Władca liczb. Edward Popielski (okładka  miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Oferta empik.com : 25,02 zł

25,02 zł 32,90 zł (-23%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Wrocław to brama do piekła. Kiedy przez nią przejdziesz, nie ma już odwrotu.
 
Zmęczony życiem Popielski dostaje nowe zlecenie. Proste z pozoru śledztwo w sprawie syna pewnego hrabiego zaczyna zupełnie nowy rozdział w historii detektywa i miasta.

Wrocław staje się przejściem do mrocznego świata, niebezpiecznym labiryntem. Wystarczy o niewłaściwej porze znaleźć się w niewłaściwym miejscu i otwiera się brama do piekieł.

Tutaj okrucieństwo nie ma granic.
Tutaj śledzisz każdy gest twojego oprawcy.
Tutaj zaczynasz żyć według jego reguł.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Władca liczb. Edward Popielski
Seria: Edward Popielski
Autor: Krajewski Marek
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 312
Numer wydania: I
Data premiery: 2014-09-10
Rok wydania: 2014
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 24 x 202 x 135
Indeks: 15290168
średnia 4,6
5
44
4
11
3
3
2
0
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
39 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
16-10-2014 o godz 10:53 przez: Agnieszka Stolarczyk | Zweryfikowany zakup
Jak zwykle świetna!! Nie mogę być obiektywna, gdyż "kocham" Krajewskiego i każdy kolejny jego kryminał bez zastanowienia ląduje w mojej biblioteczce.
Czy ta recenzja była przydatna? 2 0
4/5
20-10-2015 o godz 14:49 przez: Marboro | Zweryfikowany zakup
Krajewski trzyma określony poziom, poniżej którego nie schodzi. Książkę czyta się (wręcz pochłania) bardzo szybko. Co prawda z tęsknotą wspominam czasy E. Mocka i opisów dawnej pięknej architektury Breslau, ale pan Marek najwyraźniej nie zamierza zrezygnować z Popielskiego. Dobre i to.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
28-10-2015 o godz 07:53 przez: Olga Lewczuk | Zweryfikowany zakup
Jak każda pozycja tego autora- z kolejną stroną wciąga do zupełnie innego świata. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
28-09-2014 o godz 21:27 przez: Joanna | Zweryfikowany zakup
„Władca liczb” Marka Krajewskiego to kolejna książka poświęcona Edwardowi Popielskiemu. Główna akcja tego retro kryminału toczy się latem 1956 r. we Wrocławiu. Tym razem już siedemdziesięcioletni Popielski, były policjant, dr filologii klasycznej i współpracownik kancelarii prawnej dostaje zlecenie od ekscentrycznego hrabiego. Jego zadaniem ma być wyjaśnienie trzech samobójstw, które są rzekomo dziełem Belmispara – władcy liczb. Hrabiemu zależy na udowodnieniu, że śmierć tych ludzi nie ma nic wspólnego z matematycznymi obliczeniami. Gra toczy się o duży spadek. Rozpoczynając śledztwo Popielski wkracza na niebezpieczną drogę, z której niejednokrotnie będzie chciał zawrócić.
Główny bohater jest już inną postacią niż we wcześniejszych powieściach opisujących jego przygody. Mniej pije, rzadziej stołuje się na mieście, jest słabszy i mniej bezwzględny. Dlatego we „Władcy liczb” występuje znacznie mniej soczystych opisów knajpianego życia. Jednak Popielski prowadząc śledztwo trafia na wszelakie przeszkody. Przekupuje, zastrasza, śledzi podejrzanych. Jest też świadkiem strasznych rzeczy. Bezradnie patrzy, jak młody mężczyzna zostaje pozbawiony oczu za pomocą łyżki. Brakuje mu sił, bo jak sam stwierdza – „ zło nie zestarzało się tak łagodnie jak ja”. Mimo swojego wieku ponownie ulega namiętności. Wróżka, która jak się okazuje ma wiele wspólnego z prowadzonym przez niego śledztwem, staje się matką jego dziecka. Wszystko wskazuje na to, że tym razem nie udało mu się rozwiązać sprawy, a winą za to obarczył demona – Belmispara, w którego uwierzył. Ale czy na pewno?
Jak zwykle powieść Marka Krajewskiego czyta się z ogromną przyjemnością. Bogactwo językowe, wartkie dialogi a także łacińskie wtrącenia, są nie lada gratką dla wymagającego czytelnika. Jednak wiele wątków, które dopiero pod koniec łączą się w spójną całość sprawia, że czytelnik nawet na moment nie może pozwolić sobie na brak skupienia. Warty podkreślenia jest fakt, że główna akcja opisana jest w formie retrospekcji. Kontynuacja historii ma miejsce w 2013 r. Do niewyjaśnionego śledztwa włącza się syn Popielskiego – Wacław Remus.
Moim zdaniem „Władca liczb” to bardzo ciekawa pozycja wśród kryminałów. Krajewski po raz kolejny udowodnił, że jest erudytą – wprowadza czytelnika w świat matematyki, filologii, łamigłówek szachowych, a na dodatek, w bardzo realistyczny sposób opisuje scenę kupna narkotyków. Ale najważniejsza jest fabuła – ciekawa, logicznie uporządkowana i zaskakująca. Wszystkie te cechy sprawiają, że w swoim fachu autor jest w moim przekonaniu artystą kompletnym.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
01-02-2015 o godz 17:30 przez: Wojciech Kazanecki | Zweryfikowany zakup
Najnowsza książka Marka Krajewskiego ponownie toczy się we Wrocławiu (tym razem juz powojennym), w którym żyje przedwojenny lwowski komisarz Edward Popielski. Zasadnicza część książki rozwgrywa się w roku 1956, gdy Popielskiemu przychodzi rozwikłać kolejną zagadkę kryminalną. Jak zwykle u Krajewskiego, książkę czyta się szybko i trudno się od niej oderwać (ja skończyłem o 2 w nocy), choć jest ona już inna niż jego seria z Eberhardem Mockiem i przedwojenne (a nawet wczesnopowojenne przygody Popielskiego) - nie ma już tak mocnego nacisku na wątki seksualne (czy to jako część zbrodni, czy to jaok część osobości bohaterów), tryb narracji jest zmieniony (do tej pory Autor pisał w 3 osobie, teraz narratorem części zasadniczej jest sam Popielski, spisujący swoje wspomnienia). Jest wątek bardzo współczesny (wręcz bieżący), który klamrą spina początek i koniec powieści (ten zabieg znamy już z wcześniejszych książek).

