Zac & Mia (okładka miękka)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

17-letni Zac jest chory na raka. W zasadzie mieszka w szpitalu i z pełnym rezygnacji optymizmem znosi wszystkie niewygody takiego życia. Coś się zmienia, gdy do pokoju obok wprowadza się Mia – zadziorna, wściekła na cały świat fanka Lady Gagi. Bardzo wiele ich dzieli – w prawdziwym świecie pewnie nigdy by się nie spotkali. Tu jednak obowiązują inne reguły, więc ich relacja, rozpoczęta stuknięciem w ścianę, staje się coraz silniejsza. Pobyt w szpitalu wymaga odwagi, ale żeby z niego wyjść, potrzeba jej jeszcze więcej.

Czy Zac i Mia spotkają się poza szpitalem – i już razem pozostaną?

Bardzo emocjonalna, pełna humoru, realna opowieść o relacji dwojga nastolatków w obliczu groźnej choroby.

Tytuł: Zac & Mia
Seria: Real Life
Autor: Betts A.J.
Tłumaczenie: Rossowski Dariusz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Feeria
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 320
Numer wydania: I
Data premiery: 2015-01-14
Rok wydania: 2015
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 29 x 210 x 145
Indeks: 16079908
 
średnia 4,5
5
14
4
13
3
1
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
26 recenzji
4/5
02-01-2015 o godz 11:20 paulinka25042 dodał recenzję:
W ostatni dzień 2014 roku, zaskoczyła mnie wizyta kuriera. Owszem, zamawiałam w wydawnictwie, kolejny egzemplarz recenzencki, ale nie spodziewałam się, że otrzymam go tak szybko. W końcu do premiery pozostało jeszcze dwa tygodnie. W skromnej paczce, znajdowała się książka „Zac & Mia”. Rozpoczyna ona nową serię książek „True Life”.

Siedemnastoletni Zac, musi zmierzyć się z ciężką chorobą. Białaczka. Brzmi jak wyrok. Ciągłe pobyty w szpitalu, chemia, naświetlania, a na końcu przeszczep, wszystko po to aby żyć. Pokój numer 1, stał się jego tymczasowym domem. Odizolowany, od wszystkiego, co mogło by narazić jego odporność. W tej nierównej walce z chorobą, wspiera go matka, która dzień i noc przy nim czuwa. W pokoju numer 2, oddzielonym zaledwie cienką ścianką, pojawia się ona. Młoda nastolatka, z całkiem innej ligi. Nie chce leczenia, nie pozwala sobie pomóc, chce żyć swoim dawnym życiem. Nie pojmuje, jakie konsekwencje, może ponieść.
Dwoje nastolatków różniących się od siebie diametralnie. Jedyne, co ich łączy, to szpital, choroba i podobne przeżycia. A wszystko to, tworzy ich historię…

Biorąc do ręki, tę pozycję, nie wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać. Podejrzewałam, że może być to zwykłe romansidło dla młodzieży. Nawet nie wiecie, jak bardzo się myliłam. Dawno, nie czytałam tak prawdziwej, tak realnej lektury. Dzięki niej, mogłam się przez chwile przestać użalać nad swoim losem, zobaczyłam ile tak naprawdę mam szczęścia. Przecież jestem zdrowa, nie jestem ciężko chora, a wszystko inne to chwilowe trudności, które w każdej chwili mogę pokonać, jeżeli tylko chcę.

Zac, jak na swój wiek, jest bardzo dojrzały. Mimo swoich niewielkich szans, jakie pokazują statystyki, walczy z chorobą. Nie chce się poddać. Chce żyć i cieszyć się życiem. Każdy kolejny dzień przybliża go do wolności i do zdrowia. W izolatce ma dużo czasu, zwiedza blogi innych chorych na raka, sprawdza wszelkie statystyki, dotyczące raka. Statystyki, jedyna rzecz, której może się bać. Jednak nie traci poczucia humoru, naśmiewa się sam z siebie i ze swojego nowego szpiku, który jest z Niemiec. Kiedy do pokoju obok trafia dziewczyna, on wie, ile ona ma szczęścia. Jednak ona nie przyjmuje tego do wiadomości. Jest opryskliwa, wściekła i rozżalona. Nikt nie wie o jej chorobie. Oprócz jej matki i jej chłopaka. Nie ma nikogo kto by ją wspierał, bo nikogo do siebie nie dopuszcza. Jedyne czego pragnie, to uciec od tego wszystkiego jak najdalej.

Książka, podzielona jest na trzy części. Każda z tych trzech części jest inna. Pokazuje inny aspekt historii. Przechodzimy przez różne fazy, zaczynając od walki, przechodząc przez bunt, wyparcie, ucieczkę, a nawet poddanie się. Widzimy jak zmieniają się bohaterowie, jak dorastają i dziecinnieją. Nie można powiedzieć, że jest tutaj jakiś fałsz, jest sama prawda. Bolesna, ale prawdziwa. Razem z bohaterami mierzymy się z ich przeciwnościami losu. A każda kolejna niewiadoma, okazuje się bardzo wstrząsająca.

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, jak może wyglądać życie ludzi chorych na raka. Idą leczą się i są zdrowi. W gorszych przypadkach umierają. Reszta już nas nie obchodzi. Nie wiemy, co oni czują, jak każdego dnia muszą walczyć o swoje życie. Nie interesuje nas przebieg leczenia, jego wygląd, skutki, powikłania. Jedno jest pewne, rak, to nie grypa. Jest straszną chorobą, a jego leczenie nie wygląda cukierkowo, to istny horror.

Lektura, jest bardzo emocjonalna. Pod sam koniec, łzy leciały mi ciurkiem. Z każdą kolejną stroną, zbliżałam się ku końcowi. Jednak bałam się, co mnie tam zastane. Historia jest realna, niemal namacalna. Nic nie jest sztywne, udawane. Bohaterowie są świetnie wykreowani, są sobą, niczego nie udają, mają swój charakter i nie ma możliwości się z nimi nie zżyć. Całość czyta się bardzo szybko i lekko. Książka niesamowicie wciąga, za nim człowiek może się zorientować, to już większość stron zostało przeczytane.

„Zac & Mia”, to trzecia powieść australijskiej pisarki A.J.Betts. Jest ona pierwszym tomem cyklu „Odcienie”.


