Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (4): Cena:

Oferta empik.com : 23,79 zł

23,79 zł 34,90 zł (-32%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Cameron Bruce W. Książki | okładka miękka
26,02 zł
asb nad tabami
Cameron Bruce W. Książki | okładka miękka
26,02 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Najnowsza książka autora bestsellerowego "Był sobie pies" w świątecznej odsłonie.

Josh Michaels jest oburzony, kiedy sąsiad podrzuca mu pod drzwi ciężarną suczkę Lucy. Nie może jednak oprzeć się ufnemu spojrzeniu brązowych oczu zwierzaka i chociaż nigdy nie miał psa, postanawia przygarnąć Lucy. Kiedy na świat przychodzi pięć uroczych szczeniaczków, Josh zgłasza się po pomoc do lokalnego schroniska, gdzie poznaje dowcipną i kochającą zwierzęta Kerri, która uczy go, jak dbać o psią rodzinkę. Wspólnie przygotowują szczeniaki do adopcji w ramach świątecznego programu szukania nowych domów psiakom ze schroniska.

Niespodziewanie Josh zaczyna darzyć dziewczynę gorącym uczuciem, a im bardziej zakochuje się w Kerri, tym bardziej kocha swoją nową futrzaną rodzinę, która wniosła niesamowitą radość do jego życia. Kiedy zbliżają się święta i termin oddania szczeniaków, Josh zastanawia się, czy będzie w stanie bez nich żyć.

Najsłodsza psia historia na święta, który wzruszy i rozbawi do łez każdego czytelnika.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta
Tytuł oryginalny: The Dogs of Christmas
Autor: Cameron Bruce W.
Tłumaczenie: Świerczyńska Edyta
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 296
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-11-08
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 207 x 30 x 139
Indeks: 22764713
 
średnia 4,4
5
92
4
35
3
12
2
4
1
4
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
93 recenzje
4/5
19-12-2017 o godz 18:50 Iwona_S dodał recenzję:
Po tym jak z życia Josha Michaelsa zniknęła ukochana Amanda, mężczyzna stał się apatyczny. Na niczym mu nie zależy, nie utrzymuje kontaktu z rodziną i znajomymi, codziennie odgrzewa gotowe dania, a w domu na każdym kroku można natrafić na ślady po kobiecie. Wszystko zmienia się w dniu, kiedy w progu pojawia się Ryan z ciężarną suczką Lucy i nie pozostawiając mu za wiele do powiedzenia, zostawia psa pod jego opieką. Lucy i małe szczeniaczki wywracają poukładane życie Josha do góry nogami, jednak mężczyzna zawsze może liczyć na pomoc pracownicy schroniska. W. Bruce Cameron to amerykański pisarz, który uwielbia psy. Swojego pierwszego szczeniaka otrzymał od taty w wieku 8 lat i od tamtego czasu nie wyobraża sobie życia bez tych stworzeń, dlatego jego powieści skupiają się głównie na historiach psów. „Był sobie pies” okazała się strzałem w dziesiątkę, dzięki czemu utrzymywała się na liście bestsellerów przez ok. 52 tygodnie. „Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta” to druga powieść, która ukazała się w Polsce. Na początku tego roku rozpływałam się nad powieścią „Był sobie pies” i gdy tylko usłyszałam, że kolejna historia Camerona wyjdzie w listopadzie, wiedziałam, że muszę ją mieć. Pierwsze, co rzuca się w oczy to przepiękna świąteczna oprawa graficzna, która przypadnie do gustu niejednej sroce okładkowej 😉 Sama fabuła nie jest skomplikowana, widać, że autor postawił na prostą historię, w której najważniejszą rolę odgrywają emocje, a tych tutaj nie brakuje. Jest tęsknota, obawa przed zmianami, nadzieja na lepsze jutro i rodzące się przyjaźnie i miłość. Na przykładzie głównego bohatera, Cameron ukazał, że życie z czworonogiem jest lepsze, pomaga uporać się z negatywnymi emocjami, a zwierzęta odwdzięczają się lojalnością i towarzyszą samotnikom. Piękna historia, lecz sam główny bohater wzbudzał u mnie skrajne odczucia. Na początku współczułam mu utraty ukochanej, jednak gdy zrozumiałam o co naprawdę chodzi, miałam ochotę nim potrząsnąć, by zrozumiał, że musi w końcu zrobić krok do przodu. Przemiana Josha była dość długa, obfitowała w potknięcia, jednak zawsze mógł liczyć na pomoc przyjaciół. Przygarnięcie Lucy i małych szczeniaczków było punktem kulminacyjnym, jednak motorem zmian była Kerri, która niejako wymuszała na zamkniętym w sobie i rozpamiętującym przeszłość mężczyźnie takie, a nie inne zachowania. Podsumowanie: „Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta” to ciepła, idealna na świąteczne wieczory powieść, która każdemu członkowi rodziny się spodoba. Dla najmłodszych będzie niczym bajka, zaś starsi dostrzegą płynący z historii morał. Cameron poprzez opowieść o Joshu i Lucy ukazał, że zwierzę niejednokrotnie może wywrócić dotychczasowe spokojne życie do góry nogami, a zmiany te niekoniecznie są złe. __________________ https://ja-ksiazkoholik.blogspot.com/2017/12/w-bruce-cameron-psiego-najlepszego.html
Czy ta recenzja była przydatna? 2 0
5/5
20-12-2017 o godz 21:48 KobieceRecenzje365 dodał recenzję:
Gdy Wydawnictwo Kobiece zaproponowało mi do recenzji najnowszą powieść W. Bruce Camerona „Psiego najlepszego czyli był sobie pies na święta” od razu wiedziałam, że to książka idealna dla mnie. Kupiła mnie okładka ze słodkim szczeniaczkiem, a opis dopełnił resztę. Jestem strasznym zwierzolubem i naprawdę kocham książki, w których zwierzęta są na głównym planie. Czy moja decyzja była słuszna? Zapraszam na recenzję. Życie Josha wywróciło się do góry nogami, kiedy jego sąsiad podrzucił mu ciężarną suczkę Lucy. Mężczyzna nigdy wcześniej nie miał psa, więc nie był z tego zbytnio zadowolony. Jednak Lucy bardzo szybko udało się podbić serce mężczyzny. Jednak Josh nigdy wcześniej nie opiekował się ciężarnym psem, a tym bardziej małymi szczeniaczkami. Szukając pomocy, trafił do schroniska, w którym pracowała Kerri. Kobieta zaczęła pomagać mu w opiece nad zgrają psów i razem z nim przygotowywała szczeniaki do adopcji. Tylko, czy można było przewidzieć, że Josh pokocha całą gromadkę i Kerri? „Bruce Cameron od dziecka był miłośnikiem psów. Jego ukochana suczka z dzieciństwa – Cammie – zainspirowała go do napisania książki Był sobie pies, która stała się światowym fenomenem przeniesionym na ekrany kin. Urocze czworonogi są bohaterami jego wielu powieści, które podbijają listy bestsellerów i cieszą się ogromnym zainteresowaniem czytelników.” „Psiego najlepszego” to powieść idealna właśnie teraz, gdy wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia. To książka niezwykle ciepła i niosąca nadzieję. Mnie aż żal było rozstać się ze śnieżnym Evergreen, z bohaterami no i oczywiście z niesamowicie słodkimi psiakami. Autor wie jak pisać, by bawić, ale także jak chwycić za serce, sama nie raz chichotałam pod nosem, by za chwilę wzruszyć się do łez. Jednak to nie tylko książka o kochanych zwierzakach, jakimi są psy, to powieść, która uświadamia nam jak czasami trudno podjąć właściwe decyzje, jak zostawić przeszłość za sobą oraz jak zacząć żyć na nowo u boku tej jednej jedynej ukochanej osoby. W tej powieści podobało się mi naprawdę wszystko, fabuła, bohaterowie no i oczywiście zakończenie, które było takie, jak sobie wymarzyłam. Bardzo polubiłam Josha, który był mężczyzną bardzo zamkniętym w sobie, roztrzepanym i ogromnie uroczym. To taki mężczyzna, w którym bardzo łatwo można się zakochać. Postać Kerri też obdarzyłam sympatią, bo to kobieta, która twardo stąpała po ziemi i nie raz pomagała Joshowi w podejmowaniu trudnych decyzji. To tacy bohaterowie, którzy byli niczym dwie połówki pomarańczy i naprawdę idealnie się uzupełniali. To powieść, którą mogę Wam polecić naprawdę z czystym sumieniem. Mnie ta historia porwała w głąb fabuły i czułam się tak, jakbym naprawdę uczestniczyła w życiu Josha, Lucy i jej słodkiej, uroczej gromadki. To idealna książka na święta i jestem przekonana, że zauroczy Was tak jak i mnie. Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
3/5
30-12-2017 o godz 23:11 Honorata dodał recenzję:
Do zakupu zachęciły mnie dobre recenzje, okładka i świąteczny czas. Z przykrością jednak muszę przyznać, że z trudem zmęczyłam tę książkę i to tylko dlatego, że nie lubię zostawiać nieprzeczytanych książek. Dla mnie zbyt banalne zwroty akcji, jakoś tak na siłę. Niby ok, ale coś mi brakowało.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
29-11-2017 o godz 20:37 Anonim dodał recenzję:
Część pierwsza "był sobie pies" bardziej mnie urzekla. Ale ta też się fajnie ,lekko i szybko czyta
