Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji (okładka miękka)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Mieszkańcy imperium Putina oczami korespondentki wojennej.

"Widzisz, Rosja to jest pewien stan umysłu… Może tego nie widać, ale, uwierz mi, jesteśmy potwornie zakompleksionym narodem i to dlatego właśnie z taką rozkoszą słuchamy słów naszych wodzów o rosyjskiej potędze i sile, o rosyjskiej dumie i honorze... Od wieków cały czas ktoś nam zagraża. Jak nie Polacy, to Amerykanie, jak nie Amerykanie, to Czeczenii. Ruszamy wtedy z tym urrra! i wpieriod! Lecimy jak ćmy do ognia i jeszcze jesteśmy z tego dumni. Kopią nas w dupę, a my prosimy o więcej, bo przecież dostać kopa w dupę od władzy to czysta rozkosz. Bez niej bylibyśmy jak dzieci we mgle, zginęlibyśmy. Dlatego potrzebny jest Putin, dlatego tak go kochamy... Anuszka, powtarzam ci: ten naród trzeba trzymać za mordę…"

Anna Wojtacha szuka ludzi w sytuacji ekstremalnej. Znalazła ich w kraju, gdzie od ledwie co poznanego w pociągu żołnierza usłyszała: „Z nami to jest prosta sprawa: albo cię pokochamy, albo cię zabijemy”. Ten kraj to Rosja pod rządami Putina, a bohaterami tej książki są jego poddani.

Poznajcie historie, które nie mieszczą się w telewizyjnym kadrze i ludzi, którzy nigdy nie opowiedzą o sobie przed obiektywem kamery: snajpera specnazu, budowniczych rurociągu Gazpromu, kombatanta czeczeńskiej wojny, bezdomnego z Ułan Ude i moskiewską prostytutkę.

Wojtacha nie patrzy na Rosję chłodnym okiem reportera. Próbuje zrozumieć Rosjan, ich stosunek do władzy i Polaków oraz dramatyczne wybory, jakich muszą dokonywać. Wdziera się w ich świat tak głęboko, że w końcu sama też musi zacząć wybierać.

Pełna emocji opowieść o romansie polskiej dziennikarki z wyjątkowo kapryśną damą – Rosją.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji
Autor: Wojtacha Anna
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 304
Numer wydania: I
Data premiery: 2015-04-08
Rok wydania: 2015
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 27 x 209 x 145
Indeks: 16601888
 
średnia 4,5
5
28
4
20
3
4
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
57 recenzji
10-04-2015 o godz 23:48 Aleksandra dodał recenzję:
Po przeczytaniu „Zabijemy albo pokochamy” – reportażowych opowieści z Rosji, jedno wiem na pewno. Szczerze podziwiam Annę Wojtachę i zyskała ona u mnie wielki szacunek.
Książka to zebrane historie różnych, przypadkowych-nieprzypadkowych ludzi, najczęściej mających wiele wspólnego z mocarnym krajem na wschodzie Europy. Anna określiła siebie, że „najchętniej byłaby patrzeniem i słuchaniem”, jednak gdyby tego nie zrobiła, a wydawnictwo nie zamieściło tych słów na okładce książki, sama nazwałam reporterkę podobnie. Uważam, że właśnie te umiejętności pozwoliły na stworzenie tego dzieła niezwykłego dzieła.
Jeśli myślicie, że rosyjskie opowieści to słodziutkie historyjki pisane kwiecistym językiem pięknej dziennikarki, to muszę Was rozczarować. Anna Wojtacha przedstawia nam Rosję dokładnie tym czym jest naprawdę, bez żadnego przekłamania – to brutalna rzeczywistość szarych ludzi ze sporą dawką przekleństw i wódki. Najbardziej zachwyca, to w jaki sposób autorka odnajduje się w tym świecie – to znaczy niemalże się z nim stapia. By nawiązać kontakt z ludźmi i zyskać ich zaufanie, co często nie jest łatwe, Anna musi stać się ich najlepszymi kumplami, zachowywać się tak jak oni, mówić ich sposobem mówienia i żartować tak samo jak oni. Zwykle jej się to udaje, a przy każdym takim sukcesie nie mogę wyjść z podziwu, że jej się to udaje.
Anna Wojtacha zaczyna dość mocno i prosto z mostu przedstawia nam pewnego mężczyznę o imieniu Ogi(przynajmniej on sam przez cały czas utrzymuje, że to jego imię), który okazuje się rosyjskim snajperem. Mogłoby się wydawać, że znajomość z osobą o takim zawodzie, zwłaszcza pochodzącą z carskiego państwa na zachodzie, nie zapowiada się kolorowo. Nic bardziej mylnego. To właśnie z Ogiego Wojtacha czyni głównego bohatera całej książki. Nie ma w tym żadnego przypadku, bo to właśnie z nim połączy ją piękne, lecz niekiedy zdradliwe uczucie.
Starsze kobiety, tłoczące się na peronie, z tabliczkami na szyi, na których widnieją ceny, to oferty noclegów dla przyjezdnych do Irkucka. Taką przyjezdną jest Anna, a Nadia to Rosjanka, u której Wojtacha zdecyduje się wynająć pokój. To z kolei okaże się drzwiami do kolejnych doświadczeń. Reporterka poznaje Aleksandra, syna Nadii, młodego chłopaka, z psychiką poharataną wojną. Natomiast Nadia zabiera ją do sklepu spożywczego, w którym pracuje niemalże dzień w dzień, a Anna po ośmiu godzinach pracy, kolejnego dnia nie może wstać z łóżka.
Innym razem Wojtacha podróżuje w głąb rosyjskiej tajgi, co dla nas, czytelników równa się podróży w kosmos, której na pewno nie będziemy chcieli odbyć po przeczytaniu tego rozdziału. Jednak wydaje się, że na reporterce nie robią wrażenia słowa rosyjskich robotników na temat magii północnych lasów, które wciągają w swe tajemnicze zakamarki zbyt ciekawskie dusze i nigdy nie pozwalają wrócić do domu…
Mimo, że Anna to typ samotnika, zdarza się jej znaleźć bratnią duszę, chociażby w kraju położonym na dwóch kontynentach. Tą osoba jest Swietłana. Dziewczyny rozumieją się bez słów, a ich przyjaźń i obustronne skłonności do wariactwa, doprowadza do tego, że pewnego poranka obie zanurzają w lodowatych wodach zimnego Bajkału. Potem zdarzenia toczą się szybko. Przeziębienie, gorączka, szamanka.
Los stawia na drodze Anny Igora, na pierwszy rzut oka wyglądającego na bezdomnego alkoholika, jednak jego postać i całe życie okaże się nie lada złożone. Wraz nim reporterka przeżyje ekstremalne sytuacje jak jedzenie śniadania w postaci resztek pozostawionych na ulicach czy też przyrządzania zupy ze świeżo ściętej głowy barana, przewiezionej ze środka ulicy do kuchni Igora w dziecięcym wózku.
Najbardziej wzruszającą historią jest ta dotycząca Sapika – małego chłopczyka, z którym przyjdzie spędzić Annie kilka dni. Będą tu łzy, smutek, wrzaski, niezrozumienie, ale też solidna dawka humoru i wzruszenie. Niezwykle mocnym atutem tej opowieści jest rozbrajająco wręcz przemawiająca szczerość dziecka, z jaką nie może się równać żaden dorosły i to ona właśnie wyciska najwięcej łez.
Historia Ninoczki to zostawiona na sam koniec, dość kontrowersyjna opowieść dziewczyny o dwóch obliczach. Z jednej strony skromnej, ładnej dziewczyny, z drugiej wyzywającej prostytutki, które wcale nie pragnie, a nawet nie chce wykonywać tego zawodu. Niestety takie są realia szarej codzienności i następstwa patologicznych rodzin. Anna próbuje wyrwać dziewczynę z tych zaciskających się sideł, jednak okazuje się za późno..
Książka Anny Wojtachy jest niezwykła pod wieloma względami. Po pierwsze to, że demaskuje prawdziwy świat. Pokazuje go jako tonący w biedzie, ociekający alkoholem i przekleństwem, wołający rozpaczą dzieci. Ale właśnie taki jest. Kolejna rzecz to niesamowita pasja autorki to kraju, który na rankingu niejednego człowieka zajmuje zapewne szare końce. To cudowne, że istnieją ludzie, którzy potrafią dostrzec to specyficzne piękno, wydobyć i dzięki talentowi przelać na papier. Taka jest Anna Wojtacha i jej książka „Zabijemy albo pokochamy”, którą musicie przeczytać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-04-2015 o godz 18:49 E1000000 dodał recenzję:
My, Polacy, myślimy o Rosjanach jako o czarnych owcach wielkiej słowiańskiej rodziny - takie zawsze odnosiłam wrażenie. Naród ten, tak nam bliski i tak bardzo związany z nami historycznie, jest dla nas jednocześnie ogromną zagadką. I, jak to w rodzinie, między nami - Polakami a nimi - Rosjanami bywały momenty miłości, ale również i nienawiści. Lecz, jak to się mówi: rodziny się nie wybiera, matka jest tylko jedna itp. Stąd wniosek: Rosję i jej mieszkańców można kochać, można też nienawidzić. Jedno jest pewne - nie da się obok nich przejść obojętnie.
O tym właśnie jest książka Anny Wojtachy - o niepohamowanej ciekawości, która pcha autorkę coraz dalej w głąb syberyjskiej tajgi (czyli czystej "rosyjskości"). Reportaż Wojtachy jest fascynujący z dwóch powodów:
1. Właściwie odkąd pamiętam w mediach, w kontekście Rosji, mówiło się tylko o wojnach przez nią prowadzonych, o agresji na inne państwa, o problemach, jakich państwo rosyjskie przysparza wielu narodom. Mało kto mówił natomiast o życiu zwykłych ludzi właśnie w tych konkretnych warunkach. Jeżeli już, mówiono o mieszkańcach okupowanych państw. Nikt nie skupiał się na Rosjanach - narodzie, który, jak się okazuje, nie do końca popiera decyzję swoich wodzów. U Wojtachy jest inaczej. Głównymi bohaterami są właśnie zwykli ludzie, którzy odkrywają przed autorką swoje historie.
A każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa. Poznajemy zatem, żeby wymienić choćby kilku z nich: sapera Ogiego, prostytutkę Ninę, bezdomnego Igora czy rodzinę czeczeńskich uchodźców. Choć wiodą życie w różnych rejonach Rosji i mają często sprzeczne ze sobą ideały, to łączy ich jedno - przyszło im żyć w kraju, którego do końca nie rozumieją. Zwykle żyją w ubóstwie, nie są do końca szczęśliwi, często nie zgadzają się z metodami działań organów władzy. Darzą jednak swój kraj tak wielką i bezwarunkową miłością, że nie są w stanie go opuścić, choćby nawet obiecywano im gdzie indziej złote góry. To bohaterowie na wskroś przesiąknięci rosyjskością, zrośnięci z ziemią, z której wyrośli. Życie w innym miejscu jest dla niech niemożliwe - co widać dokładnie na przykładzie ........, jednej z bohaterek.
To właśnie w bohaterach drzemie siła tego reportażu. Każda z prezentowanych przez autorkę historii jest o tyle niezwykła, że dzieje się codziennie. Gdy czytałam tę książkę, momentalnie w głowie pojawiało mi się pytanie "Ile jeszcze jest takich historii? Ilu ludzi żyje właśnie w ten sposób?". Wojtacha otwiera czytelnikowi oczy na poważne problemy społeczeństwa rosyjskiego, których władza tego kraju zdaje się nie dostrzegać.
2. Drugim mocnym punktem reportażu Anny Wojtachy jest postać narratorki, która tylko pozornie ustępuje pola prezentowanym bohaterom. Jest to tak silna postać, że przebija się niemal na każdej stronie. Wyciąga od bohaterów nawet najbardziej intymne zwierzenia. Jednocześnie jest tak otwartą i serdeczną osobą, że nikt tej spowiedzi nie traktuje jako konieczności - wprost przeciwnie: rozmówcy zdają się od razu obdarzać ją zaufaniem. Myślę, że to właśnie ze względu na postać narratora wszystkie przedstawione historie są tak ciekawe. Wojtacha stoi w cieniu, jednak, nie ukrywajmy - bez niej nie dowiedzielibyśmy się niczego o tych ludziach. To ona potrafiła sprawić, że ci dotknięci kolejami losu ludzie otworzyli się na inną osobę na tyle, by móc jej opowiedzieć o najbardziej bolących kwestiach.
Wojtacha w swoim reportażu pokazuje, że bycie Rosjaninem we współczesnym świecie nie jest łatwe. Stara się otworzyć czytelnikowi oczy na problemy, z jakimi boryka się rosyjskie społeczeństwo: widmo prowadzonych wojen, które szczególnie dręczy żołnierzy; cierpienie rozbitych rodzin; nieszczęście ludzi, którzy za wszelką cenę poszukują godnej pracy; zagubienie człowieka w tak wielkim, jakim jest Rosja, kraju. Autorka zdaje się mówić, że choć zwykła osoba jest nikim w ogromie rosyjskiego społeczeństwa, to jednak warto jej poświęcić chwilę.
Książka Anny Wojtachy to bez wątpienia najciekawsza pozycja, jaką w bieżącym roku dane mi było czytać. Dzięki niej spojrzałam na Rosję i jej mieszkańców nieco innym okiem niż dotychczas.
*
Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak. Jako redaktor z wykształcenia muszę pochwalić ogrom pracy, jaka została włożona w wydanie tej książki - dopatrzyłam się zaledwie 2 błędów :-) Na oklaski zasługuje także okładka - moim zdaniem jedna z lepszych, jakie widziałam w tym roku.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
08-04-2015 o godz 22:05 Agata dodał recenzję:
Odkąd pamiętam, nie darzyłam Rosji ciepłymi uczuciami, a w zasadzie mogę powiedzieć, że moje skojarzenia z tym krajem i narodem były raczej pejoratywne. Nie przyszłoby mi do głowy wybrać się na wycieczkę w żaden z zakamarków tego rozległego państwa, które w mojej głowie łączy się z zimnem, kiczowatym stylem, krezusami obnoszącymi się swoim bogactwem, a z drugiej strony ze skrajną biedą i płynącą strumieniami wódką, która pozbawia ludzi cywilizowanych zachowań. Rosja budziła we mnie niepokój, zawsze wydawało mi się, że prawdziwe szczęście jest tam nieosiągalne, za to okrucieństwo jest na porządku dziennym. W przeciwieństwie do mnie, dziennikarka Anna Wojtacha zakochała się w Rosji od pierwszego wejrzenia. Mało tego, pokochała ją na zabój. A w dodatku – z wzajemnością. Owocem tej miłości jest książka „Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji”. Może nie zmieniłam radykalnie zdania o tym kraju po lekturze tej książki, ale na pewno przeformowało się moje wyobrażenie o ludziach, którym przyszło tam żyć.

