Były sobie świnki trzy (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Oferta empik.com : 25,79 zł

25,79 zł 32,00 zł (-19%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny
Produkt w magazynie Empiku
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Rudnicka Olga Książki | okładka miękka
25,79 zł
asb nad tabami
Rudnicka Olga Książki | okładka miękka
27,49 zł
asb nad tabami
Rudnicka Olga Książki | okładka miękka
25,73 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Bycie żoną swojego męża ma pewne zalety – pełne konto i nadmiar wolnego czasu. W zamian wystarczy tylko pilnować, by mąż nie zapominał, dzięki komu żyje pełnią szczęścia. Układ działa jak w zegarku, ale do czasu… Jolka, Martusia i Kama pewnego dnia odkrywają, że w metryce lat im przybywa, nie ubywa, pojawiają się kurze łapki, dodatkowe kilogramy, a w życiu ich mężów inne kobiety.

Przyjaciółki postanawiają zmienić swój stan cywilny, zanim zrobią to ich mężowie. Tylko te nieszczęsne intercyzy… W tej sytuacji można zrobić tylko jedno. Zostać bogatą wdową. Żeby to tylko było takie proste…


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Były sobie świnki trzy
Autor: Rudnicka Olga
Wydawnictwo: Prószyński Media
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 360
Numer wydania: I
Data premiery: 2016-03-15
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 32 x 201 x 127
Indeks: 18905168
 
średnia 4,5
5
29
4
14
3
3
2
1
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
43 recenzje
5/5
29-03-2016 o godz 11:37 PaniKa dodał recenzję:
Czy podpisanie intercyzy to podpisanie wyroku na siebie? Czy w ten sposób kobieta zamyka sobie drogę do szczęścia, spokoju i... majątku męża? Niekoniecznie. Nie ma problemu którego nie dałoby się rozwiązać, nawet jeśli będzie trzeba posunąć się do morderstwa...

Martusia, Kama i Jolka, to trzy kobiety w średnim wieku, których życie nie jest do końca tak idealne jak można by sądzić. Choć mają bogatych mężów, żyją w luksusie i nie muszą martwić się o pieniądze, pojawiają się pewne problemy które skutecznie burzą ich spokój. Nadmiar kilogramów, kurze łapki i coraz więcej lat na koncie. Do tego ich mężowie dopuszczają się zdrady z młodszymi i bardziej atrakcyjnymi kobietami, nie zwracając uwagi na wierność swoich żon. Najlepszym wyjściem z sytuacji byłby rozwód, ale kobiety przed ślubem podpisały intercyzy. Co zatem zrobić? Odpowiedź jest prosta: zostać wdową i pozbyć się balastu. Trzy przyjaciółki zawiązują pakt, decydując się wykończyć swoich niewiernych mężów. Szybko jednak przekonują się, że nie będzie to takie proste...

„Były sobie świnki trzy” to moje pierwsze spotkanie z piórem Olgi Rudnickiej. Gdy zaczęłam czytać, od razu zwróciłam uwagę na lekki i przyjemny styl autorki. Spodziewałam się, że będzie to kryminał z lekkim przymrużeniem oka i nie pomyliłam się. To wyśmienita komedia pomyłek, która poza dawką świetnego humoru, zachwyca umiejętnościami pisarskimi Olgi Rudnickiej, a także oryginalnym i ciekawie poprowadzonym tematem. Od samego początku rzuciło mi się w oczy podobieństwo do serialu „Gotowe na wszystko” i nawet pojawia się takie porównanie w książce, więc trafiłam w dziesiątkę. Trzeba przyznać, że wyszło to autorce na dobre. „Były sobie świnki trzy” to rozrywka w najlepszym wydaniu i gwarancja przyjemnie spędzonego czasu.

Wszystko rozchodzi się o te piekielne intercyzy. Gdyby nie to, nic nie stałoby na przeszkodzie, aby zdecydować się na rozwód. Ale przecież żadna z kobiet nie chce zostać z niczym. Wspólnie dochodzą do wniosku, że najlepiej gdyby każda z nich została wdową. Ale jak to zrobić? Trzeba wszystko dokładnie zaplanować i przemyśleć, bo wykończenie męża, to nie taka prosta sprawa. I tu zaczynają się schody... bo jak pozbyć się trzech osób, tak by nie ściągnąć na siebie uwagi policji? Kobiety muszą działać wspólnie i najlepiej żeby każda śmierć wyglądała na nieszczęśliwy wypadek. I choć mają pewne opory, szybko przekonają się, że nie taki wilk straszny jak go malują. Jaki będzie finał tej historii? Czy pozbycie się niewiernego męża to jedyne wyjście z sytuacji?

Olga Rudnicka wie jak zaintrygować czytelnika. W świetny i przemyślany sposób prowadzi fabułę, z każdą chwilą dokładając coraz więcej elementów, które mają na celu nas zaskoczyć, a przede wszystkim rozśmieszyć. I choć spodziewałam się, jak potoczy się historia, absolutnie nie zepsuło mi to odbioru powieści. Cięty język, zabawne dialogi i czarny humor idealnie się ze sobą łączą tworząc genialnie skonstruowaną komedię kryminalną. Bohaterowie są wyraziści i kontrastowi. Każda z trzech kobiet jest inna, dzięki czemu świetnie się uzupełniają. To pomaga im zaplanować wręcz zbrodnie idealną. Okazuje się jednak, że wiele planów będą musiały zmienić, bo z każdą chwilą pojawiają się nowe okoliczności i sytuacje, które mają znaczący wpływ dla przebiegu wydarzeń.

„Były sobie świnki trzy” to przede wszystkim obraz wspaniałej kobiecej przyjaźni. I choć kobiety w wielu kwestiach się nie zgadzają, a nawet kłócą, to jednak potrafią dojść do porozumienia. I w każdej, nawet najbardziej dramatycznej chwili, mogą na sobie polegać. Czy to trzeba śledzić niewiernego męża, czy to nakłamać policji, czy zakopać zwłoki w lesie... Prawdziwa przyjaciółka jest gotowa na wszystko. Oprócz trzech kobiet (świnek), w książce pojawi się również czwarta, która też odegra znaczącą rolę dla całej historii. Jaki będzie finał, musicie przekonać się sami. Ale zapewniam, że niejednokrotnie będziecie zaskoczeni.

Książka Olgi Rudnickiej to zabawna historia, pełna niespodziewanych zwrotów akcji, śmiesznych sytuacji i barwnych bohaterek. Rozbawi Was do łez, poprawi humor, a przy okazji pozwoli Wam zapomnieć o szarej rzeczywistości. „Były sobie świnki trzy” to łatwa w odbiorze powieść, która będzie idealną odskocznią od codzienności. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
19-03-2016 o godz 18:40 zolzowata_franca dodał recenzję:
Tym którym zdarzyło się zetknąć z twórczością Olgi Rudnickiej, do przeczytania kolejnej powieści namawiać nie trzeba. Pozostałych Czytelników zapraszam do przeczytania najnowszej pozycji Olgi Rudnickiej - "Były sobie świnki trzy". To książka dla tych, którzy pragną spędzić czas z tzw. "bananem" na ustach, czyli najzwyklejszym, a zarazem najzdrowszym dla organizmu - uśmiechem.

Trzy przyjaciółki - Jolka, Martusia i Kama są już w wieku, w którym więcej czasu spędza się na pracy nad swoim ciałem, niż na wypoczynku. Ich mężowie (mecenas, właściciel firmy doradztwa podatkowego oraz komornik) niespecjalnie jednak zwracają uwagę na "ciężką" pracę swych żon. Zamiast oddawać im swój jakże cenny wolny czas, wolą zabawiać się z młodszymi, zgrabniejszymi, niekoniecznie bardziej inteligentnymi, było nie było obcymi kobietami. Jolka, Martusia i Kama popełniły ogromny błąd przed zawarciem związków małżeńskich, mianowicie podpisały intercyzę przedmałżeńską. Nie mogą sobie pozwolić na rozwód, by wyplątać się z nieudanych związków. Wpadają na super pomysł ... pozbycia się na zawsze swoich małżonków, a po ich śmierci korzystania do woli z ich kont bankowych. Jak zorganizować taki plan, kiedy co rusz pojawiają się nowe okoliczności?

Przezabawna historia, kryminał na wesoło, komedia omyłek, akcja, zabawne postaci, perypetie z przymrużeniem oka. Przede wszystkim jednak to historia o kobiecej przyjaźni. Tego typu książki są znakomitą odskocznią od życia codziennego. Na 10 możliwych punktów daję 15, dodatkowe pięć za mój poprawiony nastrój :).

Dziękuję Wydawnictwu Pruszyński i S-ka za udostępnienie mi książki.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
09-03-2016 o godz 17:42 Agata Kądziołka dodał recenzję:
Jakie jest największe nieszczęście kobiety, która jest żoną bogatego mężczyzny? Podpisana intercyza...
I nie to nie żart. To kwintesencja fabuły najnowszej książki Olgi Rudnickiej „Były sobie świnki trzy.”

