Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (2): Cena:

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Fascynujący świat małych wielkich odkryć!

Które wynalazki miały największe znaczenie dla historii ludzkości? Co tak naprawdę wpłynęło na nasz rozwój? Jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy? Jakim cudem dotarliśmy tak daleko? 

Najpierw pojawia się problem. Później ktoś wpada pomysł jego rozwiązania – nieraz szalony. Powstaje nowy wynalazek, który z czasem trafia do powszechnego użytku. To z kolei prowadzi do rewolucyjnych zmian. 

Czy wiecie, że:
  • Wynalezienie prasy drukarskiej wywarło wpływ na rozwój fizyki molekularnej?
  • Dzięki niecodziennemu pomysłowi na handel lodem możliwe stało się zasiedlenie obszarów Ziemi dotąd niedostępnych dla człowieka?
  • Osiągnięcia inżynierii dźwięku, które pomagają nam lepiej widzieć, wzięły swój początek od neandertalskich zawodzeń w burgundzkich jaskiniach?
  • Potrzeba oczyszczenia miast z fekaliów pozwoliła rozpocząć prace nad mikrochipami?
  • Odkrycie atomu umożliwiło nam mierzenie czasu w nanosekundach?
  • Wynalezienie sztucznego światła wpłynęło na ewolucję zwyczajów związanych ze snem?
Oto niezwykła historia zwykłych przedmiotów – tych, z których korzystamy każdego dnia. Przeczytacie o geniuszach z przypadku i zbawiennych pomyłkach, kuriozalnych koncepcjach i niespodziewanych efektach. Przekonacie się, że każde wielkie osiągnięcie było poprzedzone maleńkim odkryciem. Taka jest właśnie historia innowacji.

"Od ogółu do szczegółu. Książka udowadnia, jak ściśle powiązane są ze sobą odkrycia ułatwiające nasze życie – kiedyś rewolucyjne, dziś stanowiące chleb powszedni. Wciągająca opowieść, która wyjaśnia, co łączy m.in. dalekowzroczność, Libię, bakterie, druk, Wenecję, kosmos i… selfie".
Andrzej Kotarski, Polimaty

"Ta książka to całe serie zaskoczeń. Niebanalne skojarzenia sprawiają, że nagle widzimy znane rzeczy w zupełnie innym świetle. Pożary Wenecji przyczyniły się do odkrycia księżyców Jowisza? Tak, ale w jak przedziwny sposób! Pamiętajcie, że gdy zaczniecie czytać »Małe wielkie odkrycia«, to będziecie straceni dla świata - od tej książki nie sposób się oderwać. Oprócz tego wasze spojrzenie na rzeczywistość już nigdy nie będzie takie jak przed lekturą. Ale warto zaryzykować". 
Piotr Stanisławski, Crazy Nauka
Tytuł: Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat
Tytuł oryginalny: How We Got to Now
Autor: Johnson Steven
Tłumaczenie: Czartoryski Bartosz
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 288
Numer wydania: I
Data premiery: 2015-12-02
Rok wydania: 2015
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 22 x 219 x 152
Indeks: 18400861
 
średnia 4,5
5
41
4
23
3
4
2
1
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
62 recenzje
5/5
30-11-2015 o godz 18:43 liliannamai dodał recenzję:
Recenzja dostępna pod adresem: http://majkabloguje.blogspot.com/2015/11/przedpremierowo-recenzja-84-steven.html

Zastanawialiście się kiedyś jaki może być fascynujący świat małych wielkich odkryć? Wasza odpowiedź brzmi nie? Ja też nie zdawałam sobie sprawy z wielu rzeczy. Dzięki książce „Małe wielkie odkrycia” dowiedziałam się więcej na temat wynalazków, które znałam, poznając tym samym to jakie miało to znaczenie dla ludzkości. Najpierw pojawia się jakiś problem, potem ktoś go rozwiązuje. Tak powstaje wynalazek, a co jeśli taka mała wielka rzecz wpływa na inne poboczne problemy wcześniej niedostrzegane? Autorem tej wspaniałej książki jest Steven Johnson, który jest autorem wielu pozycji popularnonaukowych. Założyciel trzech serwisów internetowych, a jego artykuły można przeczytać m.in. w „The New York Times” lub „The Wall Street Journal”. „Małe wielkie odkrycia” swoją premierę ma zaplanowaną na 2 grudnia 2015 r.

Po książkę sięgnęłam z wielką ciekawością. Nigdy nie przepadałam za naukowymi książkami, ale opis tej pozwolił mi uwierzyć, że się nie zawiodę. Książkę czytało mi się szybko i przyjemnie, a to w jaki sposób została napisana skłania tylko do głębszego poszerzania swojej wiedzy. „Małe wielkie odkrycia” zabiorą Was w niezapomnianą podróż, która bogata jest w wspaniałe wydarzenia i terminy naukowe, rysunki czy ilustracje. To zupełnie inne spojrzenie na wiedzę. To perspektywa, która opisuje świat rysując tym samym w wyobraźni nas samych. To tak jak z pisaniem artykułów - muszą być napisane prostym i zrozumiałym językiem dla wszystkich. Tak samo jest z tą książką. Podane informacje, które są suchymi faktami, wzbogacone w detale, których brakuje w innych książkach popularnonaukowych. Informacje, które zostały opisane w tej książce naprawdę mnie zaskoczyły, ponieważ wcześniej inaczej patrzyłam na fakty. Teraz bogatsza w wiedzę na pewno będę z niej korzystać.

Autor: Steven Johnson
Tytuł: Małe wielkie odkrycia
Cykl: -
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Strony: 283

Bogactwo wiedzy jakie wylewa się z kartek tej książki na pewno was zadziwi. Ciekawostki dotyczą powstania przedmiotów codziennego użytku. Mam tutaj na myśli np. powstanie okularów, zmniejszenie umieralności wśród ciężarnych kobiet bądź wykorzystanie lodu w życiu codziennym. Ta książka to nie tylko wiedza, która zmienia nasze widzenie na poszczególne odkrycia i wynalazki. Ta książka w bardzo prosty i szybki sposób tłumaczy wiele zjawisk, których kiedyś uczyłam się w szkole, ale jakoś nie za dobrze szło mi zrozumienie ich wszystkich. Miałam wrażenie, że cofnęłam się do liceum, ale wiedza, której doświadczyłam w końcu do mnie dotarła i nie miałam przed sobą tysiąca definicji i wzorów. Wszystko było wytłumaczone prosto - tak jak widzi to inny człowiek. Najbardziej zainteresował mnie temat szkła i jego przyczynienie się do rozwoju czytelnictwa, które zwróciło uwagę na problem z chorobą oczu wśród społeczeństwa. Powstanie okularów, które dla mnie są drugimi oczami podczas oglądania telewizji czy też pisania przy komputerze. Autor pokazuje jak bardzo każdy wynalazek był powiązany z kolejnym odkryciem. A z kolei kolejne odkrycie determinowało kolejne nowe rozwiązania. Dzięki temu rozwinął się świat. Dla nas wiele rzeczy codziennego użytku jest tzw. niezbędnikiem w codziennym życiu. A jeszcze kilkaset lat temu tylko nieliczni mogli sobie na to pozwolić. Jeśli ktoś interesuje się powstawaniem czegoś - wynalazkami to myślę, że ta książka przypadnie mu do gustu i z pewnością będzie się świetnie przy niej bawić i co najważniejsze zgłębiać tajemnice, które mogłyby się wydawać niczym w porównaniu do tego co teraz osiągnęliśmy.

Książka to nie tylko skarbnica wiedzy na temat wynalazków, ale to także wyjaśnienie i skupienie się nad tym czy właściwie jest wynalazek i jakie musi posiadać cechy, aby można było go nazwać tym niepowtarzalnym i unikatowym. Jak również fakt, że to nie tylko istota wynalazku była najważniejsza w tamtym okresie. To jak zmieniał się świat był także podyktowany przez reformatorów i tych, którzy wymyślali dany wynalazek. Zdarzały się przypadki powstania wynalazku przez przypadek bądź odkrycia nowego zjawiska. Jednak chęć rozwijania się człowieka i nauki pomogła w tym by rozwinąć swoje własne indywidualne cele, które były powtarzane w innych epokach. „Małe wielkie odkrycia” pokazując taki obraz tamtych wydarzeń ukazuje, że i my patrząc dzisiaj na otaczający nas świat powinniśmy ryzykować i próbować. A być może ktoś zasłynie jak Gutenberg lub Edison? Kto wie. Nauka to rozległy termin, a każda jej dziedzina lub gałąź niesie za sobą miliony rozwiązań. Warto się nad tym zastanowić i spróbować? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami. Gorąco polecam książkę!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-12-2015 o godz 20:15 silence dodał recenzję:
Kiedy myślimy o technologii, nauce i postępie, które zapoczątkowały rewolucję przemysłową zazwyczaj przed oczami mamy silniki parowe, pierwszy balon i manufaktury. Kiedy podczas podróży modlimy się o krótki prysznic, nie wyobrażamy sobie, że dawniej ludzie woleli się poćwiartować niż wejść do balii z wodą (więc w ostateczności robili to co siedem lat). W momencie zapytania nas, jak rozwinęła się moda na stroje kąpielowe, zamiast powiedzieć że kolorowe magazyny, że Hollywood i te sprawy, powinniśmy raczej odpowiedzieć: podchloryn wapnia. I że malarię wyleczono wielkimi bryłami lodu, że fale dźwiękowe mamy dzięki prehistorycznym jaskiniom, szkło odnaleziono w postaci ditlenku krzemu na Pustyni w Libii, a pewna dziewiętnastowieczna kobieta zaczęła pisać oprogramowania, jeszcze przed wynalezieniem komputerów.

Ciągle nas coś zaskakuje. Nim upłynie chwila, na świecie pojawiają się nowe pomysły, plany, schematy, konstrukcje, wynalazki. Bardzo łatwo jest się zgubić, nie nadążyć za nadążaniem, stracić wątek wyparty przed masy, przez tony linków w Internecie. I martwi mnie trochę ta ignorancja, wszechobecne wzruszenie ramion, gdy mówimy o rzeczach, które niezaprzeczalnie zmieniły nasze teraz. Nasze życie. W tak niezwykle trafnym momencie postanowiono wydać powieść popularnonaukową "Małe Wielkie Odkrycia", do której teraz się odwołam i która – pokazując historię odkryć, niemo krzyczy na nas za egocentryzm. Przynajmniej odczułam to ja: bardzo dotkliwie.

