Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety (okładka  twarda, 10.2014)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Awanturnicza opowieść o sędziwym Oskarze Progresso, który siedząc w parku w Rio de Janeiro, spisuje swoje wspomnienia i upycha je w dziwnej kasecie. Skąd wziął się w Brazylii ten osobliwy Amerykanin, który znał się z papieżem i dokonał najzuchwalszego rabunku w historii? Dlaczego nie rozstaje się z pistoletem, a za największe przekleństwo ludzkości uważa kawę?

W zdumiewającym życiorysie Oskara jak w lustrze odbija się XX wiek z jego potęgą, nadziejami i okrucieństwem. Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety jest kpiarski i wzruszający, arcyzabawny i dramatyczny, nostalgiczny i krzepiący – a przede wszystkim to pełna przygód opowieść, od której trudno się oderwać.

ID produktu: 1100511177
Tytuł: Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety
Autor: Helprin Mark
Tłumaczenie: Płaza Maciej
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 544
Numer wydania: I
Data premiery: 2014-10-08
Rok wydania: 2014
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 40 x 214 x 147
Indeks: 15507631
średnia 4,4
5
7
4
3
3
0
2
0
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
10 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
22-02-2015 o godz 18:10 przez: Ath | Zweryfikowany zakup
Lubicie słuchać opowieści starszych ludzi? Takich pomarszczonych, przygarbionych, z ciężkim bagażem życiowych doświadczeń odbitym na pokrytych skórą cienką jak pergamin dłoniach? Ja lubię.
Dlatego zakochałem się w Oscarze Progresso. Jego sposób narracji własnego życia jest tak interesujący i wciągający, że mogłbym przesiedzieć z nim całe długie popołudnia, oparty o ławkę w brazylijskiej Niteroi, i nie przerywając mu słuchać błyskotliwych opowieści o tym, co podarował mu los. Oscar to staruszek, który w chaotyczny sposób, zupełnie nie trzymając się chronologii wydarzeń, zabiera ludzi w podróż po fascynującej mapie swoich miłości, cierpienia, doświadczeń i fobii a wszystko to przechowuje w mrówkoszczelnej kasecie. Nie bez powodu, oczywiście.

Czytanie Helprina to była językowa przyjemność. Z zawodu dziennikarz, w nietuzinkowy sposób operuje słowami, doskonale zaplata wielowątkowe historie w warkocz powieści. Po prostu czyta się go z największym zachwytem. Jak dla mnie, jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek miałem w rękach.Dodatkowo, nurkując w życie Oscara i całkowicie na przekór niemu, zawsze miałem ochotę na filiżankę gorącej, parującej kawy, której sam Oscar wyjątkowo nienawidzi i zwalcza ją zawsze i wszędzie z zaciętą skutecznością. Chyba jestem więc uzależniony. Dlaczego? Przeczytajcie sami i przekonajcie się. Gorąco [jak sama Brazylia] zachęcam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-09-2014 o godz 17:31 przez: natalia.szumska
I znów ze świata Helprina wychodzę poobijana, ale szczęśliwa. I znów mam ochotę do niego wracać, żyć pod jego słońcem, jeść mango i choćby zamknąć się w mrówkoszczelnej kasecie. Tu czuję się jak w domu. Słowo Helprina jest jego rzemiosłem, historia podstawą, a fabuła niepowtarzalnym wymysłem. Trójka idealna.

Główny bohater potrafił rozwiązać problemy rewolucji francuskiej, kochał współtowarzyszkę ze szpitala psychiatrycznego, która mdlała na widok pasikoników, namawiał papieża do kąpieli w morzu, miał żonę o najdłuższym na świecie imieniu i jeszcze dłuższym rzędzie cyfr na bankowym koncie, obrabował bank i zgubił złoto, jako pilot został zestrzelony nad Berlinem i nad Morzem Śródziemnym, którym płynął wpław do miejsca, w którym zniknęła historia, a raz po raz ratowała go niepojęta łaska idealnego momentu… Jeśli upadał, to pięknie, jeśli kochał, to tylko nad życie, a jeśli nienawidził, to do szpiku kości, do ostatniego ziarenka i zanikających śladów ust na filiżance. Nienawidził bowiem kawy. Kawy, która "zastępuje ludziom seks, ćwiczenia, zdrową dietę, właściwą ilość snu, szczęście, cel życiowy oraz mózg". Kawy, której słowotwórczy skład chemiczny spędza mu zdrowy sen z nieskażonych tą trucizną powiek.

