Przegląd końca świata. Blackout (okładka  miękka, 08.2014)

Wszystkie formaty i wydania (1): Cena:

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Tylko jedna rzecz jest pewna: zawsze może być jeszcze gorzej
Kiedy w 2014 roku opracowywano lek na raka i skuteczną szczepionkę przeciwko grypie, nikt się nie spodziewał, że świat stanie na skraju zagłady. Po ćwierćwieczu walki o dawny świat, bez strachu o jutro, ludzkość wyszła na prostą. Wtedy też okazało się, że to nie zombie, a sam człowiek jest największym zagrożeniem.
Niespodziewany wybuch epidemii na Florydzie staje się kolejnym kamieniem milowym w spisku stulecia, a ekipa Przeglądu Końca Świata zostaje oskarżona o bioterroryzm. Sytuacja wymaga podziału grupy. Shaun wyrusza zbadać źródło zarazy, natomiast reszta udaje się do legendarnego hakera Małpy po nowe tożsamości. A do tego wszystkiego dochodzi tajemnica Obiektu 7c przetrzymywanego w tajnych laboratoriach CZKC…
Pozostało jeszcze tak wiele do zrobienia, a zegary nieubłaganie odmierzają czas do wielkiego finału. Czy młodym dziennikarzom wystarczy odwagi, żeby stawić czoła szalonym naukowcom, wytworom ich eksperymentów oraz pozbawionym sumienia agencjom rządowym?
„Blackout” to wstrząsający finał epickiej trylogii o dziennikarzach przyszłości, poszukujących prawdy w warunkach wybitnie niesprzyjających… podczas zombie-apokalipsy.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1100120753
Tytuł: Przegląd końca świata. Blackout
Tytuł oryginalny: Blackout
Seria: Przegląd końca świata
Autor: Grant Mira
Tłumaczenie: Brodzik Agnieszka
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 512
Numer wydania: I
Data premiery: 2014-08-27
Rok wydania: 2014
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 34 x 214 x 152
Indeks: 15409560
średnia 4,9
5
37
4
5
3
0
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
28 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
27-01-2016 o godz 15:22 przez: kati1330 | Zweryfikowany zakup
Ostatnia książka trylogii Miry Grant zrobiła na mnie ogromne wrażenie.Przeczytałam ją "jednym tchem".Nie wiem jak autorka to zrobiła ale każda z kolejnych czytanych przeze mnie części była coraz bardziej ciekawa i wciągająca.Nie jestem zapaloną zwolenniczką tego typu literatury i na Przegląd końca świata trafiłam właściwie przypadkiem ale talent pisarski Miry Grant potwierdził,że nie ważne o czym się pisze tylko w jaki sposób.Polecam serdecznie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-09-2014 o godz 18:40 przez: Rose | Zweryfikowany zakup
Blackout to ostatni tom trylogii napisanej przez Panią Mirę Grant. Książka nieprzewidywalna, pełna zwrotów akcji jak jej poprzedniczki. Zawsze ciężko mi rozstac się z bohaterami książki, w którą wsiąka się jak woda w gąbkę ale tym razem było to prawie niemożliwe. Serdecznie polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-08-2017 o godz 01:24 przez: Sebastian Daciów | Zweryfikowany zakup
ładnie wydana, szybka dostawa, kupiona na prezent :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
12-03-2015 o godz 12:28 przez: amchojnacka
Kilka rzeczy, które musimy sobie wyjaśnić na samym początku.

Nie czytam Książkowej Serii XXI wieku, to jest Gry o Tron, więc zagryzanie palców w oczekiwanie na kolejny tom, który ma się pojawić w nieokreślonej bliżej przyszłości jest mi obce.

Ostatnio na kontynuację z zapartym tchem czekałam, gdy wychodził Harry Potter. Uznajcie więc, że było to dawno.

Do czasu. Do czasu, aż w moje ręce wpadł Przegląd Końca Świata. Najpierw Feed, później Deadline a wreszcie wyczekany, wychuchany, wyproszony i wydzwoniony (tak, nagabywałam Wydawnictwo SQN telefonami z pytaniem o datę publikacji. Nie, nie wstydzę się tego) Blackout.

Szczerze? Kiedy pierwszy tom kończy się totalną bombą, a drugi zostawia czytelnika ze szczęką spoczywającą na podłodze a jedyne sensowne pytanie to: Co to ma, kurna, znaczyć? JAK TO?! Trzeci tom musi dać z siebie naprawdę dużo, by przeskoczyć swoich poprzedników. Poza tym, jako że Blackout jest zwieńczeniem trylogii, oczekiwałam porządnej dawki soczystej prozy i intrygi, do której przyzwyczaiła mnie już Mira Grant.
Zaprawdę, powiadam Wam, nie zawiodłam się.
Nie chcę zdradzać fabuły poprzednich części, jako, że wśród Was są osoby, które jeszcze Przeglądu… nie czytały (a ja zachodzę w głowę, dlaczego tacy ludzie jeszcze istnieją ;)) postaram się nie zdradzić zbyt wielu tajemnic.

Shaun i ekipa Przeglądu Końca Świata próbuje rozwikłać zagadkę, kto nastaje na ich życie. Jak bardzo nasza ulubiona organizacja – Centrum Zwalczania i Kontroli Chorób – narozrabiała? Jak to się stało, że z grupki dziennikarzy relacjonujących kampanię prezydencką zamienili się w uciekinierów, persony non grata, ze śmiercią depczącą im po piętach, ze zgliszczami i pożogą pojawiającą się wszędzie tam, gdzie oni. Shaun balansuje niebezpiecznie pomiędzy zupełnym popadnięciem w szaleństwo i wciąż nie może się zdecydować, czy woli pozostać w bezpiecznym świecie obłędu, kuszącym tym, co dla niego najdroższe, czy kolejny dzień zawalczyć o Prawdę.

Tymczasem w jednym z obrzydliwie białych i sterylnych laboratoriów budzi się aberracja biologiczna, która nigdy nie powinna powstać. A jednak istnieje. Zaś fakt, że zapłacono za nią ogromne ilości pieniędzy sugeruje, że ktoś szykuje naprawdę potężny przekręt…
Blackoutu się nie czyta. Przez Blackout się biegnie. Biegnie się tak, jakby za Tobą biegło stado całkiem świeżych zombie, marzących o kawałku mięska z Twojego udka. Biegnie się, z nadzieją, że na kolejnej stronie znajdzie się schronienie. A tam jeszcze więcej zagadek, jeszcze więcej znaków zapytania. Szybkie spojrzenie w kierunku tej grupy straceńców, z którą biegniesz. Ktoś pada i już nie wstaje. Biegniecie dalej. Na przekór wszystkiemu, żeby odkryć prawdę. Nawet jeśli was to zabije. Nawet, jeśli nie uda się przetrwać. Wiecie przecież, że musisz poznać prawdę. Musisz znać rozwiązanie zagadki, poznać tajemnicę, która dotychczas zaciskała gardło. Nie wolno Ci zaprzestać biegu, odłożyć go na później. Prawda nie poczeka. Powstańcie, póki możecie.

Blackout, podobnie jak jego poprzednicy, jest koktajlem perfekcyjnym. Nie dość, że pożywnym, to jeszcze do tego smakowicie przygotowanym. Serwuje czytelnikowi doskonałe wyważenie elementów humorystycznych, przerażających, sensacyjnych i wzruszających. To, co uwielbiam w prozie Miry Grant, to wiarygodnie skonstruowani bohaterowie. Prawdziwi aż do bólu, ludzcy nawet w obliczu walącego się na głowę wszechświata. Relacje, które nawiązują, mogą być krótkie, ale intensywne – bo takie też są czasy, w których żyją. Ekipa „Przeglądu Końca Świata” jest zwyczajnie ludzka. Kocha, cierpi, śmieje się, boi. Oni nie uciekają w nierzeczywisty heroizm, próbują – każdy na swój sposób – poradzić sobie z rzeczywistością, nawet jeśli ta ich zwyczajnie przerasta. Ktoś ucieka w szaleństwo, ktoś inny bije rekordy w strzelaniu do zombie, a kolejny szuka ukojenia w pisaniu opowiadań. Która droga jest właściwa a która nie? Jak można mówić o tym, gdy wokół szaleje apokalipsa zombie a to, co najdroższe, może zniknąć w przeciągu sekund?

Rozwikłanie zagadek przynosi słodko-gorzki smak, bo droga nie szczędziła kłód pod nogi, a opłatę liczyła w ludzkich życiach. Zakończenie historii niezwykłego rodzeństwa, których historia przerodziła się w pełnokrwisty thriller polityczny udziela wielu odpowiedzi ale i zostawia czytelnika z wcale nie takimi prostymi pytaniami.

I to jest właśnie to, co w Przeglądzie Końca Świata: Blackout lubię najbardziej. Niejednoznaczność? Dylemat? Być może. Mira Grant ustami i działaniami swoich bohaterów trochę daje odpowiedź, zostawiając przy tym czytelnikowi sporo miejsca na własne przemyślenia. Niezwykłość całego cyklu Przegląd Końca Świata, a w szczególności Blackoutu polega na tym, że w śmieszno-strasznej historii świata pełnego zombie zadaje trzeźwe, niekiedy niewygodne pytania o kondycję współczesnego świata. Nawet, jeśli on sam nie zmaga się w tym momencie z plagą nieumarłych. Nie możemy, ba, nie wolno nam przymknąć oczu i nie słyszeć tych pytań. Jakie są granice procedur medycznych? Gdzie
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
25-10-2014 o godz 20:20 przez: Rose Evra
"Powstańcie, póki możecie."

Oto nadeszła ta chwila, moja przygoda z "Przeglądem Końca Świata" dobiega końca. Serię ową odkryłam dość niedawno, bo niedługo przed wakacjami i wciągnęła mnie bez reszty. Poszczególne tomy czytałam praktycznie hurtowo, więc nieco dziwnie się czuje wiedząc, że tak szybko zakończyłam całą serię i nie ma już do czego wracać, nie ma oczekiwania na następny tom.
Ileż to czasu minęło, odkąd poznaliśmy Shauna i Georga uciekających na motocyklu przed zgrają zombie? Cały ich świat składał się z bloga i tykania nie-do-końca-umarłych patykiem, kiedy teraz od nich zależą losy całego świata. Niewyobrażalna odpowiedzialność. I niewyobrażalne kłopoty.
"Przegląd Końca Świata" to seria wyjątkowa i niepowtarzalna, dopracowana w niemal każdym szczególe.
Druga jej część, mianowicie "Deadline", zostawiła czytelnika z opadniętą szczęką i pytaniami kłębioncymi się w głowie. Pani Grant nieźle namieszała i, jak już pisałam w recenzji drugiej części, przy "Blackout" będzie musiała się bardzo postarać, by wszystko wypadło logicznie i wiarygodnie.

