Bieg po życie. Z piekła Sudanu na olimpijskie areny (okładka  miękka, 06.2015)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

To nie opowieść o życiu w Afryce czy lekkoatletyce. To książka o ucieczce z rąk śmierci, nieprawdopodobnej wierze, pracowitości i pragnieniu zadośćuczynienia za to, co dał los. To spełniający się amerykański sen i świadectwo tego, że pomagając jednej osobie, można dać nadzieję tysiącom ludzi.

Opowieść o tym, jak bosy chłopiec, będący ofiarą wojny domowej w Sudanie, stał się światowej sławy biegaczem. Od obozu dla uchodźców, przez adopcję i ciężkie treningi, po start w igrzyskach olimpijskich.

Niesamowita historia Lomonga Lopeza to nie tylko kronika katastrofalnych wzlotów i upadków. Każdy czytelnik znajdzie w niej inspirację do realizacji własnych marzeń. Nawet w sytuacji, która pozornie może wydawać się beznadziejna.

ID produktu: 1108716893
Tytuł: Bieg po życie. Z piekła Sudanu na olimpijskie areny
Tytuł oryginalny: Running for my Life
Autor: Lomong Lopez
Tłumaczenie: Kołek Regina
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 288
Numer wydania: I
Data premiery: 2015-06-17
Rok wydania: 2015
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 27 x 209 x 142
Indeks: 17232517
średnia 4,9
5
25
4
4
3
0
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
21 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
17-12-2021 o godz 13:30 przez: jantul | Zweryfikowany zakup
Super pozycja
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
28-04-2016 o godz 14:51 przez: zaniczka
Bieg po życie - musisz przeczytać.

Ta książka mnie sponiewierała, przeczołgała i podniosła. Ile człowiek, człowiekowi może zadać zła. Czym to jest podyktowane, że zachowujemy się tak barbarzyńsko wobec innej istoty? Nie wiem, czy cokolwiek jest w stanie usprawiedliwić takie zachowanie.

Miał zaledwie sześć lat, kiedy został porwany. Sudańscy rebelianci wydarli go z rąk matki i osadzili w przepełnionej chacie bez okien. Był za mały, by szkolić go na żołnierza. Każdego dnia patrzył więc, jak w odorze fekaliów jeden po drugim umierają jego przyjaciele…

Wybawieniem okazało się trzech „aniołów stróżów”, starszych kolegów, którzy zorganizowali ucieczkę. Przez trzy dni i trzy noce bez chwili wytchnienia biegł z nimi przez sawannę. Tylko po to, by trafić do obozu dla uchodźców w Kenii.

Kakuma stała się jego domem na długie lata, zanim dzięki adopcji trafił do Stanów Zjednoczonych. W nowej rzeczywistości bieganie było jedyną znaną mu rzeczą. To ono pozwoliło mu spełnić marzenie i wystartować w igrzyskach olimpijskich.

Fenomen biegania rozpowszechnia się, zataczając coraz większe kręgi nawet tu w naszym blogerskim środowisku. Wiecie, że ja pamiętam jak biegłam, śni mi się to czasami. Po łące jak byłam u dziadków i chodziłam jeszcze. Zapewne nie było to ani zbyt piękne, ani zbyt szybkie, ale pamiętam to uczucie trawy pod stopami i lekkości, uczucie, którego na razie nie mogę doświadczać, ale kto wie… :)

Tak magię biegania opisuje Lopez:

"Kiedy biegłem, nie myślałem o moim pustym brzuchu ani o tym, jak wylądowałem w tym miejscu. Nad niewieloma rzeczami w moim życiu miałem kontrolę. Pracownicy ONZ-etu decydowali o dostawie żywności, o tym, kiedy z kranów płynęła woda, nawet o tym kiedy mogliśmy się dożywić ich śmieciami. A kiedy biegłem, byłem jedyną osobą, która miała kontrolę nad moim życiem. Biegłem dla siebie. Nie miałem butów, lecz bieganie boso łączyło mnie z ziemią. Jakby ścieżka pod moimi stopami i moje ciało stawało się jednym."

Lopez w wieku 16 lat został adoptowany przez rodzinę z USA, rodzinę która zaadoptowała jeszcze czterech afrykańskich chłopców. Jedną z pierwszych próśb chłopca była możliwość pobiegania i pogrania w piłkę. Kiedy się okazało, że te „pobieganie” to dystans 30 kilometrów, rodzice natychmiast zaprosili trenera biegów przełajowych. W książce jest sporo wątków humorystycznych, wywołujących u nas czytelników śmiech przez łzy.

"To była najzimniejsza woda. jaką czułem w życiu. Skakałem dookoła, usiłując umyć się i nie zmarznąć, bezskutecznie, Nic dziwnego, że ci ludzie są tacy biali. Branie prysznica każdego dnia w tak zimnej wodzie musiało ich wybielić."

To książka o determinacji o walce i o aniołach. Czasami tak się dzieje, że bez względu na geny, na środowisko w którym się wychowują, na przeciwności jakie napotykają na drodze – ludzie robią rzeczy wielkie. Ludzie, po których nie spodziewalibyśmy się i nie dalibyśmy za nich tzw. „funta kłaków”, wygrywają olimpiady, zdobywają doktoraty, są wybitnymi naukowcami. Lopez miał szczęście i trafił na dobrych ludzi, na ludzi którzy go pokochali i wspierali cały czas obdarzając ogromną miłością i dzięki temu i swojemu charakterowi osiągnął tak wiele.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
21-01-2017 o godz 14:09 przez: Patrycja Trzcionkowska
Bieg po życie to niesamowita historia czarnoskórego lekkoatlety, który w wieku sześciu lat został brutalnie wyrwany z rąk matki i osadzony w obozie sudańskich rebeliantów, w celu szkolenia na żołnierza. Każdego dnia widział śmierć przyjaciół, którzy konali w odorze fekaliów. Ocaleniem okazali się trzej, starsi przyjaciele, którzy zorganizowali ucieczkę. Przez trzy doby biegli razem przez sawannę. Niestety nadzieja rychłego powrotu do domu okazała się płonna. Trafili do obozu dla uchodźców w Kenii, który dla Lopeza, stał się domem na długie lata, zanim trafił do Stanów Zjednoczonych dzięki adopcji. Bieganie to czynność, którą znał od zawsze i które pomogło mu spełnić marzenie. Początek publikacji jest bardzo brutalny i wstrząsający. Autor ze szczegółami opisuje własne porwanie oraz relację z pobytu w obozie rebeliantów. Trudne warunki, z jakimi przyszło się zmagać chłopcom w wieku od 6 do 14 lat były szokujące. Każdego dnia znosili głód, zimno oraz znęcanie się. Ogromne zdumienie wywarło na mnie zdarzenie, kiedy chłopcy potrafili podać typ karabinu, z którego rebelianci uczyli ich strzelać, mianowicie AK-47. Mali chłopcy od najwcześniejszych lat uczeni są treningu i posłuszeństwa. Stają się żołnierzami, bojownikami wykorzystywanymi do zabijania. Wszystko to wzbudza w czytelniku smutek, złość i przerażenie. Obóz dla uchodźców i warunki tam panujące również pozostawiają wiele do życzenia. Głodowe racje żywnościowe, brak wody, codzienna walka o przetrwanie, brak jakichkolwiek środków higienicznych, zatrucia i w konsekwencji śmierć. Przyznam szczerze, że nie pamiętam kiedy ostatnio książką potrafiła sprawić, że w moich oczach pojawiły się łzy i ogromna złość na niesprawiedliwość i ludzką krzywdę. Moment, w którym na mojej twarzy pojawiło się wzruszenie było wspomnienie, kiedy razem z przyjaciółmi autor pierwszy raz obejrzał olimpiadę i dowiedział się co to jest. W trakcie czytania tych fragmentów, przeżywałam razem z nim to uniesienie i ekscytację wywołaną telewizyjnym widowiskiem. Wtedy też nadmienia Michaela Johsona, amerykańskiego lekkoatletę, który staje się dla niego siłą i motywacją. Autobiografia pokazuje jak bardzo autor jest wierzącym, pracowitym i odważnym człowiekiem. Nie da się nie zauważyć bliskości z Bogiem, a także ogromnej opiekuńczości w stosunku do innych i chęci niesienia pomocy. Uważam, że dla wielu mógłby być autorytetem. Jego determinacja i upór w dążeniu do celu jest motywacją i zmusza czytelnika do refleksji nad własnych życiem. Czuję szacunek i podziw wobec tego człowieka, który nigdy nie narzekał na swój los, nie zwątpił i nie poddał się. Osobiście lubię sport, jednak nie trzeba się na nim znać ani nawet uparcie interesować, żeby sięgnąć po tę książkę. Wzbudza wiele pozytywnych emocji, inspiruje i udowadnia, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko tego mocno pragniemy. Ponadto styl i język jest lekki i przejrzysty, co sprawia, że tę historię pochłania się błyskawicznie. Dodatkowym plusem są fotografie zawarte w biografii, dzięki czemu powieść staje się żywa i realna. Gorąco polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
22-08-2015 o godz 21:02 przez: ursa256
„Należy starać się czerpać jak najwięcej dobra z każdej życiowej sytuacji (…)”