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
18-12-2017 o godz 18:00 Katarzynka dodał recenzję:
Świetna książka nie tylko do przeczytania w okresie świątecznym. Bawi i wzrusza. Polecam :)
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
10-11-2017 o godz 20:28 she__vvolf dodał recenzję:
Oh Gosh, co za Josh, czyli główny bohater książki i właściwie jedyny powód, dla którego nie mogę się o tej książce wypowiedzieć w 100% na tak. Co mam na myśli? Otóż Josh to w moich oczach właściwie kopia bohatera Sparksa z "We dwoje" - mimoza, mężczyzna wydawałoby się bez przysłowiowych... No właśnie. Czyli typ, który zupełnie mi nie odpowiada i szczerze powiedziawszy przez całą książkę niesamowicie mnie przez to irytował. W scenach z psiakami był niesamowicie dziecinny - ja rozumiem, że nigdy wcześniej nie miał czworonoga, ale zachowanie godne 5-latka było dla mnie niestety przegięciem. Nie mam tutaj na myśli momentów, kiedy wygłupiał się ze szczeniętami czy kiedy z nimi rozmawiał, bądź śpiewał kołysanki - to akurat rozumiem i uważam, że jest bardzo urocze i słodkie, ponieważ sama nagminnie zachowuje się w dokładnie ten sam sposób w stosunku do mojego ukochanego Psa. Mam tu na myśli bardziej jego wręcz histeryczne zachowanie, kiedy okazało się, że z dnia na dzień musi zająć się ciężarną sunią. To, jak zachowywał się u weterynarza, czy w schronisku zamiast wzbudzać moją sympatię, powodowało jedynie irytację i swego rodzaju zażenowanie. Ostatecznie opieka nad psem to naprawdę nie jest żadna filozofia. Krótko mówiąc jak dla mnie - Josh to po prostu taka życiowa fajtłapa. Co jest o tyle dziwne, że z jednej strony jest to inteligentny informatyk, bardzo szanowany i doceniany w swoim środowisku, a jednocześnie zupełnie nieprzystosowany do życia chłopiec - emocjonalne dziecko. Bardzo drażniły mnie momenty, kiedy na horyzoncie pojawiał się temat jego byłej - Amandy. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego mimo, iż ta zdradziła go i porzuciła - ten wciąż trzymał w całym domu mnóstwo jej zdjęć i zachowywał się tak, jakby mimo wszystko ją gloryfikował. To samo dotyczy jego scen z Kerii - dorosły mężczyzna zachowujący się jak niedojrzały dzieciak. MA-SAK-RA. A właśnie a propos Kerii - generalnie ją polubiłam, jednak kiedy naciskała na Josha, żeby oddał szczeniaki, robiąc to w bardzo nachalny i drażniący sposób? Straciła w moich oczach just like that. Ja wszystko rozumiem, jednak widząc jak bardzo Josh przywiązał się do tej słodkiej 'dzieciarni' - mogła sobie podarować niektóre teksty i być zdecydowanie bardziej empatyczna. Nie mówiąc już o tym, że powinna go przede wszystkim wysłuchać - niestety momentami miałam wrażenie, że jedyne co ją interesowało? To to, żeby wszystko wyglądało dokładnie tak, jak ona tego chce i basta. Jeśli szukacie książki na okres świąteczny? To dobrze trafiliście, mimo, że akcja nie toczy się stricte wyłącznie w okresie bożonarodzeniowym. Wszystko zaczyna się kilka tygodni wcześniej, jednak sama atmosfera tej powieści i jej klimat, świetnie wpasowują się w świąteczną gorączkę. Mnie niestety książka jakoś nie powaliła na kolana, ani nie chwyciła za serce. Owszem jest przyjemna i całkiem sympatyczna, nie da się ukryć. Narracja w trzeciej osobie sprawia, że czyta się ją szybko i bez większych perturbacji. Jednak w moim odczuciu zabrakło tutaj niestety 'efektu wow', książkowego 'tego czegoś', co sprawia, że serce zaczyna szybciej bić na samą myśl o danej pozycji. Książka mimo swojego uroku działała mi momentami na nerwy za sprawą głównych bohaterów - dorosłych ludzi, którzy w kwestii uczuć zachowywali się dosłownie jak dzieciaki z podstawówki - mnóstwo niedopowiedzeń, domyślania się, nieporozumień, wręcz fochów. Powieść zdecydowanie nie jest z gatunku Young Adult, a mimo wszystko miałam wrażenie, jakby głównymi bohaterami były nastolatki, przez co "Psiego najlepszego" dużo straciło w moich oczach. Na szczęście wszystkie sceny, w których występowały szczeniaki i Lucy? Kupiły mnie. Kiedy nadszedł ten moment, gdy Josh musiał pożegnać się z 'maluchami'? Niewiele brakowało, a popłakałabym się w miejscu publicznym, ponieważ tak, #czytamwszędzie :) Dodatkowo scena ta tylko utwierdziła mnie w mojej decyzji - żadnych 'dzieci Dannka' (dla niewtajemniczonych - mojego czekoladowego labka), ponieważ wiem, że nie byłabym w stanie się z nimi rozstać. Nigdy. A z drugiej strony z racji metrażu na jakim żyje? Nie miałabym nawet technicznej możliwości mieszkać z kilkoma labradorami. Swoją drogą ten problem akurat Josha nie dotyczy, ponieważ główny bohater ma duży dom i działkę, w książce dane jest jednak jasno do zrozumienia, że w stanie, w którym żyje, nie ma możliwości posiadania większej ilości psów niż trzy, co przyznam szczerze zaskoczyło mnie. Na szczęście zakończenie "Psiego najlepszego" w pewnym stopniu zrekompensowało mi niedosyt i rozczarowanie, które towarzyszyły mi podczas czytania. Jest dokładnie takie, na jakie z cichą nadzieją niecierpliwie czekałam. Uff! :) Jeśli lubicie sympatyczne powieści obyczajowe z niezbyt wymagającymi bohaterami, które swoim klimatem pozwalają się Wam przyjemnie zrelaksować? To jest to książka dla Was! :) Spokojnie możecie wziąć ją pod uwagę jako mikołajkowy prezent, bądź podarunek pod przysłowiową choinkę dla kogoś bliskiego, bądź samych siebie! :) ~~ shevvolf.blogspot.com ~~
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
03-11-2017 o godz 18:51 Anonim dodał recenzję:
Przy przygotowaniu zapowiedzi świątecznych od Wydawnictwa Kobiecego wpadło mi w oko „Psiego najlepszego”. Ta przesłodka okładka ze szczeniaczkiem kupiła mnie od razu myślę, że nie tylko mnie, prawda? Na fakt wybrania tej pozycji mogła wpłynąć moja wielka słabość do czworonogów i - nie ukrywam - do Wydawnictwa Kobiecego. Opis na okładce jeszcze bardziej zachęcił mnie do sięgnięcia po nią - miałam nadzieje, że ta świąteczna pozycja ogrzeje moje serducho i zaszczepi we mnie trochę bożonarodzeniowego ducha zwłaszcza, gdy pogoda jeszcze jest daleka od świątecznej. A czy jej się to udało, przekonacie się czytając dalszą część recenzji. Autora Bruca Camerona znam dzięki książce „Był sobie pies”. Pamiętam ten duży „bum” zarówno na jego książkę, jak i na film na jej podstawie. Niestety, nie miałam okazji się jeszcze z nią zapoznać, choć już wtedy pisarz wzbudził moją ciekawość. Zaniedbaniu winne są inne zaległości czytelnicze, ale na pewno mam zamiar ją w niedalekiej przyszłości przeczytać. Ale wracając do recenzji - cała historia rozpoczyna się od telefonu. Odbiera go główny bohater John, jeszcze nie wiedząc jak bardzo wpłynie on na jego dalsze życie. Do mężczyzny dzwoni sąsiad Ryan. Z nim to pewnego wieczoru omawiali swoje rozterki życiowe dotyczące rozstań ze swoimi dziewczynami. Znajomy prosi Johna o popilnowanie psa swojej byłej dziewczyny, gdyż on musi pilnie wyjechać. John bardzo niechętnie podchodzi do tej kwestii i próbuję odmówić, jednak nie udaje mu się i sąsiad stawiając na swoim przywozi psa. Jak się okazuję nie jest to pies… a suczka – Lucy! - która dodatkowo jest już bardzo zaawansowanej ciąży. John, postawiony w zupełnie nowej sytuacji, który nie ma bladego pojęcia jak się nim zachować. Dba o czworonoga jak potrafi najlepiej - rozmawiając z nią i zadając jej pytania. Zabawnie było czytać jak główny bohater próbuję rozmawiać z psem i przepytuje go, starając się czegoś dowiedzieć. W książce nie brakuje również innych zabawnych sytuacji, czy przemyśleń i tekstów bohatera. Oto jeden z nich, który mnie rozbawił: „Wow, jesteś naprawdę duża. Ale nie gruba, nie to miałem na myśli. No, może trochę. Chociaż to głównie grubość ciążowa. Jesteś bardzo, bardzo ciężarna… Ale to już pewnie wiesz.” Mimo braku wiedzy głównego bohatera na temat psów podchodzi on do Lucy z wielką troskliwością, stara się zdobyć niezbędne informacje potrzebne do jej pielęgnacji. Można to szczególnie dojrzeć gdy Lucy zaczyna wkońcu rodzić. John bardzo to przeżywa i od razu zawozi ją do weterynarza, tam niestety dochodzi do przykrego zdarzenia. Ale jak to w życiu bywa po każdej burzy wychodzi słońce i gdy są już znów razem w domu rozpoczyna się cykl niespodziewanych zdarzeń, w wyniku których John zostaje opiekunem nie jednego psa a sześciu. Szukając pomocy w opiece nad nimi trafia na Kerri z oddziału ratowania zwierzaków. Dziewczyna przychodzi mu z pomocą w sprawie czworonogów, ale