"Jestem bardzo wybredny, jeśli chodzi o dobór utworów, zwracam dużą uwagę na piękne melodie i bardzo ostro je selekcjonuję" - o swojej nowej płycie "Między dźwiękami" i nie tylko opowiada Łukasz Zagrobelny.

 

Za kogo się uważasz?

Przede wszystkim za artystę. Do tego wydaje mi się, że jestem dobrym człowiekiem. To opinia ludzi, którzy się ze mną przyjaźnią.

Co skłoniło cię do śpiewania, skoro przez całe swoje dzieciństwo grałeś na akordeonie?

Jeśli chodzi o grę na akordeonie, zadecydowała za mnie mama. Zawsze chciałem występować na scenie, w przerwach pomiędzy wielogodzinnymi ćwiczeniami brałem do ręki dezodorant i udawałem, że jestem piosenkarzem.

Co ci daje śpiew? Czym jest dla ciebie muzyka?

Muzyka pomaga wyrazić emocje. Nie jestem człowiekiem, który bardzo się uzewnętrznia, ale estrada powoduje we mnie takie emocje, dzięki którym mogę wyśpiewać to, co we mnie tkwi. Śpiew stał się dla mnie czynnością organiczną.

Mówi się, że jesteś gwiazdką wylansowaną przez Elżbietę Zapendowską. Jak to skomentujesz?

Absolutnie nie podpierałem się nazwiskiem Elżbiety Zapendowskiej. Ela oprócz tego, że nauczyła mnie śpiewać, nigdy nie pomogła mi w sprawach czysto biznesowych. Do wszystkiego doszedłem sam. Nie zdarzyło się, żebym dzwonił do niej i prosił o załatwienie czegoś, powołując się na naszą przyjaźń.
Nie odważyłbym się tego zrobić. Gdybym źle wykonywał ten zawód, to, znając Elę, natychmiast by mi o tym powiedziała.

Co zaprezentujesz nam na swojej nowej płycie "Między dźwiękami"?

Oczywiście będą wspaniałe kompozycje. Jestem bardzo wybredny, jeśli chodzi o dobór utworów, zwracam dużą uwagę na piękne melodie i bardzo ostro je selekcjonuję. Jeżeli chodzi o teksty: jeden z nich napisała dla mnie Karolina Kozak.

Zdradzisz szczegóły dotyczące kompozycji autorstwa Diane Warren?

Jest to kompozytorka, która pisała hity m.in. dla Toni Braxton. Tak się złożyło, że moja firma fonograficzna zgłosiła się do agenta kompozytorki i ta zgodziła się, bym wykonał jeden z jej utworów. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i kompozycja Diane Warren znajdzie się na mojej płycie.

Podobno masz świetną intuicję, przeczuwasz, które piosenki mogą stać się przebojami. Co czujesz odnośnie swojej nowej płyty?

Słuchając kompozycji, coś w głębi duszy podpowiada mi, co może stać się hitem. Nie chcę zapeszać, ale może być dobrze.

Jean Michael Jarre stwierdził, że artystami trzeba się opiekować, wiele im wybaczać i ciągle inspirować do twórczości. Co robisz, gdy dopadnie cię niemoc twórcza?

Wtedy wpadam w stan totalnego doła. Zastanawiam się, czy już się kończę, skoro jeszcze dobrze się nie zacząłem (śmiech). Tak naprawdę miewam takie dni, kiedy wydaje mi się, że może być słabo, ale mam na to receptę: zostawiam wszystko, co zacząłem, idę się normalnie wyspać i następnego dnia wszystko już wygląda zupełnie inaczej.

Często wspominasz o Biblii. Co takiego jest w Biblii, że traktujesz ją jako najważniejszą książkę?

To wynika z wychowania – jestem praktykującym katolikiem. To też zasługa mojej babci, która była totalnie zakręcona na Kościół i od małego zabierała mnie na spacery i opowiadała mi historie biblijne. Przez moment myślałem nawet, że mógłbym został księdzem. W Biblii są zawarte bardzo ważne prawdy.

Rozmawia Anna Gucwa


PDF_empik.jpg  PDF  - pismo warsztatowe Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego