Wzorzec zbrodni (okładka miękka)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Tylko szaleniec może stawić czoła szaleńcowi.

To miała być zwykła akcja nowojorskiej policji. Kiedy jednak ginie partner Tallowa, a on sam odkrywa niepokojącą kolekcję broni w mieszkaniu A3 w starej kamienicy przy Pearl Street, otwiera się puszka Pandory… Każdy pistolet i każdy karabin jest inny, nie ma dwóch takich samych egzemplarzy. Z każdej broni zabito jedną osobę, a z braku dowodów kolejne sprawy szybko umarzano. Teraz wszystkie zostają momentalnie wznowione, a zadanie ich rozwikłania spada na Johna Tallowa, głównego sprawcę chaosu. Intryga nabiera rozpędu, kiedy okazuje się, że makabryczna kolekcja zdaje się układać w przemyślany wzór…

"„Wzorzec zbrodni” to kryminał, który trzyma w napięciu aż do ostatniej strony. Na myśl przywodzi głośną produkcję Davida Finchera „Siedem”. Książka Warrena Ellisa jest jednak przesiąknięta specyficznym czarnym humorem."

Radosław Pisula, film.org.pl

Tytuł: Wzorzec zbrodni
Tytuł oryginalny: Gun Machine
Autor: Ellis Warren
Tłumaczenie: Brodzik Agnieszka
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 296
Numer wydania: I
Data premiery: 2014-10-08
Rok wydania: 2014
Forma: książka
Indeks: 15565976
 
średnia 3,9
5
18
4
18
3
19
2
2
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
51 recenzji
4/5
16-10-2014 o godz 22:24 amchojnacka dodał recenzję:
Warren Ellis, autor Wzorca Zbrodni jest chyba najbardziej znany z tworzonych przez siebie komiksów. To właśnie dzięki jego pomysłom John Malkovich mógł biegać ze świnią w komedio-kryminale RED. Ellis postanowił jednak nie poprzestać na komiksach i zabrał się za prozę. Wynikiem jego prób (już drugim zresztą) jest właśnie kryminał, który dostałam w łapki dzięki uprzejmości Wydawnictwa SQN. Przyznam, że moment, kiedy do mnie dojechał i gdy zabrałam się za czytanie był jednym z bardziej wariackich okresów ostatnio, uwieńczonym zwariowanym wydarzeniem stulecia, po którym przyszło coś jeszcze bardziej szalonego, czyli życie codzienne. Rollecoaster? Bardzo proszę, wtedy kryminalne zagadki do rozwiązania smakują najlepiej!

Jest on, on i ono. On numer jeden to Jim Rosato. Sympatyczny, lubiany przez współpracowników policjant dystryktu pierwszego, trwający w dość ognistym małżeństwie. On numer dwa to John Tallow. Wycofany, znudzony i zmęczony. Te same spodnie i marynarka, w lodówce szaleje pleśń lub milcząca pustka a tył samochodu zawalony jest książkami, płytami i stertą papierów.

Ono, czyli miasto. Nowy Jork, który nigdy nie śpi. Poprzecinane plątaniną niewidzialnych zależności, oplecione sznurkami tak służb, jak i przestępców, bohater przez duże „B”, dość kapryśny i nieprzewidywalny. Taki, z którym jednak trzeba się liczyć.
Początek to „dzień jak co dzień” nowojorskiej policji. Jakiś szaleniec biega nago po klatce schodowej i wymachuje bronią (no, zważywszy na zakaz posiadania broni w tym mieście – nie jest to już znowu takie zwyczajne). Nasza para jedzie na miejsce zdarzenia. Nagle z dwójki ostaje się jeden, patrząc w zwolnionym tempie szoku, jak mózg Jima Rosato wystrzeliwuje przez dziurę wylotową i z plaskiem uderza o ścianę. 1-0 dla złośliwego Miasta. Pierwsza próba solidnie spieprzonego dnia zaliczona. John usuwa golasa – dzień pieprzy się jeszcze bardziej. A kiedy okazuje się, że w jednym z mieszkań – przypadkowo przez Tallowa odkrytym – znajduje się cały arsenał broni – sytuacja staje się nie do zniesienia.

Martwy partner i kilkadziesiąt metrów kwadratowych zawalonych bronią to pierwszy stopień do piekła, które otwiera się szeroko dla Johna Tallowa. Drugim stopniem będzie furia jego porucznik, gdy okaże się, że z każdej, dosłownie każdej broni znalezionej w mieszkaniu kogoś zamordowano. A to oznacza, że Tallow przypadkowo pootwierał nowojorskiej policji sprawy ponad dwustu niewyjaśnionych dotąd zbrodni. I zostaje z tym (prawie) całkowicie sam.

Nie da się też nie zauważyć, że w przypadku większości elementów nasuwa się myśl „ale to już było”. Był już mocno wycofany społecznie policjant, ten fajniejszy glina, który ginie na samym początku, tajemniczy seryjny morderca, pomocnicy w postaci zakręconych speców od techniki czy kłody pod nogi ze strony szefostwa. Z drugiej strony – czy nie jest przypadkiem tak, że w tej działce naprawdę trudno jest wymyślić coś tak awangardowego, że aż pionierskiego? I czy świeżość pomysłu z bronią i jej dystynktywnymi cechami, które naprowadzają na mordercę niweluje – czy może nawet przebija – krytyczne uwagi o wtórności?

To, co mnie się spodobało we Wzorcu Zbrodni, a co zaczęłam doceniać tak naprawdę dopiero po skończonej lekturze, to odwzorowanie ciężkiej pracy policjanta w mieście, które nigdy nie śpi. Tu nie ma miejsca na pięknych chłopców w garniturach, ze słuchawką w uchu i plakietką FBI w ręce. Tu jest ulica. Ulica obciążona taką ilością brudu tworzonego przez człowieka, ociekająca dramatami w takiej ilości, że wszystko to zmienia się w śmierdzący rynsztok, potok, który nie sposób zatrzymać. Taki, który najlepiej ominąć. Każde jedno przestępstwo to jak fałszujący głos w tysiącach sobie podobnych, wyjących, jęczących, które wszyscy najchętniej zamknęliby w wyciszającym pudełku, by zostawić je na półce i pójść w cholerę do domu.

Otwarcie ogromnej liczby spraw nikogo nie cieszy. Jest wyłącznie wrzodem na dupie, dostawcą papierologii, statystyką, którą trzeba będzie potem opisać, wrzucić w raporty, porządnie przyklepać. To rodzaj nieuchronnego kosztu, który trzeba ponieść, żeby rozwiązać pozostałą hordę przestępstw. Hordę, którą i tak wszyscy są wystarczająco zmęczeni.

Miasto jest tu elementem kluczowym. I dla Johna Tallowa, i dla Łowcy. Dla jego ofiar. Dla wilków z Wall Street, operujących milionami. Dla ogromnej rzeszy mniej lub bardziej niewidocznych ludzi, którzy ze swoimi dramatami dzwonią na policję. Dla setek policjantów uwijających się jak mrówki, jedzących niezdrowo zawsze w tych samych barach. Dla Jima Rosato, którego drobinki mózgu pokryte krwią utkwiły gdzieś w wyszczerbieniach ściany.

Warto dać „Wzorcowi zbrodni” szansę. Chociażby dlatego, by sprawdzić (i dać mi potem znać koniecznie!) czy dla Ciebie lokomotywa też powoli nabierała prędkości, czy to może po prostu „okoliczności stworzyły krytyka. By osobiście zobaczyć, jak się rozwiązuje historia największej odkrywki broni. I żeby zobaczyć Nowy Jork, który nigdy nie śpi.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
18-11-2014 o godz 22:50 Rose Evra dodał recenzję:
Warren Ellis pisarzem nie jest. A przynajmniej nie był i to z pewnością nie książkowym. Znany jest za to z szerokiej komiksowej działalności i to nie byle jakiej, bo pracował przy takich seriach jak m,in.: X-Men czy Wolverine. Jak widać komiksy wychodzą mu nie najgorzej, w tej kwestii nie ma wątpliwości (ww. tytuły zna chyba każdy), ale jak jest z książkami, których styl i sposób pisania różni się od komiksu? Ano właśnie mamy okazję się przekonać, bo "Wzorzec zbrodni" to właśnie jego książkowy debiut. Dodatkowo jest to bardzo dobrze zapowiadający się debiut, bo sam pomysł jest oryginalny i ciekawy - bronie układające się w tajemniczy wzór, który nosi niemal znamiona religijności. Z każdej z nich zabito jednego człowieka - temat idealny pod kryminał.

Tak też lądujemy w świecie Johna Tallowa - policjanta, który własnie miał okazję zobaczyć mózg swojego partnera spływający ze ściany. Jest to człowiek wyobcowany, typ samotnika, który uwielbia czytać. W swojej pracy w większej mierze opierał się na partnerze - bez niego jest raczej miernym, niedocenianym gliniarzem. Cóż począł, kiedy go zabrakło? Usiłuje rozwiązać sprawę tajemniczego składu broni, który został odkryty w tej samej akcji, kiedy to zginął jego przyjaciel. I tak oto śledzimy świat oczami Tallowa, który do grona najsympatyczniejszych ludzi raczej nie należy.
Z drugiej zaś strony autor zaserwował nam coś nowatorskiego - narracja została podzielona, a oprócz tej standardowej - oczyma policjanta, mamy ukazany świat oczyma zabójcy. Ellis postanowił dać czytelnikowi wszystko na tacy - nie mamy tu pytań: kto zabił, lecz dlaczego to robi, co nim kieruje? To dość nowatorskie, jak już wcześniej wspomniałam, rozwiązanie sprawdziło się co najmniej dobrze we "Wzorcu Zbrodni". Czytelnik może obserwować zmagania przeciwnych stron - tej dobrej i tej nieco gorszej. Ciekawy jest również sam zabójca, bo wydaje się być nieco szalony, nie widzi świata takiego, jaki jest naprawdę, ale wszystko przeplata mu się z Manhattanem z czasów Indian.


" A ty, detektywie, zwyczajnie znalazłeś nowojorski adres samego Szatana, który teraz przeprowadził się gdzie indziej."

Z pozytywnych aspektów książki mamy również obrazowość narracji głównego bohatera. Tallowa jest dobrym obserwatorem, a autor z równą skutecznością przelewa owe obserwacje na papier, dzięki czemu otrzymujemy wizje dość przytłaczającą, bo mroczną i depresyjną stronę Nowego Jorku. Nie jawo się on jako miejsce przyjemne, ale jako betonowa dżungla pełna niebezpieczeństw, raczej nieprzyjemna i zawiła. Dobrym dodatkiem są krótkie wstawki z policyjnego radia - informacje o makabrycznych zabójstwach są nieco przerażające tym bardziej, że ich ilość jest dość znaczna. W połączeniu z cynizmem głównego bohatera, specyficznymi przyjaciółmi, solidną dawką przekleństw i czarnym humorem tworzy się ciężki klimat, który nadaje książce wyrazu - dość mrocznego i przytłaczającego, ale wciąż ciekawego i intrygującego.

