Wojenna burza (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (1): Cena:

Sprzedaje empik.com 33,49 zł

Cena empik.com:
33,49 zł
Cena okładkowa:
39,90 zł
Koszt dostawy:
Salon empik - 0,00 zł
Produkt w magazynie empiku
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Dostępność w salonie empik

Zarezerwuj w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Aveyard Victoria Książki | okładka miękka
33,49 zł
asb nad tabami
Aveyard Victoria Książki | okładka miękka
29,49 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Zdrada nieomal zniszczyła Mare i zagroziła rebelii. Teraz – by chronić Czerwonych i Nowych – Czerwona Królowa musi poświęcić swoje szczęście i zawiązać sojusz, który sprawi, że Norta się podda, a Maven razem z nią.

Potężni Srebrni, sprzymierzeńcy Cala, wraz z Mare i Szkarłatną Gwardią mają szansę na zwycięstwo. Jednak ogarnięty obsesją Maven nie cofnie się przed niczym, by odzyskać Mare – nawet jeśli będzie musiał zniszczyć wszystko na swojej drodze. Buntowniczka władająca piorunami może stracić swoją pozycję na zawsze.

Gdy powstaną po raz ostatni – Czerwoni niczym świt – korona trafi w samo serce burzy. Nadciąga wojna, która odmieni królestwo. Wszyscy staną do walki, ale nie wszyscy przetrwają. Bo za zwycięstwo trzeba zapłacić najwyższą cenę.

Tytuł: Wojenna burza
Autor: Aveyard Victoria
Tłumaczenie: Dziubińska Joanna, Borzobohata-Sawicka Maria
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 700
Numer wydania: I
Data premiery: 2018-10-31
Rok wydania: 2018
Forma: książka
Indeks: 26597928
Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 3,9
5
11
4
16
3
9
2
2
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
38 recenzji
19-11-2018 o godz 23:22 Między Stronami dodał recenzję:
https://blogmiedzystronami.blogspot.com/2018/11/wojenna-burza-victoria-aveyard.html " Coś we mnie puszcza, uwalniając ogromny ciężar. Tylko czy jest to kotwica ciągnąca mnie na dno, czy ta, która mnie stabilizuje? Możliwe, że taka i taka. " Zdrada nieomal zniszczyła Mare i zagroziła rebelii. Teraz – by chronić Czerwonych i Nowych – Czerwona Królowa musi poświęcić swoje szczęście i zawiązać sojusz, który sprawi, że Norta się podda, a Maven razem z nią. Potężni Srebrni, sprzymierzeńcy Cala, wraz z Mare i Szkarłatną Gwardią mają szansę na zwycięstwo. Jednak ogarnięty obsesją Maven nie cofnie się przed niczym, by odzyskać Mare – nawet jeśli będzie musiał zniszczyć wszystko na swojej drodze. Buntowniczka władająca piorunami może stracić swoją pozycję na zawsze. Gdy powstaną po raz ostatni – Czerwoni niczym świt – korona trafi w samo serce burzy. Nadciąga wojna, która odmieni królestwo. Wszyscy staną do walki, ale nie wszyscy przetrwają. Bo za zwycięstwo trzeba zapłacić najwyższą cenę. "Niewiele miałam okazji, by zajrzeć do jego serca, ale to, co widziałam, wystarczy, bym miała pewność, że jego serce jest martwe." Po skończeniu "Królewskiej klatki" z niecierpliwością czekałam na premierę czwartej i jednocześnie ostatniej części serii. Kiedy "Wojenna burza" do mnie dotarła byłam w szoku jak obszerna jest ta pozycja. Liczy ona 700 stron, więc jest to naprawdę "gruba" książka. Kiedy jednak zaczęłam czytać, tak się wciągnęłam, że przeczytanie zajęło mi weekend. Cieszę się, że miałam okazję wrócić do tego świata i na nowo przeżyć przygody z bohaterami. Od razu wciągnęłam się w fabułę. W książkach tej autorki występuje wiele opisów, co może zniechęcać niektórych czytelników, jednak ja bardzo je lubię. Pobudzają one moją wyobraźnię i pomagają lepiej zobaczyć stworzony świat. To prawda, że brakuje tu dialogów, które mogłyby wywołać więcej emocji. Nie jest to jedna z najlepszych części, jednak moim zdaniem nie jest też najgorsza. Czytanie nie dłużyło mi się i nie mogłam się od niej oderwać. Dodatkowo co chwile występowały jakieś zwroty akcji, których naprawdę się nie spodziewałam. Dlatego też nie twierdzę, że nie towarzyszyły mi emocje. Przeżywałam wiele sytuacji i bałam się tego co może się stać i komu może się to stać. Jednak zabrakło mi takiej interakcji między bohaterami. Większa część książki poświęcona była akcji i wojnie. Moim zdaniem autorka mogła trochę bardziej rozbudować te relacje na które, nie oszukujmy się, większość czekała. Jednak całość mi się podobała, dlatego moje serce nadal zostaje oddane serii Czerwona Królowa oraz jej autorce. Ta historia wciągnęła mnie całkowicie już od pierwszej części i bardzo cieszę się, że wpadła ona w moje ręce. Wiem, że opinie na jej temat są bardzo podzielone, ale ja będę ją polecać i z ręką na sercu mówić, że mi się ona podobała i kocham tych bohaterów. Dodatkowo zakończenie pozwala samemu rozmyślać nad tym co mogłoby się jeszcze wydarzyć. "Jesteśmy do szpiku kości przesiąknięci lojalnością wobec nielicznych osób, które kochamy." Bardzo fajnym zabiegiem, który wprowadziła Victoria Aveyard, jest podzielenie rozdziałów między wielu bohaterów. Poznajemy ich lepiej, możemy zajrzeć do ich myśli oraz poznać czym kierują się podczas podejmowania decyzji. Fabuła ukazuje nam się z wielu różnych perspektyw, dlatego nie jest ona monotonna i co chwila możemy natknąć się na coś nowego. Autorka do swojej książki wplotła wiele ciężkich tematów, z którymi spotykamy się codziennie w rzeczywistości. Homoseksualizm, tolerancja oraz chore ambicje. Są to problemy dobrze nam znane i każdy na pewno ma świadomość jak wiele osób przez nie cierpi. Mimo, że czytamy tutaj fantastykę, można na spokojnie przełożyć to o czym tam czytamy na nasze życie. "Wojenna burza" to ostatnia książka z serii, która mimo tych kilku minusów, bardzo mi się podobała. Uwielbiam styl pisania autorki oraz to jaki świat wykreowała. Spędziłam wspaniałe chwile z bohaterami i jest mi naprawdę źle z tym, że to już koniec. Na pewno wrócę jeszcze kiedyś to tej serii i na nowo będę uczestniczyć we wszystkich przygodach. Jeśli kochacie fantastykę tak jak ja, zachęcam Was do lektury.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-11-2018 o godz 13:44 degustatorkaksiazek dodał recenzję:
Victoria Aveyard bardzo ewoluowała jako pisarka. "Wojenna burza" jest mistrzowskim posunięciem każdej akcji, każdego rozdziału jak i perspektywy osób. To istna mieszanka wybuchowa, która wywołała wiele różnych emocji. Każdy punkt widzenia jak i zdarzenia są bardzo istotne w tej serii. Poznałam jeszcze lepiej bohaterów. Ich motywy, słabości, ale i losy, które są ze sobą połączone. Wszystko przebiega dynamicznie, ale nie tak, żeby się zgubić. Autorka w świadomy i naturalny sposób rozwinęła fabułę. Wcześniej napisałam post, gdzie podałam parę przykładów dlaczego polecam serię. Możesz przeczytać o tutaj (7 powodów) Chciałabym dużo wspomnieć o relacjach między bohaterami. Ale nie jestem pewna czy dobrze mi to wyjdzie. Więc podzielam to na punkty. MAVEN Zacznę od Mavena, który jest najbardziej intrygującą postacią. Wiesz, co? Po cichu mu kibicowałam. Autorka zasiała we mnie szczyptę pokory dla niego. I miałam nadzieję, że trochę go zmieni. "Niestety" biedny Maven i jego szaleństwo zapiera dech w piersi. Z jednej strony szkoda, ale gdyby stał się podobny do Cala (do niego później przejdę) to straciłby wiele w moich oczach. Chłopak dalej jest dręczony i więziony przez matkę. Jest jeszcze młodym chłopcem, który powinien wkraczać w dorosłość. Niestety dzieje się inaczej... Pani Aveyard nie zapomniała o jego zaletach, ale postanowiła je delikatnie tylko nakreślić. Więc Maven jest dalej brutalny, bezwzględny wobec innych, a jego miłość do Mare jest bardzo toksyczna. Pytanie tylko, czy to jest jeszcze miłość, czy jego obsesja wpojona przez matkę? Mare Stała się o wiele silniejsza, ale to wszystko