Mogło być inaczej (okładka  miękka, 01.2017)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Dziecko adoptowane w Polsce przez amerykańskie małżeństwo i historia, którą powinien poznać każdy, kto ma problemy z dzieckiem.

W 1991 r. John Brooks i jego żona Erika adoptowali w Polsce czternastomiesięczną dziewczynkę. Nadali jej imię Casey. Przez kilkanaście lat John, Erika i Casey byli szczęśliwą rodziną. W wieku dojrzewania u Casey pojawiły się objawy poważnych zaburzeń emocjonalnych, niespodziewane napady złości i agresji, depresja i skłonności samobójcze. John i Erika przez kilka lat szukali pomocy psychologicznej. Nie znaleźli jej, a wyjaśnienie zaburzeń, na które cierpiała Casey pojawiło się zbyt późno.

"Mogło być inaczej" to książka o rodzicach, którzy desperacko poszukiwali pomocy, starając się ochronić swoją adoptowaną córkę, przed nią samą. To książka o rodzicach, którzy – podobnie jak wielu spośród nas – nie potrafili dostrzec, z jak poważnymi problemami boryka się ich dziecko, ani nie wiedzieli, w jaki sposób można próbować je rozwiązać. To wreszcie książka o rodzicach, którzy – chociaż przegrali walkę – nie spoczęli, dopóki nie zrozumieli, dlaczego tak się stało. To w końcu książka o ojcu Casey, autorze tej książki – książki, która może uratować niejedno życie.

"Poruszająca i przykuwająca opowieść o miłości i tragedii pewnej rodziny. Zawiera bardzo istotne informacje o zaburzeniach budowania więzi, na jakie mogą cierpieć dzieci oddane pod opiekę sierocińców i innych zakładów opieki. Dokładnie zbadany i pięknie przedstawiony problem. Pokochałam Casey i jej dzielnych rodziców. Jestem wdzięczna panu Brooksowi za tę książkę."
Anne Lamott

"Rzadko zdarza się tak otwarta i szczera analiza problemów związanych z samobójstwem, adopcją, dojrzewaniem i rodzicielstwem."
John Bateson, były dyrektor wykonawczy Contra Costa Crisis Center oraz autor "The Final Leap: Suicide on the Golsde Bridge"

"Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy wychowują adoptowane dzieci lub planują je adoptować."
Nancy Newton Verrier, autorka "The Primal Wound" oraz "Coming Home to Self"

"Tragiczna historia Johna to lekcja dla nas wszystkich. Jego chęć, by podzielić się historią Casey, ocali niejedno życie."
Jane Ballack, wydawca i redaktor wykonawczy "Adoption Voices Magazine"

"To historia rodziny jakich wiele. Lata temu ich losy zeszły się i splotły z miłością i nadzieją. Byli zdeterminowani i niepewni, odważni i pełni obaw oraz ostatecznie niewinni i winni. Nie myśl, że skoro ta książka przedstawia historię rodziny adopcyjnej, nie odnajdziesz w niej siebie. Nie myśl, że skoro jest to historia samobójstwa dziecka, możesz pozwolić sobie na luksus odwrócenia się do niej plecami… Przeczytaj tę książkę."
dr Anne Brodzinsky, autorka "The Mulberry Bird"