Bezimienny, bohater nie spisuje myśli w porządku – wydarzenia pojawiają się w jego słowach, pozostając w związku z innymi, ale chronologicznie. Niemniej pełny obraz, arcydzieło niepowtarzalnego gatunku, wyłoni się na końcu lektury. Czasem bowiem przecież rzeczy ostateczne, a właściwie pierwotne, są najważniejsze, a więc najgłębiej schowane. W Brazylii, na szczycie góry nad Rio de Janeiro, w mrówkoszczelnej kasecie w schowku między skałami.

"Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" jest zapisem życia kogoś, kto może o sobie powiedzieć te słowa:

"Atakowałem Berlin, gdy był tam jeszcze Hitler. Uciekałem ze szwajcarskiego szpitala psychiatrycznego z kobietą, którą ciągle kocham, choć od dawna nie żyje, pojechaliśmy razem na koło podbiegunowe i stanęliśmy u stóp zorzy polarnej. Byłem jednym z najbogatszych ludzi na świecie, byłem też chłopcem, który ciężko harował. Walczyłem u boku aniołów, wysoko nad ziemią, gdzie powietrze jest rzadkie jak hel, a przegrana równa się eksplozji słonecznego blasku. (…) Byłem żołnierzem wielkiej armii, która w ciągu paru lat zdobyła pół świata. Przepłynąłem ocean, śmigałem wśród chmur, muskałem podwoziem fale Hudsonu, rozcinając śmigłem korony lilii wodnych. Widziałem, jak giną narody i jak rodzą się nowe."

Oby każdy z nas, biedny czy bogaty, utalentowany lub nie, mógł powiedzieć tyle (i tak) o sobie.

"Pamiętnik…" nie ma nic wspólnego z genialną "Zimową opowieścią". I żadną miarą nie należy czynić z tego zarzutu. Nie ma tu może baśniowej magii, ale więcej tej zwykłej, codziennej, osobistej… I nie będzie to oksymoronem, jeśli powiem, że tylko u Helprina realizm może być nieprawdopodobny, a codzienność nierealna. Oto więc przed czytelnikiem leży czysta postać literatury, „realizm niemagiczny” ujęty w jedyne w swoim rodzaju helprinowskie formy językowe. Są jednak pewne cechy charakterystyczne dla prozy autora, których pełno i w "Pamiętniku… " – mistyczne niemal znaczenie mostów i rzek, Nowy Jork jako dom wyśniony, lecz niespełniony, starość, która przekracza granice oraz bohaterowie, których osobiste cechy ujawniają się w każdym zdaniu. Język Marka Helprina, tak niepowtarzalny, potrafi oddać nieopisywalne, jest plastyczny, dobitny, bogaty. Oddaje to z resztą świetne tłumaczenie Macieja Płazy, z jednym tylko zastrzeżeniem – prawdopodobnie w oryginale narrator-pamiętnikarz zwraca się do odbiorcy w liczbie pojedynczej. Zachwyca natomiast tłumaczenie nazwisk i nazw (by daleko nie szukać – Gnoya Pulpetta czy kancelarii Tzwaniacka, Byddlaqua i Bogatcha, która zaczynała jako Furmann, Trend i O’Vatty).

Zachwyca też pomysłowością i przewrotnością sam Helprin. Cały Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety jest satyrą na ówczesność i współczesność – na działanie świata, władzę, finansjerę, reklamę, kościół, edukację, Amerykę, wojnę i jej przedstawienia w kulturze…

Całokształtu dopełnia kolekcjonerskie wydanie. Piękny, pachnący (!) papier, pomysłowa okładka i klimatyczne zdjęcia na wyklejkach każą zastanawiać się jakie kolory liter i jakie książki dopełnią całokształtu w nazwisku autora w polskim wydaniu.

Nie można poznać historii z "Pamiętnika…", można ją sobie tylko wyobrazić, ukształtować według własnych wyobrażeń. Ale obiecuję ci, drogi czytelniku, że od tej pory żadna filiżanka kawy nie będzie już taka sama. Żadna miłość nie będzie aż tak intensywna, a żaden dzień tak jednoznaczny.

"Nie opowiedziałem tego wszystkiego po to, by na koniec napić się kawy. Opowiedziałem to w tym samym celu, co śpiewak śpiewa, a gawędziarz opowiada: gdy docierasz do miejsca, z którego już nie możesz wrócić, coś sprawia, że spoglądasz za siebie i nie możesz się nadziwić, że z drobnych przypadków w tak nieuchronny sposób ułożyło ci się słodkie, okrutne i zaskakujące życie. "
Czy ta recenzja była przydatna? 2 0
5/5
18-10-2014 o godz 17:18 przez: awiola

Czy ktoś z Was wie, czym jest mrówkoszczelna kaseta? Jeśli tak, to może nawet wiecie, gdzie takie cudo nabyć? Dajcie znać – chętnie kupię w celach typowo wspomnieniowych. I wbrew, temu do czego próbował namówić mnie Mark Helprin w swojej książce – dorzucę do kasety szczyptę swojej ulubionej kawy, bowiem podczas lektury jego dzieła, co chwilę nachodziła mnie ochota na ten boski według mnie nektar.

Po "Zimowej opowieści" tego autora, pełnej realizmu magicznego i elementów przeczących logice, spodziewałam się utworu utrzymanego w podobnej konwencji. Tymczasem, pisarz zafundował mi swoisty przekrój dziejowy całego XX wieku, w iście satyrycznym, ironicznym i kpiarskim wykonaniu. W powieści tej bowiem nie znajdziecie wątków fantastycznych, a wręcz przeciwnie – czysty realizm. Poprzez - co trzeba podkreślić - zupełnie nie chronologiczne przedstawienie dziejów Oscara – autor piętnuje, obnaża i poddaje krytyce wiele charakterystycznych zjawisk dla minionego wieku, w tym między innymi rosnącą na potęgę elitę finansową, duchowieństwo, ogłupiającą moc reklamy, czy skutki prowadzenia wojen. To, co ważne i warte podkreślenia to fakt, iż książka została po raz pierwszy wydana w 1995 r, a prawdy zawarte pod płaszczykiem historii życia ekscentrycznego mężczyzny – są nadal jak najbardziej aktualne. Nawet w XXI wieku, pełnym nowoczesnej technologii.

Muszę przyznać, że Helprinowi udało się w mistrzowskim stylu wykreować głównego bohatera, który stanowi trzon całej książki. Oscar to bowiem postać nie dająca się nigdzie sklasyfikować – postać, którą można równocześnie kochać i nienawidzić – nie rozumieć i być pełnym zrozumienia. Od dawna nie miałam do czynienia z tak pełną sprzeczności kreacją, która wyzwalała we mnie pełno różnorakich uczuć. Początkowo nic nie zapowiadało, że dość niepozorny, będący już w późnej jesieni swojego życia – wykładowca brazylijskiej akademii marynarki wojennej – miał tak barwne życie, którego opowiedziane epizody wystarczyłyby na życiorys dla kilu osób. Wyobraźcie sobie bowiem moje zdziwienie i konsternację wspomnieniami o ucieczce samolotem pełnym złota, które sam zrabował, a które ostatecznie zaginęło w czeluściach rzeki. Wspomnieniami o jego trzech kobietach życia, z których jedna miała obsesję na punkcie pasikoników. I w końcu o jego nienawiści do kawy, która popchnęła go do pierwszego morderstwa. Wydarzenia, do jakich bohater powraca w swojej opowieści są zarówno nostalgiczne jak i zabawne, pełne wzruszeń ale i ludzkich dramatów. Wszystkie one zostały zestawione bez zachowania chronologii, i dopiero pod koniec lektury układają się w jedną całość – dając jednolity obraz życia tak nietuzinkowego człowieka. Lektura tej książki to podróż, często trudna, zagmatwana, ale także pobudzająca szare komórki do myślenia. Przy tej powieści bowiem skupienie to klucz do sukcesu – do wychwycenia subtelnych nawiązań i różnych, z pewnością niebanalnych myśli.

