść w pułapkę wiedza, którą posiada jest zbyt cenna. Zamierza zwołać spotkanie Eterycznego Stowarzyszenia mając nadzieję, że uda jej się zjednoczyć w ten sposób jasnowidzów, niestety szemrane interesy i prześciganie się w intrygach jest ważniejsze od obecnych wydarzeń. Refaici są potężni, a zagrożenia z ich strony nie należy bagatelizować. Determinacja, z którą działa Paige jest godna podziwu, próbuje samodzielnie dokonać czegoś wielkiego. W świecie, gdzie ludzi dzieli się na lepszych i gorszych, a magia i jej przejawy są zakazane nic nie jest takie, jakim się wydaje. Zaufanie bywa kruche, a obdarzyć nim można nielicznych. Polityczne knowania nie są niczym nowym w świecie jasnowidzów. „Prawda nie wymaga przeprosin”. Czy jej się powiedzie? Walka o władzę jest aż tak konieczna, że rządza przysłania ludzkie dobro? Niestety. Paige musi działać samotnie, na własną rękę. Londyńska społeczność jasnowidzów wydaje się być podzielona, a w tej chwili powinna zaczynać się jednoczyć. „Lubimy myśleć, że jesteśmy odważni, ale przecież jesteśmy tylko ludźmi.” „Czas żniw” był dynamiczny pod względem akcji, tym razem autorka postawiła na coś zupełnie innego. W „Zakonie mimów” poznajemy polityczną strukturę i jej kwestie, przyglądamy się syndykatowi. Shannon bardzo dokładnie wprowadziła nas w ten świat pozwalając poznać wszelkie jego blaski, a także cienie. Podziemie jest równie zepsute, jak jego nadziemny trzon. Któremu przywódcy można, więc ufać? A co z Hallem? Czy nadal jest taki wspaniały? Pozostaje jeszcze kwestia wiary, czy ktokolwiek uwierzy w istnienie Emmitów i Refaitów? „Nadzieja to fundament rewolucji. Bez niej jesteśmy tylko prochem, który czeka, aż porwie go wiatr.” Uważam, że autorka poradziła sobie z drugim tomem historii o Bladej Śniącej równie dobrze, jak z pierwszym, potrafi utrzymać poziom odpychając sztampowe wzorce daleko. „Zakon mimów” przekazuje nam wiele cennych informacji nie tylko na temat władzy w Londynie, Szeolu, Sojonu, ale także nowego miejsca umiejscowionego między życiem, a śmiercią. Nasze funkcje poznawcze szaleją z radości. Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani są twardzi i charyzmatyczni, zwłaszcza Paige, której historię uwielbiam. Dziewczyna bardzo dojrzała pod względem psychicznym, zmiana wpłynęła na korzyść jej rozrysowania na łamach powieści. Dla fanek Naczelnika chciałabym tylko dodać, że się nie zawiodą, ponieważ pojawia się w drugim tomie i relacja z Mahoney nabiera lekkich rumieńców. Arcturus Mesarthim współpracuje z dziewczyną pragnąc odsunąć przywódczynię Refaitów od władzy. Czy mu się to uda? Czy to coś magicznego, co zaczyna go łączyć z jasnowidzką ma szansę na przetrwanie? W książce zabrakło mi odrobinę akcji, tego nagłego zrywu, który zdążyliśmy poznać w „Czasie żniw”. Dla czytelników, którzy ukochali sobie szybkie tempo różnych wydarzeń książka może wydawać się odrobinę nużącą i monotonna, ale pamiętajcie, że opisane informacje są istotne dla fabuły. Zakończenie książki jest miażdżące, pozostawiające ogrom pytań, których nie potrafimy zaspokoić. Mam nadzieję, że uda mi się szybko zdobyć tom trzeci „Pieśń jutra”, nie lubię zbyt długo tkwić w takiej niepewności.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-04-2015 o godz 19:46 przez: Oliwia Potocka
Kontynuacja bestsellerowego Czasu Żniw! Przygotujcie się na powrót do Sajonu Londyn. Paige udaje się uciec z kolonii karnej Szeol I. Razem ze swoimi towarzyszami z obozu, oraz pomocnym przy wyzwoleniu Siedmiu Tarczom z Jaxonem Hall'em na czele, Blada Śniąca wraca do domu. Jednak bogatsza w nowe doświadczenia traci zaufanie nawet do swoich przyjaciół. Ukrywa się, stara się unikać rozgłosu i obmyśla plan pozbycia się Nashiry razem z jej refaickimi sprzymierzeńcami. Jednak zasięg władzy Refaitów jest większy niż Paige się spodziewała.


Zakon Mimów to zdecydowanie moja najbardziej wyczekiwana książka tego roku i bardzo się cieszę, że mogłam czytać ją niemal miesiąc przed premierą. Pierwszą część tej siedmiotomowej serii Shannon, czyli Czas Żniw pokochałam całym serduszkiem i z niecierpliwością oczekiwałam na wydanie u nas drugiego tomu. Już po tych dwóch książkach można powiedzieć, że seria wyróżnia się oryginalnym ujęciem tematu jasnowidzenia, oraz genialnie wykreowanym uniwersum.