Są takie książki, które, po skończonej lekturze, na długą pozostają w sercu czytelnika oraz nie pozwalają o sobie zapomnieć. Jedną z nich jest bez wątpienia „Bieg po życie” - autobiografia pochodzącego z Sudanu Południowego lekkoatlety, Josepha Lopeza Lomonga.

Życie od samego początku nie rozpieszczało Lopepe. Najpierw, w wieku sześciu lat, został w brutalny sposób porwany przez sudańskich rebeliantów oraz wraz z podobnymi do siebie chłopcami umieszczony w małej chatce bez okien. Był za mały, aby szkolić go na żołnierza, dlatego też całe dnie spędzał w zamknięciu, patrząc jak z wycieńczenia, jeden po drugim, umierają jego towarzysze niedoli. I gdy sytuacja, w której się znalazł wydawała się być tak tragiczna, iż gorzej już być nie mogło, pewnego dnia dla małego chłopca pojawiło się światełko w tunelu. Światełkiem tym okazało się trzech „aniołów stróżów”, starszych kolegów, którzy zorganizowali ucieczkę. Wspólnie przez trzy dni i trzy noce biegli przez sawannę, pokonując kolejne kilometry, aby jak najszybciej zniknąć z pola widzenia rebeliantów. Niestety nie udało im się trafić do rodzinnej miejscowości, zamiast tego znaleźli się w kenijskim domu dla uchodźców. Lomong w Kakumie spędził dziesięć lat swojego życia. Po tym czasie los się do niego uśmiechnął - dzięki życzliwości dobrych ludzi został adoptowany przez amerykańskie małżeństwo, a Stany Zjednoczone stały się jego drugim domem. Dziś jest znanym i cenionym na całym świecie sportowcem, mającym na swoim koncie kilkanaście sukcesów, między innymi udział w igrzyskach olimpijskich w Pekinie.

Muszę przyznać, iż lektura książki „Bieg po życie” wywołała we mnie wiele skrajnych emocji - od oburzenia, złości i smutku, aż po radość i wzruszenie. Opowieść Lomonga z jednej strony zasmuca, a z drugiej daje nadzieję na przyszłość oraz pokazuje, ile można osiągnąć dzięki wierze w siebie i Boga, a także wytrwałemu dążeniu do celu. Lopepe snuje swoją opowieść w niezwykle przejmujący sposób, tak iż podczas lektury nie sposób uronić choć jednej łezki. Z rozbrajającą szczerością i bez zbędnego patosu opisuje swoje codzienne życie, najpierw na afrykańskiej ziemi, a następnie w otoczeniu amerykańskich przyjaciół oraz dzieli się z czytelnikami swoimi planami i marzeniami na przyszłość.

Włączając telewizję lub biorąc do ręki pierwszą lepszą gazetę zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami, jak to w naszej ojczyźnie jest źle: wysokie bezrobocie, niskie zarobki, wadliwe prawo i tak dalej, i tym podobnie. Utyskując na różne aspekty naszej polskiej egzystencji, często zapominamy, iż wciąż istnieją kraje, w których elektryczność, bieżącą woda, możliwość edukacji czy choćby zwykły rower są synonimem bogactwa, a skrajna nędza, choroby, analfabetyzm, korupcja są na porządku dziennym. A to właśnie w takich warunkach przyszło żyć Lopepe przez szesnaście lat jego życia - warunkach, które ściskają za serce i przyprawiają o grozę na myśl, iż takie rzezy dzieją się jeszcze w XXI wieku. Dla mnie osobiście jedną z najbardziej przerażających scen w książce była ta, w której amerykański sportowiec opisuje tak zwane „święte wtorki” - dni, w czasie których mali chłopcy mieli możliwość szperania wśród śmieci w poszukiwaniu jedzenia: „Z chwilą, kiedy pracownik Narodów Zjednoczonych opróżnił pierwszą taczkę, na skraju wysypiska wybuchł zamęt. Chłopcy wskoczyli do dziury i pośpiesznie przekopywali śmieci. Rozpychali się łokciami, uderzali pięściami. Buszowali w śmieciach jak głodne hieny walczące o padlinę”. Zwykły ogryzek jabłka lub banana był dla mich niczym „klejnot koronny Anglii”.

Jednak „Bieg po życie” nie jest tylko i wyłącznie książką o trudach życia na afrykańskiej ziemi. Historia Lomonga to ciepła i optymistyczna opowieść o marzeniach, nadziei i wierze we własne możliwości, ucząca pokory i przywracająca wiarę w ludzi. To, iż ubogiemu, afrykańskiemu chłopcu udało się dostać na olimpijskie areny, zawdzięcza on nie tylko szczęśliwemu zbiegu okoliczności, jakim był wyjazd do Ameryki, ale przede wszystkim swojej ciężkiej pracy i wytrwałości. Jest to znów historia życia człowieka, dla którego bieganie we wczesnym dzieciństwie było jedynie ucieczką od głodu i nędzy, a dopiero później stało się sposobem na życie. Warto również wspomnieć, iż to nie medale i sukcesy są dla sportowca najważniejsze. Są one jedynie drogą do pomocy tym, którzy mieli mniej szczęścia od niego, bowiem Lomong jest założycielem fundacji, która aktywnie działa na rzecz poprawienia jakości życia mieszkańców Sudanu Południowego. Ponadto swoim życiem Lopepe pokazuje, że marzenia są dla ludzi, i że warto je mieć i konsekwentnie dążyć do ich realizacji.

„Bieg po życie” to książka, dzięki której nie trudni uwierzyć w to, że chcieć to móc. Polecam ją szczególnie tym, którzy od życia dostali wiele, a nie potrafią się tym cieszyć.

[http://bierziczytaj.blogspot.com]
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
16-06-2015 o godz 18:11 przez: RealAnia
Przyznam szczerze, że przed lekturą książki nie miałam pojęcia, kim jest Lopez Lomong. Wystarczył jednak rzut oka na okładkę, krótka zapowiedź treści oraz słowa „Z piekła Sudanu na olimpijskie areny” bym oddała się czytaniu bez reszty.

Bardzo mocny początek jest największą siłą i atutem tej książki. Historia Lopeza wciąga i bardzo porusza. Nie może być inaczej, gdy czyta się o sześcioletnim dziecku porwanym z rąk matki przez rebeliantów w trakcie wojny. Nie można pozostać obojętnym poznając historię utraconego dzieciństwa, walki o przetrwanie, ucieczki przez sawannę, wieloletniego pobytu w obozie dla uchodźców i adopcji, która dała nową rodzinę i nowe życie w Ameryce.

