Vox (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Dostępny w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Co zrobiłyby kobiety, gdyby nagle liczba słów, które wypowiadają każdego dnia, uległa drastycznemu ograniczeniu?

Feministyczna dystopia o świecie rządzonym przez mężczyzn, w którym kobiety mogą wypowiedzieć tylko 100 słów dziennie. Mocna, wzbudzająca emocje książka, ważny głos w epoce ruchu #MeToo i w świetle ogólnoświatowych dyskusji o prawach kobiet.

Czarna bransoletka zaciśnięta na nadgarstku. Cyfrowe znaczki układają się w liczbę 15. Liczba wypowiedzianych słów nie może przekroczyć 100, każde kolejne słowo oznacza coraz silniejszy ładunek elektryczny. Licznik zresetuje się o północy.

Zasady są proste: najlepiej usunąć wszystkie językowe ozdobniki, ograniczyć pytania do tych, na które wystarczy odpowiedzieć „tak” lub „nie”. Nie pytać dzieci, jak poszło w szkole. Nie rozmawiać z mężem, nie wdawać się w dyskusje. Ważyć każde słowo.

Neurolingwistka dr Jean McClellan wciąż nie potrafi powiedzieć, jak się znalazła w tej utopistycznej rzeczywistości, gdzie rola wszystkich kobiet została ograniczona do milczącej obecności, do zapewniania rodzinie ciepłego posiłku na stole i czystego lokum. Jak do tego doszło? Kiedy, dosłownie i w przenośni, kobiety zostały zakute w kajdany?

Recenzenci podkreślają, że Vox to „kawał dobrej literatury. Porusza, skłania do refleksji, inspiruje, rozpala emocje. Jest fenomenalna i niebagatelna. To jedna z tych książek, o których chce się opowiedzieć wszystkim dookoła”.

"Szokuje, trzyma w napięciu, prowokuje do myślenia."

Lee Child

"Niepokojąco prorocza opowieść ku przestrodze. Spędza sen z powiek i rozpala gniew bez względu na płeć."

"Starburst Magazine"

"Opowiedziana błyskotliwym stylem historia, która przemawia do wyobraźni, alarmująca i fascynująca zarazem. Przywodzi na myśl prozę Margaret Atwood, George’a Orwella i Aldousa Huxleya. To dystopijna wizja teraźniejszości. Ta książka otworzyła mi oczy."

Melissa Broder, autorka "The Pisces"


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Vox

Tytuł: Vox
Autor: Dalcher Christina
Tłumaczenie: Madejski Radosław
Wydawnictwo: Wydawnictwo MUZA S.A.
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 416
Numer wydania: I
Data premiery: 2019-02-27
Rok wydania: 2019
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 38 x 132 x 206
Indeks: 31050616
 
średnia 4,1
5
21
4
11
3
6
2
3
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
36 recenzji
2/5
14-03-2019 o godz 13:49 NikoN dodał recenzję:
Vox miał być bombą, ważnym głosem w kwestii walki o prawa kobiet. Okazał się jednak niewypałem. Poza pomysłem i ideą, która przyświeca powieści, nie ma tutaj nic, co mogłoby zainteresować czytelnika. A jak wiadomo, bez chwytliwej fabuły, sama myśl się nie sprzeda. Każdy kolejny, coraz słabszy rozdział, prowadzi do mdłego i nijakiego finału, który ostatecznie pogrąża dzieło Dalcher. Zamiast porywającej powieści o walce z krzywdzącym systemem, dostajemy coś na miarę marnego thrillera medycznego. Bardzo zmarnowany potencjał. Szkoda.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
24-01-2019 o godz 11:18 Nikki dodał recenzję:
Miałam przyjemność zapoznania się z zagranicznym wydaniem. Bardzo poruszająca książka. Na pewno pozycja obowiązkowa dla wszystkich kobiet, pokazuje świat poddany skrajnie dyskryminującym wartościom, które nie są wcale tak dalekie od naszej rzeczywistości. Zmusza do dyskusji o prawach kobiet i ruchach społecznych, takich jak #MeToo. Nie pamiętam kiedy ostatnio coś mnie tak wciągnęło jak Vox.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
20-02-2019 o godz 10:57 Rosemary Littletoe dodał recenzję:
Fanatyzm religijny nigdy nie jest dobry. W USA do władzy doszło grono fanatyków, dla których kobieta sprowadza się do roli przedmiotu - powinna sprzątać, gotować i zajmować się dziećmi, ale nie pracować, czytać, korzystać z internetu ani wyrażać własnych opinii. Oczywiście w XXI wieku nikt się na to nie zgodzi, więc władze zamknęły kobietom usta - każda nosi na nadgarstku licznik, który pozwala na wypowiedzenie zaledwie 100 słów dziennie. To o wiele mniej mniej niż będzie liczył ten akapit. Za każde następne słowo kobieta jest karana coraz silniejszymi impulsami elektrycznymi. Jedną z takich kobiet jest była neurolingwistka, doktor Jean McClellan. Zakneblowana, uwięziona w domu, może tylko bezsilnie patrzeć jak jej córka wychowuje się bez słów. Wszystko zmienia się gdy brat prezydenta ulega wypadkowi i doznaje uszkodzenia mózgu, a Jean jest jedynym naukowcem, który był blisko odkrycia leku cofającego podobny uraz. W zamian za współpracę, Jean i jej córce zostają zdjęte liczniki. Teraz, odzyskawszy głos, kobieta może zacząć walkę. Uwielbiam dystopie i nigdy się z tym nie kryłam. Podoba mi się jak mocno oddziałują na wyobraźnię, jak silne emocje budzą, jak przestrzegają przed kierunkiem, w jakim zmierza współczesny świat. Znakomitą większość dystopii można zaliczyć do całkiem realnych scenariuszy na przyszłość i choć wywołuje to uczucie niepokoju, to równocześnie głęboko mnie fascynuje. Dlatego dziś przedstawiam Wam dystopię, a co więcej, jedną z lepszych i bardziej realnych. A także, co wpisuje się w temat lutego, który okrzyknęłam miesiącem świetnych debiutów, kolejny z nich. Zacznę jednak od przygany. Książka reklamowana jest jako "powieść epoki #metoo", co budzi mój głęboki niesmak. Ten powszechnie znany hashtag stworzony został do szerzenia świadomości o molestowaniu i uważam, że wykorzystywanie go do reklamowania powieści jest zwyczajnie niewłaściwe. Molestowanie to nie chwyt marketingowy - tym bardziej, że w książce nie ma wątku molestowania. To przez takie właśnie działania ten jakże potrzebny hashtag i cała towarzysząca mu akcja stają się powoli coraz większym pośmiewiskiem i tracą na znaczeniu. To jest złe i ja to potępiam. Teraz o książce. Wspomniałam już, że jest to debiut, a do tego naprawdę bardzo dobry. Gdybym nie wiedziała, że czytam pierwszą powieść autorki, nic w tekście nie naprowadziłoby mnie na ten wniosek. Pani Dalcher ma naprawdę dobry warsztat i potrafi prowadzić akcję - może nie do końca wychodzi jej przeskakiwanie pomiędzy tym, co się dzieje, a wspomnieniami, ale niejeden doświadczony autor również się na tym potyka. Nie mamy tu przefilozofowanych rozmyślań głównej bohaterki, jak miało to miejsce w "Opowieści Podręcznej" - tego porównania nie da się chyba uniknąć - i w ogóle mi tego nie brakowało. Niestety tak jak nie zapałałam specjalną sympatią do Fredy, nie stało się to również tym razem w przypadku Jean, ale mimo wszystko zarówno jednej, jak i drugiej gorąco kibicowałam. Ta opowieść zdecydowanie wywołuje emocje. Musze się Wam przyznać, że zaczęłam ją czytać pewnego typowego wieczoru - siedziałam razem z moim chłopakiem na kanapie, na stole stały kubki z herbatą, on grał w Wiedźmina, ja czytałam. Po jakichś 30 stronach, gdy już trochę zagłębiłam się w akcję, mój luby o coś spytał. Nie pamiętam o co, ale pamiętam, że tylko pokiwałam głową z przedziwnym uczuciem, że nie powinnam, wręcz nie wolno mi mówić. Że coś jest nie tak uświadomiłam sobie dopiero gdy spytał czy wszystko w porządku, po tym jak na trzecie kolejne pytanie odpowiedziałam gestem. Nie przypominam sobie, żeby jakakolwiek inna powieść tak bardzo namieszała mi w głowie. I za to wielkie brawa i wielki szacunek. Jeśli chodzi o samą treść, to przyznaję, że z początku jest drętwo. Kiedy już zostaniemy wprowadzeni w temat, akcja zwalnia i właściwie przez kilkadziesiąt stron niewiele się dzieje. Mniej więcej od połowy książki znowu robi się ciekawie, a zakończenie to jazda bez trzymanki. Nie wszystko trzyma się w nim tak zwanej "kupy", ale jest akcja, jest napięcie, są "plot-twisty". Nie będę się czepiać. Opowieść naprawdę wciąga, a kiedy powoli intryga zaczyna układać się w logiczną całość, już nie sposób tej książki odłożyć. "Vox" bez wątpienia porusza ważne tematy i zwraca uwagę na zagrożenia, jakie czyhają na wolność nie tylko kobiet, ale całego społeczeństwa. W dobie powszechnej inwigilacji i przy obecnym poziomie techniki kontrolowanie mas jest dziecinnie proste, a fanatyzm religijny to potężna i złowroga siła. To przesłanie dostajemy opakowane w naprawdę zgrabną opowieść, która nas nie tylko pouczy, ale wciągnie na długie godziny, a do tego okraszone porządnym warsztatem pisarskim. Niedociągnięcia tej książki w moim odczuciu bledną przy kiepskim pomyśle na marketingowe wykorzystanie #metoo, za które aż chciałoby się obniżyć ocenę. Pomijając ten fakt, uważam, że to to naprawdę dobra, dająca do myślenia powieść, którą polecam każdemu - ku przestrodze.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
15-03-2019 o godz 10:31 Lena dodał recenzję:
VOX jest obliczone na wywoływanie silnych emocji, bardzo silnych i doskonale się w tym realizuje. Wściekłość, biała gorączka, złość, irytacja, frustracja – Christina Dalcher robi wszystko, by wywołać reakcję czytelnika. Mamy do czynienia z powieścią, która traktuje o obojętności i bierności, a podczas lektury nie sposób pozostać obojętnym. Wydaje mi się, że to jest nadrzędny cel VOX, by czytelnik coś poczuł, zaangażował się. Sięgając do refleksji na temat tego, jak wielką wagę ma nawet jeden głos, autorka zagłębia się w mroczną rzeczywistość, w której pobrzmiewają (dalekie? Bliskie?) echa naszej codzienności. VOX to powieść zaangażowana, oprócz oczywistej płaszczyzny feministycznej pochylając się nad zjawiskiem kształtowania podstawowych postaw obywatelskich. Autorka sięga do mentalności, o której słyszał chyba każdy z nas, a którą można zobrazować chociażby w stwierdzeniu „nie idę na wybory, bo mój głos się nie liczy” – oczywiście nie chodzi tylko o głosowanie, ale też obronę swoich przekonań, działanie w jakiejś sprawie, przeciwieństwo bezczynności i bierności. Dalcher wbija szpilkę, pytając o zaangażowanie każdego z nas i ukazuje, co może się stać, gdy tego zaangażowania zabraknie; nakreśla mechanizm, w którym zwyczajne, codzienne życie jest brane za pewnik, a zrodzony z tego komfort i przekonanie o jego niezmienności i niezbywalności rodzi bierność, którą wykorzystują inni, bardziej zdeterminowani. Rzeczywistość VOX czerpie z Opowieści podręcznej, tego nie da się ukryć; Dalcher przenosi powieściowo-serialowy koloryt na karty swojej książki, a nawet powiela niektóre zjawiska i elementy. Rdzeniem historii jest fanatyzm religijny, obowiązujące zasady oraz kary wyglądają podobnie. W tej materii VOX nie jest szczególnie oryginalny i można by sobie życzyć, by autorka wymyśliła coś własnego, zamiast budować intrygę na czymś, co brzmi znajomo. A intryga, choć może nie jest idealnie poprowadzona, to muszę przyznać, że zamysł na nią jest nader udany. VOX nie tylko pochyla się nad prawami kobiet (również tymi, które należą do mniejszości), ale i wprowadza elementy medycznej zagadki, która ubarwia historię, nadając jej dodatkowy wymiar i podnosząc obecne już napięcie. Jednak VOX jest taką powieścią, w której ten sam element można pochwalić, jednocześnie dodając „ale”. Wtrącenia medyczne, wynikające z wykształcenia autorki, na pewno stanowią ciekawą podwalinę intrygi, z tym że nadal rozpatrujemy je jako dodatek, bo tym właśnie powinny być. Dodatkiem, ugruntowaniem pozycji bohaterki. Problem zaczyna się wtedy, gdy wywody medyczne przysłaniają resztę świata przedstawionego. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego bohaterka postrzega wszystko przez pryzmat swojej profesji, ale widzę też, jak nierówno rozłożono ciężar uwagi – po lekturze nadal mam wiele pytań związanych z funkcjonowaniem rzeczywistości VOX, zdecydowanie za mało ukazano świata poza domem i laboratorium Jean. Interesują mnie w tym kontekście konsekwencje dziennego limitu słów oraz niejako wymuszenie na kobietach, by pozostały w domach. Wyobraźmy sobie, że z rynku pracy nagle znikają wszystkie kobiety, dla których głos (albo szerzej – posługiwanie się słowem mówionym i pisanym) jest narzędziem pracy. Coś takiego nie może pozostać bez konsekwencji, nawet jeśli zastąpili je mężczyźni. VOX przygląda się zmieniającej się dynamice relacji damsko-męskich w obliczu rosnącej nierówności – głównie obserwujemy te relacje za sprawą rodziny Jean, ale udaje nam się też zajrzeć do innych rodzin. Każda z nich zdaje się inaczej radzić sobie z życiem w nowej rzeczywistości. Indoktrynacja wpływa na dorosłych i dzieci, więc zmiany w relacjach dotyczą nie tylko mężów i żony, ale i rodziców i ich pociechy. Autorka zadaje pytania o to, jak w takim świecie wychowywać synów i córki oraz czy bezwarunkowa miłość jest w stanie naprawdę wytrzymać wszystko – i jak w ogóle w takim świecie miłość może znaleźć swoje miejsce? W obrębie tego zagadnienia pojawiają się ciekawe obserwacje (jak relacja Jean z córką i synem) oraz takie, które są niezbyt satysfakcjonujące (jak pewien wątek miłosny). Dalcher mogłaby jeszcze raz przemyśleć to, co mają reprezentować poszczególne związki i na pewno część z nich dałoby się pogłębić. Odniosłam wrażenie, że na niektóre z nich zabrakło autorce czasu albo pomysłu, a szkoda, bo widać, że zamierzała w każdym z nich ukryć jakąś refleksję. Jeden głos nigdy nie jest tylko jednym głosem, bo wśród milczących kryje się ich zdecydowanie więcej. Christina Dalcher szuka rewolucji zarówno w głosie, jak i milczeniu każdego z nas, kreując wciągającą opowieść, która może wielu czytelników i czytelniczek doprowadzić do szewskiej pasji. Bo choć VOX nie jest perfekcyjne, to perfekcyjnie gra na emocjach.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
15-03-2019 o godz 10:31 Lena dodał recenzję:
VOX jest obliczone na wywoływanie silnych emocji, bardzo silnych i doskonale się w tym realizuje. Wściekłość, biała gorączka, złość, irytacja, frustracja – Christina Dalcher robi wszystko, by wywołać reakcję czytelnika. Mamy do czynienia z powieścią, która traktuje o obojętności i bierności, a podczas lektury nie sposób pozostać obojętnym. Wydaje mi się, że to jest nadrzędny cel VOX, by czytelnik coś poczuł, zaangażował się. Sięgając do refleksji na temat tego, jak wielką wagę ma nawet jeden głos, autorka zagłębia się w mroczną rzeczywistość, w której pobrzmiewają (dalekie? Bliskie?) echa naszej codzienności. VOX to powieść zaangażowana, oprócz oczywistej płaszczyzny feministycznej pochylając się nad zjawiskiem kształtowania podstawowych postaw obywatelskich. Autorka sięga do mentalności, o której słyszał chyba każdy z nas, a którą można zobrazować chociażby w stwierdzeniu „nie idę na wybory, bo mój głos się nie liczy” – oczywiście nie chodzi tylko o głosowanie, ale też obronę swoich przekonań, działanie w jakiejś sprawie, przeciwieństwo bezczynności i bierności. Dalcher wbija szpilkę, pytając o zaangażowanie każdego z nas i ukazuje, co może się stać, gdy tego zaangażowania zabraknie; nakreśla mechanizm, w którym zwyczajne, codzienne życie jest brane za pewnik, a zrodzony z tego komfort i przekonanie o jego niezmienności i niezbywalności rodzi bierność, którą wykorzystują inni, bardziej zdeterminowani. Rzeczywistość VOX czerpie z Opowieści podręcznej, tego nie da się ukryć; Dalcher przenosi powieściowo-serialowy koloryt na karty swojej książki, a nawet powiela niektóre zjawiska i elementy. Rdzeniem historii jest fanatyzm religijny, obowiązujące zasady oraz kary wyglądają podobnie. W tej materii VOX nie jest szczególnie oryginalny i można by sobie życzyć, by autorka wymyśliła coś własnego, zamiast budować intrygę na czymś, co brzmi znajomo. A intryga, choć może nie jest idealnie poprowadzona, to muszę przyznać, że zamysł na nią jest nader udany. VOX nie tylko pochyla się nad prawami kobiet (również tymi, które należą do mniejszości), ale i wprowadza elementy medycznej zagadki, która ubarwia historię, nadając jej dodatkowy wymiar i podnosząc obecne już napięcie. Jednak VOX jest taką powieścią, w której ten sam element można pochwalić, jednocześnie dodając „ale”. Wtrącenia medyczne, wynikające z wykształcenia autorki, na pewno stanowią ciekawą podwalinę intrygi, z tym że nadal rozpatrujemy je jako dodatek, bo tym właśnie powinny być. Dodatkiem, ugruntowaniem pozycji bohaterki. Problem zaczyna się wtedy, gdy wywody medyczne przysłaniają resztę świata przedstawionego. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego bohaterka postrzega wszystko przez pryzmat swojej profesji, ale widzę też, jak nierówno rozłożono ciężar uwagi – po lekturze nadal mam wiele pytań związanych z funkcjonowaniem rzeczywistości VOX, zdecydowanie za mało ukazano świata poza domem i laboratorium Jean. Interesują mnie w tym kontekście konsekwencje dziennego limitu słów oraz niejako wymuszenie na kobietach, by pozostały w domach. Wyobraźmy sobie, że z rynku pracy nagle znikają wszystkie kobiety, dla których głos (albo szerzej – posługiwanie się słowem mówionym i pisanym) jest narzędziem pracy. Coś takiego nie może pozostać bez konsekwencji, nawet jeśli zastąpili je mężczyźni. VOX przygląda się zmieniającej się dynamice relacji damsko-męskich w obliczu rosnącej nierówności – głównie obserwujemy te relacje za sprawą rodziny Jean, ale udaje nam się też zajrzeć do innych rodzin. Każda z nich zdaje się inaczej radzić sobie z życiem w nowej rzeczywistości. Indoktrynacja wpływa na dorosłych i dzieci, więc zmiany w relacjach dotyczą nie tylko mężów i żony, ale i rodziców i ich pociechy. Autorka zadaje pytania o to, jak w takim świecie wychowywać synów i córki oraz czy bezwarunkowa miłość jest w stanie naprawdę wytrzymać wszystko – i jak w ogóle w takim świecie miłość może znaleźć swoje miejsce? W obrębie tego zagadnienia pojawiają się ciekawe obserwacje (jak relacja Jean z córką i synem) oraz takie, które są niezbyt satysfakcjonujące (jak pewien wątek miłosny). Dalcher mogłaby jeszcze raz przemyśleć to, co mają reprezentować poszczególne związki i na pewno część z nich dałoby się pogłębić. Odniosłam wrażenie, że na niektóre z nich zabrakło autorce czasu albo pomysłu, a szkoda, bo widać, że zamierzała w każdym z nich ukryć jakąś refleksję. Jeden głos nigdy nie jest tylko jednym głosem, bo wśród milczących kryje się ich zdecydowanie więcej. Christina Dalcher szuka rewolucji zarówno w głosie, jak i milczeniu każdego z nas, kreując wciągającą opowieść, która może wielu czytelników i czytelniczek doprowadzić do szewskiej pasji. Bo choć VOX nie jest perfekcyjne, to perfekcyjnie gra na emocjach.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
24-02-2019 o godz 16:44 ewfor dodał recenzję:
CZY TO TYLKO ZATRWAŻAJĄCA DYSTOPIA? Przeciętny człowiek wypowiada w ciągu doby około 16 tysięcy słów, skrócenie tego do 100, jest nie tylko koszmarem kobiet skazanych na liczniki-bransoletki. I chociaż ta książka to fikcja literacka, taka czarna wizja potrafi przerazić chyba każdego. (…) Przy kolacji, zanim wypowiem ostatnie sylaby tego dnia, Patrick sięga nad stołem i stuka palcem w połyskujące srebrzyście urządzenie na moim nadgarstku. Robi to delikatnie, jakby cierpiał razem ze mną, a może chce mi przypomnieć, żebym milczała, dopóki licznik słów nie zresetuje się o północy. (…) Narracja w książce jest w osobie pierwszej czasu teraźniejszego, dlatego czytając, miałam wrażenie, że siedzę naprzeciwko jakiejś osoby i słucham jej zwierzeń. Mrocznych zwierzeń. Taka narracja zawsze mocniej działa na moja wyobraźnię. Zwłaszcza, że niezwykłe podobieństwo polityczne do polskich realiów naszej obecnej sytuacji w kraju jest wręcz porażające. Nie wciągam się w politykę, nie angażuję w żadne protesty itp., ale jak każdy mieszkaniec doskonale zdaję sobie sprawę z tego, kto tak faktycznie trzyma władzę w kraju. W tej powieści, głównymi doradcami prezydenta jest brat i wysoko postawiony przedstawiciel duchowny i to właściwie kościół rządzi, w dużym stopniu, ograniczając samodzielne decyzje głowy państwa. (…) Swoją kampanię prezydencką oparł na dwóch filarach. Jednym z nich był Bobby, jego starszy brat i zawodowy senator, który udzielał mu praktycznych rad. (…) Drugim filarem był Wielebny Carl, „dostarczyciel” głosów i człowiek, którego słuchały tłumy. (…) Naszą jedyną nadzieją był Sąd Najwyższy. Ale przeliczyliśmy się, ponieważ większość składu zdradzała już prawicowe ciągoty, jedno stanowisko było nieobsadzone, a dwaj sędziowie wybierali się na emeryturę. (…) No dobrze, koniec politykowania, czas wrócić do książki. Fabuła jest koszmarem, o jakim żadna kobieta nie odważyłaby się nawet pomyśleć. Autorka powoli buduje napięcie, i nie pozwala na to, aby czytelnik poczuł się znudzony. Wręcz przeciwnie, obrazy tej nierealnej grozy, przeplatane opisami konsekwencji, jakie spadają na kobiety w przypadku zlekceważenia lub zwykłego zapomnienia się, powodują, że nie można się od książki oderwać. To książka z tych „jeszcze jeden rozdział i idę spać”, a potem czytasz do momentu, aż ból oczu uświadamia ci, że jest silniejszy od przyjemności czytania i chęci poznania dalszego ciągu powieści. Autorka w bardzo ciekawy sposób przedstawia zarówno główną bohaterkę jak i bohaterów drugoplanowych. Silna osobowościowo kobieta, często musi walczyć sama ze sobą, aby nie zranić najbliższych, których przecież kocha, chociaż ci najbliżsi nie zawsze potrafią być mili. W pewien sposób mamy okazję uczestniczyć w relacjach matka-dorastający syn, w których miłość musi walczyć z fanatyzmem kształtującym młodą męską psychikę. Czytelnik jest również świadkiem rozterek miłosnych, antagonistycznie podchodzących do tego, co było i tego, co jest. Tęsknota za uczuciem, które silnie zakorzeniło się w sercu i umyśle, musi stanąć przed wyborem, co ważniejsze, bezpieczeństwo i wolność własna, czy rodzina składająca się z czwórki dzieci. Ciągła tęsknota za utraconym kochankiem powoduje, że główna bohaterka cały czas porównuje mężczyzn, (oczywiście na niekorzyść męża), tak właściwie nie zdając sobie sprawy z tego, z kim mieszka od kilkunastu lat pod jednym dachem, i kim tak naprawdę jest mężczyzna, który jest ojcem jej dzieci. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam książki, która tak bardzo by mnie pochłonęła. Zdając sobie sprawę z tego, że to tylko fikcja, że coś takiego nigdy się przecież nie wydarzy, cały czas czułam dziwny niepokój. Autorka ze spokojem, aczkolwiek z pewnego rodzaju determinacją pokazała nam, kobietom, jak niewiele możemy być warte, jeżeli politycy i kościół uznają nas za mniejszość. I jak potężna może być siła fanatyzmu. Fabuła tej książki nadaje się na film i mam nadzieję, że kiedyś ktoś wpadnie na pomysł, aby znalazła się ona na ekranach. Niesamowite podejście do tego wyimaginowano problemu, to prawdziwy majstersztyk. Połączenie nieźle wciągającej fabuły, z wyrazistymi i bardzo realistycznie ukazanymi bohaterami i zaskakującymi zwrotami akcji, dopełnione sporą dawką określeń i czynności naukowych, oraz ciekawymi dialogami, to… no cóż. Obok tej powieści nie można przejść obojętnie. Polecam tę książkę z czystym sumieniem, każdemu, od nastolatka po seniora, nawet czytelnikom o ograniczonej wyobraźni. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Jest odrobina thrillera, jest piękny romans, odrobina polityki i wątki czysto naukowe. Jest także spora dawka fantastyki, jak i piękny obraz człowieczeństwa. Jednym zdaniem: dla każdego coś…
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-02-2019 o godz 12:25 Viki K. dodał recenzję:
Co by było gdyby... Połowę społeczeństwa skazać na milczenie? W rządzie zasiadywali by tylko mężczyźni? A tą połową były by kobiety? Co jeśli na naszych rękach, na rękach wszystkich kobiet znalazłaby się bransoleta odliczająca słowa. Limit wynosiłby tylko 100 słów dziennie ? A jedynym obowiązkiem byłoby dbanie o dom, dzieci i oczywiście męża? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? To jeszcze nic! Jakby zabrano nam prawo do CZYTANIA!( Nawet książek kucharskich)do nauki. WRÓĆ oczywiście szkoła by nadal obowiązywała tylko oddzielna dla chłopców i dziewczynek. Oczywiście te drugie uczyłyby się szyć, gotować, dbać o dom, a przede wszystkim milczeć? Jak myślisz co może się stać gdy siedzisz w swoich czterech ścianach pochłonięty własnymi sprawami zobojętniały na wybory prezydenckie, parlamentarne czy jakie tam jeszcze są? Czy miałbyś prawo sam przed sobą narzekać na istniejący system? Autorka swoją powieścią wchłania nas w ten świat. Od pierwszy stron naszym jedynym celem jest milczenie, oszczędzanie słów i przystosowanie się do zasad nowego systemu. Bo milczenie do dopiero początek. Myślicie, że w prawdziwym świecie jest to nie możliwe? Nasza bohaterka też tak myślała będąc jeszcze na studiach BA! Półtora roku wcześniej jeszcze to do niej nie dochodziło chociaż krążyły już jakieś plotki. "A co takiego mogą nam zrobić? Poddać nas przymusowej laryngektomii? Wyciąć nam języki?" A jednak mogli i zrobili to. Książka przedstawiona jest nam z punktu widzenia Jean mamy czas teraźniejszy, ale czasem cofamy się do przeszłości wraz z wspomnieniami głównej bohaterki. Tu wielki ukłon w stronę autorki, która ukazała nam jak strasznie może skończyć się całkowity brak zainteresowaniem wyborami, tym kto i jak rządzi naszym krajem. Wyraźnie mówi nam, abyśmy ruszyli cztery litery i się choć minimalnie zainteresowali zanim obudzimy się ręką w nocniku. Muszę przyznać, ze kiedyś też taka byłam jeszcze jako nastolatka, ale to zrozumiałe. Obowiązkiem dorosłych jest to, aby młodym ludziom zasiać obowiązek wiedzy politycznej na temat własnego kraju. Na pewno każdy z was zna osobę narzekająca na własny kraj. Pytanie brzmi Czy brałeś udział w wyborach? Jeśli nie to czy masz prawo do oceny? Ale skończmy już z polityką i wróćmy do książki. Jean jak już może zauważyliście obudziła się z ręką w nocniku, a raczej z bransoletą na ręce. Dane było