Powrót Paige do SajLo oznacza, że czytelnik będzie miał szansę nieco bardziej zgłębić świat wykreowany przez Samanthę Shannon, oraz rządzące nim zasady. Książka zajmuje się bardziej polityką: kto z kim, albo kim rządzi, jak funkcjonuje syndykat i czarny oraz szary(!) rynek. Jak dla mnie to jest najlepsze w tej książce, to, że mogłam dowiedzieć się dokładnie jak to wszystko działa w praktyce.

W tym tomie możemu dokładniej przyjrzeć się głównej bohaterce, czyli Paige Mahoney, dowiedzieć się jak mniej więcej wygląda jej codzienne życie w SajLo, jakie ma obowiązki względem syndykatu. Czytelnik ma szansę zestawić wspomnienia dziewczyny z czasów jej przebywania w Szeolu I, z tym jak to wszystko wygląda naprawdę. Jej relacje z innymi jasnowidzami, jej pozycję w syndykacie, miejsca, które odwiedza, to wszystko jest świetnie pokazane w Zakonie Mimów. Tym razem Paige musi ostrzec społeczność jasnowidzów przed Refaitami. Jak wiadomo, los rzuca jej pod nogi kłody, i dziewczyna musi naprawdę dużo przejść, a jeszcze więcej poświęcić.

I znowu, bardzo podobało mi się jak delikatnie została pokazana relacja między Paige i Naczelnikiem. Wiecie, lub nie, ale nie jestem zbytnią fanką tego związku i kiedy ci bohaterowie pocałowali się przed ucieczką dziewczyny z kolonii karnej, byłam skołowana, żeby nie powiedzieć zniesmaczona. W tym tomie przewijają się wątki Paige-Naczelnik, ale sama dziewczyna nie skupia się tylko na tym aspekcie jej życia, nie myśli cały czas o swoim uczuciu i jego obiekcie. Ma na głowie inne, przyznajmy się, ważniejsze sprawy i potrafi zrzucić sprawy sercowe na boczny tor, tak by nie przeszkadzały jej w osiąganiu postawionych sobie celów i zamierzeń.

Spośród innych bohaterów muszę, po prostu muszę wyróżnić Jaxona. Tak jak w Czasie Żniw wydawał mi się co najmniej dziwny i tajemniczy, po przeczytaniu Zakonu Mimów dalej uważam, że jest tajemniczy, ale i dość specyficzny. Wystarczy wziąć pod uwagę język jakim się posługuje i jego wyrachowanie. Coś pięknego. Takiego bohatera pobocznego potrzbuje każda dobra książka. Nie wyobrażam sobie kolejnych części bez Jaxona, z resztą, on jeszcze na pewno namiesza i nie raz przeszkodzi Paige.

Ni byłabym sobą, gdybym nie poświęciła kilku zdań przestrzeni miejskiej przedstawionej w książce. UWIELBIAM kiedy akcja powieści rozgrywa się w wielkiej metropolii, która czasami sama przyjmuje rolę pełnoprawnego bohatera. Kocham razem z bohaterami podążać mrocznymi uliczkami i przemierzać tajemnicze miejsca. Podczas lektury Zakonu Mimów nie zawiodłam się i pod tym względem. Londyn u Shannon to istna perełka i mimo, że dzieją się w nim straszne rzeczy, chciałabym na chwilkę się w nim znaleźć, żeby poczuć tą atmosferę na własnej skórze.

Czas Żniw był świetnym wprowadzeniem do serii, natomiast Zakon Mimów to wręcz idealne rozwinięcie historii o Paige Mahoney. Zwroty akcji i zaskakujące rozwiązania, to tylko niektóre elementy jakich możecie się spodziewać po Shannon. Ta seria to zdecydowanie coś nowego wśród powieści fantastycznych dla młodzieży. Niecierpliwym podpowiem, że autorka zakończyła już edycję trzeciego tomu, więc może jeszcze w tym roku odbędzie się jego zagraniczna premiera. Ja jestem zachwycona i pozostaje mi tylko czekać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-05-2015 o godz 11:58 przez: Kamila Idziaszek
Zakon Mimów to kontynuacja wspaniałego Czasu Żniw, czyli pierwszej części serii o tej samej nazwie. Jeśli śledzicie mojego bloga to zapewne wiecie, że pierwszy tom zrobił na mnie ogromne wrażenie, a historia jaką przedstawiła autorka skradła moje serce. Od kiedy tylko skończyłam czytać początek tego niezwykłego cyklu, czekałam z niecierpliwością na jakiekolwiek wzmianki o kontynuacji. Wreszcie doczekałam się tej pięknej chwili i w moje ręce wpadł Zakon Mimów. Nie zwlekając zbyt długo zabrałam się za czytanie i muszę przyznać, że... po prostu przepadłam. Samantha Shannon wciągnęła mnie do swojego świata i nie pozwalała mi jeszcze długo go opuścić. Jednak o tym wszystkim dowiecie się już za chwilę. W pierwszej kolejności postaram się przybliżyć Wam co nieco tą niezwykle rozbudowaną fabułę. Zapraszam do dalszego czytania!