Cóż to była za przygoda! Może nie ta sama co u Tolkiena i u Sapkowskiego, może nie czytało się jej z prędkością światła, może czasem przytłaczała i męczyła zasobem informacji, zniechęcając przy tym czytelnika na kolejne rozdziały, ale! ale wartościowa. I nie przypuszczałabym, że w tak ciekawej formie. "Małe Wielkie Odkrycia" ma prawie trzysta stron i dzieli się na sześć części: "Szkło", "Zimno", "Dźwięk", "Czystość", "Czas", "Światło". I to, co wyróżnia ją najbardziej, to nie historia rzeczy, o których słyszeliśmy w szkole, o których wykuliśmy na wykładach, obejrzeliśmy na Discovery Channel, lecz – tych najbardziej zwykłych, z których korzystamy każdego dnia. Niewiele z nas przecież wie, skąd tak naprawdę wzięło się szkło, mimo, że styczność mamy z nim nie tylko w oknach i lustrach. Tutaj często pojawia się chronologicznie opisany schemat, który całkowicie mnie ujął czystą błyskotliwością. Na przykład, gdyby zanudzony na śmierć nastoletni Galileusz nie skupił uwagi na wahającym kadzidle podczas mszy w Katedrze w Pizie, nie odkryto by prawdopodobnie terminu "tempo", przez co nie określilibyśmy pojęcia czasu, nie skonstruowano by zegarków, które, gwoli ścisłości, całkiem nieźle napędziły usługi, i co ważniejsze – świat nie zorientowałby się, że istnieją strefy czasowe. Ta książka to seria zaskoczeń. To tysiące klapek opadających z oczy, to rzeczy, o których powiedzeniu w szkole nigdy nie ma czasu – zupełnie jakbyśmy ignorowali przeszłość i ruszali w przyszłość, nie mając pojęcia, że bez dokonań tego pierwszego, to drugie nie byłoby tak zaawansowane.


Nie mogłabym nie wspomnieć o języku, którym operuje autor. W powieściach popularnonaukowych język specjalistyczny jest nieunikniony i nieunikniony jest także tutaj, aczkolwiek w wersji bardzo skromnej, okrojonej nawet. Do zrozumienia i przyswojenia, a w wypadkach bardzo nagłych: wytłumaczony nawet przez samego Johnsona. To świetnie pokazuje brak granic wiekowych i wykształceniowych. Tutaj chemia, technika, fizyka i historia wyjaśnione są tak klarownie i pięknie (tak, pięknym językiem napisane!), że gimnazjalista spokojnie czytać "Małe Wielkie Odkrycia" może. I nie zawiedzie się. Kolejny plus za szatę graficzną, która jest przepiękna, jeszcze jeden za masę ilustracji i zdjęć w środku oraz za wyjątkowo, pod względem graficznym, rozpoczynające się rozdziały. Zwykle nie wypisuję w recenzjach hymnu dotyczącego szaty graficznej, ale pozwólcie na jeden wyjątek, tutaj SQN jak zwykle postarało się wybitnie.

Czytając tę książkę bez przerwy myślałam o mojej nauczycielce od fizyki – jej lekcje są, według mnie, lekcjami idealnymi, tak powinny wyglądać wszystkie we wszystkich szkołach: zmuszające do myślenia, poznawania i aktywnej nauki, ale też dość zagadkowe i przybliżające teorie z innej, naukowej i intrygującej perspektywy. Mam wrażenie, ta powieść jest przedstawiona podobnie. Czytając ją nie można nie wynieść masy ogromnych doświadczeń, ciekawostek i wręcz oniemiających informacji, zyskując przy tym coś znacznie ważniejszego: zupełnie nowe spojrzenie na otaczający nas świat. I właśnie takim osobom "Małe Wielkie Odkrycia" polecam – dociekliwym, ciekawym świata i głodnym niezwykłej wiedzy dotyczącej zwykłych przedmiotów.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-11-2015 o godz 14:10 Bookendorfina Izabela Pycio dodał recenzję:
Ogromne znaczenie ma oprawa, w której podajemy wiedzę naukową. A im ona ciekawsza, tym chętniej zapoznajemy się z datami, wydarzeniami, życiorysami i terminami naukowymi. Bardzo często zaglądam do publikacji naukowych, ale dotyczących dziedzin, które są mi bliskie z racji zainteresowań i wykonywanego zawodu. Jednak, o wiele mniejszą uwagę poświęcam książkom z innych dyscyplin naukowych. Takim naturalnym pomostem do poszerzenia horyzontów wiedzy, w ciekawy i przyjemny sposób są publikacje popularnonaukowe. "Małe wielkie odkrycia" traktują tematykę wynalazków z innej perspektywy, bardziej przemawiającej do wyobraźni czytelnika, niż tradycyjne suche fakty. To atrakcyjna forma przekazania całkiem sporej dawki wiedzy naukowej. Książkę czyta się niemal na jednym wdechu czytelniczym, w błyskawicznym tempie, wciąga i nie można się od niej oderwać.

Autor uświadamia nam jak mocno powiązane są ze sobą wynalazki, które diametralnie odmieniły nasz świat. Co ciekawe, to co kiedyś było wielką innowacją dziś bardzo spowszechniało, stało się wszechobecne w codziennym życiu. "Hołdujemy rzeczom, których budowę umożliwiły wynalazki, a ulatuje z nas świadomość tych wynalazków." W większości wypadków te innowacje stały się tak naturalne, że nawet nie zastanawiamy się, jakie są źródła i okoliczności powstania, oraz jakie zmiany naukowe, społeczne, ekonomiczne czy polityczne zainicjowały. Pomysły ze świata nauki przenikają do świata sztuki i filozofii, ale czasami płyną też w odwrotnym kierunku. Spojrzenie na wynalazki z szerszej perspektywy, długiego zoomu, pozwala nam uchwycić ich przełomowość i siłę wywoływania zmian.

Czym właściwe jest wynalazek? Jak powstaje? Czy jest nieunikniony? To połączenie wielu koncepcji i idei z dostępnymi w danym czasie narzędziami i wiedzą. Powstaje problem i zapotrzebowanie na jego rozwiązanie. Pewne innowacje mogą się pojawić jedynie w określonym momencie w historii, kiedy jesteśmy na nie już gotowi. Idee dojrzewają, nabierają kształtu wraz z upływem czasu. Wtedy nagle, wiele dociekliwych osób, rozrzuconych po świecie, zaczyna pracować nad tym samym problemem, w zbliżonym czasie, dysponując podobną podstawową teoretyczną. Powstają odkrycia wielokrotne, innowacje przyrostowe, rewolucyjne pomysły powstałe z kolażu mnóstwa mniejszych, bo przecież dobre pomysły często chodzą parami. Nigdy nie jest to nagłe oświecenie, choć często pomyłkowe, przypadkowe, niezwiązane z badanym zagadnieniem, niejednokrotnie nawet autor odkrycia nie zdaje sobie sprawy z jego rewolucyjnej innowacyjności i przydatności. Wiele wynalazków nie jest wynikiem pojedynczego rewolucyjnego pomysłu, ale efektem dopracowania detali.

Jakimi cechami wyróżniają się reformatorzy, wizjonerzy i wynalazcy? Różnorodność talentów, umiejętność pogodzenia się z porażką, zdolność do podejmowania dużego ryzyka, determinacja w realizacji założonych celów, upartość, pewien rodzaj szaleństwa, wyprzedzanie swojej epoki, jakby podróżowanie w czasie. To zazwyczaj geniusze, wyróżniający się niebywałym intelektem, wychowujący się w sprzyjającym wiedzy środowisku, ale przede wszystkim, jednostki pracujące na obrzeżach i stykach wielu dyscyplin naukowych. A jak objawił się geniusz Edisona? Dokonania ilu osób stanowiły naukową bazę do żarówkowego sukcesu? I dlaczego to właśnie Edisona uznaje się za wynalazcę tego przedmiotu? Dlaczego pamięta się o jego sukcesie, a nie osiągnięciach jego poprzedników? Edison nie odkrył żarówki, ale zainaugurował tradycję. Stworzył idealne warunki do pracy zespołowej. Wprowadził system wynalazczości, który zdominował XX-wieczny przemysł. Ale czy tylko to złożyło się na jego sukces?

Książka niezwykle pasjonująca, pełna ciekawej wiedzy, przystępnie napisana. Wzbogacona zdjęciami i ilustracjami. Fantastyczna okładka. Zadziwiające, jak łatwo i sympatycznie uczymy się w trakcie jej czytania. Dowiedziałam się wiele się nowych informacji, sporo wiadomości mnie zaskoczyło, bo zupełnie inaczej niż do tej pory na nie patrzyłam, a niektóre fakty dopiero po lekturze udało mi się połączyć w logiczną całość. Idealna jako prezent na każdą okazję. Zdecydowanie polecam!

A teraz mały quiz z wiedzy o wynalazkach. Czy wiesz co łączy szklanego skarabeusza i teleskop? Lód i klimatyzację? Prasę Gutenberga i mikroskop? Zegar z wahadłem i jazz? Katedrę i sonar? Epidemiologię i wybielacz? Kaszalota i fotografię z fleszem? Neon i czystą energię? :)

bookendorfina.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-12-2015 o godz 20:21 insomniaof dodał recenzję:
Jeszcze nie do końca przebrzmiało genialne „What if?”, a już na rynku pojawiła się druga pozycja w podobnej stylistyce. „Małe wielkie odkrycia” różnią się jednak zasadniczo mimo, że na pierwszy rzut oka można tego nie zauważyć. W „What if?” formuła jest oparta głównie na zabawnych, prostych obrazkach i absurdalności pytań, w propozycji wydawnictwa SQN przeważają ilustracje historyczne oraz trzymanie się związku przyczynowo-skutkowego. Co je więc łączy? Ciekawe podejście do nauczania dorosłych przez zabawę i mocne oparcie się na nauce. To historia i fakty są tutaj najważniejsze – ukazują nam inną stronę świata. Czy warto sięgać po „Małe wielkie odkrycia”? Zdecydowanie.



Steven Johnson -bestsellerowy autor dziewięciu książek popularnonaukowych. Założyciel trzech cieszących się zainteresowaniem serwisów internetowych, gospodarz i współtwórca programu PBS How We Got to Now. Regularnie pisze m.in. dla „Wired”, „The New York Timesa”, „The Wall Street Journal” i „The Financial Timesa”. Mieszka w hrabstwie Marin w Kalifornii z żoną i trzema synami.

Steven Johnson opisuje sześć wynalazków, które nieprawdopodobnie odmieniły świat. Oczywiście książka to więcej niż tylko historia. Autor przekonuje, że największe wynalazki nie są dziełem geniuszy indywidualistów, a powstają w wyniku współdziałania wielu ludzi i czynników, często na styku różnych dyscyplin. Johnson umiejętnie przedstawia naukę i historię w fascynujący i – co ważne – przystępny sposób. Które wynalazki miały największe znaczenie dla historii ludzkości? Co tak naprawdę wpłynęło na nasz rozwój? Jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy? Jakim cudem dotarliśmy tak daleko!? Najpierw pojawia się problem. Później ktoś wpada na pomysł jego rozwiązania – nieraz szalony. Powstaje nowy wynalazek, który z czasem trafia do powszechnego użytku. To z kolei prowadzi do rewolucyjnych zmian. Oto niezwykła historia zwykłych przedmiotów – tych, z których korzystamy każdego dnia. Przeczytacie o geniuszach z przypadku i zbawiennych pomyłkach, kuriozalnych koncepcjach i niespodziewanych efektach. Przekonacie się, że każde wielkie osiągnięcie było poprzedzone maleńkim odkryciem. Taka jest właśnie historia innowacji.

