W żywe oczy (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (1): Cena:

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Dostępny w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Spotkał ją. Uwierzył jej. Nie powinien.

Nawiąż rozmowę z wyznaczonym mężczyzną. Nie bądź za szybko bezpośrednia. To on musi złożyć propozycję, a nie na odwrót. Zarejestruj całą rozmowę.

Claire kłamie zawodowo. Wydaje się, że jest stworzona do roli, w którą się wcieli. Na zlecenie firmy prawniczej specjalizującej się w sprawach rozwodowych ma demaskować niewiernych mężów i dostarczać niezbite dowody ich zdrady. To ona ma dyktować reguły gry. Gdy „klientem” Claire zostaje interesujący profesor Patrick Fogler, stawka gwałtownie rośnie.

W grze gęstej od mrocznego uwodzenia, manipulacji i niedopowiedzeń role zaczynają się niebezpiecznie odwracać...


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: W żywe oczy
Autor: Delaney JP
Tłumaczenie: Gralak Anna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 400
Numer wydania: I
Data premiery: 2018-09-05
Rok wydania: 2018
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 209 x 138 x 32
Indeks: 26262734
 
średnia 4,4
5
86
4
53
3
11
2
2
1
3
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
136 recenzji
1/5
18-10-2018 o godz 22:48 Mewusia_M dodał recenzję:
Już na wstępie autor bez zbędnego zwodzenia uświadamia czytelnika, że W żywe oczy są powieścią poprawioną, wydaną ponownie po sukcesie Lokatorki. Okazuje się, że za pierwszym razem nie była zbyt poczytna i na fali popularności Delaney postanawia zaryzykować ponownie. Cóż, zapewne się opłacało tylko czy jest to do końca uczciwe wobec czytelników? Niech każdy rozsądzi w swoim sumieniu. Ale do rzeczy. Pomysł na powieść jest bardzo dobry i to trzeba przyznać od razu. Pojawiają się wtręty, które rozpisane są jak sceny sztuki teatralnej co jest nietypowym zabiegiem i mogło być bardzo odświeżające. No właśnie (słowo klucz) mogło... bo w mojej subiektywnej opinii jest tego zbyt wiele. Sama książka to w zasadzie niezliczone dialogi i uboższe opisy oraz właśnie sceny teatralne rozgrywające się w głowie Claire, naszej głównej bohaterki. Dwa, trzy takie użycia są faktycznie ciekawe. Jednak kiedy otrzymujemy takie redagowanie tekstu co kilka kartek, staje się to po prostu nużące i powoduje, że czytelnik się gubi. Claire Wright jest zatrudniona w firmie prawniczej i specjalizuje się w demaskowaniu niewiernych mężów. Kłamie zawodowo, aktorką jest pierwszorzędną (przede wszystkim w swoim wygórowanym mniemaniu), jest ambitna, młoda i ładna (a przynajmniej tak o sobie mówi), choć z powierzchownych opisów w książce, niestety niewiele 'prawdy' możemy się o niej dowiedzieć. Claire otrzymuje kolejne zlecenie, a sprawy nie układają się według jej planu. Wszystko się sypie, pojawia się martwa kobieta i zaczyna zabawa w kotka i myszkę. Tutaj fabuła zasługuje na plus. Coś zaczyna się dziać, czytelnik powoli wgryza się w emocje towarzyszące książce, choć napięcia nie jest wiele to zastanawiamy się co tak na prawdę zaszło... A sama Claire? Nie polubiłam jej ani trochę. Brzydzę się kłamstwem a ona jednak kłamie wręcz profesjonalnie. Jest zachwiana emocjonalnie, płytka i chyba sama zgubiła się w swojej głowie. Owszem, wiem że to zabieg na rzecz fabuły ale nie mogę się w nią wgryźć tak jakbym tego oczekiwała. Dodatkowo jest wielką egoistką, zapatrzoną w siebie. I nic z jej przeszłości nie może mnie do niej przekonać. Na scenę wkracza postać męska, uroczy Patrick Fogler. Czarujący i jak się wydaje niebezpieczny. Czy jest niewinny, czy może prowadzi własną grę musicie dowiedzieć się sami ale na pewno jest znacznie ciekawszą postacią od głównej bohaterki. W książce pojawia się jeszcze kilka postaci, jednak niestety przez skąpe opisy nie przywiązujemy się do nich zbytnio i niewiele o nich wiemy. Można śmiało powiedzieć, że są bohaterami papierowymi i niewiele wnoszą do całej intrygi. A to czego wymagam od dobrego thrillera to zaglądanie w głąb umysłów, nawet tych mniej znaczących bohaterów. W książce, której trzeba oddać, że czyta się szybko i jest rozrywką na jeden (może dwa) jesienny wieczór, pojawia się wiele naiwności, absurdów i infantylnych wypowiedzi, co mnie po prostu drażniło. Autor serwuje nam zachowania momentami patologiczne, pojawiają się perwersje. Mnie osobiście również dobijał brak humoru w celu rozładowania napięcia. Z książki lały się tylko kłamstwa, manipulacja i ciągła gra aktorska. Ale nie jest aż tak źle bo jest coś co bardzo mi się spodobało, a mianowicie wykorzystanie w książce poezji Baudelaire'a, która jest bardzo kontrowersyjna. Lubię wiersze, również te mocno nietypowe i Baudelaire świetnie się w ten kanon wpisuje. Jego poezja jest dekadencka, przepełniona symbolami i erotyzmem co w tym przypadku Delaney dobrze wykorzystał. Jestem zawiedziona bo wiele oczekiwałam po tej książce. I nie sądziłam, że się rozczaruję. Ubolewam tym bardziej, że sam pomysł na jej prowadzenie był fenomenalny! Są momenty kiedy się broni, owszem, ale kiedy spojrzymy na całość coś wyraźnie nie gra a autor chyba sam zgubił się w tym wszystkim. Bardzo dobrym pomysłem było wplecenie w fabułę teatru, bo do sztuki w tym wydaniu mam słabość. Ale wszystko kręciło się tylko wokół Claire na deskach teatru, a to już było zbyt wiele. Końcówka powinna mnie zaskoczyć, a od jakiejś 70 strony przeczuwałam kto jest winny i się nie pomyliłam. A jednak w thrillerach lubię dostać po głowie i powiedzieć 'jak bardzo się myliłam'. Miało być zaskoczenie a było oczekiwanie na to jak wreszcie doprowadzą to do końca. Sen lunatyka to chyba najlepsze podsumowanie tej powieści. Sama żałuję, że nie wycisnęłam z niej więcej ale może przez to, że czytam ogrom thrillerów jestem tak krytyczna. Nie mniej, nie zniechęcam bo to książka z tych, którą jedni nienawidzą a inni ubóstwiają więc mimo wszystko spróbujcie przekonać się sami.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
1/5
14-10-2018 o godz 11:25 romy dodał recenzję:
“W żywe oczy” JP Delaney’a to nie książka. Twór książko-podobny? Wypociny grafomana? Jak najbardziej. Ale książka? Nigdy w życiu! Dziewięćdziesiąt procent tej “powieści” to dialogi. I to dialogi nader marne i infantylne, nawet nie na poziomie dziecka z podstawówki, a ameby. Autor operuje tak prostym językiem, że z przetłumaczenie tego dziełka bez większych problemów poradziłby sobie szóstoklasista. Znikome opisy sprawiają że nie uświadczymy w książce żadnego klimatu - brak tu grozy, napięcia. Zero, nic, null. A podobno miał to być thriller psychologiczny. Lekturze towarzyszą jedynie nuda i zażenowanie. Poza dwójką papierowych głównych bohaterów, inne postaci praktycznie nie istnieją. Czasem się pojawią, coś powiedzą i tyle. Mają jedynie imiona, charakteru nie wykryto. Czytanie “W żywe oczy” skojarzyło mi się z teledyskiem - krótka, szybka scena - cięcie, kolejna scena - cięcie i tak dalej. Ten czytelniczy koszmarek właśnie tak jest skonstruowany - krótkie rozdziały, a każdy z nich to taka mini scenka, z pojawiającymi się znikąd i pourywanymi wątkami. Ta “książka” nie tworzy całości. Ostatnie 100 stron to już festiwal komizmu, żenady i głupoty w najczystszej postaci. Autor odleciał kompletnie. Czekałam tylko, kiedy pojawią się zombie nazisci i latające rekiny. To nawet nie jest literatura klasy B, a klasy Z. Chwilę, to w ogóle nie jest literatura. Proszę państwa, mamy arcygniot roku 2018! I jeszcze na koniec. Jestem wściekła, że te uwłaczające inteligencji czytelnika grafomańskie popłuczyny są tak szeroko promowane, podczas gdy wiele wartościowych pozycji (jak np. wydawnictwa z serii Biblioteka Grozy C&T), kurzy się gdzieś na dolnych półkach księgarskich regałów. PS. Przy JP Delaney’u Remigiusz Mróz to niezły pisarz. https://www.instagram.com/romyczyta
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
3/5
08-12-2018 o godz 14:17 ajli dodał recenzję:
Claire Wright przenosząc się z jednej rodziny zastępczej do drugiej marzyła tylko o jednym - o byciu prawdziwą aktorką. Po miłosnym skandalu, który wybuchł na planie "Tumultu" (jej debiutanckiego filmu) i związanej z nim nadszarpniętej reputacji, Claire przenosi się z Wielkiej Brytanii do Nowego Jorku, by w jednej ze znanych szkół studiować - a jakże - aktorstwo. Szybko staje się jedną z ulubienic prowadzącego zajęcia Paula, ale na przeszkodzie ku szczęściu i realizacji marzeń o graniu na deskach teatru staje jej brak zielonej karty i związany z tym zakaz pracy poza terenem kampusu. Zdesperowana dziewczyna podejmuje się pracy dla pewnej kancelarii prawniczej jako tzw. testerka wierności. Po jednym z ostatnich zleceń dostaje propozycje współpracy z policją. Jako fikcyjna postać miałaby pomóc w zdemaskowaniu seryjnego mordercy. Jednak w trakcie akcji coś poszło nie tak... Claire zakochuje się w podejrzanym o liczne zabójstwa Patricku, odkrywając jednocześnie, że to ona sama może być w gronie podejrzanych... Dziewczyna przechodzi załamanie nerwowe i trafia do placówki specjalizującej się w leczeniu zaburzeń osobowości. I na tym fragmencie książka powinna się zakończyć. Niestety, im dalej, tym bardziej fabuła traciła na wiarygodności oraz tajemniczości. JP Delaney udowodnił, że nie wystarczy sam niezły pomysł na treść, gdy wykonanie kuleje. Miałam nadzieję, że "W żywe oczy" przebije poziomem "Lokatorkę" jednak gorzko się rozczarowałam.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
08-11-2018 o godz 16:38 Magdalena Senderowicz dodał recenzję:
Nie jestem w stanie napisać złego słowa na temat tej powieści, bo całkowicie mnie omamiła. Była po prostu świetna. Znakomita. Wspaniała. Myślę, że kolejna książka Delaneya utwierdzi mnie w przekonaniu, że jego twórczość jest jakby dla mnie stworzona. Jego styl, jego zagrywki… Czyste mistrzostwo. Właśnie takie książki powinny dominować na rynku wydawniczym – mocne, całkowicie angażujące czytelnika, zaskakujące, niecodzienne i nieprzewidywalne. Cała recenzja: bookeaterreality.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
20-02-2019 o godz 00:29 zuzanna rozmyslowska dodał recenzję:
Jedna z najlepszych książek jaka przeczytałam a trochę ich jest. Warto po nią sięgnąć. Jesli ktoś lubi taka tematykę koniecznie musi ja przeczytać -na pewno nie będziesz mógł / mogła się oderwać !
