We wspólnym rytmie (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Oferta empik.com : 27,22 zł

27,22 zł 39,90 zł (-32%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Moyes Jojo Książki | okładka miękka
27,22 zł
asb nad tabami
Moyes Jojo Książki | okładka miękka
27,25 zł
asb nad tabami
Moyes Jojo Książki | okładka miękka
26,79 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Nowa powieść autorki bestsellerowych „Zanim się pojawiłeś” i „Kiedy odszedłeś”. 

Dobry jeździec wie, że ma tylko jedną szansę, aby zaskarbić sobie szacunek konia. Wie też, że przez jeden wybuch gniewu może na zawsze stracić jego zaufanie. Konia można bowiem skrzywdzić tylko raz. Potem latami odbudowuje się zerwaną relację. Z ludźmi bywa podobnie… 

Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Natasha zamknęła się w swojej samotności, postawiła na niezależność i karierę. Kiedy decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczynka znikąd” odkryje przed nią życie na nowo.

Co się stanie, gdy Natasha zaryzykuje wszystko dla dziewczynki, której nawet nie zna i nie rozumie? Czego można się nauczyć od osoby, która kocha bardziej konie niż ludzi? 

We wspólnym rytmie to opowieść o kobiecie, która nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby znów być kochana, i o dziewczynie, która jest gotowa kłamać i kraść dla kogoś, kogo kocha.

Miłość istnieje w tym, co się robi, w małych i dużych gestach. To, że się o niej nie mówi, nie oznacza, że jej nie ma. 


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: We wspólnym rytmie
Autor: Moyes Jojo
Tłumaczenie: Myśliwy Agnieszka
Wydawnictwo: Między Słowami
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 512
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-08-02
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 206 x 145 x 38
Indeks: 22243225
 
średnia 4,3
5
51
4
17
3
11
2
1
1
3
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
56 recenzji
4/5
10-05-2018 o godz 11:54 Karo dodał recenzję:
Pierwsza ksiażka autorstwa Moyes, która mnie rozczarowała. Niestety historia, choć może i ciekawa, dla mnie zbyt nużąca, miałam wrażenie, że opowieść ciągnie się w nieskończoność i ma się wrażenie, że akcja nigdy się nie "rozkręci". Jak dla mnie za dużo zawirowań przy czym postać Sarah zaczyna być denerwująca, a koniec książki w połowie jest łatwy do przewidzenia. Mimo wszystko polecam wszystkim, którzy lubią czytać Moyes, bo książka należy do tych raczej przyjemnych w czytaniu i można przy niej odpocząć.
Czy ta recenzja była przydatna? 2 0
5/5
12-07-2017 o godz 23:25 Ginger dodał recenzję:
Lubię niezmiernie książki Moyes. Za to, że pozwalają oderwać się od rzeczywistości; za to, że nie są nachalne; za to, że są blisko życia. I za to wreszcie, że po ich przeczytaniu zostaje takie dobre uczucie, że ludzie potrafią być wspaniali, miłość może być piękna, a życie może być pełniejsze... "We wspólnym rytmie" pokazuje historię pewnej pary, która bardzo pogubiła się w swoim życiu. Popełniają błędy, bywają małostkowi, zamknięci, uparci... Udaje im się odnaleźć sens dzięki pewnej młodej dziewczynie, która "kocha bardziej konie niż ludzi"... Bardzo gorąco polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
13-03-2018 o godz 10:46 InezStanley dodał recenzję:
A gdyby tak jednak zaufać… „We wspólnym rytmie” to książka o zaufaniu, bez którego nie da się stworzyć dobrej relacji. Zaufanie do drugiego człowieka to podstawa. Wiem jednak, jak łatwo jest je stracić. Wystarczy, że skrzywdzi nas jedna osoba, a kolejne będą za nią pokutować. Nie dajemy sobie szansy na szczęście. Nie pozwalamy innym, by nam to szczęście pomogli tworzyć. Przestajemy wierzyć, że może być inaczej, lepiej. Wówczas dzieje się coraz gorzej. Podobnie jak w przypadku Natashy i Sary. A gdyby tak jednak sobie zaufać? Zaryzykować? Może powstałoby z tego coś dobrego? ,,Czasami wystarczy parę słów wiary, by na nowo rozpalić iskrę pewności, że przyszłość może być czymś wspaniałym, a nie nieustępliwą serią przeszkód i rozczarowań’’ Jojo Moyes powraca z powieścią, w której ludzkie losy splatają się w sposób godny zawadiackiego humoru lubującego się w dramaturgii życia. Jojo Moyes, jako autorka zaskarbiła sobie serca fanów na całym świecie swoją bestsellerową powieścią Zanim się pojawiłeś. Nic więc dziwnego, że każda nowa książka tej autorki jest wielkim wydarzeniem. We wspólnym rytmie to tytuł, który szczególnie spodoba się miłośnikom koni. Relacja, jaka łączy te niezwykłe zwierzęta z człowiekiem, będzie bardzo ważnym wątkiem poruszanym w książce. Jednak oczywiście jak to zwykle bywa u Jojo, na pierwszym planie będą relacje czysto ludzkie, opisane w sposób, w jaki potrafi opowiadać o nich tylko ta niezwykła pisarka. Bohaterów tej pięknej książki jest wielu, ale na pierwszy plan wysuwa się prawniczka Natasha Macauley, która jest na życiowym zakręcie. Przechodzi właśnie bardzo trudne rozstanie z mężem, w dodatku musi nadal z nim mieszkać. Życie Natashy wydaje się zupełnie pozbawione sensu i bezcelowe. Kobieta zatraca się w gniewie i smutku, które są impulsem do podejmowania złych decyzji, Wydaje się, że jej świat już zawsze będzie taki, jednak na jej drodze staje 14-letnia dziewczynka, której los nieoczekiwanie splata się z życiem Natashy. Sara to dziewczynka, która w życiu już wiele straciła. Dawniej mieszkała ze swoim dziadkiem w Londynie i trenowała jazdę konną. Jej nieodłącznym towarzyszem był piękny koń oo imieniu Boo, którego podarował jej dziadek. Jednak rodzinna tragedia całkowicie zmieniła życie dziewczynki, która nagle została zupełnie sama i trafiła do opieki zastępczej. Sara straciła również swojego Boo. Teraz chce zrobić wszystko, żeby koń nie zniknął z jej życia, nawet jeżeli to oznacza popełnianie przestępstw. „Nie możesz wyrwać człowieka z jego świata i oczekiwać, że będzie szczęśliwy.” Najpierw musisz się zgubić, żeby ktoś mógł Cię odnaleźć. Życie Natashy i Sary krzyżuje się, kiedy kobieta przyłapuje małą na