Tysiąc róż (okładka  miękka, 03.2016)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Michał i jego żona Elżbieta wiodą spokojne życie w domu na uboczu. Regularnie włączają zraszacz, rozmawiają z sąsiadem, odwiedza ich listonosz, mają swoje nawyki i zwyczaje. O stałej porze słychać stukot maszyny do pisania. Bo Elżbieta jest pisarką popularnych romansów, Michał zaś grafikiem projektującym okładki. Tak było. Jeszcze do wczoraj. Bo już tak nie będzie.

Jedna chwila zmienia ich życie w teatr pozorów. Tylko kto w nim obsadza role?

Znakomicie skonstruowana powieść psychologiczna z elementami thrillera. Hitchcockowskie klimaty – atmosfera rodem z „Psychozy" i wyczekiwanie na pojawianie się matki Normana.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1119977870
Tytuł: Tysiąc róż
Autor: Rem Magda
Wydawnictwo: Prószyński Media
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 384
Numer wydania: I
Data premiery: 2016-03-03
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 29 x 202 x 366
Indeks: 18894028
Brak
ocen
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
11 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
27-11-2016 o godz 10:09 przez: Agnieszka Jarecka | Zweryfikowany zakup
Dobrze napisane ale za odrażające na moją wrażlowość. Skończyłam bo nie lubię zostawiać niedokończonych książek
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
06-04-2016 o godz 12:37 przez: BPM
Kocham. Tak wiele znaczy to słowo. Tak wiele możemy przekazać gdy je wypowiadamy. Wyraża miłość, szacunek, potrzebę bycia z kimś kogo obdarzyliśmy uczuciem. Pamiętacie pierwsze chwile, tygodnie zakochania? Motyli w brzuchu, tęsknota, która nie pozwalała skupić się na niczym? Ja pamiętam. Z czasem uczucie się zmienia, jeżeli zauroczenie przerodzi się w miłość. Uczucie ewoluuje, dojrzewa, zmienia się. A my wraz z nim. Niestety, czasami przeradza się w nienawiść. Zamiast przyzwyczaić się do wad naszej drugiej połówki, rozmawiać, starać się zmieniać na tyle, aby pozwolić miłości kwitnąć, to niektórzy zaczynają nienawidzić. Nie mogą oni patrzeć na tę kobietę/mężczyznę, denerwuje ich każdy najmniejszy gest. Ludzie decydują się na separacje lub rozwody. Niektórzy decydują się na zabójstwo.

Mam przed oczami okładkę – tajemnicza kobieta, której rysy twarzy są rozmyte, nie widać ust, oczu, nosa. Nie wiadomo kim jest, zdaje się być tylko tłem, ukrytym pod powierzchnią wody, która rozmywa obraz jej twarzy. Patrząc na nią odczuć można niepokój. Nie wiadomo co się stało, czy żyję, czy ma się dobrze, czy może jej dusza odeszła już do innego świata. Sam tytuł – Tysiąc róż. Te piękne kwiaty kojarzą się z miłością, romantycznymi chwilami, pełnymi szczęścia, uśmiechu i uczuć. Zestawienie tego tytułu wraz z obrazem kobiety ukazuje klimat powieści Magdaleny Rem. Tysiąc róż jest książką przerażającą, wstrząsającą, trzymającą w napięciu do samego końca. Jest książką, którą czyta się wraz z lękiem w sercu, ale nie sposób się od niej oderwać, ani wyrzucić jej z myśli.

O czym właściwie jest Tysiąc róż?

Michał i Ela spędzają wakacje w domu swoich przyjaciół, Ginterów, którzy kupili posiadłość mając w planach wielki remont. Jak to często bywa na planach poprzestali i gdy wypoczywali na wakacjach gdzieś w ciepłym kraju, postanowili poprosić Ele i Michała o to, aby to oni przedstawili kupującym ofertę, a zarazem spędzili kilka letnich dni z dala od zgiełku wielkiego miasta. Para ma swoje nawyki – rano piją kawę, rozmawiają z sąsiadem, gotują, odbierają listy... Do czasu. Bo pewnego dnia dzieje się coś strasznego. Od tej pory nic już nie będzie tak jak dawniej. Rozpoczyna się wielka gra, w której żadna kolejna scena, żaden akt nie są pewne, ani do końca zaplanowane. W każdym momencie może zdarzyć się coś nieprzewidzianego, coś, co zniszczy idealnie upozorowaną iluzję.