przez Mavena. Nosi ślady walk, cierpi emocjonalnie, ale stara się żyć dalej. Widziałam jej szczegóły, gdzie starała się nie rozsypać, walczyć z odruchem ataku (łapanie za nadgarstek). Pokonuje swoje traumy. Cieszę się, że chce walczyć o swoje. Stawia siebie również na pierwszym miejscu. Nawiązuje nowe relacje, składa propozycje innym, bierze udział w najbardziej trudnych i niebezpiecznych akcjach. Ale najbardziej odczuwałam to, że tylko Maven naprawdę ja rozumiał na swój sposób. On znał ja lepiej niż ktokolwiek. I dlatego jakoś w tym zakończeniu nosiło mnie. Spodobała mi się relacja z Farley. Gdzie początkowo wszystko było oznaką nienawiści i bólu. A tutaj? Więź zacieśnia się między nimi. Stają się rodziną. Jestem zadowolona z ich zażyłości. Evangeline To kolejna z lepszych postaci tej serii. Początkowo przedstawiona jako laska żądna władzy u boku Cala. Lecz tutaj zdała sobie sprawę, że ona też zasłużyła na szczęście. Niby mięknie pod wpływem zdarzeń w "Wojennej burzy", ale tylko trochę. Nie jest to tak bardzo akcentowane. Autorka wykreowała ją na silną, odważną, ale nie niszcząc jej uczuć do ludzi, których kocha. Cała Evangeline jest idealną postacią pod każdym względem. Kibicowałam jej we wszystkim. Stała się takim nawet Amorkiem... ale nic nie zdradzam. Cal Postać, która straciła dużo w moich oczach. Nie, to nie z winy zakończenia poprzedniej książki. Tutaj stał się "cipeuszem". Chciałby dużo zrobić tylko gadając, a nic nie robiąc. Jego tok myślenia może i tam był w pewien sposób dobry, ale nie wtedy gdy była wojna... On również jest pod wpływem pewnej osoby. Jest nim jego ojciec. Maven-matka Cal-ojciec I mam mieszane uczucia, co do niego. Niby chce pomóc w prowadzeniu wojny, chce Mare, ale ta perspektywa władzy. Ta żądza zmiany dzięki władzy go oślepia. Więc jednak trochę łączy go z Mavenem. Musi zmierzyć się sam z obowiązkami na raz. I może to właśnie go przytłacza w tej całej wojnie. Niestety stracił u mnie w oczach. Zrobił się nijaki, nie był stanowczy, nawet NIEZDECYDOWANY (:D). MARE I CAL Z początkiem serii między nimi była iskra, chemia i inne pierdoły. Czułam te uczucia, ale tutaj (pewnie celowy zabieg) to wszystko słabło. Ta ich wielka miłość (czasami miałam wrażenie, że to tylko zauroczenie) tonęła gdzieś. Była między nimi przepaść. Ona zła na niego, za jego wybory. Ale i on postanowił wypomnieć jej  tę kwestię. Z dalszym czytaniem widziałam, co chciała osiągnąć autorka... Teraz oboje stają w samym środku wojny, ale wiedzą jedno, mają chronić siebie na wzajem. Później ta chemia wraca, ale ich już nie łączy to wszystko. Pewnie z powodu strat przez całą serię. I zmiany charakterów. I tak przyciągają się i odpychają. Emocje, gdzie Mare już przestała nazywać go po imieniu... Niby tylko imię, ale w ich relacji tak bardzo ważne... Kilorn i Mare Jak brat i siostra. Gdzie ona i on. Razem dużo doświadczyli. Ich relacja jest dla mnie idealna, choć czasem chciałam, aby coś zaiskrzyło. On zawsze przy niej będzie, będą ratować się wzajemnie. Mimo, że wiele ich dzieli, to ta nić jest wiecznie trwała. To coś pięknego, że mimo wszystko dalej są dla siebie rodziną. Im bliżej ich śmierci tym emocje były zmienne. Kilorn stał się bardziej męski. Jego charakter również się zmienił, na dobre. Reszta na blogu www.zapiskimarleny.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-11-2018 o godz 13:43 Monika Rozborska dodał recenzję:
Chyba oczekiwałam zbyt wiele od zakończenia tej serii. Rozdarte serce Mare pomiędzy Calem, a Mavenem, ostateczne starcie, które wywoła u mnie szok. Straty oraz nieoczekiwane zwroty akcji… Niestety nie było tak w przypadku ostatniej części z serii Czerwonej królowej. Każdy z tomów wywoływał u mnie różne emocje, ale ta seria jest jedną z moich ulubionych. Bezapelacyjnie najlepszą częścią jest „Czerwona królowa”, ale bardzo silnie dorównuje jej też „Królewska klatka”. Czwarty tom to dla mnie najsłabsza część. Oczywiście wszystko tu mamy. Bohaterów których się kocha lub nienawidzi, powroty i rozstania, bitwy, planowanie kolejnych walk i potyczek… To jednak coś nie zagrało, bo ja nie mogłam się wciągnąć w fabułę. Miałam wrażenie, że ilość opisów jest zbyt przytłaczająca, a co za tym idzie brak im wartkości i płynności między wątkami. Wydawało mi się, że Aveyard zapomniała o bohaterach, którzy powinni budować całą fabułę. Oczywiście rozwinęła ich osobowości, pokazała dojrzałość, z czym musieli walczyć od początku, co jest dla mnie dużym plusem, ale np. w „Królewskiej klatce” byłam pod wielkim wrażeniem tego jak autorka zagłębiła się w każdą z postaci tworząc bardzo emocjonalną fabułę. Każda z postaci w „Wojennej burzy” była prosta i opowiedziana przez nich ich perspektywa była do siebie bardzo podobna. Evangeline zaskoczyła mnie swoją przenikliwością i sprytem. Ta dziewczyna zawsze była dla mnie zagadką więc cieszyłam się, że jej postać była choć trochę nieprzewidywalna. Była silna i niezależna, widać, że nie chciała być już marionetką w czyiś rękach i postawiła na działanie, aby stworzyć sobie taką przyszłość, jaka jej odpowiadała. Mogłam też bardziej przyjrzeć się Mavenowi, który okazał się być bardzo skomplikowanym bohaterem. Mare wybrała swoje ideały, a Cal… Cóż nie spodziewałam się wielkiej zmiany skoro wybrał koronę. Zawsze coś z nim było nie tak. I tylko tyle mogę powiedzieć o postaciach, bo było bardzo niewiele charakteru postaci, a tak wiele pustych słów. Styl powieści był momentami bardzo trudny z powodu dużej ilości opisów. Gdyby tak wywalić część ich i zmniejszyć liczbę stron o połowę to mogłaby być lepszą wersją siebie. COŚ w końcu by się działo, a nie było rozwleczone jak flaki z olejem. Jedyne co się nie zmieniło w „Wojennej burzy” to to, że Maven wciąż ma obsesję na punkcie Mare i trawi go zazdrość o Cala, podczas gdy obaj powinni skupić się bardziej na tym o co walczą. Chyba muszę odpocząć też od tej historii i może za jakiś czas do niej wrócę i ponownie przeanalizuję wszystko. Moja ocena jest jak na razie neutralna i czuję się zawiedziona. Szkoda, że autorka zrobiła otwarte zakończenie. Wolałabym wiedzieć co nieco więcej o bohaterach i jak im się życie ułożyło niż liczyć na to, że być może za jakiś czas wróci do nas z kolejnym tomem z serii.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-11-2018 o godz 20:32 Patrycja dodał recenzję:
Decyzja zapada „Wojenna burza” to ostatni tom cyklu Victorii Aveyard, który rozpoczęła książka „Czerwona królowa”. Seria była wyjątkowo ciepło przyjęta wśród czytelników na całym świecie i wiele osób czekała na ostatni tom z wytęsknieniem. Serię zaczęłam czytać naprawdę późno, kiedy dowiedziałam się, że autorka przylatuje do Polski, ale od razu przypadła mi do gustu. Wydawnictwo dało mi dość szybki termin na dodanie tej recenzji, więc wyjątkowo recenzję dwóch poprzednich tomów dodam po tej. To w ramach krótkiego wyjaśnienia, byście szukając nie byli zdziwieni brakiem wszystkich poprzednich wpisów. Postaram się na szybko zarysować moje wrażenia po książkach. O ile tom pierwszy naprawdę mi się spodobał, mimo lekkiej niechęci do głównej bohaterki, w tomie drugim według mnie poziom spadł. Czytanie szło mi wolniej, bo większość zachowań Mare doprowadzała mnie do szału. Wszystko jednak wróciło na właściwie tory w tomie trzecim, gdzie narracja została podzielona, a Mare zrozumiała pewne kwestie. Czas teraz, by chwilę poświęcić na tom czwarty i jak mówiła sama autorka na spotkaniu ostatni. Trudna decyzja, którą podjął Cal sprawiła, że jego wspólna przyszłość z Mare nie będzie już taka sama. Maven wciąż chce Mare, nie podda się, zniszczy wszystko, by ją odzyskać. Cała trójka ma w sobie wiele