Film „Pavarotti” o śpiewaku, który operę wyniósł na stadiony, to jeden z najlepszych dokumentów sezonu. Oferuje znane przeboje z „Nessun dorma” na czele i wgląd w życie słynnego Luciano. Oscarowy reżyser Ron Howard (statuetkę przyniósł mu „Piękny umysł” z Russelem Crowe) w przystępny sposób, ze swadą i humorem opowiada o narodzinach jego najsłynniejszych arii, ale też o skomplikowanym życiu prywatnym, wliczając związek z ponad trzy dekady młodszą Nicolettę Mantovani. Z wdową po Pavarottim spotkaliśmy się na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Zurychu.

Rozmowa z Nicolettą Mantovani

Artur Zaborski: Autoryzowała pani dokument o mężu?

Nicoletta Mantovani: Nawet jeśli jest się ważną osobą w branży filmowej, nie można tak po prostu wtrącać się w pracę Rona Howarda. Nie miałam takiej możliwości.

Dlaczego zgodziła się pani, żeby tak niezależna osoba grzebała w pani i męża życiu prywatnym?

- Pomysł wyszedł od wytwórni Universal, w której Luciano nagrywał całe życie. Przedstawiciele stali się częścią naszej rodziny. Spotkaliśmy się trzy lata temu. Powiedzieli mi, że chcieliby złożyć hołd Luciano w dziesiątą rocznicę śmierci. I zaproponowali film o nim. Wahałam się z decyzją, dopóki nie powiedzieli mi, że myślą, żeby za kamerą stanął Ron Howard. Znałam jego kapitalny dokument o The Beatles, więc nie miałam wątpliwości, że jest idealnym kandydatem. Umówili mnie na spotkanie z nim, prosząc, bym to ja mu ten projekt zaproponowała. Zgodził się od razu. Otworzyłam przed nim domowe archiwum. Miał dostęp do wszystkiego, co dawało mu możliwość sportretowania go i jako artysty, i jako człowieka.

Adua Veroni, była żona Luciano i jego dzieci z nią, nie mieli nic przeciwko?

- Nie, bo wszyscy zgodziliśmy się, że zależy nam na oddaniu hołdu Luciano. Ron chciał, żeby film pokazywał go oczami wszystkich. To nie jest moja opowieść o mężu, tylko licznych osób, które go otaczały.


Pavarotti
(edycja specjalna z muzyką z filmu) 
(DVD+CD)

 

Howard zna się na operze?

- Ani ja, ani Ron nie jesteśmy specami. Oboje się jej uczyliśmy podczas pracy, co było spełnieniem marzenia Luciano, który walczył, żeby opera przestała być elitarna i trafiała do masowej publiczności. Miałam wrażenie, że dzięki temu filmowi to marzenie się realizuje.

Jak pani zareagowała na skończony film?

- Płakałam jak bóbr. Ale teraz kiedy promuję „Pavarottiego” na całym świecie, mam wrażenie, jakbyśmy znów razem pracowali.

Miłość do Pavarottiego wywróciła pani życie do góry nogami?

- Na początku byliśmy sobą zafascynowani. Z tej fascynacji zrodziła się miłość. Nigdy nie zastanawialiśmy się, co będzie jutro. Żyliśmy chwilą. Ważne było to, że jesteśmy razem ze sobą. Cała reszta się nie liczyła. Odbyliśmy razem wspaniałą podróż przez życie. Luciano sprawiał, że każdy dzień był wyjątkowy. I tego mi najbardziej po jego śmierci brakuje. Wołałam na niego „zaraźliwy uśmiech”, bo kiedy się uśmiechał, inni od razu się rozweselali. Dzięki takiemu trybowi życia nie odczułam, że jestem za sprawą Luciano inną osobą niż wcześniej. Choć oczywiście to dzięki niemu poznałam ludzi, których nie mogłabym inaczej spotkać. Dwa razy jadłam kolację z księżną Dianą, która przyjechała do Modeny na występ Luciano z okazji jubileuszu Czerwonego Krzyża.

 

Jak ją pani zapamiętała?

- Była bardzo podobna do Luciano. Mieli tę samą łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi. Uważam, że to kwestia tego, że oboje charakteryzowali się otwartym sercem. Nie robili nic na pokaz, nikt ich do niczego nie zmuszał. Oboje działali z miłości do ludzi. Byli w tym prawdziwi.

Pavarotti nigdy nie tracił dobrego humoru?

- Luciano był ode mnie 34 lata starszy, co często wywoływało komiczne reakcje otoczenia. Pamiętam na przyjęciu w Ameryce cały czas obserwowała mnie pani domu, która wszystko perfekcyjnie przyrządziła. W końcu, gdy Luciano się ode mnie oddalił, dopadła mnie i zapytała: „Powiedz mi, jaki jest twój ojciec?”. Odpowiedziałam ze śmiertelną powagą, że mój ojciec jest dobrym człowiekiem, ale mój partner też nie jest wcale taki zły. Luciano często żartował, że jest najmłodszy w naszej parze. I coś w tym było, bo jemu udało się ocalić wewnętrzne dziecko. Zdarza się, że w pewnym wieku ludzie dochodzą do wniosku, że nauczyli się już wszystkiego i życie przestaje im sprawiać radość. Mają wrażenie, że wszystko już widzieli, że nic ich już nie zaskoczy. Mój mąż przeciwnie.