Moja ocena: 9/10
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
10-01-2015 o godz 13:21 Martha Oakiss dodał recenzję:
Nie wiedziałam, czego spodziewać się po tej historii. Porównywanie Zaca&Mii do Gwiazd Naszych Wina sprawiło, że z jednej strony chciałam zanurzyć się w jeszcze jedną taką historię, a z drugiej bałam się, że będzie to jakiś kiepski plagiat. Ale co ja przeżyłam. Co ja przeżyłam…
Zac ma 17 lat, choruje na białaczkę i już kolejny raz przebywa w szpitalu onkologicznym dla dorosłych, a więc przepełnionym osobami starszymi, z którymi chłopak nie może znaleźć wspólnego języka. Całe dnie wysłuchuje ich pogawędek na temat kup, albo gra z mamą w Scrabble. Nie wierzy w żadnego z bogów. Jedyne, w co wierzy, to statystyki. Co jakiś czas przeszukuje Google badając, na co najczęściej się umiera i jak wypadają jego procentowe szanse na przeżycie.
Pewnego dnia do pokoju obok wprowadza się nowa pacjentka, wyjątkowo intrygując swoim zachowaniem naszego bohatera. Ten nie podejrzewa, jak specyficzna będzie to osoba i jakie wrażenie na nim wywrze.
Zac&Mia to kolejna pozycja, w której otrzymujemy dokładny obraz osoby chorej na raka. Jestem nawet skłonna powiedzieć, że lepszy i bardziej realistyczny niż Gwiazd Naszych Wina.
Zac jest chory już od dłuższego czasu, zna szpital jak własną kieszeń. Dostrzegamy, jak każdy dzień była dla niego wyzwaniem, jak leżał miesiącami w szpitalnym łóżku licząc kafelki na suficie i mając nadzieję, ze wreszcie coś ulegnie zmianie. Sama często to obserwuję i widzę, jak ludzie są przytłoczeni tym egzystencjalnym ciężarem, a jednocześnie wciąż żartują, starają się czymś zająć i nie myśleć o tym, co może się stać jutro. Ale to także historia o osobach, które nie mogą się pogodzić z tym, co ich spotkało, z chorobą, która zabrała im młodość, imprezy czy urodę. Dla nich ważniejszy jest wygląd – włosy i ciało bez blizn. Nie dociera do nich, że czasem jedna dodatkowa szrama może przedłużyć życie. Wolą zginąć, niż zostać oszpeconymi.
Mama Zacka również jest matką, jaką zauważa się w szpitalach dziecięcych, tuż obok łóżka ukochanej pociechy. Matką, która przy dziecku jest radosna, uśmiechnięta, zawsze gotowa pocieszyć i rzucić dobrą radą. Ale i taką, która chce mieć wszystko zawsze na oku, a po zamknięciu za sobą drzwi, gdy syn nie widzi, rzuca się w wir rozpaczy zastanawiając się, jaki błąd popełniła, że los zesłał chorobę właśnie na ich rodzinę.
Bardzo ważną rolę w powieści odgrywa humor. Bo trzeba jakoś radzić sobie z chorobą, a podobno śmiech jest najlepszym lekarstwem. Trzeba więc pośmiać się z Lady Gagi, Biebera, problemów z dotykowym ekranem telefonu, a czasem z samego siebie. Mówi się, że osoby, które się nie zamartwiają, żyją dłużej. Sama nie wierzę, że tyle razy chichotałam podczas czytania, co u mnie zdarza się wyjątkowo rzadko. To nie są dowcipy, to po prostu zabawne sytuacje i nieporozumienia, które jeszcze bardziej uwrażliwiały mnie na tę tragiczną historię. Bo w pewnym momencie nawet dobry humor nie jest w stanie poprawić Twojego stanu zdrowia, a Ty już nawet nie masz sił walczyć.
Muszę też wspomnieć o zakończeniu, ale, oczywiście, bez sypania spoilerami. Zakończenie jest… Sama nie wiem. Powiedziałabym, że przewidywalne. Ale nie do końca. Bo nie stało się to, czego się spodziewałam. Ale, prawdę mówiąc, nie znamy całkowitego zakończenia. Więc… Eh…
Każdą kolejną stronę przerzucałam ze strachem w oczach. Dawno żadna książka nie wywarła na mnie takiego wrażenia. Dawno żadna książka nie zostawiła mnie z kacem książkowym i w totalnej, emocjonalnej rozsypce. I, wierzcie lub nie, ale po zakończeniu lektury nie płakałam. Za to złapałam się na tym, że cała drżałam. Trzęsłam się, a mój żołądek wykonywał dziwne akrobacje.
Zaca&Mię przeczytałam w 2 dni co, jak dla mnie, oznacza wyjątkowo dobry i rzadko występujący wynik, wręcz szokujący. Ale ja po prostu nie mogłam się oderwać, pożerałam kolejne strony i tak bardzo, tak bardzo bałam się dotrzeć do zakończenia. O ile czytanie książek zajmuje mi dużo czasu, bo ciągle się rozpraszam, bo przeczytaniu każdej strony potrafię się oderwać, bo przypomina mi się, co mam jeszcze zrobić – tak tu całkowicie wyłączyłam się od świata rzeczywistego. Nie wiem, dlaczego. Nie wiem, jak. Ale chcę, by to uczucie towarzyszyło mi przy każdej książce.
To historia o zmianach, jakie w nas zachodzą, o metamorfozach i postrzeganiu świata z innej perspektywy niż dotychczas. O nadziei, zrozumieniu, wierze, podejmowaniu decyzji i poszukiwaniu szczęścia na każdym kroku. Ta książka jest dla kogoś, kto uwielbia powieści młodzieżowe, prawdziwe, realistyczne. Takie, przy których można popłakać i pomyśleć nad popełnianymi przez siebie błędami i nad przyszłością, którą czym prędzej chce się zmienić. Jeżeli podobało Ci się Gwiazd Naszych Wina – polecam, bo Zac&Mia jest jeszcze lepsza. A jeżeli dzieło Greena nie przypadło Ci do gustu, uważasz je za sztuczne, niezbyt poruszające, to… Polecam Zac&Mia, bo ta powieść jest jeszcze lepsza J. Zdaję sobie również sprawę, że nie każdy odbierze ją tak samo, ale warto.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-01-2015 o godz 23:51 Mirror of soul dodał recenzję:
„W normalnym świecie "chory" znaczy przeziębienie. Ból głowy. Czerwone gardło. Ale w naszym świecie to coś innego.”

17-letni Zac zamiast korzystać z życia, chodzić do szkoły i spotykać się z przyjaciółmi – skazany jest na szpitalne łóżko, starszych ludzi oraz codzienne hektolitry nadziei na powrót do zdrowia. Chłopak choruje na białaczkę a jego statystyki przeżycia są bardzo małe. Zac jednak pogodził się z takim życiem i stara się walczyć z tym przeklętym rakiem. Wystarczy tylko, że niedawno przeszczepiony szpik się przyjmie a jego problemy się skończą... Przed nim miesiąc odizolowania od świata. Kto by się jednak spodziewał, że ze szpitala wyjdzie całkiem odmieniony? Gdy zbuntowana dziewczyna w jego wieku zajmuje pokój obok, zaczyna się między nimi rodzić nić porozumienia. Ale czy ta więź przetrwa? W końcu pochodzą z dwóch różnych środowisk, mają zupełnie różne charaktery... i nie wiadomo, czy oboje przeżyją...

Kiedy tylko przeczytałam zapowiedź i dopisek o porównaniu do „Gwiazd naszych wina” Johna Greena stwierdziłam, że muszę przeczytać tę powieść. Aczkolwiek miałam wielkie wątpliwości, czy to nie kolejna podróba i tandeta żywcem zerżnięta od Greena. W końcu wiele porównań do innych książek tak właśnie się kończy... Czy moje obawy były słuszne?

Fabuła powieści oczywiście skupia się na raku i jego przerażających skutkach. Autorka jednak odbiegła od schematu, jaki zastosował Green. Może książki wydają się podobne przez wzgląd na wątek choroby – lecz są to dwie różne historie oraz czterej różni bohaterowie. A.J. Betts pokazuje nam świat w którym każdy najmniejszy szczegół organizmu może być ważny, gdzie nawet krwinki muszą mieć odpowiednią liczbę... Gdzie wszystko zależy od cyfr, statystyk, matematyki... i naprawdę wielkiego szczęścia.

Książka została podzielona na trzy części zatytułowane: „Zac”, „i”, „Mia”. W każdej z nich zmienia się narrator powieści – na początku jest nim Zac, później czytelnik ma do czynienia z naprzemienną narracją a na końcu "widzimy" wszystko z punktu widzenia Mii. Bardzo mi się to spodobało. Urozmaiciło lekturę i dodało jej zalet oraz możliwości spojrzenia na problem z dwóch różnych perspektyw.

Główny bohater – Zac – to postać, którą od razu polubiłam i naprawdę współczułam mu tej okropnej sytuacji. Aż serce się krajało, gdy tylko działo się coś niepokojącego, wtedy tylko dopingowałam, by wyszedł z tego cało... Cenię go za wyrazistość, odwagę, chęć niesienia pomocy i zachowanie dobrego humoru, mimo sytuacji w jakiej się znalazł.
Mia to natomiast naprawdę oryginalna i bardzo mocna kreacja tej powieści – jej charakter i osobowość to mieszanina cech tak skrajnych, co tylko dodaje jej oryginalności.
Tej pary bohaterów nie da się nie polubić! Już sam fakt, że ze sobą rozmawiają, pomagają sobie... w końcu to dwa skrajne środowiska – ona popularna w miejskiej szkole imprezowiczka, on uczynny chłopak z farmy. A tu proszę – można stworzyć tak niecodzienną parę!

Oczywiście jak można się domyślić – w powieści zetkniemy się z wątkiem romansu. Nie jest to jednak mdłe, czy nudne a książka to nie kolejne romansidło. Miłość się pojawia, ale jest raczej słodko-gorzkim dodatkiem do całości. W tej powieści prawie w ogóle nie ma scen miłosnych! Zaskoczyło mnie to – oczywiście na plus – tworząc niewinną i uroczą aurę wokół całej historii.

Autorka pokazuje nam raka u nastolatków, jak i u dorosłych. Widzimy skutki, problemy a także wielkie zmagania, by przeciwstawić się chorobie. Rak to nie przelewki – to wywrócenie świata do góry nogami i balansowania na cienkiej linii życia oraz śmierci. To bitwa, której nawet z najlepszą bronią nie jesteśmy w stanie wygrać, bo nie można przewidzieć dalszych skutków.

Mimo wątku z rakiem, książka ta jest ciepła w odbiorze. Możemy nawet się z nią ciutkę pośmiać. Niestety (albo stety) nie jest tak bardzo dramatyczna, na co w duch troszkę liczyłam. Nie wzrusza też do płaczu – ja osobiście miałam jeden moment, w którym uroniłam kilka łez (wyjawienie życzenia Zaca). Po jej skończeniu jednak można wysunąć kilka refleksji, pomyśleć i oczyścić myśli – spojrzeć na świat z innej perspektywy.