Lubicie thrillery? Ja tak. I oglądać i czytać, chociaż za rzadko sięgam po takie książki. Najlepiej poznawać je w nocy, kiedy wszyscy domownicy śpią, ale dobrze jest mieć jeszcze kogoś obok siebie, nawet jeśli przebywa w ramionach Orfeusza i nie wie że my właśnie drgamy na każdy, nawet najmniejszy odgłos. Takie książki mają coś w sobie – strasznego, mrocznego. Zwłaszcza, jeżeli autorzy zaglądali w głąb ludzkiej duszy, tak jak to zrobiła Magdalena Rem. Ukazała ona demony targające uczuciami bohatera. Przedstawiła jego prawdziwą twarz i wywołała u czytelnika całą gamę emocji – od niedowierzenia, przez pogardę do zrozumienia. Nie spodziewałam się że zrozumiem, a przynajmniej spojrzę przychylniejszym okiem na Michała, a gdy odłożyłam książkę musiałam sobie uświadomić że mu współczuje. I żal mi go.

Małżeństwo Eli i Michała było z pozoru idealne – ona poczytna pisarka, on projektant okładek. Piękni, inteligentni, zakochani. Czego chcieć więcej. Jak się później okazuje wszystko, ta cała otoczka jest złudna i naciągana. Nie ma sytuacji bez wyjścia, ale czy ta, w której znaleźli się bohaterowie Tysiąca róż też taka była?

Tysiąc róż to książka, z jaką się jeszcze nie spotkałam, ale taki gatunek najbardziej przypada mi do gustu. Autorka wybrała ciekawy sposób, aby przedstawić kilka dni z życia Eli i Michała. Retrospekcje, powroty do przeszłości... Tak samo jak w przypadku Wszystko czego wam nie powiedziałam tak i tutaj wiemy już od samego początku co się stało, ale dopiero z czasem, strona po stronie odkrywamy prawdę. I przekonujemy się że wina zawsze leży po środku. Nigdy nie można obarczyć jednego człowieka za niepowodzenia, kłótnie czy zwady. Należy najpierw spojrzeć na siebie, na swoje czyny i dopiero potem zabierać się o osądów.

Jeżeli szukacie książki od której nie będzie mogli się oderwać, wstrząsającej, naładowanej emocjami to polecam Wam Tysiąc Róż Magdaleny Rem. Jest to świetnie napisany thriller psychologiczny, który zagwarantuje Wam bezsenną noc.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
16-03-2016 o godz 23:10 przez: Ruda Recenzuje
Michał i Elżbieta wiodą uporządkowane, nieco monotematyczne życie. Ona rozwija się jako pisarka, a zajęciu temu oddaje się z wielką pasją. On jest grafikiem i twórcą okładek wydanych przez nią książek. Żyją razem, a jednak bardziej obok siebie. Patrzą w przyszłość, nie wiadomo jednak czy wspólną.

Magda Rem oferuje nam uczestnictwo w tym małżeńskim układzie. Pokazuje rozkład pożycia i rozpad relacji, które miały być przecież na całe życie. Małżeństwo bohaterów wcale nie jest jednak taką wielką rzeczą, a to co ich łączy już nie należy do rzeczy istotnych. Pozwolili, by ich miłość uleciała z wiatrem, by została pogrzebana niczym jesienne liście. Zatracili się w byciu razem, a może osobno. Nie patrzą na siebie z miłością, wyrazy czułości zastąpili oskarżeniami, a gorące szepty głośnymi kłótniami. Autorka pokazuje nam trudną relację o trudnym byciu razem.

„Zauważył to, czego od pewnego czasu już nie widział. A raczej widział jedynie we wzroku obcych mężczyzn. Że jego żona wciąż jest diabelnie piękna i diabelnie zgrabna. Miały rację cudze spojrzenia, które mu o tym mówiły. On zdążył zobaczyć w jej twarzy i gestach zbyt wiele przykrej, codziennej brzydoty, żeby chciał pamiętać, co jest pod spodem”.

„Może o nic nie poszło, tylko sprawy, związki, uczucia są jak ludzie- kiedy przyjdzie ich pora, umierają”.

Mogłoby się wydawać, że to historia jakich tysiące. Umierająca miłość, która pozostawia po sobie zgliszcza i prowadzi do tragedii. Ale sposób przedstawienia sprawia, że ta opowieść intryguje i zatrzymuje, aż do końca. Rem dawkuje nam ją powoli, oszczędnie dzieląc się każdym szczegółem. A my niczym małe wdzięczne pieski chwytamy te fragmenty i prosimy o więcej. Mamy wrażenie, że wszystko wiemy od początku, ale z każdą kolejną stroną, nasza mądrość i pewność siebie ulatują, a na ich miejscu pojawia się niepewność i niecierpliwość. Z pewnością jest to także zasługa mrocznego i tajemniczego klimatu, który momentami wywołuje u czytelnika ciarki.

