Przez stany popświadomości (okładka  miękka, 11.2016)

Wszystkie formaty i wydania (2): Cena:

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Kuba Ćwiek, pisarz, publicysta, scenarzysta teatralny i filmowy, a nade wszystko ogromny miłośnik popkultury, postanowił odbyć nietypową podróż do najsłynniejszych miejsc znanych z ekranu.

Wraz ze swoim tatą i grupą przyjaciół – między innymi dziennikarzem kulturalnym Bartkiem Czartoryskim, reżyserem Patrykiem Jurkiem, blogerem Radkiem Teklakiem i fotografką Agatą "kreską_" Krajewską – przejechał kamperem przez Wschodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych.

Zainspirowani dokumentalnym serialem HBO Sonic Highways ruszyli za ocean, by szukać inspiracji i opowieści między innymi w niedostępnym dla fanów biurze Stephena Kinga, na bagnach Luizjany, gdzie powstawały seriale Detektyw i Czysta krew, w kultowym studiu filmowym Troma, na schodach Rocky’ego w Filadelfii czy w Senoi pod Atlantą, gdzie od kilku lat kręcony jest serial The Walking Dead.

"Przez stany popświadomości" to z jednej strony pełen zabawnych anegdot, udokumentowany fotograficznie zapis trzytygodniowej podróży opowiedziany na cztery głosy, a z drugiej – pełna wspomnień i ciekawostek opowieść o popkulturze i o tym, jaki ma na nas wpływ, czy tego chcemy, czy nie. To wreszcie historia o opowieściach kryjących się za kulisami. O ludziach przypadkiem żyjących w cieniu filmowych dekoracji i celuloidowych duchów. To opowieść o Ameryce, którą… wydaje wam się, że znacie.

"Nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek polski fan amerykańskiej kultury mógł nie przeczytać tej książki. A każdy, kto ją przeczyta, z pewnością będzie tak samo jak ja zazdrościł autorowi."
Kamil Śmiałkowski, dziennikarz, krytyk popkulturowy i publicysta naEKRANIE.pl

"»Przez stany popświadomości« czyta się z gulą zazdrości w gardle. Bo podróż, w którą zabiera czytelnika Jakub Ćwiek, to realizacja marzeń każdego popkulturowego geeka. Autor wciąga nas w niesamowitą, kompletnie szaloną przygodę, pokazuje najbardziej kultowe miejsca na mapie USA i stawia drogowskazy dla tych, którzy (szczególnie po lekturze tej książki) będą chcieli podążyć jego śladem."
Kaja Szafrańska, Jakby niepaczeć

"Popkulturowa jazda bez trzymanki, podczas której czytelnicy odwiedzą mniej lub bardziej kultowe miejsca z filmów i seriali. Widać, że autorzy dobrze się bawili podczas tej wyprawy."
Dawid Muszyński, redaktor naczelny serwisu naEKRANIE.pl

"Kto nie marzy, by ruszyć w drogę śladami swoich popkulturowych idoli i miejsc znanych z filmów, seriali i książek? Na całe szczęście Kuba Ćwiek i Radek Teklak napisali dzienniki z podróży po Stanach Zjednoczonych. Przez chwilę możemy się poczuć, jakbyśmy podróżowali razem z nimi. Teraz już wiemy, że musimy tę wyprawę powtórzyć."
Kasia Czajka, Zwierz Popkulturalny

"Ta pełna anegdot, pasji i kojącej nostalgii podróż po zakamarkach amerykańskiej kultury popularnej jest jak powrót do miejsc z młodości, w których… nigdy się nie było, a jednak natychmiast się je kojarzy – z wypożyczalnianych VHS-ek, pierwszych komiksów superbohaterskich i powieści grozy, które przez lata budowały nasze wyobrażenie Ameryki jako krainy niesamowitości."
Piotr Pluciński, publicysta, krytyk popkulturowy


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1131174581
Tytuł: Przez stany popświadomości
Autor: Ćwiek Jakub , Jurek Patryk , Teklak Radek , Czartoryski Bartosz , Kreska_
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 448
Numer wydania: I
Data premiery: 2016-11-09
Rok wydania: 2016
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 148 x 38 x 216
Indeks: 20356538
średnia 4,3
5
25
4
14
3
6
2
2
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
26 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
16-07-2017 o godz 10:36 przez: laureence | Zweryfikowany zakup
Od razu zaznaczę, nie jest to książka dla każdego: dobrze by było, gdyby czytelnik był albo filmowo-książkowym geekiem/nerdem, albo "fanem" USA. Mimo, że ja zaliczam się do obu kategorii, to książkę czytałam bardziej jako osoba zainteresowana podróżą po Ameryce. Wszechobecne popkulturowe nawiązania do książek czy filmów były mi obce w większości, prawdopodobnie był to wynik różnicy wieku między mną a uczestnikami podróży- wychowaliśmy się na innych tekstach kultury. Pomimo to,książka mnie bardzo zainteresowała i z każdym kolejnym rozdziałem wciągała mnie coraz bardziej. Narracja jest prowadzona w sposób potoczny, po ludzku- dlatego czyta się szybko i przyjemnie, jakby słuchało się relacji przyjaciela. Czasem może wydać się zbyt chaotyczna, ale zaliczam to jak najbardziej do uroków książki. Ciekawym faktem jest to, że w jej tworzeniu brało udział kilka osób, każda z nich miała swój wkład, każda osoba w nieco innej formie. Z czasem odniosłam wrażenie, jakbym naprawdę poznała autorów wycieczki, a niemal odrazu poczułam się jej częścią, jakbym siedziała z nimi w kamperze. Perypetie podróżników niejednokrotnie mnie rozśmieszyły lub sprawiały, że "ręce mi opadły", widząc jak dorośli mężczyźni potrafią zachować się jak 10-letni chłopcy będący fanami Star Warsów. Gorąco polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
3/5
08-01-2017 o godz 10:29 przez: adammik | Zweryfikowany zakup
Zapowiadało się bardzo dobrze. Fajny pomysł na książkę. Humor. Podróż. Jednak wstęp do sedna książki, czyli opisu podróży, zajął prawie połowę jej objętości, a potem było moim zdaniem po łebkach, bez pomysłu, trochę na odwal się. Raczej nie polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
04-01-2018 o godz 09:12 przez: Adam Lemiesz | Zweryfikowany zakup
Zapowiadało się całkiem dobrze. Niestety im dłużej czytałem, tym bardziej drażnił mnie infantylizm. Wiem, wiem, tak miało być. Jednak już po kilkudziesięciu stronach przestał udzielać mi się entuzjazm autorów. Z ciekawości warto.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-01-2017 o godz 21:22 przez: Marta Korytkowska
Któż z nas nie chciałby udać się w podróż śladami swoich ulubionych pisarzy czy bohaterów filmowych / książkowych / serialowych? Zobaczyć miejsca, w których rozgrywa się akcja kultowych filmowych scen, domy swoich idoli, miasteczka, które znamy z telewizji? Kuba Ćwiek wpadł niemalże na wybitny pomysł. Nie dość, że pełnił swoje marzenia popkulturową podróżą, to jeszcze napisał i wydał na ten temat książkę. Czy może być coś lepszego, niż łączenie przyjemnego z pożytecznym? Głównym autorem książki jest Kuba Ćwiek, ale swój udział w jej powstaniu miało więcej osób. Ćwiek przedstawia nam całą podróż, opisuje konkretne miejsca i punkty do odhaczenia, wspomina o rzeczach, o których warto pamiętać, gdybyśmy sami chcieli odbyć taką podróż oraz przedstawia swoje wrażenia, raz pełne zachwytu, innym razem zawodu. Jego opowieści przeplatają wtrącenia Bartka Czartoryskiego, tytułowane “O rzeczach po(p)ważnych”, będące pewnym dopowiedzeniem niektórych historii. Do tego w książce znajdziemy zdjęcia Agaty Krajewskiej i Patryka Jurka oraz dzienniki z podróży Radka Teklaka. Zacznę od pozytywów. Książkę czytało mi się super i po lekturze sama mam wielką ochotę wybrać się w taką podróż. Co prawda mijamy się w zainteresowaniach z autorami i ja wybrałabym inne miejsca (nie jestem fanką Kinga, The Walking Dead ani filmów ze Schwarzeneggerem), ale ciekawie było poznać wrażenia fanów z zobaczenia na żywo tego, co znali tylko z filmów/książek. Bardzo podoba mi się, w jaki sposób Ćwiek opisał tę podróż. Z każdej strony biją ogromne emocje, które towarzyszyły wszystkim podczas tej podróży, pozytywne i negatywne. Kiedy autor opisywał swój zawód danym miejscem, mnie również było przykro, że coś się nie udało, coś wygląda nie tak, jak miało wyglądać. Były fragmenty, kiedy nie mogłam wytrzymać ze śmiechu - np. moment wjazdu do Bostonu i zastąpienie wszelkich wulgaryzmów słowami owocowymi. Moim hitem jest: “(...) o ty, truskawko przegniła, ty poziomko w szypułkę….!” :D Na duży plus odnotowuję też rady, jak zabrać się do takiej podróży. To zdecydowanie warto sobie gdzieś zapisać, w razie gdybyśmy rzeczywiście sami planowali taką wycieczkę. Muszę niestety wypomnieć wydawnictwu pewną rzecz. Słaba korekta to najgorsza rzecz, która może przydarzyć się dobrej książce. Czytasz, zachwycasz się a potem bach!, błąd na błędzie, literówka na literówce. Niestety tutaj korekta zawiodła i znalazłam sporo rażących moje oczy błędów. Wiem, że nie zawsze uda się wszystko zauważyć, ale… Ta jedna niedogodność nie będzie jednak ciążyła na mojej opinii odnośnie książki Ćwieka. «Przez Stany popświadomości» jest świetna, począwszy od genialnej gry słów w samym tytule, poprzez treść i sposób jej przedstawienia, kończąc na ciekawych zdjęciach uzupełniających i domykających całość. Jeśli jesteście fanami Stanów Zjednoczonych i ich popkultury, ta książka jest dla Was. Ja jestem totalnie kupiona!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
03-02-2017 o godz 14:04 przez: Aneta Troć
Dla Jakuba Ćwieka popkultura zawsze była czymś niezwykle ważnym. Pewnego dnia postanowił, że wraz z ojcem i przyjaciółmi wybierze się w podróż po najbardziej znanych miejsc, które możemy znać za pośrednictwem kina i jakie bezpowrotnie zapisały się w historii kultury. Osoby mu towarzyszące to: dziennikarz Bartek Czartoryski, reżyser Patryk Jurek, bloger Radek Teklak oraz fotograf Agata Krajewska. Pozycja ta jest swego rodzaju reportażem z ich eskapady, opatrzonym wspaniałymi zdjęciami. Cóż Wam mogę powiedzieć o tej książce - podobała mi się bardzo. Zawsze chciałam odwiedzić Stany, a Jakub Ćwiek zabrał mnie w podróż i to bez opuszczania domu. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Wiem, że napisał więcej pozycji, ale już "normalnych" powieści, ale nigdy nie miałam okazji się z nimi zapoznać, choć samo nazwisko obiło mi się o uszy. Po lekturze "Przez Stany POPśwadomości" odczuwam ogromną zazdrość. Chciałabym mieć możliwość, tak jak autorzy, znaleźć się na planie serialu The Walking Dead - to ten fragment podobał mi się najbardziej. Od lat oglądam owo post apokaliptyczne widowisko i relacja podróżników z tego miejsca, zrobiła na mnie niemałe wrażenie. Podobały mi się także wszystkie literackie eskapady polskiej ekipy. Możecie tutaj bowiem razem z nimi wyruszyć śladem S. Kinga, H. P. Lovecrafta czy E. A. Poe - największych pisarzy grozy. Dla mnie było to niesamowite doświadczenie. Muszę powiedzieć, że "Przez Stany POPświadomości" to doskonała pozycja dla ludzi, którzy chcieliby odwiedzić Stany Zjednoczone, a nie mają na to funduszy. Może i książka nie prezentuje najważniejszych zabytków USA, ale prawdziwych fanów kraju zza oceanu na pewno porwie w ten świetny wojaż. Humor i sarkazm Ćwieka dopełniają całości. Ja przy lekturze bawiłam się świetnie. Niezmiernie się cieszę, że autor postanowił także "dać głos" innym uczestnikom wyprawy. W jego relację wplecione są rozdziały napisane przez nich. Były świetne i doskonale wpasowały się w całą konwencję. Jedyne, co mogę książce zarzucić - chwilami w partii Jakuba Ćwieka pojawiały się chaotyczne momenty. Autor niezwykle szybko potrafił przerzucać się z jednego tematu na drugi, albo rozwlekać jeden kosztem innych. To utrudniało odbiór, szczególnie, że pisarz ucinał akurat te zagadnienia, które mnie interesowały. Sądzę jednak, iż niektórym czytelnikom ten zabieg może się bardzo podobać. Podsumowując - jestem niezmiernie zadowolona z lektury "Przez Stany POPświadomości". Przeżyłam świetną przygodę i jestem pewna, że Wy też odnajdziecie w tej pozycji coś dla siebie. :) http://przewodnik-czytelniczy.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
19-11-2016 o godz 21:42 przez: Wybebeszamy_książki
Stories behind the stories. (...) Badamy dzikie plemiona żyjące na pograniczu rzeczywistości i fikcji.
Słowa niby proste i zrozumiałe, ale wielu z Was spyta: ale o co chodzi?
Otóż, by odpowiednio wprowadzić w klimat i nakreślić temat, muszę posłużyć się pewną definicją.