kradzieży. Próbuje dowiedzieć się gdzie dziewczynka mieszka i wtedy dowiaduje się, jak trudne życie wiedzie Sara. Postanawia, że ją ocali. Jednak nie zna wszystkich tajemnic, które nosi w sercu dziewczynka. Ta książka porusza tak wiele strun w ludzkim sercu, jakie dotknąć jest w stanie chyba tylko Jojo Moyes. Poznajemy bezgraniczną miłość człowieka do zwierzęcia i więź, która jest w stanie utrzymać przy życiu. Poznajemy kobietę na rozdrożu i dziecko, które nadaje jej życiu sens. W tle pojawi się także trudna relacja Natashy i jej męża, którzy przechodzą przez burzliwy okres rozwodu. Życiowych rozterek jest tu więc całe mnóstwo. Moyes już pokazała, że uwielbia szybkie zwroty akcji i to, kiedy dużo się w książce dzieje. Przez ponad 500 stron nie zdołacie się nudzić – ciagle coś się pojawia, ciagle coś wybiega prosto pod koła. Momentami jesteśmy źli na bohaterów, innym razem przejęci ich zachowaniem. Ale nigdy obojętni. ,,We wspólnym rytmie" Jojo Moyes zaskakuje czytelnika pod każdym względem. Mamy tu opowieść o dziewczynce, która chce zostać profesjonalnym jeźdźcem poprzedzoną historią miłości jej babki i dziadka i przeplataną informacjami o technikach doskonalenia tresury koni. Następnie poznajemy losy zgorzkniałej prawniczki Natashy zmagającej się z kryzysem wiary w dzieci z tzw. patologicznych środowisk oraz z problemami osobistymi w postaci nowego związku i ciągłego odczuwania miłości do męża, z którym stara się rozwieźć. Na domiar złego niewierny mąż wprowadza się do niej i wywraca życie do góry nogami. Również pojawienie się nastoletniej Sary dodatkowo komplikuje jej poukładane życie. Z uwagi na pasję nastoletniej Sary autorka wiele miejsca poświęciła koniom i metodom ich tresury. Największym marzeniem dziewczynki jest bowiem dostanie się do elitarnej Le Cadre Noir, do której należał jej dziadek. Od najmłodszych lat Sara ćwiczy z Boo, by móc spełnić to kosztowne marzenie. Czytelnik staje się świadkiem urzekającej historii wielkiej wieloletniej przyjaźni pomiędzy dziewczynką a koniem, która narodziła się dzięki samozaparciu i wierze w marzenia. Książka wywołała we mnie lawinę przeróżnych uczuć. Podczas lektury czułam naprzemiennie: ciekawość, smutek, żal, zaskoczenie, gniew, złość, radość, wzruszenie. Pod koniec łzy płynęły strumieniami. I to było piękne! Godna polecenia!!!!!!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
07-08-2017 o godz 13:03 Avaeable dodał recenzję:
„Tu nie chodzi o miłość – odparł – W całej tej książce nie ma ani jednej wzmianki o miłości. On nie jest sentymentalny. Wszystko, co robi, cała ta douceur, jaką okazuje, bierze się stąd, że rozumie, jak wydobyć ze zwierzęcia to, co najlepsze. Tak właśnie koń i człowiek razem osiągają doskonałość. (…) Koń nie chce być twoim pieszczochem, chérie (…) Koń jest dangeroux, potężny. Ale może być chętny do pracy. Jeśli dasz mu powód, by dla ciebie pracował, by cię chronił, by rozumiał rzeczy, które sam chce zrobić, wtedy osiągniesz coś pięknego. (…) – Ale ona czuła się rozczarowana. Pragnęła wierzyć, że Boo ją kocha. Pragnęła, by chodził za nią po podwórzu nie dlatego, że miała jedzenie, ale dlatego, ze chciał z nią być. (…) – To, co postuluje Ksenofont jest lepsze. On domaga się szacunku, najlepszej opieki, stałości, uczciwości, dobroci. Czy koń byłby szczęśliwszy, gdyby mówił o miłości? Non.” Jojo Moyes pokochałam za „Razem będzie lepiej” – ciepłą, choć nie pozbawioną problemów rodzinę i sympatyczną bohaterkę i jej heroiczne wysiłki, by utrzymać swoich milusińskich w kupie. Równie pozytywne wrażenie zrobił na mnie niepoprawny optymizm Lou z „Zanim się pojawiłeś” i choć ta książka nie zrobiła na mnie takiego wzruszającego wrażenia, jak na niektórych, to lekki, podnoszący na duchu humor sytuacyjny zdecydowanie wygrywał wszystko. I właśnie tego elementu brakowało mi najbardziej w najnowszej książce autorki. Bo to właśnie jej poczucie humoru i zabawne sytuacje w codziennym życiu bohaterów skradły mi serce, a mam wrażenie, że w „We wspólnym rytmie” i humor i luźne żarty występują sporadycznie. Jest to przede wszystkim historia o wielkiej pasji i walce o możliwość jej kontynuowania. Przyznaję, że na początku trudno mi było całkowicie wczuć się w klimat miejskich stajni i dążenia do osiągnięcia całkowitej jedności z koniem (szczególnie, że moja prywatna przygoda z jeździectwem trwała dość krótko i zakończyła się definitywnie po przeciągnięciu za nogę po połowie hipodromu :D), ale pióro Moyes ma w sobie coś takiego, że potrafi zarazić każdą emocją, nawet najbardziej dla czytelnika niezrozumiałą. „Twarz Sarah zastygła w masce skupienia. Napięcie ujawniało się w cieniach pod jej oczami i zaciśniętej szczęce. Natasha obserwowała nieznaczne ruchy jej pięt, niedostrzegalne wiadomości, które przesyłała przez lejce. Widziała, że koń słyszy, akceptuje, słucha mimo zmęczenia, i pojęła, że choć w ogóle nie zna się na tych zwierzętach, stała się świadkiem czegoś pięknego, co można osiągnąć tylko przez lata nieustępliwej dyscypliny i niekończącej się pracy.” To historia kilkunastoletniej Sarah, która w wyniku nagłej choroby dziadka zostaje bez opieki. Los łączy jej losy z poukładaną w życiu i jednocześnie całkowicie pogubioną we własnych uczuciach prawniczką i jej (jeszcze) mężem – przesympatycznym „wiecznym chłopcem”, którego zwierzęco-flirciarski magnetyzm działał na mnie nawet za pośrednictwem kart powieści, chociaż doskonale wiem, że z pewnością odgryzłabym mu głowę już po tygodniu potencjalnego wspólnego życia. Jeśli dorzucimy do tego postępującą sprawę rozwodową, dziadka obdarzonego mocami godnymi zaklinacza koni, tajną i superelitarną francuską szkołę, podstarzałego czarnego kowboja, zagubioną nastolatkę i konną ucieczkę z domu przez pół Europy, a wszystko to okrasimy tłumionymi głęboko emocjami, uzyskamy naprawdę niezły galimatias. Przyznam, że nawet ja powątpiewałam momentami w jakiekolwiek szanse na moje ukochane cukierkowe szczęśliwe zakończenie. Ale w końcu Jojo Moyes