Bez wahania i z entuzjazmem firma Sonic zdecydowała się na wydanie albumu Andrzeja Dąbrowskiego, który sumuje 50 lat jego kariery jako wybitnego perkusisty jazzowego, który na jakimś etapie życia odkrył w sobie niezrównanego wokalistę. I wyśpiewał przed laty główną nagrodę na opolskim festiwalu piosenką „Zielono mi" z muzyką Jana „Ptaszyna" Wróblewskiego i tekstem Agnieszki Osieckiej.
Nie wiadomo dlaczego z niejakim wstydem zbywa się u nas rodzimą tradycję lekko zdystansowanym określeniem „szanujmy wspomnienia", podczas gdy właśnie na kultywowaniu tradycji – bez fałszywego wstydu - dziesiątki wielkich gwiazd estrady na świecie zarabiają miliony. Dość wspomnieć Robbiego Williamsa czy Roda Stewarta. Andrzej Dąbrowski wraz ze znakomitym pianistą Wojciechem Karolakiem przełamują ten nasz prowincjonalny stereotyp i pogoń za światowymi nowinkami. Obaj wraz z kilkoma świetnymi jazzmenami formatu basisty Zbigniewa Wegehaupta, gitarzysty Jarosława Śmietany, saksofonisty Janusza Muniaka i trębacza Roberta Murakowskiego nagrali w 2005 r. pełen ciepła, miłości, liryzmu i eleganckiego jazzowego poloru repertuar, na który składa się 13 piosenek, które przypominają, że także u nas pisano piosenki na najwyższym światowym poziomie. Dość wspomnieć „Jej portret" Włodzimierza Nahornego i Jonasza Kofty, „Poranne łzy" Zbigniewa Jaremki i Wojciecha Młynarskiego, „Uciekaj serce" Seweryna Krajewskiego i Osieckiej czy „Już czas na sen" Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory. A do tego jeszcze dwa standardy z importu, ale z polskimi tekstami: „Ja i ty" (czyli „These Foolish Things Remind Me Of You") oraz „Kiedy znów zakwitną białe bzy" („My One And Only Love"), do którego słowa napisał sam wielki Marian Hemar i który tak wrósł w naszą tradycję muzyczną, że wielu zdziwi się, iż ta muzyka powstała za oceanem.