Po ucieczce z kolonii karnej Szeol I, nic nie jest już takie samo jak przedtem. Zaledwie kilku osobom udaje się ukryć na ulicach Londynu. Żadne z nich nie jest bezpieczne. Każdy kto ocalał musi mieć się na baczności i pod żadnym pozorem nie tracić czujności. Wszyscy toczą walkę o dalsze życie. Paige chce, aby wszystko co wie o Refaitach i Emmitach ujrzało światło dzienne. Pragnie, aby wszystkie tajemnice zostały wyjawione i społeczność jasnowidzów dowiedziała się o tym co przez lata było skutecznie ukrywane. Czy ktokolwiek wysłucha młodą dziewczynę? Czy ktokolwiek w ogóle jej uwierzy?

Autorka już od samego początku wrzuca czytelnika na głęboką wodę i bardzo szczegółowo przedstawia stworzony przez siebie świat. Muszę przyznać, że pierwsze rozdziały były dla mnie dosyć trudne do zrozumienia, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że pierwszą część tej serii czytałam już dosyć dawno i wiele szczegółów po prostu uciekło z mojej pamięci. Jestem pewna jednak, że każdy kto ma jakiekolwiek problemy ze zrozumieniem autorki, bardzo szybko sobie z nimi poradzi, ponieważ Samantha Shannon tak dokładnie wszystko opisuje, że prędzej czy później zrozumie całą fabułę.

Nadal nie potrafię przywyknąć do tego, że tak młoda osoba jak Samantha Shannon może stworzyć tak niezwykły świat i dopracować go do nawet najmniejszego szczegółu. Uwierzcie mi, że pisząc tę recenzję wcale nie przesadzam. Autorka wzięła pod uwagę najdrobniejsze, pozornie nic nieznaczące detale i sprawiła, że stały się one niezwykle istotne. Uwielbiam wszystko co wykreowała Pani Shannon i mogę śmiało stwierdzić, że Czas Żniw to jedna z lepszych serii jakie kiedykolwiek powstały. Zazdroszczę autorce tak ogromnej wyobraźni i już nie mogę doczekać się co takiego wymyśli ona w kolejnej części przygód Paige.

Bohaterowie - tak jak w pierwszej części - są świetnie dopracowani. Każdy z nich ma inny charakter i posiada szereg zalet, ale także wiele wad. W świecie Samanthy Shannon nic nie jest czarne ani białe. Nawet najlepszy przyjaciel może okazać się wrogiem, a największy wróg - sprzymierzeńcem. Uwielbiam Paige, która jest niezwykle odważna, sympatyczna oraz mądra. Nie wyobrażam sobie lepszej głównej bohaterki i cieszę się, że jeszcze kiedyś będę mogła poznać jej dalsze losy. Oczywiście moją drugą miłością w tej serii jest Naczelnik i chyba nic już tego nie zmieni. Żeby zrozumieć moje odczucia koniecznie musicie poznać twórczość tej autorki.

Zakończenie całkowicie mnie zaskoczyło i do tej pory nie mogę uwierzyć w to co się stało. Nie mam pojęcia jak wytrzymam do premiery kolejnej części, ale czuję, że muszę jak najszybciej poznać dalsze losy Paige. Autorka pozostawiła mnie w takiej niepewności, jakiej już dawno nie zaznałam. Z jednej strony ją za to uwielbiam, z drugiej natomiast - nienawidzę.

Podsumowując - Zakon Mimów to idealna kontynuacja, dopracowana w najmniejszych detalach. Myślę, że Samantha Shannon już lepiej nie mogła tego napisać. Seria Czas Żniw jest dla mnie po prostu mistrzostwem i na pewno jeszcze długo będę się nad nią zachwycać. Jeśli jeszcze nie czytaliście pierwszej części, to w sumie nie wiem na co tak naprawdę czekacie. KONIECZNIE musicie poznać Paige i jej losy. Wszyscy Ci, którzy pierwszy tom mają za sobą mam nadzieję, że już zaopatrzyli się w kontynuacje i mają zamiar jak najszybciej ją przeczytać. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-10-2015 o godz 20:59 przez: Maadziuulekx3
Po sześciomiesięcznym więzieniu w kolonii karnej Szeol I nastąpiła spektakularna ucieczka. Odmieńcy połączyli siły, tak by wydostać się z nienawidzonego miejsca. Wszyscy pokaleczeni, zranieni, postrzeleni, ale w miarę szczęśliwi bo w końcu wyrwali się z niechcianego i złego Szeolu. Jednak szczęście w nieszczęściu otrzymuje nieliczna garstka, której udaje się ukryć na ulicach Londynu. Ale to jeszcze nie koniec kłopotów w życiu ocalałych. Każdy z nich musi się mieć na baczności, Sajon nie dopuści do tego by ktoś dowiedział się o Szeolu I. Będą próbowali za wszelką cenę odnaleźć Paige, oraz innych jasnowidzów, którzy uciekli, by w końcu sprzątnąć ich z powierzchni ziemi. Dlatego strach nie spędza im snu z powiek, boją się wyjść poza mury swoich schronień, paraliżujący lęk nie pozwala im zapomnieć o tym co się wydarzyło.