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
02-10-2018 o godz 23:18 mejaczek dodał recenzję:
http://kosmetyczny-bzik.blogspot.com/2018/10/sowie-opowiesci-67-jp-delaney-w-zywe.html Psychologiczne gierki, wielkie emocje, napięcie oraz ten dreszczyk. To właśnie sprawia, że thrillery, szczególnie te psychologiczne, to dla mnie cudowna rozrywka na nieprzespaną noc. Może się walić i palić, a ja wtapiam się w opisywane przygody. Nikt ani nic mnie nie ruszy. Wiem, że wiele osób zachwyca się Lokatorką, ale nie miałam jeszcze szansy jej przeczytać. W żywe oczy to moja pierwsza książka Autora. Byłam pełna nadziei oraz wielkich oczekiwań. Wiemy jak to jest z szumnie promowanymi książkami. Rozczarowanie, smutek i złość, że kolejny raz udało im się nas oszukać. Uwierzcie mi, zbyt duża promocja odpycha. Nie mogę zmusić się do książki. Dlatego też zdecydowałam się na W żywe oczy przed całą falą. Jak było tym razem? Zapraszam na szybkie podsumowanie moich wrażeń. Czy J P Delaney podbił także moje serce? Claire Wright To kobieta, która potrafi być kimkolwiek zapragnie. Kłamie tak, że nawet wykrywacze miałyby problem. Przeszła w swoim życiu wiele: stratę rodziców, domy zastępcze, zdeptane marzenia, ucieczkę z kraju po nieudanym romansie. Jej marzenie, to bycie aktorką. To właśnie to kocha i chce robić w U.S.A. Niestety wizja zielonej karty jest daleko, a utrzymanie kosztuje. Zgadza się zostać wabikiem na mężczyzn. Żony niewiernych panów wynajmują ją przez agencję, żeby nakryła ukochanych na zdradzie. Jej życie się zmienia, kiedy dostaję nietypową ofertę pracy. Warunki są bardzo kuszące, ale też niebezpieczne. Patrick Fogler nie jest typową ofiarą. Inteligentny, pełen uroku, otwarty. Claire ma przed sobą nie lada wyzwanie, od którego może zależeć jej całe życie. Nawet nie wiem od czego tu zacząć. Pewnie będę pisała trochę ogólnikami, ponieważ w powieści zdarzyło się tyle, że nie chce za wiele zdradzić. Całość jest bardzo dobrze skomponowana, a ja nie wiedziałam co jest prawdą, a co kłamstwem. Jako pasjonatka thrillerów podejrzewałam dużo, ale za nic nie miałam pewności. Pewnie znacie to wrażenie: oooo tak, pewnie za chwilę stanie się tak i tak. W przypadku W żywe oczy nigdy nie wiadomo co stanie się dalej. I właśnie to jest piękne. Autor zaskakuje czytelnika na każdym kroku. Można wietrzyć podstęp, nie wierzyć, że tak potoczyła się fabuła, jednak z tyłu głowy jest myśl: a może jednak? Jeśli twórca zmienił bieg oraz prowadzi mnie w innym kierunku, ja nie będę marudzić. Ja chcę wiedzieć co będzie dalej! I tak było. Nie oderwałam się nawet na chwilę. Wiedziałam, że nie odłożę powieści póki nie skończę. Czy podejrzewałam jak się to wszystko zakończy? Tak, jednak wcale mnie to nie rozczarowało, ponieważ droga była cholerną kolejką górską, a ja rozkoszowałam się każdym zdaniem. Fabuła jest dość nietypowa, ponieważ rozwija się z przerwami. Najpierw szybka akcja, potem stagnacja oraz znowu lot błyskawicy. Choć nie lubię takiego rozwoju, to J P Delaney mnie nim kupił. Bardzo dobrze wczuł się w świat Claire i przekazał go z niezwykłą starannością. Główna bohaterka ma dziwna manierę sprowadzania swojego życia do scenariusza. Wiele scen opisanych jest jak skrypt jakiejś sztuki czy filmu. Nietypowy zabieg opłacił się, ponieważ jest to coś innego i na pewno intrygującego. Autor napisał książkę dawno temu, a teraz ją ę przerobił. Wydał na nowo. Wczuł się w rynek oraz znalazł dla siebie szansę. Dobrze wiedział, że W żywe oczy to dobra historia, która powinna zostać poznana. Wszystko dzięki dobrze wykreowanym b. Aż do samego końca zastanawiałam się kto jest dobry, a kto niegrzeczny. Co chwilę zmieniałam zdanie o mordercy: Claire, Patrick, a może ktoś inny? Nic nie było oczywiste. Zatraciłam się w tekście i wszędzie szukałam drugiego dna. Proste rozwiązania nie wchodziły w grę. Twórca bardzo dobrze manipuluje myślami czytelnika, jakby był trzy kroki przed nim. Claire jest nieoczywistą postacią. Starałam się ją polubić, ale coś zawsze mi nie pasowało. Może dlatego, że jak wcielała się w postać, to stawała się kimś innym. Jak można zaufać komuś, kto tak szybko potrafi zmienić twarz? Sami rozumiecie, że nie było łatwo wykluczyć jej z kręgu podejrzanych, mimo że bardzo się chciało. Oczywiście były momenty, które wkurzały. I niestety są to gównie te gdzie pojawiała się główna bohaterka. Jej dwoistość czasem przytłaczała. Potrafiła być intrygująca, cudowna i po prostu przyciągająca, jednak za chwilę stawała się kobiecym memłakiem, który jojczy nad niesprawiedliwością Świata. Podejrzewam, że Autor chciał pokazać jej różne odsłony, ale nie do końca wszystkie momenty zawładnęły moim sercem. I tyle. Więcej wad nie widzę, a usilnie szukałam. Naprawdę chciałam zjechać książkę i powiedzieć: taaa, wielka promocja, a dupa z tego wyszła. Nie mogę tego zrobić. W treści poruszono wiele ważnych wątków. Zaufania, wierności, osobowości, oraz dążenia do celu. Twórca pokazał dwoistość charakteru. Jeśli czegoś się chce, można zmienić się w jednym momencie, wypuścić Krakena i nie zważać na konsekwencje. Nie wiem jak mam was bardziej zachęcić do pr
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-10-2018 o godz 22:20 Anka dodał recenzję:
Prolog będący krajobrazem po bitwie. 106 rozdziałów – a właściwie scen – ujętych w 3 części. Oryginalna konstrukcja – fragmenty swoistych scenariuszy (faktycznych i wyimaginowanych) oraz tłumaczone przez autora wiersze francuskiego barda brzydoty - Charlesa Baudelaire'a – nadające tempo i będące drogowskazami fabuły. Już ta kompilacja zaciekawia. A potem… potem jest już rollercoaster! Zaczyna się „jak zwykle”. Emigrantka bez pozwolenia na pracę. Talent i marzenie, ale brak pieniędzy. Pokryta bliznami przeszłość i determinacja. Niecodzienna propozycja, rozwiązująca problemy. Wszystkie problemy. Teoretycznie – kolejna robota z gatunku tych, które Claire ma opanowane do perfekcji. W praktyce… nic nie będzie już takie samo. Dosłownie i w przenośni. Dla nikogo. Tu nic nie jest szablonowe. Nic nie ma zgranego scenariusza. Nic nie jest takie, jak się wydaje. Główna bohaterka i jej życie, zachowanie, problemy, talenty, otoczenie – pozornie jasne, tuzinkowe. Pozornie – historia, jakich wiele. Pozornie. Jej adwersarze, jej sprzymierzeńcy to ludzie, którzy zamieniają się miejscami. Lawirują. Jej rzeczywistość już nawet nie skrzeczy – ona ewoluuje, nagina się w rytm pulsującej krwi i pracującej wyobraźni. Czy Patrick to niewiarygodnie inteligentny, psychopatyczny, seryjny zabójca, czy po prostu czarujący, ale nieszczęśliwy, introwertyczny profesor? Czy miłość można udawać? Czy zaufanie może być częściowe? Czy wartości są jedynie dobre? Czy każdy potrzebuje kogoś, kto go rozumie? Czy ci najwierniejsi zawsze są najpiękniejsi? Zależnie od momentu lektury ma się wrażenie, że tytuł, hasła reklamowe i opis pasują idealnie lub nijak mają się do całości. Tak właśnie autor igra z czytelnikami, prowadząc z nimi grę nieco tożsamą do tej, która rozgrywa się między dwójką protagonistów. Claire Wright i Patrick Fogler to para, która tak mocno wbije się w pamięć zaangażowanego czytelnika, że zapomnieć jej będzie nie sposób. Nigdy. Są jak Bonnie i Clyde czasów kłamstwa. Są niezapomniani w swej perfekcji, poświęceniu, walce, zapamiętaniu i… swoistym pięknie. Akcja toczy się błyskawicznie. Pochłania. Wsysa. Podobnie jak postaci. Jak intryga. Plastyczność powieści jest niezwykła. Czujemy jak autor przed naszymi oczami bawi się treścią. Z finezją, doświadczeniem, talentem, doskonałym warsztatem i wszystkim cechami autorów wielkich igra z nami jak z marionetkami. Uzależnia. Język - prosty, klarowny, niewydumany. Jest tłem dla mrocznej akcji, wciągającej intrygi, zapierających dech w piersiach relacji. Nie przytłacza – podkreśla. Nie odwraca uwagi – pomaga wniknąć w powieść. Liczne nawiązania do kultury wysokiej i popularnej, metod kształcenia aktorów czy wpływu otoczenia na psychikę człowieka to miks błahych i poważnych znaczeniowo przypraw fabuły. Do tego ukłony i żarciki w stronę uważnego czytelnika, subtelność, ale i klarowność przekazu – czyli wszystko to, czego oczekujemy po powieści niezapomnianej. Takiej jak ta. Anna Gralak – genialne tłumaczenie genialnego tekstu. Nieczęsto jest tak, że chcemy sięgnąć po książki, nad którymi pracował konkretny tłumacz. A to taki właśnie przypadek. Jak magnes przyciąga również (gdzieżby inaczej!) postać samego autora. Tony Strong (takie jest jego prawdziwe imię i nazwisko) to urodzony w Ugandzie Brytyjczyk. Ukończył filologię angielską na Oxfordzie, następnie - jako copywriter - był autorem wyróżnianych kampanii reklamowych (np. nagrodzonej BAFTĄ akcji społecznej „Sounds” - jednej z niewielu dotyczących narkotyków, które miały wymierne rezultaty). Jednocześnie pracował jako dziennikarz kulinarny – jego artykuły pojawiały się m.in. w „The Sunday Times”, a współpracownikami byli Jamie Ollivere czy Niall Downing. Jakby tego było mało – pod własnym nazwiskiem wydał kilka thrillerów psychologicznych, pod pseudonimem Anthony Capella - powieści obyczajowych, a jako JP Delaney zadebiutował w 2017 roku „Lokatorką” (która od razu stała się światowym bestsellerem). Dodatkową ciekawostką jest fakt, że ta powieść… już kiedyś powstała! Tak – lata temu JP Delaney (pod innym tytułem i innym nazwiskiem) napisał i wydał książkę o aktorce biorącej udział w tajnej operacji organów ścigania. Potem – wciąż wierząc w pomysł, ale mając świadomość niedociągnięć poprzedniej wersji – napisał wszystko od zera. I choć zamysł i część scen są tożsame – już fabuła, struktura i konstrukcja bohaterów to novum. Novum będące jednym z najlepszych pomysłów człowieka, który całym swoim życiem pokazuje wielowymiarowość, różnorodność zdolności i zainteresowań oraz złożoność natury ludzkiej. Anatomia sztuki, anatomia zła, anatomia ludzkiej duszy. JP Delaney niby wirtuoz rozbiera na atomy istniejący świat, by pokazać jego wnętrze. By odkryć kłębiące się pod powierzchnią mrok, żądze, pragnienia, brud i zło. By udowodnić, że jednowymiarowość nie istnieje. Że każdy ma swoją ciemną stronę, która przerażać może nawet jego samego. I że tak właśnie wygląda rzeczywistość. Ta bez filtra, bez poprawek. Brzydsza, ale prawdziwsza. Bo nasza.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