Nic jednak nie jest idealne. "Wzorzec Zbrodni" nie spodobał mi się tak bardzo, jak myślałam, że to się stanie. Owszem, bohaterowie są dość ciekawie wykreowani, nie schematyczni i papierowi, ale coś kuleje przy fabule - a więc przy jednym z najważniejszych aspektu książki. Nie byłam w stanie wciągnąć się w całą historię, była raczej biernym obserwatorem, fabuła przelatywała gdzieś obok mnie. Irytowały mnie zastoje, które się zdarzały - było jakieś bum, bohater do czegoś doszedł, po czym wszystko jakby rozchodziło się po kościach, znów wracało powolne tempo całej historii i długie rozmyślania Tallowa. Przez to oryginalny pomysł nie wykorzystał swojego potencjału - cała historia jest raczej płytka i ciężka w odbiorze. Tutaj mogę zaznaczyć, że znacznie bardziej podobały mi się rozdziały z perspektywy zabójcy niż obrońcy prawa - Tallowa. Brak wartkiej akcji i wątków pobocznych również nie należą do pozytywnych aspektów. Podsumowując - można pokusić się o stwierdzenie, że fabuła jest najsłabszym aspektem tej pozycji.

"Wzorzec Zbrodni" ni jak nie mógł mnie wciągnąć, czytałam, czytałam, a tu większego zainteresowania brak. Powiedzieć, iż się zawiodłam, byłoby zbyt dużo, bo książka, mimo swoich mankamentów, wciąż posiada plusy - plastyczne opisy świata i ciekawi bohaterowie, a wszystko okraszone ciężkim klimatem wielkiego miasta, jednak nie do końca spełniła ona moje początkowe oczekiwania. Jak na debiut kogoś, kto do tej pory zajmował się komiksami, pozycja ta plasuje się i tak dość wysoko, warta jest przeczytania choćby ze względu na ciekawą kreacje Nowego Jorku. Może okaże się, że cała historia zafascynuje Was o wiele bardziej niż mnie?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-09-2014 o godz 09:59 Adriana Bączkiewicz dodał recenzję:
Książka Wzorzec zbrodni już od samego początku wywołuje w nas niebywałe emocje. Tekst widniejący na okładce, zapowiada bardzo ciekawą lekturę, w końcu jest przyrównywany do filmu pt: „Siedem”. Film pamiętam jakby przez mgłę, chociaż pamiętam, że mi się podobał, nie mniej jednak nie jestem w stanie odnieść się do tego zdania: „Bezkompromisowy kryminał, który wstrząśnie Wami niczym film Siedem”. Jednakże, mogę przyznać z ręką na sercu, że emocje jakie będą Wam towarzyszyły przy tej lekturze, mogą być wręcz nie do opisania.

Jest to tego typu powieść, w której nie można zbyt wiele zdradzać w recenzji, by nie ukazać zbyt dużo szczegółów, które mogłyby Was nakierować na jakikolwiek trop co do rozwiązania tej historii. Zaczyna się ona dość typowo, rutynowa akcja kończy się dość nietuzinkowo, wieloletni partner Johna Tallowa – naszego głównego bohatera, ginie od strzału w głowę. Jego mózg pozostający na ścianie, ukazuje tylko jak szybko można zakończyć życie i to w dodatku z ręki jakiegoś ekscentrycznego nagiego mężczyzny, który wpadł w szał, gdy dowiedział się, że za niedługo musi wyprowadzić się ze swojego mieszkania. Przyznacie, że to dość błahy powód by odejść z tego świata. John zapewne gdyby na tym zakończyła się akcja w mieszkaniu, szlochałby i pogrążałby się w rozpaczy, niestety odpocznie chyba dopiero po śmierci. Podczas nieudanej akcji, w drzwiach jednego z mieszkań widnieje dość duża dziura, która powstała po wystrzelonym pocisku, postanawiają więc wyważyć drzwi i jakże wielki to był błąd. Mieszkanie jest prawie w każdym możliwym centymetrze „przystrojone” ogromną liczbą broni. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po wstępnych badaniach balistycznych, są to pistolety, z których przez minione dwadzieścia lat zostały wystrzeliwane pojedyncze pociski w jednym celu: zadania śmierci ofiarom. Tak rozpoczyna się gonitwa z czasem, z tajemnicami, lecz nie sądzicie chyba, że do waszych zadań będzie należeć wyłącznie wytypowanie sprawcy, o nie, macie tutaj ogrom zagadek, które tylko czekają byście je odkryli.

Nie potrafiłam przed przeczytaniem tej pozycji ocenić, czy będzie to dobrze dopracowana książka, lecz poszukiwania na temat autora rozwiały moje wszystkie wątpliwości, bo oprócz pisania jest również scenarzystą. Pracował nad takimi seriami jak X-men, Daredevil. Byłam więc pod ogromnym wrażeniem, jego dopracowania każdych szczegółów powieści. Każde zdanie, wydaje się być pieczołowicie doszlifowane. Taki zabieg sprawia, że możemy dostrzec realizm wydarzeń, oraz odnaleźć się w tym świecie bez większego problemu.

Tallow jest takim bohaterem, którego nie da się nie polubić. Może na początku jest człowiekiem zbyt pospolitym, ciągle narzekający na swoją monotonię i odcinającym się od normalnego świata. Jego znalezisko zmienia wszystko, powoduje, że inne piony policji, jak CSU i ECT, zaczęły na niego wylewać kubły szlamu, według nich lepiej byłoby, gdyby nie ruszał tej sprawy, lecz przecież nie zrobił tego specjalnie. Nikt nie byłby zachwycony tym, by rozwiązywać ponad 200 spraw morderstw sprzed nawet dwudziestu lat. Wydaje się to być niemożliwe, lecz Tallow przechodzi pewną zmianę wewnętrzną, podczas której nie jest w stanie zostawić tej sprawy, chce ją rozwiązać, tylko co jeżeli sam staje się kozłem ofiarnym?

Myślę, że zagadka jak i dopracowanie szczegółów dotyczących np. broni, robią tutaj wielkie wrażenie. Nie chcę zdradzać zbyt wiele w tej historii, lecz pomimo swoich zawiłości spowodowanych ilością lat, które trzeba prześwietlić, nie jest jedyną łamigłówką, którą z głównym bohaterem musimy rozwiązać. Bo jak to bywa w wielkich miastach, gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Każdy z bohaterów jest kimś wyjątkowym, nie dostrzeżemy tutaj szablonowości. W większości przypadków będziemy mieli wrażenie, że są oni dość specyficzni, lecz dzięki temu historia nabiera niebywałego wyrazu. Książkę czyta się niesamowicie szybko i ledwo spojrzymy na zegarek, a już jesteśmy na samym końcu historii, to zdecydowanie ogromny plus.

Niestety nie brakuję tutaj pewnych negatywnych wrażeń, przynajmniej w mojej ocenie. Niższa ocena wynika wyłącznie ze względu na zakończenie. Uważam, że zbyt szybko wszystko się zakończyło, bez wielkich spektakularnych zdarzeń, wszystko miało miejsce wyłącznie na kilku stronach, gdy nagle historia się kończy. Pomimo tego i tak polecam ją wszystkim, którzy lubują się w kryminałach, ze względu na dopracowanie detali, świetny zamysł dotyczących zbrodni, czy pisany język. Chętnie sięgnę po kolejną powieść autora, a to już chyba mówi samo za siebie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
25-09-2014 o godz 16:59 kamykowa dodał recenzję:
Kiedy przychodzi mi zmierzyć się z dziełem literackim już na samym wstępie porównywanym do czegoś wielkiego, czy to innej powieści, czy też jej autora, towarzyszą mi mieszane uczucia. Z jednej strony jestem zadowolona, bo jestem w stanie zaszufladkować daną powieść, wyobrazić sobie jaka ona będzie, dając mi garść pomysłów na to, czego mogę oczekiwać. Z drugiej jednak strony takie porównywanie sprawia, że poprzeczka automatycznie się podnosi, bo skoro ktoś stawia nieznanego mi autora i jego dzieło obok niemal legendarnego już filmu Siedem, to znaczy, że musi być naprawdę dobrze. Wtedy rodzą się oczekiwania, zazwyczaj wygórowane, które nie zawsze zostają spełnione. I było porównywać?

Warren Ellis, o którego kryminale będzie dzisiaj mowa, a który porównywany jest do wcześniej wspomnianego dzieła Finchera, stworzył intrygującą historię, w której tylko szaleniec może stawić czoła szaleńcowi. To, że seryjny morderca ma nie po kolei w głowie nikogo nie dziwi, ale główny bohater? Policjant? Owszem. John Tallow jest dosyć specyficznym człowiekiem, ciężko temu zaprzeczyć. Jest odrobinę socjopatyczny, a na tylnym siedzeniu swojego samochodu wozi pół biblioteczki. Poza tym swoim odkryciem rozpętał prawdziwe piekło w nowojorskiej policji. A wszystko przez jeden pokój na Pearl Street. Pokój, w którym każdą możliwą powierzchnię zajmowała broń. Broń, całkowicie różna, nigdy taka sama. Z każdej z nich zabito jedną osobę. Kiedy? Jak? Dlaczego? A najważniejsze - kto to zrobił? Tego nie wie nikt. Ale to właśnie Tallow musi rozwikłać tę zagadkę. Skoro nawarzył takiego piwa, niech je teraz wypije.

Trzeba przyznać, że pomysł autora na fabułę książki jest jak najbardziej zagadkowy. Kiedy pierwszy raz przeczytałam jej opis na odwrocie, stwierdziłam, że to naprawdę może być coś. No bo mamy seryjnego mordercę, który kolekcjonował broń przez kilka, jak nie kilkanaście dobrych lat, a z każdej z nich zabił tylko jedną osobę. Poza tym niektóre ze znalezionych egzemplarzy okazały się być dowodami znalezionymi podczas dawnych zbrodni, które nigdy nie powinny opuścić policyjnych murów. Więc skąd wzięły się w tym zabunkrowanym pokoju pośród innych karabinów i pistoletów? Tak, zapowiadało się na grubszą intrygę. Niestety, wtedy właśnie zaczęły się schody. I nie były to schody do niebios, gdzie mogłabym się rozpływać nad geniuszem autora i jego fantastyczną powieścią. Prawda jest taka, że jedynie idea tej książki przypadła mi do gustu, a reszta.. Reszta była bardzo przeciętna.

Przede wszystkim główny bohater, dosyć specyficzny, z którym ciężko się identyfikować, obok którego trudno stanąć z sympatią i chęcią ścigania seryjnego mordercy. Johna Tallowa trudno polubić. Może dlatego, że jest taki wycofany? Zamknięty? Inny? Zresztą mój zarzut, że bohater jest specyficzny nie tyczy się tylko tej głównej postaci - pozostałe też są raczej dziwne, tak jak cała książka. Tak, bez dwóch zdań chcąc opisać ją jednym słowem, powiedziałabym, że jest specyficzna. I specyficzność ta nie przypadła mi niestety do gustu. Bo wszystko to jest okryte taką mgłą tajemnicy, którą niekoniecznie chce się poznać. Wolisz jej nie rozganiać palcami, wolisz nie wiedzieć, co kryje się za tą ścianą mlecznej poświaty. Też w pewnym momencie wolałam nie wiedzieć, bo to, czego się dowiedziałam, bardzo mnie rozczarowało. Nie, nie podobało mi się rozwiązanie tej pokręconej zagadki. O ile sam motyw był bardzo intrygujący, tak zakończenie mnie nie ruszyło ani trochę. Jakoś tak nie wciągnął mnie czarny humor bohaterów. Nie podobało mi się również to, że brak w tej książce jakichś wątków pobocznych, jakiejś odskoczni od śledztwa, choćby najmniejszej. Zamiast tego razem z bohaterami skupialiśmy się na suchym śledzeniu faktów, szukaniu dowodów i winowajcy. Szczerze? Brakowało mi tutaj emocji. Nie, Wzorzec zbrodni ani trochę nie trzymał mnie w napięciu. Jakoś tak biernie śledziłam losy pokręconego Tallowa i jeszcze bardziej pokręconego zabójcy (o! tutaj plus się ujawnił, czyli narracja prowadzona z perspektywy postaci negatywnej - to mi się bardzo podobało).