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1133473644
Tytuł: Mogło być inaczej
Autor: Brooks John
Tłumaczenie: Szajkowska Julia
Wydawnictwo: Prószyński Media
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 272
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-01-19
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 197 x 20 x 126
Indeks: 20550844
średnia 4,3
5
6
4
8
3
1
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
8 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
4/5
06-03-2017 o godz 10:30 przez: Matka Puchatka
Amerykańskie małżeństwo przebyło bardzo długą drogę, by zostać rodzicami - dosłownie i w przenośni. Niestety badania, leczenie i starania nie przyniosły zamierzonego, wymarzonego efektu. Para postanowiła adoptować dziecko, a po swój skarb przyleciała do Polski, gdzie w mrągowskim sierocińcu czekała na nich puchniutka, piękna, acz nieco opóźniona w rozwoju (ruchowo) Joanna. Po załatwieniu formalności, wywalczeniu odpowiednich dokumentów, licznych badaniach, procesie i całej masie stresu udało się - Asia, znana odtąd jako Casey znalazła dom. W wieku dojrzewania pojawiły się (lub maże raczej nasiliły) wybuchy złości i agresywne zachowania, problemy z nauką oraz skłonności samobójcze. Każdy dzień zaczynał się od kłótni, a ta kończyła się rozdzierającym serce wyciem, słowami nienawiści i groźbą odebrania sobie życia. Rodzice - John i Erika - próbowali walczyć z tą (jak to określano) dziewczyną o trudnym charakterze. Kolejne zakazy, nowi terapeuci i przetrząsanie jej rzeczy osobistych wpisały się w codzienność rodziny. Rodzice wycofywali się powoli, często zmęczeni wybuchami córki, odpuszczali, przymykając oko na pewne zachowania - byle nie wywołać kolejnej awantury i odzyskać spokój. Wkrótce okazało się, że mogło być inaczej, ale popełnione błędy i nieznajomość tematu - dziecko porzucone przez matkę nawet w wieku niemowlęcym może nosić w sobie niebywałe cierpienie - doprowadziły do punktu, z którego nie ma już odwrotu. Autor - narrator - ojciec próbuje dotrzeć do sedna, zrozumieć, gdzie popełnił błąd, poznać prawdę... Czy jednak nie jest za późno? Czy warto gdybać i zastanawiać się nad tym, co by było, ale czego już nigdy nie będzie? Podczas lektury zastanawiałam się nad tym, w jakim celu powstała ta książka. Czy miało to być wyznanie ojca, który nawalił i próbuje się usprawiedliwić? Czy epitafium dla ukochanej córki, której nie potrafił zrozumieć, za którą tęskni? Nie rozumiałam na początku, jaki jest sens pisania o tym, co się stało i dochodzenia tego, dlaczego tak musiało być. Czy warto grzebać w przeszłości i doszukiwać się rozwiązania, kiedy jest już po fakcie? Uznałam, że warto, chociaż początkowo nie widziałam w tym większego - poza rozliczeniem z przeszłością - sensu. Takie historie mogą otworzyć oczy niejednemu rodzicowi i uzmysłowić mu powagę sytuacji. Każde dziecko jest inne i tłumaczenie, że z czegoś wyrośnie, że taki jego urok czy charakter to nie jest żadne tłumaczenie... Chowanie się do skorupy, by zyskać odrobinę spokoju? To nie jest dobre wyjście. John Brooks opowiada o swoim bólu, błędach, radościach, zawodzie szczerze i bez upiększania. Poznajemy ojca, który kocha swoje dziecko, ale nienawidzi jego zachowania, który chce być wsparciem, autorytetem i przyjacielem, ale w gruncie rzeczy niewiele w tym kierunku robi. Dlaczego? Po pierwsze z niewiedzy, bo to działa na jedne dzieci, niekoniecznie będzie wpływać pozytywnie na inne. Po drugie, bo chyba go to przerosło - marzył o normalności, otrzymał coś zgoła innego. Kochał nad życie, ale potrafił okazać tej miłości. Chciał dobrze, ale wyszło, jak wyszło. Autor podjął temat nawiązywania więzi z dzieckiem adoptowanym. Pisząc tę historię, po latach, nawiązał kontakt ze specjalistami, zgłębił zasady działania sierocińców, odbył wiele rozmów z rodzicami adopcyjnymi, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji (też walczą, każdego dnia). Czy za późno? Dla tej rodziny na pewno, ale może ta historia da szansę przetrwania innej? Myślę, że problem przedstawiony przez autora nie dotyczy jedynie rodziców adopcyjnych, ale wszystkich, bo przecież kochamy nasze dzieci i chcemy dla nich jak najlepiej, a niestety nie zawsze nam się to udaje. matkapuchatka.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