„Wojna jest zawsze o wiele gorsza dla biednych niż dla bogatych. Zawsze.”

Opowieść Lopeza nie tylko porusza, ale również przywraca wiarę w ludzi. Amerykańska para stała się rodzicami Lopeza, ale to nie ich miłość i życzliwość dotknęła mnie najbardziej. Szczególnie uderzyło mnie niezwykłe przywiązanie dzieci w Afryce do siebie nawzajem. Obcy chłopcy uratowali Lopezowi życie, tylko dlatego, że byli z tej samej wioski. Zabrali go ze sobą uciekając rebeliantom, choć sześciolatek mógł ich przecież spowolnić. My w Polsce często nie znamy nawet najbliższych sąsiadów, a dla Afrykańczyków jedna wioska jest synonimem jednej rodziny. Postawa tych chłopców to niezapomniana lekcja człowieczeństwa.

Sport w całej tej historii jest tylko tłem. Tu nie chodzi o wyniki, medale i triumfy. Bieganie w życiu Lopeza nigdy nie miało takiego celu. Było sposobem na wyrwanie się z rąk żołnierzy, a także ucieczką od problemów dnia codziennego. Później, kiedy przemieniło się w sport - w kategoriach, jakich rozumiemy – stało się drogą do pomocy tym, którzy mieli mniej szczęścia od niego. Lopez Lomong nie zapomniał, bowiem nigdy o tych, którzy zostali w dalekiej Afryce. To czyni jego historię jeszcze bardziej niesamowitą.

„Stres czuje się, kiedy usiłuje się tak rozdzielić przydział żywności, aby starczył na trzydzieści dni. Stres jest wtedy, kiedy patrzy się jak przyjaciele umierają na malarię, i nie przestaje się myśleć o tym, kto będzie następny. […] Bieg, nawet mistrzostwa, nie są w stanie mnie zestresować.”

Czytając tę książkę dowiecie się, co oznacza imię Lopepe, jakim nazywali go rodzice, jak Lomong określa swoich wybawców, a także, co stało się z chłopcami, którzy uratowali mu życie. Lopez zdradzi Wam, czym było dla niego bieganie, gdy jeszcze nie wiedział, że można je traktować, jako sport, który biegacz sprawił, że zapragnął wystąpić na olimpiadzie oraz jaki cel miały biegi trzydziestokilometrowe praktykowane w obozie dla uchodźców.

Odkryjecie, dlaczego mieszkając w Afryce uważał, że w „Ameryce musi być jak w niebie”, jaki plan chciał zrealizować po dotarciu do USA i jak tłumaczył sobie biały kolor skóry Amerykanów. Przeczytacie, dlaczego w Stanach Zjednoczonych spał początkowo z włączonym światłem, dlaczego zaczął trenować bieganie, kiedy jego „złudzenia o Ameryce, jako krainie pokoju zostały zburzone” i kiedy poczuł, że Ameryka jest jego prawdziwym domem.

Dowiecie się, co oznaczało dla niego wejście do drużyny olimpijskiej, jaką nazwę nosi czwarte okrążenie biegu na 1500 metrów, która chwila była najwspanialszą w jego życiu, jak również, co słowo „jenga” znaczy w języku suahili.

„[…] życie nauczyło mnie, że nie można nie wierzyć w niemożliwe.”

Książka Lopeza Lomonga, to historia olimpijczyka, w której sport nie odgrywa pierwszoplanowej roli. To lektura pokazująca realia życia w Afryce. Obnażająca skutki wojny dla zwykłych obywateli. Książka, która uświadamia, jak wielkimi jesteśmy szczęściarzami i bogaczami mając dach nad głową, rodzinę i jedzenie, bez doświadczenia strachu i wojny. Powinien ją przeczytać każdy, bez względu czy interesuje się sportem, czy też nie. Po lekturze historii życia Lomonga już nigdy nie spojrzycie na uchodźców wojennych w ten sam sposób, co dotychczas.

„[…] kiedy biegłem, byłem jedyną osobą, która miała kontrolę nad moim życiem.”
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
14-07-2015 o godz 20:25 przez: ruderude
Historia Lopeza Lomonga jest jedyna w swoim rodzaju. Próba mojego wprowadzenia Was w jego historię z całą pewnością będzie nieudolna (więc wybaczcie) i nie ma możliwości, aby oddawała w taki znakomity sposób wszystkie uczucia Lopeza.

Lopez Lomong jest amerykańskim sportowcem- lekkoatletą. Na co dzień ze sportami wykonywanymi zawodowo mam bardzo niewiele wspólnego- ani żadnego nie uprawiam, ani też nie przepadam za oglądaniem ich w telewizji- strasznie mnie nudzą. Raz na jakiś czas obejrzę mecz siatkówki i na tym się kończy moja przygoda ze sportem.
Szczerze mówiąc nie wiem czemu sięgnęłam po tę pozycję. Najbardziej zaintrygował mnie tytuł i okładka- i to chyba tyle. Na początku mojej przygody z książką Lopeza martwiłam się, że to jednak nie to, czemu sięgnęłam po książkę zahaczającą o sport, skoro zupełnie mnie to nie interesuje, a do tego byłam przekonana, że w pewnym momencie ta historia zrobi się nudna, że wydarzenia będą w kółko przypominane. Myliłam się. I to ogromnie.

Książka nie jest przeznaczona wyłącznie dla fanów sportu, lekkoatletyki czy Lopeza. Jest idealna dla każdego- dla małych i dużych, dla kobiet i mężczyzn. Myślę, że każdy z nas znajdzie w niej coś innego, co wpłynie na postrzeganie otaczającego nas świata w nieco innym świetle. Każdy wyciągnie nieco inne wnioski.
Mnie książka nauczyła bardzo wiele, siedzi mi w głowie od czasu, kiedy skończyłam ją czytać. A przypominając sobie przeżycia Lopeza, zbierają mi się łzy w oczach.

Książka napisana jest bardzo łatwym językiem i szybko się ją czyta, dodatkową zaletą jest chronologia- wszystkie wydarzenia uporządkowane zostały w czasie, przez co też nie pojawiają się żadne niejasności i nieścisłości. Dodatkowo niektóre historie Lopeza fizycznie nie pozwalają się oderwać od książki. Zdarzało się, że siedziałam jak zaczarowana, nie słysząc nawet dzwoniącego telefonu. Mniej więcej w środku książki znajdują się zdjęcia z opisami, na których możemy zobaczyć Lopeza i jego przyjaciół w różnych okolicznościach.

Lopez urodził się w pochłoniętym wojną domową Sudanie. Historia rozpoczyna się od porwania grupy dzieci, które umieszczone zostają w obozie i (w zależności od wieku) szkolone na żołnierzy lub też przetrzymywane póki co bez żadnego celu. Okrutne warunki stały się częścią nowego życia Lopeza. W obozie poznał trzech chłopców, starszych od niego, pochodzących z tej samej- Kimotong. Obiecali mu, że zaopiekują się nim i pomogą mu wrócić do rodziców.

"(...) chata zmieniła się w kloakę. Poczułem w nozdrzach powietrze po raz pierwszy, odkąd zostałem wyrzucony z ciężarówki z opaską na oczach. Niemalże zapomniałem, jak pachnie."
Bezpośrednio do rodziców nie trafił, ale koniec końców znalazł nowych i to nie byle gdzie- w Ameryce. Jako bardzo wierzący chłopiec całą nadzieję na zmiany pokładał w Bogu, który nie dość, że pomógł mu wydostać się z sudańskiego piekła, to umożliwił podążanie za marzeniami i spełnianie się w tym, co lubił najbardziej. Stał się zawodowym biegaczem, niejednokrotnie biegał w barwach Stanów Zjednoczonych, zdobywając medale.

