Miniaturzystka (okładka twarda)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Dostępny w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Miłość, pożądanie, zdrada i mroczne sekrety bogatych kupców w siedemnastowiecznym Amsterdamie.

Jest październikowe popołudnie 1686 roku, gdy osiemnastoletnia Nella Oortman staje na progu wielkiego domu w bogatej dzielnicy Amsterdamu. Miesiąc wcześniej poślubiła zamożnego kupca, Johannesa Brandta i teraz przybywa, by wprowadzić  się do męża. Lecz zamiast niego wita ją mrukliwa i niemiła Marin, siostra Johannesa. Gdy ten w końcu się pojawi, nie poświęci żonie zbyt wiele czasu. Podaruje jej jednak niezwykły prezent:  okazałą drewnianą replikę domu, którą umebluje dla niej tajemniczy miniaturzysta. Podziw dla jego zręczności szybko zastąpi lęk, gdyż drobiazgi wyposażenia i figurki przedstawiające domowników nie tylko odsłaniają ich tajemnice, ale i antycypują straszne wydarzenia, które wkrótce staną się ich udziałem.

Skąd artysta tyle wie o sekretach rodziny Brandtów? Czyż nie są marionetkami w jego rękach, skoro zna ich przyszłość? I kim jest ów nieuchwytny twórca?


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Miniaturzystka
Tytuł oryginalny: The Miniaturist
Autor: Burton Jessie
Tłumaczenie: Sak Anna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 464
Numer wydania: I
Data premiery: 2014-11-05
Rok wydania: 2014
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 222 x 41 x 154
Indeks: 15521613
średnia 4,2
5
30
4
15
3
7
2
2
1
3
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
36 recenzji
1/5
11-03-2015 o godz 12:20 przez: Agnieszka
Jakże sprawdza się w tym przypadku stare porzekadło: 'don't judge a book by its cover'...No właśnie. Ta okładka oraz pochlebne, zachęcające do czytania recenzje sprawiły, że kupiłam tą książkę. 95-96% okładka. Zaczęłam czytać i bardzo żałuję wydanych pieniędzy. Przebrnęłam przez pierwszą część i oprócz strasznej nudy - prawie takiej jak w książkach Jane Austen -czuję odrazę i niesmak, a to ze względu na wyjątkowo WULGARNE, szczegółowe i OBRZYDLIWE opisy, które nigdy w książce rzekomo dziejącej się w XVII wieku nie powinny znaleźć. Rozumiem, że książka była pisana przez współczesną debiutantkę, ale powinna mieć ona choć na tyle pojęcia, że jeśli umiejscawia się akcję książki w danej epoce, stosuje się do zasad panujących w owych czasach, a nie na siłę i do tego nieudolnie uwspółcześnia. Na okładce powinno znaleźć się ostrzeżenie , że jest to książka zawierająca WULGARNE OPISY EROTYCZNE, żeby zbyt młode czytelniczki po nią nie sięgały i nie wypaczyły swoich umysłów. Książka nie warta czasu ani uwagi. Jedyne pól gwiazdki daję za okładkę, bo to jedyna przyjemna i ciekawa rzecz. Odrzuciłam książkę z niesmakiem. Tłumaczenie też pozostawia wiele do życzenia.
Czy ta recenzja była przydatna? 3 0
5/5
14-11-2014 o godz 12:13 przez: smallgosia
Obcowanie z książką powinno być przyjemnością, zwłaszcza, gdy czytamy żeby się rozerwać. Każdy szczegół ma znaczenie. Najważniejsza jest, rzecz jasna, treść, ale nie tylko. Książka powinna mieć taki format, żeby dobrze leżała w dłoni i nie wymuszała ruchu głowy – od wersu do wersu – 180°. Musi być napisana w sposób, dzięki któremu czytelnik zapomni o zasadach gramatyki, stylistyki i interpunkcji, przestanie zauważać słowa. A gdy to się stanie historia zaczyna żyć. Nie bez znaczenia jest też jakość wykonania – okładka, rodzaj papieru, kapitałka, czy nawet czcionka.
Wrażenia estetyczne są niemal tak samo ważne, jak czytelnicze upojenie, a nic nie przekłuwa uwagi do książki równie mocno, jak okładka. Który mól książkowy nie zawierzył kiedyś oczom, zamiast rozumowi, oddając tym samym serce pięknej oprawie, a nie treści? Myślę, że i świeca nie pomogłaby w znalezieniu takiego indywiduum. I nie ma w tym nic złego, w końcu książka po przeczytaniu trafia na półkę, więc dobrze, żeby ładnie się tam prezentowała. „Miniaturzystce” nie bark niczego, co wpływa na pozytywny odbiór. Kompletny brak szumów semantycznych.
Jest tylko jedno „ale” – gatunek. Każdy lubi to, co lubi i nawet największe czary mogą być nieskuteczne wobec ludzkich upodobań. A czarów w tej powieści co nie miara. Nie jakieś tam hokus-pokus, nie różdżki i smoki, tylko magia w czystej postaci, której doświadcza każdy, kto czyta. Jest wszędzie. Od pierwszej do ostatniej strony, w najciemniejszym kącie domu, pod łóżkiem, za obluzowaną i skrzypiącą deską - cały świat wykreowany przez Jessie Burton jest nią przesiąknięty. Namacalna intryga, wszechobecna tajemnica, a w centrum młoda dziewczyna, nieświadoma otaczającego jej misterium A później – stopniowe dochodzenie do kłębka po bardzo splątanej nitce.
„Miniaturzystka” to książka, którą najlepiej czytać na sofie przed kominkiem, w deszczową lub śnieżną pogodę, gdy przez okno do domu zagląda ziąb. Koc i ciepła herbata zrekompensują brak kominka tym, którzy nie mają szczęścia go posiadać
Czy ta recenzja była przydatna? 2 0
5/5
07-11-2014 o godz 14:18 przez: werka777
Każdy z nas ma jakieś tajemnice. Mniejsze lub większe żerują na ludzkim ciele niczym pasożyty. Starannie chowane nie mają prawa wyjść na jaw, bo niejednemu zbrukałyby długo wypracowywane imię. Ich moc może mieć jednak potężny zasięg rażenia. Stąd dla ich chronienia ludzie są czasami w stanie poświęcić naprawdę wiele. Czy jednak okraszone sekretami, zawiłe życie to przywara dzisiejszych czasów? Oczywiście, że nie. Znakomita autorka, Jessie Burton, w swojej powieści „Miniaturzystka” przenosi nas w świat XVII-wiecznej przeszłości, pełnej tajemnic i niewytłumaczalnych wydarzeń.