22-03-2017 o godz 14:47 przez: bojarun
Hmmm... nie wiem co mam napisać. Jestem pełna sprzecznych opinii i uczuć, więc pewnie ta recenzja też będzie trochę poszarpana. Jak moje odczucia. Z jednej strony książka potrzebna "ku przestrodze" wszystkim tym, którzy przechodzą nad problemami nastolatków do porządku dziennego stwierdzając "jakoś to będzie". Z drugiej strony dawno nie czytałam tak smutnej książki. Brak konsekwencji w działaniach rodziców bił po oczach na każdej stronie powieści, co niewątpliwie nie pozostało bez wpływu na charakter i losy bohaterki książki. Czytałam i wściekałam się i myślałam sobie, że ja postąpiłabym na pewno inaczej. Czy aby na pewno? Kiedy skończyłam lekturę, już nie byłam taka pewna siebie i swoich ewentualnych poczynań. Jedyne co przychodziło mi do głowy to dziękowanie komuś, tam na górze za to, że Starsza i Młodszy to poukładane dzieciaki. Już na samym początku wiadomo o co chodzi. Pewnego dnia rankiem zaniepokojony John stwierdza, że sypialnia jego córki jest pusta. Tknięty złym przeczuciem rozpoczyna poszukiwania. Dość szybko dowiaduje się, że młoda dziewczyna odpowiadająca rysopisowi Casey z samego rana skoczyła z mostu Golden Gate zwanego też mostem samobójców. Co popchnęło młodą dziewczynę do tak drastycznego kroku? Aby się tego dowiedzieć, musimy cofnąć się w czasie... W 1991 r. John i Erika Brooks adoptowali w Polsce czternastomiesięczną dziewczynkę. Nie mogąc mieć własnych dzieci byli w tej chwili najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Szczęście to jednak nie trwało długo. Dziewczynka z biegiem lat stawała się coraz bardziej zamknięta, a do tego pojawiły się objawy poważnych zaburzeń emocjonalnych. Duże wyzwanie dla rodziców, nie ma co! Każdy rodzic, który zmaga się z problemem zbuntowanej nastolatki nie ma łatwo. Próbuje w różny sposób pomóc sobie i dziecku, szuka pomocy wszędzie gdzie tylko się da. Otóż John i Erica coś przegapili. Pomimo ciągłego zmieniania terapeuty, pomimo stosowanych kar i ograniczeń, Casey coraz bardziej oddalała się od nich. Inną sprawą jest to, że - moim zdaniem - byli w stosunku do niej za bardzo pobłażliwi. Właściwie wchodziła im na głowy. Owszem stwarzali pozory surowych rodziców, ale konsekwencją w swoich działaniach - delikatnie rzecz ujmując - nie grzeszyli. Książkę przeczytałam jednym tchem. Smutna, zwłaszcza dlatego, że od początku wiadomo, że się źle skończy. Taka równia pochyła, po której puszczamy piłeczkę i możemy obserwować jak spada. Nie uratujemy jej przed upadkiem. Nic nie możemy zrobić, pozostaje tylko czekać na upadek. Niestety ojciec dziewczyny przegapił sygnały, które wskazywały że Casey cierpi na syndrom zaburzenia więzi. Kilka razy ten termin docierał do jego uszu, jednak nie zwrócił na niego większej uwagi. Dopiero po śmierci Casey, kiedy przyszedł czas na rozpacz i analizę, krok po kroku, tego co zrobił (i czego nie zrobił) doszedł do wniosku, że jednak mógł pomóc. Spora część książki poświęcona jest opisowi objawów i skutków syndromu zaburzenia więzi. Im więcej John czytał na ten temat tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że jednak mógł pomóc. Moim zdaniem John pomógł. Może nie swojej córce, ale na pewno wielu rodzicom, którzy dzięki tej książce będą mogli pomóc swoim dzieciom. Zagubionym i zdesperowanym małolatom, którzy czują się tak samotni, że pozbawiają się największego daru, jakim jest życie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-01-2017 o godz 07:21 przez: Bookendorfina Izabela Pycio
"W sytuacjach skrajnych uraza i złość przejawiane wobec rodziców adopcyjnych mogą wypływać z poczucia wstydu i winy za to, kim się jest..., co może wywoływać wybuchy destrukcyjne... Często poczucie straty jest maskowane ogromnym gniewem, odrzuceniem, dystansowaniem emocjonalnym i okazywaną na zewnątrz brawurą."