"Dziesięć lat po tym, jak rebelianci wyrwali mnie z ramion mojej matki, w końcu znalazłem miejsce, które mogę nazwać domem."
Po takiej lekturze, jedyne co miałabym ochotę zrobić to wyściskać Lopeza, za jego siłę i wiarę. Za wytrwałość i odwagę. Za to, że udostępnił zupełnie obcym sobie ludziom część swojego życia, chcąc tym samym pomóc pozostałym dzieciom, których życie nie jest usłane różami.

Moje "streszczenie" książki jest bardzo krótkie, ale to głównie przez to, że nie chcę tej części z Was, która ma zamiar sięgnąć po tę pozycję, psuć jej czytania.
Mam nadzieję, że książka zaskoczy Was tak samo jak mnie. I pokochacie ją równie mocno.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-07-2015 o godz 13:52 przez: jeke5
Lopez Lomong w wieku 6 lat został porwany przez sudańskich rebeliantów, gdy wraz z rodzicami modlił się w kościele. Brutalnie wyrwano go z objęć matki i razem z innymi dziećmi wrzucono do ciężarówki. Około osiemdziesięcioro dzieci zamknięto w małej chacie i raz dziennie karmiono sorgiem zmieszanym z piaskiem. Starszych chłopców rebelianci zabierali codziennie na ćwiczenia, aby zrobić z nich żołnierzy. Młodsze dzieci, takie jak Lopez, były za małe na szkolenie, więc pozostawiono je zamknięte w chacie. Umierały każdego dnia w ciemnym pomieszczeniu bez okien, bez świeżego powietrza, w odorze fekalii.

Czasem szukał przyjaciela, którego poznał dzień wcześniej i po chwili dowiadywał się, że nie żyje.


,,Na początku myślałem, że ci chłopcy śpią, co mnie trochę dziwiło, bo w tych warunkach trudno się spało. Kiedy jednak przyjrzałem się im bliżej, okazało się, że ci śpiący chłopcy w ogóle się nie ruszają. Byli martwi. nigdy wcześniej nie widziałem martwego chłopca. Chciało mi się płakać, ale nie miałem odwagi. Siedziałem i patrzyłem przerażony, zastanawiając się, czy niebawem i mnie spotka podobny los."


Lopepe (Szybki-jak nazywano go w domu) z pewnością podzieliłby los przyjaciół, gdyby nie trzech starszych chłopców, którzy zorganizowali ucieczkę i zabrali go ze sobą. Wszyscy przez trzy dni i trzy noce biegli bez wytchnienia przez sawannę. Wydawało im się, że biegną w kierunku domu, do wioski Kimotong, ale dobiegli do granicy z Kenią i trafili do obozu dla uchodźców.

Lopez spędził w nim dziesięć lat zanim trafił poprzez adopcję do rodziny Barbary i Roberta Rogersów w Stanach Zjednoczonych. Dzięki adopcji odmieniło się jego życie.


Lopez Lomong biegał codziennie na farmę taty, pomagał mamie w kuchni, bawił się z dziećmi. Każdego dnia czuł miłość rodziców i był szczęśliwym chłopcem. Wydarzenia jednego dnia pozbawiły go dzieciństwa i rodziny. Przeżył dzięki trzem ,,aniołom stróżom", jak nazywał starszych kolegów, którzy biegli z nim na plecach, gdy on już nie mógł stanąć na poranionych, zakrwawionych stopach.

W obozie dla uchodźców w Kakumie biegał codziennie 30 kilometrów, aby móc później zagrać na boisku szmacianą piłką. Bieganie pozwalało mu uciec od codzienności życia w obozie, którego nie można było opuszczać. Gdy biegł nie myślał o pustym brzuchu, o swojej trudnej sytuacji, o ,,nurkowaniu" w śmieciach w poszukiwaniu resztek jedzenia wyrzucanych raz w tygodniu przez pracowników ONZ-etu. Bieganie było jego terapią i sposobem na to, by nie zwariować. Pozwoliło mu nie tylko uratować życie, ale także spełnić marzenia i wystartować w igrzyskach olimpijskich.


,,Bieg po życie" to prawdziwa i przejmująca opowieść o walce, by przetrwać; o wierze małego chłopca pozwalającej mu wyrwać się z wrót piekieł, gdy już nie było ratunku. Lopez Lomong pokazał, jak dzięki odwadze i ciężkiej pracy można odmienić swój los i zrealizować marzenia. W Kakumie lekcje odrabiał pisząc patykiem na piasku, w Stanach Zjednoczonych skończył college. Nie miałby takiej szansy, gdyby nie ludzie dobrej woli, którzy zaangażowali się w pomoc zagubionym chłopcom z Sudanu.

Ta książka pokazuje jak wielkie są różnice kulturowe i cywilizacyjne między Afryką a USA. Lopez po przyjeździe do Syracuse nie wiedział, jak wyłączyć światło w pokoju, czy ustawić kurek z wodą pod prysznicem. Musiał nauczyć się wszystkiego jak małe dziecko.


,,Bieg po życie" to emocjonująca lektura, przy której wrażliwe osoby będą płakać. O historii Lopeza Lomonga nie da się zapomnieć, ona będzie żyła w duszy wszystkich osób, które ją przeczytają.

http://magiawkazdymdniu.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-12-2015 o godz 08:14 przez: Bookendorfina Izabela Pycio
"Marzenia zazwyczaj brzmią nierealnie dla wszystkich oprócz tego, kto je snuje. Potrzeba jedynie chociaż jednej osoby, która w nie uwierzy i pomoże ci je zrealizować."

Niezwykle pasjonująca i wzruszająca autobiografia. Wprost nie można się od niej oderwać, tak mocno wciąga swoim dramatyzmem, ale jednocześnie daje nadzieję, że nawet w najgorszym scenariuszu, jaki napisał dla nas los, znajdzie się miejsce na szczęście. Joseph Lopez Lomong, nie ukrywa, że jednym z celów napisania i wydania książki jest pozyskanie funduszy dla założonej przez niego fundacji, starającej się uzdrowić warunki życia w Sudanie Południowym, poprzez dostęp do czystej wody, edukacji, opieki medycznej i żywności. Pokazuje nam ona szeroką skalę problemów mieszkańców tego afrykańskiego kraju. Jako światowej klasy biegacz Lomong wykorzystuje swój sportowy sukces, aby nieść pomoc rodakom. Wystarczy kilka osób, czasem właśnie jedna, aby dać impuls do zmian na lepsze.

Publikacja bardzo ciekawie przedstawia sylwetkę Lopeza Lomonga, urodzonego w pochłoniętym wojną domową Sudanie. Jego dzieciństwo zakończyło się w wieku sześciu lat, kiedy to został porwany przez sudańskich rebeliantów i poznał śmierć jako nieodłączną część życia. Następnie spędził dziesięć lat w kenijskim obozie dla uchodźców, zanim został adoptowany przez amerykańską parę. Jego historia naznaczona jest bólem, udręką, niemocą, ale też ogromną wiarą w Boga, nadzieją na uśmiech losu, radością, przyjaźnią i miłością. Pomimo tragicznych wydarzeń i ogromu cierpienia głównego bohatera, narrację książki cechuje lekkość, ciepło i optymizm. To szczera i prawdziwa lekcja człowieczeństwa, z którą każdy z nas powinien się zapoznać.

