Niemal od dwóch tysięcy lat żyjemy w Europie (i w jej licznych kolonialnych i postkolonialnych wypustkach) w kręgu kultury - i religii - patriarchalnej. Jahwe - Bóg Ojciec, "Starodawny" ze Starego Testamentu", w Trójcy Świętej Jedyny w chrześcijaństwie i zdecydowanie "męski" Alach w islamie - jest głównym i (teoretycznie, bo w praktyce ma wielu pomniejszych konkurentów) wyłącznym Bóstwem naszej kultury. Powiedzieliśmy, że to patriarchalne Bóstwo zaczęło już umierać. Od kiedy właściwie? Od czasów renesansu? Od oświecenia? Dopiero w XIX wieku, kiedy Hegel - jeszcze przed Nietzchem - zaczął mówić o "śmierci Boga"? A może, na dobre, w XX wieku, stuleciu dwóch wojen światowych, Holokaustu, Hiroszimy i Nagasaki? Ale, z drugiej strony, był przecież taki czas, kiedy Jahwe, Autor trzech natchnionych ksiąg: Starego Testamentu, Nowego Testamentu i Koranu - jeszcze się nie był objawił Abramowi z Ur, Mojżeszowi (być może) Egipcjaninowi, Jezusowi z Nazaretu czy Muhammadowi z Mekki. Cóż to był za czas poprzedzający objawienie się Boga? To był czas Bogini, Bogini Wielkiej Matki.
(Jerzy Prokopiuk)