Lekka, ale zarazem smutna powieść, w której życie robi wiele niespodzianek. Polecam zapoznać się każdemu lubiącemu czytać książki młodzieżowe czy romanse. A porównanie do bestsellera Greena jest jak najbardziej na miejscu, choć to zupełnie dwie różne "pary kaloszy" i nie należy też tylko tym kierowa się przy wyborze pozycji. Nie umiałabym powiedzieć która lepsza – obie mają kilka wad, ale też i atutów...
Jeśli więc macie ochotę na słodko-gorzką historię o nadziei oraz nieustannej walce o życie – zachęcam do sięgnięcia, nie będziecie żałować. Może i wielkiego szału nie ma, ale lektura jest naprawdę bardzo dobra.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
19-01-2015 o godz 19:07 Książkożercy dodał recenzję:
Wszystko zaczęło się od Gagi. Lady Gagi. Zac, tytułowy bohater, leży od miesiąca w izolatce po przeszczepie szpiku. Dawca pochodzi z Niemiec, więc Zac zyskuje zabawny przydomek Helga, w końcu teraz ma niemiecką krew, jest do szpiku (dosłownie) niemiecki. Każdy jego dzień wygląda tak samo – do bólu nudno. Wszystko zmienia się, gdy do pokoju obok trafia nowa pacjentka, tytułowa Mia, z miejsca zakłócając spokój szpitalnego oddziału. Bo ileż razy w kółko można odtwarzać ten sam kawałek Lady Gagi i to w dodatku na cały regulator? Pięć? Dziesięć? Piętnaście? Zac doliczył chyba do dwudziestu i dał sobie spokój. W każdym razie to był dość niefortunny początek znajomości tych dwojga, znajomości, która przerodzi się w coś więcej. Nie, nie bójcie się – nie będzie tu mdławej historyjki miłosnej, przy której dziewczyny będę co chwilę ocierały łzy, a chłopcy z politowaniem przewracać oczami.
„Zac & Mia” to przede wszystkim historia o zmaganiach z nieuleczalną chorobą, o życiu z wyrokiem, ale nie bez nadziei. Przede wszystkim o różnych postawach wobec choroby i cierpienia.
Mamy dwoje bohaterów: Zac cierpi na białaczkę, rokowanie po kolejnym przeszczepie są coraz mniejsze, ale Zac wydaje się dość dojrzale podchodzić do kwestii swojej choroby, akceptuje ją, skoro niewiele może zrobić. Rak jest jego cząstką i musi nauczyć się z nim żyć, a może nawet zacząć traktować jak kumpla. Inaczej Mia, u której w pokoju już wisiała piękna sukienka na studniówkę, a w kącie stały eleganckie szpilki na wysokim obcasie. Dla Mii świat w jednej chwili się zawalił. Mimo że jej towarzysz rak tak groźny nie jest. Mięsak kości. Rokowanie – bardzo dobre. Ponad dziewięćdziesiąt procent. Dla Zaca Mia jest prawdziwą szczęściarą. Dla Mii – ma cholernego pecha i jej postawa wobec choroby to bunt i ucieczka – jakby myślała, że im dalej ucieknie, tym łatwiej po drodze zgubi swoją chorobę. Mię trawi jednak jeszcze gorszy rak – tak w metaforycznym znaczeniu – nienawiść do całego świata: matki, z którą nie może złapać kontaktu, rówieśników, wśród których do tej pory brylowała, a którzy wiodą teraz życie z dala od niej, bo jej światem stał się szpital. Mia nie potrafi pogodzić się z losem. Patrząc choćby na Zaca czy jego ciotkę po mastektomii, myśli sobie:

„Jak, do diabła, oni to robią? On ma cudzy szpik, a ona posiekane piersi. Jak potrafią toczyć się przez każdy dzień z tą iluzją panowania nad sytuacją. Od swojej operacji odbijam się tylko między litością a buntem. Litością a buntem. (…) Gdziekolwiek spojrzę, przypomina się to, czego nie mam. ”
Spotkanie tych dwojga młodych bohaterów to jak spotkanie dwóch żywiołów: ognia i wody. Bardzo dobrze, że autorka dała nam parę bohaterów będących swoim przeciwieństwem, ale jednocześnie wspaniale się uzupełniających. Nie sposób ich nie polubić, mimo że są tak różni. A ich różne postawy wobec choroby dają czytelnikowi pretekst do refleksji nad tym, jak sami poradziliby sobie z tym problemem. Czy mieliby siłę zaakceptować to, co ich spotkało, czy raczej bliższa im jest postawa buntu i wściekłości. To prawda, że w zwykłym życiu tych dwoje nie miałoby pewnie szansy na spotkanie. To prawda, że ich życie przestało być zwykłe. To prawda, że każde z nich chciałoby być traktowane zwyczajnie – bez współczującego, pełnego litości spojrzenia innych, bez grubych instrukcji z wytycznymi, czego nie wolno jeść, jakich sportów nie uprawiać itp.
Mimo trudnego, choć bardzo życiowego tematu, autorce udało się uciec od pompatyczności i patosu. Książka skrzy się humorem:
„Czy to sprawiedliwe, że mam białaczkę i jednocześnie pryszcze? Jeżeli jeszcze włosy odrosną mi rude, naprawdę się wkurzę.
Bardzo fajny pomysłem jest też sposób opowiedzenia historii. Książka dzieli się na trzy istotne części:
1. Zac (tutaj poznajemy historię z punktu widzenia chłopaka, on jest narratorem)
2. I (to przeplatana narracja Zaca i Mii)
3. Mia (jak łatwo zgadnąć, autorka oddaje głos dziewczynie
. Świetnym pomysłem jest ten dwugłos, dzięki temu możemy niejako wniknąć w umysł dwojga (tak różnych przecież bohaterów), poznać ich świat wewnętrzny, ich myśli i motywacje.
Niektórzy porównują ją z powieścią Greena „Gwiazd naszych wina”. Daleka byłabym jednak od takich zestawień. Owszem, łączy te książki problem raka i młodych śmiertelnie chorych bohaterów, ale więcej jednak obie książki dzieli: inni bohaterowie, inny sposób narracji.
„Zac i Mia” to książka naprawdę dobra. To książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić innym. Nie jest to może odkrywczy tekst, zaskakujący w swej fabule, ale z pewnością wnosi pewien powiew świeżości, choćby koncepcją opowiedzenia całej historii. Polecamy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-01-2015 o godz 08:24 joasiaaa dodał recenzję:
Białe nieskazitelne ściany z pooznaczanymi przełącznikami i licznymi gniazdkami, przeznaczonymi dla profesjonalnego sprzętu. Specjalistyczne szpitalne łóżko, działające według ścisłych rozkazów leżącego nieopodal pilota. Telewizor, będący jedynym ogniwem łączącym ze światem zewnętrznym. I w końcu okno - prawdziwy namacalny dowód, że poza szpitalną rzeczywistością, której rytm wyznaczany jest jedynie według kolejnych porcji zażywanej chemii, istnieje świat bez mrocznego piętna choroby, z prawdziwą beztroską i nadzieją na spełnienie własnych marzeń.


Szpitalny pokój to przez ostatnie miesiące jedyny dom siedemnastoletniego Zaca, chorego na raka chłopaka, który zamknięty w czterech ścianach sterylnego pomieszczenia, oczekuje na przyjęcie się otrzymanego szpiku kostnego. Chłopak, narażony na wszelkie unoszące się w powietrzu groźne zarazki i wirusy, zostaje czasowo odizolowany od rodziny i przyjaciół. Jedynie matka chłopaka, jako jedna z wielu bliskich mu osób, ma wyłączną możliwość dzielnego towarzyszeniu mu u jego boku, nieustannie, przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, wspierając go w tej nierównej walce ze śmiertelną chorobą. Jedyną rozrywką chłopaka jest Internet, w którym Zac doszukuje się nie tylko kontaktu ze światem zewnętrznym, ale także smutnych, bądź dających nadzieję historii innych osób. Chłopak podczytuje bowiem blogi innych chorych, których wadliwe komórki powoli pustoszą cały organizm. Zac maniakalnie też sprawdza kolejne statystyki, które nakreślają mu faktyczny obraz jego możliwości. Ile procent szans, na długie i spokojne życie bez piętna choroby, ma nastolatek z wadliwym szpikiem kostnym wymienionym na nowy? Ile osób w ciągu roku słyszy śmiertelną diagnozę? W końcu ilu z nich wygrywa?


Wszystko zmienia się dniu, gdy sąsiadujące z pokojem Zaca szpitalne pomieszczenie, zostaje zamieszkane przez buntowniczą nastolatkę - Mię. Spokój i szarzyzna szpitalnej rzeczywistości zostaje nierozerwalnie zastąpiona przez głośne wybuchy złości, ubarwione wymyślnymi epitetami. Dziewczyna zwraca uwagę chłopaka nie tylko przez przebijająca się z jej pokoju głośną muzykę, tak nieprawdopodobną w szpitalnej ciszy, ale przede wszystkim przez jej ostentacyjne zachowanie, które jednogłośnie wskazuje. że Mia nie potrafi pogodzić się z koniecznym i wyczerpującym procesem leczenia. Dziewczyna ma własny barwny plan na życie, który w żadnym wypadku nie uwzględnia widma choroby i niedomagania.
Dwoje nastolatków pochodzących z zupełnie odmiennych środowisk, różniących się nie tylko podejściem do życia, ale i samym charakterem, w szpitalnej stagnacji i zobojętnieniu znajduje nić porozumienia, która trwale zespaja ich losy w jedną wspólną historię...

"Zac & Mia" to opowieść przedstawiająca wierny portret dwojga nastolatków, którzy w obliczu choroby nie tylko zmuszeni są do przebudowania własnego życia na nowo, na nietrwałych fundamentach opartych na ciągłym strachu o dzień następny, ale przede wszystkim to autentyczny do bólu obraz walki ze śmiertelną chorobą, w której smutne statystyki odbierają wielokrotnie chęć do walki, bezwzględnie ucinając chorym skrzydła. Bohaterowie, mimo młodego wieku, pod wpływem doznanego cierpienia i bólu, przewartościowują swoje życie: błahe i nic nieistotne problemy, które niegdyś pochłaniały całą ich uwagę, karmiąc serca złością i nieustannym buntem, w obliczu choroby schodzą ze sceny zwanej życiem, ustępując miejsca prawdziwym wartościom. Każde z bohaterów, na swój własny indywidualny sposób, w zgodzie z samym sobą, znosi ciężar choroby, choć niezależnie od występujących cech charakteru, chęć do walki o życie zawsze i nieodmiennie przeplata się z chwilami zwątpienia i zobojętnienia.