Podróż czytelnika do Rosji zaczyna się brutalnie – stajemy się świadkami pobicia autorki książki podczas manifestacji Matek Biesłanu w Moskwie. Napięcie jednak szybko znika, wsiadamy do pociągu kolei transsyberyjskiej i rozpoczyna się wędrówka, która okazuje się być nie wycieczką krajoznawczą, ale podróżą w głąb ludzkich dusz. Wyprawa zaczyna się wspaniale, poznajemy wewnętrzny świat kolejowej rzeczywistości, jednocześnie stając się wścibskimi obserwatorami romansu, który rozwija się jak filmowa historia. W tej opowieści książę z bajki ma postać rosyjskiego snajpera, skrywającego pod grubą skórą i bliznami wrażliwość romantyka. Ten piękny początek nie pozwala oderwać się od książki, tym bardziej, że podróż zaczyna nabierać tempa. Pojawiają się kolejne postaci, ludzie uwikłani w trudne sytuacje życiowe, sytuacje, w których, zdaje się, nie ma dobrych rozwiązań. Anna Wojtacha staje się przyjaciółką nowo napotkanych osób, chce je zrozumieć i poznać. Nie wchodzi jednak nigdy w rolę mentorki, nie poucza, nie strofuje z wyższością. Słucha, ale nie ocenia. Dlatego też tworzy cudowne, prawdziwe portrety ludzi – nie wybiela ich wad, nie dodaje sztucznych kolorów – pokazuje lustrzane odbicia swoich towarzyszy.

Wątki w książce podane są w bardzo strawnej proporcji – siedem interesujących historii osób z różnych części Rosji, jedynie okraszonych wzmiankami na temat systemu i polityki. Przemyślenia na temat tego, jak aparat państwowy oddziałuje na zwykłych ludzi, autorka pozostawia czytelnikom. I jest o czym myśleć. Bo okazuje się, że Rosja nie jest czarno-biała, nie jest nawet szara, jest feerią barw. Rosyjska rzeczywistość to skomplikowany splot rozmaitych czynników historycznych, gospodarczych i społecznych; to one warunkują to, jak żyje się w tym kraju. Z całą pewnością nie da się tego systemu zaszufladkować i przyporządkować do znanych nam definicji. Poznając Rosjan z kart książki Wojtachy, łatwiej zrozumieć, dlaczego ocieplają swoje życie rozgrzewającą i rozweselającą wódką.

