Pierwsza płyta Scotta Walkera dla renomowanej wytwórni 4AD, 'The Drift' (2006), była ponownym pojawieniem się artysty po dekadzie spędzonej poza światłem reflektorów. Wyzywająca, a jednocześnie głęboko satysfakcjonująca płyta 'The Drift' jest drugim z trylogii mrocznych arcydzieł, szeroko chwalona przez krytyków jako jedno z najlepszych dzieł artysty. "Nie ma minuty, która nie byłaby całkowicie porywająca" The Guardian (5/5), "Nawet w najbardziej dysonansowych i abstrakcyjnych momentach, ta płyta jest ludzka do samego rdzenia, i jeśli jesteś gotowy zmierzyć się z kilkoma demonami, jest tak inspirująca jak tylko muzyka może być" Pitchfork (9.0 Best New Music). Po długim okresie wyczerpania nakładu płyty, 4AD przywraca do sprzedaży format CD (card sleeve).
Tracklista:
1. Cossacks Are (4:32)
2. Clara (12:43)
3. Jesse (6:28)
4. Jolson and Jones (7:45)
5. Cue (10:27)
6. Hand Me Ups (5:49)
7. Buzzers (6:39)
8. Psoriatic (5:51)
9. The Escape (5:18)
10. A Lover Loves (3:11)
Mariaż Scotta Walkera z wytwórnią 4AD to rzecz najbardziej logiczna pod słońcem. Ivo Watts-Russell od zawsze należał do grona czcicieli tego wokalisty, którego kariera rozciąga się już na 5 dekad rocka. Walker to jedna z najbardziej skrytych, tajemniczych i niezależnych postaci we współczesnej muzyce. A zarazem - jeden z najbardziej wpływowych wykonawców, ku któremu z nabożnym uwielbieniem spogląda już kilka pokoleń rockmenów i pieśniarzy-autorów: od Bryana Ferry'ego i Davida Bowiego, przez Nicka Cave'a, Marka Almonda i Juliana Cope'a, po Stuarta Staplesa, Sufjana Stevensa czy Antony'ego & The Johnsons. Gwiazda Walkera jako wokalisty obdarzonego głębokim, mrocznym głosem, którego nie sposób zapomnieć, wzeszła w latach 60. w grupie The Walker Brothers. Od rozpadu tego wokalnego tria poznał on jako solista wszelkie blaski i cienie pop-rockowej kariery. Od czasu jej dramatycznego załamania się w latach 70. i powrotu na scenę albumem „Climate Of Hunter" (1984) - a dalej przez „Tilt" (1995), aż po „The Drift" - Walker zazdrośnie strzegł prywatności. To dzięki niej mógł w całkowitej izolacji i skupieniu doprowadzić do doskonałości swój niepowtarzalny styl. Niespiesznie i niezwykle starannie przygotowywał swoje ekscentryczne „soundtracki", na których spotykają się elementy jakby gotyckich mszy oraz współczesnych poematów muzycznych i awangardowych oper, strzępy piosenek pop i przesyconych smutkiem utworów o charakterze elegijnym. Nikt od śmierci Jacquesa Brela - choć wielu próbowało - nie potrafil z taką jak Walker maestrią i w sposób tak przejmujący i sugestywny łączyć głębokiego tragizmu z melodramatycznym, kabaretowym surrealizmem. Każda z rzadka wydawanych płyt Walkera jest wyjątkowa, żadna też nie jest może szczególnie łatwa w odbiorze. Ale dla każdego, kto gotów im bezwarunkowo poświęcić uwagę, będzie to magiczna i oczyszczająca podróż do jądra najmroczniejszych emocji i do istoty ludzkiej egzystencji.