"Kiedy masz wybór między życiem a śmiercią, wybierz życie.
Kiedy masz wybór między dobrem a złem, wybierz dobro.
Kiedy masz wybór między potworną prawdą a pięknym kłamstwem, zawsze wybieraj prawdę"

"Przegląd Końca Świata" to seria o bardzo wysokim jak i wyrównanym poziomie. Poszczególne tomy serwują nam dawkę przygód i trzymających w napięciu intryg. "Blackout" nie jest wyjątkiem, autorka snuje pajęcza sieć spisków politycznych połączonych w misterną pajęczynę. Bohaterów również nie oszczędza, rzuca ich w wir najgorszych kłopotów, jakie mogliby sobie wyobrazić. Wydawałoby się, że nie może być już gorzej, ale owszem, może. Po wybuchu epidemii na Florydzie strefa ta została odcięta od reszty kraju i spisana na straty. Kochane CZKC bardzo wygodnie zrzuciło winę na "Przegląd Końca Świata" co w konsekwencji zaowocowało uznaniem ich na bioterrorystów. Prze to muszą się ukrywać - wraz z doktor Abbey, nieco szaloną, ale genialną panią naukowiec. Nigdzie nie mogą być bezpieczni. Jednak nie zamierzają być bierni, postanawiają działać - cała ekipa rozdziela się, by sprostać innym zadaniom.
Cóż, fabułę nieco trudno streścić tak, by nie psuć innym lektury spoilerami, Ktoś, kto przeczytał już drugą część na pewno zrozumie, jak bardzo szokująca i przepełniona akcją była, pozostałym nie będę psuła zabawy i ograniczę się do tak ogólnikowego zarysu fabuły.

Mira Grant znana jest z rozbudowanej i bardzo realistycznej kreacji świata. Trzecia część serii nie odbiega od poziomem od wcześniejszych pod tym względem - świat przedstawiony wciąż zaskakuje swoją perfekcją i niesamowitą logiką. Kunszt autorki w dopasowywaniu elementów świata tak, że nie można doszukać się choćby jednej nielogicznej rzeczy, jest naprawdę warty docenienia.
Konsekwencją bardzo plastycznych i dokładne opisów niemal wszystkiego, co się wokół dzieje, co tworzy ten właśnie rozbudowany i realistyczny świat jest nieznaczne rozwleczenie akcji. Może inaczej: dla mnie nieznaczne, bo wiem, że spora grupa osób narzeka na rozwlekłą fabułę.
Mi osobiście to nie przeszkadza, lubię dobrze wykreowany świat, w który mogę "wejść", jednak nie każdemu może to przypaść do gustu, gdyż preferuje szybką akcję

George. Shoun, Maggie, Mahir i inni członkowie Przeglądu Końca Świata, niezbyt się zmienili. Shoun może trochę dojrzał, zmieniły mu się priorytety i ogólne postrzeganie świata. Ogólnie bohaterowie od samego początku byli bardzo dobrze wykreowani i myślę, że nie potrzebna tu była ich wewnętrzna ewolucja i przemiana. Nie mamy tu do czynienia z ideą "hej, mamy po 16 lat, kochajmy się i chodźmy ratować świat, bo jesteśmy tacy wyjątkowi", jak to bywa w większości młodzieżowych książek. Tutaj bohaterowie są dorośli i obce im są irracjonalne zachowania, przy czym nie są idealni - popełniają błędy. "Przegląd Końca Świata" to jedna z niewielu książek, w której żaden z bohaterów nie przyprawia mnie o chęć mordu, a już na pewno jedyna, w której nikt mnie nie irytuje. Każda postać jest oryginalna, ma swoje przyzwyczajenia, dziwactwa i dziwne zachowania,ale w żadnym wypadku nie mamy tutaj powielanych schematów.Cięte komentarze i specyficzny humor postaci nadal pozostały bez zmian i wciąż świetnie wzbogacają jeżyk książki, która sam w sobie trzyma bardzo wysoki poziom. Mimo iż książka zawiera wiele aspektów z zakresu medycyny i wirusologi, to nie przeszkadza to w czytaniu. Autorka bardzo zwinnie wplata w dialogi pytania mniej "wyedukowanych" postaci, dzięki którym wszystko jest wytłumaczone w najbardziej przystępny sposób.


"(...) Jeśli otrzymacie kiedyś wysokie stanowisko, a wasze decyzje mogą zaważyć na całym społeczeństwie, konsultujcie się z sześciolatkami. Jeśli patrzą na was z przerażeniem w oczach i mówią, że do końca życia dostawać będziecie rózgi zamiast prezentów, zapewne czas na zmiany."

Kiedy pierwsza część serii ma za zadanie zapoznać czytelnika ze światem i postaciami, ostatniej przypadło chyba jeszcze trudniejsze zad
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-08-2014 o godz 13:52 przez: Rosemarie
"Są na świecie trzy rzeczy, w które naprawdę wierzę.
Że prawda nas uwolni. Że kłamstwa to więzienie, które sami sobie budujemy.
I że Shaun mnie kocha. Reszta to szczegóły."

W 2014 rok wynaleziono lek na raka i skuteczną szczepionkę przeciw grypie, jednak coś poszło nie tak. Przy okazji naukowcy wytworzyli wirusa o nazwie Kellis-Amberlee, który sprawia, iż martwi ożywają, stają się żądnymi mięsa zombie. Obecnie, w 2041 roku ludzkość wyszła na prostą i odbudowała swoje życie. Szybko okazuje się jednak, iż ożywające trupy to nie jedyne zagrożenie czyhające na ludzi. Prawdziwe niebezpieczeństwo stanowią władze, które sprytnie manipulują całym społeczeństwem.

Głównymi bohaterami tej trylogii są bloggerzy z Przeglądu Końca Świata, dla których najważniejszą wartością w życiu jest prawda. To jej wyznawaniem kierują się w swoich postach, to prawdę pragną przekazywać swoim czytelnikom. W "Blackout" zbliżają się do nieuniknionego finału... Odkryją oni spisek władz i za wszelką cenę będą chcieli go ujawnić, nie bacząc na poświęcenia, których będą musieli dokonać. Jak wielu z nich dotrze do samego końca?

Zanim przystąpiłam do pisania recenzji porządnie musiałam opanować mętlik w swojej głowie. Uwierzcie mi, jak z ciężkim sercem przyszło mi się pożegnać z tą wspaniałą trylogią, która dostarczyła mi tyle niezapomnianych przeżyć i emocji. Gdy przeczytałam "Feed" zrozumiałam, że powieść Miry Grant nie skupia się na zombie, że nie są oni motorem napędowym jej serii. I to pokochałam. Gdy skończyłam "Deadline" siedziałam bezruchu i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Takiego zakończenia sequelu w życiu bym nie przewidziała, pisarka po prostu całkowicie mnie zaszokowała i wywołała ogromny niepokój. Natomiast gdy wraz z kolejnymi stronami zbliżał się koniec "Blackout" czułam smutek, bo doszło do mnie, że to naprawdę koniec. Że nie będzie więcej przekomarzanek Shauna i nieubłaganego dążenia do wygłaszania prawdy bloggerów Przeglądu Końca Świata. Finałowy tom skończyłam czytać po pierwszej nocy i naprawdę ciężko było mi zasnąć, bo w mojej głowie kotłowało się milion myśli. Zaprzeczałam, że to koniec, bo tak nie może przecież być. Ta książka po prostu zostawiła mnie pełną emocji, z którymi nie wiedziałam, co zrobić.

Historia Miry Grant, jak już wspomniałam nie prawi o zombie, choć wiele osób z opisu fabuły może tak właśnie wnioskować. Opowieść tej autorki z zatrważającą prawdą odnosi się do współczesności, choć jest przecież fikcją. Okazuje się, że najgorsze niebezpieczeństwo nie czyha ze stron zombie, ale ze strony osób na wysokich szczeblach kariery, gdzie królują pieniądze. Ironiczne, prawda? Że nawet ożywający martwi nie są w stanie zmienić wartości, którymi niektórzy ludzie się kierują.

Ze szczęściem i ulgą odetchnęłam, gdy Mira Grant udźwignęła brzemię własnych pomysłów. Ci, co czytali "Deadline" bez problemu mnie zrozumieją. Pisarka choć genialnie zakończyła sequel, powodując u czytelników niemal szok, bałam się o finałową część. Obawiałam się, iż autorka po prostu nie da sobie rady z wiarygodnym i logicznym wyjaśnieniem. Moje obawy nie miały żadnego uzasadnienia w rzeczywistości, a Mira Grant udowodniła, jak wybitną pisarką jest. Sam jej pomysł wirusa Kellis-Amberlee zasługuje na ogromne uznanie, a sposób, w jaki dokładnie go przedstawiła jest jeszcze bardziej zachwycający. Nie ma tutaj mowy o żadnych niedopowiedzeniach i niezgodnościach, bo każdy aspekt został dogłębnie przemyślany.

Misternie konstruowanie intryg wychodzi Mirze Grant doskonale. I zdaję sobie sprawę, że moja recenzja jest ogromną laurką, nie mogę jednak nic złego napisać o tej pisarce. W "Blackout" akcja toczy się dwutorowo, dzięki czemu czytelnik ma okazję poznać dwa punkty widzenia bohaterów, będących w kompletnie innych miejscach i radzących sobie z własnymi problemami. Wielowątkowość to kolejny plus warsztatu pisarskiego Miry Grant. Jeśli chodzi o bohaterów, to czytelnik nie może zrobić nic innego, jak przecierać ze zdumienia oczy widząc, jak genialnie zostali oni wykreowani. Każda postać odznacza się innymi cechami, które czynią ją wyjątkową i unikalną. Nie są płaskie i bez życia, czasami czułam się, jakby zostali oni żywcem wyrwani w rzeczywistości i umieszczeni na kartach powieści.

Zawsze obawiam się o ostatnie tomy serii. Ciężkim zadaniem jest zakończenie całej historii w satysfakcjonujący sposób, o dobre zamknięcie wątków i przedstawienie dalszego życia bohaterów. Będąc szczerą, Mira Grant nie rozczarowała mnie, ale z pewnością wywołała u mnie niedosyt. Wiem, że to jedyne słuszne zakończenie, jednak po prostu chyba nie byłam gotowa na pożegnanie się z całą ekipą Przeglądu Końca Świata. I chyba nigdy bym nie była, a zbędne przedłużanie tej opowieści nic by nie dało, bo byłoby to tylko odwlekanie nieuniknionego.

