Nie hańbi (okładka  miękka, 10.2017)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Sprzedaje empik.com : 23,92 zł

23,92 zł 32,99 zł (-27%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Podobno praca leży na ulicy. Niejeden z bohaterów tej książki się o nią potknął. 
 
Bezrobocie jest najniższe od ponad dwóch dekad, a warunki na rynku pracy dyktują pracownicy. Ponoć. Są wykresy i tabele, które to mają potwierdzać, są analitycy, którzy te słowa powtarzają jak mantrę, są politycy, którzy się tym zdaniem zachłystują. I są ludzie, którzy rynkiem pracy nie potrząsną. Rynek ich połknie i wypluje. Ta książka jest o nich.
 
O Ilonie Pujanek, która powiesiła się w noworoczny poranek – możliwe, że z powodu mobbingu. Tylko czy polskie prawo definiuje, czym jest mobbing?
O przedsiębiorcy budowalnym, który wprawdzie nielegalnie zleca pracę, ale nie podlega kontroli PIP-u.
O zwalnianych pracownicach Almy, które nawet w pustym sklepie musiały przestawiać towar na półkach.
O marszach bezrobotnych w czasach wielkiego kryzysu i o ludziach bezrobotnych osiem dekad później, w kraju, w którym podobno bezrobocia nie ma; o coraz bardziej oswojonych z prekarnością młodych ludziach.
 
To reporterski rzut oka na polski rynek pracy – historycznie i dziś. Jak bardzo ten rynek się zmienił od czasu, kiedy chałupnicy przeszli z domowych warsztatów do fabrycznych hal? Jak bardzo kryzys wczesnych lat 90. różnił się od kryzysu lat 30., gdy bezrobotni organizowali strajki? I wreszcie - co to znaczy nie pracować w świecie, w którym ponoć nie pracuje tylko ten, kto nie chce?

Od wydawcy:
 

Wstrząsający reportaż o nadwiślańskim kapitalizmie. Ta książka mówi więcej niż badania socjologów i optymistyczne dane GUS-u. Polecam zwłaszcza tym, którzy chcą zrozumieć, skąd się biorą populiści.

Grzegorz Sroczyński
 

Praca znajduje się pod ochroną Rzeczypospolitej Polskiej (kon-sty-tu-cja). Pracodawca jest obowiązany szanować godność pracownika (kodeks pracy). „Mówię: dziękuję, kluczyki kładę, ja do takiej roboty już nigdy nie jadę... Ale czło­wiek musi złotówkę przynieść do domu"(Hubert, kierowca).

Praca leży na ulicy. Czy po każdą musisz się schylić? Uważaj! Możesz się potknąć. O niej marzą, rozmawiają przy grillu, chcą zapomnieć. Przez nią płaczą. O nich jest ta książka. I o niej: biurowej, fizycznej, najemnej, Syzyfowej.

Będzie z tobą średnio osiem godzin dziennie przez czterdzieści lat.

Prawda? Fałsz?

„Twoja praca to nie ty"- napisał Chuck Palahniuk. Ale on nie mieszkał w Polsce.
 

  • Ludzie sobie radzą. Gdyby było tak, jak mówią wskaźniki, to ludzie z głodu by się słaniali, a tak naprawdę nie jest, część osób wyjeżdża, pracuje tu i tam, pobiera z opieki i innych.
  • Są specjalistami w radzeniu sobie w życiu, chwała im za to.

Fragment książki

  • Dobrze, pracują, zarabiają pieniądze. Ale stwierdzenie, że to jest taka pra­ca jak każda inna, kiedy ktoś jedzie dorywczo pracować za granicę czy zbiera runo leśne, to trochę pokazuje, jak bardzo upadliśmy, myśląc o tym, czym jest praca.
ksiazka