Zanim kupiłem tą książkę, czytałem recenzje czytelników zaraz po ukazaniu się tej książki (jakies pół roku temu). Zasadniczo były one nieprzychylne i wzywały Autora do powrotu do korzeni (tzn. do przedwojennych przygód Mocka). Przyznam, że ja z przyjemnością czytam wszystkie książki Krajewskiego (nie przeczytałem jeszcze czterech), i uwielbiam odkrywać to, jak łączy on różne historie w jedną nić. Przygody starzejącego się Popielskiego tez czytałem z przyjemnością (nie bez znaczenia jest fakt, że akcja rozgrywa się we Wrocławiu (moim mieście rodzinnym) więc siłą rzeczy utożsamiam się z miejscem, nie wiem, czy miałbym podobna frajdę, gdyby przygody bohatera były w Krakowie, Warszawie czy Poznaniu. Ale kto wie?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-10-2014 o godz 11:31 przez: bartoszch | Zweryfikowany zakup
Popielski we Wrocławiu próbuje odnaleźć to, co już jakiś czas temu zgubił Marek Krajewski - lekkość tworzenia interesujących intryg kryminalnych z historią w tle. Odnośnie historii, Krajewski udowodnił, że potrafi przywrócić do życia świat, który przeminął kilkadziesiąt lat temu, dbając przy tym o jego najdrobniejsze szczegóły, od używanego języka, po obraz społeczeństwa w ogóle. Warto sięgnąć po najnowszą powieść Krajewskiego chociażby z uwagi pieczołowitość jego filologiczno-literackiego warsztatu. Odnośnie przygód Popielskiego we Władcy liczb... Krew i zbrodnia wypełnia praktycznie wszystkie strony książki. Naturalistyczne szczegóły zbrodni, denatów, śladów nikogo nie dziwią u Krajewskiego, lecz mnie osobiście nudzi już ta brutalność. Uważam, że nadszedł czas na Popielskiego, tak jak przyszedł na Eberharda Mocka. Format się wyczerpał. Każda seria im bliżej końca, tym nudniejsza (są oczywiście wyjątki), a Marek Krajewski tę nudę próbuje zamaskować wręcz encyklopedycznym spisem różnego rodzaju inwektyw i ukazywaniu okrucieństw w olbrzymim powiększeniu. Czytelniku niewątpliwie ta książka może (powinna) być ostatnią napisaną przez Krajewskiego w tej serii. Warto mieć na półce książkę, która jest zwieńczeniem historii o Popielskim, wszak ciąg dalszy nie nastąpi!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
24-12-2014 o godz 15:51 przez: JakubM | Zweryfikowany zakup
Pierwsza taka powieść ukazująca jak matematyka w rękach szaleńca może być użyta do złych celów. Marek Krajewski stanął na wysokości zadania tworząc mistrzowski kryminał. Jest to bez zwątpienia jeden z najlepszych kryminałów jakie czytałem w ostatnim czasie. Zaskakująca i wciągająca, gdy już zaczniesz czytać wpadasz w trans, a gdy nadchodzi czas by przerwać nie ma na to najmniejszej ochot. Krajewski bez sprzecznie to jeden z najlepszych pisarzy polskich, a jego cykl z Edwardem Popielskim to jedne z najlepszych kryminałów jakie miałem okazje czytać w ostanim czasie. Życzę miłej lektury nikt nie bd zawiedziony gdy sięgnie po tą lekture.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
16-06-2015 o godz 10:02 przez: Marta Kilian | Zweryfikowany zakup
Ubóstwiam Marka Krajewskiego i to się nie zmieni, choćby wydał najbardziej nudny kryminał wszechczasów i tak znajdzie się on w mojej biblioteczce, bo jest to pisarz, którego nieodwołanie wielbię. Niestety popełnił już kilka lepszych pozycji niż Władca liczb. Nie mogę napisać, że czytając nudziłam się, jednakże miałam odczucie, że to wszystko już było, a Krajewski wpadł w schemat. Smakowałam i tym razem z Popielskim Wrocław, pociłam się wraz z nim w miejskim upale, czułam zapach aglomeracji i byłam wszędzie tam gdzie zabrał mnie Marek Krajewski, bo ja go czytam już dla klimatu i z powodu tej nieodwzajemnionej miłości.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