Jolka, Kamelia i Marta to żony polskich prawników; mężczyzn bezwzględnych, zdradzających i niemających żadnych skrupułów. Kobiety łączy kilka wspólnych cech: przede wszystkim niechęć do swoich mężów. Jolka specjalnie przytyła kilkanaście kilogramów i zaniedbała się, żeby nie musieć sypiać z własnym mężem, który wydawał podczas upojnych chwil dźwięki podobne do świńskiego chrumkania.
Kamelia dawno już przestała zabiegać o względy męża i poszukała pocieszenia w umięśnionych ramionach trenera fitness. Niestety z czasem okazało się, że i plemniki trenera były aż nadto wysportowane i przebiły się do jej komórki jajowej, tworząc nowe, niewidoczne jeszcze nowe życie. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że wykształcony mąż nie uwierzy w niepokalane poczęcie a zaciągnąć go do łóżka graniczyło z niejakim cudem.
Marta natomiast miała lat trzydzieści i trzy i o niczym tak w życiu nie marzyła jak o dziecku; niestety jej światopogląd rozmijał się z mężowskim, który opuścić małżeńską sypialnię, bo nie wierzył w zapewnienia Jolki, że nadal zażywa tabletki antykoncepcyjne i wolał szukać pocieszenia w bezpieczniejszych ramionach udach.

„-On chrumka! - wysyczała Jolka, ściszając głos, ale nadając mu odpowiednią intonację.
- Co robi? - Kama zamarła.
- Chrumka! […] nigdy nie wiem czy przypadkiem nie dławi się własną śliną – wyjaśniła z nagłą urazą Jolka, jakby mając za złe mężowi, że się istotnie nie udławił.”

Co więc mogą zrobić zdesperowane kobiety, które chcą odejść od mężów, ale przeraża je życie w biedzie, które z pewnością przypadłoby im w udziale, gdyby rozwiodły się, jak polskie prawo przykazuje? Cóż, trzy przyjaciółki postanowiły swoich mężów... zabić.
Poglądów na idealną śmierć współmałżonka miały masę – poczynając od samobójstwa, poprzez tajemnicze zaginięcie, na wypadku samochodowym kończąc. Jednak każdy plan miał pewną dziurę, której nijak nie dało się załatać a ta dziura mogła spowodować, że wszystkie trzy wylądują w więzieniu na długie lata.

Jakby w książce było za mało estrogenu, jest tam jeszcze jedna zdeterminowana kobieta; Sandra jest młodym prawnikiem i marzy jej się, żeby osiągnąć w tym zawodzie jak najwięcej. Aby zarobić, na studiach była profesjonalną call girl, czyli inaczej mówiąc panią do nieco intymnego towarzystwa; pech chciał, że kiedy przeniosła się do innego miasta i zaczęła pracę w kancelarii jej szef okazał się być jej dawnym klientem... Chcąc nie chcąc Sandra musiała upaść na kolana i to nie po to, aby błagać o zapomnienie...

Jest to książka utrzymana oczywiście w formie komizmu; „Były sobie świnki trzy” to krzywe zwierciadło, które ukazuje, do czego mogą posunąć się kobiety, aby zdobyć to, czego chcą a więc upragnioną wolność okraszoną dość pokaźną gotówką.
Książkę przeczytałam niezwykle szybko a warto wspomnieć, że miałam ją jedynie na czytniku, na którym zwykle czytanie idzie mi opornie i ciężko. Ta fabuła na tyle mnie zaintrygowała i zaciekawiła, na tyle Olga Rudnicka mnie zaskoczyła, że miałam ochotę czytać dalej pomimo że jedna z bohaterek – Marta – irytowała mnie tak bardzo, że sama z chęcią upozorowałabym jej zniknięcie. Gdyby była osobą rzeczywistą, rzecz jasna.

„- Nie możesz oczekiwać, że jedna z nas zabije człowieka, który w niczym nam nie zawinił – odparła Jolka. - Jestem zdecydowanie przeciwna zabijaniu kogokolwiek poza własnym prywatnym mężem. Nie jestem psychopatką.”

W formie niezobowiązujących żartów można rozważać czy mężowie bohaterek zasłużyli na zastawiane przez kobiety ich życia pułapki, które miały definitywnie zatrzymać bicie ich serc. Nie ulega wątpliwości, że nie byli mężami idealnymi – już samo to, że zdradzali zasługuje na kocioł pełen smoły i wszędobylski zapach siarki – a dodając to, w jaki sposób je traktowali, można śmiało stwierdzić, że zaliczali się do grona łajdaków. Jednak nawet najgorszemu łajdakowi przysługuje prawo do obrony a tutaj prawa tego zdecydowanie zabrakło. Kobiety były oczywiście pewne, że gdyby próbowały powołać się na rozwód z orzeczeniem o winie mężów, nic by nie wskórały – znajomości w polskich sądach robią niestety swoje. Zabraliby im wszystko, poczynając od kosztownej biżuterii, na ostatniej parze stringów kończąc (lub fig w przypadku Jolki) a panie skończyłyby czekając w kolejce do pośredniaka.

Z czasem cała akcja zaczyna przypominać groteskę pokroju Gombrowicza i nie wiadomo czy czytać z zadumą co wymyślą bohaterki czy śmiać się z ich karykaturalnych błędów i głupich decyzji. Bez wątpienia książka wciąga i to tak głęboko, że trudno później wynurzyć się na powierzchnię.

Ah i wiecie co? Jeśli wasz przyszły niedoszły mąż będzie żądał intercyzy to podsuńcie mu tą książkę- niech wie, że czasami lepiej pozbyć się połowy majątku aniżeli życia...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-03-2016 o godz 20:34 aaagusiek dodał recenzję:
„Jestem zdecydowanie przeciwna zabijaniu kogokolwiek poza własnym prywatnym mężem. Nie jestem psychopatką.”

W naszym społeczeństwie panuje przekonanie, że bycie żoną swojego męża ma pewne zalety. Bezapelacyjnie jest nimi pełne konto i nadmiar wolnego czasu, o czym wiedzą doskonale trzy zaprzyjaźnione kobiety: Jolka, Martusia i Kamelia (ewentualnie:Kama). W zamian za te dogodności wystarczy tylko pilnować, by mąż nie zapominał, dzięki komu żyje pełnią szczęścia. Udawać że nie widzi się pewnych rzeczy i przede wszystkim ładnie wyglądać u ich boku. Nie za dużo też myśleć - właśnie wtedy układ zwany małżeństwem działa jak w zegarku. Ale do czasu… Kiedy Jolka, Martusia i Kama pewnego dnia odkrywają, że z wiekiem wszystkiego ludziom przybywa. Wokół ich oczu pojawiają się kurze łapki, atrakcyjne ciała zaczynają zdobić dodatkowe kilogramy, a w życiu ich mężów... Cóż. Tam też jest kogoś więcej. Kobiet, oczywiście. Ale nie do końca właśnie ich. Kochających żon.

Przez wzgląd na te niezbyt optymistyczne refleksje przyjaciółki postanawiają zmienić swój stan cywilny, zanim zrobią to ich mężowie. Rozwody nie są znowu takie złe. Tylko te nieszczęsne intercyzy… W tej sytuacji można zrobić tylko jedno. Zostać bogatą wdową i pozbyć się męża. I to nie jednego, bo wszystkich trzech. Żeby to było tylko takie proste…

"Były sobie świnki trzy" to moje kolejne już spotkanie z przebojową twórczością Olgi Rudnickiej i muszę przyznać, że było ono nie mniej udane niż poprzednie. Autorka kolejny raz stworzyła przezabawną, przeabsurdalną komedię kryminalną, podczas lektury czytelnik nie raz, a nawet nie dwa, tylko co najmniej kilkanaście razy wybucha głośnym śmiechem. Tym razem Rudnicka serwuje nam to wszystko podejmując bardzo powszechny społecznie temat zdrad, intercyz i samotności w małżeństwie. Podchodzi jednak do tego tematu z tak dużym dystansem i dawką humoru, że stworzone przez nią dzieło zakrawa o "diabelski geniusz" i śmiem twierdzić, że taką historię mogła wymyślić tylko kobieta. Trzy główne, może nie za mądre bohaterki mają bowiem poważny problem. Właściwie dość typowy problem z jakimi boryka się wiele pań w okresie połowy życia. Ich bogaci mężowie obracają się w świecie pieniędzy, imprez, alkoholu i młodszych pań, podczas gdy im zostało pranie ich brudnej bielizny i marzenie o świętym spokoju z dala od tych nieprzyjemnych typów. Czy ślęcząc w domu i tęskniąc za wolnością jakakolwiek kobieta na tym świecie nie miałaby czasem morderczych wizji? Jestem pewna, że tak. Wyjątkowość tego utworu tkwi jednak w tym, że tutaj zdesperowane kobiety są trzy. A ich mężowie naprawdę paskudni.