„To był dalszy ciąg ich niekończącej się gry. Oboje tracili w niej fanty, a żadne nie potrafiło zwyciężyć raz na zawsze. Zdaje się, że właśnie na tym polegały zasady rozgrywki”.

„Istnieje też miłość, która polega na skakaniu sobie do oczu z pazurami. Na wiecznej karuzeli emocji. Na lizaniu ran i wracaniu do siebie”.

„Tysiąc róż” to także niezwykła historia pewnego morderstwa. Myśląc o morderstwie mam na myśli dwie płaszczyzny- z jednej strony jest to zadanie ciosu miłości i związkowi, z drugiej jest to grzech wymierzony przeciwko jednemu z małżonków przez drugiego. Nie wiemy, co się wydarzyło, nie znamy okoliczności. Musimy zmierzyć się natomiast z próbą zakamuflowania tej zbrodni i zmierzyć się z tym, co zrobili sobie nawzajem. Autorka szuka recepty na zbrodnię doskonałą, choć może tak naprawdę chodzi o doskonałe ukrycie ciała i próbę przekonania innych o własnej niewinności. Dla mnie to temat niezwykle ciekawy, a nawet szalenie interesujący. Jak to zrobić? Jak zapomnieć na chwilę o niepewności i wyrzutach sumienia? Jak przekonać sąsiadów, że nasza druga połowa zwyczajnie czeka w domu i oddaje się codziennym zajęciom? I co zrobić z ciałem? A przede wszystkim: czy można z tym żyć?

Te dwie sprawy zaintrygowały mnie i sprawiły, że nabrałam na tę książkę wielkiego apetytu. Czytało mi się wyjątkowo dobrze, choć momentami osnuwał mnie mrok i niezrozumienie pomieszane z obrzydzeniem. Niestety, są takie sprawy, których nie mogę przemilczeć, wątki, wobec których nie mogę pozostać obojętna. Jednych z nich jest dziwny chaos panujący miejscami w książce. Szczerze przyznam, że czasami ciężko było mi się odnaleźć w tej historii, zatracałam sens i trochę się niecierpliwiłam, choć nie przeszkadzało mi to w całkowitym odbiorze. A druga sprawa to zakończenie. Nie mówię, że jest złe. Trzeba przyznać, że poczułam się zaskoczona, a mówi się, że to najważniejsze. Ale mi ono zupełnie nie pasuje do tej opowieści. Ja się na nie po prostu nie zgadzam.

Myślę, że to naprawdę dobry debiut. W swojej pierwszej książce autorka porwała się na tematy trudne, a zastosowane przez nią rozwiązania są niebanalne i nieoczywiste. Cieszę się, że sięgnęłam po tę pozycję i mimo tych kilku nieszczęsnych drobiazgów, nie zawiodłam się. Ta książka z pewnością ma coś w sobie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-04-2016 o godz 15:16 przez: aaagusiek
Ludzie od zawsze fascynują się zbrodnią i portretem psychologicznym mordercy. Czy jest to człowiek taki sam jak my, czy jednak inny? Co dzieje się w jego głowie, że decyduje się zadać śmierć? Czy jest poczytalny? Działa w afekcie? Jakie ma pobudki? Dlaczego jego ofiarą jest właśnie ta, a nie inna osoba? Jak żyć ze świadomością, że się kogoś zabiło? Chociaż instynkt przetrwania i zdrowy rozsądek podpowiadają nam, że lepiej trzymać się od takich historii z daleka, mamy w sobie ich głód. I właśnie ten niedosyt oraz zwykłą, ludzką ciekawość, wykorzystuje w swojej debiutanckiej powieści - "Tysiącu róż" - Magda Rem. Przedstawia nam dwa dni z życia człowieka, który zabił.

„Istnieje też miłość, która polega na skakaniu sobie do oczu z pazurami. Na wiecznej karuzeli emocji. Na lizaniu ran i wracaniu do siebie”.