Zapoznawanie się z tą powieścią nie należy do łatwych i lekkich, jednak jest to mądra i satysfakcjonująca lektura. Dzięki niej wiele dowiadujemy się o różnych barwach adopcji, nasuwa się mnóstwo spostrzeżeń i przemyśleń, które z jednej strony wprowadzają w ponury nastrój, a z drugiej strony podrzucają nadzieję i optymistyczne nuty. Niesamowicie ciekawe wątki psychologiczne dotyczące częstych traum przeżywanych przez adopcyjne dzieci zanim znajdą upragniony dom, ale również obraz drzemiących głęboko w nich bolesnych wspomnień, podświadomego poczucia straty i w konsekwencji zaburzeń budowania więzi. Niekiedy negatywne przeżycia intensyfikują się wraz z określaniem własnej tożsamości i poszukiwaniem swojego miejsca na ziemi. Nastoletni okres zdeterminowany przez biologiczne dojrzewanie, kształtowanie osobowości i określanie roli w społeczeństwie. Książka obrazuje również, z kilku interesujących ujęć, proces wchodzenia w trudne role rodzicielskie, bazujące głównie na intuicji i indywidualnym podejściu do dziecka, którym często nie towarzyszy jednak odpowiednie wsparcie ze strony kadry nauczycielskiej, pediatrów, psychologów i psychiatrów. Niezwykle wartościowa propozycja czytelnicza dla każdego rodzica, nie tylko adopcyjnego, wyjątkowo szczery opis autentycznych wydarzeń, przenikliwy, wzruszający, wiele pokazujący i uświadamiający, z wyczuciem i zrozumieniem, wnoszący cenne przesłania i pomocne przestrogi.