06-01-2015 o godz 09:29 przez: Katarzyna Ołdak | Zweryfikowany zakup
Uwielbiam to jak Krajewski opisuje Wrocław, to jak buduje napięcie... no i to jak opisuje Popielskiego. Każda kolejna książka wciąga bardziej, można sobie wyobrazić powojenny Wrocław... a najbardziej pocieszające jest to, że we wrześniu będzie można przeczytać kolejną część przygód Popielskiego (a w 2016r. przygód E. Mocka). Pan Krajewski zawsze na tak!!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-10-2014 o godz 10:43 przez: Agata Moderska | Zweryfikowany zakup
Szybka i sprawna dostawa do punktu odbioru, czyli sklepu Empik. Polecam. Na pewno nie będzie to ostatni zakup. :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-03-2015 o godz 18:28 przez: Jarek | Zweryfikowany zakup
Jak każda książka napisana przez Marka Krajewskiego, tak samo i ta jak dla mnie jest doskonała
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-08-2017 o godz 07:55 przez: Sylwia Jasicka | Zweryfikowany zakup
jak to Krajewski super fabuła, zaskakująca i mocna - polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-09-2014 o godz 16:32 przez: szyszka
Staje się to już taką jesienną tradycją – czekanie na kolejną książkę Krajewskiego. To piąta jego powieść, którą czytam i jeszcze mi się nie znudziło! Główny bohater Edward Popielski jest już naprawdę stary, ale to nie przeszkadza prowadzić mu kolejnego niebezpiecznego śledztwa. We „Władcy liczb” jest wszystko to, co czytelnicy Krajewskiego lubią najbardziej: piękne i zwodnicze kobiety, świat, w którym wyrafinowanie miesza się z wulgarnością, wciągająca fabuła. I jak zwykle mnóstwo cytatów z łaciny – i naprawdę, przypisy do nich są niepotrzebne, wydaje mi się, że każdy inteligentny czytelnik wie co to znaczy np. „festina lente”.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
11-09-2014 o godz 01:48 przez: Superman
Czasem jest tak, że kupuję książkę w ciemno - nie spodziewając się niczego. Mam tylko cichą nadzieję, że jeśli ktoś książkę natrudził się napisać, a wydawca zechciał wydać, to nie może być to chłam. To co dostałem spod pióra Krajewskiego, zupełnie przeszło moje oczekiwania. Gość nie tylko stworzył klimat, jakiego dawno nie zaznałem podczas czytania kryminału, ale też świetnie zabawił się z konwencją i czytelnikiem. Trzyma w napięciu, bawi, uczy i zaskakuje. Wszystko co najlepsze!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
10-09-2014 o godz 23:25 przez: Felek
Mógłbym prawić truizmy o talencie Krajewskiego do budowania postaci, atmosfery, mistrzowsko rozegranych intryg, ale po co – skoro każdy, kto zna się choć trochę na kryminałach doskonale wie, kim jest czołowy twórca, którego książki zabierają w świat tak rzeczywisty, że ma się wrażenie wchłonięcia, dosłownego przejścia i poddania się historii, zbudowanej narzędziami najwyższej jakości.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
12-09-2014 o godz 00:00 przez: SnowMinnow
już od jakiegoś czasu jestem wielkim fanem książek Krajewskiego. To rewelacyjny pisarz, który tworzy świetne książki kryminalne, sensacyjne. Jest żywym dowodem na to, że nie trzeba zaczytywać się w skandynawskich autorach mogąc sięgnąć po ksiażkę, którego akcja umiejscowiona jest w rodzimym, tajemniczym Wrocławiu.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
10-10-2014 o godz 17:30 przez: Beata Marcinowska
"Ujrzyj sens i potężne działanie liczb
nie tylko w świecie bogów i demonów,
ale także we wszystkich ludzkich czynach i słowach..."