jej wypróbować co to znaczy przekroczenie limitu. Po jego przekroczeniu bransoleta razi prądem. Zaczyna się od lekkiego kopnięcia, kończy się... Różnie.. Nasza bohaterka przed nową władzą była znakomitym badaczem naukowym. Teraz tytuł doktora zamieniła na jakże dumny tytuł Pani domu. Ma czworo dzieci. Trójkę chłopców i jedną pięcioletnią dziewczynkę z bransoletą na ręku. Ta o to dziewczynka bierze udział w szkolnym konkursie, który polega na milczeniu. A najstarszy syn mocno uwierzył w nowy system. Ma też męża z którym dawniej urywała noce na długich rozmowach, ale teraz... Zaczyna go nienawidzić. Pewnego dnia życie tej rodziny diametralnie się zmienia. Pomysłodawca tego brutalnego systemu składa jej ofertę. Potrzebują kogoś kto pomoże w wyleczeniu i brata prezydenta. Jak ona to wykorzysta? Czy uda jej się coś zdziałać? Dla kobiet? Albo przynajmniej dla siebie? Co odkryje? Mogłabym wymienić wam wiele pozytywów na temat tej książki. Wciągająca, ciekawa, wstrząsająca, lekka w czytaniu, ale i emocjonująca. Kupujcie pożyczajcie i czytajcie. Jest jednak coś do czego musze się przyczepić. Chociaż to może być dla niektórych nawet plusem niż minusem. Brakowało mi w niej bardziej szczegółowych opisów danych sytuacji. Jak na przykład moment w którym zostaje porażona prądem. Chciałabym przeczytać więcej emocji. Mam wrażenie, ze zostało to tak ogólnikowo opowiedziane. Jakby ktoś komuś o czymś mówił i nagle zamilkł dając tym informacje Nie chcesz o tym słuchać. Nie zrozumcie mnie źle nie chodzi mi o jakieś straszne sceny mrożące krew w żyłach. Tylko o wywołanie większych emocji. Oczywiście czułam złość, strach, niemoc, ale chciałabym poczuć więcej smutku i rozpaczy. Mam wrażenie jakby sama bohaterka kryła przed nami te uczucia. Niby są, ale te pierwsze przewyższają. Trzeba też wziąć pod uwagę, że to debiutancka powieść Christiny Dalcher, której celem było wywołać właśnie takie emocje. Trzeba też przyznać, ze jest fenomenalna. Coś czuje, ze kolejna będzie jeszcze lepsza. Na pewno zamierzam obserwować rozwój tej autorki i nie skończyć tylko na Vox-ie Weście do ręki tą książkę i wczujcie się w rolę kobiety, która żałuje swojego zobojętnienia, zaczyna nienawidzić męża i synów jednocześnie ich kochając.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
20-02-2019 o godz 20:41 Katarzyna Kmieć dodał recenzję:
Wyproszona, wymaszerowana w protestach i demonstracjach, wywalczona na mównicach i barykadach. Kobieca wolność. Poczucie współistnienia, współdecydowania, współtworzenia. Dla większości tak naturalna jak inne ludzkie przywileje, wręcz podstawowy element ludzkiego istnienia. Dla wielu rzecz tak oczywista, że każda dyskusja o niej zakrawa na kpinę i przeczenie naturze. Czy dla wszystkich równie zwyczajna i codzienna? Czy podobnie jak my - kobiety, o naszej wolności, samostanowieniu i swobodzie podejmowania decyzji, myślą wszyscy mężczyźni? A może i wśród kobiet są takie, które uważają kobiecą wolność za nadmiernie swawolną, jasną, pozbawioną zahamowań? I wreszcie, czy jest sens rozważać o powyższych kwestiach, czy wystarczy owe pytania pozostawić retorycznymi? W kraju szalonych pomysłów na przyszłość, w Stanach Zjednoczonych, autorka powieści "Vox", Christina Dalcher, postanowiła odebrać kobietom głos. A dokładniej, ograniczyć dzienny limit wypowiadanych przez nie słów do stu. Sto słów. Czy zdajemy sobie w ogóle sprawę jak niewiele to jest? W tylu słowach nie można przekazać piękna uczuć, wyrazić pełnych emocji, opowiedzieć o swoich troskach ani podzielić się radościami. W tylu słowach można w trakcie doby przeczyć, przytakiwać i powiedzieć córce: Mamusia Cię kocha. Wszystko, co chcielibyśmy dodać musi pozostać milczeniem. Z jak wielką tragedią zmaga się kobieta, która żyła opowiadaniem innym o cudach ludzkiego mózgu i mowy. Doktor Joan McClellan, straciła możliwość komunikacji z innymi naukowcami, dzielenia swej pasji. jak się okazuje, złość z takiej decyzji władz był jedynie zapowiedzią bólu jaki spowodowano kolejnymi dekretami: pozbawieniem kobiet pracy a dziewczynek prawa do nauki w znaczeniu dla nas podstawowym, ograniczeniem swobody umysłowej mężczyzn poprzez propagandowe wspieranie jedynie słusznej Cnotliwej wersji rodziny. zatrważające, jak wielu chłopców i mężczyzn ową propagandę wkrótce postanowiło utożsamić z własną myślą ba, nawet oskarżać kobiety o spowodowanie owych, jakże cofających nas w czasie decyzji rządu. Same nasuwają się porównania do sytuacji typowej dla krajów ekstremalnie chrześcijańskich czy prawicowych w znaczeniu powrotu do modelu rodziny sprzed uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Być może taka lektura pozwoli niektórym osobom u władzy zrozumieć bezsens i niszczącą role takich właśnie posunięć. Nasza bohaterka walczy z własnym sumieniem i narzucanym jej rolom, stawia naprzeciw siebie miłość do dzieci, chęć uczynienie z nich upartych, walecznych ludzi oraz własny, egoistyczny ale bardzo ludzki pęd za swobodą, za chęcią powrotu do tego, co ukochała dawniej. Wszystko co przeszłe kusi ja swoją doskonałością gdy pojawia się szansa odzyskania przywilejów. Tylko czy krótkoterminowość tej szansy i wewnętrzna niezgoda na bycie wyjątkiem pozwolą jej normalnie funkcjonować? Czy tez wreszcie wywołają w niej bunt? Romans, powroty pamięcia do ukochanych Włoch, pijany wrzask na przekór fizycznemu bólowi po przekroczeniu limitu słów - wszystko to stanowić będzie dla Joan element oporu, niezgody, oszołomienia niemożnością podjęcia słusznej decyzji. Bo jak się zdajee, takie decyzje nie istnieją. Jednego można być pewnym. Autorka swa opowieścią nie tylko feminizującą ale też pokazującą jak ogromna jest rola kobiet w nauce, życiu społeczeństwa, wreszcie w życiu zrównoważonej rodziny, mówi 'nie' odbieraniu komukolwiek przyznanych mu, zgodnych z natura praw. Uczy szacunku, pokazuje niedoskonałości skrajnych form demokracji, lub jej braku. I co ważne stawia pytanie, czy w dzisiejszym świecie możemy sobie pozwolić na lekceważenie jakichkolwiek oznak odbierania nam praw, pozbawiania nas wolności, sterowania naszymi postanowieniami. Mądra, choć nie filozofująca książka. Każdy apel podany jest w formie rozmów, sytuacji codziennych, matczynych trosk, ludzkich mniejszych i większych zahamowań czy wręcz przeciwnie, zbytniej swobody moralnej. Ważne tematy zaserwowane w bardzo płynnej formie, czasem z nutką złości, czasem z lekkim humorem, najczęściej z goryczą. Polecam ku rozwadze. Pani_Ka Czyta (dziękuję wydawnictwu Muza oraz agencji Business&Culture za udostępnienie przedpremierowego egzemplarza książki - premiera 27 lutego)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
05-03-2019 o godz 01:06 Anonim dodał recenzję:
Naprawdę będzie to dosyć trudna recenzja. Nie, dlatego, że książka była zła. Wręcz przeciwnie, ponieważ jest naprawdę dobra. Dużym plusem dla mnie jest fakt, że nie zawierała ogromnej liczy opisów. Dosyć szybko i lekko się ją czyta. Uważam, że książka wywoła dużo kontrowersji wśród czytelników, ponieważ porusza dwa drażliwe tematy, a mianowicie: prawa kobiet i religię. Fabuła nie jest skomplikowana, więc szybko można domyślić się o co tak naprawdę chodzi. Nie zmienia to faktu, że książka jest naprawdę mocna. Do samego końca trzyma w napięciu. Zdecydowałam się sięgnąć po książkę, ponieważ przyciągnął mnie wygląd okładki, a także słowa na niej zamieszczone. Okładka i słowa nawiązują do tego, że kobiety mogą wypowiedzieć tylko 100 słów dziennie. Wyobrażacie to sobie? 