Lomong zawsze czuł się odpowiedzialny za znajomych, bliskich, rodzinę, rodaków. Potrzeba niezwykle silnej woli, wytrwałości, odwagi, wielkiej determinacji i mocnego charakteru, aby dokonać tak wiele w życiu, jako człowiek i jako sportowiec. Motto życiowe Lopeza to wykorzystać możliwości jakie daje mu pobyt w Ameryce nie tylko dla siebie, ale dla każdego "zagubionego afrykańskiego dziecka". Stara się czerpać jak najwięcej dobrego z każdej sytuacji. Zawsze ogromną rolę w jego życiu odgrywało bieganie, ciężka praca nad sobą, głęboka wiara w Boga, realizacja marzeń, niezgoda, aby porażki przeszkodziły w walce o szczęście. Bieganie stwarzało mu wiele możliwości, najpierw jako ucieczka od obozowej codzienności, potem jako środek do zdobycia marzeń, dla czystej radości, poczucia wolności, a na końcu jako sukces i pomoc w przeżyciu innym.

Autobiografia na długo pozostaje w pamięci czytelnika. Zaciekawia, nie tylko od strony sylwetki chorążego amerykańskiej reprezentacji olimpijskiej, ale również od strony ogromnych problemów afrykańskiego kraju, z którego Lomong pochodzi. Dobitnie uświadamia nam różnice ekonomiczne i kulturowe między tymi dwoma światami. Nie można obok tej publikacji przejść obojętnie, wyzwala wielkie pokłady empatii i emocji, utożsamiamy się ze sportowcem i z ogromnym zainteresowaniem śledzimy historię jego życia. Książka, która mocno motywuje do pracy nad sobą. Uświadamia nam, że tak naprawdę w życiu liczą się przede wszystkim inni ludzie, a nasze sukcesy to jedynie środek do szczęścia, którym powinniśmy dzielić się z pokrzywdzonymi przez los. Dopiero wtedy nasze szczęście zyskuje na wartości i nadaje życiu prawdziwy sens.

bookendorfina.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
07-05-2016 o godz 13:09 przez: wielopokoleniowo
"Marzenia zazwyczaj brzmią nierealnie dla wszystkich oprócz tego, kto je snuje. Potrzeba jedynie jeszcze chociaż jednej osoby, która w nie uwierzy i pomoże ci je zrealizować." Sudan ogarnięty wewnętrznymi walkami i niepokojem od nie wiadomo już jakiego czasu. Mała wioska i cotygodniowe nabożeństwo w kościele przerwane zbrojnym napadem rebeliantów i wyrwaniem przez nich wszystkich dzieci z rąk swoich matek. Kilkuletnim dziewczynkom i malutkim chłopcom prawdopodobnie już nigdy więcej nie będzie dane ujrzeć swoich najbliższych. Chłopcy przetrzymywani w jednym pomieszczeniu przez kilka tygodni, w którym śpią, raz dziennie spożywają posiłek składający się ze zboża wymieszanego z piaskiem, wykonują czynności fizjologiczne (los dziewczynek i co się z nimi dzieje pozostaje nieznany...). Z każdym dniem grupa ta się zmniejsza, bo nie ma dnia, aby ktoś nie umarł. Starsi po pewnym czasie zaczynają być szkoleni na żołnierzy, aby stać się jednym z takich rebeliantów. Co czeka najmłodsze, kilkuletnie dzieci, można się tylko domyśleć...


Autorowi książki, a zarazem jej głównemu bohaterowi, wówczas 6-letniemu chłopcu, udaje się uciec z niewoli rebeliantów dzięki pomocy trzech Aniołów Stróżów. Przez kilka dni biegną nieustannie w ich mniemaniu w stronę domu, jak się jednak okazuje, biegną w zupełnie innym kierunku, w stronę granicy z Kenią. Wycieńczeni przejęci zostają przez straż graniczną i osadzeni w obozie dla uchodźców, w którym Lopez spędza następne 10 lat. Jaka jest codzienność w takim obozie? W jakich warunkach mieszkają uchodźcy? Czym wypełnione są ich dni? Jak wyglądają codzienne posiłki i dlaczego dzień wyrzucania śmieci przez pracowników ONZ jest dla nich tak ważny.... ?


Lopezowi udaje się zostać jedną z osób adoptowanych przez rodzinę ze Stanów Zjednoczonych. I tu zaczyna się jego nowe życie, do którego z afrykańskiego lądu przenosi swoją pasję- bieganie. Duża wewnętrzna siła, głęboka wiara w Boga, chęć walki i sięgania po swoje marzenia, a przy tym ogromna pracowitość i prawdziwa wdzięczność losowi za to, co mu ofiarował, sprawiają, że udaje mu się spełnić swoje największe marzenie, które narodziło się jeszcze w Afryce - wziąć udział w Igrzyskach Olimpijskich. Nie zapomina jednak o Sudanie i o problemach, jakie tam występują- nie tylko o nich pamięta, ale zaczyna działać, aby poprawić codzienny byt Afrykańczyków.


Powieść czyta się z zapartym tchem. Sudańska codzienność, jakże inna od amerykańskiej, a także codzienność w obozach dla uchodźców to nie są tematy, na jakie rozmawiamy przy śniadaniu czy też sytym obiedzie. No właśnie - przy posiłkach, które nawiasem mówiąc są dla nas czymś oczywistym, a niestety nie dla każdego tak jest. Książka nie jest napisana patetycznym językiem, czy też językiem ckliwym i sentymentalnym, bo Lopez Lomong nie jest takim człowiekiem. Jest on osobą pogodną, optymistyczną, szczerą i ufną - i jego optymizm i wiara w lepsze jutro udzielają się czytelnikowi. Dają nam wiarę i mobilizują do działania, bo jeśli chłopcu pochodzącemu z Sudanu, niemającemu zielonego pojęcia o postępie cywilizacyjnym, porwanemu przez rebeliantów i przebywającego przez lata w obozie dla uchodźców o wcale nie sielskich warunkach udaje się osiągnąć tak wiele, to dlaczego nam ma się nie udać spełniać nasze plany i marzenia....?