Wrocław 1956 rok. Z Odry wyłowiono troje samobójców. Zadziwiający jest fakt, że każda z utopionych osób najpierw zażyła arszenik, a dopiero później rzuciła się w wir rzeki. Jakby obawiali się, że ktoś w ostatniej chwili ich uratuje, dlatego popełnili samobójstwo dubeltowe. Mimo podobieństw, policja nie łączyła ze sobą tych trzech spraw, w końcu ofiary różniło dosłownie wszystko: pozycja społeczna, płeć, wykształcenie, poglądy. Wspólny był jedynie fakt, że żadna z wyłowionych z Odry osób nie miała powodu, by popełnić samobójstwo...

Do Edwarda Popielskiego (pracującego teraz w kancelarii adwokackiej, jako prywatny detektyw) przychodzi hrabia Władysław Zaranek-Plater z nietypowym zleceniem. Jego brat Eugeniusz, matematyk, od lat zafascynowany jest przemiennościami (liczba parzysta, liczba nieparzysta, liczba parzysta itd.). Ostatnie lata życia poświęcił badaniom nad liczbami Belmispara (władcy liczb). Eugeniusz wyznaczył tzw. punkty Belmispara, czyli współrzędne miejsc, które składają się z liczb parzystych i nieparzystych ułożonych naprzemiennie. Uważał, że jeśli miejsce, czas i osoby (wszystko liczone tak samo: naprzemiennie, w przypadku osób: kobieta, mężczyzna, kobieta itd,), czyli trzy czynniki wejdą w punkt Belmispara, władca liczb będzie domagał się ofiary. W ten sposób tłumaczył wszystkie trzy dubeltowe samobójstwa. Co więcej, matematyk uważał, że sam stanie się ofiarą Belmispara, wyznaczył nawet datę swojej śmierci, dlatego poprosił o zamknięcie go w okratowanym mieszkaniu, do którego tylko dwie osoby miały klucze. Hrabia Władysław Zaranek-Plater prosi Popielskiego, aby wyjaśnił, w sposób logiczny okoliczności śmierci samobójców, a w najgorszym wypadku zmusił ich rodziny do fałszywych zeznań, jakoby ich najbliżsi planowali samobójstwo dużo wcześniej. Popielski, z zamiłowania matematyk, z wykształcenia filolog klasyczny, chętnie podejmuje wyzwanie władcy liczb, zwłaszcza, że hrabia proponuje duże honorarium.