I tym razem, jak w swoim poprzednich książkach, z historii, która nadałaby się na prawdziwy, mroczny kryminał autorka stworzyła prawdziwie babską komedię pełną pomyłek, niespodziewanych zwrotów akcji, a przede wszystkim uśmiechu. Czytając tę książkę bawiłam się tak dobrze, jak mało kiedy. Chociaż działania bohaterek wydają się być niezwykle absurdalne, czytelnik śledzi ich poczynania niemal z zapartym tchem i kibicuje im ze wszystkich sił. Nie wiem, może to po prostu jakaś dziwna kobieca solidarność, ale naprawdę byłam ciekawa jak potoczą się mroczne plany głównych bohaterek wobec ich mężczyzn. Może osobom, które nie przepadają za komediami "Były sobie świnki trzy" wyda się pod względem fabuły naciągane i nie życiowe, ale osobom lubiącym ten gatunek utwór nie może nie przypaść do gustu!

Niezaprzeczalnym atutem książki Rudnickiej jest też lekki styl, potoczny język, a przede wszystkim niezwykły talent do tworzenia zabawnych dialogów, podszytych ironią opisów i wartkie prowadzenie akcji. Autorka umiejętnie buduje także napięcie, które udziela się czytelnikowi. Nie mówiąc już o genialnym zaskakującym zaskoczeniu.

Podsumowując, jeżeli szukacie relaksującej lektury, która wprowadzi Was w iście wiosenny nastrój, rozbawi, ale też da do myślenia, nie mogliście trafić lepiej! Polecam "Były sobie świnki trzy" wszystkim osobom mającym dość patrzenia na problemy w odcieniach szarości. Może w książce Rudnickiej nie będzie różowo, ale... Chociaż...? Czy uśmiercanie mężów na kartach powieści naprawdę jest takie złe? Może to doskonały upust dla czyhających w każdej z kobiet, zabójczych skłonności, których nie są one w stanie wcielić życie? Nie, żebym namawiała Was do planowania morderstwa, nie! "Były sobie świnki trzy" to po prostu kawał dobrej babskiej literatury!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
13-03-2016 o godz 22:13 Diane Rose dodał recenzję:
Czy trudno jest być żoną? Wydaje Wam się, że nie?

A myślicie, że łatwo jest mieć szczęśliwego faceta, który zapewnia pełne konto i nadmiar wolnego czasu? Uwierzcie mi, że trzeba na to ciężko zapracować. I może to w końcu zbrzydnąć. A problem pojawia się w momencie, kiedy przypomnisz sobie, że przed ślubem podpisałaś intercyzę. Po co podpisywałaś ten papier? Teraz masz problem! Nie możesz rozwieść się z mężem, nie możesz doprowadzić go do samobójstwa, więc co Ci pozostaje?

Zostać bogatą wdową! Życie nabierze wtedy sensu.

Jak to osiągnąć?

Mąż musi odejść. Zginąć tak żeby nikt się nie połapał.

Jak to jest, że trzy inteligentne kobiety nie mogą wymyślić ani jednego dobrego sposobu zabójstwa, a musimy popełnić aż trzy!

Kamelia Padecka jest nieszczęśliwą żoną Macieja Padeckiego - stołecznego komornika. Ma 36 lat i cały czas walczy o zachowanie urody, figury i statusu materialnego. Niestety to ostatnie było niepewne. Jeśli namiętność było jedynym powodem zawarcia małżeństwa i się wypaliła, to wniosek płynie z tego prosty - trzeba zrobić wszystko żeby zachować status materialny.

Martusia Skałka to kobieta, której zegar biologiczny tyka. Niestety jej mąż - Tobiasz Skałka - doradca podatkowy, nie ma ochoty na małe skałki biegające po domu. Nie mając pociech, musiała znaleźć inne zajęcie. Angażowała się we wszelkie możliwe wolontariaty - domy dziecka, domy pomocy społecznej. Jej hobby było stosunkowo kosztowne potrzebowała więc stałego źródełka z pieniędzmi.

Jolanta Markiewicz miała trzydzieści osiem lat i dwoje nastoletnich dzieci, które zdecydowanie nie były czymś co jej w życiu wyszło, a pewnie i same myślały tak o swojej rodzicielce. Pani Jolanta była w bardzo trudnej sytuacji. Musiała być lekko przy kości i chodzić w workowatych ubraniach, bo tylko to ją chroniło przed zaciągnięciem do łóżka przez własnego męża - Tadeusza Markiewicza - radcę prawnego. Do odzyskania seksapilu i figury prowadziła tylko jedna droga i zdecydowanie nie było na niej męża.

Na szczęście nie była adwokatem, co znacznie ułatwiało jej pracę.
Obawiała się, że prowadząc sprawy karne, nie zdołałaby zachować tak chłodnej obojętności. Gdyby stanęła twarzą w twarz z ofiarą gwałtu, wówczas obrona gwałciciela mogłaby polegać na jego kastracji i solennej obietnicy, że więcej tego nie zrobi.

Trzy nasze świnki to kobiety, które zdecydowanie mają zbyt dużo czasu wolnego i dostęp do zbyt wielkich pieniędzy. Z takich luksusów bardzo ciężko zrezygnować. Niestety trwanie w beznadziejnym małżeństwie nie jest tego warte. A jeśli jest intercyza, to zamiast rozwodu trzeba pozbyć się męża - fabuła wydaje się prosta. Jednak autorka prowadzi ją z tak niezwykłą wprawą, że nie sposób się od niej oderwać. Jest po prostu świetna!

Uwielbiam język autorki, który z kryminału mrożącego krew w żyłach, czyni wspaniałą komedię, przy której po prostu nie można nie popłakać się ze śmiechu.

Na uwagę zasługują również bohaterowie i nie mam na myśli tylko trzech pań, które Wam przedstawiłam. Moim zdaniem każda kreacja została idealnie przemyślana. Bohaterowie są spójni i świetnie realizują zadania, które wybrała dla nich autorka.


Skarbie, facet do łóżka, a facet do życia to dwie różne rzeczy. A jak ci się zdarzy taki cud, że facet nadaje się i do łóżka, i do życia, to łapiesz go na lasso, wleczesz do piwnicy, zamykasz na cztery spusty i pilnujesz, żeby nie podebrała ci go inna jałówka. Łapiesz, mała?

Wielowątkowość zdecydowanie rządzi tą historią i jest jej największym plusem. Prosta fabuła, dzięki wielości wątków i bohaterów staje się nader interesująca, a zręczność z jaką poprowadziła ją autorka uczyniła z Były sobie świnki trzy wspaniałą powieść, przy której zdecydowanie możemy się śmiać. Najlepsze są niesamowite mhm...zrządzenia losu? To chyba dobre określenie. Nadal uważam, że "Diabli nadali" było fenomenalne i niepowtarzalne, ale Były sobie świnki trzy niewiele ustępuje poprzedniej powieści.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
15-03-2016 o godz 15:00 Erna Eltzner dodał recenzję:
Która z kobiet — choć przez chwilkę — nie wyobrażała sobie cudownej miłości? Takiej wiecznej, kolorowej i czułej. Można doznać ogromnego rozczarowania, gdy książę okazuje się być zwykłą ropuchą. Co zrobić w takiej sytuacji? Zaplanować zbrodnię doskonałą?

Nazwisko Olgi Rudnickiej obiło mi się o uszy dłuższy czas temu, ale jakoś nie zgłębiałam się w jej twórczość. Nadarzyła się okazja, aby przeczytać najnowszą powieść, utrzymaną w klimacie komedii. Nie zabrakło też wątku kryminalnego. Powoli podchodziłam do tej książki. Zabawna okładka, więc bez czytania opisu już wiedziałam, że można spodziewać się czegoś dowcipnego. I przeczucie mnie nie myliło. Olga Rudnicka sięgnęła po motyw, który nadawałby się na serial. Humor, pędząca akcja i bardzo zakręcone bohaterki. Czułam pewne skojarzenie z paroma polskimi filmami, „Ranczem” — przez ciąg szalonych zdarzeń. Wszystko dzieje się na krawędzi, jest przerysowane. Takie krzywe zwierciadło, które odbija w sobie mocno wyeksponowane cechy wściekłych żon i niewiernych mężów. To bardzo dynamiczna książka, szybko się ją czyta.