www.wielopokoleniowo.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-07-2015 o godz 21:09 przez: Zaczytana bez pamięci
Pozwólcie, że zabiorę Was dzisiaj do pogrążonej w wojnie Afryki. To stamtąd przybył do Stanów Zjednoczonych Lopez Lomong, amerykański lekkoatleta specjalizujący się w biegach średnich i długich. Usiądźcie wygodnie i posłuchajcie.
Lopepe (zwany tak pieszczotliwie przez matkę) został porwany przez sudańskich rebeliantów, gdy miał 6 lat. Był zbyt mały, by szkolić go na żołnierza. Porywacze spisali go na straty. Chłopiec każdego dnia patrzył na to, jak jego przyjaciele umierali z wycieńczenia w małej chatce wypełnionej fekaliami. Lopeza czekałby taki sam los, gdyby nie trzej "aniołowie stróże", którzy pomogli mu uciec z tego piekła.
Chłopiec trafił do obozu dla uchodźców w Kenii. Na długie lata jego domem stała się Kakuma. Szansą na nowe, lepsze życie okazał się dla niego wyjazd do Ameryki. Tam Lopez odnalazł szczęście i nową rodzinę. Za oceanem spełnił też swoje marzenia o karierze lekkoatlety. Z małego i przestraszonego chłopczyka w brudnym odświętnym ubranku stał się chorążym, który wniósł flagę Stanów Zjednoczonych na olimpiadzie w Pekinie.
Kiedy następnym razem zamówię książkę do recenzji, poproszę pana Oskara o dołączenie do niej paczki chusteczek. W trakcie lektury po moich policzkach wiele razy płynęły łzy. Płakałam, gdy czytałam o niedoli małego Lopeza, wzruszyłam się, gdy czytałam o jego walce o wyjazd do Ameryki. Ocierałam łzy także w momencie, gdy wnosił flagę na ceremonii rozpoczęcia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Byłam wtedy bardzo dumna z Lopeza. Już wiem, co czują matki, gdy obserwują swoje dzieci podczas publicznych występów. W trakcie żadnej lektury nie towarzyszyło mi takie uczucie. Lopepe to prawdziwy wzór do naśladowania. Niewielu ludzi może poszczycić się taką wolą walki jak on.
Lopez opowiada swoją historię w bardzo wciągający sposób. Z książki wyłania się obraz bardzo serdecznego i wygadanego mężczyzny. Lopepe daje czytelnikom ważne przesłanie. Pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. On miał umrzeć. Dla rebeliantów był tylko kolejnym darmozjadem do wykarmienia. Jego śmierć by ich nie obeszła. Lopez postanowił jednak zawalczyć. Chciał biegać i udało mu się to. Miał odwagę zawalczyć o swoje marzenia. Nie przeszkadzało mu to, że nie zna angielskiego. Jestem dla niego pełna podziwu. Jeśli kiedykolwiek pomyślę, że nie potrafię czegoś zrobić, przypomnę sobie jego historię.
Tę książkę napisało samo życie. Fakt, miejscami, zwłaszcza na początku, gdy wraz z Lopezem znajdujemy się jeszcze w Afryce, zdarzają się dość brutalne opisy. Warto jednak zapoznać się z tą historią. To wzruszająca opowieść o walce z przeciwnościami i sile marzeń. Jeśli nie interesujecie się sportem, nie zrażajcie się do tej opowieści. Sport jest w niej tylko tłem. Pozwólcie Lopezowi opowiedzieć swoją historię. Niech stanie się ona dla Was inspiracją w walce o marzenia.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-08-2015 o godz 18:01 przez: Wybebeszamy_książki
Zawsze ciągnęło się za mną pewne poczucie... nieuchronności, to chyba dobre słowo. Gdy tylko zaczęłam rozumieć świat i siebie pojęłam, że w naszym życiu nie ma samych zwycięstw. To jest wyżej wspomniana nieuchronność, bo nieważne jak człowiek się zaprze, jeśli coś ma się zepsuć i pójść źle... cóż, ręczę, że tak się stanie. Jednak nigdy nie patrzyłam na drugą stronę metalu, która jest równocześnie piękna i straszna. Piękna, ponieważ jedna porażka, czy też niepowodzenie nie oznacza, że nie mamy więcej szans na sukces. Strach rodzi się ze świadomości, że praca nigdy się nie kończy, że odpowiedzialność i krańcowa duma z naszej wygranej spoczywa, w dużej części, na naszych barkach. Sumując, czy tego chcemy, czy nie wszystko w naszych rękach. Oczywiście, zanim dostrzegłam, że świat nie kończy się z powodu jednego złego dnia minęło trochę czasu i wiele, wiele łez rozczarowania. Doszłam do tego powolutku, choć nawet teraz nie do końca pogodziłam się z tym, że, wbrew powszechnej opinii, nie jestem taka wspaniała i idealna. <żart, żart, bez spiny>
Zawiało trochę powagą z racji człowieka, który jest bohaterem książki i naszym przewodnikiem przez swoją historię.
Jak wspomniałam, rozczarowanie wciąż mi towarzyszy i zanim przejdę do innych spostrzeżeń, muszę napisać, co sprawiło, że książka stała się moją świętością, a Lopez Lomong herosem z wyobraźni. Była to jego jedna, jedna z wielu cudownych, cecha. Ten człowiek jest stuprocentowym realistą na pograniczy optymizmu, który każde niepowodzenie w swoim życiu, każdy wybój na drodze, którą musiał przebyć traktował ze stoickim spokojem i wiarą. Wiedział, że wszystko ma przyczynę, a jego zadaniem jest tylko biec. Biec ile sił w nogach, aby nadążyć za wózkiem golfowym Pana Boga.
Z piekła Sudanu na olimpijskie areny
Nie będę uderzać Was w twarz spoilerem. Napiszę po prostu, że już w młodości wykazał się nieprawdopodobną siłą i uporem. Chwycił się swoich marzeń, wgryzł w nie, trochę poszarpał i zaczął realizację. Nie znając języka napisał esej po angielsku, nie mając butów biegał dziennie 30 km., nie czyniąc nikomu wyrzutów przyjmował swój los. Z wysoko podniesioną głową stawał naprzeciwko śmierci, głodu, nauki, zwycięstwa i miłości. Każdemu opowiadał o swoich postanowieniach, zdobywał cudze serca i pomoc, by w końcu trafić do Pekinu. Ale na tym nie zakończyła się jego podróż, umysł wciąż pracował, tworzył i sycił się kolejnymi planami.
Lopez Lomong został człowiekiem spełnionym, lecz nie osiadł na laurach. Otrzymał dyplom, ożenił się, stał dumą swoich bliskich, założył fundację charytatywną i nie porzucił swoich pasji.
Czy to nie piękne?
Człowiek, który całą swoją osobą głosi świadectwo.
Zaimponował mi, stał się moim bohaterem i wspaniałą motywacją, aby nigdy się nie poddawać i nie wątpić w marzenia.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
18-08-2015 o godz 10:12 przez: Ada Puszkarska
Miał zaledwie sześć lat, kiedy został porwany. Sudańscy rebelianci wydarli go z rąk matki i osadzili w przepełnionej chacie bez okien. Był za mały, by szkolić go na żołnierza. Każdego dnia patrzył więc, jak w odorze fekaliów jeden po drugim umierają jego przyjaciele...
Wybawieniem okazało się trzech "aniołów stróżów", starszych kolegów, którzy zorganizowali ucieczkę. Przez trzy dni i trzy noce bez chwili wytchnienia biegł z nimi przez sawannę. Tylko po to, by trafić do obozu dla uchodźców w Kenii.
Kakuma stała się jego domem na długie lata, zanim dzięki adopcji trafił do Stanów Zjednoczonych. W nowej rzeczywistości bieganie było jedyną znaną mu rzeczą. To ono pozwoliło mu spełnić marzenie i wystartować w igrzyskach olimpijskich.
Poznajcie niesamowitą historię Lopeza Lomonga. Lopepe. Szybkiego. Opowieść o ucieczce z rąk śmierci, niezłomnej wierze, pracowitości i pragnieniu zadośćuczynienia za to, co dał mu los. A także o tym, że warto walczyć o swoje marzenia. Nawet w sytuacji pozornie beznadziejnej.

"Bieg po życie" jest autobiografią.
Podczas czytania tej książki byłam pełna podziwu, że główny bohater, Lopepe, nigdy nie tracił wiary w Boga. Nawet mogłabym powiedzieć, że ta wiara z dnia na dzień w nim się pogłębiała. Lopepe cały czas wiedział, że może być tylko lepiej.
Kolejnym plusem tej książki jest jej przesłanie. Dzięki tej powieści zrozumiałam, że mimo przeciwności losu, należy dążyć do spełnienia swoich marzeń.

Za dobrą stronę lektury uważam opisy w niej zawarte. Są one szczegółowe. ale nie za długie, dzięki czemu można je sobie łatwo wyobrazić. Ja czytając i wyobrażając sobie to wszystko, prawie się popłakałam.
Pochodzący z Sudanu Południowego Lopez, kiedy został zaadoptowany przez amerykańską rodzinę, wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Tam nie wiedział takich rzeczy jak: wyłączyć światło w pokoju czy ustawić ciepłą wodę pod prysznicem. Musiał się wszystkiego uczyć jak małe dziecko, a przecież wcale nim nie był.

Dzięki książce zainteresowałam się życiem Lopeza Lomonga. Teraz znam jego historię i wiem kim jest. Jeśli po raz kolejny zakwalifikuje się na Igrzyska Olimpijskie, które odbędą się w 2016 roku, na pewno będę je oglądać z nadzieją, że ujrzę jego, Lopeza Lomonga.

Chciałabym Wam polecić tą książkę, ponieważ ma ona coś w sobie, co może zmienić Wasze życie. Moje na przykład odmieniła. Zrozumiałam, że warto dążyć do postawionego sobie celu, bez względu na to, co się wokół ciebie dzieje.
Polecam i zachęcam Was do zapoznania się się z tą lekturą.