Książka na pewno nie byłaby tak wciągająca, gdyby nie charakter Anny Wojtachy, jej po prostu chce się towarzyszyć. Jest odważną, przebojową, pewną siebie kobietą, a jednocześnie jest ujmująco „równą babką”, która potrafi dotrzymać kroku Rosjanom przy kieliszku (a w zasadzie szklance). Ma cięty język, nie daje sobie w kaszę dmuchać, ale co najważniejsze, jest autentyczna i szczera. Dlatego też zjednuje sobie ludzi i dzięki temu oni zapraszają ją do swojego życia. Autorka pokazała, jak piękne może być odkrywanie drugiego człowieka, poznawanie jego historii. W opowieści Wojtachy każdy człowiek, nawet bezdomny były więzień czy moskiewska prostytutka, jest interesujący, przejmujący i wartościowy. I tego pewnie życzyła sobie autorka spisując swoje przeżycia – żebyśmy byli czujni i otwarci na drugiego człowieka, dostrzegali jego duszę, bo dramatyczne historie Rosjan z jej książki to nie tylko odrealnione epizody ze Wschodu, ale także codzienność wielu Polaków.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
29-04-2015 o godz 13:17 dyvanek dodał recenzję:
300 stron tekstu w formie 9 rozdziałów, z dziwnym, do góry nogami na okładce zdjęciem.
Pierwsze wrażenie jest mało zachęcające, bo cóż jeszcze można odkrywczego napisać o Rosji po relacjach chociażby Mariusza Wilka, nie wspominając wcześniejszych i ważniejszych pisarzy. Zapowiadała się więc literatura dla kobiet (w czym ostatnio gustuje wydawca, niestety). Jednak ze zdziwieniem stwierdzam, w miarę czytania, że opowieść Wojtachy wciąga i że nie przestaję myśleć o tej książce i pojawia się klasyczne: ciekawe co będzie dalej… Czyli jest dobrze!
Autorka, koncentruje się na kontaktach z indywidualnymi ludźmi, preferuje ton osobisty, na granicy ekshibicjonizmu (opisuje ale bez pornografii relacje intymne z niejakim Ogim) tekst jest soczysty i płynny. Ma o czym opowiadać.
Osobiście w miarę czytania dostrzegłem, że wystarczy zamienić słowo Rosja na Polska i mamy jak najbardziej realne historie, które toczą się pod naszymi, małomiasteczkowymi oknami. Mamy opowieść o nas, naszych bliźnich. Ile matek wyrzeka się wszystkiego dla dobra syna/córki (jak Nadia), stając się cieniem kobiety dla dobra dziecka i to niekoniecznie z powodu pobytu jego w Czeczenii? (powód zawsze się znajdzie). Ilu z nas codziennie mija panów/panie stojących i czekających pod sklepem „na anioła, który zaraz spłynie do nich i ich napoi”, a dostawszy swoje „zestawy ratujące życie znikają szybko z uśmiechami na twarzach”. Prawda, że to znamy? Niekoniecznie lubimy ale tak jest też u nas, tuż za rogiem.
Wojtacha przedstawia niekończące się poszukiwanie tego co nieznane, inspirujące. Chce poznać co tylko się da i kogo się da. 8 historii, empatycznych opowieści, wśród których stale obecny jest jedynie Ogi, komandos ze Specnazu. Oprócz niego poznajemy Nadię, „matkę Polkę”, Swietłanę, Rosjankę mieszkająca w Niemczech i głęboko nieszczęśliwą w małżeństwie z Helmutem i brakiem… Rosji właśnie. Andrieja i Olega. Flipa i Flapa ale bez wesołkowatej niezdarności, wspaniałych facetów po przejściach, każdy z inną historią. Są to „faceci mający inne organizmy, zrobione z innego materiału”. Wojtacha zafascynowana jest ludźmi spoza „głównego nurtu” Igorem, bezdomnym mieszkańcem ogródków działkowych byłym więźniem bynajmniej nie politycznym od którego uczy się jeść na festynach i poznaje prawidła nieśmiałości. Jednak najbardziej poruszająca jest opowieść o czeczeńskim dziecku Sapiku i relacjach między nim, Wojtachą i Ogim. Nie zdradzając szczegółów przytoczę pyszny cytacik: „mój tata mówi, że Rosjanie to psy... A czy ja mam ogon, sierść, 4 łapy? Tacie musiało się coś pomylić... Faktycznie, Tacie musiało się coś pomylić. Śmiech”. Kończy zaś książkę historia... dziwki. Jest to opowieść bez happy endu, chociaż Wojtacha robi tyle ile może, by Nina porzuciła „zawód” i spróbowała się odnaleźć w inny sposób w życiu.
Autorka potrafi słuchać. Mimo, że przypomina, że „Rosjanie niechętnie opowiadają swoje historie, potrzebują czasu, aby oswoić się z rozmówcą”. Ma ten czas, dodatkowo wiedzę o Rosji oraz co najważniejsze zna rosyjski, więc o wiele łatwiej jest przełamywać jej lody niechęci rozmówców. Czytam i co i rusz podkreślam zdania, nie zawsze bon moty: „żeby mieć kochankę trzeba mieć odrobinę chociaż energii”, „Moskwa to nie Rosja”, „popatrz w jakim zmierza to kierunku… to jest wszystko chore”, czy „zostawiłam w Rosji wszystko, co kocham”.
Oczywiście wszystko jest w oparach, hektolitrach wódki. Nie poznasz Rosji bez niej. Najlepiej 70 procentowego bimbru. Nasze 40 procent traktowane jest przez tubylców jak napój dla dzieci i z przymrużeniem oka.
Książka p. Wojtachy jest wartościową i udaną próbą przedstawienia ludzi mieszkających, czujących się Rosjanami. Jest lustrem w którym widzimy również siebie. Polecam i gratuluję autorce odwagi sięgania po temat, który tylu już próbowało „ugryźć” i nie zawsze się im udało. Pani Anno, brawo! Czekam na następną książkę. Pani naprawdę zostawiła w Rosji „To co kocham”.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-04-2015 o godz 16:38 Agnieszka dodał recenzję:
„Z nami to jest prosta sprawa: albo cię zabijemy, albo cię pokochamy” – mówi Wiktor, dopiero co przez autorkę poznany żołnierz Specnazu. Jadą koleją transsyberyjską, piją wódkę i dyskutują. Te trzy elementy: podróż, alkohol i rozmowa wracają w książce Wojtachy jak refren. Wydają się równocześnie najlepszym i najbardziej spłyconym podsumowaniem spisanych historii.

Dziennikarka i korespondentka wojenna związana z TVN24, Polsatem News i TVP Info przedstawia siedem opowieści o spotkanych w Rosji ludziach. Zaczyna najbardziej osobiście – od opisu swojego związku z Ogim – snajperem Specnazu, potem są Nadia i jej syn Aleksander, który nie potrafi wrócić do normalnego życia po trzech latach wojskowej służby w Czeczenii, Andriej i Olek, gdzieś w tajdze budujący gazociąg Gazpromu, mieszkająca w Niemczech i tęskniąca za ojczyzną Swietłana, bezdomny Igor z więzienną przeszłością, Zina, Isa, Elza i Sapik, czyli czeczeńska rodzina z dwojgiem dzieci, prostytutka Nina. Wszyscy oni znajdują się w sytuacji ekstremalnej: muszą odpowiedzieć sobie na pytanie „jak mamy żyć?”. Wojtacha im w tych zmaganiach towarzyszy, często zasiewa ziarno wątpliwości, prowokuje do podjęcia ostatecznej decyzji, namawia do zmiany. Z niektórymi bohaterami spędza tylko kilka dni, a stają się dla niej tak ważni, by wybrać ich spośród setek innych i unieśmiertelnić w książce.

„Zabijemy albo pokochamy” to jednak nie tylko kolejna próba reporterskiego opisania współczesnej Rosji i pokazania jej z perspektywy normalsów, a nie wielkiej polityki. Nie o stworzenie klasycznego reportażu autorce chyba zresztą chodziło. Zamiast historii i faktografii wybiera bowiem dzielenie się bardzo osobistymi wspomnieniami i emocjami. Odziera się z wygodnego kostiumu dziennikarki i korespondentki wojennej i pisze (prosto, klarownie, dosadnie, bez patosu) o tym, czego doświadczyła, a czego nie mogła pokazać w telewizyjnej korespondencji. Dlatego dla mnie to w dużej (może nawet przeważającej) mierze książka o niej – kobiecie, która chce opisywać innym świat, ale musi też znaleźć ujście dla swoich przeżyć. Raz jest więc twardą babą, która sama podróżuje po dalekiej Rosji, goli głowę na łyso, „bo tak wygodniej”, pyskuje majorowi z Federalnej Służby Bezpieczeństwa, w piciu wódki dotrzymuje kroku mężczyznom i stawia spotkanych ludzi do pionu. Innym zaś razem przypomina nieporadną kobietkę, wciąż przedłużającą urlop, bo rozstanie z ukochanym Ogim to dla niej zbyt duże wyzwanie (sama nazywa to wówczas operą mydlaną), zdziwioną, że praca w sklepie może być tak ciężka, a złowienie szczupaka to nie lada wyczyn.

Świeżo po lekturze łapię się na tym, że przynajmniej części z przedstawionych opowieści wolałabym nie znać. Zaczynam myśleć, że autorka przeszarżowała, bo intymność – zwłaszcza w tym zawodzie – trzyma się zamkniętą na klucz w szufladzie. Takie książki, jeśli się w ogóle pisze, to u schyłku kariery, a autorka pojedzie przecież pewnie jeszcze na niejedną wojną i nie raz będzie o Rosji w polskich mediach opowiadać. Nie wiem więc, czy ten wojeryzm bardziej mnie dziwi, czy wkurza. Ostatecznie dochodzę do wniosku, że wywołuje… niepokój, bo łatwiej byłoby wypierać ze świadomości, że dziennikarz nie jest maszyną produkującą materiały, tylko człowiekiem, który po wyłączeniu kamery, dyktafonu i laptopa kocha, przyjaźni się, pije alkohol, przeklina, bywa nieodpowiedzialny i śmiertelnie przerażony.