Amsterdam. Osiemnastoletnia Petronella Oortman przybywa do domu swojego męża, którego nie widziała od dnia zawarcia małżeństwa. Dzierżąc ze sobą rzeczy potrzebne do przeprowadzki, długo nie zostaje wpuszczona do środka. Po pewnym czasie wita ją Marin, siostra jej męża, która obwieszcza, że Johannesa nie ma w domu, ponieważ wyruszył w kolejną służbową podróż. Młoda Nella zostaje przyjęta bardzo oschle. Otrzymując własny pokój, kontaktuje się z nią głównie służba. Wkrótce przyjeżdża jej mąż. Przywitawszy ją niezbyt wylewnie sprawia, że dziewczyna odczuwa coraz większą samotność. Niedługo potem otrzymuje jednak od Johanessa niezwykły podarunek – drewnianą, kosztowną komodę, w której, po odsłonięciu kotar, ukazuje się widok imitacji domku. Petronella nie do końca rozumie pomysł męża, aczkolwiek ten tłumaczy jej, że odtąd będzie miała zajęcie polegające na wyposażaniu owego podarunku. Zachęcona do działania dziewczyna pisze list do miniaturzysty, u którego zamawia trzy pierwsze elementy służące do uzupełnienia wnętrza. Paczka z maleńkimi przedmiotami wkrótce do niej dociera, ale oprócz owych zamówionych rzeczy pojawiają się także dodatkowe, które dotyczą jej życia oraz u losu pozostałych mieszkańców domu. Nella zdaje sobie sprawę z tego, że musi być śledzona. Nie ma jednak pojęcia o tym, jak wiele na jej temat wie nieznany rzemieślnik i jak potężne tajemnice kryją ściany kamienicy, w której dziewczynie przyszło zamieszkać.

„Miniaturzystka” to niesamowita i całkowicie wciągająca powieść, której sprytnie utkana akcja zaskakuje na każdym kroku. Czytelnik do samego końca nie może być pewnym tego, jak zakończą się losy poszczególnych bohaterów, zaś każdy z nich posiada wyraźnie zarysowany charakter. Nella – początkowo wystraszona i niepewna, z czasem przechodzi wewnętrzną przemianę. Uczy ją tego życie. Johaness – tajemniczy, nieokazujący uczuć żonie, aczkolwiek hojny i nie traktujący jej źle. Marin – oschła, lekceważąca postać Petronelli, silna charakterem i na koniec służba - która pomimo swojego statusu społecznego, ma sporo do powiedzenia. Każda z tych postaci ma coś do ukrycia i każda na swój sposób potrafi czymś zaskoczyć. Autorka powieści idealnie odwzorowała klimat XVII-wiecznego Amsterdamu. Słowa przesiąknięte wonią przeszłości przenoszą czytelnika o kilkaset lat wstecz. Magia zapachu skropionego gałką muszkatołową, kardamonem, solą i smakiem cukru uderza w zmysły, a w głowie powstaje obraz pachnących lecz przesiąkniętych kłamstwem ulic.

„Miniaturzystka” to powieść, w której autorka nie zapełniała kartek zbędnymi słowami. Tutaj pomimo licznych stron czyta się szybko, a tempo zbliżania się do tylnej części okładki wydaje się niesamowite. Jedyną niewygodną i niepochwalaną rzeczą jest to, że ciężko odstawić tę książkę na półkę, bo zżerająca ciekawość skupiająca się nad tym, co będzie dalej, wydaje się silniejsza. Dzieje przedstawionych bohaterów są zawiłe i naprawdę ciężko przewidzieć to, jak potoczy się ich dalsze życie. Pod koniec nasuwa się jednak jeden wniosek, głoszący iż „Każdy jest kowalem własnego losu”.

Styl, jakim posłużyła się autorka, oddaje klimat zmierzchłych czasów, a jednak zarazem nie wprawia czytelnika w zakłopotanie związane z niezrozumieniem tekstu. Zachowano bowiem balans pomiędzy językiem współczesnym, a mową charakterystyczną dla XVII wieku. Takowy zaś jest niezbędny do prawidłowego odbioru całej treści. W trakcie czytania można natknąć się na wiele interesujących i wartych przemyślenia powiedzeń. „Każda kobieta architektem własnego losu” czy też „Rzepa nie wyrośnie dobrze na tulipanowym zagonie” to jedne z wielu haseł, z którymi musiała się zmierzyć główna bohaterka, ale skłaniają one do myślenia także samego czytelnika.

Jessie Burton wyposażyła w tę książkę we wszystko, co niezbędne, aby przyznać jej maksymalną ilość punktów. Pojawia się genialny pomysł na akcję, ciekawe osobowości, liczne wątki, niezapominany klimat oraz aura magicznej tajemniczości. Czy chcecie poznać dalsze losy głównej bohaterki? Czy nie chcecie się dowiedzieć tego, kim jest tytułowa miniaturzystka? Jak wiele tajemnic kryje się za drzwiami starej kamienicy i kim jest pojawiająca się i znikająca kobieta o przeszywającym i pełnym zagadek wzroku? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tej niesamowitej powieści, którą z czystym sumieniem mogę zarekomendować.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
10-12-2014 o godz 20:00 przez: Zielono Mi
Pomysł na napisanie powieści zrodził się podczas pobytu autorki w Amsterdamie, kiedy to w Rijksmuseum – tuż obok największych holenderskich malowideł – zauważyła mebel z kręgu rzemiosła artystycznego: drewniany miniaturowy domek-kredens, który w najdrobniejszym szczególe każdego z elementów odzwierciedlał ten rzeczywisty. W głowie autorki zrodziła się cała seria pytań: kim była jego właścicielka? jak wyglądała jej codzienność? jak zrodziło się w niej to nietypowe dziś zamiłowanie do kompletowania zabawkowej wręcz miniatury swego domu? kim był autor tych drewnianych (i nie tylko) figurek?
Ale książka nie jest jedynie literacką wersją fragmentu biografii Petronelli Oortman, czy historią jej prawie zabawkowego domku.
Jak dla mnie ta powieść osnuta jest wokół dwóch głównych tematów: losów Petronelli i tej nowej rodziny, której członkiem stała się po ślubie z Johannesem Brandtem oraz panoramy miasta w epoce największego jego rozkwitu.
Amsterdam Butron zamieszkany jest przez całą rzeszę anonimowych, nieznanych z imienia czy nazwiska postaci; to: stróżowie prawa, burmistrzowie, kupcy, czeladnicy, handlarze, dozorcy, rzemieślnicy. Jak w Lalce Prusa, tworzą oni zwarte tło, budują atmosferę tego gęstego od emocji i tłocznego od ludzi miasta, kreują przestrzeń dla głównych bohaterów dramatu: Petronelli, jej męża i szwagierki, ich dwojga oddanych, wiernych i pełnych wdzięczności służących, pewnego posłańca-byłego aktora, zawziętych starych przyjaciół, którzy z przyjaźnią i wiernością nie mają już nic do czynienia, pary cukierników, którzy okazali się sprzymierzeńcami, kiedy ci wysoko postawieni i wcześniej oddani zdawałoby się przyjaciele, zawiedli w chwili próby oraz anonimowego twórcy-rękodzielnika, który miniatury przysyłał, nie przyjmując zapłaty.
Choć paleta czołowych postaci jest raczej uboga, dzięki szerokiemu oglądowi, zmieniających się perspektyw czy poziomów opowieści, zmiennych miejsc akcji, kilku drobnym retrospekcjom czy próbie wprowadzenia mowy pozornie zależnej, czytelnikowi wydaje się, że bohaterów tej powieści nie sposób zliczyć, że jedne milczą, gdy inne mówią, by wnet ucichnąć i pozwolić mówić kolejnym – nawet matka Petronelli, która nie wypowiada w powieści ani zdania, zdaje się wysyłać kolejne małżeńskie rady, a urojone wizje w szalonej głowa Agnes aż huczą od zgorzknienia i oskarżeń. Ten chwyt z konstrukcją postaci przypomina trochę teatr Szekspira – pierwszy plan wypełnia raczej niewiele osób i gdyby nie to rozbudowane, wielopoziomowe tło, nie byłyby tak istotne oraz wyraziste.
W tej tak szerokiej, perspektywicznej powieści widzimy, jak Petronella – młodziutka, początkowo dość prostolinijna, naiwna i delikatna, ale wielce bystra mieszkanka wsi zmienia się w stanowczą, zdecydowaną, konsekwentną, odważną i upartą gospodynię, orędowniczkę interesów męża, tolerancyjną, pozbawioną uprzedzeń i generalizowania żonę oraz pracodawczynię; Petronella z powieści Butron to zawsze kobieta delikatna i rozważna w wypowiadaniu sądów, ale i obiektywna, samodzielnie myśląca, krytyczna i szybko przystosowująca się do nowych warunków, wtapiająca się w atmosferę i reguły dyktowane przez Amsterdam. Jednym słowem: szybko stała się dzieckiem swojej nowej małej ojczyzny; szybko przestała być dzieckiem, które oszałamia koloryt miasta, a stała się godną żoną najbogatszego kupca, członka Kompani Wschodnioindyjskiej. I jak jej mąż zwiedzał cały świat, nie bał się wypraw w najdziksze rejony, tak ona zrozumiała, że ich dom musi odbijać ten wielki mężowski świat. Stąd pełno tam map, gobelinów z najdalszych zakątków globu, czaszek dzikich zwierząt, przypraw rozsiewających czasem wręcz duszny zapach. Z podziwem należy patrzeć, jak ta kobieta szybko weszła w orientalny świat męża.
Wszystkie te powieściowe historie o: nietypowej miłości małżeńskiej, nieoczywistej sympatii między żoną a siostrą Johannesa, smutnych losów ich służących, zaplątania się Brandta w tragiczne, toksyczne wręcz relacje, obłudy i pozorności w wyznawaniu wiary czy wartości, jaką jest lojalność, przedstawione są językiem barwnym, dopracowanym, pełnym odniesień do maniery stylistycznej języka siedemnastowiecznego (np. zmieniony szyk wyrazów w zdaniu; myślę tu o polskim tłumaczeniu). Autorka wplotła w swą opowieść wyrażenia typowe dla ówczesnej kultury (kuchni!) czy ducha epoki, co nie pozwala czytelnikowi zapomnieć, w jakim okresie się znajduje. Wszystkie te zabiegi świadczą o dopracowanym pod względem faktograficznym i historycznym warsztacie pracy. Opisy są barwne, szczegółowe, oddają koloryt, ducha i manierę epoki jakby obrazy holenderskich mistrzów przekuto na słowa. Wbrew początkowym przypuszczeniom to wcale nie jest historia o znudzonej życiem bogatej mieszczki, która dla zabicia czasu kompletuje domek dla lalek, a historia tego, jak nie stać się konformistą i nie zwariować w świecie pełnym obłudy, pozorów i powierzchowności.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
3/5
01-05-2015 o godz 20:55 przez: Marzena P.
Amsterdam. XVII wiek. Petronella Oortman wprowadza się do domu swojego nowo zaślubionego małżonka. U progu wita ją siostra męża, Marin. Sam Johannes jest w podróży w interesach. Nella wyczuwa dziwną atmosferę panującą w domu, rozumie, że coś tu nie gra. Już niedługo pozna tajemnice, które tak uparcie ukrywają jego mieszkańcy. Zostanie złapana w sieć uplecionych starannie intryg, a wszystko za sprawą miniaturzystki, uważnej obserwatorki, która wie wszystko...
Czy pomniejszona wersja willi pokaże młodej Petronelli pochowane po kątach sekrety?

Stare, mądre przysłowie mówi, że kłamstwo ma krótkie nogi. Że prawda wyjdzie na jaw. Kłamstwo nie popłaca. Lepsza gorzka prawda, niż słodkie kłamstwo. Dlatego nie rozumiem nieco bohaterów Miniaturzystki, których całe życie opiera się na grzechu i wszechobecnym kłamstwie i, co najdziwniejsze, sami się przez to unieszczęśliwiają. A może nie przez to? Może dlatego, że łamią wszelkie zasady moralne i społeczne? Może dlatego są nieszczęśliwi? W końcu gdy robi się coś niewłaściwego, złego to ukrywanie tego jest dość ciężkie. Czy warto dla tak zwanej "wolności"? Wydaje mi się, że nie. Jednak Johannes, Marin, Nella i reszta sądzą inaczej. Szkoda.

Dlaczego o tym piszę? Bo ostatnio, o czym już nie raz wspominałam, mieszanie z błotem chrześcijan i ich wartości bardzo mnie irytuje. Tym bardziej, że pseudo rodzinka Brandtów uważa się za rodzinę katolicką. Śmiechu warte. Poza tym bohaterowie są przedstawieni jako "ci dobrzy, których nikt nie rozumie" i na których społeczeństwo się "uparło", a oni przecież mają prawo robić, co chcą. Patrzycie krzywo na ekran? Cóż, jestem przewrażliwiona na tym punkcie, przyznaję. Ale ONI robili rzeczy naprawdę okropne, a przede wszystkim Johannes. Marin, mimo wszystko, nawet lubiłam. A Nella? Z większą głupotą trudno się spotkać. Po tym, co spotkało ją w Amsterdamie, uciekałabym, gdzie pieprz rośnie. Ona jednak jest wierna do końca, co dobiło mnie już całkiem.

Sam pomysł bardzo mi się podobał. Tajemnicza miniaturzystka przyprawiała mnie o dreszcze, a jej upominków wyczekiwałam z niepokojem. Groza. Słowo najlepiej opisujące tą powieść. Skrywana prawda, którą czytelnik może powoli poznawać i odkrywać. Niesamowicie wciągnęłam się w wir akcji, chciałam wiedzieć, jak to wszystko się skończy. Dalszych wypadków nie można przewidzieć. I choć czasem moją twarz przechodził grymas niezadowolenia a nawet pogardy, to książkę czytało mi się przyjemnie.