Nerd - pochodzące z języka angielskiego określenie osoby pasjonującej się naukami ścisłymi, informatyką, grami komputerowymi itp., często kosztem nieprzystosowania do życia społecznego, niezdolności utrzymywania stosunków towarzyskich lub niedbałości o formę fizyczną.
źródło: www.miejski.pl

Nie znalazłam bardziej satysfakcjonującego opisu, dlatego postanowiłam się wtrącić. Ekipa, która podróżuje przez stany POPświadomości składa się, jak sami przyznają, z nerdów. Są grupą indywidualistów, którzy wyruszyli w podróż za swoimi najdzikszymi pasjami. Chcieli spełnić marzenia, zwiedzić USA, a jednocześnie rozwinąć słowa z przytoczonego cytatu.

Ich celem było zgłębienie popkultury jako czynnika kształtującego osobowość ludzką. Badali, czy faktycznie za historiami, które poznajemy w książkach, filmach i serialach, kryją się opowieści napędzające. Będące paliwem dla wyobraźni twórców. Wciąż na nowo kreujące świat.

Zainteresował mnie ten temat. Byłam ciekawa jak grupka miłujących się w serialach i książkach nerdów poradzi sobie z zagadnieniem.

Oczy jednak zwróciłam na dużo bardziej grząski grunt, na którym stało sobie i schło pytanie.

Czy możemy spojrzeń na Amerykę bez popkulturowych okularów?

Otwarty umysł, brak uprzedzeń, wydarcie swojej duszy z popkulturowych szponów. To w ogóle możliwe? Zadawałam sobie to pytanie i aż do końca książki na nie nie odpowiedziałam.

Autorzy nie podążali "typowym" turystycznym szlakiem. Wybrali ścieżkę iście nerdowską. Zobaczyli prawdziwą, może wciąż trochę pozostającą w cieniu, twarz Ameryki. Wypadałoby powiedzieć, że rozpięli swój umysł pomiędzy popkulturowymi marzeniami a postawioną hipotezą. Próbowali odpowiedzieć na pytanie. Mieć możliwość zbadania amerykańskiego ciastka i zjedzenia amerykańskiego ciastka.

Trochę je nadgryźli i wielu mogłoby powiedzieć, że to czyni wyniki eksperymentu niewiarygodnymi.

A JEDNAK!

Zrobili to nieświadomie, ale w pewnym sensie dopełnili swojej idei. Jak?, spytacie.

Chcieli iść wytyczoną ścieżką, ale w pewnej chwili porwał ich nurt podekscytowania i prawdziwej, fanowskiej fascynacji. Tu nie było udawania, nie było ścisłych planów. Były marzenia, a gdzieś między przechadzaniem się wśród grobów, a popijaniem świecących drinków, mimowolnie odkrywali historie. Ludzi, miejsc i opowieści. Nie tylko zatracili się w popkulturze, ale w pewnym momencie trzymali się jej tak mocno, że rozdarli kurtynę i zerknęli na prawdziwą Amerykę. Tym samym odpowiedzieli na pytanie.

Można zobaczyć USA prawdziwym, ale tylko przez ułamek sekundy. Mgnienie. Mrugnięcie. Rozmazana migawka. Nie ma już "Ameryki jednolitej". Jest Ameryka tworzona przez różne nacje, jest ta, którą lepi popkultura i obraz, który kreujemy w swojej głowie. Otrząśnięcie się z tych czynników jest czymś wyjątkowym i prawie niewykonalnym. Zostało to, w pewnym stopniu, przy odpowiednio uważnej lekturze, uchwycone na stronach tej książki.

PO(P)DRÓŻ

Po przewróceniu ostatniej strony, zdałam sobie sprawę, że faktycznie podróżowałam "Przez stany POPświadomości". Z humorem, licznymi anegdotkami, wtrąceniami i badaniami.

Polubiłam tę dziką bandę. Oni naprawdę zatracili się, a przynajmniej odniosłam takie wrażenie, w poszukiwaniu swoich dziecięcych i dorosłych inspiracji. Nie mówię, że zawsze przyświecała im dobra passa, ale z każdego kilometra wynieśli jakieś przemyślenia i myślę, że w pewnym, być może dużym, jeśli miałabym oceniać, stopniu odpowiedzieli sobie na zadawane pytania.

Stories behind the stories - od tej pory ma to dla mnie nowe, popkulturowe znaczenie. Myślałam, że gdzieś się zagubili, a ja razem z nimi, ale okazuje się, że po prostu tak ma wyglądać dzika, nieokiełznana podróż za czymś prawie nieuchwytnym. Tak wygląda zdobywanie marzeń i spisywanie nowych, wyjątkowych historii.

"PRZEZ STANY POPŚWIADOMOŚCI" - POZYCJA DLA WSZYSTKICH?