Inne recenzje (w tym ta): http://miedzy--stronami.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-10-2015 o godz 15:38 przez: Kania Frania
Lopez Lomong- wybitny, amerykański sportowiec, biegacz, olimpijczyk i... zagubiony chłopiec z Sudanu, który by osiągnąć marzenie biegu na olimpiadzie musiał najpierw wygrać znacznie ważniejszy bieg. To właśnie on opowiada nam swoją niezwykłą historię życia. Opowiada o wszystkich koszmarach, z którymi jako dziecko musiał się zmierzyć, o wszystkich przeciwnościach, , które pokonał, o swoich sukcesach, porażkach, smutkach i radościach. Słowem, o całym swoim życiu, które jest jednym wielkim biegiem.

Lomong jako sześciolatek został odebrany swoim rodzicom przez rebeliantów razem z wieloma innymi małymi chłopcami. Wszyscy zostali zamknięci w małej, cuchnącej chałupie. Lopez codziennie był świadkiem śmierci swoich towarzyszy, którzy nie mogli znieść nieludzkich warunków, braku jedzenia, wody i higieny. Umierali z głodu i chorób. Starsi chłopcy byli przygotowywani do służby wojskowej, młodsi (tacy jak Lomong) zostali skazani na powolną śmierć. I wtedy zjawili się Aniołowie. Trzech małych chłopców pomogło Lopezowi uciec z piekła. Razem biegli trzy dni i trzy noce, uciekając przed pościgiem. W końcu Lopez trafił do ośrodka dla uchodźców- Kakumy, który wcale nie okazał się ziemią obiecaną. Tam bieganie stało się dla niego sposobem na oderwanie myśli od rozpaczy i tęsknoty za rodzicami. Po długich dziesięciu latach, dzięki adopcji, Lopez trafił do Stanów Zjednoczonych, gdzie dostał to, na co czekał przez wiele lat: ciepło, dom, miłość i rodzinę. Jego marzenia zaczęły się spełniać.

,,Bieg po życie" to dobra propozycja dla wszystkich, którzy lubią prawdziwe historie i odważnych, pełnych wewnętrznej siły ludzi. Dla tych, którzy szukają inspiracji i chcą pobiec po swoje marzenia. Dla tych, którzy, tak jak Lopez, nie tracą nadziei i dla tych, którzy tę nadzieję stracili. Dla wrażliwców i fanów happy endów. A przede wszystkim dla tych, którzy nie wierzą w cuda, by na własne oczy mogli się o nich przekonać.

Historia Lomonga to nie tylko historia biednego,pokrzywdzonego przez los chłopca, ale także wytrwałego sportowca, który nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach i rodakach w Sudanie Południowym, którzy wciąż muszą mierzyć się z rzeczywistością. Lopez z biednego chłopca, potrzebującego pomocy wyrósł na mężczyznę, chcącego swoją pomocą obdarować świat. Jego bieg po życie nadal trwa. Lomong zachęca, abyśmy i my do niego dołączyli.

Nie musi się być ocalonym z obozu dla uchodźców, aby walczyć o swoje życie i zmieniać coś w życiu innych.
Zatem pobiegnijmy razem z nim!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-02-2016 o godz 09:51 przez: Iwona_C_
Na początku biegł, aby przeżyć – uciec od rebeliantów. Później biegł, aby spełnić swoje marzenia. Teraz biega, by pomagać innym.

Lopez Lomong, bo o nim mowa to jeden z najlepszych biegaczy długodystansowych na świecie. Jednak jego życie nie zawsze wyglądało tak jak dziś. Lomong jest jednym z zagubionych chłopców z Sudanu. W wieku sześciu lat został porwany przez rebeliantów i wywieziony do „wioski”, gdzie starsi chłopcy byli szkoleni do zabijania, a młodsi czekali na swoją kolej – na szkolenie lub na śmierć. Dzieci w takich miejscach umierały masowo zarówno z wycieńczenia, jak i na skutek chorób. Lopez miał szczęście – jak sam mówi spotkał trzech aniołów. Chłopców, którzy zaplanowali ucieczkę z obozu rebeliantów i zabrali go ze sobą. Morderczy bieg doprowadził ich do Kenii. Tam w obozie dla uchodźców Lopez spędził dziesięć lat. Wtedy pojawiła się szansa na wyjazd do Stanów. Warunkiem było napisanie eseju, w którym trzeba było opisać swoją historię. Esej musiał być w języku angielskim – języku, którego Lomong w ogóle nie znał…

Historia Lopeza Lomonga jest przejmująca. W każdym momencie chwyta za serce i wzrusza do głębi. Mimo tego że przeszył prawdziwy koszmar związany z wojną domową w jego kraju, nigdy nie stracił nadziei i wiary, dzięki temu miał siłę, by podążać za swoimi marzeniami, a z czasem pomagać innym.

Autobiografia Lopeza Lomonga sprawia, że zupełnie inaczej patrzymy na nasze życie i warunki bytowania. Lopez opisuje swoją długą drogę z wioski w środku Afryki na olimpijskie stadiony. Zainspirowany biegiem olimpijskim oglądanym na czarno-białym telewizorze spełnił swoje marzenia. Jednak udział w Olimpiadzie to nie jedyny jego cel. Dzięki swoim osiągnięciom sportowym może pomagać bliskim w Sudanie Południowym i Kenii, a także innym zagubionym chłopcom. Ma także możliwość nagłośnienia problemu wojny domowej w jego kraju oraz ogólnej sytuacji życiowej tamtejszej ludności.

Książka jest napisana w przystępny, prosty sposób, dzięki czemu czyta się ją bardzo dobrze i jednocześnie budzi wiele emocji.

Jest to jedna z tych opowieści, które zostają z nami na dłużej. Nie przestajemy o niej myśleć z chwilą zamknięcia książki, lecz rozmyślamy o tym, co jeszcze uda się zrobić bohaterowi – czy jednej osobie uda się coś zmienić?

Szczerze polecam.
http://czytajac.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-09-2015 o godz 03:20 przez: lottaczyta
Marzenia są po to aby je spełniać.



Fabuła: Lopez jako sześcioletnie dziecko zostaje porwany przez rebeliantów, ze swojej rodzinnej wioski. Straszny odór, szkolenia żołnierskie dla starszych chłopaków oraz śmierć najmłodszych to codzienność w obozie rebeliantów. Chłopiec okrutnie wyrwany z rąk rodziców trafia na trzech "aniołów" z sąsiedniej wioski. Za sprawą sąsiadów udaje się uciec z rąk porywaczy i po wielogodzinnym biegu trafić do obozu dla uchodzców w Kenii. W Kakumie Lopez spędził wiele lat codziennie biegając. Bieganie staje się czymś równie naturalnym jak oddychanie. Po latach w obozie pojawia się szansa na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Bohaterowi udaje się z niej skorzystać. Bieganie jest jedyną rzeczą w nowym świecie jaką zna. Zatraca się w tym i postanawia wziąć udział w olimpiadzie. Każdy wierzy w jego sukces. Dzięki swojej determinacji, wsparciu nowej rodziny oraz przyjaciół i niezwykłej szansie jaką otrzymał od losu nie dość, że wyjechał z obozu dla uchodzców to stał się jednym z bardziej znanych olimpijczyków.



Moja opinia: Historia Lopeza niezwykle chwyta za serce. Dzięki niej można uwierzyć, że jeżeli czegoś bardzo się chce może spełnić się wszystko. Oczywiście nic nie zrobi się samo. Musimy wykorzystywać szanse dawane nam przez los i jeżeli mamy taką możliwość to dawać takie szanse innym. Lepez opowiedział swoją historie Markowi Tabbowi, który dzięki swojemu kunsztowi pisarskiemu sprawił, że czytając tę pozycje mamy szanse wczuć się w uczucia bohatera. Przeżywamy z nim ból, czujemy okropny zapach z obozu rebeliantów, kibicujemy mu gd biegnie i czujemy ból w nogach, gdy dostaje szanse wyjazdu do USA jesteśmy równie szczęśliwi co on. Książke czyta się niezwykle łatwo mimo, że momentami porusza bardzo trudne tematy. Dodatkowo w książce znajdziemy wiele zdjęć z życia Lopeza w USA.