Śledząc ostatnie chwile życia samobójców, odwiedzając ich rodziny, zagłębiając się w wyliczenia szalonego matematyka, Popielski coraz bardziej daje się uwieść opowieści o władcy liczb. Chociaż początkowo uważa tezę o istnieniu Belmispara za obłęd, z czasem przekonany jest o tym, że swoim śledztwem uwolnił zło. Z pomocą przychodzi mu Leokadia, kuzynka, z którą jest związany (wyłącznie platonicznie) od 60 lat! Kobieta zauważa, że każdy z samobójców stał przed ważnym dylematem życiowym, a co się z tym wiązało potrzebował rady. Do kogo ludzie zwracają się o pomoc, gdy chcą dokonać istotnego wyboru? Do księdza, wróżki, nauczyciela? Dodatkowo, samobójcy w ostatnim czasie robili sobie zdjęcia. Czyżby na decyzję o ich śmierci wpłynął w jakiś sposób fotograf?

Edward Popielski wydaje się być policjantem nietypowym, jak na współczesne realia. Sprawiedliwość pojmuje wyłącznie subiektywnie. Jest zwolennikiem zasady oko za oko i często - jak to się teraz mówi - poza protokołem, sam wymierza kary. Korupcja, szantaż, groźby, tortury to dla niego podstawowe narzędzia pracy (a dla dzisiejszego przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości? przynajmniej oficjalnie nie). Jest człowiekiem wykształconym, posiadającym przedwojenne maniery, a jednocześnie zepsutym policjantem, który na sumieniu ma wiele grzeszków, drobnych lub większych. Erotomanem, który nie przepuści żadnej pięknej kobiecie. Sam nigdy nie rozwiązałby tylu spraw, gdyby nie Leokadia - nieco wścibska, ale wyrozumiała, lojalna i bardzo inteligentna kuzynka, która drobną, na pierwszy rzut oka nieistotną uwagą, burzy wszystkie mocno stojące fundamenty śledztwa. Najczęściej kierując myśli Popielskiego na właściwy trop. Stanowią wspaniały uzupełniający się - myślę, że można użyć tego słowa - duet.

Władca liczb to kryminalna zagadka, której rozwiązanie następuje w dwóch pokoleniach. Edward Popielski zaczyna, natomiast ostateczne rozwiązanie pozostawia swojemu synowi. Książka pełna makabrycznych opisów i szaleńczych tez. Momentami ziejąca obłędem.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
01-11-2014 o godz 13:39 przez: Beata Marcinowska
Wrocław 1956 rok. Z Odry wyłowiono troje samobójców. Zadziwiający jest fakt, że każda z utopionych osób najpierw zażyła arszenik, a dopiero później rzuciła się w wir rzeki. Jakby obawiali się, że ktoś w ostatniej chwili ich uratuje, dlatego popełnili samobójstwo dubeltowe. Mimo podobieństw, policja nie łączyła ze sobą tych trzech spraw, w końcu ofiary różniło dosłownie wszystko: pozycja społeczna, płeć, wykształcenie, poglądy. Wspólny był jedynie fakt, że żadna z wyłowionych z Odry osób nie miała powodu, by popełnić samobójstwo...