z szaleńców, którzy teraz muszą porzucić to, co mają w sercu i skupić się na królestwie. Niestety jednak każde z nich ma inny pomysł na jego ustrój. Najgrubsza książka w dorobku pisarki, bo jak sama mówiła, zawsze lubiła, gdy kolejne tomy miały więcej treści, szczególnie ostatnie. Nie dziwię się jej i nawet cieszę z tej ogromnej liczby stron. Powieść musi zakończyć pewną opowieść, która rozwijała się przez kilka książek. Mimo to nie zaprzeczę, że momentami czułam lekkie znużenie, gdyż autorka ma tendencję do tworzenia długich opisów, przemyśleń, w jej książkach więcej dzieje się w głowach bohaterów niż w dialogach, a także w akcji. Czytanie „Wojennej burzy” pozwoliło mi wejść w umysły bohaterów, których wcześniej byłam bardzo ciekawa, pozwoliło dowiedzieć się, co też kryje się za ich wyborami i dlatego są, jacy są. To zdecydowanie podwyższa poziom powieści, szczególnie że jak wspominałam Mare nigdy nie była moją ulubioną bohaterką. Jestem bardzo ciekawa, co autorka przygotuje dla swoich czytelników w kolejnych książkach i czy również okażą się takimi hitami. Mam nadzieję, że tak i mam nadzieję, że szybko trafią w nasze ręce. Jeśli jesteście fanami serii, to bierzcie ją w łapki i czytajcie, nie zawiedziecie się.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-11-2018 o godz 19:43 Anonim dodał recenzję:
Wreszcie nadszedł czas na poznanie finału serii "Czerwona królowa" Victorii Aveyard. Finału, który satysfakcjonuje, chociaż nie powala na kolana i zarazem historii, o której trudno powiedzieć cokolwiek bez spoilerów i psucia lektury innym czytelnikom. W ogniu wojny między powstającymi przeciw sobie królestwami Mare Barrow musi w końcu podjąć konkretne decyzje... i poświęcić to, co dla wielu najważniejsze. Jak zakończy się wojna rozwijająca się już od czterech tomów? Po pierwsze - "Wojenna burza" to ponad siedemset stron treści. Chciałbym powiedziec, że 700 stron akcji, ale jej logiczność i dynamika pozostawiają sobie wiele do życzenia. Część wydarzeń wydawała się wciśnięta kompletnie znikąd, może jako otworzenie sobie drogi do napisania nowelek w przyszłości, a może po prostu nie był to przemyslany zabieg. Inna część całkiem nieźle uzupełniania luki w historii z poprzednich tomów, chociaż nie zawsze okazywały się one dla mnie interesujące lub też sensownie wyjaśnione. Niektóre można by nazwać wyssanymi z palca i mógłbym tu podać co najmniej dwa przykłady, niemniej byłyby to dośc duże spoilery. Warto jednak zaznaczyć, ze gdyby usunąć z tej ksiązki cały bezsens i dłużyzny, jej objętośc możnaby spokojnie zmniejszyć z 700 do 500 stron, jak nie lepiej. Plusem są bohaterowie - których rozwój możemy obserwować przez całą serię, również w "Wojennej burzy" - oraz liczne punkty widzenia na fabułę, spośród których najbardziej zafascynowała mnie perspektywa Evangeline, dotad skrytej pod zasłoną tajemnicy. Co prawda widać rozwój warsztatu autorki, niemniej wciąż finał zdaje mi się jednym z najsłabszych, jeśli nie najsłabszym tomem serii. Owszem, usatysfakcjonował mnie w pewnym zakresie i jestem zadowolony ze skończenia historii w taki sposób, niemniej czuję się po prostu zawiedziony zbędnymi treściami Podsumowując, seria jest idealna dla fanów fantastycznego young adult i przygód młodych bohaterów, którzy pośród pytań o miłość i pokój szukają przede wszystkim siebie samych i swojego miejsca w świecie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-11-2018 o godz 23:30 mejaczek dodał recenzję:
Coś się kończy, a coś zaczyna. Nie wiem kiedy to zleciało, ale jestem właśnie po czwartym tomie Czerwona Królowa. Książka jest olbrzymia, inaczej nazwać się tego nie da. Mimo że czytania dużo, to ciężko mi było się do niej zabrać. Nie chciała kończyć tej cudownej przygody, ale służba, nie drużba. Mare Barrow wprowadziła zamieszanie do uporządkowanego świata królestwa. Odkryła, że nie jest Srebrna, a Czerwona. Powstał chaos w uporządkowany świat elity. Dziewczyna stała się przywódczynią i twarzą rebelii, która miała zmienić wszystko. Przeciwnicy podnoszą broń, więc czas na ostateczną walkę. Dziewczyna poświęci swoje dobro oraz szczęście, żeby wyjść zwycięsko z tej potyczki. Oczywiście nie obejdzie się bez zdrad, zazdrości i wielu problemów. Czy nowy sojusz będzie najlepszym wyjściem? Czy zwycięstwo jest warte każdej ceny? Mare jest taka sama, jak w poprzednich częściach. Walczy o swoje, nadal szukając własnego miejsca. Lubię główna bohaterkę, mimo kilku niedociągnięć charakteru. Inni bohaterowie są tacy sami, jak we wcześniejszych częściach. Można powiedzieć, że w czwartym tomie wchodzimy ponownie do świata, który zakończył się w trzecim. Na tym chyba czas zakończyć pozytywy. Niestety. Wielkie nadzieje zostały zdeptane z każdą kolejną, przeczytaną stroną. Jest parę rzezy, których nie lubię w książkach. Podstawowa to brak płynności akcji, powroty w treści żeby zrozumieć sens rozgrywanej fabuły. Pojawiło się wiele wątków pobocznych, które wprowadzały chaos i nie wnosiły nic sensownego do całości. Miałam wrażenie jakby autorka chciała przekazać nam wszystkie swoje myśli oraz pomysły co do serii, a że był to ostatni tom to wyszło trochę nieporadnie. Nie lubię zbędnych zapychaczy treści. W pewnym momencie strasznie wkurzały, ponieważ odchodziłam od najważniejszych spraw, a skupiałam się na jakiejś innej historii, która tak naprawdę nic nie dawała. Nadal czuję, że jeśli tom miałby o połowę mniej stron, to byłby bardzo dobrym zakończeniem. Czytanie nie było radością, a raczej męką i chodzeniem po ostrych kamieniach. Akcja stała w miejscu, tempo jakby zwalniało ze strony na stronę. Zanim przeczytałam konkretny fragment, już wiedziałam co będzie dalej. Wszystko było takie przewidywalne i mało odkrywcze. Jako miłośniczka Czerwonej Królowej jestem strasznie zawiedziona finałem. Spodziewałam się czegoś wow, a dostałam lekko odgrzewanego kotleta, który nie dał mi radości. Przecież to zawsze końcowy tom daje poczucie spełnia, spaja całość i nie daje o sobie zapomnieć. Z każdą stroną byłam coraz bardziej zirytowana. Jakby sukces autorki sprawił, że zrezygnowała z ciekawego pomysłu, a poszła w wygodne oraz bezpieczne rozwiązania. Nie mogłam poczuć chemii z tym, co czytam. Parę razy odkładałam książkę, żeby po czasie z mozołem do niej wracać. To chyba nie powinno tak wyglądać. Powieść ma sprawiać radość, a zakończenie smutek. Tutaj było wręcz odwrotnie. Kiedy zamknęłam tylną okładkę, poczułam ulgę. Styl pisania autorki rozwinął się na przestrzeni całego czasu spędzonego nad serią. Widać, że włożyła dużo pracy w dopracowanie stylu i przesłania. To, że historia przedstawiona w czwartym tomie kuleje, to nie znaczy, że autorka ma zły styl pisania. W mojej ocenie skupiła się za bardzo na wepchnięciu wszystkiego, co sobie wymyśliła, zamiast na jakości. I tak reasumując wszystko, całą przygodę z Czerwoną Królową – nie żałuję. Pojawiło się wiele zgrzytów, szczególnie w ostatnim tomie, ale szacunek dla autorki, że stworzyła barwny świat, z wieloma ciekawymi elementami pozostał. Mam wrażenie, że jej następna seria będzie dobra. Skupi się bardziej na przesłaniu, a nie na zadowalaniu wszystkich. Przynajmniej mam taką nadzieję. Finał nie jest jednoznaczny. Można domyślać się wielu rzeczy, a i tak nikt nie będzie miał racji. Czuję, że jest to zabieg marketingowy, na ewentualne, późniejsze pojawienie się jeszcze jakiegoś tomu. Np. kilka lat po historii z Wojennej burzy. Szkoda, ponieważ liczyłam na jasne odpowiedzi, a pojawił się znowu mętlik. Niesmak pozostał jeszcze długo po skończeniu. Czy seria jest warta poznania? Myślę, że tak, jeśli nie obawiacie się lekkiego rozczarowania. Dlaczego w recenzji nie skupiam się tylko na Wojennej burzy? Ponieważ mogłabym zdradzić zbyt wiele szczegółów, a w spoilerowanie się nie bawię. Za Wojenną burzę złapią się zapewne miłośnicy wcześniejszych części, więc nie chce zdradzać treści oraz obierać komuś szansy na poznanie treści na własnych zasadach. Wiem, że czwarty tom będzie miał swoich miłośników. Mi niestety nie podszedł, ale nadzieję, że u was będzie inaczej. Szkoda, że twórczyni zdecydowała się na takie prowadzenie fabuły, a nie inne. Kilka zmian i seria byłaby idealna. Recenzja pojawi się na: http://kosmetyczny-bzik.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-11-2018 o godz 00:23 Zatracona w słowach dodał recenzję:
Nadszedł czas ostatecznej rozgrywki. Nadciąga wojna, która zmieni losy świata. Mare musi zdecydować, jak wiele jest w stanie poświęcić dla swojego rodzaju i do czego zdoła się posunąć, aby wygrać. Nic nie jest pewne. Wszyscy staną do walki, ale nie wszyscy wyjdą z niej żywi. Czy zwycięstwo wystarczy, aby obalić rządy Srebrnych? A może dziewczyna od błyskawic zostanie uciszona już na zawsze? Swoją przygodę z serią Victorii Aveyard rozpoczęłam niedługo po premierze jej pierwszego tomu w Polsce. Książka zebrała zarówno wiele pozytywnych, jak i negatywnych opinii. Jedni jej nie znosili, inni natomiast zakochali się w debiucie autorki. „Czerwona królowa”, choć moim zdaniem nie była pozbawiona wad, to jednak wciągnęła mnie od pierwszych stron i trzymała w napięciu do samego końca. Uznałam ją za obiecujący początek i oczywiście czekałam na kontynuację. Sięgnęłam po „Szklany miecz”, który niestety już aż tak bardzo mnie nie zachwycił, ale jednak nadal trzymał poziom. Miałam cichą nadzieję, że autorka zrehabilituje się i w trzecim tomie pokarze coś niesamowitego. „Królewska klatka” sprawiła mi jednak ogromny zawód, dlatego już nawet nie nastawiałam się na kolejny tom. Byłam jednak pewna, że muszę sięgnąć po „Wojenną burzę”, ponieważ chciałam wiedzieć, jak zakończy się ta historia. Książka liczy sobie ponad siedemset stron, czyli jest najdłuższym tomem w serii. Podobnie jak w „Królewskiej klatce” autorka przedstawia historię z różnych punktów widzenia, dodaje jednak kilka nowych perspektyw, z którymi nie mieliśmy wcześniej do czynienia. O ile w poprzednich tomach ten zabieg jakoś dobrze się nie sprawdził, to w tym okazał się dobrym posunięciem, gdyż mogliśmy obserwować, co dzieje się na wszystkich frontach, a nie tylko tam, gdzie przebywa Mare. Największy problem, jaki mam z tą książką, to jej ślimacze tempo i zbyt wiele niepotrzebnych stron. Obserwowaliśmy wydarzenia, które rozgrywały się w kilku miejscach, jednak miałam wrażenie, że nie tworzyły one ze sobą jednej spójnej całości. Wiele z nich było jakby odciętych od reszty i nie wnosiło za wiele do fabuły. Czytanie tej książki nie sprawiło mi jakiejś wielkiej przyjemności, za to strasznie mi się dłużyło, gdyż nie ma tu za wiele dynamicznych i wypełnionych akcją wątków. Uważam, że ta książka jest o wiele za długa i gdyby autorka wyrzuciła wszystkie niepotrzebne wątki poboczne, które tylko zajmowały miejsce, to czytałoby się ją o wiele lepiej. Do samego końca miałam nadzieje, że autorka zaryzykuje i wprowadzi jakiś nieoczekiwany zwrot akcji, który mnie zaskoczy, jednak nic takiego się nie stało. Zakończenie tej książki jest bardzo pospolite. Victoria Aveyard nie zrobiła nic, co sprawiłoby, że ten finał wyryłby mi się w pamięci ani, że złapałabym się za głowę w trakcie czytania, z powodu tego, co dzieje się na kartach tej książki. Dodatkowo zdecydowała się na otwarte zakończenie, nie dała nam jasnych odpowiedzi, a otworzyła tylko drogę do snucia domysłów. Nie będę ukrywać, że jestem zawiedziona. Naprawdę żałuję, że historia, która tak mnie urzekła w pierwszym tomie, rozwinęła się tak niefortunnie. Autorka miała ciekawy pomysł i gdyby poprowadziła niektóre wątki inaczej, to ta seria mogłaby trafić na półkę z moimi ulubionymi książkami. Choć jej się to nie udało, to na pewno jeszcze długo pozostanie ona w mojej pamięci. Jak na razie nie spisuję Victorii Aveyard na straty i czekam na jej kolejne książki, ponieważ w gruncie rzeczy ma ona interesujące pomysły i nie pisze najgorzej, a wręcz przeciwnie, sądzę, że jej styl na przestrzeni tych czterech tomów bardzo się poprawił. Nie mogę z czystym sercem polecić tej serii, ale jeżeli przepadacie za young adult fantasy, to możecie sięgnąć po pierwszy tom i zobaczyć, czy wam się spodoba. Może akurat coś, co mi nie przypadło do gustu was zachwyci i oczaruje.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-11-2018 o godz 23:09 Aqnusia dodał recenzję:
Samą serię uwielbiam i z niecierpliwością czekałam na ostatni tom. Biorąc pod uwagę jak bardzo wciągnął mnie pierwszy i kolejne miałam dość duże oczekiwania co do Wojennej burzy. Niestety finał serii nie podbił mojego serca. Zacznijmy od początku, albo może powinnam powiedzieć od końca – zakończenie jest takie… pospolite. Nie ma w nim nic co sprawiłoby, że powiedziałabym „WOW” ¬łapiąc się za głowę. Owszem pozostawiło pewien niedosyt, ale jest on spowodowany niewykorzystanym potencjałem na napisanie czegoś super i zaskoczenie czytelnika na sam koniec serii. Idąc dalej, sposób w jaki kolejne rozdziały są opisywane z perspektywy różnych bohaterów, to z jednej strony świetny pomysł, w końcu czytelnik może poznać co się dzieje w głowie również innych postaci. Z drugiej odczuwam trochę zły dobór bohaterów. Miałam nieodparte wrażenie, jakoś od połowy książki, że wiem mniej więcej co się dalej wydarzy. Nie przepadam, za czymś takim, a co więcej, nudzi mnie to. Co prawda pojawiały się pewne zwroty akcji, ale zostały przyćmione negatywnymi odczuciami. Jeśli chodzi o wydarzenia i fabułę to chwilami miałam wrażenie, że autorka porwała się z motyką na słońce próbując przedstawić czytelnikowi tyle punktów widzenia. Książka momentami mi się dłużyła i wydaje mi się, że gdyby usunąć rozdziały pewnych bohaterów, akcja byłaby zdecydowanie bardziej dynamiczna i zaskakująca. Podsumowując ostatni tom serii „Czerwona królowa” zdecydowanie mnie zawiódł. Oczekiwałam czegoś super WOW, a dostałam przeciętną i przewidywalną historię.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-11-2018 o godz 23:09 Aqnusia dodał recenzję:
Samą serię uwielbiam i z niecierpliwością czekałam na ostatni tom. Biorąc pod uwagę jak bardzo wciągnął mnie pierwszy i kolejne miałam dość duże oczekiwania co do Wojennej burzy. Niestety finał serii nie podbił mojego serca. Zacznijmy od początku, albo może powinnam powiedzieć od końca – zakończenie jest takie… pospolite. Nie ma w nim nic co sprawiłoby, że powiedziałabym „WOW” ¬łapiąc się za głowę. Owszem pozostawiło pewien niedosyt, ale jest on spowodowany niewykorzystanym potencjałem na napisanie czegoś super i zaskoczenie czytelnika na sam koniec serii. Idąc dalej, sposób w jaki kolejne rozdziały są opisywane z perspektywy różnych bohaterów, to z jednej strony świetny pomysł, w końcu czytelnik może poznać co się dzieje w głowie również innych postaci. Z drugiej odczuwam trochę zły dobór bohaterów. Miałam nieodparte wrażenie, jakoś od połowy książki, że wiem mniej więcej co się dalej wydarzy. Nie przepadam, za czymś takim, a co więcej, nudzi mnie to. Co prawda pojawiały się pewne zwroty akcji, ale zostały przyćmione negatywnymi odczuciami. Jeśli chodzi o wydarzenia i fabułę to chwilami miałam wrażenie, że autorka porwała się z motyką na słońce próbując przedstawić czytelnikowi tyle punktów widzenia. Książka momentami mi się dłużyła i wydaje mi się, że gdyby usunąć rozdziały pewnych bohaterów, akcja byłaby zdecydowanie bardziej dynamiczna i zaskakująca. Podsumowując ostatni tom serii „Czerwona królowa” zdecydowanie mnie zawiódł. Oczekiwałam czegoś super WOW, a dostałam przeciętną i przewidywalną historię.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-11-2018 o godz 22:29 Anka dodał recenzję:
Do we have victory? Victoria Aveyard wdarła się na rynek powieści Young Adult z siłą i intensywnością tornada. Jeszcze zanim się ukazała pierwsza część jej debiutanckiego cyklu – „Czerwona Królowa” była jedną z najmocniej reklamowanych i najbardziej dyskutowanych książek na świecie. Duet Peter and Jacob (zwycięzcy piątej edycji polskiej wersji programu „Must Be The Music – Tylko Muzyka”) napisał piosenkę, która oficjalnie promowała dzieło młodej pisarki. A więc – debiut udany. Nawet bardzo, biorąc pod uwagę świeżość języka, subtelność łączenia dystopijnych wątków (tak modnych i wielokrotnie dublowanych na przestrzeni ostatnich lat) oraz sam pomysł. Tylko czy zamkniecie serii to jej ukoronowanie czy już tylko wiele hałasu o nic?… „Wojenna burza” to czwarta, finalna część serii „Czerwona Królowa”. Czwarta okrwawiona korona. Seria, planowana początkowo na trylogię, rozbita została na tetralogię. Już zamknięcie czy jeszcze furtka? Nie do końca wiadomo. Są przecież 3 opowiadania z uniwersum „Czerwonej Królowej”, a autorka zapowiedziała jeszcze epilog, podsumowujący całość. Czy potrzebnie? Czasami ma się wrażenie, że zabrakło dobrego redaktora opiekującego się cyklem. Kogoś, kto poprowadziłby młodziutką pisarkę za rękę po meandrach rzemiosła, jakim jest pisanie. Budowania postaci, głębi psychologicznej przeżyć bohaterów, wyłapywania nieścisłości i braku logiki (trudno być jednocześnie świetnym generałem i niedojrzałym chłopcem). Tak – zdecydowanie zabrakło i betareaderów, i redaktorów. Licząca 700 stron powieści, 37 rozdziałów, epilog i podziękowania. Każdy z rozdziałów opowiadany jest z perspektywy innego bohatera: 3 kobiet - Mare, Evengeline oraz Iris i 2 mężczyzn – Mavena i Cala. Zabieg o tyle ciekawy, co nie do końca dobrze wykorzystany przez autorkę. Z jednej strony – możemy poznać „tę okropną” Evangeline i zakochać się w niej na zabój (w jej sile, determinacji i męstwie) oraz przyjrzeć się knowaniom psychopatycznego brata i podziwiać jego maestrię - z drugiej brak większej dojrzałości Czerwonej Królowej i jej upadłego rycerza. Budowanie świata na gruzach imperium rzymskiego - nowej, uwspółcześnionej wersji średniowiecza, połączone z ukochanymi X-men autorki dało świetne rezultaty i świeże, nowe postaci. Niemniej jednak w pewnym momencie autorka sprawia wrażenie lekko pogubionej. Sporo wątków pobocznych i wielopłaszczyznowych rozgrywek nie zawsze zgrywa się w płynną całość. Świetne sceny walk i bitew, choć jest ich naprawdę dużo – jakby cykl dedykowany był fanom wojskowości. Nieco niejasne ujęcie relacji romantycznych. Początkowo ciekawie i klasycznie przedstawiony trójkąt miłosny, zdrady i zawiedzione zaufanie, ale jednocześnie jakby uczucia młodych ludzi wcale nie były ich siłą napędową. Powieść nie do końca wciąga i porywa – brak ciekawszych retrospekcji, głębszych przemyśleń, zbyt wiele powtórzeń. Ponadto część wątków nie jest zakończona, nie wszystkie interesujące czytelników sprawy zostają wyjaśnione. Ogólnie – niezłe zakończenie niezłej serii, ale – moim skromnym zdaniem – Victoria może jeszcze pokazać swoim fanom prawdziwą victorię.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-11-2018 o godz 21:49 Zaczytany Glonek dodał recenzję:
Mając na uwadze rewelacje zawarte w trzecim tomie, po „Wojenną burzę” sięgałam pełna ekscytacji wymieszanego z niepokojem, że opowieść złamie mi serce. W dodatku nieodwołalnie, bo to ostatni tom. Nic więcej się nie wydarzy, wszystko będzie wyjaśnione i przypieczętowane. A ja będę czuć się jak po nawałnicy (której nawiasem mówić, niesamowicie się boję), szacując straty, cieszyć się z ocalałymi i z myślą „Co tu się właśnie stało?” próbować dalej żyć. Więc weźmy głęboki oddech i zmierzmy się z finałem…. Uwielbiam bohaterów serii. To muszę powiedzieć. Zdeterminowani, ludzcy, walczący o swoje przekonania i ideały. Wyraziści, gotowi spalić świat, by postawić na swoim – czy to miłość, ambicja czy już obsesja? Gdzie postawić granice, że to jeszcze środki uświęcane przez cel, a kiedy zwyczajna zbrodnia? Ucieszyło mnie wprowadzenie większej ilości narratorów. Móc jednocześnie spoglądać na wydarzenia oczami kilku bohaterów, wejść do ich głowy (szczególnie Evangeline – od początku intrygowało mnie czy jej serce również wykute jest z żelaza), ale nie spodziewałam się jak dużo „czasu antenowego” zajmie relacja z każdej perspektywy… A tak naprawdę żadnej z nich nie poznaliśmy, wyrecytowała swoją rolę i przekazywała pałeczkę dalej. Miałam wrażenie, że mijają wieki zanim wydarzenia nabiorą rumieńców. Chociaż w sumie czy w ogóle ich nabrały? Od czasu do czasu miałam wrażenie, że czytam suche sprawozdania z wydarzeń, gubiąc się w szczegółach, które zaciemniały relacje pomiędzy postaciami i właściwy wątek. Stanowczo nie lubię opisów…. Przypominał mi się znienawidzony w szkole „Potop” gdzie każda wojna wyglądała podobnie i naprawdę było mi obojętne, która strona wygra, byleby już to się skończyło. Ja się pytam gdzie ta burza emocji!? I jeszcze Mare i Cal postanowili BYĆ ROZSĄDNI. I W DODATKU ZATAJAĆ PRZED SOBĄ RZECZY. Nie, tu już mi rączki opadły. Teraz? Gdy tak naprawdę się potrzebujecie? Z tego nigdy nic dobrego nie wynika… A co tutaj się podziało, to aż brakuje słów… Nadal jestem poirytowana. Myślę, ze to dobre słowo, którym można opisać uczucie towarzyszące mi podczas czytania, nie ekscytacja, zaskoczenie, a IRYTACJA. Zupełnie nic czego się spodziewałam się nie ziściło, a to co dostałam nie wywołało we mnie żadnych głębszych uczuć. Jedno, wielkie MEH. Nawet otwarte zakończenie, które zwykle powoduje u mnie całą masę pytań, pozostawiło tylko jedno: ALE DLACZEGO? Mnie samą zaskoczyła moja reakcja na tę historię. Może podeszłam do niej ze zbyt dużymi oczekiwaniami? Wymyśliłam sobie jak ma wyglądać zwieńczenie historii i nie akceptuję zamysłu autorki, która postanowiła odważnie pójść pod prąd? Muszę to przemyśleć i za jakiś czas wrócić do czerwonosrebrnego świata. Dać mu jeszcze jedną szansę i może wtedy w rerecenzji będę się Wam kajać, że narzekałam? Pożyjemy, zobaczymy :)
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
12-11-2018 o godz 20:59 anna dodał recenzję:
Victoria Aveyard to bestselerowa autorka na całym świecie, która zadebiutowała pierwszą książką z serii „Czerwona królowa” o tym samym tytule. Jak na razie spod jej pióra wyszły cztery książki i zbiór nowelek, ale sama autorka zapowiedziała, iż do tej serii powstanie jeszcze na pewno książka w formie epilogu o tym, co się dzieje z bohaterami po ostatniej cześć. Wojenna burza to tom kończący główną serię. Mare, choć doszczętnie zraniona przez Cala, nie ubolewa nad swoim złamanym sercem. Bierze się do kontynuowania planu, który wcześniej był ustalony. Choć nie jest to dla niej proste nie poddaje się i dalej pokazuję, że jest „dziewczyną od błyskawic”, której nic nie potrafi zatrzymać ani zniszczyć. Jedno jest pewne, nawet kiedy Tyberiasz wybrał koronę, to na długo jej nie zatrzyma. Większość z jego sprzymierzeńców nie chce powrotu monarchii. Pozostaje jeszcze Maven, który na pewno dobrowolnie nie odda tronu i królestwa. Szykuje się wojna, w której nie można nikomu ufać. Każda ze stron kombinuje kłamie i zdradza. Nikt nie może być pewien wierności drugiego. Czy w obliczu kłamstw i chęci wygrania, da się wygrać skoro każdy może zdradzić każdego, W Krakowie na targach książki w tym roku miało miejsce super wydarzenie. Otóż odbyło się