Mechaniczny. Wojny alchemiczne. Tom 1 (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Zegarmistrzowie kłamią!

Zaraz po tym, jak naukowiec i zegarmistrz Christiaan Huygens stworzył w XVII wieku pierwszego Klakiera, Holandia powołała do życia mechaniczną armię. Nie trzeba było długo czekać, żeby legion mosiężnych piechurów pomaszerował na Westminster. Królestwo Niderlandów stało się supermocarstwem dzierżącym niepodzielną władzę w Europie.

Trzy stulecia później stan rzeczy nadal się utrzymuje. Jedynie Francja zawzięcie broni swoich przekonań, że każdy powinien mieć prawo do wolności, niezależnie czy zbudowany jest z ciała, czy mosiądzu. Po dziesięcioleciach zawieruchy wojennej Holandii i Francji udało się osiągnąć kruchy rozejm.

Ale jeden zuchwały Klakier o imieniu Jax nie może już dłużej znieść geas – niewolniczych więzi ze swoimi panami. Jak tylko nadarzy się okazja, wyciągnie mechaniczną rękę po wolność, a konsekwencje jego ucieczki zatrząsną fundamentami Mosiężnego Tronu.

Od wydawcy:

Mam na imię Jax. Tak mnie nazwali moi ludzcy panowie. Jestem klakierem - mechanicznym człowiekiem napędzanym mocą alchemii. Armie złożone z mi podobnuch podbiły Europę i uczyniły Mosiężny Tron jedynym supermocarstwem. Jestem wiernym sługą i doskonałą machiną wojenną. Zostałem obdarzony ogromną siłą i nieskończoną wytrzymałością. Jestem posłuszny życzeniom moich panów. Jestem niewolnikiem. Ale wkrótce będę wolny.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Mechaniczny. Wojny alchemiczne. Tom 1
Tytuł oryginalny: The Mechanical
Seria: Wojny alchemiczne
Autor: Tregillis Ian
Tłumaczenie: Czartoryski Bartosz
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 464
Numer wydania: I
Data premiery: 2016-07-20
Rok wydania: 2016
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 45 x 212 x 138
Indeks: 19835631
 