jest specjalistką w plątaniu i rozplątywaniu zagmatwanych losów swoich bohaterów. Swoją drogą niezła z niej sadystka! To naprawdę zakręcona opowieść o pasji, miłości i poświęceniu. O bólu straty, życiowych rozczarowaniach, braku wsparcia i zrozumienia, tragicznej konieczności wyboru między karierą i pasją, a rodziną. Znalazłam też dla siebie całkiem spory wykład o trudach macierzyństwa, o słuchaniu, szczerości i zaufaniu, o rozmowie, która ma moc naprawiania wszelkich nieporozumień (jakoś ostatnimi czasy to te fragmenty najbardziej zapadają mi w pamięć). Wreszcie jest to opowieść o ciężkiej pracy, harcie ducha i dążeniu do doskonałości. I o miłości. Przede wszystkim o miłości. „Przecież widzisz, że istnieje miłość, w tym, co robi – kontynuował dziadek mrużąc oczy. – Jest miłość w tym, co… proponuje. Tylko to, że o niej nie mówi, nie oznacza, że nie ma jej w każdym jego słowie. Ona tam jest, Sarah. W. Każdym. Najdrobniejszym. Geście. (…) Teraz to dostrzegała, nawet, jeśli wtedy tego nie widziała. Nigdy w dobitniejszy sposób nie dał jej do zrozumienia, jak bardzo ją kocha.” Momentami rozbrajająca, momentami irytująca, momentami niesamowicie wzruszająca – pełna emocji, które udzielają się czytelnikowi. Bo w czym jak w czym, ale w niesamowicie pięknym i obrazowym opisywaniu uczuć ta autorka jest moją mistrzynią. Choć podczas lektury zwątpiłam w to raz, czy dwa, ta książka okazała się być sporą dawką pozytywnej energii i wiary we własne możliwości.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-08-2017 o godz 13:30 Anonim dodał recenzję:
„Dobry jeździec wie, że ma tylko jedną szansę, aby zaskarbić sobie szacunek konia. Wie też, że przez jeden wybuch gniewu może na zawsze stracić jego zaufanie. Konia można bowiem skrzywdzić tylko raz. Potem latami odbudowuje się zerwaną relację. Z ludźmi bywa podobnie...” Kiedy przeczytałam ten opis na tylnej okładce książki, pomyślałam „jakie to prawdziwe”. Istotnie, jakie to prawdziwe... Ile razy przeżywamy traumę zniszczonych relacji, które są wynikiem zburzonego zaufania. I to niezależnie po której „strony barykady” stoimy – skrzywdzonego czy krzywdzącego. Zniweczona miłość lub przyjaźń boli tak samo. „We wspólnym rytmie” to opowieść o takich właśnie zniszczonych relacjach oraz próbach, tak, nie próbie, lecz próbach, ich odbudowywania. Gdy poznajemy Natashę i Maca, parę która od ponad roku funkcjonuje w separacji, myślimy że stoi przed nimi tylko jedna droga, a drogowskaz, który do niej prowadzi ma na sobie napis „rozwód”. Wielki, straszny napis, który ciąży nad tą dwójką, niczym sęp, czyhający na swoje ofiary. Gdzieś obok nich swoje osobiste dramaty przeżywa czternastoletnia Sarah. Kiedy jej opiekun, ukochany dziadek, trafia do szpitala, jej świat rozpada się na kawałki. Wspólnie ze swoim pięknym koniem Boo, próbuje połapać się w tym nowym życiu, które nie jest dla niej ani przez chwilę łaskawe. Nieoczekiwanie drogi Natashy, Maca, Sarah, no i oczywiście Boo, krzyżują się ze sobą. Małżeństwo, które jest w rozsypce, postanawia przyjąć pod swój dach dziewczynkę, której rola w ich życiu okaże się ogromna. Nic nie jest jednak proste dla dwójki dorosłych osób, które powinny być osobno, a tymczasem wspólnie sprawują opiekę nad zamkniętą w sobie nastolatką. Dla Sarah natomiast nic nie jest istotne, oprócz jej konia Boo i trenowanie z nim sztuczek, które laikom wydają się niemożliwe do wykonania. Zamiłowanie do jeździectwa przekazał jej dziadek, Henri Lachapelle, z pochodzenia Francuz. Henri był kiedyś członkiem tajnego stowarzyszenia „Le Cadre Noir”, które sztukę współistnienia koni i ludzi praktykuje od stuleci. „Papa”, jak nazywa dziadka Sarah, pragnie dla swojej wnuczki tego, co on wiele lat temu musiał porzucić, a ona z zafascynowaniem przejęła jego porzucone marzenia. Jak sam tłumaczy sztukę ujeżdżania wnuczce: „Tu nie chodzi o miłość (…) W całej tej książce nie ma ani jednej wzmianki o miłości. On nie jest sentymentalny. Wszystko, co robi, cała douceur, jaką okazuje, bierze się stąd, że rozumie, jak wydobyć ze zwierzęcia to, co najlepsze. Tak właśnie koń i człowiek razem osiągają doskonałość. Nie chodzi o buzi-buzi. (…) Nie chodzi o emocje. On wie, że najlepszy sposób, by koń i człowiek zwyczajnie się rozumieli, to wzajemny szacunek.” Czy wzajemny szacunek to klucz do odnalezienia wspólnego rytmu? Czy Jojo Moyes w swojej książce pragnie nam delikatnie dać do zrozumienia, dlaczego rujnujemy nasze relacje, które przecież nieraz latami staramy się mozolnie budować. Jaki jest przepis na wspólny rytm? Odpowiedź na to pytanie zawarta jest na kartach tej powieści. Obyśmy wszyscy odkryli, jak funkcjonować w tym upragnionym wspólnym rytmie... Jojo Moyes po raz kolejny mnie oczarowała. Jej słowa potrafią wycisnąć ze mnie łzy. Znów rozbudziła we mnie te emocje, o których pokładach już dawno zapomniałam. www.recenzje-anki.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-08-2017 o godz 13:23 Sol dodał recenzję:
Książki Jojo Moyes uwielbiam. Każdą jedną. Jestem fanką jej historii i nawet mi przez myśl nie przeszło, że jej najnowsza powieść pt. We wspólnym rytmie, mogłaby mi się nie spodobać. Przyznam, że czekałam na tę piękność już jakiś czas i z ogromną przyjemnością oddałam się lekturze. Czytanie tej książki trochę mi się przeciągało, bo "ciągle coś". Niemniej, kiedy już ją skończyłam, dopadł mnie lekki smutek, że to już koniec. Moyes ma taki dar w kreowaniu postaci, że kiedy już je poznam, wdrożę się w ich świat, to później ciężko mi się z nimi rozstać. Tak też było w tym przypadku. Książka We wspólnym rytmie jest kierowana do kobiet dojrzałych, w zasadzie jak każda powieść autorki. Moyes opowiada nam losy pewnego małżeństwa, którego rozpad jest nieunikniony oraz losy pewnej zagubionej dziewczynki, która całkowicie jest oddana swojej pasji. Dziewczynki, która ma tylko dziadka i konia, którego bardzo kocha. Dziewczynki, której życie nie rozpieszczało, i która ciągle ma pod górkę. Przyznać muszę, że nastoletnia Sarah strasznie działała mi na nerwy. Zachowywała się jak rozwydrzony bachor, do którego nic nie dociera. Nie polubiłam się z nią od samego początku, niby mogłabym zrozumieć jej zachowanie, niemniej ciężko było mi to uczynić. Te jej fochy, kłamstwa... Irytowała mnie i dopiero (dopiero!) pod koniec książki poczułam do niej sympatię i zrozumienie, ale wcześniej miałam ochotę jej przylać paskiem w dupsko, bo ileż można! Ktoś dla niej ryzykuje, robi wiele, chce ją zrozumieć i jej pomóc, a ta wiecznie źle, wiecznie nie, wiecznie jazdy i dąsy. No szlag mnie trafiał. Mac i Natasha to takie problemowe małżeństwo, którego losy śledziłam z dużym zainteresowaniem. Bardzo polubiłam tę dwójkę zagubionych ludzi, których cholernie do siebie ciągnie, ale jednocześnie te dwa bieguny nie tańczą (tytułowo) w tym wspólnym rytmie. Ciężko im się zgrać, zrozumieć siebie nawzajem, a nawet czasami porozmawiać. Da się jednak przewidzieć, jak to wszystko się skończy, bo kto tego nie przewidział, to chyba jest ślepy. Niemniej nie jest to coś złego, absolutnie. Wiecie, z książkami obyczajowymi jest tak, że niestety bądź stety są one przewidywalne. Nie zawsze, ale jednak są. W życie Natashy i Maca "wchodzi" Sarah. Dziewczynka huragan. Huragany wszystko niszczą, a czy Sarah tak robi? Na pewno posieje trochę zamętu w życiu tej dwójki dorosłych. Na pewno wyjdzie im to na dobre! Chociaż... Nie pod każdym względem, ale o tym nie będę się rozpisywała. Sami musicie poznać historię tej trójki bohaterów, żeby się przekonać o czym piszę. O czym jest książka We wspólnym rytmie? O tym, że razem można pomóc sobie nawzajem, o zrozumieniu, wsparciu, sile miłości, ogromie pasji i pracy w tę pasję włożonej. Na pewno o wybaczaniu, zmianie, otwarciu się na drugą osobę, zaufaniu, stracie... Co tutaj dużo mówić, według mnie ta książka (jeśli się ją zrozumie i CHCE się ją zrozumieć) jest piękna. Jest prawdziwa, poruszająca i emocjonalna. Pewnie nie do każdego trafi, niemniej ja ją polecam. Jeśli szukacie czegoś takiego, jak wymieniłam wyżej, to myślę, że się nie zawiedziecie. http://sol-shadowhunter.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-08-2017 o godz 00:07 _obsessionwithbooks_ dodał recenzję:
Dwie główne bohaterki: nastolatka mieszkająca samotnie z dziadkiem podzielająca jego zamiłowanie do koni oraz dojrzała pani prawnik będąca po rozstaniu ze swoim prawie byłym mężem. Losy obu kobiet krzyżują się ze sobą w przypadkowych okolicznościach, lecz ich spotkanie odciska decydujące piętno na życiu każdej z nich. Książka rozpoczyna się epilogiem z przeszłości, który z miejsca zapowiada się wprost obiecująco. Kolejne strony tylko potwierdzają nasze przypuszczenia co do tego, iż spotkamy się tutaj ze szczerze intrygującą historią, aż w pewnym momencie....pojawia się więcej ważnych scen z Sarah, której osobiście nie mogłam znieść. Z jednej strony fajnie, że autorka przedstawiła dość realistycznie naturę zbuntowanej czternastolatki, jednak który normalny dorosły człowiek dałby sobą wręcz pomiatać i przymykałby oko na tak okropne zachowanie młodej dziewczyny? Rozumiem skąd i po co wziął się taki pomysł, o czym niestety nie powiem, ponieważ musiałabym Wam zaspoilerować dalsze wydarzenia, jednak w ostatecznym rozrachunku nie zaowocowało to niczym niezwykłym, a jedynie zdenerwowało i podniosło mi ciśnienie podczas czytania. Za to wątek Henry'ego wyszedł jak najbardziej na plus. Był prawdopodobnie najbardziej wzruszający i dający jako tako coś do myślenia. Poświęcono tej postaci idealnie odmierzoną ilość uwagi, a przede wszystkim rozpoczęto oraz zakończono jej przygodę w piękny sposób. Natomiast jeśli chodzi o naszą drugą bohaterkę Natashę, tutaj również wszystko zostało należycie rozegrane, a całość czytało się w zasadzie bez zarzutów. Jednakże właśnie w tym tkwi problem z tą książką. W końcowym rozliczeniu powieść zaprezentowała się po prostu ładnie, nic więcej. Naprawdę szkoda, ponieważ mam wrażenie, że pomysł na fabułę i poprowadzenie jej gdzieś do połowy książki było naprawdę dobre, lecz niestety niewykorzystane do końca. Nie chciałabym, aby ktoś opacznie mnie zrozumiał, ponieważ ,,We Wspólnym Rytmie'' jest niezłą pozycją na koncie Jojo Moyes, która najzwyczajniej w świecie nie poruszyła mnie tym, czym powinna. Każdy jednak reaguje na pewne wydarzenia w określony sposób, każdego wzrusza i zachwyca zupełnie co innego, zatem to co ja uważam za słabe, Wy możecie uznać za piękne i wartościowe. Być może zawiodłam się także dlatego, iż po genialnym ,,Zanim Się Pojawiłeś'', które figuruje na liście moich ulubionych książek, spodziewałam się czegoś równie niesamowitego, w czym niestety się przeliczyłam. Tak czy siak, jeśli jesteście miłośnikami zwierząt, a w szczególności koni ,,We Wspólnym Rytmie'' na pewno zaplusuje sobie u Was samą tematyką. Jako fani twórczości Moyes oczywiście powinniście zapoznać się z tą lekturą, a jeżeli jesteście jej po prostu ciekawi - przeczytajcie, by wyrobić sobie własne zdanie. Nie zawiedziecie się jakoś mocno, a przy tym może się okazać, że książka akurat przypadnie Wam do gustu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-08-2017 o godz 06:07 anonymous dodał recenzję:
WE WSPÓŁNYM RYTMIE – Jojo Moyes, wyd. Między Słowami Umarła ta Miłość. On- jakby odcięty od jej życia, odsunięty na boczny tor, ucieka w swoje pasje : fotografię i dopieszczanie remontowanego przez siebie domu, który jakby coraz mniej jest ich wspólnym. Ona , ambitna prawniczka, skupiona na pracy, poirytowana wianuszkiem fotomodelek ciągle otaczających jej męża, powoli wycofuje się w życie i ramiona kolegi z pracy. Informacje zastępują rozmowy, podróże służbowe pod byle pretekstem, mijanie się w drzwiach. Nie patrzą w tym samym kierunku, nie stwarzają niczego wspólnego… Czternastoletnia Sarah – życie od zawsze gra z nią nie fair. Życie dzieli pomiędzy szkołę i stajnie, zrobi wszystko by spełnić marzenie umierającego dziadka i zostać jeźdźcem w elitarnej , francuskiej szkole. Tak bardzo skrzywdzona,że nei wierzy nikomu, nie prosi o pomoc, nie mówi już nikomu prawdy – bo i tak nie warto. Ma tylko siebie i konia, o którego musi się zatroszczyć a nie jest to łatwe gdy ma się tylko 14 lat i brak środków do życia. Los krzyżuje ściężki tej trójki w domu , którego sprzedaż przypieczętuje ostateczne rozstanie Natashy i Maca, małżeństwa w rozpadzie. Przez moment muszą się prawnie zaopiekować Sarą ale żadne z nich nie angażuje się w to na tyle, by dostrzec prawdziwe problemy dziewczynki. Gniew i zraniona duma popycha ludzi do robienia rzeczy , których tak naprawdę nie chcą. Wzajeny brak zaufania blokuje słowa i prawdę. Wszyscy w tym układzie doszli do ściany za którą drogi nie widać. Czy miłość to tylko słodkie „buzi buzi” i czy można jej się nauczyć tak , jak uczy się układać konia do jazdy? Pokora jeźdźca , wiedza przodków powoli prowadzi powoli do odkrycia ,ze Miłość to nie słowa a kompilacja szacunku, najlepszej opieki , stałości , uczciwości i dobroci – nawet wbrew drugiej osobie. Czy nieufna dziewczynka w trudnym wieku i w przełomowym momencie swojego młodego życia pomoże odnaleźć jeszcze wspólną drogę dwójce zranionych i raniących się ludzi? Hippika to elitarne i drogie zajęcie. Inspiracją do powstania książki była historia filadelfijskiej dziewczynki z biednego przedmieścia, która tak bardzo kochała konie, że cały swój czas spędzała w okolicznych stajniach i dzięki swojej determinacji i odwadze została wybrana do drużyny Polo Philadelphia Black Cowboys , lecz los z tej szansy już nie dał jej skorzystać – wraz z rodziną została zamordowana w gangowych porachunkach. Niekiedy pasja lub sport pozwalają dzieciakom trzymać się z dala od kłopotów . Wielu takiego szczęścia nie ma. Historia tej trójki ludzi na zakręcie warta jest poznania. Polecam szczególnie na wakacje.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-08-2017 o godz 10:39 Spark dodał recenzję:
Po przeczytaniu „Razem będzie lepiej” polubiłam twórczość Jojo Moyes. Ma lekki styl nawet, gdy pisze o sprawach ważnych, ale nie jest on prześmiewczy. Jej postaci są zawsze dobrze wykreowane i nigdy nie są nudne. Dlatego do „We wspólnym rytmie” usiadłam z wielką chęcią. Natasha ma trzydzieści lat. Jest dobrze zapowiadającą się prawniczką specjalizującą się w prawie rodzinnym. Jednak jej życie prywatne leży w gruzach. Jest w trakcie rozwodu ze swoim mężem Makiem. Jako para przeszli ciężkie chwile, bo kobieta dwa razy poroniła, ale te sytuacje wcale nie zbliżyły do siebie małżonków, a wręcz oddaliły. Każde z nich zaczęło prowadzić swoje życie z innym partnerem, ale Natasha dalej żywi żal do swojego męża, a on do niej. Pewnego dnia w ich życiu pojawia się 14-letnia Sara, której dziadek w stanie ciężkim trafił do szpitala, a babcia oraz mama nie żyją. Dziewczynka uwielbia koniec, a dziadek uczy ją różnych manewrów, aby dostała się do Le Cadre Noir. Czym jest Le Cadre Noir? Jest to organem dla elitarnych zawodników jazdy konnej, tylko najlepsi dostają się do jej środka i mają możliwość na doskonalenie swoich umiejętności wśród najlepszych. Do końca trudno mi to wyjaśnić, ponieważ nigdzie nie mogę znaleźć informacji po polsku na ten temat, ale mam nadzieję, że dobrze nakreśliłam Wam, o co chodzi. Bohaterowie stworzeni przez Jojo Moyes są kolejny raz dobrze wykreowani. Ich forma została wylana odpowiednimi emocjami, zaletami a także wadami. Potrafili mnie rozśmieszyć, a także rozczarować, płakałam z ich powodu oraz miałam ochotę roztrzaskać ich w drobny pył. W trakcie trwania powieści uczyli się tego, na czym polegają relacje międzyludzkie, a także te, jakie łączą nas ze światem zwierząt. Moyes znowu dała mi pełną lawinę emocji. Przez ostatnie sto stron książki płakałam jak głupia. Ledwo widziałam literki, ale brnęłam dalej przez tekst, bo chciałam wiedzieć jak to wszystko się skończyć. Właśnie dla takich książek warto pokonywać kolejne słabsze czy też nawet fatalne pozycje, bo wtedy te wyjątkowe smakują lepiej. Ja uwielbiam twórczość Moyes. "Konie, chyba nawet bardziej niż jakiekolwiek inne stworzenia, są dziełem człowieka. Mogą być z natury narowiste, bojaźliwe lub uparte, lecz wszystkie ich reakcje na otoczenie są kształtowane przez to, co je spotyka. Dziecko da ci drugą szansę z nadzieją, że będzie kochane. Pies odwzajemni ci się niewolniczym przywiązaniem, nawet, jeśli jest bity. Koń nigdy nie pozwoli ci się po czymś takim do siebie zbliżyć." ~ Jojo Moyes, We wspólnym rytmie, Kraków 2017, s. 48.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
05-11-2017 o godz 11:50 Karolina MAREK dodał recenzję:
O Jojo słyszałam wiele. Szczególnie za sprawą dwóch jej książek tj. "Zanim się pojawiłeś" oraz "Kiedy odszedłeś". Ich nie miałam okazji czytać, ale może kiedyś będzie mi to dane. Jeśli zaś chodzi o "We wspólnym rytmie" to to co zachęcało mnie najbardziej to... koń. Tak. Dobrze czytacie. Chodzi o konia. Zarówno tego na okładce jak i tego co występuje na kartach powieści. Czy było warto czytać właśnie z takiego punktu widzenia? Dwie dziewczyny, których życiowe drogi się krzyżują. Natasha Macauley jest młodą i ambitną prawniczką. I choć kobieta i jej mąż mają wydawało by się wszystko - duży i piękny dm, dobrze płatne prace, mnóstwo pieniędzy i znajomych to ich małżeństwo legło w gruzach. Czekający ją rozwód rekompensuje sobie pracą. Spotyka się również z kolegą z pracy. I boli ją tylko fakt, że on nie chce przedstawić jej synom, a jej jak do tej pory dzieci mieć nie było dane... Czternastoletnia Sarah jest miłośniczką koni. Jej jedynym opiekunem jest dziadek, który pewnego dnia trafia do szpitala. Jego stan niestety się nie poprawia i dziewczyna jest zdana sama na siebie. Ma szkołę, opiekę nad koniem Boo, odwiedziny u dziadka i ogarnięcie domu. Nie radzi sobie. Pewnego wieczoru Natasha wpada na Sarah w sklepie, gdzie nastolatka oskarżona zostaje o kradzież. Kobieta ratuje ją z opresji, ale to nie koniec ich wspólnych przygód. Pytanie tylko czy