Do Edwarda Popielskiego (pracującego teraz w kancelarii adwokackiej, jako prywatny detektyw) przychodzi hrabia Władysław Zaranek-Plater z nietypowym zleceniem. Jego brat Eugeniusz, matematyk, od lat zafascynowany jest przemiennościami (liczba parzysta, liczba nieparzysta, liczba parzysta itd.). Ostatnie lata życia poświęcił badaniom nad liczbami Belmispara (władcy liczb). Eugeniusz wyznaczył tzw. punkty Belmispara, czyli współrzędne miejsc, które składają się z liczb parzystych i nieparzystych ułożonych naprzemiennie. Uważał, że jeśli miejsce, czas i osoby (wszystko liczone tak samo: naprzemiennie, w przypadku osób: kobieta, mężczyzna, kobieta itd,), czyli trzy czynniki wejdą w punkt Belmispara, władca liczb będzie domagał się ofiary. W ten sposób tłumaczył wszystkie trzy dubeltowe samobójstwa. Co więcej, matematyk uważał, że sam stanie się ofiarą Belmispara, wyznaczył nawet datę swojej śmierci, dlatego poprosił o zamknięcie go w okratowanym mieszkaniu, do którego tylko dwie osoby miały klucze. Hrabia Władysław Zaranek-Plater prosi Popielskiego, aby wyjaśnił, w sposób logiczny okoliczności śmierci samobójców, a w najgorszym wypadku zmusił ich rodziny do fałszywych zeznań, jakoby ich najbliżsi planowali samobójstwo dużo wcześniej. Popielski, z zamiłowania matematyk, z wykształcenia filolog klasyczny, chętnie podejmuje wyzwanie władcy liczb, zwłaszcza, że hrabia proponuje duże honorarium.

Śledząc ostatnie chwile życia samobójców, odwiedzając ich rodziny, zagłębiając się w wyliczenia szalonego matematyka, Popielski coraz bardziej daje się uwieść opowieści o władcy liczb. Chociaż początkowo uważa tezę o istnieniu Belmispara za obłęd, z czasem przekonany jest o tym, że swoim śledztwem uwolnił zło. Z pomocą przychodzi mu Leokadia, kuzynka, z którą jest związany (wyłącznie platonicznie) od 60 lat! Kobieta zauważa, że każdy z samobójców stał przed ważnym dylematem życiowym, a co się z tym wiązało potrzebował rady. Do kogo ludzie zwracają się o pomoc, gdy chcą dokonać istotnego wyboru? Do księdza, wróżki, nauczyciela? Dodatkowo, samobójcy w ostatnim czasie robili sobie zdjęcia. Czyżby na decyzję o ich śmierci wpłynął w jakiś sposób fotograf?

Edward Popielski wydaje się być policjantem nietypowym, jak na współczesne realia. Sprawiedliwość pojmuje wyłącznie subiektywnie. Jest zwolennikiem zasady oko za oko i często - jak to się teraz mówi - poza protokołem, sam wymierza kary. Korupcja, szantaż, groźby, tortury to dla niego podstawowe narzędzia pracy (a dla dzisiejszego przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości? przynajmniej oficjalnie nie). Jest człowiekiem wykształconym, posiadającym przedwojenne maniery, a jednocześnie zepsutym policjantem, który na sumieniu ma wiele grzeszków, drobnych lub większych. Erotomanem, który nie przepuści żadnej pięknej kobiecie. Sam nigdy nie rozwiązałby tylu spraw, gdyby nie Leokadia - nieco wścibska, ale wyrozumiała, lojalna i bardzo inteligentna kuzynka, która drobną, na pierwszy rzut oka nieistotną uwagą, burzy wszystkie mocno stojące fundamenty śledztwa. Najczęściej kierując myśli Popielskiego na właściwy trop. Stanowią wspaniały uzupełniający się - myślę, że można użyć tego słowa - duet.