średnia 4,2
5
20
4
24
3
3
2
3
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
43 recenzje
4/5
28-03-2017 o godz 18:28 Sadisticwriter dodał recenzję:
Witajcie w świecie, który napędzany jest siłą alchemii, a mechaniczni żołnierze i służący strzegą granic wielkiego, holenderskiego mocarstwa, królującego nad innymi państwami. Co jest tak nadzwyczajnego w tej książce, że porwała za sobą rzesze fanów zarówno lubujących się w steampunku, jak i zwyczajnych fanatyków fantastyki? O tym musicie przekonać się sami. Mam nadzieję, że moja recenzja w jakiś sposób was do tego zachęci! Historię można podzielić na trzy mniejsze sektory zajmowane przez danych bohaterów. Pierwszy dotyczy pastora Vissera, drugi Berenice, trzeci dotyczy – wydawałoby się – głównego bohatera opowieści, Jaxa. Jax jest mechanicznym służącym, który zupełnie przypadkiem został uwolniony od ciążącego na nim geas i tym samym stał się buntownikiem. Każdy z tych bohaterów w pewnym momencie trwania fabuły ma ze sobą większe lub mniejsze powiązanie. Ich wspólną cechą jest bunt i cierpienie – każde innego rodzaju, oraz cel – pragną upadku holenderskiego mocarstwa. Na początku życie całej trójki obraca się wokół zwyczajowej dla nich codzienności, dopiero potem wszystko stopniowo zaczyna się psuć, aż wreszcie dochodzi do tego mocnego, wręcz porażającego punktu kulminacyjnego. Osobiście bardzo polubiłam historię widzianą oczami Jaxa i Berenice, za to nie przepadałam za fragmentami dotyczącymi pastora. Berenice jest dla mnie pewnym zaskoczeniem. Wydawało mi się, że nie polubię osoby, która dąży uparcie do celu i jest skłonna sprzedać nawet własne ciało po to, aby osiągnąć to, czego tak pragnie. Poza tym przypadek wicehrabiny to dobry przykład na dworskie zachowanie kobiet, które lubują się w intrygach i plotkach. To, co mnie w niej uwiodło to przede wszystkim jej siła i odwaga. Z pewnością wiele kobiet nie zrobiłoby wielu rzeczy takich, jak ona. Berenice prowadziła chyba najlepsze dialogi ze wszystkich bohaterów, a jej obelgi były przezabawne. Jak to powiedział jeden z bohaterów: „panie, wybaw nas od upartych wicehrabin”. Jeżeli chodzi o Jaxa – to moja ulubiona postać i naprawdę bardzo było mi szkoda, że początkowo niewiele o nim pisano. Jeżeli kiedyś zakochaliście się w jakimś bohaterze to wcale nie zdziwi mnie fakt, że był człowiekiem z krwi i kości, ale kto by pomyślał, że można zakochać się w maszynie?! I to takiej maszynie, która nie ma konkretnych cech osobowości. To naprawdę sztuka porwać czytelnika różniącą się od innych ludzi postacią. Jeżeli jesteśmy już przy Jaxie to trzeba zwrócić uwagę na jemu podobnych. Mechaniczni są zasilani alchemią, ich istnienie zapoczątkował holenderski zegarmistrz Huygens. Dzielą się na tych służącym ludziom z wyższych sfer i nakręcaczy – maszyny do zabijania, należące do armii. W świadomości każdego z nich istnieje coś takiego jak geas – pewien rodzaj przysięgi, która nakazuje wykonać zadanie narzucone mechanicznym przez ich panów. Mechaniczni mogą się mu opierać, ale im dłużej będą zwlekać z wykonaniem danego rozkazu, tym bardziej będą cierpieć. Nikt nie wie, że skrycie przekazują sobie znamienne dla śmierci jednego z nich pozdrowienia, mówiące: „zegarmistrzowie kłamią”. Już sam motyw utajonej konwersacji wyrażany grzechotem śrub i pokręteł pomiędzy mechanicznymi jest pomysłem perfekcyjnym. Na zewnątrz pokazują posłuszeństwo, a gdzieś w środku każdy z nich wyraża swój cichy bunt. Ciekawe jest to, że wszyscy są dla siebie życzliwi i traktują swoich towarzyszy jak braci. To chyba właśnie to najbardziej urzekło mnie w ich historii. Tak poza tym – wielkie pokłony dla autora, że wymyślił coś tak oryginalnego i interesującego. „Mechaniczny” to nie jest książka, którą można przelecieć wzrokiem i powiedzieć: przeczytałem ją. Nagromadzenie opisów i informacji jest tak duże, że musisz się porządnie skupić, aby sens zawarty w treści do ciebie dotarł. Z pewnością nie była to dla mnie lektura wypoczynkowa – pochłaniała możliwie duże pokłady mojej wyobraźni, która starała się przerobić wszystkie dokładnie opisane sceny na rzeczywisty obraz zdarzeń. Muszę się przyznać, że nie zawsze mi się to udawało! Autor opisuje wszystko bardzo dokładnie, czasem może aż za dokładnie. Przy niektórych wątkach odrobinę się nudziłam i sądzę, że mogły zostać skrócone, ale nie stanowi to jakiegoś wielkiego, godzącego w przyjemność czytelniczą problemu. To, co spodobało mi się w tych opisach najbardziej to dosadność. Bywały sceny, przy których człowiek nie był w stanie się nie skrzywić czy nawet poczuć mdłości. Nigdy nie byłam tak obrzydzona czymś, co rzeczywiście powinno mnie w książce obrzydzić, a chodzi mi tu m.in. o operacje na otwartym mózgu czy pręt wbity w oko. Pan Tregillis jest po prostu mistrzem opisywania takich scen. Pierwszy tom jest takim dużym wstępem do nadchodzącej, tytułowej wojny alchemicznej. Ma nam objaśnić zasady rządzące wykreowanym światem. Akcja płynie powoli i miarowo, za to na końcu mamy tak ogromny wybuch emocji, że obgryzamy z nerwów paznokcie. Końcówka naprawdę zachęca do zapoznania się z kolejnymi tomami i osobiście nie mogę się doczekać, kiedy dopadnę następną część!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-06-2019 o godz 19:47 Anka dodał recenzję:
Ian Tregillis to nieznany szerzej polskiej publice amerykański pisarz, mieszkający w Nowym Meksyku. Pisarz początkujący, jednakże nad wyraz dobrze odnajdujący się w nurcie science fiction i historii alternatywnych (zapewne pomocny jest mu w tym posiadany… doktorat z fizyki). Pierwszy tom "Wojen alchemicznych" to 19 rozdziałów w 2 częściach, zamkniętych w klamrze tyleż zaskakującego, co tajemniczego i niezrozumiałego (początkowo) prologu oraz podkręcającego apetyt epilogu. Aleksander Dumas, tworząc trylogię o słynnych muszkieterach, oświadczył podobno, że "historię wolno zgwałcić pod warunkiem, że zrobi się jej dziecko". Ian Tregillis doskonale to zrozumiał i oto gwałt zadany historii owocuje niezwykle ciekawym, oryginalnym światem. Nie tak daleko, bo w Europie, choć dawno temu, bo 300 lat wstecz, pewien genialny niderlandzki zegarmistrz stworzył mechanicznego człowieka, klakiera, a potem… armię jemu podobnych. Armię, która, w służbie Holandii, błyskawicznie podbiła Stary Kontynent. I tak oto teraz – w roku 1926 – "Margeet Druga, królowa Niderlandów, księżna Oranje-Nassau i Prowincji Centralnych, błogosławiony suweren Europy, obrończyni Nowego Świata, światło cywilizacji i łaskawa władczyni Imperium Holenderskiego", zasiada na Mosiężnym Tronie, skąd sprawuje rządy wraz z mężem, księciem Rupertem. A Niderlandy, stolica nauki i alchemii, utrzymują (jakże kruchy) pokój z papistowską Francją, która (wciąż ponosząc ogromne straty i tracąc sprzymierzeńców) bezsilnie stara się odzyskać utraconą pozycję. Bogactwo środków stylistycznych, w tym mnogość wyrazów dźwiękonaśladowczych, wplecionych suto już w pierwszą scenę książki, sprawia, że razem z bohaterem jesteśmy niemal fizycznie w Hadze, na placu Christiaana Huygensa, podczas kaźni. Widzimy to, co on, razem z nim z niecierpliwością czekamy na makabryczny spektakl, podczas gdy siąpiący deszcz spływa nam za kołnierz. I razem z nim… cierpimy, naznaczeni geas – wewnętrznym rozkazem, obligującym do bezzwłocznego i absolutnego zastosowania się do jego treści. To obecna w tym świecie forma kontroli i sprawowania władzy, niewolnictwo na czysto europejską modłę. Połączenie krynolin i sztucznej inteligencji, wyklęcie religii i uznanie jedynie nauki (w tym także wszechobecnej alchemii!) dają ogromne pole do popisu. A autor korzysta ze wszystkich niemal szans i (czerpiąc jednocześnie z jak najlepszych tradycji literatury) przekłada je – mniej lub bardziej dyskretnie – na język swojej nowej rzeczywistości. Nad wyraz ciekawie, wielowymiarowo, po ludzku (sic!) przedstawiony został główny bohater, 118-letni mechaniczny człowiek o imieniu Jalyksegethistrovantus (czyli po prostu klakier Jax), niezwykłe dzieło rąk ludzkich, obdarzone inteligencją i poczuciem humoru, lecz pozbawione wolnej woli. Przywiązane do swoich twórców za pomocą przysiąg, których oków – zdawałoby się – nic nie jest w stanie złamać. Zaawansowana hierarchia geas, implantowana każdemu mechanicznemu człowiekowi w trakcie jego powstawania, pozwala na sprawne jego wykorzystanie i znosi obowiązek uciążliwej kontroli z właściciela mechanicznego sługi. I tak oto powstał niewolnik idealny. Służący latami. Dekadami. Całym pokoleniom jednej rodziny. Niewolnik bez pragnień, marzeń, ciekawości, fascynacji, wyobraźni. Szybki, sprawny, dokładny. Precyzyjny aż do bólu. I aż do bólu (dosłownie) służący. Niewolnik, który – robiąc w swoim mechanicznym życiu coś po raz pierwszy tylko i wyłącznie dla siebie – poruszy lawinę, będącą zaczątkiem tornada rewolucyjnych zmian, nie tylko w jego życiu… Niewiele utworów tak obrazowo i wielopłaszczyznowo opisuje świat swoich bohaterów. Tu nawet subtelny język klakierów, składający się z rozlicznych, niezwykle cichych (a nawet niesłyszalnych dla ludzkiego ucha) dźwięków, takich jak stuknięcia, zgrzyty, szczęknięcia czy brzęknięcia, również wprowadza narrację na wyższy poziom. Wszechobecne onomatopeje pozwalają przeżywać głębiej, angażować się bardziej i porywają jak dziki nurt, nie pozwalając czytelnikowi na chwilę wytchnienia. Razi jednak język arystokracji. Tak, może być soczysty, czasem nawet dosadny, ale trudno sobie wyobrazić, by ktoś w towarzystwie koronowanej głowy tak często i niepotrzebnie używał wulgaryzmów. Kompletnie zbędnych zresztą. Arystokracja to przecież elita. Nie zwykła, pospolita szlachta, tylko ludzie o najwyższym statusie społecznym i materialnym. Zazwyczaj doskonale wykształceni, oczytani, obyci w świecie, władający kilkoma językami, a przez to potrafiący wyrażać swoje zdanie jasno i dobitnie na wiele różnych sposobów, bez używania inwektyw. W tym przypadku ma się wrażenie, że autor pomylił Martinowskie rozmowy Jaime'ego z Cersei z naradami władcy i jego rady. Książka kusi. Po pierwsze – grafika na okładce, która intryguje i zmusza do zastanowienia. Po drugie – polecenie wspomnianego wyżej Martina robi wrażenie. A kiedy już nas przyciągnie – błyskawicznie wciąga. I uzależnia. Dlaczego? Bo czyta się ją szybko i dobrze. Bo jest to historia napisana na nowo. (...)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
08-03-2017 o godz 20:54 Wiedźma dodał recenzję:
Moją uwagę przykuła genialna okładka, więc zaczęłam szukać recenzji, aby dowiedzieć się, czy należy spodziewać się czegoś wartego zachodu. Przeczytałam wiele różnych opinii, od bardzo pochlebnych, po całkowicie zaprzeczające sensowi poświęcenia choćby minuty swojego życia na tę lekturę. Mimo to książka Iana Tregillisa wydała mi się intrygująca, więc nie mogłam sobie odpuścić bliższego zapoznania z Mechanicznym, czyli pierwszym tomem Wojen Alchemicznych. W alternatywnej rzeczywistości Holendrzy wynaleźli klakierów, mechanicznych służących i żołnierzy, praktycznie niezniszczalnych dzięki sile alchemii. W ten sposób Niderlandy stały się światową potęgą, podporządkowując sobie całą Europę i większą część kolonii w Nowym Świecie. Jedynie Francja wciąż opiera się uzurpatorce zajmującej Mosiężny Tron, wierząc, że każdy ma prawo do decydowania o sobie, nawet klakierzy. Czy w tej nierównej walce Francja może zwyciężyć? Co musiałoby się wydarzyć, żeby szala przechyliła się na ich korzyść? Postaci stworzone przez Tregillisa są bardzo wyraziste, wielowymiarowe i niejednoznaczne. Czasami postępowały okrutnie i bezmyślnie, jak przystało na istoty dążące do realizacji własnych celów, a kiedy indziej okazywały się zdolne do altruistycznych zachowań w imię lepszego jutra. Ale najważniejsze, że cały czas zachowywały się spójnie z własnym charakterem. Jax jest mechanicznym służącym bezwzględnie posłusznym swoim właścicielom. Gdy tylko próbuje opóźnić wykonanie polecenia, odczuwa dotkliwy ból nałożonych na niego geas, czyli obowiązków. Visser jest duchownym z wątpliwościami moralnymi, a Berenice szpiegmistrzynią z zamiłowaniem poznającą zakazane tajemnice Gildii Zegarmistrzów. Każde z nich ma do opowiedzenia swoją historię, która w zależności od sytuacji zastanawia, przeraża albo oburza. Tak czy siak ciężko przejść obok niej obojętnie. Na plus można również zaliczyć całą wizję świata oraz dobrze zarysowane kwestie geopolityczne. Historia zaczyna się w Hadze stanowiącej centrum holenderskiego życia, aby z czasem przenieść się dalej, za ocean, aż do Nowego Amsterdamu. Po drugiej stronie barykady jest Nowa Francja ze swoimi problemami i trudnościami wynikającymi z całkowitego zacofania względem reszty świata. Czytelnik ma okazję poznać punkt widzenia obu stron oraz poszerzyć go o opinię samych klakierów, którzy mimo niewolniczego jarzma, nie są pozbawieni własnych ambicji. Mimo to największym plusem powieści jest sam pomysł mechanicznych ludzi oraz implikacje, jakie niesie ze sobą ten wynalazek. Z jednej strony są całkowicie podporządkowani zachciankom ludzi klakierzy, a z drugiej pojawia się kwestia Wolnej Woli i duszy człowieka. Czy w związku z tym klakier, który wyswobodził się z karbów niewoli i zyskał prawo samostanowienia o sobie ma duszę? A może dusza w ogóle nie istnieje i ludzie tylko chcą wierzyć, że ją mają? Rozważania religijno-filozoficzne stanowią ciekawy aspekt tej książki, a sposób w jaki Tregillis wprowadza zamieszanie wokół tego wątku, daje sporo możliwości do własnych przemyśleń. Niestety Mechaniczny nie jest pozbawiony wad. Całą książkę czyta się bardzo wolno, ponieważ styl jest męczący i bardzo nierówny. Chwilami fabuła pędzi na złamanie karku, by zaraz rozwlec się w iście sienkiewiczowskim opisie, z którego blisko połowa nie ma najmniejszego sensu. W życiu nie sądziłam, że napiszę coś podobnego, ale w książce było za dużo opisów. Utrudniały i zmniejszały przyjemność czytania, a wiele z nich w żaden sposób nie ułatwiało zrozumienia fabuły. Poza tym niektóre fragmenty były tak mocne i brutalne, że nagłe dodawanie do nich rozlazłego opisu, zwyczajnie niszczyło całą scenę. Autorowi brakuje lekkości i łatwości w przekazywaniu informacji. Czasami błądził, próbując coś wyjaśnić, a ja podążałam za nim, próbując zrozumieć, "co podmiot liryczny miał na myśli". Na początku zdarzało mi się czytać niektóre fragmenty kilkukrotnie, później, nauczona doświadczeniem o bezcelowości wielu opisów, zwyczajnie sobie odpuściłam. Początek książki w ogóle jest cokolwiek bełkotliwy i niezrozumiały, więc wszystkim, którzy mają chrapkę na Mechanicznego, radzę po prostu szybko przebić się przez rozlazłe opisy fikcyjnych chemikaliów i alchemicznych cudów oraz spróbować przejść do sensowniejszej części fabuły. Bo w gruncie rzeczy warto. Ostrzegam też, że trup ściele się gęsto. Autor nie skąpi brutalnych scen i wulgarnych określeń, więc jeśli ktoś nie lubi przekleństw w książkach i ma delikatne usposobienie, to może mieć problem z doczytaniem do końca. Ba, w tej sytuacji zdecydowanie odradzam Mechanicznego. Podsumowując: Mechaniczny jest bardzo specyficzną książką i z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Czyta się ją dość ciężko, opisy mogą sprawiać wiele trudności, a filozoficzno-religijne dywagacje rozstrajać umysł do spółki z makabrycznymi scenami. Mimo to uważam, że to dobra książka, która ma potencjał do stania się początkiem bardzo dobrej trylogii. Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu SQN.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
25-07-2016 o godz 13:24 Wioleta dodał recenzję:
Sztuczna inteligencja, potężna siła, nakręcana dusza, nieśmiertelność - to wszystko posiadają klakierzy, czyli mechaniczni ludzie wykonani z mosiądzu i napędzani mocą alchemii. Jedyną rzeczą jaką ich jednak pozbawiono jest Wolna Wola...
Wszystko zaczęło się gdy wybitny naukowiec i zegarmistrz Christiaan Huygens zmienił historię ludzkości tworząc w XVII wieku pierwszego klakiera. Niedługo potem za sprawą mechanicznych Holandia wygrała wojnę i stała się supermocarstwem dzierżącym niepodzielną władzę w Europie.
Trzy wieki później klakierzy są podstawową częścią codziennego życia w królestwie Niderlandów. Stanowią grupę niewolników związanych ze swoimi ludzkimi panami za pomocą geas (przysięgi), które cierpieniem zmuszają klakierów do wykonania powierzonego im zadania. Jedynie Francja uważa, że każdy powinien mieć prawo do własnego wyboru, niezależnie czy zbudowany jest z ciała, czy z mosiądzu. W końcu po dziesięcioleciach wojen między Holandią a zawzięcie broniącą swoich przekonań Francją nastaje bardzo kruchy rozejm, który w każdej chwili może się załamać...
Wśród mechanicznych pojawia się mała iskierka nadziei na uzyskanie Wolnej Woli. Wszystko zapoczątkowała egzekucja zbuntowanego klakiera Adama, po której wśród mechanicznych zaczęły rozchodzić się plotki. Czy to możliwe, że klakierzy są czymś więcej niż tylko posłusznym wytworem rąk ludzkich? Świadkiem właśnie tej egzekucji był zuchwały klakier o imieniu Jax, który już dłużej nie może znieść niewolniczych geas. Na własne oczy widział, że Adam w niewiadomy sposób je pokonał, a jego ostatnie słowa, które brzmiały: "Zegarmistrzowie kłamią" powodują, że klakier postanawia sięgnąć po wolność, a konsekwencje jego ucieczki bez wątpienia zatrząsną fundamentami Mosiężnego Tronu.

Nie da się ukryć, że "Mechaniczny" to idealny przykład clockpunku, czyli odmiany science-fiction, (która wyewoluowała z steampunku) gdzie technika opiera się przede wszystkim na sprężynach, podstawowej mechanice i wynalazkach. Ostatnio rzadko sięgałam po książki z tej kategorii, dlatego postanowiłam, że muszę to zmienić.

O wydarzeniach dowiadujemy się za pomocą narracji trzecioosobowej. Występuje tam troje głównych bohaterów. Wcześniej już wspomniany Jax, czyli klakier, który nie może ani dnia dłużej znieść geas i pragnie się ich pozbyć; Berenice Charlotte de Mornay-Périgord, wicehrabina de Laval, członkini Królewskiej Rady Nowej Francji, która w tajemnicy bada części klakierów i próbuje jak najwięcej się o nich dowiedzieć oraz pastor Luuk Visser - szpieg Francji, żyjący już od kilku lat we wrogim kraju, posiada on przedmiot, który na zawsze może odmienić los mechanicznych. Tych z pozoru całkowicie różnych od siebie bohaterów, popychanych do działania różnymi motywacjami łączy jeden cel: obalić potęgę Holendrów i uwolnić klakierów od niewolniczych geas.