Michał i jego żona Elżbieta wiodą spokojne życie w jednej z polskich wsi. Mieszkają w domu na uboczu, regularnie włączają zraszacz, rozmawiają z sąsiadem, odwiedza ich listonosz, mają swoje nawyki i zwyczaje. Są takim zwykłym, do bólu nudnym małżeństwem. Elżbieta jest pisarką popularnych romansów, O stałej porze siada do maszyny do pisania, a gdy uderza palcami o przyciski, po ich ogródku rozlega się rytmiczny stukot. Michał zaś grafikiem projektującym okładki. Miłym, zwykłym człowiekiem, który mówi ludziom dzień dobry, gdy spotyka ich na ulicy. A przynajmniej tak było jeszcze do wczoraj. Bo już tak nie będzie. Bycie razem okazuje się być dla Michała za trudne. Ich miłość umiera, a jedna krótka chwila zmienia ich życie w teatr pozorów. Tylko kto w nim obsadza role?


Mówi się, że miłość popycha ludzi do szaleństwa i z pewnością coś w tym twierdzeniu jest. Magda Rem zdaje się jednak z tego powiedzenia drwić. U niej do szaleństwa nie popycha miłość, ale jej brak - pustka, która po tym uczuciu została.

"Tysiąc róż" to powieść psychologiczna z elementami thrillera. Autorka kreśli przed czytelnikiem to, co dzieje się w psychice na pozór zwykłego mężczyzny. Pokazuje jego motywację, próbę zakamuflowania tego, co zrobił, zmaganie się z samym sobą, spokój walczący z szaleństwem, niedowierzanie w to, co się stało, wszelkie psychologiczne mechanizmy obronne, aż w końcu wyrzuty sumienia i lęk. To właśnie kreacja portretu psychologicznego głównego bohatera jest w moim odczuciu największym atutem tej powieści. Michał to bardzo wiarygodna postać.

Magda Rem umiejętnie sieje też w głowie czytelnika niepokój - to duży plus, bo nie każdemu autorowi się to udaje. Chociaż utwór jest na początku bardzo statyczny, a akcja niemal leniwa (momentami niestety aż za bardzo, chwilami miałam uczucie znudzenia), to czytając tę książkę ma się gdzieś z głowy myśl, że zaraz coś się zdarzy. Mam wrażenie, że to taka cisza przed burzą. Nie do końca wiadomo co, ale na pewno nic przyjemnego. Klimat książki powoli staje się coraz bardziej mroczny i tajemniczy. Niby wszystko jest jasne, a jednak pełno jest niedopowiedzeń. Czytelnik czeka w napięciu na spektakularne, trudne go przewidzenia zakończenie i... rzeczywiście je dostaje. Magdzie Rem udaje się zaskoczyć, choć po lekturze "Tysiąca Róż" miałam nieodparte wrażenie, że zakończenie nie do końca do tego utworu pasuje i pewne kwestie można by rozegrać inaczej.