Pisząc o "Pamiętniku z mrówkoszczelnej kasety" nie mogłabym nie wspomnieć o kawie. Kawa bowiem widoczna jest na okładce i stanowi najbardziej istotny element fabuły. Większość miłośników kawy, po spojrzeniu na okładkę powieści i przed otworzeniem jej pierwszej strony, z pewnością zaparzy sobie filiżankę tego uwielbianego napoju. I ja tak zrobiłam. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy okazało się, że bohater książki przez całą swoją opowieść próbował obrzydzić czytelnikowi ten, uwielbiany przez miliony na świecie smak. Jego śmiałe tezy, obwiniające ziarna kawy o wszelkie zło na świecie – doprowadzały mnie wielokrotnie do śmiechu i konsternacji. I wbrew pozorom, z każdym kolejnym fragmentem, obrzydzającym kawę – miałam ochotę na jej kolejną filiżankę. Jedno jest jednak pewne – w towarzystwie Oscara Progresso nie napilibyście się nawet łyka kawy.

Warto wspomnieć także kilka słów o samym wydaniu książki. Zestawienie w postaci klimatycznej okładki w twardej oprawie, i dobrej jakości, pachnącego papieru – powoduje, że powieść pięknie prezentuje się na półce. Jeśli macie w swoich zbiorach "Zimową opowieść", wydaną również przez wydawnictwo Otwarte, "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" może godnie stanąć obok niej.

Ostatnie mrówkoszczelne kasety można było kupić dawno temu. Kasety będące symbolem bezpieczeństwa i swoistej gwarancji. Czy to oznacza, że w obecnych czasach nigdy już nie poczujemy się bezpiecznie? Przeczytajcie książkę Marka Helprina i sami odpowiedzcie sobie na to pytanie.

Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
18-10-2014 o godz 20:26 przez: Antyśka
Prozę Marka Helprina znam już z "Zimowej opowieści", która to zauroczyła mnie swoją magią, wielowątkowością, wnikliwością i intrygującymi opowieściami. Tym razem przyszedł czas na "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety", po której spodziewałam się naprawdę wiele, choć nie wiedziałam co zastanę. Czy tym razem autor również mnie zauroczył? Zaczarował? A może zniechęcił do czytania kolejnych jego pozycji? Jak ma się promocja do rzeczywistości?

Pierwsze co mam do zarzucenia Markowi to to, że uważa kawę za napój wstrętny i niezdrowy. Nie mogę się z nim zgodzić. Może rzeczywiście w dużych ilościach może być szkodliwy, ale w końcu jak wszystko, co spożywamy. Według mnie ten czarny trunek jest niesamowitym przeżyciem rano, a także ostatnią deską ratunku przed egzaminami, gdzie oczy same mi się zamykają, a tyle jeszcze wiedzy do przyswojenia. Wtedy pomaga mi nie napój energetyzujący (choć to też), ale kawa - czarna magia, która pobudza nasz umysł i kubki smakowe. Tak, uwielbiam jej smak, chociaż jestem bardzo wybredna. Co dziwniejsze, wydawnictwo sobie z nas trochę zakpiło umieszczając na okładce filiżankę (najprawdopodobniej) z kawą. O! Dobrze, teraz mogę zacząć od przybliżenia Wam o czym tak naprawdę jest ta książka.

Historia, którą uraczył mnie, a być może wkrótce niektórych z Was, jest dość intrygująca. Oscar Progresso, główny bohater powieści jest Amerykaninem mieszkającym w Brazylii, który ma do opowiedzenia wiele i robi to. Codziennie, na szczycie góry, spisuje swoje wspomnienia i chowa je do mrówkoszczelnej kasety. Przybliża nam swoje życie krok po kroku, wracając pamięcią do bombardowania niemieckich samolotów, głębokiego uczucia do miliarderki, pobytu w szpitalu psychiatrycznym czy zabójstwa, które zostało popełnione w obronie własnej. To tylko niektóre urywki z życia tego intrygującego, ale też odważnego człowieka. Swoją kartę życia ma wypełnioną po brzegi, ale z miejscem na kolejne wydarzenia zmieniające jego wnętrze. Jest jednak jedna rzecz, która ogrywa ważną rolę w tym wszystkim. Kawa.