Pytanie równie trudne jak poprzednie. Pierwszy warunek? Trzeba lubić i cenić ćwiekowy humor, który ja wprost uwielbiam. Nawet nie wiecie, ile razy czytając, chichrałam się pod nosem. Druga sprawa to poukładany chaos. Wszystko ma swoje, dziwne, ale niezaprzeczalne miejsce. Trzeba mieć otwarty umysł, by poradzić sobie z anegdotami i wielowątkowym tokiem myślenia, ale wierzcie mi, to popłaca. Czytanie to czysta przyjemność.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
06-09-2017 o godz 20:11 przez: karolides
Jestem dzieckiem popkultury. Jej potok przelewał się przez każdy rok mojego życia: czy to za sprawą filmów, czy to książek, a w końcu niezliczonych seriali. Gdyby nie wpływ kultury popularnej, nie istniałby ten blog. A skoro z takiego stanu rzeczy może wyjść taki twór internetowy, jak Geek Kocha Najmocniej, to czemu by nie pójść o krok (albo i dwa kroki) dalej i stworzyć coś większego? Nam jeszcze brakuje odwagi na takie wojaże, ale ambitnemu zadaniu postanowił stawić czoła Jakub Ćwiek. Tym samym, powstała książka - oraz wszystkie jej poboczne elementy, takie jak filmy i blog - Przez stany (pop)świadomości. Przyznam, że byłam mocno podekscytowana, kiedy w moje ręce trafiła wyżej wymieniona pozycja. Niestety, nigdy wcześniej nie zetknęłam się z żadnym dziełem Ćwieka, aczkolwiek słyszałam, że to autor dobrych książek, po które każdy powinien sięgnąć. Chociaż wstyd się przyznać, że zaczynam przygodę z panem Jakubem nie od tej strony, co trzeba, to moje wrażenia po przeczytaniu relacji z podróży na pewno wynagrodzą, wyrządzone przeze mnie, grzechy wobec popkultury. Ostatnio spytaliśmy na naszym facebookowym profilu gdzie warto pojechać, jeśli szuka się miejsc związanych z popkulturą. W klasyfikacji wygrała pogoń za Władcą Pierścieni i związana z tym wyprawa do Nowej Zelandii, ale już na drugim miejscu pojawił się Nowy Jork. Jednak po bliższym przyjrzeniu się całemu dorobkowi kultury popularnej, na czele powinno znajdywać się więcej miast mieszczących się w Stanach Zjednoczonych. Do takiego wniosku doszedł Jakub Ćwiek ze swoją wierną ekipą, bo to właśnie ten kraj obrali sobie za cel wyprawy śladami ich ukochanych dzieł kultury. Niestety, pierwsze strony książki Przez stany (pop)świadomości nie zachwycają. Być może autor ma ogólne problemy z rozpoczynaniem, pisanych przez siebie, historii, ponieważ w dalszej części opowieści idzie mu znacznie lepiej. Jednak rozdziały o przygotowaniach do wyprawy, o rozmowach z partnerami i o tym, jak w ogóle doszło do tego, że ekipa jedzie tam, gdzie jedzie i dlaczego wśród wybranych znalazły się właśnie te osoby, są niemiłosiernie rozwleczone do granic możliwości. Autor również to zauważa, ponieważ po opisie pierwszego dnia na amerykańskiej ziemi przyznaje, że trochę za bardzo uszczegóławia relację. Być może takie dokładne wyjaśnienia są skutkiem chęci Ćwieka do wyjaśnienia osobom, które nie są popkulturowymi geekami, dlaczego wyjazd do Stanów Zjednoczonych był dla ekipy taką gratką. Jednak moim zdaniem, nie trzeba wyjaśniać swoich pobudek, wystarczy pokazać miejsca, dla których się pojechało - to wystarczy za wszystkie wyjaśnienia. Tak też autor robi w dalszych rozdziałach. Opisuje miejsca, które zwiedzili i osoby, które napotkali na trasie. Robi to mniej szczegółowo, niż na początku, jednak nie oznacza to, że z równie mniejszym pietyzmem. Wręcz przeciwnie, opisy skrzętnie układają się w głowie czytelnika w obrazy. Tutaj dużą rolę odgrywa nagromadzenie emocjonalne, którego Jakub Ćwiek nawet nie próbuje okiełznać. Z rozbrajającą szczerością mówi o sobie i swoich kompanach, niejednokrotnie przedstawiając komiczne sytuacje. Autor jest również niezwykle autokrytyczny. Doskonale zdaje sobie sprawę z błędów, jakie popełnia podczas pisania - następnie próbuje je naprawić, dodaje odpowiednie wyjaśnienia. Zabawna forma relacji z wyjazdu do Stanów sprawia, że Przez stany (pop)świadomości jest książką lekką i przyjemną w odbiorze. Nawet redaktor pozwolił sobie na komentowanie w przypisach (na niektóre z nich Ćwiek odpowiada!). Relacja przemieszana jest z krótkimi wstawkami Bartka Czartoryskiego, który raczy czytelnika ciekawostkami i przemyśleniami, dotyczącymi miejsc, o których pisze Ćwiek. Na końcu możemy także przeczytać tekst bloga, prowadzonego przez Radka Teklaka - pisanego na bieżąco, w trakcie podróży ekipy po Stanach Zjednoczonych. Wszystko to urozmaicone zostało zdjęciami autorstwa Patryka Jurka oraz Agaty "kreski_" Krajewskiej. Przez stany (pop)świadomości to lektura nie tylko dla fanów popkulturalnych smaczków, ale na pewno to właśnie takim osobom sprawi największą radość z czytania. To książka lekka, zabawna, autoironiczna, przepełniona anegdotami, emocjami i dużą dawką radości z poznawania kultury. Jeśli macie chociaż jeden ukochany film, chociaż jedną ulubioną książkę, grę, a być może komiks - ta pozycja na pewno złapie Was za serce. Recenzja napisana na potrzeby www.geekkochanajmocniej.pl i tam pierwotnie opublikowana.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
26-11-2016 o godz 13:19 przez: Mirya
Książki Jakuba Ćwieka zajmują dość sporo miejsca w mojej domowej biblioteczce. Zaczęło się od cyklu o Kłamcy, później doszli Chłopcy, Dreszcz i Liżąc ostrze. Bardzo lubię jego lekkie, ironiczne pióro i poczucie humoru. Zawsze podejrzewałam, że to musi być świetny człowiek i że fajnie byłoby go poznać. I dzięki książce Przez Stany POPświadomości mogłam otrzymać tego namiastkę.

Ćwiek zebrał ekipę i postanowił wybrać się w podróż marzeń, ganiając po Stanach Zjednoczonych za odniesieniami do popkultury. Książka napisana jest jako taki dziennik z podróży, rozpoczynającej się na długo przed faktycznym wyjazdem. Kuba opisuje proces jaki przeszedł wraz ze znajomymi, aby ta wycieczka doszła do skutku. Przedstawia też w jaki sposób dołączały do niego kolejne osoby, jakie pomysły wnosiły i co chciały zobaczyć. Od razu przychodzi do głowy pytanie co ja dodałabym do listy jeżeli miałabym okazję zwiedzić miejsce w Stanach, które znamy z popkultury.
Wydaje mi się, że nastawianie się na książką podróżniczą byłoby w tym momencie błędem. To nie jest tego typu literatura, autorzy nie skupiają się na zabytkach, kulturze i mieszkańcach. Oni po prostu zapisują swoje wrażenia i pokazują, jak małe marzenia mogą się spełniać. Bo kto z nas nie chciałby wybrać się na piwo z Jackiem Ketchumem czy usiąść w fotelu, w którym na co dzień zasiada Stephen King? Tak, im się to udało!

Większość tekstu w książce zostało napisane przez Ćwieka, ale znalazło się też miejsce na kilka słów od Bartka Czartoryskiego i Radka Teklaka. Moim zdaniem bardzo urozmaiciło to zawartość tej pozycji. Dzięki Bartkowi dowiedziałam się kilku popkulturalnych ciekawostek i zapisałam sobie wiele tytułów filmów do obejrzenia. Natomiast Radek przedstawił mi bliżej mentalność mieszkańców Ameryki i podzielił się spostrzeżeniami nie tylko związanymi z filmami, książkami i muzyką. Przybliżył codzienne życie Amerykanów („ich kawa medium to pół litra”, „mięso jest tańsze od owoców i warzyw. (...) Plastikowy pojemniczek truskawek leci po pięć dolców. To piekło.”) i zachwalał ich otwartość (wystarczał kontakt wzrokowy, a przechodzień od razu go pozdrawiał).

Kiedy opisujesz przygody w ciekawych miejscach nie może obyć się bez fotograficznej relacji. Na szczęście w książce zajmuje ona dość sporą część. Zdjęcia wykonane zostały w większości przez kreskę_ i Patryka. I naprawdę robią wrażenie. Żałuję tylko, że zostały potraktowane jako osobna relacja z podróży, o wiele lepiej wyobrażałabym sobie przygody grupki od razu widząc miejsca ich pobytu. To właśnie na zdjęciach widać te emocje, które opisuje Jakub. Emocje wielokrotnie zamieniające dorosłych w radujące się dzieciaki. Tak, to na pewno jest pozytywnie pokręcona ekipa!

Trochę żałuję, że często nie wiedziałam o czym autor do mnie pisze. Niby siedzę w światku popkulturowym, ale wciąż mnóstwo pozycji przede mną. I tutaj kolejny plus tej książki - ona zachęca do nadrabiania filmów. A Kuba nie rozpływa się nad kinem artystycznym, festiwalowym. On poleca klasyki, które bawią i podobają się większości. Wśród nich takie filmy jak Rocky (którego muszę obejrzeć, bo niemal nic z fabuły nie pamiętam) czy Sprzedawcy (pamiętam, że rozbawił mnie do łez, ale to kolejna pozycja, którą oglądałam lata temu).