Książka wydaje się nieco obszerna, ale czyta się ją błyskawicznie. Opisy autorki są zgrabne, ciekawe, nie za długie, nie za krótkie. Jej bohaterowie żywi, choć zdecydowanie mają więcej wad niż zalet. Ich mroczne strona zdecydowanie tu przeważa, co tylko dodaje powieści tego uczucie grozy.

Miniaturzystka nie jest raczej pozycją, którą na długo zapamiętam. Wręcz powiedziałabym, że zawsze będę patrzeć na nią z niesmakiem. Nie trafiła w moje przekonania i posiadała cechy, które bardzo mnie w książkach kują. Mimo to jest ciekawa, wciągająca i nieprzewidywalna. Można spędzić z nią przyjemnie kilka godzinek.

Miniaturzystki nie polecam, nie odradzam. Wiem, że mnóstwo ludzi zachwyca się nad tą powieścią, więc... może i Wy do nich dołączycie?
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
3/5
17-12-2014 o godz 23:12 przez: Elenkaa
Akcja dzieje się w Amsterdamie, co jest dla mnie niespotykane w książkach. Jestem pewna, że o Holandii jeszcze nie czytałam. Historia obsadzona jest pod koniec XVII wieku. Petronella jest osiemnastoletnią dziewczyną, która została wydana za mąż za o wiele starszego od niej mężczyznę i przenosi się do Amsterdamu. Jednak jej sytuacja różni się nieco od sytuacji innych kobiet, które z przerażeniem myślą o swojej nocy poślubnej - Petronella takiej nie miała i nie zapowiada się, żeby miała mieć, choć z każdym dniem coraz bardziej pragnie zbliżyć się do swojego męża - Johannesa.

Mąż podarowuje Nelli niezwykły prezent - miniaturową replikę ich domu w postaci otwieranego kredensu. Zgodność z oryginalnym wystrojem jest zdumiewająca, jednak Nella nie bardzo wie po co jej taki prezent. Aby zrobić na złość Marin postanawia zamówić u znanego miniaturzysty trzy przedmioty, które mają dla niej duże znaczenie. Jednak ku jej zdumieniu do zamówienia zostają dołączone również inne rzeczy, m.in. małe repliki psów, które są identyczne jak psy należące do Jonathanna, czy miniaturowy fotel , który znajduje się w ich salonie... Kim jest tajemniczy miniaturzysta i skąd tyle wie o kamienicy Brandtów? I czy Nelli się tylko wydaje, czy ciągle widzi pewną tajemniczą kobietę?

Wiecie co sobie pomyślałam po pierwszym rozdziale książki? Dziwna. Ale dziwna w sposób pozytywny, bo chciałam poznać dalsze losy Nelly i ogólnie całą tę... dziwną historię. Książka oczywiście jest tajemnicza. Od Jonathana, po jego siostrę, aż do tytułowej miniaturzystki - same sekrety, a Nella znalazła się w samym ich centrum. Sekret Jonathann akurat nie należał do bardzo trudnych do odgadnięcia, można się było tego spodziewać od samego początku. Powieść na samym początku bardzo mnie zainteresowała, później już niestety coraz mniej... Momentami była nudna, ale ciągle czekałam na rozwój wydarzeń. Faktycznie pod koniec kilka zdarzeń mnie zaskoczyło, ale nie miały one nic wspólnego z tajemniczą miniaturzystką.

Niestety, ale spodziewałam się dużo lepszej książki po tych wszystkich pozytywnych recenzjach. Moje oczekiwania były dużo większe, więc trochę się zawiodłam. Myślałam, że tajemnica związana z miniaturzystką będzie ciekawsza i że pod koniec będzie jakieś zaskoczenie z nią związane. Niestety to była część , która mnie najbardziej zawiodła.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
23-10-2014 o godz 12:14 przez: markietanka
Muszę przyznać, że powieść Jessie Burton zrobiła na mnie ogromne wrażenie i oczarowała mnie swoim klimatem i oryginalnością. "Miniaturzystka" to rewelacyjnie napisana powieść, głęboka i intrygująca. Ukazuje nie tylko perypetie głównej bohaterki, Nelli, czy niezwykle tajemniczej miniaturzystki, ale również bardzo obrazowo przedstawia nam społeczeństwo holenderskie końca XVII wieku. Ukazuje stosunki społeczne, systemy wartości, jak i zachowania w stosunku do inności. Homoseksualizm traktowany jest jak sodomia i karany śmiercią. Społeczeństwem rządzi Bóg i burmistrzowie.
Powieść jest dopracowana i porywająca, a sylwetki bohaterów stworzono z dbałością o wszystkie szczegóły, zarówno wizualne jak i psychologiczne. Autorka używa barwnego i bogatego słownictwa, jednak mimo tego powieść jest napisana lekko i z polotem. Czytałam z wielką przyjemnością i delektowałam się każdą stroną. Jestem pod wrażeniem - powieść jest niesamowita! Polecam serdecznie!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
05-08-2015 o godz 23:02 przez: Monia
Powieść o tyle nietypowa, że quasi-historyczna.
Wciąga, chwilami niepokoi, bywa, że zaskakuje. Ale ostatecznie rozczarowuje i pozostawia niesmak. "Tak by nam się serce śmiało
do ogromnych, wielkich rzeczy; a tu pospolitość skrzeczy".
Owszem, polecam, to jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam. Ale właśnie, ostatnio.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
08-12-2014 o godz 00:27 przez: eramus
Niesamowita opowieść, polecam każdej kobiecie, czyta się szybko i pięknie
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
3/5
13-01-2015 o godz 18:45 przez: Book Loaf
Już sam wygląd książki przywodzi na myśl domek dla lalek, w którym dla czytelniczej przyjemności niewidzialne ręce igrają z ludzkim losem. Co jeszcze ukrywa się między stronami debiutanckiej powieści Jessie Burton?

Dotychczas o Holandii przypominała mi głównie postać Anny Frank i jej wojenny dziennik. Poznałam jednak kolejną postać historyczną, dzięki której kraj tulipanów i wiatraków będę kojarzyła nie tylko z okresem II wojny światowej. Petronella Oortman, barwnie opisana przez Jessie Burton, nie jest bowiem postacią fikcyjną. Żyła w Amsterdamie na przełomie XVII i XVIII wieku i to ona stworzyła domek dla lalek, który zagościł na kartach "Miniaturzystki". Autorka przybliża czytelnikowi jej losy oraz czasy, w których żyła.

Jesienią 1686 roku Petronella "Nella" Brandt, przybywa do Amsterdamu, do domu swojego nowo poślubionego, dużo starszego męża. Osiemnastolatce pochodzącej z prowincjonalnego miasteczka od początku towarzyszy poczucie wyobcowania; czuje się zagubiona w wielkim świecie kupców i handlu. Razem z małżeństwem w domu mieszka również Marin, siostra Johannesa, która okazuje się surową i wyniosłą kobietą, skrywającą wiele tajemnic. Na domiar złego, mąż Nelli więcej czasu przebywa poza domem i dziewczyna nie może liczyć na jego wsparcie i ochronę przez złośliwą szwagierką. Petronella szuka wsparcia u służby i wkrótce nawiązuje dobre relacje ze swoją rówieśniczką, Cornelią i czarnoskórym Otto.