100 słów? Każdy człowiek wypowiada ich wiele, wiele razy więcej. Zastanawiałam się nad tym jak to w ogóle możliwe? Co autorka ma na myśli? Jak przedstawi całą powieść? Te pytania pojawiły się w mojej głowie i już wtedy wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Wyobraźcie sobie, że żyjcie w kraju, w którym kobiety (także dziewczynki) mogą wypowiedzieć tylko po 100 słów dziennie. Słowa są liczone za pomocą liczników (bransoletek), które są umieszczone na nadgarstku każdej kobiety i dziewczynki. Jean nienawidziła, kiedy jej mąż Patrick nazywał je bransoletkami. Wyobraźcie sobie, że jest to kraj, w którym jesteście całkowicie uzależnione od mężczyzn. Nie możecie pracować, a dziewczynki nie uczą się już czytania i pisania. Waszym jedynym zajęciem jest opieka nad dziećmi, prowadzenie domu i „bycie miłym” dla męża. Wasze domy są na podsłuchu i wszędzie zamontowane są kamery. Przerażające. Prawda? Akcja rozgrywa się w Ameryce. Opisywane są wydarzenia, a także losy bohaterów, które dzieją się aktualnie, ale też główna bohaterka Jean wraca myślami do czasów, kiedy studiowała medycynę. Dopiero po tylu latach uświadomiła sobie, że jej przyjaciółka Jacke Juarez miała rację. Ona wiedziała, że coś się wydarzy. Jean bardzo żałuję, że wtedy jej nie posłuchała, a także jest wściekła za swoją bierność i brak głosowania. Życie kobiet zmieniło się w momencie, w którym został wybrany nowy prezydent Myers. Uważam, że on był pionkiem, który miał spełnić wizję Wielebnego Carla. Był to człowiek, który robił wszystko, aby wrócić do czasów, kiedy kobiety nie miały żadnych praw, a codzienne życie opierało się na religii chrześcijańskiej. Codzienne życie Każdy dzień Doktor Jean wyglądał tak samo, aż do momentu, kiedy Wielebny Carl przybył do niej z pewną propozycją. Zanim to wszystko się zaczęło Jean, Lin i Lorenzo pracowali nad wynalezieniem serum, które miało naprawić szkody powstałe w mózgu (ośrodek Wernickiego). To właśnie serum miało pomóc Bobbiemu (brat prezydenta), który uległ wypadkowi, a jego mózg został uszkodzony. Po pewnych negocjacjach Jean się zgodziła, ponieważ dzięki temu jej córeczka Sonia mogła zacząć znowu mówić. Jean była zła na swojego męża za to, że jest bierny. Denerwowało ją to, że bez żadnego sprzeciwu zgodził się na zmiany, które zostały wprowadzone. Co się dzieję w momencie, w którym kobieta wypowie 100 słów i nie przestaje mówić? Czy propozycja Wielebnego Carla ma jakieś drugie dno? Co się stanie w momencie, kiedy serum zostanie stworzone? Jak będzie wyglądało życie Jean i jej rodziny? Czy Jean ma rację myśląc tak o swoim mężu? Czy on faktycznie zgadza się na wszystko? Kim jest Lorenzo? Czy odegra on ważną rolę? Reasumując Mogłabym wypisać jeszcze kilka takich pytań, a to tylko, dlatego, że książka nawiązuje do bardzo wrażliwego tematu. Nie do końca podobało mi się zachowanie Jean, a zwłaszcza to w jaki sposób potraktowała swojego męża. Zaskoczyło mnie także zachowanie Stevena – najstarszego syna Jean, ale to tylko dowodzi o tym, że nastolatkowie są bardzo podatni na otoczenie. Książka jest naprawdę dobra i zasługuję na uwagę. Nie zmarnujecie żadnej minuty, którą poświęcicie, aby ją przeczytać. Uważam, że każda kobieta powinna ją przeczytać. Książka tak długo trzyma w napięciu, że dopiero na samym końcu odetchnęłam. Zakończenie w połowię przypadło mi do gustu, ponieważ miałam nadzieję, że Jean się opamięta. Zdecydowanie Wam ją polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
17-02-2019 o godz 19:36 Anonim dodał recenzję:
W Stanach Zjednoczonych wprowadzono zakaz wypowiadania się przez kobiety. Mogły zaledwie wymówić tylko 100 dziennie, podczas gdy przeciętnie człowiek wypowiada dziennie ok. 16 tysięcy słów. Sytuacja niewyobrażalna. Kobiety zostały pozbawione możliwości pracy zawodowej, uczestniczenia w życiu kraju, według zasady: zero jakichkolwiek praw, maksimum obowiązków i kar. A kto kobietom zafundował taką niespodziankę? Kto się boi siły i mocy drzemiącej w kobietach? To mężczyźni, ojcowie i mężowie, taki los zgotowali swoim żonom i córkom. Obawa przed przejęciem władzy przez kobiety i głoszeniem swoich poglądów odebrała mężczyznom zdolność logicznego myślenia. Lepiej mieć uległą kobietę, która nic nie jest w stanie zrobić i na nic nie ma wpływu, niż twardą wojowniczkę, o określonych przekonaniach i racjach. Bohaterkę „VOX” dr Jean McClellan i jej córkę również spotkał taki los. Założono im na nadgarstkach liczniki słów i w ten sposób je zniewolono. Jean została pozbawiona możliwości kontynuowania swojej pracy zawodowej, nie mogła dokończyć badań nad lekiem na schorzenia neurologiczne. Ale niespodziewanie otrzymuje szansę na czasowe pozbycie się opaski w zamian za pomoc w wynalezieniu leku dla chorego brata prezydenta kraju. Nie rwała się do tego projektu, zrobiła chłodną kalkulację, co się jej bardziej opłaca. Może warto przeciwstawić się wielkim tego świata i powiedzieć stanowcze „nie”. Jakie to odniesie skutki dla niej i jej małej córeczki? Przecież one bardzo cierpią, ograniczono możliwości prawidłowego rozwoju córeczki. Ciekawe jaką podejmie decyzję? Czy pomoże prezydentowi i raz na zawsze pozbędzie się kajdan, czy też zagra mężczyznom na nosie? Każdy może oczywiście sam ocenić podjętą przez nią decyzję, tylko trzeba bardzo mocno wczuć się w jej położenie … „Od Jackie nauczyłam się jednego – jeśli nie widzisz nadciągającego zagrożenia, nie możesz stawić mu czoła”. Pierwsze spojrzenie na okładkę już przyprawia o drżenie ciała, ale też sugeruje o czym będzie ta książka. I przyznam szczerze – pierwsze moje skojarzenie – trafiło w sedno tej lektury, moje przewidywania co do fabuły spełniły się w zupełności. „VOX” czyta się na jednym oddechu. Krótkie i treściwe rozdziały nie nudzą, a wręcz powodują szybie płynięcie ze wzburzonym nurtem rzeki. Bo ta powieść oburza, prowokuje, wyzwala gniew i wściekłość. Jak można tak traktować płeć piękną? Najlepiej osobom niewygodnym zamknąć usta – i to dosłownie – i nie pozwolić się udzielać czy wykorzystywać mocy tkwiących w potędze kobiet. Współczesne barbarzyństwo. „Dla triumfu zła wystarczy tylko. Aby dobrzy ludzie nic nie robili”. Ta powieść to manifest kobiet, wezwanie do walki z okrucieństwami tego świata, przeciwnościami które kobietom fundują mężczyźni. Nie pozwólmy, aby ktokolwiek zabronił nam żyć, chciał ograniczyć naszą wolność. Bądźmy również czujne i otwarte na świat, nigdy nie wiadomo, z której strony może nastąpić atak. A jak ukazuje lektura, często z najbardziej niespodziewanej. Walczmy o swoje prawa, głośno głośmy swoje poglądy i przekonania, nie bójmy się mówić, co nas gryzie i co nam się nie podoba. Realizujmy swoje marzenia i pragnienia. Przecież jesteśmy odważne i silne, teraz tylko pokażmy to światu. Świetnie, że taka powieść ujrzała światło dzienne. Jest ona bardzo oczekiwana przez kobiety, zapewne sprowokuje je do działania i wyjścia z ukrycia. Porzucą codzienną bierność i wezmą sprawy w swoje ręce. W kobietach tkwi siła i niewyobrażalna moc. Codziennie świat coraz głośnej będzie słyszał o inicjatywach kobiet, gwarantuję, że nie będą one skierowane przeciwko mężczyznom, tylko będą zmierzały do poprawy jakości wspólnego rozwoju i szczęśliwego życia. Polecam tę powieść wszystkim kobietom, ona zasieje w was garstkę niepewności i wyzwoli odrobinę gniewu. Sprowokuje do działania, a to już sukces! Trzymajmy się razem, nasz los jest w naszych rękach! Ambros
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
23-02-2019 o godz 09:15 Bookendorfina Izabela Pycio dodał recenzję:
"Dla triumfu zła wystarczy tylko, aby dobrzy ludzie nic nie robili." Edmund Burke Ciarki przechodzą po ciele, kiedy zagłębiamy się w książkę. Wyjątkowo intrygująca fabuła, uwzględniająca wiele perspektyw, ciekawych rzutów na fikcyjną rzeczywistość uwzględniającą cechy realności. Świadomie przejaskrawiono i zniekształcono pewne aspekty, ale dzięki temu udało się naświetlić sprawy związane z sytuacją kobiet, trendami panującymi sto lat temu, walką teoretycznej słabszej płci o szeroko rozumianą wolność, i tym, co obecnie dostrzegamy w społecznych nurtach, a co niekoniecznie przyjmuje zgodne z kobiecymi wyobrażeniami brzmienia. Jak wiele trzeba jeszcze zdziałać na płaszczyźnie równości płci, swobody wypowiedzi bez przyszywania łatek stereotypów, pogrążania w sferze wyrzutów sumienia i krytyki, jeśli nie spełni się wyznaczonych przez fanatyków fałszywych kryteriów jedynie słusznych wzorców? Powieść przemyślana, za pierwszorzędnym pomysłem na fabułę podąża frapujące przyciąganie uwagi odbiorcy, intrygujący scenariusz zdarzeń podszyty niepewnością i napięciem, a także ciekawy materiał do przemyśleń i refleksji. Zwłaszcza pierwsza część książki zrobiła na mnie duże wrażenie, później już wchodzi się w efektowną sensację, której choć nie można odmówić zwrotów akcji, to jednak cechuje się lekką pobieżnością, wybieganiem od rdzenia interesującej koncepcji, szkoda mi tego zmarnowanego potencjału, który w miarę zbliżania się do finalnej odsłony nieco się rozmywał. Ale i tak podobało mi się, trudno było oderwać się, chętnie stawiałam się na miejscu bohaterów, bez względu na ich płeć i wiek. Jasno wybrzmiewają przesłania zawarte w przybliżanej historii, trudno przejść obok nich obojętnie, bo dotyczącą każdego aspektu i stylu życia. Atrakcyjnie prowokuje i pobudza do intelektualnego buntu, dostarcza interesującej rozrywki. Chciałoby się krzyknąć, że to czysta fantastyka zbliżająca się do thrillera, ale czy faktycznie we wszystkim przedstawiona dystopijna wizja świata imaginuje? Nie ma co brać książki zupełnie na poważnie i zasadniczo, wiele w niej wyolbrzymień i koloryzacji, a jednak sympatycznie