Ciężko mi uwierzyć, że to koniec. Że więcej nie wrócę do tego przerażająco prawdziwego świata i historii, którą pochłania się z wypiekami na twarzy i szybko bijącym sercem. Ale tak jest. Trylogię Przegląd Końca Świata pol
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-10-2016 o godz 19:02 przez: insomniaof
Witajcie! Wciągnęłam się niesamowicie w post-apo od przeczytania pierwszej części „Przeglądu Końca Świata”, a dzisiaj [wreszcie!] chciałabym wam opowiedzieć o ostatnim jego tomie. Strasznie szybko to minęło, aż dziwnie przyznać, że to ponad 1500 stron historii. Mnie wydawało się ledwie mgnieniem. Mam nadzieję, że rodzeństwo Masonów jeszcze kiedyś się pojawi w powieściach Miry Grant. W międzyczasie pozostaje mi czekanie na nowy sezon The Walking Dead oraz szukanie innych ciekawych książek o zombie. Ale wracając do naszych dziennikarzy – w trzecim tomie dużo się działo, więc nie przedłużając zapraszam.

Seanan Lynn McGuire (ur. 5 stycznia 1978 w Martinez (Kalifornia) – amerykańska pisarka i filkerka, tworząca pod pseudonimem Mira Grant. Laureatka Nagrody Campbella dla nowego pisarza w 2010 roku, przede wszystkim za powieść z gatunku urban fantasy Rosemary and Rue. Oprócz tego nominowana do Nagrody im. Philipa K. Dicka oraz wielokrotnie do nagrody Hugo – tylko w 2013 roku była pięciokrotnie nominowana do Hugo w różnych kategoriach, zarówno pod własnym nazwiskiem jak i pod pseudonimem. Współredagowany przez nią podcast SF Squeecastotrzymał dwukrotnie nagrodę Hugo, w 2012 i 2013 roku. Jest także aktywną twórczynią ruchu filk (muzyki fanowskiej), gdzie zdobyła pięć nagród Pegasus, za wykonawstwo, kompozycję oraz za najlepsze piosenki.
Tylko jedna rzecz jest pewna: zawsze może być jeszcze gorzej. Kiedy w 2014 roku opracowywano lek na raka i skuteczną szczepionkę przeciwko grypie, nikt się nie spodziewał, że świat stanie na skraju zagłady. Po ćwierćwieczu walki o dawny świat, bez strachu o jutro, ludzkość wyszła na prostą. Wtedy też okazało się, że to nie zombie, a sam człowiek jest największym zagrożeniem. Niespodziewany wybuch epidemii na Florydzie staje się kolejnym kamieniem milowym w spisku stulecia, a ekipa Przeglądu Końca Świata zostaje oskarżona o bioterroryzm. Sytuacja wymaga podziału grupy. Shaun wyrusza zbadać źródło zarazy, natomiast reszta udaje się do legendarnego hakera Małpy po nowe tożsamości. A do tego wszystkiego dochodzi tajemnica Obiektu 7c przetrzymywanego w tajnych laboratoriach CZKC… Pozostało jeszcze tak wiele do zrobienia, a zegary nieubłaganie odmierzają czas do wielkiego finału. Czy młodym dziennikarzom wystarczy odwagi, żeby stawić czoła szalonym naukowcom, wytworom ich eksperymentów oraz pozbawionym sumienia agencjom rządowym? BLACKOUT to wstrząsający finał epickiej trylogii o dziennikarzach przyszłości, poszukujących prawdy w warunkach wybitnie niesprzyjających… podczas zombie-apokalipsy.

Już w drugim tomie podejrzewałam, że w finale spadnie bomba fabularna, ale czegoś takiego się nie spodziewałam kompletnie. Jeśli ktoś z was nie czytał poprzednich części to odsyłam na recenzji „PKŚ: Feed” oraz „PKŚ: Deadline”. A skoro mogę już trochę zaspoilerować, to mimo moich obaw o ten zabieg, wróci pewna postać. W tak niesamowity sposób, że jest on chyba jedynym możliwym wyjściem, żeby ją z powrotem wrzucić do fabuły. Strasznie podoba mi się konsekwentnie podejmowanie tematu problemów psychicznych i radzenia sobie ze stratą, chociaż w nieco innym wymiarze. Wypływa również kolejny kontrowersyjny wątek – klonowanie. Warto sobie przy okazji lektury zadać pytania takie, jak zadają bohaterowie. Czy klon jest idealnym odwzorowaniem osoby – fizycznym i psychicznym? Jeśli nie, to co z tą resztą, która może być sprzeczna z osobowością klonowaną. Po prostu mózg wybucha na milion kawałków przy tego typu dyskusjach. Ja przez dłuższą chwilę kłóciłam się z P. na ten temat i wcale nie został on zamknięty. Akcja rwie do przodu i nie zatrzymuję się nawet na chwilę. Rozwiązanie wielkiej intrygi, która zagęszcza się z każdym tomem mnie w pełni usatysfakcjonowało. Jednak zakończenie cyklu jako takiego, już nie bardzo. Moim zdaniem, autorka mogła inaczej to rozstrzygnąć, a wyszło przewidywanie. Trochę mi przykro, że prawdopodobnie już nie usłyszę o Masonach, a polubiłam ich tak, że nie obraziłabym się o jeszcze kilka powieści. Podsumowując, polecam nie tylko „Blackout”, ale całą historię o tych genialnych dziennikarzach. Znajdziecie w niej wszystko – intrygę, akcje, horror, komedię i dramat. Ponadto warto poczytać dla decyzji moralnych i wielu trudnych wątków jak strata czy eksperymenty mogące zdmuchnąć kilka milionów ludzi z powierzchni ot tak.

Polecam fanom poprzednich przygód Georga i Shauna oraz wszystkim zakochanym w powieściach o zombie. Naprawdę bardzo dobra trylogia nie tylko dla młodzieży.

„(…) Jeśli otrzymacie kiedyś wysokie stanowisko, a wasze decyzje mogą zaważyć na całym społeczeństwie, konsultujcie się z sześciolatkami. Jeśli patrzą na was z przerażeniem w oczach i mówią, że do końca życia dostawać będziecie rózgi zamiast prezentów, zapewne czas na zmiany.”
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-08-2014 o godz 14:54 przez: kate627
„Tacy właśnie są ludzie. Zawsze zwalniają, by obejrzeć wrak.”

Dawno, dawno temu… Za górami, za lasami mieszkała sobie dziewczyna, która uwielbiała czytać książki. Pewnego dnia postanowiła z tej swojej miłości założyć bloga recenzenckiego, na którym mogłaby zamieszczać swoje refleksje na temat przeczytanych powieści. Minął rok, a ona nadal pisała. Mniej więcej wtedy zauważyła, że pewna książka o zombiakach zbiera niesamowicie wielkie rzesze fanów. Sama jednak nie przepadała za chodzącymi trupami, ponieważ jej pierwsze spotkanie z książką o tym temacie nie skończyło się za dobrze. Była jedną z niewielu, którym nie podobał się Las zębów i rąk, więc pomyślała, że i tym razem będzie tak samo. Dlatego nie kupowała Feed, lecz wypożyczyła ją z biblioteki. Przeczytała i opisała swoje emocje z nią związane na blogu. Podobała jej się ta pozycja, jednak nie widziała w niej aż tylu pozytywów co inni, dlatego nie spieszyła się z kontynuacją, poza tym jej biblioteka nie była wyposażona w Deadline, więc musiała czekać na cud. I takowy się zdarzył! Wydawnictwo ogłosiło konkurs, w którym owa dziewczyna wzięła udział. Do wygrania była cała trylogia Przeglądu Końca Świata. Wykonała ona zadanie, które trzeba było zrobić i z największą niecierpliwością czekała na wyniki. Gdy je zobaczyła świat na moment przestał się kręcić. Wygrała! Cieszyła się jak mała dziewczynka. Wtedy zaczęło się oczekiwanie na przesyłkę, gdy ta wreszcie do niej dotarła, dziewczyna bez zbędnych ceregieli zabrała się za lekturę. Przeczytała Deadline i przepadła. Zakochała się i nie mogła doczekać się więcej. Jednak zrobiła sobie przerwę, żeby za szybko nie zakończyć swej przygody z zombie. W końcu zabrała się za Blackout. Wreszcie je skończyła i jej serce przestało bić. Przepadło gdzieś w literach, które tak naprawdę są tylko tuszem na papierze, lecz dla niej stały się czymś więcej. Stały się częścią jej samej. Teraz ta dziewczyna stoi przed Wami i zdradza Wam swoje emocje. Przedstawia Wam swoją historią. Dzieli się z Wami zachwytem. Dajcie jej na to chwilę, może i Was przekona.
NAJWYŻSZY PRIORYTET!
KOPIOWAĆ BEZ OGRANICZEŃ!
Możecie się dziwić, że piszę tę recenzję bez opisu zawartości. Po prostu nie chcę Wam ani trochę spolerować fabuły. Chcę abyście sami wzięli do ręki tę serię i zobaczyli czym ona pachnie. A czuć od niej rozkładającym się mięsem chorych na Kellis-Amberlee, ale również lojalnością, prawdą i odwagą, której nie znajdziecie nigdzie indziej. Czuć od niej poświęceniem i światem, który nigdy nie powinien był istnieć. Jednak przede wszystkim czuć od niej świadomością, że nawet ktoś tak nieważny jak bloger, czy nastolatek może zmienić świat i to na lepsze.
Nie wiem jak Wam to powiedzieć, ale ta seria zasługuje na to, żeby postawić jej ołtarzyk ku jej czci i mam nadzieję, że ta moja skromna recenzja będzie właśnie czymś takim. Psalmem ku jej czci.
Trudno jest mi określić co sprawiło, że zaczęłam interesować się tą historią. Wydaje mi się, że były to mega pozytywne recenzje Jane, która odkąd tylko poznała Deadline kazała mi się zaopatrzyć w tą pozycję. Tak po prawdzie to Feed aż tak mnie nie przekonało do zapoznania się z kontynuacją jak namowy Jane. To ona sprawiła, że wzięłam udział w konkursie, mimo że o tym nie wie. To ona sprawiła, że miałam nadzieję na wygraną. To ona jako pierwsza dowiedziała się, że wygrałam i kiedy skończyłam swoją przygodę z tą serią. To z nią dzieliłam swoje emocje po przeczytaniu Deadline, a później Blackout. Za to wszystko chciałabym jej mocno podziękować, bo gdyby nie ona to tej recenzji z pewnością by nie było.
Zajmijmy się teraz jednak Przeglądem Końca Świata. Moim zdaniem jest to seria, z którą zdecydowanie warto się zapoznać. Nie wiem czy mi uwierzycie, ale moim zdaniem świat bez niej wyglądałby całkowicie inaczej. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdemu może się ona spodobać. Przecież nie każdy przepada za zombie w książkach. Nawet ja ich nie lubię! Jestem pewna, że więcej nie tknę żadnej pozycji z chodzącymi trupami, bo to zdecydowanie nie mój klimat.
Więc dlaczego piszę psalm pochwalny Przeglądowi Końca Świata?
Na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź: styl autorki i historia, którą nam opowiedziała. Podziwiam ją za stworzenie tak niecodziennego świata. Tak odmiennego od tego co można spotkać. Tak strasznego, a jednocześnie tak pięknego. Nie mogę się nadziwić, że człowiek może mieć w sobie tyle wyobraźni. Tyle charyzmy i nieprzeciętności. Że nawet zwykły tusz na papierze może nabrać nowego znaczenia. Że zaczniesz przytulać się do książek, żeby poczuć się jeszcze bliżej bohaterów. Żeby poczuć się jak to jest walczyć z nimi u boku. I mimo że nigdy nie chciałbyś żyć w świecie, który stworzyła Mira Grant, to jednak żałujesz, że cię tam nie ma.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-11-2014 o godz 18:49 przez: Natalia Patorska

Kiedy pierwszy raz spotkałam się z Georgią i Shaunem, przeżyłam katharsis. Trudno mówić o czymkolwiek innym - byli tacy inni od wszystkich. Georgia lubi - lubiła - powtarzać i pisać na swoim blogu o prawdzie. Ona wierzyła tylko w nią. Tylko ją głosiła, nawet pod groźbą śmierci. I ja też ogłoszę prawdę, prawdę, która może zmienić Wasze życie: Blackout Miry Grant jest idealną historią.