Na okładce poprzedniej publikacji Wojtachy – „Kruchy lód. Dziennikarze na wojnie” Paweł Reszka pisze: „Na początku nie lubiłem tej książki – sądziłem, że dziennikarze nie powinni pisać o sobie. Potem nie mogłem się od niej oderwać”. Pod taką opinią, tyle że dotyczącą najnowszej pozycji autorki, z chęcią bym się podpisała. Raz chcę tę książkę zabić, po chwili ją kocham.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
16-04-2015 o godz 12:23 beata.dywan dodał recenzję:
Anna Wojtacha w książce „Zabijemy albo pokochamy. Opowieści o Rosji” zabiera nas w podróż nie tylko po tym ogromnym, wielowarstwowym i wielokulturowym kraju, ale także w podróż w głąb samej siebie. Trudno orzec które z nich – Wojtachę czy Rosję – poznajemy lepiej.
„Zabijemy albo pokochamy” to na pozór zbiór opowiadań-reportaży o Rosji. W rzeczywistości jest to proza bardzo autobiograficzna, choć opis wydarzeń z życia i przeżyć narratorki wyraźnie cezuruje się na okres jej pobytu w Rosji (poza drobnym wyjątkiem). „Zabijemy albo pokochamy” to tak naprawdę narracja autorki o sobie samej, w wieloraki sposób przenikająca się z historią, smakiem i zapachem Rosji. Patrzymy na „kraj cara” oczami Anny Wojtachy i myślimy o nim jej myślami: pijanymi od samogonu i napuchniętymi od papierosowego dymu. Przesiadujemy w miejscowych spelunach, podróżujemy koleją transsyberyjską i kupujemy pomidory na miejscowych bazarach. Pochylamy się nad tym, czego nie widać na pierwszy rzut oka: nad bezdomnością, wygnaniem, biedotą i alkoholizmem.
Anna Wojtacha jest naszym przewodnikiem, choć wydaje się nie do końca świadomie przyjmować tę rolę. Woli być raczej uczestnikiem zabawy zwanej podróżą, w której te wszystkie okropności, jakie widzi i o których słyszy, ukryte są za warstwą językową nie zdradzającą żadnych mocnych emocji. Autorka kreuje się trochę na kowboja rosyjskich bezdroży: jest bita, choruje, dotkliwie gryzie ją komar, niejednokrotnie pakuje się w tarapaty. Daleko jest tej prozie jednak do powieści akcji. Słowa snują się raczej powoli, a może: delikatnie, złagodzone platoniczną miłością do kraju Wladimira Putina. Anna Wojtacha nie sili się na stosowanie chwytliwych zabiegów suspensu i zaostrzania akcji. Z rozbrajającą i urzekającą szczerością opowiada historię swojego romansu – dosłownie i w przenośni – nie próbując koloryzować ani obiektu swojej miłości, ani siebie samej. To taki rodzaj prozy osobisto-podróżniczej, w której autorka podróżuje nie tylko na kraniec świata, ale także i samej siebie.
„Ci faceci mają inne organizmy, zrobieni są z innego materiału. Nie bez powodu na takich ludzi mówi się mużyki. Po rosyjsku mężczyzna to mużczina, ale mużyk to już zdecydowanie inna kategoria. Tym mianem określa się mężczyzn jak Andriej: postawnych, wysokich, z olbrzymimi dłońmi, o wewnętrznej stronie chropowatej i twardej, z twarzą poharataną bliznami, których dorobili się w podejrzanych spelunach. Inaczej mówiąc, to są twardziele, ale nie tacy na pokaz. Naprawdę mają stalowe charaktery i organizmy, choć ich serca często są gołębie”. O takich ludziach i takim właśnie kraju pisze Wojtacha. Spotykamy tu: snajpera, robotników Gazpromu, byłego żołnierza staczającego się w depresję i alkoholizm, uchodźców z Czeczeni, prostytutkę, bezdomnego i tęskniącą za krajem Rosjankę, która wyemigrowała do Niemiec. Możemy zastanawiać się tylko, czy tak rzeczywiście wygląda społeczeństwo Rosji, czy może tylko jego margines. Albo pójść w tych rozważaniach w zupełnie inną stronę i odpowiedzieć sobie na pytanie: czy nie tak właśnie wygląda społeczeństwo każdego kraju? Pełne sprzeczności, wewnętrznych konfliktów, ofiar i katów? Czy nie tak właśnie wyglądamy my sami?
Książka Anny Wojtachy jest trochę o Rosji a trochę o człowieku. Napisana lekko, czyta się lekko, choć niejednokrotnie dotyka spraw, którym daleko od lekkości. I chociaż po odłożeniu jej na półkę pozostajemy z uczuciem, że zabrakło nam w tym wszystkim wzruszenia i katharsis, to może tak właśnie ma być. Aby nam ta Rosja znormalniała i abyśmy – my, Polacy – wreszcie chcieli poznać ją taką, jaka jest.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-04-2015 o godz 16:30 Imarba dodał recenzję:
„Zabijemy, albo pokochamy”, te słowa to fragment wypowiedzi jednego z bohaterów książki. To również jej tytuł i w pewnym sensie także i określenie naszego własnego stosunku do Rosjan i do Rosji. Są pośród nas tacy, w których gotuje się nienawiść, są tacy, którzy Rosję i Rosjan kochają. Dlaczego? Bo Rosjanie to bardzo nam bliski naród, mamy podobne wady, zalety, podobne podejście do życia, podobne zapatrywania i poglądy, rożni nas właściwie jedynie polityka.
Zresztą chyba tylko my, Polacy, zaprawieni w absurdach i zawiłościach w jakich kiedyś przyszło nam żyć jesteśmy w stanie Rosjan zrozumieć, i nie chodzi o to zrozumienie, które oznacza akceptację, my jesteśmy w stanie zrozumieć o czym oni w ogóle mówią, co przeżywają, jesteśmy w stanie zrozumieć ich duszę. Nie wyobrażam sobie w tej roli Francuza czy Niemca, bo mimo najszczerszych chęci i dobrej woli i wysiłku, żaden nie byłby w stanie niczego pojąć. To kwestia mentalności i podejścia do życia.
Kocham reportaże więc po książkę Wojtachy sięgnęłam z wielką nadzieją. To co dostałam było o wiele lepsze niż to czego się spodziewałam. Jej teksty nie są podobne do tragicznych w wymowie reportaży Tochmana, ani do rozważań filozoficznych Terzaniego, ani do świetnie skonstruowanych tekstów Szczygła. Są równie dobre, ale inne, inne w formie, i ta forma mnie urzekła, bo nie są to klasyczne reportaże, ale cudowne opowieści. Żywe, plastyczne, prawdziwe opowieści jakie snuje się nad kuflem piwa czy kieliszkiem wódki, w których więcej jest życia, zaciętości, uporu i fantazji niż w niejednej powieści. Autorka nie opowiada o Rosji. Nie bezpośrednio. Ona snuje opowieść o swojej do niej miłości, o tym co ją łączy z tą dziwna, dziką i piękną krainą, ale także i z ludźmi, których spotyka. O przewrotności losu, o nostalgii, o tęsknocie, ale także o miłości. O bezkresnych horyzontach i zdradzieckich lasach, o wódce, wszechobecnej wódce, przekleństwie i jedynym lekarstwie Rosjan i o tym, że czasami inaczej się nie da.
Pokazuje losy najzwyklejszych ludzi i ich miłość, marzenia, oczekiwania... „ Надежды маленький оркестрик Под управлением любви” jak pisał Bułat Okudżawa.
Jej opowieści przepojone są nostalgią, ale i humorem, nadzieją, polityką, nie tą wielką, tą maleńką, która dotyka i dotyczy każdego.
Książka wciąga tak bardzo, że praktycznie nie da się jej odłożyć nawet na chwilę, zachwyca formą, bo napisana jest z cudowną, piękną prostotą, czaruje treścią, bo w tych opowieściach można po prostu utonąć. Na próżno w nich szukać wielkich tego świata, istnieją gdzieś na obrzeżu opowieści, ale prawdziwymi bohaterami są zwykli można by powiedzieć „zjadacze chleba”, ale to też nie jest cała prawda, bo bohaterami są życiowi rozbitkowie, których autorka wyczuwa jakimś szóstym zmysłem.
I oni zostają w sercach. Naprawdę. Nie sposób o nich zapomnieć po zamknięciu książki. Ja nadal się zastanawiam, co z nimi się dzieje, jak żyją, czy udało im się osiągnąć to do czego dążyli.
Ponadto te opowieści są także bardzo osobiste, bardzo prawdziwe i zadziwiająco prawdopodobne, to nie jest obraz świata, to świat od środka, świat namalowany słowami i miłością.
Muszę przyznać, że autorka, dotychczas zupełnie mi nieznana po prostu mnie zachwyciła i zachęcam, namawiam, kuszę wszystkich by przeczytali „Zabijemy, albo pokochamy” bo ta książka to jakby partytura napisana na słowiańską duszę, o czwartej nad ranem, pod gwizdkami odbijającymi się w kieliszku wódki i oczach przyjaciela.

Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-04-2015 o godz 18:04 paty1991 dodał recenzję:
"Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji" jest to książka napisana przez Annę Wojtacha - korespondentkę wojenną, która z pewnych przyczyn pokochała Rosję i to właśnie do tego kraju wraca co jakiś czas. Jest to poczęci reportaż a poczęci opowieść o ludziach i o samej autorce. Główną pistacją w tej książce jest Rosja, bardzo kapryśna, niezrozumiała dla europejczyka i chyba czasami również dla mieszkańca Rosji.

Cała książka składa się z kilku opowieści, w każdej pierwsze miejsce mają ludzie - zwykli mieszkańcy tego dziwnego kraju. Autorka stara się unikać oceniania, próbuje spojrzeć na świat oczami swoich rozmówców i chyba nigdy nie przestaje się dziwić. Sedze, że pomimo, jak sama wspomina kilkunastu wizyt w Rosji, ciągle jej nie rozumie - bo patrzy na nią oczami europejczyka żyjącego w demokratycznym kraju. Jednym z najbardziej przemawiających do mnie opisów Rosji/ Rosjan przedstawiła Swietłana (Rosjanka mieszkająca na stale w Niemczech):

"Widzisz, Rosja to jest pewien stan umysłu… Może tego nie widać, ale, uwierz mi, jesteśmy potwornie zakompleksionym narodem i to dlatego właśnie z taką rozkoszą słuchamy słów naszych wodzów o rosyjskiej potędze i sile, o rosyjskiej dumie i honorze... Od wieków cały czas ktoś nam zagraża. Jak nie Polacy, to Amerykanie, jak nie Amerykanie, to Czeczenii. Ruszamy wtedy z tym urrra! i wpierdol! Lecimy jak ćmy do ognia i jeszcze jesteśmy z tego dumni. Kopią nas w dupę, a my prosimy o więcej, bo przecież dostać kopa w dupę od władzy to czysta rozkosz. Bez niej bylibyśmy jak dzieci we mgle, zginęlibyśmy. Dlatego potrzebny jest Putin, dlatego tak go kochamy... Anuszka, powtarzam ci: ten naród trzeba trzymać za mordę…"

Swietłana wygłaszając taką tezę, jednocześnie uwielbia Dostojewskiego, Wysockiego, Brodowskiego i to chyba najbardziej ukazuje paradoks.