Paige, najbardziej poszukiwany jasnowidz w całym Londynie nie chce siedzieć spokojnie i pozwolić Sajonowi decydować jak ma wyglądać jej życie. Dlatego postanawia za wszelką cenę przedstawić społeczności jasnowidzów informację o Refaitach, Emmitach, jak byli traktowani w niewoli i co skutkuje, gdy pozwolą im sobie wejść na głowę. Postanawia zwołać zebranie Eterycznego Stowarzyszenia. Nie chce się poddać bez walki, bo gdyby się tak stało to ,,oni" wygrają. Nie wie, czy jasnowidze mogą walczyć z Refaitami i w jaki sposób, ale jedno było pewne, nie poddadzą się tak łatwo i wytępią pasożyty. Czy im się uda? Czy najbardziej wpływowi przywódcy przestępczego syndykatu stawią się na wezwanie? Czy w ogóle zechcą wysłuchać tego co Paige ma im do powiedzenia? Uwierzą jej? Nie dowiecie się jeżeli nie przeczytacie.

Czy pamiętacie Paige, która potrafiła dostać się do zaświatów przez senny krajobraz? Nie? To wam przypomnę. Główna bohaterka wraz z innymi jasnowidzami trafiła do Szeol I. Tam przez sześć miesięcy żyje pod czujnym okiem Naczelnika. Szeol I to miejsce do którego nikt nie chciałby trafić. Jednak, gdy się to już stanie, bardzo trudno się z niego wydostać. Cały teren jest zaminowany, a w niektórych miejscach stacjonują nieznane stwory Emmity, z którymi nikt nie chciałby mieć styczności. Żeby przeżyć trzeba robić to co każą Refaici, kto się sprzeciwi otrzymuje kary cielesne, wstrzyknięcie fluxu do organizmu, albo co gorsza- śmierć. Jednak Paige nie poddaje się, walczy z przeciwnościami losu i pomaga wydostać się nie tylko sobie, ale także nielicznej grupce z okropnego miejsca. Teraz dopiero zaczyna się zapierająca dech akcja. Trzeba przekonać innych do istnienia Szeolu tak by go w końcu obalić jak i Refaitów, nie dać się Sajonowi omamić i walczyć o swoje prawa. Jednak nie będzie łatwo. Czy Paige sobie poradzi?

Kolejny raz mogłam powrócić do cudownie wykreowanego świata, który znowu zaskarbił sobie moje serce. Nie zabrakło bogatych opisów, zaskakujących detali, dopracowany w najmniejszych szczegółach, pełnych emocji i niekończącej się akcji. Wciąż zaskakuje mnie wyobraźnia autorki, stworzyła coś niesamowitego. Nowy świat, który z przejęciem i dokładnością chce nam przekazać, zobrazować, tak byśmy wraz z nią przeżywali coś niezwykłego. ,,Zakon Mimów" to kolejna cudowna część trzymająca w napięciu, pełna akcji, niekończącej się adrenaliny. Autorka utrzymała taki sam poziom. Zaskakuje, zadziwia, szokuje, doprowadza do złości. Czytelnik nie jest w stanie oderwać się od powieści. To istny kalejdoskop wydarzeń, który od pierwszej karki pochłania do reszty.

Większość osób wspominała mi, że książka ,,Zakon Mimów" jest bardzo słaba i nie ciekawa tak jak pierwsza część, jednak ja się nie mogę z nimi zgodzić. Moim zdaniem autorka dalej utrzymuje wysoki poziom. Obie części są bardzo ciekawe i dopracowane w detale. Przyjemnie i szybko się je czytało, chęć poznania co się wydarzy dalej popychała czytelnika coraz bardziej w głąb powieści. Książka mnie nie nudziła, nie sprawiła zawodu, zachęciła mnie do wyczekiwania na dalszą część, która mam nadzieję szybko się niebawem pojawi. Jednym słowem autorka sprawiła, że mam książkowy niedosyt i pragnę więcej. Powieść gorąco polecam i zachęcam do zapoznania się z niezwykłym światem Sajonu, który zaskoczy i zadziwi każdego.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
28-05-2015 o godz 22:56 przez: Agnesja
"Nadzieja to fundament rewolucji. Bez niej jesteśmy tylko prochem, który czeka, aż porwie go wiatr."


„Zakon mimów” to długo wyczekiwana kontynuacja niesamowitego „Czasu żniw”, który zmieszał niepokojącą wizję przyszłości z całkiem nowym wątkiem fanastycznym i światem starannie wykreowanym od samej podszewki. Przyznam, że miałam wobec drugiej części serii spore oczekiwania, które niestety początkowo były powodem mojego zawodu. Całe szczęście, w porę wszystko wróciło do normy i ostatecznie otrzymałam opowieść z samych wyżyn fanastyki, chociaż i tak „Czas żniw” zdecydowanie góruje nad swoją kontynuacją.