Rozczarowana rzeczywistością Petronella usiłuje znaleźć sobie miejsce w domu, którym rządzi inna kobieta. Zapracowany mąż stara się wynagrodzić dziewczynie samotnie spędzane wieczory i znaleźć jej jakieś zajęcie. Pewnego dnia obdarowuje ją pięknym domkiem dla lalek, który jest jednocześnie repliką tego należącego do Brandtów. Nella znajduje adres miniaturzysty, który wkrótce zaczyna przysyłać jej pakunki, zawierające elementy umeblowania oraz nadzwyczaj realistyczne podobizny ludzi i zwierząt.

Dzięki nowemu zajęciu główna bohaterka ma odnaleźć spokój i usunąć się w cień, nie przeszkadzać "dorosłym", którzy zajmują się poważnymi sprawami. Paradoksalnie, właśnie wtedy uwagę Nelli zaczyna przykuwać przeszłość rodzeństwa. Okazuje się, że każdy z mieszkańców domu ma sekrety, którymi nie chce dzielić się z nikim innym. Na jaw wychodzą sprawy, o których dziewczyna nie chciałaby wiedzieć. Cała trójka musi upewnić się, że nikt inny nie odkryje ich pilnie strzeżonych tajemnic. Życie wymyka się spod kontroli Brandtów, kiedy pojawiają się problemy ze sprzedażą należącego do Meermansów cukru. Czy uda się pogrzebać wszystkie sekrety, zanim ujrzą światło dzienne?

"Miniaturzystka" zaledwie ociera się o prawdziwą historię Petronelli Oortman, bogatej mieszczanki, która własnymi rękami stworzyła miniaturowy świat. Choć jest to powieść historyczna, czytelnik znajdzie w niej więcej fikcji niż faktów. Nie ma w tym absolutnie niczego złego. Mimo to, mam sporo zastrzeżeń do samej treści. Autorka pomija niektóre wątki na rzecz rozwinięcia tych, które nagle zostały włączone do opowieści - m.in. ten związany z pojawieniem się Thei. Książka kończy się, pozostawiając ogromny niedosyt i długą listę pytań bez odpowiedzi. Kim tak naprawdę jest tytułowa miniaturzystka? Dlaczego to właśnie Jack stał się jej posłańcem?

Chociaż "Miniaturzystka" nie zachwyciła mnie tak, jak miałam nadzieję, że to zrobi, to jednak nie żałuję czasu spędzonego z tą opowieścią. Jessie Burton stworzyła intrygującą historię rodzinną, osadzoną w odległych dla nas czasach. Siedemnastowieczna Holandia znana z obrazów Vermeera ukazuje inne oblicze; to kraj pełen sprzeczności, gdzie religia i pieniądz walczą ze sobą o wpływy, a ludzie starają się podporządkować obydwu, rywalizując zarówno o względy Boga, jak i mamony. Do tego egzotyczny aromat kardamonu, kilka kropel olejku różanego i tradycyjne holenderskie olie-koecken. Autorce wyszło całkiem smaczne ciastko, choć po tym literackim pączku spodziewałam się więcej.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
21-12-2014 o godz 20:28 przez: AmeliaGrey
Nie wiem, jak rozpocząć tę recenzję. Nie wiem, od czego zacząć, żeby dokładnie w najmniejszych szczegółach oddać to, jakie perypetie miałam z tą książką i jakie emocje we mnie wywołała. Przybliżę Wam może najpierw fabułę.

Opowieść zaczyna się w momencie, gdy Petronella Oortman przybywa do domu dopiero co poślubionego męża - Johannesa Brandta. Mężczyzna, jako kupiec, może zapewnić jej życie, jakiego nie mogła zaznać na wsi. W domu zamiast męża wita ją jednak jego surowa siostra, Marin, śmiała służąca, Cornelia i ciemnoskóry sługa, Otto. Gotowa na podjęcie życia żony Nella musi pogodzić się z wielokrotnym odrzuceniem. W prezencie ślubnym Johannes ofiaruje jej miniaturę ich domu. Zadaniem Nelli jest umeblowanie go. Dziewczyna rozpoczyna znajomość z tajemniczym miniaturzystą, który otworzy wiele drzwi prowadzących do rodzinnych tajemnic.

Muszę przyznać, że początkowo bardzo trudno było mi się wgryźć w czytaną opowieść. Jakoś nie mogłam poczuć ducha epoki, historia mało mnie ciekawiła, a momentami wydawała mi się wręcz infantylna. Na szczęście jestem świadoma moich częstych problemów, jakie mam rozpoczynając lektury, dlatego też mało sobie robiłam z tych początkowych trudności. I oczywiście moje przewidywania się sprawdziły, bo potem wybuchłam bombą zachwytu. Na początek muszę pochwalić właśnie umieszczenie akcji pod koniec XVII wieku. Ten wiek to dla mnie prawdziwa zmora. Gdybyście mnie teraz zapytali o jakikolwiek, najprostszy fakt z tego czasu, nie odpowiedziałabym Wam kompletnie nic. Tak, wiem, że matura w maju. Dlatego też cieszę się, że dzięki Jessie Burton mogłam poznać ludzką mentalność tamtego okresu, dowiedzieć się kilku ważnych faktów i ujrzeć Holandię XVII-ego wieku. Autorka przedstawiła nam istotę małżeństwa, pogoń za szczęściem i prawdziwym sobą, poruszyła kwestię marzeń i miłości oraz walkę o bliskich. Piękne połączenie.

Kolejny wielki plus należy się za tę historię, która tak mnie początkowo nudziła. Jestem po prostu oszalała z zachwytu faktem, jak autorka połączyła wszystkie tajemnice. Początkowa monotonia zamieniła się w zdumiewającą liczbę zaskoczeń, a ta niby prosta akcja przerodziła się w tak zaplątaną fabułę, że po prostu brak mi słów. I teraz muszę publicznie wyznać autorce miłość, bo dzięki niej mogłam doświadczyć wielokrotnych momentów zachwytów. Do tego jej piękny język. Pani Burton genialnie nakreśliła opowiadaną historię i pozostawiła przed czytelnikiem malownicze opisy. Trzeba przyznać, że jej urokliwy styl doskonale komponuje się z tematyką. Książka wzbogacona jest też w słowniczek, krótkie porównanie zarobków pod koniec XVII wieku w Amsterdamie oraz przykładowe wydatki przeciętnej osoby. Przyznajcie sami, takie dodatki zawsze udoskonalają książkę i pokazują wkład pracy autora.