Niestety, nie przemówiła do mnie ta historia. Mimo największego plusa, jakim jest motyw tej historii. Mimo rozdziałów, w którym narratorem jest seryjny morderca, a my możemy zajrzeć w głąb jego parszywych myśli. Nie, nie przemówiło to do mnie ani trochę. Bo brakowało mi emocji podczas śledztwa. Brakowało mi tego dreszczyku i ciągłego wyczekiwania, co będzie dalej. Brakowało mi mocnego zakończenia, które urwało by mi to i owo. Może innym razem?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
17-11-2014 o godz 19:25 Maximum Książek dodał recenzję:
Pewnie każdy z Was kojarzy seriale kryminalne albo książki. Każdy z nas siada wieczorem z kryminałem, kocem i dobrą herbatką. Oczekujemy od książki intrygi, zabójstwa, tajemnicy. Chcemy sami poczuć ten strach, który towarzyszy postaciom w kryminale. Czujemy jak zabójca się skrada, czujemy jego oddech na naszym karku, wiemy, że za chwilę skończy się nasze życie... i wtedy odwracamy się z przerażeniem w oczach, a tam nikogo nie ma. Ocieramy pot z czoła i myślimy, że tym razem nam się udało. Tak właśnie działa na nas świetny kryminał.
To miała być zwykła akcja nowojorskiej policji. Kiedy jednak ginie partner Tallowa, a on sam odkrywa niepokojącą kolekcję broni w mieszkaniu 3A w starej kamienicy przy Pearl Street, otwiera się puszka Pandory.Każdy pistolet i każdy karabin jest inny, nie ma dwóch takich samych egzemplarzy. Z każdej broni zabito jedną osobę, a z braku dowodów kolejne sprawy szybko umarzano. Teraz wszystkie zostają momentalnie wznowione, a zadanie ich rozwikłania spada na Johna Tallowa, głównego sprawcę chaosu. Intryga nabiera rozpędu, kiedy okazuje się, że makabryczna kolekcja zdaje się układać w przemyślany wzór…
Jak możecie się domyślić głównym bohaterem jest detektyw John Tallow. Mężczyzna, który z dnia na dzień traci swojego partnera z policji, widzi jego śmierć na własne oczy. Po tym wydarzeniu wpada w depresje, nie chce być policjantem, jednak dostaje ciężką, nie do rozwiązania wręcz akcję, tylko dlatego, że sam wkopał w nią swoją jednostkę. Kolejnym powodem jest to, że szefowa chce się go pozbyć. John jest osobą nietowarzyską, nie chce odwiedzać ludzi, nie chce poznawać ich codziennego życia, woli zaszyć się w swoim mieszkaniu pełnym płyt i gazet. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy dostaje sprawę Pearl Street- znaleziona broń w jednym pokoju, z każdej kogoś zabito, około 200 spraw wcześniej nie rozwiązanych, kryje się w tym pokoju.
Tak zaczyna się nasz kryminał, brzmi dobrze. Szkoda tylko, że bohaterowie są słabo zarysowani, prawie nic o nich nie wiemy. Johna Tallowa, który gra główne skrzypce w książce, nie poznajemy prawie wcale. Przez całą powieść autor daje nam szczątkowe informacje. John Tallow jest po prostu niedopracowany, sztuczny. A o jego pomocnikach z CSU nawet nie warto wspominać, można zauważyć, zę był na nich pomysł, ale nie skończony, ledwo co zaczęty. Nie wspomną nawet o Jimie Rossato, partnerze Johna który brutalnie ginie. Tallow przeżywa z ego powodu załamanie, wspomina go, nie może sobie wybaczyć jego śmierci, a my nawet nie wiemy dobrze jaki był Jim, bo autor wspomina o nim tylko w kilku zdaniach.
Co do akcji to jest ona pełna morderstw,jednak są one dokonywane w trakcie czytania, my mamy dostęp tylko do opisu co się działo, nie możemy tych zabójstw przeżywać,zastanawiać się kto będzie następny, dlaczego ktoś zginął. Akcja nie jest jakaś zabójcza, trochę powolna. Autor nie pozwala na rozpędzenie się akcji. Opowiada raz co robi Łowca, co John tak w kółko. Dopiero pod koniec puszcza wodzę fantazji i nagle detektyw zamienia się w prawdziwego, groźnego gliniarza, ryzykuje własne życia, a gdyby Warren od razu wpuścił nas w wir wydarzeń, powieść zdecydowanie byłaby lepsza. Jednak wydarzenia są dobrze dobrane, nie ma niepotrzebnych szczegółów, czasem miejsca możemy bardziej poznać niż ludzi.
Zastanawiając się nad tą książką, jak ją dobrze podsumować powiem tak, nie jest to wybitny kryminał, powiedziałabym przeciętny. Zbyt słabo wykreowani bohaterowie oraz wolna akcja sprawiły, że książkę czyta się dość długo.Chociaż interesujemy się akcją, nie ma się poczucia, ze muszę przeczytać kolejny rozdział, jakby to zależało od naszego życia. Wzorzec zbrodni nie rzuca na kolana, ale też nie jest taki zły, opowiada całkiem ciekawą akcję,tylko zbyt rozciągniętą w czasie. Kończąc, pomysł na dobrą książkę był, ale nie wyszedł w 100 procentach.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-10-2014 o godz 07:39 Optymista dodał recenzję:
To miała być zwykła akcja nowojorskiej policji. Kiedy jednak ginie partner Johna Tallowa, a on sam odkrywa niepokojącą kolekcję broni w mieszkaniu przy Pearl Street, otwiera się puszka Pandory... Każdy pistolet i każdy karabin jest inny, nie ma dwóch takich samych egzemplarzy. Z każdej broni zabito jedną osobę, a z braku dowodów kolejne sprawy szybko umarzano. Teraz wszystkie zostają momentalnie wznowione, a zadanie ich rozwikłania spada na Tallowa, głównego sprawcę chaosu. Intryga nabiera rozpędu, kiedy okazuje się, że makabryczna kolekcja zdaje się układać w przemyślany wzór…

Z prozą Warrena Ellisa jeszcze się nie spotkałem, dlatego przed sięgnięciem po tę książkę zaczęła we mnie kiełkować niepewność. Czy aby na pewno autor jest tak świetny, jak mówią wszyscy dookoła? Temu też niepewnie zacząłem wodzić wzrokiem po pierwszych linijkach tekstu. Nie wiem, jak to się stało, ale mój wzrok wędrował coraz to szybciej i szybciej po drobno wydrukowanych słowach. Ellis opowiada swoją historię w tak ciekawy sposób, że oderwanie się od publikacji chociażby na krótką chwilą staje się rzeczą niemożliwą. Nie świadomy całego zagrożenia zacząłem czytać Wzorzec zbrodni przed snem. Zanim znów oiwróciłem do naszego świata wybiła północ, a ja miałem za sobą pierwsze dwieście stron. Godzinę później lektura była już skończona.


Autor przykłada dużą wagę do dokładnego opisywania miejsc, osób i wydarzeń zawartych w historii. Zdolność rzadko spotykana, ale okropnie mnie irytująca. Nie mam pojęcia jakich sztuczek używa Ellis, natomiast żaden z tych wszystkich rozbudowanych opisów nie wydawał mi się ani nudny, ani zbędny. Jak dla mnie rzec nie do pojęcia. Wiadomo, lubię krytykować pisarzy ze względu na przydługie opisy, ale gdybym rzekł choćby jedno słowo na niekorzyść autora, byłoby to synonimem bluźnierstwa!

We Wzorcu zbrodni spotykamy się z wieloma barwnymi postaciami. Każda z nich, ta zła, dobra, ważna, drugoplanowa, martwa czy żywa, wszystkie zostały wykreowane z takimi detalami, o których nawet byśmy nie pomyśleli. W tej pozycji nie ważne jest czyją postać się kreśli, najważniejsze jest to, żeby była ona wyrazista i realistyczna najbardziej, jak to możliwe. Ta cecha przyczynia się do otaczania każdego z bohaterów wieloma uczuciami. Od nienawiści po głęboką sympatię.

Powieść ta jest tak napisana, że ciężko doszukać się jakiegokolwiek schematu. Pod wieloma względami jest ona także oryginalna. Na przykład, jeszcze nigdy nie spotkałem się z podobnym pomysłem na doprowadzenie zagadki do końca. Zazwyczaj autor stara się karmić czytelnika błędnymi informacjami, tak by prowadzić go po labiryncie kłamstw i nie odkrywać zbyt wielu przydatnych faktów. Ellis obiera inną metodę. Już na samym początku podaje na tacy wszystko, co ważne w rozwikłaniu zagadki. Wszystkie te rzeczy nie mówią nam zbyt wiele, dlatego autor bawi się z nami w łączenie ich wszystkich tak, by stworzyły logiczną całość. Tym sposobem wprowadza rywalizację. Kto będzie pierwszy: Czytelnik, czy detektyw John Tallow?

Ciężki, przytłaczający klimat i atmosfera tajemniczości są tak gęste, że z łatwością moglibyśmy je ciąć nożem. Autor nie boi się szokować Czytelnika coraz to dokładniejszymi, a zarazem obrzydliwszymi opisami mordów. Czytanie o kawałkach martwego mózgu rozpryskującego się na najbliższych obiektach, oczywiście wliczając w to ludzi, na pewno nie można zaliczyć do rzeczy przyjemnych.

Wzorzec zbrodni to lektura dla osób o mocnych nerwach. Osoby wrażliwe mogłyby źle znieść przeczytanie tej historii, a te jeszcze bardziej wrażliwsze zapewne nie doszłyby nawet do połowy. Jeżeli więc poszukujecie mocnej lektury, w której potoki krwi i brutalne sceny są na porządku dziennym, ta pozycja została stworzona specjalnie dla was! Szybko więc wybierajcie się do najbliższej księgarni i zakupcie sobie egzemplarz tej książki.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
21-09-2014 o godz 17:41 Dominik Łuszczyński dodał recenzję:
Perfekcja i niedoskonałość. Utopia i antyutopia w jednym. Życie na najwyższym możliwym poziomie i społeczny margines. Marzenie jednych, koszmar innych.

Manhattan, bo o nim mowa, jest najlepszym na świecie przykładem skrajności, które mimo różnic łączą się ze sobą i w pewnym stopniu wymuszają koegzystencję. Historia tej najsłynniejszej dzielnicy Nowego Jorku ukazuje, że pośród piękna szklanej architektury wzbijającej się wysoko w niebo dochodzi do unifikacji najlepszych i najgorszych cech współczesnej cywilizacji, gdzie zrobienie kariery i wielkich pieniędzy wydaje się tak samo łatwe jak możliwość stoczenia się na najgorszą życiową drogę.

Właśnie taki obraz Manhattanu kreuje w swojej książce Warren Ellis, skupiając się na mrocznych aspektach owej dzielnicy, gdzie śmierć niejedno ma imię.