John i Erika, amerykańskie małżeństwo, adoptuje polską dziewczynkę Joannę (Casey), która ma czternaście miesięcy i przebywała dotąd w sierocińcu. Natychmiast dostrzegają skalę opóźnień rozwojowych dziecka, niepokojące zachowania, napady złości, wybuchy, krzyki, a nawet furie, które z wiekiem przybierają na sile. Dziewczynka nie potrafi bez walki uznać autorytetu, musi mieć kontrolę nad wszystkim, często opanowuje ją toksyczna mieszanka irytacji, gniewu i rozpaczy. Rodzice przyznają się przed sobą do bycia nieudolnymi opiekunami, są zaskoczeni intensywnością negatywnych zachowań dziecka, nie potrafią im zaradzić, pocieszyć córkę, pozwalają sobą manipulować. Na niewiele zdaje się czytanie fachowej literatury o zaburzeniach emocjonalnych i rozmowy z bardziej doświadczonymi rodzicami, nie czują prawdziwego wsparcia ze strony terapeutów i psychologów. Nastolatka staje się coraz bardziej zamknięta w relacjach z innymi, skłonna do odpychania ludzi, rozczarowana sama sobą i jednocześnie niepodatna na jakąkolwiek dyscyplinę. Dochodzi frustracja obu stron, niebezpieczne poczucie odrzucenia, braku zrozumienia i akceptacji. Czy faktycznie nic nie można było na to poradzić, zapobiec eskalacji niepożądanych zachowań, sprzecznych wniosków i pogłębiających się wyrzutów sumienia? Dlaczego nikt nie pomógł należycie rodzinie? Nie wskazał przydatnych rozwiązań, właściwych źródeł, trafnych interpretacji zachowań Casey i starań rodziców? Czemu nie mogło być inaczej?