Nie można też zapomnieć o bohaterach. Zacznijmy od głównej postaci - Nell, której metamorfozę dokładnie widać na kartach powieści. Daje mi to kolejny powód do uwielbiania autorki. Potem Marin, której złożoności wciąż nie mogę się nadziwić. Jest to z pewnością jedna z bardziej charakterystycznych postaci. Kobieta tajemnica, którą kocha się mimo chłodu, jaki ofiarowywała. Dalej Johannes, czyli czarna owca całej historii. Człowiek, który musiał mierzyć się z ludzką mentalnością i zaściankowym myśleniem. Mężczyzna, który popełnił wiele błędów, ale też był ofiarą błędów innych. Kolejny powód, dla którego ta historia tak bardzo wybija się ponad przeciętność. Oczywiście trzeba też wspomnieć o naszej tytułowej miniaturzystce. Kobiecie, która skrywała jeszcze więcej tajemnic, niż Marin i była paliwem, które napędzało całą tę opowieść.

Jestem po prostu zachwycona historią, którą miałam okazję przeczytać. Na okładce znajdziemy fragment opinii autorki "Zanim zasnę", mówiący, że książka należy do tych, które przypominają nam, dlaczego zakochaliśmy się w czytaniu. Podpisuję się pod tym. Tej książki po prostu nie mogłam nie pokochać!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
29-01-2021 o godz 15:11 przez: DziwakLiteracki
Macie czasem tak, że nie do końca wiecie co napisać o książce, która wyjątkowo przypadła Wam do gustu? Mi zdarza się to dość często, a już zwłaszcza w przypadku omawiania literatury absolutnie zachwycającej – nagle nie wiem co powiedzieć, stać mnie jedynie na wydukanie czegoś w stylu polecajek zamieszczanych na okładkach światowych bestsellerów. Kręcę się więc w kółko bezsensownie rzucając tymi oklepanymi, krótkimi hasłami: ,,nieodkładalna’’, ,,zapierająca dech w piersiach’’, ,,wybitna’’. Banalne, prawda? ,,Miniaturzystka’’ Jessie Burton do podobnego przypadku się zalicza, z tą różnicą, że prócz problemu opisania osobistych wrażeń z lektury ja mam jeszcze jedną zagwozdkę – nie do końca wiem CZEMU ta historia tak mnie urzekła. Fabularnie w sumie nic porywającego, warsztatowo całkiem przyzwoicie, mimo to... ona COŚ w sobie ma. Jest 1686 rok, do Amsterdamu przyjeżdża Petronella Oortoman, świeżo upieczona żona bogatego kupca Johannesa Brandta. Po pośpiesznej i skromnej ceremonii ślubnej Nella przeprowadza się do męża. Ku jej wielkiemu rozczarowaniu, w progu okazałego domu zamiast Johannesa wita ją jego siostra, Marin. Zimna, zdystansowana szwagierka budzi w Petronelli strach, przedłużająca się w nieskończoność nieobecność męża niepokój, a nowa rzeczywistość wzmaga poczucie wyobcowania. Jedyną odskocznię od ponurych myśli stanowi dla Petronelli prezent ślubny – okazały domek dla lalek, dokładna replika tego, który zamieszkują Brandtowie. Dziewczyna odnajduje więc miniaturzystę, zleca mu wykonanie kilku drobiazgów i właśnie wtedy odkrywa, że coś w jej życiu zaczyna się zmieniać… Brzmi pysznie! I dodatkowo zapowiada pasjonującą, pełną napięcia opowieść. Czy tak jest? Powiedziałabym, że połowicznie, bo historia Petronelli to w istocie rzecz wciągająca, jednak utrzymana w bardzo nieśpiesznym stylu; akcja nabiera tempa jedynie momentami i szybko powraca na swoje standardowe tory. Na szczęście ma to swoje plusy, bo dzięki takiemu zabiegowi można całkiem łatwo wykreować rewelacyjny klimat. Jest tajemniczo, mrocznie, niepokojąco; w powietrzu unosi się atmosfera nerwowego wyczekiwania. Zaraz COŚ się zdarzy, zaraz coś wybuchnie, zaraz będzie jakiś przełom, już jest ten kulminacyjny moment i… Nic. Nic, by po chwili zaskoczyć czytelnika z całą mocą, przywalić mu w najmniej spodziewanym momencie, pozostawić w oszołomieniu, ale także niedosycie. Burton lawiruje pomiędzy usypaniem czujności swojego odbiorcy, a jej wybudzaniem – zapewnia mu ciągłą zmianę nastroju, emocje, uczucia, refleksje. Inna rzecz, że niektóre z powyższych zabiegów są na tyle subtelne, że dopiero po czasie robią na nas wrażenie. Dopełnieniem całości będzie oczywiście tło (siedemnastowieczny Amsterdam, malownicze uliczki, dzielnica kupiecka) oraz bohaterowie. Pierwsze skrzypce grają postacie kobiece i myślę, że właśnie w nich tkwi ta moc przyciągania. Kontrast, który nakreśliła pomiędzy nimi Burton jest wręcz uderzający. Drobna, jasna, śliczna Petronella ze swym łagodnym usposobieniem stanowi idealne przeciwieństwo ponurej, zimnej, nieco udręczonej Marin. Obie żywią do siebie mieszane uczucia, jednak ze względu na okoliczności tkają cieniutką nić porozumienia; w niezauważalny sposób zbliżają się i równie niepostrzeżenie nabierają wspólnych cech. Pancerz Marin opada, ta nieco łagodnieje, by wreszcie dopuścić do siebie Nellę, która z kolei przechodzi odwrotną przemianę. Jessie Burton stworzyła powieść hipnotyzującą; wielowątkowa historia rodziny Brandtów osadzona na tle pięknego Amsterdamu zachwyci Was kunsztem, klimatem oraz… magią. Bo to również taka trochę baśniowa opowiastka. 😊
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-02-2015 o godz 17:12 przez: Stray
Rok 1686, Amsterdam. Przybywając do domu męża, Nella Oortman spodziewała się cieplejszego przyjęcia. Tymczasem żaden z domowników nie wydaje się specjalnie zadowolony z jej obecności. Nowe życie dziewczyny w ogóle nie pokrywa się z oczekiwaniami i wyobrażeniami o byciu żoną zamożnego kupca. Mąż sprawia jej jednak niezwykły prezent - piękny domek dla lalek, będący repliką prawdziwej posiadłości Brandtów. Z czasem wychodzi na jaw, jak wielkie tajemnice w sobie skrywa.

W zeszłym roku odwiedziłam Amsterdam i z wielką chęcią pojechałabym tam jeszcze raz. To miasto ma w sobie magiczny klimat, więc kiedy tylko usłyszałam o książce, której akcja ma miejsce właśnie w Amsterdamie, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. I okazała się nawet lepsza, niż się spodziewałam.