10-10-2018 o godz 16:04 Dominika Jachimowska dodał recenzję:
Claire jako aktorka zawodowo wciela się w role. Zakłada przeróżne maski, wkłada we własne usta słowa innych ludzi, a prawdziwą siebie chowa głęboko w ukryciu, gdzie nikt jej nie znajdzie. Jej praca jest niezwykła – na zlecenie firmy prawniczej specjalizującej się w sprawach rozwodowych demaskuje niewiernych mężczyzn gotowych zdradzić swoje partnerki. Żaden z nich do tej pory się jej nie oparł… aż do czasu, gdy spotkała Patricka Foglera. On, życzliwy, choć nie wykazujący zainteresowania propozycjami Claire, od razu zapada jej w pamięć. Kobieta nie wie jednak, że Patrick skrywa wiele tajemnic, a kłamać potrafi prawie tak doskonale, jak ona sama. Kiedy w grę wchodzą oskarżenia o zabójstwo, coraz trudniej jest zaufać komukolwiek. Jak może pamiętacie, Lokatorkę wymieniałam jako jeden z najlepszych thrillerów psychologicznych ubiegłego roku i jedną z najlepszych książek ogółem – zdania tego nie zmieniłam, a od tej pory zdążyłam przekazać tą powieść kilku innym osobom, aby dzielić się swoim uwielbieniem. Możecie więc sobie wyobrazić, jak duże miałam oczekiwania wobec kolejnej książki autora, której tak niecierpliwie wyczekiwałam. Teraz, gdy lekturę W żywe oczy mam już za sobą, mogę stwierdzić, że nie było to coś, czego się spodziewałam… Jednak nie oznacza to, że było gorsze. Od początku warto podkreślić, jak dużą rolę w książce odgrywa aktorstwo – tak dużą, że nawet część dialogów zapisana jest w formie dramatu. Główna bohaterka Claire najlepiej czuje się na scenie i do każdej ze swoich ról podchodzi z tak wielkim zaangażowaniem, że czasem zapomina ściągnąć maski scenicznej w realnym świecie i zapomina, kim jest. Tym samym wprawia czytelnika w dezorientację i zagubienie, ponieważ nie można jej zaufać. Podczas czytania wielokrotnie zachodziłam w głowę, czy obecne czyny i zachowanie Claire są tylko grą, czy może obserwuję prawdziwą jej wersję. Jednak ten rodzaj niepewności zupełnie mi nie przeszkadzał – sprawiał jedynie, że traktowałam Claire jako jedną wielką zagadkę, którą prędzej czy później powinnam rozwiązać. Zresztą Patricka, głównego męskiego bohatera, równie trudno było rozgryźć. Choć autor pozwala nam dokładnie i szczegółowo poznać te postacie, są one na tyle złożone i głębokie, że nie sposób oczekiwać od nich konkretnych zachowań. Kreacja bohaterów JP Delaneya jest czymś, co zdecydowanie zasługuje na uznanie – powiedziałabym, że poradził sobie z tym nawet lepiej, niż w Lokatorce. Claire i Patrick składają się z wielu różnych płaszczyzn, mają określony, lecz skomplikowany charakter, który sprawia, że stają się bardzo realni i autentyczni. Choć przez całą książkę starałam się zrozumieć ich postępowanie i motywacje, mam wrażenie, że udało mi się to osiągnąć zaledwie częściowo. Jedną z najlepszych rzeczy, jakie spotykam w książkach, jest powiązanie motywu morderstwa z istniejącym tekstem literatury. Fakt, że zbrodniarz opiera swoje działania na schemacie zaczerpniętym z wiersza, jest jednocześnie niepokojący i fascynujący, a taką mieszankę uwielbiam od zawsze. W tym przypadku autor szczególnie mnie zachwycił, ponieważ tekstem przez niego wykorzystanym był tomik wierszy Charlesa Baudelaire’a Kwiaty zła. Choć nazwisko tego poety obiło mi się wcześniej o uszy, nigdy nie wiedziałam o nim niczego konkretnego. Dopiero W żywe oczy sprawiła, że z ogromną ciekawością zgłębiłam temat twórczości tego pisarza i dekadentyzmu, a nawet zaczęłam szukać w Internecie ofert sprzedaży Kwiatów zła w rozsądnych cenach (których znalezienie jest nie lada wyzwaniem!). Niesamowicie rzadko zdarza mi się, aby jakaś książka zainspirowała mnie do przeglądania artykułów na jakiś temat, a tutaj JP Delaney przedstawił Baudelaire’a w tak intrygujący, choć miejscami makabryczny sposób, że od razu poczułam się oczarowana. W żywe oczy zaskoczyła mnie swoją odmiennością od Lokatorki. Gdybym nie widziała nazwiska autora na okładce i skupiała się na samej treści, ciężko byłoby mi zgadnąć, że za oboma powieściami stoi ta sama osoba. W żywe oczy jest nieco bardziej stonowana niż Lokatorka, a jednocześnie roztacza wokół siebie dużą dozę tajemniczości. Jest o wiele bardziej złożona, jeśli chodzi o postacie, które w Lokatorce również były dobrze zarysowane, jednak dopiero tutaj zdają się ożywać. Gdybym brała pod uwagę tylko swoje powierzchowne emocje, pewnie byłabym odrobinę rozczarowana tą książką. Brakowało mi w niej mocnego momentu kulminacyjnego i magii, która wciągnęła mnie w Lokatorkę. Jednak gdy zaczęłam się dłużej zastanawiać nad tą powieścią, doszłam do wniosku, że jest ona po prostu inna – w wielu aspektach nie przypomina swojej poprzedniczki i choć najczęściej sięgam właśnie po takie thrillery, jak Lokatorka, to W żywe oczy prawdziwie mnie zafascynowała. W żywe oczy to książka inna niż większość thrillerów, jakie do tej pory czytałam. Odkryłam w niej to, co najbardziej lubię w literaturze – zgłębione, zagmatwane i niesamowicie złożone postacie, które fascynują i pociągają. Ciąg dalszy: booksofsouls.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
26-09-2018 o godz 15:20 krytyk.com.pl dodał recenzję:
Dobre thrillery czy kryminały potrafią zrobić człowiekowi z mózgu kisiel. W XXI wieku o takie jednak coraz trudniej. Niby ludzka kreatywność nie jest ograniczona, ale w wielu powieściach pojawiają się te same wątki czy podobnie wprowadzone zwroty akcji. Pragnienie nowości rozumie chyba dobrze JP Delaney, który już drugi raz okręcił mnie sobie wokół palca swoją powieścią. Jeżeli spodobała Wam się „Lokatorka”, to i „W żywe oczy” Was nie rozczaruje. Prezentowanie na okładkach minimalistycznych przestrzeni stało się najwyraźniej jakimś nowym trendem, bo ostatnio coraz częściej takowe rzucają mi się w oczy. Nie ma w tym oczywiście nic złego, ale wolę, gdy między obwolutą a zawartością tomu zachodzi jakaś korelacja. Ascetyczna przestrzeń dla „Lokatorki” była ważna, tutaj z kolei brakuje dla podobnego monochromatyzmu punktu zaczepienia. Decyzja o kontynuowaniu zbliżonego stylu wzięła się najpewniej z chęci zachowania spójności wizualnej w obrębie powieści jednego autora, niemniej można było to zrobić sensowniej. Główną bohaterką „W żywe oczy” jest Clair. To początkująca aktorka, która została niejako zmuszona do wyemigrowania z Wielkiej Brytanii i szukania szczęścia w Stanach Zjednoczonych. Odgrywanie ról to dla niej sens istnienia. By utrzymać się na drogich studiach w Nowym Jorku, podejmuje się niepewnej etycznie posady w prywatnym biurze detektywistycznym, gdzie na prośbę żon uwodzi podejrzanych o niewierność mężów. Wszystko idzie gładko do czasu, gdy dostaje zlecenie na fascynującego się Baudelairem profesora Patricka Foglera, który – jak się później okazuje – jest nie tylko niezwykle intrygujący, ale też podejrzany o serię morderstw. „W żywe oczy” jest doskonałym przykładem tego, jak jeden sukces napędza drugi. Najnowsza powieść Delaney’a nie jest bowiem tak zupełnie jego najnowszą powieścią. Autor 17 lat temu stworzył już podobną historię, ale ta nie zyskała rozgłosu. Zachęcony sukcesem „Lokatorki” przepisał starą powieść, aktualizując ją o nabyte w tym czasie pisarskie doświadczenia. Entuzjastyczne opinie wskazują, że odświeżony pomysł przypadł czytelnikom do gustu. Delaney ma niezwykły talent do kreowania nieoczywistych postaci i przerzucania na protagonistów odpowiedzialności za akceptowanie przez czytelnika prawdziwości świata bądź podawania tegoż świata w wątpliwość. Podczas lektury nie pada ani jedno stwierdzenie podsunięte przez zewnętrznego narratora, który pozwoliłby odbiorcy na przyjęcie jakiegoś elementu historii za niepodważalny fakt. Delaney kreuje bohaterów niestandardowych, z którymi trudno się utożsamić; wykraczających poza charakterologiczne standardy; takich, którzy równie dobrze mogą być „normalnymi” ekscentrykami, co dobrze maskującymi się szaleńcami. Tylko od czytelnika zależy, gdzie na wykresie zdrowia psychicznego ich uplasuje. Od początku można podejrzewać wszystkich o wszystko. Tak też zresztą było i w moim przypadku – moje typy dotyczące faktycznego oprawcy zmieniały się jak w kalejdoskopie. Co więcej, nie byłam nawet przekonana, co do tego, które wydarzenia faktycznie miały miejsce, a które należałoby uznać za jakieś majaki pokręconego umysłu. Oczywiście do tego poplątania doszło z czasem. Zanim Delaney zaczął mącić mi w głowie, zbudował solidne podstawy w postaci interesującego, acz dosyć standardowego w pomysłach wprowadzenia i niespiesznego zapoznania się z bohaterami. Dopiero gdzieś w jednej trzeciej lektury autor postanowił wprowadzić pierwszy poważny twist fabularny, a później… Tego, co dzieje się w „W żywe oczy” później, trzeba po prostu samodzielnie doświadczyć. Na wysoką wartość lektury wpływa także odważne flirtowanie Delaney’a z innymi formami literackimi. Autor nie boi się wplatać w swój tekst nie tylko wierszy Baudelaire’a (polski czytelnik nie będzie mógł tego doświadczyć, lecz w posłowiu pisarz wyznaje, że teksty francuskiego poety tłumaczył sam, nieco przy tym je zmieniając, by pasowały do fabuły) i poetyckie analizy, ale również fragmentów rodem z dramatu. Jedną z cech charakterystycznych dla protagonistki jest jej skłonność do postrzegania życia jako spektaklu lub filmu. Szczególnie ważne momenty zapisuje w głowie właśnie w formie scenariuszowej i w takiej też przekazuje je czytelnikowi. Niby nic wielkiego, ale w natłoku podobnych formalnie lektur prezentuje się to wyjątkowo odświeżająco. Mimo wszystkich zachwytów w ostatecznym rozrachunku „W żywe oczy” nie wspięło się dla mnie na poziom „Lokatorki”. Nie czuję się jednak w żadnym stopniu zawiedziona. Powieści Delaney’a bowiem, jakkolwiek przynależą do tego samego gatunku, reprezentują wyraźnie odmienne historie. Poza tym, o ile „Lokatorka” była świeża już na poziomie fabularnego pomysłu, o tyle „W żywe oczy” skrzydła rozwija raczej w kwestiach igrania ze schematami i przyzwyczajeniami czytelnika, niż nowatorskim podejściem do koncepcji historii. Bardzo jestem ciekawa, co też Delaney zaprezentuje światu w przyszłości.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-08-2018 o godz 17:53 Anonim dodał recenzję:
W PUŁAPCE PERFEKCYJNYCH KŁAMSTW JP Delaney to autor, który posiada niezwykły dar. Potrafi wyczarować świat pełen niedopowiedzeń, mrocznych tajemnic i niedokończonych historii, od którego nie sposób się oderwać. Kiedy już musisz wrócić do zwykłego świata, kładąc zakładkę na odpowiedniej stronie, czujesz że robisz to wbrew sobie. Jakby już nie ten namacalny świat był tym, w którym żyjesz, ale ten z papieru i atramentu, stworzony przez niezwykle utalentowanego pisarza. Nie tak dawno temu, gdy przeczytałam „Lokatorkę”, debiut literacki Delaney'ego, wiedziałam że odnalazłam autora, którego prozę będę chciała odkrywać już zawsze. Kiedy więc pojawiła się możliwość przeczytania jego drugiej już powieści, cieszyłam się jak dziecko i czekałam na swój egzemplarz, jak na Gwiazdkę. „W żywe oczy” stało się moją kolejną ulubioną powieścią. Claire Wright, Brytyjka studiująca aktorstwo w Nowym Jorku, pracuje dla jednej z kancelarii prawniczych, specjalizującej się w sprawach rozwodowych. Bądźmy szczerzy, to nie jest wymarzona praca dla młodej, aspirującej aktorki, ale z czegoś żyć trzeba, a czynsz za mieszkanie u koleżanki nie spłaci się sam. Claire fascynuje aktorstwo, które każe całkowicie „wejść” odgrywającemu w swoją rolę. Wierzy w to, co mówi jej mentor Paul, że aktorstwo to bardziej stawanie się postacią, niż odtwarzanie roli. Claire więc stosuje tę metodę nie tylko podczas zajęć akademickich, ale również podczas swojej pracy, gdy wciela się w „call girl”, mającą na celu uwieść niewiernego męża, a potem dostarczyć dowód zrozpaczonej żonie. Claire kłamie zawodowo, i robi to bardzo dobrze. Pewnego dnia otrzymuje kolejne zlecenie od swojego przełożonego, Henry'ego. Niby wydaje się takie, jak każde inne, ale gdy Claire zjawia się w apartamencie hotelu Lexington, okazuje się szybko, że tym razem nie będzie to zlecenie takie, jak każde inne. Po pierwsze, Stella Fogler, ich klientka, osobiście chce ją poznać, co jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Po drugie, wydaje się aż nadto zdenerwowana całą sytuacją. Aż w końcu, nie jest zadowolona z tego, że Claire nie udało się oczarować Patricka. Zachowuje się tak, jakby chciała, aby jej mąż okazał się niewierny. Przecież to bez sensu, prawda? Sprawa komplikuje się jednak całkowicie, gdy następnego poranka Stella zostaje znaleziona martwa w swoim pokoju. W wyniku tej tragedii Claire zostaje przesłuchana w charakterze świadka, i być może, potencjalnej sprawczyni morderstwa. Jednak, gdy przesłuchuje ją detektyw Frank Durban oraz psycholog sądowy Kathryn Latham, okazuje się, że mają dla niej propozycję pracy. Ma pracować pod przykrywką. Zrobić wszystko, aby Patrick Fogler, wykładowca filologii, jej zaufał, a może nawet pokochał. Okazuje się bowiem, że głównym podejrzanym o zabójstwo Stelli jest właśnie Patrick. Jednak policja podejrzewa go również o dokonanie kilku innych morderstw. Jednym oparciem tej tezy jest tomik poezji „Kwiaty zła” francuskiego poety Charlesa Baudelaire'a. Fogler fascynuje się jego poezją, a swoje mordy dokonuje tak, jakby odtwarzał scenariusz mrocznych poematów. Claire wchodzi w to. Wchodzi w to cała. Relacja Claire i Patricka od samego początku podszyta jest kłamstwem, dwuznacznościami i niedopowiedzianymi historiami. W rezultacie nie wiadomo, kto kłamie lepiej. Oboje wydają się w tym mistrzami. Nie wiadomo też, czy Patrick jest winny, jak sądzi Latham, czy też nie, jak obstawia Claire. Jedną kieruje rozum, drugą serce. I czy miłość Claire do Patricka jest tylko wyrachowaną grą, mającą na celu złapać go w perfekcyjnie zaplanowaną pułapkę; czy jest to rola, w którą zbyt mocno się wcieliła; a może to prawda, której tak mało w życiu bohaterki. Tych dwoje łączy więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Oboje są sierotami, ale gdzieś głębiej, w trzewiach ich dusz tkwi coś znacznie ważniejszego niż środowisko, z którego się wywodzą. Oboje bowiem pociąga mrok, jaki skrywa tomik wierszy Baudelaire'a. Pytanie tylko, kim jest Claire, według wzorca życiorysu ekscentrycznego poety, Białą czy Czarną Wenus? Czy można aż tak dobrze zagrać miłość? Kto w końcu zabił Stellę? Patrick, Claire, a może ktoś trzeci? Czy Claire może zaufać ludziom, na których polega? A Patrick, czy on powinien był do tego stopnia zaufać swojej kochance? JP Delaney pozwala, aby te pytania nurtowały nas do końca lektury. To wspaniały manipulator, dobrze wie, kiedy ma nastąpić zwrot akcji, kiedy jej przyspieszenie, a kiedy dać nam odetchnąć. Zupełnie jak bohaterowie jego najnowszej powieści bawi się z nami, dobrze znając psychikę czytelnika. Nikt, kto sięgnie po „W żywe oczy” nie będzie mógł o tej powieści długo zapomnieć. Ja nie umiem i już czekam na kolejną książkę tego autora. Jednego z najlepszych, jakich udało mi się poznać. www.recenzje-anki.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-08-2018 o godz 17:53 Anonim dodał recenzję:
W PUŁAPCE PERFEKCYJNYCH KŁAMSTW JP Delaney to autor, który posiada niezwykły dar. Potrafi wyczarować świat pełen niedopowiedzeń, mrocznych tajemnic i niedokończonych historii, od którego nie sposób się oderwać. Kiedy już musisz wrócić do zwykłego świata, kładąc zakładkę na odpowiedniej stronie, czujesz że robisz to wbrew sobie. Jakby już nie ten namacalny świat był tym, w którym żyjesz, ale ten z papieru i atramentu, stworzony przez niezwykle utalentowanego pisarza. Nie tak dawno temu, gdy przeczytałam „Lokatorkę”, debiut literacki Delaney'ego, wiedziałam że odnalazłam autora, którego prozę będę chciała odkrywać już zawsze. Kiedy więc pojawiła się możliwość przeczytania jego drugiej już powieści, cieszyłam się jak dziecko i czekałam na swój egzemplarz, jak na Gwiazdkę. „W żywe oczy” stało się moją kolejną ulubioną powieścią. Claire Wright, Brytyjka studiująca aktorstwo w Nowym Jorku, pracuje dla jednej z kancelarii prawniczych, specjalizującej się w sprawach rozwodowych. Bądźmy szczerzy, to nie jest wymarzona praca dla młodej, aspirującej aktorki, ale z czegoś żyć trzeba, a czynsz za mieszkanie u koleżanki nie spłaci się sam. Claire fascynuje aktorstwo, które każe całkowicie „wejść” odgrywającemu w swoją rolę. Wierzy w to, co mówi jej mentor Paul, że aktorstwo to bardziej stawanie się postacią, niż odtwarzanie roli. Claire więc stosuje tę metodę nie tylko podczas zajęć akademickich, ale również podczas swojej pracy, gdy wciela się w „call girl”, mającą na celu uwieść niewiernego męża, a potem dostarczyć dowód zrozpaczonej żonie. Claire kłamie zawodowo, i robi to bardzo dobrze. Pewnego dnia otrzymuje kolejne zlecenie od swojego przełożonego, Henry'ego. Niby wydaje się takie, jak każde inne, ale gdy Claire zjawia się w apartamencie hotelu Lexington, okazuje się szybko, że tym razem nie będzie to zlecenie takie, jak każde inne. Po pierwsze, Stella Fogler, ich klientka, osobiście chce ją poznać, co jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Po drugie, wydaje się aż nadto zdenerwowana całą sytuacją. Aż w końcu, nie jest zadowolona z tego, że Claire nie udało się oczarować Patricka. Zachowuje się tak, jakby chciała, aby jej mąż okazał się niewierny. Przecież to bez sensu, prawda? Sprawa komplikuje się jednak całkowicie, gdy następnego poranka Stella zostaje znaleziona martwa w swoim pokoju. W wyniku tej tragedii Claire zostaje przesłuchana w charakterze świadka, i być może, potencjalnej sprawczyni morderstwa. Jednak, gdy przesłuchuje ją detektyw Frank Durban oraz psycholog sądowy Kathryn Latham, okazuje się, że mają dla niej propozycję pracy. Ma pracować pod przykrywką. Zrobić wszystko, aby Patrick Fogler, wykładowca filologii, jej zaufał, a może nawet pokochał. Okazuje się bowiem, że głównym podejrzanym o zabójstwo Stelli jest właśnie Patrick. Jednak policja podejrzewa go również o dokonanie kilku innych morderstw. Jednym oparciem tej tezy jest tomik poezji „Kwiaty zła” francuskiego poety Charlesa Baudelaire'a. Fogler fascynuje się jego poezją, a swoje mordy dokonuje tak, jakby odtwarzał scenariusz mrocznych poematów. Claire wchodzi w to. Wchodzi w to cała. Relacja Claire i Patricka od samego początku podszyta jest kłamstwem, dwuznacznościami