Autorka: Ewa Świerżewska

Jola Richter-Magnuszewska, maluje, rysuje i wycina ilustracje do książek i czasopism dziecięcych. Czasem tworzy plakaty teatralne. Czasem książki autorskie, jak nominowana w konkursie Przecinek i Kropka „Dzika książka o dzikach i o ich kuzynach”. Mieszka w drewnianej chacie na skraju Beskidu  Niskiego. W pracy na co dzień pomagają jej koty, border Borys, gęsi, kury i popielice.

Przecinek i kropka

Rozmowa z Jolą Richter-Magnuszewską

Ewa Świerżewska: Przeczytałam na Pani blogu, że praca nad „Dziką książką o dzikach i o ich kuzynacg” trwała prawie dwa lata. A skąd wziął się pomysł, by właśnie tym zwierzętom poświęcić książkę?

  • Jola Richter-Magnuszewska: Od dawna mieszkam w lesie. Nasz dom, ogród i otoczenie są pełne zwierząt. Obserwując ich zachowania na co dzień, można odkryć, jak spójny i pełen harmonii jest ich świat. To trochę tak, jakby człowiek przenosił się w czarodziejską krainę. Gdzie reguły, takie same dla wszystkich, są jasne, proste. Gdzie wszystko ma swoje miejsce i pasuje jak puzzle. Dziki też tam są.

Gdy usłyszałam, że w związku z wirusem ASF planuje się  niehumanitarną, pozbawioną dotychczasowych reguł eliminację dzików, poczułam ból, który zmotywował mnie do działania. Nie potrafiłam wyobrazić sobie świata bez dzików. Zrozumiałam, że może to czas,  by rozprawić się z wkodowanym nam od dzieciństwa stereotypem, że „dzik jest zły” i pokazać te stworzenia takimi, jakimi w rzeczywistości są – czułymi, rodzinnymi i niezmiernie inteligentnymi istotami. Że jeżeli o tym wiem i nic nie zrobię, to za chwilę dziki mogą stać się gatunkiem na skraju wymarcia, a ich miejsce w lesie (dziki chronią las, m.in. nie dopuszczając do nadmiernego rozmnożenia się owadów niszczących drzewa) zajmą chemiczne środki ochrony. Co gorsze, ich los mogą podzielić kolejne gatunki, bo równowagę w świecie przyrody buduje się długo, niszczy w mgnieniu oka.
Jedni pomagają dzikom, biorąc udział w manifestacjach, ja pomyślałam, że zrobię „Dziką  książkę”. Bo  wierzę, że książki ciągle mają magiczną moc zmieniania świata. Czasem i namacalnie, bo w przypadku „Dzikiej książki” wydawnictwo Nasza Księgarnia postanowiło, że 1 zł z każdego sprzedanego  egzemplarza trafia do Chrumkowa, pierwszego azylu dla dzikich kuzynów, czyli świń, które nie mają łatwego losu.

Dzika książka o dzikach

To nie jest typowa książka popularno-naukowa, skupiająca się wyłącznie na przekazaniu wiedzy, ale pełna humoru opowieść o zwierzętach, na dodatek ubrana w bardzo bogatą szatę graficzną Pani autorstwa, jak na ilustratorkę przystało.

  • Książka z założenia miała być taka, jak jej bohaterowie - radosna, lekko zwariowana, dzika i interdyscyplinarna. Przełamująca konwencje i formuły. Pełna życia, nieoczekiwanych zwrotów i wiedzy, której nie trzeba kuć na blachę, bo lekko i naturalnie wchodzi do głowy i zostaje w niej na dłużej. Na dodatek jest początkiem do tego, by uważniej zacząć przyglądać się światu, odkrywać go na nowo swoimi oczami. Wątpić, zadawać pytania, tropić czy wreszcie wziąć nożyczki w dłoń i inspirując się ilustracjami, spróbować powycinać własny las i jego mieszkańców. I, co najważniejsze, robić to, jak dziki, całą watahą. By dorośli mogli w niej również odnaleźć coś dla siebie.

A jak wyglądała praca nad tą książką, bo wyobrażam sobie, że wymagała zgłębienia tematu.

  • Najpierw zebrałam materiały, z nich wybrałam to, co moim zdaniem najbardziej pokazuje dziczą i świńską niezwykłość, następnie powstał konspekt i pierwsze szkice. Potem zabrałam się za wycinanie nożyczkami całej dziczej watahy.

Tekst powstawał równolegle z ilustracjami - najpierw wycinałam nożyczkami, oddzielnie wszystkie   elementy, potem skanowałam je i już przy użyciu programów komputerów zmieniałam (gdy trzeba było) kolory i składałam raz jeszcze, coś  na wzór prostej animacji. Gdy zakomponowałam rozkładówkę, pisałam tekst. Jednocześnie moi podróżujący po świecie znajomi zbierali z całego świata dzicze i świńskie chrumkania. Część z nich znalazła się w książce. Rozkładówka „osobista”, pokazująca mój dom i zwierzęta, powstała na końcu i naturalnie zamknęła historię.
Czy korzystała Pani również z Internetu i innych opracowań?

