Ewa Świerżewska: Czym dla Was jest „dobra książka”?
Ewa i Tomasz Kuźmiccy: Dobra książka to dla nas taka, która w lekki sposób porusza interesujący, ważny wątek. Robi to nienachalnie, za pomocą ciekawej fabuły. Dodatkowo klamrą spinającą całość jest grafika, która jest idealnym dopełnieniem przekazu tekstowego. A jednocześnie obrazy są małymi dziełami sztuki, które mogą kształtować gust, smak, poczucie estetyki młodych czytelników.

EŚ: Czy podejmując decyzję o założeniu wydawnictwa, właśnie takie książki planowaliście wydawać?
EiTK: Z pewnością, choć zakładając wydawnictwo i wybierając pierwsze tytuły kierowaliśmy się wyłącznie intuicją. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia i znajomości rynku, lecz nieodpartą potrzebę i chęć wydawania książek ze Skandynawii, którymi byliśmy absolutnie zafascynowani. Fascynacja ta pojawiła się, gdy zetknęliśmy się z tytułami, które w sposób lekki, dziecięcy lecz nieinfantylny, świetnie tłumaczą, pokazują emocje dziecka związane z daną kwestią, traktując świat i potrzeby małego czytelnika z szacunkiem i uważnością równą tej, która pojawia się w przypadku literatury dla dorosłych, a ponadto zawierające często wyjątkowe ilustracje (tak jak w przypadku „Gdzie jest moja siostra). Postanowiliśmy podzielić się naszą fascynacją z innymi i tak powstało Wydawnictwo EneDueRabe.

EŚ: Wydana przez Was książka „Co za szczęście, co za pech” Thomasa Hallinga z ilustracjami Evy Eriksson zwyciężyła w konkursie Najlepsza Książka Dziecięca Przecinek i Kropka 2010. Co, Waszym zdaniem, przekonało głosujące dzieci i rodziców, by akurat na nią oddać swój głos?
EiTK: „Co za szczęście, co za pech” to rzeczywiście pozycja wyjątkowa. Zaprojektowana w taki sposób, aby z dwóch stron książki pokazać ten sam spacer – raz, jako pasmo zdarzeń pechowych, a dosłownie i w przenośni z drugiej strony – wręcz odwrotnie, jako ciąg wydarzeń szczęśliwych. Przewrotna puenta jest umieszczona w środku książki. To takie zaproszenie do rozmowy z dzieckiem o szczęściu, pechu, o tym, czy są i czy mają wpływ na nasze życie, a może byśmy tylko chcieli, aby tak było. Dodatkowo fabuła jest pełna dowcipu i oczywiście, jak przystało na dobrą książkę dziecięcą, ma fantastyczne ilustracje.

Wydaje mi się, że to właśnie temat szczęścia, pecha z którym często my, jako dorośli, mamy dużo problemów, był decydującym czynnikiem. Moim zdaniem to bardzo skomplikowane pojęcia i trudne do wytłumaczenia, bo czym jest tak naprawdę pech i jak wytłumaczyć szczęście dziecku i czy warto uzależniać od tego naszą postawę, nasze wybory? A tu nagle otrzymujemy dowcipną historię pokazaną w niecodzienny sposób, która pozwoli zastąpić wiele słów i chyba dzięki jej wykorzystaniu można przybliżyć dziecku ten temat. Z drugiej strony teraz, kilka lat po wygranej, możemy powiedzieć, że dzieciom historia Amandy bardzo się podoba. Śmieją się z fabuły, zaskakuje je puenta, która w mojej opinii stanowi przysłowiową wisienkę na torcie oraz przemawia do nich kompozycja książki. To po prostu dobra książka, która trafiła w gusta dzieci i dorosłych.

EŚ: EneDueRabe nie boi się trudnych tematów w książkach dla dzieci. A czy rodzice, którzy najczęściej decydują o wyborze lektur dla najmłodszych, też się ich nie boją?
EiTK: Obserwujemy niesamowite zmiany w postawach osób, które decydują się na zakup naszych książek, dotykających trudnych tematów, które roboczo nazywamy w wydawnictwie „serią porozmawiaj”. Jeszcze kilka lat temu, jak wydawaliśmy książkę „Włosy Mamy”, o depresji mamy widzianej oczami dziecka, czy „Żegnaj Panie Muffinie”, opowieść o śmierci i podsumowaniu życia przez świnkę morką, reakcje rodziców były pełne wątpliwości, czy to jest dobre dla ich dziecka, potrzebne, czy nie sprawi problemów, a może jest szkodliwe. Dzisiaj rodzice sami dopytują się o książkę o złości („Billy jest zły”) czy też o tremie („Kret sam na scenie”). Prawdziwym znakiem zmiany jest ciągle rosnąca popularność „Grzecznej”, która nawet doczekała się adaptacji teatralnej przez Teatr Andersena w Lublinie, czy też popularność ostatnio wydanych przez nas naprawdę ważnych tytułów, tj. „Zły Pan”, czy „Wojna”. Okazuje się, że są one kupowane zarówno przez rodziców, jak i przez psychologów pracujących z dziećmi i – co jest dla nas szczególne cenne, są chwalone za przydatność terapeutyczną. Mam wrażenie, że rodzice zaczynają ufać książkom dla dzieci dotykającym ważnych kwestii, przekonali się do nich i traktują je jako pomoc w wychowaniu. Jeżeli jednym z zadań rodziców jest pomoc dzieciom w identyfikacji i nazywaniu emocji, to moim zdaniem „dobre książki” są bardzo pomocne, a wręcz niezastąpione.