Przyzwyczailiśmy się z Mahirem i resztą do mamrotania Shauna pod nosem, w końcu jedynie wyimaginowana Georgia - o ironio!, wciąż bystrzejsza od niego - pomagała mu nie załamać się. Wciąż był naszym szefem, a od kiedy powoli zaczęliśmy zagłębiać się w spisek CZKC zaczął być zbyt impulsywny. Okay, Irwin tykający zombie patykiem powinien taki być, bo od tego rosną statystyki... Tylko Shaun wycofał się z błysku fleszy. I nadal tykał zombie patykiem - by odreagować.

Doktor Abbey była trochę szalona ze swoim pomysłem badania prawdziwych żywych (ale wciąż martwych) zombie. Jasne, chciałaby znaleźć lek, odkryć sekret Shauna i jego krwi, ale narażała nas tym nie tylko na bunt martwiaków, ale na wykrycie przez CZKC. Georgia nie żyła, Shaun powoli tracił rozum, a my próbowaliśmy utrzymać Przegląd Końca Świata na powierzchni. I głosić prawdę. Ona by tego chciała.

Mira Grant spisała się na medal - Blackoutowi nie ma nic do zarzucenia. Myślałam, że po rewelacjach z Feedu i Deadline'u, nic nie jest w stanie mnie zadziwić, ale oczywiście Grant lubi robić niespodzianki, tak jak i tym razem. Wydarzenia stały się poważniejsze, co nieco zmieniło odbiór powieści: to już nie dreszczyk emocji i blogerska przygoda, ale rozwiązanie spisku na skalę światową. Rzutowało to na fabułę; nie była już tak skupiona na akcji, ale raczej na ludziach. Na ludziach, którzy byli w stanie się poświęcić dla głoszenia prawdy.

Pisząc o Deadlinie uznałam powieść za dobrą, ale nie przypuszczałam, że może powstać coś jeszcze lepszego. W kwestii oddania charakterów tak bliskich mi Masonów Grant nie miała sobie równych. Zupełnie jakby pracowała z nimi od lat, a potem spisała wszystko. Blackout... jeśli znacie poprzednie tomy, wiecie, w jakim stanie znajdowaliście się po lekturze. A teraz pomnóżcie wasz stan razy dwa i dodajcie brak kontynuacji. Emocjonalna rozsypka gwarantowana.

Może powinnam być Fikcyjną, bo zbyt emocjonalnie podchodzę do wszystkiego. Mahir i Georgia potrafili pisać fakty, to, co było prawdziwie, nie dodając do tego emocji, a ja pisząc o Masonach nie potrafię. Koniec ich ery oznaczał koniec czegoś w moim życiu. Niewiele jest momentów, kiedy się tak czuję. Niewiele razy wydaje mi się, jakby część mnie umarła. I jakbym potem powstała na nowo, ale z frustrującym brakiem czegoś ważnego. Kellis-Amberlee mnie nie dopadł, pomimo to czułam palący głód, chcąc więcej i więcej.

Szkoda, że go nie zaspokoiłam.

I jednocześnie dobrze, że go nie więcej. Przeciąganie na siłę byłoby błędem. Historia Masonów skończyła się w takim momencie, że nie trzeba nawet dodać kropki nad i. Bo Mira Grant tę kropkę dodała. Blackout to zwieńczenie cudownej, intrygującej i tak oryginalnej, jak tylko może być, historii. Historii łączącej w sobie thriller polityczny i medyczny, kryminał i post-apokaliptyczny klimat. Historii, która potrafi zawładnąć człowiek niczym wirus Kellis-Amberlee.

Powstanie nie zniszczyło wielu bibliotek ani księgarni. Stoją otworem, czekając na was. Badania krwi bywają bolesne, ale możecie to zrobić dla Georgii i Shauna - możecie poznać ich historię i rozgłosić ją, rozgłosić, co zrobiło CZKC. Może pokochacie się jak my. Może załamiecie się po tym, jak wszystko się skończy. Mahir przyjął to spokojnie, ale ja nie potrafię. Pożegnania bolą, a ja nie byłam na nie gotowa. Chyba płakałam. Nie mam siatkówkowego KA, ale i tak rzadko płaczę. A z powodu dwójki najwybitniejszych blogerów i końca ich przygody w błysku fleszy, płakałam.

Mira spisała wszystko, a Blackout to ostatnie nasze chwile z Shaunem, Georgią, Mahirem, Maggie, Becks i Alariciem. Przeżywałam wszystkie słowa, wszystkie chwile i wydarzenia. Wydaje się, że Blackout to powieść akcji jak z dawnego świata: pościgi, intrygi i spiski, i dwoje agentów idących przed siebie, zostawiających za sobą płonący helikopter. Jednak to coś więcej niż akcja. To osoby, którzy zdobywają serca innych, którzy przywiązują do siebie ludzi, a potem... a potem odchodzą, kiedy czas zejść ze sceny.

Jeśli nie dane wam było poznać Georgii i Shauna za czasów ich świetności, pozostaje wam Przegląd Końca Świata. Mira Grant zrobiła cudo z ich historii. Blackout był końcem, najlepszym, takim, na jaki zasłużyli. A wy...

Powstańcie, póki możecie.

z Książkoholiczki Nadeine,
bloga Natalii Patorskiej
opublikowano: 19 listopada 2014 roku
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-11-2014 o godz 16:20 przez: Optymista
Niespodziewany wybuch epidemii na Florydzie staje się kolejnym kamieniem milowym w spisku stulecia, a ekipa Przeglądu Końca Świata zostaje oskarżona o bioterroryzm. Sytuacja wymaga podziału grupy. Shaun wyrusza zbadać źródło zarazy, natomiast reszta udaje się do legendarnego hakera Małpy po nowe tożsamości. A do tego wszystkiego dochodzi tajemnica Obiektu 7c przetrzymywanego w tajnych laboratoriach CZKC… Pozostało jeszcze tak wiele do zrobienia, a zegary nieubłaganie odmierzają czas do wielkiego finału. Czy młodym dziennikarzom wystarczy odwagi, żeby stawić czoła szalonym naukowcom, wytworom ich eksperymentów oraz pozbawionym sumienia agencjom rządowym?

Jak często zdarzało mi się ubolewać z powodu przeczytania jakiejś książki? Trudno policzyć. Jedną z takich powieści jest Blackout. Po jej przeczytaniu moje życie straciło sens. Nie wierzę. Ale, że jak, czy to już naprawdę koniec? Definitywnie? Jakoś dalej nie mogę przetrawić tej wiadomości. To nie może być prawda, to nie możliwe! Nie można kończyć takich historii w tak krótkim czasie! Te trzy tomy, to zdecydowanie za mało! Miro Grant, z całego serca Cię nienawidzę za zrujnowanie mojego życia!


O tym, że autorka potrafi zaskakiwać miałem okazję dowiedzieć się już w pierwszym tomie. I tak z każdą kolejną częścią moje bezgraniczne zaskoczenie wyprzedzało daleko w przód wszystkie ustalone granice zaskoczenia, jakie wywołać może człowiek. Nie wiem jak Mira Grant to robi, ale dzięki niej podczas lektury całej serii, zwłaszcza tego tomu, moja szczęka opadała wciąż niżej i niżej choć z naukowego punktu widzenia bardziej już się nie dało. Jak widać, autorka kpi sobie z wszelkich wyznaczonych granic i z błąkającym się po ustach uśmiechem czyni, co nie możliwe. A gdybyście tylko przekonali się z jaką łatwością jej to przychodzi!


"Jeżeli mamy już upaść, zróbmy to z hukiem."


Z całego serca znienawidziłem również pewną bardzo niegrzeczną organizację. Każdy kulturalny powiedziałby, że to nie ładnie, tak pałać nienawiścią do innych. Czyż nie? Najwidoczniej ci ludzie jeszcze nie mieli okazji zetknąć się ze światem wykreowanym przez autorkę tej serii. W tej bardzo brutalnej rzeczywistości nie mam miejsca na rozterki tego typu. Albo sobie radzisz, albo zwyczajnie zmieniasz się we wrak człowieka. Co najlepsze, możesz liczyć tylko na siebie. Gdyby goniło cię stado wygłodniałych zombie na próżno strzępiłbyś sobie swój słodziutki głos. Pomoc znikąd by nie nadeszła. A Ty powinieneś być tego świadomy.

Po zakończeniu Deadline byłem pewien, że Grant nie będzie w stanie podnieść poprzeczki wyżej. Czy to jest w ogóle legalne, żeby trzymać kogoś w takiej niepewności? Widocznie tak, bo pisarka nadal jest na wolności. Ale wracając do wychwalania finałowego tomu, obserwowanie Obiektu 7c pochłonęło mnie bez reszty. Do tej chwili trochę ciężko jest mi zaakceptować takie rozwiązanie. Emocje sięgnęły zenitu, kiedy okazało się, że Shaun Mason dosłownie zderzył się z owym obiektem. Ciekawy byłem, jak dalej rozegra się cała akcja. Rzecz jasna, znów się nie zawiodłem.

Szanuję i chylę czoła autorce za umiejętność kreowania takich bohaterów. Chociaż pisałbym o nich wiele, nie byłbym w stanie oddać w całości, co tak naprawdę znaczą dla mnie ci papierowi przyjaciele. Najbardziej z wszystkiego, co można w nich polubić przypadł mi do gustu ich charakter. Zadziorni, przepełnieni czarnym humorem, odważni i kontrowersyjni. Szczególnie widać to w sposobie, w jaki się do siebie zwracają. Z kpiącym uśmieszkiem na ustach, gotowi zripostować każdą odpowiedź kolegów. Niektórzy nazwaliby ich po prostu chamami, ja jednak nie byłbym w stanie czegoś takiego powiedzieć. Nie o swoich przyjaciołach.