Autorka w książce ukazuje również pewien paradoks z jej życia. Ona - zagorzała pacyfistka, wróg wojny wszelakiej, nielubiąca Putina zakochuję się w Orgim - snajperze, który kilkakrotnie był w Czeczeni.

Czyje historie znajdziemy w książce? Otóż przekrój jest dosyć duży od Snajpera poznanego w kolei transsyberyjskiej, przez pracowników gazociągu, byłego żołnierza z Czeczeni, prostytutki po rodzinne uchodźców z Czeczeni. Z pozoru zupełnie różni ludzie, którzy nie mogą mieć ze sobą nic wspólnego. A jednak mają, co najbardziej ukazuje cytat z początku książki, wskazujący jakim kryterium kierowała się autorka:

„Niezmiennie powtarzam za Władimirem Wysockim, że interesuje mnie człowiek w sytuacji ekstremalnej, człowiek stojący na rozdrożu i zastanawiający się, którą drogą dalej iść, człowiek mający świadomość, że ten wybór pociągnie za sobą potężne i czasem nieodwracalne konsekwencje.”

Kilka zabawnych momentów również w książce znajdziemy takie jak - co oczywiste - zaczynanie KAŻDEJ rozmowy, niezależnie od pory od wódki mającej przynajmniej 80%.

Książkę pochłonęłam w kilka godzin, i bardzo żałowałam, że to już koniec. Do końca próbowałam sobie wyobrazić Ogiego, Adreja, Swietłane i innych jej bohaterów. Sedze, że mogę ją z czystym sercem polecieć ale nie jako reportaż bardziej jako opowieść o ludziach ich mentalności w tym dziwnym kraju.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-04-2015 o godz 23:37 kasiabock dodał recenzję:
„Jak najbliżej lokalsów!” - to hasło Anna Wojtacha nie tylko deklaruje, ale też nieustannie wciela w życie, czasem z godną podziwu odwagą. I to łatwą do pomylenia z brakiem wyobraźni przez tych, dla których all inclusive oznacza wszelkie możliwe wygody dla nich samych w bezpiecznej odległości od egzotyki, w przeciwieństwie do Reporterki, która we współczesnej Rosji szuka wszystkich możliwych odcieni życia na drugim i trzecim planie świata.

Książkę „Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji” (Wyd. Znak, Kraków 2015) pochłonęłam w kilka godzin. Tak jakby na drugim końcu kanapy siedziała dobra znajoma i opowiadała - żywo, pięknie, a czasem bardzo soczyście i bezpośrednio - historie kilku ludzi, których spotkała w fascynującym mnie kraju, trzymając w ręku taki sam jak mój kubek kawy. Choć do tych opowieści pewnie lepiej pasowałaby szklanka rosyjskiego samogonu, której nie jedną trzeba było wychylić, by otworzyć rosyjską duszę…

Przez te kilka godzin poznałam Ogiego, którego mogę sobie doskonale wyobrazić - z bliznami, tatuażami i wrażliwym spojrzeniem, mimo, że nigdy nie pozwolił sobie zrobić zdjęcia. I nie wiem, czy bardziej mnie on intryguje, czy przeraża… Gdzieś na końcu świata siedziałam na zapleczu sklepu spożywczego, w którym już od świtu ustawiały się kolejki ludzi, chcących choćby łykiem alkoholu utrzymać się w stanie, w którym można znieść irkucką słotę. A może w ogóle tamtejsze życie? W tym sklepie pracuje Nadia, gotowa wypruć sobie żyły dla syna, który po wojnie czeczeńskiej nie umie znaleźć sobie miejsca w świecie. Zaprzyjaźniłam się na chwilę z Andriejem - jednym z wielu mużyków o „stalowych charakterach i organizmach, ale gołębich sercach”, który wegetuje w dalekiej tajdze przy budowie gazociągu. I mam nadzieję, że jego towarzysz, młody inżynier Olek nie miał problemów ze służbą bezpieczeństwa za bezinteresowną życzliwość dla szukających guza Polaków… Razem z Autorką i Swietłaną zachwycałam się melancholijnym widokiem Bajkału i zamyślałam się nad tym, czy naród tej ostatniej, od lat patrzącej na Rosję i tęskniącej z zagranicy - naprawdę „trzeba trzymać za mordę”, bo inaczej „byłby jak dzieci we mgle”? Opowieść o bezdomnym Igorze, była zaś nie tylko dla Autorki jednym z tych spotkań, które zmuszają do odkrycia jakiejś prawdy o sobie. Byłam też w moskiewskim mieszkaniu snajpera, kiedy pozwalał sześcioletniemu czeczeńskiemu „terroryście” Sapikowi dotykać blizn, które przywiózł z jego kraju. I czułam ciężar jego spotkania z matką chłopca, mimo, że na opisanie tragizmu tej sytuacji brakowało słów… I szczerze miałam nadzieję, że Ninoczce uda się wyrwać z zaklętego kręgu ekskluzywnej prostytucji.
Nie mam wątpliwości, że Anna Wojtacha lubi ludzi, których wyszukuje, oswaja i o których pisze. Wiem, bo sama ich w te kilka godzin polubiłam. I jestem ciekawa, jak długo będę nosić w głowie obraz pociągającej, a jednocześnie przerażającej Rosji, który zobaczyłam oczami kilku ludzi o istnieniu których nie miałam pojęcia. I nie wiem tylko czy Anna Wojtacha bardziej fascynuje się Rosją, czy człowiekiem w ogóle?

/Kasia Matuszyk/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
22-04-2015 o godz 22:13 Joanna Hilińska dodał recenzję:
Rosja – słowo, które w ostatnim czasie kojarzy się głównie z niepewnością i strachem. Jest to również synonim inności, ciekawości, tajemniczości.
Kto był w Rosji ten wie, że nic tam nie jest oczywiste. Nic nie jest do końca takie, jakby się mogło wydawać na początku. Anna Wojtacha , bardzo trafnie definiuje powód takiego stanu – „ jesteście dobrymi ludźmi, ale poharatanymi przez historię”. Ta historia jest ciągle obecna, odbija się czkawką w zachowaniach społecznych, w sposobie patrzenia na świat. O tym właśnie jest zbiór reportaży z Rosji „ Pokochamy, albo zabijemy”
Autorka wnika w świat Rosjan, zarówno tych ze stolicy, jak i tych z prowincji. Rodowitych Rosjan oraz uchodźców. Interesują ją – jak sama ich określa – „lokalsi”. Nie turyści, ludzi będący tam przelotem, ale żyjący tam na co dzień. Wnika w ich umysły. Posiada niesamowitą łatwość zawierania nowych znajomości, a każdego spotkanego człowieka, traktuje jako potencjalnego kompana do wspólnej rozmowy.
Na trzystu stronach Autorka przedstawia kilka cech charakterystycznych dla tamtego narodu. Są to między innymi nieufność, tradycjonalizm, bezgraniczne ufanie władzy. Poznajemy portret osobowościowy żołnierza rosyjskiego. Ogi, bo tak ma na imię jest komandosem – snajperem. Zawodowo zabija ludzi, ale jest też człowiekiem, tym po drugiej stronie spustu. W pewnym momencie, dzięki Annie spotyka potencjalne osoby, które mogłyby być jego ofiarami. I tutaj zaczyna się kolejna historia, opowieść o sześcioletnim chłopcu – Sapiku i jego rodzinie. Wraz z ojcem, matką i siostrą są uchodźcami z Czeczenii, którzy w Rosji próbują normalnie żyć. To dwa wątki osobowościowe, które szczególnie utkwiły mi w pamięci.
Wojtacha wyczuwa ludzi, którzy mają coś do opowiedzenia. Sposób w jaki opisuje swoje spotkania z nimi jest nie tyle reportażowy co wręcz literacki – prozatorski. Każda opowieść stanowi osobną podstawę do napisania powieści, z tą różnicą, że nie jest to fikcja literacka, ale samo życie.
Reportaże z Rosji przedstawione tutaj pozwalają wniknąć w duszę tamtejszych ludzi. Pomagają zrozumieć sposób postrzegania przez nich rzeczywistości. „Poharatane dusze” pomaga wyleczyć niejednokrotnie rozmowa przy alkoholu, który jak wiadomo rozsupłuje języki, dzięki czemu możemy poznać przyczynę zastanego stanu rzeczy.
„ Pokochamy, albo zabijemy” Anny Wojtachy to książka, którą albo się pokocha, albo nie. Ja zdecydowanie polecam tę opowieść o ludziach, która pachnie soło – przysmakiem Rosyjskim, smakuje riżanką, dostępną tylko w tamtym rejonie. Pokazuje kawałek świata zupełnie innego, niż znany nam. Na wschodzie żyje się – nie lepiej, nie gorzej – inaczej. A co to znaczy inaczej – to tajemnica, którą odkrywają reportaże umieszczone w książce. Zaglądnij! Nie pożałujesz!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
13-04-2015 o godz 18:16 Book Loaf dodał recenzję:
Wielka Rosja nie mieści się cała w planach wakacyjnej podróży, nie da się jej poznać podczas jednej wyprawy, a każdy powrót uświadamia człowiekowi, jak mało jeszcze wie o tym ogromnym, tajemniczym kraju. Anna Wojtacha wracała tam wielokrotnie, a ze swoich wypraw zawsze przywoziła ciekawe opowieści. Tym razem podzieliła się nimi z czytelnikami w swojej nowej książce.

Muszę przyznać, że początkowo nieszczególnie miałam ochotę na ten tytuł. Opis za bardzo mnie nie zaintrygował, ponura okładka tym bardziej. W końcu jednak postanowiłam dać jej szansę i bardzo szybko okazało się, że dobrze zrobiłam, decydując się na tę pozycję. Kiedy odkładałam ją na półkę z przeczytanymi książkami czułam żal z powodu tak szybkiego końca wschodnich opowieści.

Anna Wojtacha od lat odwiedza Rosję; przemierza kraj wzdłuż i wszerz, zwiedza pełną bogactwa, przepychu i największych kontrastów społecznych Moskwę, spędza parę dni w dzikiej tajdze, poddaje się urokowi Bajkału i próbuje oswoić się z ponurym Irkuckiem. Miejsca te są dla niej tylko kolejnymi przystankami w drodze, którą przebywa, by lepiej poznać mieszkańców tego przedziwnego ale niepozbawionego uroku państwa.

Choć obce są jej poglądy większości zakochanych we swoim prezydencie Rosjan, autorka stara się ich zrozumieć i docieka powodów, dla których tak wytrwale wierzą w Putina i jego sposób rządzenia. Spotyka również na swojej drodze ludzi zdających sobie doskonale sprawę z tego, ze żyją w kraju Wielkiego Brata, świadomych jednak, jak wysoką cenę zapłaciliby za podążanie pod prąd.

Bohaterowie reportaży Anny Wojtachy to ludzie, którzy w kulminacyjnym punkcie swojego życia podjęli lub muszą podjąć ważne życiowe decyzje. Każda historia tonie wręcz w morzu wypitej przez dziennikarkę i jej rozmówców wódki. Ten najpopularniejszy w Rosji trunek rozwiązuje usta, zbliża narody i sprawia, że wszelkie bariery między kulturami zaczynają znikać. I tak, czytelnik poznaje rodzinę uchodźców z Czeczenii, bezdomnego religijnego kryminalistę, uroczą ekskluzywną prostytutkę, przerażającego snajpera, który skradł serce autorki i kilka innych naprawdę wyróżniających się postaci.

Po pierwszej, zdecydowanie bardzo intymnej historii romansu Wojtachy-realistki z patriotą-Ogim, myślałam, że nic mnie nie już zaskoczy. Przeliczyłam się po raz kolejny, bo prawie bajkowa opowieść o mało prawdopodobnej miłości, była zaledwie zapowiedzią szalonej przejażdżki na emocjonalnej karuzeli ludzkich przeżyć. Przewrotny los sprawia, że życiowe historie napotkanych przez dziennikarkę ludzi trudno wymazać z pamięci. Chociaż Rosji często nie potrafimy zrozumieć, nie zaszkodzi wcale spróbować choć trochę ją poznać, oswoić się z nią i.. być może kiedyś dać uwieść się kapryśnej damie?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
09-05-2015 o godz 07:19 jezyna122 dodał recenzję:


Anna Wojtacha to dziennikarka i korespondentka wojenna od lat zafascynowana Rosją. Odkąd po raz pierwszy pojechała tam jeszcze jako dziecko z rodzicami, powracała tam wielokrotnie, za każdym razem postanawiając, że jeszcze wróci. Ten kraj tak różnorodny zwłaszcza pod względem geograficznym, z mnogością kontrastów kulturowych zachwycił ją i w jakiś sposób nie daje spokoju. Bohaterowie jej reportaży stanowią całkowite odzwierciedlenie kraju. Każdy z nich jest inny, lecz każdy ma swój osobisty światopogląd. Czy kombatant wojny czeczeńsko-rosyjskiej, czy budowniczy Gazpromu, moskiewska prostytutka czy bezdomny z Ułan Ude. Każdy z nich mimo pozoru wielkiej gościnności i serdeczności ma pewną barierkę, za którą się nie wchodz,i ani nie porusza pewnych tematów. Powszechne jest dopuszczanie nieznajomego do pewnej strefy, lecz bez możliwości jakiejkolwiek oceny, bez wtykania nosa w nie swoje sprawy. Anna Wojtacha stara się integrować ze swoimi bohaterami, próbuje stawiać się z nimi na równi, co z reguły wcale nie jest mile widziane, tym bardziej, że wielokrotnie usiłuje mieć wpływ na swoich bohaterów. Mało kto z nas lubi radykalne zmiany, Rosjanie nie są tutaj wyjątkiem. Dlatego też jej relacje nie są suchymi faktami, czy tylko przytoczeniem pewnych informacji, lecz pełne są emocji i zaangażowania.
Na pewno plusem tych reportaży jest niejednokrotnie ich z pozoru niesamowita nierealność, przy całkowitej autentyczności. Widać ogromne zaangażowanie dziennikarki usiłującej przekazać czytelnikowi rzeczy w pewnym sensie niepojęte. Autorka relacjonowała wojnę domową z Gruzji, przekazywała informacje ze strefy Gazy, Afganistanu, Indii, Tajlandii. Jednak to w Rosji przejechała tysiące kilometrów i poznała wielu jej ciekawych mieszkańców. To tutaj przeżyła osobiste zafascynowanie patriotą Ogim. W kraju gdzie obecność Putina widoczna jest właściwie wszędzie, gdzie jako obserwatorzy jesteśmy przyzwyczajenie do jej ogromu i siły, ukazana jest niejednokrotnie pewna kruchość jej mieszkańców wsparta niesamowitą wiarą w swoja ojczyznę. Anna Wojtacha stara się zrozumieć Rosję poprzez swoich rozmówców, czy ludzi napotkanych w drodze. Okazuje się jednak wielokrotnie, że kraju tego nie pojmują często również jej mieszkańcy.
Z ogromną ciekawością przeczytałam te reportaże i wzmogły one jeszcze bardziej moje osobiste zainteresowanie tym krajem. Dlatego polecam je wszystkim tym, którzy mają nadzieję bliżej poznać, czy zrozumieć mieszkańców, czego jednak mnie się osobiście nie udało. Zdecydowanie jednak warto wybrać się w podróż wraz z autorką i chociaż spróbować, a wszystkim tym, którzy podejmą to wyzwanie, życzę powodzenia.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
16-04-2015 o godz 22:21 Sylwia dodał recenzję:
Anna Wojtacha jest dziennikarką, korespondentką wojenną. Relacjonowała wiele wydarzeń takich jak: wojna domowa w Gruzji, przekazywanie informacji z Iraku czy Afganistanu. Szczególnym dla niej miejscem jest jednak Rosja, po której wielokrotnie podróżowała. Podczas wyjazdów spotkała wielu Rosjan, którzy pozwolili jej poznać swój kraj od podszewki. Relacje oraz codzienne życie kilku z nich tworzy obraz tego kraju w książce „Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji”.

Tytułowe „Zabijemy albo pokochamy” wypowiada Wiktor jeden z żołnierzy Specnazu, już w pierwszym rozdziale książki. Podróż koleją transsyberyjską, lejące się strumienie wódki oraz szczera rozmowa są elementami powracającymi w książce Wojtachy jak bumerang. Książka składa się z siedmiu głównych rozdziałów, których bohaterami są ludzie tacy jak: Ogi – snajper Specnazu, Aleksander i Nadia – kombatant czeczeńskiej wojny i jego matka, Nina – moskiewska prostytutka, Igor – bezdomny z Ułan Ude, czy też Andriej i Olek – mężczyźni pracujący przy budowie rurociągu Gazpromu. Książka to nie tylko reportaż z wyjazdów do Rosji, jest to pewnego rodzaju opowieść o intymnych szczegółach życia zarówno autorki książki, jak i jej bohaterów. Autorka przy okazji przemieszczania się po rosyjskich bezdrożach doznaje nie tylko charakterystycznych dla podróży doznań, takich jak fascynacja i przygoda, ale także jest bita, choruje oraz kilkukrotnie pakuje się w rozmaite tarapaty. Największym atutem kobiety jest to, że nie stawia ona siebie ponad spotykanymi osobami, ale razem z nimi pije wódkę, żyje jak oni. Anna Wojtacha bez wstydu opowiada historię swojego romansu, zarówno z kapryśną damą jaką jest Rosja, jak i snajperem Ogim.

Reportaż Anny Wojtachy pozwala nam przenieść się w świat odległej, nie do końca poznanej Rosji. Bohaterami są przypadkowo poznani ludzie, każdy z nich opowiada o swoim życiu w tym państwie. W wielu przypadkach losy bohaterów nie są łatwe, nie są zwyczajne jak życie człowieka chodzącego codziennie na osiem godzin do pracy i wracającego do ciepłego domu. Mimo niepowodzeń i przeciwności ludzie Ci są bardzo przywiązani do swojego kraju, każdy z nich na swój sposób. Każdy z bohaterów ma swoją historię i warto poświęcić pięć minut na zapoznanie się z nią.