też wpada w oko Johnowi. Ten pod jej wpływem podejmuje decyzje, do których nie zawsze był przekonany. Książka w dalszej części ukazuję jak zmienia się życie Johna pod wpływem tej wesołej gromady. Każdego dnia ich wieź się pogłębia, a John przemienia się dzięki przyjaciołom. Mężczyzna zaczyna patrzeć na życie z zupełnie nowej perspektywy. „Dlaczego nikt nigdy mu o tym nie powiedział? Dlaczego nikt nie powiedział mu, jak to jest mieć psa? Że dzięki temu każda chwila staję się ważniejsza, że w jakiś tajemniczy sposób można czerpać z każdego dnia to co najlepsze?” Nie będę zdradzać dalszej części fabuły – dużo w niej ciekawej akcji, jak również pięknych momentów. One właśnie ukazują jaką wielką moc posiadają czworonogi – są nie tylko naszymi najlepszymi przyjaciółmi, ale możemy się od nich wiele nauczyć: cieszenia się każdym dniem, lojalności, bezwarunkowej miłości. Myślę, że to właśnie autor chciał nam przekazać. Niepozorne, małe stworzenia posiadają ogromną moc, potrafią rozpalić ogień w najbardziej skutym lodem sercu. Nie ma lepszych towarzyszy życia niż psiaki. Myślę, że każdy kto miał szczęście mieć w swoim życiu psiego przyjaciela z chęcią by się pod tym podpisal. Podsumowując - jest to lekka lektura, napisana prostym językiem. Nieskomplikowana, na kilka godzin, idealna na chłodny jesienny (lub zimowy) wieczór. Historia nie jest bardzo rozbudowana, chociaż ma zaskakujące wątki. Posiada ogromny przekaz i myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Świąteczna atmosfera książki rozgrzeje niejedno serduszko - moje rozgrzało. Z lektury jestem bardzo zadowolona, miło było ją czytać i przypomnieć sobie, za co kocham najbardziej moje pieski. Mam nadzieję, że Wy również po nią sięgniecie i się w niej zakochacie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-12-2017 o godz 14:55 anonymous dodał recenzję:
Psiego najlepszego to moje drugie podejście do psiej prozy Camerona. Choć reklamowane jest jako Był sobie pies na święta, w przeciwieństwie do Misji na czterech łapach / Był sobie pies, tutaj nie spoglądamy na świat z perspektywy czworonoga, choć psia rodzina pełni w książce kluczową rolę. Mało tego, tak naprawdę nie jest to książka o psach, tylko... romans. Ale taki ciepły, przyjemny, że nie będąc fanką tego gatunku (mało powiedziane) i tak czerpałam niemałą przyjemność z lektury. Główny bohater, Josh, przypadkiem zostaje właścicielem swojego pierwszego psa w życiu. I to w dramatycznych okolicznościach: jego sąsiad podrzuca mu ciężarną suczkę, Lucy. Wkrótce potem oboje zostają rodziną zastępczą dla porzuconego na mrozie miotu pięciu puchatych szczeniaków, a przerażony Josh zwraca się z prośbą o pomoc do miejscowego schroniska. Gdy odwiedza go Kerri, pracowniczka psiego przytułku, czytelnik już wie, że między tymi dwojgiem musi zaiskrzyć. I wie też, że nie będzie tak łatwo, bo Kerri to dziewczyna po przejściach, a Josh od pół roku nie potrafi ogarnąć się po poprzednim związku. Do tego szczeniaki rosną, a kanadyjskie prawo nie pozwala na trzymanie tylu psów w ramach jednego gospodarstwa domowego... a jak tu je oddać? Podejście Josha do Lucy i maluchów jest... urocze. I słodkie: w końcu wizja potężnego, poważnego mężczyzny, śpiewającego szczeniakom własne wersje kolęd jako kołysanki, to coś absolutnie kosmicznego. Co ważne, psi element jest tu świetnie dopracowany, zachowania psów są wiarygodne i pozbawione niepotrzebnej antropomorfizacji, a autor postarał się dodatkowo, żeby każdy pies miał swój własny charakter - nie tylko Lucy, ale też każda z pięciu puchatych kuleczek. Widać, że psy nie były tu tylko pustym pretekstem dla połączenia dwójki głównych bohaterów. Dużo mniej wiarygodni od Lucy i jej dzieci są niestety Josh i Kerri. Ja rozumiem miłość od pierwszego wejrzenia, ale nie wierzę, że widząc obcego gościa po raz drugi, jakakolwiek dziewczyna zacznie go wypytywać o to, jak zginęła jego była ukochana. Jeszcze mniej prawdopodobne jest to, że facet w odpowiedzi zacznie rozklejać się i zwierzać ze wszystkiego, o czym przez ostatnie pół roku nie poinformował nawet najbliższej rodziny. A tu bach, dzieje się i jedno i drugie, prawdopodobnie po to, by przyśpieszyć trochę akcję (wiadomo, że szczeniaki rosną szybko i nasi zakochani muszą zdążyć pokochać się na amen, zanim wyadoptują maluchy do nowych domów). Wątek romantyczny jest więc banalny i przewidywalny do bólu... ...ale z drugiej strony, ten banał, nagromadzenie szczęśliwych zbiegów okoliczności i wzruszająco-cukierkowe zakończenie jakoś wcale nie przeszkadzają, bo świetnie wpisują się w przedświąteczną atmosferę. Czegóż innego można się spodziewać po takiej bożonarodzeniowej bajce dla dorosłych, do tego z psiakiem na okładce? Sięgałam po tę książkę z góry godząc się na taką ewentualność i muszę przyznać, że wieczory, które spędziłam pod grubym kocem, z gorącą herbatą i przy Psiego najlepszego, zaliczam do bardzo udanych: lekka lektura, napisana sprawnie i z widocznym uczuciem, jak to u Camerona, faktycznie, okazała się idealną lekturą na święta. I jeszcze jedno: autor ma u mnie dodatkowy plus za zwrócenie uwagi na temat żywienia psów. Znam masę "miłośników zwierząt", którzy karmią czworonogi supermarketowym pedigree czy innym whiskasem. Spędziłam znaczną część życia próbując im wytłumaczyć, czemu jest to wybitnie kiepski pomysł, ale rzadko z jakimkolwiek skutkiem. Cameron pisze otwarcie - to, że masz na przodzie opakowania ładny rysunek pieska, a z tyłu podane właściwe proporcje białka, tłuszczu i włókna, to jeszcze nic nie znaczy, bo jak zmielisz skórzane buty z garścią słomy, to procentowo wyjdzie Ci to samo. I choć zaraz potem następuje najbardziej perfidny product placement karmy dla psów w historii literatury, to jednak doceniam ten zabieg i trzymam kciuki, żeby otworzył on oczy co niektórym właścicielom. Psiego najlepszego to idealna książka na teraz - mroźny, zimowy klimat opisywanego górskiego miasteczka i ciepła, budząca uśmiech historia, przesycona miłością do psiej rodzinki po przejściach, powinny sprawdzić się dla każdego psiarza, który lubi takie obyczajowo-romansowe klimaty. A jeśli nie lubi, to cóż... Lucy i jej piątka dzieci z pewnością i tak sprawią, że lektura będzie bardzo przyjemna.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
25-11-2017 o godz 11:27 Maadziuulekx3 dodał recenzję:
Poszukujecie ciepłej uroczej, a zarazem bardzo mądrej, wartościowej opowieści z morałem? Jeśli tak to gorąco zachęcam was do sięgnięcia po najnowszą książkę, dobrze wam znanego autora, Bruce'a Camerona pt.: ,,Psiego najlepszego''. To świetna książka na zimowe wieczory pod ciepłym kocem z gorącą herbatą w ręku. Opowieść rozgrzewa serce, uśmierza smutki, rozczula. Nie tylko przyciąga wzrok cudowną okładką, ale też bogatym i słodkim wnętrzem. Oprócz uroku znaleźć tam można życiowe problemy, dylematy, samotność, a nawet miłość. Pewnego dnia Joshowi zostaje podrzucona ciężarna suczka. Mężczyzna nie wie, co ma zrobić z nią zrobić, jak odpowiednio zająć się nią, gdyż nigdy nie miał okazji mieć czworonożnego pupila. Lucy to piękna sunia, mądra, ciepła i wierna. Ona jak i grono szczeniąt otworzą oczy bohaterowi. Jednak nie obejdzie się bez życiowych problemów. Jaki będzie koniec tej historii? Wcześniejsza powieść autora nie przypadła mi do gustu. Byłam nią nawet rozczarowana. Jednak po tylu pozytywnych recenzjach, jakie otrzymała "Psiego najlepszego" postanowiłam spróbować przygody z tym autorem ponownie. Miałam nadzieję, że pierwsze złe wrażenie zostanie zatarte. Uwielbiam psy, te duże czy małe. Od dziecka byłam z nimi ogromnie związana, zawsze mogłam się im wyżalić, wygadać, co mnie trapi, one nigdy nie potępiały za błędy. Spoglądały w moje oczy z miłością i zrozumieniem. Nie tylko potrafiły przegonić burzowe chmury, ale także prosić się o przytulanie, gdy ogarniał smutek. Sięgając po ,,Był sobie pies'' chciałam zajrzeć do świata czworonoga, poznać jego emocje, odczucia, jak postrzega to, co go otacza. Mimo, że temat ciekawy to słabo przedstawiony. Pomimo morału, tego dlaczego psy przychodzą na świat zabrakło mi emocji, tego zapalnika, który spowodowałby, że zostanę w historii na dłużej. Nie potrafiłam oddać powagi sytuacji, gdy tego było trzeba. Żadna struna w mym sercu nie została poruszona, bym przychylniej spojrzała na opowiadaną opowieść. Do tego zbyt prosty język, zupełnie wyjęty z