Informacje szczegółowe

    ID produktu:
    1254219206
    Tytuł:
    Nurt
    Tytuł oryginalny:
    The Current
    Autor:
    Tłumaczenie:
    Iwaszkiewicz Karolina
    Wydawnictwo:
    Redakcja:
    Pluszka Adam
    Język wydania:
    polski
    Język oryginału:
    angielski
    Liczba stron:
    500
    GPSR - osoba odpowiedzialna i certyfikaty:

    Oceny i recenzje o produkcie

    Sortuj

    Anna Błaszkiewicz
    Zweryfikowany zakup
    10.11.2021
    Na Tima Johnstona trafiłam dzięki rekomendacji @wojciechchmielarz . Nie czytałam wcześniej tego Autora, jednak tytułowy „Nurt” wciągnął mnie bez reszty. Z każdą stroną powieść jest coraz ciekawsza. Historia może być trochę szablonowa – z taką Ameryką, jaką znamy z filmów czy seriali. To, co pozwala na zagłębienie się w książkę to jej język, rozbudowane postacie, wielowątkowość i klimat. Zaczyna się dość tragicznie, ale właśnie dzięki tej sytuacji Autor zgrabnie przedstawił trudną historię mieszkańców miasteczka. Koncentruje się na przeżywaniu bólu i straty i ich wpływu na poszczególnych bohaterów. To emocjonująca podróż z nurtem – wydarzeń, przemyśleń, historii, mroku i niesłusznych oskarżeń. Niestety Zło nie zawsze przyjmuje postać Rogatego. Polecam – mimo objętości czyta się wartko. Zdecydowanie warto poddać się Nurtowi.
    Agnieszka Dorota
    Zweryfikowany zakup
    18.04.2024
    Polecam. Jak przebrnie się przez pierwsze karty. Yen autor ma tak w każdej książce, ze człowiek czyta i czyta- i idzie jak po grudzie Dopiero później się rozkręca. Więc nie zniechęcaj się przyszły czytelniku bo książka jest mocna! Polecam
    Anonim
    Zweryfikowany zakup
    21.05.2022
    Piękne opisy
    Meggie
    21.02.2021
    Rzeka – skuta lodem, zasypana śniegiem, niebezpieczna. Jej odmęty strzegą wiele tajemnic, ukrytych głęboko przed ludzkim okiem, mrocznych, niepokojących. Wiedzą o tym doskonale mieszkańcy małego miasteczka, w którym dziesięć lat wcześniej zginęła dziewczyna. Jej ciało wyłowiono z rzeki a zabójca nie został ukarany, właściwie to cała sprawa nie została do końca wyjaśniona. Tymczasem w tej samej rzece ginie kolejna dziewczyna. Do wypadku dochodzi, gdy Audrey i Caroline uciekają przed dwoma mężczyznami, którzy je zaatakowali. Tylko jedna z nich przeżywa. Czy to faktycznie był wypadek? Ludzie znów zaczynają mówić, przeszłość przypomina o sobie. Audrey czuje, że coś tu nie pasuje, zaczyna pytać, drążyć i budzi coś, nad czym przestaje mieć kontrolę. Przeszłość powraca niczym niszczycielska siła, dopominając się sprawiedliwości. Opis książki mnie zainteresował, zapowiada sporo tajemnic, których byłam ciekawa. Dodatkowo pomyślałam, że trochę czasu minęło odkąd sięgnęłam ostatnio po ten gatunek literacki i czas najwyższy to zmienić. Czy warto było zajrzeć do tej książki? Na początek wspomnę o tym, co dla jednych może stanowić zaletę, a dla innych wadę. W powieści tej akcja płynie dosyć wolno, nie ma spektakularnych zwrotów, zrywów, stopniowo budowana jest atmosfera. Mimo tego oraz obszerności książki przeczytałam ją dosyć szybko. Przyciągnęła mnie sama atmosfera miasteczka, w którym rozgrywa się akcja, chciałam lepiej poznać jego mieszkańców, zobaczyć co tak naprawdę się tam stało. Zrozumieć, dlaczego w miejscu pięknym, spokojnym, w którym wszyscy się znają zginęły dwie dziewczyny. Czy ich losy splata jeden sprawca? Autor rozkłada na czynniki pierwsze z pozoru drobne, niepozorne sytuacje, dając pełniejszy obraz. Zza gęstej mgły wyłania się brzydota, która niszczy to piękne miejsce, tak jak i naznacza życie jego mieszkańców. Otrzymujemy precyzyjnie nakreślone sylwetki poszczególnych postaci, a te najbardziej istotne poznajemy całkiem dobrze. Czuje się ich emocje, ból, frustrację, strach, zagubienie.. Czasem te uczucia wręcz przytłaczają czytelnika. Każda z tych postaci ma pewne charakterystyczne cechy, jest realnie przedstawiona. Na początku, gdy nie ma się pełnego obrazu sytuacji, można błędnie kogoś ocenić, ponieważ mylnych tropów nie brakuje. Poszukiwanie sprawcy jest bardzo ważnym wątkiem, ale myślę, że równie ważne jest pokazanie jak trudno pogodzić się z taką sytuacją, zapomnieć o przeszłości, żyć dalej. Wydarzenia sprzed dziesięciu lat zmieniły zupełnie to miejsce, ludzi tu mieszkających, strzaskały serce ojca dziewczyny, ale nie tylko jego. Teraz, gdy ginie kolejna osoba w tej samej rzece i w niejasnych okolicznościach, wszystko wraca. Gdy Audrey po stracie przyjaciółki zaczyna szukać, drążyć, zadawać niewygodne pytania, uzyskuje nowe informacje, stopniowo mgła się rozrzedza, a obraz staje się ostrzejszy i bardziej przerażający. Pojawiają się też akcenty metafizyczne. Poza Audrey dobrze w pamięci zapisują się bracia Danny i Marky, ich matka, Gordon - ojciec dziewczyny, która zginęła dziesięć lat wcześniej. Książka podzielona jest na pięć części niczym głównych etapów tej opowieści. Warstwa psychologiczna jest rozbudowana, język obrazowy, emocji nie brakuje, chociaż raczej tych przytłaczających. „Nurt” to powieść, w której nie ma rwącej akcji, czy spektakularnych wydarzeń, ale utkana jest z historii mieszkańców pewnego sennego miasteczka, w którym doszło do tragedii. Znajdziecie w niej zapadających w pamięci, dobrze nakreślonych bohaterów oraz rozbudowaną warstwę psychologiczną, dobrze oddającą ich emocje. Wszystko spaja rzeka, w której nurcie, w ciemnych jej odmętach kryją się mroczne tajemnice, będące odbiciem zła mieszkającego w ludzkich sercach. Zła, które może szybko się rozprzestrzenić, gdy na czas się go nie zatrzyma, gdy nikt nie wykaże się odwagą, by spojrzeć mu w oczy i ujrzeć czasem niewygodną prawdę. http://wyczytane-ksiazki.blogspot.com/2021/02/nurt-tim-johnston.html
    Edyta S.
    22.02.2021
    Popłyń z nurtem i daj się uwieść historii pięknej i mrocznej. Świetnie napisanej, z mnóstwem wariacji i robiącej wrażenie na zmysłach. Siedzę. Spoglądam beznamiętnie przez okno na topniejący na trawniku śnieg i dumam. Myślę o "Nurcie" - książce Tima Johnstona, którą wczoraj skończyłam czytać. Być może nie zwróciłaby ona mojej uwagi, gdyby nie dość sprzeczne opinie na temat poprzedniej powieści autora pt. "W dół". Widziałam rzeszę fanów, którzy byli zachwyceni jego twórczością. Nie brakowała jednak i tych, którzy mocno ją krytykowali, wręcz odrzucali. Mnie to jednak zawsze intryguje. Sami pomyślcie. Co to musi być za książka, skoro wzbudza aż takie emocje. Dla jednych jest arcydziełem, a dla innych... Dwa razy więc