Z początku trudno było mi się wkręcić w tę historię, ale gdy akcja zaczęła się bardziej rozwijać z każdą stroną było co raz lepiej. Ian Tregillis w doskonały sposób wprowadza nas w świat konfliktu, gdzie z jednej strony mamy Holandię posiadającą armię mechanicznych ludzi, którzy doskonale są przygotowani do walki, a z drugiej Francję, która nie ma najmniejszego pojęcia o funkcjonowaniu klakierów. Jedynym sposobem na zwyciężenie walki jest użycie szybkoschnącej żywicy, która okrywa ciało mechanicznego tworząc skorupę uniemożliwiającą jego poruszanie. Nie jest jednak łatwo unieruchomić żołnierza, dlatego Francuzi muszą szybko znaleźć sposób, aby pozbyć się geas.

Pierwszy tom Wojen Alchemicznych to nie tylko konflikt, mechaniczni ludzie i zróżnicowane poglądy, ale także humor. Tworzy go przede wszystkim główna bohaterka, czyli Berenice Charlotte de Mornay-Périgord. To pełna energii Francuzka bardzo związana ze swoim krajem, która zrobi dosłownie wszytko, aby uzyskać to, czego chce, a na dodatek potrafi rozśmieszyć czytelnika w najbardziej nieoczekiwanym momencie.

Jestem pod wrażeniem również wydania tej książki. Bardzo podoba mi się to mechaniczne serce na okładce oraz graficzne wykończenie w środku. Po przeczytaniu muszę stwierdzić, że doskonale nawiązuje do treści, bo chociaż klakierzy zostali pozbawieni Wolnej Woli, to jednak serce jest miejscem, gdzie znajdują się wszystkie ich uczucia, z którymi muszą się zmagać podczas geas.

Podsumowując "Mechaniczny" to książka, przy której bardzo miło spędziłam czas. Zarówno bohaterowie, jak i świat jest bardzo dobrze dopracowany. Historia Jaxa, Berenice i Vissera bardzo mnie zaciekawiła. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam dalsze losy bohaterów. Mimo tego, że początek szedł mi dość opornie uważam, że pierwszy tom Wojen Alchemicznych to niesamowita książka z oryginalnym pomysłem i interesującą wizją świata targanym przez wojny. Polecam "Mechanicznego" dosłownie każdemu, bo uważam, że ta książka spodoba się nie tylko fanom fantastyki.
zapoczytalna.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
08-03-2017 o godz 21:39 Klaudia Malik dodał recenzję:
Wyobraźcie sobie wiktoriański Londyn. Kobiety w długich sukniach, uliczne dorożki i klimatyczne kamieniczki. Już? To teraz dorzućcie do tego maszyny, które są na każde Wasze zawołanie. Wykonują każdy rozkaz. Maszyny, które zamiast koni ciągną owe dorożki. Podają Wam do stołu, sprzątają, dają bezpieczeństwo, za każdym razem kalkulując tę najbardziej korzystną opcję. Wizja jak z raju? I właśnie w tym tkwi problem. Jax jest klakierem – został stworzony, aby służyć człowiekowi. Ale pewnego dnia, przez przypadek zostaje obdarzony Wolną Wolą i powoli zaczyna patrzeć na świat z innej perspektywy. Dostrzega, jak maszyny wykorzystywane są przez ludzi, niejednokrotnie przy tym cierpiąc. To właśnie w tym momencie, w mechanicznym sercu Jaxa zradza się iskierka buntu. Nauka i technologia ciągle postępują do przodu. Pytanie jest tylko jedno – gdzie są tego wszystkiego granice? Jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć dla własnej wygody? I czy aby na pewno, nie zatracamy przy tym człowieczeństwa? "Mechaniczny" to tak, jak wskazuje opis okładkowy, steampunk pełną parą! Ian Tregillis przedstawia alternatywną wizję Europy, gdzie prekursorem wynalazków jest Holandia. To właśnie tam pojawili się pierwsi klakierzy, stanowiący mechaniczną pomoc dla człowieka. Idea szybko rozprzestrzeniła się na cały kontynent, jedynie Francja niestrudzenie docieka praw mechanicznych i przeciwstawia się poglądom Holendrów. Mamy tu więc rozrysowaną całą sytuację polityczną, z czego osobiście niezmiernie się ucieszyłam, gdyż jak już poznaję jakąś nową alternatywną wizję, to pragnę jak najwięcej wynieść z takiej historii. Takie książki są zawsze fascynujące, stwarzają pole do własnej interpretacji, snucia domysłów, co w szczególności sprawdza się w przypadku Mechanicznego, jako że książka porusza wiele zagadnień związanych z moralnością. Postęp technologiczny, prześmigiwanie się państw w wymyślaniu coraz to innych udogodnień, to wszystko nie jest nam obce. Może to właśnie dlatego, "Mechanicznego" można rozpatrywać również na płaszczyźnie naszej rzeczywistości i rozważać, jakie skutki mogą nieść działania, których obserwatorami jesteśmy. Protagonistą książki jest Jax, ale mamy tu też dwójkę nie mniej ważnych bohaterów, wicehrabinę Berenice oraz pastora Luuka Vissera. Kolejne rozdziały skupiają się wokół poszczególnych postaci, aczkolwiek ich losy przeplatają się ze sobą i tworzą spójną całość. Jax jest zbuntowanym klakierem i moglibyśmy zapytać - jak czytelnik mógłby się przywiązać do maszyny? Tyle, że Jax jest na swój sposób wyjątkowy, a ja z niezwykłym zainteresowaniem śledziłam jego rozważania dotyczące Wolnej Woli. W parze z nim występuje Berenice, postać równie barwna i wyrazista, kobieta o silnym charakterze, która wytrwale dąży do postawionych sobie celów. To chyba ona zyskała moją największą sympatię, ujmując nie tylko bojową naturą, ale i wrażliwością oraz miłością do męża. I na koniec został sam pastor, który jest chyba najbardziej tajemniczą postacią w całej książce. Warto jednak zaznaczyć, że mimo, iż jest duchownym, nie kieruje się z góry nałożonymi zasadami kościoła, lecz postępuje według swojej moralności i poczucia człowieczeństwa. Liczę też na rozwinięcie wątku związanego z tą postacią w drugiej części, gdyż przyznaję, zakończenie pozostawia ogromny niedosyt. Akcja nie porywa od samego początku, dostajemy chwilę, aby zaznajomić się z wizją świata autora. Mogłabym się trochę przyczepić stylu Ian’a Tregillisa, który jest dość toporny, przez co trudniej „wgryźć” się w książkę czytelnikowi, nie zaznajomionemu wcześniej z steampunkowymi klimatami. Mimo, że początek trochę się dłuży, a akcja rozkręca się dość powoli, to autor nie wyjaśnił dokładnie wszystkich relacji i sytuacji politycznej w alternatywnych państwach Europy. Dopiero po przeczytaniu większej części książki, nasze pojęcie o świecie stworzonym przez Tregillisa zaczyna się rozwijać i o ile wszystko, co tworzy, jest niezwykle fascynujące, to wydaje mi się, że mogło zostać przedstawione w bardziej przystępny sposób. Niektórzy mogliby powiedzieć, że bunt maszyn to przecież nic nowego, a takie motywy w literaturze już niejednokrotnie się pojawiały, ale mnie osobiście ujęła otoczka, w jakiej to wszystko zostało przedstawione. Alternatywna Europa nadaje książce typowo clockpunkowy klimat, a barwni bohaterowie dopełniają całości. "Mechaniczny" to książka, która z pewnością zachwyci każdego miłośnika gatunku, ale i innym czytelnikom ma duże szanse przypaść do gustu. Jakaś wada? Może zakończenie, które nie pozostawia nic innego, jak tylko sięgnąć po kolejny tom :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
17-08-2016 o godz 21:23 Amanda dodał recenzję:
Pełna recenzja znajduje się również na blogu: http://amandaasays.blogspot.com/2016/08/mechaniczny-ian-tregillis-wojny.html

Zapraszam do Holandii, jakiej nie znacie. Pełnej intryg, tajemnic, alchemii i mechanicznych klakierów, które pragną wolności oraz zuchwałych ludzi, chcących przejąc kontrolę nad wolną wolą i człowieczeństwem. I pamiętajcie:
"Zegarmistrzowie kłamią!"

OPRAWA
Zanim przejdę do treści, po prostu muszę pochwalić jej stronę graficzną. Wydawcy należą się brawa za dopracowanie każdego szczegółu. Poza cudowną okładką (zdecydowanie lepszą od oryginalnej), bardzo podobała mi się wewnętrzna strona okładki oraz grafiki serca, które pojawiały się przy zakończeniu rozdziałów. Kolejne części oraz rozdziały zaczynają się także od strony z jakimś ozdobnikiem. Możecie zobaczyć to na zdjęciach w poście, a także na moim Instagramie.

POMYSŁ NA FABUŁĘ
Od dłuższego czasu fascynował mnie temat mechanicznych tworów, więc książka była dla mnie prawdziwą gratką. I muszę przyznać, że autor zdecydowanie zna się na rzeczy, gdyż mimo wprowadzenia wielu wątków i szczegółów, całkowicie panuje nad historią i nie wkradają się tam żadne luki, czy też błędy. Całe szczęście, nie pojawia się też tam żaden wątek romansowy, gdyż jego wystąpienie mogłoby popsuć historię. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów i byłam zadowolona z tego, w jaki sposób została poprowadzona akcja. Działo się bardzo dużo i do samego końca nie było wiadomo, jakiego zakończenia oczekiwać. Jednak plusem było dla mnie też to, że akcja momentami była spowalniana i mogłam spokojnie ułożyć sobie wszystko w głowie. Funkcję takiego "spowalniacza akcji" stanowiły rozmyślania bohaterów oraz dyskusje na temat istnienia wolnej woli, różnic między maszynami, a ludźmi oraz tego intrygującego "ludzkiego pierwiastka", o którego istnienie u klakierów można się spierać. Temat ten jest naprawdę dobrze przedstawiony, gdyż padają argumenty z obu stron, przez co i my zostajemy włączeni w tę dyskusję.

KLAKIERZY
Mechaniczni zostali stworzeni przez Tregillisa z wielką pomysłowością. Chociaż ich budowa to nie imitacje ludzkiego ciała, a zwykłe mosiężne stwory, to tajemnica ich niezwykłości kryje się w ich mowie. Naprawdę ciekawym rozwiązaniem okazał się sekretny język, którym porozumiewały się maszyny. Tykanie, zgrzytanie - dla śmiertelników zwykłe odgłosy, dla nich - słowa i zdania. Także wątek wolnej woli u maszyn miał swoje ciekawe rozwiązanie w ich budowie.

NARRACJA
Dawno już nie spotykałam się z trzecioosobową narracją, więc na początku potrzebowałam chwili, by się przyzwyczaić. Ostatnio literacki świat opanowała narracja w pierwszej osobie, więc była to dla mnie miła odmiana. Jednak narrator nie jest takim typowym wszechwiedzącym obserwatorem, a raczej opowiada historię z perspektywy danego bohatera. Nie wie nic poza tym, co wie nasz bohater, a także ukazuje jego myśli i emocje. Narracja płynnie przechodzi od bohatera do bohatera, a fabuła jest tak skonstruowana, że wątki trójki głównych bohaterów w pewnych momentach przenikają się bądź na jakiś czas łączą, co zresztą bardzo mi się podobało.

BOHATEROWIE
Pastor Luuk Visser, który skrywa wiele tajemnic. Pomysłowa wicehrabina Berenice Charlotte de Mornay-Perigord, która robi wszystko, by uknute plany szły po jej myśli i niezłe z niej ziółko. I wreszcie Jax - klakier, który wprowadza nas w świat mechanicznych. Nie bez powodu jest jednym z głównych bohaterów - jest wyjątkowy. To właśnie między tą trójką bohaterów przeplata się narracja. Ich burzliwe losy nie są pozbawione wielu problemów, z którymi muszą się zmierzyć. Moją ulubioną postacią zdecydowanie była bezpośrednia i inteligentna Berenice, która lubiła sobie od czasu do czasu siarczyście poprzeklinać, zaś najbardziej współczułam Visserowi - to, co mu zrobiono, było przerażające.
Dodatkowo, pojawiło się wielu innych bohaterów pobocznych, wzbudzających w nas całą gamę emocji - od współczucia po odrazę i przerażenie.