Autorka, której wcześniej w ogóle nie znałam bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie tą książką. Opowieści tu przedstawione są bardzo osobiste i wiarygodne. Historie bohaterów zostają w głowie na długo po skończeniu lektury. Książkę czyta się bardzo szybko. Napisana jest prostym, zrozumiałym dla czytelnika językiem, co jest dodatkowym jej atutem, poza samą treścią. Serdecznie polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-07-2015 o godz 22:04 Monika Panfil dodał recenzję:
Rosja to kraj tylu sprzeczności, tylu niewyjaśnionych spraw i tylu niedopowiedzeń, że trudno w ogóle ją opisać. Ogromne przestrzenie, różne warunki, w jakich przychodzi żyć jej obywatelom i ich przeróżny status społeczny sprawiają, że każda napotkana tam osoba jest ciekawa i unikatowa. To właśnie usiłuje pokazać w swojej książce „Zabijemy albo pokochamy” Anna Wojtacha – dziennikarka, pisarka, miłośniczka rosyjskiej kultury. Jej opowieść o podróżach po Rosji i ludziach, których spotyka na swojej drodze tworzy mozaikę – miejsc i postaci. Jest to obraz tak ciekawy, jak ciekawi i interesujący mogą być inni ludzie i ich historie. Wojtacha podzieliła swoją książkę na rozdziały o podwójnym znaczeniu. Każdy to sprawozdanie z odwiedzin w nowym miejscu i opowieść o kimś wyjątkowym, kogo w tym miejscu poznała. Osią, która spaja całą powieść, jest sama autorka. „Zabijemy albo pokochamy” to zbiór historii, które przydarzyły się dziennikarce. To ona, jak sama mówi – ze swojej natury niepokorna i ciekawska, zawsze chętna do rozmów i nowych doświadczeń – przyciąga interesujących ludzi, zaczyna żyć ich życiem, zaprzyjaźniając się z bohaterami swoich opowieści. A są to przeróżne osoby – żołnierze (jeden nawet zostaje jej kochankiem); pracownicy żyjący na Syberii; Rosjanka, która mieszka w Niemczech, ale tęskni na swoją ojczyzną; prostytutka czy bezdomny, uczący autorkę życia na ulicy. Każda z postaci to osobna wyprawa, osobna historia i osobny, choć nie odosobniony przypadek. Co najlepsze w opowieściach Wojtachy – ludzie, których opisuje, są prawdziwi. A właściwie najprawdziwsi, jak tylko się da. W ich historiach można zobaczyć nie tylko, jaka jest Rosja, ale i to, że marzenia jej mieszkańców nie różnią się od naszych marzeń. Dzięki powieści Anny Wojtachy możemy poznać ten kraj z innej strony niż ta, którą kreują media. Powieść jest tak skonstruowana, że nie musimy jej przeczytać „na raz”. Każdy rozdział to osobny wątek, do którego możemy wracać wielokrotnie. Dzięki rozłożeniu kolejnych opowieści w czasie, ich różnym bohaterom oraz różnym lokalizacjom, w jakich dzieją się opisywane przez Wojtachę zdarzenia, autorce udaje się stworzyć fascynujący obraz Rosji – kraju pełnego sprzeczności. Jednak kiedy bardziej wczytamy się w prezentowane historie, zobaczymy, że Rosjanie to ludzie tacy, jak my. Spotykając ich w różnych sytuacjach – i tych codziennych, i tych bardziej ekstremalnych, możemy rozpoznać w nich cząstki samych siebie. Dzięki takim książkom możemy sobie uświadomić, że Rosja to nie tylko kraj, ale przede wszystkim ludzie – których trzeba poznać, aby ich zrozumieć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
16-04-2015 o godz 18:04 Ekruda dodał recenzję:
Gdyby jakiś szalony archiwista zechciał poukładać książki według ich stylu, Wojtacha znalazłaby miejsce gdzieś między reportażystą Hugo-Baderem i gawędziarzem Bruczkowskim. Trochę bliżej tego drugiego.

Siedem rozdziałów o (nie)zwykłych ludziach – żołnierz, który wrócił z Czeczeni i jego nadludzko wytrzymała matka, budowniczy gazociągu w Tajdze, były więzień, prostytutka i snajper Specnazu. Wódka leje się strumieniami, ludzie się otwierają, a autorka słucha, nie ocenia, ale czasami wymykają się jej dosadne komentarze. Jest jak barman, spowiednik, przyjaciel. Nie ukrywa swojego zdania i czasami sama wysuwa się na pierwszy plan.

Bo musicie wiedzieć, że to niezupełnie jest książka o Rosji, o Putinie, systemie. "Zabijemy albo pokochamy" mówi o ludziach, także o Wojtasze. Najwięcej dowiedziałam się właśnie o autorce, bo już w pierwszym rozdziale otwarcie opisuje historię swojego związku z Ogim, wspomnianym snajperem. Później sama staje się bohaterką tekstów, nie ograniczając swojej roli do obserwowania. Co rusz pakuje się w tarapaty, włączając się w losy rozmówców i próbując na nie wpływać. To ma swoje słabe i mocne strony, bo o ile osobiste życie dziennikarki zupełnie mnie nie interesuje, to właśnie dzięki takiemu podejściu zbliża się do ludzi, z którymi się spotyka, a to już zaleta.

Najbardziej zainteresował mnie tekst o podróży na wyspę Olchon. Paradoksalnie nie ze względu na Swietłanę, bohaterkę tego rozdziału, ale ze względu na miejsce. I tutaj ujawniła się duża wada tej książki – nie ma w niej ani jednego zdjęcia. Trudno byłoby fotografować bohaterów, bo pewnie niektórym zależało na anonimowości, ale autorka raz po raz wspomina o aparacie, a potem zostawia nas z niedosytem. Fotografie doskonale uzupełniłyby na przykład ten fragment o biwaku nad Bajkałem.

Czasami miałam też wrażenie, że to tekst typu making-of, że autorka omija to, co najważniejsze i dzieli się historiami, które dzieją się obok. Pewnie dlatego, że spotkania z bohaterami mają miejsce trochę mimochodem, kiedy Wojtacha wraca skądś, dokądś zmierza, kończy jakąś pracę albo właśnie zaczyna. Takie opowieści spoza głównego nurtu, bo i bohaterowie nieraz właśnie poza głównym nurtem żyją.

Podsumowując, dla mnie było tu trochę za dużo Wojtachy, a za mało Rosji. Nie dowiedziałam się niczego nowego o tym kraju, ale poczytałam o ciekawych ludziach z pokręconymi życiorysami. Jeśli liczycie na drugą Aleksijewicz, będziecie bardzo rozczarowani, ale jeśli macie ochotę na książkę trochę bardziej gawędziarską niż reporterską, śmiało czytajcie "Zabijemy albo pokochamy"!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-04-2015 o godz 13:34 Łukasz dodał recenzję:
Rosja to kraj kontrastów. Poświadczeniem tezy są liczne spory, które mają miejsce na ziemiach mateczki Rosji. Ludzie dość często określają Rosje „kolosem na glinianych nogach”. Jest to z całą pewnością trafne określenie. My, Polacy patrzymy na nią jako na hegemona regionu od lat z przyzwyczajenia i tak naprawdę, to nie zdajemy sobie sprawy z ogromu problemów z jakimi styka się kraj i przeciętny obywatel tego imperium.
Anna Wojtacha jest reporterką wojenną, która od dzieciństwa jest związana z Rosją. To tam znalazła swoją miłość. To właśnie tu spędza dużą ilość swojego czasu. Jest głodna nowych historii. Już na samym początku jesteśmy świadkami brutalności rosyjskiej milicji, która skrupulatnie stara się nie dopuścić do tego, aby nie wyciekły jakieś informacje, które mogłyby źle świadczyć o Rosji. Książką „Zabijemy albo pokochamy – opowieści z Rosji” przedstawia historię zwykłych, szarych, przeciętnych Rosjan. Każdy z nich ma duży bagaż doświadczeń. Co najważniejsze możemy zobaczyć ten kraj oczami jego mieszkańców. Mieszkańców, którzy nie zawsze stoją po stronie Putina, którzy nie są zadowoleni z tego jak wygląda i jak postrzegany jest ich kraj. Reportaż składa się z kilku rozdziałów. Każdy z nich opowiada kompletnie inną historię i dotyczy innego problemu. Autorka porusza różne tematy, np. takie jak ubóstwo, wojna w Czeczeni, bezdomność czy prostytucja. Dzięki tej książce możemy poznać Rosję na nowo.
Moim zdaniem książka jest godna uwagi. Po pierwszych dwóch rozdziałach nie byłem przekonany do tej książki, ponieważ były poświęcone miłość autorki do Ogiego. Na szczęście z każdą kolejną częścią książki coraz bardziej byłem zainteresowany losami następnych bohaterów. Wielką zaletą jest to, że reportaż opowiada kilka różnych historii. Drobnym minusem był język jakim posługiwali się bohaterowie. Momentami pojawiało się sporo wulgaryzmów. Nie da się jednak ukryć, że jednak liczyłem na większą ilość informacji dotyczących kraju, społeczeństwa. Czuję lekki niedosyt pod tym względem. Pomimo tego delikatny humor jaki zastosowała autorka wynagradza mi wszystkie wyżej wymienione mankamenty.
Opowieść napisana jest bardzo łatwych i lekkim językiem. Kompozycja jest przemyślana i zwarta. Nie ma żadnych niejasności. Po każdym zakończonym dziale autorka dodaje jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. Książka idealnie nadaje się na dwa spokojne dłuższe wieczory.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-04-2015 o godz 13:24 Kamil Basicki dodał recenzję:
Rosja jest dla nas, Polaków krajem nadal nieznanym, a przecież tak bliskim, zarówno w sensie geograficznym, jak i historycznym. Gdyby można było ocenić Rosję i samych Rosjan wyłącznie na podstawie przekazów w polskich mediach, wyłoniłby się obraz krainy ludzi nieszczęśliwych i zdeformowanych pod względem etycznym i moralnym, uległych wobec władzy, która trzyma wszystko i wszystkich w ryzach. Anna Wojtacha przedstawia nam w swoim reportażu historie zwykłych ludzi, wędrując przede wszystkim w głąb rosyjskiej duszy- niejednoznacznej i pełnej skrajnych emocji. Każdy rozdział pokazuje nam bohaterów na których skupia się uwaga Autorki, która, co trzeba przyznać, posiada rzadki dar zjednywania sobie ludzi. Z pełną świadomością skłania ich do zwierzeń. Głębiej ukryte pragnienia i wstydliwe tajemnice wychodzą na jaw pod wpływem znakomitej rosyjskiej wódki, co dowodzi niebywałej pamięci Autorki, gdyż odważnie dotrzymuje kroku swoim rozmówcom i nie odmawia ani kieliszka, co byłoby oczywiście niemałym afrontem dla . Anna Wojtacha, niczym Nick Carraway z powieści F.S Fitzgeralda, unika pochopnych sądów. Potrafi rozmawiać z ludźmi potarganymi przez los bez nadmiernej egzaltacji, a zarazem zasypuje gradem pytań, które nawet czytającemu przychodzą do głowy, choć nie odważyłby się ich zadać. W reportażu Anny Wojtachy, najważniejszy jest czynnik ludzki. W tle zaś determinujące ludzkie losy surowy klimat Syberii, zatłoczona Moskwa i polityka od której, jak wiadomo uciec się nie da. Rozmawia przecież Polka, podchodząca krytycznym okiem do rządów Putina z ludźmi żyjącymi w tym systemie. Jedni, jak Ogi (snajper Specnazu) się w nim odnajdują, inni, jak Oleg (inżynier na budowie gazociągu) tłumią w sobie bunt.
Reportaż Anny Wojtachy, niewątpliwie zafascynowanej Rosją i Rosjanami, jest niezwykle przydatny w zrozumieniu tej bliskiej nam słowiańskiej duszy. Książkę czyta się płynnie i niestety....w zbyt szybkim tempie. W losach bohaterów reportażu możemy, jak w zwierciadle dostrzec nasze własne problemy, a także radości dnia codziennego, których nie potrafimy często docenić. Prawie wszyscy ludzie stający na drodze Autorki są życzliwie,niebywale gościnni i ufni, co nie jest normą w naszym kraju. Warto podążyć śladem Anny Wojtachy, aby na własne oczy przekonać się, jak wygląda życie u naszych wschodnich sąsiadów.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
16-05-2015 o godz 00:04 Dottie dodał recenzję:
Książka Anny Wojtachy "Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji" przede wszystkim utwierdza w przekonaniu, że Rosja to naprawdę bardzo specyficzny stan umysłu. W tym kraju może zabraknąć wszystkiego, ale nie "wody rozmownej", bilety do muzeów są w dwóch cenach: dla Rosjan i dla reszty świata, kierowcy wożą w bagażnikach kije bejsbolowe, metalowe pręty, noże i maczety, a Moskwa to bogate miasto z taką samą ilością luksusowych samochodów, co bezdomnych ludzi. Dowiemy się też kim są prowadnica, etażowa, mużyk, czym jest marszutka oraz co kryje się pod nazwami rosyjskich przysmaków - sało, ucha, pielmieni i riażanka.