i niedopowiedzianymi historiami. W rezultacie nie wiadomo, kto kłamie lepiej. Oboje wydają się w tym mistrzami. Nie wiadomo też, czy Patrick jest winny, jak sądzi Latham, czy też nie, jak obstawia Claire. Jedną kieruje rozum, drugą serce. I czy miłość Claire do Patricka jest tylko wyrachowaną grą, mającą na celu złapać go w perfekcyjnie zaplanowaną pułapkę; czy jest to rola, w którą zbyt mocno się wcieliła; a może to prawda, której tak mało w życiu bohaterki. Tych dwoje łączy więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Oboje są sierotami, ale gdzieś głębiej, w trzewiach ich dusz tkwi coś znacznie ważniejszego niż środowisko, z którego się wywodzą. Oboje bowiem pociąga mrok, jaki skrywa tomik wierszy Baudelaire'a. Pytanie tylko, kim jest Claire, według wzorca życiorysu ekscentrycznego poety, Białą czy Czarną Wenus? Czy można aż tak dobrze zagrać miłość? Kto w końcu zabił Stellę? Patrick, Claire, a może ktoś trzeci? Czy Claire może zaufać ludziom, na których polega? A Patrick, czy on powinien był do tego stopnia zaufać swojej kochance? JP Delaney pozwala, aby te pytania nurtowały nas do końca lektury. To wspaniały manipulator, dobrze wie, kiedy ma nastąpić zwrot akcji, kiedy jej przyspieszenie, a kiedy dać nam odetchnąć. Zupełnie jak bohaterowie jego najnowszej powieści bawi się z nami, dobrze znając psychikę czytelnika. Nikt, kto sięgnie po „W żywe oczy” nie będzie mógł o tej powieści długo zapomnieć. Ja nie umiem i już czekam na kolejną książkę tego autora. Jednego z najlepszych, jakich udało mi się poznać. www.recenzje-anki.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-08-2018 o godz 17:13 Anonim dodał recenzję:
Lokatorka całkiem nieźle poradziła sobie w wyścigu o miano najlepszego thrillera 2017 roku. Zauroczyła mnie niekonwencjonalnym, skrajnie sterylnym podejściem do tematu zbrodni. Przy okazji była taka tajemnicza, stymulująca, emocjonalne przeszywająca, jednym słowem- bezbłędna! JP Delaney z premedytacją łamiąc schemat klasycznego thrillera psychologicznego wysoko ustawił sobie poprzeczkę, jednocześnie utrudniając pracę nad kolejnymi książkami. Tworząc W żywe oczy Delaney kolejny raz bez zawahania wyszedł przed szereg dając ujście swojej naturze ryzykanta. Szkieletem dla najnowszego thrillera autora stała się historia przedstawiona w jednej z jego wcześniejszych książek. Sukces bestsellerowej Lokatorki umożliwił wydanie nowej książki, a dawne wydarzenia ożyły na nowo w zmienionej i zdecydowanie bardziej dopracowanej odsłonie. Rozpoczęcie lektury jest dla czytelnika równoznaczne ze zgodą na przejażdżkę najbardziej ekstremalnym rollercoasterem. Zapnijcie pasy, bo czeka was cała seria mrożących krew w żyłach zdarzeń Claire Wright po bolesnym w skutkach romansie ucieka za ocean. W Nowym Yorku ma zacząć wszystko od nowa i przy okazji doszkolić swój aktorski warsztat. Próbując spłacić zaległy czynsz zatrudnia się w kancelarii adwokackiej w roli testerki (nie)wierności. Jej umiejętności aktorskie zostały pierwszy raz wystawione na próbę wraz z zleceniem żony Patricka Foglera. On nie uległ równie seksownej, jak i inteligentnej aktoreczce. Co gorsza nie był nawet przez chwilę zainteresowany towarzystwem Claire. Sprawy komplikują się w chwili morderstwa bogatej zleceniodawczyni. Głównym podejrzanym jest mąż ofiary. Claire dostaje niepowtarzalną szansę na odegranie pierwszoplanowej roli w niecodziennym spektaklu. W zamian za zieloną kartę ma pomóc policji w zdemaskowaniu mordercy... Opłacało się kolejny raz zaufać JP Delaney'owi, bo stworzył kolejną wspaniałą, niepowtarzalną historię. Rozpoczynając lekturę nie warto się na nic nastawiać, bo i tak nasze kolejne wnioski okażą się błędne. Mimo wielokrotnych prób nie udało mi się antycypować kolejnych zdarzeń, ale nie czułam się przez to rozczarowana (a wręcz rozgorączkowana!). Efekt wow! z jakim rozpoczęłam lekturę, towarzyszył mi praktycznie do końca książki. Śledząc historię Claire musiałam niczym wytrawny biochemik preparować kolejne informacje. Sporo wysiłku kosztowało mnie oddzielenie fikcji przyprawionej nutką czarnej magii od faktycznych wydarzeń. Każda kolejna część historii wnosiła nową jakość i była powiewem świeżości, względem tego co wydarzyło wcześniej. Delaney z rozmysłem wywracał świat bohaterki do góry nogami. Wierząc w sens przedstawianej historii powoli stawałam się jej częścią. Wpadłam w wir zagadek, bez opamiętania szukając dla nich rozwiązania. Delaney, (jak na złość!) na każdym kroku mamił swoimi pokręconymi sugestiami. Niekonwencjonalny zapis części dialogów przywodził na myśl systematycznie nadbudowywany scenariusz filmowy rozgrywający się w głowie Claire . Flashbacki były dynamiczne, sugestywne i częstokroć (bardzo potrzebnie) wywodziły mnie w pole. Często zdarzały się momenty, w których sama już nie wiedziałam któremu bohaterowi mogę (może wręcz muszę?) zaufać , a którego słowa powinnam od początku poddawać w wątpliwość. W żywe oczy zahipnotyzowało mnie barwną treścią, przy okazji wprowadzając w stan emocjonalnego odrętwienia. Tym razem nie byłam prowadzona za rączkę od początku do końca (za co chwała autorowi!), co wiązało się z satysfakcjonującym wysiłkiem intelektualnym. Ten ostatni został mi z nawiązką wynagrodzony pod koniec książki (w zakończeniu autor przeszedł sam siebie i to nie jeden raz!). Delaney wprowadził mnie do świata zagadek, jakie często płata nam nasz umysł. Fabuła skupia się na wewnętrznym życiu głównej bohaterki, ukazując przez pryzmat jej emocji skomplikowaną sieć tworzącą ludzką psychikę. Do fabuły były systematycznie przemycane informacje składające się na szkielet warsztatu aktorskiego okraszone delikatną nutką obłędu. Ani przez moment nie czułam się zmanipulowana niejasnym przekazem, co więcej byłam nim zaintrygowana i chciałam więcej. Nawet lepiej, wraz z Claire mogłam trenować skomplikowaną sztukę psychomanipulacji. Niektóre elementy układanki były nieco niespójne i irytujące, ale nie zaburzyły całości mistrzowsko skonstruowanej fabuły. W żywe oczy, to thriller z gatunku tych obezwładniających umysł, po których można mieć tylko ochotę na więcej. JP Delaney stworzył kolejny perfekcyjny thriller ze scenariuszem skrojonym na miarę, w którym nic nie jest pewne i jednoznaczne. Gwarantuje, że nie zabraknie Wam mocnych wrażeń w trakcie lektury. Lokatorka była bezbłędna i fenomenalna, najnowsza książka autora jest jeszcze lepsza!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
30-09-2018 o godz 14:24 Biblioteka Wspomnien dodał recenzję:
Wszyscy mówią, że aktorzy grają. Postaci zepsute do szpiku kości, szlachetne, szczęśliwe i złamane – to wszystko są po prostu kolejne wcielenia jednego człowieka. JP Delaney przestawił jednak sprawę przewrotnie, bowiem w jego najnowszej powieści aktorzy uczą się bycia idealnymi kłamcami, aż do momentu gdy przestają odróżniać rzeczywistość od iluzji, prawdę od kłamstwa. Tak właśnie stało się z Claire, główną bohaterką „W żywe oczy”. Brzmi intrygująco, prawda? Niezwykle zaintrygowana opisem thrillera, nie mogłam przegapić okazji, by przekonać, się czy wszystkie pozytywne opinie na jego temat mają w sobie, choć ziarno prawdy. Powieść rozpoczęła się od typowego dla thrillerów prologu, który wybiegał nieco przed akcję właściwą powieści, a który obiecywał nieco mroczniejszą, niż początkowo zakładałam historię. Później wróciliśmy do samego początku historii i poznaliśmy naszą narratorkę Claire, która już na pierwszych stronach jawiła się jako postać bardzo niejednoznaczna. Akcja nabrała jednak tempa, gdy doszliśmy do głównego wątku całej historii i biegła swoim trudnym do określenia, ale bardzo interesującym rytmem, z drobną, nieco nużącą przerwą w środku, aż do samego zakończenia. Trudno jest mi określić, co w tej powieści sprawiało, że moje zainteresowanie niemal nie słabło, jednak gdybym musiała to określić, powiedziałabym: szaleństwo. To właśnie pozorny bałagan zawarty w fabule przyciągał mnie jak magnes i kazał przewracać stronę za stronę, aż uda mi się poznać rozwiązanie całej historii. Ogromne brawa należą się autorowi za kreację głównej bohaterki oraz pewnej bliskiej jej osoby. Obie postaci wypadły bowiem nie tyle dobrze, co rewelacyjnie. To z pewnością nie były osoby, z którymi łatwo jest się utożsamić, czy do których można poczuć sympatię, jednak złożoność ich psychiki i motywacji, wieloznaczność ich działań, i słów stworzyły bohaterów wybitnie interesujących, których losy obserwowałam z ogromnym zainteresowaniem. Dobrze wypadła też kreacja Kathryn, lecz pozostałe postaci zostały przedstawione nieco zbyt płytko, by można było powiedzieć o nich coś więcej. Były one przedmiotami w rękach autora, które służyły jedynie danym celom i otrzymały imiona, by nie można było ich pomylić, a szkoda, ponieważ mogły one stworzyć jeszcze ciekawsze tło dla całej historii. Nie podobały mi się także wykreowane przez autora relacje między postaciami, a właściwie ich brak. Jedną relacją, która przechodzi tu jakąś ewolucję, była bowiem ta między zakochanymi, a ta była po prostu przegadana, pozbawiona czynów, przez co niezbyt angażująca. Pozostałe zaś opierały się po prostu na słowach Claire i pozbawione były tego czegoś, co mogło uczynić je prawdziwymi. Sam pomysł zorganizowania akcji policyjnej był naprawdę ciekawy i chociaż początkowo wydawał mi się on czymś zbyt przerysowanym, niemal wyrwanym z filmu science fiction, tak później zyskał on w miarę logiczne podstawy, które pozwoliły mi na czytanie, bez wyrzutów sumienia ze strony mojego wewnętrznego