Jeżeli miałabym się czepiać to powiedziałabym, że książka finalnie była za bardzo prywatna. Dlatego właśnie ostrzegam przed nastawianiem się na typową literaturę podróżniczą. Kuba prowadzi dziennik, w którym opisuje wiele wydarzeń, które nie musiały znaleźć się w książce. Mnie to nie przeszkadzało, bo bardzo chciałam bliżej poznać charakter autorów i członków wyjazdu, ale rozumiem, że niektórych może to znudzić. Tak w ramach ostrzeżenia.
Wydaje mi się, że najlepiej podczas lektury będą bawić się osoby, które się popkultura interesują. Sama ożywiałam się kiedy autorzy wspominali o znanych mi pozycjach (m.in. serial Czysta krew!). Z drugiej strony osoby, które chciałyby rozpocząć przygodę ze światem popkultury otrzymają dzięki książce swoisty poradnik, z serii „co warto znać”.
Także nie pozostaje Wam nic innego jak wybrać się w szaloną podróż przez Stany kamperem, załadowanym pozytywnymi ludźmi. Miłego wyjazdu!

http://magiel-kulturalny.blogspot.com/2016/11/dziennik-z-niezwykej-podrozy-przez.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-11-2016 o godz 19:20 przez: joannaz
Chyba nie przesadzę mówiąc, że kiedy zobaczyłam tę książkę w księgarni, w moich oczach pojawiła się żądza mordu i natychmiastowa chęć zakupienia jej. Stany Zjednoczone, filmy, seriale, muzyka i do tego książki, a to wszystko dorzucone do popkulturowej mieszanki, którą funduje nam Kuba Ćwiek wraz ze swoją ekipą. To właśnie w tym momencie, Przez stany POPświadomości trafiły na moją listę Muszę przeczytać, koniecznie!
Grupa przyjaciół wybiera się w kilkutygodniową podróż po Stanach Zjednoczonych śladami kultowych miejsc i postaci. Co w tym takiego nadzwyczajnego? Nic, jeśli nie dodamy, że owa ekipa to kamper pełen profesjonalnych fotografów, operatorów, blogerów, pisarzy, speców od promocji/produkcji i tak dalej. A jakby tego było mało, wszyscy, dosłownie wszyscy, są jednymi z największych nerdów/maniaków, jak sami się określają, w Polsce. Randka z Kingiem w jego prywatnym biurze, o którym wie mało kto? Poproszę. Trening śladami Rocky’ego triumfalnie wznoszącego pięść na szczycie schodów? Jak najbardziej. Ujrzenie na własne oczy kultowych miejsc uwiecznionych w niezliczonych utworach, powieściach, serialach i filmach? Oczywiście. Dorzućmy do tego stołowanie się w kinowych knajpach, przypadkowych wielokulturowych barach czy nawet obskurnych stacjach benzynowych. Dodatkowo, zakupy w wielkich Walmartach, które w swoich czeluściach kryją wszystkie wspaniałości dla prawdziwych fano-maniaków (czyt. wszystko o czym można tylko zamarzyć). Jakby nie wystarczyło, to dodajmy miliony cudownych zdjęć i nagrań, dla upamiętnienia wszystkich odwiedzonych miejsc i spotkanym ludzi i sław. Czego można chcieć więcej? Chyba jedynie czasu, na zwiedzanie kolejnych kultowych lokalizacji. Podróżując przez kilka stanów i spełniając swoje marzenia, Kuba Ćwiek wraz ze swoją ekipą tworzą książkę/poradnik/pamiętnik, który odkrywa wszystkie sekrety Ameryki. Prowadzą nas przez historię nie tylko tego kraju, ale całej jego kultury. Opisując filmy, seriale i utwory muzyczne, tworzone przez największe światowe sławy, wytyczają nam, miłośnikom bajecznego USA, popkulturową drogę. Drogę do poznania i zrozumienia tego kraju, jego mieszkańców, historii i tradycji. Burząc wszelkie stereotypy, Kuba Ćwiek pokazuje, że Stany Zjednoczone to też zwykłe państwo, na co dzień zmagające się z ogromną liczbą przestępstw i niesprawiedliwości. Ameryka to nie tylko markowe sklepy, Starbucksy, wieżowce i Hollywood. Jest to przede wszystkim jedna z największych metropolii na świecie kryjąca w sobie tajemnice, które każdy musi odkryć po swojemu.
Przypominam sobie, że czytając pierwsze rozdziały byłam jednocześnie zaskoczona i troszeczkę zniesmaczona. Już wyjaśniam dlaczego. W świecie, w którym poprawna polszczyzna zanika w błyskawicznym tempie, a coraz więcej z nas zaczyna przyswajać sobie tzw. Ponglish (kombinacja Polish i English), mogłam liczyć na to, że przynajmniej książki mnie nie zawiodą. A tu nagle cios prosto między oczy ‒ Przez stany POPświadomości i pamiętny Kuba Ćwiek, który całą podróż relacjonuje potocznym językiem. Nie byłam w stanie przeboleć tego przez kilkanaście pierwszych stron, jednak kiedy książka wciągnęła mnie na tyle, że przestałam czepiać się szczegółów i zaczęłam śledzić przebieg wszystkich wydarzeń, zdałam sobie sprawę, że to właśnie język czyni tę książkę wyjątkową. Nie jest to kolejny wychuchany reportaż, w którym autorzy opisują tylko to co najlepsze. Jest to soczysta podróż przez wzloty i upadki opisana słowami, z którymi spotykamy się na co dzień. Pomimo, że chronologicznie często pojawiają się duże zawirowania a szanowny pan Kuba czasem kpi z czytelnika prosto w oczy, za nic w świecie nie potrafiłabym skrytykować tej książki. Jasne, zdarzają się literówki, brak interpunkcji, zamęt i kilka innych potknięć, jednak prawdziwość tej historii przebija wszystko.
Polecam tę książkę każdemu, kto ma ochotę na podróż po Stanach Zjednoczonych, której nigdy nie doświadczy w taki sposób. Wszystkim, którzy mają czas i chęć na stworzenie kilku nowych list z serii muszę obejrzeć/przeczytać/posłuchać itd. I w końcu tym, którzy w szarej codzienności i wiecznie zabieganym życiu potrzebują czegoś, co poprawi im humor, zaciekawi do granic możliwości i oderwie ich od wszystkich swoich problemów.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
27-11-2016 o godz 23:13 przez: Erna Eltzner
Oglądamy filmy, czytamy książki — dzięki temu możemy przenieść się w zupełnie inne miejsce, oderwać od rzeczywistości. Jednak często chcielibyśmy zobaczyć wszystko na własne oczy, wybrać w podróż śladami ukochanych bohaterów i twórców. Jakie owoce może zrodzić taka wyprawa?

Kuba Ćwiek (pisarz), Patryk Jurek (reżyser), Bartek Czartoryski (dziennikarz), Radek Teklak (bloger) i Agata Krajewska (fotografka) — wymienione osoby łączy amerykańska kultura. Z wypiekami na twarzy śledzili ulubione elementy sztuki, aby w końcu wyruszyć na wyprawę. Odwiedzają Stany Zjednoczone i zgłębiają zjawisko popkultury. Ruszają tropem swoich inspiracji, zbaczają z typowo turystycznych szlaków. Niczym dzieci cieszą się z odkryć, spełniają marzenia, wciągają czytelnika w pasje. Przedstawiają historię nie tylko za pomocą słowa, ale również zdjęć.

Na samym początku za idealny uznałam tytuł. Ot, po prostu trafił na podatny grunt, lubię gry słowne. Do tego szczerze zachęcająca okładka, a Stany Zjednoczone zawsze mnie interesowały. Jako kraj, pewien rodzaj mentalności. Przyznaję, najpierw pomyślałam, że to powieść, typowo fabularyzowana. Potem o przewodniku. Nie, teraz już wiem, iż mamy do czynienia z pozycją o ciekawej formie. Kojarzę Kubę Ćwieka, od dłuższego czasu zabieram się za głębsze poznanie jego twórczości. Z przykrością stwierdzam, nadal go mijam, choć trzymam nadzieję na zmianę. Na ten moment stwierdziłam, mogę zaznajomić się od troszkę innej strony. Trzeba zaznaczyć — nie sam Ćwiek stworzył tę książkę, jego przyjaciele bardzo pomogli. „W grupie siła”, stare porzekadło pasuje znakomicie. Każdy dodał coś od siebie, a całość wypadła naprawdę dobrze. Świetnie się bawiłam w trakcie czytania. Wspaniale byłoby dołączyć do takiej kompanii i zwiedzać, zwiedzać…

To było po prostu zabawne. W niewymuszony sposób, dowcipne, lekkie. Jest też trochę wzruszenia w finalnym dotarciu do tylu celów. Rozumiem osoby uczestniczące w wyprawie i cieszę się, że postanowili opisać swe doświadczenia. Chciałabym, aby na okładce mocniej wyłuszczono nazwiska. Uważam, iż wkład pracy w powstanie tej publikacji mieli jednakowo wszyscy. Taka delikatne dygresja, może sugestia. Spontaniczność bohaterów potrafi zauroczyć. W pewnym momencie porwał ich wir ekscytacji, dotknęli realnej Ameryki. Rozbuchanej, iskrzącej, gdzie żyją fascynujący ludzie, tylko trzeba ich znaleźć. Z doświadczeń wypłynęła nauka, a ja odczuwam nutkę zazdrości, choć w pozytywnie. Prawdziwa przygoda.

