Informacje szczegółowe

    ID produktu:
    1167500660
    Tytuł:
    Syndykat
    Autor:
    Wydawnictwo:
    Język wydania:
    polski
    Język oryginału:
    polski
    Liczba stron:
    306
    Numer wydania:
    I
    Data premiery:
    2017-10-11
    Rok wydania:
    2017
    GPSR - osoba odpowiedzialna i certyfikaty:

    Oceny i recenzje o produkcie

    Sortuj

    Katarzyna Goździk
    Zweryfikowany zakup
    24.01.2019
    Łatwa w czytaniu, w sam raz aby się odstresować po pracy, polecam
    Księgozbór
    22.11.2017
    ***http://ksiegozbiorczyta.blogspot.com**** Wyobraź sobie - niesprawiedliwie oskarżony i osądzony kończysz właśnie dwuletnią odsiadkę (co i tak świadczy o twoim szczęściu - mogło być o wiele dłużej, albo nogami do przodu). Wychodzisz po za więzienne mury, a tu czeka na Ciebie tylko gorycz, deszcz i brak perspektyw. Chwilę później niespodziewanie wita Cię miły starszy pan w wypasionej limuzynie i proponuje niezobowiązującą rozmowę podczas przejażdżki. A czym kończą się takie tajemnicze spotkania? Oczywiście bardzo atrakcyjną propozycją, i to z najwyższej półki, czyli tej "nie do odrzucenia". Taką właśnie propozycję otrzymał Kinsky, bohater "Syndykatu". Syndykat poznał się na Kinskym, w końcu przeżyć dwa lata w takim więzieniu to nie lada gratka. W zamian za m.in. niewyobrażalną sumę pieniędzy nasz bohater zostaje superagentem (pozycja "były komandos" w CV dużo ułatwia) bliżej nieokreślonej tajnej organizacji. Działa ona z pobudek ideowych, ale oczywiście nie za darmo i nie boi się używać metod wątpliwej moralności. Jednym słowem robi wszystko to, czego możni tego świata wykonać nie mogą lub nie potrafią, a co do utrzymania ogólnie przyjętego porządku jest konieczne. Jest tylko jeden feler. Z Syndykatu możesz odejść tylko w foliowym worku. Wszystko przypominało najwyższej próby balet: mężczyźni w marynarkach padali jeden po drugim, przypominając zasadzone w kręgu krzewy - wyrosłe mocno w górnej swojej części - ścinane jednym ostrym ciosem potwornie ostrego narzędzia. Jak pewnie zauważyliście, fabuła książki pana Adama Ubertowskiego nie jest zbytnio oryginalna. W końcu tajnych organizacji, z tajnymi agentami i tajnymi misjami trochę już przeżyliśmy. Ale to nie oryginalność była tym co chodziło po głowie twórcy "Syndykatu" lecz jak sądzę, po prostu dostarczenie nam czytelnikom czystej rozrywki na poziomie. I pod tym względem jest naprawdę dobrze. W książce od początku rządzi konkret. Nie ma tu zbytniego owijania w bawełnę i bawienia się w domysły. Najważniejsza jest intryga, z którą ma się zmierzyć Kinsky, czyli na potrzeby zlecenia, późniejszy Walker. Już po pierwszych rozdziałach (a jest ich całkiem sporo, jak na 300 stron), gdzie przeważają kolejne wymiany zdań między postaciami, nie mamy dużego problemu z naszkicowaniem kim nasz kandydat na agenta jest. Można powiedzieć, że jest idealnym materiałem na Bonda, ale bardziej tego współczesnego. Ma siłę, inteligencję i spryt, ale na szczęście również charakter, jakieś minimum emocji i wątpliwości, a kobiety dla niego to nie tylko kolejny gadżet. Z cała pewnością nie przypomina tego kelnera z okładki, która dobrej reklamy "Syndykatowi" raczej nie robi. Kinsky zdany jest w dużej mierze na potęgę własnej improwizacji, tak więc nic w tej historii nie jest od początku do końca przesądzone. Kto jest wrogiem, kto przyjacielem, czy może jest zwykłym pionkiem, który za chwilę będzie zbędny i zrzucony ze stołu? Mamy coś na kształt uproszczonego śledztwa, pojedynki słowne, gdzie jeden fałszywy akcent lub gest może wszystko zrujnować, ale oczywiście również zabójcze femme fatale, bondowskie gadżety i last but not least - niezastąpione strzelaniny. Wszystkie składniki od lat znanego przepisu są tam gdzie powinny być. Jedynie pod koniec miałem wrażenie lekkiego przesytu, a odczuwalna podskórnie nieśmiertelność bohatera, dawała mi złudzenie uczestniczenia w czymś na kształt finału gry komputerowej. - Więc? Ja, Walker... - Gänger. Tak, dla wielu będziesz ich prawdziwym Doppelgängerem: ostatnie co zobaczą to twoja twarz. Podsumowując, bawiłem się naprawdę bardzo dobrze. Kinsky'ego i jego styl po prostu polubiłem, a tempo, które zostało narzucone, nie pozwalało mi się nudzić. Poza tym nie zauważyłem jakieś większej nielogiczności czy głupoty, która wymykałaby się z jakby nie było mało realistycznej, bondowskiej (nie wiem czym zastąpić to słowo:) konwencji. "Syndykat" w swoim gatunku, lekkiej powieści, szpiegowsko-sensacyjnego przerywnika, sprawdza się naprawdę dobrze i tak go też oceniam.
    Poddasze Literata
    01.11.2017
    „Według ludowych wierzeń, każdy z nas ma swojego Doppelgängera. Chodzi za nami jak cień przez całe życie, jest naszą drugą naturą, zwykle tą gorszą. Nie wiemy o jego istnieniu, aż do chwili, gdy do ujrzymy. A to zawsze oznacza coś bardzo złego. Zwykle po prostu śmierć”. Po niespełna dwóch latach odsiadki Kinsky wychodzi z więzienia. Jego cały dobytek to torba pełna ubrań i trochę pieniędzy. Zwrócona wolność nie napawa mężczyzny optymizmem. Przed więzienną bramą nie czeka nikt z jego znajomych czy rodziny, a perspektywa dalszego szarego życia budzi jedynie przygnębienie. Pocieszenia nie przynoszą również słowa strażnika, który i tego ostatniego dnia nie może sobie odmówić kilku szyderstw na temat czarnej przyszłości wypuszczonego więźnia. Wtem na horyzoncie wśród siąpiącego deszczu pojawia się czarna, lśniąca limuzyna. Drzwi auta otwierają się i Kinksy już wie, że przyjechano właśnie po niego. „Powiedzmy sobie szczerze: jest kompletnym wyrzutkiem na życiowym wirażu. Gorzej: wynajętym za solidne pieniądze zabójcą, który sam sobie wmawia, że jedzie kolejny raz zbawić świat”. Tajemnicza organizacja, która zainteresowała się Kinksym zna o mężczyźnie szczegóły, które zdradzał jedynie najbliższym. Ze względu na służbę w Morskiej Jednostce Działań Specjalnych Kinksy jawi się zagadkowym przybyszom jako idealny kandydat na ich biznesowego partnera – człowieka od brudnej roboty. Kinksy otrzymuje prywatny apartament oraz drogie auto, lecz wciąż niewiele z tego wszystkiego rozumie. Członkowie sekretnego zrzeszenia odpowiadają na jego pytania wymijająco, ze spokojem służą mu jednak pomocą. Mężczyzna zostaje zatem postawiony przed wyborem: powrócić do dawnego, pozbawionego perspektyw życia czy podjąć się ryzyka, które odmieni jego losy na zawsze? „ – Dobre to. – Porter cieszył się z działania broni jak z dziecięcej zabawki. – Działa, mimo że to prototyp. Zupełnie tak jak my”. Najnowsza książka Adama Ubertowskiego to przepełniona akcją opowieść nawiązująca do ukrytych struktur władzy. Główny bohater zaskarbił sobie moją sympatię, choć momentami wydawał się zupełnie nieprzystający do rzeczywistości – bo czy nawet bardzo dobrze wyszkolony bojownik byłby w stanie pokonać wręcz kilku postawnych i, co najważniejsze, po zęby uzbrojonych mężczyzn? Podobne zabiegi sprawiły, że „Syndykat” momentami przypominał fantasmagorię, której daleko do wiarygodnej relacji z pola walki. Kinsky sprawia wrażenie nieśmiertelnego, co zaowocowało tym, że ani przez chwilę nie martwiłam się o jego losy – było wiadomym, że ujdzie cało z każdej utarczki. Na pochwałę z pewnością zasługuje fabuła – losy bohaterów były przedstawione w bardzo dynamiczny sposób, bez zbędnych, dłużących się opisów czy dygresji. To, co wydawało się wielką niewiadomą na końcu przybierało formę logicznie rozłożonej zagadki. Ubertowski zastosował w książce kilka zmyślnych zabiegów i zataił przed czytelnikiem garść faktów, po czym subtelnie odkrył wszystkie karty, co w moim przypadku zaowocowało niemałym zaskoczeniem. Dialogi postaci są wyciosane w charakterystyczny dla gatunku sposób i podkreślają wprawę pisarza w ukazywaniu psyche bohaterów poprzez słowo. Czytając „Syndykat" często miałam przed oczami sceny ze znanych filmów akcji, takich jak „Wanted" czy „Kingsman". Trzeba przyznać, że autor świetnie oddał klimat kryminalnych intryg i kuluarowych konszachtów. Osobliwe smaczki w postaci broni ukrytej w przedmiotach codziennego użytku (jak ołówek z wybuchowym grafitem) czynią z powieści przyjemną lekturę, w której fani gatunku z pewnością się odnajdą.
    ewfor
    15.09.2018
    Zaczynając tę powieść myślałam, że jest to książka typowo dla mężczyzn. Ale, ponieważ lubię kryminały i książki akcji, byłam przekonana, że autor nie pozwoli mi się nudzić. Początkowo, tak właściwie dość długo, nie wiedziałam o co chodzi i na czym ma polegać misja głównego bohatera, ale im dalej tym robiło się ciekawiej. Kinsky to taki polski Rambo, człowiek bezwzględny, ale bardzo trzeźwo myślący, potrafiący z najdrobniejszymi szczegółami zaplanować każdy swój ruch. Taka maszyna do zabijania, chociaż moim zdaniem trochę nad kolorowana i prawie nierealna. Uwielbiam jednak książki Lee Child’a i od razu kojarzył mi się Jakck Reacher, którego mimo dość mało ciekawej osobowości uwielbiam. W tej powieści główny bohater mimo cech bardzo negatywnych z jednej strony, bo bezwzględność, nadmierna brutalność, posiada jednak cechy bardzo pozytywne. Kiedy wymaga tego sytuacja nie pobłaża nikomu, ale potrafi być bardzo przewidywalny i opanowany. Nie brakuje mu również empatii, chociaż jest ona ledwo widzialna i skierowana do niewielu. Autor powoli budując napięcie, utrzymuje czytelnika w niecierpliwej nieświadomości tego, co nastąpi. Wiemy, że szykuje się coś wielkiego, ale nie możemy sami dojść do tego, co to będzie. Fabuła książki jest jak wulkan, który powoli budzi się z letargu, siejąc wokół grozę strachu, by na końcu wybuchnąć gorącą lawą. Czytając tę powieść, momentami odnosiłam wrażenie, że nie jest ona zbyt realna. Może żyjąc a spokojnym, ustabilizowanym świecie nie potrafię sobie tak do końca wyobrazić, niesamowicie bogatych ludzi działających w tajnych organizacjach, na krawędzi normalności. Muszę jednak przyznać, że zaczynając czytać tę lekturę od początku wiedziałam, że wciągnie mnie na całego. Nie pomyliłam się w tym domyśle. Pomijając fabułę, ciekawe dialogi i intrygująca osobowość głównego bohatera są z całą pewnością atutami tej powieści. A krótkie rozdziały, (które dla mnie zawsze są „zmorą” czytania, bo wiadomo: „jeszcze jeden rozdział i idę spać” kończy się o świcie) powodują, że wątek nam nie ucieka. Czasami jest tak, że czytając jakąś książkę, z takich czy innych względów muszę ją odłożyć na jakiś czas, a po powrocie do niej jestem zmuszona wrócić na chwilę kilka stron wcześniej, żeby „załapać” utracony wątek. W tej powieści tego nie ma. Gdzie skończysz, tam pozostajesz i nie musisz sobie przypominać, bo ciągłość jest wyrazista. Tutaj sensacja przeplata się z wątkami szpiegowsko-politycznymi i chociaż główny bohater to typowy komandos, to można w nim dostrzec wiele ludzkich cech. Wyobrażając go sobie bałam się go i podziwiałam jednocześnie. Polecam tę powieść przede wszystkim panom, z pewnością taka fabuła nie pozwoli na nudę podczas czytania. Nie ukrywam jednak, że niejedna czytelniczka znajdzie w tej lekturze coś dla siebie. Nie polecam tej książki osobom preferującym tkliwe romanse lub popularne powieści obyczajowe, ale jestem pewna, że większość czytelników i czytelniczek lubiących wartką akcję, sensacyjne wątki i wielką niewiadomą będzie usatysfakcjonowanych.

    Masz ten produkt? Pomóż innym w decyzji o zakupie