Od początku razem z moją redaktorką, Joanną Wajs z Naszej Księgarni, założyłyśmy sobie, że „Dzika książka” ma  być żywa i oparta na obserwacji i praktyce. Nie chciałam przepisywać innych opracowań, choć oczywiście przygotowując materiały, obejrzałam sporo filmów, przeczytałam stosy książek - od  opasłych atlasów anatomii dla studentów weterynarii, po te napisane przez moich ulubionych etologów, jak Konrad Lorenz, Vitus B. Droescher czy miłośników i właścicieli świnek, takich jak Sy Montgomery, Steve Jenkins i Derek Walter (właściciele słynnej Ester).  

Mam szczęście, że mój mąż, Maciej, wychował się w leśniczówce, jest przyrodnikiem i bardzo zaangażował się w pracę nad książką. To dzięki niemu jest ona tak autentyczna. Pomocną raciczkę dołożyli też moi przyjaciele i znajomi (ci ludzcy i świńscy). To m.in. w podkrakowskim Jeziorkowie, u  Agnieszki i Jacka Jeziorskich, mogłam pobyć wśród wolno żyjących świń i zweryfikować swoją wiedzę. Pomocą fachową służył też weterynarz Wojtek Wójcik. No i świniodzik Waldek, który prawie zamieszkał na naszym podwórku. Historia naszej znajomości jest opisana w książce.

Czy przeszukując źródła, znalazła Pani coś szczególnie zaskakującego albo niezwykłego, co dotyczy dzików?

  • Zaskoczyło mnie, że w wielu dawnych kulturach uważano, iż dziki i ludzie są braćmi. Może dlatego, że jesteśmy do siebie podobni. Silnie uczuciowi, emocjonalni, w obronie najbliższych zdolni do największych poświęceń; tworzymy silne więzi rodzinne i towarzyskie, często na całe życie. Że dzicze mamy, podobnie jak te ludzkie, śpiewają maluchom kołysanki i chcą, by dzieci ładnie ścieliły łóżka. Że dziki (i świnie) wiedzą, że aby dziecko wyrosło na szczęśliwego dorosłego, potrzeba opieki nie tylko matki, ale sióstr, braci, wujków i cioć. Myślę, że dawniej ludzie wiedzieli o świecie i swoim najbliższym otoczeniu więcej, niż dziś nam się wydaje, a my na przestrzeni wieków, oderwawszy się od przyrody i natury, zatraciliśmy gdzieś to „dzikie” połączenie. Wrodzony optymizm każe mi wierzyć, że niebezpowrotnie.

Na co dzień ilustruje Pani teksty innych autorów, a „Dzika książka o dzikach” to książka autorska, czyli taka, w której tekst i ilustracje są dziełem jednej osoby. Które z zadań lubi Pani bardziej? Które stanowi większe wyzwanie?

Zwierzakopedia

  • Praca nad  książką autorską to ogromna frajda, ale i bardzo czasochłonne zajęcie. Duża odpowiedzialność, jednocześnie za obraz i słowo. Bardzo wciąga, ale i wyczerpuje... Bez mojej watahy – rodziny, przyjaciół, bez dzikiej redaktorki, Joasi Wajs, bez graficzki Moniki Pietras, ciężko byłoby mi to samej udźwignąć.

Trudno mi pracować „jednym ciągiem” nad jednym tematem i być w nim zanurzoną non stop, dlatego  tego typu pracę lubię przeplatać z ilustrowaniem cudzych tekstów, szczególnie literackich. Cenię współpracę z pisarzami, z którymi nadajemy na tych samych falach, którzy zostawiają przestrzeń na obraz, pozwalają na jego interpretację.

Lubię też tworzyć książki autorskie na „lżejsze” tematy. Lada moment (na początku kwietnia)  nakładem wydawnictwa Olesiejuk ukaże się moja autorska kartonowa książka „ABCadełko i inne zabawy", skierowana do najmłodszych czytelników.

Rok na targu

Jest jeszcze tak wiele gatunków zwierząt, które byłyby wdzięcznymi bohaterami książki dla dzieci. Czy planuje Pani przygotować kolejną książkę? Na przykład o kurach?

  • O! Tak! Gdyby tak można było rozciągnąć czas… Pomysłów i obserwacji mam wiele. Spisuję je wszystkie w specjalnych zeszytach. Ponieważ proces powstawania takiej książki trwa około dwóch lat, nie chciałabym zdradzać za dużo. Mam tylko nadzieję, że „Dzika książka” przetrze ścieżkę innym zwierzęcym bohaterom.  

Praca nad książkami nie jest Pani jedynym twórczym zajęciem. Czym jest Pracowania z innej bajki, którą Pani prowadzi?

  • Pracownię Z Innej Bajki założyliśmy z mężem ponad 20 lat temu. Najpierw była ucieczką od  codzienności, potem zmieniła się w nasze główne zajęcie. Wykorzystywaliśmy stare deski, meble, dając im drugie życie. Ale nadszedł ten moment, gdy poczuliśmy, że ta praca nie daje nam już takiej radości i wolności, jak dawniej, a wielu klientów i właścicieli galerii chce powtarzalności i schematów. Na dodatek praca nad książkami zaczęła pochłaniać i fascynować mnie do tego stopnia, że dwa lata temu podjęliśmy decyzję o schowaniu pracowni do szuflady. Może kiedyś znowu ją otworzymy? Kto wie…

Dziękuję za rozmowę!