realisty. Niezwykle podobały mi się opisy zajęć i prób teatralnych – drobiazgowe, przemyślane, pomysłowe. Owe sceny miały w sobie coś niemal mitycznego, intrygowały na każdym kroku. Gdy już wydawało się, że autor przekroczył granicę i popłynął zbyt mocno, tworząc coś zbyt nierealnego, Claire wyciągała do czytelnika rękę i pokazywała głębie, i sens danych zabiegów, co nadawało im dodatkowy wymiar. JP Delaney nie pisze może szczególnie pięknie, czy kwieciście, ale jego prosty, przyjemny w odbiorze styl dobrze skomponował się z powieścią i sprawił, że czyta się ją błyskawicznie, z niesłabnącym zainteresowaniem. Ciekawym zabiegiem ze strony autora było przedstawienie pewnych dialogów w taki, a nie inny sposób, niczym scen z dramatu, gdzie pomiędzy wymianami zdań, występują didaskalia. Zakończenie powieści wypadało zaskakująco dobrze. Udało mi się wytypować mordercę, a mimo to zostałam zaskoczona i oczarowana takim finałem. Rozwiązał on bowiem najważniejsze kwestie, dodał czegoś bohaterom i dowiódł, że fabuła całości była drobiazgowo zaplanowana i prowadziła do takiego właśnie końca. Jednym, do czego mogłabym się przyczepić to jedna, czy dwie zbyt przerysowane sceny, bez których reszta wypadłaby po prostu jeszcze lepiej. Połączenie mrocznej prozy oraz tajemniczego życiorysu Baudelaire z mięsistymi postaciami, intrygującą historią, w której nie brakuje zwrotów akcji, i rewelacyjnym zakończeniem, uczyniły „W żywe oczy” jednym z lepszych thrillerów, jakie miałam przyjemność czytać. Jeśli wahacie się, czy warto – z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tak, jeśli lubicie powieści, w których autor zamiast krwią posługuje się manipulacją.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-10-2018 o godz 18:20 Maadziuulekx3 dodał recenzję:
W życiu każdy przybiera różne maski. Z obawy, że nasze prawdziwe ,,ja'' nie spodoba się społeczeństwu. Wolimy udawać kogoś kim nie jesteśmy, bo tak jest łatwiej. Wchodzimy w rolę kogoś, kogo sobie stworzyliśmy. Piękniejszego, odważniejszego, nie bojącego się wyzwań. Granica między rzeczywistością, a tym światem stworzonym przez człowieka jest bardzo cienka. Łatwo się w nim zatracić i zagubić. Claire pracuje dla kancelarii prawnej specjalizującej się w sprawach rozwodowych. Jej zadaniem jest sprawdzanie czy żonaci mężczyźni są wierni swoim kobietom, zdobywanie niezbitych dowodów ich winy lub ich braku. To ona wykłada karty, ona dyktuje jak cała gra się potoczy. Jednak i jej życie zaczyna się gmatwać, gdy poznaje Patricka Foglera, a ona sama zostaje wciągnięta w sprawę o morderstwo. Powiem wam szczerze, że na początku chciałam wyrzucić książkę przez okno. Gdy przeczytałam kilkanaście rozdziałów, nie byłam w ogóle przekonana do lektury. Wplatanie scenek teatralnych wydało mi się głupim i kiczowatym zabiegiem zainteresowania czytelników opowieścią. One powodowały, że wybijałam się z rytmu czytania i potęgowały moją irytację. Nie byłam przekonana do tak poprowadzonej historii z odgrywaniem scenek niczym z dramatów, które w liceum trzeba było na siłę przeczytać. ,,W żywe oczy'' była przeze mnie prawie spisana na straty. Czytałam ją od tak, leniwie z przeświadczeniem, że po kolejnym rozdziale odkładam ją na półkę i już nigdy do niej nie wracam. Jednak po pierwszym chaosie, niezrozumieniu fabuły, nastał przełom i zaczęło się coś dziać, a moja ciekawość zaczęła wzrastać w miarę pochłaniania powieści. Wszystko zaczęło klarownie się układać, puzzle trafiły na właściwe miejsce, niektóre zabiegi wykorzystane w powieści zaczęły rozjaśniać niezrozumiałe na początku sytuacje, dlaczego tak, a nie inaczej została poprowadzona fabuła. Jednak nie wszystko zostaje wyłożone na stół. Autor nieźle pociąga za sznureczki, nie łatwo odgadnąć, co wydarzy się dalej i do samego końca trzyma w niepewności. Powoduje mętlik w głowie, skłania do myślenia, momentami szokuje, a już z pewnością przeraża to, co siedzi w głowie głównej bohaterki. Historię widzimy jej oczami. Nie jesteśmy pewni czy to, co dzieje się wokół jest prawdą czy fikcją stworzoną przez jej wyobraźnię. Raz jej wierzymy, a raz patrzymy na nią nieufnie. Do Claire nie zapałałam zbytnią sympatią. Momentami jej zachowanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Wyidealizowane gesty, słowa, mimika, postawa, przekształcanie spotkań w scenki wyjęte niczym ze światowego teatru. Wszystko takie sztuczne, przerysowane, nieprawdziwe, bycie ciągle w centrum uwagi. Z czasem zrozumiałam dlaczego postać została tak przedstawiona i zaczęłam spoglądać na nią przychylniejszym okiem. Autor chciał tą postacią wywołać w czytelniku skrajne emocje i muszę powiedzieć, że mu się to udało. Do końca nie wiadomo, czy to, co się wydarzyło było tylko stworzone przez wyobraźnię bohaterki czy miało miejsce naprawdę. Ja sama gubiłam się w tym świecie, raz Claire wierzyłam i w duchu ją broniłam, a raz patrzyłam na nią nieufnie i spisywałam ją na straty. Książka trzymała mnie w swoich szponach do samego końca i cieszę się, że tak szybko nie zrezygnowałam z lektury, bo zapewniła mi niezapomniane chwile i emocje. Czyta się ją jednym tchem, przez kolejne rozdziały przelatuje się w okamgnieniu, ciekawość nad poprowadzeniem fabuły bierze górę. Czy mieliśmy rację względem bohaterki, czy jednak nie. Podoba mi się to, że historia została tak doskonale spleciona, tak poprowadzona, że nie mogłam odłożyć książki ani na chwilę nim nie poznam prawdy. Ciekawy styl autora, do tego tak zgrabnie nami manipuluje, wodzi nas za nos, nie wyjawia wszystkich asów, akcja nie stoi w miejscu, ciągle posuwa się do przodu, sprawia, że lektura pozostaje w umyśle czytelnika na bardzo długo. Gorąco polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-09-2018 o godz 14:41 Zuzanna P. dodał recenzję:
"Lokatorka" JP Delaney to jeden z tych debiutów, które dają nadzieję, że oto na rynku wydawniczym pojawił się kolejny autor, po którego twórczość czytelnicy będą sięgać w ciemno. Zafascynowana klimatem debiutanckiego thrillera nie wahałam się ani przez moment kiedy pojawiła się szansa, by przeczytać "W żywe oczy" - kolejną powieść w dorobku autora, ale co ciekawe - bazującą na innej powieści wydanej przez tegoż pisarza, lecz pod innym nazwiskiem. Po przeczytaniu tej mącącej w głowie historii mogę stwierdzić, że różni się ona od "Lokatorki" pod wieloma względami, ale w jednej kwestii nic się nie zmieniło - autor wie, jak przyprawić czytelnika o dreszcze. "W żywe oczy" to thriller psychologiczny, z wszystkimi cechami towarzyszącymi temu gatunkowi. Autor wiele uwagi poświęca przede wszystkim bohaterom, ich psychice i zachowaniu. Claire jest aktorką, która całą sobą angażuje się w powierzane jej role. Czasem można odnieść wrażenie, że ma wiele osobowości i widzi świat takim, jakim chce widzieć postać, w którą akurat się wciela. Aktorstwo to jej sposób na życie - dzięki swoim umiejętnościom może pracować dla kancelarii prawnej specjalizującej się w rozwodach, a jej zadaniem jest udowodnienie niewierności zdradzających małżonków. Jednym z takich podejrzanych niewiernych mężów, którego Claire ma za zadanie zdemaskować jest Patrick Fogler - jedyny jak do tej pory mężczyzna, który nie uległ jej urokowi. Następnego dnia okazuje się, że żona Patricka została zamordowana. Kto i dlaczego zabił Stellę Fogler? Co z tym wszystkim ma wspólnego Charles Baudelaire - francuski poeta i jego wiersze? Jak wspomniałam, JP Delaney położył nacisk na ukazanie portretów psychologicznych głównych bohaterów. Nie odkrywa jednak przed czytelnikiem wszystkiego od razu i choć pewne wnioski nasuwają się dość szybko, to w finale okazuje się, że były one błędne. Historię poznajemy tylko z punktu widzenia Claire, będącej narratorką powieści, a przy tym aktorką cierpiącą na urojenia. To dodaje całej historii pewnej niejednoznaczności. Nie wiadomo do końca kto jest naprawdę sobą, a kto znakomitym aktorem. Czy to, co widzimy to tylko doskonała iluzja, czy po prostu takie są fakty. Natomiast niewyjaśnione morderstwo Stelli nie jest w tym wszystkim najważniejsze, lecz pozostaje tłem dla czegoś innego, czegoś bardziej intrygującego - dla wierszy Baudelaire'a, ociekających erotyzmem a przy tym jakże brutalnych. JP Delaney tak interesująco przytacza postać francuskiego poety, że sama autentycznie zaciekawiłam się jego osobą i po lekturze sięgnęłam do internetu, by móc bliżej przyjrzeć się Baudelaire'owi. Styl JP Delaney pozostaje niezmienny - lekki, niespieszny, lecz wzbudzający niepokój i zaintrygowanie. Akcja nie pędzi szalonym tempem, a mimo to kartki same przelatują przez palce. Dopracowana w każdym calu fabuła zasługuje na uznanie, a podjęte przez pisarza kwestie takie jak BDSM, zaburzenia urojeniowe czy też nawiązania do wierszy poety wyklętego dodają książce bardziej tajemniczego i intrygującego klimatu. "W żywe oczy" to thriller, który w którym poezja Charlesa Baudelaire'a przeplata się z brutalnymi morderstwami. To właśnie na wzór "Kwiatów zła" tajemniczy morderca zabija swoje ofiary. Dzięki nieoczywistości jaka emanuje z tej historii czytelnikowi cały czas towarzyszą emocje, wśród których dominuje niepokój i zaintrygowanie. Mi towarzyszyło naprzemiennie przerażenie i fascynacja - przerażenie tym, co fascynowało Claire, a fascynacja tym, jak autor to wszystko wymyślił i ubrał w słowa. Czytając tę powieść z zapartym tchem, dopiero w finale zorientowałam się, że JP Delaney zrobił mi wodę z mózgu, bo pojawiające się w trakcie historii zwroty akcji to pikuś w porównaniu z tym, co czeka na nas w finale. Ostrzegam, że książka mocno uzależnia.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