Jolka Markiewicz, Marta Solska i Kamila Padecka są przyjaciółkami, które łączy nienawiść do małżonków. Pozornie mają wszystko. Wspaniałe domy, eleganckie ubrania, ale żyją w cieniu i brakuje im miłości. W końcu miarka się przebiera i kobiety wpadają na niecny plan. Postanawiają zamordować swoich mężów, bo rozwód nie wchodzi w grę. Każda z nich podpisała intercyzę i w razie rozstania odejdzie z niczym. Pomysł wydaje się być doskonały, ale trochę dziecinna Martusia wyłamuje się z ustalonych zdarzeń i przypadkowo sama zajmuje się całą sprawą. Po piętach depcze policjant o nazwisku Kalinka, a w tle majaczy prawniczka Sandra, która za wszelką cenę chce ukryć swoją niechlubną przeszłość…

Muszę przyznać, że „Były sobie świnki trzy” jest sympatyczną książką. Jednak trzeba mieć do niej odpowiednie podejście i dość lekki dzień. Ja ostatnio ciężko się odprężam, więc tym razem troszkę poległam. Bohaterki mnie denerwowały swoim brakiem rozsądku i typowo materialistycznym spojrzeniem na życie. Trzeba też pamiętać, że przerysowanie jest kluczową cechą tej powieści, więc trzeba przymknąć oko na takie zachowania. Za to moje zainteresowanie wzbudziła postać lekko poboczna — Sandra. Konkretna, gotowa na poświęcenia, dążąca do swoich celów i niezależności. A z lektury dowiecie się, że spotkała ją spora niespodzianka na drodze do wymarzonej kariery…

Nic nie mogę zarzucić stylowi pisania Rudnickiej. Dotrze do każdego, bez względu na wiek i zainteresowania. Naprawdę, autorka wpadła na kilka dowcipnych i ciętych ripost, które koniecznie powinnam zapamiętać. Nie ma w tym głupiego lania wody, dzięki czemu całość czyta się szybko. Ja bez problemu wgryzłam się w powieść, nie trzeba wysilać myśli — tylko śmiać z mało rozgarniętej Martusi. Oj, nie chciałabym jej spotkać w rzeczywistości, choć posiada taki specyficzny urok. Za to Sandrze postawiłabym dobrą kawę.

Myślę, że wrócę do tej książki raz jeszcze. Zaczęłam lekturę w kiepskim momencie, przez co nie mogłam do końca się odprężyć, a czuć potencjał. Nie każdy lubi takie proste poczucie humoru, ale wydaje mi się, iż bywa niezbędne. Słyszałam właśnie o innych powieściach autorstwa Olgi Rudnickiej. Chętnie bliżej zapoznam się z jej twórczością, zaintrygowała mnie, mimo średniego początku tej „znajomości”. Jak wspomniałam wcześniej — wyczuwam prędką ekranizację! Jeśli się mylę, to wszystkie stacje popełniają błąd. Wielu Polaków płakałoby ze śmiechu przy przygodach Marty, Jolki i Kamy. Nawet mam swoje aktorskie typy. Chyba galopuję w swych marzeniach!

„Były sobie świnki trzy” polecam osobom, które lubią optymizm bijący z kart książki. Również fanom kryminałów chcącym odpocząć od trudnych zagadek. Tutaj wszystko podano na tacy, choć przygody bohaterek w pewnym momencie stają się naprawdę skomplikowane!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-03-2016 o godz 13:02 BPM dodał recenzję:
recenzja pochodzi z bloga http://bibliotekapodmarcepanem.blogspot.com/

Każdy z nas ma inną definicję szczęścia. Niektórzy do idealnego życia potrzebują dobrego i drogiego samochodu, za którym wszyscy oglądaliby się na ulicy; inni piękne i nowocześnie wyposażonego domu, którego wystrój będzie zmieniał się wraz z panującą modą, co oznacza wymianę mebli co 5 lat. Ja osobiście pragnę szczęśliwej rodziny, ogromnej biblioteczki i szczęścia. Jedni cenią dobra materialne, a inni dobra duchowe. Każdy z nas ma inne marzenia, cele, plany i wizje przyszłości.
Jola Markiewicz , Martusia Solska i Kama Padecka mają bogatych mężów, piękne domy, wypady do SPA, na drogie zakupy, pięknie urządzone wnętrza. Z pozoru ich życie wygląda jak z bajki, bo czego chcieć więcej do szczęścia? Niestety, jak to zwykle bywa, pozory mylą. Nie mają tego co najważniejsze – miłości. Każda z nich utkwiła w małżeństwie, które jest tego uczucia pozbawione. Rozwód nie wchodzi w grę – każda z pań podpisała intercyzę, jeżeli więc zdecydowałaby się na rozstanie, to wtedy zostaną bez grosza przy duszy, a takiego stanu rzeczy sobie nie wyobrażają. Na pewnej imprezie, kiedy to otumanione winem siedziały w toalecie, wpadły na świetny pomysł – zabiją swoich mężów, dzięki czemu będą mogli odziedziczyć cały majątek. Plan jest doskonały, ale sposób jego zrealizowania już nie. Jola, Marta i Kama będą musiały wysilić się, aby pozbyć się trzech mężów i to tak, aby podejrzenia nie padły na nich.
Jest jeszcze Sandra. Młoda prawniczka. Bezwzględna. Zimna. Mściwa. Pozbawiona skrupułów. Zawsze dążąca co celu. Przyjechała do Warszawy, aby rozpocząć pracę w kancelarii Markiewicz&Wspólnicy. Wydawało jej się że zostawiła swoją przeszłość, niestety, jej nowy szef rozpoznaje w niej Sondrę, alter ego kobiety, która dzięki świadczonym przez siebie usługom ukończyła studia prawnicze i zrobiła aplikację. Tadeusz Markiewicz nie zamierza puścić tej okazji płazem, dlatego też nowa, wymarzona praca Sandry staje się jej koszmarem.
Nie trzeba wiele mówić, ani zachęcać. Nazwisko Olgi Rudnickiej powinno przyciągnąć i tak wielką rzesze czytelników. Przyznam, jak każdym przypadku trafiają się i książki gorsze, ale pomimo to z wielkim uśmiechem sięgam po kolejne powieści, które wyszły spod ręki pani Olgi. Były sobie świnki trzy to kryminał, który warto przeczytać i ogłaszam to już niemal na początku.
Jak to bywa w książkach Rudnickiej zbrodnia okraszona jest dużą dawką humoru i ironii, która powoduje, że kolejne strony szybko przemijają, od akcji nie sposób się oderwać, uśmiech gości na ustach. Uwielbiam właśnie takie książki. Pomimo zbrodni, która nie raz wydaje się makabryczna Były sobie świnki trzy to idealny poprawiacz humoru. Już sam tytuł na to wskazuje i nie trudno zgadnąć kim są tytułowe świnki.
Bohaterki jakie stworzyła autorka są rewelacyjne – kłopoty się ich trzymają, tak samo jak głupie pomysły, ich przygody są przezabawne i bardzo łatwo jest się do tych trzech przyjaciółek przywiązać. I pomimo tego że starają się dokonać czegoś makabrycznego, to w pewnym momencie zauważyłam że zaczynam trzymać za te trzy panie kciuki i z coraz większym zainteresowaniem przyglądać się ich perypetiom. Choć z początku wydawało im się że plan, który snują jest niemal idealny, to później okazuje się że istnieją pewne „małe” trudności w ich zrealizowaniu, które kobiety postanowią ominąć z wielkim wdziękiem.
Chętnie obejrzałabym ekranizację tej książki (jak i chyba wszystkich, a w szczególności Diabli nadali). Jest w niej tyle humoru, że nawet największy ponurak by się uśmiechnął, a oglądanie losów trzech przyjaciółek na szklanym ekranie również mogłoby być wielką rozrywką. Jeżeli szukacie książki która rozgoni chmury smutku i zgryzoty, a na twarzach wywoła uśmiech i chcecie nie móc oderwać się od książki to polecam wam Były sobie świnki trzy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
19-03-2016 o godz 16:34 Ruda Recenzuje dodał recenzję:
Jolka, Kama i Martusia. Trzy przyjaciółki, słynące z bycia żonami swoich mężów. Ich życiową rolą jest odpowiednio się prezentować i nie przynosić ów małżonkom wstydu, a w wolnym czasie mogą swobodnie wydawać ich pieniądze. Tylko czy rzeczywiście ich życie usłane jest różami? A może przyjemniej byłoby zostać bogatą wdową?

A wtedy…

„Intercyza czy nie, żona bierze wszystko”.

Nazwisko autorki książki nie jest mi obce, choć do tej pory poznałam zaledwie jedną jej książkę. Tym razem musiałam się trochę dłużej zastanowić, bowiem gatunek zwany „komedią kryminalną” nieco mnie odstraszał. Nie miałam pojęcia z czym to się je, a tym bardziej czy książka tego typu może wpisać się w nurt moich zainteresowań. Nic bardziej mylnego.