Oczywiście, nie każde zachwyty podzielam. Odwiedzono dom oraz biuro Stephena Kinga. Pisarza lubię, lecz nie nazwałabym siebie miłośniczką. Gdybym miała odwiedzić ciekawiące mnie miejsca, to prawdopodobnie wybór byłby odmienny. Jednak z kart bije czysta radość, pasja. To sprawiło, że chętnie przewracałam kolejne kartki, obserwując poczynania. Zachęcono mnie do poszerzenia horyzontów, sięgnięcia po konkretne filmy i autorów. Ćwiek „przemycił” elementy swej biografii, oto gratka dla jego fanów. Całość jest spójna, choć luźna, odprężająca po ciężkim dniu. Przez moment można stać się elementem paczki, odkrywać z nimi puzzle, składać i szukać odpowiedzi na pytania.

Zdjęcia! Zamieszczono ich całe mnóstwo. w świetnej jakości, z trafnymi komentarzami. Przeglądałam je jeszcze parę dni po skończonej lekturze. Są dla mnie klamrą spinającą ostateczny efekt. Różne narodowości, kultury przenikające jedna przez drugą. Ba, przez setki. To właśnie kształtuje Amerykę. Swoisty misz-masz. Ćwiek i przyjaciele pokazali, że sztuka autentycznie kształtuje nasze charaktery, a dotarcie do genezy to czysta satysfakcja. Liczę, że w przyszłości odkryję inne pozycje tego typu, „Przez stany POPświadomości” szalenie inspiruje. Książki, filmy — historia powstaje z historii, tak w nieskończoność. Ciężko byłoby odczuć antypatię do Kuby, Bartka i reszty. Zakręceni ludzie, zarażający energią. Inteligentni i naturalnie sympatyczni.

„Przez stany POPświadomości” czarują anegdotami, szczerością, cudownym ukazaniem kraju będącego celem dla wielu. Potoczny język sprawia, że odnosi się wrażenie, iż prowadzimy świetną rozmowę z bliskimi znajomymi.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
14-02-2017 o godz 07:48 przez: Joanna Hilińska
Co powiecie na propozycję wyjazdu do Stanów, tak TYCH Stanów, USA? Proponuję podróż ze zwiedzaniem miejsc nam europejczykom znanych z wielkiego ekranu, związanych z kultowymi miejscami, produktami itp. Zbierajcie się, bo wyjazd... za chwilę! Jakub Ćwiek, jego ojciec zwany przez współtowarzyszy Ojczenasz :-), Patryk Jurek, Radek Teklak, Bartek Czartoryski i Agata kreska_ trochę spontanicznie, trochę naiwnie, a trochę marzycielsko wybrali się w podróż po Ameryce, a tak dokładniej przez wschodnie wybrzeże śladami pokulturowych elementów rzeczywistości. Zaczynając podróż zwykle bierze się mapę, opracowuje się trasę, budżet, zakupuje się bilety itp. Tutaj też mamy opis przygotowań, ale jest to tak zabawny i naturalny opis, że miałam wrażenie jakbym siedziała z narratorem przy kominku, wieczorem, z lampką wina i popkornem i słuchała opowieści osoby, która wróciła z wyprawy. Kuba Ćwiek wkrada w nudne, zdawać by się mogło, projektowanie podróży dygresje. Sposób przeskakiwania z myśli do myśli jest bardzo naturalnym sposobem oddania tego w jaki sposób człowiek przekazuje opowieści. W książce z racji tego, że jest to pozycja z gatunku reportażu podróżniczego, mamy mnóstwo porad, przydatnych informacji co, jak, gdzie i kiedy załatwić, zobaczyć, czego unikać, aby podróż była przyjemnością z poznawania nowego miejsca, a nie gorzkim rozczarowaniem z powodu napotykania przeszkód na każdym kroku w obcym kraju. I tak mamy chociażby porady dotyczące korzystania z telefonów, zasad poruszania się kamperem po miastach, bo takim właśnie samochodem jeżdżą. Mamy też wiele informacji na temat żywienia, jest tutaj wiele wstawek dotyczących kultowych potraw jak chociażby hot-dogi z budki na kółkach (każdy chyba taką widział choć raz w jakimś amerykańskim filmie!). To wszystko oddaje ciekawość poznawczą jaka kierowała ludźmi, którzy postanowili wyruszyć w tą drogę. Oprócz porad i zapisu trasy otrzymujemy oczywiście całą plejadę popkulturowych osób, produktów, miejsc, znaków, symboli. Moją ulubioną oczywiście z uwagi na książki tego autora, jest anegdota i cała opowieść o żółtej kopercie z odciskiem buta w skrzynce pocztowej Stephena Kinga. Ale poza nim pojawiają się również Jack Ketchum, ten od "Dziewczyny z sąsiedztwa", Harlan Coben, Sylwester Stallone, Allan Edgar Poe, pojawia się przegląd kina, nie będę wymieniała tytułów, ponieważ jest ich grubo ponad 100!, a także Coca-Cola, takie miejsca jak Times Square, Bangor, straszące Baltimore, Boston, Nowy Orlean, i wiele innych. Mówiąc o tej książce należy wspomnieć o jej konstrukcji. Są tutaj nie tylko zapiski Kuby Ćwieka, ale także wstawki tłumaczące znaki popkultury Bartka Czartoryskiego, zdjęcia Patryka Jurka i kreski_, Dziennik pokładowy Radka Teklaka a także bonus po napisach, czyli sceny zza kulis. Jedynym minusem wydawniczym jest czcionka, tak mała i tak męcząca, że aż szkoda, bo książka jest bardzo ważna dla nas wszystkich, bo przecież pokpultura amerykańska nas kształtuje. Polecam, bo warto poszerzać swoje horyzonty, a co może być piękniejszego, niż podróżowanie w najdalsze miejsca ziemi nie wychodząc z własnego domu?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
26-02-2017 o godz 22:55 przez: Wioleta
Jakub Ćwiek to pisarz, publicysta, scenarzysta teatralny i filmowy znany m. in. z pozycji takich jak "Chłopcy", "Grimm City. Wilk!" czy cykl "Kłamcy". Jest wielkim miłośnikiem popkultury, dlatego wraz z ojcem i grupą znajomych, w których skład wchodzi reżyser Patryk Jurek, bloger Radek Teklak, dziennikarz kulturalny Bartek Czartoryski i Agata "kreską_" Krajewska, postanowił odbyć dość nietypową trzytygodniową podróż do miejsc znanych nam z ekranu telewizora. Zainspirowani dokumentalnym serialem HBO "Sonic Highways" przejechali kamperem przez Wschodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych! Mimo, że już wiele razy słyszałam o twórczości Jakuba Ćwieka to jednak "Przez stany POPświadomości" jest pierwszą pozycją tego autora jaką miałam okazję przeczytać. Już na samym początku byłam bardzo zdziwiona tym, w jaki sposób autor ją napisał. Wbrew pozorom nie jest to typowa książka podróżnicza, ponieważ Ćwiek nie skupia całej uwagi na opisywaniu widzianych miejsc, lecz przedstawia nam swoje wrażenia z podróży. Książka jest pisana jakby w formie dziennika i wbrew moim przypuszczeniom w cale nie rozpoczyna się wyjazdem. Na początku poznajemy okoliczności w jakich powstał pomysł podróży, później proces planowania "wycieczki życia", zbierania osób (które cały czas wnosiły inne pomysły i chciały zobaczyć coraz to nowe miejsca) czy ustalania trasy. Przyznam, że czytając byłam trochę zawiedziona tym, że samo planowanie zajęło aż prawie 1/3 opowieści. Muszę za to przyznać plusa za sposób pisania autora. Mimo, że pisał trochę chaotycznie, ponieważ często przeskakiwał w czasie i wplatał różnorodne sceny z życia to jednak bardzo spodobał mi się jego styl pisania. Język jakim się posługuje jest naturalny i zrozumiały. Nie znajdziemy tutaj zbędnie upiększonych wypowiedzi. Większość tekstu jest napisana przez Jakuba Ćwieka, ale bardzo cieszę się, że znalazło się także miejsce na wstawki Bartka Czartoryskiego i Radka Teklaka. Patryk Jurek i Agata Krajewska także mieli udział w tworzeniu tej książki, ponieważ wzbogacili ją o ciekawe fotografie, które możemy podziwiać pod koniec. Myślę, że był to bardzo dobry pomysł, ponieważ urozmaiciło to zawartość pozycji. "Film to historia, a nie szpanerskie efekty." Bardzo cieszy mnie fakt, że w książce nie brakuje humoru. Jakub Ćwiek nie tylko opowiada nam o widzianych miejscach, ale także wplata zabawne sceny z życia co sprawia, że czyta się nie tylko z zaciekawieniem, ale także z uśmiechem na twarzy. Czytając tę książkę mamy wrażenie jakbyśmy razem z bohaterami znajdowali się na planie serialu "The Walking Dead", lub siedzieli w fotelu, który należy do Stephena Kinga. Przyznam, że po ukończeniu lektury poczułam małe ukłucie zazdrości, ponieważ też chciałam znaleźć się w tych wszystkich wspaniałych miejscach. Podsumowując "Przez stany POPświadomości" to ciekawa, pełna zabawnych anegdot, wspomnień i ciekawostek opowieść o popkulturze. Mimo, że książka ma kilka wad to i tak jestem z niej bardzo zadowolona. Szczególnie polecam polskim fanom amerykańskiej kultury. Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
19-11-2016 o godz 12:06 przez: Ania Kotlewska
Mam w rękach książkę z przepiękną, rzucając się w oczy okładką, która jest po prostu idealnie wydana i zawiera w środku niesamowitą historię, która pochłonęła mnie bez reszty. Czy czytając to jedno zdanie nie macie deja vu? Ja mam, bo zdarzało się to już nie raz i nawet nie dwa razy, ale w przypadku mnóstwa powieści i abstrahując nawet wielu innych produkcji filmowych, serialowych czy muzycznych. Tym razem jednak jest inaczej, ponieważ nie poznałam losów fikcyjnych bohaterów, tylko jakby za pomocą słów autora miejsca ważne z perspektywy fana popkultury oraz ich historię za kulis.