Chcecie się nauczyć czegoś ciekawego? Nie lubicie lub męczą was tradycyjne podręczniki? Oczekujecie czegoś więcej niż suchych faktów? Jeśli chociaż na jedno z tych pytań odpowiedzieliście twierdząco – zajrzyjcie do wyżej wspomnianej pozycji. Przekonacie się, że może się spodobać zarówno 12 latkowi jak i całkiem 40 latkowi, a zaciekawi też wielu jeszcze starszych. Co jest siłą tej książki? Na pewno przekazywanie wiedzy w formie ciekawostek. W sumie cały tekst został tak skonstruowany, dzięki czemu mimo wielu dat, nazwisk nie nudzi i nie sprawia, że macie ochotę z lubością przyłożyć głowę do poduszki. Nie bez znaczenie pozostają również ilustracje użyte na kartach – zdjęcia, plakaty, ryciny, obrazy – od koloru do wyboru. Ich różnorodność mocno wpływa na pozytywny odbiór całości, można spokojnie się przy nich zatrzymać. Ja często wpatrywałam się w nie z przyjemnością, analizując wszystkie szczegóły. Autor kieruje nami od mało znanego faktu lub odkrycia do ogromnego znaczenia przez efekt domina, jaki wywołał, na całkowicie niezwiązane i odległe od niego sfery życia lub nauki. Przybliża również okoliczności i cały proces prowadząc nas niejako za rękę. Nie znaczy to, że nie pozostawił nam swobody – daje jej dużo na prywatne poszukiwania, co jest niewątpliwie kolejnym atutem. W sumie nie potrafię znaleźć wad tej książki – jest ciekawa, pouczająca i łatwa w odbiorze. Taka powinna być całą literatura popularnonaukowa. Po trochu filozoficzna, historyczna i czysto badawcza.

Polecam każdemu. Na pewno będzie to pewniak, jeśli chodzi o prezenty świąteczne – jeśli nie jesteś do końca pewny, co lubi osoba, którą obdarowujesz, w ciemno weź „Małe wielkie odkrycia”. Kto będzie miał kwaśną minę po przeczytaniu ten buc ;)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
08-12-2015 o godz 12:33 Justyna Pruszyńska dodał recenzję:
Jako, że za trochę ponad pół roku zamierzam zostać inżynierem, naturalne dla mnie jest to, że jestem ciekawa świata. Niestety ostatnio przywykłam do tego, że muszę robić "niezbędne minimum", bo nie będę miała czasu na pisanie pracy (ale czas na oglądanie seriali znajdzie się zawsze!), więc poszerzanie swoich horyzontów poszło w odstawkę.

Kiedy jednak dostałam propozycję zrecenzowania "Małych wielkich odkryć" nie wahałam się ani trochę. Dlaczego?Książka opisuje najważniejsze wynalazki, które odmieniły nasz świat. Kieruje się także reakcją łańcuchową i pokazuje jak jeden wynalazek miał wpływ na drugi, niekiedy całkiem niezwiązany tematycznie. Uwielbiam historie, które się zazębiają. Uważam wręcz, że w szkołach powinno uczyć się takiego ciągu przyczynowo-skutkowego i łączyć kropki (jak to powiada Włodek Markowicz). To bardzo rozwija i pokazuje, że wynalazek to często... dzieło przypadku.

Ponieważ "Małe wielkie odkrycia" to książka z dużą ilością faktów, to ja ocenię ją "po inżyniersku", czyli bardzo rzeczowo i przejrzyście.

Zacznę od plusów:

Wydanie tej książki jest absolutnie cudowne! Okładka ze skrzydełkami, duża czcionka i mnóstwo zdjęć w środku sprawiają, że czytanie jest prawdziwą przyjemnością.

Plusem jest też sama zawartość. Steven Johnson dzieli się z nami ogromem ciekawych informacji. Do tego, na końcu książki, podaje wszystkie źródła, z których korzystał. Dzięki temu podane informacje możemy zweryfikować albo też pogłębić.

Sposób, w jaki autor wybierał ciekawostki zasługuje na ogromną pochwałę. Pamiętacie, kiedy ostatni raz ktokolwiek uczył Was na historii czegoś więcej, niż suchych dat i wydarzeń? No, ja akurat pamiętam, ale miałam to szczęście, że przez dwa lata swojego życia udało mi się trafić na osobę z pasją. Steven Johnson to również taki pasjonat - z książki nie dowiemy się tylko "kto" i "co", ale również "dlaczego". Ciekawostki z życia w dawnych czasach pozwolą nam też na lepszą orientację w danym przedziale wiekowym i dadzą nam wiele tematów do rozmowy ze znajomymi.

Ach, ta sieć powiązań! Od okularów do włókien szklanych, od przewozu lodu do szybkiego zamrażania, od metody pomiaru czasu do komputera i tak dalej, i tak dalej... Czytając tę książkę zdajemy sobie sprawę, jak dużo rzeczy na świecie jest dziełem przypadku! Chociaż... może to wcale nie przypadek?

Teraz czas na jeden minus:

To nie jest lektura na raz. Momentami "Małe wielkie odkrycia" zaczynają nużyć i trzeba odłożyć je na bok. Wynika to z faktu, że są miejsca w tej książce, w których Johnson używa bardzo suchego i rzeczowego języka. Nie wchodzi w dyskusję z czytelnikiem, nie próbuje go przy sobie utrzymać. Ja jednak wymagam od literatury popularnonaukowej "nauki poprzez zabawę". Sama w tym roku piszę pracę inżynierską i ubolewam nad tym, że nie mogę trzymać się lekkiego, felietonowego języka. To sprawia, że łaknę go w pozycjach, które mogą się nim obronić.
Ale:

Na szczęście Steven Johnson od czasu do czasu przypomina sobie, że jego "Małe wielkie odkrycia" nie są traktatem naukowym i w książce można znaleźć wiele odniesień do czytelnika i zabawnych fragmentów.

Słowo na koniec:
Zabawne, że dopiero dzięki tej pozycji zdałam sobie sprawę, że każda droga powstawania jakiegokolwiek wynalazku jest kręta, a wynalazcą nie musi wcale być osoba, która wpadła na pomysł jako pierwsza. Wystarczy, że będzie znała się na tajnikach pr'u...

Chciałam też wszystkich Was zachęcić do pogłębiania swojej wiedzy przez całe życie. Nie wiem jak Wy, ale ja po wyjściu ze szkoły zaczynam zauważać, że coraz więcej rzeczy mi umyka. Nie dokształcam się już w niektórych dziedzinach (również ze względu na specyfikę studiów) i powoli zaczyna mi to przeszkadzać. Człowiek jest stworzeniem, które z natury jest ciekawe świata. Warto tę ciekawość zaspokajać!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
13-12-2015 o godz 22:39 Sylwia Czekańska dodał recenzję:
Żyjemy sobie wygodnie w naszym świecie nieświadomi jak wiele ludzi musiało pracować, abyśmy mogli korzystać z najprostszych i najbardziej popularnych dóbr. Są takie przedmioty, na które nie zwracamy uwagi, bo są dla nas czymś oczywistym. Woda w kranie, lodówka, Internet, klimatyzacja. Ale wszystko to jest efektem wieloletniej pracy naukowców albo samozwańczych odkrywców. Ich małych i dużych błędów, spektakularnych efektów i przytłaczających porażek. Pytań i odpowiedzi. Umiejętność roztapiania piasku sprawiła, że pijemy teraz ze szklanek, a nie glinianych pojemników. Umieralność wśród noworodków spadła po tym jak jeden odważny człowiek, potajemnie zaczął chlorować wodę . Co ma podchloryn wapnia do… współczesnej mody? Jak zmienił się cykl dobowy po wynalezieniu żarówki? Wszyscy jesteśmy dziećmi wynalazków, a naszą matką jest potrzeba. Dopóki poszukujemy świat będzie się kręcił.

To dopiero była przygoda! Nie zrozumcie mnie źle, literatura przygodowa to to nie jest, ale tyle razy byłam zaskoczona przytaczanymi faktami, że czułam się jak dziecko, które rodzice pierwszy raz zabrali do muzeum. Otwierając tę książkę nie podejrzewałam, że dowiem się tak dużo i to w tak interesujący sposób. Małe wielkie odkrycia to podróż przez wieki nauki. Dzięki niej dowiadujemy się jak jeden wynalazek wpływał na odkrycie czegoś całkowicie innego. Będziecie naprawdę zaskoczeni. Sześć rozdziałów: szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas i światło. Tylko tyle, a zmieni Wasz pogląd na wiele spraw. Inaczej spojrzycie na przedmioty, bez których nie wyobrażalibyście sobie codziennego życia. I pomyśleć, że to tylko kropla w morzu odkryć, ułamek dokonań człowieka.

Zawsze, kiedy czytam książki tego typu dochodzę do wniosku, że bardzo mało wiem. I pragnę wiedzieć więcej i więcej. Steven Johnson pobudza wyobraźnie, skłania do myślenia i refleksji. Uczy doceniania tego, co mamy i nakłania do zdobywania tego, co jeszcze dla nas niedostępne.

To, co podoba mi się w tej pozycji najbardziej to jej lekkość przekazu. Książki popularnonaukowe bywają czasami trochę nużące – suche fakty, wyłożona wiedza. Małe wielkie odkrycia czyta się z prawdziwym zainteresowaniem i niemalejącym skupieniem. Styl jest prosty, a informacje podane w łatwo przyswajalny sposób. Jak wykład prowadzony przez profesora z charyzmą, którego po prostu nie da się zignorować. Miałam obawy, że książka może okazać się po prostu nudna i cieszę się, że ten scenariusz się nie sprawdził. Piękna szata graficzna przykuwa wzrok, widoczny podział na rozdziały segreguje treść (o tym niżej), a zdjęcia urozmaicają przekaz.

Żeby tradycji stało się za dość muszę oczywiście wspomnieć o wydaniu. Bardzo podoba mi się okładka, za którą wielkie brawa dla Pawła Szczepanika. Uwielbiam żarówkę i coś na kształt galaktyki w środku. Naprawdę ładnie się to prezentuje. Całość wygląda naprawdę dobrze, schludnie i widać, że wydawnictwo się do tego przyłożyło. Wydanie książki z kategorii popularnonaukowej to wbrew pozorom nie jest taka łatwa sprawa. Wiem to i pracę doceniam. (Oczami wyobraźni widzę jak pracowano nad zamieszczoną na końcu bibliografią i przypisami. Dzbanek kawy to mało).

Polecam tę książkę wszystkim ciekawym świata, odkrywcom rzeczy mniejszych i większych. Małe wielkie odkrycia to pozycja rzeczowa, dobrze napisana, bardzo ciekawa. Kształci, ale też inspiruje. Nakłania, aby wymyślać, tworzyć i opatentować coraz to nowsze wynalazki. Pobudza wyobraźnie, uświadamia jak wiele mamy dzięki staraniom innych ludzi. Jeśli lubicie literaturę popularnonaukową to nie zawiedziecie się. W tej kategorii – jak dla mnie – jedna z najciekawszych i najlepiej „podanych” pozycji 2015 roku.
recenzentkaksiazek.blog.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-11-2015 o godz 16:41 Książkomaniacy dodał recenzję:
ksiazkomaniacyrecenzje.blogspot.com

Książka, której premiera już wkrótce - 2 grudnia- to przede wszystkim pochwała geniuszu. Oddanie hołdu wszystkim tym, którzy przyczynili się do rozwoju cywilizacji. Jest to wciągająca opowieść o najróżniejszych konsekwencjach wynalazków i problemach, które leżą w kwestiach zewnętrznych. Autor, Steven Johnson, bestsellerowych książek popularnonaukowych i założyciel serwisów internetowych stara się w ciekawy sposób wyjaśnić czytelnikowi co łączy m.in. dalekowzroczność, Libię, bakterie, druk, Wenecję, kosmos i ... selfie.