01-10-2018 o godz 09:31 Gorkek dodał recenzję:
Po świetnej Lokatorce pora na nową! Autor JP Delaney po raz kolejny zabiera czytelników do swojego świata. Tak bardzo nie mogłam doczekać się tej książki... Wraz z nią otrzymałam także informację, która została zawarta na okładce, że debiut, którym tak się zachwycałam, wkrótce zostanie zekranizowany. Ale przecież dzisiaj nie o tym zupełnie. Zapraszam Was na zapoznanie się z moją opinią na temat W żywe oczy. Claire jest zawodową aktorką, a co za tym idzie - kłamie jak z nut. Potrafi wcielić się w prawie każdą postać, niestety jej kariera nie toczy się tak jakby sama tego chciała. Kiedy zmuszona szukać pracy, zostaje zatrudniona jako pomoc detektywa, nie ma jeszcze pojęcia jaki to będzie miało wpływ na jej życie. Dziewczyna musi uwodzić mężczyzn aby dowieść ich niewierności, ale kiedy trafia na Patricka Foglera nic nie idzie po jej myśli, a kiedy w grę wchodzi zabójstwo... Kiedy ta książka do mnie przyszła, natychmiast zabrałam się za jej czytanie, tak się nie mogłam doczekać. Ostatnio krucho u mnie z czasem na czytanie, ale staram się jak mogę choćby kawałek dnia wygospodarować na tę przyjemność. W przypadku tej pozycji, naprawdę udało mi się poświęcić każdą wolną chwilę na to żeby ją przeczytać. No ale czy była aż tak świetna? Odpowiedź brzmi tak, choć nie uraczyłam jej najwyższą możliwą oceną. Tak jak za pierwszym podejściem do twórczości JP Delaneya, już od pierwszych stron polubiłam się z jego stylem pisania. Bardzo mi odpowiada to jak pisze i jak prowadzi czytelnika przez swoją historię. Jak dla mnie odrobinę za długi wstęp do całości, jednak reszta książki zrekompensowała mi to. Dzięki temu jak pisze autor zostałam wciągnięta do tego świata i nie było mi dane go opuścić do czasu kiedy nie skończyłam całości. Autor postawił na bardzo ciekawy zabieg w książce. Mianowicie większość dialogów jest zapisana jak w klasycznym dramacie, z podziałem na role i wprowadzeniem do sceny poprzez przedstawienie miejsca. Tym autor mnie kupił w stu procentach. Biorąc pod uwagę, że główna bohaterka jest aktorką, wyszło to świetnie. Chyba nie miałam jeszcze okazji czytać takiej książki i bardzo mi się to spodobało. Kreacja bohaterów to także jeden z bardzo wyraźnych atutów tej pozycji. Nietuzinkowe, tajemnicze postaci, które krok po kroku odsłaniają się przed czytelnikiem. Autor zagłębił się w psychice swoich bohaterów dzięki czemu czytelnik może sam odkrywać charakter i intencje owych postaci. Na początku myślałam, że nie bardzo polubię główną bohaterkę, jednak ostatecznie nie mam jej nic do zarzucenia, chociaż czasem mnie trochę denerwowała. Gdybym miała opisać tę książkę jednym wyrażeniem, to wydaje mi się, że tak jak w przypadku Lokatorki było by to "sterylnie czysta". I ja wiem, że to się może wydawać dziwne, ale autor roztacza taką aurę, że wszystko jest dokładnie na swoim miejscu, wszystko jest zaplanowane bardzo dokładnie i nie ma tutaj miejsca na najmniejsze niedociągnięcia.3 Jest to bardzo ciekawy pomysł na fabułę, bardzo interesująco zrealizowany, ale nadal to nie jest coś czego jeszcze nie było. W takiej czy innej postaci wątki z fabuły już były, jednak gratulacje dla autora za to jaki sposób postanowił poprowadzić swoją książkę. Więc jeśli druga w dorobku autora jest taka świetna, to ja już się nie mogę doczekać kolejnych historii, które wyjdą spod jego pióra. Jest to książka, która spodoba się sporej części czytelników i jestem o tym przekonana. Myślę, że warto dodać ją do swojej listy 'must read' i nie sądzę abyście się zawiedli na niej.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
06-09-2018 o godz 23:24 KasiaKatarzyna dodał recenzję:
Fani „Lokatorki”, która w zeszłym roku szturmem zdobyła serca miłośników thrillerów, z niecierpliwością wyczekiwali nowej powieści JP Delaneya. Ja również byłam jej bardzo ciekawa, choć tak chwalona przed rokiem „Lokatorka” wcale nie przypadła mi do gustu. Chciałam sprawdzić, czy tym razem autor zdoła mnie czymś zaskoczyć. Nic więc dziwnego, że gdy dotarł do mnie przedpremierowy egzemplarz powieści „W żywe oczy”, jeszcze tego samego wieczoru siadłam do lektury. Potrzebowałam trzech dni, by poznać historię jej bohaterów. W moim przypadku to mało :) Nowa książka JP Delaneya to opowieść o młodej aktorce, którą autor stworzył dwadzieścia lat temu. Wówczas jego powieść się nie przyjęła, mimo że wydana w wielu krajach zgarnęła kilka pochlebnych opinii. Po sukcesie „Lokatorki” Delaney postanowił dać drugą szansę ulepszonej pierwotnej wersji thrillera „W żywe oczy”. Przed ponownym wydaniem książki udoskonalił jej fabułę, podrasował kreacje bohaterów i nadał powieści inną strukturę. Czy tym razem książka odniesie sukces na światową skalę? Czas pokaże, ale już teraz wiadomo, że książka zbiera sporo pozytywnych recenzji. Delaney znów zaskakuje nas dobrym pomysłem na fabułę. Za pomysł chwaliłam autora, recenzując „Lokatorkę”, ale wtedy nie do końca podobała mi się jego realizacja. W teorii wszystko brzmiało intrygująco, w praktyce wypadało gorzej, ponieważ opowiadanej historii brakowało napięcia. Thrillerowi „W żywe oczy” też może odrobinę brakuje napięcia, ale to dobra, by nie rzec bardzo dobra powieść, która wciąga, zaskakuje i mąci nam w głowie. Delaney robi czytelnikowi wodę z mózgu, przez całą powieść nie wiemy, co jest prawdą, a co kłamstwem. Przytłaczająca atmosfera półprawd i niedopowiedzeń jest tym, co uważam za ogromny plus tego nietuzinkowego thrillera. Nieprzewidziane zwroty akcji w jednej chwili potrafią wywrócić wszystko do góry nogami. Wydaje nam się, że znamy prawdę, jesteśmy pewni, że potrafimy odgadnąć tożsamość mordercy, aż tu nagle pojawia się twist i znów nie wiemy, komu powinniśmy ufać, kto mówi prawdę, a kto kłamie w żywe oczy. Mroczna atmosfera darknetu, bohaterowie będący mistrzami manipulacji, którym za swą grę należy się Oscar, brutalne morderstwo oraz niepokojąca aura kontrowersyjnej, dekadenckiej poezji Charles’a Baudelaire’a. Wykorzystanie fragmentów utworów bodaj najsłynniejszego z wyklętych poetów, wielokrotnie oskarżanego o obrazę moralności, czyni tę powieść intelektualną rozgrywką, która może nie przypaść do gustu wielbicielom prostych i lekkich w odbiorze dreszczowców. Delaney rzuca czytelnikom wyzwanie, wymagając od nich zrozumienia szokującej nawet w dzisiejszych czasach poezji Baudelaire’a. Jestem pod ogromnym wrażeniem struktury powieści. Zastosowana konwencja dramatyczna jest tym, czym Delaney zdobył moje serce. Didaskalia i podział na role to coś, czego do tej pory nigdy nie spotkałam w żadnym thrillerze. Wielkie brawa dla Delaneya za nowatorstwo, za którego sprawą jeszcze dosadniej czujemy atmosferę powieści, nie wiedząc, co jest świetnie wyreżyserowanym przedstawieniem, którego jesteśmy widzami, a co szczerą prawdą. „W żywe oczy” to solidny thriller psychologiczny, który pod względem pomysłu fabularnego i jego realizacji wyróżnia się na tle innych powieści należących do tego samego gatunku. Mimo że książka raczej mi się podobała, to znów czuję pewien niedosyt. Myślę jednak, że ci, którym przypadła do gustu poprzednia powieść tego autora, będą usatysfakcjonowani. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
07-10-2018 o godz 21:48 tygrysica dodał recenzję:
„Lokatorka” autorstwa JP Delaney od wielu miesięcy wzbudza wśród czytelników wiele emocji. Jedni mówią, że Delaney napisał genialną książkę, a drudzy, że nie dało się tego w ogóle czytać. Dlatego kiedy otrzymałam możliwość przeczytania najnowszej książki tego autora to nie wahałam się ani chwili. Musiałam na własnej skórze przekonać się jak to w końcu jest z twórczością tego Pana. „Bo jak się okazuje, jedyną rzeczą, której nigdy nie pokazują w filmach jak należy, jest śmierć. Ludzie nie chwytają się za serce i nie leżą bez ruchu, żeby wokół dalej mogła się toczyć akcja. Ciało nie chce umierać. Poddaje się dopiero długo, długo po tej chwili, w której wiadomo że będzie musiało się poddać. Ciało krwawi, drga i łapczywie chwyta powietrze. Ciało walczy jeszcze zacieklej niż ratownicy medyczni biegnący mu na pomoc. Ciało nie chce się pogodzić z tym, co nieuniknione.” Ostatnimi czasy zdarza mi się czytać coraz więcej kryminałów oraz thrillerów, dlatego też po przeczytaniu kilku rozdziałów „W żywe oczy” wydawało mi się, że niczym mnie ta książka nie zaskoczy. Byłam niemal pewna, że wszystkie moje teorie na sam koniec okażą się prawdziwe. Tymczasem ku mojemu wielkiemu zdziwieniu w mniej więcej połowie książki autor stopniowo zaczął niszczyć wszelkie moje teorie. Kiedy wydawało mi się już, że wiem kim tak naprawdę jest morderca to Delaney obracał całą sytuację o sto osiemdziesiąt stopni i sprowadzał fabułę na całkowicie inny tor. Robił to w tak znakomity sposób, że w pewnym momencie nie było już wiadomo co jest prawdą, a co kłamstwem. Delaney mistrzowsko manipulował odbiorcą i jego uczuciami, za co moim zdaniem należą mu się wielkie brawa. Książka ta jest dość nietypowa pod względem stylistycznym, ponieważ część dialogów została tutaj zapisana w takiej formie jak w scenariuszu lub sztuce. Jest to dość niekonwencjonalny zabieg w przypadku tego typu literatury, lecz bardzo ciekawy. Idealnie wpasowuje się to w klimat książki, która sama w sobie wydaje się być sztuką specjalnie wyreżyserowaną dla czytelnika. „W żywe oczy” jest powieścią, która wielokrotnie mnie zaskoczyła i ciągle trzymała w napięciu. Jednak nie tym zaskarbiła sobie moją przychylność tylko wyśmienitą kreacją bohaterów. Zarówno Clair jak i Patrick są postaciami, o których naprawdę ciężko zapomnieć. Nie będę tutaj jednak przytaczać żadnych cech typowych dla nich, ponieważ uważam, że ma to pewien wpływ na fabułę i może to w pewien sposób zniszczyć przyjemność z czytania osobom mającym tą lekturę jeszcze przed sobą. Powiem tylko, że obydwoje są niezwykle charyzmatycznymi postaciami, choć Patrick w znacznie większym stopniu niż Clair. „Bo jeśli kobieta nie może ufać facetowi, który mówił, że zawsze ją będzie kochał to komu na tym świecie można ufać?” Na początku wspomniałam, że twórczość Delaneya czytelnicy albo kochają, albo nienawidzą i nic po środku. Osobiście nie należę do żadnej z tych grup, bo choć „W żywe oczy” to znakomity thriller, z którym spędziłam naprawdę dobrze czas, to niestety czegoś mi w nim brakowało. Nie mniej jednak polecam wszystkim sięgnąć po tą książkę. Bez względu na to czy jesteście fanami JP Delaneya czy dopiero zaczynacie swoją przygodę z jego twórczością. Moim zdaniem warto przekonać się na własnej skórze o co chodzi z fenomenem Delaneya. Aleksandra Wszystkie cytaty pochodzą z książki „W żywe oczy” autorstwa JP Delaney. Więcej na : http://tygrysica.tumblr.com/ oraz https://www.instagram.com/tygrysicaa/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