Paige Mahoney powraca do SajLo wraz z garstką jasnowidzów, którzy przetrwali ucieczkę z kolonii karnej Szeol I. Każdy z nich musi ukrywać się przed nieznającym litości dla odmieńców Sajonem. Paige pragnie powiedzieć wszystkim o mordach w kolonii i bezlitosnych rządach Refaitów, jednak nikt nie bierze jej słów na poważnie. Dopiero wtedy dziewczyna dowiaduje się, że większość mim-lordów martwi się jedynie o zyski i reputację. Dotychczasowe bezpieczeństwo zapewniane przez syndykat okazuje się być dla wszystkich odmieńców złotą klatką. Londyn potrzebuje nowego przywódcy, nowego Zwierzchnika, który położy kres władzy Refaitów, handlowi ludźmi i politycznym spiskom. A kto, jak nie Paige, lepiej sobie z tym poradzi?

Akcja „Zakonu mimów” rozpoczyna się we wrześniu 2059 roku, praktycznie w tym samym miejscu, w którym z bohaterami rozstaliśmy się w poprzednim tomie. Widzimy tragiczny finał spektakularnej ucieczki z Szeolu I, ale powrót Paige powinien oznaczać ostateczne zwycięstwo. Niestety, kolejne karty powieści rozszarpują nasze nadzieje na drobne kawałeczki. Spokój, poukładanie spraw, zniszczenie zagrożenia – tego się spodziewamy. Tak naprawdę w tym tomie autorka ukazuje nam pewne tajniki Londyńskiego świata, niedołęstwo polityki i ogromną niesprawiedliwość. Pozornie poukładane życie jasnowidzów zostaje przekształcone w dobrowolne więzienie, a władza w obliczu zagrożenia, jakim jest Paige, posuwa się do najbardziej nieetycznych poczynań. „Zakon mimów” jest bowiem książką o poszukiwaniu wolności, o uzyskiwaniu nowej tożsamości na skutek buntu wobec świata, któremu powinno się być za wszystko wdzięcznym. Problem w tym, że wdzięczność dla świata a oddanie jemu swojego życia i tożsamości to zupełnie inne rzeczy.

Wspomniałam już, że początkowo byłam lekturą zwyczajnie zawiedziona. Nie potrafiłam na nowo wciągnąć się w świat stworzony przez Samanthę Shannon, mój mózg jakby nie nadążał za wydarzeniami. Wydawało mi się, że przez pierwsze 200 stron zupełnie nic się nie dzieje, a poziom tej książki w odróżnieniu do poprzedniczki spadł na dno oceanu i pocałował muł. Może to moje wrażenie spowodowane właśnie niemożnością ponownego wniknięcia do historii z odpowiednią dawką dociekliwości, a może faktycznie fabuła potrzebowała w tym wypadu czasu aby rozkręcić się na dobre. Po przebrnięciu przez prawie połowę lektury, nagle coś się zmieniło i nie potrafiłam się od niej oderwać. Zaczęłam w końcu łączyć fakty, czuć napięcie i niepewność. Zrozumiałam sens politycznych intryg, jej związek z Refaitami i gangiem Szmacianych Kukieł. Akcja znacznie przyśpieszyła i już do końca nie pozwalała się nudzić. O końcówce już nawet nie wspomnę. Zamknięciu książki towarzyszyło wybałuszenie oczu.

To był właśnie ten moment, kiedy twój mały świat się wali i masz ochotę spotkać się czołem z własnym biurkiem.

No cóż, z jednej strony niezadowolenie i szok – z drugiej strony ogromna satysfakcja, że autorka odważyła się tak zaskoczyć czytelnika. Ja nie chcę, ja POTRZEBUJĘ kolejnej części, jak najszybciej.

„Zakon mimów” to bardzo dobra książka, choć trochę słabsza od swojej poprzedniczki, nadal zasługuje na ogromne wyróżnienie wśród tego typu literatury. Moim skromnym zdaniem, „Miasto kości” do „Czasu żniw” się nawet nie umywa, chociaż każdy może mieć co do tego odmienne zdanie. Zdecydowanie polecam tą serię, świat stworzony przez Shannon to miejsce, które powinien odwiedzić każdy zwolennik obfitującej w zaskoczenia i emocjonującej lektury.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
19-08-2015 o godz 15:06 przez: Książkoholiczka Czyta

Paige Mahoney uciekła z kolonii karnej w Szeolu I, ratując przy tym nie tylko swoje życie, ale także innych jasnowidzów. Staje się jednocześnie najbardziej poszukiwaną osobą w całej cytedli. Pragnie przekazać społeczeństwu jasnowidzów informacje o Refaitach i Emmitach, lecz nikt nie chce jej wysłuchać. Nawet Jaxon Hall, przywódca jej gangu, nie chce, żeby dziewczyna o wszystkim powiedziała, chce utrzymać sprawę w tajemnicy. Paige postanawia zwołać zebranie Eterycznego Stowarzyszenia. Jednakże i oni nie stawią się na wezwanie. Czy zdecydują się wysłuchać rzekomo wymyślonej historii młodej dziewczyny?
Refaici wiedzą już, że nie są bezpieczni. Zaczynają działać, by wyeliminować zagrożenie. Paige musi się ukrywać. Nie może nikomu zaufać.