Władca liczb to kryminalna zagadka, której rozwiązanie następuje w dwóch pokoleniach. Edward Popielski zaczyna, natomiast ostateczne rozwiązanie pozostawia swojemu synowi. Książka pełna makabrycznych opisów i szaleńczych tez. Momentami ziejąca obłędem. Jedyna rzecz, do której można mieć zarzuty to wątek syna Popielskiego...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
03-11-2014 o godz 23:00 przez: natalia.szumska
"Lekko przekrzywiwszy głowę, widziałem wyraźne tytuły. Na pierwszym stosie leżały wydania autorów starożytnych, wśród nich ozdoba mojej kolekcji - siedem tomów dzieł wszystkich Cycerona w monumentalnym wydaniu Johanna Caspara von Orelliego. Na dwóch następnych gramatyki i opracowania języków starożytnych. Na kolejnym stosie oprawione wydania czasopism polskich i niemieckich, a na pozostałych - książki historyczne i naukowe. Wszystkie one leżały w idealnym alfabetycznym porządku. Wszystko miało u mnie swój początek i koniec.
Oprócz mojego ostatniego śledztwa."

Edward Popielski znany czytelnikom z wcześniejszych powieści Marka Krajewskiego, prowadzi swoje ostatnie śledztwo na kartach Władcy liczb. Wrocławiem lat '70-tych wstrząsa seria dziwacznych kombinowanych samobójstw, co zbiegnie się w czasie z wizytą ekscentrycznego starszego pana, który poprosi Edwarda o pomoc. Coś, co mogło być zwyczajną sprawą spadkową urasta do rangi okultystycznej tajemnicy i matematycznej łamigłówki. Okaże się bowiem, że tytułowemu władcy liczb nawet w twardo stąpającym po ziemi Popielskim uda się zasiać ziarno niepewności. Czy samobójstwa da się wytłumaczyć wzorem matematycznym? Czy też może krwawe wydarzenia w ogóle nie są samobójstwami? I co ma do tego kapucynka kataryniarza? Krajewski zadaje intrygujące pytania i udziela jeszcze bardziej intrygujących odpowiedzi. Na bohatera czeka włoska partia szachów, nocne rozmowy z bandziorami, przymusowy koncert symfoniczny oraz wizyty u fotografa i wróżki.

Pozostaję pod ogromnym wrażeniem lektury. Uwielbiam na swój sposób uroczych i ekscentrycznych bohaterów, a Popielskiemu żadnej z tych cech odmówić nie można. Jego miłość do kultury klasycznej, którą i ja w sobie pielęgnuję, wzruszała mnie nieustannie, podobnie zresztą jak matematyczne uzasadnienie podejmowania decyzji i przeze mnie często stosowane. Bo i jak tu nie uwielbiać tych subtelnych klasycznych smaczków i dziwactw byłego policjanta?

"Gdy już schowałem się wśród drzew, przypomniałem sobie, że nie zapytałem portiera o erotyczne wyczyny swawolnej primabaleriny. Przystanąłem, aby wrócić, ale po chwili zastanowienia machnąłem na to ręką. Nie było to zresztą na tyle ważne, by z cienia wychodzić na pełne słońce i znów narażać moje subtelne filologiczne ucho, które wciąż doskonalę w tekstach Cycerona, na kolejne poronione płody językowe takie jak "ten tego" czy "rany koguta"."