"Patrz, mamo! Porwałam prezydenta! Nie jesteś dumna ze swojej córeczki?"


W Blackout się dzieje. Bardzo dużo się dzieje. Jakby tego było mało, opisywane zdarzenia mają tempo ekspresowe. Akcja wciąż przyśpiesza, nie dając nam nawet chwili na odpoczynek! Dokładnie tak jakbyśmy czuli na swoim karku nieświeży oddech zombie, śliniących się czymś ohydnym, co kiedyś prawdopodobnie było śliną, na widok świeżego mięska, jakże szybko uciekającego. Dziki slalom pomiędzy intrygami, zagadkami i ludźmi, którzy wiele by dali, żeby nas wyeliminować, był bardzo ekscytujący i okropnie mi smutno, że cała ta przygoda dobiegła już końca.

Wszystko dobiega końca, ale z tym finałem ciężko jest mi się pogodzić. To dla mnie jak apokalipsa. Po prostu nie do przyjęcia. Moja przygoda z tym oryginalnym rodzeństwem i ich znajomymi dobiegła końca. Z gorącego serca zachęcam więc was do głębszego zapoznania się z tą historią. Naprawdę warto!



POWSTAŃCIE, PÓKI MOŻECIE!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
25-06-2015 o godz 00:03 przez: Beata
Rok 2014 był bardzo pracowity pod względem wynalazków. Pojawił się lek na raka jak i szczepionka przeciwko grypie. Jednak nie wszystko idzie po dobrej myśli. W tym roku, również rozprzestrzenił się wirus Kellis-Amberlee. Dotyka człowieka przez chociażby najmniejszy kontakt z krwią zarażonego i już sam się nim staje. A dokładnie mówiąc, zamienia się w zombie.
Aktualnie jest rok 2041, niespodziewanie na Florydzie wybucha epidemia. Za ten czyn podejrzana jest cała ekipa Przeglądu Końca Świata. Grupa musi zbadać co spowodowało ten atak, ale także muszą się ukryć przed władzą. W chwili gdy cała obsada PKŚ zajmuję się swoimi sprawami, robi tajemne badania na obiekcie 7c. Pozostaje tylko jedno pytanie, czy uda się im uratować świat od epidemii?


Książka "Blackout" to trzecia część trylogii "Przeglądu Końca Świata". Opowiada ona o młodych dziennikarzach którzy zmagają się z wirusem jakim jest Kellis-Amberlee. Po pierwszą część sięgnęłam kilka miesięcy i tak jak druga, bardzo mi się spodobała. Wręcz pokochałam te dwie części. Na "Blackout" zwlekałam trochę długo i to tylko z jednego powodu. Tak mocno przyzwyczaiłam się do bohaterów a "Blackout" to koniec, a nie chciałam ich tak szybko stracić. Jednak moja ciekawość wygrywała, dlatego po krótkim czasie pojawiła się u mnie ostatnia część.

Akurat kiedy miałam zacząć ją czytać, byłam świeżo po skończeniu pierwszego sezonu IZombie. Dlatego nie miałam problemu z przejścia z innej książki do tej. Przez te kilka miesięcy potwornie stęskniłam się za bohaterami. W końcu mogłam przeżywać z nimi ich dalszą przygodę. Autorka w ogóle nie zmieniła naszych bohaterów, pozostawiła ich takich samych jacy byli w poprzednich książkach. To jest ogromnym plusem, gdyż zazwyczaj postacie w dalszych częściach ewoluują, niestety najczęściej w tą gorszą stronę. Tutaj pozostali tacy sami!

Cały początek historii, jest dalszą częścią tego co stało się w "Deadline". Dlatego już od początku, powoli wchłaniałam się w powieść. Z każdą kolejną stroną robiła się coraz bardziej ciekawsza. Akcja się dopełniała i z czystą prawdą mogłabym już przed setną stroną stwierdzić, że to jest tak samo wspaniałe jak poprzednio.

I za to chyba uwielbiam również autorkę, a mianowicie mam na myśli że mimo tragizmu który wprowadziła do powieści, ciągle pojawiał się humor. Ten, przez który na mojej twarzy pojawiał się lekki uśmiech. A cięte riposty bohaterów rozbrajały na każdym kroku. Jednak nie tylko to, uwielbiam w tej książce. Oczywiście, pojawia się wątek miłosny. I tak Shannon, autorka "Czasu żniw", tak Grant nie skupiła się na nim przez resztę książki. Miłość to tak naprawdę sprawa poboczna, która jest tylko dodatkiem czy dopełnieniem. I jak wspomniałam w recenzji serii "Czasu żniw" tak i tu wspomnę, sama chciałam żeby było tego wątku o wiele więcej! Niestety musiałam delektować się tym, co autorka mi dostarczyła.

Przy czytaniu towarzyszyło mi wiele emocji, tak jak wspomniałam wcześniej humor ale również wzruszenie, rozpacz i wiele innych. Ta książka była dla mnie taką huśtawką emocjonalną. Może i dziwne ale w takich chwilach, totalnie się rozklejam. To jedyny moment, gdy emocje zdobyte książki walają się po mnie, to u mnie już kręci się łezka w oku. Tak jak mówiłam, z humoru, rozpaczy i wzruszenia.

Pewne momenty, wywołały również we mnie zaskoczenie. Niektóre były zbyt mocne przez co musiałam odłożyć książkę na moment. Wszystko przez to że musiałam wbić sobie do głowy, że to naprawdę się stało, tak potoczyła się historia. Nieraz nie byłam w stanie uwierzyć w to co się stało. Mimo że chęć dalszego czytania we mnie się aż gotowała, musiałam przerwać z tego szoku.

Ale też był taki przypadek gdy zostało mi z około sto stron, to niestety przestałam ją czytać na dobry cały dzień. I nie myślcie że czymś mi podpadła. Wszystko wynikło z tego że uświadomiłam sobie że jeszcze te sto stron i koniec. Koniec z bohaterami, fabułą, ze wszystkim koniec! Już niedługo będę musiała się pożegnać i już nigdy więcej nie poznać dalszych losów bohaterów. Ale zabrałam się za nią i tak dotarłam do ostatnich stron.

Końcówka może nie była tak jak reszta, lecz jak najbardziej mi się podobała. W sumie lepszej nie mogłam sobie wyobrazić. To było lekko smutne ale również cudowne zakończenie tej trylogii. Oczywiście teraz po zakończeniu, stwierdzam że trylogia "Przeglądu Końca Świata" pojawiła się w tych najukochańszych według mnie książkach. Gdzie na równym poziomie jest seria "Czas żniw", a ją również z całego serca kocham. Oczywiście warto sięgnąć po trylogię. Obiecuję że nie będziecie żałować przy niej spędzonego czasu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-03-2015 o godz 16:29 przez: Elfik Book
Ludzie umierają, rodzą się, ale dla czasu nie ma to znaczenia... On cały czas biegnie dalej, nie zwracając uwagi na tak mało istotną sprawę jak problemy ludzkie. Jest bezwzględny i stały. Minął już ponad rok, odkąd Shaun pożegnał najbliższą sobie osobę na świecie. Podobno dokładnie ten sam bezwzględny czas leczy rany. Nie u niego. Szaleństwo nadal postępuje i niszczy go od wewnątrz. Mimo tych wszystkich wydarzeń, które przeżył, cała ekipa "Przeglądu Końca Świata" nadal na niego liczy, ale on już nie ma siły. W tym samym czasie w oddziale CZKC przeprowadzane są eksperymenty, które dla większości ludzi są nieetyczne i niemoralne. Co chce osiągnąć CZKC? Dlaczego Rick się nie odzywa? I przede wszystkim czy Shaun da radę pokonać własne demony i odnaleźć prawdę?

Od dłuższego czasu chciałam przeczytać tę serię. Nie dlatego, bo podobał mi się opis. Tak naprawdę to raczej zniechęcał mnie do przeczytania cyklu. Zombie to nie moje klimaty. Jednak tyle razy słyszałam pozytywne opinie o "Przeglądzie Końca Świata", że musiałam go przeczytać. Bardzo chciałam się dowiedzieć, co takiego ludzie w nim widzą. Na pozór jest to kolejna dystopiczna książka, która ukazuje apokalipsę. I to w dodatku za pomocą zombie, które nie są tak bardzo popularne w naszym kraju. Teraz jestem po przeczytaniu całej trylogii i znam odpowiedź na te pytanie. Nigdy nie wierzcie pozorom...

Uważam, że największym mistrzostwem Miry Grant są bohaterowie. W pierwszej części byli bardzo dobrze wykreowani i od razu polubiłam ich. Po przeczytaniu dwóch kolejnych tomów, wiem, że ich kreacja jest wybitna. Obserwacja szaleństwa Shauna była fascynująca. Nie irytowałam się, że muszę wysłuchiwać, jak rozmawia sam ze sobą. To było wręcz naturalne. Rozumiałam go i chciałam mu pomóc. Nie czułam współczucie. Od początku wiedziałam, że jest silnym mężczyzną, który jest w stanie osiągnąć wiele. Ta cała jego obsesja była dla mnie przejawem odwagi. Nie łatwiej byłoby po prostu popełnić samobójstwo? Po tym wszystkim co przeżył, to byłaby najlepsza droga do spełnienia marzeń. Jednak nie zrobił tego w drugiej części. Dopiero zaczął łamać się w "Blackout". Jednak na tyle go już polubiłam, że cokolwiek uczynił tutaj, nie było to w stanie zmienić mojego zdania na jego temat. I to jest tylko jedna postać, a wszyscy bohaterowie mieli swoją historię, oddzielną psychikę, która czymś się wyróżniała. I w dodatku mogliśmy znowu obserwować starych bohaterów i ich zmianę, bo nikt po takich wydarzeniach nie jest już sobą.

Podziwiam również autorkę za historię, którą nam opowiedziała. Przedstawienie jej wymagało wielu przygotowań i niesamowitej wiedzy na podjęty temat. Przekonała mnie. Znałam realia tamtego świata i byłam w stanie uwierzyć we wszystko, co pisała. To było możliwe, ale nie to mnie zachwyciło. Gdyby cała ta historia wydarzyła się w naszym świecie i ktoś przedstawiłby mi takie fakty, uwierzyłabym. Te wszystkie zdarzenia miały swój cel. Ta seria skłoniła mnie do głębokich refleksji na temat naszego świata. Jak w tej chwili ktoś jest w stanie przekonać mnie do tego, to dlaczego to wszystko nie może mieć miejsca w przyszłości? Dlaczego nie teraz? Georgia wyznawała zasadę: prawda jest najważniejsza. Zdałam sobie sprawę, że nie znam jej i raczej nigdy nie będę miała możliwości poznania. To mnie przeraziło.