Annę Wojtachę z Rosją łączy bardzo silna emocjonalna więź, autorka przemierzając Rosję wzdłuż i wszerz wsiąka w ten kraj i mocno zżywa się z napotkanymi na swojej drodze ludźmi. Przedstawia nam ich w sytuacjach ekstremalnych, każdy ma do opowiedzenia ciekawą, najczęściej smutną, historię, która przybliża nam bez zakłamania i upiększania życie w tej dziwnej krainie. Rosja widziana oczami Wojtachy jest przygnębiająca, biedna i dzika ale też zachwyca pięknymi krajobrazami, np. Wyspą Olchon nad Bajkałem czy miastem Ułan Ude z największym pomnikiem Lenina.

Książka zaczyna się opisem "uroków" podróży słynną koleją transsyberyjską, w której Wojtacha poznaje swoją wielką miłość - snajpera Specnazu, dla którego Putin to facet, który lubi porządek, jest silny i wie czego chce, a Czeczeńcy to zgraja bandytów i terrorystów...
Rosjanie są bardzo podzieleni - jedni kochają, drudzy nienawidzą Putina i uważają, że "Ten naród jest głupi, zastraszony"...
Niemalże w każdej opowieści przewija się tęsknota za dawnym,lepszym systemem, w którym łatwiej było się odnaleźć. Ten, kto nie mieszka i nie pracuje w Moskwie w zasadzie nie ma nic, czuje się zapomniany i niedoceniony.

Rosjanie lubią i umieją opowiadać, ale też "Rosjanie, wbrew powszechnej opinii, niechętnie opowiadają swoje historie, potrzebują czasu, aby oswoić się z rozmówcą". Dziennikarce udaje się to dzięki ogromnym ilościom wypitej wspólnie z bohaterami wódki i niezwykłemu darowi zjednywania sobie ludzi. Autorka nie potrafi przejść obojętnie obok cudzego nieszczęścia, bo jak pisze:"Na rosyjskich bezdrożach odmówić człowiekowi pomocy to jak skazać go na śmierć".
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-04-2015 o godz 16:54 Olga Sudnik dodał recenzję:
Najnowsza książka Anny Wojtachy, czyli „Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji” to wciągająca historia o bardzo dziwnym kraju, w którym mieszkają niezwykle przyjaźni, otwarci i odważni ludzie. Dziennikarka opisuje losy siedmiu zupełnie różnych osób, poznanych najczęściej przypadkowo, których historie fascynują od pierwszej strony.
„Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji” to niesamowita podróż w głąb kraju pełnego sprzeczności – niesamowitych i pięknych miejsc, zamieszkałych przez bardzo ciężko pracujących ludzi, w większości pogodzonych ze swoim losem oraz miejsc brzydkich i biednych, w których żyją osoby niezwykle gościnne, bardzo otwarte i zadziwiająco dobre.
Wojtacha pokazuje, że Rosja jest krajem kontrastów, nie tylko pod względem różnorodności miejsc (od bogatej Moskwy, o której mówi się, że to nie jest Rosja, po biedne miasta przy granicy czy piękne okolice Bajkału), ale też (czy raczej w tym przypadku – przede wszystkim) ludzi. Kobietę interesują jednostki, ludzie, których historie ją zadziwiają, przerażają bądź wzruszają. Opisuje losy siedmiu zupełnie różnych osób, które dzielą się z nią nie tylko opowieściami o swoim życiu, ale też bardzo często tym, co mają – a niekiedy mają naprawdę niewiele.
Dziennikarka, jak sama przyznaje, kocha ten kraj, a jej fascynację i przywiązanie da się odczuć podczas lektury. Autorka nie owija niczego nie bawełnę, nie stara się ubrać opowiadanej przez siebie historii w piękne słowa. Jest bezpośrednia, bardzo szczera i niezwykle odważna – opisuje wszystko dokładnie takim, jakim to widziała, a ludzi takimi, jakimi są, bez zbędnych metafor czy kwiecistych epitetów. Nie boi się również przytaczać opinii innych na tematy dość kontrowersyjne, polityczne, świetne ukazując, jak różni ludzie zamieszkują ten ogromny kraj i jak każdy z nich inaczej interpretuje otaczającą go rzeczywistość.
I właśnie to sprawia, że tę książkę czytać się tak szybko i przyjemnie. Jest prawdziwa, niczego nie przejaskrawia, pokazuje Rosję dokładnie taką, jaką widzi ją autorka. Każdy, kto choć trochę chciałby poznać rosyjską kulturę bądź dowiedzieć się czegoś o społeczeństwie tego kraju, na pewno nie będzie zawiedziony lekturą „Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji”. Warto po tę książkę sięgnąć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-05-2015 o godz 18:05 arahia dodał recenzję:
„Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji” Anny Wojtachy to nie zbiór reportaży, nie jest to też klasyczna fabuła. To coś pomiędzy. Jakby zbiór tekstów opisujących pewien fragment świata przez pryzmat autorki. Jeśli lubisz reportaż – przeczytaj, jeśli wolisz dobrą, sprawnie napisaną powieść – przeczytaj. Słusznie wydawca opatrzył zbiór historii Wojtachy określeniem „opowieści”, bo więcej tu barwnego języka, dialogu i osoby autorki niż powinno być w reportażu. Pomijając jednak definicyjne niuanse trzeba przyznać, że książkę czyta się jednym tchem, a wertując ostatnią stronę czytelnik czuje niedosyt i chce więcej. Więcej kolejnych historii opisujących rosyjską rzeczywistość, ale bez wątpienia chce też poznać dalsze losy samej autorki.
Na kolejnych stronach Wojtacha sprawnie opisuje swój romans z Rosją, ale też romans z żołnierzem Specnazu. Przywołuje kolejne osoby, które spotkała podróżując po bardziej lub mniej odległych zakątkach tego kraju i ich historie – a te nierzadko są determinowane przez realia tam panujące. Autorka przedstawia nam między innymi czeczeńską rodzinę mierzącą się z rosyjską rzeczywistością, Ninę - moskiewską prostytutkę, Olka i Andrieja - budowniczych gazociągu w odległej tajdze, Igora - bezdomnego, który przed kilkoma miesiącami wyszedł z więzienia. Wojtacha ma niezwykły dar zjednywania sobie ludzi, jest uparta i konsekwentnie dąży do kontaktu z osobą, którą upatrzyła sobie jako swojego rozmówcę. Być może aż za bardzo angażuje się w historie swoich bohaterów, nawiązuje się coś na kształt przyjaźni, pewnego rodzaju zażyłości. Przełamuje konwenanse, nie przechodzi obojętnie obok cudzych problemów. Sprawnie dochodzi ich źródeł, umiejętnie wiąże z rosyjskimi realiami i mentalnością. W ten sposób czytelnik może poznać Rosję od środka. Choć dla mnie nie to było istotą książki. Cenniejszym przekazem jest informacja – każdy człowiek ma swoją historię, która wydarzyła się z jakiegoś powodu, nie bądź obojętny na ludzi i ich historie. To po raz kolejny może dowodzić, że główną bohaterką „Opowieści z Rosji” jest ich autorka, która nie pozostała w cieniu swoich bohaterów. Po pierwszych stronach miałam jej to nieco za złe, po lekturze całej książki – jestem jej za to wdzięczna. Czekam na dalszy ciąg.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Gorzko, gorzko Bator Joanna
4.2/5
36,82 zł
54,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Ciemno, prawie noc Bator Joanna
5/5
31,31 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Anna Karenina Tołstoj Lew
4.0/5
26,42 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Szczygieł Tartt Donna
4.7/5
41,41 zł
59,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Lalka Prus Bolesław
5/5
49,82 zł
59,90 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.