nie trzeba było mnie namawiać. "Nurt" tuż po wydaniu w polskiej wersji językowej wylądował w moich rękach. Potem rozliczyłam się z zaczętymi już książkami i poddałam się nurtowi tej powieści. Początek - przyznaję, nie był łatwy. Bardzo niespieszna narracja, do tego pełna niespodzianek. Różne płaszczyzny czasowe płynnie przechodzące z jednej do drugiej, co czasem powodowało dyskomfort i zamieszanie. Do tego mnogość głosów - głosów z przeszłości. Głosów wewnętrznych (na szczęście wyraźnie zaznaczonych kursywą). Wymagająca. I gdyby nie moja świadomość, na co się pisałam, książkę odrzuciłabym pewnie po tych pierwszych stu stronach. Brnęłam jednak dalej — na szczęście, bo wkrótce okazało się, że powieść, choć nieco dziwna na początku, trochę pokrętna i zmieniające swój rytm wciągnęła mnie niczym zabójczy nurt, który pozbawił życia najpierw Holly, potem Caroline i zmienił życie Audrey — na zawsze. Audrey jest studentką colleg'u. Dziewczyną z Minessoty, którą samotnie wychował ojciec, który teraz ciężko zachorował. Rak odbiera mu szansę na długie życie. Wraz z przyjaciółką zmierza więc w stronę domu. Nie zamierza bowiem spędzić ostatnich chwil najbliższego jej człowieka na ziemi z dala od niego. Zanim tam jednak dotrze, wydarza się coś, co zmieni na zawsze nie tylko ją. Dziewczyny będąc już prawie na miejscu, robią postój na stacji benzynowej. Na Audrey napada dwóch młodych mężczyzn. Dziewczynom udaje się na szczęście wyrwać ich szponom. Chwile potem w poślizgu wypadają z szosy. Nie to jednak jest najgorsze. Ktoś pakuje się w ich auto i spycha je dalej, wprost na pokrytą lodem rzekę, który pod naporem ciężaru pęka. Nurt porywa Caroline, tak samo, jak dziesięć lat temu porwał inną nastolatkę. W miasteczku ożywają wszystkie wspomnienie, a najbardziej te bolesne. Wówczas okazuje się, że człowiek tak naprawdę nie zna samego siebie. [...] Myśli, że zna, ale tak nie jest. Każdy ma w sobie coś, co sięga głębiej niż wychowanie przekonania, odznaka czy czego się kurwa w życiu trzyma. A potem tam dociera i cóż... Dobro i zło to tylko słowa". Słowa zaś dzięki którym Tim Johnston maluje ową historię, są wyjątkowe. To one bowiem budują krok po kroczku postacie i odsłaniając najdrobniejsze niuanse ich życia, myśli, pragnienia i lęki. Prawie że wchodzimy do ich głów, prześwietlamy ich. Co i tak nie daje nam prostych odpowiedzi na pytania, które rodzą się w toku czytania lektury. Wikłają nas za to w problemy wielu z nich, zwłaszcza Audrey. Dotykają niemal namacalnie. Miej więc zatem drogi czytelniku odwagę i stań twarzą w twarz z "Nurtem" i kryminalną przeszłością miasta, które mogłoby stać się twoim domem, albo okaże się największym koszmarem. Wyzbądź się też schematów gatunkowych, bo ta powieść nie mieści się w ramach żadnego z nich. Owszem jest wątek kryminalny, ale to nic w porównaniu z resztą intryg i przestrzenią, w którą pakuje nas autor. Mroczną i fascynującą zarazem, przypominającą morską toń. Pełną meandrów ludzkiej psychiki. Głowę mam pełną i kaca książkowego przy okazji. Jednocześnie ostrzegam. Bez zaangażowania i smakowania zdania po zdaniu może ci się ta fascynacja nie udzielić, ale spróbuj. POLECAM

    Masz ten produkt? Pomóż innym w decyzji o zakupie