Powinnam powiedzieć coś na temat zombie... Polubiłam je. Jakkolwiek to brzmi, tak jest. Po trzech częściach przyzwyczaiłam się do nich i zaczęłam traktować jako naturalną rzecz. To była jedyna stała, w którą można było wierzyć. Zawsze były i nikt nie miał, co to tego wątpliwości. Stały się narzędziem w rękach autorki, która sprawnie wykorzystywała je w potrzebnej sytuacji.

"Kto chce zobaczyć, jak mocuję się z łosiem zombie?"

Tak można podsumować całą serię. Paradoksalna jak ludzie. Jednakże dzięki temu zaczęłam zastanawiać się nad niektórymi sprawami, które zawsze odkładałam na później. Ale czy później będzie czas? Polecam ją każdemu dojrzałemu człowiekowi. Nie dajcie zwieść się umarlakom. One naprawdę czasami są sympatyczne. Tu chodzi o historię i prawdę, która w każdym możliwym świecie powinna być ujawniona.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-03-2015 o godz 21:37 przez: Paulina Topolewicz
Jeśli pamiętacie moje obawy, związane z sięgnięciem po drugi tom Przeglądu Końca Świata, czyli Deadline, chyba nie zdajecie sobie sprawy jak czułam się przed Blackout. Książka, która miała rozwiązać wszystko, która zakończyła całą serię oraz która znowu mnie zaskoczyła. Balibyście się? Ja sięgałam po nią z wielkim znakiem zapytania, ponieważ wiedziałam, że jeżeli po raz pierwszy otworzę tę książkę, kiedyś będą musiała ją zamknąć, na zawsze. I chociaż wiedziałam, że od tego nie ucieknę, wiedziałam, że kiedyś będzie musiało to nadejść, to jednak wzbraniałam się i szukałam innych książek do czytania, aby tylko nie sięgnąć po tę. Jednak w końcu zdobyłam się na to, aby poznać Blackout i opuścić świat Przeglądu Końca Świata, zombie i zagubionego Shauna Mansona.

Niespodziewany wybuch epidemii na Florydzie sprawia, że sprawy komplikują się jeszcze bardziej. Shaun Manson przeżywa utratę siostry, a świat dookoła powoli się rozpada. Na dodatek Ekipa Przeglądu Końca Świata zostaje oskarżona o bioterroryzm. W tym samym czasie CZKC przetrzymuje w swoich tajnych laboratoriach tajemniczy obiekt 7c. Zegar tyka, odmierzając czas do wielkiego finału, który rozwiąże wszystko. Przegląd Końca Świata dobiega końca.

"Prawda uczyni cię… martwym"

Chcę mi się krzyczeć, naprawdę. Finałowe tomy serii zawsze wzbudzają emocje, zawsze zaskakują czytelnika i pozostawiają po sobie ranę w sercu. Jednak moim zdaniem Blackout przeszedł wszystko. Wspaniała seria, ze wspaniałym zakończeniem. Mam wielką ochotę teraz po prostu wstać i zacząć klaskać. W chociaż małym stopniu wyrażę teraz wdzięczność, podziw, ale i zazdrość, do Miry Grant, chociaż wiem, że nigdy tego nie usłyszy.

Po tym co dostaliśmy na zakończenie Deadline, otrzymaliśmy Blackout, czyli wielkie wyjaśnienie końcówki drugiego tomu. Tego byłam chyba najbardziej ciekawa, ponieważ kilka zdań w ostatnim akapicie poprzedniej części bardzo mnie zszokowało i sprawiło, że naprawdę zastanawiałam się jak autorka wybrnie z tak wspaniałego, ale zarazem trudnego, pomysłu. Mira Grant jak zwykle pokazała na co ją stać. Nie dość, że postawione sobie wysokie poprzeczki przeskoczyła, to znowu dała nam wielki worek uczuć, intryg oraz granic, które w tym tomie przesunęła jak najdalej - a wszystko to nazwała po prostu Blackout.

"Zawsze może być gorzej"

Bohaterowie nadal wspaniali i tacy prawdziwi, towarzyszyli nam do końca stron i do końca naszej przygody z Przeglądem Końca Świata. Przez cała książkę byłam wystawiana na wiele prób, ze strony Miry Grant, jednak to końcówka i cały epilog wykończył mnie psychicznie. W Blackout jest wiele, naprawdę wiele momentów, w których nasze oczy zrobią się większe, nasza mina zdziwiona, a nasz mózg nie będzie dowierzać temu co przeczytaliśmy. Jednak to zakończenie sprawi, że coś w nas pęknie. Tak po prostu. I chociaż chciałam wielkiego happy endu, wspaniałego zakończenia, to jednak ostatnie strony finalnego tomu Przeglądu Końca Świata pomogły mi naprawdę, niezaprzeczalnie i prawdziwie poczuć tę historię.

W tej części nie miałam chwil znużenia, bądź nudy. Tutaj każdy rozdział chwytał mnie za serce, ciekawił i sprawiał, że chciałam więcej. Akcja biegła do przodu, a z nią razem ja.

Podsumowując. Jeśli ktoś zabrnął aż do 2 tomu, to jestem pewna, że nie trzeba zachęcać go do sięgnięcie po Blackout. Jednak jeżeli dalej wahacie się czy poznać historię zombie, ekipy bloggerów i Mansonów to proszę Was, nie zastanawiajcie się dłużej i pobiegnijcie już teraz do księgarni, by kupić tom pierwszy. Ja pokochałam serię Przeglądu Końca Świata, pokochałam jej bohaterów, wydarzenia oraz całą fabułę. Dziś musiałam rozstać się z tym światem, pożegnać się z nim na zawsze. I chociaż naprawdę mi z tym ciężko, to nie żałuję. A już dziś planuję powrócić kolejny raz i poznać tę historię od nowa. Bo warto, naprawdę warto.

MOJA OCENA: 10/10

Za poznanie tej wspaniałej historii dziękuję serdecznie wydawnictwu SQN.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-10-2014 o godz 12:31 przez: Sylwester Wawruszczak
Czasem wystarczy raz zrobić coś dobrze, a ludzie będą już zawsze tego od Ciebie oczekiwać. Tak też było w przypadku Miry Grant – po dwóch znakomitych tomach „Przeglądu Końca Świata” oczekiwania czytelników wobec zwieńczenia trylogii były niemałe. Autorka nie tylko musiała domknąć całą opowiadaną historię, ale także postarać się nie zawieść swoich fanów. Ja już wiem, czy jej się to udało.

Ekipa „Przeglądu Końca Świata” nie ma lekko. Walka ze spiskiem związanym z wirusem Kellis-Amberlee zmusiła blogerów do ucieczki i znalezienia kryjówki, a ich jedyną sojuszniczką wydaje się być doctor Abbey, której zdrowie psychiczne jest rzeczą wątpliwą. Jednocześnie Centrum Do Zwalczania i Kontroli Chorób pracuje nad bez wątpienia nieetycznym projektem bezpośrednio związanym z rodziną Masonów…

Więcej z fabuły nie chcę zdradzić, by nie wyjawić zbyt wiele osobom, które dopiero planują sięgnąć po książki Miry Grant, bowiem historia opowiedziana w „Blackoucie” jest bezpośrednią kontynuacją poprzednich tomów. Dość powiedzieć, że kontynuacją dopiętą na ostatni guzik – autorka nie pominęła chyba żadnego wątku, skwapliwie doprowadzając wszelkie nici fabularne do końca. Ba, nawet elementy, które w poprzednich częściach przewinęły się tylko w tle, tutaj doczekały się choćby niewielkiego cameo. Naprawdę nie spodziewałem się, że tak wydawałoby się nieznaczne rzeczy mogą jeszcze powrócić.

Muszę przyznać, że na początku miałem problem z lekturą „Blackoutu”. Rozdziały dłużyły mi się niemiłosiernie, tempo wydawało mi się zbyt wolne, a fabuła mało porywająca. Działo się tak, ponieważ w ostatnim tomie trylogii fabuła przez większą część prowadzona jest dwuwątkowo, a rozdziały dotyczące każdej z połówek historii pojawiały się na zmianę. Z jednej strony spowalniało to nieco akcję z drugiej jednak strony wiem, że był to zabieg celowy – dzięki niemu czytelnik nie miał szans ani chwilę zapomnieć o jednym wątku podczas lektury drugiego.

Po połączeniu się obu linii fabuły tempo akcji ruszyło z kopyta, i to o wiele bardziej, niż można się było tego spodziewać. Wydarzenia tuż po scaleniu historii wzbudziły we mnie naprawdę sporo emocji, a gdy tylko sytuacja blogerów się ustabilizowała, autorka zaatakowała po raz drugi, z większą mocą. Praktycznie do samego końca rozwój wypadków nie zwalniał poniżej pewnej prędkości, nie pozwalając czytelnikowi na znudzenie. Zaś jedna z ostatnich scen… cóż, szczerze się przyznam, że zebrały mi się łzy w oczach.

Tak naprawdę tylko jedna rzecz popsuła mi odbiór książki. Jedną ze scen z czystym sumieniem mogę określić jako fanfic, wyglądający bardziej na dzieło nastoletniej fanki, niż na coś, co wyszło spod pióra autorki. Naprawdę w sporo rzeczy byłbym wstanie uwierzyć, ale to co się wydarzyło było po prostu mocno naciągane – pierwszoosobowa narracja powinna chociażby dawać wcześniej jakieś wskazówki. Chociaż może dawała, tylko po prostu ja nie byłem w stanie ich zauważyć... W każdym bądź razie, żeby nie było niedomówień: nie przeszkadza mi przedstawiony wątek, ale sposób, w jaki został on wprowadzony.

Poza powyższym do niczego nie można się tak naprawdę przyczepić. Książka utrzymana jest w podobnym klimacie, jak poprzednie tomy, język również nie odbiega od wcześniejszego poziomu, zaś historia doczekała się godnego zakończenia. Przygoda z ekipą „Przeglądu Końca Świata” była dla mnie satysfakcjonująca i choć żal rozstawać się z postaciami, wierzę, że Mira Grant wykreowała dla nich najlepsze możliwe zakończenie historii. Aczkolwiek jeśli autorka postanowi kiedyś powrócić to stworzonych przez siebie postaci, na pewno będę jednym z pierwszych, którzy sięgną po nowe opowieści. Bo wiem, że warto.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-03-2015 o godz 12:56 przez: Adam Grochocki
Jak w przypadku poprzedniczki ostrzegam, że jest to bezpośrednia kontynuacja, praktycznie bez przeskoków w czasie. Postaram się wszystkie spoilery zamieścić w pierwszym akapicie. Jeśli ktoś nie czytał niech przeskoczy od razu do drugiej sekcji.