Ellis, który największą sławę zawdzięcza udzielaniu się w przemyśle komiksowym, postanowił napisać książkę, która wstrząsnęłaby czytelnikiem niczym kasowy, kinowy hit. W tym celu oddał w nasze ręce przesiąknięty brudem i krwią mieszkańców Nowego Jorku Wzorzec zbrodni.

Główny wątek fabularny powieści skupia się na osobie Johna Tallowa - gliniarza w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Tallow jest człowiekiem, który w całości oddaje się swojej pracy. Po godzinach wiedzie samotne, pozbawione choćby odrobiny ludzkiego towarzystwa życie, którego kolejne minuty zapycha książkami i muzyką. Spokojna, jak na nowojorskiego gliniarza, egzystencja zmienia się w wyścig z czasem, kiedy podczas jednej z akcji odkrywa obskurne mieszkanie kryjące setki zabójczych artefaktów. Pistolety, rewolwery i karabiny zdobiące większą część ścian w tajemniczym lokum zmuszają do refleksji i całego szeregu pytań. Jakby samo znalezienie potężnego arsenału w podrzędnej dzielnicy były mało kłopotliwe okazuje się, że każda z owych broni posłużyła do morderstwa, które w ostateczności nigdy nie zostało rozwiązane. John Tallow odkrywa jednak jeszcze bardziej przerażającą rzecz. Broń w całym mieszkaniu układa się w regularny wzór, który jest niekompletny. O palpitację serca przyprawia fakt, że to oznacza kolejne morderstwa, tymczasem nigdzie nie można znaleźć informacji o lokatorze z mieszkania 3A.

Wzorzec zbrodni to thriller kryminalny będący przykładem najmocniejszej formy tegoż gatunku. Historia policjanta, którego jedyną ambicją jest praca, oraz szalonego mordercy, który swoje zbrodnie wyniósł niemalże do rangi rytuału, przepełniona jest bezkompromisową brutalnością. Krwi i flaków wypełniających sugestywne sceny morderstw tu nie brakuje. Podobnie jak czarnego humoru przybierającego postać chamskich odzywek i przekomarzań przepełnionych wulgaryzmami. Wszystko to sprawia, że najnowsza książka Warrena Ellisa jest powieścią, która dotrze do grupy odbiorców szukających naprawdę mocnych wrażeń.

Zdecydowanymi plusami tej powieści są postaci głównych bohaterów oraz mordercy. Wszystkie sylwetki zostały nakreślone w ten sposób, aby stworzyć jak największą mieszankę charakterów okraszonych przeróżnymi życiowymi doświadczeniami. Sam wątek psychopaty i jego morderstw jest napisany dobrze, aczkolwiek nie ukrywam, iż chciałbym ażeby był bardziej rozbudowany, przesycony jeszcze większą liczbą zagadek i tajemniczych tropów.
Nie zmienia to jednak faktu, że Wzorzec zbrodni stanowi dobry przykład współczesnego thrillera odwołującego się do swych korzeni, gdzie policjant i morderca są niczym dwa różne, aczkolwiek przyciągające się bieguny, a ich bezpośrednia konfrontacja to klasyczny przykład walki dobra ze złem.

Wzorzec zbrodni to mocny i bezkompromisowy thriller ukazujący brutalną codzienność życia w Nowym Jorku, który idealnie nadaje się na wieczorną lekturę dla osób o mocnych nerwach, poszukujących literatury bezpośredniej i wstrząsającej.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
07-01-2015 o godz 11:56 Adam Grochocki dodał recenzję:
Historia Wzorca... zaczyna się z grubej rury. Detektyw Tallow wraz z partnerem odpowiadają na wezwanie do jednego z budynków na Pearl Street w Nowym Jorku, gdzie szaleje nagi facet z obrzynem. Chwilę później zapoznajemy się z wyglądem cząsteczek mózgu detektywa Rosato rozmazanych na ścianie. Dalej jest tylko lepiej! Po akcji Tallow wraz z technikami odkrywa w jednym z mieszkań budynku cały arsenał broni. Kilkaset sztuk!
Następnego dnia okazuje się, że każda ze zbadanych wyrywkowo broni posłużyła do zabicia innej osoby. I to w ciągu co najmniej 20 lat! Naturalnie każde z morderstw z braku dowodów zostało umorzone. Po takim znalezisku trzeba rozgrzebać na nowo każdą z niewyjaśnionych spraw i naturalnie znaleźć mordercę. Zadanie jak nietrudno się domyśleć otrzymuje detektyw Tallow.

Tallow jest bohaterem troszkę innym niż przyjęło się w thrillerach. Ma już dość spore doświadczenie w policji, ale nie jest oddanym stróżem prawa stawiającym pracę nad własne życie. Jest po prostu znudzony i rozczarowany pracą. Niesamowite odkrycie na Pearl Street jest dla niego raczej karą niż ambitnym wyzwaniem. Sprawa od początku wydaje się beznadziejna, a jego przełożeni nie ukrywają, że detektyw przysporzył im wielkiego bólu głowy.

Tallow na czas śledztwa przeprowadza się do budynku techników CSU (Crime Scene Unit). W CSU nikt nie garnie się do współpracy, bo zbadanie kilkuset spluw zajmie "troszkę" więcej czasu niż serialowym bohaterom CSI, którzy każdy paproch w woreczku witają z wielkim uśmiechem na ustach. W budynku CSU pomaga mu dość ekscentryczny duet Scarly i Bat. Ciągle narzekający i rzucający niezłe żarty duet, należy dodać.

Największą zaletą Wzorca zbrodni jest klimat. Ciężki, wręcz przytłaczający obraz złej strony Nowego Jorku przywodzi na myśl kryminału noir. Uczucie to potęguje włączone policyjne radio w samochodzie detektywa. W czasie jazdy samochodem bardzo często pojawiają się komunikaty policyjne dotyczące co raz to gorszych przestępstw i co raz bardziej ześwirowanych przestępców. Jest bardzo mrocznie, a dzięki temu dużo łatwiej wczuć się w śledztwo.

Śledztwo również wypada bardzo interesująco. Autor przedstawia nam pracę detektywa bliską rzeczywistości. Szukanie "po omacku" punktów zaczepienia, masa rozmów, snucie kilku teorii. Często zdarza się, że sprawa nie ruszy z miejsca bez odrobiny szczęścia, przypadku czy zbiegu okoliczności.
Niestety w takiej formule łatwo może powinąć się noga i przytrafia się to autorowi. Tallow jedną z ważnych dla sprawy osób poznaje bardzo przypadkowo w liczącym 8,5mln mieszkańców Nowym Jorku. Jest to zbyt naciągane i nieco psuje ogólne wrażenie.

Przez parę rozdziałów towarzyszymy poszukiwanemu, nazywającemu siebie Łowcą. Sprawca nie jest człowiekiem chwalącym się swoimi makabrycznymi zbrodniami, nie podsyła policji, ani prasie wskazówek. Chce być anonimowy i niewidzialny. Z każdym rozdziałem powoli poznajemy motywy jego działania, jego cel. W wielu książkach pojawiają się momenty, gdzie możemy towarzyszyć mordercy i poznać jego punkt widzenia. W żadnej natomiast nie są to momenty tak intrygujące i interesujące jak we Wzorcu zbrodni.

Warren Ellis stworzył książkę godną polecenia. Mimo, że prowadzone przez głównego bohatera śledztwo ma pewne zgrzyty (jak wspomniany wyżej zbieg okoliczności) to nadal jest to jeden z najlepszych kryminałów z jakimi przyszło mi się zmierzyć w ostatnich latach. Pomysł na intrygę jest moim zdaniem pierwszorzędny! Całość okraszona gęstym, mrocznym klimatem przyciąga do lektury na długi czas. Komiksy Ellisa to pierwsza liga (Iron Man Extremis. Batman Black & White II), ale mam nadzieję, że Wzorzec zbrodni nie był jego jednorazową odskocznią i niedługo usłyszymy o kolejnej książce. POLECAM!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
25-01-2015 o godz 15:23 Elfik Book dodał recenzję:
John Tallow i Jim Rosato – dwaj detektywi zostają wezwani do kamienicy, gdzie mężczyzna, który dowiedział się o nakazie opuszczenia mieszkania, biega nago z bronią i grozi mieszkańcom. Na pozór zwykła sprawa. Zrozpaczony człowiek oszalał i stał się niebezpieczny dla otoczenia. Stały schemat, który często powtarza się w policji. Jednak gdy Jim ginie z jego rąk, wszystko się zmienia. John i Jim pracowali razem przez cztery lata, a teraz John musi sobie poradzić z utratą partnera i przyjaciela. Nie pomaga mu w tym znalezienie pokoju z dwustoma sztukami broni. Tym bardziej że okazuje się, że z każdej z nich został zabity dokładnie jeden człowiek. Wtedy sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Detektyw Tallow jako skończony policjant dostaje tę sprawę. Czy rozwiąże ją? Czy w ogóle znajdzie w sobie jeszcze tyle energii, by podołać swojej pracy?

Kryminał jest to gatunek, z którym miałam bardzo małą styczność. Dopiero od niedawna zaczęłam poznawać książki z tej kategorii. O "Wzorcu zbrodni" słyszałam wiele pozytywnych opinii, dlatego właśnie postanowiłam go przeczytać. Stwierdziłam, że warto otworzyć się na nowe gatunki i poszerzyć swoją wiedzę.

W całej książce bardzo mnie zaskoczyła wiedza autora o broni. Jestem dziewczyną i muszę przyznać, że nie posiadam najmniejszej wiedzy na temat karabinów, pistoletów i innych rodzajów broni. Sam fakt, że ktoś ma tak bardzo rozległą wiedzę na ten temat i z taką pasją przekazuje nam ją, sprawił, że poczułam duży szacunek do Ellisa. Nie ma wątpliwości, że jest to temat, który bardzo go interesuje i dlatego poświęca mu wiele czasu, a przy tym umie nam przekazać informacje w pasjonujący i interesujący sposób. Na początku myślałam, że tak częste opisy broni będą mnie nudzić, a okazało się, że ubarwiały fabułę i nadawały niezwykłego klimatu.

Książka posiada też wątek psychologiczny. Nie jest jakoś wyjątkowo rozległy i widoczny, ale przeplata się pomiędzy wydarzeniami. Nadaje to powieści realizmu. W końcu każdy z nas ma jakieś uczucia i kłopoty, które wykraczają poza zasięg naszej wyobraźni. John Tallow mimo swojej normalności różnił się od wielu ludzi. Mogliśmy zaobserwować zmiany jego nastroju w zależności od sytuacji. Czasami miał gorsze chwile, gdzie nic nie łączyło się w całość, a czasami dostawał olśnienia i ponad przeciętność łączył wątki. Tutaj nie było detektywa, który wszystko wie i widzi. Jak normalny człowiek potrzebował czasu i przede wszystkim chęci.

Jednak w całej powieści pojawiła się dość duża wada. Książka cały czas szła w tym samym tempie. Nawet na chwilę nie poczułam jakiś większych uczuć typu przerażenie, podniecenie, czy chorobliwa ciekawość. Była tylko zwykła ciekawość, ale nie taka, żebym nie mogła oderwać się od książki. Z chęcią do niej wracałam, ale tylko tyle i nic więcej.

