Ewa Świerżewska: Niecały rok temu rozmawiałyśmy w związku z nominacją w Konkursie „Przecinek i Kropka 2018” dla „Babcochy”. Co się wydarzyło w Twoim zawodowym życiu od tamtego czasu?  

Justyna Bednarek: Cały czas dużo piszę. Ukazały się trzecie Skarpetki, kolejna książka dla dorosłych, we współpracy z Jagną Kaczanowską. Kilka książeczek z serii „Czytam sobie”. Rozpoczęłam współpracę z Naszą Księgarnią, dla której, wraz z Martą Kurczewską, tworzymy opowieści o Dusi i Psinku-Świnku – małym prosiaczku przytulance. Ukazał się też Pan Stanisław (pełny tytuł: „Pan Stanisław odlatuje”), którego zilustrował Paweł Pawlak. Kilka książek czeka na publikację – jedna, wspólna z Elą Wasiuczyńską, napisana dla Wydawnictwa Literackiego, druga – ilustrowana przez Mariannę Oklejak, dla Naszej Księgarni. Jest też trzecia, którą ledwo co skończyłam – również dla Wydawnictwa Literackiego. Tak więc roboty sporo.

Lubię Dusię, ale to inny bohater stworzony przez Ciebie skradł ostatnio moje serce – pan Stanisław… 

Pan Stanisław powstał w bardzo trudnym momencie mojego życia – tuż po śmierci mojego ukochanego męża. Paweł Pawlak, kierując się troską o mój los , spytał, czy nie napisałabym dla niego jakiejś bajki. Obawiał się, że wdowa z trojgiem dzieci może nie mieć z czego żyć i rzucił do mnie koło ratunkowe. Tak źle było, jednak propozycję przyjęłam z ogromną wdzięcznością. A że moment był szczególny – nie mogłam pisać o niczym innym, jak tylko o śmierci. Jednak starałam się to zrobić w taki sposób, żeby nie epatować dramatyzmem, tylko pokazać ją w sposób pogodny, pogodzony, zgodny z tym, co sama na temat odchodzenia myślę. Czyli, że to przejście, a nie definitywny koniec.

Bardzo podoba mi się pomysł, by w taki sposób – poetycki, metaforyczny – oswajać dzieci z tym, co trudne, a nawet nieuniknione. Mam jednak wrażenie, że do takiej lektury potrzebni są otwarci na świat dorośli. Czy pisząc, myślisz o odbiorcy rodzinnym – dorosły i dziecko?

Ja wszystkie książki pisze trochę dla siebie. Może nawet powinnam napisać: głównie dla siebie. A że ja sama jestem już raczej mocno dorosła, to, oczywiście, wychodzi to tak, że książki są bez wyraźnych granic wiekowych. Tak sobie to właśnie wyobrażam: dorośli i dzieci, eksplorujący wspólnie świat bajki.

Współpracujesz z wieloma ilustratorami, mam wrażenie, że najczęściej z Danielem de Latourem. Jak wygląda w Twoim przypadku współpraca na linii autor – ilustrator?

Wyjąwszy kilka drobnych publikacji, zawsze miałam wpływ na wybór ilustratora – ponieważ myślę obrazami. Chcę, żeby współgrały ze słowami, dlatego zawsze rozmawiam z wydawcą o wyborze rysownika. Oczywiście, jeśli wydawca proponuje kogoś, kto dobrze pasuje do bajki – to nie protestuję. Tak było w przypadku "Dusi i Psinka Świnka". Marta Kurczewska jest niesłychanie dowcipną i utalentowaną malarką, więc narysowała najpiękniejsze prosiątko na świecie.

Natomiast w momencie, gdy już ilustrator jest wybrany, może i pozwalam sobie wygłosić kilka sugestii czy życzeń, ale zupełnie się nie wtrącam. Uważam, że książka jest owocem pracy dwóch osób, artystów, w całkowitej wolności.