będą one pozytywne i jak się potoczą. Polubiłam młodą prawniczkę za to co sobą reprezentuje. Za to kim jest. Ale po części znienawidziłam czternastolatkę. Wiadomo, że bycie nastolatkiem to nie łatwa sprawa. Problemy wydają nam się w tedy ogromne i chcieli byśmy wszystko sami. Sarah ma możliwość robienia wszystkiego sama, ale nie do końca w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jojo świetnie przedstawiła dwa jakże różne charaktery swoich bohaterów, ale książka sama w sobie niestety bardzo mnie zawiodła. Lubię konie o czym wspomniałam i to był element dla którego sięgnęłam po tę pozycję. Było o jednym dużo, aż za dużo mogła bym powiedzieć. Osoba, która za tymi zwierzakami nie przepada albo po prostu się nie interesuje może momentami być wręcz załamana ilością treści poświęconej szkoleniu tych stworzeń. To przytłacza, a zrobienie z Boo głównego bohatera i zepchnięcie ludzi na dalszy plan było nieudanym zabiegiem. Od siebie dodam, że powieść mnie nudziła. Zbyt powolna i mało ambitna treść mnie zniechęciła. Ale chcę dać autorce szansę, bo za coś pozytywne opinie chyba dostała. Więcej na: www.swiatmiedzystronami.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
02-08-2017 o godz 14:03 kogellmogell dodał recenzję:
Jojo Moyes w swojej najnowszej powieści połączyła losy kilku z pozoru całkowicie obcych sobie ludzi. "We wspólnym rytmie" poznajemy rozpadające się małżeństwo Natashy i Maca, 14-letnią Sarah, jej dziadka Henriego i ich wspólnego konia Bauchera. Henri jest francuzem i w młodości był zawodowym jeźdźcem w elitarnej akademii Le Cadre Noir. Obecnie mieszka samotnie z wnuczką w Londynie, stara się jej zapewnić jak najlepsze życie i uczy ją tego w czym kiedyś był mistrzem. Pewnego dnia niespodziewanie dostaje wylewu i trafia na długie tygodnie do szpitala, a dziewczynka dziwnym zrządzeniem losu trafia pod opiekę Natashy i Maca. O tym jak dalej potoczą się losy tych kilku osób i jaki udział w tym wszystkim będzie miał koń Boo, Wam nie zdradzę. Powiem Wam tylko, że naprawdę sporo się wydarzy. Z powieściami Jojo Moyes mam tak, że potrzebuję czasu, aby wkręcić się w przedstawioną fabułę i żyć nią już do samego końca. W przypadku tego tytułu miałam podobnie, dopiero zbliżając się do połowy książki poczułam więź z bohaterami i byłam ciekawa jak się zakończy ich wspólna historia. Jestem zdania, że książka mogłaby spokojnie mieć 100-200 stron mniej, bo część szczegółowych opisów i sytuacji mnie po prostu nudziła. To co najważniejsze w tej historii można było zawrzeć w mniejszym formacie. Ale żeby nie było, że się czepiam, to "We wspólnym rytmie" ostatecznie mi się podobało i nie żałuję tych kilku wieczorów, które spędziłam w jej towarzystwie. Może w moim osobistym rankingu nie była to najlepsza pozycja tej autorki, ale uważam, że warto się z nią zapoznać. Zdradzę Wam jeszcze, że w trakcie lektury miałam ogromną słabość do Maca i to fragmenty z jego perspektywy podobały mi się najbardziej 💙 Polubiłam go głównie za jego charakter, za zaangażowanie i chęć pomocy Sarah. Jeśli chodzi o Natashę i dziewczynkę to momentami obie strasznie mnie irytowały, ale taka jest już domena kobiet i to nie ważne w jakim są wieku 😁 "We wspólnym rytmie" jest pełną emocji opowieścią o rodzinie, miłości i do ludzi i do zwierząt, poświęceniu, stawianiu dobra bliskich nad swoje własne i marzeniach o które walczyć do samego końca 💚
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
17-11-2017 o godz 11:52 Anna Kaczmar dodał recenzję:
,,We wspólnym rytmie" Jojo Moyes zaskakuje czytelnika pod każdym względem. Mamy tu opowieść o dziewczynce, która chce zostać profesjonalnym jeźdźcem poprzedzoną historią miłości jej babki i dziadka i przeplataną informacjami o technikach doskonalenia tresury koni. Następnie poznajemy losy zgorzkniałej prawniczki Natashy zmagającej się z kryzysem wiary w dzieci z tzw. patologicznych środowisk oraz z problemami osobistymi w postaci nowego związku i ciągłego odczuwania miłości do męża, z którym stara się rozwieźć. Na domiar złego niewierny mąż wprowadza się do niej i wywraca życie do góry nogami. Również pojawienie się nastoletniej Sary dodatkowo komplikuje jej poukładane życie. Z uwagi na pasję nastoletniej Sary autorka wiele miejsca poświęciła koniom i metodom ich tresury. Największym marzeniem dziewczynki jest bowiem dostanie się do elitarnej Le Cadre Noir, do której należał jej dziadek. Od najmłodszych lat Sara ćwiczy z Boo, by móc spełnić to kosztowne marzenie. Czytelnik staje się świadkiem urzekającej historii wielkiej wieloletniej przyjaźni pomiędzy dziewczynką a koniem, która narodziła się dzięki samozaparciu i wierze w marzenia. Boo okazuje się nie tylko wyjątkowo pięknym i utalentowanym zwierzęciem, ale przede wszystkim powiernikiem sekretów i trosk swej pani. W tym kontekście nie dziwi zatem zabieg zastosowany przez autorkę powieści. Każdy rozdział otwierają cytaty ,,Hippiki, czyli jazdy konnej” Ksenofonta, które wskazują na istotę budowania relacji pomiędzy człowiekiem a koniem opartej na wzajemnym szacunku. Osoba, która chce jeździć konno powinna najpierw wzbudzić w zwierzęciu zaufanie i zapewnić go, że nie zrobi zwierzęciu krzywdy. Wielogodzinne treningi nie tylko zbliżają ku perfekcji, ale przede wszystkim budują niezwykłą więź. Dla osób niezbyt zainteresowanych tą tematyką może okazać się to raczej mało interesujące, a wręcz nużące. Mimo tego autorka ponownie zaserwowała czytelnikowi opowieść o ludzkich problemach i zawiłych sytuacjach życiowych wymagających podjęcia trudnych decyzji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-07-2017 o godz 14:12 eirrid dodał recenzję:
Moyes znowu nie zawiodła!! Pewnie jak większość czytelników, swoją przygodę z autorką rozpoczęłam od "Zanim się pojawiłeś". Później w ekspresowym tempie pochłonęłam kolejne jej powieści. Sięgając po "We wspólnym rytmie" z jednej strony byłam ogromnie ciekawa, jaką historię tym razem będę mogła poznać. Z drugiej jednak strony bałam się, że mnie rozczaruje, a ja sama będę ją ciągle porównywać do majstersztyku, jakim dla mnie była wydana w styczniu "Dziewczyna, którą kochałeś". Niepotrzebnie. Zupełnie niepotrzebnie! "We wspólnym rytmie" zawładnęła moim sercem i umysłem, choć nie ukrywam, że początek mnie trochę znurzył. A później to już nie mogłam się oderwać, bo tak bardzo chciałam poznać, jak zakończy się ta historia. Natasha, Mac, Sarah i Boo. Żona i mąż, który odszedł, ale nagle wraca. Nastolatka i nieokiełznany koń. Każde z nich ma za sobą bolesną historię, każde z nich ma problem z zaufaniem drugiemu. A jednak czas potrafi zaleczyć każdą ranę, wlewa nadzieję w nawet najbardziej zatwardziałe serce i pozwala na nowo rozkwitać miłości (i nie ważne czy to jest miłość dwojga ludzi, czy człowieka do zwierzęcia, a zwierzęcia do człowieka). Historia opowiedziana przez Moyes jest piękna, a jednocześnie absolutnie realna, nie jest zbyt kolorowa i cukierkowa. Mamy tu trudną miłość, zranione uczucia, walkę o odzyskanie zaufania i marzenia, które tylko czekają na spełnienie. Zapewniam, że tak jak ja, nie będziecie się mogli oderwać od tej historii i nawet jeśli nie macie pojęcia o koniach (a to zwierzę jest jednym z głównych bohaterów powieści), to choć trochę je poznacie dzięki Moyes. I tylko pustka pozostanie w sercu, kiedy już skończycie i przewrócicie ostatnią kartkę w książce. Oby ta pustka została szybko zapełniona przez zupełnie nową powieść Jojo Moyes. Dziękuję wydawnictwu Znak literanova za możliwość poznania Natashy, Maca, Sarah i Boo.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-07-2017 o godz 15:05 Ania1204 dodał recenzję:
Z twórczością Jojo Moyes spotkałam się po raz pierwszy, kiedy Wydawnictwo Znak Literanova, przesłało mi do recenzji książkę "Razem będzie lepiej". Jak się okazało, była to naprawdę dobra pozycja, więc kiedy pojawiła się możliwość zrecenzowania jej kolejnej książki, wiedziałam że chcę się tego podjąć. Czy było warto? Przyznaję, że na początku książka nie była tak wciągająca, jak myślałam. Na szczęście z każdym kolejnym rozdziałem, robiło się coraz ciekawiej. Historia rozwinęła się, a ja zwłaszcza pod koniec, nie mogłam się od niej oderwać. Sarah, Natasha i Mac - to główni bohaterowie, wokół których skupia się fabuła. Pierwsza z nich, to zbuntowana i pełna tajemnic nastolatka, która wkracza dość niespodziewanie w życie pozostałej dwójki. Natasha to prawniczka, robiąca błyskotliwą karierę. Niestety jej życie osobiste nie wygląda już tak dobrze. Szanse na zostanie matką odeszły w niepamięć po kolejnym poronieniu, a małżeństwo właściwie dobiega końca (Mac, to prawie były mąż). Z każdą stroną bohaterowie mają coraz więcej problemów na głowie. Wszystko się nawarstwia, a oni są dodatkowo wobec siebie nieufni, nie rozmawiają szczerze i to niestety sprowadza na nich jeszcze większe kłopoty. Można w tym znaleźć wiele odnośników do naszego życia i chyba dlatego tak dobrze się to czyta. Życie nie jest łatwe i nie ma w nim wiele z bajki: są kłamstwa, zdrady, rozczarowanie i śmierć. Jednak książka niesie w sobie także pokłady nadziei, miłości i wiary, że świat i ludzie nie do końca są źli, a los potrafi przynieść nam niesamowite niespodzianki. Książkę polecam. Dostarcza dużo emocji i przyznaję, że momentami trochę wzrusza i skłania do refleksji nad tym, co jest w życiu ważne.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
10-08-2017 o godz 15:17 Pani Lecter dodał recenzję:
Nie czytałam żadnej książki Moyes, ale byłam pewna, że musi być świetną pisarką. Martwił mnie jednak fakt, że po tylu wręcz błogosławionych książkach musiała napisać jakiegoś gniota. I napisała. Sarah jest dziewczynką doświadczoną przez życie, honorową i pełną godności, to dlatego pakuje się w kłopoty. Czternastolatka wydaje mi się być niezwykle głupiutka. Posiadając dług i bogatych opiekunów, którzy opłacają bezsensowną podróż jej konia do Kent, nie prosi ich o kilkadziesiąt dolarów na spłatę długu, a jeszcze wcześniej myśli, że jedzenie dla konia spada jej z nieba i nie będzie musiała za nie płacić. Natasha mądra i odpowiedzialna czuje wyrzuty sumienia, gdy (nie)były mąż wypomina jej brak zaangażowania w poszukiwanie dziewczynki i rzuca wszystko, by jej szukać. Mac opisywany jako męski ideał skradł moje serce, ponieważ tak go wykreowano. Która z nas nie marzy o facecie wyglądającym zawsze wspaniale, nawet, gdy przez trzy dni chodzi w tym samym zestawie ubrań? Jedyną postacią, którą bezwarunkowo polubiłam jest Kowboj John. Fabuła jest nijaka. Skłócona para bierze pod swe skrzydła zbuntowaną nastolatkę. Później jest lepiej, ale oddalamy się od realności. Jak czternastolatka dostała się z koniem do innego kraju? A właśnie tak jak w tej książce. Dobrze, że jej wierzchowiec potrafi przeskakiwać samochody i walczyć z rozbójnikami. Książkę Moyes czytałam długo, półtora tygodnia i uważam, że mogłam lepiej wykorzystać ten czas. To ciężkawa i nieprawdopodobna obyczajówka, która kończy się happy endem. Ma mocne strony, ale po ponad pięciuset stronach czytania o koniu i skłóconym małżeństwie nie potrafię sobie ich przypomnieć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-08-2017 o godz 16:09 Anna Kaik dodał recenzję:
Pokochałam Jojo Moyes od jej pierwszej książki, którą dane było mi przeczytać. Była to „Dziewczyna, którą kochałeś”. Po każdą następną sięgałam z nadzieją, że zapewni mi takie emocje, jak ta pierwsza. Nigdy się nie zawiodłam. I choć, już po przeczytaniu kilku – a każda jest sporych rozmiarów – książek Moyes– można by się obawiać przesytu, to jej kolejna propozycja: „We wspólnym rytmie”, sprawiła tylko, że mam ochotę na jeszcze więcej. Tym razem Moyes przenosi nas w dwa światy: świat młodziutkiej, ale nad wiek mądrej Sarah i jej miłości do koni oraz tylko pozornie uporządkowany świat Natashy – profesjonalnej prawniczki, borykającej się z trwającym rozwodem i bólem z powodu niespełnionego pragnienia bycia matką. W zaskakujących okolicznościach te dwa światy stykają się i... tutaj zaczyna się wspaniała historia podążania za głosem serca, spełnienia marzeń i poszukiwania swoich wewnętrznych prawd, po to by żyć wreszcie w zgodzie ze sobą. Moyes w „We wspólnym rytmie” ma dla czytelników jeszcze jedną niespodziankę: przenosi nas w rzeczywistość, z którą, gdyby nie lektura tej książki, prawdopodobnie nigdy byśmy się nie zetknęli. Chodzi o Le Cadre Noir – ekskluzywną, francuską szkołę jeździecką. To w gruncie rzeczy wokół jej tajemniczości i splendoru jest osnuta cała fabuła. Mam wrażenie, że Moyes z każdą książką dojrzewa jako pisarka. Oferuje nam coraz więcej, coraz lepszej lektury. Po książce „Ws wspólnym rytmie” z jeszcze większą niecierpliwością czekam na jej kolejną dawkę porywającej literatury.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
14-09-2018 o godz 11:17 Eliwerka dodał recenzję:
Jojo Moyes inaczej Pauline Sara Jo Moyes wywodzi się jako brytyjska dziennikarka. Urodzona 4 sierpnia 1969 roku w Londynie, otrzymała dwukrotnie nagrodę Romantic Novel of the Year Award. Jako pisarka zadebiutowała w 2002 roku powieścią Sheltering Rain. Tak właśnie zaczęła się jej przygoda z pisaniem. Obecnie współpracuje z agencją Curtis Brown. Poznajemy Natasha, główną bohaterką. Po odejściu męża, jej świat rozsypał się na kawałki. Przez długi okres nie umiała zostawić tych wydarzeń za sobą. Gniew i zraniona duma, wpłynęły do podjęcia złych decyzji, których potem żałowała. Rutyna oraz monotonia jako codzienność towarzyszyły w jej życiu. Wszystko zmienia się jednak, gdy poznaje przez przypadek dziewczynkę, Sarę. Przygarnięcie jej do swojego domu i życia, odmieniło jej życie, w ogóle nie spodziewając się tego. „Bo też i jest koń się czemś tak niezmiernie pięknem, podziwienia godnem i zachwycającem, że wszystkich nań spoglądających młodych po równo jak starych spojrzenia niewoli. „ Nie raz już miałam styczność z tą autorką. Nie ukrywam, że obyczajówki nie są moją ulubioną działem do czytania. Zainspirowana okładką oraz opisem, sięgnęłam po nią, spodziewając się miłego oderwania od kryminałów. Początek zapowiadał się intrygująco, przenosimy się w świat koni, występów i więzi z właścicielami. Gdyby autorka szła tym wątkiem dalej, książka pochłonęła by mnie bez reszty. Jednak czym dalej przerzucałam kartki tym bardziej była zawiedziona historią. Niestety, ale książkę w połowie przerwałam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
18-09-2017 o godz 09:16 Kamila Malec dodał recenzję:
Cudowna okładka i piękny opis książki skusił i mnie do jej zakupu. Jakie są moje odczucia? Cóż, po kilkunastu stronach miałam ochotę cisnąć ją w kąt i więcej nie brać w ręce. Nie zapowiadało się ciekawie, jednak czytałam dalej. Nie zawiodłam się co do fabuły, jednak bohaterowie stali się nadmiar irytujący. Poznajemy tu historię rozpadającego się małżeństwa pani adwokat i młodej czternastolatki, której życie w jednej chwili ulega diametralnej zmianie. Gdy ich ścieżki niespodziewanie się przetną ,spowoduje to lawinę powiązanych ze sobą splotów wydarzeń, których żadna ze stron się nie spodziewa. Młoda dziewczyna na skutek choroby swojego dziadka z którym mieszka musi przenieść się do rodziny tymczasowej. Koniec końców ląduje w domu pani adwokat, która wybawiła ją z opresji. Jej bunt, tajemnice i zamknięcie w sobie z wszelkimi problemami sprawiają jej opiekunom nie lada wyzwanie. Czy młoda dziewczyna zdobędzie serce ludzi i odnajdzie swój nowy dom? Czy ludzie którzy rozstali się z pewnego powodu odnajdą brakującą układankę w ich życiu i ułożą je na nowo? Pani Moyes opisała historię która może zdarzyć się każdemu. Chwilami śmieszna, chwilami straszna i irytująca ale także wywołująca łzy u czytelnika. Czy warto po nią sięgnąć? Uważam, że jak najbardziej tak.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
27-08-2017 o godz 13:46 nika0709 dodał recenzję:
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jojo Moyes i chociaż czytało się ją dobrze, to raczej nie przekonała mnie do tego, by zapoznać się z pozostałymi pozycjami, które wyszły spod pióra brytyjskiej pisarki. Książka nieco się dłużyła, trzeba było przebrnąć przez blisko 200 stron, by akcja nabrała tempa. Na koniec autorka zafundowała swoim czytelnikom lukrowa zakończenie, tak słodkie, że aż mdlące. Moim zdaniem historia zdystansowanej Natashy, która nagle gotowa jest zaryzykować swoją karierę i związek, by pomóc nieznanej dziewczynce, z którą ją nic nie łączy, jest dość mocno naciągana. Mimo tego, książkę czyta się szybko i lekko. Kowboj John potrafi wywołać uśmiech, a historia miłości głównych bohaterów daje nadzieje, że czasem nie wszystko jest skończone, trzeba tylko bardziej się starać. Spodobał mi się pomysł umieszczenia fragmentów „Hippiki, czyli jazdy konnej” Ksenofonta jako wprowadzenia w kolejny rozdział. Miałam wrażenie, że słowa te odnoszą się nie tylko do koni, ale i przedstawionej przez autorkę historii. Podsumowując, książka nie zachwyca, ale jeśli potrzebujecie lekkiej powieści z dobrym zakończeniem, to jest to powieść dla Was 
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-07-2017 o godz 15:01 kp0018 dodał recenzję:
Kolejna przepiękna powieść Jojo Moyes!! Powieść o pasji, o zagubieniu, o podążaniu za marzeniami, o walce z przeciwnościami losu, o cierpieniu, bólu i niepewności jutra. Z drugiej strony to książka pełna miłości... Miłości połączonej więzami krwi, węzłem małżeńskim, czy miłości, która łączy człowieka i zwierzę. Książka o przyjaźni, o bezinteresownej pomocy, o odkrywaniu prawdy o sobie... W stylu pisania pani Jojo jest coś takiego, co sprawia, że każda opowiadana przez nią historia toczy się jakby obok nas, jakbyśmy byli jej świadkami. I mimo, że fabuła często porusza trudne tematy, to sposób opowiadania historii przez autorkę nie przytłacza nas. Cudowna! Książka mnie zachwyciła. Po prostu!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Zobacz także

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.