EŚ: Wiem, że wielkim hitem okazały się przygody Gruffalo, w przekładzie Michała Rusinka. Skąd ten sukces?
EiTK: To jest trudne pytanie. Cały świat zachwyca się Gruffalo od wielu lat. Przypomnę, że wśród zdeklarowanych fanów przygód stwora o koślawych kolanach jest Michael Douglas, Cathrine Zeta Jones, J.K. Rowling. W mojej opinii, oprócz niezwykłej urody fabuły, napisanej rytmicznym i zabawnym wierszem (duże słowa uznania dla przekładu Michała Rusinka), autorom: Juli Donaldson oraz Axelowi Shefflerowi udało się stworzyć bohatera, który jest na tyle wyrazisty i niepowtarzalny, że zaczyna żyć własnym życiem. Podobnie stało się np. z Muminkami. W wymiarze globalnym są to zabawki, gadżety, odzież, gry, filmy, a w wersji lokalnej, popularne zawołanie w przedszkolu, np. u mojej córki: „Halo Gruffalo”. Taki bohater staje się nieśmiertelny. Zresztą jak nie kochać potwora, co ma koślawe kolana i pypcia na nosie.

EŚ: W ofercie macie książki zarówno dla całkiem małych („Mmm”), jak i bardzo poważne tytuły, takie jak „Zły pan”; przeważają książki obrazkowe, ale są i takie z większą ilością tekstu. Czy są jeszcze jakieś obszary, które planujecie zagospodarować?
EiTK: Rozpoczęliśmy bardzo ciekawą i udaną przygodę z komiksem. „Muminki komiks. Tom 1” przypadł do gustu wielu czytelnikom i, co ważne, nawet tym, którzy w targowych rozmowach deklarują umiarkowane przywiązanie do tego gatunku. Przygotowujemy kolejny tom. W tym roku znów czeka nas wyprawa w nieznane, gdyż już w kwietniu planujemy premierę książki z obszaru dziecięcej fantastyki. Na początek pierwszy tom serii „Czasodzieje”, autorstwa Natali Sherby. W Rosji sprzedaż książek o przygodach Wasilisy i magii czasu przekroczyła w rankingach wyniki zapisków Michaiła Chodorkovskiego czy nawet „50 twarzy Greya”. Jesteśmy bardzo ciekawi, jaki będzie odbiór tej pozycji w Polsce.

EŚ: Czy możemy spodziewać się większej liczby rodzimych autorów w wydawnictwie EneDueRabe?
EiTK: Mamy taką nadzieję i dokładamy wszelkich starań, aby tak było. Mamy, jak pewnie większość wydawnictw, dużo ciekawych planów, projektów często nawet debiutanckich, których realizację znacznie przyspieszyłaby stabilizacja rynku książki i efektywny program wspierania czytelnictwa, jak i – co ważne, działalności wydawniczej.

EŚ: Gdybyście mogli – bez oglądania się na budżet i sprzedaż, wydać jakąś książkę – jaka by to była i dlaczego?
EiTK: Zrobiliśmy to już kilka razy. „Włosy mamy”, „Czarne życie” to tytuły, których wydanie – biorąc pod uwagę wyłącznie czynniki ekonomiczne – uznać należałoby za nierozważne. W naszym przypadku to jest chyba to uczucie ekscytacji, poczucie wagi tematu czy też zachwyt nad pomysłem. To chyba jest miłość od pierwszego wejrzenia, która zmienia się w ciągle powracającą potrzebę wydania takiej książki. Zresztą, jak powiedziała nam zaprzyjaźniona osoba: „jeżeli to pomoże jakiemuś dziecku lepiej żyć, to już było warto”.

Ewa Dudek-Kuźmicka – psycholog z wieloletnim doświadczeniem w pracy terapeutycznej z dziećmi i ich rodzinami. Pasjonatka kultury skandynawskiej, szczególnie literatury dziecięcej oraz języka szwedzkiego, a także podróży i ogrodnictwa.

Tomasz Kuźmicki – ekonomista i prawnik. Miłośnik żeglarstwa, narciarstwa, dobrego filmu i niekończących się zabaw z dziećmi.