innej bajki odebrał mi chęć przyjemnego zagłębiania się w lekturę. Bardziej zachwyciłam się ekranizacją powieści. Tu, co chwilę płakałam z radości czy ogromnego smutku. Historia została lepiej przedstawiona, klarownie dzięki czemu potrafiłam się w nią wczuć całym sercem i popłynąć zatracając się w jej magii. A bardzo rzadko się to zdarza, by film bardziej mnie zachwycił niż książka. Ale wracając do najnowszej pozycji autora. ,,Psiego najlepszego'' to zupełnie inna opowieść. Przedstawiona z perspektywy osamotnionego mężczyzny, który pewnego dnia otrzymuje nieoczekiwany prezent. To zmienia wszystko. Możemy ujrzeć wewnętrzną przemianę Josha, emocje jakie nim targają, dylematy, co powinien zrobić w zaistniałej sytuacji. Oprócz aktualnych problemów, możemy poznać przeszłość bohatera, zobaczyć, co sprawiło, że stał się taką zamkniętą, wycofaną osobą lubiącą siedzieć we czterech ścianach. Również dzięki powieści zauważyć można jak ogromną siłę na życie człowieka wywiera pies i odwrotnie. Wiele można się od nich nauczyć, a dzięki książce lepiej poznać ich potrzeby i to jak powinniśmy się nimi odpowiednio zajmować. Jest uroczo, słodko, zabawnie ale nie zabraknie też gorzkich i trudnych chwil z którymi będzie się musiał zmierzyć nasz bohater, by uzyskać spokój i upragnione szczęście. Autor nie raz podrzuci postaci kłody pod nogi, wystawi jego cierpliwość na próbę. Ogromnie się cieszę, że ta lektura powstała i nie raz z przyjemnością będę do niej powracać. Nie tylko wzruszyła, poruszyła serducho, ale też wiele nauczyła. Zwierzęta, a w szczególności psy wnoszą wiele radości do naszego życia i one jako jedyne potrafią bezgranicznie kogoś pokochać. Zrobimy dla nich wszystko, by mieli szczęśliwe pieskie życie pełne miłości, szczęścia. Podsumowując książka wzrusza, bawi, a także wiele naucza. Nie raz łza zakręci się w oku, a szeroki uśmiech na twarzy długo nam będzie towarzyszył nawet po skończeniu lektury. Naładuje pozytywną energią, ukoi smutki, da nadzieję na lepsze jutro, odgoni burzliwe chmury. Idealna powieść nie tylko pod choinkę! Gorąco polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-01-2018 o godz 17:50 Marta daft dodał recenzję:
Dlaczego nikt nigdy mu o tym nie powiedział? Dlaczego nikt nie powiedział mu, jak to jest mieć psa? Że dzięki temu każda chwila staję się ważniejsza, że w jakiś tajemniczy sposób można czerpać z każdego dnia to co najlepsze? Każdy kiedyś odchodzi, pozostawiając po sobie pustkę. Jakieś niejasne uczucie, które nas blokuje i nie pozwala na odnalezienie szczęścia. Jeśli do pustki i braku miłości w sercu dochodzą święta, wyglądające zza horyzontu, nie jest łatwo. Jednak ktoś tam na górze chce wypełniać serca miłością. Czasem po prostu zamknięte i zranione serce trzeba na nowo rozgrzać, zanim będzie gotowe na miłość. Czy ciężarna suczka zdoła otworzyć serce Josha? Czy samotny facet odkryje, że może więcej, gdy wyjdzie ze swej skorupy? Jak dużo potrafi zdziałać magia świąt i miłość psa? W pudełku poruszyło się następne szczenię. I następne. Nie wahając się ani chwili, Josh włożył je sobie pod sweter, przyciskając do gołej skóry. Czuł, jakby dotykał małych śnieżynek. Josh, zamknięty w sobie programista mieszkający w górskiej chatce na obrzeżach miasteczka. Wciąż leczy złamane serce, które pamięta tyle rozstań. Żyje w swoim świecie, pracując zdalnie ze swojej chatki, nie wiedząc, że już nie długo w jego życiu wiele się zmieni. Gdy w dziwnym biegu wydarzeń zostanie powierzona mu Lucy, ciężarna suczka Josh początkowo zacznie panikować, jednak każdy dzień spędzony z nią i malutkimi pieskami sprawi, że pomimo zimowej aury miasteczka, lodowe serce Josha zacznie się rozpływać, a jego życie nabierze kolorów. Opieka nad całą gromadką będzie nie lada wyzwaniem, jednak nie jedynym, jakie los postawi mu na drodze. „Psiego najlepszego” to historia, która rozkruszy lód w każdym sercu. Jej rozgrzewająca moc miłości sprawi, że zapragniecie przeżyć podobną historię. Opowieść o rozstaniach, tych złych i tych dobrych, tak bardzo potrzebnych do odnalezienia sensu, pomocy w zrozumieniu tego, co dla nas właściwe. Nigdy wcześniej o tym nie myślał, ale teraz musiał przyznać: psy kochają człowieka. Nawet przez myśl by im nie przeszło szukanie "nowego związku". Josh to facet z sercem na dłoni, w jego głowie ciągle toczy się gonitwa myśli i tylko wprawny obserwator potrafi dostrzec jego ukryte obawy. Najbardziej przemawia do mnie jego troska o psy, to jak potrafi przedkładać dobro swoich podopiecznych nad swoje plany. To jak analizuje każde uczucie, odkrywane na nowo sprawia, że z każdą stroną sympatia do niego wzrasta. Jednak nie tylko Josh wzbudza emocje. Każda osoba, która staje na jego drodze, pomaga mu odkryć siebie. Większość bohaterów jest niezwykle pozytywna i idealnie pasująca do klimatu książki, ich polubicie od razu, jednak czymże byłaby książka ze świętami w tle bez kilku ciemniejszych charakter ów. W wyśmienity sposób napędzają oni fabułę i przemianę bohatera. Bohaterowie w połączeniu z ciekawym i nieprzesadzonym opisem otoczenia tworzą realne małe miasteczko z klimatem przygotowań świątecznych w tle. Dzięki plastyczności i lekkości pióra Camerona zapadamy się w tej historii, jak w śnieżnej zaspie z przyjemnością i zaciekawieniem obserwując rozwój wydarzeń. Chcę chyba powiedzieć, że nie możesz ich zatrzymać, bo… no cóż, bo nie możesz. Nikt nie może, nie tak długo, jak byśmy tego chcieli. I musimy cieszyć się nimi, dopóki możemy, a potem trzeba iść dalej. Tego właśnie uczą nas psy, że trzeba żyć tu i teraz, a potem zacząć kolejną piękną przygodę. Powieść ta nie jest jedynie opowieścią o ponownej próbie odnalezienia siebie i otworzenia się na uczucie. To przede wszystkim historia o tym, jaką moc posiadają zwierzęta, jak potrafią oddać siebie w zamian za troskę i miłość. Psy potrafią wyzwolić człowieka z jego skorupy, ocalić go przed nim samym. To piękna historia nie tylko od święta. Rozgrzewająca, radosna z nutką romantyzmu tak potrzebnego w tych nieczułych czasach. Godna polecenia i idealna na prezent. Dla każdego potrzebującego magii i prawdziwej bezinteresownej przyjaźni, możliwej tylko między człowiekiem i psem.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-11-2017 o godz 19:20 Aivalar dodał recenzję:
Josh musi stanąć na wysokości zadania, kiedy jego kompletnie nieodpowiedzialny sąsiad prosi go („prosi” to bardzo łagodne słowo) o opiekę nad ciężarną suczką. Chłopak nie ma pojęcia, co począć. Niby jak ma się zająć psem, skoro wciąż nie uporał się z trudnym rozstaniem? Nigdy nie miał żadnego czworonoga, co musi zrobić, żeby mu niczego brakowało? I w ogóle jak się odbiera psi poród? Czy może być coś bardziej uroczego, niż stadko rozbrykanych szczeniaków, biegających wokół choinki? „Psiego najlepszego” rewelacyjnie wprowadza w pełen ciepła i uśmiechu klimat, dzięki któremu poczułam chęć do zakupu prezentów i śpiewania kolęd (to drugie wprowadziłam zresztą w życie). W. Bruce Cameron stworzył kolejną po „Był sobie pies” przyjemną obyczajówkę, nie tylko umilającą czas wolny, ale także przypominającą istotną rzecz: zwierzaki mają uczucia i tak samo jak ludzie doświadczają bólu czy straty. Oczywiście nie wszystko jest kolorowe. Największy problem tej książki to niestety... główny bohater. Josh to jedna z najbardziej infantylnych postaci, z jakimi miałam kiedykolwiek do czynienia. Jego nieporadność i naiwność sprawiały, że opadały mi ręce, a oczy same wznosiły się do nieba. Z czasem nieco się do niego przekonałam, doceniłam jego dobre serce, uczuciowość, a już zwłaszcza ujęła mnie ogromna troska, jaką obdarzył Lucy, opuszczoną przez właściciela suczkę. Niedługo trwało, zanim pies, zamiast problemem, stał się dla Josha podporą w trudnych chwilach. Spory udział miała w tym również Kerri, pracownica lokalnego schroniska dla zwierząt. Poszczególne wątki, piękne w swojej prostocie, subtelnie się ze sobą łączą i tworzą płynną całość, a bohaterowie – choć dość sztywno określeni – siłą rzeczy wkupili się w moje łaski. Z pewnymi wyjątkami, rzecz jasna. Początek powieści wydał mi się bardzo dziecinny, jednak z czasem przypomniałam sobie, jak bardzo urzekł mnie styl autora podczas lektury jego wcześniejszej książki. W. Bruce Cameron nie bawi się w przesadnie rozbudowane opisy, nie stara się spowalniać akcji, byleby nawciskać więcej moralizatorskich gadek