 

Skąd brał energię?

- Z muzyki. W czasie II wojny światowej Luciano był dzieckiem. Opowiadał mi, że kiedy słychać było przerażający dźwięk wybuchu bomby, ludzie z jego otoczenia zaczynali śpiewać. Czuli się dzięki temu spokojniejsi, we wspólnocie. Od tamtej pory Luciano traktował muzykę leczniczo. Kiedy otworzono muzyczne centrum terapeutyczne w Mostarze, był szczęśliwy. Spotykały się w nim dzieci Serbów i Bośniaków, reprezentujące różne religie i różne kultury. Wszystkich połączyła muzyka. Luciano był pewny, że dzięki niej zdobędą siłę, która pozwoli im uporać się z traumą i przejść przez życie.

Luciano cały czas podróżował. Mieliście w ogóle czas dla siebie?

- Wszędzie jeździliśmy razem. Życie Luciano było dokładnie zaplanowane. Wiedziałam, kiedy ma próby, a kiedy występy, dzięki czemu dokładnie znałam godziny, kiedy do mnie przyjdzie. Bo spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Gdy wyjeżdżaliśmy z Włoch, zabieraliśmy ze sobą mnóstwo walizek, bo zdarzało się, że wracaliśmy dopiero po zakończeniu sezonu po wielu tygodniach trasy. Luciano zawsze zabierał ze sobą część Włoch: makaron, salami, parmezan, a nawet mąkę. Chociaż żyliśmy w hotelach, on zawsze gotował. To jego drugie obok śpiewania ukochane zajęcie. To zresztą powód, dlaczego do dziś nie potrafię gotować - tak mnie rozpieścił. Dzięki takiemu podejściu mieliśmy wrażenie, jakbyśmy prowadzili normalne życie domowe.


Tenor Festival: Pavarotti, Domingo, Carreras 
(CD)

 

Dlaczego woził ze sobą łatwo dostępne produkty?

- Luciano wychował się w czasie wojny, kiedy nie było nic do jedzenia. A mimo to, kiedy tylko ktoś obcy zjawiał się w jego wsi, od razu był częstowany czymkolwiek się dało. Luciano wyniósł dzielenie się jedzeniem z domu. Kiedy gotował, to dla wszystkich. Nieważne, czy łączyło go z kimś relacje prywatne czy biznesowe. Fani przychodzili po autografy do hotelu - Luciano częstował ich pastą. Agent przynosił umowy do podpisu - dostawał gnocchi. Szef hotelu przychodził się przywitać - dostawał aperitif. Jedzenie i muzyka zawsze były z nami. I obie służyły Luciano do zajmowania się innymi. A że chciał dawać im to, co najlepsze, zabierał produkty z Włoch, bo uważał, że tam są najlepsze.


The Greatest Hits 
(CD)

 

Długo pani zajęło podnoszenie się po jego śmierci?

- Kiedy Luciano odszedł, musiałam poradzić sobie z ciężarem wywołanym żałobą i ogromną odpowiedzialnością za to, co zostawił po sobie na ziemi. Nie chciałam go zawieść, więc zebrałam się w sobie, żeby tylko kontynuować to, na czym najbardziej mu zależało. Wiedziałam, że jego muzyka ma moc oddziaływania na ludzi. Nie chciałam blokować dostępu do niej innym, tylko dlatego, że sama cierpiałam. Trzy lata po jego śmierci związałam się z innym mężczyzną, z którym spędziłam siedem lat. To zupełnie inna podróż, która również mnie wiele nauczyła i pozwoliła odkryć mi inną stronę siebie.

 

Czuje pani obecność Luciano w swoim życiu?

- Czuję. Do dziś znajduję zakrzywione gwoździe w torbach. Ostatnio znowu mi się to przytrafiło. Kupiłam nową, nigdy nieużywaną torebkę, w której był zakrzywiony gwóźdź - symbol mojego męża. Zawsze nosił jakiś ze sobą na szczęście.

Luciano był przesądny?

- Bardzo! Nikt nie mógł w jego obecności nosić nic fioletowego. Pamiętam wywiad z nim w Ameryce, na który dziennikarka przyszła ubrana w fioletową sukienkę. Luciano odmówił spotkania z nią. Ona załamana, nie miała pojęcia, co się dzieje. Zabrałam ją wtedy w ustronne miejsce i zaproponowałam któryś z moich ciuchów. Przebrała się i rozmowa się odbyła.

Skąd uraz do fioletowego?

- Z powodu księży, którzy w czasie Wielkiego Postu przed przed Wielkanocą wkładali fioletowe szaty. To był czas, kiedy artyści nie mogli śpiewać. Luciano, do końca swoich dni, odbierał kolor fioletowy jako zakaz występowania.

Zdjęcia: mat. promocyjne dystrybutora

 

Więcej artykułów o filmach i serialach znajdziesz w naszej Pasji Oglądam.