Nie mniej jednak, poczułam się czytelniczo usatysfakcjonowana. Książka przypadła mi do gustu i wciągnęła, a to, co dzieje się w głowie Michała, jest w pewien sposób hipnotyczne. Jego postać budzi w czytelniku emocje, a fabuła, choć rozkręca się powoli, zaskakuje. Jeżeli tylko będę miała okazję, z przyjemnością sięgnę po kolejne utwory Magdy Rem. Po tak dobrym debiucie mam wrażenie, że dopiero pokaże nam, na co tak naprawdę ją stać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
31-05-2016 o godz 14:41 przez: bojarun
Matko, co za zakręcona książka! Od razu śpieszę z wyjaśnieniem, że zakręcona w tym przypadku absolutnie nie ma zabarwienia humorystycznego. "Tysiąc róż" to niewątpliwe ciemna książka o ludzkiej naturze i o tym, że człowiek na każdy swój czyn znajdzie usprawiedliwienie. Jej "zakręcenie" dotyczy postępowania głównego bohatera. Autorka wspięła się na wyżyny knując taką fabułę. Szczerze mówiąc - dla mnie książka jest nieprzewidywalna i przerażająca. Biorąc ją do ręki absolutnie nie spodziewałam się takiego szoku.
Bohaterem powieści jest Michał - grafik komputerowy, który zajmuje się przede wszystkim projektowaniem okładek do powieści autorstwa jego żony Elżbiety. Elżbieta jest autorką poczytnych kryminałów odnoszących spory sukces na rynku wydawniczym. Są parą od dość dawna i na zewnątrz ich małżeństwo wydaje się... no może nie idealne, ale na pewno poprawne. Losy Elżbiety i Michała są pokazane w dosyć niekonwencjonalny sposób, a mianowicie od końca. Czyn, którego dopuścił się Michał jest przerażający. Początkowo oceniamy go bardzo surowo, jednak z czasem, poznając coraz więcej scen z ich wspólnego życia, ocena ta staje się łagodniejsza. Co ciekawe - im bardziej uczynki małżonków nas szokują, tym bardziej Michał wydaje się być usprawiedliwiony. I tak z obrzydzenia i totalnej krytyki które czujemy do Michała, nagle nie wiadomo kiedy staje się On ofiarą. Co więcej - okazuje się, że całe wydarzenie miało zupełnie inny przebieg niż się na początku wydawało.
Książka jest hmmm.... specyficzna. Jej fabuła jest potwornie wciągająca, jednak opisy w niej zawarte odstręczają i są często po prostu obrzydliwe. Kilka razy odkładałam czytnik z postanowieniem: "Nie tknę jej więcej, nie będę się męczyć". Jednak postępowanie głównego bohatera, jego myśli i planowane czyny są tak irracjonalne, że trudno nie powrócić do lektury. Dopiero pod koniec powieści wiele się wyjaśnia, a wszystkie głupstwa Michała nagle nabierają zupełnie innego znaczenia. Nawiasem mówiąc zastanawiałam się, jak autorka to wszystko obmyśliła i doszłam do wniosku, że sama pani Magdalena musi być lekko pokręconą osobą.
Kiedy poznajemy Michała jest poniedziałkowy ranek. Kiedy wszystko się wyjaśnia mamy wtorkowe popołudnie. Ten krótki przedział czasowy pozwala wyobrazić sobie jak duże natężenie wydarzeń mieści w sobie ta powieść. Czyny Michała są przemyślane, jednak logika, którą się kieruje jest zupełnie zwariowana. Czytelnik jest zbulwersowany i oburzony, przyjęcie do wiadomości działań Michała i ich zaakceptowanie nie mieści się w zwyczajowym systemie wartości.
Powieść jakiej nigdy nie spotkałam. Groteskowa i oburzająca, a jednocześnie wciągająca i intrygująca. Do tego autorka ma dar siania grozy w każdym zdaniu. Kiedy w powieści szalała burza z niepokojem patrzyłam za okno, choć słońce świeciło jak oszalałe. Czytanie późnym wieczorem rodziło dreszcze na moich plecach. No klimat niesamowity.
Ale najbardziej zaskoczyło mnie zakończenie. Po skończeniu lektury musiałam lekko ochłonąć. Rozwiązanie sytuacji było proste i klarowne i trudno zaakceptować to, jak mocno ludzie potrafią skomplikować najzwyczajniejsze sytuacje. Psychika ludzka jest często nie do ogarnięcia. Łatwo z igły zrobić widły, a z jednego jabłka sad. Gdyby Michał myślał trzeźwo, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej... tyle że wtedy "Tysiąc róż" nie byłoby takim świetnym thrillerem.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
18-03-2016 o godz 13:00 przez: Pinko
Jeśli popatrzylibyście na małżeństwo państwa Rot z boku, stwierdzilibyście z całą pewnością- związek idealny! Ona poczytna pisarka, on zajmujący się tworzeniem grafik. W miarę majętni i -co najważniejsze- szczęśliwi. Przynajmniej tak to wygląda z perspektywy osób, które ich nie znają...
... Bo niestety, ale małżeństwo Michała i Elżbiety to tragedia dwóch osób, ukrytych za fasadą kłamstw i przyzwyczajeń. Codzienny teatr dla sąsiadów kończy się, gdy mężczyzna nie wytrzymuje i... zabija małżonkę.


Może się wydawać, iż we wstępie streściłam wszystko, co zawarła w sobie książka; nie dajcie się jednak zwieść! Moje początkowe słowa to mały odłamek tego, na co natkniecie się w Tysiącu róż.

Z tego, co wyczytałam w odmętach internetu, owa pozycja jest debiutem pani Rem. I szczerze Wam powiem- niezwykle udanym! Zakładam, że każda osoba, która przeczyta, iż książka dotyczy morderstwa pomyśli sobie: Przecież to nic oryginalnego, to wszystko już było i to setki razy. Tak, można się z tym zgodzić, gdyby nie jeden, znaczący fakt- zamordowana Elżbieta MUSI dla sąsiadów wciąż być żywa. I już Michał się o to postara.

Bohater kreuje swój własny teatrzyk cieni; wszak bardzo trudnym zadaniem jest oszukanie grona sąsiadów, listonosza i nastoletnie fanki twórczości jego żony. Podczas czytania często zadawałam sobie pytanie, czy aby na pewno w tym związku to Elżbieta wygrywała w kategorii pt. Wyobraźnia. Naprawdę, Michał miał każdy, nawet najmniejszy szczególik tak dokładnie zaplanowany, że czułam jednocześnie podziw i... strach. Bo jeśli ktoś, kto na co dzień w ogóle nie zajmuje się kwestią morderstw potrafi z takim kunsztem zaplanować całą akcję Ukryj ciało żony, to albo jest psychopatą, albo został doprowadzony do ostateczności.