bookendorfina.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
07-02-2017 o godz 12:25 przez: Mechaniczna Kulturacja
Złota brama, Most Samobójców - to powszechne nazwy położonego w San Francisco mostu Golden Gate; mostu, na którym straciło życie ponad dwa tysiące samobójców. Casey urodziła się w Polsce, lecz kiedy miała ponad rok, amerykańskie małżeństwo postanowiło ją przysposobić. John i Erika od wielu lat bezskutecznie starali się o dziecko, więc możliwość adopcji opuszczonej dziewczynki potraktowali jako błogosławieństwo. Przez wiele lat stanowili szczęśliwą rodzinę, podróżowali, spędzali razem czas i otwarcie rozmawiali o uczuciach. Wraz z wejściem w wiek nastoletni, u Casey ujawniły się poważne problemy emocjonalne, których symptomem było bardzo zaniżone poczucie własnej wartości, niespodziewane wybuchy agresji i furii oraz głęboka depresja. Ani rodzice, ani terapeuci nie byli w stanie dotrzeć do młodej kobiety. W wieku siedemnastu lat Casey Joanna Brooks skoczyła z mostu Golden Gate. Mogło być inaczej to książka oparta na faktach. John Brooks faktycznie adoptował dziewczynkę z Polski i faktycznie ją stracił. Już sam fakt tego, że przedstawiona historia jest prawdziwa, sprawia, że nie można obok tej powieści przejść obojętnie. Autor przedstawia nam pojęcie międzynarodowej adopcji od podszewki. Co trzeba zrobić, aby adoptować dziecko z innego kontynentu? Jakie są szanse? John Brooks prezentuje na ten temat wiele szczegółów, zarówno technicznych, jak i psychologicznych. Opisuje życie z adoptowanym dzieckiem, jego postępy w nauce. Dzieli się przemyśleniami o jego przeszłości i przyszłości. Szczegółowo też opisuje, jak ciężkim etapem dla Casey i dla rodziców był jej bunt. Krótka książka ma też charakter pouczający. Kilka miesięcy po śmierci nastolatki, ojciec przypomina sobie o zagadkowym terminie, którego użył w stosunku do Casey jeden z terapeutów. Zagłębia się w to zagadnienie na tyle, aby stwierdzić, iż faktycznie, schorzenie dotyczyło jego córki, a przedstawiony sposób terapii, dostosowany do zaburzeń tego typu, pomógł i wciąż pomaga wielu, podobnym jej, sierotom. Ostatnia część powieści to zbiór faktów i źródeł, dotyczących zaburzenia więzi; bardzo przydatne dla osób, które chciałyby zacząć zgłębianie tego zagadnienia oraz dla tych, którzy mają na co dzień do czynienia z adoptowanymi dziećmi. Najbardziej wstrząsającym elementem tej książki jest nieustający brak porozumienia między rodzicami a ich córką. John i Ericka próbowali wszystkiego, aby Casey była szczęśliwa; Casey zaś z całej siły starała się ukryć ból, który nosi od najwcześniejszych lat. Mogło być inaczej to książka, którą powinni przeczytać wszyscy rodzice, nie tylko adopcyjni. Pełna uniwersalnych prawd i stwierdzeń, na pewno sprawi, iż każdy czytelnik wyniesie z niej coś dla siebie. http://www.mechaniczna-kulturacja.pl/2017/02/john-brooks-mogo-byc-inaczej-recenzja.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-02-2017 o godz 15:20 przez: Aneta Wiśniewska
Amerykańskie małżeństwo zaadoptowało polską czternastomiesięczną dziewczynkę. Wiedząc, że w ich kraju procedury zajęłoby lata, zdecydowali się szukać maleństwa w Europie, szczególnie, że kobieta ma polskie korzenie i swobodnie rozmawia w tym języku. Po wypełnieniu wszystkich formalności, szczęśliwi, zabrali dziecko do Stanów z nadzieją, że stworzą małej Casey prawdziwy dom, tak różny od tego, co dotychczas poznała. Przez lata byli naprawdę szczęśliwą rodziną. Mała rozwijała się dobrze, miała koleżanki, swoje pasje. Do czasu, kiedy nie zaczęła dojrzewać i jej zachowanie diametralnie sie zmieniło. Huśtawki nastroju, narkotyki, alkohol, szatażowanie rodziców, oszustwa, agresja, napady płaczu. Do tego przeświadczenie, że we wszystkim musi być najlepsza i nie pozostawianie sobie żadnego marginesu błędu. Rodzice nie tylko nie poznawali w tej nastolatce swojej małej córeczki, ale też nie wiedzieli jak jej pomóc. Terapie, psychologu groźby, prośby, nakazy, zakazy – nie było złotego środka, żeby pomóc dziewczynce… Ta historia nie kończy się happy endem. Jest to historia o ludziach, którzy pomimo ogromnych chęci i starań nie potrafili ocalić swojego dziecka przed samym sobą. Zadanie ich przerosło. Wychowywanie dzieci to ogromne wyzwanie. To ciężka praca, nie zawsze dająca takie efekty, jakie chcielibyśmy widzieć. Casey popełniła samobójstwo. Miała głęboko zakorzenione zaburzenia obawy do których nikt nie potrafił dotrzeć. Po jej śmierci, jej ojciec znalazł grupy ludzi i publikacje, które otwierały oczy na rzeczy, które choć wydawały się nieco nieprawdopodobne, mogły być wyjściem z sytuacji dla jego córki. Tylko, że było już za późno. To wstrząsające świadectwo rodziców, którzy wciąż żyją z poczuciem winy. Szukają prawdy, już nie tylko dla uspokojenia swojego sumienia, ale żeby wciąż pomóc tym, którzy wciąż mają szansę na uratowanie swoich dzieci. Pozycja obowiązkowa dla rodziców dorastających dzieci.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-01-2017 o godz 12:57 przez: zolzowata_franca
Bardzo chciałam przeczytać tę książkę, choć wiedziałam, że do łatwych nie należy. Kiedy już ją otrzymałam, nie mogłam się od niej oderwać, mimo, iż każda kolejna strona niosła za sobą tyle smutku i bezsilności.