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1169651357
Tytuł: Nie hańbi
Seria: Seria reporterska
Autor: Gitkiewicz Olga
Wydawnictwo: Dowody na istnienie
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 224
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-10-24
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 139 x 206 x 40
Indeks: 22974792
średnia 4,5
5
7
4
4
3
1
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
3 recenzje
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
02-11-2022 o godz 14:10 przez: nya | Zweryfikowany zakup
Olga pięknie opisuje różnice między przeszłościa kiedy jej babcia pracowała jako tkarka a teraźniejszym rynkiem pracy. Nie umiałam sie oderwać od książki dlatego bardzo szybko ja przeczytałam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-11-2017 o godz 10:57 przez: Marta Gadzina-Kobiela | Zweryfikowany zakup
Dobrze napisany reportaż o rynku pracy w Polsce na przestrzeni wieku.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
11-11-2017 o godz 15:15 przez: Księgarka na regale
Historia zaczyna się od regału. Początek zawsze jest ważny. Każda nitka ma gdzieś swój początek. Regał mieszka w Zamościu. Jest na wysoki połysk. Olgę Gitkiewicz bardziej zaciekawiła jego zawartość. Wysoki połysk skrywał matową zawartość. Jakby regał wypełniony papierami poszarpanymi na krawędziach, pomarszczonymi, suchymi i z przebarwieniami, miał być zwiastunem niepokojącej treści, która w mało którym momencie będzie gładka. Wszystkie te druczki opłat, protokoły, legitymacja związków zawodowych, świadectwo pracy czy książeczka zdrowia zasiały coś w autorce. Coś, co potem doprowadziło ją do tego, że odeszła z pracy w korporacji, by oddać się pisaniu tego reportażu. Człowiek czynu, bez wątpienia. Ten regał w nas zostanie, zacznie historię, która od tej pory będzie nosić nazwę „nitki”. Nitki będą plątały się wokół losów rodziny autorki i śledziły losy Żyrardowa, do którego autorka również zdecydowała się powrócić. Zanim zajrzymy do regału, dowiemy się, że w 2014 roku portal Bezrobocie.org.pl zmienił nazwę na Rynekpracy.org. I to też jest mocny początek. „Szef ma paszport francuski i krew alzacką, do tego jest estetą. Zmęczony człowiek nazywa się Julian Blachowski. W kieszeni płaszcza ma rewolwer. Boli go brzuch.” Krucjata po polskim rynku pracy rozpoczęła się wraz z antropologicznym spojrzeniem na pewien regał. Otwarta puszka Pandory będzie nas teraz transportowała w czasie. Nitki przeszłości będą się przewijać wraz z opowieściami teraźniejszości. Autorka zaczyna od Żyrardowa, gdzie się urodziła, i zaiste lepszego kontekstu do rozważań na temat bezrobocia znaleźć nie mogła. To tutaj „szumiała przędzalnia bawełny Karola Scheibera.” Tutaj wykluło się miasteczko robotnicze, które uzależniło od siebie pracowników, dając im zaledwie albo aż tyle, by całe życie wiązali swoje życie z fabryką, nie szukając i nie pragnąc więcej niż to, co daje im Żyrardów, nie wyściubiając nosa poza granice własnego miasta. „Weg! – cedzi po niemiecku. Ostatnie słowo. I zaraz potem dwie kule. W ramię, w tors. (…) Tuż obok Ziemiańskiej jest apteka, tam go przenoszą, próbują ratować. Logiczne, ale bezskuteczne.” Dzięki perspektywie z przeszłości, dowiemy się, że autorem terminu „bezrobocia” jako przymusowego braku pracy był angielski dziennikarz i ekonomista John Atkinson Hobson. Dopiero u schyłku XIX wieku. Zerkniemy do pierwszego kodeksu pracy, który swoje korzenie również ma w Żyrardowie. Tak, będziemy często wzdrygać się na traktowanie pracownika. Właściwie ten niewygodny temat i obrazy osiadły mi na ramionach od początku lektury i możliwe, że już nigdy ich stamtąd nie strzepie. „Powtarza, że musiał to zrobić. Kiedyś na Pawiaku zniósł tortury i wyrywanie paznokci. Koehlera prawie nie znał, ale znieść nie mógł. (…)Piszą o nim nawet poeci, pisze o nim nawet Miłosz. (…)Echo wystrzału Blachowskiego może grac długo.” Tak. To jest reportaż, który jest kalejdoskopem krzywd. Nie mieni się pstrokatymi barwami. Sceneria kojarzyła mi się z rozpadem i rdzą. Bo na naszych oczach gnije w ludziach empatiach i pani Gitkiewicz bez osądu trafia w te najczulsze punkty, nie wydając wyroków na sprawców. Wędruje w czasie i przestrzeni. Z dusznych fabryk trafimy oczywiście do korpoświata i korposzczurów. Poznamy terminologię panującą w danych warunkach. Wysłuchamy relacji ciekawie dobranych ludzi. Znajdziemy się we Wronkach, w fabryce Amici. Przewędrujemy od uderzeń i ciosów wymierzanych w pracownika, po feminizację pracę, walkę o etykę, demonstracje z hukiem strzałów aż teraźniejszość zapuka do Szydłowca pod Radomiem, który jest współczesną stolicą bezrobocia w Polsce. W krzywym zwierciadle współczesnego rynku pracy przysłuchamy się dyskusji kobiet zastanawiających się nad tym, co jest odbierane jako kombinatorstwo – czy gdy dziecko jest autentycznie chore lepiej wziąć opiekę nad dzieckiem L4 czy urlop, żeby pracodawca nie groził nam zwolnieniem. Poczujemy ciężar rzucany na barki kierowcy – rozwoziciela, któremu jednocześnie rozkazuje się ugniatać ciasto na pizzę, trzeć ser, myc garnki i na końcu rozwozić produkt. Później „awansuje”. Będzie prowadził ciężarówkę w nocy. W środek lasu. Za Wieluniem. Ze szczurzymi oczami wlepionymi w jego plecy. Następnie będzie woził knury. Dobrym Volvo. Pobieżnie Wam tylko powiem – nigdy już nie spojrzę tak samo na ciężarówkę wiozącą żywe zwierzęta. Pani Gitkiewicz nie bombarduje nas statystykami ani tkliwością. Reportaż chyląc się ku końcowi, wspina się na „wysokości”. Trafiamy do działu „budownictwo”, a tam ludzie spadają. Czasami nikt się nad nimi nie pochyla. W Jeleniej Górze mieszka ponad 87 tysięcy ludzi. Tyle samo uległo wypadkowi w pracy w 2016r. Pisać mogę wiele, a uwierzcie, że i tak do końca nie nakreśli się wszystkiego, co Gitkiewicz zawarła w tym reportażu. Pozornie nie jest obszerny. Temat może się wciąż wydawać nie wyeksploatowany i możemy mieć poczucie jakiegoś braku. Po kilku dniach od lektury rozumiem to uczucie. To nie brak, tylko świadomość, że tyle historii zostało jeszcze nie opowiedzianych.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Zobacz także

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Podobne do ostatnio oglądanego