Po "Czasie Żniw", który był niesamowity, przyszła pora na "Zakon Mimów", co do którego z początku miałam wiele zastrzeżeń. Akcja rozwijała się powoli, tak naprawdę przez pierwszą połowę książki nie działo się nic ciekawego, mrożącego krew w żyłach. Dopiero później rozwinęła się bardzo szybko, za szybko. Nie mogłam odciągnąć się od czytania, ponieważ cały czas wszystko działo się nagle. Mogliśmy domyślać się, co się wydarzy, lecz i tak autorka wymyśliła coś zupełnie innego, coś, czego nigdy byśmy się nie spodziewali.

Samantha Shannon ponownie przenosi nas do 2059 roku, do Londynu, gdzie władze miasta próbują wyeliminować jasnowidzów, żyjących na ich ziemi. To, w jaki sposób autorka potrafi stworzyć klimat tajemnicy i jednocześnie wywołać u nas strach jest niesamowite. Świat wykreowany na kartach tej powieści jest dopracowany w każdym szczególe. Stworzony jest nawet dokładny podział jasnowidzów, który skłócił ich między sobą.

Styl pisania Samanthy Shannon jest prosty i przejrzysty. Opisy miejsc, są jak obrazy, dzięki słowom, które używa autorka, możemy z dokładnością wyobrazić sobie, gdzie znajdują się nasi bohaterowie. Warto zaznaczyć, że Samantha ma 26 lat i w tak młodym wieku stworzyła coś tak niesamowitego. Jak już pisałam, akcja w "Zakonie Mimów" rozkręca się bardzo powoli, ale kiedy już się rozkręci, jest szybka i pełna akcji. Na kartach tej powieści możemy znaleźć wszystko, czego potrzebujemy: akcja, romans, wszelkiego rodzaju tajemnice i zagadki, które rozwiązujemy wraz z główną bohaterką. Podczas czytania "Zakonu Mimów" wiele spraw nie potrafimy pojąć, lecz w pewnym momencie wszystko zaczyna nam się układać w całość, zaczynami rozumieć, dlaczego dani bohaterowie mieli takie zachowanie itp. Po ukończeniu książki zastanawiałam się, dlaczego wcześniej nie zwracałam uwagi na szczegóły, nawet te najmniejsze, ledwie dostrzegalne.

Bohaterowie są dobrze wykreowani, każdy ma inny charakter, nawzajem się dopełniają. Paige znacznie bardziej polubiłam. Po lekturze pierwszej części doszłam do wniosku, że była zbyt niezdecydowana i działała pochopnie. Wyraźnie widać jej metamorfozę, która zachodzi na kartach tej powieści. Wszystko dokładnie planuje, jest stanowcza i zawsze postawi na swoim. Jednakże denerwowało mnie w niej to, że jedyne, o czym myślała, to zmiana świata na dobre. Pojawia się tutaj ponownie Naczelnik Arcturus Mesarthim, którego uczuć nie potrafię odczytać. Zdecydowanie moją ulubioną postacią jest Jaxon Hall. Jego czyny są niespodziewane, Samantha Shannon naprawdę postarała się przy wykreowaniu tak ciekawego bohatera. Dla mnie osobiście był zagadką, której do samego końca nie potrafiłam rozwiązać.

Całość wydana jest przepięknie. Śliczna, krwisto-czerwona okładka idealnie nawiązuje do treści książki. W środku możemy znaleźć również mapy, które są bardzo pomocne. Jak w poprzednim tomie, znajdziemy również słowniczek.