czy bezsensownych dialogów – zamiast tego konsekwentnie prowadzi naszpikowaną emocjami fabułę do końca. Choć opowieść jest niezmiernie prosta, niemalże banalna, bywały momenty, w których wierciłam się ze zdenerwowania, a raz musiałam powstrzymać łzy. Podejrzewam jednak, że przez większość czasu szczerzyłam zęby jak opętana; nie mogłam się oprzeć, kiedy Josh bawił się ze szczeniakami albo gdy przemawiał do Lucy. Jego zaborczość w związku z psami przemówiła do mnie na tyle, że zaczęłam mu nawet wybaczać potknięcia i sytuacje niezręczne tak bardzo, że aż wzdychałam z zażenowania. Książka w żadnej mierze nie zaskakuje; W. Bruce Cameron starał się od czasu do czasu postawić jakieś przeszkody na drodze bohaterów, próbował też nieco „przyciemnić” ten jasny, błyszczący obrazek, który wyłaniał się z kolejnych rozdziałów. Niemniej z góry wiadomo, dokąd to wszystko prowadzi, a co najlepsze – zupełnie mi to nie przeszkadzało. Powieść miała za zadanie bawić, wywoływać uśmiech, pozostawić po sobie miłe wspomnienie i dokładnie tak było. „Psiego najlepszego” to świetna, futrzasta kombinacja humoru, miłości, rodzinnego i przyjacielskiego wsparcia oraz mądrych, psich oczu, które przekazują zdecydowanie więcej, niż słowa. Czy pomysł na książkę jest oryginalny? Nie. Czy bohaterowie jakoś szczególnie się wyróżniają? Nie. Czy powieść wyprowadza z równowagi, szokuje, wstrząsa czy w jakikolwiek sposób odciska się w świadomości? Również nie. Czy wobec tego warto zawracać sobie nią głowę? TAK. Jeśli poszukujecie idealnej rozrywki na święta, czegoś, co będziecie mogli zabrać ze sobą do łóżka po obfitym, kolorowym bożonarodzeniowym dniu, to „Psiego najlepszego” okaże się najlepszym wyborem. Ta nieskomplikowana obyczajówka idealnie wpasuje się w świąteczną atmosferę. Jeśli po przeczytaniu się ze mną zgodzicie, koniecznie przybijcie łapę... to znaczy piątkę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
14-11-2017 o godz 09:48 Ver.reads dodał recenzję:
Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo nasze życie jest ograniczone, jak mało z niego czerpiemy, a ono tymczasem zręcznie ucieka nam przez palce. Pewnego dnia starannie poukładane życie Josha, zamieszkującego górską chatę informatyka, zmienia się całkowicie, gdy jego sąsiad, Ryan, dzwoni do niego z prośbą o zaopiekowanie się przez pewien okres psem. Mężczyzna nie jest jeszcze wówczas świadomy tego, że pies ten okaże się suczką o imieniu Lucy, w dodatku będącą w zaawansowanej ciąży. Nie mając bladego pojęcia o opiece nad nowo przygarniętym zwierzakiem, Josh zaczyna szukać pomocy w pobliskim schronisku, gdzie poznaje Kerri, która stopniowo wprowadza go w świat czworonogów. Czy mężczyźnie uda się opanować sytuację i odpowiednio zadbać o Lucy? "Dlaczego nikt nie powiedział mu, jak to jest mieć psa? Że dzięki temu każda chwila staję się ważniejsza, że w jakiś tajemniczy sposób można czerpać z każdego dnia to co najlepsze?” Przyznam, że przeglądając świąteczne zapowiedzi od różnych wydawnictw, ta pozycja kupiła mnie najbardziej. Przepiękna okładka, ciekawa historia i uroczy futrzak jako motyw przewodni, czego chcieć więcej? W książce tej prowadzona jest narracja trzecioosobowa, chociaż w różnego typu obyczajówkach skłaniam się raczej ku pierwszoosobowej, tak tutaj kompletnie mi ona nie przeszkadzała, a nawet przypadła mi do gustu. Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o głównych bohaterach, a w szczególności o Joshu. Oczywiście jestem w stanie zrozumieć, że była to dla niego kompletnie nowa sytuacja, w której ciężko było mu się odnaleźć i mógł lekko panikować, tym bardziej, że Lucy była w zaawansowanej ciąży. Jednak jako dorosły mężczyzna powinien zachować choć odrobinę trzeźwości umysłu, a nie urządzać sceny i histerie. Miałam również wrażenie, że gdyby całkowicie odcięli mu internet, nie byłby w stanie normalnie funkcjonować. Generalnie Josh przedstawiony został jako lekka, momentami urocza niezdara o złamanym sercu, której czasami było mi wręcz żal. Natomiast Karri, pracownica ze schroniska, to całkowicie inna bajka. Stanowcza, pewna siebie, można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że lekko wybuchowa. Świetnie ukazany został kontrast pomiędzy dwójką głównych bohaterów, jednak sama relacja między nimi niestety mnie nie porwała, a niektóre zachowania, czy też dialogi pomiędzy nimi, zdecydowanie bardziej pasowałyby do pary nastolatków, niż do dwójki dorosłych ludzi. Na całe szczęście wszelkie niedociągnięcia dotyczące bohaterów wynagrodziła mi sama fabuła, która w głównej mierze skupiła się na Lucy i pięciorgu uroczych maluchów, które wychowywała. Piękne, przepełnione miłością i ciepłem sceny sprawiały, że uśmiechałam się sama do siebie, a pod koniec ogromnie wzruszyłam. Ponadto pozycja ta porusza bardzo ważną kwestię, a mianowicie psów podarowywanych jako prezenty na święta i przykrych sytuacji, jakie często mają później miejsce, gdy żywe, mające swoje uczucia stworzenia, traktowane są jak kolejna zabawka, o której z czasem się zapomina. I chociaż historia ukazana w pozycji tej zaczyna się dosyć wcześnie, bo już w październiku, to mimo to niemal od pierwszych stron czuć ten niepowtarzalny, świąteczny klimat. Autor za pomocą prostych słów i nieprzekombinowanych opisów, w niesamowity sposób ukazał wzajemną, prawdziwą relację między człowiekiem i psem. Mimo, iż to z początku Josh uratował Lucy, to tak naprawdę na koniec okazuje się, że to ona uratowała jego - a to w pozycji tej urzekło mnie najbardziej. Jeżeli szukacie lekkiej, wzruszającej, ale przede wszystkim optymistycznej i pełnej domowego ciepła pozycji na zbliżające się, coraz to chłodniejsze wieczory, ta książka nada się do tego idealnie. Myślę, że szczególnie przypadnie do gustu młodszym czytelnikom, dlatego też świetnie sprawdzi się jako mikołajkowy prezent dla Waszych bliskich :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
24-11-2017 o godz 21:26 ejotek dodał recenzję:
Czasami żyjemy z dnia na dzień rozpamiętując przeszłość i starając się czerpać radość z każdej chwili. Jednak wystarczy iskra, moment, rozbłysk czy wydarzenie, które mimo naszej początkowej niechęci zmieniają nasze podejście do tego, co jeszcze nas czeka. Zajrzymy do małego miasteczka Evergreen, położonego za zachód od Denver, u stóp Gór Skalistych. W domu na zboczu mieszka dwudziestoośmioletni Josh Michaels, którego życie w ciągu najbliższych trzech miesięcy ma się diametralnie zmienić. Oczywiście on nie ma o tym pojęcia a początkowo jest nawet oburzony i zły... Ale może po kolei. Pierwszego października w domu Josh'a dzwoni telefon. To sąsiad - Ryan - z prośbą o zaopiekowanie się psem swojej byłej dziewczyny - Luzakiem, bowiem on musi polecieć do Francji, ratować brata. Josh jest przeciwny, nie doszedł do siebie po odejściu Amandy, nigdy nie miał psa i nie ma pojęcia jak się to stworzenie 'obsługuje'. Niespodziewanie okazuje się, że Luzak to Lucy i na dodatek oczekuje szczeniąt! Josh nie ma szans, bowiem Ryan ucieka a psia mordka rozmiękcza serce... Jak mężczyzna sobie poradzi? Wszak jego wiedza o psach ogranicza się jedynie do tego, że jak głaskasz to merda ogonem :) Na szczęście doskonałą pomoc znajduje w osobie Kerri, pracownicy pobliskiego schroniska. Ta znajomość rozświetla mu znacząco tematykę nie tylko świata zwierząt, ale i ludzi. A z każdym dniem jego uporządkowane, choć samotne dotychczas życie, ulega gwałtownym zmianom... Dom przemienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki a życie... Josh nie może pogodzić się z tym, że nie wszystko w jego przeszłości było pozytywne. Rozpacza nad rozstaniami, stworzył istne muzeum z ołtarzykiem swojej byłej dziewczyny co nie przysparza mu nowych znajomości czy sympatii. Każdy kolejny dzień w domu na stoku dostarczył mi nowych wrażeń. Miałam szansę poznać bohatera z wielu stron - jego zachowanie wobec rodziny, znajomych, obcych oraz zwierząt. Jego początkowy lęk, strach i panika pod wpływem psich oczu przemieniły się w opiekuńczość. Dzięki Lucy przestał być samotny a oblodzony karton spowodował niezłe zamieszanie. Powieść Bruce'a Camerona to lektura przepełniona szczęściem, tęsknotą, próbą odcięcia się od przeszłości oraz tego, co złe. Jest doskonałym dowodem na to, że życie staje się lepsze kiedy ma się psa. Przeżywamy wtedy bardziej wartościowe chwile i lepiej czerpiemy pozytywy z każdego dnia. To właśnie czworonożni przyjaciele przekazują nam istotną naukę, że powinniśmy cieszyć się tym co mamy a kiedy trzeba - powinniśmy iść dalej... Podczas lektury wciąż miałam przed oczami suczkę Arikę, która chodzi już po łąkach w innym świecie... Ale kiedy mieszkałam u rodziców była cudownym przyjacielem, opiekunką świnki morskiej, matką trzech miotów szczeniąt. Była z nami przez wiele lat i to ja bardziej przeżywałam oddawanie jej szczeniąt niż ona sama... Może dlatego lepiej odczuwałam historię Lucy... Może dlatego bardziej przeżyłam tę opowieść... Wzruszałam się, złościłam, rozczulałam i śmiałam. Fantastyczna! "Bo towarzyszenie nam, ludziom, to sens życia psów (...)" * Podsumowując -"Psiego najlepszego" to cudowna opowieść o ratowaniu Bożego Narodzenia, miłości człowieka do psa i psa do człowieka oraz konieczności i umiejętności pożegnania się z przeszłością. Piękna, pełna wzruszeń historia suczki, która odmieniła życie wielu ludzi. Ale też książka o mężczyźnie, który szukał sensu życia, tylko potrzebował kogoś, kto mu go wskaże. * W. Bruce Cameron, "Psiego najlepszego", Wyd. Kobiece, Białystok 2017, s. 245