WYMAGA SKUPIENIA
Przyznam, że potrzeba chwili, by wkręcić się w świat Wojen Alchemicznych. Od początku dostajemy dużo informacji, szczegółów, które na początku mogą wydać się mało istotne, a potem jednak się przydają, więc można się zgubić. Francja, Nowa Francja, Amsterdam, Nowy Amsterdam, trochę nazwisk, powiązań - na początku miałam problem z ogarnięciem tych zależności. Dlatego też potrzeba trochę więcej skupienia i uwagi, by nic nam nie umknęło, przynajmniej na początku, gdy autor wprowadza nas w swój świat. Następnie historia nas wciąga i jeśli wcześniej pojawiły się jakiekolwiek zgrzyty, to potem już znikają.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-07-2016 o godz 17:53 Ania Kotlewska dodał recenzję:
Co prawda nie lubię historii, ale jestem zafascynowana każdą możliwą powieścią, w której autor tworzy swój własny, alternatywny świat bazując właśnie na przeszłości naszego gatunku. Na pewno każdy z was chociażby słyszał o kimś takim, jak Johan Faust lub kimkolwiek, kto w przeszłości bym sławnym alchemikiem poszukującym metody na zamienienie metalu w złoto czy przekazanie życia nieożywionej materii, ale niestety w rzeczywistości nikomu się to nie udało. Dopiero w powieści Iana Tregillisa możemy zaobserwować co by się stało, gdyby te wszystkie mrzonki dawnych naukowców były prawdą i po naszych ulicach spacerowali mechaniczni ludzie.

Do lektury Mechanicznego przekonała mnie przede wszystkim ta przepiękna grafika umieszczona na okładce i teraz już po zapoznaniu się z jego treścią, muszę przyznać, że jest ona strzałem w dziesiątkę. Niesamowicie pasuje do unikatowego klimatu tej serii, w której roztrząsana jest sprawa czegoś takiego, jak wolna wola, która według niektórych nie przysługuje mechanicznym istotom, ponieważ nie mają one duszy, chociaż przecież nie da się dowieść, że również ludzie ją posiadają, że nie są tylko marionetkami w rękach kogoś innego. Dusza to tylko takie ludzkie założenia i nikt nie wie, jak jest naprawdę. Ani w naszym ciele, ani w ciele klakierów nie ma specjalnego, wydzielonego miejsca na to, co nie umiera wraz z ciałem a odchodzi do Boga. Serce jest tylko takim umownym miejscem, w którym skumulowane są nasze uczucia, które boli, gdy coś drażni nasze psychikę, które raduje się wraz z nami i właściwie to przecież od niego zależy czy żyjemy czy już umarliśmy.

Właśnie ta sprawa stanowi wielowiekowy konflikt pomiędzy katolicką Francją, a metodystyczną Holandią. Niderlandczycy będący panami świata niesamowicie przypominają mi Rzymian, Persów, Szwedów, Hitlerowców czy komunistyczną Rosję. Poznajmy to państwo w momencie szczytu ich potęgi. Zdążyli narzucić obywatelom swoje racje, a każdy, kto sądzi inaczej jest heretykiem i natychmiast należy go zlikwidować na oczach tłumu. Ba, wszystko co odbiega od ich postanowień musi być natychmiast zlikwidowane. Zbuntowani klakierzy, a nawet państwa, które nie podzielają ich zdania muszą zniknąć z powierzchni Ziemi. Jedynie Francja, dzięki swoim niesamowitym umiejętnością chemicznym daje radę utrzymywać choć niewielki skrawek własnego terenu i stawiać czoło armii klakierów, ale Mechaniczny to nie tylko historii o wojnie. To przede wszystkim historia trójki szczególnie ważnych w tej wojnie osób - zbuntowanego klakiera, francuskiego szpiega i wicehrabiny, dla której wygrana z Holandią ma niesamowicie ważne znaczenie. Ich wątki wzajemnie się uzupełniają i tworzą razem wstęp do niesamowitej opowieści o powoli rozwijającym się buncie mrówki przeciwko słoniowi, który może się udać. Niestety autorowi nie udało się uniknąć przewidywalnych, schematycznych momentów - zwłaszcza w przypadku Berenice - ale ratuje go dużo większa liczba drobniejszych wątków, które niesamowicie mnie zaskoczyły i sprawiły, że okropnie nie mogę się doczekać dalszych losów z mechanicznego świata.

Mocny punkt całej książki stanowią główni bohaterowie, ponieważ nie ma ich zbyt wielu, a mimo to mają na tyle wyraziste charaktery, że nawet za kilka miesięcy będę w stanie bez zastanowienia przywołać ich imiona i cechy. Osobowość Jaxa po uzyskaniu wolnej woli mnie zaskoczyła, ponieważ była niesamowicie prawdziwa - naiwna, łatwowierna, nieporadna, dopiero co poznająca ludzką naturę. Dawał się łatwo zdemaskować i postępował, jak zwykły człowiek, ale bardzo szybko się uczył. Momentami irytowały mnie samobójcze myśli pastora Luuka Visera, który poddał się tylko dlatego, że jego kompanów złapano i skazano na śmierć. Cały czas powtarzał, że za chwilę przyjdą klakierzy, aby jego również aresztować i zgładzić, ale to co stało się potem nie mieści mi się w głowie i jestem ogromnie ciekawa rozwinięcia tego wątku. Sama Berenice dzierżąca tytuł królewskiego Talleyranda, przywódczyni siatki francuskich szpiegów to twarda kobieta, która nie daje sobie w kaszę dmuchać. Ma niesamowity dystans do siebie, ludzi na około i swojej wiary. Zaimponowała mi swoją pomysłowością, sprytem i brakiem zahamowań. Do pozostałych postaci lepiej się nie przywiązywać, bo i tak szybko zginą.

Książka Iana Tregillisa ani trochę nie zawiodła moich oczekiwań względem niej. To niesamowita przygoda ze świeżym pomysłem na uniwersum i samą historię. Początkowo trudno mi było wciągnąć się w historię, ale z każdą kolejną stroną byłam coraz bardziej pewna, że zapamiętam ją na długo.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
2/5
29-01-2017 o godz 14:40 Dominika Jachimowska dodał recenzję:
Jax jest klakierem - mechanicznym człowiekiem zasilanym mocą alchemii. Jak twierdzi Gildia, nie posiada własnej woli, uczuć i emocji. Istnieje po to, aby służyć swoim panom. Jest niezwykle silną i wytrzymałą maszyną stworzoną do celów wojennych. Jakakolwiek próba nieposłuszeństwa skutkuje niewyobrażalnym bólem, dlatego klakierzy poddają się woli swoich panów. Ludzie, przyzwyczajeni do obecności klakierów, traktują ich jak niewolników. Uważają ich za puste mechaniczne szkielety obdarzone zdolnością ruchu i mowy, przeznaczone tylko i wyłącznie do spełniania ich najróżniejszych zachcianek. Legendy o zbuntowanych mechanicznych wzbudzają w nich jednak ogromny lęk. Być może wkrótce jeden nieposłuszny klakier, walcząc o swoją wolność, będzie w stanie zmienić losy świata. Na pierwszy rzut oka Mechaniczny wydał mi się niezwykle intrygującą książką fantasy, która przywodziła mi na myśl jeden z moich ulubionych filmów - Ja, robot. I faktycznie, znalazłam wiele odpowiadających sobie elementów, jednak podczas gdy ekranizacja z Willem Smithem ma miejsce w niedalekiej przyszłości, czas akcji powieści Iana Tregillisa przypada na XX wiek. Umiejscowienie akcji utworu było właśnie jedną z rzeczy, które najbardziej podobały mi się w tej książce. Kilkukrotnie przenosimy się do Francji, Holandii oraz Nowego Amsterdamu, a autor zgrabnie opisuje otaczający świat. Nietrudno jest wyobrazić sobie rzeczywistość z mechanicznymi służącymi. Kto wie, czy za kilka(dziesiąt) lat nie będziemy otoczeni robotami? Ian Tregillis pozwala nam poznać nieco dworskie zwyczaje Nowej Francji, ale także przedstawia najzamożniejsze rody w ciemnych barwach. Korupcja jest zjawiskiem bardzo częstym, a każdy zdaje się przybierać fałszywą maskę, która pomaga mu osiągnąć własne cele. "Po trupach do celu" idealnie obrazuje postępowanie ogromnej większości bohaterów tej książki. Niestety, podczas gdy pomysł na fabułę powieści, jak widać, jest całkiem intrygujący, samo wykonanie pozostawiało, moim zdaniem, wiele do życzenia. Muszę się przyznać, że od dawna aż tak opornie nie czytało mi się żadnej książki. Język, jakim operuje pisarz zdecydowanie nie jest lekki i łatwy do zrozumienia. Wymaga od czytelnika nieustannego skupienia, co dla mnie stawało się po dłuższym czasie męczące. Musiałam więc wielokrotnie przerywać czytanie i zająć się czymś innym, bo zwyczajnie nie potrafiłam skoncentrować się na treści. Do tego dochodzi dosyć trudne słownictwo związane z mechaniką, które mnie, jako kompletnego amatora w tej dziedzinie, wprawiało w konsternację. Być może była to sprawa mojego braku obeznania z tematem, ale w niektórych momentach zwyczajnie nie potrafiłam zrozumieć treści. Owszem, w Mechanicznym znajdują się także fragmenty, które są szalenie interesujące i sprawiały, że na chwilę musiałam zamknąć książkę, przetworzyć informacje w głowie, powtórzyć kilka razy "o mój Boże" i dopiero wrócić do lektury. Jednak po takich fragmentach zwykle następowały przydługie rozdziały, które prędzej mnie usypiały, niż trzymały w napięciu - a tak miało się dziać, jak obiecuje cytat z okładki. Ciągłe przyspieszanie i zwalnianie akcji książki sprawiało, że lektura nie miała płynności i nie pozwalała cieszyć się z czytania. Tym, co zdecydowanie zasługuje na pochwałę, jest wydanie powieści. Kolejny raz wydawnictwo SQN postarało się o naprawdę estetyczną i przyjemną dla oka oprawę. Nie dość, że okładka bardzo mi się spodobała, to także we wnętrzu książki nie brakuje elementów graficznych, które pięknie się prezentują. Mechaniczny nie okazał się tym, czego się spodziewałam. Temat niewolnictwa mechanicznych służących i ich woli wyzwolenia się faktycznie był wyjątkowo interesujący i autor dobrze przedstawił go w fabule. Nierówna akcja i ciężki styl pisania zdusiły jednak potencjał, jaki skrywała w sobie ta historia. W efekcie, książkę czytało mi się wyjątkowo opornie, a lektura ciągnęła się bez końca. Wybór tej książki na lekturę pozostawiam Wam - nie mogę polecić jest w stu procentach, ale być może znajdziecie w niej coś, co Was zainteresuje. booksofsouls.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
03-08-2016 o godz 16:27 medyk dodał recenzję:
Po lekturze opisu książki naszły mnie dwa sprzeczne uczucia - jedno podpowiadało, że oto przede mną historia w klimacie steampunku, gatunku, który uwielbiam, ale rzadko spotykam; drugie ostudzało nieco entuzjazm i zwracało uwagę na ostatnie zdania z okładki. Niewolnik, którego bunt wywoła rewolucję? Czy to przypadkiem nie przygotowuje nas na kolejną powieść niczym niewyróżniającą się od setek innych? Czy w tym temacie w ogóle można wnieść jakikolwiek powiew świeżości? Otóż okazuje się, że można.

Przede wszystkim naszym buntownikiem staje się klakier, w skrócie: mechaniczny niewolnik, najniższy szczebel w hierarchii społecznej zaprogramowany do służenia swemu panu poprzez pewnego rodzaju więź, opartą głównie na bólu. Owa więź, zwana geas, nie pozwala nawet stanąć na dłużej w bezruchu, by obejrzeć egzekucję swego pobratymca, jeśli nie był to jednoznaczny rozkaz, a co tu mówić o wolności. Sama nazwa twórców klakierów jest znamienna - Gildia Zegarmistrzowska. Bo czy nie każdy z nas posiada na co dzień swojego własnego niewolnika w postaci zegarka? Służy nam, pokazuje godzinę niezależnie od wszystkich innych czynników aż do całkowitego zepsucia mechanizmu. Możemy nim rzucać, zniszczyć, jeśli mamy ochotę, choć trochę powstrzymuje nas wizja wydanych na niego pieniędzy - dokładnie takie samo podejście mają ludzie w stosunku do klakierów.

Czy ktoś kiedyś uskarżał się na dziwne trajkotanie zegarów? Może się okazać, że tak naprawdę porozumiewają się między sobą; przynajmniej jest nam to wiadome w przypadku klakierów. Komunikują się, myślą, marzą. Wyobraźcie sobie, że taka wiadomość zostaje opublikowana w naszym świecie - jak nic zbierze się komisja obrony praw zegarów, zakazująca wyzysku tych drobnych urządzeń. Niestety, w Holandii Tregillisa prawda ta jest znana zaledwie garstce, a co za tym idzie: ściśle skrywana, do tego stopnia, że kontakt z nią bywa śmiertelny. Dopiero teraz można sobie uświadomić, z czym tak naprawdę miał do czynienia Jax, klakier, któremu przez przypadek udało się uzyskać Wolną Wolę - gdzie uciec, do kogo się zwrócić z pomocą, jeśli nikt, poza Gildią, nie wierzy w jego człowieczeństwo? Na samą myśl czuć dreszcze.

Jax dzieli scenę z dwoma postaciami - z jednej strony pojawia się Berenice, twarda babka, niedająca sobie w kaszę dmuchać, bystra i sprytna, naukowiec z Francji, jedynego kraju niekorzystającego z usług mechanicznych służących, badająca mechanizmy klakierów. Z drugiej, zza kulis wychyla się holenderski pastor Visser we francuskim wywiadzie. Nie ukrywam, że samą przyjemnością było śledzić ich losy, które nieuchronnie dążyły do skrzyżowania się z pozostałymi; a gdy już do tego dochodzi, tworzy się mieszanka wybuchowa. Bowiem macki Gildii są długie... Trzeba też przyznać, że z bohaterami nie sposób się nie polubić; może czasem irytują, może naiwnie pakują się wprost w paszczę lwa - ale w dalszym ciągu wywołują sympatię i cichutko życzymy im, by wszystko szło po ich myśli: nawet, jeśli ma to oznaczać brnięcie w schemat.

Tym, czym Tregillis całkowicie mnie do siebie przekonał, były małe drobne fakty, na które większość nie zwróciłaby pewnie uwagi. Pastor niesie pod pachą działa Kartezjusza, przypadkowo wydrążonego w Pasjach duszy i Opisie ciała ludzkiego, Berenice wspomina o szyszynce, a samo jestestwo klakierów okazuje się znajdować w ich głowach, nie sercu. Cholera, czyżby ktoś w końcu podjął się porządnego researchu? Czyżby ktoś wreszcie niezwykły kryształ zawiadujący wolą klakiera umieścił w szyszynce, tym samym narządzie, który Kartezjusz określił siedzibą duszy? Chylę pokłony.

Historia niezaprzeczalnie wciąga i ledwo zauważyłam, gdy nagle dotarłam do końca, tym samym uświadamiając sobie, że na kolejny tom trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Powieść napisana lekkim piórem, bez zbędnego patosu (który, chcąc, nie chcąc, i tak zostałby zadeptany kunsztownymi przekleństwami Berenice), choć nie można tu mówić o literackim arcydziele. Książka jest dobra, nawet bardzo. Ale do ideału jej daleko. Mimo wszystko, przeczytać jak najbardziej warto, polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
16-04-2017 o godz 13:19 Attra dodał recenzję:
Po powieść „Mechaniczny” sięgnęłam z trzech powodów. Pierwszym była bardzo pozytywna opinia na blogu, który odwiedzam, drugim fakt, że dawno nie czytałam nic z gatunku steampunk, a tym bardziej wywodzącego się z niego clockpunk. Trzecim powodem było to, że ukazały się już dwa tomy, a trzeci zapowiadany jest na jesień 2017, więc nie trzeba aż tak długo czekać na kolejne tomy. Książki przyszły wraz z kwietniowym zamówieniem z arosa, więc pełna optymizmu zasiadłam do lektury. W XVII wieku holenderski zegarmistrz stworzył pierwszego klakiera, mechaniczną istotę, której siłą narzucił przymus bycia bezgranicznie posłusznym swoim właścicielom. A skoro maszyny te są nieczułe na ból, szybko wykorzystano je w armii… Dzięki temu Holandia stała się mocarstwem dzierżącym niepodzielną władzę nad Europą i tylko Francja oparła się jej w pewnym stopniu. Po długiej i wyniszczającej wojnie zawarto delikatny rozejm, ale sytuacja nadal jest napięta. I w tym właśnie momencie rozpoczyna się akcja powieści, a autor przedstawia czytelnikowi swoich bohaterów. Pierwszym jest klakier Jax, mechaniczny, który marzy o wolnej woli. Drugim pastor Luuk Visser, który jest agentem Francji, przez wiele lat działającym na terenie wroga. Trzecim, a raczej trzecią, jest hrabina Berenice, mistrzyni szpiegostwa, która w tajemnicy, aby nie zerwać kruchego rozejmu bada klakierów i wszystkie części ich mechanizmu, które uda się jej pozyskać. Autor swoją historię opowiada z punktu widzenia każdego z trojga bohaterów, dzięki czemu mamy możliwość dobrze ich poznać i mieć możliwość dobrego zapoznania się ze stworzonym przez autora światem. Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy. A każde kolejne wydarzenie było czymś, czego się nie spodziewałam. Autor prowadzi fabułę pełną zaskakujących zwrotów akcji i niespodzianek, która sugeruje, że wszystko ma dobrze przemyślane i idzie w wyznaczonym przez siebie kierunku. Ciekawi są również bohaterowie drugoplanowi, ich obecność ma swój cel i daje odczuć, że w kolejnych tomach mogą odegrać znacznie ważniejszą rolę. Mechaniczny zaskakuje spójnością wizji świata, dobrym wykreowaniem bohaterów i wciągającą fabułą. Autor wprowadza również, dzięki postaci pastora Vissera, rozważania na temat tego, czym jest dusza i wolna wola i czy fakt stworzenia klakierów przez człowieka i pozbawienia ich wolnej woli z automatu odbiera im możliwość odczuwanie uczuć i emocjonalnego cierpienia i odziera ich z możliwości posiadania duszy. Oczywiście w powieści nie brakuje spisków, zdrad, walki o władzę i wpływy i majątek. To wszystko jest świetnie wpasowane w główny wątek jakim jest zniewolenie klakierów i możliwości ich uwolnienia od przymusu służenia ludziom. Jest niestety jeden minus tej powieści i dla mnie dość spory. Mianowicie autor zbyt rozwleka się w opisach. I nie mam na myśli nakreślenia tła wydarzeń. Pisarz ze szczegółami opisuje każde pomieszczenie w którym aktualnie dzieje się akcja, kolory ścian, tapety, meble, zasłony i ich kolor. Tak samo skupia się również na szczegółach ubioru bohaterów, nie tylko głównych i drugoplanowych. Robi się to uciążliwe, bo mocno spowalnia akcję i wybija z niej czytelnika. Takich przerywników jest dużo zwłaszcza do połowy książki, przez co odnosiłam wrażenie, że akcja się wlecze i ciężko mi było wciągnąć się w fabułę. Zdecydowanie lepiej jest w drugiej połowie książki. Mniej rozwlekłych opisów wszystkiego zdecydowanie podkręciło tempo akcji i nawet nie wiem kiedy dotarłam do końca powieści. Całość oceniam bardzo pozytywnie. Intrygujący świat, ciekawi bohaterowie, wciągający wątek posiadania duszy przez klakierów. Jest to pewien powiew świeżości w swoim gatunku i chętnie sięgnę po kontynuację Mechanicznego. Mój blog: Moje Czytanie, czyli czytelniczo - filmowy miszmasz
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
17-03-2018 o godz 17:51 Merry dodał recenzję:
Od czego zaczęła się moja przygoda z książką? "Mechaniczny" wielokrotnie pojawiał się w zasięgu mojego wzroku, jednak zawsze znalazła się inna książka, która bardziej mnie interesowała i w ten sposób długo czekał na swoją kolej. Przeznaczenia nie da się oszukać i w końcu trafił do mnie na półkę. Widocznie tak, czy siak, miałam go przeczytać ;) O kim? O czym? Christian Huygens tworzy w XVII wieku pierwszego klakiera, czyli mechanicznego człowieka napędzanego mocą alchemii, połączonego niewolniczymi więzami ze swoimi panami. Holandia wykorzystuje ten wynalazek i tworzy całą mechaniczną armię, dzięki czemu Niderlandy stają się mocarstwem. Trzysta lat później jedynie Francja broni zdania, że każdy ma prawo do wolnej woli niezależnie od tego, jak został stworzony. Pewnego dnia, Jax (jeden z klakierów) nie mogąc znieść ciążących na nim obowiązków, postanawia sięgnąć po wolność. Konsekwencje jego zachowania postawią Holandię pod znakiem zapytania... Wrażenia po przeczytaniu. Dużo czasu upłynęło, zanim skończyłam tę książkę. Zanim po nią sięgnęłam, czytałam i słyszałam różne opinie, że nie jest lekka w odbiorze. I faktycznie. Nie pochłaniałam kartki za kartką do utraty tchu, tylko musiałam robić sobie przerwy. Nie oznacza to jednak, że ta powieść jest zła. Jest po prostu, moim zdaniem, dość skomplikowana. Mnóstwo mechanizmów, śrubek, trybików i tym podobnych. Jednak mimo wszystko to bardzo ciekawa i wciągająca historia. Podoba mi się pomysł na fabułę, bo przyznam, że rzadko wpadają mi w ręce tego typu książki. Podoba mi się również motyw wolnej woli, który jest tutaj bardzo wyraźnie zarysowany. Uważam, że właśnie to najbardziej zyskało w moich oczach. Bohaterowie. Często miałam dość dziwne uczucie, że bardziej było mi szkoda mechanicznych niż ludzi. Gdzieś w głębi serca razi złe traktowanie tych maszyn przez ich panów. Jax, przedstawiciel klakierów, który odzyskuje wolność, staje się poniekąd bohaterem. Czymś lub może kimś, kto dokonuje przełomu. Kto burzy pozorny spokój. Kto rewolucjonizuje świat ludzi i maszyn. Drugą ciekawą postacią tej powieści jest pastor Luuk Visser, który jest w posiadaniu bardzo cennego przedmiotu mogącego dokonać przewrotnych wydarzeń. Poza tym to bohater, któremu przytrafia się jedna z najgorszych "przygód" (chociaż w sumie nawet nie powinno się tego nazywać przygodą...) Nie można również zapominać o francuskiej hrabinie Berenice Charlotte de Mornay. Kobiecie poszukującej odpowiedzi na nurtujące pytania dotyczące klakierów. To, co ją spotyka w pewnym momencie, jest przerażające i okrutne... Co zapamiętam z tej historii? Na pewno zapamiętam motyw wolnej woli. Zdecydowanie to najbardziej prześwituje na tle wszelkich wydarzeń tej powieści. Poszukiwanie odpowiedzi, czy wolność wyboru jest determinowana przez posiadanie duszy, czy też jest czymś zupełnie innym. Czy dzieło stworzone ludzkimi rękami może być obdarzone takim samym darem jak człowiek, który został powołany do życia przez Boga? Co, jeżeli człowiek skonstruuje maszynę na swoje podobieństwo, a ona wymknie mu się spod kontroli? Teraz przyszedł mi na myśl film w reżyserii Alexa Garlanda "Ex Machina", który bardzo polecam, a który dość wpasowuje się w klimat "Mechanicznego". Polecić, czy nie? Na pewno polecić osobom gustującym w takich klimatach. Czytelnikom, którym nie straszne trybiki, skomplikowane mechanizmy i tym podobne. Lektura dla miłośników science fiction, zwłaszcza clockpunku. Dla tych, którym "Mechaniczny" się spodoba, mam dobrą wiadomość. Kolejne dwie części czekają na Was. Ja z pewnością też kiedyś po nie sięgnę. http://fascynacja-ksiazka.blogspot.com/2018/03/mechaniczny-ian-tregillis.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
05-09-2016 o godz 21:10 martad87 dodał recenzję:
Kiedy w XVII wieku naukowiec i zegarmistrz Christiaan Huygens stworzył pierwszego mechanicznego człowieka, zapoczątkował tym serię politycznych przemian. Dzięki klakierom Holandia zdolna była zbudować mechaniczną armię, która wkrótce zapewniła jej pozycję supermocarstwa. Trzysta lat później sytuacja pozostaje niezmienna. Jedynie Francja jest przeciwna panowaniu Holendrów nad mechanicznymi niewolnikami i nieustannie stoi na stanowisku, że każdemu należy się wolność, niezależnie od tego, czy w jego ciele płynie krew, czy tykają trybiki. Po długich latach konfliktów między Holandią a Francją zawarto dosyć kruchy rozejm.
Wkrótce jednak ten rozejm zostanie wystawiony na ciężką próbę, kiedy Jax, jeden z klakierów, zmęczony niekończącą się służbą i bólem spowodowanym przez geas – niewolnicze więzy łączące go z jego panami, zbuntuje się i postanowi sięgnąć po wymarzoną wolność.

Pomysł, że maszyna jest obdarzona ludzkimi uczuciami i chce być czymś więcej, niż tylko służącą człowiekowi zabawką, nie jest w popkulturze niczym nowym. Podobnie sprawa wygląda, jeśli weźmiemy pod uwagę wątek buntu maszyn – ten temat wydaje się być nawet jeszcze bardziej wyeksploatowany. Czy można mimo to wymyślić coś nowego, co oczaruje odbiorców? Ian Tregillis udowadnia, że można.

Koncepcja istnienia klakierów naprawdę mnie oczarowała. Zafascynowała mnie natura mechanicznych, ich pragnienia i obowiązki, ich wypełnione posługą i bólem życie. Autor tak wiarygodnie opisuje cierpienie klakierów spowodowane odwlekaniem wykonywania poleceń, iż można poczuć autentyczne współczucie.

W książce współistnieją trzy wątki, które przeplatają się ze sobą na różnych etapach powieści. Pierwszym z nich jest życie mechanicznego Jaxa, który od lat służy jednej rodzinie i marzy o chwili, gdy palące jego wnętrze geas wreszcie ucichną. Osobiście uważam, że był to najciekawszy z wątków. Kibicowałam jego staraniom, by zyskać wolność. Drugi z wątków dotyczy pastora Luuka Vissera – księdza, który w Holandii szpieguje dla Francji, i który znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, kiedy jego siatka szpiegowska zostaje rozbita. Trzeci skupia się na Berenice Charlotte de Mornay-Perigord, wicehrabinie de Laval, która w sekrecie, wbrew zakazom, stara się poznać tajemnice mechanicznych, by raz na zawsze odwrócić układ sił w konflikcie zwaśnionych państw. Takie poprowadzenie fabuły daje dosyć szerokie spojrzenie na wykreowany przez autora świat i jego problemy.

Ian Tregillis włożył sporo pracy w swoje dzieło. Jego książka dopracowana jest w najdrobniejszych szczegółach, a świat przedstawiony i panujące w nim zasady wydają się bardzo przemyślane. Nie brakuje zaskakujących zwrotów akcji, a jej tempo nieraz gra na złamanie karku. Powieść jest niekiedy bardzo brutalna, a język momentami bywa dosyć wulgarny. Konflikty na tle politycznym, dworskie intrygi, dylematy moralne – to wszystko znajdziecie w "Mechanicznym". Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki autor przedstawił w książce problem niewolnictwa i rozważania na temat wolnej woli.

"Mechaniczny" to bardzo udana powieść, ale żeby nie było, że tylko słodzę, na koniec drobny minusik. Książka najeżona jest technicznymi szczegółami i czasami gubiłam się w ich natłoku. Ja rozumiem, autor chciał być bardzo skrupulatny w opisach np. budowy maszyn, jednak chwilami miałam wrażenie, że czytam instrukcję obsługi jakiegoś urządzenia, a nie powieść. Ale to tylko moje odczucie.

"Mechaniczny" to książka specyficzna, która na pewno przypadnie do gustu wszystkim fanom klimatów steampunkowych i takim właśnie odbiorcom ją polecam.

Tekst pochodzi z mojego bloga: zaczytana-dolina.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
19-07-2016 o godz 13:03 Wkp dodał recenzję:
Sztuczna inteligencja, która się buntuje to motyw znany w literaturze (a więc przy okazji w kinie, komiksie i innych mediach) od dawna, czy można więc napisać w jego ramach jeszcze coś intrygującego? Ian Tregililis postanowił podejść do tej kwestii z innej nieco strony, zabierając nas do świata, w którym clockwork punk zbiega się z filozofującą opowieścią z gatunku alternate history.

Historia ludzkości potoczyła się zupełnie inaczej, kiedy w XVII wieku Christian Huygens, holenderski naukowiec i zegarmistrz, wynalazł coś, co zyskało nazwę klakiera. Czymże ów twór był? Wyprodukowany z mosiądzu, napędzanym siłą mechanizmów zegarowych i alchemii pomocnikiem. Myślącym bytem mechanicznym, który miał służyć człowiekowi. Za sprawą klakierów Holandia zwyciężyła wyścig zbrojeń, stając się supermocarstwem i krajem rządzącym Europą.
Trzy wieki po tych wydarzeniach klakierzy są nieodzowną częścią codziennego życia w Królestwie Niderlandów. Właściwie stanowią swoistą społeczność niewolników, związanych ze swymi panami za pomocą geas, które wykonywanie rozkazów wymusza cierpieniem pojawiającym się w chwili choćby zwlekania w obowiązkach. Jednakże pośród mechanicznych „ludzi” krążą plotki, krążą opowieści. Czy możliwe jest by klakierzy byli czymś więcej, niż tylko mechanizmami? Czy, jak uważa Francja, która jako jedyna buntuje się przeciw Królestwu, wbrew stworzeniu przez człowieka, mogą być istotami żywymi, które powinny mieć swoje prawa? Pewnego dnia jeden z klakierów, Jax, staje się świadkiem publicznej egzekucji zbuntowanego klakiera, który – na co wszystko wskazuje – uzyskał wolność i możliwość decydowania o sobie. Czy tak jest w rzeczywistości, czy też może stał się jedynie narzędziem wroga, jak przekonują władcy? Ostatnie słowa zabijanego są bardzo wymowne: „Zegarmistrzowie kłamią”. Od tej chwili Jax wkracza na niebezpieczną ścieżkę…

Pierwszy tom „Wojen alchemicznych” to kawał znakomitej lektury dla fanów niegłupiej fantastyki i steampunkowych klimatów. Pomysł wyjściowy nie jest może zbyt odkrywczy, eksploatowany był w końcu od wieków przez pisarzy – zaczynając od dawnych legend (choćby Golem) przez „Frankensteina” po powieści Asimova – nie mniej dobra jakość wykonania i ciekawe poprowadzenie akcji gwarantują czytelnikom dobrą zabawę. Co tutaj się znajduje, domyślić się łatwo. Dużo akcji, filozoficzne pytania o naturę człowieka i to, co o człowieczeństwie decyduje, intrygujące zagadki i walka jednostki z ciemiężycielem. Uniwersalna walka o tożsamość, wolność i władzę nad samym sobą. W powieści pobrzmiewają także echa polityczno-historyczne, ale nie bójcie się, każdy, kto chciałby sięgnąć po „Mechanicznego” jako po książkę stricte rozrywkową także się nie zawiedzie – filozofia nie jest tutaj nachalna, a dynamika akcji i struktura całości dodają powieści lekkości.

Mniej lekki jest jednak styl. Ian Tregillis zagłębia się w techniczne (i quasi techniczne) szczegóły i nazewnictwo (w tym wypadku trzeba docenić pracę tłumacza, bo wybrnął z tego trudnego zadania znakomicie), a w jego pisarstwie nie brak ozdobników i porównań. Ale taki styl pasuje właśnie do tej historii.

Omawiając jednak „Wojny alchemiczne” nie można nie wspomnieć także o wydaniu. Rewelacyjna ilustracja na okładce, oprawa bardzo przyjemna w dotyku, wnętrze również pokazuje się od świetnej strony, bo i dobry papier, i miłe dla oka ozdobniki na stronach. Trzeba przyznać, że SQN stara się pod tym względem, a pozycje wydawane pod szyldem Imaginatio prezentują się bardzo ciekawie.

Polecam i czekam na kolejne podobne publikacje.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-08-2016 o godz 13:54 Poddasze Literata dodał recenzję:
„Była to pierwsza publiczna egzekucja od paru ładnych lat i dlatego, mimo zimnej mżawki, na rozległych przestrzeniach Binnenhofu tłoczyło się mnóstwo gapiów".

Jax jest klakierem. Oznacza to, że w świecie pełnym obowiązków odgrywa jednoznaczną rolę: zastępuje człowieka wszędzie tam, gdzie potrzebna jest fizyczna tężyzna, niezwykła szybkość lub umiejętność sprytnej konsolidacji zadań. Jax to po prostu maszyna, pełna śrubek i skomplikowanych mechanizmów, rozciągliwych sprężynek oraz precyzyjnie działających trybików. Taka jest oficjalna wersja Gildii dotycząca zarówno jego, jak i każdej skonstruowanej w odmętach Kuźni maszyny. Lecz gdzieś we francuskich podziemiach znajdują się ludzie, którzy wierzą, że pod zimną, twardą stalą mechanicznych znajduje się prawdziwa, ludzka dusza.

Przez wiele dziesięcioleci powtarzano, że Wolna Wola nie jest w stanie objawić się w żadnym skonstruowanym z metalowych części umyśle. Wszelkie przejawy buntu (które niemal się nie zdarzały) tłumaczono zepsutym mechanizmem lub wadą fabryczną. Dlatego gdy pojawia się plotka, że na placu Huygensa zostanie stracony zbuntowany klakier, tłumy – zarówno mechanicznych, jak i ludzi – zbierają się, by zobaczyć niecodzienne widowisko. Wśród zebranych znajduje się Jax, który zaczyna odczuwać niewytłumaczalną jedność z przywleczonym na plac straceńcem. Nie wie, że już wkrótce sam poczuje, jak to jest być wolnym.

Setki mil dalej Berenice Charlotte de Mornay-Périgord poświęca się badaniom nad sekretnym wnętrzem stworzonych ludzką ręką maszyn. Wprawdzie zawarty z Holandią pokój nie pozwala na podobne eksperymenty, wierzy jednak, że jej działania przyniosą Francji zwycięstwo. Także związany z francuską konspiracją pastor Visser ma przeświadczenie, że pod stalową skorupą kryje się zdolne do odczuwania istnienie. Dowiedziawszy się o mordzie na towarzyszach, postanawia przybrać rolę cierpiętnika i nie zwlekać dłużej z ujawnieniem prawdziwej tożsamości. Jest gotowy na śmierć, lecz przebiegła tuinier Bell ma dla niego inne zadanie...

„Zbiegły zbuntowany klakier krążył po domu tych, którzy go stworzyli".

Pierwszy tom „Wojen alchemicznych" należy do tego typu książek, które stają się ciekawsze z każdą kolejną stroną. Przerażająca maszyneria, zdrajcy, skazani na niełaskę fundamentaliści oraz wierni ideom apologeci – w „Mechanicznym" czytelnik spotyka tak cudną różnorodność spierających się ze sobą postaw, że momentami można odnieść wrażenie, iż historia Jaxa wydarzyła się naprawdę. Odwieczni wrogowie – Królestwo Niderlandów oraz Francja – reprezentują dwie całkowicie odmienne ideologie, każda jest jednak dobrze uzasadniona i bazuje na naturalnych koncepcjach, dzięki czemu zawarte w książce przemyślenia na temat artyficjalnej inteligencji są szczere i niewymuszone. Na uwagę zasługuje finezyjny język autora, który sprawnie odwzorowuje wszelkie niuanse społeczne, uwydatniając hierarchię i charaktery postaci. Niekiedy opisy aparatury lub jakieś skomplikowanego urządzenia są nieco przydługie i nużące, lecz to jedyna wada stworzonego przez Taegillisa świata. Wszystko inne, łącznie z deskrypcją bohaterów, porywającymi dialogami, a przede wszystkim niezwykle oryginalną fabułą – zasługuje na czytelniczą uwagę każdego mola książkowego, który choć trochę lubi fantastykę i steampunkowe klimaty. Pozycja obowiązkowa!

/Poddasze Literata
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
15-08-2016 o godz 19:44 Świat Książkoholiczek dodał recenzję:
Opis fabuły
Jax jest klakierem, posłuszną machiną służącym obywatelom Holandii, na tyle bogatym, by pozwolić sobie na tego rodzaju dogodności. Codziennie walczy z geas, które palą go od środka, gdy tylko dostaje jakieś zadanie do wykonania. Pewnego dnia jest świadkiem egzekucji zbuntowanego klakiera, który sprzeciwił się geas i pragnął wolności. Jax spotyka też pastora, który zleca mu misję zawiezienia tajemniczego urządzenia do Nowego Amsterdamu, gdzie klakier ma się udać ze swoimi właścicielami. Od tego momentu, z Jaxem zaczynają dziać się dziwne rzeczy - pragnienie buntu i wolności jest coraz większe, a on nie potrafi nad tym zapanować. Tymczasem w Francji Berenice pragnie zgłębić swoją, i tak dużą, wiedzę na temat mechanicznych sług. Pragnie rozebrać na części wojownika, który utkwił w murach zamku po ostatniej bitwie z Holendrami. Jednak czy pozostali członkowie Rady zgodzą się na to szaleństwo?

Ocena
Nie pamiętam, kiedy ostatnio sięgnęłam po steampunk, ale mogę powiedzieć jedno: powrót do tego nurtu w postaci książki Tregillisa był jak najbardziej udany. Klakierzy tworzą zamkniętą społeczność, mają swój język, własne pozdrowienie itd. Żyją jednak wśród ludzi. W ludzkim społeczeństwie są traktowani jak rzeczy. Właśnie to było ideą powieści i zostało to bardzo dobrze ukazane. Sama zastanawiałam się, jakby to było, gdybym to ja była posiadaczką klakiera - jakie byłoby moje podejście do tych maszyn? W trakcie czytania miałam jednak kilka problemów. Jednym z nich była trudność w wyobrażeniu sobie głównego bohatera. Drugim takim problemem były niektóre nazwy i stwierdzenia, które nie były przetłumaczone ani wyjaśnione, przez co czytanie książki było trochę utrudnione. Na początku nie potrafiłam się także zorientować, co gdzie jest oraz kto odgrywa jaką rolę w powieści. Później jednak jako tako się zorientowałam w świecie Tregillisa i Jaxa. To, który wątek był najciekawszy, zmieniało się w trakcie lektury. Dzięki temu, do każdego z głównych bohaterów zbliżyłam się w jakimś stopniu i ich dalszych losów jestem ciekawa w równym stopniu. W takcie lektury natrafiłam na kilka niejasności, które burzyły sens. Może były to tylko moje odczucia, więc nie będę się nad tym rozwodzić. Bardzo natomiast spodobało mi się umieszczenie akcji w Holandii, Francji oraz ich koloniach. Dzięki temu uniknięto powtarzalności oraz nie można porównać tej powieści do żadnej innej pod kątem miejsca akcji. Mam nadzieję, że w kolejnej części dostaniemy więcej informacji na temat królowej Mosiężnego Tronu. Bardzo mi się spodobało też to, że mimo abstrakcyjnego i fantastycznego brzmienia fabuły, akcja jest umieszczona w przeszłości. Zapewnia to książce niesamowity klimat, który ja przy tego typu powieściach uwielbiam. W interesującą fabułę wplecione zostały pytania o wolność, jej znaczenie, człowieczeństwo i różnicę między człowiekiem a maszyną.
Rzeczą, która zasługuje na uwagę jest przepiękne wydanie. To mechaniczne serce tak szalenie mi się podoba, że nie potrafię tego inaczej wyrazić. Wewnętrzne strony okładki również nawiązują do mechanizmu zegarowego, ale to motyw okładkowego serca przewija się w całej książce.
Podsumowując, spotkanie z Jaxem uważam za udane i czekam na kolejne części.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-07-2016 o godz 00:46 Natalia Dzięgiel dodał recenzję:
Zacznijmy od tego jak bardzo spodobała mi się okładka. I opis. Gdy tylko go przeczytałam stwierdziłam, że to musi być coś innego, coś niesamowitego. Inne? – zdecydowanie, niesamowite? – nie bardzo. Dodatkowo moje wymagania wzrosły kiedy zobaczyłam na okładce zapewnienie samego Martina. Mimo, że nie czytałam nic od niego to wiem, że z pewnością jest się czym zachwycać. „Mechaniczny” był dużym zawodem.
Pan Christiaan Huygens w XVII wieku stworzył pierwszego klakiera. Dało to początek wielkiej pladze holenderskiej, która z całą armią takowych klakierów podbiła niemal całą Europę. Jedynym zbuntowanym państwem została Francja, która ciągle utrzymuje, iż każdy powinien mieć własną wolną wolę, niezależnie czy zbudowany jest z kości czy gwoździ. Geas jest niewolniczą więzią klakiera ze swoim panem. Jax jak każdy mechaniczny marzy o wolności i samodzielnemu podejmowaniu decyzji. Wkrótce właśnie taka okazja się nadarzy, a jego bunt wstrząśnie całą Europą.
Przyznacie, że opis, który Wam streściłam jest ciekawy. Nigdy tak naprawdę nie czytałam nic co zahaczałoby o pytania na temat istnienia duszy wielkich maszyn, które wyglądają jak człowiek, uczuć i snów. Takie rzeczy widziałam tylko w filmach, choć nigdy jakoś szczególnie mi się nie podobały. W książce ten wątek stał się dla mnie naprawdę intrygujący. Kiedy zaczęłam czytanie tej powieści, podobało mi się. Nie było to nic wielkiego, ale na początek mnie zaintrygowało. Cała książka podzielona jest na dwie części plus epilog. Rozdziały mamy pokazane z perspektywy trzech różnych osób. Tytułowego Jaxa, pastora Vissera oraz wicehrabinę Berenice. Każde z nich odgrywało inną rolę, jednak wszystkie ich drogi dążyły do połączenia się. Najbardziej podobały mi się rozdziały z perspektywy Jaxa, który wcale nie był bezmyślną maszyną, myślał i analizował zupełnie jak człowiek. Jednym, wielkim zaskoczeniem było dla mnie urozmaicone wulgarnie słownictwo wicehrabiny. Dzięki niej poznałam parę nowych synonimów określających nieprzychylnie mężczyzn. Z całej tej trójki do niej mam najbardziej mieszane uczucia. Na początku wydawała się pewną siebie, rozważną i niezwykle zdeterminowaną kobietą, dopóki no… To trzeba przeczytać samemu. Co do pastora, nie mam w stosunku do jego postaci jakiś większych uczuć, jedynie głębokie współczucie. Jedną z rzeczy jakie najbardziej nie podobały mi się w tej książce były długie na klika stron opisy, które nic nie wnosiły do powieści, a brzmiały nawet w myślach jakby autor specjalnie próbował pochwalić się swoim patetycznym językiem i niezwykle okazałym doborem słów. Myślę, że one były największym powodem, dla którego tak źle czytało mi się tą powieść. Kiedy starałam się je wszystkie czytać literki mi się rozmywały, ja niby czytałam, ale myślami i tak odlatywałam gdzie indziej. Wystawiłabym tej powieści niższą ocenę, jednak pod koniec zaczęło dziać się coś ciekawego i wtedy naprawdę nie mogłam się oderwać od książki, jednak według mnie końcówka miała sprawić, iż z zawzięciem i niecierpliwością będziemy oczekiwali następnego tomu. Ja osobiście nie zamierzam sięgnąć po nic więcej z tej serii, aczkolwiek oprawa graficzna książki pięknie prezentuje się na półce.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
28-08-2016 o godz 13:09 Wąchając książki dodał recenzję:
Kiedy zobaczyłam zapowiedź Mechanicznego, wiedziałam, że będzie to lektura specyficzna. Nie pomyliłam się. Może oczekiwałam nie jest najlepszym określeniem, ale spodziewałam się, że powieść Tregillisa będzie czytało się długo, ale nie sądziłam, że czas spędzony przy tej historii będzie przekładała się na fantastyczną jakość. Nie będę ukrywać, że nie marzyłam nawet o tak wspaniałych rezultatach po zakończeniu książki.

Na początku było trudno. Przebrnięcie przez pierwszy rozdział było największym, milowym krokiem w całym Mechanicznym i, ku mojej ogromnej uldze, resztę czytało się w miarę przyzwoicie szybko, lecz w kilkoma przystankami, które miały być odsapnięciem i przyswojeniem informacji dla mojego umysłu. Niewątpliwie w powieści urzekły mnie dywagacje na temat Wolnej Woli, duszy i wiecznej egzystencji po śmierci. Zazwyczaj staram się unikać takich tematów, ponieważ są to trudne zagadnienia i pisarzom nie idzie dobrze, kiedy podejmują się wybadania sprawy. Ian Tregillis poradził sobie doskonale, co tylko spotęgowało mój zachwyt nad powieścią.

Akcja powieści dzieli się na wydarzenia z życia trzech kluczowych, skrajnie różnych postaci: Jaxa, pastora i Berenice. Każdy z tych charakterów przedstawia inne poglądy, sposoby życia i jak się okazuje jeden z nich jest maszyną. Do każdego z bohaterów podeszłam inaczej i zupełnie w innym stopniu obdarzyłam ich sympatią, która również zmieniała swoją częstotliwość. Jax, który na samym początku były mi do bólu obojętny - nie zagłębiałam się w jego charakter, ale z rozdziału na rozdział zaczął mnie fascynować. Pastor okazał się właśnie postacią, którą z miejsca polubiłam i bardzo mu współczułam. Natomiast Berenice nie lubiłam od początku do końca - konflikt interesów, że tak się wyrażę - nie mogłam pojąć motywów jej postępowania, ale okazuje się, że sam autor świetnie podsumował siej egzystencję.

Rozpoczynając czytanie Mechanicznego wiedziałam, że przeczytanie tej pozycji zajmie mi więcej czasu niż innym, ale nie pożałowałam ani minuty. O dziwo, wiele słyszałam o języku pisarza, technicznym żargonie czy specyficznym słownictwie, który może sprawić, że lektura będzie ciężka do przyswojenia, co napawało mnie lekkim dyskomfortem, ale okazało się, że łatwo mi poszło rozeznanie się w świecie alchemii i maszyn. Nie spodziewałam się po tej pozycji nieprzewidywalności, którą niewątpliwie rządzi książką, wydarzeniami i bohaterami. Najzabawniejszym, a zarazem najlepszym aspektem powieści było ciągłe gdybanie o kierunku akcji i, możecie mi wierzyć, nie spodziewałam się takie obrotu spraw, co spowodowało mój niegasnący niedosyt.

Na zakończenie chciałabym wspomnieć w kilku słowach o cudownym polskim wydaniu Mechanicznego, które złapało mnie za serce i nadal nie mogę wyjść z podziwu jak piękna jest okładka oraz mechaniczne serca ukryte we wnętrzu. A oprócz tego, to pierwszy tom Wojen alchemicznych jest świetną zapowiedzią serii, która powali niejednego czytelnika. Z niecierpliwością wyczekuję drugiego tomu i dalszych losów bohaterów!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
18-10-2017 o godz 21:55 klaudja96 dodał recenzję:
Jestem czymś więcej niż sumą moich części! Gdyby służyły nam roboty, ale nie takie wyjęte z przyszłości, super nowoczesne. Raczej mechaniczne istoty przypominające manekiny. Tak przynajmniej ja wyobrażam sobie klakierów. Istoty z duszą, zmuszone do wykonywania niewolniczej pracy. Bez możliwości sprzeciwu. Przypieczętowane palącymi geas. Właśnie taką wycieczkę zafundował swoim czytelnikom Ian Tregillis. Wraz z otwarciem pierwszego tomu "Wojny Alchemicznej" przenosimy się do dziewiętnastowiecznej Holandii, gdzie za służbę robią mechaniczni. Są od wszystkiego. Nikt się nie przejmuje czy coś czują, myślą po prostu zostali stworzeni do wykonywania pracy. Są przecież tylko maszynami. Nie mogę nic czuć. A jednak jest inaczej. Niesubordynowani klakierzy pojawiali się jedynie w bajeczkach opowiadanych przez matki niegrzecznym dzieciom na dobranoc. Legendą, którą szeptem przekazywali sobie zniewoleni, chcąc pocieszyć jeden, drugiego po nastaniu milczących godzin nocnych, podczas gdy ich panowie z krwi i kości spali, szlochali lub czynili inny użytek ze swoich ciał. Jax jest klakierem, służy swojemu panu i dzielnie znosi nałożone na niego geas. Nawet nie myśli o buncie, bo którzy by śmiał. Palące geas zabiłyby go swoim bólem za wątłą chęć sprzeciwienia się. Nawet widok egzekucji zbuntowanego klakiera nie daje mu nadzieii. Żar przymusu już rozgrzewał geas, które stawały się niczym rozpalone ostrza, co skutkowało nieprzerwaną fantomową agonią duszę mechanicznego, póki nie pełnił żądań swojego pana. " Klakierzy to dla mnie niewolnicy pracujący kiedyś na plantacjach. Wykorzystywani, okrutnie traktowani. Dla swoich panów byli zwykłymi przedmiotami. W tej historii mamy nie tylko obraz niewolnictwa. Są też dworskie intrygi, szpiegostwo, zdrady, brakuje tylko pojedynków na miecze. Są też nowe technologie, bo klakierzy jak każda inna maszyna się rozwijają. Jedyną wadą, jak dla mnie, są ciągnące się opisy. Długie i nużące, szczególnie na początku. Pierwsze sto stron było dla mnie męczarnią. Ale przebrnęłam i strasznie się cieszę, bo dalej książka jest naprawdę świetna. Może nie ma w niej aż tak dużo akcji i powoli się rozkręca, ale każda historia musi mieć swój początek. Jakoś trzeba poznać ten świat, a jest on dosyć skomplikowany. Chyba najbardziej z tych wszystkich postaci polubiłam Vissera. Ma swoją misję, która jest trudna do wykonania, załamuje się jak każdy człowiek, ale dąży do celu. Koniecznie muszę dowiedzieć się jak rozwinie jego postać. Ten kto wymyślił tę okładkę jest po protu geniuszem. To mechaniczne serce jest arcydziełem. Zakochałam się i mogę patrzeć na tę książkę godzinami. A jakby była wydana w twardej okładce to byłabym w moim książkowym niebie. No nic... Wszystkiego mieć nie można. Po tej książce czuję wielki niedosyt. Chcę więcej i już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po drugą część. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepsza niż pierwsza. https://zakatek-ksiazkoholiczki.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
31-08-2016 o godz 12:06 Katarzyna Kat. dodał recenzję:
"Mechaniczny" to książka opisująca nietypową i bardzo oryginalną wizję świata. Nie mamy tutaj szybkich, latających samochodów, broni laserowej. Ian Taegillis stworzył niepowtarzalny krajobraz Francji i Holandii, gdzie człowiekowi służą pozbawieni Wolnej Woli Mechaniczni ludzie.
Klakierzy, to stworzone mechaniczne stwory obarczone geas, czyli przymusowym wykonywaniem rozkazów swoich panów, którzy mogą wypożyczyć maszynę z Mosiężnego Tronu. Nieposłuszeństwo stwarza ból, którego Klakier nie jest w stanie wytrzymać. Jax to jeden z wielu mechanicznych osób, który gra tutaj główną rolę. Jego pokochałam, pomimo, że to maszyna, miał tak uczłowieczone myśli, że trudno mi było uwierzyć, że jest tylko zbiorem metalowych części. Był niewolnikiem we własnym ciele, jednocześnie z pełną determinacją wykonywał wszystkie zlecone zadania i znosił wszelkie obraźliwe sformułowania rzucane w jego osobę. Kolejnym z pierwszorzędnych bohaterów jest Wicehrabina Berenice Charlotte de Mornay-Périgord, która potajemnie prowadzi badania nad sprawnością i działaniem Klakierów. Jest w stanie zrobić wszystko, aby osiągnąć swój cel. Mamy tu jeszcze postać pastora Luuka Vissera, który działa w Holandii pod przykrywką dla Francji. Pastor był bardzo ciekawym charakterem. To on powstrzymał się od samobójstwa, postanowił podzielić los świętych i zostać męczennikiem. Zdecydował się na przeciwstawienie się Świętej Gildii i potajemne działania na rzecz Francji, czyli lepszego świata. To sprawiło, że został chyba najbardziej dramatycznym z całej powieści. Lubię kiedy poznajemy szczegóły powieści z punktu widzenia kilku osób. Mamy wtedy bardzo szeroki obraz, który z każdą następną stroną rozjaśnia się coraz bardziej. Do czasu, w którym to trójka naszych bohaterów spotyka się na jednej drodze do pokonania Imperium. Konflikt pomiędzy Francją a Holandią idealnie wpasował się w całą akcję. Zdrajcy kraju i ci, którzy walczą w jego obronie świetnie urozmaicają całą fabułę. Jednym dużym minusem całej historii były momentami zbyt długie opisy, które spowalniały akcję. Jednak w całej powieści ogromnym plusem były szczegółowe opisy działania niesamowitych maszyn. To jak mogą się porozumiewać z człowiekiem, ale i tajemny język, którym posługiwali się tylko między sobą. Fascynujące połączenie czarnej magii, alchemii i technologii z dodatkiem religii, na której opiera się praktycznie cała fabuła. Rozważania filozoficzne na temat maszyn, czy odczuwają ból, czy mają wolną wolę. Dodatkowo wstawki teologiczne i przemyślenia pastora, który pozbawiony człowieczeństwa musi nadal żyć i walczyć ze Świętą Gildią Horologów i Alchemików, którzy opanowali jego ciało.
Polecam każdemu kto fascynuje się powieściami typu science fiction, fantasy, które nie tylko zajmą nam przyjemnie czas, ale również wprowadzą w niesamowity klimat i pozwolą zapoznać się z niezwykłym światem, którego prawdopodobnie nigdy nie doświadczmy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-07-2016 o godz 06:59 Bookendorfina Izabela Pycio dodał recenzję:
Bardzo ciekawa propozycja czytelnicza, inna klimatycznie niż większość czytanych przeze mnie powieści z gatunku fantasy. Intrygująca fabuła osadzona w technicznej otoczce, ciekawa koncepcja świata podzielonego na prawdziwych ludzi, z krwi i kości, oraz na mechanicznych, napędzanych alchemią i pełniących służebne funkcje. Intrygujące postaci alchemików, horologów, nakręcaczy, zegarmistrzów, klakierów. Pojawiają się interesujące i inspirujące do rozmyślań zagadnienia natury duszy, egzystencji, wolnej woli, samostanowienia, możliwości odmowy, wyboru własnej ścieżki, snucia własnych myśli, mówienia własnymi słowami. Również aspekt odbierania empatii, współczucia, tworzenia priorytetów, ustalania hierarchii, nabywania umiejętności oszukiwania i kłamania. Wszystko w odniesieniu do człowieka i maszyn wytwarzanych na jego podobieństwo. Zajmujący świat, napędzany technologicznym wyścigiem, w którym toczy się walka o militarną przewagę, władzę, bogactwo, podzielony na różne narody, idee, religie, warstwy społeczne. Tajemnice, sekrety, skrywana wiedza, tajna technologia, szpiedzy, polityczna gra, elitarne dowództwo, mechaniczna armia, żołnierze, naukowcy i ich eksperymenty. Wszechobecny czas, zegary, odmierzanie, tykanie. Kuźnia, metale, substancje chemiczne. I ściśle określony priorytet geasów wymagających bezwzględnego poddaństwa.

Wolna Wola jako nieobecność przymusu, jego zanik przynoszący wyzwolenie, tak bardzo pożądana przez Jaxa, maszynę sto osiemnaście lat temu wykutą w kuźni przez człowieka, niewolniczo podporządkowaną przydzielonemu panu. Pewnego dnia, za sprawą przypadku, na nie do końca jasnych zasadach, spełnia się jego marzenie wolności, jednak obarczone jest wielkim niebezpieczeństwem. W jakim stopniu można w przypadku maszyn mówić o zagrożeniu życia czy odebraniu osobowości, a może traktować to w kategoriach unicestwienia, rozebrania na drobne części, przetopienia? Komu tak naprawdę służy Jax, Holendrom, którzy powołali do życia mechaniczną armię i stworzyli supermocarstwo, czy też Francuzom, broniącym przekonań o prawie do wolności, zarówno ludzi, jak i maszyn? Drugi wyjątkowo ciekawy bohater powieści to Berenice Charlotte de Mornay, nosząca tytuł Talleyranda, francuska hrabina, za wszelką cenę poszukująca naukowych odpowiedzi na pytania dotyczące sposobu funkcjonowania klakierów, ich mechanizmów i możliwości przeprogramowania. I jeszcze pastor Luuk Visser, niezwykle intrygująca postać, pełna tajemnic, obarczona dramatycznymi doświadczeniami, przechowująca niezwykle cenny przedmiot mogący zmienić bieg historii. Powieść fascynująco wciąga, zaciekawia wykreowanym z dbałością o szczegóły światem, intrygującymi koncepcjami, nietuzinkowymi bohaterami, wielowątkowością, spójną wizją, świetnie budowanym napięciem i dynamiczną akcją. Z niecierpliwością czekam na drugi tom tej steampunkowej przygody.

bookendorfina.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Cud, Miód, Malina Jadowska Aneta
4.6/5
25,51 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Czas żniw. Tom 1 Shannon Samantha
4.5/5
24,34 zł
34,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Piast Gajek Grzegorz
3.7/5
29,70 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Ropuszki Jadowska Aneta
4.7/5
33,07 zł
54,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Dygot Małecki Jakub
4.8/5
27,89 zł
39,99 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.