Powieść nie tylko zaskoczyła mnie swoim emocjonalnym przekazem, wzruszając na jeden wieczór dawno zastane w sercu struny, ale przede wszystkim przekonała mnie tchnącą z każdej strony prostotą i spokojem. Historia Zaca i Mii, pomimo wagi poruszanego problemu, napawa optymizmem i nadzieją, mimowolnie mocując czytelnikowi niewidoczne skrzydła. Opowieść bowiem nie tylko nas wznosi na literackie wyżyny, karmiąc czytelnika przekonującym portretem dwojga wrażliwych nastolatków, ale przede wszystkim buduje w nas niezbitą wiarę, że niemożliwe jest w zasięgu naszej dłoni i tylko od nas zależy, czy wyciągniemy rękę po własne szczęście!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-01-2015 o godz 12:30 Adriana Bączkiewicz dodał recenzję:
Spoglądasz na opis książki i bum! Od razu wiesz, że musisz ją zdobyć. Nieważne jest to, że czujesz w swoich kościach, iż już coś podobnego czytałeś i pomimo tego sięgasz po nią. Nagle powoli opływają twoje ciało i myśli tak realistyczne sceny, wyraziści bohaterowie, że zaczynasz marzyć o tym, by nigdy nie poczuć na własnej skórze tego, co oni musieli przeżyć. Bo któżby chciał poczuć na własnym ciele i umyśle jak to jest, zachorować na raka?

Już od samego początku Autorka sprawia, że zapinamy pasy bezpieczeństwa, bo wiemy, że na samym początku będziemy mieć tak brutalne zderzenie z rzeczywistością Zaca, że gdybyśmy ich nie zapieli, to wylecielibyśmy przez przednią szybę. Zac wprowadza nas w trudy życia z białaczką, serwuje nam kolejne statystyki znalezione w goglach. Dni przemijają, a Zac ma już dość swojej mamy, która przebywa z nim w szpitalnej celi 24 godziny na dobę, a wszystko się zmienia, gdy do dwójki „wprowadza” się nowa dziewczyna…

Najlepszą rekomendacją, którą mogę wam przekazać, to sytuacja, jaka u mnie nastąpiła: otworzyłam książkę na pierwszej stronie i przez cały dzień nie mogłam się od niej oderwać. Pani Betts tak konstruuje zdania, że nie sposób nie odbierać ich osobiście. Tworzy tak wyraźne postacie, że zapadają w pamięć na dłużej, a cała otoczka bólu i cierpienia przyciąga czytelnika jeszcze bardziej.

Nie byłam do końca przekonana, czy historia mi się spodoba, czy może gdzieś z tyłu głowy będę porównywać ją do znanej książki Greena i jakże wielce się myliłam. Ponieważ czy jest jakaś zasada, że gdy ktoś już napisał o nastolatkach, którzy walczą z rakiem, to nikt inny już tego tematu nie może poruszyć? Nie ma takiej zasady i należę dodatkowo do osób, które nie mają większych uprzedzeń i nawet nie wiecie jak się z tego cieszę. Gdyż trafiłam na świetną książkę, niezwykle klimatyczną, otoczoną bólem i niezwykle trudnym tematem, a jednocześnie odnalazłam w niej kilka, a nawet kilkanaście przebłysków słońca. Bo czy właśnie nie o to chodzi w takich książkach, by dać odrobinę nadziei?

Książka ma też w sobie wiele prawdy i autorka bardzo realistycznie oddaje środowisko związane z chorobą jaką jest rak. Zastosowany zabieg przedstawienia dwójki głównych bohaterów, którzy są całkowicie inni, posiadając przeciwstawne odczucia dotyczące sytuacji, w której się znaleźli jest wspaniałym zabiegiem. Nie możecie jednak przewidzieć, którą postawę byście obrali, gdyby rak wybrał was.

Może stwierdzicie, że piszę o tej chorobie, jakby było to zwykłe przeziębienie. Moim zdaniem tak jest, przynajmniej z jednej strony: nigdy nie uchronisz się przed przeziębieniem, tak samo jest z rakiem. Nigdy nie wiesz, czy w twojej nodze, mózgu, czy w innej części ciała nie ukrywa się mały, ale jakże straszny potwór. Zac & Mia to książka, która ma nas wprowadzić w ten temat, jednocześnie ukazując, że choroba nie dotyka wyłącznie osób starszych. Bo co byś zrobił, gdybyś się dowiedział, że musisz pożegnać się ze swoimi włosami, często oczekując na przeszczep?

Zac i Mia, jako bohaterowie to cudowne przeciwieństwa, które ukazują tę historię z dwóch różnych światopoglądów. Najwspanialszą myślą, jaka pojawiła się podczas tej historii, to kilka zdań, które wywołały we mnie niezwykle długie rozmyślanie. Pomyślcie, że macie dziesięć procent szans na przeżycie, jestem pewna, że uważacie, że to strasznie mała liczba, a co, gdy wam powiem, że daję wam dziesięć procent szans, że wygracie w następnym losowaniu lotto? No właśnie, punkt patrzenia zależy od punktu siedzenia.

Niezależnie, w jakim wieku jesteś, czy którą płeć reprezentujesz oraz czy temat jest w twoim guście, ja ci zaręczam, że odnajdziesz w tej historii wiele zdań, które chwycą cię za serce. Przewracając strony nie wiesz, gdzie ostatecznie zawędrujesz wraz z bohaterami, a najważniejsze jest to, że nie będziesz miał czytelniku pojęcia, czy Autorka swoją historią wyrwie ci serce, czy cię oszczędzi.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
15-03-2015 o godz 22:51 NathalieRoss dodał recenzję:
Po fenomenie "Gwiazd naszych wina" Johna Greena spodziewałam się wysypu książek o nastolatkach chorujących na raka. Nie spotkałam się z nim. Dopiero w styczniu dostałam w ręce książkę promowaną jako "porównywalną". Jako że samo GNW mnie nie zachwyciło, a w temacie nowotworów jestem bardzo przewrażliwiona, postanowiłam zaryzykować z A.J. Betts i jej "Zaciem & Mią", licząc na lepszą lekturę. I dostałam coś nowego...tylko na ile ciekawego?

Zac ma 17 lat i choruje na nowotwór. Konkretniej na jego złośliwą odmianę, czyli raka. Dosłownie mieszka w szpitalu razem z mamą, która spędza z synem każdą wolną chwilę, czując się tam jak wśród starych znajomych. Kolejne dni zlewają się w jedno... do czasu, gdy do sąsiedniego pokoju wprowadza się młoda zbuntowana dziewczyna, Mia. Niespodziewanie wzbudza duże zainteresowanie Zaca i to z wzajemnością. Czy znajomość przez ścianę może się rozwinąć w coś większego? Co się stanie, gdy Zaca i Mię przestanie dzielić kilka centymetrów, a zaczną kilometry? I wreszcie - czy rak, który raz tę dwójkę złączył, może ją również rozdzielić?

Jak wspomniałam we wstępie, nie jestem fanką "Gwiazd naszych wina" Johna Greena. Rak został tam dla mnie przedstawiony w zbyt błahy sposób, nawet jak na literaturę młodzieżową. U A.J. Betts jest lepiej z realizmem, ale też nie odczułam tej specjalnej atmosfery, która towarzyszy śmiertelnej chorobie. Brakowało mi większych, wyraźniejszych emocji i konkretnej historii. Nie twierdzę, że tych elementów nie ma - są po prostu zbyt słabo zarysowane. Fabuła mogłaby być ściśnięta w mniejszej liczbie stron, zamiast momentami dłużyć się i zwyczajnie zanudzać czytelnika. Podkreślam jednak, że były to tylko sceny i wątki, które można zliczyć na palcach jednej dłoni.

Bohaterowie mnie nie porazili, ale też nie załamali. Mia była charakterna, dobrze skonstruowana. Przeszła wielką przemianę między pierwszą a ostatnią stroną i wyszło to naprawdę naturalnie. Mimo przedstawienia jej na dzień dobry w negatywnym świetle, zapałałam do niej ogromną sympatią, która nie ustępowała podczas lektury, chociaż przyznam, że miałam kilka momentów zwątpienia. Dziewczyna zbyt długo kręciła i błądziła wokół tych samych tematów. Zbyt wiele stawiała pod znakiem zapytania, by potem niespodziewanie podjąć zupełnie inną decyzję. Była spontaniczna, ale niepewna i bardzo wrażliwa. Zac zaś był jednym z najmniej wyrazistych męskich bohaterów, jakich poznałam w ciągu ostatniego roku. Taki ludzki flak, daję słowo. Nie przez chorobę - ta uczyniła go silnym i podobało mi się jego myślenie... momentami. Te przebłyski zdarzały mu się na tyle rzadko, że policzyłabym je na palcach, tyle że tym razem obu dłoni. Większość czasu kompletnie nie podchodziło mi ciągłe analizowanie wszelkich statystyk oraz stosunek do matki, która tak się przejmowała zdrowiem swojego dziecka. Mimo to potrafił być uroczy, musiał tylko bardzo chcieć.

Historia, ku mojemu rozczarowaniu, okazała się dość przewidywalna. Nie wiedziałam co prawda, co spotka Mię, ale czułam, że nie będzie tak, jakby chciała. Jednak ostatnie 40 stron było dokładnym opisem wszystkiego, co wyobraziłam sobie po znajomości pierwszych 40. Oczekiwałam czegoś bardziej zaskakującego, emocjonującego. Gdyby nie postać Mii, uznałabym tę historię za mocno przeciętną. Ona jednak ją uratowała i sprawiła, że mimo wszystko poczułam jakąś sympatię do autorki i w pewien sposób do Zaca (widzianego oczami Mii, bo w moich kiepsko wypadł).