Odnoszę wrażenie, że Mark Helprin tworząc postać Oscara potrzebował powodu, dla którego mógłby napisać o kawie. Naprawdę. Może nie ma jej w tej powieści bardzo dużo, ale odgrywa znaczącą rolę. Tym razem nie mamy do czynienia z magią, którą w "Zimowej opowieści" zaserwował nam autor. W "Pamiętniku..." uraczył nas realizmem, w nieco satyrycznym i ironicznym wydaniu, niemniej bardzo ciekawym. Choć wiadomości ze świata z XX wieku jest tu sporo to wszystko podane w przystępny i interesujący sposób. Do tego wspomnienia głównego bohatera nie są przedstawiane chronologicznie, co dopiero na koniec powieści daje nam konkretny pogląd na wszystkie wydarzenia. Nie brakuje tu krytyki dziejów z tamtego okresu, wyszydzania, poniżania i obnażania niektórych poglądów, panujących stereotypów, przeświadczeń. Czas pełen niedomówień, niedających się sklasyfikować zdarzeń.

Taki też jest Oscar Progresso. Postać tajemnicza, niekiedy kontrowersyjna, którą można polubić lub znienawidzić już na starcie. Dobrze wykreowany, stanowi podstawę książki, utrzymuje historię w ryzach, jest swoistą klamrą kompozycyjną. Jest elementem stałym, choć zmiennym. Paradoks? Być może, ale trzeba sięgnąć po "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" aby się przekonać, o co tak naprawdę chodzi. Całej historii nie da się streścić w kilku zdaniach. Nie da się opisać, o czym dokładnie jest, jakie kwestie porusza, jakie ważne elementy zawiera, bowiem powieść ta oddziałuje na czytelnika z całą mocą. Na każdego z nas zadziała zupełnie inne wspomnienie bohatera. Najciekawsze jest to, że choć po raz pierwszy wydana została w 1995 roku to tematy w niej poruszane są aktualne także dziś, w XXI wieku i nie straciły na swej mocy.

Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy moja przygoda z Markiem Helprinem i teraz należy do udanych. Wciągnęłam się w tę historię znacznie bardziej niż można było przypuszczać, ale jednak coś nie zaiskrzyło. Może to kwestia kawy, do której autor próbował mnie zniechęcić? Wiem, że był to zamierzony i określony zabieg, niemniej sprawił, że nie mogłam w stu procentach utożsamić się z bohaterem, razem z nim przeżywać tego wszystkiego. Owszem, książka była pretekstem do przemyślenia pewnych kwestii, była powodem do chwili zadumy nad dawnymi i obecnymi czasami. Potrzebowałam takiej lektury, właśnie na taką czekałam, toteż odbieram ją dość pozytywnie. Polecam Wam, bo to przygoda niesamowita, pod wieloma względami.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
13-10-2014 o godz 01:10 przez: Book Loaf
Kończyłam "Zimową opowieść", kiedy rzuciła mi się w oczy zapowiedź kolejnej książki Helprina. O ile na widok znajomej, choć oczywiście innej szaty graficznej po prostu się uśmiechnęłam, o tyle po przeczytaniu tego szalonego tytułu wiedziałam, że ta pozycja również trafi w moje ręce. I stało się.

Po licznych perypetiach, które upodobniły mój egzemplarz do głównego bohatera, dotarł on wreszcie do mnie i ani chwili nie przeleżał gdzieś tam na stosiku. Nie miał nawet czasu odsapnąć po podróży, bo od razu złapałam go w ręce i zaczęłam czytać.

Oscar Progresso to człowiek w podeszłym wieku. Ale kogo obchodzi jakaś pusta liczba określająca czas spędzony na tym świecie? Dzięki wspomnieniom zatrzymanym na papierze, a do tego ukrytym przed mrówkami w tytułowej mrówkoszczelnej kasecie, główny bohater zabiera czytelnika w szaloną podróż nie tylko w przeszłość, lecz także wgłąb swojego umysłu i serca.

Życie głównego bohatera obfituje w wydarzenia, które niejednego człowieka by złamały. Utrata rodziców czy pobyt w szpitalu psychiatrycznym to przecież niełatwy do udźwignięcia ciężar - szczególnie gdy jest się dzieckiem. Los igra z nim nieustannie i raz wiedzie go na front, a raz na Wall Street; w międzyczasie podsuwa mu wyjątkowe i zjawiskowo piękne kobiety, które nie odwzajemniają jednak jego uczuć.

To wszystko zdaje się tylko zaostrzać jego apetyt na życie. Oscar Progresso pędzi przez nie niczym odrzutowiec albo kula wystrzelona z broni palnej. Spotyka na swojej drodze dobrych i złych, staje się bohaterem i mordercą, jest i nie jest ojcem dla małego Funia. Do tego z całego serca nienawidzi kawy. A jednak napój ten, nazywany przez niego m.in. "służebnicą diabła" (s. 538), nadzwyczaj często pojawia się w jego opowieści. Co więcej, obsesja na punkcie zgubnego wpływu kofeiny na ludzkość niejednokrotnie wywraca życie głównego bohatera do góry nogami. To właśnie przez kawę rozstaje się z żoną-milionerką, traci swoją pozycję w Stillman and Chase..

..i ostatecznie rozbija się swoim samolotem wypełnionym złotem w rzece i trafia do kawowego raju, jakim jest Brazylia. W tej rajskiej scenerii postanawia spisać swoją historię, analizując przeszłość oraz snując przypuszczenia na temat przyszłości.

Liczne porównania do "Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął" okazały się trafne tylko pod jednym względem. Główny bohater jest równie szalony, co jego szwedzki odpowiednik i ma całą masę nieprawdopodobnych przygód, jednak na tym podobieństwa się kończą. "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" zdaje się być nie tylko zapisem historii człowieka, który dobiega kresu życia. To dużo bardziej osobiste zapiski, dzięki którym nierealne przygody Oscara zyskują na znaczeniu. W nieco chaotycznych myślach odnaleźć można prawdziwy sens prowadzenia tego pamiętnika, który stanowi jednocześnie jego testament.

Choć czasem wyrwane z pamięci przemyślenia Oscara powodowały u mnie refleksyjny nastrój, to jednak podczas lektury tej powieści śmiałam się raz za razem. Wszystko to za sprawą zabawnego języka używanego przez narratora, jego podkreślania akcentów i problemów z wymową. Do tego imiona znaczące, takie jak doktor Gburr czy Gnoy Pulpett oraz świetne, mocno rozbudowane opisy miejsc i ludzi. Wszystko to przyćmiła jednak ciągle pojawiająca się irytacja kawą, wyrażona przekomicznymi wręcz komentarzami przepełnionymi jadem.

"Smacznej kawy, też coś" s. 242

Helprin jak mało kto potrafi czarować słowami i raz po raz wywoływać uśmiech na twarzy czytelników. Ten, kto docenia jego oryginalny styl, na pewno nie zawiedzie się na tej pozycji. Co jeszcze bardziej podoba mi się w tej książce, to naprawdę dobre tłumaczenie. "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" to pozycja obowiązkowa tej jesieni.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-10-2014 o godz 09:04 przez: Ósemkowy Klub Recenzenta
Mark Helprin to amerykański pisarz, dziennikarz, a także absolwent Harvardu i studiów podyplomowych w Oksfordzie, na Uniwersytecie Princeton i Uniwersytecie Columbia. Publicysta, m.in. „New Yorkera” i „New York Timesa”. Za twórczość prozatorską został uhonorowany wieloma nagrodami. Znany m.in. z powieści „Zimowa opowieść”.

„Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety”, autorstwa Marka Helprina to opowieść o z pozoru poukładanym Amerykaninie, wiodącym niezbyt ciekawe życie. Głównym bohaterem jest Oscar Progresso, mieszkaniec Rio de Janeiro, który dzień w dzień, zasiadając w ogrodzie, spisuje historię swojego życia. Sam mężczyzna mówi, że jego ziemska wędrówka nie była łatwa, a swój pamiętnik nazywa „kroniką samotności”. Oscar przeżył rzeczy o których nam zwykłym ludziom nawet się nie śniło. Na swoim koncie ma m.in. zabójstwo, rabunek na bank, niejednokrotne rozmowy z papieżem i kilka odwzajemnionych na chwilę miłości. Co prawda możemy zastanawiać się czy te wydarzenia miały miejsce naprawdę czy są tylko wymysłem głównego bohatera, jednak autor ubrał te historię w takie słowa, że jesteśmy w stanie mu we wszystko uwierzyć.