Jakub Ćwiek wraz z grupką przyjaciół, którzy okazali się niezwykle przydatni przy tworzeniu tej książki, wybrał się w podróż zachodnim wybrzeżem Stanów Zjednoczonych, aby odnaleźć miejsca znane nam z kart książek czy ekranów telewizorów. Opisał wszystko w tej niezwykle zabawnej, pełnej anegdot książce, która szybko doprowadzi każdego geeka do krytycznego punktu zazdrości. Nowy Jork, Waszyngton, Boston, Nowy Orlean oraz wiele, wiele innych miasteczek, gdzie powstawała historia popkultury.

Zdecydowałam się po nią sięgnąć, ponieważ autor zachwycił mnie swoimi książkami fantastycznymi. Znałam go wcześniej z powieści Kłamca oraz Grimm City i byłam niezmiernie ciekawa, jak poradzi sobie z czymś zupełnie innym niż fikcja literacka. Okazuje się, że zrobił to w sposób rewelacyjny, ponieważ czułam się, jakbym sama tam była i razem z nimi zwiedzała te wszystkie cudowne miejsca a dodatkowo w niezwykle lekki oraz zabawny sposób opisuje wszystkie wydarzenia, a także często wtrąca w historię wspomnienia, które pojawiały się w jego głowie, gdy zobaczył dane miejsce. Niektórych, jak na przykład biuro oraz dom Stephena Kinga niezwykle im zazdrościłam a inne były mi kompletnie obojętne, ale każdy znajdzie tutaj coś dla siebie i jeszcze przy okazji zostanie zachęcony do przeczytaniu kilku książek czy obejrzenia filmów bliskich sercu uczestnikom wyprawy.

Ich pracę również zostały zamieszczone w tej publikacji. Opowieść Ćwieka przeplatana jest krótkimi wstawkami Bartka Czartoryskiego, który w bardziej teoretyczny sposób przybliżał nam jakieś dane zagadnienie. Zaraz potem możemy obejrzeć niesamowicie piękne fotografię w wykonaniu Agaty "kreski_" Krajewskiej oraz Patryka Jurka, przeczytać wpisy z bloga Radka Teklaka i na sam koniec zobaczyć tak zwane sceny za kulis czyli po prostu już mniej poważne fotografię z tego wyjazdu. Dzięki temu wszystkiemu wydanie nabiera niezwykłego charakteru i jest tak idealne, że aż nie mogę się na nie napatrzeć.

Jako kompletny książkowy geek jestem po prostu zachwycona, zafascynowana i jednocześnie totalnie zazdrosna o wszystko, co udało przeżyć się Ćwiekowi oraz jego przyjaciołom. Oczy mi się świeciły podczas czytania i obiecałam sobie, że sama wybiorę się kiedyś w taką podróż, ale już własnymi literacko-filmowymi szlakami. Ta książka to nie tylko zapis podróży, ale niezwykle inspirująca historia, która wydarzyła się naprawdę, więc może przydarzyć się każdemu z nas. Polecam z całego serca, bo emocje równie silne, jak w trakcie dobrego fantasy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
16-11-2016 o godz 17:52 przez: Wkp
W filmie Woody’ego Allena z 1985 roku zatytułowanym „Purpurowa róża z Kairu” bohater schodzi z kinowego ekranu by wyznać miłość młodej kelnerce siedzącej na widowni. W najnowszej książce Ćwieka sytuacja zostaje odwrócona – oto grupa zapaleńców kochających amerykańską popkulturę wyrusza w podróż śladami tego, co widzieli na filmach albo o czym czytali w książkach i komiksach. Wyrusza sam w głąb tego, co ich ukształtowało i nieprzerwanie fascynuje. I chociaż nie znoszę Ćwieka, muszę powiedzieć, że „Przez stany POPświadomości” to znakomita książka, po którą sięgnąć powinien każdy, kto wychował się na kinie i literaturze lat 80 i 90 ubiegłego stulecia, oraz wszyscy fascynaci amerykańskiej (pop)kultury.

Znany pisarz, Jakub Ćwiek, dziennikarz Bartek Czartoryski, reżyser Patryk Jurek, bloger Radek Teklak i fotografka kreska_ (Agata Krajewska) wyruszają w niezwykła podróż. Amerykańska kultura – ta zwykła, jak i popularna – wpłynęła na nich, zmieniła coś. Chłonęli jej wytwory przez lata, czerpali inspiracje, poznawali, zachwycali się. Ale głównie przez srebrny ekran i słowa znanych autorów. Teraz przybywają do Stanów Zjednoczonych, żeby na własne oczy zobaczyć wszystkie te miejsca. Wejść po schodach, na których ćwiczył Rocky, stanąć pod sklepem, gdzie Jay i Cichy Bob handlowali narkotykami, odwiedzić biuro Stephena Kinga czy plan serialu „The Walking Dead – Żywe trupy”. W ich podróży filmy Tromy splatają się z losami Edgara Alana Poego, a portret prawdziwej Ameryki nierozwieralnie łączy się z tym wypromowanym przez różne wytwory popkultury. Ćwiek i reszta wyruszają kamperem przez Wschodnie Wybrzeże, relacjonując nam swoją wyprawę z humorem, lekkością i pazurem.

Nie lubię Ćwieka i jego twórczości. Autor ten nie trafia do mnie i tyle, chociaż potrafi pisać. Jego pomysły bowiem mnie nie przekonują, a rozwiązania fabularne i poruszane tematy zwyczajnie nużą. Dlaczego więc sięgnąłem po „Stany…”? Z ciekawości, która wzięła górę nad wątpliwościami – i za sprawą faktu, że Ćwiek nie napisał powieści, a jedynie relację. Książkę podróżniczą nie dla miłośników zagranicznych wojaży, a dla kochających kino i literaturę. Czy jakiś miłośnik tych dwóch mediów mógłby się oprzeć podobnej pozycji?

Osobiście bardzo się cieszę, że po nią sięgnąłem. Chociaż w tekście czuć Ćwieka, jakiego znam z powieści, jego (i nie tylko) relacja wciąga, urzeka i ciekawi. I wywołuje uczucie zazdrości. Może nie dlatego, że widzieli to wszystko, ale dlatego że mieli okazję zajrzeć do miejsc niedostępnych zwykłym zwiedzającym, a nawet spotkać pewną postać z filmu (i tu się nasuwa pytanie, jak uwielbiając „Sprzedawców” można nie pamiętać faceta z kluczami?!). Na dodatek dla miłośników samego Ćwieka także znalazło się kilka ciekawostek – jak choćby to jaki film sprawił, że zaczął pisać. W skrócie: znakomita rzecz.

Dlatego sięgnijcie koniecznie. Naprawdę warto. Szczególnie, że przy okazji to po prostu bardzo dobra pozycja ukazująca prawdziwą stronę Ameryki, którą znamy przede wszystkim z fikcji. Polecam gorąco.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
10-01-2017 o godz 15:41 przez: kobietatrzechbarw
Jakuba Ćwieka znam z pozycji takich jak „Chłopcy” czy też „Grimm City. Wilk!”, tym razem jednak miałam okazję poznać go w zupełnie innej odsłonie. Autor zabiera czytelnika w podróż po światowej sławy elementach popkultury. Wraz z ojcem i grupą znajomych, w których skład wchodzi Patryk Jurek, Radek Teklak, Bartek Czartoryski i Agata Krajewska ukazują nam najsłynniejsze miejsca znane z ekranu telewizora.

Pierwsze co rzuca się w oczy, to sposób w jaki autor napisał tę książkę, nie jest to tradycyjna opowieść. Czytając ma się wrażenie jakby zamiast śledzenia liter, słuchało się jego historii. Dziennik z podróży zaczyna się na długo przed rozpoczęciem faktycznej przygody życia. Początkowo poznajemy proces planowania wycieczki, zbierania ekipy i tworzenia trasy. Przyzwyczajona jestem do zupełnie innych książek podróżniczych. W książce nie znajdziemy opisów zabytków, krajobrazów i mieszkańców. Całość składa się z zapisanych wrażeń z miejsc, których odwiedzenie do tej poty było dla nich wyłącznie marzeniem. Dla fanów Stephena Kinga, serialu „Detektyw”, „Czysta krew”, „The Walking Dead” i innych dzieł popkultury w podobnym klimacie owa podróż byłaby nie lada gratką, ale nie oszukujmy się, nie każdy ma tyle odwagi oraz pieniędzy by wyruszyć do Ameryki, dlatego też warto sięgnąć po tę pozycję, by choć na moment poczuć się jak członek zespołu Jakuba Ćwieka.