Powieść Rudnickiej czyta się lekko, szybko i przyjemnie od samego początku do ostatniej strony. W dużej mierze jest to zasługa niesamowitego trio- nieco szalonych, trochę zabawnych i lekko nieobytych w prawdziwym świecie kobiet. Trzy przyjaciółki zaskakują czytelnika na każdym kroku. Ich podejście do życia czasami dziwi, a czasami szokuje i na pewno może wywołać zazdrość, dopóki lepiej nie poznamy ich codzienności. Momentami miałam wrażenie, że kobiece sylwetki zostały mocno przerysowane i stanowią interesującą parodię, ale z drugiej strony, co my, zwyczajni ludzie, możemy wiedzieć o życiu w wyższych sferach?

„Ona sama nigdy nie marzyła o pracy zawodowej. Zawsze pragnęła mieć dużą rodzinę, dzieci, które będzie lubiła, a nie tylko kochała i męża, którego nie będzie chciała zabić. No cóż, wygórowane oczekiwania zawsze źle się kończą, pomyślała smętnie”.

„Nasze priorytety to kasa i wolność, dokładnie w tej kolejności. Wolność bez kasy oznacza zasiłek z opieki i pracę na kasie w supermarkecie”.

W swojej książce autorka próbuje podsunąć nam kilka rad, jak skutecznie pozbyć się niewygodnego małżonka. Okazuje się, że dobrych sposobów jest całe mnóstwo, choć żaden z nich nie jest ani lekki ani przyjemny. Ale czego nie robi się dla pieniędzy? Z racji tego, że książka określona została kryminalną komedią, nie brakuje tutaj dziwacznych wydarzeń, zaskakujących zwrotów akcji i niezwykłych przypadków. Mimo tego, że przyjaciółki wszystko szczegółowo planują i z wielką perfekcją dbają o realizację planu, rzadko kiedy cokolwiek dzieje się zgodnie z ich pomysłami. Wymyślność, osobliwość i specyficzność tych wydarzeń i planów sprawiają, że ciężko mieć do tych kobiet pretensje. Po prostu śledzimy ich losy, cicho im kibicujemy i dobrze się przy tym bawimy.

Autorce bardzo subtelnie udało się wpleść w tę opowieść istotne problemy, z którymi na co dzień zmagają się przedstawicielki płci pięknej. Oprócz lepszych bądź gorszych małżonków, irytujących latorośli oraz konieczności dbania o urodę, muszą także zmierzyć się z tym, z czym zmagają się zwyczajne kobiety- próbą znalezienia swojego miejsca na świecie, poszukiwaniem miłości, zrozumieniem meandrów przyjaźni. To wszystko sprawia, że bohaterki nabierają w naszych oczach bardziej realnego wymiaru, a w całej ich cudaczności zaczynamy dostrzegać zaskakującą normalność.

Książka Olgi Rudnickiej jest świetną propozycją zarówno dla tych osób, które lubią gatunkowe mieszanki, jak i dla czytelników, którzy szukają czegoś nowego i pragną na chwilę oderwać się od ulubionych gatunków. Cieszę się, że dałam jej szansę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
09-03-2016 o godz 20:17 Magdalena Tomczak dodał recenzję:
Każda z nas zdaje sobie sprawę, że się starzeje. Pojawiają się zmarszczki, cellulit i siwe włosy. Koszmar! Czas ucieka, latka lecą, a panowie biznesmeni oglądają się za młodszymi kobietami, które w łóżku są ciekawszym obiektem niż własne żony. Jednej rzeczy jednak nie biorą oni pod uwagę! Tego, że ich nudne, głupie, żonki są zmęczone nimi w takim samym, a nawet większym stopniu. Małżeństwo staje się grą pozorów, w której trzeba wykazać się nie lada talentem, żeby utrzymać swoją pozycję, szczególnie, jeśli w grę wchodzi wygodne bogate życie. Źle jest wtedy, gdy na horyzoncie pojawiają się chmurki rozwodowe. Wtedy żony ogarnia panika! Taką sytuacje znajdziemy w książce Olgi Rudnickiej. Sytuacja ta ukrywa się pod trzema imionami Jolki, Martusi i Kamy oraz oczywiście ich mężów. Pewnego dnia zaczynają kombinować jak z małżonki stać się wdową i to w dodatku bogatą. Oczywiście nie można niczego zepsuć, gdyż nikt nie może się domyślić, że to my stoimy za owymi śmiertelnymi wypadkami. Trzy przyjaciółki, trzech mężów i wiele pomysłów na zbrodnię doskonałą. Takiej, której nie wykryje nawet policjant Kalinka, który pojawia się często na horyzoncie i węszy podstęp niczym opętany obsesją maniak.

Przeczytałam już kilka książek autorki i za każdym razem na swojej drodze napotykam postacie o charakterystycznych nazwiskach. Oczywiście pod tymi nazwiskami kryję się osobowość równie barwna i rozbrajająca. W tym przypadku również tak jest. Kobitki są nie do podrobienia. Zakręcone, szalone, znudzone, barwne, a czasem wręcz naiwne. Każda ma inny charakter, lecz razem tworzą trio doskonałe. Takie, które idealnie nadaje się do komedii pomyłek, a szczególnie do planowania zbrodni na wesoło. Nie da się ich wręcz nie lubić. Co z ich mężami? Typowi faceci: kasa, kobiety, władza… To przykłady mężów bogatych, lecz pod innymi względami wręcz nieidealnych. Nie oferują nic poza cyferkami na koncie. Nie sprawdzają się jako mężowie oraz w niektórych przypadkach nawet jako ojcowie.

„Były sobie świnki trzy” to kolejna historia napisana z przymrużeniem oka. Z oryginalną fabułą, barwnymi postaciami, śmiesznymi dialogami, pomyłkami bez liku i wisielczym humorem. To taki kryminalik na wesoło, który ma pachnieć zbrodnią, ale także rozbawić. Za każdym razem cenię sobie lekki styl autorki, którym czaruje i zachęca do dalszego czytania, tutaj poczułam go zacznie więcej. Nie mogłam się oderwać od lektury, która ma prostą konstrukcję nieprzeładowaną szczegółami i opisami. Autorka wprowadza dawkę świeżości, optymizmu i radości do szarego życia, zarówno bohaterów jak i czytelników. Tworzy postacie, które łatwo zaakceptować na stronicach książek, choć zapewne w realnym świecie z niektórymi byłoby gorzej. Myślę sobie, że nie da się patrzeć na tą historię opisaną w krzywym zwierciadle i się nie śmiać. Atutem książek Olgi Rudnickiej jest ten niewymuszony lekki i charakterystyczny styl, który ocieka ironią, sarkazmem, ciętymi ripostami i komicznym zachowaniem bohaterów. Tym razem nie zabraknie również dynamizmu, który rozsadza nasze bohaterki. Idealna książka dla osób, które mają ochotę na przełamanie standardowego kryminału czymś nieco innym i nie mają ochoty wysilać swoim szarych komórek nad zimną zbrodnią. Oczywiście polecam paniom jak i panom, którzy przekonają się, do czego zdolne są zwyczajne żony.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-03-2016 o godz 11:25 Pinko dodał recenzję:
Małżeństwo, ach, cóż to za cudowny okres w życiu każdego człowieka! Do czasu, aż Waszej miłości nie stuknie kolejna dziesiątka, a znad paska królewicza w srebrnej zbroi nie wylewa się piwna oponka. Tobie z kolei -w oczach ukochanego- wiele brakuje do tej laski sprzed lat, stąd też jego decyzja o znalezieniu sobie kogoś młodszego i atrakcyjniejszego.
Jolka, Kama i Martusia- trzy kobiety, które z jakiegoś niewiadomego powodu nagle stały się ich małżonkom kompletnie zbędne. Wiedząc o zdradach swoich połówek już dawno rzuciłyby to wszystko w chol... gdzie pieprz rośnie, gdyby nie zdradziecka intercyza. Ale... co trzy głowy, to nie jedna, prawda?
... Przecież zawsze mogą swoich mężów po prostu posłać do piachu. Żaden problem.

Kolejne spotkanie z twórczością pani Rudnickiej; kolejne, które mogę zapisać jako udane. Tym razem autorka na celownik wzięła coś, co zasadniczo otacza nas z każdej strony- zdrady, kochanków, pozory małżeństwa.

Grupka kobiet to mieszanka iście wybuchowa, bowiem więcej ich dzieli, niż łączy. Kama to bohaterka przebojowa, o ostrym języku, Martusia naiwna jak dziecko z podstawówki, zaś Jolka... Jolka przez swoje oczy spaniela nie jest zdolna do ciskania gromów. Nieoczekiwanie do tego kobiecego ugrupowania dołącza Sandra, asystentka męża Jolki. Mimo tego, iż jest to postać inteligentna, nieustępliwa, idąca po trupach do celu -zimna suka, powiedzielibyśmy- to jej szef nie zwraca na to uwagi. Dlaczego? Ano, Sandrę dogoniła jej przeszłość call girl, ponadto miała nieszczęście obsługiwać wówczas swojego obecnego szefa... dlatego Tadeusz budzi w kobiecie mordercze instynkty.