A jak pracowało Ci się z Pawłem Pawlakiem?

Napisałam tekst, a potem z zachwytem oglądałam kolejne rozkładówki. Paweł Pawlak jest nieprawdopodobnie twórczym ilustratorem – właściwie każda jego książka jest inna. To człowiek, który nieustannie się rozwija, poszukuje, on się nigdy nie zatrzyma. Nie pracowało mi się z Pawłem – Paweł pracował sam, wczuwając się w tekst i wydobywając z niego to, co najmocniej do niego przemówiło. Byłam zachwycona, kiedy na drzwiach sklepu z helem umieścił napis: HELIKATESY.

Co słychać u Skarpetek? 

Po pierwszym tomie powstał drugi – tak to sobie wymyśliłam, że moi czytelnicy będą już odrobinę starsi, więc i opowiadań jest więcej, i są one nieco dłuższe. Tom trzeci został pomyślany znowu dla odrobinkę starszych dzieci – więc jest powieścią. Starałam się w nim także odpowiedzieć na życzenia czytelników. Odbywam sporo spotkań autorskich i dzieci zadają pytania, które się powtarzają. Na przykład: czy rozdzielone skarpetki nigdy się nie spotykają? Czy napiszę o skarpetce – tęczy? Czy skarpetki z pierwszego tomu będą miały nowe przygody, i tak dalej. Wszystkie te elementy można znaleźć w „Bandzie Czarnej Frotté”. A poza tym wcisnęłam do opowieści kilka aluzji do mojej ulubionej powieści dzieciństwa, czyli do „Przygód Sindbada Żeglarza”. Poeta Kubarat to taki odpowiednik wuja Tarabuka, tylko na wspak.

A jak się rozwija Twoja twórczość literacka dla dorosłych?

Razem z moją przyjaciółką Jagienką Kaczanowską wydałyśmy już 5 powieści, szósta – skończona – ukaże się we wrześniu. Jest to taka lekka, łatwa i przyjemna lektura, która ma człowieka odprężyć i sprawić, że na moment zapomni o trudach codzienności. Mam jednak marzenie, żeby napisać, tym razem sama, książkę, którą noszę w sobie od wielu lat. Czuję, że to już ten moment, więc kiedy tylko skończę czwarte Skarpetki – a mam nadzieję wyrobić się do czerwca – siadam do roboty. I proszę trzymać kciuki!

Trzymam kciuki i dziękuję za rozmowę!

Justyna Bednarek, z wykształcenia romanistka, wieloletnia redaktorka w kolorowych pismach kobiecych. W roku 2015 ukazały się jej "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" (nominowane do nagrody IBBY, nagrodzone w konkursie Przecinek i Kropka oraz uhonorowane Warszawską Nagrodą Literacką). Rok później – "Pięć sprytnych kun". Ta książka również przyniosła jej nominację do nagrody IBBY, nominację otrzymały również opublikowane w kolejnych latach "Pan Kardan i przygoda z vetustasem" oraz "Babcocha". "Pan Kardan" otrzymał ponad to Nagrodę im. Kornela Makuszyńskiego, a "Babcocha" została nominowana w konkursie Przecinek i Kropka. Prócz tego, w 2017 roku "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" trafiły na listę lektur szkolnych. Parę miesięcy temu Justyna Bednarek wydała dwie książeczki dla przedszkolaków o Dusi i Psinku - Świnku. Jej opowiadania z serii  Czytam sobie: Cuda z mleka. Pankracy i Tatarak na tropie bakterii, Pora na pomidora, Opowieści spod podłogi i inne, cieszą się dużą sympatią dzieciaków.
Do tej pory książki Justyny Bednarek zostały przetłumaczone na rosyjski, ukraiński, czeski, hiszpański i włoski.  
Pisarka mieszka na warszawskich Bielanach, a dom dzieli z dziećmi, psami, kurami i jednym wiekowym myszoskoczkiem.

fot. Julita Delbar, Klitka Atelier