Spytana o to, czy warto przeczytać "Zaca & Mię" odpowiedziałabym, że jeśli lubisz konkretne, wyraziste bohaterki z dobrą historią, to gorąco polecam. Jeśli jednak drażnią Cię kolejne historie w klimacie "Gwiazd Naszych Wina", zrezygnuj. "Zac & Mia" jest ładniejsze, lepsze, poważniej traktujące raka, oszczędzając mu absurdalnego humoru... i mówi o tym samym problemie, tylko w inny sposób.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
21-01-2015 o godz 18:09 Lucecita dodał recenzję:
„Wszystko inne rozpływa się poza tą zimną liczbą i chłopcem, który patrzy na gwiazdy, tak jakby znał je po imieniu.”

Książka „Zac & Mia” autorstwa A.J. Betts, która całkiem niedawno zawitała na naszym rynku, to pozycja z gatunku young adult otwierająca nową serię Wydawnictwa Feeria - Real Life. Dzieło australijskiej pisarki przykuło moją uwagę ze względu na porównanie do bestsellerowej powieści Johna Grena „Gwiazd naszych wina”, którą miałam okazję czytać, dlatego gdy tylko trafiła w moje ręce, postanowiłam się z nią jak najszybciej zapoznać. Czy spełniła moje oczekiwania?

Siedemnastoletni Zac choruje na białaczkę i odbywa właśnie miesięczną kwarantannę w szpitalu, czekając by jego nowy szpik się przyjął. Zgodnie ze statystykami jego szanse przeżycia pięciu lat bez nawrotu wynoszą jedynie 55%, ale chłopak stara się nie tracić optymizmu. W jego pełną monotonii rzeczywistość niespodziewanie wkracza szesnastoletnia Mia – zbuntowana, impulsywna dziewczyna, której życie kręci się wokół imprez, przyjaciół i chłopaka i która nie ma z nim kompletnie nic wspólnego. Zac wie, że pochodzą z dwóch różnych światów i gdyby nie choroba, której oboje padli ofiarą, nigdy by się nie spotkali, ale mimo to postanawia się do niej zbliżyć.

Motyw śmiertelnej choroby w literaturze młodzieżowej niewątpliwie zyskał na popularności dzięki powieści „Gwiazd naszych wina” i wielu autorów z pewnością pragnęłoby powtórzyć sukces Greena. Sięgając po książkę „Zac & Mia”, która jest właśnie porównywana do tej pozycji, obawiałam się, że będzie to powtórka z rozrywki i otrzymam treść bardzo do niej podobną. Na szczęście okazało się to błędnym założeniem i obie te pozycje łączy przede wszystkim tematyka, jaką poruszają. A jest to tematyka trudna do udźwignięcia i bardzo łatwo można popaść w przesadę. A.J. Betts udało się jednak tego uniknąć i chwała jej za to. „Zac & Mia” jest napisana przystępnym stylem i czyta się ją bardzo szybko. Znajdziemy tu humor, przyjaźń, miłość, ale głównym atutem jest bez wątpienia znakomita kreacja postaci, którzy nie są w żaden sposób idealni i właśnie dzięki temu wypadają tak naturalnie. Polubiłam Zaca i jego upodobanie do statystyk, którymi gorliwie się z nami dzielił, jak również jego niesłabnący optymizm, mimo tragedii, która go dotknęła. Mia była za bardzo kapryśna i miała zbyt trudny, uciążliwy charakter, by mogła zdobyć moją sympatię, ale na szczęście nie była pełną patosu szesnastolatką z mentalnością 80-letniej staruszki, której wydaje się, że wie wszystko o życiu i wszechświecie ( tak, o tobie mówię Hazel ).Dzieci, które cierpią na śmiertelną chorobę nie pojmą nagle sensu życia i nie zaczną wygłaszać głębokich przemyśleń. To po prostu zwyczajne nastolatki, których spotyka wielka tragedia, z którą często nie potrafią sobie poradzić. A.J. Betts nakreśliła Mię w sposób bardzo przekonujący i realistyczny. Rozumiałam jej dziecinność, egoizm i uskarżanie się na niesprawiedliwość losu. I współczułam jej, podobnie, jak Zacowi, bo ich życie nigdy już nie będzie takie, jak przedtem. Jeżeli podobała wam się „Gwiazd naszych wina” Johna Greena, istnieje duże prawdopodobieństwo, że dzieło australijskiej pisarki również przypadnie wam do gustu. Ja ze swojej strony serdecznie polecam, bo na pewno warto, zwłaszcza jeśli gustujecie w podobnej tematyce. „Zac & Mia” to świetne rozpoczęcie serii, dlatego liczę na to, że następne pozycje będą równie dobre, bo mam zamiar po nie sięgnąć! ;)

„Leżę w łóżku, myśląc o rzeczach, które napisałem, i o tych, które napiszę jutro o trzeciej w nocy – w godzinie, kiedy zwykłe reguły świata zostają zawieszone.”
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
13-01-2015 o godz 19:34 Fruksia dodał recenzję:
Książka opowiada historię dwojga młodych ludzi, nastolatków, którzy poznają się w mało romantycznym i przyjemny miejscu jakim jest szpital. Główny bohater - Zac Maier choruje na białaczkę, poznajemy go w momencie kiedy jest już po przeszczepie szpiku kostnego i przebywa w izolatce na oddziale onkologicznym.
Mia Phillips jest nastolatką chorującą na raka, w jej przypadku jest to mięsak kości.

Zarówno Zac jak i Mia są w trudnym wieku a do tego jeszcze dochodzi choroba. Choroba, słowo która dla nas oznacza katar, kaszel jakieś przeziębienie, dla nich jak i dla pozostałych osób na oddziale onkologicznym jest być albo nie być. Kiedy rak dotyka nas lub naszych bliskich bezpośrednio to słowo 'choroba' nabiera nowego o wiele gorszego znaczenia. Naszych bohaterów poznajemy w ciężkim dla nich okresie życia. Zac i Mia, każde z nich na swój sposób stara się walczyć i robić coś żeby nie oszaleć. Zac, pogodzony już ze swoim stanem, stara się trzymać pozory dla swojej matki, bo wie ile znaczy dla niej jego stan ducha i uśmiech na twarzy. Natomiast Mia nie radzi sobie z chorobą, nie umie pogodzić się z tym, że wypadają jej włosy, że nie będzie w stanie pójść o własnych siłach na studniówkę.

Książka "Zac & Mia" podzielona jest na 3 części oraz epilog. Pierwsza część pisana jest z perspektywy Zaca, druga Zac i Mi a trzecia tylko przez Mię. Jeśli o mnie chodzi to ja o wiele bardziej zżyłam się z Zackiem niż z Mią. Lepiej czytało mi się rozdziały pisane przez niego, jest to skutek na pewno tego, że Zac jest nastolatkiem, który lepiej radzi sobie z chorobą a Mia to jest taka dziewczyna troszeczkę bym powiedziała rozpuszczona. Wiem, że jest młoda i że dopiero co dowiedziała się o raku, jest jej źle, czuje się rozżalona, została wyrwana ze swojego poukładanego życia lecz bądź co bądź mnie bardzo nie podobało się jej zachowanie. Rozumiem, że po tym co ją spotkało ma prawo być wściekła na cały świat, ale dla mnie to wciąż jest nie pojęte jak można się tak zachować i nie myśleć w ogóle o swoich najbliższych. Ta dziewczyna nie doceniała tego co ma, dobrych lokowań oraz kochającej matki. Sama nie wiem co bym zrobiła na jej miejscu, ale myślę że na pewno nie zachowywałabym się tak Mia.

"Zac & Mia" jest to książka trudna o ciężkich sprawach, jeszcze gorszych jeżeli dotykają one młode osoby. Jest to dość niesprawiedliwa rzecz, ponieważ nastolatkowie tacy jak Zac i Mia powinni cieszyć się życiem a nie spędzać całe miesiące w szpitalu.
Niestety ich życie potoczyło się tak a nie inaczej i nikt nic na to nie może poradzić. Zarówno Zac jak i Mia przeżyli na kartach tej książki chwile zwątpienia, ale mimo to oboje podjęli walkę. Ta miłość a chyba bardziej przyjaźń która ich połączyła dawała im obojgu siłę do stawienia się chorobie. Nawet Mia pod koniec się zmieniła i zmieniło się jej podejście do raka, było widać , że dziewczyna zaczyna dostrzegać, że naprawdę miała "szczęście".

Podsumowując "Zac & Mia' jest naprawdę bardzo wzruszającą powieścią, opowiadającą o dwojgu nastolatków, którzy chorują na raka. Książka zawiera opisy tego jak próbują oni sobie radzić z chorobą, która ich dotknęła. Jak wyglądają ich relacje z rodzicami, przyjaciółmi oraz tego jak wiele zmienia nowotwór w ich życiu. Młodzi ludzie dotknięcie chorobą zaczynają widzieć i rozumieć to czego nie doceniamy na co dzień my, ludzie zdrowi.