Tysiąc róż nie dzieje się w teraźniejszości; w progi pensjonatu o tej samej nazwie zawitał tajemniczy jegomość, proponujący właścicielowi opowiedzenie swej historii, niemal spowiedź. Tak oto zostajemy wciągnięci w wydarzenia, wciąż rozgrywające się w pamięci starca. Ponadto to nie tylko opowieść o momencie, w którym Michał dopuścił się karygodnego czynu, lecz także cofnięcie się jeszcze dalej- do momentu spotkania tej dwójki, opisu tego, jak prosperowało ich małżeństwo. Kurz przeszłości został starty, wszystko wyszło na światło dzienne. Przynajmniej dla czytelnika.

Zastanawiałam się, czy Michałowi powiedzie się ta akcja; z jednej strony, "poznając bliżej" sylwetkę Elżbiety zarysowaną ze wspomnień jej męża kibicowałam mu, z drugiej (znakomicie zdając sobie sprawę, iż nie ma zbrodni bez kary) cóż... nikt nie dałby mu przyzwolenia na morderstwo, nawet, jeśli jego partnerka to istna harpia. Co ciekawe, mężczyzna początkowo ani przez moment nie żałuje swojej decyzji, krzątając się wokół -rzekłabym- spraw organizacyjnych. I tu kolejna moja refleksja- czy to on był psychicznie chorym człowiekiem, czy to ona doprowadziła go do ostateczności... ?

Z całego serca polecam Wam Tysiąc róż; sądzę, że bardzo ciężko znaleźć drugą tak intrygującą lekturę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
06-03-2016 o godz 12:22 przez: Aneta Wiśniewska
Tysiąc róż to debiut Magdy Rem. Z okładką przykuwającą uwagę, interesującym opisem jest świetną zachętą do sięgnięcia po coś nowego i świeżego, genialnie się zapowiadającego i to jeszcze polskiej autorki.

To opowieść o małżeństwie. Elżbieta jest pisarka. Niezwykle płodną, bo jej kryminały są znane wszem i wobec, Michał natomiast jest grafikiem i zajmuje się okładkami jej powieści. Nic szczególnego ich nie wyróżnia – zawsze o tej samej porze idą spać, światło gaśnie o określonej godzinie. Słowem, małżeństwo jakich wiele.

Autorka jednak przedstawia nam swoich bohaterów w nieco mniej konwencjonalny sposób. Tak jakby od końca tej historii. Co w tym dziwnego? Na pierwszy rzut oka nic, jednak z każdą kolejną kartką okazuje się, że to wciąż nie wszystko, że coś jeszcze zostało, że czegoś nie wiemy. A w tych okolicznościach i w tej grze, którą bohaterowie prowadzą, to dosyć znaczące…

Na okładce jest zdanie: „Hitchcockowskie klimaty – atmosfera rodem z Psychozy… i wyczekiwanie na pojawianie się matki Normana”. No nie, aż tak to nie jest. Autorka próbuje się bardzo wpasować w ten nastrój, jednak do mnie to nie do końca przemawia. Brak mi pewnej przejrzystości w tym wszystkim i czuje, że czasem można się w tym wszystkim nieco zagubić.

Magda Rem postawiła sobie wysoko poprzeczkę. Pierwsza książka, a ona nie bała się sięgnać po tematy nie łatwe, nieco ciekawszą, ale i trudniejszą formę całej tej powieści. Za to ma u mnie ogromny plus. Bardzo doceniam to, że choć faktycznie Tysiąc róż nie rzuciło mnie na kolana, to jednak nie żałuję, że ją przeczytałam. Co więcej, jeśli coś jeszcze wyjdzie spod pióra tej autorki, czego jej życzę, to z pewnością się temu przyjrzę.

Dla mnie ta książka, nieco abstrahując od treści, jest dowodem na to, że są jeszcze ludzie, którzy nie boja się spełniać swoich marzeń i robią to z uśmiechem na ustach. Mało komu się udaje porwać tłumy swoją pierwszą powieścią, ale robią to każdą kolejną, bo się nie poddają i próbują.