Były sobie świnki trzy bawi właściwie od samego początku, nie tylko kontrastem pomiędzy przyszłymi morderczyniami (i milionerkami!), ale również dialogami, sytuacjami i -co oczywiste- wpadkami podczas akcji Zabij swojego męża. Chwilami łapałam się na tym, że uśmiecham się pod nosem. W książce widać typowy dla pani Rudnickiej lekki, zabawny ton z nutką sensacji, czyli wszystko to, co do jej twórczości mnie przyciąga. Kiedy widzę książki tej autorki to tak, jakby do półki przyciągał mnie ogromny magnes. I co najlepsze, jak do tej pory się nie zawiodłam.

Teraz, pod koniec pisania tej recenzji złapała mnie refleksja... jak to trzeba się napracować, aby zostać milionerką! No bo, drogie Panie czytające w tej chwili moje wypociny, pierwszy krok to znalezienie odpowiednio ustawionego męża. Później trzeba odczekać, znienawidzić go, przyłapać na zdradzie i... zaplanować jego morderstwo, ale tak, żeby żaden wścibski policjant nie dopatrzył się w tym niczego podejrzanego. Intercyza, intercyza! Życie bywa okrutne...

Chcecie znaleźć sposób na niewiernego męża? Zapraszam do lektury!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
13-03-2016 o godz 11:46 agadas dodał recenzję:
Dawno nie ubawiłam się tak czytając kryminał jak się okazuje nie musi być on mroczny ale również zabawny. Chociaż pewnie śmiejąc się w autobusie trzymając telefon wyglądałam co najmniej dziwnie ale za to lektura była pierwsza klasa. Zresztą jak tylko zobaczyłam okładkę plus nazwisko polskie stwierdziłam, że nie ma opcji by nie sięgnąć po książkę bo jak na razie odkrywam polskich autorów i jestem pod wrażeniem. Nie zawiodłam się książkę dobrze się czyta a czarny humor i dość specyficzne bohaterki sprawiają, że czas płynie błyskawicznie a my dobrze się bawimy.

Bohaterkami książki są trzy kobiety Jola, Martusia i Kama, które pewnego dnia dochodzą do wniosku że ich życie wcale nie jest usłane różami. Mężowie zdradzają je z dużo młodszymi kobietami i wcale się z tym nie kryją a nasze bohaterki no cóż. Dawno, dawno temu kiedy jeszcze wierzyły w miłość do grobowej deski przed ślubem podpisały intercyzę więc w przypadku rozwodu zostają z niczym. Wpadają na ich zdaniem genialny pomysł jak nie stracić pieniędzy, żyć dalej w luksusie i nie martwic się swoimi drugimi połowami. Wystarczy swoich mężów zabić wtedy będą wdowami i nie stracą statusu. Niby prosta rzecz w końcu nasze panie zaznajomione są z W-11 więc wiedzą czego unikać by nie wpaść i zamiast cieszyć się wdowieństwem wylądować w więzieniu. Mamy więc trzech mężów, trzy przyjaciółki i co by tu nie mówić plan na zbrodnię doskonałą ba mamy nawet dociekliwego policjanta, który niczym policyjny pies węszy zbrodnię.

Jak to bywa z realizacją planów one sobie a reszta sobie więc mimo zaplanowanych kroków pierwszy mąż ginie nie tak jak trzeba, w nieodpowiedniej kolejności i w nie odpowiednim momencie trzeba zaznaczyć, że przez przypadek. No i zaczynają się schody jak to w przypadku gdy coś nie idzie z planem ale za to poznajemy bliżej Sandrę, która ma swoje plany wobec małżonków naszych pań choć niewiele się różniące od ich planu.

Co tu dużo mówić, przezabawna historia ( no dobra może nie dla mężów naszych bohaterek), czarny humor, barwne i zapadające w pamięć bohaterki. Gra pomyłek, ciekawa fabuła, śmieszne dialogi czego chcieć więcej od książki, która ma nas wprawić w dobry humor. Na dodatek zakończenie również wywołuje śmiech bo jak się okazuje czasem przeznaczenie robi nam psikusa.

Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Olgi Rudnickiej i uważam je za bardzo udane jeżeli pozostałe książki również są napisane z takim humorem to z chęcią je przeczytam.
W ogóle jestem pod wrażeniem zdolności naszych rodzimych autorów i tym bardziej się cieszę, że jest taki wybór książek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
09-03-2016 o godz 20:20 Iwona_C_ dodał recenzję:
Czy podpisanie intercyzy przed ślubem zamyka kobiecie drogę do uzyskania majątku męża? Jak się okazuję – nie. Wystarczy dobry pomysł i jego realizacja. Jednak co zrobić, gdy los cały czas płata figle i wszelkie plany spalają na panewce? Z pomocą mogą przyjść przyjaciółki w podobnej sytuacji.

Jolka, Martusia i Kama to trzy przyjaciółki zbliżające się do wieku 40 lat. Wszystkie mają bogatych mężów, którzy nie za bardzo się nimi interesują. W najlepszym przypadku traktują jak powietrze i od czasu do czasu nazywają „rozlazłą krową”. Każda z nich marzy o pozbyciu się ciężaru, jednak na ich drodze ku wolności stoi jeden wielki problem. Tym problemem jest intercyza. Wyjściem z niekorzystnej dla nich sytuacji jest pozbycie się mężów, zanim oni zdecydują się wymienić swoje małżonki na nowszy model. Przyjaciółki zawiązują pakt, w ramach którego pozbędą się wzajemnie swoich mężów. Jednak bardzo szybko przekonują się, że pozbycie się męża nie jest tak łatwe, jak w filmie…

Były sobie świnki trzy to dobra powieść komediowa z wątkiem kryminalnym. Jest to połączenie Zmowy pierwszych żon z Gotowymi na wszystko oraz odrobiną Lejdis. Autorka zaserwowała też sporą dozę komedii omyłek, dzięki czemu jest zabawnie, czasami strasznie, ale zawsze fascynująco. Bohaterki powieści są nieco narwane i szukają naprawdę drastycznych rozwiązań. Miejscami można się zastanowić, z której choinki się one urwały, że takie pomysły rodzą się w ich głowach. Dodatkowo każda z nich jest inna i razem tworzą prawdziwie wybuchową mieszankę charakterów. Jacy są mężczyźni w tej powieści? Mężowie to niezbyt miłe osobniki, które jak już wspomniałam, żony traktują jak zło konieczne. Pojawiają się też przypadkowi kochankowie oraz stróże prawa stający na wysokości zadania w czasie rozwiązywania zagadki kryminalnej.

Akcja jest wartka, co w połączeniu z nieoczekiwanymi zwrotami akcji i lekkim językiem sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i dobrze.

Nowa powieść Olgi Rudnickiej to moje drugie spotkanie z jej twórczością. Równie zabawne, jak pierwsze. Jednak fabuła Diabli nadali podobała mi się nieco bardziej, ale to moje subiektywne odczucie, gdyż premierowa powieść niczym nie odbiega jakością od poprzedniej.

Były sobie świnki trzy to powieść, która poprawi nam humor, szczególnie, gdy druga połówka coś przeskrobie i mamy ochotę ją udusić lub pozbawić życia w bardziej wysublimowany sposób.
http://czytajac.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-05-2016 o godz 12:53 Joanna Korneta dodał recenzję:
Olga Rudnicka w każdej swojej nowej powieści sięga do Joanny Chmielewskiej: „Były sobie świnki trzy” w pewnym stopniu kojarzą się z „(Nie)Boszczykiem mężem”. W pewnym stopniu, a w zasadzie tylko w punkcie wyjścia, w dodatku zmultiplikowanym. Oto bowiem trzy kobiety, przyjaciółki, są nieszczęśliwe w swoich małżeństwach. Każda może uskarżać się na opryskliwość męża (a nawet popełniane przez niego grubiaństwa), niewierność czy brak cieplejszych uczuć. Nie mogą tak po prostu odejść: mężowie zbyt dobrze zarabiają, poza tym kobietom należy się jakieś wynagrodzenie za męczarnie. Wymyślają więc podstępny plan: muszą zgładzić małżonków, odziedziczyć ich pieniądze i wreszcie zacząć żyć pełnią życia. Taki pomysł nie pasuje do pań, które nigdy nie parały się kryminalistyką – i na tym polega humor powieści. Bo Olga Rudnicka wcale nie ma zamiaru nikogo oszczędzać, a skoro pojawiła się idea – trzeba chociaż spróbować jej realizacji. Ta autorka pisze z rozmachem, a dowcip pozwala jej na stosowanie najbardziej absurdalnych (ale w konwencji kryminału i logicznych!) rozwiązań. Nie boi się żadnej zbrodni – ani żadnego „dorosłego” tematu. Nieprzypadkowo sporą rolę w tomie odegra Sandra, prawniczka, która kiedyś była prostytutką Sondrą. A dalej będzie już szaleństwo: morderstwa, brawurowe śledztwa, wyciąganie ofiary z grobu… Olga Rudnicka popisuje się kaskadami dowcipów, pomaga sobie precyzyjnie kreślonymi charakterystykami. Kobiety są tu z pozoru niewinne, bezbronne, łagodne i poszkodowane, mężczyźni – źli, nieczuli i bezwartościowi. Ale w karykaturze taki właśnie obrazek bardzo dobrze się sprawdza i ta autorka doskonale o tym wie. Nie zawodzi jako autorka komicznych kryminałów, mimo że teraz pisze ostrzej niż Chmielewska. Warto też pamiętać, że ta powieść jest dużo gęstsza w narracji niż zwykłe kioskowe kryminały – to książka, w którą można się zanurzyć dla przyjemności. Olga Rudnicka po raz kolejny dowodzi, że na rynku literatury rozrywkowej nie ma sobie równych: pisze i wydaje książki z dużą częstotliwością, a utrzymuje wysoki poziom.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
10-05-2016 o godz 12:45 Magdalena Wołowicz dodał recenzję:
Jolka musiała przytyć, by zniechęcić swojego męża, by się do niej nie dobierał. Martusia została wolontariuszką w fundacji dla dzieci, bo jej ślubny nie chciał słyszeć o potomstwie, a zegar biologiczny tyka... I jest jeszcze Kama, och, przepraszam- Kamelia, na którą mąż nie raczył spojrzeć od długiego czasu, pewnie ma kogoś na boku.