"Mogło być inaczej" to historia prawdziwa, opowiedziana przez Johna Brooks'a, jednego z głównych bohaterów tej historii.
John i Erica Brooks, amerykańskie małżeństwo, bardzo chcieli mieć dziecko, niestety względy zdrowotne im na to nie pozwalały. Jedynym wyjściem była adopcja. Jako, że w USA okres oczekiwania był zbyt długi, zaczęli rozglądać się za adopcją zagraniczną. Dziewczynkę, Joannę znaleźli w Domu Dziecka w Polsce, w Mrągowie. Joanna była opóźniona w rozwoju, jednak nie przestraszyło to Johna i Ericę. Nazwali ją Casey i po perypetiach związanych z adopcją, zabrali do domu. Casey bardzo szybko dorównała równolatkom. Niepokojące jednak były jej oznaki gniewu i napady złości. Z wiekiem, a konkretniej w okresie dojrzewania bardzo się to pogłębiło. Pojawiła się agresja, depresja, skłonności samobójcze. Casey była arogancka i niegrzeczna. Erica i John walczyli o nią, a walka ta była bardzo ciężka.

John Brooks opowiada nam o latach spędzonych z Casey, bardzo krytycznie podchodząc do siebie i żony. Przedstawia problem, który może mieć wielu rodziców, z którym borykają się w zaciszu czterech ścian, niejednokrotnie bez pomocy z zewnątrz. Małżeństwo Brooks mimo wielu terapii, na które uczęszczała Casey pomocy nie uzyskało, bijąc się każdego dnia z myślami, co robili nie tak, dlaczego nie udało im się uchronić Casey? Takie pytania padają w wielu domach, dlatego tak ważne jest, by "Mogło być inaczej" trafiło w ręce jak największej liczby czytelników. To może spotkać każdego z nas.

Polecam, przeczytajcie, przeanalizujcie. Może mając podobny problem znajdziecie jego rozwiązanie w tej książce. Może John Brooks uchroni czyjeś życie. Może tym razem "będzie inaczej".
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
21-02-2017 o godz 17:36 przez: Sandra Czarniecka
Książka porusza i to bardzo. Nikomu śmierć nie jest obojętna, szczególnie tak młodej osoby, która miała tyle przed sobą. „Mogło być inaczej” kierowane jest do rodziców, którzy mają problemy ze swoimi dziećmi i chcą im pomóc. Ja skierowałabym ją również do tych niepewnych młodych ludzi, którzy nie radzą sobie ze sobą i swoją przeszłością. Żeby na przykładzie siedemnastoletniej Casey zrozumieli, że to nie ich wina, że ich los ułożył się tak czy inaczej. Okazało się, że dziewczyna miała syndrom zaburzenia więzi, o czym wspominał któryś z terapeutów. Dopiero po śmierci córki John zainteresował się na poważnie tym, co się z nią działo. Nie chcę obwiniać Brooksa, że mógł to zrobić wcześniej i Casey by żyła. Jest powiedzenie, że „mądry Polak po szkodzie”, ale najwyraźniej dotyczy to również Amerykanów. Gdyby wcześniej poczytał, posłuchał lekarzy, starał się zrozumieć nie tylko zbuntowaną nastolatkę, ale przede wszystkim porzucone w dzieciństwie dziecko... Nie mi oceniać postępowanie rodziców. Sama może byłabym zbyt nerwowa i niecierpliwa, jeżeli moja córka krzyczałaby, że mnie nienawidzi, miała zmiennie humory jak pogoda na wiosnę i nie doceniała, jak wiele miłości staram się jej dać. Jednak nie zgodzę się z napisem na okładce. Użyłabym sformułowania „zrobiliby wszystko”, gdyby tylko wiedzieli co… Wtedy mogło być inaczej… http://www.dailyvibes.pl/single-post/moglo-byc-inaczej-recenzja
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
21-05-2019 o godz 13:49 przez: Anonim
Bolesna, odkrywająca zbyt późno przyczynę problemów młodej dziewczyny, która popełniła samobójstwo. Unaocznienie problemy związane z adopcją i instytucjonalizacją sierocińców. Pozycja ważna i wartościowa. Zbudowana na doświadczeniach i rozmowach ze specjalistami.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Żony Konstancina Ewelina Ślotała
2.4/5
25,26 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Gra w ludzi Eva Minge
4.2/5
26,54 zł
42,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Autoboyography Christina Lauren
4.4/5
28,21 zł
43,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Doktor sen King Stephen
5/5
9,46 zł
14,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Czarny flaming Dean Atta
4.2/5
29,18 zł
45,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Odwet Santini Angela
4.9/5
29,17 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa One Last Stop McQuiston Casey
4.3/5
26,93 zł
42,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Billy Summers King Stephen
4.7/5
30,67 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Carrie King Stephen
5/5
11,72 zł
16,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Islamskie fatum Igor Kaczmarczyk
4.5/5
29,17 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Bruno Whatever Gramski Leo
4.2/5
25,92 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Dom Robinson Marilynne
5/5
29,82 zł
44,99 zł

Podobne do ostatnio oglądanego