Książkę polecam serdecznie zarówno fanom "Gwiazd Naszych Wina" Johna Greena jak i nie. Po prostu wszystkim tym, którzy chcą się wzruszyć i przeczytać opowieść o tym jak przyjaźń daje siłę i ulecza duszę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
16-01-2015 o godz 19:26 Kamila Idziaszek dodał recenzję:
Po zaskakującym sukcesie Gwiazd naszych wina można było łatwo domyślić się, że wkrótce powstaną książki, które będą fabularnie podobne do powieści Johna Greena. W końcu na rynku wydawniczym pojawiło się Zac & Mia, które od razu wzbudziło moją ciekawość. Choć nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z twórczością Greena to postanowiłam, że dam szansę serii Real Life. Byłam przygotowana, że ta pozycja będzie chwytać za serce, ale czy rzeczywiście tak się stało?

Autorka wprowadza nas w życie dwóch nastolatków i tego jak ciężka może być droga do dorosłości. W życiu każdego z nas często stają na przeszkodzie problemy, które musimy rozwiązywać. Dokładnie to samo doświadczają bohaterowie tej powieści. Nie każdy posiada taką odwagę i spokój jak Zac, który wylądował po raz kolejny na oddziale onkologii. Chłopak wie dokładnie jak wygląda życie dzień po dniu w tym miejscu i jak wyglądają wszystkie procedury. Do każdego przypadku potrafi określić procent prawdopodobieństwa do wyjścia na prostą. Sam jest po przeszczepie szpiku i na własnej skórze doświadczył tego jakie życie może być okrutne każąc mu zmagać się z potworną chorobą - białaczką. Niestety bardzo cierpi, ale wciąż ma nadzieję, że wyjdzie zwycięsko z tej walki. Codziennie wspiera go najbliższa rodzina i znajomi na Facebooku, których z powodu jego choroby jest coraz więcej. Wtedy na oddziale pojawia się Mia - dziewczyna w jego wieku, którą Zac natychmiast zaczyna się interesować. Ich choroba w pewien sposób ich zbliży, a szczęście dla każdego z nich nabierze nowego znaczenia. Czy jednak to wystarczy, aby poradzić sobie z chorobą?

Język autorki daje nam możliwość szybkiego wdrożenia się w losy bohaterów, którzy są bardzo dobrze opisani. Momentami możemy poczuć się jak Zac, albo spojrzeć na niektóre wydarzenia oczami Mii. Postacie są wykreowane niezwykle realistycznie, co pozwala uwierzyć, że gdzieś na świecie są ludzie z podobnymi problemami z jakimi borykają się główni bohaterowie. W zasadzie już po kilku stronach moja więź z bohaterami ogromnie się pogłębiła, a rozstanie z nimi było dla mnie bardzo trudne. Akcja to niby powolne odliczanie dni, jednak tak naprawdę wszystko dzieje się dosyć szybko. Zanim ktokolwiek z Was się zorientuje dochodzimy do końca przygód dzielnych nastolatków. Zakończenie jest bardzo zaskakujące, ale oczywiście tego nie zdradzę, aby nie odebrać Wam przyjemności z czytania.

Książka ta nadaje się dla każdego kto ceni życie i chce spojrzeć na świat z innej perspektywy. Jest to powieść, którą naprawdę przyjemnie się czyta. Osobiście bardzo wam ją polecam, ponieważ jest ona niezwykle realistyczna. Takie rzeczy codziennie spotykają wielu ludzi wokół nas, chociaż każdy chce ich uniknąć. Czasami dobrze jest spojrzeć na życie oczami osób dotkniętych tak dużą tragedią, aby samemu docenić to jakie mamy szczęście. Po przeczytaniu tej lektury zrozumiałam, że tak naprawdę moje problemy, z którymi próbuję jakoś dać sobie radę są niczym w porównaniu z tym co przechodzą główni bohaterowie tej powieści.

Niestety nie jestem w stanie porównać tej książki do Gwiazd naszych wina, ponieważ tak jak pisałam wcześniej jeszcze nie miałam okazji jej przeczytać. Myślę jednak, że Ci z Was, którzy pokochali twórczość Johna Greena będą również zachwyceni powieścią tej autorki.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-01-2015 o godz 21:02 Rosemarie dodał recenzję:
Feeria Young przygotowało nową serię Real life skierowaną głównie do młodzieży. "Zac & Mia" autorstwa A.J. Betts to książka otwierająca ten cykl, będąca często porównywana do bestsellerowej powieści Johna Greena - "Gwiazd naszych wina", którą wprost uwielbiam. Do tej pory to jedyna książka poruszająca temat raka, która tak bardzo zawładnęła moim sercem i niesamowicie mnie wzruszyła. Jesteście ciekawi, czy "Zac & Mia" również wstrząśnie Waszymi emocjami?

Zac Meier ma siedemnaście lat i jego życie w niczym nie przypomina życia normalnych nastolatków. Obecnie przez miesiąc ma przebywać w izolatce, dochodząc do siebie po przeszczepie szpiku. Jego świat ogranicza się do gier komputerowych i Internetu, ponieważ w szpitalu nie ma zbyt wiele osób w jego grupie wiekowej. Do pewnego czasu... Wtedy do pokoju obok wprowadza się jego rówieśniczka, Mia Phillips. Oboje z czasem połączy uczucie, które pozwoli im przezwyciężyć ich wspólne cierpienie. Tylko oni tak naprawdę rozumieją siebie nawzajem.

"Zac & Mia" to lektura dosyć specyficzna i to zdecydowanie muszę przyznać. Na początku dosyć ciężko było mi się "wbić" w klimat tego dzieła. W głównej mierze to zasługa bardzo prostego języka, którym zostało ono napisane. Bardzo przystępny i lekki, co jednak trochę mnie zraziło, w końcu mam tutaj do czynienia z powieścią poruszającą bardzo trudny temat. Z chorobą, na którą tak wielu ludzi codziennie umiera. Chciałam prawdziwych emocji, a nie sądziłam, że A.J Betts będzie potrafiła sprostać pomysłowi, który zrodził się w jej głowie. Obawiałam się zwyczajnie, że pisarka nie udźwignie ciężaru własnych koncepcji. Z ulgą przyznaję, że się myliłam!

To, co tak bardzo wyróżnia tą książkę to poczucie humoru. Ona jest wręcz nim naszpikowana (niezamierzona gra słów!). Jak napisałam, na starcie mnie to drażniło, ale później bardzo to polubiłam. A.J Betts świetnie sobie wszystko poukładała i wykombinowała, podając swoim czytelnikom interesującą i nienużącą mieszankę: humor połączony z trudnym tematem jest bowiem genialną kombinacją! Chciałam emocje i je otrzymałam, nie pragnęłam przy tym zbytnej patetyczności i dramatów, na siłę tworzenia uczuć i głębi, której nie ma. Poetyczny język tylko to dzieło by zrujnował. Na szczęście autorka miała swój własny pomysł, zgrabnie go zarysowała i w końcu stworzyła całość, którą czyta w zastraszająco szybkim tempie.

"Zac & Mia", choć jest książką podobną do "Gwiazd naszych wina", to wciąż są to odrębne historie i należy o tym pamiętać. Łączy je jednak specyficzny humor i przystępny język, więc z pewnością to dzieło przypadnie do gustu fanom Greena, ale nie tylko. Także osobom, które oczekują powieści poruszającej trudne tematy, ale z dużą dawką humoru i dystansu do siebie. Polecam!

"Dziś chcę zapomnieć. Chcę być w czyichś ramionach, wolna od koszmarów; chcę spać bez śnienia. Chcę być więcej niż ułamkiem."

"Może odwaga to jest po prostu to - akty dokonywane pod wpływem chwili, kiedy głowa krzyczy Stop!, ale ciało robi coś innego."
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
17-02-2016 o godz 22:02 Lekturia dodał recenzję:
Często słyszałam obok książki „Zac & Mia” tytuł „Gwiazd naszych wina”. Niektórzy stwierdzali, że to coś dla fanów dzieła Johna Greena , bo jest utrzymana w podobnych klimatach, bo główni bohaterowie też są chorzy na raka. Inni sądzili, że to nieudana kopia, że powstała po prostu „na modę na poważne choroby i tematy ”. Moim zdaniem to jest jak ze „Zmierzchem” i fazą na wampiry. Powstaje dużo książek o tej samej tematyce i niemal wszystkie są (słusznie albo nie) porównywane są do książki, która rozpoczęła to szaleństwo . A co ja sądzę na ten temat?


To zupełnie odmienne książki i nie ma co ich porównywać. Szukanie wspólnych rzeczy na siłę jest bez sensu. Pierwszym co mi się rzuciło w oczy to różnica między wątkiem choroby w obu książkach. „W Gwiazd naszych wina” mamy bardziej filozoficzne, psychiczne podejście do tematu, a realistyczne takie jak np. dokładny opis przebiegu choroby zostały dość zepchnięte na drugi plan. W „Zacu i Mii” są obie te rzeczy np. przez pierwszą część książki akcja dzieje się w szpitalu, możemy zobaczyć jak to wygląda, poznajemy wygląd leczenia. Prawdopodobieństwo procentowe przeżycia. I szczerze powieść bardziej niż historię Hazel i Augustusa przypominała mi nieco, ale tylko nieco „Papierowe miasta”.