Co łączy te trzy kobiety oprócz przyjaźni? Każda z nich ma bogatego i wysoko postawionego męża. Jolka wyszła za prawnika, Martusia za właściciela firmy doradztwa podatkowego, a Kama za komornika. Panie mają już dość swoich ślubnych, podejrzewają ich o zdrady, a poza tym są nieszczęśliwe w małżeństwie. Rozwód jednak nie wchodzi w grę, bo jest ta cholerna intercyza i po wszystkim zostałyby bez grosza przy duszy. Cóż więc w takiej sytuacji pozostaje? Nieszczęśliwy wypadek? Zatrucie? Niefortunne potkniecie i spadnięcie ze chodów? No tak, ale jak to wszystko ogarnąć, by nikt się nie zorientował, kto jest mordercą?

Przyjaciółki kombinują, próbują wymyślić jakiś plan, w czym bardzo przydatna jest Martusia oglądająca wszystkie programy detektywistyczne. Jednak życie lubi płatać figle, a przypadki chodzą po ludziach.

Olga Rudnicka, jak zwykle zapewnia nam sporą dawkę rozrywki. Plan trzech żon zostaje wypełniony, ale nie według ich zamierzeń. Tym razem czytelnik nie szuka mordercy, bo z góry wie, kto jest winien śmierci trzech mężczyzn, ale cała frajda polega na śledzeniu pomysłów bohaterek oraz przyglądaniu się postępowaniom komisarza Kalinki. Uśmiech sam wychodzi na twarz.

Rudnicka nie zaskakuje niczym nowym, mamy tu do czynienia z postaciami zabawnymi- policjantem, który do końca nie potrafi odnaleźć się w swojej życiowej sytuacji, cztery silne kobiety (nie wspomniałam o Sandrze Tomaszewskiej, prawdziwej harpii, która jest wybitną prawniczką) planujące zbrodnię i niewiernych mężów. Autorka bawi typowym dla siebie stylem i trzyma w napięciu, dawkując wątki oraz zaskakuje nieprzewidywalnymi rozwiązaniami.

Lekka to lektura w sam raz do zabrania na wiosenny piknik.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
13-03-2016 o godz 07:50 Bookendorfina Izabela Pycio dodał recenzję:
Śmiesznie, wesoło, na luzie i z kryminalną historią w roli głównej. Książka na poprawienie nastroju, zaczerpnięcie świeżego oddechu po trudnym dniu, przyjemnego zrelaksowania się. Śledzimy zabawne losy trzech głównych bohaterek powieści, wiek trzydzieści plus, znudzonych szarością i powtarzalnością zwykłej codzienności, rozczarowanych nieciekawym małżeństwem i drętwymi partnerami, niespełnionych w sferze osobistej i zawodowej. Kobiety oddają się bardzo kuszącym marzeniom o zupełnie odmiennym barwnym i interesującym życiu, w którym nie ma już miejsca dla ich małżonków, ale za to można niemal nieograniczenie korzystać z niewątpliwych uroków bardzo dobrze wyposażonych kont bankowych. Wpadają na iście diabelski pomysł i nakręcają się wzajemnie do jego realizacji. Chociaż wszystkie ich plany, zamierzenia, wyobrażenia, czyny i akcje, nie do końca układają się według opracowanego przez nich scenariusza, jednak kobiety to nie zniechęca do działania, a wręcz odwrotnie, tylko podsyca ich apetyt na więcej.

Powieść napisana lekkim piórem, z przymrużeniem oka, wypełniona dobrym humorem, więcej niż szczyptą ironii, ciekawymi pomysłami na fabułę i zabawnymi postaciami. Komedia kryminalna lekko szalona i zwariowana, w której cały czas coś się dzieje, mnóstwo omyłek i nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, bohaterki nie dają za wygraną, nie kapitulują, uparcie trwają przy swoich postanowieniach, pomimo niesprzyjających i mocno zaskakujących wydarzeń. Jola, Kama i Martusia starają się wziąć to co im się, według ich opinii, jak najbardziej należy. I jeszcze postać pięknej Sandry, która niewątpliwie wnosi wiele zamieszania i urozmaicenia do powieści. Książkę przeczytałam w błyskawicznym tempie, z uśmiechem na ustach. "Były sobie świnki trzy" to praktycznie gotowy już scenariusz na sympatyczny i intrygujący filmu, pełen dobrego żartu, zabawnych perypetii, atrakcyjnych postaci, ciekawie przenikających się wątków i bardzo dynamicznej akcji.

bookendorfina.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
13-03-2016 o godz 12:59 Aneta Wiśniewska dodał recenzję:
Trzy kobiety, którym przestało odpowiadać bycie tylko żoną swojego męża. Wszystkie bogate (nie ma to jak znaleźć dobrego męża) z podpisaną intercyzą (błędy młodości) zastanawiają się jak szybko i skutecznie zostać bogatą i pozbyć się ciężaru u boku. Idealny plan to szybko zostać wdową. Tylko jak to zrobić?

To książka przy której śmiałam się w głos. Już dawno nie czytałam tak dobrej książki i to jeszcze polskiej autorki. Komedia pomyłek, zbiegów okoliczności, niezwykle kochających żon, mściwych kochanek i nic nie podejrzewających mężów. Taki trochę polski Sex w wielkim mieście.

Ambitne i jakże kreatywne plany tych trzech przyjaciółek ubawią was do łez. Szczególnie, gdy okazuje się, że cały misternie ułożony harmonogram zawalił się, a wypadki zdecydowanie wymknęły się spod kontroli.

Jolka, Martusia i Kama to przyjaciółki które każdy chciałby mieć. Nie tylko ci przysłodzą kiedy trzeba, ale też zamkną w garderobie przed wściekłym mężem i będą za nim jechać pół miasta żeby się dowiedzieć czy aby na pewno jest wierny.

Wszystkie nasze cechy narodowe wyciągnięte na wierzch, ale przedstawione z klasa i humorem, bawią zamiast drażnić. Ja od tej ksiązki za nic nie mogłam (nie chciałam!) się oderwać. Nawet nie zauważyłam, kiedy minął mi czas i dopiero jak skończyłam to poczułam, że w sumie to jestem nawet głodna. Ach, ta magia książek…

To było moje pierwsze spotkanie z tą autorką i jestem zachwycona. Już sobie zaplanowałam po jakie jej książki sięgnę następnie, bo jeśli wszystkie są takie jak ta, to zapowiada mi się naprawdę ciekawy czas z Panią Olgą
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
03-01-2017 o godz 00:44 Aga H dodał recenzję:
Co zróbić, kiedy z mężem jedyne co Cię łączy to pieniądze? Najepiej się rozwieść. No tak, ale będąc młodą i zakochaną podpisałaś intercyzę. Co teraz? Z takim problemem spotkały się bohaterki książki "Były sobie świnki trzy". Trzy jakże różne kobiety, spotkały się przypadkiem na imprezie firmowej swoich bogatych mężów. Wpadły na genialny pomysł, że należy zabić swoich mężów. Brzmi niczym początek horrory, alo kryminału pełnego krwi i przemocy. Tymczasem książka, jest kryminałemnapisana w bardzo lekki, zabawny sposób. Czytając nie czuje sięciałego napięcia, jak przy wiekszości kryminałów. Mamy tutaj mnóstwo scen humorystycznych, przy kórych nie sposób się nie śmiać. Jak zaczyna się śmiać nad ksiażką , a ktoś pyta "Co czytasz?", a okazuje, że to kryminał, no to jest ciekawe doświadniecznie. Nie sposób jednak nie polubić naszych trzech szalonych bohaterek, uroczej Martusi, stanowczej Kamy i czułej Jolki. Każda z nich dodaje uroku całej opowieści.

