Radiant A

    Informacje szczegółowe

    ID produktu:
    1137856076
    Tytuł:
    Radiant A
    Wykonawca:
    Aldious
    Dystrybutor:
    Data premiery:
    2017-04-28
    Rok nagrania:
    2017
    Producent:
    Plastic Head
    Nośnik:
    CD
    Liczba nośników:
    1
    Rodzaj opakowania:
    Jewel Case
    GPSR - osoba odpowiedzialna i certyfikaty:

    Oceny i recenzje o produkcie

    Sortuj

    Aneta Czyż
    Zweryfikowany zakup
    02.05.2017
    Płyta super, bardzo lubię takie klimaty. Jest to metalowa muzyka, ale w znacznie lżejszym wykonaniu, czyli taka jaką lubię. Jeżeli ktoś nie przepada za mocnym metalowym brzmieniem, to ta płyta będzie dobrym wyborem. Przyjemny wokal i oczywiście solówki gitarowe, których w tym gatunku muzycznym nie może zabraknąć. Myślę, że to bezpieczna płyta dla fanów jpop, którzy chcą spróbować czegoś nowego i zaprzyjaźnić się z japońskim metalowym brzmieniem. Polecam. A teraz odrobinę prywaty: Jak ja się cieszę, że wreszcie w Empiku można dostać coś w azjatyckim klimacie. Płyty japońskich czy koreańskich wykonawców zazwyczaj trzeba ściągać z zagranicy lub zdobyć z drugiej ręki. Mówię tu o oryginalnych płytach CD, które chciałby mieć każdy fan/kolekcjoner u siebie na półce, nie o mp3, które po pewnym czasie gdzieś giną w masie plików na komputerze. Mam nadzieję, że z czasem powiększycie ofertę o lżejsze klimaty, pop: Utada Hikaru, Nanase Aikawa, Aya Ueto czy Ayumi Hamasaki, jak i też znane zespoły L'arc en ciel, Versailles, Jupiter czy Gackt. (Japonia, to nie tylko X Japan czy The Gazette ^.^) Fajnie byłoby, gdy też znalazły się w ofercie płyty CD koreańskich zespołów jak: B.A.P, B1A4, Super Junior, SHINee czy Girl's Generation. To tylko przykłady tych bardziej znanych, ich albumy są naprawdę pięknie wydane w oryginalnym pudełku z dodatkami jak photobook, karty kolekcjonerskie, plakaty czy jakiś gadżet zespołu. Zapomniałabym jeszcze o ścieżkach dźwiękowych (OSTy) do koreańskich dram! Wystarczy sprawdzić co obecnie jest na fali ^.^ Goblin (pozycja obowiązkowa), Hwarang, Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo czy starsze dramy jak 49 days czy Heirs (posiadają piękne ścieżki dźwiękowe). Na zakończenie (rozpisałam się trochę) ogromny plus za ceny płyt, są całkiem przystępne i jestem pozytywnie zaskoczona ^.^
    schlejer
    26.05.2017
    Płyta została nagrana w zeszłym roku. Niestety europejskie premiery są mocno opóźnione, do tego stopnia, że 3 tygodnie po premierze poprzedniego krążka u nas, na Dalekim Wschodzie została wydana kolejna płyta. Na szczęście iTunes nadąża (nie mylić z Apple Music) i to nawet wychodzi taniej, niż w Japonii. Co do samego albumu - na moje najlepszy w ich karierze. Brzmienie jest specyficzne, mastering w studio najwyraźniej robi swoje - nie jest tak ciężkie i brudne jak to bywa na naszym, rodzimym rynku heavy metalowym. W zasadzie są tak dopieszczone, że amatorzy muzyki popowej i lekkich gitarowych brzmień są w stanie zmierzyć się z tym albumem. Warto, chociażby z uwagi na naprawdę unikatową barwę głosu wokalistki, nie wchodzącą w zbyt wysokie tony nosowe, jak to ma miejsce w wielu kapelach power metalowych i symfonicznych, dzięki czemu ścieżki wokalne nie są irytujące; oczywiście front(wo)menka nie skazuje nas na jeden styl, eksperymentuje i operuje w pełnym zakresie skali głosu. Co do gry zespołu - dodam tylko, że z pewnością nie zabraknie barwnych, melodyjnych solówek, a cały materiał został nieźle zbalansowany. Na krążku każdy może coś znaleźć dla siebie, są szybsze kawałki z pazurem, są też pozytywne kompozycje o popowej zajawce, atmosferyczne "pościelówki" i wiele innych... na ogół takie rozwiązania, do jakich nie przyzwyczaja nas brutalny europejski rynek heavy metalowy. Może dlatego wielu zachodnich monopolistów kategoryzuje japoński heavy metal jako pop/rock? Warto się przekonać.