Mira Grant na ostatnich stronach zaserwowała nam WIELKI cliffhanger. Okazało się bowiem, że Georgia Mason żyje. Jak? Dlaczego? Po co? Tego dowiecie się z lektury. Jest to jednak fakt, który zupełnie zmienia dynamikę wydarzeń. Georgia jest więźniem w ściśle strzeżonym laboratorium. Nie ma pojęcia w jaki sposób przeżyła, chociaż pamięta każdy szczegół z momentu, gdy Shaun skrócił jej cierpienia.
Shaun tymczasem wraz z ekipą ukrywają się u Doktor Abbey. Lekko szalona pani doktor prowadzi w dalszym ciągu badania nad Kellis - Amberlee. Sielanka nie może trwać zbyt długo. Blogerzy decydują się na niemal samobójczą misję. Stawiają wszystko na jedną kartę. Albo uda im się ujawnić spisek CZKC, albo zginą próbując.

Psioczyłem lekko na Deadline za brak jakiejś konkluzji na końcu przygody. Po zapoznaniu się z Blackout to wrażenie zupełnie zanika. W momencie, gdy znam całą trylogię nie widzę żadnych słabych punktów. Całość wydaje się wręcz przesadnie przemyślana i niedorzecznie szczegółowa. Seria pod tym względem przypomina trochę serial Breaking Bad, gdzie ostatnie epizody ostatniego sezonu czerpały garściami z pierwszych odcinków. Identyczną sytuację mamy i tutaj. Wątki z Feed i Deadline powracają w najważniejszych momentach i są nie tylko rozwijane, ale czasem okazuje się, że niektóre wydarzenia miały kompletnie inne znaczenie niż wszystkim się wydawało.

Opowieść o zombie i wielkim, międzynarodowym spisku trzeba też solidnie zakończyć. Mira Grant dała radę zrobić to zaskakująco, a przy tym również wiarygodnie. Zakończenie mimo, że nie ma zbyt dużo fajerwerków to pokazuje jak ważne było dla całego przedstawionego w serii świata. Po prostu majstersztyk. Tym bardziej, że nie mamy tutaj typowego czarnego charakteru. Historia radzi sobie bez niego.

Konstrukcja Blackout też nieco różni się od poprzedniczek. W Feed narratorem była Georgia, w Deadline prowadził nas Shaun. Tutaj poznajemy wydarzenia z perspektywy dwóch osób, a przez moment nawet trzech. Dodaje to nieco dynamiki i poszerza nasze horyzonty.
Pozostały kończące poszczególne rozdziały notki z blogów bohaterów, ale też doczekały się nowości. Czasem możemy przeczytać list napisany przez jakąś inną postać, jakiegoś maila z ważnymi informacjami, czy notkę z pamiętnika.

Bez zmian pozostał natomiast humor. To oczywiście zaleta. Podobają mi się te wszystkie sarkastyczne uwagi, te uszczypliwe docinki i komentarze głównych bohaterów. Mniej mamy nawiązań do popkultury, ale ze względu na finał opowieści nie było po prostu czasu na zajmowanie się głupotami.

Podtrzymuję swoje zdanie. Trylogia Przegląd Końca Świata to najlepsza seria o zombie z jaką się spotkałem. Bardzo przemyślane i spójne uniwersum, a do tego zadziwiająco dokładne wytłumaczenie przyczyny apokalipsy sprawiają, że jesteśmy w stanie uwierzyć, że coś takiego może mieć miejsce. Blackout sam w sobie jest najlepszą książką z serii, ale tylko dlatego, że nie było tu miejsca na zwolnienia akcji, a bohaterowie są już dobrze znani czytelnikom.

Jednym zdaniem: jeśli lubisz gry, filmy i seriale traktujące o zombie to po prostu musisz przeczytać trylogię Przegląd Końca Świata. Kropka!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-10-2014 o godz 12:12 przez: mxf
Mira Grant jest absolutną mistrzynią budowania napięcia! Ale to nie jedyna jej zdolność! Przede wszystkim, co często podkreśla, uwielbia tematykę zombie, a horrory to jej ulubiony gatunek - jest zatem przygotowana na tego typu scenariusze, przede wszystkim jako członkini obozu przetrwania Horror Movie Sleep-Away, w którym ustanowiła jeden z rekordów przetrwania. Ale ja, jako wierny czytelnik muszę przede wszystkim pochwalić jej wyobraźnię i niezwykłą łatwość przelewania pomysłów na papier. Oczywiście zdaję sobie, że nad każdą książką pracuje często sztab ludzi, część z nich ma wpływ na treść jako konsultanci, ale modelują i poprawiają oni pomysł autora. A przeniesienia do świata zombie wątku dziennikarskiego związanego mocno z Internetem było strzałem w dziesiątkę!

"Blackout" podejmuje nowe wątki, które znacznie rozbudowują fabułę. Jeśli w poprzednich tomach było o polityce, a potem sporo medycznego bełkotu o genezie powstania wirusa, to tutaj mamy tego jeszcze więcej, na dodatek sporo genetyki i klonowania, odwieczną walki o władzę, bioterroryzm i gigantyczną globalną intrygę. Rzecz jasna i w tym kłębku mrocznych wątków znajdzie się światełko jakie niesie ze sobą lojalność, przyjaźń, miłość, poświęcenie i zrozumienie wzajemne człowieka.

Główni bohaterowie trylogii - Shaun i Georgia przechodzą metamorfozę osobowości. Shaun - ponieważ stracił swoją siostrę, ukochaną przyjaciółkę życia, o której mówił zawsze "że go przeżyje". Z kolei Georgia - no cóż… spoiler - uczy się "być" na nowo. Ale z całej grupy bohaterów tylko ta dwójka została pogłębiona. Pozostali, także członkowie grupy "Przegląd końca świata" nie zmienili się o jotę - dlatego tak łatwo było odgadnąć jak postąpią, czytanie o ich problemach i decyzjach stawało się nudne. Jest to jednak wada, na którą mogę przymknąć oko.

Niewątpliwie "Blackout" to idealny przykład na zakończenie historii kilkutomowych we właściwy sposób. Grant nie popełnia błędów rzeszy pisarzy, która najpierw tworzy multum wątków, aby w finałowej części wszystkie upchać kolanem i rozwiązać naprędce, ponieważ kończy się ilość miejsca na stronach. Czytając powieść nie zastanawiałem się nad konkretnymi rozwiązaniami, tylko chłonąłem je jak gąbka - znaczy to tyle, że wydały mi się prawdopodobne. Rzecz jasna znalazłem kilka elementów, które mnie raziły - np. brak nazwiska naukowca CZKC pod koniec powieści, gdzie niemal każda postać z dalszego planu choćby ksywkę miała. Są to jednak rzeczy tam mało istotne dla fabuły, że postanowiłem przejść nad tym do porządku dziennego.

Generalnie dziękuję autorce za możliwość przedstawienia bardzo rozbudowanego świata postapokaliptycznego, w którym umieszczono zombie. Wśród zalewu produkcji filmowych, serialowych i książek z ostatnich kilku lat trudno było wyłowić coś na tyle dobrego, co pochłonęłoby mnie bez reszty. "Przegląd końca świata" nie tylko nie zawiódł moich oczekiwań, ale i przywrócił wiarę w dobre zakończenia książkowych cykli, które wcale nie muszą być pisane w nieskończoność, aby wyeksploatować do końca wszystkie możliwe wątki. Udało się to jak na razie tylko Grant - i za to jej po raz kolejny dziękuję.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-11-2014 o godz 19:48 przez: Kamila Idziaszek
Blackout to niestety już ostatnia część trylogii Przeglądu Końca Świata i jest mi z tego powodu bardzo przykro, ponieważ ta seria w całości podbiła moje serce i stała się jedną z moich ulubionych. Niestety w końcu nadszedł ten dzień na pożegnanie się z bohaterami i światem, który stworzyła autorka. Jestem jednak pewna, że ten cykl na długo zostanie w mojej pamięci i z pewnością jeszcze kiedyś do niego wrócę.

Ekipa Przeglądu Końca Świata zostaje oskarżona o spowodowane kolejnej epidemii na Florydzie. Wszyscy członkowie muszą się ukrywać i walczyć o swoje życie. Shaun próbuje odkryć kto stoi za całym spiskiem, a reszta grupy wyrusza do legendarnego hakera po nowe tożsamości. Czy młodym dziennikarzom uda się wyjść cało z tej sytuacji? Czy odkryją rozwiązanie tajemnicy?

Niestety nie mogę nic więcej zdradzić wam na temat fabuły, ponieważ chcę abyście sami przekonali się co takiego wymyśliła autorka. Mogę napisać tylko tyle, że w książce naprawdę dużo się dzieje, a Pani Grant często zaskakuje. Wielokrotnie nie mogłam po prostu uwierzyć w to co przekazywała mi autorka, a kolejne rozdziały czytałam z zapartym tchem. Akcja Blackout jest szybka i wypełniona wieloma zdarzeniami. Jestem pewna, że podczas czytania nie będziecie się nudzić. Ja sama byłam bardzo zaskoczona tym w jaki sposób Mira Grant zakończyła całą trylogię i jeszcze długo po jej zapoznaniu nie mogłam dojść do siebie.

Bohaterowie oczywiście tak jak w poprzednich częściach są świetnie opisani. Każdy z nich miał swój niepowtarzalny charakter co czyniło go wyjątkowym. Autorka pozwoliła mi doskonale poznać każdą postać i nie ukrywam, że bardzo się do nich przywiązałam. Jest mi strasznie smutno, że już nie przeczytam kolejnej części o Shaunie i jego ekipie. Uważam, że Blackout jak najbardziej trzyma poziom całej trylogii i w niczym nie jest gorsze od poprzednich części.

Mira Grant stworzyła idealnie wykreowany świat, w którym nic nie jest dziełem przypadku. Autorka wszystko świetnie obmyśliła i sprawiła, że ja również stałam się częścią stworzonej przez nią historii. Moim zdaniem trylogia Przeglądu Końca Świata nie zawiera w sobie żadnych błędów ani wad. Mogę z czystym sumieniem polecić ją każdemu z was.

Muszę przyznać, że byłam bardzo sceptycznie nastawiona do pierwszego tomu. Nie byłam pewna czy przypadnie mi on do gustu i czy zaciekawi mnie na tyle, że będę chciała przeczytać kolejne części. Jednak gdy tylko zaczęłam czytać Feed, wiedziałam, że koniecznie będę musiała zapoznać się z całą trylogią. Jestem pewna, że jeśli tylko dacie jej szansę to podbije ona wasze serce.