Książkę czyta się dość szybko. Styl pisarki, jest lekki, przyjemny i zabawny, lekko przerysowany. Kobiety powinny pokochać tę książkę, panowie, kótrzy lubią krew i szybkie zwroty akcji, będą rozczarowani. Jest to typowa literatura kobieca. Dobra na jesienne czy zimowe wieczory, po rozstaniu z chłopakiem, albo kiedy nasz obecny partner nas wkurza.

Jedynym minusem książki, jest to, że pisana jest ona ciągiem. Nie mamy żadnych podziałów, na rozdziały. Początkowo było to dosyć wkurzające, że przechodziliśmy od jednego wątku do drugiego. Lecz po jakimś czasie łatwiej było się odnaleźć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-07-2016 o godz 23:56 knigoholiczka dodał recenzję:
Książki Olgi Rudnickiej bardzo sobie cenię. Nie zdarzyło się jeszcze bym z niechęcią, przeczytawszy połowę lub mniej przerwała lekturę. O nie! Z przyjemnością czytam je, ostatnia strona jest zaskoczeniem.
Któż z nas nie zna dziecięcej bajki o trzech świnkach, które uciekały do swych domków przed złym wilkiem? Zastanawiałam się, skąd wziął się tytuł i szczerze mówiąc- trudna sprawa. Bo skojarzenie, o którym wspominam wyżej od razu przychodzi na myśl, jednak wydaje mi się, że w książce nie ma żadnej analogii do bajki. Przeciwnie, mamy trzy kobiety, które nie chcąc trwać w nieudanym małżeństwie postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce.
Trzy delikatne, wydawać by się mogło, niezdolne do zrobienia komuś krzywdy, panie postanawiają zlikwidować swoich mężów. Każda z nich ma inny powód, jednak wszystkie chcą rozpocząć nowe życie. Czy uda im się dopiąć swego, a diabelski plan powiedzie się?
Ubawiłam się setnie czytając tę książkę. Tę, jak również inne powieści Olgi Rudnickiej plecam osobom, które cenią sobie dobry czarny humor (oczywiście, są wyjątki, które nie bawią, za to wywołują inne emocje).
Nie potrafię powiedzieć, co mnie urzekło w recenzowanej dziś pozycji. Na wspomnienie zasługuje wiele rzeczy: humor, wciągająca akcja, kreacja bohaterów. Z żalem odrywałam się od książki i wracałam do obowiązków.
Czekam na kolejne pozycje tej autorki, cieszę się, że tak często pojawiają się nowości wychodzące spod pióra Olgi Rudnickiej. To młoda i bardzo utalentowana osoba.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-03-2016 o godz 14:22 Lustro RzeczywistoŚci dodał recenzję:
Autorka oczarowała mnie nietuzinkowym poczuciem humoru i niebywałą lekkością stylu, a sposób w jaki poprowadziła fabułę, ocierającą się o granice absurdu, to absolutny hit.

Tym razem Rudnicka zabiera nas w świat żon bogatych mężów, które prowadzą życie zdesperowanych pań domu (niemal jak na Wisteria Lane*). Kamelia, Martusia i Jolanta prowadzą na pozór udane życie małżeńskie, jednak wszystkie trzy nienawidzą swoich małżonków (zwanych pieszczotliwie świniami), ale nie mogą się z nimi tak po prostu rozwieść. Podpisana z miłości intercyza trzyma je na krótkiej smyczy, którą zerwać może jedynie... śmierć. Kobiety drobiazgowo planują więc morderstwo, tym trudniejsze do zrealizowania, że trzeba zlikwidować trzy świnki, nie budząc niczyich podejrzeń. Wszystko, co stanie się potem wywoła w was nieopanowane wybuchy śmiechu, zatem w komunikacji miejskiej czytać nie polecam (chyba, że lubicie jak ktoś wam patrzy przez ramię).


Świetnie wykreowani bohaterowie, dynamiczna akcja pełna zaskakujących wydarzeń, cudowne zrządzenia losu, wszechobecny humor i perfekcyjne czarne charaktery to największe zalety powieści. I choć w moim odczuciu książka jest nieco słabsza niż Diabli nadali i tak gorąco polecam. Czytajcie i śmiejcie się na zdrowie, zwłaszcza gdy lubicie komedie nasycone czarnym humorem, a serial Gotowe na wszystko budzi w was tylko pozytywne odczucia.

http://www.lustrorzeczywistosci.pl/2016/03/byy-sobie-swinki-trzy-olga-rudnicka-czy.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-05-2016 o godz 16:25 bojarun dodał recenzję:
Wybierając kolejną książkę poszłam za ciosem. "Diabli nadali" urzekło mnie i rozbawiło, a tu w czytniku uśmiecha się do mnie kolejna książka autorstwa p. Olgi Rudnickiej. No nie mogłam sobie odmówić!
Świnki trzy ... Trzy kobiety, trzy różne charaktery, trzy odmienne pasje. Łączy je jedno: majątek, który każda z nich zawdzięcza mężowi i obsesyjna chęć ukatrupienia małżonka w celu uzyskania samodzielności finansowej. No i jak to u Chmielewskiej... o sorry!, jak to u p. Rudnickiej bywa prześmieszne zbiegi okoliczności, pomyłki i zawirowania doprowadzają miłe panie do ... no jakby nie patrzeć sukcesu, choć niezamierzonego! Niewątpliwie jednak detektyw, który prowadzi sprawy dotyczące szanownych małżonków zostanie doprowadzony przez bohaterki do szewskiej pasji. Bohaterki snują swoje plany ze swoistą gapowatością i prostotą. Problem w tym że choć plany spalają na panewce, to cel zostaje osiągnięty. Trudno pisać tak, żeby nic nie zdradzić zbyt wiele. A zdradzić nie mam zamiaru, bo popsuję całą zabawę.
Właściwie to podsumowanie mogłabym przepisać z poprzednio recenzowanej powieści. Lekkie pióro, kąśliwy humor zahaczający o absurd, fabuła niespodziewana i zaskakująca czytelnika. Jeżeli do tego dodamy zabawne przemilczenia aluzje i komentarze otrzymamy wyjątkowo zgrabną lekturę na weekend. Zapewniam, że humor po tej powieści będzie wam dopisywał jeszcze długo :-)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

O autorze: Olga Rudnicka

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Jestem Saudyjką Sutcliff Nicola
5/5
26,65 zł
42,00 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

strona produktu - rekomendacje Cichy wielbiciel Rudnicka Olga
4.3/5
26,68 zł
33,00 zł
strona produktu - rekomendacje Diabli nadali Rudnicka Olga
4.5/5
28,20 zł
35,00 zł
strona produktu - rekomendacje Zacisze 13 Rudnicka Olga
4.5/5
25,87 zł
32,00 zł
strona produktu - rekomendacje Lilith Rudnicka Olga
4.5/5
21,20 zł
33,00 zł
strona produktu - rekomendacje Fartowny pech Rudnicka Olga
5/5
27,49 zł
35,00 zł
strona produktu - rekomendacje Życie na wynos Rudnicka Olga
4.5/5
29,49 zł
33,00 zł
strona produktu - rekomendacje Martwe jezioro Rudnicka Olga
4.3/5
19,60 zł
29,90 zł
strona produktu - rekomendacje Natalii 5 Rudnicka Olga
4.6/5
26,59 zł
33,00 zł
strona produktu - rekomendacje Blef Barnett S.K.
4.8/5
26,63 zł
42,00 zł
strona produktu - rekomendacje Spektakl Wójcik Kinga
4.9/5
27,62 zł
42,00 zł
strona produktu - rekomendacje Siła wyższa Szwechłowicz Joanna
4.8/5
26,54 zł
32,00 zł
strona produktu - rekomendacje I niech zginę Pinborough Sarah
4.8/5
29,49 zł
39,99 zł
strona produktu - rekomendacje Zaufaj jej Vallance Jessica
4.7/5
31,50 zł
39,99 zł
strona produktu - rekomendacje Czynnik diabła Russell Craig
4.7/5
27,53 zł
42,00 zł
strona produktu - rekomendacje Materiał ludzki Borlik Piotr
4.7/5
25,69 zł
39,99 zł
strona produktu - rekomendacje Białe kłamstwa Borlik Piotr
4.7/5
27,29 zł
39,99 zł
strona produktu - rekomendacje Powrót Anny Scottoline Lisa
4.6/5
27,28 zł
43,00 zł
strona produktu - rekomendacje Spica Białkowski Tomasz
4.6/5
24,96 zł
38,00 zł
strona produktu - rekomendacje Solid Gold Bromski Jacek
4.6/5
25,47 zł
38,00 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.