drażni wyobraźnię i skłania do zastanowienia, a to pożądane cechy w przygodach czytelniczych. Amerykańskie kobiety tracą prawo do wykonywania zawodu, dostęp do wykształcenia, możliwość decydowania o ścieżce kariery, wybór sposobu życia, posiadania lub nie dzieci. Mają być ślepo posłuszne partnerowi, zajmować się domem i dziećmi, a co zatrważające i upodlające, dziennie wolno wypowiedzieć im tylko sto słów. Limit słów dotyczy również dziewczynek, co oczywiście wypacza system wartości, odbiera radosne dzieciństwo, skazuje na niesprawiedliwość. Jean McClellean, kiedyś światowej słowy naukowiec, doktor neurolingwistyki, dziś gospodyni domowa, nie odnajduje się w nowej rzeczywistości, widzi szkodliwe konsekwencje rządowego dekretu, któremu musi podporządkować się cała rodzina, jak niszczy relacje z bliskimi, odmienia synów i ogranicza umysłowy rozwój córki. Jednakże nie ma mowy o buncie, są bezwzględnie tępione, kary zaś brutalne i bezlitosne. W następstwie nieszczęśliwego wypadku brata urzędującego prezydenta, Jean wcielona zostaje do zespołu pracującego nad nowym lekarstwem mającym pomóc pacjentom z problemami mowy po urazach mózgu. Czy można w jakikolwiek sposób zawrócić cofanie się świata, zejść ze ścieżki skrajnie prawicowego fundamentalizmu, zapomnieć o wiktoriańskim kulcie ogniska domowego, wykreślić religię ze szkolnego programu nauczania, przywrócić kobiety do sfery publicznej? Jak oddać siedemdziesięciu milionom kobiet wypracowane wcześniej prawa, zakończyć koszmar i wyniszczający obłęd doktrynerstwa? bookendorfina.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-03-2019 o godz 20:35 wrotka dodał recenzję:
"Może tak samo było z nazistami w Niemczech, z Serbami w Bośni, z Hutu w Rwandzie; może właśnie tak to się odbyło"..................... "Dla triumfu zła wystarczy tylko aby dobrzy ludzie nic nie robili" - te słowa Edwarda Burka, wypowiedziane przez jednego z bohaterów powieści, są doskonałym wprowadzeniem do książki, która wywołała w moim umyśle istne trzęsienie ziemi. Pewnego dnia amerykański rząd wydaje dekret, którym zabiera wszystkim kobietom i dziewczynkom głos. Mogą wypowiedzieć one tylko 100 słów dziennie, a słowa odmierza założony na nadgarstek każdej z nich licznik (licznik zakładany jest dziewczynkom 5 dni po urodzeniu). Z dnia na dzień kobiety tracą pracę, a dziewczynki nie mogą już uczyć się czytać i pisać. Są całkowicie zależne od mężczyzn, a każdy przejaw nieposłuszeństwa jest surowo karany. W obozach pracy, z licznikiem nastawionym na zero słów dziennie, zamykani są wszyscy ci, którzy nie pasują do wizji idealnego świata stworzonego w umyśle fanatycznego władcy Wielebnego Carla Corbina. Kobiety w tym świecie nie mają żadnych praw. Doktor Jean McClellan, większość swojego życia poświęciła nauce i badaniom naukowym z dziedziny neurolingwistyki. Niestety dekret i ją pozbawił, zarówno głosu jak i pracy. Na siłę wtłoczona w schemat idealnej kobiety domowej, powoli stara się z tych ram uwolnić, chce na nowo odzyskać Głos. Pewnego dnia dostaje szanse ponownej pracy nad stworzeniem serum, które naprawi uszkodzone części mózgu. Zgadza się, wymuszając na rządzących pewne warunki. Zarówno ona jak i jej córeczka na czas eksperymentu nie będą nosiły ograniczającego licznika słów. Wie jednak, że jest to tylko tymczasowe. Uświadamia sobie także, że aby całkowicie odzyskać głos, musi stanąć do walki i w obronie wszystkich skazanych na milczenie kobiet. Powieść Christiny Dalcher mną wstrząsnęła. Uświadomiła mi boleśnie, jak niewiele trzeba by doprowadzić do takich wydarzeń, jakie opisuje autorka w swojej powieści. Jak stopniowo wprowadzane zmiany, ograniczające swobody obywatelskie, zamykają usta tym, którzy mimo wewnętrznego buntu, nie mogą wyrazić swojego sprzeciwu. Jak brak podstawowych praw obywatelskich prowadzi do destabilizacji społeczeństwa, a fanatyzm może wręcz prowadzić do jego całkowitej zagłady. Autorka stworzyła swoją przerażającą wizję świata tak realną, że od samego początku czytałam "Vox" z uczuciem wewnętrznego buntu. Buntu przeciwko totalitaryzmowi, fanatyzmowi i okrucieństwu, a także przeciwko łatwości z jaką męskie społeczeństwo zaakceptowało wprowadzone zmiany. Wizja ta jest tym bardziej przerażająca, iż zdajemy sobie doskonale sprawę, że takie społeczeństwa w dzisiejszych czasach naprawdę istnieją........... "Vox" to ważna książka i ważny głos w sprawie równego traktowania obywateli bez względu na płeć, rasę, wyznanie czy orientację seksualną. Książka, która uświadamia nam, że to nie podziały i restrykcje prowadzą do spokoju i pokoju, ale wspólny marsz, wzajemne zrozumienie i poszanowanie drugiego człowieka. I chociaż odrobinę rozczarowałam się zbyt szybkim i zbyt oczywistym zakończeniem, to polecam tę książkę wszystkim, bo jest to powieść, którą po prostu należy przeczytać............. "Tyle razy chciałam go potępić, ale nie potrafię. Nikt nie rodzi się potworem. Każdy potwór powstaje stopniowo, kawałek po kawałku, jako sztuczne dzieło jakiegoś szaleńca, który niczym Frankenstein zawsze jest przekonany, że ma rację"............................recenzja pochodzi z mojego bloga....................wrotkaczyta.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
5/5
08-02-2019 o godz 09:13 oliwkowej dodał recenzję:
Wyobraź sobie, że masz możliwość w ciągu dnia powiedzieć 100 słów. "Dzień dobry kochanie, jak spałeś, miłego dnia, do zobaczenia, kocham cię, jak minął ci dzień, co zjesz na kolację, jesteś zmęczony, wpuścisz mnie do łazienki, dobranoc, ja też cię kocham". Ups, wykorzystałeś 30 słów. Prawie jedną trzecią dziennego limitu. A to tylko kilka krótkich zdań, które każdy z nas codziennie wypowiada. I wyobraź sobie, że dotyczy to tylko kobiet. Mają być mamami i wsparciem dla swojego męża, który może wszystko. Ale jak być mamą kilkuletniej dziewczynki, której również nie wolno się odzywać? I nie ma możliwości opowiedzieć jej bajki na dobranoc? A kiedy ma koszmar w nocy i zaczyna krzyczeć, trzeba jej jak najszybciej zakryć usta, bo każde słowo, które wypowiada zbliża ją do niewyobrażalnego bólu? Znajdujemy się we współczesnych Stanach Zjednoczonych, gdzie obecna władza zdecydowała o przywróceniu patriarchatu. Z dnia na dzień wszystkim kobietom i dziewczynkom założono na nadgarstek licznik słów, który skrupulatnie i bezdusznie odlicza wypowiedziane w trakcie dnia słowa. A może być ich jedynie sto, ponieważ każde słowo więcej powoduje porażenie prądem. Władza, chcąc przywrócić idylliczny obrazek prawdziwej amerykańskiej rodziny z dawnych lat, gdzie kobieta jest najszczęśliwsza, kiedy może upiec ciasto, dbać o dom i gromadkę dzieci i zaspokajać potrzeby swojego męża, postanawia pozbawić kobiety głosu. Dosłownie i w przenośni. Odbiera im konta w banku, paszporty, telefony i wszelkie prawa. Nawet wyniki ich badań ginekologicznych ich mąż otrzyma w kopercie. DO rąk własnych. Jean McClellan, kiedyś obiecujący naukowiec, teraz pozornie posłuszna żona i matka otrzymuje szansę, aby przez chwilę wrócić do dawnego życia i zrobić "coś", aby wyzwolić się z okowów odliczanych słów. Kiedyś kochająca żona i matka, teraz walczy z nienawiścią do swojego męża, ponieważ ten nie walczy z systemem, i najstarszego syna, ponieważ ten zaczyna wierzyć w nauczane w szkole nowe zasady. Do końca książki zastanawiałam się, czy ma jakąś opcję, aby wyrwać się i uciec z jej chorej rzeczywistości? Książkę czyta się błyskawicznie, jednym tchem i z szeroko otwartymi z przerażenia oczami. Jestem przerażona tą książką. Jestem zaszokowana tym, jak bardzo realny jest świat stworzony przez autorkę. Współczesne Stany Zjednoczone, zamknięte granice, brak możliwości ucieczki dla kobiet i cała reszta świata: zupełnie normalna i swojska. I to jest wstrząsające: że to dałoby się zrobić, to mogłoby mieć miejsce, a świat, wykreowany przez Christinę Dalcher, jest jakby...namacalny. I w gruncie rzeczy to całe piekło, opisane przez nią, nie jest niemożliwe. Niesamowicie mocna pozycja, która pokazuje, do czego zdolni są ludzie, zaślepieni rządzą władzy i chorymi ambicjami. Wstrząsający opis zła, do jakiego prowadzi fanatyzm: religijny, polityczny i tak na dobrą sprawę każdy inny. "Chrystus jest głową mężczyzny, mężczyzna jest głową kobiety". Uważajmy na te słowa. Bo każde słowa należy rozważać mądrze. W przeciwnym razie mogą doprowadzić do tego, do czego doprowadziły w świecie wykreowanym przez autorkę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-02-2019 o godz 13:09 Magdalena dodał recenzję:
Christina Dalcher - "Vox" premiera 27.02.2019 "Dla triumfu zła wystarczy tylko, aby dobrzy ludzie nic nie robili". Czy ludzie doceniają możliwości internetu, min. możliwości nieograniczonego dostępu do informacji, wymiany wiedzy, kontaktu z bliskimi, którzy znajdują się daleko od nas ale dzięki nowym technologiom możemy się z nimi kontaktować 24h na dobę? Czy doceniamy fakt, że naszym jedynym ograniczeniem jest czas i w danym czasie możemy czytać i rozmawiać ile chcemy? Teraz wyobraź sobie, że masz do dyspozycji tylko 100 słów dziennie, tak 100! Jeśli jesteś kobietą nie możesz wypowiedzieć ani przeczytać ich więcej, bo spotka Cię surowa kara. Internet przestaje dla Ciebie istnieć, maile, skype, książki. Nie możesz czytać nawet po cichu. Dlaczego? Bo jesteś kobietą! Dlatego, że rząd amerykański wydał dekret, który skazuje wszystkie kobiety, czyli około połowę społeczeństwa na milczenie. Wkrótce także wszystkie kobiety stracą prawo do pracy, ich córki nie mogą się uczyć ani pisać. Wszystkie mają na rękach bransoletki, które liczą ilość wypowiadanych słów. Liczniki resetują się o północy. Przeciętny człowiek dziennie wypowiada około 16 tysięcy słów a one mogą nie więcej niż 100. Za każde dodatkowe słowo są karane w postaci impulsu/ładunku elektrycznego, który staje się coraz bardziej nie do zniesienia, im więcej nadprogramowych słów wypowiedziały danego dnia. Dodatkowo wszędzie są kamery, które obserwują Cię 24h na dobę. Wielki Brat? Tak, tylko w tym wypadku Ty się na to nie zgodziłaś. Ba, nikt nie pytał Cię o Twoją opinię. Myślisz, że nie może być gorzej? Owszem, może. Bohaterką książki jest neurolingwistka dr Jean McClellan. Większość swojego życia poświęciła badaniom naukowym, a teraz sama została ofiarą nowego systemu i nosi znienawidzoną bransoletkę. Któregoś dnia dostaje propozycję nie do odrzucenia. Brat prezydenta ulega wypadkowi, w wyniku którego traci mowę. Dr Jean ma za zadanie opracować lek, który mu tę mowę przywróci. W geście dobrej woli na czas badań ma mieć zdjętą bransoletkę. Czy jednak na pewno prezydencki brat uległ wypadkowi czy może jest to tylko gra pozorów? Czy władzy naprawdę chodzi o lek przywracający mowę czy wręcz przeciwnie? Jean staje się pionkiem w grze tych, którzy wcale nie dążą do likwidacji choroby, ale do jej wywołania, a może jeszcze do czegoś więcej? Książka jest ważnym głosem w świetle ogólnoświatowych dyskusji o sprawach kobiet. Nazwałabym ją powieścią dystopijną z elementami thrillera. Pokazuje, jak może wyglądać świat, w którym panuje skrajna dyskryminacja i dlaczego powinniśmy głośno poruszać taką tematykę. Odwołam się raz jeszcze do cytatu z książki: "Dla triumfu zła wystarczy tylko, aby dobrzy ludzie nic nie robili". Najłatwiej kontrolować całą populację uciszając ją, skazując na życie w nędzy, odbierając jej prawo głosu. Pamiętajmy o tym, choćby przy kolejnych wyborach. Najłatwiej powiedzieć, że mój głos i tak nie zmieni wyniku, i to tylko jeden mały głos... Ale czy na pewno? Koniecznie przeczytajcie!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
25-02-2019 o godz 21:09 arcytwory dodał recenzję:
Jako okropna gaduła (M. i znajomi, którzy to czytają mogą potwierdzić) od początku byłam zaintrygowana tym, co znajdę w tej książce. Przyszedł więc magiczny czas „po sesji” i mogłam bez wyrzutów sumienia oddać się czytaniu. „Vox”, bo o niej mowa, jest feministyczną dystopią o świecie rządzonym przez mężczyzn. Kobiety mogą powiedzieć tylko 100 słów dziennie. Mają na nadgarstkach specjalne liczniki, które liczą każde słowo, które zostało przez nie wypowiedziane. O północy licznik się zeruje, więc każda kobieta musi odpowiednio ważyć swoje słowa, ponieważ gdy przekroczy granicę następuje wyładowanie elektryczne, które z każdym kolejnym słowem jest coraz to wyższe i wyższe... I już powinnam skończyć recenzję, ponieważ za wielokropkiem przekroczyłam limit 100 słów. Zaciekawieni? Bo o ile początek naprawdę intryguje, tak końcówkę uznaję za zbyt schematyczną. Nie do końca mi coś w niej pasowało. Główna bohaterka, neurolingwistka dr Jean McClellan, próbuje przybliżyć czytelnikowi abstrakcyjną sytuację, w której znalazły się kobiety. Nie zapałałam do niej szczególną sympatią. Wydawało mi się też, że w dość instrumentalny sposób traktuje swoją rodzinę. A jak wiadomo – gdy nie ma chemii miedzy czytelnikiem a głównym bohaterem, jego dalsze losy poznaje się bez większych wzruszeń. Nie zawsze potrafiłam zrozumieć motywy, które nią kierowały, jednak ze względu na to czym się zajmuje potrafiłam się niejako z nią utożsamić. Powiem Wam, że przeraziła mnie ta wizja. Rzadko czytam dystopie, ponieważ ich klimat sprawia, że przez kilka kolejnych dni po przeczytaniu nadal czuję się niekomfortowo. Rozmowa, jako podstawa komunikacji międzyludzkiej została wypaczona. Prym wiedzie nowa religia, nowe władze i świat w którym tylko mężczyźni mogą używać głosu. Możliwość manipulacji społeczeństwem mnie przytłoczyła. Jest to smutny obraz, który jednak trafnie pokazuje, w jaki sposób ideologia może wpłynąć na społeczeństwo i jego sposób myślenia. I pomimo mankamentów jest to książka, która otwiera umysł na niektóre sytuacje. Przestrzega przed tym, co może się stać, gdy dobrzy ludzie w imię wygodnictwa czy świętego spokoju nie będą reagować na pojawiające się zło. Przesłanie książki najlepiej oddaje cytat Edmunda Burke’a „dla triumfu zła potrzeba jedynie, aby dobrzy ludzie nic nie robili”. Przy lekturze często towarzyszyła mi złość, której podstawą było ograniczenie czyjejkolwiek wolności. Mimo kilki minusów polecam Wam przeczytanie tej książki, ponieważ pozwala na odszukanie swojej odpowiedzialności za teraźniejszość i przyszłość.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
13-02-2019 o godz 10:03 Ewelina dodał recenzję:
Kobiety uznawane są za największe gaduły, no nie mogę tutaj polemizować, ponieważ sama do nich należę. Uwielbiam mówić, czasami wyrzucam z siebie słowa jak z karabinu :) i nie wyobrażam sobie, gdyby któregoś dnia zabroniono mi powiedzieć nie więcej niż 100 słów dziennie... A własnie to spotkało Jean... główną bohaterkę powieści "VOX" Dr Jean McClellan wiedzie normalne życie, jest żoną, matką a przede wszystkim szanowaną neurolingwistką, prowadzi badania naukowe, a świat polityki i protestów dotąd zostawiała daleko za sobą. I nagle po zmianie rządu zaczynają dziać się nieludzkie rzeczy, kobiety są dyskryminowane, ogranicza się do minimum ich prawa w społeczeństwie, odbiera się im wolność, nie mogą pracować, czytać książek, używać komputerów, nosić ulubionych ubrań, odbierać poczty.. a co najgorsze mają limit wypowiedzianych słów dziennie do 100, po przekroczeniu tej liczby z każdym wypowiedzianym słowem będą porażone prądem... dotyczy to zarówno kobiet jak i małych dziewczynek... W rządzie zasiadają tylko mężczyźni a kobiety mają być podporządkowane i posłuszne. Złamanie zasad skutkuje karą wywiezienia Ich na zawsze do miejsc z których nie ma już powrotu. I nagle ten cały koszmar zostaje przerwany, gdy brat Prezydenta ulega wypadkowi i Jean zostaje poproszona o wzięcie udziału w leku na przywrócenie go do pełnej sprawności.. To jedyna szansa dla Niej, by stawić czoła rządowi i odzyskać prawo do głosu... tylko, gdy Jean podejmuje wyzwanie nic co wydawało się takie proste nie do końca prostym jest... Świetny pomysł, świetne wykonanie. Wyobrażacie sobie, że nagle wypowiesz o jedno słowo za dużo i już nie wystarczy Ci ich na powiedzenie dziecku kocham Cię ? albo dobranoc?. Nagle z dnia na dzień nie możesz porozmawiać z mężem leżąc w zaciszu sypialni o codziennych sprawach o udrękach, które spędzają sen z powiek ponieważ licznik przekroczył już 100 słów... Czytasz i aż się dusisz od chęci wypowiedzenia parunastu słów żeby się przeciwstawić tej nieludzkiej sytuacji. Jedyny minus tej książki, to moja niechęć do głównej bohaterki, bardzo trudno było mi ją polubić :), ale pomijając ten jeden minus wszystko pozostałe współgra ze sobą idealnie. Poznajcie świat kobiet, którym nic nie wolno, poznajcie Jean, która ma maleńką szansę by na chwilę uwolnić się od licznika słów. Polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-05-2019 o godz 07:36 KobieceRecenzje365 dodał recenzję:
„Vox” to powieść, która wywarła na mnie piorunujące wrażenie. Przeczytałam ją już jakiś czas temu, jednak zanim zabrałam się pisanie recenzji, musiałam ochłonąć i wszystko na spokojnie przetrawić. To książka kontrowersyjna, która szokuje, przeraża, daje do myślenia i trzyma w napięciu do ostatniej strony. Czytając ją, odczuwałam naprawdę całą paletę emocji, które szarpały mną na wszystkie strony. Czułam współczucie, wściekłość, smutek, ale chyba przede wszystkim złość. Byłam zła dosłownie na wszystko, bo czy wyobrażacie sobie świat, w którym kobietom odebrano głos? Dla mnie taki scenariusz jest naprawdę nie do pomyślenia, bo uwielbiam mówić (nawet czasami do siebie), rozmawiać i co "dziwne" my kobiety bardzo często mamy do powiedzenia naprawdę wiele mądrych rzeczy. Jednak taki właśnie świat wykreowała Christina Dalcher, świat, w którym kobiety mogły wypowiedzieć tylko sto słów dziennie, czyli tyle, co nic, świat, w którym kobietom odebrano prawo do wykonywania zawodu, a ich córki nie mogły kontynuować nauki. Świat przerażający, odrażający i zatrważający. Dla doktor Jean McClellan rządowy dekret był nie do przyjęcia i kobieta zaczęła walkę o odzyskanie prawa do głosu wszystkich kobiet. Czy jej się to udało? Czy zdobyła sojuszników? O tym już musicie przekonać się sami. "Jako kobiety jesteśmy odwołane do zachowania milczenia i do posłuszeństwa. Jeśli musimy się tego nauczyć, niechaj pomogą nam w tym nasi mężowie, hańbą jest bowiem, aby kobieta nie przestrzegała ustanowionej przez Boga męskiej zwierzchności". „Vox” to powieść, którą powinien przeczytać naprawdę każdy. To książka, która ogromnie szokuje, trzyma w napięciu i skłania do refleksji. Autorka w przystępny sposób pokazuje, do czego zdolni są ludzie, zaślepieni chorymi ambicjami. To genialna powieść, którą tylko i wyłącznie Wam polecam. Mam nadzieję, że jej lektura dostarczy Wam wielu emocji i wrażeń.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
06-03-2019 o godz 18:28 alexx dodał recenzję:
"Nikt nie rodzi się potworem. Każdy potwór powstaje stopniowo, kawałek po kawałku, jako sztuczne dzieło jakiegoś szaleńca, który niczym Frankenstein zawsze jest przekonany, że ma rację.", czyli powieść epoki #MeToo. VOX to książka, która ostatnio zalała Instagram. Promowana jako współczesna Opowieść podręcznej oraz jako powieść epoki #MeToo. Jedni są nią zachwyceni, drudzy podchodzą sceptycznie. Gdyby nie propozycja wydawnictwa raczej sama nie sięgnęłabym po VOX. Amerykański rząd wydaje dekret, w którym skazuje kobiety na milczenie. Wolną im wypowiedzieć 100 słów dziennie (gdzie przeciętny człowiek wypowiada około 16 tysięcy słów dziennie). Jean McClellan, główna bohaterka, była wcześniej naukowcem – próbowała odkryć lek na zaburzenia mowy. Obecnie waży każde swoje słowo i z przerażeniem przygląda się jak jej mała córeczka coraz bardziej pogrąża się w milczeniu, a jej pierworodny syn powoli staje się otwartym wrogiem kobiet. Kiedy brat prezydenta ulega wypadkowi w wyniku, którego traci mowę Jean zostaje zmuszona do współpracy z rządem. Jej zadaniem jest kontynuowanie badań nad lekiem, aby przywrócić mu zdolność mówienia. Niestety... nie polubiłam się z główną bohaterką. Irytowała mnie jej postawa czy też to jak przedmiotowo traktowała rodzinę. Na czas projektu odzyskuje swobodę wypowiedzi. Kobieta jednak staje się pionkiem w grze ludzi władzy. VOX to dystopia o świecie rządzonym przez mężczyzn. Wyobrażacie sobie, że możecie powiedzieć tylko 100 słów dziennie? Ja nie. Powieść daje do myślenia. Podczas lektury będą Wam towarzyszyć różne emocje, zazwyczaj będzie to złość (sama autorka w podziękowaniu ma nadzieję, że "rozbudzi w was trochę gniewu"). Książka składa się z 80 krótkich rozdziałów. Sporo dialogów – dzięki temu szybko się czyta. Pierwsza połowa historii zdecydowanie na plus. Druga była przewidywalna i momentami dłużyła się.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
16-02-2019 o godz 22:05 KLAUDIA KARDYNAŁ dodał recenzję:
Kolejny raz dziękuję Wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki. Niedaleka przyszłość. Stany Zjednoczone. Jesteśmy w domu Jean i Patricka McClellanów. Jean i jej najmłodsza córka Sonia mają na rękach „bransoletki”. To liczniki, które codziennie odmierzają ich słowa. Mogą wypowiedzieć ich tylko 100 dziennie. Żart? Niestety, najokropniejsza prawda. Pierwszy raz mam do czynienia z taką dystopią. Bardzo możliwą i przerażającą. Kiedy zostaje Ci odebrane prawo głosu, praca, pieniądze, paszport, a nawet możliwość wysyłania listów, co możesz zrobić? Stać się kurą domową nastawioną na pranie, gotowanie, sprzątanie i rodzenie dzieci? Przed takim wyborem została postawiona główna bohaterka. Jean jest doktorem lingwistyki. Przed przewrotem pracowała nad lekiem na afazję Wernickego. Teraz nieudolnie zajmuje się sprzątaniem i gotowaniem dla męża pracującego w Białym Domu i czwórki dzieci. Jej życie zmienia się kiedy brat prezydenta doznaje wypadku i potrzeba specjalisty, który wyleczy go z afazji. Jean nie zdaje sobie sprawy jak bardzo zmieni się jej życie przez to jedne wydarzenie. Książka jest pisania krótkimi rozdziałami co powoduje bardzo szybkie czytanie. Wszystko kręci się wokół jednego tematu, co też jest fajne i nie utrudnia odbioru. Mimo to książka wzbudza bardzo wiele emocji – negatywnych jak i pozytywnych. Z tego względu, że jestem kobietą straszliwie denerwowały mnie slogany o tym, jak to mężczyźni powinni rządzić światem, a my powinniśmy im usługiwać. Niedoczekanie!!! Na szczęście okazało się, że nie wszyscy mężczyźni tak myślą. Wielu mężczyzn nie chce takiej przyszłości dla swoich córek, żon czy matek. Autorka kłuje w oczy także pewną prawdą - jeżeli zawczasu nie zadbamy o swoje interesy, później może być już za późno. Inni zrobią to za nas, nie przejmując się zupełnie naszym zdaniem.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-02-2019 o godz 22:52 Ania dodał recenzję:
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA Pierwsze moje zetknięcie się z tą niezwykle opowiedzianą powieścią wywołało we mnie zaciekawienie, gdyż wśród świata kobiet panuje zagrożenie-zmowa milczenia, które nie podoba się jednej z bohaterek, która zmaga się również z tym problemem-Jean McClellan w książce autorstwa Christiny Dalcher pt. ''Vox''. Nie każdemu podoba się zakaz wypowiadania przez kobiety, dziewczęta 100 słów dziennie wprowadzone przez amerykański rząd, który spowodował wielkie zamieszanie i poruszenie. Gdyby w Polsce taki zakaz funkcjonował, toby on się nie spodobał, u większości osób, ponieważ każda kobieta ma swoje zdanie i powinno się je szanować. Pozytywnym walorem przeczytanej przeze mnie książki jest to, że każdy z opisanych 80 rozdziałów są krótkie. Występuje w tekście dużo dialogów, które są bardzo dobrze skonstruowane. Dzięki nim możemy poznać, jacy są bohaterzy i odkryć ich prawdziwe charaktery. Ciekawostką są tutaj występujące inne zwyczaje, bunt, krzyk niezadowolenia, które przekazują prawdziwe uczucia, ale pojawia się smutek, z powodu chwilowej niemocy. Pani dr Jean McClellan za wszelką cenę próbuje udowodnić, że warto, jest walczyć o swoje. Nie podoba mi się w niej to, że ma skrajne uczucia względem własnych dzieci. Traktowanie nierówne. Kocha swojego męża. Lubi z nim rozmawiać, ale musi się pilnować z wyrażaniem własnego zdania, gdyż dla niej jest to niewyobrażalne, aby panowała cisza, która staje się powoli męcząca, a mężczyźni lubią zabierać wszędzie głos tam, gdzie nie zawsze jest on potrzebny. Powieść podoba mi się, ze względu na to, że autorka dzieli, się swoimi spostrzeżeniami z Czytelnikami dając im możliwości do refleksji, która jest potrzebna w obecnym świecie. Polecam przeczytać tę książkę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Zawalcz o mnie Michaels Corinne
4.4/5
24,76 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Fatalne kłamstwo Keogh Valerie
3.9/5
26,46 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa W zamknięciu Simants Kate
4.2/5
26,35 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Folwark zwierzęcy Orwell George
4.7/5
9,94 zł
14,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Zarządzanie czasem Tracy Brian
5/5
24,76 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Ukochany wróg Callihan Kristen
4.5/5
26,73 zł
42,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Rok 1984 Orwell George
4.5/5
8,61 zł
12,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Wróć do mnie Michaels Corinne
4.6/5
25,44 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Magia sprzątania Kondo Marie
4/5
20,21 zł
34,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Rok 1984 Orwell George
4.7/5
20,41 zł
32,90 zł
Inne z tego wydawnictwa To tylko przyjaciel Jimenez Abby
4.5/5
24,76 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Cień wiatru Zafon Carlos Ruiz
4.4/5
24,76 zł
39,90 zł
24,39 zł
Inne z tego wydawnictwa Nowa psychologia sukcesu Dweck Carol S.
4.6/5
26,46 zł
39,90 zł
23,59 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.