Z reguły mam wielką ochotę pozbyć się większości bohaterów. Są irytujący, głupi lub papierowi i sprawiają, że nawet bardzo dobra historia staje się zwykłym gniotem. Przy Miniaturzystce nie było takiego problemu. Postaci zostały mistrzowsko wykreowane, a każda wydawała się niezwykle realna. Z niesłabnącym zainteresowaniem śledziłam ich losy i niejednokrotnie byłam bliska płaczu. Po tych czterystu stronach bardzo się z nimi zżyłam i z ciężkim sercem rozstawałam się z Miniaturzystką. Skończyła się zdecydowanie zbyt szybko. I w jakim momencie!

Świat został przestawiony w sposób autentyczny i wiarygodny. Autorka świetnie odwzorowała realia życia amsterdamczyków w XVII wieku, tworząc przy tym niesamowicie wciągające i klimatyczne tło dla historii. Mimo że główny wątek miał w sobie nutę fantastyki, byłabym skłonna uwierzyć, że te wszystkie wydarzenia naprawdę miały miejsce. W dużym stopniu to zasługa wspomnianej wcześniej kreacji bohaterów - nie są pozbawieni wad i wiele sytuacji ich przerasta. Dzięki temu są po prostu prawdziwi. Tak jak wszystko inne w tej książce.

Miniaturzystka z ogromną siłą oddziałuje na czytelnika i nie pozwala się oderwać nawet na moment. Na każdej stronie czeka kolejne zaskoczenie i tajemnica do rozwiązania. W książce prym wiedzie wątek Miniaturzystki i tajemniczego domku dla lalek. Jednak wbrew pozorom autorka nie skupiła się wyłączenie na tym - każdemu z bohaterów poświęciła znaczną część historii. Podobało mi się to. Nie wszystko kręciło się wokół Nelii, więc miałam szansę poznać pozostałe postaci - ich problemy, sekrety i pragnienia.

Miniaturzystka nie jest zwykłą książką, taką która się przeczyta i odłoży na półkę. Zawiera w sobie wiele uniwersalnych prawd, wytyka ludzkie wady i słabości (choć może nie bezpośrednio) i w piękny sposób pokazuje, jak główna bohaterka z trochę głupiutkiej dziewczyny staje się mądrą i dojrzałą kobietą. Książka Jessie Burton to trochę jak uderzenie obuchem - naprawdę zmusza do zastanowienia nad sobą.

Całość dopełnia doskonały styl pani Burton. Miniaturzystkę czyta się jednym tchem, kartki same się przewracają i naprawdę ciężko się z nią rozstać. Autorka świetnie operuje językiem, nie przesadza z opisami, ale jednocześnie wszystko jest bardzo plastyczne. Doskonała kreacja bohaterów, wciągająca akcja, nietuzinkowa fabuła, niesamowity klimat i historia chwytająca za serce. Istny majstersztyk!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
4/5
31-10-2015 o godz 16:52 przez: Kruszynka
Książka na kilka dni
Zacznę od tego, że długo nie mogłam zdecydować się, czy zaliczyć tę debiutancką pozycję Jessie Burton jako odpowiednią lekturę na podróż, czy też nie. Po przeczytaniu całości jednak stwierdzam, że może umilić Wam drogę, jeśli nie jest ona zbyt długa. Wątpię, aby ktoś był w stanie przeczytać całość ,,na raz”. Ja średnio po 120-150 stronach musiałam ją odłożyć do następnego dnia. Nie oznacza to, że fabuła była mało intrygująca, jednak język i styl autorki sprawiał, że przytłaczały mnie odkrywane kolejno tajemnice.

,,Miniaturzystka” Jessie Burton
Wydawałoby się, że to układ idealny. Ona, Petronella Oortman, nastoletnia panna, której ojciec niedawno zmarł, nie mająca wielkich nadziei na przyszłość. I on. Johannes Brandt, nie przymierzając dwa razy starszy od niej kawaler, który po nieskonsumowanej nocy poślubnej zostawił ją w rodzinnej wsi. Nella przyjeżdża do Amsterdamu, oszołomiona i niepewna co ją czeka. Z każdym dniem oczekuje męża, który nie zabiega o jej względy. W prezencie ślubnym kupuje jej gustowny kredens, skrywający w sobie domek dla lalek, który młoda żona postanawia urządzić z pomocą miniaturzystki. Z każdym dniem długo skrywane tajemnice mają zobaczyć światło dzienne. Czy uda się jakoś zatrzymać ten proces?

Niezwykle intrygująca
Muszę przyznać, że z wielkim zaciekawieniem śledziłam kolejne losy głównej bohaterki, Nelli Brandt, jej nowe znajomości, próby kontaktu z mężem zbyt zajętym podróżami, które należały do zakresu obowiązków bogatego i szanowanego kupca. Liczne uczty, przyjęcia, realia miasta u schyłku XVII w. to coś, co Jessie Burton oddała z niezwykłą precyzją. Czytelnik zagłębiając się w kolejne strony jej dzieła – nie bójmy się tego napisać – mógł poczuć się, jak by sam tam przebywał. Narracja w większości została poprowadzona przez 3 os. l. poj. – narratora wszechwiedzącego, który dostrzega nawet to, co na pierwszy rzut oka może wydawać się niewidoczne.

Aż dziw, że to debiut!
Intrygujące jest to, że jest to debiut literacki. Moim zdaniem ,,Miniaturzystka” swoim kunsztem przerasta niejedną książkę napisaną jako kolejną z kolei pozycję. Jej treść jest niezwykle dojrzała, cała fabuła natomiast przemyślana i dobrze skonstruowana do ostatniego zdania. Po cichu liczę, że może powstanie dalsza część losów Nelli, jednak nie jestem o tym do końca przekonana, bowiem równie dobrze może to być odrębny tom. Intrygi, które stają się poniekąd bohaterami domu, mogą same siebie zniszczyć…
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-01-2021 o godz 13:56 przez: zaczytana_izabela
Na Miniaturzystkę Jessie Burton zwróciłam uwagę dzięki okładce, pomimo że nie sięgam po powieści historyczne w ciemno po nią sięgnęłam. Akcja książki rozgrywa się w XVII w. w Amsterdamie, Petronella zwana Nellą przybywa do domu swojego świeżo poślubionego męża bogatego kupca, Johannesa i próbuje odnaleźć się w zupełnie nowej dla niej sytuacji. Nie jest to proste, zwłaszcza że mąż nie przejawia zainteresowania swoją małżonką za to osobą, która rządzi w tym domu jest jego siostra Marine. Szwagierka od pierwszego spotkania nie darzy Nelli sympatią. Główna bohaterka w prezencie ślubnym otrzymuje od męża miniaturową wersję domu, w którym mieszkają, początkowo jest zaskoczona i urażona, uważa, że została potraktowana jak dziecko, jednak postanawia wyposażyć go, dlatego zamawia na próbę kila sprzętów u tytułowej Miniaturzystki dostaje jednak dużo więcej. Tajemnicza Miniaturzystka przesyła Nelli figurki, które wskazują, że bardzo dobrze zna jej życie, wie co dzieje się w jej domu wkrótce prezenty stają się proroctwem. Jessie Burton bardzo rzetelnie przedstawia obraz XVII wiecznego Amsterdamu razem z jego polityką dotyczącą handlu, religijności i obyczajowości. Porusza problem mniejszości seksualnych czy rasowych. Opisuje skomplikowane relacje między bohaterami, zazdrość z osiągniętego sukcesu, ich tajemnice. Autorka podjęła wiele wątków, jednak niektóre potraktowała zbyt powierzchownie szczególnie za mało jest tu postaci Miniaturzystki. Za to podobało mi się, że główne bohaterki to silne kobiety, które biorą sprawy w swoje ręce i walczą o swoje. To świetna powieść obyczajowa, wciągająca, niegłupia, nieźle napisana którą czyta się bardzo dobrze. To właśnie styl autorki oraz sama historia są największymi atutami książki. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-01-2015 o godz 19:28 przez: Fenko
Niewiele mogę Wam powiedzieć o fabule, nie zdradzając najlepszych momentów, więc nie powiem nic więcej. Akcja toczy się tu powoli, ale wcale nie oznacza to nudy. To historia idealnie wyważona, napisana językiem przystępnym i pięknym zarazem. Znalazłam co najmniej trzy momenty, które totalnie mnie zaskoczyły i sprawiły, że nie odłożyłam książki, dopóki jej nie skończyłam.

