Porównuje się ich do White Stripes i do Franz Ferdinand. Pierwsze skojarzenie wynika z podobieństwa do rodzeństwa (małżeństwa?) White z Detroit – The Kills to również damsko-męski duet. Drugie odniesienie – to wspólna z Franzem wytwórnia Domino. Brytyjskie media już wróżą im podobny sukces. Nie bez podstaw. The Kills wciąż wierzą - jak Velvet Underground, że w rockowym przesłaniu jednoczą się Życie i Sztuka, rock to dla nich doświadczenie totalne. Nic więc dziwnego, że na długim tournee z Primal Scream wyglądali na straceńców. Całą płytę – od początków pierwszej kompozycji do mastera i miksów nagrali w 47 dni. Nie dziwi więc, że „No Wow" brzmi tak szaleńczo spontanicznie - buzuje nieokrzesaną energią, roztacza aurę szaleństwa, papierosowy dym, kofeinową woń, alkoholowy pot..