spotkanie z autorką tej książki. Przed samym podpisywaniem była krótka rozmowa z pisarką na temat jej książek, ale nie tylko. Był również poruszony temat najnowszej książki, czyli tytułowej „Wojennej Burzy”. Poproszono autorkę oto by opisała tę książkę w trzech sławach. Niestety w pamięci zachowało mi się tylko jedno „heartbreaker”, czyli „łamacz serc”. I właśnie z tym słowem zaczęłam czytać książkę. Niestety jest to słowo bardzo dobrze opisujące tę książkę. Akcja toczy się w bardzo szybkim tempie. Nie przypominam sobie, by jakiś fragment mnie znudził, albo znużył. Co jest bardzo ważne, autorka opisuje są różne walki co niektórych może nudzić, ale mnie osobiście pozbawiały oddechu. Niesamowite i nieprzewidywalne wydarzenia powodowały, że z każdą stroną chciało się czytać kolejną i nie przerywać. Nie można nie wspomnieć o końcu książki, który pomimo tego, że był oczywisty – złamał mi serce. Ostatnie pięćdziesiąt stron czytałam dosłownie ze łzami w oczach, bo nie chciałam by ta książka się skończyła. Jak dla mnie jest to najciekawsza część z serii zaraz po pierwszym tomie. Co do całości serii jest to niezwykle wciągająca i niesamowicie warta uwagi pozycja dla ludzi, którzy lubią ten gatunek literaki. Jedno jest pewne, jeżeli lubisz „Niezgodną”, „Igrzyska śmierci”, „Rywalki” czy „Szklany tron” jest to pozycja obowiązkowa dla ciebie, bo nie zawiedziesz się również tą serią. Pozostaje mi tylko bardzo was zachęcić do przeczytania ostatniego tomu oraz całej serii, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, a teraz mi pozostaje czekać na kolejne nowelki.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-11-2018 o godz 20:53 Jo dodał recenzję:
Kiedy Mare Barrow odkryła swoje niezwykłe zdolności - zdolności, których nie powinna posiadać, skoro jest Czerwoną, nie Srebrną - nie sądziła, że w krótkim czasie stanie się symbolem czegoś większego. Że przyczyni się do zarysowania perfekcyjnej bańki, w której żyli do tej pory Srebrni, uważający się za bogów. Teraz, gdy królestwa powstają przeciw sobie, nadchodzi czas na podjęcie ostatecznych decyzji. Nic jednak nie przyjdzie bez poświęceń. Finalny tom debiutanckiej serii Victorii Aveyard liczy sobie ponad siedemset stron i jest równocześnie ostatnią prostą, ku końcowi. Chyba należy zacząć od tego, że tak jak to było w poprzedniczce, tak też i w czwartym tomie, autorka dodaje parę nowych perspektyw. O ile jednak w trójce, zabieg ten nie wniósł niczego nowego i w moich oczach, nie miał zbyt wiele sensu, o tyle tutaj, w finale, gdzie wiele działo się na wszystkich frontach, miło było zobaczyć pełny obraz gry, w którą grały poszczególne koalicje. Problemem w tej książce pozostaje jednak tempo akcji i brak dynamiki czy nawet płynności. Miałam wrażenie, jakby wiele wydarzeń było odseparowanymi od reszty, jakby stanowiły ułamek innej układanki i zwyczajnie nie kleiły się do całości. Być może jest to kwestia tego, że Victoria Aveyard próbowała - ponownie - wprowadzić poboczne wątki, które miały jakoś wypełniać dziury logiczne historii, jak dla mnie jednak, wydawały się nieco niepotrzebne i irytujące i pełniły rolę upychacza stron. Stron - nawiasem mówiąc, których w tym tomie nie brakowało. W związku ze ślimaczym tempem brnięcia przez lekturę i brakiem ekscytujących wątków czy dynamiki, czytanie nie było specjalnie przyjemne i szczerze mówiąc, bardziej męczyło niż ekscytowało - mimo że mieliśmy do czynienia z finalnym tomem, który z zasady powinien być najbardziej fascynujący i pełen napięcia. Szczerze mówiąc, ponownie jestem nieco zawiedziona. Mimo że nie spodziewałam się wiele po zawodzie jaki autorka sprawiła mi tomem trzecim, jest mi smutno, że historia, w której zakochałam się przy pierwszym i drugim tomie, zniknęła pod naporem wielu niepotrzebnych opisów, braku iskry w akcji, przewidywalności fabularnej i zwyczajnym braku zainteresowania ze strony czytelnika, zmęczonego ciężką treścią książki. Elementy, które powinny ekscytować - jak zbliżająca się wojna, potyczki, układy, intrygi, a nawet romantyczne dramaty bohaterów, obchodziły mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. Nie potrafiłam się wgryźć w treść, czy zatracić w historii Mare i reszty, jakkolwiek bym się nie starała. I uwierzcie, w tym wszystkim jestem w stanie zauważyć, jak Aveyard rozwinęła się jako pisarka na przestrzeni pisania tego cyklu - nie mogę jej odebrać pasji, talentu i pomysłowości, bo do zaplanowania takiej historii jak ta, też potrzeba głowy, niemniej jednak, nie zmienia to faktu, że przez charakter dwóch ostatnich tomów cyklu, będę wspominać tą serię z gorzkim rozczarowaniem. "Wojenna burza" to finał, który nie daje prostego rozwiązania, który otwiera przed czytelnikami drogę do snucia domysłów i który nie serwuje zbyt oczywistych odpowiedzi. W tym wszystkim stanowi jednak okazję do pożegnania ze znajomymi bohaterami, targającymi ich emocjami i rewolucją, którą żyliśmy przez ostatnie trzy tomy. Trudno polecić tą serię, ale trudno jest też nie polecić, bo mimo wszystko, ma w sobie coś, przez co nie żałuję, że ją poznałam. Jeśli przepadacie za fantasy z kategorii young adult, które z biegiem czasu, zaczynają traktować o czymś znacznie więcej niż zwykłe panowanie nad nowymi zdolnościami czy radzenie sobie z rozterkami sercowymi, ale równocześnie przygotowani jesteście na całą rzekę opisów - przyjrzyjcie się tym tytułom. Jestem pewna, że ten cykl ma szansę podbić serca wielu czytelników w sposób, w jaki ostatecznie, nie podbił mojego. https://sherry-stories.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-11-2018 o godz 20:11 izula dodał recenzję:
Drogi Czytelniku... Zemsta, wojna, bitwy, miłość, zdrady, zawiść, intrygi, ból... Między innymi właśnie to porusza Victoria Aveyard w swojej powieści pod tytułem „Wojenna burza”. Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie oczywiście zapraszam do lektury. Jest to czwarty, ostatni tom z cyklu Czerwona królowa. Wspaniale było przenieść się do świata Farley, Camerona, Gisy, Mare, Bree, Kilorna, Cala, Marvena, Iris, Anabel, Elane, Ptolemejusza, Evangeline, Volvo, Larentii, Davidsona, Feral, Juliana i innych. Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze. Już odpowiadam. Po pierwsze, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, zróżnicowani i interesujący. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że nie polubiłam tak naprawdę nikogo. Dlaczego tak jest? Cóż, po prostu nikt nie przypadł mi do gustu. Każdy ma coś na sumieniu. Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że rollercoaster to to nie był, oj nie był, bynajmniej dla mnie. Akcja powieści jest troszkę monotonna i to niestety przez jej zdecydowaną większość, choć powiem, że w pewnych momentach nie brakowało zaskakujących zwrotów akcji. Po trzecie, rodzaje krwi ludzi. Autorka bardzo fajnie wymyśliła tu Czerwonych (czerwona krew) - zwykli ludzie, Srebrnych (srebrna krew) - przy pomocy różnych przedmiotów mają zdolności paranormalne oraz Nowych (również czerwona krew) - mają zdolności paranormalne, nie potrzebują do tego przedmiotów. Za to daję książce plusa. Po czwarte, podział rozdziałów. Rozdziały w tej powieści są podzielone na poszczególnych bohaterów (w większości kobiet). Muszę przyznać, że bardzo mi się to podoba. Po piąte, wojna, wojna i... Jeszcze raz wojna. Polecam tę pozycję szczególnie miłośnikom tejże właśnie. Jeśli chodzi o mnie mogłoby być jednakowoż mniej bitew i rozlewu krwi... Często się gubiłam kto z kim... Pisarka trochę tu zagmatwała... Po szóste, natłok. Czego? Nazw i opisów. Ok, lubię gdy wszystko jest dobrze opisane, ale do przesady... W tym wypadku autorka stanowczo przesadziła... Po siódme, niedokończone wątki. Jest to finałowy tom serii, a wiele wątków zostało niewyjaśnionych do końca. Pytam się dlaczego? Daję za to ogromnego minusa powieści. Powieść stanowczo nie jest lekką lekturą do poduszki. Opowieść pokazuje, że zemsta i zawiść nigdy nie prowadzą do niczego dobrego, jest to 'błędne, nigdy nie zamykające się koło', które tak naprawdę funduje nam tylko ból i cierpienie, w żadnym wypadku nie daje ukojenia. Książka praktycznie czyta się sama. Historia trochę wciąga, sprawia, że chce się być częścią życia (mimo iż ogromnie niebezpiecznego) naszych bohaterów i nie opuszczać aż do końca bitw. Autorce bardzo dziękuję za tę historię. Ogólna ocena - 8/10. :) POLECAM, POLECAM, POLECAM. Warto po nią sięgnąć. Pozdrawiam, Iza.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-11-2018 o godz 20:10 izula dodał recenzję:
Drogi Czytelniku... Zemsta, wojna, bitwy, miłość, zdrady, zawiść, intrygi, ból... Między innymi właśnie to porusza Victoria Aveyard w swojej powieści pod tytułem „Wojenna burza”. Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie oczywiście zapraszam do lektury. Jest to czwarty, ostatni tom z cyklu Czerwona królowa. Wspaniale było przenieść się do świata Farley, Camerona, Gisy, Mare, Bree, Kilorna, Cala, Marvena, Iris, Anabel, Elane, Ptolemejusza, Evangeline, Volvo, Larentii, Davidsona, Feral, Juliana i innych. Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze. Już odpowiadam. Po pierwsze, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, zróżnicowani i interesujący. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że nie polubiłam tak naprawdę nikogo. Dlaczego tak jest? Cóż, po prostu nikt nie przypadł mi do gustu. Każdy ma coś na sumieniu. Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że rollercoaster to to nie był, oj nie był, bynajmniej dla mnie. Akcja powieści jest troszkę monotonna i to niestety przez jej zdecydowaną większość, choć powiem, że w pewnych momentach nie brakowało zaskakujących zwrotów akcji. Po trzecie, rodzaje krwi ludzi. Autorka bardzo fajnie wymyśliła tu Czerwonych (czerwona krew) - zwykli ludzie, Srebrnych (srebrna krew) - przy pomocy różnych przedmiotów mają zdolności paranormalne oraz Nowych (również czerwona krew) - mają zdolności paranormalne, nie potrzebują do tego przedmiotów. Za to daję książce plusa. Po czwarte, podział rozdziałów. Rozdziały w tej powieści są podzielone na poszczególnych bohaterów (w większości kobiet). Muszę przyznać, że bardzo mi się to podoba. Po piąte, wojna, wojna i... Jeszcze raz wojna. Polecam tę pozycję szczególnie miłośnikom tejże właśnie. Jeśli chodzi o mnie mogłoby być jednakowoż mniej bitew i rozlewu krwi... Często się gubiłam kto z kim... Pisarka trochę tu zagmatwała... Po szóste, natłok. Czego? Nazw i opisów. Ok, lubię gdy wszystko jest dobrze opisane, ale do przesady... W tym wypadku autorka stanowczo przesadziła... Po siódme, niedokończone wątki. Jest to finałowy tom serii, a wiele wątków zostało niewyjaśnionych do końca. Pytam się dlaczego? Daję za to ogromnego minusa powieści. Powieść stanowczo nie jest lekką lekturą do poduszki. Opowieść pokazuje, że zemsta i zawiść nigdy nie prowadzą do niczego dobrego, jest to 'błędne, nigdy nie zamykające się koło', które tak naprawdę funduje nam tylko ból i cierpienie, w żadnym wypadku nie daje ukojenia. Książka praktycznie czyta się sama. Historia trochę wciąga, sprawia, że chce się być częścią życia (mimo iż ogromnie niebezpiecznego) naszych bohaterów i nie opuszczać aż do końca bitw. Autorce bardzo dziękuję za tę historię. Ogólna ocena - 4/5. :) POLECAM, POLECAM, POLECAM. Warto po nią sięgnąć. Pozdrawiam, Iza.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-11-2018 o godz 18:57 liliannamai dodał recenzję:
To drugi raz kiedy aż tak bardzo męczyłam się z przeczytaniem książki. Bardzo czekałam na czwarty tom z serii Czerwonej królowej, bo naprawdę kocham tę serię całym moim sercem, ale... po części czuję się strasznie zawiedziona. Mnie już nie dziwiło to, co się stało w trzecim tomie w zakończeniu. Wiedziałam wtedy, że autorka musi zrobić trach by mieć punkt wyjścia w finałowym rozrachunku, ale na litość boską. To zakończenie naprawdę mnie dobiło, a miałam nadzieję przez całość, że jakoś to będzie, że zakończy to z klasą, a nie. Oczywiście otwarte zakończenia nie są złe. Przecież podobnie zrobiła Tahereh Mafii i o ile w jej serii to się udało, bo ładnie i zgrabnie wszystko wyglądało. Tak w „Wojennej burzy” już nie. Czuję, że w tej recenzji trochę posłodzę tej historii, ale trochę będę na nią narzekać. Chciałabym równie mocno pokochać ten tom jak pierwszy, który sprawił, że ta seria jest jedną z moich ulubionych. Zwłaszcza, że ja nie mam zapału do czytania wielotomowych opowieści, bo czekanie na wydania polskie mnie frustruje. Czerwona królowa to wybuchowa seria, intensywna i żywiołowa, to coś było nie tak z „Wojenną burzą”. Dużo się działo, bo w końcu 700 stron, ale ja przez większą część czytania byłam przytłoczona tą historią. Dopiero pod koniec moje serce zabiło mocniej i czułam dreszcze na plecach, metaliczny posmak krwi, bo zupełnie się tego nie spodziewałam. Dla mnie bitwy, mimo że były ciekawe to dla mnie były za długie i brakowało im akcji. Miałam wrażenie, że Victoria Aveyard zatraciła gdzieś ten punkt zaczepienia, by książka była fenomenalna, godna zapamiętania. Bohaterowie znani wszystkim... Mare, która dorosła i miała swój cel. Jej zmianę bardzo widać, że jest dojrzała i pewna swoich decyzji. Maven cwany i przebiegły lis, który mimo że złamał mi serce w pierwszym tomie to jakoś dalej mu kibicowałam. Jego postać baardzo tragiczna i szczerze... Było mi bardzo smutno w zakończeniu. Bardzo, bardzo! W trzecim tomie Mare doskonale widziała Mavena jako złamanego młodzieńca. To bardzo zagubiony bohater, który nie miał łatwo, a jego matka zrobiła z niego teatralną lalkę, która miotała się między życiowymi wyborami. Jego umysł miał do powiedzenia co innego, to co czuło serce. W jego sercu zawsze tliły się te uczucia do dziewuszki od błyskawic. Miałam okrutną nadzieję, że Aveyard może jakoś go zrehabilituje, ale niestety jego słabość została podwojona. Uwielbiam jego perspektywę. Nie uważam go za potwora, bo gdyby ten chłopak miał wybór na pewno nie byłby tak zniewolony przez swoją matkę Elarę. Jeśli chodzi o drugiego brata to Cal był mi obojętny po zakończeniu trzeciego tomu. Muszę przyznać, że bardzo go lubiłam, ale jakoś moja sympatia osłabła. Rozumiem i nie rozumiem jego wyborów, ale niesmak pozostał. Jedynym zaskoczeniem była Evangeline, którą pokochałam za jej sarkazm, siłę ducha i to koleżeństwo, które pojawiło się między nią a Mare. To wprowadziło mnie w niezłe osłupienie, ale Evangeline zawsze lubiła zaskakiwać. Co do końcowych wydarzeń to jak już wspomniałam... Otwarte zakończenia nie są złe, ale tutaj to nie zagrało jak być powinno. Wyjęłabym te opisy bitew na poczet rozwinięcia zakończenia i opowiedzenia tego, co się dzieje z bohaterami, których zdążyliśmy już polubić bądź pokochać. Rozumiem zamysł autorki, że chce zostawić sobie furtkę, aby mogła kiedyś być może wrócić do Czerwonej królowej, ale to bardzo mnie rozczarowało. Jestem pewna, że znajdą się tacy fani, którzy powiedzą, że ta część jest najlepsza, ale ja uważam, że „Wojenna burza” to najsłabsze ogniwo z serii. Kilka spraw się wyjaśniło, które pozwoliły mi się uspokoić, ale w innych aspektach zaś pozostała pustka i nuta goryczy rozczarowania. Chciałam konkretnego zakończenia, jakiegoś punktu kulminacyjnego, który sprawi, że nie zapomnę o tym zakończeniu na długo.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-11-2018 o godz 18:45 Weronika Ćwichuła dodał recenzję:
„Czerwona królowa” zwojowała polski rynek książkowy. Z każdym rokiem czekałam na kolejny tom, ponieważ historia coraz bardziej się rozkręcała. Oczywiście seria miała swoje wzloty i upadki, jednak nie da się tego ominąć podczas pisania. Mimo wszystko jest to jedna z moich ulubionych serii książkowych dla młodzieży. Rozdziały są pisane głównie z perspektywy trzech osób. Są to Mare, Evangeline i Iris- czyli pochodząca z Lakelandii żona Mavena. I muszę przyznać, że wszystkie narracje, oprócz tej z perspektywy Mare, podobały mi się. Wniosły do powieści powiewu świeżego powietrza. Niestety każdy rozdział, który opowiadała nasza buntowniczka zmuszał mnie do przerwania czytania. W pewnym momencie po prostu miałam dość rozterek na temat Cala i tego czy ona go kocha, czy jednak nie. Myślę, że gdyby autorka skróciła pod tym względem „Wojenną burzę” czytałoby się ją o wiele lepiej. Niestety książkę samą w sobie czyta się długo i mi ciężko było mi się wciągnąć. Powieść ma 700 stron i mimo, że jest to dużo zazwyczaj dość sprawnie mi idzie czytanie takich tomisk. W tym wypadku męczyłam i męczyłam tą książkę, aż ją wymęczyłam. Z pewnym żalem muszę przyznać, że nie jestem zachwycona „Wojenną burzą” i cieszę się, że Victoria Aveyard zakończyła serię. Myślę, że gdyby akcja tych książek została zmniejszona do trzech tomów seria zyskałaby wiele. Jej zdecydowanym plusem była sama w sobie historia, ponieważ o wszystkich walkach czy planowanych ruchach w wojnie czytało się świetnie, a niestety poboczne wątki uprzykrzyły czytanie. Jednak były dwie bohaterki, które ratowały cały tom i były to Evangeline i Iris, gdyby nie one i ich silne osobowości nie wystawiłabym tak pozytywnej oceny.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-11-2018 o godz 17:47 Klaudia Sosna dodał recenzję:
Gdy zaczynałam przygodę z serią nie myślałam, że będę tak bardzo do niej przywiązana. Pierwsze zdania pierwszego tomu były dla mnie dziwne, jednak po przeczytaniu pierwszego rozdziału, całkowicie zmieniłam zdanie. Podczas czytania ostatniego tomu serii pragnęłam zarazem poznać zakończenie tej historii, ale również chciałam przedłużać jej czytanie, choć i tak ta część była najgrubsza ze wszystkich części. Dzięki wprowadzeniu przez autorkę zabiegu z trzeciego tomu, czyli danie głosu nie tylko Mare, ale również Iris i Evangeline, ich punktu widzenia oraz danie czytelnikom poznać ich lepiej, zrozumieć ich sytuację, w której się znajdują od w zasadzie urodzenia. Pomimo że akcja toczyła się miejscami to powoli to znowu nabierała tępa, a niektóre opisy były męczące, to jednak widziałam sens ich powstanie: zrozumienie bohaterów z powodu dokonywanych decyzji lub po prostu zrozumienie danej sytuacji. Choć Wojenna Burza nie była aż tak burzowa, jak przewidywałam, to jednak była to bardzo dobra książka, do której zapewne jeszcze kiedyś wrócę nie raz. Ma do niej wielki sentyment, gdyż historia pokazuje najważniejsze aspekty wojny. Ludzie umierają, nawet ci, których kochamy i nie chcemy żeby zginęli, a nawet jeśli zginą, to przewidujemy że dana osoba zostanie wskrzeszona za jakieś kilka stron lub na samym jej końcu. Tutaj świetnie jest pokazane, że śmierć przychodzi nagle i pomimo chęci nie możemy na to zaradzić.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-11-2018 o godz 12:25 karolas dodał recenzję:
Jest to zdecydowanie najlepsza cześć tej serii. Autorka zrobiła spory postęp jeżeli chodzi o przestawienie akcji. Niestety wątek romantyczny niesamowicie przynudzał przez całą książkę. Na szczęście nie zabrakło dworskich knowań, gierek, walki o władzę oraz scen walk. Zdecydowanie ostatnia potyczka, którą stoczyli bohaterowie pozamiatała system ;)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-11-2018 o godz 23:11 Kanapka dodał recenzję:
Cóż na wstępie zaznaczę, że z serią "Czerwona królowa" po raz pierwszy spotkałam się na przełomie gimnazjum/technikum. W tamtym czasie książki pochłaniałam tonami, autorzy nie nadążali z pisaniem kolejnych części, a siostra z ich kupowaniem żebyśmy mogły przeczytać. W tamtym czasie czytałam i nie patrzyłam na podobieństwa do innych książek. Do czego zmierzam. Przed wyjściem "Wojennej burzy" postanowiłam, że odświeżę sobie równie poprzednie tomy. Toż to przecież kiedyś była historia którą żyłam oddając jej całe swoje serducho. Jednak czytając wszystko od początku zderzyłam się z lekki murem. Nagle uświadomiłam sobie że pierwsze tomy "Czerwonej królowej" to zlepki wszystkich historii które były na topie w czasach gdy książki wychodziły. Jednak mimo wszystko jak każdy pisarz Victoria Aveyard dołożyła coś od siebie i tu punkt dla niej, bo wśród miliona prawie tych samych historii, Jej miała w sobie pewną świeżość. Zaczynając "Wojenną burzę" miałam już nakreślone kilka wersji tego jak książka powinna się zakończyć, w sumie chyba jak każda osoba która właśnie bierze do ręki ostatni tom serii. Niestety, dość ciężko było mi dojść do końca tej historii. Popieram innych którzy piszą, że tom mający 700 stron śmiało mógłby się zmieścić w ich mniejszej ilości. Tak naprawdę najlepiej cytało mi się pierwsze i ostatnie 200 stron... Tam po prostu coś się dzieje. Ratunkiem dla książki jest powtórzony z poprzedniego tomu podział rozdziałów na punkty widzenia różnych bohaterów. Gdyby nie to, nie wiem czy doczytałabym do końca... Choć nie ukrywam - były moment gdzie dla zmotywowania się do czytania przeskakiwałam X stron, do miejsca jakiejś akcji, czytałam ze 2 strony i potem nakręcona wracałam i czytałam jak do tego doszło. Póki co napisałam chyba bardziej minusy niż plusy tej historii, więc teraz czas na te drugie. W wielu historiach które czytam, po kilku tomach najbardziej irytuje mnie to jak bohaterzy zmieniają się na gorsze lub nie zmieniają się w cale (kurka, jak po tylu przygodach od początku do końca bohater może ciągle być taki sam?!) W "Wojennej burzy" Cal, Maven, Mare, Kilorn, Generał Farley, Cameron i inni, według mnie zmieniają się na lepsze. W wielu innych pozycjach mam wrażenie, że autorzy o tym zapominają. Nie raz było tak, że w pierwszym tomie pokochałam jakąś postać, a w ostatnim nie mogłam już jej znieść. U Victori Aveyard jest inaczej. Większość postaci, które były nudne, przesłodzone, przewidywalne - jak dla mnie rozwijają się i w ostatnim tome zaczynam je kochać. To duży plus. Kolejnym plusem jest dla mnie poruszenie w historii tematów m.in. homoseksualizmu, temat kontrowersyjny ale wpasował się w treść. Ogólnie patrząc na całość, mam odczucie że książka po prostu ma cichy przekaz promowania równości "Odwracam się i spoglądam na żołnierzy [...] Różnią się rysami, odcieniem skóry i krwi, ale wszyscy wołają wstrząsającym uniosem..." Nie ważne czy jesteś czerwonym, nowym, srebrnym, czy jesteś blady cy masz ciemną skórę itp. itd. Wszyscy powstaniemy czerwoni niczym świt. Pozytywnym zaskoczeniem jest dla mnie również zakończenie... Jest takie.. realne. Nie mam po nim ochoty dobitnie "rzygać tęczą". Nie ma kolejnego "i żyli długo i szczęśliwie otoczeni przyjaciółmi i gromadką dzieci". Jest po prostu inne - oryginalne, ale nie będę wam spoilerować jakie. Na koniec mogę jedynie powiedzieć, że polecam "Wojenną burzę" i cieszę się że to ostatni tom, bo w innym wypadku kolejne tomy to byłoby tylko sztuczne przedłużanie żeby nabić kasę. Zaznaczę też, że warto się przyjrzeć serii przez pryzmat tego co w tej chwili dzieje się na świecie, bo jak dla mnie, naprawdę ma ona ukryty przekaz.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Zobacz także

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.