Czytając kolejne rozdziały tej niezwykłej książki (SZKŁO, ZIMNO DŹWIĘK, ŚWIATŁO, CZYSTOŚĆ, CZAS) zauważamy niezwykłe łańcuchy zależności. Maszyna Gutenberga, wynalazek druku, przyczyniły się do rozwoju czytelnictwa. Dzięki temu ludzie zauważyli, że istnieją wady wzroku, a to dało początek okularom, przyczyniło się do rozwoju optyki. Dziś mamy soczewki kontaktowe, mikroskopy, wszystko się rozwija w zawrotnym tempie. Świat nie stoi w miejscu.. Przyszłość to postęp.

Przykładów takich powiązań, zależności znajdziemy wiele. Ale jest coś jeszcze - konsekwencje. Musimy się liczyć z tym, że zawsze są jakieś minusy. Weźmy na przykład klimatyzację. Pozwala żyć na pustyni. Ale jakim kosztem? Przecież znacznie podnosi zużycie wody. Autor jest jednak daleki od wydawania opinii. Pozostawia to nam czytelnikom. A jakie jest nasze podejście do tematu? Jak widać z cytowanych badań, bardzo różne. Amerykanie i Europejczycy - każdy osiągnięcia nauki postrzega inaczej. Wpływ na to mają nasza historia, kultura, stosunki polityczne i społeczne. Zawsze tak było i będzie. Odkrywcy i ich wynalazki często nie spotykały się ze zrozumieniem. Jako przykład autor stawia nam Frederica Tudora. Sprowadził on lód na Martynikę, ale nie znalazł nabywców i ... zrozumienia. Cały plan okazał się niewypałem ... i kosztował go 4 tysiące dolarów. Raczkujący biznes Tudora zderzył się z 2 głównymi przeciwnościami. Nie istniał popyt na jego towar, pojawił się też problem z przechowywaniem lodu. Na szczęście los miał się odmienić. Uratowały go ... trociny. Dziś to dzięki niemu mamy lody, rozkwita też chemia molekularna. Przykładów takich zaskakujących sytuacji znajdziecie w tej książce wiele.

Całe szczęście że jak to podkreśla Johnson "wynalazki nigdy nie są cierpliwe, nie respektują granic i nie odróżniają narodowości, szczególnie dzisiaj, kiedy jesteśmy z sobą połączeni jak nigdy wcześniej". Może dzięki temu możemy być tu, gdzie jesteśmy. Cieszymy się tym co oferuje nam świat, idziemy z postępem w imię wspólnego dobra.

"Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat" to książka, która z pewnością zasługuje na ogromną uwagę. Polecam ją szczególnie wszystkim miłośnikom nauki, historii i tym, których interesują biografie wielkich ludzi. To ogromne compendium wiedzy, ubogacone licznymi zdjęciami, przypisami. Dla osób, zainteresowanych tematem autor przygotował również bogatą bibliografię.

Jest to wspaniały prezent na gwiazdkę. Poleciłabym ją jednak nieco starszej młodzieży. Należy pamiętać, że jest to książka popularnonaukowa, mimo że napisana w miarę łatwym językiem. Czytelnik musi kojarzyć pewne wydarzenia, musi dysponować pewna wiedzą historyczną, często spotykamy słownictwo typowo naukowe i techniczne.


Mam nadzieję, że zachęciłam Was do lektury. Ta książka to niezwykła historia przedmiotów, z których korzystamy każdego dnia. Często nie zdajemy sobie sprawy, że wielkie odkrycie było efektem małego eksperymentu, szalonego pomysłu, pomyłki lub przypadku. Po zapoznaniu się z tą książką, sami dojdziecie do wniosku, że jakże dziwny jest ten świat.
Izabela Nestioruk
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
14-12-2015 o godz 08:37 martad87 dodał recenzję:
Rozejrzyjcie się po swoim mieszkaniu. W kuchni znajdziecie lodówkę, w salonie telewizor, a codziennym towarzyszem Waszego życia, bez którego najpewniej nie ruszacie się z domu, jest telefon komórkowy. Zastanawialiście się kiedykolwiek, ilu ludzi musiało wpaść na jakiś pomysł, ile zmian musiało minąć, ile czasu to wszystko zajęło, byście mogli przechowywać świeżą żywność, obejrzeć wieczorem film czy zadzwonić do kogoś znajomego oddalonego nieraz o setki kilometrów od Was? Czy rozmyślaliście kiedykolwiek nad tym, ilu ludziom zawdzięczamy fakt, że możemy czytać wieczorem książkę przy sztucznym świetle? Niezależnie od tego, czy zdarza Wam się nad tym zastanawiać, czy nie, Steven Johnson poprowadzi Was przez świat niezwykłych wynalazków, które zaprowadziły ludzkość do miejsca, w którym obecnie się znajdujemy.

"Małe wielkie odkrycia" to fascynująca książka. Autor podzielił ją na sześć części: Szkło, Zimno, Dźwięk, Czystość, Czas oraz Światło. Każda z nich to niezwykle interesująca podróż, w której poznamy różne wynalazki oraz ich twórców. Steven Jonhson płynnie prowadzi nas w swojej wędrówce od podstawowej idei bądź substancji, które zapoczątkowały cały szereg przemian, wskazując najbardziej istotne wynalazki, jakie poprzez setki lat dokonano z jej udziałem, aż do nowoczesności, w której przyszło nam żyć. Świat, w jakim żyjemy, nie istniałby, gdyby nie wspólne wysiłki setki wizjonerów, którzy potrafili myśleć ponad schematami. Na co dzień nie zastanawiamy się nad tym, jakie początki miały przedmioty, których istnienie wydaje nam się oczywistością. Nie myślimy nad tym, ile zmian musiało nastąpić po sobie, byśmy mogli cieszyć się dobrodziejstwami obecnych czasów. Warto sięgnąć po tę książkę, by samemu się przekonać o tym, jak to się stało, że ludzkość znalazła się w miejscu, w którym się teraz znajduje.

Czy umielibyście znaleźć związek między rozgrzaną Pustynią Libijską, mikroskopem i selfie? Czy odgadlibyście, co łączy kaszalota, neon i kody kreskowe na produktach spożywczych? Czy potrafilibyście znaleźć połączenie między Galileuszem, rozkładem pociągów i odkryciem atomu? Co wspólnego mają zamarznięte jezioro w Massachusetts i kino albo Chicago i wybielacz? Chociaż trudno w to uwierzyć, Steven Johnson odkryje przed Wam niezwykłe ścieżki, jakie łączą te rzeczy. Będziecie zaskoczeni tym, jak bardzo poszczególne wynalazki są ze sobą powiązane. Poznacie niezwykłą wędrówkę postępu i będziecie zdziwieni, że wcześniej nie byliście świadomi tego, jaką drogę pokonała ludzkość.

"Małe wielkie odkrycia" to książka, która spodoba się każdemu wielbicielowi nauki i naukowych ciekawostek. Napisana jest przystępnym językiem, dlatego zrozumie ją nawet osoba, która nie ma do czynienia z fizyką czy chemią. Steven Jonhson prowadzi tak ciekawą opowieść, że trudno się od niej oderwać, a pojęcie nudy tutaj nie istnieje. Warto dodać, że książka jest naprawdę przepięknie wydana. Poza interesującą treścią znajdziemy w niej wiele zdjęć, rysunków czy plakatów, które doskonale dopasowane są do tekstu i ułatwiają jego odbiór. Papier jest dosyć gruby, a intrygująca okładka sprawia, że całość prezentuje się naprawdę ładnie. Książka będzie na pewno dobrym pomysłem na prezent.

Cieszę się, że przeczytałam "Małe wielkie odkrycia". Od kiedy tylko dowiedziałam się o tej książce, wiedziałam, że będzie to coś, co mi się spodoba. Uwielbiam popularnonaukowe tytuły, w których wiadomości podane są w ciekawy i atrakcyjny sposób, a do takich niewątpliwie dzieło Stevena Johnsona należy. Polecam każdemu, bez wyjątku, a pasjonatom ciekawostek naukowych w szczególności.

Recenzja pochodzi z bloga: zaczytana-dolina.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
09-12-2015 o godz 19:23 Ada Puszkarska dodał recenzję:
Fascynujący świat małych wielkich odkryć!
Które wynalazki miały największe znaczenie dla historii ludzkości? Co tak naprawdę wpłynęło na nasz rozwój? Jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy? Jakim cudem dotarliśmy tak daleko!?
Najpierw pojawia się problem. Później ktoś wpada na pomysł jego rozwiązania - nieraz szalony. Powstaje nowy wynalazek, który z czasem trafia do powszechnego użytku. To z kolei prowadzi do rewolucyjnych zmian.
Czy wiecie, że:
> wynalezienie prasy drukarskiej wywarło wpływ na rozwój fizyki molekularnej?
> dzięki niecodziennemu pomysłowi na handel lodem możliwe stało się zasiedlenie obszarów Ziemi dotąd niedostępnych dla człowieka?
> osiągnięcie inżynierii dźwięku, które pomagają nam lepiej widzieć, wzięły swój początek od neandertalskich zawodzeń w burgundzkich jaskiniach?
> potrzeba oczyszczenia miast z fekaliów pozwoliła rozpocząć prace nad mikrochipami?
> odkrycie atomu umożliwiło nam mierzenie czasu w nanosekundach?
> wynalezienie sztucznego światła wpłynęło na ewolucję zwyczajów związanych ze snem?
Oto niezwykła historia zwykłych przedmiotów - tych, z których korzystamy każdego dnia. Przeczytacie o geniuszach z przypadku i zbawiennych pomyłkach, kuriozalnych koncepcjach i niespodziewanych efektach. Przekonacie się, że każde wielkie osiągnięcie było poprzedzone maleńkim odkryciem. Taka jest właśnie historia innowacji.

Jak dowiedziałam się o tej książce? Otóż, dostałam wiadomość od wydawnictwa z propozycją zrecenzowania tej książki. Pomyślałam sobie, czemu nie? I tak oto ten egzemplarz trafił na moją półkę.
Książka składa się z 6 rozdziałów: szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas i światło. W każdym z nich poruszana jest historia dotycząca danych wynalazków. Wszystko idzie takim schematem: na początku pojawia się problem - próba rozwiązania tego problemu - i mamy wynalazek.

Wydawnictwo SQN zadbało o to, aby książka była przejrzysta, przez co litery są całkiem duże. Okładka, jak najbardziej, pasuje do treści. W środku nie zabrakło też wielu różnorodnych zdjęć, dzięki czemu to co wcześniej zostało opisane, możemy zobaczyć na ilustracji.
Oprócz ładnej okładki, ilustracji w środku, książka zawiera bardzo wiele ciekawostek. Czy wpadlibyście na pomysł, że dzięki wynalezieniu prasy drukarskiej doprowadziło do poszerzenia naszego wglądu do skali komórkowej? Bo ja nie!

Język jakim posłużył autor jest prosty, rzadko kiedy pojawiają się sformułowania typowo naukowe. Dzięki temu, osoba, która na co dzień nie interesuję się takimi rzeczami, może łatwo zrozumieć tekst.
Steven Johnson stawiał na konkrety, nie rozpisywał się mocno, przez co wiedzę znajdującą się w książce możemy łatwo sobie przyswoić.

"Małe Wielkie Odkrycia" to książka, która może być wspaniałym prezentem np. pod choinkę. Osoby, które interesują się historią i rzeczami naukowymi, na pewno pochłoną to książkę w dość szybkim czasie.
Jeśli nie lubicie literatury faktu, to myślę, że i tam powinniście dać szansę tej książce, bo naprawdę warto! Po przeczytaniu tej książki, inaczej spojrzycie na rzeczy, które są w naszym codziennym życiu zwykłymi rzeczami. Za to kiedyś były czymś rzadko spotykanym.

Na koniec chciałabym Wam wyjaśnić, dlaczego tak zachwalam tą książkę, a dałam jej 6/10. Chodzi o to, że nie jestem zwolenniczką historii i zbytnio nie interesuję się takimi rzeczami, co za tym idzie mam inne spojrzenie na tego typu książki. Przeczytania tej książki wcale nie żałuję. :)
Mam nadzieję, że zachęciłam Was do tej książki. A może już przeczytaliście "Małe Wielkie Odkrycia"? Co o nich sądzicie?
Do następnego!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
07-12-2015 o godz 14:26 Magdalena Senderowicz dodał recenzję:
„Myślimy o Chicago jako mieście twardzieli, pełnym imperiów kolejowych i rzeźni. Ale błędem byłoby twierdzić, że wszystko to nie zostało zbudowane na czterocentowych wiązaniach wodorowych.”
Przepadam za książkami popularno-naukowymi, zwłaszcza jeżeli podchodzą do sprawy w sposób niekonwencjonalny. A amerykański bestseller Stevena Johnsona właśnie taki jest. „Małe wielkie odkrycia” to książka, której tytuł doskonale oddaje to, co ona w sobie zawiera. Jak myślicie, które wynalazki okazały się być najważniejsze dla ludzkości? Internet, telewizja, energia atomowa? Dobra, każdy wynalazek, chociażby te codziennego użytku, z pewnością ułatwiły nam życie. A co z tak banalnymi rzeczami, które nas otaczają, a nawet nie myślimy o nich w kategoriach wynalazku?
Steven Johnson opisuje w swojej publikacji sześć rzeczy, które wywarły ogromny wpływ na rozwój ludzkości. Są to szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas oraz światło. Gdy po raz pierwszy zerknęłam na spis treści zawierający te słowa, byłam w szoku. Naprawdę nigdy nie wpadłabym na to, że tak podstawowe rzeczy, które są czymś oczywistym, można postrzegać w takich kategoriach. A jednak! Gdy rozpoczęłam lekturę to przepadłam całkowicie. Język pana Johnsona jest tak przystępny i przyjemny, że nawet fizyka kwantowa stałaby się banalna do zrozumienia, gdyby o niej pisał! Przepadłam całkowicie, bowiem autor przedstawianie faktów i historii łączy z pewną dawką humoru i sarkazmu, co razem tworzy doskonałą całość.
Podczas czytania tej książki stale miałam przed oczami jedną wizję – niesamowite jest to, jak bardzo zmieniło się ludzkie życie na przestrzeni lat. Wychodziliśmy od człowieka pierwotnego, a dzisiaj możemy polecieć w kosmos. Jesteśmy niczym eksperyment, który wciąż idzie do przodu. Stawiamy sobie nowe wyzwania i próbujemy im sprostać. Jednak ciąg przyczynowo-skutkowy, jaki wiąże się z naszym rozwojem jest po prostu niesamowity! Gwarantuję Wam, że nigdy nie postrzegaliście pewnych rzeczy w taki sposób, w jaki zaczniecie po przeczytaniu tej książki. Po raz kolejny – rzecz normalna, a jednak taka, na którą nikt nie zwraca uwagi, rzecz, nad którą nikt się nie zastanawia.
Chyba najbardziej zadziwiającym rozdziałem jest ten poświęcony Zimnu. Czy wpadlibyście kiedykolwiek na pomysł, żeby przez pół świata transportować bryły lodu wycięte z jeziora, aby zbić na nich majątek? A widzicie, był taki pan, który na to wpadł. I jak się okazuje rozpoczął nie lada rewolucję i to zapewne dzięki niemu każdy ma lodówkę w kuchni. A higiena? Czy wiecie, że kiedyś ludzie uważali mycie się za najgorszą rzecz, jaka może ich spotkać? Albo czy zastanawialiście się, skąd wzięło się szkło, które jest tak wszechobecne? Efekt kolibra opisywany przez autora w każdym przypadku jest naprawdę zadziwiający, ale prawdziwy!
„Małe wielkie odkrycia” to książka zaskakująca i niepowtarzalna. Pełna kolorowych ilustracji i przystępnych faktów, które z łatwością możemy zapamiętać. To chyba najbardziej oryginalna pozycja z zakresu literatury popularno-naukowej, jaką miałam okazję czytać. Porywa jak dobry film, daje do myślenia, zmusza do refleksji i intryguje. Steven Johnson napisał naprawdę doskonałą rzecz, która sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad rozwojem rasy ludzkiej. W niesamowity sposób przedstawił codzienność, jako coś wyjątkowego, jako początek czegoś większego, bez czego nie bylibyśmy dzisiaj tam, gdzie jesteśmy. To książka, obok której nie możecie przejść obojętnie i koniecznie musicie się z nią zapoznać!

www.bookeaterreality.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
28-12-2015 o godz 00:42 Alicja Krzywicka dodał recenzję:
Nie jest to książka z fabułą. Jest to typowo popularno-naukowa historia, z której dowiadujemy się wielu, nawet przydatnych rzeczy. Steven Johnson jest bardzo inteligentnym człowiekiem, który w ciekawy sposób potrafi wykorzystać swoją wiedzę.

Cała książka jest podzielona na sześć rozdziałów i łatwo można się domyślić, że każdy mówi o czym innym. Pierwszy z nich mówi nam o szkle. O tym jak powstało i, z biegiem czasu, do czego służyło. Możemy poznać wiele nowych nazwisk, ale pewnie niektórzy z nas znają wymienionych ta ludzi. W następnym rozdziale poczytamy sobie o zimnie. O tym jak transportowano lód z obszarów chłodnych na obszary gorące. Poznamy tajemnicę stworzenia dzisiejszej lodówki, a to ważny wynalazek, ponieważ przechowuje jedzenie, a wszyscy lubią jeść ( :D ).
Trzeci rozdział jest o niczym innym jak o dźwięku. Jak możecie wyczytać z opisu, który został wyżej napisany dowiadujemy się, że dźwięk odczytano z naskalnych rysunków Neandertalczyków, ale czy dalibyście wiary, że na przełomie XIX i XX wieku, dzięki dźwięku można było określić płeć dziecka u kobiety w ciąży? To dopiero niewiarygodne! Czas na czystość, czyli rozdział 4. Niestety niegdyś ludzie nie myli się wcale, no ewentualnie raz w miesiącu, ale wtedy to byli uważani za czyściochów. Natomiast Steven Johnson powiedział bardzo ciekawą rzecz dotyczącą zakładania kanalizacji:

Zanim przyjęto tę jednostkę mierniczą, system wodociągowy testowano staroświeckim sposobem:
budowało się nowe kanały lub rezerwuar albo kładło rury i po prostu czekało się i patrzyło,
ilu ludzi umrze.
~ str. 157

To okropne, ale trzeba było sobie jakoś radzić, a z racji, że poprzez wiele zanieczyszczeń chemikaliami i nie tylko dochodziło do chorób to zgony i tak następowały.
Jednak nie to było najbardziej obrzydliwe. Wyobraźcie sobie, że idziecie się teraz umyć, a zamiast czystej wody lecą jakieś szczątki ryb.. fuuuj..
Ostatnie dwa rozdziały dotyczą czasu, który był wiele razy zmieniany oraz o świetle. Na przykład robiono kiedyś świeczki ze specjalnej mazi, która znajdowała się nad mózgiem kaszalota, dlatego w tamtym okresie były one często zabijane, a żeby wydobyć tę maź wywiercano dziurę w głowie ryby i wchodził w nią człowiek, który to zbierał.
To na tyle ze streszczenia tych ciekawostek...
Pomimo, że niektóre fakty są naprawdę obrzydliwe to wciągają. Osobiście lubię takie książki, które czegoś nauczyć, ale nie lubię ich czytać od początku do końca. Muszę sobie robić przerwy odkładając taką książkę i biorą inną. To był jedyny minus czytania tej książki, ponieważ takie czytanie bez przerwy nużyło (ale dałam radę!).
Muszę przy okazji pochwalić grafika, ponieważ okładka jest przepiękna. Kolory są tak dobrane, że nie występuje żaden natłok. To samo tyczy się rysunków zamieszczonych na niej. Serdeczne gratulację dla pana Pawła Szczepanika za tak świeżą okładkę, ponieważ kojarzy mi się właśnie z taką świeżością. Ona również zachęca do wzięcia książki i poczytania. Naprawdę serdecznie gratuluję, ponieważ wolę naszą polską okładkę niż zagraniczne.

Podsumowując...
Jeżeli jesteście rządni wiedzy, bądź chcecie przeczytać coś co Was nie odmóżdży, a wręcz przeciwnie to ta książka jest dla Was. Uważam, że jest godna polecenia, bo dzięki niej, jak i samemu autorowi możemy się dowiedzieć o przedmiotach codziennego użytku całkowicie nowych informacji. A może to właśnie ta książka odpowie na nurtujące Was pytania, hm? Warto od czasu do czasu przeczytać taką książkę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-11-2015 o godz 11:03 Zaczytana bez pamięci dodał recenzję:
Zastanawialiście się kiedyś nad tym, w jaki sposób powstają wynalazki, które na zawsze odmieniają bieg historii? Ja dość często o tym myślę. Steve Johnson w swojej książce stara się wyjaśnić, skąd wzięły się niektóre przedmioty codziennego użytku. Nie będę Wam streszczać tej publikacji, nie ma to większego sensu. Opowiem o tym, co zainteresowało mnie najbardziej.

Z racji wykonywanego przeze mnie zawodu pozwolę sobie skupić się najpierw nad wynalazkiem druku. Dobrze pamiętam z zajęć, jak wykładowcy mówili nam o biednych mnichach, którzy siedzieli w klasztorach i mozolnie przepisywali księgi. Fakt, wyglądały pięknie, lecz taki sposób rozpowszechniania utworów stanowił barierę nie do przeskoczenia dla ludzi, którzy pisali teksty niezwiązane z religią. Nie mogli oni pokazywać innym swoich dzieł. Między innymi stąd narodził się pomysł, by odszukać rozwiązanie umożliwiające publikację utworów bez pomocy osób duchownych. Książki drukowane przez Gutenberga miały jednak jeden mankament, a mianowicie były niewielkich rozmiarów. Chęć zdobywania wiedzy uświadomiła ludziom, że potrzebują czegoś, co umożliwi im odczytywanie drobnego druku, czyli okularów. Prototypy lup i okularów istniały już oczywiście wcześniej, biedni mnisi musieli w końcu jakoś rozczytywać łacińskie inskrypcje, ale to wciąż było za mało. Steven Johnson pokazuje, jaką drogę przebyły okulary, by wyglądać tak, jak teraz. To była dla mnie, mola książkowego, którego wzrok już stracił gwarancję, bardzo ciekawa lekcja.

Kolejną rzeczą, która mnie zainteresowała, było to, w jakim kierunku rozwinęły się ultradźwięki. Zaczęto ich używać przede wszystkim po to, by można było nasłuchiwać fal odbijanych od gór lodowych. Miało to pomóc w unikaniu kolejnych tragedii pokroju Titanica. Przydatny wynalazek? Przydatny. Niestety, jak to napisał autor, wynalazek miał też swoją ciemną stronę. Mowa tu o wykorzystywaniu ultradźwięków do sprawdzania płci nienarodzonego dziecka. W Chinach, gdzie każdy chłopiec był na wagę złota, przyczyniło się do wykonania wielu aborcji płodów, które nie miały chromosomu Y. Był to tragiczny efekt kolibra. Technologia, mająca na celu unikanie niebezpieczeństwa na morzu, stała się narzędziem zagłady. Przerażające, prawda?

W tej książce znajdziecie wiele ciekawostek dotyczących powstania przedmiotów codziennego użytku. Dowiecie się m.in.: skąd wzięły się wybielacze, w jaki sposób opracowano technologię umożliwiającą mrożenie produktów, co przyczyniło się do zmniejszenia się umieralności wśród ciężarnych kobiet. Będziecie mieli też okazję, by poznać córkę Byrona, która była nietuzinkową damą. Małe wielkie odkrycia to kopalnia wiedzy, perełka. Wiele osób podchodzi do nauk ścisłych jak pies do jeża. Sama znajduję się w tej grupie. Wiecie dlaczego tak się dzieje? Nie dlatego, że nauka jest trudna i nie każdy ją zrozumie. Wcale tak nie jest. Nie rozumiemy pewnych zjawisk fizycznych czy procesów chemicznych, bo trafiamy na nauczycieli, którzy nie potrafią przekazać nam wiedzy w zrozumiały sposób. Mają swój plan narzucony przed MEN, ściśle się go trzymają i każą uczyć się formułek, które i tak po paru latach wyparują z głowy, bo nie będą nam potrzebne. Steven Johnson robi coś innego. W bardzo prosty sposób, używając przykładów wziętych z życia, pokazuje czytelnikom skąd wzięły się poszczególne wynalazki. Całość jego wywodów uzupełniają fotografie. Jedne są kolorowe, inne czarno-białe, ale wszystkie idealnie oddają klimat publikacji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-12-2015 o godz 10:53 Diana Chmiel dodał recenzję:
bardziejlubieksiazki.pl

Autor chciał spojrzeć świeżym okiem na rzeczy, które uznajemy dzisiaj za oczywiste. Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo wygodnie dzisiaj nam się żyje. Lubimy narzekać na wszystko, ale czy tak naprawdę mamy ku temu podstawy? Czy zdajemy sobie sprawę, że kiedyś umarlibyśmy po napiciu się wody z kranu? Że ktoś kiedyś musiał wynaleźć lód? Ale co ciekawsze, Johnson rozpatruje wynalazki w szerszej perspektywie i pochyla się nad ich długofalowymi następstwami. Gdy dany wynalazek zaczyna spełniać swoją rolę, ułatwia życie ludziom. Autor tej książki sięga dalej – stwarza i odnajduje powiązania między wynalazkami i odkryciami, bada wpływ, jaki mają nowe rzeczy na stary świat i ludzi, na przyszłość. A okazuje się, że taki wpływ czy związek może być naprawdę bardzo zaskakujący. Z tyłu okładki mamy kilka przykładów: Czy wiecie, że potrzeba oczyszczania miast z fekaliów pozwoliła rozpocząć pracy nad mikrochipami? Albo że wynalezienie prasy drukarskiej wywarło wpływ na rozwój fizyki molekularnej?

Książka jest właśnie o „takich dziwacznych zależnosciach”. To pochwała geniuszu, a jednocześnie jego „sprowadzenie na ziemię”. Geniusz to nie ta słynna żarówka, która się zapala w trakcie sekundy oświecenia, to nie moment iluminacji. Geniusz to nie osoba, która pewnego dnia wstaje i myśli „Dzisiaj wymyślę coś genialnego”. Nie. Dużo częściej ktoś nosił się z jakimś pomysłem przez wiele lat, często podejmował mnóstwo prób, również tych nieudanych. Odkrycie to nie jest jedna myśl, to raczej cała siatka wzajemnych powiązań, które w odpowiednim momencie i przy odpowiednich warunkach, pozwalają na wysnucie nowych wniosków. Warto zaznaczyć, że Autor skupia się na odkryciach Europy i Ameryki Północnej.

Książka składa się z sześciu rozdziałów. Szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas, światło. Przechodzimy od Pustyni Libijskiej dwadzieścia sześć milionów lat temu do lotów w kosmos w XXI wieku i światłowodów. Od odkrycia zastosowania lodu do mrożonek i klimatyzacji. Od malowideł ściennych sprzed trzydziestu tysięcy lat, do radia, a co za tym idzie do jazzu , do masowych wieców, ale i do Beatlesów. Dowiemy się, co ma wspólnego zatonięcie Titanica z wynalezieniem sonaru, jak podnieść całe miasto o trzy metry i właściwie po co? I dla jakiego miejsca mydło jest zbyt brudne? A czy wiecie, że pisano ulotki instruujące ludzi, jak brać kąpiel? Albo, że istnieje woda zbyt czysta do spożycia przez człowieka? A teraz to, co podoba mi się najbardziej! Żeby ktoś mógł poczytać przy świeczce, ktoś inny musiał wcześniej siedzieć w środku martwego kaszalota i zeskrobywać spermacet z jego mózgu…Nie wnikam w szczegóły, przeczytacie sami, ale oddziałuje na wyobraźnię, prawda?

Myślą przewodnią książki jest pokazanie powiązań pomiędzy odkryciami. To Autor robi w bardzo dobrym stylu. Johnson bardzo sprawnie prowadzi nas w tym, jak sam określa, koewolucyjnym tańcu. Jego wywody przyczynowo-skutkowe są bardzo czytelne, uporządkowane, logiczne. Przy tym napisane z fascynacją i zainteresowaniem, które czuć w każdym zdaniu. Każda strona to świat kolejnych, fascynujących odkryć, a Johnson jest wyśmienitym przewodnikiem. Ale poza powiązaniami między odkryciami odnajdziemy w książce dodatkowo olbrzymie ilości faktów, nazwisk, anegdot, historyjek. Czytanie Małych wielkich odkryć to fantastyczna przygoda. To podróż w czasie od prehistorii do czasów współczesnych, podróż, którą w zasadzie każdy powinien odbyć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
29-11-2015 o godz 21:03 kobietatrzechbarw dodał recenzję:
Steven Johnson jest bestsellerowym autorem dziewięciu pozycji popularnonaukowych oraz założycielem trzech cieszących się zainteresowaniem serwisów internetowych. Ponadto jest również gospodarzem i współtwórcą programu BPS How We Got to Now. Jego artykuły można znaleźć w „The New York Times” czy też w „The Wall Street Journal”. Prywatnie mieszka w Kaliforni z żoną i trzema synami.

Książka ukazuje czytelnikowi, że wszystko opiera się na tzw. efekcie kolibra. Wynalezienie szkła przyczyniło się do stworzenia okularów, które pomagały mnichom w czytaniu religijnych manuskryptów. Stworzenie prasy drukarskiej przyczyniło się do wzrostu liczby osób potrafiących czytać, a to ujawniło dysfunkcje wzrokowe wielu z nich i w ten sposób okulary zyskały szersze wykorzystanie. Tak właśnie rodzą się kolejne urządzenia. „Potrzeba matką wynalazków”, a nie odwrotnie. Dziś otaczająca nas technologia nie szokuje jak dawniej. Czym się mają smartfony, selfie, Internet w porównaniu do włókna szklanego. W dobie dwudziestego pierwszego wieku komputer można zmaterializować w postaci małego urządzenia. Czy ktoś zatrzymuje się na chwile i myśli, że to dzięki wynalezieniu szkła? Czasami boję się, że technika posunie się do tego stopnia, że roboty zastąpią ludzką populację.

Wszystko co posiadamy, jak żyjemy jest dziełem naszych przodków. Budujemy historię, wciąż przyczyniamy się do rozwoju cywilizacji. Ma to zarówno swoje plusy jak i minusy. Z jednej strony mamy światło zamiast świeczki, samochody zamiast zaprzęgniętych w konie wozów i bieżącą wodę w kranie zamiast studni, ale z drugiej strony spaliny zatruwają środowisko, powstające nowe bronie przyczyniają się do śmierci wielu osób, a maszyny które wykonują za nas wiele prac prowadzą do otyłości, wad postawy, problemów ze wzrokiem. Jednak nie zamieniłabym czasów w których żyję na te w których młodość przeżywali chociażby moi rodzice czy dziadkowie, choć przyznam, że w ich czasach istniała większa interakcja między sobą. Smutne jest to, że dziś ludzie zamiast spędzania razem wolnego czasu coraz częściej wybierają komunikację poprzez portale społecznościowe.

Autor w „Małych wielkich odkryciach” w interesujący sposób przedstawił ewolucję szkła, ukazał wpływ lodu na rozwój technologii, opisał dzieje pierwszych rejestratorów dźwięku i wielu innych urządzeń mających wpływ na rozwój cywilizacji. Książka zahacza o fizykę, filozofię, sztukę, chemię i historię. Uważam, że jest to pozycja doskonała nie tylko dla dorosłych czytelników, ale również dla młodzieży. Warto poznawać i przekazywać dalej wiedzę na temat zwykłych przedmiotów codziennego użytku. Lektura uświadomiła mi, że dzięki Fenicjanom mogę teraz pisać recenzje na laptopie, robić zdjęcia, które są moją pasją, przeglądać się w lustrze czy też oglądać film w telewizorze. Oprócz cennej wiedzy Johnson raczy czytelników anegdotkami, które towarzyszą poszczególnym wynalazkom. Przyczyniają się one do tego, że w przeciwieństwie do podręczników szkolnych zamiast suchych faktów, otrzymujemy ciekawą literaturę popularnonaukową. Ponadto pozycja jest bogata w ilustracje będące interesującym dopełnieniem całości.

Słowem podsumowania pragnę zachęcić Was do zaopatrzenia się w niniejszą pozycję. Jeden wieczór poświęcony na jej lekturę sprawi, że Wasza wiedza znacznie się poszerzy. „Małe wielkie odkrycia” to vademecum technologii w pigułce. Warto szepnąć Mikołajowi słówko na jej temat.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-01-2016 o godz 12:52 ruderude dodał recenzję:
Po książki z kategorii popularnonaukowych sięgam bardzo rzadko, głównie z tego względu, że ich treści najzwyczajniej w świecie zanudzają mnie na śmierć. Mimo że zazwyczaj nie wykorzystywane są w nich żadne specjalistyczne zwroty, to jednak ich powaga i specyficzny, naukowy charakter działają na mnie wyjątkowo nasennie. Książki Wydawnictwa Sine Qua Non niejednokrotnie mnie zaskakiwały – pozytywnie – więc i tym razem zdecydowałam się dać szansę pozycji, po którą z własnej woli nie sięgnęłabym. A to byłoby prawdopodobnie największym błędem tego roku.