Reasumując: "Zakon Mimów" jest mniej więcej na tym samym poziomie, co "Czas Żniw" Pierwsza część była wprowadzeniem do całej historii, poznawaliśmy świat i bohaterów, ale w drugiej tak naprawdę akcja się rozkręca. To wspaniała lektura, którą można pokochać już od pierwszych stron. Jeśli kolejne pięć części również takie będzie, to jestem zdecydowanie na tak!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-09-2017 o godz 13:34 przez: Agnesja
„Zakon mimów” to długo wyczekiwana kontynuacja niesamowitego „Czasu żniw”, który zmieszał niepokojącą wizję przyszłości z całkiem nowym wątkiem fanastycznym i światem starannie wykreowanym od samej podszewki. Przyznam, że miałam wobec drugiej części serii spore oczekiwania, które niestety początkowo były powodem mojego zawodu. Całe szczęście, w porę wszystko wróciło do normy i ostatecznie otrzymałam opowieść z samych wyżyn fanastyki, chociaż i tak „Czas żniw” zdecydowanie góruje nad swoją kontynuacją. Paige Mahoney powraca do SajLo wraz z garstką jasnowidzów, którzy przetrwali ucieczkę z kolonii karnej Szeol I. Każdy z nich musi ukrywać się przed nieznającym litości dla odmieńców Sajonem. Paige pragnie powiedzieć wszystkim o mordach w kolonii i bezlitosnych rządach Refaitów, jednak nikt nie bierze jej słów na poważnie. Dopiero wtedy dziewczyna dowiaduje się, że większość mim-lordów martwi się jedynie o zyski i reputację. Dotychczasowe bezpieczeństwo zapewniane przez syndykat okazuje się być dla wszystkich odmieńców złotą klatką. Londyn potrzebuje nowego przywódcy, nowego Zwierzchnika, który położy kres władzy Refaitów, handlowi ludźmi i politycznym spiskom. A kto, jak nie Paige, lepiej sobie z tym poradzi? Akcja „Zakonu mimów” rozpoczyna się we wrześniu 2059 roku, praktycznie w tym samym miejscu, w którym z bohaterami rozstaliśmy się w poprzednim tomie. Widzimy tragiczny finał spektakularnej ucieczki z Szeolu I, ale powrót Paige powinien oznaczać ostateczne zwycięstwo. Niestety, kolejne karty powieści rozszarpują nasze nadzieje na drobne kawałeczki. Spokój, poukładanie spraw, zniszczenie zagrożenia – tego się spodziewamy. Tak naprawdę w tym tomie autorka ukazuje nam pewne tajniki Londyńskiego świata, niedołęstwo polityki i ogromną niesprawiedliwość. Pozornie poukładane życie jasnowidzów zostaje przekształcone w dobrowolne więzienie, a władza w obliczu zagrożenia, jakim jest Paige, posuwa się do najbardziej nieetycznych poczynań. „Zakon mimów” jest bowiem książką o poszukiwaniu wolności, o uzyskiwaniu nowej tożsamości na skutek buntu wobec świata, któremu powinno się być za wszystko wdzięcznym. Problem w tym, że wdzięczność dla świata a oddanie jemu swojego życia i tożsamości to zupełnie inne rzeczy. Wspomniałam już, że początkowo byłam lekturą zwyczajnie zawiedziona. Nie potrafiłam na nowo wciągnąć się w świat stworzony przez Samanthę Shannon, mój mózg jakby nie nadążał za wydarzeniami. Wydawało mi się, że przez pierwsze 200 stron zupełnie nic się nie dzieje, a poziom tej książki w odróżnieniu do poprzedniczki spadł na dno oceanu i pocałował muł. Może to moje wrażenie spowodowane właśnie niemożnością ponownego wniknięcia do historii z odpowiednią dawką dociekliwości, a może faktycznie fabuła potrzebowała w tym wypadu czasu aby rozkręcić się na dobre. Po przebrnięciu przez prawie połowę lektury, nagle coś się zmieniło i nie potrafiłam się od niej oderwać. Zaczęłam w końcu łączyć fakty, czuć napięcie i niepewność. Zrozumiałam sens politycznych intryg, jej związek z Refaitami i gangiem Szmacianych Kukieł. Akcja znacznie przyśpieszyła i już do końca nie pozwalała się nudzić. O końcówce już nawet nie wspomnę. Zamknięciu książki towarzyszyło wybałuszenie oczu. To był właśnie ten moment, kiedy twój mały świat się wali i masz ochotę spotkać się czołem z własnym biurkiem. No cóż, z jednej strony niezadowolenie i szok – z drugiej strony ogromna satysfakcja, że autorka odważyła się tak zaskoczyć czytelnika. Ja nie chcę, ja POTRZEBUJĘ kolejnej części, jak najszybciej. „Zakon mimów” to bardzo dobra książka, choć trochę słabsza od swojej poprzedniczki, nadal zasługuje na ogromne wyróżnienie wśród tego typu literatury. Moim skromnym zdaniem, „Miasto kości” do „Czasu żniw” się nawet nie umywa, chociaż każdy może mieć co do tego odmienne zdanie. Zdecydowanie polecam tą serię, świat stworzony przez Shannon to miejsce, które powinien odwiedzić każdy zwolennik obfitującej w zaskoczenia i emocjonującej lektury
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-03-2017 o godz 13:05 przez: Kasiaczyta
"Rzadko kiedy opowieść zaczyna się od początku. Bywa jednak, że to właśnie koniec jest początkiem. Historia Refaitów i Sajonu zaczęła się przecież niemal dwieście lat przed moimi narodzinami-zatem dla Refaitów ludzkie życie jest równie krótkie jak pojedyncze uderzenie serca. Niektóre rewolucje zmieniają świat w ciągu jednego dnia. Inne trwają dziesiątki, setki lat, albo i dłużej, jeszcze inne nigdy nie dochodzą do skutku. Moja rewolta zaczęła się w jednej chwili od wyboru. Od zakwitnięcia kwiatu w ukrytym mieście na granicy światów. Potrzeba czasu, aby się przekonać, jaki będzie jej finał. Witajcie ponownie w Sajonie." Uciekając z Szeolu I i wsiadając do pociągu, który miał zabrać jasnowidzów do domu, żaden z nich nie wiedział, że ta ucieczka powiedzie się jedynie garstce. Wśród nich oczywiście znajduje się Paige, osoba dzięki której udało się rozbudzić wolę walki i nadzieję w jasnowidzach, którzy byli pod niewolą Nashiry. Mimo, że jedynie kilku osobom udaje się uciec i przeżyć , stają się oni najbardziej poszukiwanymi przestępcami w całym Londynie. Czy wszystkim uda się ukryć ? Cały Sajon, a także Refaici na czele z Nashirą polują na Śniącego Wędrowca. Jedyną osobą mogącą dać schronienie Śniącej jest jej Mim-lord - Jaxon. Paige chce zawiadomić całą społeczność jasnowidzów, że są oni w niebezpieczeństwie. Zagrożeniem nie jest Tarcza Czuciowa i Sajon, ale ktoś, kto pociąga za sznurki i stoi za okropnymi wydarzeniami, a także za powstaniem Szeolu I- rodzina Sargas. W tym celu zwołuje- wbrew woli Jaxona - zebranie Eterycznego Stowarzyszenia. Ma nadzieję, że jeśli najbardziej wpływowi przywódcy przestępczego podziemia Londynu zechcą wysłuchać jej historii o Refaitach i Emmitach, będą w stanie zjednoczyć się i stanąć do wspólnej walki. Niestety do żadnego spotkania nie dochodzi. Paige - zdeterminowana i zbuntowana, nie chce stracić szansy, którą dostała uciekając z piekła. Chcąc chronić innych, zaczyna walkę na własną rękę. "-Obojętność jest zabójcą. Większość ludzi rozumie to w taki sposób, że przeżyjemy, jeżeli nie będziemy się w to mieszać." Jeśli podobała mi się pierwsza część, to nie wiem co mam powiedzieć o drugiej.. To, że autorka trzyma poziom, to za mało. Czas żniw był wprowadzeniem w ten niesamowity świat, a Zakon Mimów ukazuje jego zepsucie. Zepsucie całego podziemia, a także rządu. Fabuła naszpikowana jest ogromną ilością intryg i nawet jeśli wszystko rozgrywa się wolniej niż w Czasie żniw to nie jest to nudna historia i w odpowiednich momentach przyśpiesza tak, że nie chciałam się od niej oderwać. Moim zdaniem dopiero w Zakonie Mimów Samantha Shannon rozwija skrzydła i zabiera nas w zapierającą dech w piersiach rzeczywistość w której przyszło żyć Paige. Ukazuje funkcjonowanie Kohort, role jaką każdy spełnia w swojej sekcji, pokazuje jak wygląda zwykły dzień jasnowidza na którego polują wszyscy, a także uwydatnia podział między siedmioma kategoriami jasnowidzów. Dla mnie to majstersztyk w czystej postaci. Czy Paige uda się coś zmienić w syndykacie? Kto odpowiedzialny jest za morderstwo, które przypisuje się Śniącej? Jak bardzo skorumpowany jest świat jasnowidzów? Jak daleko sięgają możliwości Nashiry? Ilu sprzymierzeńców ma Mahoney ? Czy Białemu Spoiwu zależy na Paige, czy jedynie na jej darze ? Jak potoczy się dalej historia z Naczelnikiem ? Czy dane jest im zbliżyć się do siebie tak bardzo jak tego chcą ? Czym jest Zakon Mimów ? Najlepszymi postaciami, które budzą jeszcze więcej pytań i sprawiają, że trzeba pokochać tą książkę są : - Paige, która naprawdę mimo, że cała historia opisana jest z jej perspektywy umie wyrwać nas z butów ;) - Jaxon, który w końcu nabiera wyrazistości, za czym idzie kompletny brak możliwości rozszyfrowania go . - Naczelnik, który dla mnie stał się jeszcze większą zagadką ! A byłam pewna, że już większą być nie może.. - Ivy, która zupełnie Was zaskoczy swoją opowieścią. Jedyne co mogę dodać, to wiadomość, że z niecierpliwością czekam na kolejny tom serii.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