"Wzorzec zbrodni" nie posiadał też punktu zaskoczenia. Wszystko było albo przekazane z punktu widzenia detektywa lub mordercy. Pojawiały się rozdziały z perspektywy mordercy, które ukazywały nam jego punkt widzenia i cel, do którego z taką brutalnością dążył. Były wątki, których musieliśmy sami się domyślić, jednakże było to bardzo łatwe. Nie jestem domyślnym człowiekiem i z kryminałami dotychczas miałam małą styczność, więc powinnam mieć duży problem z domyśleniem się kolejnych wydarzeń. A tymczasem byłam w stanie dużo rzeczy przewidzieć. Pod tym względem bardzo się zawiodłam.

"Wzorzec zbrodni" jest przyjemnym kryminałem. Polecam go osobom, które lubią kryminały, choć ostrzegam, że nie jest on mistrzostwem. Osobom, które dopiero zaczynają przygodę z kryminałami raczej odradzam albo radzę odłożyć na później, ponieważ może on zniechęcić do tego gatunku. Jednakże ja będę miała po nim miłe wspomnienia.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
05-11-2015 o godz 18:29 musicJackob dodał recenzję:
http://nieortodoksyjny.blogspot.com/2015/11/wzorzec-zbrodni-recenzja.html

Autorem książki jest Warren Ellis, czyli brytyjski pisarz, scenarzysta i twórca komiksów. Szczególnie to ostatnie pozostawiło w książce swoje piętno, nadając jej pewien komiksowy wymiar za sprawą naprawdę plastycznych opisów obfitujących w liczne i barwne porównania. Dzięki temu łatwo się wgryźć w ten specyficzny, przepełniony agresją klimat, wykreowany przez autora książki. Pod tym względem powieść wypada bardzo dobrze, ukazując brutalną stronę Nowego Jorku, w którym jedna zbrodnia wypierana jest przez kolejną.

Ale ciekawy klimat to jednak nie wszystko.

Napisany dość prostym językiem "Wzorzec Zbrodni", dostarcza nam wybitnie nijakich bohaterów. Książka, jak na kryminał, jest dosyć krótka, przez co czytelnik nie dostaje zbyt wielu okazji na bliższe poznanie poszczególnych postaci. Głównym bohaterem jest tutaj policjant John Tallow, na odwrocie książki określony mianem "szaleńca". W rzeczywistości jednak to zwykły, szary, nieco samotny człowiek, nie mający pierwiastka owego szaleństwa. O jego życiu dowiadujemy się naprawdę niewiele, poza podstawowym zestawem informacji. W przypadku pozostałych postaci jest niestety identycznie. Ciężko dowiedzieć się co nimi kieruje i co wypływa na podejmowane przez nich decyzje, nawet w przypadku tajemniczego mordercy, którego pobudki działań nawet po zakończonej lekturze zostały dla mnie nie do końca jasne i klarowne. "Wzorzec Zbrodni" pod względem portretów psychologicznych wypada miernie, albo i nawet gorzej, a szkoda, bo gdyby bohaterom poświęcić tyle samo czasu i miejsca, co barwnym opisom zbrodni i ulicom Nowego Jorku, to mogłoby wyjść z tego coś naprawdę niezłego.

Rozpatrując tę książkę w kategorii kryminału (bo raczej ciężko podpiąć ją pod jakikolwiek inny gatunek), na tle podobnych jej powieści, wypada stosunkowo słabo. Po całkiem dobrym, intrygującym początku, który wzmaga apetyt na więcej, przychodzi czas na nudne rozwinięcie, kiedy to John Tallow wraz ze swoimi współpracownikami (Scarly oraz Bat) szuka poszlak, dowodów- ogólnie czegokolwiek, co pozwoliłoby mu poznać tożsamość szalonego mordercy, zanim ten znowu zaatakuje, dodając kolejną broń, czyli kolejne trofeum do swojej kolekcji. Wszystko co związane ze śledztwem dzieje się tutaj zbyt szybko i chaotycznie. Wszelkie dowody i wskazówki wręcz same wskakują w ramiona głównego bohatera, pozbawiając czytelnika przyjemności płynącej z fazy domysłów na temat tego, kim jest zbrodniarz. Z odsieczą w tym momencie przybywa zakończenie, w którym tempo powieści i poszczególnych zdarzeń zostaje nieco podkręcone, to jednak i tak za mało, by zatrzeć złe wrażenie po (mówiąc wprost) nudnym i bardzo naciąganym śledztwie.

Trzeba przyznać, że pomysł na "Wzorzec Zbrodni" był bardzo dobry. Odkryte przypadkiem tajemnicze mieszkanie, wypełnione bronią, ułożoną w tajemniczy wzór, będącej dowodami niezliczonej ilości często niewyjaśnionych morderstw. Gorzej niestety z wykonaniem, bo mimo znośnego języka, całkiem ciekawych opisów i naprawdę dobrego klimatu, oferowanego przez miejsce akcji, całość zabita została przez jednowymiarowych, wiecznie niezadowolonych bohaterów, a do tego śledztwo, które mogłoby wyglądać o wiele lepiej i przy tym mocniej zaangażować czytelnika. Podkreślam, że są to tylko i wyłącznie moje odczucia względem lektury, która równie dobrze, może wam przypaść do gustu. Jeżeli tylko chcecie spróbować i poznać ten zdemoralizowany Nowy Jork, sięgnijcie po "Wzorzec Zbrodni" autorstwa Warrena Ellisa.

Ocena książki: 5/10

Plusy:
-bardzo plastyczne opisy
-ciekawy klimat brutalnego Nowego Jorku

Minusy:
-nieciekawy przebieg śledztwa
-nudni bohaterowie
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
01-10-2014 o godz 21:20 Rosemarie dodał recenzję:
Nikt by nie pomyślał, że to może się stać. Nikt by nie przypuszczał, że akurat TEN dzień odmieni życie nowojorskiego detektywa Johna Tallowa. Tak się jednak stało.

To miała być rutynowa akcja, której finał okazał się tragiczny. Tego dnia zginął partner Tallowa, a on sam odnalazł niepokojącą kolekcję broni w starej kamienicy, która być może jest powiązana z ogromną ilością morderstw. I to mu jego przełożona przypisała tę sprawę wiedząc w zasadzie, iż jest ona stracona i niemożliwa do rozwikłania. Naszego głównego bohatera cechuje jednak nieustępliwość i... szaleństwo, które łączy go z mordercą. Ostatecznie tylko szaleniec może stawić czoła szaleńcowi.

Już po kilkunastu stronach lektury "Wzorca zbrodni" zorientowałam się, iż będzie to dosyć specyficzna książka w swojej wymowie. Nawet wśród kryminałów. Ma ona dosyć interesujący klimat, który spodoba się określonej grupie czytelników. Jest - powiedziałabym - szorstki, ostry, pełen nierówności i kątów, ale przy tym prawdziwy. I mi ta prawdziwość się spodobała. Warren Ellis napisał dosyć naturalistyczną powieść, która jest realna i brutalna, pełno w niej przekleństw i szaleństwa. I ja tą kombinację szaleństwa z kryminałem czytałam z zapartym tchem. Nie lubię, gdy autorzy tego gatunku przejaskrawiają niektóre wydarzenia, starają się na siłę wykreować brutalną akcję, w efekcie tworząc sztuczną fabułę bez żadnego polotu. Ellisowi udało się nie przesadzić w żadną stronę i stworzyć bardzo dobrą w swoim gatunku powieść z interesującym pomysłem, równie ciekawymi osobowościami, a przede wszystkim z szybko mknącą akcją. Naprawdę świetnie spędziłam czas podczas czytania tego dzieła.

W momencie, gdy John Tallow zostaje przydzielony do tej - beznadziejnej - mogłoby się wydawać sprawy, czytelnik w pewien sposób mu współczuje. Inni bohaterowie powieści zresztą też to robią - wszyscy wydają się być przekonani, iż poniesie on sromotną klęskę. Jednak jak już wspomniałam, tego mężczyznę cechuje nieustępliwość i uparte dążenie do celu. Im bardziej ludzie w niego wątpią, tym bardziej jest on zdeterminowany, aby doprowadzić tę zagadkę do końca. Ja wraz z nim przeżywałam tę pełną intryg podróż, w której detektyw za wszelką cenę chce odkryć wzorzec zbrodni, co koniec końców doprowadzi do złapania mordercy.

To, co najbardziej lubię w kryminałach to wzbogacenie powieści przemyśleniami czarnych charakterów, w tym przypadku samego mordercy, któremu wydaje się, że jest nieuchwytny. Warren Ellis także zdecydował się na ten interesujący zabieg, który pozwala czytelnikowi choć na chwilę wejść w umysł nieobliczalnego psychopaty. W "Wzorcu zbrodni" jest nim bohater, który sam siebie nazywa łowcą.

Spodobał mi się przekład oryginalnego tytułu na język polski, bowiem "Wzorzec zbrodni" okazał się bardzo trafnym wyborem w odniesieniu do treści. W pewnym momencie wszystko dla czytelnika staje się jasne, klarowne, ale żeby do tego doszło, to główny bohater, John Tallow musiał najpierw rozwikłać wzorzec zbrodni, a dopiero później spróbować złapać mordercę.

"Wzorzec zbrodni" to dobry, ale niepozbawiony wad kryminał. Akcja raz mknęła szybko, dynamicznie, tylko po to, aby za chwilę zwolnić i niemiłosiernie nudzić, co niepotrzebnie mnie rozstrajało i nie pozwalało w pełni zaangażować się w lekturę. Urzekło mnie to, iż "Wzorzec..." jest tak specyficzny, tak tajemniczy i tak mroczny, że po jego przeczytaniu czytelnik na pewno będzie go jeszcze długo pamiętał i z pewnością ciężko będzie mu natrafić na inną, podobną książkę. Ta brutalność sprawia, iż jest to to powieść, która zawsze będzie się wyróżniać i jeśli tylko gustujecie w podobnych klimatach co ja - nie wahajcie się z przeczytaniem tego dzieła!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-10-2014 o godz 08:11 bulebulerka dodał recenzję:
"Wzorzec zbrodni" to książka, która od początku była reklamowana jako kryminał, który wstrząśnie czytelnikiem tak mocno, że zostanie on wciśnięty w fotel. Nie ukrywam, że miałam wielkie oczekiwania jeśli chodzi o dzieło Warren'a Ellis'a. To chyba nic dziwnego zważywszy na to, że jestem fanką kryminałów, a ten był reklamowany jako wybitne dzieło tego gatunku literackiego.

"Wzorzec zbrodni" to kryminał z Johnem Tallow'em jako głównym bohaterem. Z pozoru prosta akcja nowojorskiej policji kończy się nie tylko śmiercią partnera Johna, ale także otwarciem przez niego puszki Pandory. Tytułowa puszka Pandory to mieszkanie po brzegi wypełnione bronią. Bronią, która była użyta do zabijania ludzi. Z każdego z pistoletów został zastrzelony jeden człowiek. Tym samym John Tallow otwiera śledztwo w sprawie ponad 200 morderstw. W toku prowadzonych czynności okazuje się, że owa broń nie tylko była naznaczona ludzką krwią, ale sposób w jaki została ułożona, w tym konkretnym mieszkaniu, nie był przypadkowy. Wzór, który utworzył nieznany osobnik miał większe znaczenie niż można by przypuszczać. Dziwnym trafem coraz więcej osób próbuje zamieść całą sprawę pod dywan. Czy John Tallow zdoła rozwikłać tę niezwykłą zagadkę i być może ocalić kolejne ofiary?