Czy zastanawialiście się kiedyś, jaki wpływ na nasz organizm ma kawa? Ja osobiście za nią nie przepadam, ale w tej książce filiżanka tego napoju nabiera zupełnie nowego znaczenia. Nazywana jest wręcz „siłą nieczystą”, która napędza bohatera do robienia różnych nie do końca przemyślanych rzeczy…

Na początku tej recenzji zastanawiałam się jak w kilku słowach opisać tą książkę, ale doszłam do wniosku, że jest to niemożliwe. Książka ta pochłania czytelnika bez reszty już od jej pierwszego akapitu. Jest nieprzewidywalna i pełna niezwykłych przygód. Bezwątpienia „Pamiętnik z mrówko szczelnej kasety” jest lekturą nie do pominięcia, wartą poświęcenia czasu i uwagi.
Dominika, lat 17
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
21-10-2014 o godz 20:03 przez: Catalinka
Oscar Progresso to postać naprawdę niezwykła. Poznajemy jego historię za sprawą spisywanych przez niego wspomnień, które są później odkładane do tytułowej mrówkoszczelnej kasety. A jest co wspominać: dokonane morderstwo, dzieciństwo w zakładzie psychiatrycznym, zestrzelenie przez Luftwaffe, praca dla Eugene'a B.Edgara - od chłopca na posyłki do wspólnika, wielkie miłości i spektakularne rozstanie, zyskanie gigantycznej fortuny, napad na bank.

Historia Oscara nie jest spisywana chronologicznie, właściwie przeskakujemy od dzieciństwa bohatera, przez jego starość, do czasu wojny i znowu do najwcześniejszych lat. Okazuje się, że jednak jest w tym jakaś metoda i wbrew pozorom czytelnik nie gubi się w tej historii.

Moim zdaniem ta książka jest dobra, autor pokazuje się z nieco innej strony niż w "Zimowej opowieści" i chyba taka forma bardziej przypadła mi do gustu. "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" będzie świetnym odstraszaczem dla wszystkich miłośników kawy - główny bohater walczy z nią, prowadzi wywody na temat jej obrzydliwości, wreszcie to te kilka ziarenek staje się przyczyną jego poważnych życiowych decyzji.

"Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" jest książką, w której sceny wesołe, niesamowity humor autora miesza się z przerażającymi i przygnębiającymi wydarzeniami, dając tym samym pełny obraz życia bohatera. Jeżeli jesteście ciekawi, jak kawa może wpłynąć na życie, albo lubicie Helprina - gorąco polecam! :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-10-2014 o godz 00:00 przez: Crowneran | Empik recenzuje
Super książka. Właśnie skończyłem i muszę powiedzieć, że bardzo przypadła mi do gustu ta poszarpana historia. W sumie to własnie w niej było najlepsze, nieco skojarzył mi się ten sposób pokazania dziejów życia z kultowym Pulp Fiction w oczywiście większej skali, na przestrzeni wielu lat. Również na przestrzeni lat życia bohatera namalowana jest historia świata, nie mniej ważna i okraszona odpowiednim komentarzem.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-11-2014 o godz 00:00 przez: Disavia
Ta książka od samego początku wydawała mi się niezwykła. Mark Helprin zafascynował mnie swoim pisarstwem już za sprawą "Zimowej opowieści", czułam więc poniekąd, że i "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" będzie opowieścią mocną, nietuzinkową o równie nietuzinkowym człowieku. Opowieść to barwna, humorystyczna, absurdalna.. Spróbujcie, na przekór autorowi, przy kawie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-11-2014 o godz 00:00 przez: LenaCasual
Jest to lektura od której trudno się oderwać i na pewno warto poświęcić kilka godzin na zgłębienie tajemnic tego cudeńka. Helprin, ukazał mi świat pełen tajemnic, ale i niepowtarzalnego klimatu, który można znaleźć tylko w jego książkach. "Pamiętnik", to najlepsza jego książka. Gorąco polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa It Starts with Us
4.7/5
32,21 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa It Ends with Us
4.7/5
33,63 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Ugly Love
4.6/5
33,59 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa November 9
4.6/5
33,63 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Maybe Someday
4.6/5
30,27 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Too Late
4.6/5
36,88 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Confess
4.6/5
31,79 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Nagie serca
4.6/5
33,63 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Sankcja
4.8/5
35,39 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Layla
4.6/5
35,39 zł
49,99 zł

Podobne do ostatnio oglądanego