02-10-2018 o godz 18:00 morelka154 dodał recenzję:
Co byś zrobił, gdybyś był atrakcyjną dziewczyną i utalentowaną aktorką, a do tego rozpaczliwie potrzebował kasy? Claire znalazła na to idealne rozwiązanie – pracuje jako testerka wierności i jest w tym piekielnie dobra. Jeszcze żaden mężczyzna nie oparł się jej urokowi… do czasu. Podczas jednego ze zleceń Claire zostaje bardzo szybko spławiona przez Patricka Foglera – profesora akademickiego i znawcę poezji Balu.. Beud… Bedu.. przepraszam, Baudelaire’a. I właśnie ta poezja odgrywa w powieści JP Delaney’a kluczową rolę (co we mnie, osobie wybitnie niepoetyckiej, z początku wzbudziło pewne obawy). Mroczne wiersze są nie tylko słowami na papierze i wspólnym językiem bohaterów. Stają się obsesją, motywem postępowania, a także odzwierciedleniem najmroczniejszych fantazji. I tych fantazji znajdziemy tutaj całkiem sporo, dlatego zdecydowanie jest to pozycja dla pełnoletnich czytelników. Tym, czego również temu thrillerowi nie brakuje jest psychologia. Niejednokrotnie stykamy się z poszukiwaniem powodów działań w przeszłości bohaterów, z tematem zaburzeń osobowości, z profilowaniem psychologicznym oraz dogłębną analizą motywów, które kierują bohaterami. Jeśli chodzi o bohaterów, mamy ich tutaj niewielu, dzięki czemu nie musimy martwić się o zawrót głowy i pomylone nazwiska. Myślę, że można powiedzieć, iż żadnej z postaci nie poznajemy w stu procentach. Każdy ma swoje tajemnice, których JP Delaney pilnie strzeże. Zdecydowanie nie jest to typowy thriller, w którym tajemniczy morderca bawi się ze śledczymi w kotka i myszkę, a na końcu dostajemy na tacy wyjaśnienie całej sprawy. Tutaj nawet czytelnik nie wie, kiedy ma do czynienia z faktami, a kiedy jedynie z wybitnie zagraną rolą aktorską, ponieważ główną zasadą Claire jest wejście w rolę tak głęboko, że na czas jej trwania wręcz staje się postacią, w którą się wciela. Cokolwiek by się nie wydarzyło, nie można wyjść z roli, „przedstawienie musi trwać”. Ciekawym zabiegiem było wprowadzenie niektórych dialogów w formie scenariusza dramatu z didaskaliami, przez co czasem zastanawiamy się, czy dane zdarzenie ma miejsce naprawdę, czy jest to może jedynie scena rozgrywająca się w głowie głównej bohaterki. Wszystko to sprawia, że „W żywe oczy” intryguje od pierwszych stron i prawie przez cały czas trzyma w napięciu. Jednak, żeby nie było zbyt pięknie, teraz czas na kilka zastrzeżeń. Po pierwsze czasami miałam wrażenie niespójności w fabule. Być może był to celowy zabieg, mający na celu jeszcze bardziej pomieszać czytelnikowi w głowie (i w osądzie), jednak chyba nikt z nas nie lubi, kiedy coś mu się „nie klei”. Po drugie kulminacyjna scena z zakończenia, która skończyła się zanim zdążyła się na dobre rozkręcić. Z zapartym tchem czekałam na bombę, a dostałam… niewybuch. Nie oznacza to, że zakończenie było złe. Po prostu epilog przyszedł za wcześnie. Na plus zaliczam jednak brak otwartego zakończenia. Nie chciałabym po lekturze thrillera, w którym przez cały czas zastanawiałam się „kto”, zostać bez odpowiedzi. Podsumowując, „W żywe oczy” oceniam jako dobry thriller i ciekawą pozycję. Nie zapisze się ona może na liście książek, które zmieniły mój światopogląd czy postawiły poprzeczkę wyjątkowo wysoko. Czytało się ją szybko i bez nudy, może czasem z lekkim wyrazem „wtf” na twarzy, a zakończenie, mimo że zbyt szybko rozegrane, niejednego może zaskoczyć. „W żywe oczy” zapamiętam jako thriller psychologiczny, może nie idealny, ale na pewno oryginalny.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
30-09-2018 o godz 13:31 A.M. Chaudière dodał recenzję:
„W żywe oczy” JP Delaney, czyli aktorstwo może być doskonałe Chociaż z thrillerami nie mam doświadczenia na co dzień, jeżeli chodzi o lektury książkowe, w domu stale lecą seriale i programy dotyczące seryjnych morderców, psychopatów i ludzi, którzy zabijają. To chyba mój ulubiony sposób na wyciszenie się po całym dniu i poznaniu prawdy, że psychopaci są wśród nas, tak samo jak dobrzy, zagraniczni autorzy powieści, przy których można zapomnieć o całym świecie. Nazwisko Delaneya powinno kojarzyć się z „Lokatorką”, wydaną w poprzednim roku. Określona przez blogerów jedną z najlepszych powieści z gatunku thriller, pozostała echem w dorobku autora, a ten stworzył dla nas coś nowego na bazie… czegoś starego. Jak można przeczytać w posłowiu pisarza, powieść ta była gotowa już wcześniej. Jednak dopiero potem, po otrzymaniu feedbacku od czytelników, Delaney zdecydował się na podrasowanie tekstu. Jak dla mnie – świetny pomysł. Taki, który okazał się – od razu – strzałem w dziesiątkę. Zacznę od końca. Nie zdziwiło mnie zakończenie. Chociaż autor starał się grać, pokazywał, że może mylić czytelników, osoba zaznajomiona z thrillerami, takimi „na faktach” od razu wie, kto zabił i dlaczego. Pod tym względem nie poczułam ani zaskoczenia, ani nudy. Ciekawiła mnie gra psychologiczna, którą autor nie prowadził z bohaterami – ale z czytelnikiem. Nie tylko skład książki (dialogi tradycyjne, przeplatane z dialogami przypominającymi scenariusz), ale także fabuła dosłownie uwodziła i przyciągała. Było trochę potworków, typu: knebel z piłeczką golfową. Miałam w reku trochę knebli – to nigdy nie jest ta piłeczka pingpongowa. Niemniej jednak to były szczegóły, na które zwraca się uwagę w niewielu przypadkach. Na przykład wtedy, kiedy świat forum opisanego przez autora jest bardzo bliski. Autor zaskoczył mnie również raz, w połowie, i prawie dałam się nabrać na jego sztuczki. Powieść podobała mi się dlatego nie tylko przez fabułę. Ale przez frajdę, tak dużą, jakbym miała Delaneya blisko siebie i to w ciągu dziwnej gry. Miejscami czułam bardzo wyraźnie emocje bohaterki, które miały być realne, prawdziwe, które nie miały dotyczyć śledztwa, w które została wplątana. Tak naprawdę były one… kłamstwem. Grą aktorską. I to wyszło świetnie. Napięcie napięciem. ‘W żywe oczy”, podobnie jak poprzednia książka autora to nie taki sobie thriller, jak wiele dostępnych na rynku. To coś nowego, coś, w co pisarz włożył serce. Otoczka „Kwiatów zła” i fenomenalnego twórcy, Charlesa Baudelaire, który nieodzownie kojarzy się z dramatem sztuki, poezją wyklętą i mrokiem dekadentyzmu. Podobało mi się wniknięcie do głowy autorów, nie tylko głównej bohaterki, Claire. Dzięki nietypowemu prowadzeniu fabuły weszłam poniekąd do głowy osoby, która zamordowała kobietę w hotelowym pokoju. Przedzierałam się przez znane i lubiane tematy, związane z seksem sado-maso, które pokazywały złożoność nie tylko samej fabuły, ale i prawdziwego życia. Za to chyba lubię thrillery – są tak blisko naszego społeczeństwa, że to aż nierealne. Książka na pewno jest wymagająca, nie robi z czytelnika debila. Wciągając do gry, Delaney wiedział, że nie może nam wszystkiego tłumaczyć, zwłaszcza na końcu, bo zniszczyłby swój cały, misterny plan. I to mi się w niej podobało, nawet wtedy, kiedy cofałam się o kilka kartek, przypominałam sobie scenę przed totalną zmianą torów fabuły, by móc zrozumieć – już całość – na nowo.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Napisz i spal Sharon Jones
4.5/5
25,88 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Zabijaj uważnie Dusse Karsten
4.3/5
30,74 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Marionetka Jurga Paulina
4.8/5
27,71 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Maybe Someday Hoover Colleen
5/5
30,73 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Sen o okapi Leky Mariana
4.6/5
31,18 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Materiał na chłopaka Hall Alexis
4.5/5
30,51 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa It Ends with Us Hoover Colleen
4.7/5
30,68 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Pestki Ciarkowska Anna
4.4/5
27,25 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Ugly love Hoover Colleen
4.6/5
25,27 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Layla Hoover Colleen
4.4/5
29,60 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Too Late Hoover Colleen
4.4/5
25,27 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Smak zdrowia Maciąg Agnieszka
5/5
40,98 zł
59,99 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.