Jak już wspomniałam moje oczekiwania co do tej książki były ogromne, ale ze smutkiem stwierdzam, że "Wzorzec zbrodni" nie zaszokował mnie ani nie wgniótł w fotel. "Wzorzec zbrodni" to po prostu dobry kryminał, ale nie arcydzieło, na temat którego można by piać z zachwytu.

Warren Ellis zaproponował nam historię, która biegnie dwutorowo. Poznajemy fakty z punktu widzenia zarówno głównego bohatera jakim jest policjant John Tallow jak i czarnego charakteru czyli człowieka odpowiedzialnego za cały ten cyrk. Zagłębiamy się zarówno w umysł policjanta jak i mordercy. Na plus jest tu zdecydowanie pociągnięcie wątków psychologicznych, dzięki którym rys charakterologiczny postaci jest wyraźny i od początku do końca spójny. W toku wydarzeń dowiadujemy się o zaburzeniach natury psychicznej jednego z bohaterów, a także o zachwianiach emocjonalnych drugiego (żeby nie psuć całej zabawy nie powiem, który opis dotyczy kogo). Okazuje się, że mimo, iż obaj bohaterowie zasadniczo się różnią to jednak mają ze sobą jakiś pierwiastek wspólny. Obaj nie do końca są zadowoleni z życia.

Tym co różni "Wzorzec zbrodni" od innych tego typu książek jest wpleciony w historię czarny humor, który idealnie podkreśla charakter głównego bohatera. Wyostrza jego cechy, co sprawia, że John Tallow jest bohaterem specyficznym, takim który kradnie całe show. Prawdziwy bohater pierwszego planu.

Warren Ellis serwuje nam kryminał na dobrym poziomie, który co prawda nie trzyma wybitnie w napięciu (dość szybko można rozgryźć co jest tutaj grane), ale jest od początku do końca spójny, a każdy wątek umiejscowiony jest w tej historii po to by poprowadzić nas do konkretnych wniosków. Jednym słowem dobry kryminał. Zapewne gdyby nie stworzona mu otoczka perfekcyjności i szokująco doskonałej jakości nie byłoby tego małego rozczarowania, że to jednak tylko dobry kryminał, a nie książkowy ósmy cud świata. Czasem chyba lepiej odpuścić dobitną reklamę, bo książka wówczas traci tą swoją specyficzną magię. Uważam, że lepiej nie kreować w czytelnikach bardzo wysokich oczekiwań, bo potem może się okazać, że poprzeczka została zawieszona zbyt wysoko, a czytelnikowi mimo świetnej książki zagnieździ się gdzieś z tyłu głowy pewna nutka rozczarowania. Niemniej jednak polecam przeczytać "Wzorzec zbrodni", bo to naprawdę dobry kryminał. Po prostu nie czytajcie wcześniej żadnych zapowiedzi - będzie to z korzyścią dla tej książki :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
20-09-2014 o godz 22:37 Ola C. dodał recenzję:
Kryminały uwielbiam. "Wzorzec zbrodni" z opisu wydawał mi się kryminałem naprawdę oryginalnym, więc powiedziałam sobie - czemu nie? Przeczytam! Czy było warto?

Podczas na pozór zwykłej akcji nowojorskiej policji zostaje odkryta tajemnicza kolekcja broni. Jak się okazuje, z każdym pistoletem, z każdym karabinem związana jest inna historia. Z każdej broni zabito tylko jedną osobę. Sprawy z nimi związane szybko umarzano, jednak teraz wszystkie są wznawiane, a rozwiązać ma je John Tallow, który to właśnie odkrył niezwykły pokój. Zaczyna się robić coraz dziwniej. Okazuje się, że broń tworzy wzór. A z mordercą, Tallow już się kiedyś spotkał.

Liczyłam na książkę, która trzyma w napięciu aż do ostatniej strony i jest przesiąknięta specyficznym czarnym humorem, bo tak właśnie zostało napisane w opisie "Wzorca zbrodni". I owszem - pełno w tej książce tego humoru, który naprawdę mi się spodobał, ale raczej z tym, że trzyma w napięciu zgodzić się nie mogę. Gdzieś może było małe, maleńkie napięcie. Ciekawość. Ale było to zdecydowanie za małe. Liczyłam na coś więcej.

Praktycznie od samego początku książka mi się spodobała. Akcja zaczyna się rozkręcać już na pierwszej stronie. Miałam nadzieję, że tak będzie do końca. Jednak czym dalej, tym raczej poziom spadał, a potem utrzymywał się na jednym stopniu. I tak właśnie zostało na tym, że książka mi się spodobała. Ale nic więcej.

Sposób napisania tej książki jest dobry. Nie jakoś specjalnie zachwycający, porywający, ale też na pewno nie zły. Po prostu dobry. Czyta się całkiem lekko i przyjemnie, co w kryminałach bardzo cenię.

Do gustu szczególnie przypadło mi dwóch bohaterów. Bat i Scarly. Pojawiają się oni w trochę dalszej części książki i są partnerami Tallowa. Mieli oni w sobie coś niezwykłego. Kiedy pojawiali się oni, od razu, nawet z najbardziej dramatycznej sytuacji, robiła się ciekawa, śmieszna "scenka". Wprowadzili oni coś fajnego do tej książki i myślę, że to oni najlepiej wyszli Panu Ellisowi ze wszystkich bohaterów i w ogóle w całej książce. Fascynującą postacią jest również sam morderca. Łowca. Co jakiś czas zostają wplecione rozdziały, gdzie widzimy wszystko z jego perspektywy. Nie jest to dla mnie nic nowego, ani oryginalnego, ale bardzo to lubię. Z drugiej jednak strony, mordercy najczęściej ma "fajną" historię w tle, a ten morderca... no nie bardzo. Trochę wydaje mi się, że autor w tym przypadku poszedł na łatwiznę.

Nie mogę nie wspomnieć o bardzo ciekawej szacie graficznej książki. Rozpoczęcie każdego rozdziału również jest ciekawie "ozdobione" za co wielkie brawa dla Wydawcy.


"-Wszyscy powtarzamy, że wiemy, co ktoś ma na myśli prawda? - zapytała. - Tak jakbyśmy wiedzieli, co się dzieje komuś w głowie. Ale ja czasami żałuję, że ludzie nie są w stanie zajrzeć do mojej głowy, żebym nie musiała im potem wszystkiego opowiadać. Słowa są niedoskonałe. Szkoda, że nie możemy porozumieć się obrazami."*

"Wzorzec zbrodni" to kryminał, który w naprawdę fajny sposób oprowadzi Was po Manhattanie. Jest to książka dobra, ale nie zachwycająca. Poprawna, ale nic ponadto. Nie żałuję, że ją przeczytałam, ale nie żałowałabym też, gdybym jej nie przeczytała. Polecam, czy też nie polecam - oto jest pytanie. No cóż... Odpowiedzi na nie, nie znam. Sami więc zdecydujcie, czy chcecie poznać Łowcę i tajemnicę jego wzoru.

*Warren Ellis "Wzorzec zbrodni"
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
05-11-2014 o godz 09:27 Book Loaf dodał recenzję:
Niektóre książki stanowią dla mnie, jako osoby zupełnie nieznającej danego gatunku, prawdziwe wyzwanie. Teoretycznie ta historia jest tak dobra, że aż nie można oderwać wzroku od opisu i okładki. Nadzieje rosną z każdą minutą spędzoną z dala od tej historii. Dlatego w końcu otwieram książkę, by móc skonfrontować moją wizję z rzeczywistością i..

..okazuje się, że czasem czar pryska.

Ale od początku. Nie jestem fanką kryminałów i między innymi dlatego nieczęsto wpadają mi w ręce powieści detektywistyczne. Zawsze jakoś odkładam czytanie ich na bliżej nieokreśloną przyszłość i wybieram coś innego. Jednak ciągle walczę ze swoimi uprzedzeniami i staram się jak najczęściej wybierać nowy dla mnie gatunek, który być może zdoła mnie zaskoczyć i zaintrygować na tyle, bym zechciała dalej go odkrywać. Jeśli chodzi o "Wzorzec zbrodni", to skusiło mnie przede wszystkim nazwisko autora. Któż nie słyszał o słynnym scenarzyście i twórcy komiksów?

Tym razem Warren Ellis w roli pisarza zabiera czytelnika do Nowego Jorku po którym grasuje morderca-amator broni. Zostawia za sobą ślad z ludzkich ciał, jednak te średnio rzucają się w oczy policji. Wszystko zmienia się, gdy podczas z pozoru niewinnej interwencji w kamienicy przy Pearl Street ginie partner głównego bohatera, a w jednym z mieszkań odkryta zostaje prawdziwa układanka z broni.

Autor opisuje powolny, wręcz żmudny proces gromadzenia danych, które pomogą w doprowadzeniu do pomyślnego rozwiązania nieszczególnie pożądanego przez nowojorską policję śledztwa. John Tallow od początku wydaje się pozostawiony samemu sobie, bowiem nikt nie chce zajmować się tą sprawą i nikogo tak naprawdę nie interesuje, jak wielkie rozmiary w krótkim czasie przybiera to śledztwo. Każdy chce jak najszybciej zamieść problem pod dywan i równie prędko o nim zapomnieć. Do czasu.

W pewnym momencie kawałki układanki tworzonej przez głównego bohatera zaczynają się ze sobą łączyć. Co ważniejsze - wypełniają luki pozostawione przez tajemniczego mordercę zwanego w książce łowcą. Sprawa nabiera rozpędu, zainteresowanie wzrasta i zaczyna robić się naprawdę gorąco. Kto wygra tym razem? Łowca czy John Tallow?

Analizuję tą opowieść w głowie na wiele sposobów i za każdym razem kończy się podobnie. Coś mi tu nie pasuje, coś jest nie tak. Nie chodzi o to, że książka jest zła. W swoim gatunku jest wyjątkowa, a autor spisał się bardzo dobrze, oddając klimat typowy dla powieści detektywistycznej. "Wzorzec zbrodni" przesycony jest dialogami policjantów, a przez sporą jej część nie dzieje się nic szczególnego, jedynie Tallow toczy długie rozmowy ze swoimi przełożonymi, Batem i Scarly lub po prostu ze sobą.

Nie do końca satysfakcjonuje mnie taki sposób pisania - wszystkie wydarzenia istotne dla akcji książki rozgrywają się na samym końcu. Tylko skąd wziąć siłę by dotrwać do tego wielkiego zakończenia, kiedy spora część historii to niezbyt emocjonująca rzeczywistość policyjna, pełna przemyśleń głównego bohatera?

Być może dla mnie powieść detektywistyczna już na zawsze pozostanie jednym z tych mniej lubianych rodzajów kryminałów. Pozostaje mi to zakończenie, które - nawiasem mówiąc - jest naprawdę dobre, określić taką wisienką na detektywistycznym torcie, jakim jest "Wzorzec zbrodni". Jest nagrodą dla tych, którzy wytrwają do ostatnich stron tej opowieści i będą chcieli poznać prawdę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
05-11-2014 o godz 15:28 Triskel dodał recenzję:
„Wzorzec zbrodni” to książka kryminalno-sensacyjna, dosadnie napisana z wartką akcją i mocnymi dialogami. Zapewnia szybsze bicie serca, nuda podczas czytania na pewno nie grozi. Atmosfera miasta została nakreślona mrocznie, przytłaczająco, pokazując, że nie wszystko jest takie kolorowe jak się z pozoru wydaje. Pod warstwą lukru znajduje się prawdziwe życie miasta, brutalne, nieprzewidywalne i straszne. Dla tego niepowtarzalnego klimatu warto zapoznać się z tą pozycją, bo autor spisał się znakomicie w ukazywaniu bezlitosnego życia ulicy.