Moja ocena: ******

Skala ocen: * nie polecam ** nie moja bajka *** daje radę **** dobra ***** bardzo dobra ****** lotta poleca

Opinia pochodzi ze strony www.lottaczyta.blox.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
14-07-2015 o godz 17:07 przez: chabrowacczytelniczka
Jeśli ktoś interesuje się lekkoatletyką i olimpiadami ten z pewnością słyszał o Lopezie Lomongu. Ja pamiętam go dzięki jego charakterystycznemu imieniu. To olimpijczyk. W Pekinie niósł flagę Stanów Zjednoczonych. Z pewnością jednak mało kto wie jaką traumatyczną historię przeżył.

Opisał swoje życie, aby pomóc innym i zebrać pieniądze na fundację pomagającą Sudańczykom.

Lopez urodził się w małej sudańskiej wiosce i w wieku sześciu lat został z niej porwany. Razem z trzema kolegami uciekł z obozu. Bez odpoczynku biegł przez trzy doby. Tak zaczęła się jego podróż do olimpiady w Pekinie.

Dawno nie czytałam tak inspirującej i motywującej książki. Została tak ciekawie napisana, a historia jest na tyle wciągająca, że w trakcie jej czytania do razu miałam ochotę wstać i wziąć się z życiem z bary. Marzenia mogą się spełnić jeśli tylko będziemy w nie odpowiednio mocno wierzyć. To zostało wiele razy przez tego człowieka udowodnione.

Jest tutaj narracja pierwszoosobowa, a więc czujemy się jakbyśmy uczestniczyli w spowiedzi bohatera z całego jego życia. Afryka to nadal ogromnie zacofany kraj, czasami aż otwierałam oczy ze zdumienia gdy to czytałam. Organizacje mające na celu pomoc robią to w sposób nieprzemyślany i jeszcze szkodzą. Fundacja Lopeza ma na celu inne wartości. Widać jego ogromne zawierzenie Bogu. Lopez pokłada w nim wielką wiarę. Warto walczyć o swoje cele i marzenia. Wiele razy byłam wzruszona podczas czytania jego słów. Zobaczyłam też, że Afrykańczycy to zupełnie inna kultura i mentalność. Przeżywają szok gdy widzą nasze bogactwo i rozrzutność. My nie szanujemy tego co mamy tak jak oni.

Oprócz niezwykle wzruszającego i inspirującego świadectwa człowieka pełnego wiary otrzymałam coś jeszcze. Cudowne wydanie. Chylę czoło przed wydawnictwem. Okładka jest magiczna i minimalistyczna. Dopracowana tak samo jak wnętrze i wstęp do każdego rozdziału.

Tak miło mi się ją czytało, że zajęła mi tylko jeden dzień. Jeden, ale ta motywacja zostanie na dłużej.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-06-2015 o godz 20:57 przez: rafajlo5
Przed lekturą "Biegu po Życie" nie miałem pojęcia kim jest Lopez Lomong. Teraz wiem, że nie zapomnę tego nazwiska do końca życia. Ciężko stwierdzić, czy jego autobiografia to książka sportowca. Raczej jest to historia życia człowieka, dla którego początkowo bieganie było tylko ucieczką od głodu i nędzy, w której żył, a dopiero później zmieniło się w sport. Jak stwierdza sam Lopepe, do 16 roku życia jedynym sportem, który go interesował była piłka nożna. Dopiero po przybyciu do USA i przyłączeniu do szkolnej drużyny biegów przełajowych, bieganie stało się dla niego szansą wyjazdu na Igrzyska Olimpijskie. Najbardziej szokujące nie są jednak opisy żmudnych i męczących treningów (jak w innych biografiach), a opisy życia w Kakumie, obozie dla uchodźców w Kenii czy też różnic kulturowych pomiędzy "Zachodem" a Afryką...
Ciężko napisać więcej, aby nie zdradzać fabuły, ale jest to jedna z tych książek, które obowiązkowo należy przeczytać - nie tylko będąc kibicem, ale również zwykłym człowiekiem. W skali od 1 do 10 daję 11. Każdy kto przeczyta tą książkę będzie po jej lekturze poruszony.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
20-07-2015 o godz 10:10 przez: erka
Gotowi do biegu ...Start! Złapcie za książkę i wybierzcie się w maraton przez strony, póki nie dotrzecie do mety. Jest to maraton o najwyższą stawkę, to Bieg po życie.. Urodził się w pochłoniętym wojną domową Sudanie Południowym ... W wieku 6 lat został porwany przez rebeliantów i osadzony w obozie ... Po jakimś czasie wraz z 3 towarzyszami niedoli uciekł i biegł przez 3 doby bez chwili wytchnienia ... Podczas lektury nie mogłem wyjść z podziwu, że bohater pomimo takich traumatycznych przeżyć nie stracił wiary w Boga, właściwie ta wiara się pogłębiła w nim.Nie zatracił też nadziei, w to,że kiedyś przecież musi być lepiej. Przekonania i wyznawane wartości doprowadziły go do tego, czego zawsze pragnął. Przedostał się do Stanów Zjednoczonych, został olimpijczykiem, spełnił swoje marzenia. Oprócz poruszającej opowieści, otrzymałem coś jeszcze. Jeżeli jest coś do czego dążysz, to mimo przeciwności losu,nie zbaczaj z raz obranej drogi. Musi się udać! Lopez Lomong i Jego opowieść są tego najlepszym przykładem. Wydawnictwo SQN dziękuję za udostępnienie mi tej pozycji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-09-2015 o godz 11:47 przez: SkrytaKsiążka
Po przeczytaniu historii życia, jednego z bardzo uzdolnionych sportowców, byłam pod wielkim wrażeniem. O czym dokładnie mówię? Jestem pełna podziwu tego, jak silny był Lopez odkąd w jego życiu zaczęło się istne piekło. Nie poddał się, walczył, próbował przetrwać.. mimo, że był świadkiem jak na jego oczach umierają jego przyjaciele, a on nie był w stanie im pomóc. Lomong był bardzo religijnym człowiekiem. Pomimo na prawdę ciężkiego życia, nigdy nie stracił wiarę w Boga. Wiele razy uniknął śmierci i przede wszystkim, wierzył, że może spełnić swoje marzenia. Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo podziwiam tego człowieka. Książka ta była dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Nie często przychodzi nam sięgać po tego typu powieści, ale ja z ręką na sercu mogę powiedzieć - WARTO!
Cała recenzja: http://skrytaksiazka.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-08-2015 o godz 18:51 przez: Krystian Błażejewski
Brakuje słów by wyrazić jak niesamowitą historię opisuje ta książka. Dziecko zabrane z ramion swojej matki przez rebeliantów przechodzi przez piekło zamknięcia wśród umierających każdego dnia rówieśników, by później biegnąc po życie trafić do obozu dla uchodźców. Lopez nigdy nie narzekał, potrafił przystosować się do każdych warunków, nie żądał od życia wiele. To co go później spotkało przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Myślał, że śni. Nigdy nie przestawał za to ufać Bogu, wszystko zawierzył Jemu. Poruszająca książka o zachwycającym człowieku, od której nie można się oderwać. Dziękuję Ci Lopez!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Cud, Miód, Malina
4.6/5
27,50 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Czerwona kartka
4.8/5
39,32 zł
59,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Święto ognia
4.7/5
31,09 zł
42,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Kimi Raikkonen
4.8/5
34,01 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Morderca znad Green River
4.7/5
43,59 zł
59,99 zł

Podobne do ostatnio oglądanego