Choć autor poczytnych serii jest głównym twórcą książki, to nie można zapomnieć o pozostałych współautorach. Bardzo podobały mi się teoretyczne wstawki Bartka Czartoryskiego, w których objaśniał czytelnikowi daną kwestię, Patryk Jurek i Kreska_ natomiast wzbogacili pozycję o ciekawe fotografie, Radek Teklak zaprezentował swoje blogowe wpisy. Cała ekipa prócz poszerzenia swej wiedzy, bawiła się na wyprawie wyśmienicie, o czym możemy się przekonać chociażby po końcowej części książki zatytułowanej „za kulisami”.

Jakub Ćwiek pisze w bardzo interesujący sposób, choć lubi stosować długie opisy i nieco chaotycznie skakać w czasie podczas tworzenia książki. Mam świadomość, że nie wszystkim się ona spodoba oraz że trafi w gusta raczej wąskiego grona odbiorców, ale muszę przyznać, że warto po nią sięgnąć. Pomimo tego, że jedną trzecią pozycji stanowi samo planowanie podróży, co nieco mnie rozczarowało, to muszę przyznać, że czytało mi się ją bardzo przyjemnie, choć zupełnie nie interesuje się przedstawionymi w niej elementami kultury popularnej. Język, jakim posługuje się autor jest naturalny, bez zbędnych ozdobników czy też upiększonych wypowiedzi, co niewątpliwie zasługuje na kolejny plus. Dodając do tego humor i sarkazm otrzymujemy lekturę niesamowitą, ciekawą i inną niż wszystkie.

„Przez stany popświadomości” jest pozycją dobrą zarówno dla osób lubujących się w książkach podróżniczych, jak i interesujących się światem popkultury, gdyż pozycja ta jest połączeniem owych zagadnień. Na pewno spodoba się czytelnikom, którzy już za sobą mają pozycje takie jak „Busem przez świat” czy „Zapiski nosorożca”.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
2/5
15-09-2017 o godz 14:39 przez: Carmen
„Przez Stany PopŚwiadomości” to książka, której autorzy są jednocześnie głównymi bohaterami. Kreska_, Radek, Bartek, Patryk oraz Kuba Ćwiek postanowili wsiąść w kampera i udać się w miejsca, które znane są na przykład z ekranów telewizorów czy książek. Do miejsc, które ich ukształtowały. Niektóre z owych miejsc istnieją nadal, a niektóre zniszczył czas a nawet ludzie. Było tego potwornie dużo i dlatego każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie. Nie przepadacie za zombie? W porządku. Oferta odwiedzonych miejsc jest tak obszerna, że każdy znajdzie coś dla siebie. W dwóch słowach – full wypas! Warto również wspomnieć, iż książka zawiera liczne zdjęcia, porady, ciekawostki czy sugestie. Relacja z podróży odpowiada na wiele pytań, ale odpowiada przede wszystkim na pytanie: Jak radzi sobie rzeczywistość w zderzeniu z książką, filmem i muzyką. „Przez Stany PopŚwiadomości” z opisu jak i okładki, obiecuje smakowitą ucztę dla fanów filmów, książek jak i muzyki, jednakże dla mnie było to wiele kilometrów przez dżunglę, by na końcu kupić kefir. I nie wynikało to z braku zainteresowania klasykami, ale z samej treści. Ciężko opisać tę książkę w kilku słowach. Ale jeszcze gorzej czytało mi się sam początek. To trochę tak, jakby ktoś zmieszał mąkę, mak, ziarna pszenicy i kokos, po czym wysypał wszystko na podłogę. Jeden wielki chaos. Autorzy chcieli przekazać zbyt wiele treści naraz i dla mnie to było nie do ogarnięcia. Jakby wszyscy mówili naraz i tylko oni sami byli w temacie. Nie, nie i jeszcze raz nie. Dopiero nieco później zapanował względny porządek, a treść stała się zrozumiała, jednak niesmak pozostał. Czytałam o rzeczach, które lubię, a nie miałam z tego takiej frajdy, jak się spodziewałam. Czy tak powinno być? Bo bohaterowie bawili się znakomicie. Chwilami miałam wrażenie, że będą sikać ze szczęścia, ale czego ja wymagam? Nie mogę porównywać ich do siebie, bo ja poznawałam te miejsca na kanapie, a oni naprawdę. Niemniej podekscytowanie zbyt często miało wpływ na jakość ich relacji i chyba tu tkwi problem. Nie pomogły nawet zdjęcia. Szkoda, bo naprawdę oczekiwałam wiele. Niestety. Ale nie powiem, dowiedziałam się paru rzeczy, za które powinnam dziękować. Nie zdradzę co, zachowam to dla siebie. Fani filmów, książek oraz muzyki powinni sięgnąć po tę książkę, bo książka mimo wszystko zawiera sporo ciekawych informacji, które warte są uwagi. Poza tym pisana jest chaotycznie, co bardzo przypomina relacje znajomych, którzy byli i widzieli na żywo. Różnica jest więc zasadnicza, w porównaniu na przykład z przewodnikiem. Nie należy jej skreślać, jeśli jest się fanem „The walking dead”, Kinga czy innych znanych ludzkości wspaniałościom. Świat stworzył je dla człowieka i trzeba z tego korzystać. Bo nic tak nie odpręża jak muzyka, dobry film czy ciekawa książka.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
27-12-2016 o godz 18:06 przez: kastepien
Popkultura zazwyczaj utożsamiana jest z kulturą niską. Ta natomiast oznacza coś złego, płytkiego i nawet trochę nieambitnego. Gdyby jednak wszystkie dzieła były ich całkowitym przeciwieństwem, kultura przestałaby zapewniać rozrywkę i momenty pozwalające na oderwanie się od rzeczywistości. Autorzy Przez stany POPświadomości ukazują popkulturę od nieco innej strony.

Kuba Ćwiek, pisarz znany m.in. z serii Chłopcy, wpadł na pomysł zebrania grupy, która podąży śladami kultowych dzieł popkultury. Wspólnie z zajmującą się fotografią kreską_, dziennikarzem Bartkiem Czartoryskim, blogerem Radkiem Teklakiem, reżyserem Patrykiem Jurkiem i swoim ojcem wyruszył do Stanów Zjednoczonych, gdzie w ciągu kilku tygodni odwiedził ważne miejsca znane z popularnych książek, filmów i seriali. Kto nie marzy o odwiedzeniu uwielbianych przez siebie miejsc z telewizyjnych historii czy stron powieści?

Książka pisana jest głównie z punktu widzenia Ćwieka. Zrelacjonował wydarzenia towarzyszące wyprawie - od powstania pomysłu, przez przygotowania, po sam powrót do Polski. W swą historię wplata anegdoty, dialogi i zabawne momenty z podróży. Nie przyjmuje to więc formy suchego raportu, który mógłby zanudzić czytelników, jak oglądanie setki zdjęć z wakacji znajomych. Ćwiek snuje opowieść niczym Bilbo Baggins po powrocie do Shire. I ma o czym opowiadać.

Kuba Ćwiek przekazuje wrażenia swojej Drużyny z pobytu w mieście wampirów - Nowego Orleanu, opisuje wycieczkę do Salem, gdzie kilkaset lat temu na stosach płonęły czarownice, opowiada o wyjściu z Jackiem Ketchumem na piwo i trafieniu na plan serialu The Walking Dead. Szukają śladów popkulturowych dzieł, które nierozerwalnie wplatają się w portret Stanów – przesiąkniętych miłością do superbohaterów i nadnaturalnych istot, niemających oporów przed chwaleniem się swym uwielbieniem dla dzieł z nie najwyższej półki.

Relację Kuby Ćwieka dopełniają liczne fotografie przedstawiające zarówno odwiedzane miejsca, jak i uczestników wyprawy. Po każdym rozdziale pojawiają się też (pop)kulturalne ciekawostki krótko przestawione przez Bartka. Na koniec natomiast przeczytać możemy Dziennik pokładowy Radka.

Przez stany POPświadomości to pozycja idealna dla fanów popkultury, jak i dla tych, którzy chcieliby lepiej poznać popularne dzieła. To jednocześnie przewodnik po kulturze Stanów i pozycjach wartych poznania. Może dzięki lekturze zainteresuje Was historia Salem, portrety pisarzy, a może po prostu odnajdziecie w niej coś, co już znacie, i gdzie byliście dzięki książkom, filmom i serialom.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-12-2016 o godz 17:24 przez: Zaczytana bez pamięci
Kuba Ćwiek, autor, którego pewnie dobrze znacie, zaprasza nas na niezwykłą wyprawę. Wraz ze swoim ojcem i grupką przyjaciół wyruszył do najsłynniejszych znanych z ekranu miejsc.