John Tallow jest samotnikiem, nonszalanckim, cynicznym i nieprzewidywalnym, a na dodatek jest policjantem. Jest osobą nieobliczalną, niezrównoważoną z zamiłowaniem do drobiazgowości w najmniejszych nawet szczegółach. To właśnie te cechy charakteru sprowadzą na niego kłopoty, kolejna sprawa, którą przyjdzie mu rozwikłać napyta mu niezłych problemów. Drążenie sprawy na wszystkie strony jest jak najbardziej w stylu Tallowa. Gdy przychodzi do kolejnej zwykłej interwencji u kolejnego czubka, który biega nago po klatce schodowej, John zaczyna wyczuwać, że coś tu nie gra. Zaczyna węszyć głębiej i dociera do niezwykle cuchnącej sprawy, gdy wnika w nią coraz głębiej spostrzega coś czego nie powinien był odkryć. Nowojorscy policjanci zaczynają czuć się niepewnie i z niecierpliwością i strachem patrzą jak John Tallow dociera do coraz to nowych faktów. Czy zdąży rozwikłać całą sprawę zanim ktoś pozbawi go życia, za tą jego maniakalną drobiazgowość.

Warren Ellis oddał w nasze ręce doskonały kryminał z wieloma motywami iście sensacyjnymi, gdzie akcja rozgrywa się z kosmiczną wręcz szybkością. Dostajemy tutaj niezwykle ciekawą postać Tallowa i jego policyjną ekipę narwańców oraz psychopatycznego mordercę, który pragnie odzyskać swoje trofea. Przemieszczamy się po mrocznych zakamarkach Nowego Yorku, gdzie na każdym kroku można stracić życie. Książka ta stała się miłym zaskoczeniem, okładka cieszy oko i wygląda całkiem przystępnie. Wartka akacja i ciekawie skonstruowane wątki fabularne są niebagatelnym atutem tej powieści. Pozycję tą czyta się wręcz w błyskawicznym tempie, od pierwszej aż do ostatniej strony. Odnajdziemy w niej przytłaczający, mroczny klimat, gdzie co kawałek odkrywany coraz mroczniejszą stronę miasta. Postać Johna Tallowa jest barwna i ciekawa, autor powolutku dozuje informacje na jej temat zwiększając przy tym ciekawość czytelnika. Osoby lubiące taki rodzaj literatury bez wahania powinni sięgnąć po książkę Pana Warrena Ellisa. Ponieważ bez wątpienia potrafi ona dostarczyć sporej dawki emocji i wrażeń podczas czytania. Z przyjemnością sięgnę po kolejną książkę z pod pióra tego autora.

„Wzorzec zbrodni” serwuje nam doskonały język oraz genialne opisy miasta, które wciągają i miejscami naprawdę potrafią zmrozić krew w żyłach. Pozycja ta to rewelacyjny kryminał z wieloma motywami porywającej sensacji. Bohaterowie są niezwykle złożeni i wielowymiarowi przez co lektura staje się prawdziwa i wiarygodna. Powieść ta pokazuje, że miasta kryją nie jedną mroczną tajemnice, śmierć, przemoc, prostytucje. Problemy z którymi musi zmagać się policja, niejednokrotnie budując własną karierę na ludzkiej niedoli i nieszczęściach. Książka posiada porywające zakończenie, które nie jednego czytelnika przyprawi o mocniejsze bicie serca. Serdecznie polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
2/5
06-01-2015 o godz 13:58 Astroo dodał recenzję:
Książka zapowiadała się obiecująco. Okładka jest niczego sobie, ba, wygląda na całkiem niezły kryminał. Oczywiście jak każdy młodzieniec w dobie internetu pochwaliłem się książką na portalach społecznościowych i kilku znajomych odezwało się do mnie z prośbą o pożyczenie tej książki, gdy tylko ją przeczytam. Widzicie jak działa magia okładki? Podziałała też i na mnie, bo gdy zaczynałem czytać byłem bardzo optymistycznie do niej nastawiony, jednak z każdą stroną i każdym rozdziałem szło mi coraz gorzej i oporniej.

Co uderza od samego początku? Wielkie zamieszanie. Nie wiedziałem, co się dzieje. Nic nie rozumiałem i jeszcze wtedy było to całkiem do przyjęcia. No bo wiadomo, może się jeszcze wszystko wyjaśni, a rzut na głęboką wodę to tylko taki zabieg zastosowany przez autora. Ale nie, wszystko szło jakoś tak dziwnie szybko, zagmatwanie i niezrozumiale jak na początku. I ani się obejrzałem (tak naprawdę się obejrzałem, bo strasznie mi się to dłużyło), byłem już w połowie tej powieści, nie będąc w żaden sposób związany z tym co się w niej dzieje.

Absolutnie nie przekonał mnie do siebie jej klimat, ani też bohaterowie. Postacie chyba były najgorszą częścią tej książki, naprawdę. Główny bohater, który miał udawać Sherlocka i który, na dowód swojej spostrzegawczości, odróżnia które meble pasują do kompletu, a które nie, był przez większość czytania powieści po prostu irytujący. Na początku książki jest takie zdanie, że główny bohater miał partnera, który zginął i że to właśnie on był tym, który zyskiwał sobie sympatię innych ludzi. I chyba tak właśnie było, bo John Tallow wcale mnie do siebie nie przekonał.

Może jedynym aspektem, który był ciekawy, jest fakt podzielenia książki na dwie strony zbrodni - winnego i ścigającego. Rozdziały z różnej perspektywy wydała mi się całkiem interesującą sprawą, bo w taki sposób ta powolna i niezbyt ciekawa akcja, jakoś się rozpędzała. Ale to chyba jedyna zaleta, jaką mogę wskazać po przeczytaniu "Wzorca Zbrodni".

Ach, teraz mi się jeszcze przypomniała jedna rzecz, o której miałem napomknąć. Dobra, rozumiem, że wykreowany w powieści świat jest mroczny, brudny i bardzo rzeczywisty, bo tak właśnie wynika z opisów, ale, na miłość boską, wsadzanie przekleństw jako przecinków nie jest fajne. Chyba, że jest się typkiem z osiedla w dresie. To mi chyba najbardziej przeszkadzało. A tak naprawdę to nie jest dla mnie ważne, czy są przekleństwa, czy nie. Bo wiadomo, ludźmi jesteśmy, każdemu się zdarzy. Ktoś robi to częściej, ktoś mniej. Ale żeby tak co drugie słowo? No, chyba, że tak właśnie zachowują się prawdziwi detektywi. To ok. Nie jestem detektywem, więc nie wiem.

Podsumowując, książka "Wzorzec Zbrodni" to powieść, która nie zachęciła mnie do siebie, jednakże to nie oznacza, że nie zachęci Was. Styl pisania autora jest całkiem niezły, a w moim przypadku problem leży w bohaterach i fabule. Więc jeżeli naprawdę lubicie kryminały i to takie naprawdę mroczne to spróbujcie. Tym, którzy chcą dopiero zacząć przygodę z kryminałami lub mało o nich wiedzą - nie polecam. Sparzycie się, a nie warto, bo kryminały to całkiem fajny gatunek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
08-12-2014 o godz 23:25 Angelika dodał recenzję:
Dla Johna Tallowa, to miało być kolejne policyjne zadanie do wykonania. Niestety przybycie do starej kamiennicy na Pearl Street skończyło się tragicznie. Nie dla Tallowa, a dla jego kompana Jamesa Rosato. Mężczyźni chcieli obezwładnić nagiego szaleńca, grążącego śmiercią wszystkim, którzy ośmielą się przekroczyć próg jego mieszkania. Wywiązała się strzelania, a życie stracił Rosato i powód przybycia władzy. Dodatkowo odkrycie asortymentu jednego z mieszkań, kompletnie wybija z rytmu służby policyjne. Tallow znalazł pokaźną kolekcję broni. Każdy pistolet jest inny, a co najstraszniejsze, każdy przyczynił się do śmierci innej osoby. Znalezienie mordercy zrzucano na boczne tory, by koniec końców sprawy umarzać z powodu braku jasnych dowodów. Teraz nadszedł czas na wznowienie zapomnianych zdarzeń i odkrycie prawdy. Wykonanie zadania należy do Tallowa, chociaż już na samym początku mężczyzna wie, że łatwo nie będzie.

'Wzorzec zbrodni', to bardzo dobry kryminał z wartką akcją i paletą przeróżnych postaci. Nie znam innych książek Warrena Ellisa, także nie posiadam odpowiedniego porównania, ale jeśli pozostałe dzieła zostały tak fantastycznie dopracowane, muszę nadrobić zaległości w literaturze. Autor z wielką precyzją, zegarmistrzowską dokładnością, opisuje wszystko i wszystkich. To rzadko spotykana zdolność jeśli chodzi o kryminały, lecz wyobraźcie sobie, że tymi wywodami pisarza wcale nie byłam znudzona. Ba ! Czułam się doceniana przez Ellisa, który usilnie chciał przedstawić mi swą wizję.

Bohaterowie książki 'Wzorzec zbrodni' są naprawdę różnorodni. Mamy dobrych, złych i tych kompletnie zsuniętych na boczny tor zdarzeń. Jednak każdy z nich tworzy całość, wszyscy zostali wykreowani w odpowiedni, unikalny sposób. Tallowa nie odebrałam jako wszechwiedzącego glinę, ale zwykłego człowieka, który od czasu do czasu też ma chwilę słabości. Powieść jest bardzo realistyczna i pewnie dlatego przeraża. Sytuacja przedstawiona przez autora, może przecież ujrzeć światło dzienne w naszym otoczeniu. Nikt nie wie co czeka za rogiem.

Ellis zaskoczył mnie jeszcze całkowitym odbiegnięciem od schematu kryminałów. W powieści 'Wzorzec zbrodni' nie zostajemy wplątywani w błędne koło, stworzone na potrzeby zagmatwania całej sytuacji. Tutaj od samego początku wiemy o wszystkim i teraz pozostaje pytanie, czy wyprzedzimy Tallowa, czy jednak główny bohater odkryje przed nami wszystkie elementy układanki. Dosyć niespotykana forma tego typu książek, ale jak dla mnie znakomite rozwiązanie. Czytelnik nie zawsze ma ochotę wpadać w pułapki i plątać się w przeróżnych kłamstewkach twórcy. Niemniej jednak okazji do zdziwień w książce nie brakuje ! Z pewnością co niektórzy odwrócą wzrok, albo nawet pominą, brutalniejsze opisy mordów. Jednak krwawe "urozmaicenia", tworzą odpowiedni klimat powieści, a atmosfera wtedy jest tak ciężka, że do samego końca nie mamy nawet szansy na chwilę wytchnienia. Jeśli chcecie się przekonać czy 'Wzorzec zbrodni' będzie dla was odpowiednim kryminałem, nic nie stoi na przeszkodzie byście w najbliższym czasie rozpoczęli czytanie niniejszego dzieła.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
17-09-2014 o godz 18:36 AmeliaGrey dodał recenzję:
Rzadko czytam kryminały. Nie dlatego, że ich nie lubię. To po prostu taki gatunek, któremu nie poświęciłam jeszcze wystarczająco uwagi i stale planuję to nadrobić. Opis Wzorca zbrodni bardzo mnie zaintrygował. Dwóch policjantów. Podczas akcji ginie jeden z nich. Drugi przypadkowo odkrywa pewną niepokojącą, zajmującą całe mieszkanie kolekcję broni. Zadanie rozwiązania zagadki spada właśnie na niego - lekko aspołecznego, pogrążonego w szoku po stracie partnera Johna Tallowa. Na jaw wychodzi, że z każdego pistoletu ktoś został zabity, a tajemniczy zabójca działał w ten sposób aż 20 lat. Okazuje się, że karabiny układają się w przemyślany wzór, a żeby udowodnić winę wciąż brak dowodów. Przyznacie, że brzmi to naprawdę ciekawie. Dlatego więc postanowiłam sięgnąć po tę książkę.