O autorze: Shannon Samantha

Samantha Shannon jest brytyjską pisarką, autorką dystopijnych powieści science fiction. Autorka urodziła się w 1991 roku w Londynie. Pierwszą powieść zatytułowaną "Aurora" stworzyła w wieku 15 lat - książka nie została jeszcze opublikowana. Najlepiej znana dzięki powieści "Czas żniw" wydanej w 2012 roku jak o pierwszej z siedmiotomowego cyklu. Książka, której fabuła osadzona jest e 2059 roku szybko stała się bestsellerem i została przetłumaczona na 28 języków świata. Powieść zostanie wkrótce również sfilmowana.

Czas Żniw. Tom 1 Shannon Samantha
4.6/5
25,31 zł
39,99 zł
Czas żniw. Tom 1 Shannon Samantha
4.5/5
30,90 zł
36,99 zł
Czas żniw. Tom 1 Shannon Samantha
4.5/5
33,90 zł
39,99 zł

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Cud, Miód, Malina Jadowska Aneta
4.6/5
28,92 zł
44,99 zł
26,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Święto ognia Małecki Jakub
4.7/5
26,64 zł
42,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Glatz. Goliat Duszyński Tomasz
4.9/5
28,32 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Ropuszki Jadowska Aneta
4.7/5
35,03 zł
54,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Rdza Małecki Jakub
4.6/5
28,63 zł
42,99 zł

Podobne do ostatnio oglądanego