Lekturę odebrałam bardzo pozytywnie. Książka niesie wiele przesłań, przedstawia różne nastawiania do raka i radzeniu sobie z nim, między innymi mówi, że „szczęście” to dość względne pojęcie. Wątek romantyczny przebiega powoli, spokojnie, nie nachalnie, bohaterowie stopniowo zakochują się w sobie. Jest też tutaj dużo humoru. Są zabawne sytuacje z których można się śmiać, albo przynajmniej czytać z uśmiechem na ustach. Dodatkowo możemy dowiedzieć się o statystykach dotyczących chorób i sposobów śmierci (od wypadków samochodowych do takich jak podlewanie wodą choinki z podłączonymi lampkami, a na to drugie zmarło przynajmniej 31 osób) ile osób umiera dziennie i dlaczego. Mimo, że fabuła krąży wokół niełatwego problemu to nie czyta jej się trudno, jest napisana prostym językiem i nastraja optymistycznie.


Jedynym moim minusem jest zdaniem narracja. Książka jest powielona na 3 części – „Zac”, „I”, „Mia”. W pierwszej części narracja pierwszoosobowa jest prowadzona z jak można się domyślić z perspektywy Zaca, tak samo w trzeciej perspektywy Mii, natomiast w „I” naprzemiennie. Uważam, że lepiej by było, gdyby była ona od początku do końca prowadzona na zmianę.


Krótko: To realistyczna historia dwóch zakochujących się w sobie nastolatków chorych na raka. Ukazuje oblicze tej choroby, taka jaka jest i jak przebiega. Dwa różne psychiczne nastawienia do świata i nowotworu. To książka, którą bardzo polecam i czuję, że kiedyś do niej powrócę (czego nigdy nie robię).
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
06-06-2016 o godz 20:53 Dominika Jachimowska dodał recenzję:
On - chłopak z pokoju numer 1 - choruje na białaczkę. To już dla niego drug nawrót choroby i spędził w szpitalu długie miesiące, czekając na dawcę szpiku i operację. Teraz liczy na pomyślne przyjęcie się nowego szpiku i powrót do domu przed świętami Bożego Narodzenia.
Ona - dziewczyna z sali numer 2 - trafia do szpitala, jak mogłoby się wydawać, przez przypadek. Jej życie układało się do tej pory znakomicie: jest uwielbiana w gronie koleżanek, ma kochającego chłopaka i wszystko, czego jej potrzeba. To, co początkowo wydaje jej się być tylko bolącą kostką, okazuje się mięsakiem kości.

Ich szpitalne łóżka dzieli tylko sześciocentymetrowa ściana i to przez nią porozumiewają się po raz pierwszy. Zac, którego kontakt z ludźmi przez ostatnie miesiące ograniczał się do towarzyszącej mu w szpitalu matki oraz pielęgniarek, jest zaintrygowany nowo przybyłą Mią.



,,Dlaczego lubię Mię? Lubię to, że jest dla mnie twarda, wiedząc, że potrafię to znieść. Nie chodzi na paluszkach wokół przykrych spraw ani nie ukrywa tego, co pojawia się w jej głowie. Jeśli coś czuje, mówi o tym. Okazuje to. Mówi i robi rzeczy, przed którymi inni się powstrzymują. Nie jest przewidywalna i bezpieczna. Nie plecie bzdur jak inne dziewczyny. Jest pełna życia, wbrew wszystkiemu, kopie, krzyczy i wyzywa. Wciąż walczy."


Nastolatkowie odnajdują siebie w świecie, w którym tylko oni nawzajem mogą się zrozumieć. Choroba w brutalny sposób otwiera im oczy na sprawy, które do tej pory nie miały znaczenia. Wszystkie powierzchowne sprawy i błahostki nie tracą wagę, gdy w ich życiu pojawia się cierpienie i walka o przeżycie. Pozornie idealne życie Mii okazuje się powierzchowne. Dziewczyna dowiaduje się prawdy, o swoich przyjaciołach. Widzi, kto naprawdę jest jej pomocą, gdy dzieje się źle.

Między Zakiem i Mią z wolna rodzi się uczucie, które nie może być proste. Każde z nich ma bagaż doświadczeń i każde zmaga się z chorobą.

Powieść A. J. Betts jest podzielona na trzy części. W dwóch narratorami są kolejno Zac i Mia, a w trzeciej są nimi oboje. Daje to szansę na zobaczenie punktu widzenia obojga bohaterów i wczucia się w ich sytuację.
Książka bardzo mi się spodobała ze względu na to, że mimo iż porusza trudne kwestie choroby i śmierci, jest napisana w lekki, często zabawny sposób, dzięki któremu łatwo i przyjemnie czyta się tę historię. Urzekły mnie niebanalne postacie. Zac jest uosobieniem idealnego chłopaka i przyjaciela, a Mia jest zwariowaną buntowniczką. Zakończenie książki pozostało niejako otwarte, co daje czytelnikowi szanse na dopowiedzenie własnego końca historii.

Gorąco polecam tę książkę, która wzrusza, bawi i wywołuje milion uczuć jednocześnie.

booksofsouls.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
14-01-2015 o godz 12:03 monweg dodał recenzję:
W zwykłym życiu by się nie spotkali, ale ich życie przestało być zwykłe.

Spiętrzone emocje, trudne decyzje i poplątane relacje, a w tym wszystkim zwykłe życiowe pragnienia młodych ludzi. Wszystko to splata się w historię roku życia dwojga bohaterów, których dzieli pochodzenie, przyzwyczajenia, sposób spędzania czasu i typ znajomości na Facebooku, łączy siła dramatycznych przeżyć i nieuchwytne pokrewieństwo odmiennych z pozoru dusz.

Siedemnastoletni Zac jest chory na białaczkę. Od dziesięciu miesięcy jego drugim domem jest oddział onkologiczny. Chłopak jest po przeszczepie szpiku i został „uwięziony” w pokoju. Jedynymi osobami, z którymi się widuje są: jego matka, lekarze i pielęgniarki. Na oddział, gdzie pełno jest chorych staruszków, trafia rówieśniczka Zaca, Mia. Ich trudne relacje zaczynają się od stukania w dzielącą ich ścianę. Zaca i Mię dzieli mnóstwo rzeczy, od muzyki po priorytety życiowe, łączy jedno – rak. Ani on, ani ona na pewno nie chcieliby zostać połączeni w taki sposób.

Rak to magnes dla przyjaciół na Facebooku. Według statystyki mojego profilu, nigdy nie byłem tak popularny. Dawniej ludzie się za siebie modlili, dzisiaj lajkują i komentują, jakby mieli bić światowe rekordy.

Zac Maier jest spokojny, opanowany i wydaje się być pogodzonym z chorobą. Lustruje wszelkie możliwe fora internetowe i statystyki, chcąc ocenić szanse na wygranie z chorobą. Mia Phillips jest natomiast w fazie wyparcia i wściekłości na cały świat. Może się wydawać irytująca, ale trzeba spojrzeć na to trzeźwo i postawić się w jej sytuacji. Chyba nikt z nas nie chciałby zamienić się z nimi miejscami.

U mnie rak był jak pies, który złapał zębami za nogę i nie chciał puścić. Myślałam, że każdy rak jest taki, wgryza się z furią, dopóki się go nie odetnie i nie wyrzuci. Ale nie każdy.

Książki o chorobach wyzwalają całą gamę silnych emocji, przeżywanych w sposób ekstremalny i skrajny. Musimy zmierzyć się wraz z bohaterami z huśtawką nastrojów i emocji. Od rozpaczy, żalu, paniki i przerażenia po bunt, złość i wyparcie. Od poczucia bezsilności i utraty sensu życia po determinację do walki. Od rezygnacji i zwątpienia po uskrzydlenie nadzieją. Tak jest i tym razem, ale bardziej intensywnie, bo chorymi są bardzo młodzi ludzie. Później zaczynają się ograniczenia: tego nie wolno, tego i jeszcze tamtego. Same zakazy, ale przecież to dla ich dobra. A chorym bez względu na wiek chodzi tylko o jedno – być normalnym. Zac&Mia jest powieścią bardzo ważną i na tyle ciekawą i wciągającą, że trudno ją odłożyć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-01-2015 o godz 16:36 Optymista dodał recenzję:
17-letni Zac jest chory na raka. W zasadzie mieszka w szpitalu i z pełnym rezygnacji optymizmem znosi wszystkie niewygody takiego życia. Coś się zmienia, gdy do pokoju obok wprowadza się Mia – zadziorna, wściekła na cały świat fanka Lady Gagi. Bardzo wiele ich dzieli – w prawdziwym świecie pewnie nigdy by się nie spotkali. Tu jednak obowiązują inne reguły, więc ich relacja, rozpoczęta stuknięciem w ścianę, staje się coraz silniejsza. Pobyt w szpitalu wymaga odwagi, ale żeby z niego wyjść, potrzeba jej jeszcze więcej. Czy Zac i Mia spotkają się poza szpitalem – i już razem pozostaną?

(..)

"Zac & Mia" to historia, której nie można przeoczyć. Autorka od pierwszej strony zaprasza czytelnika do zderzenia się z poplątanym życiem Zaca. Chłopak pokazuje nam jak taki żywot wygląda. Musimy zderzyć się z tą okropną rzeczywistością i dowiedzieć się, jak ciężki jest przeszczep raka, a także rzeczy z nim związane. Późniejsze losy bohaterów również nie należą do optymistycznych, do czasu. Mimo, że Betts porusza temat niczego innego jak prawdziwego życia, dopiero jej opisy sprawiają, iż wreszcie odkrywamy prawdziwe oblicze... życia.

(..)