Niewątpliwie autor wpadł na świetny pomysł na całość. Skonstruował intrygującą zagadkę i przyciągnął uwagę czytelnika, aby powoli wraz z nim dochodził do rozwiązania. Poczynania bohaterów intrygują od początku i zmuszają do dalszego czytania. W odróżnieniu od innych pozycji tego typu, tutaj znamy sprawcę. To motyw nas interesuje. Na wielką pochwałę zasługę też sposób stworzenia tej książki. Warren Ellis dokładnie opisał akcję dochodzeniową i policyjne realia. Wzbogacił całość historycznymi wątkami i opisami broni, która zajmuje tu czołowe miejsce. Jego język jest bardzo sugestywny i na pewno nie można mu zarzucić, że bawi się w literackie półśrodki. Dzięki temu wykreował się pewien klimat - gęsty, a momentami bardzo mroczny. Do tej pozycji z pewnością nie pasowałby żaden inny.

Strasznie podobał mi się także sposób narracji. Wzorca zbrodni możemy czytać zarówno z punktu widzenia John Tallowa, jak i naszego zabójcy. Dzięki temu wchodzimy w jego umysł. Poznajemy pobudki, jak i samą psychikę. Z pewnością było to czymś innym i na pewno bardzo ciekawym. Muszę pochwalić również sposób skonstruowania postaci. Po prostu nie dało się ich nie polubić i w jakiś sposób z nimi nie związań. Może przez humor, który przedstawiali albo po prostu osobowość. Pewne jest jednak, że zarówno John, Bat, jak i Scarly (z którymi John współpracował) są takim typem postaci, którzy przykuwają uwagę i wzbudzają sympatię. Chętnie spotkałabym się z nimi jeszcze raz w jakiejś innej powieści.

Choć chciałabym na koniec napisać, że wszystko było tu idealne, to niestety nie mogę tego zrobić. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem wykonania tej książki, ale momentami coś mi w niej po prostu nie grało. Byłam ciekawa dalszego ciągu, ale nie potrafiłam wystarczająco wgłębić się w fabułę, odczuć strach, czy napięcie, a przecież tego właśnie szukamy w kryminałach. Było kilka strasznie naciąganych momentów, a i samo zakończenie niestety mnie nieco rozczarowało. Zdaję sobie jednak sprawę, że odbiór tych kwestii przez innych może być zupełnie inny. Mimo wszystko Wzorzec zbrodni pozostaje bardzo dobrze skonstruowaną, intrygującą historią. Jeżeli lubicie kryminały, nie powinniście być zawiedzeni. Ja z pewnością jeszcze do tego gatunku powrócę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
10-10-2014 o godz 12:12 Książki i My dodał recenzję:
Warren Ellis kojarzony jest głównie ze środowiskiem twórców komiksów i znany m.in. z takich tytułów jak Hellblazer, Wolverine czy Iron Man. Niewielu jednak kojarzy go jako twórcę prozy. Jego ostatnia powieść ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Sine Qua Non, jako pierwsza pozycja z serii Świadek zbrodni.

Policjant John Tallow podczas jednej z akcji traci partnera. Nie ma jednak czasu, by rozpaczać po śmierci kolegi, bo w jednym z mieszkań kamienicy, w której doszło do tragedii odkrywa coś niesamowitego - imponującą kolekcję broni. Ale nie to jest w tym wszystkim najdziwniejsze. Z każdego pistoletu i karabinu zabito kiedyś jedną osobę, a śledztwa z braku dowodów były umarzane. Tallow otwiera puszkę pandory, próbując zmierzyć się z nieuchwytnym, grasującym od lat mordercą. Szybko też okazuje się, że cała kolekcja zgromadzona w pokoju układa się w przemyślany wzór...

Warren Ellis stworzył powieść bardzo obrazową. Czytając Wzorzec zbrodni mamy nieodparte wrażenie, że oglądamy dobry, trzymający do ostatniego momentu w napięciu kryminał. Widać tu rękę komiksowego twórcy. Zarówno w pomysłowej, wciągającej bez reszty fabule, jak i wyraziście wykreowanych postaciach. I nie mam tu na myśli tylko Johna Tallowa, ale też współpracującą z nim parę agentów CSU Bata i Scarly. Potyczki słowne i częste przekomarzanie się całej trójki sprawiają, że w trakcie czytania nieraz mimowolnie uśmiechamy się i obdarzamy Johna, Bata i Scarly jeszcze większą dawką sympatii. Tego samego nie można powiedzieć o mordercy. Łowca pojawia się dość szybko, ale do samego końca autor nie zdradza kim jest, ani jaki ma cel. To dziwna, ale i ciekawa postać. Mężczyzna egzystujący i poruszający się w dwóch światach i płaszczyznach czasowych. Wędrujący między współczesnym Manhattanem i porośniętą lasem, pełnym dzikiej zwierzyny Mannhattą. Kim jest? Zwykłym szaleńcem czy tworzącym dzieło swojego życia genialnym przestępcą?

Ellis nie odkrywa kart, aż po sam finał tej mrocznej, tętniącej akcją i napięciem historii. Prowadzi nas przez świat zbrodni, ociekającej często brutalnością ulicy, ukazując kolejne elementy zaskakującej układanki. We Wzorcu... bardziej niż o ujęcie mordercy chodzi o rozwiązanie zagadki. Wniknięcie w obłąkany umysł i odkrycie czym jest tajemniczy wzór, bo on jest kluczem do odpowiedzi na nurtujące Johna i nas czytających pytania.

Podsumowując, Wzorzec zbrodni nie rozczarował. To świetnie napisany kryminał, pełen akcji, niepokojący i z wprawnie poprowadzoną fabułą. Ciekawa, stylizowana trochę komiksowo szata graficzna przyciąga uwagę i intryguje. Jednak to co jest w środku sprawia, że od powieści trudno się oderwać a sam autor pisząc ją udowodnił, że nie tylko komiks, ale i proza jest tym, co wychodzi mu znakomicie. Mam nadzieję, że kolejne pozycje z cyklu Świadek zbrodni będą równie udane. Czy jest szansa na kolejne powieści Ellisa? Może debiutancką Crooked Little Vein? Czas pokaże, a tymczasem jest okazja zapoznać się z bardzo dobrym Wzorcem zbrodni. Polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
04-10-2014 o godz 08:49 Iwisia dodał recenzję:
"Wzorzec zbrodni" ma premierę dzisiaj! Przedstawiam Wam recenzję tej książki, która wywołała u mnie wiele sprzecznych emocji.

Główny bohater powieści, a w zasadzie jeden z dwóch, to detektyw John Tallow. Mężczyznę poznajemy w momencie, gdy jego kariera policyjna wisi na włosku, a swoim odkryciem, można powiedzieć, że dodatkowo nieświadomie buduje sobie stryczek. Przynajmniej tak postrzegają go inni. W trakcie książki Tallow udowodni, że jest jednak coś wart. Ale wybiegam zbyt daleko w przyszłość. Akcja powieści rozpoczyna się mocnym akcentem. Nasz policjant znajduje przypadkowo największą skarbnicę niewyjaśnionych morderstw, jaką można sobie wyobrazić. Wchodzi do tego sezamu niczym Alibaba, ale rozbójnik, który w nim urzęduje nie odpuści mu tak łatwo zbezczeszczenia majątku życia. Łowca zajmie się tym, co wychodzi mu najlepiej, czyli polowaniem. Problem w tym, że Tallow także usilnie poszukuje mordercy. Ich wzajemne podchody mogą być naprawdę emocjonujące.

Autor książki przedstawia historię, która różni się od wielu kryminałów, które do tej pory czytałam. Jaki jest rekord zbrodni popełnionych przez seryjnych morderców w książkach, które poznaliście? Dziesięć? Dwadzieścia? We "Wzorcu zbrodni" Łowca pozbawił życia dwieście osób na przestrzeni dwóch dekad! Przerażająco imponujący wynik. Dodatkowo, działał przemyślanie, nie pod wpływem impulsu. Z wątkiem, który przybliża nam życie Indian również spotkałam się po raz pierwszy.

Plusem powieści są również dobrze skonstruowane postaci. Można dosłownie wejść w umysł mordercy, czytając jego przemyślenia, ponieważ występuje on w powieści jako drugi narrator, oprócz Tallowa. Jeśli lubicie analizować zachowanie mordercy i niejako go diagnozować, tutaj będziecie mieli taką możliwość. Polubiłam postać Scarley, mimo że jest ona moim całkowitym przeciwieństwem. Jej bezkompromisowość i cięte riposty sprawiały, że niekiedy w czasie lektury szczerze się uśmiałam. Bat także zdobył moją sympatię. Ten kwartet postaci pierwszoplanowych jest bardzo egzotyczny.

Zdecydowanym minusem, na który muszę zwrócić uwagę w mojej recenzji były wplatane w treść i dialogi obraźliwych, nieprzyzwoitych i czasem obrzydliwych tekstów. Obfituje w nie pierwsza część powieści, przez co czytanie sprawiło mi nieco mniejszą przyjemność. Nie będę podawać przykładów. Rozumiem, że członkowie świata policjantów nie skończyli szkoły wdzięku, ale bez przesady. Dodatkowo niektórych czytelników może zniechęcić duża ilość krwawych opisów, od których Ellis również nie stroni.

Pomimo tych dwóch dość znaczących aspektów, mogę z czystym sercem dać dobrą ocenę tej powieści. Książka Warrena Ellisa to z pewnością coś, na co warto zwrócić uwagę, ponieważ nie jest to kryminał konwencjonalny, ale wnosi powiew świeżości do tego typu literatury. Zagadka i skomplikowany wzór zbrodni, który wymyślił autor wymagają uznania, a także jego doskonała znajomość historii i rodzajów broni, co doskonale widać w treści!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Ropuszki Jadowska Aneta
4.1/5
33,53 zł
54,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Cud, Miód, Malina Jadowska Aneta
4.7/5
24,75 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Nie ma tego Złego Mortka Marcin
4.1/5
24,13 zł
38,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Pomiędzy Radziszewski Paweł
5/5
26,86 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Banksy. Wojna na ściany Banksy 
4.5/5
56,70 zł
84,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Pierwszy oddech Gordon Olivia
5/5
25,74 zł
42,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Turbulencja Kulik Dariusz
4.0/5
26,84 zł
44,99 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.