Sięgając po tę książkę, nieco obawiałam się tego, że nie będę miała pojęcia, o czym Ćwiek opowiada. Wiecie, jeśli chodzi o literaturę, jestem w miarę na bieżąco. Z filmami i serialami jest gorzej. Często czuję się jaskiniowiec, którego właśnie rozmrożono, gdy znajomi schodzą na związane z nimi tematy. Większości tytułów, o jakich wspominają, kompletnie nic mi nie mówią. W tym przypadku było inaczej. Kojarzyłam wszystko, o czym pisał Ćwiek, co niezmiernie mnie ucieszyło.

Autor opisał swoją wyprawę w zabawny sposób. Roi się tu od anegdot. Moje serca skradła opowieść o próbie zdobycia sukienki Elsy z Krainy Lodu dla córki Kuby Ćwieka. Ojciec obiecał małej Zuzi, że ją dla niej przywiezie. Wydawało mu się, że skoro ta bajka jest na topie, nie powinien mieć z tym większych problemów. Nie wiedział jednak, ile będzie go to kosztowało. Co musiał zrobić? Przekonajcie się sami.

Opowieść Kuby Ćwieka uzupełniają informacje Bartka Czartoryskiego, speca w sprawach dotyczących m.in. zombie. Na końcu znajdują się wspomnienia Radka Teklaka, które rzuciły nieco innego światła na tę wyprawę. Nie mogło obejść się oczywiście bez zdjęć. Autorką większości z nich jest Agata "kreska_" Krajewska, pozostałe wykonano telefonem komórkowym. Podobno miały być gorszej jakości. Ja niczego takiego się nie dopatrzyłam.

Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo zazdrościłam uczestnikom tej wyprawy. Z chęcią też bym się wybrała w taką podróż. Chłonęłam z zainteresowaniem wszystko, o czym mówił Kuba Ćwiek. Dzięki niemu czułam się tak, jakbym faktycznie znalazła się w Ameryce.

Ta książka to gratka dla fanów twórczości Jakuba Ćwieka. Dzięki niej poznacie bliżej autora i dowiecie się, co mu w duszy gra. Przekonacie się, co było inspiracją, by zaczął pisać. Dowiecie się, jakich pisarzy ceni najbardziej i za co.

Pokochałam tę niezwykłą ekipę całym sercem. Zwłaszcza Ojczenasz zdobył moją sympatię. Patrząc na jego zdjęcia, parskałam raz po raz śmiechem. Taki ojciec dzieciom i dziadek wnukom to skarb. Jeśli cenicie sobie pisarski styl Jakuba Ćwieka, sięgnijcie po tę książkę. Ona pozwoli Wam nieco inaczej na niego spojrzeć. Kto wie, może zainspirujecie się i sami postanowicie wybrać się w podróż po szlakach bliskiej Waszemu sercu kultury?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
04-09-2018 o godz 10:00 przez: Sauron
Uwielbiam Jakuba Ćwieka i wręcz przepadam za jego poczuciem humoru. Właśnie dlatego, gdy tylko pojawia się na konwencie, koniecznie muszę się wybrać na jego prelekcję! Nie jest więc dla mnie żadnym zaskoczeniem, że autor kocha popkulturę całym sercem, a co za tym idzie, Stany Zjednoczone. Nie raz słuchałam jego prelekcji na podobne tematy, założyłam więc, że książka również będzie świetna. Tymczasem... hm... nie było tak różowo. Tematem książki jest podróż autora oraz jego grupki znajomych przez Stany Zjednoczone. Trasa zaplanowana została wokół punktów w różnym stopniu związanych z popkulturą. I w teorii pomysł brzmi naprawdę nieźle. W praktyce jedna wszystkiego jest... za dużo. Autor zawsze ma zawsze rację Na początku (i wiele razy później) Ćwiek uprzedza nas, że książka jest zbyt obszerna, chaotyczna, rozwlekła. Cóż, w pełni się z nim zgadzam! Tak naprawdę ciężko powiedzieć czym są Przez stany POPświadomości. Jak na historię podróży za dużo tutaj osobistych refleksji, jak na opis kluczowych miejsc dla kultury popularnej, za mało opisów, jak na pamiętniczek... a nie, w sumie to pasuje. Przede wszystkim zabrakło pomysłu. Czytając książkę, miałam wrażenie, że autor pisze, co mu akurat przyjdzie do głowy. W momentach, które uznawałam za dygresje, nagle okazywało się, że to początek kolejnej anegdotki. Brak ładu i składu, a chronologia opowieści często skacze w tył i w przód. A potem ni z tego, ni z owego otrzymujemy opis rodem z przewodnika National Geographic. Tak, informacja o tym, jak kupować bilety bez wątpienia jest przydatna, ale zupełnie nie gra mi to z ogólną kompozycją, a dokładniej... jej brakiem. Od szczegółu... do szczegółu Jedno pozostaje bez zmian, lekka i dowcipna narracja. Nie tak dopracowana, jak w przypadku powieści, ale nadal Ćwiek to Ćwiek. I może to wszystko świetnie by się sprawdziło przy kuflu piwa, jednak spisane w formie całkiem obszernej książki nie wygląda już tak dobrze. Najbardziej jednak całość zgubiły szczegóły i zupełne zignorowanie kwestii tego, co jest istotne dla czytelnika. Autor na równi rozwodzi się nad posiadłością Kinga, dyskryminacją i spożywaniem przez jednego z towarzyszy niesmacznych hot-dogów. A tych ostatnich kwestii jest niestety najwięcej. Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/09/przez-stany-popswiadomosci.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
2/5
19-11-2016 o godz 13:15 przez: Ola Miazek
Kto z nas nie chciałby zobaczyć miejsc, w których nagrywano nasze ulubione filmy, lub o których pisano w książkach? Dziś właśnie o takiej podróży życia, o podróży w miejsca znane tylko z kina lub z opowieści.


Przez Stany POP-świadomości" to zapis podróży do miejsc charakterystycznych dla popkultury. Grupa przyjaciół na czele z autorem podróżuje przez Stany Zjednoczone, aby zobaczyć m.in. miejsce, w którym nagrywane jest serial "The walking dead" lub miasteczko Stephena Kinga.

Książka składa się z trzech . Pierwsza to opis całej wyprawy, druga to fotoreportaż stworzony przez Kreskę_, a trzecia to wpisy, które pojawiły się na blogu Radka Teklaka.


Już na samym początku zauważyłam, że poczucie humoru Pana Kuby Ćwieka zupełnie nie pokrywa się z moim. Jego liczne żarty nie bawiły mnie ani trochę. Miałam nadzieję, że cała historia obroni się sama.

"Chcieć to szukać sposobu, nie chcieć to szukać powodu."


Kto z nas nie chciałby odbyć takiej podróży? Chyba nie ma takiej osoby, ja na pewno nią nie jestem, więc ochoczo sięgnęłam po tę książkę. Jednak w pewnym momencie styl, w którym jest napisana mnie przerósł. Był zbyt potoczny, tak bardzo "na luzie" napisano tę książkę, że straciła cały urok. Liczne dygresje i cała opowieść okazała się dość nudna. Postanowiłam przeczytać do końca tę książkę, dając jej szanse.

Najbardziej podobał mi się fotoreportaż. Klimatyczne zdjęcia były zdecydowanie najmocniejszym punktem całej pozycji. Dla mnie, to one najlepiej ukazały cel podróży.

Podsumowując, książka okazała się czymś zupełnie nie dla mnie. Jednak, żeby sprawdzić, czy Wam się spodoba, sami musicie po nią sięgnąć.

Za udostępnienie książki dziękuję wydawnictwu SQN.

Na więcej recenzji zapraszam na mojego bloga pomiedzy-ksiazkami.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

O autorze: Jakub Ćwiek

Pisarz, stand-uper i scenarzysta. Autor ponad trzydziestu książek, w tym bestsellerowych cykli fantastycznych „Kłamca” i „Chłopcy”, oraz popularnych powieści kryminalnych i sensacyjnych takich jak „Szwindel”, „Topiel” i „Drelich”. Aż dziesięciokrotnie nominowany do nagrody im. Janusza A. Zajdla dla najlepszych tekstów z dziedziny fantastyki. Nagrodę te otrzymał w 2012 roku. Ćwiek to również scenarzysta bardzo dobrze przyjętych produkcji audio: serialu „Jednooki król”, słuchowiska „Robin Hood i Szmaragdowy Król”, oraz stworzonego razem z Wojciechem Chmielarzem serialu „Skowyt”.

Panie Czarowne
4.5/5
32,99 zł
44,99 zł
Drelich: prosto w splot
4.8/5
25,24 zł
39,90 zł
Topiel
4.4/5
27,80 zł
39,90 zł
Stróże
4.6/5
27,56 zł
36,90 zł
Szwindel
4.2/5
26,48 zł
37,90 zł
Grimm City. Wilk!
4.2/5
28,42 zł
36,90 zł
Topiel
4.7/5
21,90 zł
39,90 zł
Kłamca
4.6/5
36,99 zł

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Cud, Miód, Malina
4.6/5
27,50 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Dar krwi
4.6/5
38,50 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Czerwona kartka
4.8/5
37,93 zł
59,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Święto ognia
4.7/5
30,35 zł
42,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Kimi Raikkonen
4.8/5
31,93 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Morderca znad Green River
4.7/5
43,07 zł
59,99 zł

Podobne do ostatnio oglądanego