Tysiąc róż nie jest słabą książką, absolutnie. Jest dobra, ale nie fenomenalna. Klimatem nieco przypomina mi W cieniu A.S.A. Harrison, jednak jak dla mnie akcja toczy się za wolno, a wewnętrzne rozterki Michała są za długie i chwilami po prostu nudne. Cała ta historia broni się zakończeniem. Nieco może naiwnym, jednak, gdy ten starszy mężczyzna uwolniony od swojego ciężaru odchodzi wraz z nim czujemy jakąś taką ulgę i dopiero wtedy tak naprawdę zdajemy sobie sprawę, co się tam stało. To jest jeden z najciekawszych momentów tej historii… ale już nic więcej nie zdradzę. Sami przeczytajcie ;)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
09-03-2016 o godz 20:34 przez: Livingbooksx
"Tysiąc róż" to powieść psychologiczna z elementami thrillera. Klimat panujący w opowieści jest nieco mroczny i przerażający. Nie mam tu na myśli duchów, zjaw, potworów czy wampirów. To zupełnie inna od wszystkich powieść, która zmrozi krew w żyłach niejednej osobie. Jesteśmy wciągani w intrygi małżeństwa Rotów, w ich problemy oraz w uczucia do siebie, nie zawsze pozytywne i przyjazne. Sytuacja w ich małżeństwie zmienia się diametralnie, gdy jednego z nich zabraknie.. I to z powodu osoby, która naprawdę ją kochała. Więcej nie zdradzę, aby nie zepsuć wam ewentualnej przyszłej lektury :)

"Niczego nie można się domyślić, zanim nie przyjdzie na to pora."

Byłam bardzo zaintrygowana powieścią "Tysiąc róż" i zabrałam się za nią jak najszybciej, pomimo że bardzo rzadko sięgam po polskich autorów. Co jakiś czas lubię poczytać literaturę, w której groza i mroczna codzienność jest przewodnim motywem. Trafiłam na ową pozycję i niestety na początku bardzo mnie zniechęciła. Opisy, które w niej znalazłam były nie tyle obrzydliwe, co "psychiczne". Główny bohater nie wydawał się zbyt zrównoważoną psychicznie osobą i miałam pewien dystans czytając tą książkę. Jednak im dalej brnęłam, poznawałam więcej szczegółów z życia Rotów i coraz więcej sytuacji zaczęło się wyjaśniać. Wtedy naprawdę wciągnęłam się powieść i koniec końców, nie mogłam się od niej oderwać. To dowód na to, że warto czytać książki do końca :)

"Można to nazwać ostrzej. Psychoza, obłęd. Ale można też łagodniej. Na krótki czas popadł w stan załamania psychicznego. Pogubił się. Rzeczywistość pomieszała mu się z wyobrażeniami, bo była równie nierealna jak one."

Akcja książki jest dość zawężona, ponieważ trwa jedynie od poniedziałkowego ranka do wtorkowego wieczora. W ciągu zaledwie dwóch dni dzieje się tyle zaskakujących wydarzeń oraz sytuacji. Zakończenie powieści jest dość emocjonujące, ponieważ właśnie wtedy poznajemy dokładne przemyślenia głównego bohatera. Czytelnik wie, dlaczego cała powieść potoczyła się właśnie tak, a nie inaczej.

Myślę, że jedynymi minusami "Tysiąca róż" jest wolno rozwijająca się akcja oraz długie, zbyt szczegółowe opisy. Reszta wciągająca, mroczna, dająca do myślenia oraz nieco psychologiczna :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
03-03-2016 o godz 19:22 przez: Bookendorfina Izabela Pycio
Mocny thriller psychologiczny, trzyma w napięciu, w trybie silnej niepewności, zawieszenia w opisywanej rzeczywistości i wyczekiwania na to co za chwilę nastąpi. Przyglądając się przedstawionym z wielką dbałością o szczegóły sytuacjom odczuwamy, że macki strachu i lęku, coraz mocniej wkradają się do naszych zmysłów i do końca książki towarzyszą nam w wędrówce po zdarzeniach i ich następstwach. Tylko z pozoru akcja toczy się opieszale, odnosimy wrażenie powolności z powodu intensywnego nasycenia opisów następujących po sobie wypadków. Z dokładnością niemal co do minuty zaczynamy śledzić losy bohaterów w poniedziałkowy poranek, a kończymy we wtorkowy wieczór.

Bardzo lubię taką zaskakującą przewrotność fabuły, mnóstwo niedomówień, które samemu można zagospodarować propozycją prawdopodobnych wyjaśnień, obserwowanie niejako przez lupę w wielokrotnym powiększeniu intrygujących zdarzeń i silnych emocji towarzyszących bohaterom, balansowanie na cienkiej linii nad przepaścią, w której króluje szaleństwo lub śmierć. Michał jest grafikiem, a jego żona Elżbieta pisarką, wyjeżdżają do domu znajomego, gdzie ich życie przebiega zgodnie z utartymi nawykami i przyzwyczajeniami, jednakże pewne zdarzenie pociąga za sobą daleko idące dramatyczne i tragiczne skutki. Nienawiść i zbrodnia, miłość i wyrzuty sumienia, a także złudnie pogodne życie i czarny scenariusz losu.

Z każdą chwilą coraz mocniej doświadczamy uczucia obawy, trwogi i grozy, a niebezpieczeństwo czai się zwodniczo gdzieś na kolejnych stronach książki. Nie obce jest nam obce uczucie wstrętu i obrzydzenia, ale tego wymaga dosadność odgrywanych z pietyzmem scen, tych planowanych i improwizowanych. Stopniowo pewne sprawy ukazują się nam w zupełnie innym świetle. "Niczego nie można się domyślić, zanim nie przyjdzie na to pora." Autorce udaje się w ciekawy i interesujący sposób prowadzić psychologiczną grę z czytelnikiem. Poruszamy się w mocno zakręconym świecie fałszu, iluzji i pozorów, gdzie ofiara staje się oprawcą, a oprawca ofiarą, a w ostatecznym rozrachunku i tak otrzymujemy zaskakujące zakończenie. Tylko czy aby na pewno jest to już koniec przerażającej acz wciągającej historii?

bookendorfina.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
18-03-2016 o godz 12:20 przez: erka
Młode małżeństwo mieszkające sobie spokojnie w pewnej miejscowości.Niezobowiązujące rozmowy z sąsiadami, pielęgnacja ogródka, miłość i życzliwość.Sielanka od której zęby bolą, pomyślałby ktoś.

Jednak nie wszystko jest takie różowe, jakby ktoś pomyślał.Niedomówienia, gonią kolejne, akcja zagęszcza się z każdą stroną, by nagle wybuchnąć z pełną mocą.
Thriller psychologiczny? Być może, jednak mi brakło jakiegoś elementu, po którym mógłbym powiedzieć, że ta książka ma siłę rażenia, zdolną wcisnąć w fotel, niejednego czytelnika.Atmosfera z filmu Psychoza? W którym momencie, się pytam.Większość sytuacji, które w zamierzeniu autorki miały byś zaskakujące, dało się z łatwością przewidzieć.Plus za finał, który, przyznam lekko mnie zaskoczył i za to należą się brawa.Czytelnicy nie powinni czuć się rozczarowany, ale dla mnie ta powieść zbytnio opiera się na schematach, które łatwo przewidzieć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
31-03-2016 o godz 10:20 przez: Anna Pruska
„Tysiąc róż” to nie „Dziewczyna z pociągu”. Magda Rem to nie Paula Hawkins. Niestety. To thriller. Podczas czytania miałam różnorakie odczucia. Chwilami fabuła mnie zaskakiwała. Jednak, tylko chwilami. Częściej mnie drażniła. Na okładce książki odnotowano "Hitchcockowskie klimaty” . Nie odnalazłam ich.
To nie „Dziewczyna z pociągu”.
Okładka książki sugeruje „atmosferę rodem z Psychozy”. Zgadzam się.
Podsumowując, mogłam sobie darować „Tysiąc róż”. Jak znam życie czytelnicze i gusta większości czytelników z racji wykonywanego zawodu, będzie to książka bardzo poczytna. Jednak poczytna nie znaczy wybitna, rewelacyjna, bardzo dobra.
„Tysiąc róż” Magdy Rem to dobra książka. Jeśli ktoś ma ochotę tylko na dobrą, można przeczytać. POLECAM!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Jestem jedną z żon
4.5/5
29,97 zł
44,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Wilcze dzieci
4.9/5
27,97 zł
42,00 zł
Inne z tego wydawnictwa One Last Stop
4.2/5
27,22 zł
42,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Pierwsza książka mojego dziecka Opracowanie zbiorowe
5/5
24,62 zł
38,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Billy Summers
4.7/5
28,31 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Autoboyography
4.4/5
27,93 zł
43,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Złodziejka
5/5
47,20 zł
75,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Outsider
4.7/5
31,67 zł
47,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Sieci widmo Opracowanie zbiorowe
5/5
32,19 zł
42,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Czarny flaming
4.3/5
29,59 zł
45,00 zł

Podobne do ostatnio oglądanego