    schlejer
    26.05.2017
    Płyta została nagrana w zeszłym roku. Niestety europejskie premiery są mocno opóźnione, do tego stopnia, że 3 tygodnie po premierze poprzedniego krążka u nas, na Dalekim Wschodzie została wydana kolejna płyta. Pozostaje ratować się produktami cyfrowymi (iTunes). Co do samego albumu - na moje najlepszy w ich karierze. Brzmienie jest specyficzne, mastering w studio najwyraźniej robi swoje - nie jest tak ciężkie i brudne jak to bywa na naszym, rodzimym rynku heavy metalowym. W zasadzie są tak dopieszczone, że amatorzy muzyki popowej i lekkich gitarowych brzmień są w stanie zmierzyć się z tym albumem. Warto, chociażby z uwagi na naprawdę unikatową barwę głosu wokalistki, nie wchodzącą w zbyt wysokie tony nosowe, jak to ma miejsce w wielu kapelach power metalowych i symfonicznych, dzięki czemu ścieżki wokalne nie są irytujące; oczywiście front(wo)menka nie skazuje nas na jeden styl, eksperymentuje i operuje w pełnym zakresie skali głosu. Co do gry zespołu - dodam tylko, że z pewnością nie zabraknie barwnych, melodyjnych solówek, a cały materiał został nieźle zbalansowany. Na krążku każdy może coś znaleźć dla siebie, są szybsze kawałki z pazurem, są też pozytywne kompozycje o popowej zajawce, atmosferyczne "pościelówki" i wiele innych... na ogół takie rozwiązania, do jakich nie przyzwyczaja nas brutalny europejski rynek heavy metalowy. Może dlatego wielu zachodnich monopolistów kategoryzuje japoński heavy metal jako pop/rock? Warto się przekonać.
    Paweł
    16.12.2022
    Płyta spełnia kryteria produktu najwyższej jakości – w końcu pochodzi z kraju Casio i Hondy, zatem nie może być inaczej. Pięć dziewczyn, z których co najmniej trzy są bardzo ładne, fajny wokal (i chórki), melodyjność kompozycji, no i przede wszystkim atrakcyjna rytmika perkusji w większości utworów, zatem nie ma opcji, żeby to się nie podobało. Produkt niemalże perfekcyjny i nietrudno zgadnąć, że zimno wykalkulowany na zaistnienie zespołu na półkuli zachodniej. No i wykalkulowany wcześniej sukces doszedł do skutku. Radiant A przetarł szlaki na zachód innym kapelom a w Japonii jest ich na pęczki (mowa o tzw. metalowych i stuprocentowo kobiecych) a Aldious jest od Radianta A bardzo popularny na całym świecie. Jednak jak na moje ucho są tu mankamenty: utworów 3, 4 i 8 po prostu nie da się słuchać, bo przyprawiają o mdłości. Koronkowa i finezyjna superprodukcja ostatecznie dobija duszę tej skądinąd w większości znakomitej muzyki i ma się wrażenie, że to nie żywe dziewczyny grają ale sztuczna inteligencja. Tę różnicę słychać wyraźnie, gdy kończy się ostatnie nagranie studyjne i wybrzmiewają dwa koncertowe bonusy - niczym perły. Dość narzekania, bo warto drążyć dalej, jeżeli komuś wpadło to w ucho (mnie wpadło). Otóż zarejestrowano jeszcze na DVD fantastyczny koncert Radiant A – Live at O-East, który pokazuje prawdziwe oblicze Aldious (koncertowe wersje biją na głowę te studyjne) i naprawdę warto tego wydawnictwa poszukać.

    Masz ten produkt? Pomóż innym w decyzji o zakupie