Okładka oczywiście pasuje do tej powieści i przyciąga wzrok czytelnika. Powieść idealnie prezentuje się na półce wśród innych powieści. Mam nadzieję, że przekonałam was do tego, abyście jak najszybciej zapoznali się z tą serią. Jeśli jeszcze nie jesteście pewni to zachęcam was to tego, aby zaryzykować i przekonać się, że Przegląd Końca Świata to idealna trylogia, od której nie można się oderwać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-08-2014 o godz 20:41 przez: Suzanne
Zaczęło się od „FEED”, rozwinęło w „Deadline”, a skończyło w „Blackout”...niestety!Sięgnęłam po książkę Miry Grant. Gdy skończyłam ją czytać, to wtedy postanowiłam nie trzymać się tak bardzo gatunku, który najbardziej zapełnia teraz półki w księgarniach. Chodzi oczywiście o fantastykę. Zabrałam się, więc też za inne gatunki, w tym thrillery. Trylogia o Shaunie i Georgii Mason stała się moim ulubionym thrillerem.
Pierwszy tom zakończył się bombą, drugi sprawił, że moja szczęka znalazła się na podłodze, w tym momencie nasuwa się pytanie: Jak to!? Co to ma znaczyć!? Trzeci tom musiał być absolutnie idealny, aby dać radę dwóm poprzednim. Blackout jest zakończeniem trylogii, więc moje oczekiwania co do tej książki po poprzednich były duże.
Czy się nie zawiodłam? Odpowiedź znajdziecie pod koniec mojej recenzji.

Shaun i reszta ekipy Przeglądu Końca Świata próbuje dowiedzieć się kto nastaje na ich życie oraz jak bardzo nasza „ulubiona” organizacja – Centrum Zwalczania i Kontroli Chorób – jest niegrzeczna. Jak to się stało, że z grupy blogerów, dziennikarzy relacjonujących kampanię prezydencką stali się uciekinierami, personami non grata, ze śmiercią drepczącą im po piętach, z pożogą i zgliszczami pojawiającymi się wszędzie tam, gdzie oni. Shaun jest bardzo blisko popadnięcia w szaleństwo. Nie może się zdecydować, czy woli zostać w bezpiecznym świecie obłędu, który oferuje mu to, co dla niego najdroższe, czy kolejny dzień walczyć o Prawdę.
Tymczasem w jednym z tych sterylnie i obrzydliwie białych laboratoriów budzi się klon, który nie powinien powstać. Jednakże istnieje. To wszystko kosztowało fortunę, więc łatwo w takim przypadku podejrzewać ogromny przekręt.

Jakie są granice procedur medycznych? Gdzie przebiega granica, której ludziom przekroczyć nie wolno? Czy nauka zawsze służy ludzkości tak jak powinna? Jakie powinny być relacje pomiędzy ludźmi mediów, a ludźmi polityki? Wobec kogo dziennikarze mają większe zobowiązania: wobec czytelników czy może polityków chcących utrzymać świat w pewnych ryzach? Czy wszystkie informacje powinny być podane do wiadomości publicznej? Czy wartość prawdy usprawiedliwia ponoszone koszty, liczone w ludzkich życiach? Jeśli warunkiem przetrwania jest istnienie w świetle reflektorów, to jak wiele wolno nam sprzedać?
Przez wszystkie strony "biegłam" bez przerw. Tak samo było z poprzednimi częściami. W powieściach tej autorki uwielbiam to, że jest tu dużo wiarygodnie wykreowanych postaci. Ekipa Przeglądu Końca Świata jest naprawdę rzeczywista. Cierpi, kocha, śmieje się i boi.
Książka jest idealna, nie zawiodłam się! Kto nie zna tej trylogii niech szybko to nadrobi! Poważnie powieść rozwala czytelnika (przynajmniej mnie).

„Żywa czy martwa, prawda nie odpoczywa. Powstańcie, póki możecie!”
„Problem ludzi u władzy jest taki, że zaczynają koncentrować się na utrzymaniu swojej pozycji, a nie na tym, co jest dobre, a co złe albo po prostu idiotyczne.”
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
24-11-2015 o godz 16:50 przez: Marta Jac
Po świetnej pierwszej części czym prędzej sięgnęłam po kolejną. Okazała się bardzo fajna. Więc co mi pozostało? Przeczytać zakończenie. I oczywiście się nie zawiodłam. Wiedziałam od początku, że tak seria mimo kilku malutkich minusów jest naprawdę świetna. A teraz jestem tu, aby opowiedzieć Wam co sądzę o ostatniej części.

Zacznę od tego, że pomysł na całą trylogię bardzo mnie zaintrygował. Nigdy wcześniej nie czytałam właściwie o zombie czy podobnych sprawach. Trylogia przyciągnęła mnie także ze względu na to, ze głównymi bohaterami są blogerzy. Czy to nie wspaniałe? Być blogerem i czytać o nich. Niesamowite uczucie, które sprawiło, że podniosło mnie to na duchu i już wiem, że nie mogę tak po prostu zrezygnować z bloga.

Przejdę od razu do akcji, bowiem to ona spędzała mi najwięcej snu z powiek. Jak każda z poprzednich części tak i ta była napisana w taki sposób, że akcja czasem, na kilka rozdziałów zawodziła. Nie żeby był to jakiś wielki minus. ale zauważyłam pewną nieschematyczną prawidłowość. Tak jak pierwsza książka to dość trudny początek i niesamowita druga część książki, druga - zamiennie raz pod wozem raz na wozie, czyli akcja, uspokojenie, akcja, uspokojenie i tak w kółko, to trzecie została znów inaczej napisana. Początek został napisany bardzo żywo, energicznie. Działo się tak dużo. Środek książki to uspokojenie akcji. Ale zakończenie to prawdziwa bomba. Nie tylko świetne zakończenie tego tomu, ale także całej trylogii. Zauważyłam, że Mira Grant po prostu potrzebuje rozdziałów na to, aby wyjaśnić co się właściwie dzieje i podać nam w nich wiele nowych faktów, aby potem zalać nas lawiną akcji. Wszystko ok, tylko trzeba przejść przez te trudniejsze momenty, wiedząc, że dalej będzie się naprawdę dużo działo.

Bardzo polubiłam wszystkie postacie pojawiające się na kartach tej powieści. Nie dopatrzyłam się w nich płytkości, czy nierealności. Każda z nich jest charakterystyczna i niesamowita, warta zauważenia. Bardzo dobre są prowadzone pomiędzy nimi dialogi. Pełne humoru, ale i powagi. A do tego okraszone sporą dawką różnych informacji o tym co się dzieje w ksiązce - wszystko podane bardzo zrozumiale i logicznie.

I to właśnie bardzo mi się spodobało w pani Grant. Jej realność i logiczność. A do tego niewymuszony humor i spora dawka humoru. Ta trylogia zapadnie mi w pamięć na długo. Tego jestem pewna. Bo jest w niej coś czego nie ma w innych. Nie jest schematyczna. Jest zupełnie oderwana od reszty serii książek, które napisane są czasem na siłę lub jak to się coraz częściej zdarza po prostu dla kasy. Ja szczerzę mogę Wam wszystkim polecić tę serię. Naprawdę się na niej nie zawiedziecie, a odkrywanie jej tajemnic i błądzenie bo nieznanym, niebezpiecznym świecie pełnym zombie i ludzi dążących do władzy was pochłonie bez reszty. Polecam!


www.books-mylov.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
13-08-2014 o godz 10:59 przez: Aleksandra Walczak
zy macie takie serie, które wciągnęły Was bez reszty? Takie, którym oddaliście swoje serce, umysł i wiele godzin ze swojego życia? Takie, które po ukończeniu wywołały u Was pustkę i niemoc? Dokładnie tak jest ze mną i serią pt. Przegląd Końca Świata autorstwa Miry Grant. Pragnę Wam zaprezentować trzeci tom trylogii zatytułowany Blackout – epicki finał epickiej serii.

Nie ma sensu przytaczać tu fabuły, gdyż jest to ostatni tom i szkoda by było zdradzać ją czytelnikom będącym przed przeczytaniem pierwszego tomu, a każdy. Powiem jedynie, że zachowana jest ciągłość wobec tomu drugiego. Tam gdzie fabuła Deadline się zakończyła tam i rozpoczął się Blackout.

Finałowy tom to esencja dwóch poprzednich części. Wymieszanie części politycznej z konfliktem CZKC oraz relacjami rodzinnymi i socjologicznymi – mix, na który czekaliśmy bardzo długo. I powiem tyle opłacało się! Kwintesencja bohaterów, akcji, fabuły i poszczególnych wątków zamknięta w jednej, epickiej książce, która wciągnie jeszcze mocniej niż poprzednie części.

Bohaterowie niezmiennie pozostają postaciami z krwi i kości. Charyzmatyczni, wielowymiarowi i przede wszystkim tacy realni, będący zarazem naszymi przyjaciółmi jak i druhami w walce. Dopracowani w każdym calu z cechami nieprzyzwoicie realnymi i uzupełniającymi się. Aż dziw bierze, że te postacie istnieją tylko na kartach książki. Jestem pełna podziwu dla umiejętności autorki za to jak potrafi kreować swoich bohaterów i kierować nimi tak by nie tracili swojego rezonu.

Do tej pory Przegląd Końca Świata zaskakiwał na każdym kroku. Myśląc analogicznie Blackout też powinien taki być i… jest! Mira Grant nie zawiodła także na tym polu. Na każdym kroku czekają na nas zaskakujące fakty i zwroty akcji. Sama końcówka jest niezwykłą niespodzianką, która wprawia czytelnika w osłupienie. Jeżeli już o zakończeniu mowa to jest to zarazem najlepsza i najgorsza część książki. Najlepsza, bo zaskakująca, nieprzewidywalna i epicka, a z drugiej strony najgorsza, ponieważ spodziewałam się czegoś z przytupem, czegoś z fajerwerkami, czegoś, czegoś… no tego czegoś, a dostałam, fakt genialny finał, ale bez tej iskry.

Jeżeli miałabym określić jednym słowem Blackout to nie da się, jednak mogłabym użyć określenia epicka rozpierducha (coś za dużo tej epickości w tym tekście, ale ta książka taka jest) i nie byłoby w tym nic wyolbrzymionego. Kunsztu Grant nie da się opisać zwykłymi słowami, bo i jej trylogia nie jest zwykła. Przegląd Końca Świata połknie Was w całości, przeżuje i wypluje w kawałkach, utopi, podpali, zrzuci ze skały, a Wy będziecie w siódmym niebie, a w dodatku będziecie prosili o więcej. Seria warta jest każdych pieniędzy i każdej minuty, jaką jej poświęcicie, ponadto Blackout jest godny nazwania go genialnym zwieńczeniem trylogii.



POWSTAŃCIE PÓKI MOŻECIE
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Cud, Miód, Malina
4.6/5
27,50 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Dar krwi
4.6/5
38,50 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Czerwona kartka
4.8/5
37,93 zł
59,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Święto ognia
4.7/5
30,35 zł
42,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Kimi Raikkonen
4.8/5
31,93 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Morderca znad Green River
4.7/5
43,07 zł
59,99 zł

Podobne do ostatnio oglądanego