Książka podzielona została na sześć rozdziałów (szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas, światło), poruszających tematy zupełnie ze sobą nie związane i przedstawiajcie narodziny poszczególnych elementów w wykorzystywaniu ich w nauce. Poza wstępną koncepcją, dowiadujemy się w jaki sposób poszczególne nurty w nauce ewoluowały na przełomie lat, jak prymitywne, głupie i pozornie błahe pomysły wykorzystywane są w różny sposób do dnia dzisiejszego – zwiększając komfort bytowy ludzi i niejednokrotnie przyczyniając się do bezpośredniego ratowania ich życia. Poznajemy bardziej rozbudowane – lub zupełnie zmienione – wersje wydarzeń, o których uczono nas w szkołach, okraszone mnóstwem ciekawostek, o których prawdopodobnie nigdy byśmy się nie dowiedzieli.

W książce Johnsona pojawiła się jedna (dość rozbudowana) informacja, która całkowicie mnie zaskoczyła – a dokładniej chodzi mi o fakt wynalezienia przez Edisona żarówki. Wszelkie dotychczasowe źródła – podręczniki szkolne – informowały, że to właśnie dzięki koncepcji Edisona do dnia dzisiejszego w naszych domach wykorzystywane są żarówki. Jak się okazuje cała masa mężczyzn z całego świata eksperymentowała nad wynalezieniem żarówki, pierwsze zanotowane doświadczenia sięgają na ponad czterdzieści lat przed próbami Edisona, on natomiast zebrał cały splendor, również za wcześniejsze próby niebędące jego wykonaniem. Jakież to wygodne.

Wydanie książki zwraca uwagę swoją dbałością i starannością – zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Poza merytorycznym nafaszerowaniem książki, bardzo licznie występują też zdjęcia i ilustracje dodające pozycji szczególnego uroku i przyczyniające się do znacznego ułatwienia i uprzyjemnienia odbioru pozornie ciężkich informacji. Warto dodać, że pozycja napisana jest w dość prosty sposób, łatwy w odbiorze – nie znajdziecie tutaj ani grama naukowego bełkotu, który zanudzi Was na śmierć.

Autor podsumował w swojej książce bardzo krótki okres, biorąc pod uwagę następowanie ciągłego rozwoju cywilizacyjnego od tysięcy lat. Jednak mimo ograniczoności czasowej, udało mu się wydobyć tyle nieznanych naukowych smaczków, które zdecydowanie wpływają na specyficzność i większe zainteresowanie tą lekturą. Opowiadając o ludzkich możliwościach, o sposobach na kontrolowanie naturalnych procesów fizycznych, o historii pojawiania się poszczególnych elementów wykorzystywanych jako te „naturalne” w życiu doczesnym, uświadamia czytelnikowi wyjątkowość każdej poszczególnej rzeczy – lodówki, klimatyzacji czy nawet żarówki.

Małe wielkie odkrycia to książka, która jeszcze zaskoczy niejedną osobę, i którą z całą pewnością polecam wszystkim lubiącym poszerzać granice swojej wiedzy wyłącznie dla własnej satysfakcji. To jedna z tych pozycji, która świetnie sprawdzi się w roli prezentu i którą warto posiadać na swojej półce.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
30-12-2015 o godz 12:11 Zatracona w słowach dodał recenzję:
Dwadzieścia cztery godziny to tylko chwila w niezmierzonym ciągu dni, które zlewają się w tygodnie, a te natomiast w lata. Czasami wystarczy tylko ta jedna chwila, jedna osoba i ciekawy pomysł, który narodził się w jej głowie, by zmienić przyszłość ludzkości. Ciągle nas coś zaskakuje. Każdego dnia powstają nowe plany, rodzą się nowe pomysły, które mają pchnąć ludzkość jeszcze bardziej naprzód. Warto jednak zatrzymać się na chwilę, by spojrzeć w przeszłość, bo właśnie tam wszystko się zaczęło.

„Małe wielkie odkrycia” to popularnonaukowa książka napisana przez Stevena Johnsona, który w swoim dorobku ma już dziewięć pozycji z tego gatunku. Opowiada historię najważniejszych wynalazków, które odmieniły świat i doprowadziły nas do punktu, w którym obecnie się znajdujemy. Autor pragnie nakierować nas na swój sposób myślenia, przedstawiając nowe spojrzenie na losy ludzkości. Nie skupiamy się na zmianach społecznych, a na technologicznych, dzięki czemu możemy zobaczyć wszystko z innej perspektywy. Wydarzenia, które do tej pory uważane były za najważniejsze, idą w kąt, a naprzód wysuwają się małe przełomy, bez których historia na pewno przybrałaby zupełnie inny kierunek.

Nie mogę nie wspomnieć o języku, którym posługuje się autor. W książkach popularnonaukowych język jest zazwyczaj specyficzny, pojawiają się w nim specjalistyczne słowa i wyrażenia. Rzadko sięgam po tego typu publikacje głównie z powodu, że ciężko mi się je czyta. Wolę sięgnąć po lekką powieść, która pomoże mi się odprężyć po ciężkim dniu i nie będzie wymagała zbytniego zaangażowania. Zdarzają się jednak wyjątki i zdecydowanie mogę do nich zaliczyć „Małe wielkie odkrycia”, gdyż język jest prosty i łatwy do przyswojenia. Da się go zrozumieć bez żadnego problemu, co pokazuje, że po książkę może sięgnąć czytelnik w każdym wieku. Specyficzne słownictwo zostało ograniczone do niezbędnego minimum, a w wyjątkowych wypadkach autor sam wszystko wyjaśnia, dogłębniej omawiając daną kwestię.

„Małe wielkie odkrycia” to jedna niesamowita podróż, która miała swoje wzloty i upadki. Może nie była tak porywająca, jak książki fabularne, przytłaczała nierzadko nadmiarem informacji, czym zniechęcała mnie do dalszego czytania, jednak na pewno była tego warta. Książka ma prawie trzysta stron, jednak nie czyta się jej tak szybko, jak można przypuszczać. Czytelnik musi się skupić i wczytać w treść, by nie pozwolić umknąć żadnej znaczącej informacji. Publikacja dzieli się na sześć części: „Szkło”, „Zimno”, „Dźwięk”, „Czystość”, „Czas” i „Światło”. Nie są to, tylko suche fakty, regułki, czy informacje, które możemy znaleźć w internecie. Steven Johnson opowiada historię najzwyklejszych przedmiotów, których używamy na co dzień, ale nie przechodzi nam na myśl, skąd się wzięły, jak powstały i kto je wynalazł.

„Małe wielkie odkrycia” to niezwykle inspirująca i skłaniająca do myślenia książka. Zrozumiały i łatwo przyswajalny język oraz ilustracje i rysunki, które ją wypełniają, sprawiają, że książkę czyta się nie tylko z wielkim zaciekawieniem, ale i przyjemnością. To lektura opowiadająca niezwykłą historię zwykłych rzeczy, którą warto poznać, by lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość.

http://someculturewithme.blogspot.com/2015/12/przerwa-na-nauke.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
16-12-2015 o godz 12:41 Adam Grochocki dodał recenzję:
Kilka ostatnich dni zastanawiałem się jak ugryźć "Małe Wielkie Odkrycia". Głowiłem się jak napisać recenzję książki, z której każdy przytoczony przykład może zepsuć czytelnikowi jego własne "małe odkrycie". Steven Johanson zmienił postrzeganie wszystkich tych drobnych rzeczy, które nas otaczają i do których przywykliśmy na tyle, że przestaliśmy na nie w ogóle zwracać uwagę. Ale po kolei.

Książka "Małe Wielkie Odkrycia" składa się, nie licząc obszernego wstępu i podsumowania, z sześciu części. O ile rozdział pierwszy zatytułowany "Szkło" mówi wprost czego się w nim dowiemy, tak Zimno, Dźwięk, Czystość, Czas i Światło wydają się dość enigmatyczne. Z pomocą przychodzi rozbudowany wstęp autora tłumaczący tzw. "efekt kolibra", który będzie podstawą każdej kolejnej części książki. A czym jest ów zjawisko? Jeśli pamiętacie z filmów, gier, czy książek zjawisko efektu motyla (nawet najmniejsza akcja może wykonać wielką reakcję w przyszłości) to tutaj jest podobnie, ponieważ każde najmniejsze odkrycie przyczyniło się do stworzenia kolejnych wynalazków, a te z kolei wymusiły rozwój innych gałęzi przemysłu. Przytaczając przykład z okładki książki - wynalezienie prasy drukarskiej przez Gutenberga niesamowicie zwiększyło zapotrzebowanie na okulary dla co raz chętniej uczących się czytania i pisania ludzi. Gdy już każdy mógł sobie kupić okulary ktoś wynalazł mikroskop, a ktoś teleskop i tak dalej. Taki łańcuch zdarzeń nazywamy właśnie "efektem kolibra", a każdy kolejny rozdział umieszcza go zgrabnie w tytułowych zagadnieniach.

Książka przepakowana jest ciekawostkami na temat postaci historycznych i w wielu przypadkach kładzie nowe światło na rzeczy, które znamy z historii. Jeśli z grubsza pamiętacie szkolne podręczniki historii to wiecie, że Edison wynalazł żarówkę. I w zasadzie tyle w tym temacie. Johnson rozprawia się z tym ogólnikowym stwierdzeniem dokładnie opisując kolejne kroki, które doprowadziły do ogłoszenia rewolucji w oświetleniu. Sprawa wygląda zupełnie inaczej niż mogłoby się wydawać. Dowiecie się też co łączy Edisona z "magiem" naszych czasów - Steve'em Jobsem i gwarantuję, że będziecie bardzo zaskoczeni. Praktycznie każdy nowy akapit to nowa, bardzo często zaskakująca ciekawostka, która prowokuje do zgłębiania tematu. Złapałem się na tym, że po lekturze sprawdzałem jak wyglądał kiedyś transport lodowych bloków, czy jak to amerykańskie miasta radziły sobie z nieczystościami w XIX wieku.

Książka wydana jest rewelacyjnie. Oprócz bardzo czytelnego podziału na kolejne części, co chwila trafiamy na ilustracje dotyczące omawianego tematu. Nie są to przypadkowe obrazki, a starannie wygrzebane materiały z kronik i archiwów. Powiedzieć, że jest ładna to za mało, to zdecydowanie pierwszorzędne wydanie!

Podczas lektury przychodzi refleksja, że szkoły powinny brać przykład z autora. Jasne, powinniśmy znać historię władców ojczyzny i europejskich mocarstw, powinniśmy znać przebieg wielkich wojen, ale powinniśmy też znać genezę rzeczy, które nas otaczają, bo za wieloma z nich stoi niesamowita historia. Dzięki "Małym Wielkim Odkryciom" czuję się nie tyle mądrzejszy, co świadomy. Poza tym można błysnąć przy pogaduszkach ze znajomymi! A to jest bezcenne :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-12-2015 o godz 20:08 Wiedźma dodał recenzję:
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się w jaki sposób niektóre wynalazki wpłynęły na otaczający nas świat? Co sprawia, że naukowcy wykorzystują rozwiązania naukowe właściwe dla różnych dziedzin? O tym i kilku innych aspektach napisał Steven Johnson w publikacji "Małe wielkie odkrycia".

Książka została podzielona na sześć działów: szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas oraz światło. Autor pokazuje w niej w jaki sposób w umysłach uczonych – a także przeciętnych obywateli o wielkiej wyobraźni – rodziły się idee, które zmieniły znany im świat. Nie są to jednak suche fakty, podane w gęstym naukowym sosie, lecz lekkie i przyjemne opowieści, uzupełnione o dużą ilość ciekawostek i anegdot, dotyczących nie tylko genezy idei, ale też ich twórców. Wielu z nich było bowiem uważanych za szaleńców, którzy uparli się, by udowodnić światu coś, co sobie ubzdurali. W rewelacyjny sposób zostało to opisane w dziale Zimno, kiedy to Frederic Tudor, zwany później „Lodowym Królem” był przez wiele lat traktowany jako niespełna rozumu, gdy podjął się realizacji szalonego pomysłu, jakim był w połowie XIX wieku transport lodu z Nowej Anglii do gorących rejonów świata. Coś, co z początku wydawało się całkowicie nietrafionym pomysłem, zmieniło się nie tylko w intratny interes, ale i przyczyniło się do zasiedlenia terenów dotychczas nieprzyjaznych dla człowieka. W jaki sposób? O tym można dowiedzieć się z lektury "Małych wielkich odkryć".

Autor w swojej książce dowodzi, że wiele wynalazków wypłynęło na siebie nawzajem, choć nie było to tak oczywiste. Jak na przykład: wynalezienie przez Gutenberga prasy przyczyniło się do odkrycia, że znakomita część społeczeństwa cierpi na dalekowzroczność, co z kolei spowodowało, że w miastach zaczęły pojawiać się kolejne zakłady optyczne oferujące ludziom pierwsze okulary do czytania. Podobnych zależności między ideami i nowinkami technicznymi kryje się w annałach wiele, wiele więcej, choć nie wszystkie są tak oczywiste. Historia przejścia od jednej idei do drugiej niejednokrotnie była zdumiewająca. Czy wydzielina spod czaszki kaszalota może mieć coś wspólnego z lampą błyskową? Okazuje się, że tak.

Steven Johnson w swojej publikacji płynnie przechodzi od jednego odkrycia do drugiego, pokazując przy tym jak poszczególne idee ze sobą współdziałają oraz jak ewoluowały w czasie. Mimo iż działów jest tylko sześć, to zawierają w sobie bardzo dużo informacji. Wiedzieliście, że w połowie XIX wieku Chicago zostało podniesione o około dwa metry? Dlaczego? W jaki sposób? Wiąże się z tym naprawdę ciekawa historia, która w "Małych wielkich odkryciach" została przekazana bardzo szczegółowo.

"Małe wielkie odkrycia" zostały napisane przyjemnym, lekkim językiem, w którym odnajdzie się zarówno młody, jak i dorosły czytelnik. Liczne anegdoty sprawiają, że historia opisywanego wynalazków znacznie łatwiej wpada do głowy. Istotną zaletą książki są rozliczne ilustracje i rysunki, przedstawiające zarówno sylwetki odkrywców, jak i towarzyszące im idee. Ryciny i zdjęcia są wyraźne, szczegółowe i bardzo dobrze dobrane do omawianego w danym momencie tematu.

Podsumowując: "Małe wielkie odkrycia" to książka, z którą naprawdę warto się zapoznać. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-11-2015 o godz 14:59 Dominika Ławicka dodał recenzję:
Steven Johnson, autor książki "Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat" zabiera nas w podróż, podczas której opowiada o genialnych rozwiązaniach, które miały zasadnicze znaczenie dla ludzkości, ułatwiły nam życie, a ich swoista ewolucja przyczyniła się do przeróżnych rozwiązań z których korzystamy do dziś, choć często nie znamy ich genezy.

Rzeczy, z których korzystamy na co dzień, nie pojawiły się za pomocą czarodziejskiej różdżki, choć bywały sytuacje, które przypominały trochę magię. Zdarzało się również, że w odkryciu niektórych z nich pomagała natura. Otaczamy się przedmiotami, korzystamy z wielu dobrodziejstw, ale bardzo rzadko albo w ogóle nie zastanawiamy się nad tym, jak powstały i kto jest ich autorem. A szkoda, bo to nie jest zbędna wiedza, zwłaszcza że świat nauki nadal z niej czerpie. Kiedy pojawiał się problem, naturalną koleją rzeczy był pomysł, a po nim, raz prosta, innym razem wyjątkowo trudna, skomplikowana i wymagająca wielu badań droga do sukcesu, czyli wynalazku. Wśród nich są również dzieła przypadku, a czasem zwykłej pomyłki. W historii wynalazków jest wiele takich przedmiotów, które zapoczątkowały proces powstawania kolejnych rozwiązań. Ten swoisty efekt domina dotyczy, chociażby wynalezienia szkła, które swój początek miało na Pustyni Libijskiej. Skonstruowanie prasy drukarskiej przez Gutenberga zwróciło uwagę na fakt, że wielu ludzi cierpi na dalekowzroczność i pomogło... szkło, z którego powstały okulary, potem soczewki i wreszcie mikroskop. Wzajemne powiązania są charakterystyczne dla wielu wynalazków, o czym zresztą autor pisze i bardzo dużo takich przykładów podaje.

W sześciu rozdziałach przeczytacie o najważniejszych wynalazkach. Jak już wspomniałam, jedne z nich były dziełem przypadku, inne pomyłki, ale zdarzały się wręcz genialne rozwiązania i aż trudno uwierzyć, że człowiek potrafił wpaść na pomysł i zrealizować go za pomocą ubogich środków. Książka jest bardzo dobrze napisana i zredagowana, jej czytanie to czysta przyjemność i naprawdę ciężko się od niej oderwać, to bardzo interesująca i niezwykle wartościowa lektura. Wszystkie fakty zostały podane w bardzo obrazowy, bezpośredni i przede wszystkim zrozumiały dla laika sposób. Steven Johnson pisze bez naukowego zadęcia, co sprawia, że szybko przyswajamy wiedzę. Książka jest pięknie wydana, już sama okładka zwraca uwagę, poza tym zawiera dużo kolorowych i czarno-białych zdjęć, co stanowi jej atut.

"Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat" Stevena Johnsona to książka, która powinna znaleźć się w każdym domu, to publikacja, która pozwoli nam zrozumieć wiele istotnych dla nauki faktów oraz inaczej spojrzeć na rzeczy codziennego użytku. Świat nauki jest fascynujący, pełen genialnych rozwiązań i przede wszystkim wspaniałych ludzi, dzięki którym małe odkrycia przeobrażały się w wielkie osiągnięcia, poznajcie ich historię. Gwarantuję Wam, że po lekturze tej książki, latarnie uliczne, woda z kranu, czy zwykła szklanka nabiorą zupełnie innego znaczenia.

Polecam! Nie przegapcie tej książki, to wspaniała lekcja dla nas wszystkich!
Dominika Ławicka
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
14-12-2015 o godz 15:12 patka dodał recenzję:
Uwielbiam czytać książki o nauce. Odkrycia, pomysły, wszelakie niesamowitości oraz opiewanie potencjału ludzkiego umysłu bardzo mnie interesuje i inspiruje. Dlatego też "Małe wielkie odkrycia" szybko przykuły moją uwagę. Lektura okazała się tak interesująca jak się tego spodziewałam, równocześnie rzucając wiele światła na historie i odkrycia, o których nigdy nie słyszałam, a szkoda bo są one znacznie bardziej interesujące niż wykuwanie na pamięć wzorów i reakcji chemicznych.

Nie sposób nie pochwalić elementu, który jako pierwszy rzuca się w oczy przy bliższym kontakcie z tą pozycją, mianowicie jej projekt oraz wykonie. Jak większość osób czerpię dużą przyjemność z tego, jak książka się prezentuję, nie wpływa to znacznie na moją ocenę, jednak zdecydowanie zwiększa jakość czytelniczego doświadczenia. "Małe wielkie odkrycia" to świetnie wydana lektura. Począwszy od jej wykonania, przez kolorowe wnętrze oraz fantastyczną okładkę wszystko prezentuje wysoką jakość, co oczywiście bardzo pozytywnie wpływa na odczucia podczas czytania oraz na odbiór treści, gdyż ilustracje prezentują nie tylko ciekawostki, ale i tytułowe małe wielkie odkrycia.

Po omówieniu tej niezwykle dla oka przyjemnej części, czas na omówienie zawartości, która na szczęście też nie rozczarowuje. Steven Johnson odwalił kawał dobrej roboty edytując ogromną liczbę informacji, w sposób, który pozwala na dobre zapoznanie się z różną tematyką, a jednocześnie nie zanudza. Książka przez zdecydowaną większość lektury podtrzymuje ciekawość czytelnika wiadomościami, o których niedużo z nas słyszało. Cała koncepcja tej pozycji ogromnie przypadła mi do gustu. Nie codziennie mamy okazję pomyśleć nad tym jak powstały lustra, czy jakie zmiany zaszły (i czym zostały spowodowane) w naszym podejściu do higieny. Jednocześnie raczej nie przechodzi nam przez myśl ile pomysłów, odkryć i porażek składa się na otaczające nas dobra, i nie mam tu na myśli tylko komputerów, czy telefonów, ale i bieżącą wodę, czy okulary. Autor nie przedstawia samych odkryć, także ludzi kryjących się za nimi, również tych którzy w swoich czasach byli ofiarami drwin i nagonek.

Nie będę udawać, i przyznam, że nie wszystkie procesy opisane w tej książce były dla mnie całkowicie jasne, a przynajmniej nie na poziomie, który pozwalałby mi na ich kreatywne rozpatrywanie. Momentami do tekstu wplatane były pojęcia, które, odnoszę wrażenie, nie są powszechnie znane. W zrozumieniu kilku z nich pomogła mi tegoroczna lektura książki Simona Flynn'a "Naukowa lista przebojów" (recenzja), jednak pojawiło się kilka elementów, które autor choć jednym zdaniem mógłby wytłumaczyć, aby upłynnić lekturę.

"Małe wielkie odkrycia" to książka, w której każdy z nas znajdzie coś dla siebie. Podziwianie ludzkiego umysłu i odkrywanie rozwoju wielu elementów (i ich wpływu na jeszcze większą ilość elementów) jest doprawdy niezwykle ciekawym zajęciem. Steven Johnson uświadamia czytelnikowi, że nic nie zostało wymyślone od tak, a przeszło proces setek czy nawet tysiący lat pracy wielu naukowców.

Mój regał z książkami patsy-books.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Dygot Małecki Jakub
5/5
25,73 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Cud, Miód, Malina Jadowska Aneta
4.7/5
25,00 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Czas żniw. Tom 1 Shannon Samantha
4.5/5
22,46 zł
34,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Nie ma tego Złego Mortka Marcin
4.3/5
25,09 zł
38,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Ropuszki Jadowska Aneta
4.7/5
33,64 zł
54,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Glatz. Zamieć Duszyński Tomasz
4.9/5
27,66 zł
42,99 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.