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
13-11-2017 o godz 17:59 Królewskie Recenzje dodał recenzję:
Josh jest bardzo samotny. Wciąż przeżywa rozstanie z kobietą. Niespodziewanie jego sąsiad wyjeżdża i zostawia pod opieką Lucy, suczkę. Szybko okazuje się, że Lucy jest ciężarna. Josh trochę panikuje. bo nigdy nie miał psa, a co dopiero ciężarnej suczki. Spanikowany wydzwania do weterynarza, zachowuje się trochę idiotycznie, ale nie można mu odmówić troski i dobroci. Mimo największych chęci Josha oraz weterynarza nie udaje się uratować szczeniąt. Lucy ma jednak okazję sprawdzić się jako psia mama, bo ktoś podrzuca Joshowi pudełko pełne szczeniąt. Bez suczki te malutkie słodziaki nie miałyby szans. Mężczyzna także stara zapewnić się im fachową opiekę. Poszukując pomocy poznaje Kerri. Z jej pomocą uczy się jak zadba o swoją nową psią rodzinę.Przyjedzie jednak czas, kiedy będzie musiał pożegnać się z psiakami. A to nie będzie łatwe... Josh to niezwykle sympatyczna i ciepła osoba. Z jednej strony trochę mało zaradny, a wręcz nieporadny, ale z drugiej bardzo odpowiedzialny. Nie chciał mieć zwierzęcia w domu. A jednak zajął się Lucy, kiedy sąsiad, pomimo jego odmowy, wręcz wcisnął mu ją i czmychnął jak najprędzej. Najzabawniejsze były momenty, kiedy mężczyzna co chwilę dzwonił do weterynarza, bo coś wydawało mu się podejrzane, nawet kiedy suczka na chwilę odchodziła od zwierząt. Bardzo polubiłam Josha za jego wielkie serce. Nie każdy potrafiłby zająć się tak suczką i szczeniętami jak on. Gotów był stracić pracę, by tylko fachowo zająć się cierpiącym zwierzęciem. Był gotów położyć na szali tak wiele, by zachować się właściwie. Podziwiam go za to poświęcenie, a także z jaką troską i miłością zajmował się szczeniaczkami. Podziwiam go również za to jak poradził sobie z trudnymi decyzjami i wyborami. Nie każdy człowiek potrafiłby się tak zachować. Nie wiem czy ja sama byłabym gotowa rozstać się z tymi psiakami po tym ile z nimi przeżyłam i po tym jak stały się częścią mojej rodziny, częścią mnie samej. Josh nie jest przystojnym mięśniakiem, prawdziwym bad boyem ani bogatym biznesmenem. Jest za to wspaniałym mężczyzną z dobrym sercem, pełnym ciepła. Psiego najlepszego to cudowna książka. Idealnie nadaje się na świąteczne, zimowe wieczory pod kocykiem przy kominku z filiżanką gorącej czekolady. Hmm już widzę ten zestaw. Ale się rozmarzyłam. Za rok z pewnością właśnie w ten sposób przeczytam tę książkę... Jest to też cudowny pomysł na prezent. Ach jak chciałabym, żeby ktoś podarował mi taki prezent. Już sobie to wyobrażam. Wyławiam prostokątne zawiniątko spod choinki. Rozrywam papier... A moim oczom ukazuje się świąteczna książka z psiakiem na okładce... No i znowu się rozmarzyłam... Chyba właśnie widzicie jak ta książka na mnie działa. Wyzwala moją świąteczną obsesję. Pewnie jeszcze nie wiecie, ale ja kocham święta. Choinka, światełka rzucające ten piękny blask, zapach pomarańczy, ogień w kominku, wino grzane... Właśnie ta książka przypomina mi o tym, sprawia, że chciałabym, żeby święta były już, teraz. To właśnie ona od teraz kojarzyć mi się będzie ze świętami i tymi wszystkimi przyjemnymi rzeczami, które są z nimi związane. Psiego najlepszego, to bardzo klimatyczna powieść, która rozczuli każdego. Będzie tez idealnym prezentem pod choinkę dla bliskich. Poza niezliczonymi wzruszeniami dostarczy chwilę relaksu i pozwoli oderwać się od ziemi.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
29-11-2017 o godz 19:49 Jelenka dodał recenzję:
JELENKA.PL Nigdy nie przepadałam za filmami, gdzie główną rolę odgrywały jakże genialne zwierzęta. Psy koty, owce, konie i inne. Wiało sztucznością na kilometr i zwyczajnie denerwował mnie taki sposób opowiadania historii. Oczywiście nie dotyczy to animacji, bo to jakby inna para kaloszy ( animacje wszelakie kocham i wielbię). Do samych książek również nie byłam przekonana. Do poprzedniej książki Camerona „Był sobie pies” nomen omen podchodziłam jak pies do jeża. Było kilka podejść i nic z nich nie wyszło. A jak było tym razem. O CZYM JEST „PSIEGO NAJLEPSZEGO”? Pewnego jesiennego wieczoru Josh Michaels znajduje na swojej wycieraczce ciężarną suczkę Lucy. Jego uporządkowane i melancholijne życie zamienia się w mały szczekający rollercoaster. Na ile Josh poradzi sobie z nową sytuacją? Jak cała gromada słodkich psin wpłynie na niego samego? Czy uda mu się uporać z przeszłością i zacząć wszystko od nowa? PIES W ROLI GŁÓWNEJ Cała akcja książki opiera się na historii suczki Lucy i pięciu słodkich szczeniaczkach. Na szczęście ta podstawa nie uwiera czytelnika i nie nudzi. No może czasami. Czytelnik ma okazję zobaczyć jak zmienia się główny bohater pod wpływem zwierząt. Choć może nie zmienia. Raczej to zwierzęta wydobywają z niego wszystko to co najlepsze. Pod ich wpływem odnajduje w sobie ogromne pokłady miłości i współczucia. Obudzona opiekuńczość i strach potęgują jedynie zmianę bohatera. Wszystkie te zabiegi zadziałały na korzyść tej historii, mimo nieco ckliwego wymiaru ewolucji Josha. MIŁO, UROCZO, ROMANTYCZNIE „Psiego najlepszego” w skrócie właśnie takie jest. Choć nie brakuje dramatów i trudnych sytuacji. Po lekturze tej książki nastał jakiś taki błogi spokój i zwyczajna radość. Podczas czytania uśmiech schodził mi z twarzy. Nie przepadam za tak ckliwymi historyjkami na wskroś słodkimi. Ta obawa przed sztucznością kompletnie mnie odstrasza. A w „Psiego najlepszego” nie było grama sztuczności, dialogi bohaterów były normalne, bardzo realne. Relacje między nimi nie były przerysowane i po prostu ciekawiły czytelnika. Subtelny humor dopełniał całość. I CO Z TEGO, ŻE PRZEWIDYWALNE Od początku mniej więcej wiadomo jak to się skończy. W tej historii znajdziemy wiele schematów czy to charakterologicznych czy wątkowych. Nieco odizolowany i wycofany główny bohater, krnąbrna i zadziorna wybranka czy nadgorliwa przyjaciółka i heheszkowy kumpel. Brzmi banalnie? No brzmi. Ale co z tego, jeśli lektura wciąga, a schematycznych bohaterów da się lubić? Mimo banałów, schematów i przewidywalności jest kilka miłych zaskoczeń i cała masa wzruszeń. Czasami warto przeczytać coś co może i nie będzie wzbudzało skrajnych emocji, ale będzie przyjemne w odbiorze i będzie wywoływało uśmiech na twarzy. PODSUMOWANIE Nie byłam przekonana, ale już jestem. Bardzo polubiłam i psiaki i bohaterów i nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że tego typu lektura może mi się spodobać. „Psiego Najlepszego” to cudownie urocza historia. Idealna na grudniowe popołudnia. Będzie również świetnym świątecznym prezentem. Historia dosłownie na jeden chaps. Dla pragnących poczuć świąteczny klimat „Psiego najlepszego” to pozycja obowiązkowa. Książka „Psiego najlepszego” w trzech słowach: poruszająca, urocza, ciepła
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
4/5
24-11-2017 o godz 19:37 mojabooktopia dodał recenzję:
Pierwszy śnieg już za nami, więc chyba można stwierdzić, że to dobry moment, by zacząć pisać o świątecznych tytułach. Dziś będzie o książce, której absolutnie się nie spodziewałam, gdyż informacja o niej pojawiła się dosłownie z dnia na dzień. Bruce Cameron, twórca pozytywnie odebranego "Był sobie pies" napisał nowy tytuł specjalnie na święta i tym razem również nie mogło się obyć bez wszechobecnych piesków wypełniających strony tej opowieści. Josh Michaels jest typowym introwertykiem żyjącym w swojej spokojnej i poukładanej samotni. Stara się ułożyć sobie życie po burzliwym i bolesnym związku i choć cisza nie pozwala mu zapomnieć o tym co było, to działa chociaż kojąco na jego skołatane nerwy. Kiedy więc w przedziwnych okolicznościach przypada mu opieka nad gromadką małych, rozkosznych szczeniaczków, oraz ich mamą, jego życie przewraca się zupełnie do góry nogami. Na szczęście dobrych ludzi, chętnych do pomocy nie brakuje i kto wie, może wśród nich znajdzie się ktoś z lekarstwem na złamane serce? Psiego najlepszego jest pozycją idealną na zimowe wieczory. Widać, że z premedytacją pisarz starał się o możliwie jak najlżejszy przekaz treści, bez wprowadzania zbędnego zagmatwania i chaosu. Z jednej strony szkoda, bo w wyniku tego zabiegu wiele ciekawych wątków zostało spłyconych, z drugiej zaś takie braki dają właśnie przyjemną, świąteczną opowieść. Przyznać muszę, że mimo tego, iż zazwyczaj wolę literaturę trochę bardziej ambitną, to i tak przeżyłam z dziełem Bruca Camerona niezwykle przyjemne chwile, gdyż jest to książka wyładowana ciepłem i ogromnymi pokładami miłości, jednak nie tylko tej romantycznej! Tak też o wilku, to znaczy, o psie mowa. Główny trzon historii stanowią perypetie Josha z psią gromadką. Cameron przedstawia zwierzęta niejako z ludzką twarzą, a sami bohaterowie ukazują unikalne podejście do czworonogów, z którym zdecydowanie warto się zapoznać. Może czasem zakrawa to o lekką przesadę, aczkolwiek sama koncepcja i chęć uzmysłowienia czytelnikom kilku spraw tyczących się prawidłowego podejścia do zwierząt są godne pochwały. Co się tyczy postaci, to skonstruowane zostały wzorowo. W końcu mamy do czynienia z realnym obrazem ludzi, których spotykamy na co dzień. Pisarz nie boi się sięgać po przeciętność, ba, w jego ręku staje się ona bronią, która tworzy tak dobry realizm sytuacyjny, że bez problemu można wczuć się w czytany tekst. Jeden jedyny zgrzyt napotkałam jednak w momencie, gdy pojawiła się druga równie ważna bohaterka. Z niewyjaśnionych przez autora przyczyn zachowuje się strasznie irytująco oraz irracjonalnie i szczególnie w tym przypadku szkoda, że nie pokusił się on na rozszerzenie wątku jej przeszłości, pozwalając tym samym zrozumieć nietypowe reakcje owej kobiety. Mimo, że Psiego najlepszego jest już drugą z rzędu książką o psach, to i tak jest jak najbardziej udana. Może i było w niej kilka niedociągnięć, ale na szczęście w żaden sposób nie wpłynęło to na jej odbiór, dzięki czemu łatwo się przy niej zrelaksować. Tytuł ten polecam dosłownie każdemu, a jeżeli nie wiecie co sprawić bliskiej Wam osobie na świąteczny prezent, to zapraszam do księgarni. Czeka tam na Was okładkowy piesek, który z miłą chęcią przybędzie do nowego domu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
21-11-2017 o godz 20:28 Kamila Idziaszek dodał recenzję:
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją niezwykle ciepłej i wzruszającej powieści, czyli "Psiego najlepszego". Spójrzcie tylko na tę okładkę. Prawda, że jest śliczna? Myślę, że absolutnie nikt jej się nie oprze. W. Bruce Cameron to autor, którego możecie kojarzyć z książki "Był sobie pies", która zdobyła dosyć dużą popularność wśród czytelników. Niestety ja jeszcze nie miałam okazji się z nią zapoznać, ale nie mogłam sobie odmówić lektury jego najnowszej powieści. Czy "Psiego najlepszego" skradło moje serce? Zapraszam do przeczytania dalszej części recenzji, z której z pewnością się tego dowiecie. Życie Josha zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni kiedy jego sąsiad podrzuca mu ciężarną suczkę Lucy. Choć z początku bohater nie chce zajmować się powierzonym mu zwierzakiem, Lucy szybko wzbudza w nim ogromną sympatię. Każdy kolejny dzień spędzony w towarzystwie nowej przyjaciółki sprawia, że Josh coraz bardziej się do niej przywiązuje. Z uwagi na to, że nigdy wcześniej nie opiekował się dorosłym psem, a tym bardziej gromadą szczeniaków, zaczyna szukać pomocy w schronisku, gdzie poznaje Kerri - piękną opiekunkę czworonogów. Razem przygotowują szczeniaki do świątecznego programu adopcyjnego. Z biegiem czasu Josh zdaje sobie sprawę, że nie wyobraża sobie już życia bez futrzanej rodzinki i Kerri. Fabuła książki zachwyca swoją prostotą i niesamowitym świątecznym klimatem. "Psiego najlepszego" to historia, która sprawia, że na naszej twarzy pojawia się uśmiech, a święta, które nadchodzą wielkimi krokami wydają nam się jeszcze bardziej atrakcyjne. W. Bruce Cameron stworzył powieść dla każdego miłośnika psów, ale także dla tych, którzy za psami nie do końca przepadają - gwarantuję wam, że po skończeniu tej lektury pokochacie te urocze czworonogi i zapragniecie jakiegoś przygarnąć. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy. Kocham psy i nie wyobrażam sobie życia bez mojego pupila. Bohaterowie są dosyć powierzchownie wykreowani, ale absolutnie mi to nie przeszkadzało. Zarówno Josh jak i Kerri okazali się bardzo sympatyczni i naprawdę mocno ich polubiłam. Ciężko było mi się z nimi rozstać, a jeszcze trudniej pożegnać pieski, które całkowicie podbiły moje serce. Chociaż nie zawsze zgadzałam się z decyzjami podejmowanymi przez Josha to nie potrafiłam się długo na niego wściekać i denerwować. Język, którym posługuje się autor jest bardzo prosty i doskonale dla każdego zrozumiały, co sprawia, że powieść czyta się szybko i z wielką przyjemnością. W. Bruce Cameron pisze z ogromną lekkością, a do tego potrafi przekazać całą historię w niezwykle emocjonalny sposób. "Psiego najlepszego" to książka, od której ciężko się oderwać, a tym bardziej odłożyć ją na półkę. Każda kolejna strona dostarcza nam wiele radości i pozytywnych wrażeń. Podsumowując - "Psiego najlepszego" to powieść, która zdecydowanie spełniła wszystkie moje oczekiwania. To historia skierowana do wszystkich - zarówno tych młodszych jak i starszych czytelników. Pozycja idealna na świąteczny prezent i doskonały umilacz wolnego czasu. Jeżeli tak jak ja kochacie psy, nie możecie przejść obok tej książki obojętnie. Polecam z całego serca i mam nadzieję, że dacie się skusić na tę cudowną przygodę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
07-11-2017 o godz 14:10 Nemezis dodał recenzję:
Pamiętacie książkę "Był sobie pies"? To urocza, zabawna i chwytająca za serce historia opowiedziana z perspektywy czworonoga. Tym razem W. Bruce Cameron powraca z nową powieścią, utrzymaną w świątecznym klimacie. Wprawdzie zrezygnował w niej z psiego narratora, ale za to... przedstawia nam całą zgraję malutkich, słodkich szczeniaczków - a kto się oprze takim puchatym maleństwom? Josh mieszka sam w górskiej chacie. Jest informatykiem i pracuje zdalnie, więc niezbyt często gdzieś wychodzi. W dodatku wciąż przeżywa rozstanie z Amandą, która nagle postanowiła zostawić go dla innego. Po cichu jednak liczy na jej powrót, o czym dobitnie świadczą liczne zdjęcia byłej ukochanej porozstawiane po całym domu. Pewnego dnia niespodziewanie dzwoni do niego sąsiad, Ryan, prosząc o przysługę (a właściwie wymuszając ją, bo nie zostawia biedakowi wyboru). Zupełnie nie zważa na protesty Josha i podrzuca mu psa. Suczkę, do tego w zaawansowanej ciąży. Mężczyzna jest przerażony. Nigdy w życiu nie miał czworonoga i nie ma pojęcia, jak się nim zajmować, a świadomość, że w każdej chwili mogą się pojawić szczeniaki, mocno go stresuje. Szukając pomocy, trafia do schroniska, gdzie poznaje piękną Kerri. Główny bohater to samotny, zagubiony facet o dobrym sercu. Bardzo wrażliwy, choć z trudem przychodzi mu mówienie o emocjach. Wiele w życiu przeszedł i nadal nie może się pogodzić z pewnymi wydarzeniami z przeszłości. Momentami lekko irytuje, na przykład gdy dziwi go sugestia, że fotografie swojej eks powinien spakować do jakiegoś pudła zamiast tworzyć z nich ołtarzyk. Potencjalna nowa dziewczyna czuje się niekomfortowo, bo gdzie nie spojrzy, tam spotyka wizerunek poprzedniczki. Dziwne, prawda? Jak to w ogóle mogłoby komuś przeszkadzać? No ale to w końcu facet, niedomyślność to jego drugie imię. Na szczęście ratują go sceny w towarzystwie psiaków - są po prostu r o z b r a j a j ą c e. Jeśli chodzi o Kerri - sprawia wrażenie całkiem sympatycznej, ale też o wiele bardziej pewnej siebie i przebojowej niż Josh. Tych dwoje ma jednak spore problemy z komunikacją. On praktycznie cały czas błądzi jak dziecko we mgle, nie mając zielonego pojęcia, czego się od niego oczekuje. Ona natomiast czasem mówi otwarcie, co myśli, a czasem po prostu przybiera formalny ton i szybko się wycofuje. Szczerze mówiąc, parę razy nawet ja miałam problem z odgadnięciem, o co jej tak właściwie chodziło. Jeśli lubicie opowieści z psimi bohaterami i świątecznym klimatem w tle, będziecie zadowoleni, sięgając po tę książkę. To nie arcydzieło ani powieść z wyższej półki, ale zdecydowanie ma swój urok. Momentami rozbawi, momentami też wzruszy, a przede wszystkim ukaże piękno niezwykłej przyjaźni człowieka z psem. Takiej niosącej nadzieję, zmieniającej życie. Potrafiącej przegonić najczarniejsze myśli i zastąpić je żywiołową radością. To bardzo lekka, optymistyczna, ciepła opowieść na jeden wieczór. Czy równie dobra jak "Był sobie pies"? Moim zdaniem nie, ale i tak zachęcam, byście dali jej szansę. Może akurat dzięki niej któregoś mroźnego zimowego dnia zrobi Wam się cieplej na sercu. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :) ogrodksiazek.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