Pomimo tego, że autorka porusza temat dość ciężki i niezbyt wesoły, w książce trafiają się momenty, kiedy na naszej twarzy pojawi się uśmiech. Dlaczego niby życie miało stracić kolory tylko dlatego, że dopadła nas jakaś choroba. Nie chciałbym zdradzać za wiele, ale bohaterowie są radośni, bo mają ku temu powody. Jakie, musicie dowiedzieć się sami. Te zabawne sytuacje nie wzięły się same z siebie. Ktoś musiał je wymyślić. Dlatego też autorka powinna zostać pochwalona, że nawet w takich sytuacjach potrafi wprowadzić radość bohaterów. Ciężko byłoby mi wymyślić coś podobnego, a jednak pani Betts to się udało.

"-Co?
- Drzewko oliwkowe. Musimy je posadzić.
- Dlaczego?
- Bo to się robi z drzewami."
[str. 267]


(..)

Nie wzruszam się prawie nigdy. Kto to słyszał, żeby zaciekły fan horroru i kryminału się rozczulał? Pomimo to w powieści znalazłem fragmenty, które naprawdę sprawiły, że się wzruszyłem. Chociażby ta upartość w dążeniu do celu i wzajemne wspieranie. W tych chwilach miałem po prostu ochotę rozpłakać się. Z radości, albo smutku. Ale chciało mi się płakać, co dla mnie jest dziwnym przeżyciem, zwłaszcza w trakcie lektury.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-02-2015 o godz 20:57 Nora dodał recenzję:
Tym razem przedstawię książkę o problematyce, jakiej jeszcze nie dotykałam, jeśli chodzi o literaturę. „Zac & Mia” opowiada o walce z chorobą, która nie patrzy na to, ile masz lat, ani jakiej płci jesteś. Przychodzi niezapowiedziana i wchodzi brudnymi butami w nasze życie bez pytania. Zabiera siły, a czasem życie. Nie jest to zwykłe przeziębienie, które można zwalczyć tygodniowym pobytem w łóżku. Opowiada ona o chorobie. Chorobie, która ma swoje „imię”- nowotwór. On i Ona, czyli Zac i Mia pochodzą z dwór różnych światów. W normalnym świecie by się nigdy nie spotkali. Jednak ich życie nie jest normalne. On mieszka w pokoju numer 1 ona w pokoju numer 2.


Niesamowita i poruszająca historia o dwójce młodych ludzi, którzy muszą stawić czoło chorobie. Książką jestem zachwycona. Szybko się czyta, łatwo wczułam się w historię. Momentami miałam wrażenie, że widzę swoje lustrzane odbicie. Powieść może równie dobrze służyć jako dobry poradnik dla osób, które mają problemy i nie potrafią sobie z nimi poradzić. Motywuje do działania, pokazując, że życie nie jest łatwe, że często ma się go dość, ale trzeba mimo to o nie walczyć. Bo życie jest zbyt cenne, by się poddawać, by oddać je bez walki. Książka dla każdego w każdym wieku, jest to pozycja na jeden weekend. Czyta się z zapartym tchem. Czcionka ułatwiająca czytanie, nie za mała ani nie za duża. Autorka idealnie wczuła się w rolę chorego nastolatka. Okładka zasługuje na duży plus, idealnie odzwierciedla moją wizję głównych bohaterów.


Minusy - tylko jeden, książka jest zbyt krótka. Dodałabym jej co najmniej 20 stron, bo jestem ciekawa, jak potoczyłaby się dalej ta historia.

Podsumowując, warto przeczytać tę książkę. Według mnie jest idealna. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-01-2015 o godz 00:56 Patiopea dodał recenzję:
Zac ma 17 lat i leży w szpitalnej izolatce. Walczy z białaczką. Niedawno miał przeszczep szpiku, teraz musi dojść do siebie, a następnie przejść kolejne badania. Nagle do pokoju obok wprowadza się inna nastolatka. Trudno jest nie zainteresować się dziewczyną, która burzy nudę i ciszę panujące na oddziale.

Zarówno Zac, jak i Mia są postaciami charyzmatycznymi. Chłopak był świetnym sportowcem, grał w piłkę nożną i ciężko pracował na farmie. Dziewczyna natomiast robiła za tą popularną, cudowną królową szkoły, na której każdy chce zrobić wrażenie. To dwójka osób, która w normalnym życiu nigdy by się nie spotkała, ale jak sami mówią, ich normalność skończyła się już dawno. Oboje cierpią wewnętrznie, ale walczą z zupełnie różnymi demonami. Autorka ukazała podobną tragedię z perspektywy zupełnie różnych typów ludzi, co sprawia, że lektura jest niekiedy jeszcze bardziej zaskakująca i poruszająca.


"Zac& Mia" to historia pogmatwana, niekiedy zwariowana. Bohaterowie mają tutaj szansę, walczą o każdy oddech, starają się nie poddać. Autorka nie skupiła się tylko na tym, żeby żyć pełnią życia, podkreśla również, że o własną egzystencję trzeba walczyć. Nie ważne jednak jak beznadziejna jest nasza sytuacja, jak małe mamy szansy, trzeba próbować i się nie poddawać. Właśnie dlatego ta książka jest taka piękna. Pozwala odnaleźć nadzieję, nawet tam, gdzie bardzo trudno ją dostrzec.

Recenzja ze strony "Książki widziane oczami Patiopei"
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-02-2015 o godz 09:07 Czarny Kapturek dodał recenzję:
Jeśli miałabym porównać kultowe Gwiazd Naszych Wina z Zac & Mia to ta druga pozycja jest znacznie lepsza. Była wspaniała, wzruszająca, a przede wszystkim bardziej realna niż powieść Greena. To nie jest kolejna nudna i przesłodzona opowieść o miłości nastolatków, to historia o nadziejach, tworzeniu nowej przyjaźni, szukaniu siebie i wielu innych sprawach, które mogą dotknąć nas. Bez jakiś dziwnych filozoficznych przemyśleń, jakby bohaterami miały być osoby specjalizujące się w filozofii i naukach pokrewnych. Dla mnie Zac & Mia to jedna z lepszych powieści, którą miałam ostatnio okazję przeczytać. Niesamowicie mnie rozbawiła, uwielbiam Zaca za jego niesamowity charakter i poczucie humoru. Przez niego odkryłam, co to przekleństwo godziny trzeciej, bo sama często o tej porze się budzę. Jest przykładem na to, że nie warto się poddawać, walczy o swoje zdrowie, a przy tym pozostaje sobą. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam!
Niestety Mia nie spodobała mi się tak bardzo jak Zac, ale co zrobić. Zachowywała się zbyt dziecinnie, jak dla mnie, ale jej metamorfoza była naprawdę ciekawa. Przeżywać zmianę razem z nią było dla mnie czymś inspirującym, dlatego nie przekreśliłam jej do końca.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
19-01-2015 o godz 21:54 Katarzyna Roszczenko dodał recenzję:
A.J. Betts w swojej powieści porusza bardzo trudny temat akceptacji choroby przez młodego człowieka. Choroby, która dość często jest wyrokiem śmierci i tak jest w przypadku Zaca, Mia ma więcej szczęścia – według statystyk. Rak to wyrok, z którym ciężko się pogodzić, tym bardziej, jeśli jest się w kwiecie wieku i czeka nas wiele przygód i imprez. Łatwiej chyba pogodzić się z wyrokiem mając już kilkadziesiąt lat życia za sobą – tak mi się z resztą wydaje. Autorka pokusiła się o postawienie swoich bohaterów przed trudnym wyzwaniem. Przed akceptacją zastanej rzeczywistości, a z drugiej strony przed walką o życie. Choroba powoduje zarówno w jednym jak i w drugim bohaterze wiele emocji, zmusza do szybszego dorośnięcia. Jednak każde robi to na swój sposób. Zac podchodzi do tego jakby łatwiej, łatwiej jest mu się pogodzić, wie, że nie może wiele zmienić, musi po prostu wykorzystać czas, który otrzymał, jak najlepiej. Natomiast Mia poprzez swoje zachowanie, obrażanie najbliższych, uważa, że nie powinno jej to spotkać, jest obrażona na wszystkich i na cały świat.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
09-02-2015 o godz 17:31 Sophie dodał recenzję:
Mimo wielu sprzeczności historia kończy się w zupełnie inny sposób niż podejrzewałam. Tym co różni ją od Gwiazd naszych wina jest to, że historia jest opowiadana z punktu widzenia nastolatków. Nastolatków którzy wyrażają się tak, jak przystało na ich wiek. Mają różne dziwne pomysły i chociaż zdarza im się myśleć „co by było gdyby”, bardziej skupiają się na teraźniejszości. Nie mają filozoficznych myśli i nie prowadzą takich rozmów. Po prostu są nastolatkami z „krwi i kości”. Autorka pokazuje nam, jak bardzo trudną chorobą jest rak, jak trudno się z nim radzi. Nigdy nic nie jest pewne, zawsze może pójść coś nie tak. Po jej skończeniu można wysunąć kilka refleksji, przemyśleć wszystko i stwierdzić, że powinniśmy się cieszyć z tego co mamy. Jeśli macie ochotę na słodko-gorzką powieść koniecznie musicie sięgnąć po Zaca & Mię. Uwierzcie mi, jest na poziomie Gwiazd naszych wina, a może nawet wyżej.

10/10

„Wszyscy jesteśmy maszerującymi krabami. Tyle różnych rzeczy już się od nas poodrywało.”
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.