Za najbardziej wartościowe uważam lektury, które gimnastykują mój mózg i powodują zakwasy. Podoba mi się idea życia, które da się rozpisać za pomocą sekwencji przemiennych i nieprzemiennych oraz intryga budowana na założeniu, że kombinacja dni, punktów i łańcuchów wyliczonych matematycznie prowadzi do tragedii. Nitki są zapętlone, a jednocześnie

"Władcę liczb" czytałam dość długo, hołdując zasadzie festina lente. Także dlatego, że zagadkę, a właściwie zagadki, rozwiązywałam razem z bohaterami - Popielskim, jego kuzynką Leokadią, synem Wacławem Remusem vel... Nic więcej nie powiem, bo jeszcze zgadniecie szybciej niż zrobiłam to ja. bardzo pomaga w tym także jedyne w swoim rodzaju wydanie.

Już początek intryguje, ale im dalej w las liter (i liczb!) tym lepiej - do końca trzyma w napięciu. Wiem, że w recenzjach pojawiły się zarzuty, że to jedna z najsłabszych książek autora. Jednak na początkującym miłośniku czołowego polskiego filologa klasycznego wrażenie robi niebywałe. Aż strach pomyśleć, jakie są najlepsze, jeśli najgorsze są tak dobre? Jedno jest pewne - to książka specyficzna, zatem albo Władcę pokochacie albo będziecie rozczarowani. Tertium non datur.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
26-01-2015 o godz 15:44 przez: Anna Rzemińska
Marek Krajewski to popularny pisarz. Z tego co wiem, jego książki przetłumaczono na kilka języków, zdobył też parę nominacji i nagród. Z takim arsenałem, nie mogłam o nim nie słyszeć. Czytałam kilka wcześniejszych książek z cyklu o Edwardzie Popielskim. Z każdą kolejną przeżywałam rozczarowanie. Także z tą nie było inaczej.

Krajewski nigdy nie był mistrzem w konstruowaniu kryminalnych intryg. Myślę, że już skończyły mu się pomysły, ponieważ wiele rzeczy jest zaskakująco podobnych do tych ze wcześniejszych części. Tym razem nie było także właściwego klimatu miasta (w tym przypadku Wrocławia) i epoki, dzięki któremu broniły się wcześniejsze powieści. Na szczęście pozostała lekkość pióra. Książkę czyta się lekko, ale niestety z przyjemnością już gorzej. Jego wprawne pióro sprawiło, że przeczytałam książkę do końca, ale w miarę zagłębiania się w powieść czułam zwiększającą się irytację. Niektórzy bohaterowie nic nie wnosili do fabuły, miałam wrażenie, że powstali tylko po to, aby książka wzbogaciła się o kompletnie niepotrzebną sytuację z ich udziałem i liczyła więcej stron.

Jako gimnazjalistka wiem, że matematyka może być idealnym narzędziem zbrodni, a tej książce właśnie o to chodzi. Każdy, nawet ktoś kto lubi matematykę nie będzie mógł zaprzeczyć, że w tym przypadku matematyka to czyste zło (tak jak w szkolnej ławce).

Myślę, że jest to książka tylko dla zagorzałych fanów tej serii. Mnie nie porwała, ale widziałam wiele pozytywnych opinii, choć z tego co się orientuję nie tylko ja mam negatywne zdanie. Jak to się mówi, ile głów tyle opinii.

Blog: Chcę coś znaczyć w świecie książek
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

O autorze: Marek Krajewski

Marek Krajewski to urodzony w 1966 roku we Wrocławiu filolog klasyczny, znany przede wszystkim jako autor poczytnych kryminałów. Jest laureatem Paszportu "Polityki" z 2005 roku oraz licznych innych prestiżowych nagród za swoją twórczość literacką. Literackim debiutem była rozpoczynająca serię o Eberhardzie Mocku powieść "Śmierć w Breslau". Jego książki zostały przetłumaczone aż na 18 języków - w tym na hiszpański, niemiecki, włoski oraz angielski.

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Szczygieł Tartt Donna
4.7/5
41,27 zł
59,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Anna Karenina Tołstoj Lew
4.5/5
27,37 zł
39,90 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Podobne do ostatnio oglądanego