16-11-2017 o godz 12:28 Śnieżynka dodał recenzję:
To nie jest kontynuacja książki Był sobie pies. To po prostu kolejna książka o psach, tego samego autora, ale w zupełnie innej otoczce, klimacie i w zupełnie innej historii. Jedno jest pewne: jest to kolejna przeurocza książka W. Bruce Camerona. Kocham jego twórczość, kocham jego podejście do zwierzaków. Uwielbiam wyobraźnię i to, jak wspaniale rozumie psy. Swoją zdolność interpretacji psich zachowań czy spojrzeń umieszcza w otoczce ciekawej fabuły, od której oderwać się nie sposób i serwuje nam tym samym taki wachlarz emocji, o jakim trudno zapomnieć jeszcze na długo po lekturze książki. Jego miłość do zwierząt, a szczególnie psów, widać w każdej scenie, jaką komponuje, a tym samym wydaje mi się, że sympatię do tych uroczych czworonogów potrafiłby rozbudzić chyba w każdym, kto ma choć odrobinę bijącego serca w piersi. Cokolwiek jeszcze nie napisze, ja chcę to przeczytać 😀 Psiego najlepszego to cudownie ciepła, pełna miłości i wzruszeń podróż prosto w psie objęcia w czasie zbliżającego się szybkimi krokami Bożego Narodzenia. Choć mamy dopiero połowę listopada, klimat świąt już otulił mnie swym czarem. Oprócz psich bohaterów mamy też mężczyznę, który boryka się z problemami ukrytymi tak głęboko gdzieś w jego wnętrzu, że póki nie pojawiają się pieski, on nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co go tak naprawdę do tej pory w życiu bolało. I jak poradzić sobie z tym bólem, gdy za chwilę na horyzoncie pojawia się widmo nowych katastrof uczuciowych? Czasem jest takim zagubionym chłopcem, jednak zawsze z sercem na dłoni. Czy płakałam? Cóż, nie tak jak w przypadku Był sobie pies, aczkolwiek przyznaję, że były momenty, gdy coś mnie za gardło ściskało. I to całkiem mocno. Jedna łezka poleciała, ale pewnie dlatego, że z powodu pracy zmuszona byłam odkładać tę powieść co kilka rozdziałów na bok i przez to nie mogłam wczuć się tak, jak powinnam. Dlatego wciąż uważam, że autor doskonale wie, jak wywołać łzy. Ale to takie łzy, które niekoniecznie muszą być gorzkie… Wątek romantyczny był, choć nie zachwycił mnie jakoś specjalnie i to chyba najsłabszy punkt powieści. Nie było iskier, których szukam w takich wątkach, ale też mi ich nie brakowało. To nie ma być romantyczna historia na święta. Autor próbował coś tam sklecić i w sumie wyszło delikatne tło z serduszkiem w kącie, ale nie przyćmiewa głównej idei książki. Na całe szczęście. Cieszę się ogromnie, że miałam przyjemność przeżyć tę przygodę. Spędzić święta (choć miesiąc przed świętami) z Joshem i jego wesołą psią gromadką, obserwować zmiany, jakie zachodzą w jego postrzeganiu świata oraz kreowaniu własnych uczuć, a także poznać psią naturę z zupełnie innej strony, o jakiej nie wiedziałam, bo nie wszystko jest takie oczywiste, jak się może wydawać. Cieszę się, że ktoś potrafił ubrać ten obrazek w takie słowa, które wyrażają tak wiele, choć wydają się być prostą historyjką o przygarnięciu bezpańskich zwierząt przez człowieka, który nie ma o psach zielonego, ani jakiegokolwiek innego pojęcia. Polecam! http://www.piorkonabiurko.pl/recenzje-sniezynki/powiesci/psiego-najlepszego-w-bruce-cameron-przedpremierowo/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
06-01-2018 o godz 12:11 Karolina MAREK dodał recenzję:
Jak to mówią: święta, święta i po świętach. A jednak jakby człowiek sobie pozwolił na chwilę odpłynąć myślami to mógł by o tych świętach długo. Szczególnie jak są białe, puszyste, pachnące choinką i makowcem. A gdzieś pomiędzy naszymi nogami pląta się jakiś czworonóg. Dla mnie tak właśnie wygląda idealne Boże Narodzenie. Autor książki "Psiego najlepszego" również poszedł w ten kierunek, ale czy też wyszło idealnie jak w moich myślach? Josh Michaels nigdy nie miał psa. Nie miał i nie planował mieć. Szczególnie ciężarnej suczki. A jednak sąsiad stawia go przed faktem dokonanym i podrzuca mu Lucy twierdząc, że pilnie musi wyjechać, a nie może jej wziąć ze sobą. Josh jest zdruzgotany i nie wie co robić. Nie ma pojęcia jak opiekować się szczenną suką. A jednak robi wszystko co w jego mocy by miała to co najlepsze. Dba o nią jak umie najlepiej. Jednak, gdy na świat przybywa jeszcze pięcioro czworonogów Josh zgłasza się do schroniska po pomoc. Jest przerażony, że maluchom bądź ich mamie może się coś stać, a sąsiad jak się nie odzywał tak nie odzywa się dalej. Jednak Michaels poznaje Kerri - uroczą miłośniczkę zwierząt, która krok po kroku uczy go jak dbać o liczną psią rodzinkę. Jako, że jest okres przedświąteczny decydują się przygotować szczeniaki do adopcji w ramach świątecznej akcji szukania nowych domów. Josh jednak musi przyznać, że z upływem czasu co raz trudniej mu rozstać się z gromadą futrzastych przyjaciół. A jak by tego było mało Kerri też zaczyna znaczyć dla niego więcej niż tylko koleżanka, która miała pomóc. Im bliżej do terminu oddania szczeniaków tym Michaels jest bardziej przybity, a myśl o życiu bez nich go dobija. Z Kerri też zaczyna się psuć, a na dodatek okazuje się, że Lucy nie jest tak do końca psem sąsiada, który nadal się po nią nie zgłosił... Zwierzęta to nasi przyjaciele mniejsi. Ale choć mniejsi to nie znaczy, że gorsi. Wręcz przeciwnie. Często potrafią nas uleczyć - szczególnie psychicznie. Dają wsparcie i miłość bezwarunkową. Kochają, bo to jest w ich naturze. Przywiązują się, bo to dla nich naturalne. Nie oceniają. Trwają przy nas. Wysłuchają, poliżą, dotrzymają towarzystwa. Nie odpowiedzą, ale niejednokrotnie nie muszą. Wystarczy ich wzrok. Autor w cudownie lekki choć momentami przejmujący sposób ukazał jak pies (tu wręcz gromadka) może pomóc człowiekowi stanąć na nogi, zauważyć co dla niego ważne. Że wystarczy wpuścić do swojego życia futrzaka by przewartościować pewne aspekty dotychczasowego życia, które dopiero w tedy zaczyna nabierać barw tęczy. Nie wiem co jest tu wyjątkowego, bo czytałam już niejedną historię o sile jaką dają nam zwierzęta. Po prostu nigdy nie będę miała tego dość, bo z doświadczenia wiem, że to wszystko prawda. A Cameron robi to w niezwykle lekkim stylu. Tak, że chce się więcej, i więcej, i więcej... Nie każda Gwiazdka zapowiadająca się cudownie taką będzie, a nie każda smutna się taką stanie... Więcej na: www.swiatmiedzystronami.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

O autorze: Cameron Bruce W.

Był sobie pies 2 Cameron Bruce W.
5/5
16,29 zł
29,90 zł
Był sobie pies Cameron Bruce W.
4.7/5
26,02 zł
39,90 zł
Był sobie pies 2 Cameron Bruce W.
4.9/5
23,90 zł
39,90 zł

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Beach read Henry Emily
4.5/5
27,93 zł
39,90 zł
23,94 zł
Inne z tego wydawnictwa Piękne blizny Le Carre Georgia
5/5
19,50 zł
29,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Chłopak na zawsze Tijan
4.2/5
26,02 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Dwa tygodnie i jedna noc Whitney G.
4.6/5
22,82 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Bennett Mafia Tijan
4.7/5
26,02 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Letnie przesilenie Langner Anna
4.6/5
26,02 zł
39,90 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.