Najtrudniej jest mi ocenić bohaterów. Nie jest ich zbyt wielu i żaden czytelnik nie powinien mieć problemów z rozróżnieniem ich, ale raczej nie są wykreowani z tą szczególną gracją, z jaką napisano całą tę powieść. Gdybym miała powiedzieć coś o Nelli, wystarczyłyby mi dwa zdania. Nie poczytuję tego jednak za wadę. To historia, z którą naprawdę warto się zapoznać.

Rozczarował mnie fakt, że istnienie tajemniczej miniaturzystki i jej dar wnikania w ludzkie dusze tak naprawdę nie zostały wyjaśnione. W ogóle powinnam przyznać, że spodziewałam się bardziej rozbudowanej i skomplikowanej historii. Bo tak naprawdę jest to dość mała historia, tylko w wielkiej oprawie. Ale jednocześnie świetnie napisana książka. Z gatunku tych, które przypominają nam, dlaczego zakochaliśmy się w czytaniu, mówi nam okładka. Królowa to potwierdza!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
5/5
19-02-2020 o godz 12:05 przez: paniodksiazek
Miniaturzystka Jessie Burton Miłość, pożądanie, zdrada i mroczne sekrety bogatych kupców w siedemnastowiecznym Amsterdamie. Cudowna okładka książki , cudowny klimat w środku powieści. Debiut autorki - rewelacyjny. Dzięki autorce możemy przenieść się w czasy złotego wieku Holandii.Świetnie oddany klimat miasta,rozkwit sztuki i handlu a jednocześnie mroczne i zagadkowe ulice Amsterdamu. Czytając książkę czułam pewien niepokój, każda kartka zdradzała coraz bardziej mroczne tajemnice, które wprowadzały mnie w niesamowity nastrój. Dzięki tej pozycji przypomniałam sobie jak działa magia zapisanych stron. Ja jestem zachwycona książką, rozumiem skąd wszystkie pochlebne opinie. W mojej pamięci zostanie jeszcze na długo po przewrócenie ostatniej kartki. I choć mniejszość czytelników stawia "Miniaturzystce" zarzuty,że nie wyjaśnia do końca pewnych elementów, ja traktuję to jako dodatkową zaletę książki. Autorka pozostawia nas w pewnego rodzaju niepewności i możemy snuć różne scenariusze. Ja już mam swoje dokończenie historii , a ty?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-12-2014 o godz 13:18 przez: Betsy
Chociaż powieść pozostawia na koniec czytelnika z wieloma pytaniami, z kilkoma nierozwiązanymi sprawami, to jednak ten niedosyt nie jest tak wielki i takk mocno odczuwalny, jak przy innych historiach. Autorka postarała się o to, by zapamiętać jej książkę na długo i to faktycznie świetnie jej wyszło. „Miniaturzystka” bowiem to świetnie przemyślana i równie świetnie napisana powieść, która niesamowicie wciąga każdego czytelnika. Jej styl i przekaz nie jest nachalny; zawarte w niej emocje i subtelny język narracji sprawiają, że czytelnik sam pragnie poznać historię do końca. Powieść urzeka, podsyca naszą skrywaną ciekawość i budzi wiele emocji. W każdym, kto sięgnie po „Miniaturzystkę”. Z mojej strony powiem krótko: warto. Ponieważ rzadko zdarzają się takie powieści…
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
04-08-2017 o godz 20:34 przez: Beata
Jeżeli miałabym podzielić książki na te do których wrócę i takie, których z pewnością nie przeczytam ponownie, "Miniaturzystkę" zaliczę do książek po które więcej nie sięgnę. Nie żałuję że ją przeczytałam, jest ciekawa, wciągająca, zajmująca. A jednak tyle w niej mroku... napawała mnie jakimiś dziwnymi lękami. Nie wiem sama co o niej myśleć. Należy ostrzec osoby wrażliwe że scena porodu jest okropna. Prawdziwa ale tak brutalna że nie powinny jej czytać kobiety które jeszcze nie wiedzą.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-03-2015 o godz 00:00 przez: leyale
Opinie na temat powieści są podzielone. Cóż, Jessie Burton ma swój unikatowy styl, który nie wszystkim musi przypaść do gustu. Podobnie z samym gatunkiem powieści - ciężko ją przypisać do jakiegokolwiek rodzaju, wszystkiego ma po trochu. Niemniej jednak książka ma jedną ogromną zaletę - bohaterów. I to bohaterów, którzy podczas powieści przechodzą ogromne zmiany. Burton postawiła nie tylko na wciągającą fabułę, ale też na psychologiczny aspekt powieści. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Kruchy dom duszy Thorwald Jurgen
5/5
31,45 zł
49,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Solaris Lem Stanisław
4.6/5
26,23 zł
38,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Czuły narrator Tokarczuk Olga
4.5/5
28,30 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Bieguni Tokarczuk Olga
4.2/5
25,15 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Lalka i perła Tokarczuk Olga
5/5
20,89 zł
32,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Śnieżna siostra Lunde Maja
4.7/5
37,55 zł
59,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Finalistka Janko Anna
5/5
33,68 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Życie Aisato Lisa
4.1/5
38,54 zł
59,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Samosiejki Słowik Dominika
4.6/5
29,93 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Ludzie, ludzie... Woydyłło Ewa
5/5
20,74 zł
32,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Biała Maria Krall Hanna
5/5
27,84 zł
38,00 zł
Inne z tego wydawnictwa Modopolis Thomas Dana
4.7/5
28,30 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Eli, Eli Tochman Wojciech
5/5
25,15 zł
39,90 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego